Tag Archives: Stanisław Skarżyński

Rydzyk z Kaczyńskim paktują jak Ribbentrop z Mołotowem

Zwykły wpis

Jak donosi portal Wirtualna Polska, w miniony poniedziałek w Warszawie doszło do tajnego spotkania lidera partii rządzącej, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i ojca Tadeusza Rydzyka, twórcy Radia Maryja i Telewizji Trwam. Na podstawie relacji informatora portalu, na pierwszy rzut oka można wysnuć wniosek, że to toruński redemptorysta został wezwany na dywanik przez nieformalnego naczelnika naszego kraju by tłumaczyć się ze zbyt mało intensywnego wspierania kandydatów partii rządzącej w wyborach samorządowych.

– Te 34 procent, jakie PiS uzyskało w wyborach, prezes odczuł jako porażkę. Liczył na ok. 40-procentowy wynik. Ale do tego potrzebna jest mobilizacja twardego elektoratu PiS. Taką mobilizację do tej pory zapewniał w swoich mediach ojciec Rydzyk. Tym razem wsparcia dla kandydatów PiS zabrakło – ujawniła osoba, która zna przebieg tego spotkania.

Tyle tylko, że niewiele wskazuje na to, by takie połajanki że strony Jarosława Kaczyńskiego robiły na Rydzyku jakiekolwiek wrażenie. Ten bowiem jest przede wszystkim biznesmenem, który swoje działania uzależnia od konkretnych, płynących do niego lub ludzi z nim związanych korzyści. Do ich realizacji natomiast w coraz mniejszym stopniu potrzebuje sprzyjających decyzji partii rządzącej. Co więcej, jeśli brak otwartego wsparcia ze strony mediów Rydzyka jest przez kierownictwo obozu władzy interpretowane jako czynnik wpływający na ostateczny wynik wyborczy, to zakonnik właśnie zyskał kolejny atut, którym może szantażować lidera Prawa i Sprawiedliwości oraz stawiać swoje warunki. A tych ma bez liku.

Mało powiedzieć, że chciałby mieć wpływ na obsadę jedynek w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu, by w kolejnym rozdaniu mieć nadal swoich ludzi w najważniejszych instytucjach państwowych i międzynarodowych. Wiadomo przecież, że widziałby również Antoniego Macierewicza i Jana Szyszko znów na prestiżowych funkcjach ministerialnych. Jednocześnie warto także przypomnieć, że na naszych oczach tworzy się kolejny wielki sojusz Rydzyka ze Zbigniew Ziobro, z którego resortu do przedsięwzięć zakonnika płynie najszersza rzeka publicznych pieniędzy. Na takiej współpracy zyskują obie strony – Rydzyk materialnie, Ziobro politycznie. Jeśli wskutek dalszego pogłębiania się różnic między PiS a środowiskiem toruńskim doszłoby do faktycznego wystawienia konkurencyjnej dla PiS listy do Parlamentu Europejskiego, to Zbigniew Ziobro z pewnością mógłby być jednym z jej liderów.

Ciekawym wątkiem, jaki poruszyli dziennikarze Wirtualnej Polski jest natomiast kwestia konkurencyjnej do Radia Maryja katolickiej rozgłośni o światowym zasięgu, a mianowicie EWTN, która na polskim rynku zaczyna się prężnie rozwijać. 19 października zaczęła nadawać z wrocławskiego studia, na razie głównie w Internecie, jednak plany zakładają dostanie się do telewizji satelitarnych i kablowych. Pojawiają się źródła, które ujawniają, że politycy Prawa i Sprawiedliwości sondują możliwości współpracy z tym medium. Dla Rydzyka i jego pozycji byłoby to olbrzymie zagrożenie.

Sojusz Rydzyka z Kaczyńskim wygląda tak, jak sojusz PRL z ZSRR, przy czym Toruń nie jest Warszawą.

Holtei

>>>

Marsz 11 listopada pod znakiem neofaszystów. Będzie prelekcja włoskiej organizacji oskarżonej o zabójstwa na tle rasowym, a dla relaksu koncert z pieśnią: „Mein Kampf drogę nam wskazało, na której końcu czeka ład aryjskiego człowieka”

Rok temu w Marszu Niepodległości faszyści śpiewali o „białej Europie”, nieśli ksenofobiczne transparenty. Nikt nie został za to ukarany. W tym roku ich „program” będzie jeszcze bardziej rozbudowany.

