Tag Archives: Stanisław Karczewski

Dni PiSu są policzone

Zwykły wpis

. przygotowała program . ✅ Praca musi się opłacać! Państwo musi przestać dbać wyłącznie o PiSiewiczów, a innym stawiać szklane sufity. Te szklane sufity trzeba rozbić❗️

Depresja plemnika

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na…

View original post 4 461 słów więcej

 

Szeregowy poseł Kaczyński pstryknięciem wykreśla ustawę z porządku obrad Sejmu

Zwykły wpis

Zwierzęta swój teren oznaczają uryną, ludzie różnie, choć patrioci najchętniej przelaną krwią. Elity wolą symbole. Przez 3 lata władzy politycy pisowscy wpadli w takie zasiedzenie, że teren Sejmu i Senatu uważają za swój. Czym oznaczają?

Marek Karczewski znany z tego, że odzywa się tylko wtedy, gdy na kartce ma  napisane, co ma powiedzieć. Ale wpadł na pomysł, aby każdy poseł na koniec kadencji dostał odznakę z napisem prawo (lex). Odznaka jest wzorowana na tej z Sejmu Ustawodawczego II Rzeczpospolitej z lat 2019-22. Opozycja mogłaby wyprodukować odznakę, która zdecydowanie więcej mówiłaby o Sejmie obecnej kadencji, mianowicie przedstawiać Salę Kolumnową z napisem: bezprawie.

Stanisław Karczewski przebił marszałka Sejmu, fundnął galerii Senatu swój portret za pieniądze z kieszeni podatnika, lecz nie uzyskany aparatem fotograficznym, ale pędzlem zawodowego malarza. Karczewski myśli jednak kilka lat naprzód, mianowicie jego wizerunek może znaleźć się w Pałacu Saskim, który ma być odbudowany z przeznaczeniem na funkcjowanie w nim Senatu. Karczewskiemu marzy się prowadzić obrady pod własnym portretem, jak na pisowskiego sarmatę przystało.

Wzmiankowani politycy  PiS są puści jak dzwony, nie znam żadnych ich osiągnięć godnych zapamiętania, oprócz ich pomocniczości w demolowaniu instytucjiu demokratycznych i zaprowadzania państwa bezprawia.

W Sejmie doszło do spektakularnej sceny z udziałem „szeregowego posła” Jarosława Kaczyńskiego, który wszedł na trybunę i zażądał wycofania nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Nowela dobiegała końcowego procedowania, była już po poprawkach, miało dojść do końcowego głosowania. Prezes pstryknął i ten punkt obrad został wykreślony z porządku. Taka jest wola prezesa i ona jest prawem.

Mateusz Morawiecki miał okazję zobaczyć w Brukseli, jak Polska została zmarginalizowana w Unii Europejskiej za władzy PiS dwóch lat rządu Beaty Szydło i rok jego. Szczyt państw strefy euro podjął decyzję, iż strefa euro będzie miała swój budżet. A zatem Europa dwóch prędkości staje się ciałem, a Polska nawet nie zmieści się w tej drugiej prędkości, bo jest hamulcowym standardów, jakie obowiązują w UE.

Morawiecki ponadto ma kłopoty w kraju. Niedawne wotum zaufania to było teatrum dla twardego elektoratu PiS, aby pokazać, jak skonsolidowana jest władza zjednoczonej prawicy. Farbę jednak puścił tatuś premiera Kornel Morawiecki, który stwierdził w Radiu Plus, że kłody pod nogi jego syna Mateusza (Kornel nazywa go kuriozalnie nawet jak na sferę publiczną: panem) rzuca Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaostrza aferę KNF, aresztując byłych jej członków, w tym Wojciecha Kwaśniaka, a także sprzeciwia się wycofaniu PiS z ustaw sądowniczych, które zostały zaskarżone przez Komisję Europejską w Trybunale Sprawiedliwości UE.

>>>

PiS z państwa zrobił piaskownicę

Zwykły wpis

Dzień wolny 12 listopada wprowadzony przez PiS jest wręcz symbolem braku profesjonalizmu stanowienia prawa w naszym kraju. W tej inicjatywie wszystko nie działało jak należy – brak racjonalnych przesłanek, przesadnie ekspresowe tempo i zero myślenia o konsekwencjach swoich działań. Tymczasem te ostatnie mogą okazać się dla wielu Polaków bardzo poważne i mogę oni nie prędko zapomnieć władzy to, co uczyniła. Sprawę głębiej naświetlił Roman Giertych, który wskazał jak bardzo destrukcyjny może się okazać nowy dzień wolny dla działania wymiaru sprawiedliwości:

“Co ma zrobić pracodawca (jak chociażby autor tych słów), który nie wie, czy 12.11 ma zaplanować pracownikom pracę i czy będzie można przyjmować klientów, czy nie. Nie wiemy, czy będą sądy czynne, czy nie. Czy terminy posiedzeń sądowych na ten dzień są aktualne, czy nie. Nie wiemy nawet, czy terminy procesowe np. apelacji, kasacji, odpowiedzi na pozew będą przedłużone do 13.12, jeśli wypadają na 11 lub 12.11. Na terminy w sądach ludzie czekają wiele miesięcy. Te wyznaczone na 12.11 zostaną zniesione, a następne wyznaczone pewnie na luty, marzec. Czy ktoś pomyślał o tych ludziach? O ich problemach?”

Nowe wolne uderzy zatem w nikogo innego jak zwykłych ludzi, którzy mogą spóźnić się teraz z dostarczaniem do sądów dokumentów, albo których sprawy będą rozpatrywane z wielomiesięcznym opóźnieniem. Jest to nie tylko stracony czas, ale także często koszty, opóźnienie decyzji sądu, to najczęściej bowiem zatrzymanie do czasu rozstrzygnięcia wielu innych decyzji.

Jednak nie ma wątpliwości, że podobnych zawirowań będzie więcej. Widać to na przykładzie zakazu handlu, który z racji kolizji przepisów nie powinien 12 listopada obowiązywać.

Roman Giertych podsumowuje twardo jakie świadectwo o sobie wydaje dobra zmiana opisanym bublem prawnym:

Postępowanie PiS świadczy o tym, że ludzie ci nigdy nie prowadzili własnych firm, nie wystawiała faktur, nie zatrudniali pracowników, nie wiedzą co to znaczy odpowiedzialność za termin itd. Rządzą nami skrajni ignoranci. Nawet dnia wolnego nie potrafią przegłosować w terminie, który umożliwiałby jego zaplanowanie.”

