Tag Archives: Tomasz Jegierski

Dominik Tarczyński idzie do wora, nadeszła jego tam pora

Zwykły wpis

Zaczyna się manewr chowania niewygodnych polityków PiS. Podobnie jak w 2015 r., kiedy to „zniknął” Antoni Macierewicz. Podczas zamkniętej dla mediów części niedawnego posiedzenia klubu PiS w Jachrance prezes Kaczyński mówił o konieczności zmiany języka i twarzy – przypomina portal Fakt.

W ostatnich dniach hasło do odwrotu podjęła Krystyna Pawłowicz. Tak skutecznie, że zaskoczyła niektórych partyjnych kolegów.

W sobotę wieczorem zapowiedziała w mediach społecznościowych, że odchodzi całkiem z polityki. – „Poniosło ją, jak zwykle. Emocje zagrały” – skwitował ruch posłanki polityk PIS. Ponoć tuż przed deklaracją odebrała telefon z Nowogrodzkiej…

Następny na liście – jak mówi ważny polityk PiS – będzie Tarczyński. Za to samo, co waleczna pani poseł. Otóż obydwoje są piewcami antyunijnej narracji PiS, o czym zazwyczaj dają znać za pomocą obraźliwych wpisów w mediach społecznościowych. Poza tym niedawno poseł podpadł Jarosławowi Kaczyńskiemu. Otóż gdy młody poseł kilkakrotnie nazwał „idiotą” posła Jacka Protasiewicza, szef PiS osobiście – czytamy w portalu – ofuknął go w Sejmie. I to przed kamerami. Jego kariera sejmowa chyba nie przetrwa jednej kadencji.

Depresja plemnika

„Podpisał nowelizację do nowelizacji o nowelizacji w sprawie nowelizacji w odniesieniu do nowelizacji, która była nowelizacją nowelizacji ustawy o SN. Podpisywał klęcząc!!!” – skomentował internauta podpisanie przez Andrzeja Dudę ustawy o Sądzie Najwyższym. To rzeczywiście siódma wersja ustawy.

A tak w TVN24 o podpisie prezydenta pod tą ustawą mówił Adam Bielan: – „My nie uważamy, że to było złamanie Konstytucji. Dalej uważamy, że mieliśmy w tym sporze rację, natomiast respektujemy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Skoro takie orzeczenie zabezpieczające zapadło, dzisiaj zostało podtrzymane, potwierdzone, to musimy się do tego dostosować”.  22 sędziów SN, w tym troje prezesów, przeniesionych pół roku temu poprzednią pisowską ustawą w stan spoczynku, wróciło do orzekania.

Nawet prawicowy dziennikarz Łukasz Warzecha ironizował na Twitterze: – „Towarzysze, nasza bohaterska armia, zadawszy ciężkie straty wrogowi, wycofała się na z góry zaplanowane pozycje”. Janusz Piechociński z PSL pospieszył z radą: – „Politykom PiS do nucenia piosenka Joanna Rawik…

View original post 2 328 słów więcej

 

Jacek Rostowski rozjechał pokraków PiS w komisji ds. VAT

Zwykły wpis

>>>

Sugestia, że ktokolwiek, gdziekolwiek w polskim rządzie, mógł się cieszyć z tego, że oszustwa VAT-owskie rosną jest nieprawdziwa i oszczercza – powiedział Jacek Rostowski, były minister finansów za rządów PO-PSL, który jest dziś przesłuchiwany jako świadek przez komisję śledczą ds. VAT.

W rozpoczętym postępowaniu chodzi o odpowiedź na pytanie, czy w latach 2007-2015 w instytucjach publicznych nastąpiły zaniedbania, które w efekcie doprowadziły do uszczuplenia dochodów Skarbu Państwa z tytułu podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowego.

Świadek skorzystał z prawa do swobodnej wypowiedzi i w tych ramach oświadczył mi in., że luka istnieje wszędzie, gdzie wprowadzono podatek VAT. To nieprawda, że rząd PO-PSL tolerował oszustwa VAT i że sytuacja poprawiła się po 2015r.

Przesłuchanie Jana V. Rostowskiego jest szeroko komentowane w mediach społecznościowych, a niepoważnego charakteru przydaje mu fakt, że każda ze stron ma swoje wykresy i swoje slajdy.

W odpowiedzi na dość nerwowy klimat prowadzonego przesłuchania Rostowski, w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że Pan przewodniczący Horała nie jest w stanie wykorzystać swojej pozycji, żeby przekaz polityczny utrwalać.”

Na co trafnie zareagował na Twitterze Tomasz Lis: „Rostowski to sadysta. Zjadając pana Horałę powinien się zatrzymać przed dojściem do butów”.

Gdy przewodniczący Horała dopytywał o kwestię odwróconego VAT-u były minister zirytowany odpalił:

„To niesamowite, że na świadka wzięliście prof. Modzelewskiego, który jest gruntownym przeciwnikiem odwróconego VAT-u. Sami szliście do wyborów z ustawą zakazującą odwróconego VAT-u. A teraz robicie nam wyrzuty, że nie dość szybko wprowadziliśmy odwrócony VAT”.

„Ja nie robię panu żadnych wyrzutów” – bronił się Horała, a internauta Michał Mostowy tak skomentował przesłuchanie: „Przesłuchanie Tuska przez Wasserman było klęską PiS, która stanowiła piękne preludium do wykrycia afery KNF. Dziś Rostowski jedzie walcem równie pięknie, jak wtedy Tusk. PiS oduczy się robić polityczne komisje tylko dla politycznej szopki.

Depresja plemnika

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki…

View original post 2 584 słowa więcej

Morawiecki junior plecie bzdury od młodości wpajane mu przez tatę Kornela

Zwykły wpis

Tomasz Jegierski dodał nowe zdjęcia (2).·

Zanim zaczęło mnie nękać ABW p. Sakiewicz z kilkoma osobami na czele z p. Kornelem Morawieckim postanowili zniesławić mnie i fundację.