Autonomiczni Nacjonaliści, jedna z grup, która podpięła się pod marsz sprzed roku, zapowiada: „Obowiązuje czarny ubiór i strój. Chusty, szaliki i kominy [kominiarki] mocno wskazane”, „flagi, banery i wszelkie symbole organizacji, ekip i kolektywów mogą być swobodnie prezentowane”. To ostatnie z zastrzeżeniem, że usuwane będą te, które wymierzone są w „bratnie narody”.

Ale już dzień przed marszem, w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym przy ul. Wilczej, w centrum stolicy, neofaszyści organizują konferencję, na której wystąpią działacze skrajnej prawicy z Serbii, Czech i Włoch. Ostatnich reprezentować będzie Nicola Piscopello, działacz organizacji…

View original post 5 003 słowa więcej

Teraz albo nigdy! Wyjdź na ulicę. To jedyny sposób, żeby złamać Kaczyńskiego

Zwykły wpis

To już ostatni moment, aby wyjść i bronić demokracji.

Bronić Polski. Kaczyński i jego partia odzierają nas z godności, wolności, z człowieczeństwa (obywatela).

Stanisłóaw Skarżyński ma rację:

„Jeśli na ulice polskich miast nie wyjdą miliony ludzi chcących żyć w demokratycznym, europejskim państwie, Polskę czeka długa, pisowska noc. Do Jarosława Kaczyńskiego musi dziś dotrzeć jedna informacja: oni są ode mnie silniejsi, nie jestem w stanie narzucić tym ludziom mojej woli.

PiS tak naprawdę rozumie jedną emocję – strach. Na strachu szyje swoją politykę. Straszy wyborców: uchodźcami, przemocą, terrorem, genderem. Europą, Niemcami, Rosją. Cały program tej partii sprowadza się do jednego hasła: bój się.Strach spaja tę partię – te rzędy politycznych kukiełek, które oglądamy w Sejmie i w Senacie, głosują tak posłusznie właśnie ze strachu. Boją się, że jeśli przegrają, to będą musieli wrócić tam, skąd przyszli, albo boją się więzienia. Prezydent, premier, wszyscy posłowie i senatorowie – wszyscy oni trzęsą się ze strachu.”

Kaczyński już raz się poddał, gdy kobiety wyszły na ulicę;

Dotychczas jeden raz Jarosław Kaczyński wycofał się ze swojej polityki – gdy na ulicach polskich miast odbył się strajk kobiet. Cofnął się, bo w tych setkach tysięcy parasolek; setkach tysięcy wściekłych, kobiecych twarzy zobaczył swój koniec

Jeśli teraz nie uda się powstrzymać PiS, zostaniemy w tej wojnie pokonani. Będziemy wierzgać jeszcze przez kilka miesięcy, ale ujeżdżeni zostaniemy właśnie dziś i w Polsce zapadnie długa noc pisowska.

Duda utracił zdolności honorowe

Zwykły wpis

Andrzej Duda chce, aby w przyszłym roku doszlo do referendum ws. nowej konstytucji.

Należy jednak zapytać: czy ma zdolności honorowe? Ten, kto łamie nagminnie konstytucję, chce przerzucić się na nowa konstytucję.

Duda! Nie masz zdolności konstytucyjnych. Twoja postawa wskazuje, iż pochodzisz z czworaków, jesteś niezdolny wzbudzić zaufania, aby ktoś tobie zawierzył.

Brak Dudzie honoru, którego nie można zmienić, jak rękawiczkę. Zamienić jeden honor na drugi honor, jedna konstytucję na drugą. Trzeba mieć ten jeden honor własny, przestrzegać prawa i konstytucji w tej chwili obowiązujacej.

Trafnie napisał Stanisław Skarżyński:

„Ogłoszenie przez prezydenta Andrzeja Dudę, że PiS chce rozpocząć poważną debatę konstytucyjną jest tym samym, co ogłoszenie przez przewodniczącego samorządu paserów, złodziei i oszustów, że pora poważnie zastanowić się nad kodeksem karnym”.