Zdaniem prawnika konsekwencją powstałego chaosu mogą być masowe pozwy, które skończą się ogromnymi odszkodowaniami, za które nie zapłaci PiS, ale wszyscy podatnicy. Możemy zatem mówić o wielkim marnotrawstwie. Chyba nie tak miało wyglądać słynne “dotrzymywanie słowa” przez PiS w rządzie.

“Co ma zrobić pracodawca (jak chociażby autor tych słów), który nie wie, czy 12.11 ma zaplanować pracownikom pracę i czy będzie można przyjmować klientów, czy nie. Nie wiemy, czy będą sądy czynne, czy nie. Czy terminy posiedzeń sądowych na ten dzień są aktualne, czy nie. Nie wiemy nawet, czy terminy procesowe np. apelacji, kasacji, odpowiedzi na pozew będą przedłużone do 13.12, jeśli wypadają na 11 lub 12.11. Na terminy w sądach ludzie czekają wiele miesięcy. Te wyznaczone na 12.11 zostaną zniesione, a następne wyznaczone pewnie na luty, marzec. Czy ktoś pomyślał o tych ludziach? O ich problemach?”

Holtei

>>>

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

Były prezydent Lech Wałęsa poinformował, że został zaproszony do udziału w obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości, ale odmówił.

Radio ZET poinformowało w tym tygodniu, że na oficjalne obchody stulecia niepodległości nie zostali zaproszeni ani Aleksander Kwaśniewski, ani Bronisław Komorowski.

Tego samego dnia doniesienia te skomentował prezydencki minister Wojciech Kolarski. Powiedział, że zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane, ale trafią do obu prezydentów. 

– Prezydent Andrzej Duda co roku zaprasza wszystkich byłych prezydentów i premierów Polski. Zaproszenia wysyłane są zwykle na dwa, trzy tygodnie przed świętem. Zapewniam, że w tym…

View original post 2 224 słowa więcej

Dutki dla Rydzyka

Zwykły wpis

W poczuciu spełniania epokowej wręcz misji i z najwyższym uniesieniem Anna Sobecka, odczytała list od Jarosława Kaczyńskiego, podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu.

„Aż nie chce się wierzyć, że już tyle lat minęło od tego pamiętnego roku, w którym uczelnia otworzyła swoje podwoje. Było to możliwe, a w zasadzie należy powiedzieć, że stało się możliwe, to, co było niemożliwe za sprawą skromnego redemptorysty. To wysiłki Jego Magnificencji rektora założyciela, ojca Tadeusza Rydzyka, jego niespożyta energia, żelazna wola oraz wizjonerska myśl, a także wspaniała umiejętność jednoczenia innych wokół wspólnej wielkiej sprawy sprowadziły do powstania WSKSiM” – napisał prezes Prawa i Sprawiedliwości. Dodał, że trzeba było ogromnego poświęcenia, „by śmiałą myśl przekuć w czyn, oraz by osiągnąć tyle sukcesów na niwie organizacyjnej, naukowej oraz w pracy dydaktyczno-formacyjnej”.

Kaczyński wyraził podziw i dziękował absolwentom za zaangażowania w życie publiczne oraz społeczne naszej ojczyzny. „Bardzo się cieszę, że tylu z nich z powodzeniem działa na rzecz dobrej zmiany, że wspólnie wykuwamy lepszą przyszłość naszej ojczyzny” – czytała Sobecka.

Podsumowując, prezes życzył wszystkim zebranym „satysfakcji ze służenia Polsce oraz obrotu spraw w naszej ojczyźnie”. „Przesyłam czcigodnym ojcom-rektorom oraz całej społeczności WSKSiM z głębi serca płynące szczęść boże, łączę wyrazy szacunku” – zakończył.

Wykładowcy i studenci toruńskiej uczelni dyr. Rydzyka otrzymali jeszcze dwa inne, utrzymane w dużo chłodniejszym tonie listy: od premiera i prezydenta. Mateusza Morawiecki, podkreślił wartość „imponującego dzieła”, jakim jest jego zdaniem uczelnia Rydzyka i jej „wymiar narodowy”. Andrzej Duda, ograniczył się do wyrazów uznania i gratulował dotychczasowego dorobku.

Uroczystość uświetnili swą obecnością rządowi funkcjonariusze m.in. w osobach minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro marszałek Senatu Stanisław Karczewski. minister zdrowia Łukasz Szumowski.

>>>

Krzyż na drogę Rydzykowi i jego wielbicielom: Kaczyńskiemu, Morawieckiemu, Dudzie. Dudki dają dutki.

Holtei

Przypominam:

Chcą nacjonalizmu, protekcjonizmu i podziałów. Żyliśmy już w Europie i wszyscy musimy być razem, aby temu zapobiec. Spraw, aby twój głos został usłyszany przeciwko nim!

Czechy uchodzą w Polsce za kraj, gdzie kościół katolicki nic już nie znaczy, a msze odprawia się najwyżej raz w tygodniu, jak niedawno stwierdził Wojciech Smarzowski. Nieliczni wierzący ponoć kryją się po kątach, a ostatni księża są tak postępowi, że nawet pozują do zdjęć w damskich pantoflach, jak popularny w czeskich mediach ksiądz Zbigniew Czendlik. O co więc chodziło młodej kobiecie i czemu nazajutrz o jej proteście napisały na pierwszych stronach wszystkie gazety?

Nasi południowi sąsiedzi rzeczywiście są jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Ale to wcale nie oznacza, że tamtejszy kościół nie ma wpływu na ich życie i nie miesza się do polityki. Katolicy są najliczniejszą grupą wyznaniową, według różnych badań stanowią od 10 do 20 proc. społeczeństwa. Tylko część z…

View original post 4 623 słowa więcej

Sąd Najwyższy – Stalingrad PiS, pod którym polegną

Zwykły wpis

>>>

>>>

W ciągu niecałych trzech lat od przejęcia władzy przez PiS Sylwia Ługowska-Bulak, niegdyś „aniołek Kaczyńskiego”, ocieplający wizerunek prezesa PiS, kilkakrotnie dostała od partii rządzącej intratne posady. – „Widać wyraźnie, że „aniołek Kaczyńskiego” dalej pnie się po szczeblach kariery, bez wątpienia decydują o tym jej wszechstronne kompetencje” – ironizował w rozmowie z onet.pl Krzysztof Brejza z PO.