Tezy w artykułach są kłamliwe i zniesławiające. Można łatwo zweryfikować tezę z panem Prezydentem Dudą.

W Jordanii nie byłem z panem Prezydentem Dudą jedynie poleciały nasze dary 1000 puszek mleka dla 1 tys. dzieci. Dla mnie nie było miejsca w samolocie. Autor opisuje, że byłem tylko zdjęć nie ma, bo prezydent unikał zrobienia ze mną zdjęć.

Informatorzy:

ks. Dariusz Smoleński, Zofia Bańdur, Maciej Legutko, Ziyad Raoof , przedstawiciel rządu kurdyjskiego w Polsce

Na podstawie ich wiadomości został napisany artykuł

Zdjęcie grupy roboczej z Kornelem Morawieckim. Nad czym tak ciężko pracowali?

Wystawa zrobiona ze zdjęć należących do Fundacji SOS DLA ŻYCIA.

Moje odpowiedzi na ich zarzuty:

Artykuły napisane przez red. Wojciecha Muchę, który wcześniej wsławił się biciem z główki rosyjskich kibiców. Bronił Fundacji http://www.wirtualnemedia.pl/…/wojciech-mucha-z-gazety-pols…# później jego media atakowały tę fundację.

W tym samym czasie kiedy p. Sakiewicz wręczał nagrodę p. Premierowi redaktor Mucha napisał te artykuły również jako przykrywka dla sprawy

http://www.rp.pl/…/180219816-Fundacja-Sakiewicza-nie-dostan…

Komentarz do Artykułów

1. Są świadkowie, którzy mogą potwierdzić, że nigdy nie proponowałem załatwienia broni, a tym bardziej powoływania się na p. Antoniego Macierewicza.

2. Stwierdzenie udział w karuzeli finansowej – to jest stwierdzenie p. Muchy

3. Przez cały okres jestem w kontakcie z Ambasadą Panamy i nie było problemów we współpracy.

4. Błogosławieństwo od ks. abp. Marka Jędraszewskiego otrzymałem na niesienie pomocy prześladowanym na Bliskim Wschodzie.

5. Prowadzę dystrybucję filmową takich filmów jak Cristiada., był również ten film 5 dni wojny.

6. Fundacja nie jest zobowiązana do sprawozdawczości do Sądu. Fundacja nie jest OPP i nie korzysta z 1% i nie jest zobowiązana do publikacji sprawozdań.

7. Sprawę najścia zgłosiłem na policji, jednak moje zgłoszenie nie zostało przyjęte przez dyżurującego, jedynie stwierdził, że nikt nie był wysyłany z posterunku.

8. Moje zgłoszenie do prokuratury nie doczekało się nadania sygnatury.

9. Pana Prezydenta Panamy poznałem ze względu na to, że w tym samym hotelu mieszkali moi znajomi z Meksyku. Przy posiłku wraz z Panem Prezydentem rozmawialiśmy o tym, że Panama przyłączyła się do koalicji przeciwko ISIS, ale nie ma armii i może pomóc tylko humanitarnie. Ja przedstawiłem naszą działalność i Pan Prezydent podjął decyzję, że pomoże nam w dostarczaniu pomocy. Dnia następnego miało miejsce spotkanie Prezydentów Polski i Panamy podczas którego było obecny p. Minister Waszczykowski, który spotkał się ze mną i większą grupą moich znajomych. W ich obecności obiecał, że pomoże nam w kwocie 7 mln USD i, że otrzymamy samolot dla delegacji do Kurdystanu. Po tygodniu odwołał to wszystko i skierował mnie do p.Wiceminister Woroneckiej, abym rozmawiał na temat samolotu dla delegacji. Pani Woronecka stwierdziła, że żadnego samolotu nie będzie i najlepiej, abym odczepił się od Bliskiego Wschodu, gdyż tam działa ks. Cisło.

Za rządów PO, gdy lataliśmy na Bliski Wschód Herculesami to zawsze MSZ było z nami, Od 2015 roku już nie. Gdy samolot wojskowy Hercules uległ usterce i musiał pozostać w Erbil w Kurdystanie. Polscy żołnierze byli przyjęci w Erbli przez Fundację i osobiście pomogłem w w rozwiązaniu problemu i usunięciu usterki.

Ks. Cisło stwierdził to na jednym z oficjalnych wystąpień, że on tylko dostarcza biskupom pieniądze. Jak byłem pierwszy raz w Erbil to miejscowy biskup pytał mnie tylko o pieniądze. Duże sumy szły w tym kierunku. My dostarczaliśmy pomoc bezpośrednio potrzebującym i przeszkadzało bardzo stąd nawet w ministerstwie naciski, abym odczepił się od Kurdystanu.

10. Jeden z dziennikarzy to Dawid Wildstein, a drugi to Witold Repetowicz informatorzy w tym artykule. Obaj panowie z operatorem pojechali do Kurdystanu na koszt Fundacji w zamian mieli zrobić materiał filmowy i wyemitować film w TVP promujący Fundację. Tak się nie stało i nie przekazali nawet materiału nagranego.

P. Dawid Wildstein nie ma pojęcia o tym, że Hercules ma wpisane w swoją misję pomoc humanitarną, a wojsko wykorzystuje takie przeloty do szkoleń, które i ta muszą się odbyć. Tonaż w tym konkretnym przelocie był bardzo ograniczony na fakt, że samolot musiał lądować w Bagdadzie i jego specyfikacja nie pozwalała na większy tonaż. Większą część dostarczyliśmy później w grudniu 2016.