Brak honoru prawnego!

Więcej. Ktoś taki nie jest w stanie wzbudzić wiary u innych, iż dotrzyma słowa. Duda „referendum spektakularnie przerżnie, a przerżnąwszy – nie uszanuje jego wyniku.”

To jest niezdolność honorowa.

Lepiej wybrnąć z tego sposobem trolla. O tym pisze Michał Protaziuk. Zaproponować monarchię i wówczas z głowy Duda będzie miał walkę wyborczą z Donaldem Tuskiem.

PiS to ludzie brzydcy i źli. Nad wyraz trafne spostrzeżenie Olbrychskiego

Zwykły wpis

Daniel Olbrychski nad wyraz celnej frazy użył w stosunku do polityków PiS: „ludzie brzydcy i źli”. Zło i brzydota – najczęściej idą w parze, są swoimi odpowiednikami w moralności i estetyce.

Olbrychski w programie Kingi Gajewskiej-Płochockiej i Arkadiusza Myrchy „Z parą o polityce” o tych złych i brzydkich kaczystach powiedział:

„Nasz cel najważniejszy – odsunąć PiS od władzy, bo każdego dnia demoluje Polskę, ośmiesza Polskę, pozbawia zdolności obronnych również, a w związku z tym wiarygodności w NATO”.

PiS to niszczyciele Polski jakich w historii nie widziałem, bo komuniści musieli to robić na rozkaz Rosji, a tu wszystko jest z woli jednego człowieka, któremu pomagają ludzie brzydcy i źli”.

Brzydki i zły O. Tadeusz Rydzyk dzieli Kościół:

„Pierwsze zwaśnienie zaczęło się w domach. Niektórzy uważali, że to, co tam jest propagowane to zgroza, inni wierzyli we wszystko, co tam jest mówione. Kościół został podzielony. To co się nie udało zaborcom, kagiebistom i NKWD udało się radiu z Torunia”.

Katastrofa smoleńska jest „rozrusznikiem i podpałką” PiS: „Ciągle trzeba coś tu dorzucać i dzięki temu mają 30 procent tych oszalałych. To sekta”.

„W tej chwili ludzie widzą, co się dzieje. A zawsze zwolenników z przekonania, systemu totalitarnego, w każdym kraju się znajdzie”.

Zapamiętajmy : brzydcy i źli.

Stanisław Skarżyński z OKO.press zarzuca brzydkiemu i złemu Zbigniewowi Ziobrze nieznajomość konstytucji, historii, filozofii i teorii prawa.

I naucza (za darmo) cytatem z dzieła Monteskusza „O duchu praw” z 1748 roku: „Nie ma wolności, jeśli władza sędziowska nie jest oddzielona od prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolna; sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.

Ale czy mgr Ziobro, który miał kłopoty z aplikacją adwokacką, jest to w stanie pojąć?

Takich brzydkich i złych mamy u władzy. Pozwoliliśmy na to, aby taki sort doszedł do władzy. Trzeba ich odsunąć od koryta i posprzątać po brzydkich i złych te stajnie Augiasza.

PiS zostanie wymazany z historii. Za 20 lat nikt nie będzie znał nazwisk tych nikczemników, zostaną po nich elektrownie węglowe, wycięte lasy i choroby

Zwykły wpis

tokarczuk

INTERNAUCI NIE WYTRZYMALI… I WCALE SIĘ NIE DZIWIMY. TO PO PROSTU WIELKI WSTYD!!!!!

c3xexydxaaawrx1

Świetny tekst w „Wyborczej” młodego publicysty Stanisława Skarżynskiego o Kaczyńskim.

Poseł Kaczyński ma problem. Musi rządzić osobiście, bo nie ma wyjścia: jeśli się cofnie, nikt nie będzie naprawiać błędów podwładnych, jeśli obejmie stanowisko w państwie – nie zdoła ogarnąć całości.

Na ręcznym sterowaniu w przepaść. Jarosław Kaczyński wychodzi z cienia

kaczynski

Wszelka zdolność decydowania od roku paruje z instytucji państwa i skrapla się w gabinecie prezesa PiS-u przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Obsada ministerstw i rad nadzorczych spółek skarbu państwa, stanowisk sędziów TK, stanowisko rządu w sprawie aborcji, kwestia składania przez prezydenta podpisu pod ustawami – żadna z tych rzeczy nie jest poza zasięgiem Jarosława Kaczyńskiego.