 „I właśnie jak „aniołek” owa pani skacze sobie z jednej chmurki dyrektorskiej na drugą, z posady na posadę w podległych PiS-owi instytucjach” – dodał poseł PO. Wystarczy wyliczyć miejsca, w których do tej pory pracowała Ługowska-Bulak. Tuż po wyborach w 2015 r. zatrudnił ją ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski. „Newsweek” pisał, że kierowała tam nieoficjalną komórką, która sprawdzała konta społecznościowe pracowników resortu. Chodziło o to, by – jak twierdził informator tygodnika – kontrolować ich aktywność w sieci. Krzysztof Brejza, który ujawnił przyznawanie sobie przez rząd PiS wielotysięcznych nagród, potwierdził, że na liście nagrodzonych znalazła się także Ługowska-Bulak. W ciągu dwuletniej pracy w MSZ dostała nieco ponad 23 tysiące złotych premii.

Kiedy Waszczykowski został zdymisjonowany, pani Sylwia „odnalazła się” w gabinecie politycznym ministra zdrowia. Od połowy lipca natomiast jest wicedyrektorem Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego, o czym zdecydował Joachim Brudziński. Instytut zajmuje się organizowaniem szkoleń dla samorządowców, opracowywaniem analiz oraz szkoleniem kandydatów na komisarzy wyborczych.

„Pani Ługowska-Bulak to typowy przykład „pisiewicza”, dla którego charakterystyczne jest awansowanie bez doświadczenia i bez wiedzy. Nie koniec jednak na tym, bo trzeba przecież przypomnieć, że mąż tej pani także pracuje w spółce podległej rządowi. Czyli „rodzina na swoim”, klasyka w wykonaniu PiS” – powiedział Brejza. Mąż pani Sylwii Sebastian Bulak jest zatrudniony w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, nadzorowanej przez władzę centralną. Jako asystent zarządu ŁSSE, w której skarb państwa ma ponad 70 procent udziałów, w zeszłym roku zarobił 103,7 tys. złotych brutto.

PiS bije rekordy dna, bo zawsze od spodu ktoś od nich puka.

Raskolnikow

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w…

View original post 1 170 słów więcej

Kaczyńskiemu gnije

Zwykły wpis

>>>

>>>

Smród rozkładającej się Polski, jak smród sowieckich onuc.

vald2

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Jarosław Kaczyński obudził się z medialnej śpiączki, od razu pojawiły się rozliczne znaki zapytania. Jak głęboko był uśpiony i jak głęboko sięgają jego macki? A że sięgają, nie trzeba nikogo przekonywać, bo IV RP lat 2005-2007 to był kraj, gdy zbliżyliśmy się do standardów republiki bananowej. Teraz dłużej trwa ten niezachodni standard, więc można mniemać, że tamte rekordy padły, mamy do czynienia z nowymi.

Podczas wywiadu w TVP prezes był puścić farbę o pośle Platformy Obywatelskiej, Stanisławie Gawłowskim, informując publikę, iż dostanie nowe zarzuty, a nawet podał termin jego przesłuchania przez prokuraturę.

Patrząc na sylwetkę Kaczyńskiego, nie tylko fizyczną, ale psychiczną i biograficzną, oceniamy go jako marność. Jak ktoś taki mógł dojść do takiej władzy? Ale tak się zdarza, inne narody też przechodziły przez podobną tandetę swoich przywódców. A prezes PiS pochodzi z magla. Ma taka przypadłość, iż sam z siebie puszcza farbę, gada namiętnie i…

View original post 1 308 słów więcej

Duda uciekł przed protestującymi. Dopadną go pod Trybunałem Stanu

Zwykły wpis

>>>

>>>

Tak jak w całej Polsce, tak i w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim protestowano w obronie niezależności sądownictwa. Po demonstracji dwoje jej uczestników na chodniku napisało „Konstytucja” i „Duda, wypier***”. Funkcjonariusze chcieli ich zatrzymać.

Ludzie próbowali pomóc zatrzymanym, doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego. –„Dzięki temu, że było nas tak dużo, policja nikogo nie zatrzymała. Jak to jest możliwe, że całe miasto jest opisane, a policja nie interweniuje. To hasła wolnościowe przeszkadzają. To jest pierwszy raz, ale takie działania policji będą się powtarzać” – powiedziała „GW” Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Interweniował też senator PO Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. „Podpisałeś, przysięgę złamałeś”, „Jesteśmy, bronimy, nie odpuścimy…”, „Nie ma wakacji od demokracji” – skandowali. – „Przynieśliśmy tu czterometrowy długopis. Andrzej Duda bezrefleksyjnie podpisuje kolejne ustawy. Z najważniejszego człowieka w Polsce zmienił się w długopis” – powiedziała Julia Olszewska z Akcji Demokracja, organizatora protestu. Ogromny czarny długopis został przełamany. – „Dla mnie długopis symbolizował dotąd Porozumienia Sierpniowe. To, że słabsi mogą skutecznie postawić się władzy. Przez pana, panie prezydencie, będzie symbolizował tchórzostwo” – mówiła ze sceny uczestniczka protestu.

Podczas protestu zbierano też długopisy dla prezydenta, które wrzucano do wielkiej plastikowej urny. Zbierano także podpisy pod „wypowiedzeniem umowy o prace prezydenta”. Skandowano „Kręgosłupa Duda nie ma”, „Będziesz siedział”, „Zdrajca stanu”.

Tłum odśpiewał „Odę do radości” ze zmodyfikowanym tekstem: „Niech Europa nie odpuszcza, niechaj broni sądów bram”, a potem hymn Polski.

Dudy nie było w Pałacu Prezydenckim. Podobno po podpisaniu ustaw sądowych, wiedząc o zapowiadanym proteście, wyjechał do Juraty.

Protesty odbywały się też m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, ale też mniejszych miastach jak Sieradz, Słupsk, Jurata, Mińsk Mazowiecki i w wielu, wielu innych miejscach.