11. Nie zapomniałem o chorej osobie i nawiązałem kontakt z najlepszym kardiologiem. Natomiast zarówno ekipa Dawida Wildsteina jak i grupa ks. Dariusza Smoleńskiego, który jest również informatorem do artykułu wraz z p. Zofią Bańdur. Liczna grupa 8 osób na czele z biskupem Cavina z Włoch pojechała do Kurdystanu na koszt fundacji. Ks. Dariusz z p. Moniką mieli wykonać zdjęcia podczas wyjazdu. Takie zdjęcia wykonali. Po powrocie mieli przekazać te zdjęcia, zrobić wystawy i promocję. Po powrocie ks. Smoleński nawiązał dobrą współpracę z p. Zofią Bańdur. Oboje chcieli, abym wypłacił jeszcze jakieś pieniądze p. Zofii Bańdur, kiedy odmówiłem to oboje zwrócili się przeciwko mnie i stwierdzili, że teraz będą robić wystawy i promocję na swój użytek. Prosiłem ich więc, aby zwrócili koszty, które Fundacja poniosła na wyjazd całej grupy, którą zaprosił ks. Dariusz. Gdy odmówili prosiłem, aby przynajmniej pomogli tej dziewczynce, ale w artykule wykorzystują to przeciwko mojej osobie. W styczniu 2017 roku w siedzibie przedstawicielstwa rządu kurdyjskiego ks. Dariusz Smoleński składając raport ze swojej działalności w niesieniu pomocy na Bliski Wschód stwierdził, że co prawda w niczym nie pomógł, ale za to prześladowani uchodźcy chrześcijańscy przebywający w obozach na terenie Kurdystanu zebrali 20 tys. dolarów i przekazali ks. Smoleńskiemu, gdyż on pracuje we Włoszech i tam są większe potrzeby. W lutym tego roku ks. Smoleński wraz z p. Bańdur zorganizowali wystawę zdjęć, które zrobili w Kurdystanie podczas naszego wyjazdu. Ciekawy wątek powiązania z p. Kornelem Morawieckim będzie w następnym mailu. Ks. Smoleński po przyjeździe do Polski w czasie przygotowania wystawy poświęcił trochę swojego cennego czasu na poszukiwanie samochodu terenowego, gdyż bardzo go potrzebuje na polowania. Ani ks. Smoleński, ani p. Bańdur nie zorganizowali pomocy potrzebującym przez ten okres, gdyby było inaczej to mieli by zdjęcia ze swojej pomocy.

12. Nie spotkałem i nie znam Masuda Barzaniego, jak więc mogłem mu cokolwiek obiecywać.

13. Rozmowy o możliwych przedsięwzięciach były. A jeśli chodzi o szpital to pokazano nam szpital, który potrzebuje wsparcia.

14. Pan Dawid Wildstein jak wyżej obiecał materiał i nie wydał oryginałów ani nie zrobił filmu.

15. Tak oszustwa i kradzieże to są grzechy śmiertelne. Jeśli człowiek umrze bez wyspowiadania się i odpuszczenia grzechów śmiertelnych trafia do piekła to jest nauka Kościoła katolickiego.

16. Nie mogłem odzyskać pieniędzy od popularnego aktora ponieważ aktor była na koszt własny.

17. Z powodu działań tych wszystkich osób i z powodu nie możliwości dostarczenia pomocy 2017 roku do Kurdystanu, gdyż lotniska nie działały. W porozumieniu z Ambasadą Panamy przenosimy nasze działania w inne miejsce na Bliskim Wschodzie.

18. W Jordanii nie byłem z Panem Prezydentem Dudą jedynie były nasze dary 1000 puszek mleka dla 1 tys. dzieci.

19. Dwa razy wzięliśmy udział w konkursie na pomoc dla Kurdystanu organizowany przez Marszałka województwa małopolskiego. Jeżeli już to nie wojewoda tylko marszałek. Nasze oferty zostały przyjęte i zrealizowaliśmy w pełni zadania publiczne, które zostały rozliczone i z których sprawozdania zostały przyjęte. Mleko od Agencji Rynku Rolnego również zostało dostarczone.

20. Jaki jest powód, że Przedstawicielstwo Kurdystanu w Polsce nie chce o mnie słyszeć? Wraz z innymi organizacjami z USA dostarczyliśmy pomoc o wartości około 300 mln USD. Kurdowie osobiście przy moim stoliku w Waszyngtonie podczas wydarzenia Narodowe Śniadanie Modlitewne, gdzie osobiście Kurdowie otrzymali 100 tys. dolarów od znanego boksera z Filipin Mannyego Pacquiao. Jest to uwiecznione na zdjęciu. Dostarczałem pomoc do Kurdystanu i nic złego tym ludziom nie zrobiłem.

21. Autor artykułu oskarża mnie o mitomanię, a sam kłamie w wielu miejscach, co można łatwo udowodnić.

W ostatnim czasie PiS-owscy funkcjonariusze „rozbuchali” się, co bardzo wyraźnie irytuje szefa Prawa i Sprawiedliwości. Żenujące rezultaty polityki zagranicznej, oddalający się finał sprawy smoleńskiej, a ostatnio nagrody dla ministrów narobiły w partii sporego fermentu.

O to ostatnie, Jarosław Kaczyński jest wściekły na Szydło, zwłaszcza że jedną z nich przyznała sobie – pisze „Fakt„.  „Gdyby wiedział, zablokowałby to, a tak to mamy ogromny kryzys” – mówi o nagrodach, w rozmowie z dziennikiem anonimowy polityk PiS. „Beata Szydło miała nawet zostać ostro zrugana przez Kaczyńskiego. Zamiast jednak z pokorą przyjąć krytykę, obstawała przy swoim, czym jeszcze bardziej zezłościła prezesa”- czytamy w gazecie. Swoim kiepskim obyczajem buńczucznie pokrzykiwała z sejmowej mównicy:

„Biorę odpowiedzialność za rząd, którym miałam zaszczyt kierować przez dwa lata. Biorę odpowiedzialność za sukcesy i niedociągnięcia – mówiła podniesionym tonem. Odnosząc się do informacji o zarobkach i przyznanych premiach ministrom jej rządu stwierdziła:

„Ministrowie i wiceministrowie w rządzie Prawa i Sprawiedliwości otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę. Te pieniądze się im po prostu należały”. Zapewniała, nagrody dla jej ministrów były „przyznawane oficjalnie, w ramach uchwalonego budżetu”. Bez większej złośliwości można stwierdzić, że przynajmniej w tym jednym względzie była samodzielna…

Dziennik zauważył też, że prezes PiS dyplomatycznie „zachorował” na exposé szefa MSZ, a Beata Szydło z kolei dyplomatycznie „zbojkotowała” przedświąteczne spotkanie z prezesem.