Centralizacja władzy jest nieodmiennym skutkiem zaprowadzania w państwie autorytaryzmu i na pierwszy rzut oka wydaje się to właściwe i skuteczne, bo jest spójne ze Schmittowskim decyzjonizmem, do którego odwołuje się PiS, a w którym władzy nie stanowi się poprzez prawo, ale wbrew prawu, bo suwerenny jest ten, kto podejmuje decyzję o stanie wyjątkowym. Jednak ta centralizacja jest największą słabością autorytaryzmu, bo nie da się jej na dłuższą metę pogodzić z wymogami nowoczesnego państwa. I to, co się dzieje ostatnio w obozie partii rządzącej, jest doskonałą tego ilustracją.

Tłem dzisiejszych problemów Kaczyńskiego jest paradoks – im bardziej scentralizowana władza (czy to w partii, czy to w zwykłej firmie), tym częściej ważne stanowiska otrzymują głupcy – bo tylko oni nie są w stanie stworzyć realnego zagrożenia dla tego, kto ich powołuje na stanowiska. Zarazem jednak głupcy czynią głupstwa, a te trzeba naprawiać, co prowadzi do lawinowego wzrostu liczby spraw trafiających do centrali.

Oto błędne koło autorytaryzmu: powierzenie części władzy człowiekowi zdolnemu pozwala piramidę zaległości zredukować, ale zarazem ryzykuje się wyhodowanie sobie konkurenta. Autorytaryzmy starają się z tej sprzeczności wybrnąć metodami policyjnymi, ale jeśli policja polityczna ma spełniać swoje zadania, nie może nią kierować głupiec, a człowiek roztropny może zagrozić mocodawcom.

Za pierwszych rządów Kaczyński (2005-07) oparł się na ludziach samodzielnych i odpowiedzialnych za swoje decyzje polityczne. Pełną autonomię miał prezydent Lech Kaczyński, pozycja koalicjanta dawała dużą samodzielność Andrzejowi Lepperowi i Romanowi Giertychowi, ale też sam Jarosław Kaczyński opierał się wówczas na ludziach zupełnie innych niż obecnie, byli to np. premier Kazimierz Marcinkiewicz czy marszałek Sejmu Marek Jurek.

Pierwszy rząd PiS-u skończył się katastrofą. Jarosław Kaczyński zastąpił wybijającego się na samodzielność Marcinkiewicza i próbował łączyć zarządzanie partią z rządzeniem krajem. Jurek zażądał wpisania ochrony życia do konstytucji; gdy tego nie dostał – odszedł z partii. Lepper i Giertych stale rzucali prezesowi kłody pod nogi, a i prezydent Kaczyński potrafił nie tylko mieć inne zdanie, ale także go nie ukrywać.

Jak się zdaje, dzisiejszy obóz władzy właśnie zbyt dużą samodzielność współpracowników i autonomię instytucji państwa uznał za przyczynę porażki swego pierwszego rządu – postanowił więc całą władzę podporządkować partii. Prezesowi, szeregowemu posłowi, miało to pozwolić ograniczyć liczbę podejmowanych decyzji i zachować kontrolę nad wszystkim. Chyba jednak przesadził w drugą stronę – skutkiem obsadzenia całego państwa ludźmi posłusznymi, ale pozbawionymi formatu politycznego jest to, że do centrali PiS-u trafia dziś dosłownie każda sprawa, co wypycha Kaczyńskiego z roli szarej eminencji do pierwszego rzędu.

Oczywiście i wcześniej zdarzało się, że wprowadzał korekty, ale z drugiego rzędu. Np. gdy kombinującej nad obietnicą obniżenia wieku emerytalnego partii – bo czy budżet to wytrzyma? – przypomniał, że skoro PiS obiecał 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, to tak będzie. Wiadomo było, że Kaczyński we wszystkim ma swój udział, ale twarz decyzjom zawsze dawał ktoś inny: wojnę z TK firmował poseł Piotrowicz, a demolkę w polskiej dyplomacji – minister Waszczykowski.