W czasie, kiedy przed Pałacem Prezydenckim zbierali się ludzie, aby zaprotestować przeciw pisowskim ustawom o sądach, lider tej partii wygłaszał w „Wiadomościach” TVP, a potem w TVP Info coś w rodzaju wykładu. Trudno to bowiem nazwać wywiadem, bo prezenter Michał Adamczyk zadawał pytania, które bardziej przypominały podpowiedzi.

W zamierzeniu propagandystów PiS miał też pewnie „przykryć” protesty przeciw zawetowaniu przez Dudę ustaw m.in. o SN. Być może chodziło też o inne sprawy, na które na Twitterze zwrócił uwagę jeden z internautów: – „Okazali go ciemnemu ludowi, bo lud zaczął szemrać. Ubój rytualny, obsiadający spółki mieli nie kandydować w wyborach, ale jednak będą, 3 lata i kilka podtopionych mieszkań… Może widok stwórcy dobrej zmiany ukoi”.

A może wreszcie trzeba było ludowi pokazać, że lider PiS wciąż czuwa, wbrew pojawiającym się wcześniej zdjęciom schorowanego Kaczyńskiego.

A oto kilka cytatów z Jarosława Kaczyńskiego. „Sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie ideologii liberalnej”. „Ustawa o IPN to bardzo poważny polski sukces”. A ten szczególnie może rozśmieszyć: – „To my zabiegamy o to, żeby sądy nie były upolitycznione, żeby były obiektywne”

Niestety, przy tym cytacie już odchodzi ochota do śmiechu. – „Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, ale oglądają różne telewizje, niekoniecznie tę, w której jesteśmy. A te telewizje, szczególnie jedna, bardzo zmienia ten obraz i buduje coś, co jest kontrfaktyczne” – powiedział Kaczyński. Jak zwykle, zastosował swoją ulubioną metodę niedopowiedzenia, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że chodziło mu o TVN. – „Prezes atakujący jedną z niezależnych prywatnych stacji telewizyjnych, która pokazuje protesty przeciwko decyzjom władzy, pokazuje że marzenie Jarosława Kaczyńskiego jest wciąż aktualne: Polska będzie jak Turcja” – skomentował Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.

Okazało się także, że szeregowy poseł już wie, co czeka posła PO Stanisława Gawłowskiego. – „Zaraz po wakacjach będzie miał kolejne zarzuty, bo sądzę, że Sejm uchyli immunitet także w innych sprawach” – stwierdził prezes PiS. Dla porządku tylko przypomnijmy, że Kaczyński nie pełni żadnej oficjalnej funkcji, poza liderowaniem swojej partii. – „Naczelnik Państwa JK zirytowany na wyjście posła Gawłowskiego z aresztu ogłosił, że będzie on miał nowe zarzuty we wrześniu. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do politycznego wymiaru całej sprawy, to właśnie zostały rozwiane. Dziękuję panie Prezesie” – skomentował na Twitterze obrońca Gawłowskiego Roman Giertych.

Nasuwa się pytanie – jak sobie ciemny lud poradzi z określeniami używanymi przez Kaczyńskiego, na przykład „dyfamacja”, „kontrfaktyczne” czy „akomodacja”?

Coraz częściej mówi się ostatnio, że jesienią nastąpi zmiana na stanowisku marszałka Sejmu. Marka Kuchcińskiego ma zastąpić Mariusz Błaszczak. Kto więc zostanie nowym ministrem MON? Ponoć Mateusz Morawiecki chciałby widzieć tu swojego człowieka, obecnego szefa KPRM Michała Dworczyka, choć raczej wątpliwe, by prezes Kaczyński wyraził na to zgodę. To mogłoby za bardzo wzmocnić pozycję premiera, co Kaczyńskiemu nie byłoby na rękę.

Możliwe, że to właśnie z tego też powodu zaktywizował się Antoni Macierewicz, który teraz wyszedł z „cienia” i coraz częściej spotyka się z szefem PiS. Ich rozmowy dotyczą głównie spraw związanych z funkcjonowaniem MON. Jak mówi jeden z polityków z kierownictwa PiS „Być może te wizyty Macierewicza u prezesa, to gra obliczona na osłabienie Morawieckiego. Nie od wczoraj wiadomo, że między premierem a Macierewiczem nigdy nie było chemii. Nie liczyłbym jednak, że prezes da drugą szansę Antoniemu i ponownie zrobi go ministrem obrony narodowej”.

Spotkania obu polityków budzą spore zainteresowanie, bo wiadomo, że od dawna ich relacje nie były najlepsze. Macierewicz dowiedział się dzień przed rekonstrukcją rządu, że w MON już nie będzie dla niego miejsca, co było dla niego wielkim zaskoczeniem. Również brak wymiernych efektów pracy podkomisji smoleńskiej też znacznie ochłodziły wzajemne stosunki.

Po odejściu Macierewicza z MON spekulowano, że przymierza się on do utworzenia własnej partii. Temu miały służyć m.in. rozmowy z Robertem Winnickim z Ruchu Narodowego. Wiadomo też, że były minister MON mógłby liczyć na pełne wsparcie Tadeusza Rydzyka. Jednak Macierewicz zaprzecza tym pogłoskom, twierdząc, że nie myśli „o nowym ugrupowaniu. To nie tyle kłamstwo, co próba destrukcji formułowana przez siły starego porządku z dużym wkładem dezinformacji ludzi z WSI. Niektórzy niemądrzy ludzie z racji dezinformacji powtarzają takie głupoty

Cokolwiek i jakkolwiek, taka dobra komitywa między Kaczyńskim a Macierewiczem może jednak zastanawiać. Jak widać, pan Antoni umie kłaść uszy po sobie i wyczekać cierpliwie na odpowiedni moment, by znowu się pojawić i może załapać na jakiś „smaczny kąsek z politycznego stołu”. Wątpię jednak, by w okresie nadchodzących wyborów samorządowych i potem parlamentarnych Jarosław Kaczyński odważył się postawić Macierewicza na świeczniku. Dlatego możemy chyba spać spokojnie. Powrót do MON największego niszczyciela tej instytucji nam chwilowo nie grozi. Jeszcze nie teraz ….

Kolejny „kwiatek” pokazujący, jak politycy PiS potrafią wykorzystać swoją władzę dla celów całkowicie prywatnych. Była premier Beata Szydło bez opamiętania korzysta z przynależnych jej przywilejów i …wykorzystuje samochody Służby Ochrony Państwa w celach zupełnie prywatnych.