Każdy dostrzegł, że już dziewięć godzin po przemówieniu szefa MSZ prezes ozdrowiał i przybył na partyjne „jajeczko”. Na spotkaniu był także Mateusz Morawiecki, natomiast zabrakło m.in. Beaty Szydło i Antoniego Macierewicza. „Wszyscy w partii wiedzą już, że dni Czaputowicza jako szefa MSZ są policzone, a Szydło i Macierewicz na dobre wypadli z łask prezesa” – podaje „Fakt”

Sam szef resortu spraw zagranicznych inaczej ocenia swoje położenie: „Gdy chodzi o relacje moje z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, rozmawiałem z nim wczoraj, przedyskutowałem założenia. Exposé zostało też wysłane do wszystkich przewodniczących klubów, także dla prezesa, poinformował mnie, że dzisiaj nie może być ze względu na niezbyt poważne – ale jednak – problemy zdrowotne. Musiał zostać w domu. Te stosunki są dobre” – oświadczył jeszcze wczoraj na konferencji prasowej minister Jacek Czaputowicz.

„Jestem zdania, że ten eksperyment się toczy i że będzie on udany” – dodał minister, odnosząc się do słów prezesa PiS, który w swoim czasie, w wywiadzie dla „GPC” powiedział, że resortem miała pokierować inna osoba, ale w ostatniej chwili „wycofała się z tej misji.  Z tego punktu widzenia kandydatura pana ministra Czaputowicza jest pewnym eksperymentem, ale wierzę, że udanym” – mówił wtedy Kaczyński.

Czy Kaczyński zostanie skazany?

Zwykły wpis

Od wielu tygodni PiS wysuwa wobec sekretarza generalnego PO Stanisława Gawłowskiego zarzuty korupcyjne. Poseł PO, przemawiając dziś z mównicy sejmowej powiedział, że „stoi nie jako przestępca zakrywający się immunitetem, ale jako dumny poseł, który został wybrany przez PiS na ofiarę, aby przykryć przekręty i strach”.

 


Wyjaśnił, jakiego rodzaju przekręty i zarzuty ma na myśli. – „Jest dzisiaj z nami na sali, na galerii ksiądz Tomasz Jegierski, prezes fundacji „SOS dla życia”, który pomaga dzieciom, ofiarom wojny w Iraku i Syrii, i w innych krajach Bliskiego Wschodu. Do księdza Jegierskiego kilka lat temu przyszedł Marek Pawlak, asystent obecnego posła Kornela Morawieckiego i zaproponował wsparcie ze strony Wielkopolskiego Banku Kredytowego, którym wówczas zarządzał obecny premier Mateusz Morawiecki. Warunkiem tej pomocy była wpłata 96 tys. zł na rzecz Kornela Morawieckiego i jego organizacji Solidarność Walcząca. 5 stycznia 2013 r. Kornel Morawiecki odebrał te pieniądze, a na żądanie księdza pokwitował je jako pożyczkę” – powiedział Gawłowski.

Sekretarz generalny PO zadał z mównicy sejmowej pytania: – „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany? Czy pan wpłacał ze swego banku dotacje dla dzieci pod warunkiem, że pieniądze zostaną przekazane na rzecz pańskiego ojca?” – pytał Gawłowski.

– Poseł Gawłowski z trybuny sejmowej zawiadamia @PK_GOV_PL o przestępstwie popełnionym przez @PremierRP. „Jeśli historia […] jest prawdą, to mamy pierwszego premiera w historii Polski, który przywłaszcza na rzecz rodziny pieniądze mające służyć biednym dzieciom” – skomentował jeden z internautów.

Podczas konferencji prasowej w Sejmie ksiądz Jegierski powiedział, że w 2012 roku zgłosił się do niego Marek Pawlak, który był w tamtym czasie asystentem Kornela Morawieckiego. – „Przedstawił mi możliwość pozyskania środków, że mogę złożyć wniosek do banku BZ WBK i taki wniosek złożyłem, i otrzymaliśmy dofinansowanie dla dzieci na program „Kino w szkole”. Po otrzymaniu tych środków w kwocie ponad 140 tys. zł ponownie asystent zgłosił się do mnie, żebym teraz w dowodzie wdzięczności przekazał jakąś kwotę dla pana Kornela Morawieckiego i stowarzyszenia Solidarność Walcząca” – powiedział. Ksiądz pokazał też dokument, potwierdzający pożyczkę, podpisany przez Kornela Morawieckiego.

„To jest precedensowy proces na temat tego, co wolno politykowi. Obywatelka Krystyna Malinowska przyszła tu, aby bronić swojej godności i dobrego imienia, aby bronić czci swojej i innych uczestników kontrmanifestacji, których obrażał prezes Jarosław Kaczyński” – mówił adwokat Piotr Marański. „Proces mieszkanka Bydgoszczy kontra Jarosław Kaczyński”.

Krystyna Malinowska, działaczka ruchu Obywatele RP z Bydgoszczy, wyliczała w sądzie wypowiedzi prezesa PiS, która najbardziej ją zabolały: – „Gdy wyzywał swoich przeciwników od „zdrajców narodu” czy „Targowicy”. Gdy mówił, że biała róża to „symbol totalnej głupoty i nienawiści”. Przywołała też wywiad Kaczyńskiego dla Telewizji Republika, który stwierdził wtedy: – „W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. (…) To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony”.