W grudniu zaś coś w tej strukturze pękło. Najpierw dyskretnie, gdy Jarosław wyszedł przed kamery, żeby tłumaczyć pomysły Marka Kuchcińskiego na organizację pracy mediów w Sejmie, a wkrótce już zupełnie otwarcie, gdy prezes na konferencji prasowej zasiadł w centralnym miejscu – premier i marszałek Senatu po jednej jego stronie, a marszałek i wicemarszałek Sejmu po drugiej – i zabrał głos jako pierwszy. Posiedzenie w Sali Kolumnowej było w porządku – ogłosił i posłusznie przyjęli to do wiadomości senatorowie i prezydent Duda, który szybko budżet podpisał.

W styczniu komentatorów zaskoczyło wyjście prezesa przed kamery w celu upokorzenia Zbigniewa Ziobry i poinformowania TK, że „nie będzie miał innego wyjścia”, niż stwierdzić, że nie ma uprawnień do rozpatrzenia wniosku prokuratora generalnego, który chciał zbadania zgodności uchwały Sejmu z konstytucją. Ostatnio Kaczyński sam ogłosił planowane zmiany w ordynacji do samorządów i zapowiedział, że będzie „przekonywał Trybunał Konstytucyjny”, że ograniczenie liczby kadencji w samorządach można wprowadzić wtedy, kiedy uważa to za stosowne prezes PiS-u.

Obserwujemy to samo co za pierwszego rządu PiS-u: po roku Kaczyński wychodzi z cienia. Inna jest jednak przyczyna – wszystko wskazuje na to, że stał się niezdolny do cichego sterowania olbrzymią liczbą pionków, które sam rozstawił, a których działania powodują w Polsce chaos. Efekt jest groteskowy: szeregowy poseł osobiście, bez pośredników, rządzi Polską, ale nie ma innego wyjścia – jeśli się cofnie, nikt nie będzie naprawiać błędów polityków partii rządzącej; jeśli pójdzie do przodu i obejmie stanowisko w państwie – straci zdolność kontrolowania całości. Rządy prawa mają swoje wady, ale prezes właśnie się przekonuje, że nie inaczej jest w przypadku ręcznego sterowania.

c3w_fq1weaadgxi

ONI TEŻ KRYTYKOWALI POPRZEDNIKÓW. A DOJĄ AŻ TRZESZCZY. NA SAMEGO RYDZYKA TO JUŻ KILKADZIESIĄT MILIONÓW ZŁ POSZŁO

jaroslaw-kaczynski

Plan Morawieckiego sypie się. Pisze o tym Witold Gadomski. We wtorek Rada Ministrów po raz kolejny dyskutowała o strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju przygotowanej przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. I tu zaskoczenie: nie tylko jej nie przyjęła, ale wręcz uznała, że jest niedopracowana. Premier Beata Szydło oświadczyła, że „nie do końca spełnia oczekiwania”.

morawiecki

Morawiecki uspokajał, że chodzi o poprawki redakcyjne i „zaledwie jedną lub dwie merytoryczne”, ale sprawa wydaje się poważniejsza. Ekipa PiS prezentuje się na zewnątrz jako monolit. Politycy wygłaszają formułki przygotowane przez biuro propagandy i nie krytykują nawet najbardziej absurdalnych wypowiedzi, np. takich jak ta autorstwa Antoniego Macierewicza o mistralach sprzedanych za dolara. Krytyka dokumentu Morawieckiego świadczy więc o tarciach w PiS i o tym, że niektórzy chętnie pozbyliby się wicepremiera.

Morawiecki ma coraz większe ambicje polityczne. Zdołał już obsadzić swoimi ludźmi wiele stanowisk w rządowych agencjach i spółkach skarbu państwa. Nie zadowala się rolą wynajętego technokraty. Ekonomiczne i menedżerskie kompetencje (prawdziwe lub iluzoryczne) mają być dla Morawieckiego przepustką do wielkiej polityki, a być może dać stanowisko „delfina”. Tyle że do tej roli chętnych jest wielu. A skoro największym aktywem wicepremiera jest jego strategia, niechętni mu politycy PiS pokazują jej słabości.