Ostatnio przywiozła swoją mamę na badania do szpitala w Warszawie, na ul. Szaserów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a wręcz odwrotnie. Taka troska o osobę najbliższą zasługuje na wielkie uznanie, jednak… obu paniom w trakcie jazdy towarzyszył służbowy audi Q7. Autor artykułu zwraca uwagę, że  „każda korporacja taksówkowa w Warszawie oferuje równie komfortową podróż na badania co rządowa kolumna. I kosztuje tylko kilkadziesiąt złotych, a jest zgodna z prawem i zasadami. Nam, podatnikom, to się po prostu należy”.  

Dziennikarze „Faktu” zapytali w SOP i kancelarii premiera, na jakiej podstawie przydzielono pani Szydło ochronę na przejazd bliskiej osoby. Do chwili obecnej nie udzielono im żadnej odpowiedzi.

Trzeba przyznać jedno. Pani Szydło ma gest, szkoda tylko, że za nasze pieniądze. Internauci nie pozostawiają na niej suchej nitki. Piszą, że „Baba zarabia masę kasy, że o „bo nam się należało” nie wspomnę i nawet na taksówkę nie chce wydać. To skandal, jak oni czerpią z tego koryta”, „Wydoją ten naród do cna….za chwile zakneblują buzie nieprzyjaznym mediom i z TVP dowiemy się ze Szydło własnym samochodem wozi niepełnosprawne dzieci na rehabilitacje sponsorowane z kieszeni byłej premier….propaganda komunistyczna” czy „nie słyszeliście o programie swój senior +”. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Waldemar Mystkowski pisze o bareizmie.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

Za sprawą PiS z martwych wstał Bareja

Zwykły wpis

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsa, a dzisiaj powróciły z tamtych czasów żywe trupy – zombie.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjne Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie  ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę. Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę?

Tego zombie Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścil w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: „totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w świecie zombie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze totalniejszym zombie niż senatorzy Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się wątpliwości wyrażonemu przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszajacych praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: „sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”.

Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką watpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat zombie – czarne jest białe.

Chrzęszczenie zombie słychać w innym przypadku, mianowicie wg PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno zombie z PiS mówili o nadzywczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie zombie wszystko jest na odwrót, tak powraca zza światów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rzadzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze, prezes owych zombie działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie zombie wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale przysłowiowe chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

PiS orżnął Polaków, likwiduje demokrację. Co dalej?

Zwykły wpis

Byli parlamentarzyści nie zostali wpuszczeni do Sejmu przez marszałka Marka Kuchcińskiego (PiS).

>>>

Senat przed godz. 2 w nocy przyjął pakiet zmian w sądach. Za głosowało 60 senatorów, 30 było przeciw, jeden wstrzymał się. „Żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Ta także kiedyś padnie, bo nie dostała mandatu do bezprawia” – komentuje dziennikarz Przemysław Szubartowicz.

Głosowanie nad zmianami w sądownictwie w Senacie poprzedziła blisko dziewięciogodzinna debata. Platforma Obywatelska domagała się odrzucenia projektu w całości. Według senatora PO, wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza, nowelizacja łamie konstytucje i przepisy europejskie.

– Jeżeli rząd podporządkuje sobie sądy, to wyroki polskich sądów nie będą respektowane w Unii Europejskiej. To tworzy fatalną sytuację – powiedział Bogdan Borusewicz.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak przekonywał za to, że „ta ustawa wydaje się przedłożeniem bardzo rozsądnym, bardziej technicznym niż politycznym, które wychodzi naprzeciw funkcjonowaniu Sądu Najwyższego, prokuratury, sądów powszechnych”.

Debatom w Senacie towarzyszyły protesty. Manifestujący zabrali się na tyłach budynku Senatu, ale też w innych polskich miastach. Uczestnicy protestów domagali się odrzucenia projektu reformy.

„Kiedyś wrócą Wolne Sądy”
W sieci szeroko komentowano nocną senacką debatę.

„Senat, depcząc po drodze i swój regulamin i tradycję miejsca dyskusji przyjął ustawę niszczącą polskie sądy” – stwierdził konstytucjonalista dr Ryszard Balicki.

„Przed chwilą Senat  – pod osłoną nocy – przyjął ustawę, która podporządkowuje Sąd Najwyższy partii rządzącej i zamyka kolejny rozdział demolowania niezależności wymiaru sprawiedliwości. Teraz czas na podpis prezydenta. Kiedyś wrócą Wolne Sądy” – napisał Patryk Wachowiec, analityk prawny z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

„Senat dorżnął sądy” – stwierdził działacz Nowoczesnej Sławomir Potapowicz.

„Stało się. O 1:40 w nocy, przy chamskim odbieraniu głosu senatorom opozycji, Senat przyklepał haniebną nowelizację ustawy o sądach. Zadowolony z siebie gang zamach na demokratyczny ustrój w Polsce przywitał brawami” – napisał socjolog dr hab. Jacek Kochanowski.

„Pisowska banda opuszcza Senat pośród okrzyków protestujących: „Będziesz siedział!”. Dla Karczewskiego to są świry, ale żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Ta także kiedyś padnie, bo nie dostała mandatu do bezprawia. Rozliczenie jej, choćby symboliczne, to obowiązek wolnej Polski” – napisał redaktor naczelny portalu Wiadomo.co Przemysław Szubartowicz.

Zmiany dotyczą m.in. Sądu Najwyższego

Najważniejsza ze zmian proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego. Oprócz tego, zgodnie z nowelizacją, jeśli kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego będą się odwoływać od negatywnych opinii KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to nie wstrzyma to uprawomocnienia się decyzji Rady.

Projekt zmian w sądownictwie czeka teraz na podpis prezydenta. Andrzej Duda na decyzję w tej sprawie ma 21 dni.

Senat po wielogodzinnej debacie przyjął w nocy nowelizację Prawa o ustroju sądów powszechnych, która wprowadza m.in. zmiany w Sądzie Najwyższym. Za zmianami opowiedziało się 60 senatorów. Ostatnie minuty obrad były burzliwe.

Po trwającej ok. 10 godzin debacie Senat przyjął pakiet nowelizacji ustaw o sądach. Za zmianami opowiedziało się 60 senatorów, przeciw było 30 senatorów, wstrzymał się 1. Wniosek, by zająć się ustawą sądową jako pierwszą zgłosił senator PiS Marek Martynowski. W trakcie obrad senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji wniosła, by ustawy przyjąć bez poprawek.