W sądzie zeznawali też świadkowie. Jednym z nich był Paweł Kasprzak z Obywateli RP. – „Były takie manifestacje, gdzie tłum podsycany przez Kaczyńskiego rzucał się na nas. Sam podczas jednej z nich zostałem opluty – fizycznie, nie słowami” – mówił przed sądem. Opisywał reakcje Krystyny Malinowskiej na przemówienia prezesa PiS. – „Ona była widocznie wstrząśnięta tym, co i jak mówił Kaczyński podczas miesięcznic” – mówił Kasprzak.

Jak należało się spodziewać, Kaczyński nie pojawił się w sądzie. Reprezentował go radca prawny Adrian Salus. Twierdził, że wypowiedzi prezesa PiS „wpisują się w zasady pluralizmu politycznego”. Wyrok zostanie ogłoszony 4 kwietnia.

„To kolejny przykład totalnych absurdów w wykonaniu PiS. To tak, jakby posłowie PiS, do uwierzenia, że Ziemia jest okrągła, potrzebowali specjalnej ustawy. Pan premier Morawiecki ma konstytucyjny obowiązek, by opublikować zaległe orzeczenia Trybunału i nie potrzebuje do tego żadnej ustawy” – stwierdził poseł Borys Budka. To jego komentarz do złożonego przez PiS projektu nowelizacji ustaw o organizacji Trybunału Konstytucyjnego, w myśl którego mają zostać opublikowane trzy dotychczas niepublikowane wyroki TK pod przewodnictwem Andrzeja Rzeplińskiego.

Według Budki, zamiast zgłoszonej przez PiS projektu ustawy, „trzeba zaprzysiąc trzech legalnie wybranych sędziów, wycofać się z absurdalnej, niekonstytucyjnej zmiany w ustawie o KRS i przede wszystkim wyrzucić z wyrzucić z Trybunału sędziów dublerów i przywrócić do orzekania trzech legalnie wybranych sędziów TK”.

Były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL, podkreślił, że ta PiS-owska ustawa będzie kolejnym bublem prawnym. – „Bowiem zgodnie z Konstytucją – to Konstytucja stosowana jest wprost, bezpośrednio i ma moc najwyższą w źródłach prawa.

Budka uważa, że to kolejny pozorowany ruch PiS, pokazujący „totalną porażkę na arenie międzynarodowej” partii rządzącej. – „Nic nie dały kłamstwa i manipulacje, zawarte w „Białej księdze”, którą pan premier Morawiecki przedstawił w Brukseli. Bo wiemy, że przedstawiciele UE po prostu już temu rządowi nie wierzą. Dlatego teraz, w sposób zupełnie chaotyczny proponuje się po raz kolejny gmeranie w polskim prawie. Tak naprawdę potrzeba wiele konkretnych ruchów, a nie pozorowanych ustaw” – zaznaczył Borys Budka.

Słów brakuje. Żeby nie wiadomo jak długo i powoli tłumaczyć, feministki w kółko to samo. Wolny wybór, wolny wybór… A przecież wybory już były. Wolne całkiem. I na razie już wystarczy!

Idąc do urn i głosując na partię aktualnie rządzącą, Polacy nie tylko ustanowili nowe prawo matematyczne, stanowiące, że „większość” wynosi osiemnaście procent, ale też dali wyłonionej w ten sposób nowej władzy prawo do ustanawiania takiego prawa, jakiego trzeba, aby powyborcza zmiana była – w ich ocenie – właśnie „dobra”.

To abecadło demokracji, ta zaś została właśnie przywrócona, jakby ktoś nie zdążył zauważyć. Więc wychodzenie na ulice i sianie publicznego zgorszenia tylko dlatego, że jakaś ustawa się komuś nie podoba, to awanturnictwo i warcholstwo, które będzie ścigane z urzędu. Są na to paragrafy. Bo teraz co jest najważniejsze? Bezpieczeństwo, oczywiście.

Pod rządami „dobrej zmiany” bezpiecznie ma się czuć w swoim kraju każdy, choć ściślej, to chodzi głównie o bezpieczeństwo Narodu, co wcale na jedno nie wychodzi. Bo, na przykład, ktoś musi dostać w łeb paragrafem albo pałą, żeby bezpiecznie mógł się czuć ktoś. To są zwyczajne dzieje.

Tym razem będzie jednak nie o warchołach – Obywatelach RP czy awanturnicach z „Czarnego Protestu”, tylko o bezpieczeństwie najsłabszych. O prawie do życia dla osób, a konkretnie – potencjalnych osób niepełnosprawnych.

Bo Konstytucja gwarantuje wszystkim takie prawo. To po pierwsze. Pod drugie zaś – prawo do życia i bezpieczeństwa obywateli z dysfunkcjami – jako pokrzywdzonych przez los i genetykę – podlega szczególnej ochronie.

Czyż więc zapewnienie takim właśnie, poszkodowanym Polakom (nawet jeśli na razie zaledwie potencjalnym) respektowania ich przyrodzonych praw nie powinno być ważnym zadaniem partii, która jeszcze w programie wyborczym obiecywała szczególną troskę o praworządność i bezpieczeństwo?
Oczywiście, że powinno. Toteż większość sejmowa właśnie usiłuje – przy wściekłych protestach lewactwa, gromady zaburzonych feministek i totalnej opozycji – uchwalić ustawę o prawie do życia dla ciężko lub (oraz) nieodwracalnie uszkodzonych płodów. (No, powiedzmy, że w tej sytuacji chodzi raczej do prawo do martwego urodzenia, ale zawsze.) Przecież takim osobom należy się – gdyby jednak jakoś przeżyły moment porodu – chrzest święty, a wraz z nim imię. Oraz „trumienkowe”.