Strategia rzeczywiście ma wiele wad, choć pewnie innych, niż wskazują jej krytycy w PiS.

Niebawem minie rok, od kiedy wicepremier przedstawił zarys swojego planu. Ministrowie przyjęli wówczas wystąpienie Morawieckiego owacją, a Jarosław Kaczyński ocenił, że to „najlepszy plan gospodarczy od 27 lat” – w domyśle: lepszy od planu Balcerowicza.

Nie sposób jednak obu dokumentów zestawiać. Plan Morawieckiego przypomina tworzone w PRL plany wieloletnie, w których określano, jakie konkretnie zakłady zostaną zbudowane, ile górnicy wydobędą węgla, a hutnicy wytopią stali. Propaganda PRL nieustannie trąbiła, że plany były przekraczane, choć nigdy nie były wykonywane.

W strategii pełno jest zapisów, których nie powstydziłby się Hilary Minc rządzący gospodarką PRL w latach 50. Oczywiście nie chodzi o powrót do technologii sprzed pół wieku, ale o to, że cele planu Morawieckiego są równie szczegółowe i oparte na równie mglistych podstawach jak Minca „plan sześcioletni”.

W ramach projektu „Batory” mają powstać promy pasażerskie, projekt „Lukstorpeda” przewiduje produkcję polskich pojazdów szynowych, a projekt „Żwirko i Wigura” – polskich dronów. Mają to oczywiście robić zakłady państwowe lub w najlepszym razie prywatne, którym zadania w formie zamówień publicznych zleci państwo.

Dlaczego akurat drony mają być polskim produktem flagowym? Gdzie będą sprzedawane, pod jaką marką, z jakimi produktami będą konkurować? Jakie przewagi ma w tej dziedzinie Polska i gdzie się one uwidoczniły? O tym w strategii Morawieckiego nie ma ani słowa. Publiczne pieniądze mają być przeznaczone na produkcję, którą z jakiegoś powodu wicepremier i jego ekipa uważają za przyszłościową i wartą wsparcia.

Wehikułem finansowym planu Morawieckiego ma być Polski Fundusz Rozwoju (PFR), czyli dawne Polskie Inwestycje Rozwojowe, które minister Bartłomiej Sienkiewicz w podsłuchanej rozmowie określił zdaniem kończącym się na „kamieni kupa”. W ciągu ostatniego roku PFR dofinansował Polską Grupę Górniczą, podniósł kapitał w państwowym Banku Ochrony Środowiska i w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, uczestniczył też w nacjonalizacji Pekao SA. Wydawał pieniądze, które wcześniej otrzymał od skarbu państwa, ale wątpliwe, by się zwróciły.

Morawiecki, który miał opinię bezpartyjnego fachowca, okazał się przede wszystkim mistrzem słowa. Każdą porażkę potrafi przedstawić jako sukces, a realne sukcesy gospodarcze ostatnich dekad to dla niego „bożek elit III RP”. Mówi tym samym językiem co Jarosław Kaczyński. Politycy PiS, którzy latami budowali swą pozycję przy wodzu, zobaczyli, że mają konkurenta, który może ich ograć.

Los strategii i jej autora jest więc teraz w rękach lidera PiS.

NOWA KATEGORIA „WIERNYCH” W KOŚCIELE. WSTYD NAM ZA WAS

c30y9aqwiaas8pp

Waldemar Mystkowski pisze o sojuszu Kościoła i PiS.

kaczynski-duda

PiS ma prawo się bać. Może nie cała partia i jej elektorat, bo wielu posłów PiS jest z przysłowiowej łapanki, acz to cyniczni ludzie. Powinni się bać liderzy, którzy sprzeniewierzają się prawu i moralności. Jarosław Kaczyński powinien się bać za całokształt, ale taki Andrzej Duda za konkrety, za wielokrotne złamanie konstytucji i za siew nienawiści. Uważam ten „grzech” za najcięższy: w Żaganiu poszczuł jednych Polaków na drugich, złamał tym samym za jednym zamachem 4. Ewangelie i przykazania św. Pawła z Dziejów Apostolskich.

z21330281vuroczystosc-zawierzenia-grupy-energa-bozej-opatrzn

Dlaczego PiS ma się bać? Otóż partia zawarła sojusz z ołtarzem, tj. z Kościołem katolickim, czego zabrania Konstytucja w artykułach o rodzieleniu ołtarza i tronu (władzy). A PiS zawiera pakt propagandowo-handlowy z Kościołem, a sam Kościół na tę okazję przybiera formę iście barbarzyńską, by nie napisać innowierczą.