Zmiany w sądach przyjęte. Końcówka obrad Senatu była burzliwa >>>

Głosowanie w Senacie. Karczewski wyłączył Klichowi mikrofon

Przez większość czasu obrady miały spokojny przebieg, jednak pod koniec marszałek Senatu Stanisław Karczewski nie chciał dopuścić do głosu senatora Rulewskiego, twierdząc, że według regulaminu nie może zgłosić wniosku formalnego. Wtedy senator PiS Marek Martynowski zgłosił wniosek, by przeprowadzić głosowanie. Po krótkiej przerwie i sprzeczkach związanych z interpretowaniem regulaminu głos chciał zabrać senator Bogdan Klich, Karczewski, coraz bardziej zdenerwowany, nie zgodził się na to i wyłączył mu mikrofon.

Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz stwierdził, że takie zachowanie Karczewskiego „odbiera mu głos”. Przez cały czas, gdy w sali obrad Senatu zajmowano się ustawą, tuż obok izby wyższej trwały protesty przeciwników zmian w sądownictwie.

Co zmienia forsowana przez PiS ustawa?

Najważniejsza ze zmian proponowanych przez PiS przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego. Oprócz tego, zgodnie z nowelizacją, jeśli kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego będą się odwoływać od negatywnych opinii KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to nie wstrzyma to uprawomocnienia się decyzji Rady.

Według senatorów PiS, nowelizacja usprawni funkcjonowanie sądów, w szczególności Sądu Najwyższego. Opozycja domaga się odrzucenia zmian, bo jej zdaniem ograniczają one niezależność sądów i są niezgodne z konstytucją i przepisami europejskimi.

Do późnego wieczora trwały w całym kraju protesty przeciw pisowskim zmianom w sadownictwie. Najliczniejszy odbył się przed budynkiem Senatu. Ludzie rozwinęli ogromną biało-czerwona flagę i skandowali m.in: „Suwerena dobra rada, każdy reżim kiedyś pada”, Buduj rządzie te więzienia, będziesz miał tam posiedzenia”, a także „Senatorze, powiedz weto, a nie będziesz marionetą”. Dzwonili kluczami tak samo jak Czesi podczas aksamitnej rewolucji w 1989 r.

Przed Senatem pojawili się posłowie i senatorowie opozycji, aktorzy (m.in. Krystyna Janda i Anna Romantowska), prawnicy i sędziowie. W tłumie widać było sporo młodych twarzy. Po meczu do protestujący dołączyli też kibice Legii.

Do zebranych przemówił senator PO Tomasz Grodzki, który przywitał ludzi słowami: – „Witam świrów”. Za to oczywiste nawiązanie do słów marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego zebrał gromkie brawa. Grodzki nawiązał do wpisu Joachima Brudzińskiego na Twitterze, w którym szef MSWiA pisał o policji w USA, która wg ministra jest brutalniejsza niż polska. Senator stwierdził, że gdyby w USA prezydent podniósł rękę na sędziego SN, skończyłoby się to odwołaniem prezydenta”.

A poseł Michał Szczerba z PO mówił: – „Jesteśmy tu również dlatego, bo jesteśmy wkurzeni tym, jak policja potraktowała młodych ludzi w piątek. Wyciągano ich z tłumu, naruszono ich nietykalność. Wyobraźcie sobie but na ludzkiej twarzy. To nie jest standard, którego oczekiwaliśmy od policji po trzech dekadach wolności. Mija trzecia doba i minister Brudziński nie wydał żadnego komunikatu, czy policja to wyjaśnia, czy jest jakiś postępowanie. Minister nie zajął się groźbą karalną wobec obywatela. Jest nagranie, na którym policjant mówi do demonstranta: zrobimy z tobą jak w Katowicach. A w Katowicach w maju policjanci połamali rękę kobiecie, wynosząc ją z demonstracji”.

Senator Bogdan Klich dziękował protestującym: – Chciałbym wam powiedzieć, że zrobiliśmy, co się dało. Dziękujemy, że byliście tu z nami przez kilkanaście godzin” – powiedział Klich.

Na krakowskim rynku protestowało ponad tysiąc osób. W tłumie byli sędziowie, m.in. Beata Morawiec, odwołana przez Ziobrę była prezes Sądu Okręgowego w Krakowie, a obecnie prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis oraz były rzecznik KRS Waldemar Żurek. Sędziowie założyli czarne koszulki z napisem „Konstytucja”. – „Nie zabezpieczyliśmy Polski przed takim szaleństwem, które teraz obserwujemy” – mówił Szczęsny Filipiak z PO. Fryderyk Zoll przekonywał natomiast, że PiS wygrało bitwę, ale nie wojnę. – „Przegraliśmy bitwę, ale nie przegraliśmy wojny o praworządne sądy, praworządne państwo i niezależność sędziowską – mówił Zoll. On z kolei ubrany był w czarną koszulkę z napisem: „Jeśli chodzi o prawo, to ja mogę doczytać” (to aluzja do słów jednej z kandydatek na ławniczkę w Sądzie Najwyższym).

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku Jacek Taylor, działacz opozycji w PRL, mówił do zebranych: – „Wrócił PRL. Kłamstwo uzyskało rangę oficjalną. Kłamstwo było istotą ustroju komunistycznego. Żadne z przepisów trzech ustaw sądowych niczego nie usprawnia. Przepisy dotyczą czystki. Chodzi o zabezpieczenie sędziów posłusznych”. A Radomir Szumełda z KOD dodał: – „Sąd staje się teraz instytucją fasadową. Wszyscy jesteśmy ofiarami tej podłej zmiany. Jesteśmy dzisiaj w Gdańsku, Lęborku, Słupsku, Wejherowie i innych miastach. W ten sposób się nie poddajemy. Przed wspólnotą ugnie się każdy autorytaryzm”.

Podobne protesty odbyły się w wielu miastach i miasteczkach całej Polski.

Donald Tusk przegrałby wybory prezydenckie z Andrzejem Dudą. Co więcej – po piętach deptałby mu Robert Biedroń – wynika z najnowszego sondażu. W Brukseli tymczasem nie widać perspektyw dla szefa Rady po zakończeniu kadencji. Jakie scenariusze może rozważać Tusk?