Nikt nie ma prawa pozbawiać kogokolwiek takiego prawa, nieprawdaż? To, jakby, niehumanitarne. I żeby była jasność w tym temacie. Żadne – jak twierdzą wojujące aktywistki Nowoczesnej – kwestie światopoglądowe, a już zwłaszcza naciski ze strony biskupów, czy też – z drugiej strony – „nienawiść do kobiet” , konserwatyzm, antyfeminizm czy męski szowinizm nie mają tu absolutnie nic do rzeczy. Chodzi o prawo podstawowe, czyli prawo do życia i osobistego bezpieczeństwa. Tylko tyle.

Poza tym aborcja godzi także w bezpieczeństwo Narodu. Pozwalając na masowe mordowanie nienarodzonych Polaków, możemy bowiem wkrótce podzielić los dinozaurów. Bo jak na razie to nawet Pięćsetplus niewiele pomogło. A poza tym, to nie jest wcale wykluczone, że w ramach naszej ulubionej rozrywki narodowej – rekonstrukcji historycznych – już za chwilę najbardziej krzykliwym liberałom i lewakom nie zostaną wręczone „dokumenty podróży” i „niech jadą”, skoro im się wstająca z kolan i odzyskująca godność Polska nie podoba. Tylko, że za „pierwszego PiS-u” pojechał jakiś milion, a teraz nie wiadomo – być może kolejny, albo nawet kilka? Więc tych kilkaset tysięcy nowych Rodaków rzeczywiście może zdecydować o być albo nie być naszej narodowej wspólnoty.

Jest i dodatkowa okoliczność, bo jak czegoś z tą „hatakumbą” niewiniątek nie zrobimy, i to szybko, to mogą na nas spaść plagi, od egipskich gorsze, a już na pewno polityków frakcji władzy dosięgnie kara z Torunia.

Czyli nie ma już na co czekać. Ale bez obaw, potem to już będzie tylko łatwiej. Bo jak przyznamy prawo do narodzin płodom niezdolnym do życia poza organizmem matki, to tym bardziej wypada je dać takim, które zapowiadają się na zupełnie zdrowe tylko, że miały tego pecha, że się poczęły w okolicznościach kryminalnych. Bo to przecież nie ich wina. Odpowiedzialność do trzeciego pokolenia obowiązuje tylko w przypadku potomków „ubecji” i „resortowych dzieci”.

Najtrudniej będzie z „zagrożeniem zdrowia i życia matki”, no ale – umówmy się – matka już sobie przecież pożyła, to niech da teraz pożyć innym. A poza tym co do takiej matki, co jej aborcja w ogóle na myśl przychodzi, to wiadomo, że feministka jest. Czyli i tak stracona dla ludzkości. Tymczasem dziecko, niezależnie od dziedzicznego skażenia lewactwem, pod wpływem zreformowanej właśnie szkoły powszechnej i wychowawcy-katechety zawsze może wyrosnąć na zwolennika „dobrej zmiany”.

Więc prędzej czy później, jak się to Narodowi wszystko na paskach w DTV wytłumaczy, to poparcie społeczne dla całkowitego zakazu aborcji wzrośnie z aktualnych 10 procent do nawet 110. W końcu wystarczyło dwa lata i już niemal połowa Polaków dostrzega w Unii nowego zaborcę, który nic, tylko dybie na nasze wartości tudzież suwerenność. Z podejściem do mordowania dzieci poczętych będzie podobnie. Sami zobaczycie. Więc nie ma co krzyczeć na ulicy po próżnicy. Tym bardziej, że idą święta.

Wolność, moi kochani, to uświadomiona konieczność. Zatem – według słów klasyka – najwyższa pora uświadomić sobie, że zamiast wrzeszczeć na Nowogrodzkiej, baby koniecznie powinny teraz robić baby.

10 lipca 2017 r. troje działaczy Obywateli RP, Agnieszka Markowska, Maria Bąk-Ziółkowska i Bartłomiej Sabela, przeskoczyli przez barierki na placu Zamkowym i usiedli przed uczestnikami miesięcznicy smoleńskiej, przeszkadzając im w obchodach tak tragicznej dla Polski katastrofy lotniczej. Policja spisała ich i skierowała sprawę do sądu, powołując się na art. 52 Kodeksu Wykroczeń, według którego każdy kto „przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

20 marca tego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy – Śródmieście wydał wyrok w tej sprawie. Cała trójka została uniewinniona, bo sędzia Łukasz Biliński nie znalazł powodów, by ich ukarać i umorzył postępowanie.

Sędzia oparł swoją decyzję na wnikliwej analizie m.in. statusu prawnego miesięcznic smoleńskich, które zostały zarejestrowane w kwietniu 2017 roku jako zgromadzenia cykliczne. Z ustawy wynika, że „zgromadzeniem jest zgrupowanie osób na otwartej przestrzeni, dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób, w określonym miejscu, w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych”. Nie można więc uznać miesięcznic za zgromadzenie publiczne, bo są one tyko dla „wybranych”, a od reszty odgrodzone barierkami i kordonem policji. Według Łukasza Bilińskiego „miejsce zgromadzenia powinno być dostępne dla anonimowych osób. Wstęp nie może być za zaproszeniem, bo wtedy zmienia się to w prywatne spotkanie”. W tej sytuacji nie można zarzucić oskarżonym działań niezgodnych z prawem, bo nie zostały spełnione kryteria określające zgromadzenie publiczne.

Powołał się również na prawo do wyrażania własnych poglądów i przekonań, co gwarantuje Konstytucja i Europejska Konwencja Praw Człowieka. Każdy człowiek ma prawo wyrażać swój sprzeciw również zachowaniem „na przykład poprzez zajmowanie przestrzeni publicznej, jako wyraz niezgody na coś. Bo nie można prawa do wyrażania poglądów ograniczać tylko do słów i transparentów”.