Prezesi giełdowej spółki Energa mianowani przez PiS oddali ją pod opiekę Opatrzności Bożej (nie wiem, dlaczego pisze się tę zbitke pojeciową z dużych liter, tak jednak czynią media). Ta uroczystość odbyła się w Kościele Opatrzności Bożej w Gdańsku Zaspie.

Na czym ten średniowieczny sztafaż miałby polegać? Otóż na wspomnianym barbarzyństwie. Na handelku. Wy nam szmal (dary), my dla was „dobrą wieść” (reklamę).

W tym konkretnym gdańskim kościele w pobliżu ołtarza postawiono cztery stojaki z logo spółki Energa (które to logo będzie powtarzane w kościołach w kraju), a Energa złożyła dary w koszu znajdującym się pod ołtarzem. Dobrze czytacie! Na jakie kwoty opiewają czeki, wie tylko Energa (spółka państwowa) i miejscowy kler (funkcjonariusze bytu niebieskiego).

Taki odstawili handelek. Może warto przypomnieć jak Chrystus drobniejszych kupców wywalał z światyni. Otóż za fraki i z odpowiednim słowem. Wielce symptomatyczne są słowa między zawierającymi pakt. Biskup Wiesław Szlachetka mówił, że od początków chrześcijaństwa w dniu Ofiarowania Pańskiego wierni składali dary. Błąd! Spółka państwowa jest instytucją prawa handlowego i własnością państwową, a nie wiernymi. Dary były składane w kościołach przedchrześcijańskich i barbarzyńskich, acz szczątki tej tradycji pozostały w postaci tacy i kolędy. Kościół zawsze utrzymywał się z jałmużny, ale czerpał ją z wiernych, a nie z instytucji.

Niemniej znamienne są słowa strony drugiej wypowiedziane przez wiceprezesa spółki Energa Grzegorza Ksepko, który tym hadelkiem (paktem) zamienił zwykły prąd na „boży prąd”. I właśnie w tej metaforze widzę niebezpieczeństwo dla PiS, ale i ciemny lud może tłumaczyć się tym, że manipulując nieostrożnie przy gniazdku zostanie porażony przez „boży prąd”.

W gniazdku więc mamy „boży prąd” dla maluczkich, Bóg jednak lubi ciskać prąd własnoręcznie. Może dlatego Kaczyński porusza się z ochroną, która nadstawi za niego piersi, gdy Bóg porazi gniewnym gromem, jak Balladynę. Gdy lud nie może, natury unicestwiają zło. Inny Bóg, Zeus Gromowładny, nie szczypał się i wpisał sobie w nazwę własną to, czym lubił rozstrzygać sprawiedliwość: grom.

Niech Kaczyński i Duda nie liczą, że przekupią byt niebieski, który widzi, jak myślą, słowem i uczynkiem rozsiewają zło. Ja zaś liczę na „prąd demokratyczny”, który w postaci obywateli i ich nieposłuszeństwa tak ich razi, że nie pozbierają się, jak Janukowycz po Majdanie.

WARSZAWA XXI WIEK – WEDŁUG POSŁA Z ZĄBEK

c3wuvm9wyaa6vdf

CHAMSKI SKOK NA STOŁKI

c3xussuxuaeyhoz

>>>

POWIĄZANE WPISY:

  1. Jarosław Kaczyński zostanie obudzony 13 grudnia. Polska czuwa
  2. Rok PiS. Wyrok na Polskę, będzie jeszcze gorzej, jeżeli Polacy ich nie pognają
  3. Kaczyński się boi. Ma czego, bo to jeden z największych niszczycieli w historii. Studenci pokażą mu miejsce w szeregu
  4. Wg PiS w nowej historii Polski nie ma miejsca dla Lecha Wałęsy. Polska to nie Kurduplowo, ani piaskownica Kaczyńskiego