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w ostatnią niedzielę, na Andrzeja Dudę zagłosowałoby 32 proc. badanych. Donald Tusk miałby poparcie 21 proc. respondentów. Trzecie zająłby Robert Biedroń, na którego chce głosować 17 proc. badanych – wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster dla Super Expressu.

Ale z Dudą Tusk się mierzyć nie chce. Wyraźnie to stwierdził – stanie do wyborów prezydenckich tylko wtedy, gdy jego przeciwnikiem będzie Jarosław Kaczyński.

Można powiedzieć: słusznie, że gra va banque. Wyzywa na pojedynek nie prezydenta – zależnego od Prawa i Sprawiedliwości, ale faktycznego, politycznego i duchowego przywódcę obozu PiS, swojego wielkiego rywala, z którym umie grać i wygrywać. Jeśli odbijać Polskę – to nie z rąk wykonawców poleceń, tylko z rąk tego, który je wydaje.

Ale można też powiedzieć, że ze strony Tuska to sprytna próba ucieczki. Duda, którego Kaczyński niedawno ponownie namaścił na pisowskiego zawodnika w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, od dawna wygrywa w sondażach z byłym szefem PO. Na poważnego konkurenta wyrasta też popularny i lubiany Robert Biedroń, z którym były premier musiałby walczyć o sporą część wyborców. Więc Tusk stawia warunek, i wie, że nie zostanie spełniony – bo prezes Kaczyński, zamiast samemu walczyć o stanowiska, ma od tego ludzi. Młodszych i głodnych kariery.

Przyszłość Tuska stoi więc pod znakiem zapytania. Dlatego warto rozważyć jej możliwe scenariusze. Na razie są dwa: Polska i Europa. Zajmijmy się najpierw tym drugim.

SCENARIUSZ I: ZAGRANICA

Jakie opcje ma Donald Tusk w Brukseli po zakończeniu drugiej kadencji szefa Rady Europejskiej? Czy może liczyć np. na fotel szefa Komisji Europejskiej po Jean-Claude Junckerze? A może powalczy o stanowisko w międzynarodowych organizacjach, agendach ONZ?

– Ze stanowiska, które zajmuje obecnie Tusk, nie da się pójść wyżej. To jest finał pewnego etapu kariery politycznej. Co dalej? Poprzednik Tuska, Herman van Rompuy, poszedł w kierunku eksperckim, współpracy z think-tankami – instytucjami, w których wykuwa się teoretyczno-doradcze tło polityki. To nie jest, jak sądzę, droga Tuska – on jest zwierzęciem politycznym – mówi Tomasz Bielecki, wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej” w Brukseli, obecnie w Deutsche Welle. I podkreśla, że krążące po Polsce pogłoski, według których były szef PO po pięciu latach na stanowisku nieformalnego prezydenta Europy miałby w 2019 r. być kandydatem na szefa unijnego rządu – Komisji Europejskiej – brzmią bardzo mało prawdopodobnie.

Na nieformalnej giełdzie brukselskiej, czyli w rozmowach dziennikarzy i polityków, na spotkaniach off the record z rzecznikami prasowymi partii, czy wreszcie w brukselskiej prasie, nie pojawia się nazwisko Tusk. Są za to inne – Alexander Stubb, były premier Finlandii, Helle Thorning-Schmitt, była premier Danii,  Michel Barnier, główny negocjator Brexitu, Pierre Moscovici, b. minister finansów Francji, obecny wiceszef KE Frans Timmermans, czy wpływowy szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie, Manfred Weber, który ma wsparcie młodego skrzydła EPL. Część z tych kandydatów ma wielkie ambicje, ale małe poparcie. Problem mają zwłaszcza socjaliści, którzy w wielu krajach Europy ponieśli wielkie straty w lokalnych wyborach (m.in. w Polsce, Niemczech, Francji i we Włoszech – więc wątpliwe, by przepchnęli przez unijne sito swojego kandydata.

Nikt też nie jeszcze nie wie, co zrobi Emmanuel Macron – czy będzie próbował budować nową paneuropejską partię, czy jego partia La République En Marche! dołączy do którejś z już istniejących. Niemniej również w tym scenariuszu Tuska nie ma.

A wyścig polityczny we Wspólnocie trwa. Należące do brukselskiego establishmentu partie, w tym rządząca niepodzielnie w UE EPL (należy do niej PO), mogą sporo stracić. Ale nie na rzecz konkurencji z establishmentu. W kolejce do europarlamentu w przyszłym roku ustawi się bowiem kolejka nowych populistycznych partii i partyjek. Widmo populizmu krąży nad Europą i w Brukseli się go boją.

„Nawet jeśli EPL wygra, to po drugiej stronie, oprócz liberałów, Zielonych czy konserwatystów, będzie miała jeszcze jednego przeciwnika – populistów. To z nimi trzeba będzie dobijać targów i się dogadywać” – słyszę na spotkaniu z pragnącym zachować anonimowość doskonale poinformowanym brukselskim urzędnikiem.

Według ostatniego sondażu Eurobarometru na ponad 27 tys. obywatelach UE aż 44 proc. z nich uważa, że Wspólnota idzie w złym kierunku. Przeciwnego zdania jest zaledwie 32 proc. badanych. A to oznacza, że eurosceptycy i populiści jeszcze urosną – prognozuje „Politico”.

Receptą na populizm mają być nowe twarze. W Brukseli jest głód doświadczonych, ale nie zgranych polityków, którzy przejmą pałeczkę od obecnej generacji, tak, jak stało się to w wielu krajach UE. Politycy tacy jak premier Irlandii Leo Varadkar, wspomniany Macron, kanclerz Austrii Sebastian Kurz czy nowy premier Hiszpanii Pedro Sanchez sprawili, że po raz pierwszy w historii średnia wieku przywódców państw Europy spadła poniżej 50 lat.

Na tym tle 64-letnia Angela Merkel, 64-letni przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani, 63-letni szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i najmłodszy z nich – 61-letni Donald Tusk – są niemalże dinozaurami. 63 proc. młodych ludzi badanych przez unijne instytucje uważa, że „nowe ruchy i partie polityczne mogą łatwiej znaleźć rozwiązania problemów Unii, niż te z establishmentu.”