Sędzia Biliński umorzył też sprawę wobec osób, które podczas innej miesięcznicy krzyczały w stronę pana Kaczyńskiego, że jest kłamcą. Ma on na swoim koncie uniewinnienie Arkadiusza Szczurka i Macieja Bajkowskiego, działaczy stowarzyszenia Obywatele Solidarnie w Akcji, którym policja zarzuciła również zakłócenie jednej z miesięcznic smoleńskich, a Bajkowskiemu dodatkowo nielegalne wyświetlanie napisu na Pałacu Prezydenckim.

Nie ukrywam, że z zadowoleniem przyjęłam mądrą decyzję sędziego, choć od razu zaczęłam martwić się o jego przyszłość w sądownictwie. Obawiam się, że zapłaci za swoją niezależność w orzekaniu.

Jednocześnie zaczęłam zastanawiać się nad pewną kwestią. Jeśli miesięcznice smoleńskie, w świetle prawa, są niczym innym jak imprezami prywatnymi, to dlaczego ich organizacja finansowana była z naszych kieszeni? Dlaczego ktoś sięgnął sobie lekką rączką do finansów publicznych i płacił grube pieniądze na barierki, policjantów, ochroniarzy, oświetlenie itp. itd.? Do stycznia 2018 roku koszt miesięcznic sięgnął kwoty 4,5 mln zł. To tylko podsumowanie za rok 2017, a wcześniej, w 2015 było to 620 tys. zł i w 2016 r. 950 tys. zł. Czy w sytuacji, gdy miesięcznice uznane są za prywatne imprezki, organizatorzy nie powinni zwrócić nieprawnie pobranych pieniędzy?

PiS – grosz do grosza w wykonaniu Kokosza.

Wracam do tematu „czarnego protestu”, który dzisiaj odbędzie się i w całej Polsce, i w Europie, która w ten sposób solidaryzuje się z Polskimi Kobietami. Polki wyjdą na ulice miast i miasteczek, by zaprotestować przeciwko ustawie „Zatrzymaj aborcję”, którą zajmuje się Sejm. Nowe prawo ma zdelegalizować przerwanie ciąży z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu. Według danych resortu zdrowia na 1100 dokonanych zabiegów, aż 1044 związane były właśnie z licznymi wadami płodu.

Kiedy w 2016 roku do Sejmu trafił obywatelski projekt, całkowicie zakazujący aborcję na ulice wyszło ok 98 tysięcy ludzi. Wówczas komisja zdrowia uległa naciskom opinii publicznej i został on odrzucony. Jednak przeciwnicy aborcji nie odpuścili i w listopadzie 2017 roku trafił do Sejmu kolejny projekt, za którym stoi fundacja Życie i Rodzina Kai Godek.  Ma on całkowite poparcie Kościoła, którego biskupi „przypominając o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia, (…) apelują o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim Zatrzymaj aborcję’.

Projekt pani Godek szybko znalazł akceptację posłów z PiS i został przekazany do komisji sprawiedliwości, gdzie również w błyskawicznym tempie został przyjęty. 21 marca miała się nim zająć komisja polityki społecznej i rodziny, jednak, ku wielkiemu oburzeniu pani Godek i Kościoła, jej posiedzenie zostało odwołane. Prawdopodobnie dopiero 11 kwietnia członkowie komisji się nim zajmą.

Trudno więc dziwić się, że polskie kobiety i tym razem nie odpuszczą. Kilka dni temu studenci protestowali przed siedzibą Kurii w Warszawie, a dzisiaj o godzinie 16 ruszy cała Polska. Pisarka Natalia Fiedorczuk-Cieślak, laureatka Paszportu „Polityki” wrzuciła do sieci zdjęcie swoich dzieci wraz z komentarzem – „Uwielbiam tę fotografię, bo pokazuje moje autentyczne emocje związane z dziećmi – szczęście, troskę, zainteresowanie, czystą radość. To są uczucia, które powinny towarzyszyć rodzicielstwu. Chcę pokazać, że #czarnyprotest leży w interesie wszystkich kobiet – bezdzietnych, matek, córek, babek i dziewczynek, które dopiero się urodzą. Prawo wyboru to również prawo do decyzji o świadomym macierzyństwie”.

Od kilku dni również Krystyna Janda wrzuca do sieci słowa poparcia dla protestu, a kolejna aktorka, Maja Ostaszewska napisała „musimy się zmobilizować. Odłóżmy na bok spory, różnice. Każda/każdy z nas ma prawo do swojego odrębnego światopoglądu. Ale teraz musimy być razem! Zmuszanie kobiet do utrzymywania ciąży nawet wówczas, kiedy badania prenatalne wykażą nieodwracalne zmiany płodu, brak szansy na przeżycie po urodzeniu, jest nieludzkie. Musimy mieć prawo wyboru. Te straszne zapisy będą prowadziły również do zaniechania wykonywania zaawansowanych, inwazyjnych badań prenatalnych często przecież ratujących zdrowie i życie dziecka. Weźmy przyjaciółki, mamy, siostry, córki i bądźmy tego dnia razem. Panowie na Was też liczymy. Razem mamy wielką siłę!” 

Patrząc na sondaże, wyraźnie widzimy, że 79% Polaków opowiada się za usunięciem ciąży, która jest wynikiem przestępstwa, 77% gdy zagraża życiu lub zdrowiu kobiety i 60% gdy płód jest nieodwracalnie upośledzony. Wzrasta też przyzwolenie na usuwanie ciąży z powodu trudnej sytuacji kobiety z 14% w marcu 2016 do 42% w marcu 2017.

Warto też przypomnieć, że mamy jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw o aborcji w Europie. Jednak, jak widać i taka wydaje się dla przeciwników aborcji zbyt liberalna.

Dzisiaj wszyscy spotykamy się na ulicach Polski. Dzisiaj kobiety nie walczą z poglądami w tej kwestii. Uznając prawo każdego do własnego zdania, zażądają, by nie narzucać im światopoglądu grupki Polaków, którzy chcą sami zdecydować, co kobietom w Polsce wolno, a co nie. Chcą mieć pełną kontrolę nad duszą i ciałem obywatelek Polski. Chcą układać życie w Polsce tylko podług swoich wizji.

Tamara Olszewska

Morawieccy uwikłani w korupcję? Na to wygląda

Zwykły wpis

Duchowny Tomasz Jegierski zjawił się dzisiaj w Sejmie, aby mówić o marszałku Kornelu Morawieckim.

Według nieoficjalnych ustaleń TVN i RMF FM nie ma żadnego przypadku w tym, że w czwartek w Sejmie pojawiło się kilka nowelizacji, które mogą spotkać się z aprobatą Komisji Europejskiej. „Fakty” informują, że o ogłoszenie tych zmian przed szczytem w Brukseli zabiegał sam premier Mateusz Morawiecki.

W czwartek w Sejmie pojawiło się kilka poselskich projektów nowelizacji ustaw. Dotyczą one m.in. ustawy o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym, a także trybu postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz o statusie sędziów TK.

Politycy PiS wskazywali, że propozycje zawarte w projektach spełniają oczekiwania Komisji Europejskiej, także te o Trybunale Konstytucyjnym, co obwieścił poseł PiS Marek Ast. – Dla zakończenia sporu, bezzasadnych oskarżeń, że te orzeczenia nie są publikowane, zdecydowaliśmy się na właśnie taką nowelizację, tym bardziej że było oczekiwanie ze strony Komisji Europejskiej i opinii publicznej – powiedział.

Nieoficjalnie: Interweniował sam premier

Według „Faktów” TVN to, że akurat w czwartek pojawiło się tyle nowelizacji, które z pewnością odnotuje Komisja Europejska, ma związek z wizytą premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli. Według nieoficjalnych informacji, to sam szef polskiego rządu miał wymóc ogłoszenie nowelizacji przed dwudniowym unijnym szczytem.

Korespondent TVN24 w Brukseli próbował nawet na miejscu zapytać premiera o to, jak przedstawiciele KE zareagowali na informacje płynące z Polski.

Kto ustąpi w sporze z Brukselą?

„Fakty” opisują też drugie dno takich działań:

Komisja Europejska wiele razy dawała do zrozumienia, że chętnie zakończy spór z Polską. KE potrzebuje jednak czegoś, co i ona będzie mogła „sprzedać” jako sukces, by wyjść z konfliktu z twarzą.

Ustąpienie Prawa i Sprawiedliwości w kwestii TK, SN czy reformy sądownictwa może być właśnie takim „sukcesem”, który odtrąbić mogłaby Komisja Europejska.

Tajny wysłannik Kaczyńskiego w Brukseli

Inne spojrzenie na zakulisową grę wokół relacji KE-Polska rzuca korespondentka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon. Według jej ustaleń w ubiegłym tygodniu w Brukseli pojawił się „wysłannik prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego”, który rozmawiał z wysoko postawionym przedstawicielem Komisji Europejskiej.

To właśnie podczas tego spotkania strony miały dogadać się w kwestii ustępstw, na jakie zgodzą się pójść. Jednak Polska miała ich nie ogłosić w Brukseli, a w kraju, by pokazać w ten sposób, że są to suwerenne decyzje. Jednocześnie Komisji Europejskiej też ma zależeć na porozumieniu i zamknięciu konfliktu.

Będzie kompromis z KE?

Jean-Claude Juncker kończąc kadencję nie chce zostawiać tego otwartego problemu z Polską, bo byłoby to odebrane jako porażka. Polska ma także wiele do zyskania. Jeżeli dojdzie do wycofania procedury art. 7 Traktatu UE, to Polska pozbędzie się łatki kraju „niewiarygodnego” i wzmocni swoją pozycję przed negocjacjami budżetowymi

– pisze Szymańska-Borginon.

Szef MSZ Jacek Czaputowicz powiedział wieczorem w TVP Info, że chciałby, aby spór z KE przeszedł do historii.

Robimy wszystko, by do tego doszło. Ustawy zostały zgłoszone, trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom

– powiedział Czaputowicz.

Z kolei wicemarszałek Senatu Adam Bielan z PiS powiedział w TVN24, że złożone projekty są „gestem pod adresem partnerów z UE” oraz elementem dialogu z Brukselą.

Michał Kolanko z „Rzeczpospolitej” napisał na Twitterze, że możliwe są kolejne ustępstwa PiS, jeśli chodzi o zmiany w sądownictwie – poza już ogłoszonymi.

Opozycja zwraca uwagę, kto informuje o zmianach

Poseł Arkadiusz Myrcha z PO zwrócił uwagę, że o tak istotnych zmianach nie informują minister Zbigniew Ziobro, wicepremier Beata Szydło, ani nawet Stanisław Piotrowicz, który był twarzą krytykowanych projektów. „Zasłaniają się koleżankami z klubu i Markiem Astem. Wymowne” – napisał na Twitterze.

Poseł PO Borys Budka powiedział „Rzeczpospolitej”, że premier Morawiecki ma konstytucyjny obowiązek jeszcze dzisiaj opublikować zaległe orzeczenia Trybunału i nie potrzebuje do tego żadnej ustawy. – Tak naprawdę trzeba zaprzysiąc trzech legalnie wybranych sędziów, wycofać się z absurdalnej, niekonstytucyjnej zmiany w ustawie o KRS i przede wszystkim wyrzucić z TK tych dublerów – dodał.

Z kolei Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” przypomniał o działaczach KOD, którzy od ponad dwóch lat manifestują, najpierw w namiotach, teraz w przyczepie, domagając się publikacji wyroków TK.