– Podsumowując: Na szefa Komisji Europejskiej Tusk nie ma szans. Po pierwsze dlatego, że 5 lat trwa już na jednym z dwóch najważniejszych stanowisk w UE. Choć jest oceniany dobrze (pomimo zastrzeżeń w niektórych krajach), to nie ma apetytu w Brukseli, żeby go gdzieś na kolejne 5 lat instalować. W UE jest parcie na świeżość. Ale wysokich stanowisk nie obejmie od razu jakiś młokos. Bo żeby być rozpatrywanym jako realny kandydat, trzeba wcześniej sprawdzić się na stanowisku szefa rządu w krajowej polityce. Na pewno jednak tym upragnionym powiewem świeżości nie będzie ktoś, kto od 5 lat jest na samym szczycie Unii – tłumaczy Bielecki.

Inną drogą dla Tuska może być stanowisko międzynarodowe, ale nie unijne. Oprócz wspomnianej ścieżki eksperckiej, think-tanków, możliwa jest też ucieczka w struktury ONZ. – Ale tu poważną przeszkodę może stanowić Rosja, która w ONZ ma sporo do powiedzenia w kwestii akceptacji konkretnych polityków na ważne funkcje – tłumaczy Bielecki. – W Brukseli dominuje teraz przekonanie, że Tusk ma plan powrotu do Polski – kwituje.

SCENARIUSZ II: TUSK WRACA DO POLSKI

Najbardziej z takiego obrotu sprawy ucieszy się Jarosław Kaczyński.

Miałby wreszcie dobrze znanego wroga na swoim terenie, ale w znacznie gorszej pozycji. Szef PiS ma w ręku państwową telewizję, Sejm, sądy, służby i prezydenta – cały aparat państwa, który były szef PO musi brać pod uwagę. Pytanie, czy po pięciu komfortowych latach w Europie Tusk jest znowu gotów się bić?

– To jest oczywiste, że jeśli Donald Tusk wróci i wystartuje w wyborach prezydenckich, PiS wypali do niego ze wszystkich dział. Przecież ciągle go ciągają do Warszawy na przesłuchania. Na pewno coś na niego „wyszykowali”. Ale wątpię, by miało to wpływ na jego decyzję – mówi mi Michał Boni, w PRL opozycjonista, obecnie europoseł, przez lata jeden z najbliższych współpracowników Tuska, minister administracji i cyfryzacji w jego rządzie. I dodaje:

– Jeżeli sądzi pan, że Tusk kieruje się wyłącznie pojęciem „kariery” w takim cynicznym, przyziemnym rozumieniu, to się pan myli. To jest człowiek, który doskonale zdaje sobie sprawę, jaka będzie stawka najbliższych wyborów parlamentarnych i prezydenckich w Polsce. Jeżeli ktoś uważa, że będą to zwykłe wybory, jest w błędzie. Dlatego dla Tuska nie będzie ważne, z kim się w nich zmierzy. Te wybory obronią nasz model demokracji – albo go pogrzebią. To będzie wszystko albo nic!

Oprócz oczywistych przeciwników – prezesa Kaczyńskiego, PiS i Dudy – w rozgrywce jest jeszcze lewica. Czyli czarny koń wyborów Robert Biedroń, który według ostatniego sondażu dostałby w pierwszej turze aż 17 proc. – ledwie o cztery proc. mniej od byłego lidera PO. Na dodatek obaj panowie zabieraliby sobie nawzajem elektorat. Ale politolog Olgierd Annusewicz z Instytutu Nauk Politycznych UW nie widzi tu problemu.

– Nawet jeśli w pierwszej turze Tusk z Biedroniem podbieraliby sobie wyborców, to jeśli doszłoby do drugiej tury Tusk – Duda, ta część elektoratu, która dziś skłania się ku Biedroniowi, potencjalnemu kandydatowi lewicy, pójdzie raczej za Tuskiem, niż za Andrzejem Dudą

– mówi dr Annusewicz.

I kreśląc scenariusz powrotu Tuska do Polski przestrzega, by nie sugerować się za bardzo sondażami. – To, dlaczego Andrzej Duda jest dziś na szczycie badań opinii publicznej, nie jest niczym dziwnym. Po pierwsze to premia za sprawowanie urzędu. A po drugie – w przeciwieństwie do Dudy Tusk jest nieobecny w polskiej polityce. To, że czasem skomentuje jakieś wydarzenie z naszego podwórka lub wyśle twitta, nie obchodzi szerokich mas, tylko dziennikarzy, polityków i politologów.

Aby zatem jakiekolwiek sondaże zyskały na wiarygodności, Tusk i tak musiałby wrócić do Polski i zacząć działać. A znaków, że zaczął przygotowywać sobie pod to grunt, jest coraz więcej. – Na pewno na emeryturę nie pójdę. W 2019 tak, będę tutaj i niech nikt nie myśli, że będę oglądał wyłącznie telewizję czy grał w piłkę z wnukami – wypalił w wywiadzie dla TVN24 pod koniec marca. Podkreślał, że co 2-3 tygodnie i tak wraca do „ojczyzny, rodziny i miasta”. Nie chciał jednak formułować żadnych scenariuszy swojego powrotu.

Żeby walczyć o prezydenturę i mieć szansę na wygraną, były premier będzie potrzebował pomocy silnej, sprawnej machiny wyborczej – swojej starej partii. Czyli będzie musiał zawrzeć przymierze z rządzącym PO Grzegorzem Schetyną.

Ten scenariusz, który jeszcze parę miesięcy temu wydawał się niezbyt realny, teraz może stać się rzeczywistością. Schetyna i Tusk wprawdzie nadal się nie kochają, od lat są przeciwnikami we własnym obozie, ale obecny szef PO już zasygnalizował, że kandydaturę Tuska na prezydenta by poparł. Czy Schetyna faktycznie będzie w stanie zaprząc całą swoją partię z powrotem na służbę dawnego przyjaciela, który w ostatnich latach go odsuwał na boczny tor i upokarzał?

– Jedną z największych zalet Grzegorza Schetyny jest to, że nie jest emocjonalny. Jest pamiętliwy, ale na pewno nie jest emocjonalny. Wystawienie przez PO kandydata, który będzie miał dużą szansę na zwycięstwo, i którego PO będzie mogła wesprzeć strukturami, jest niezłym pomysłem. Przecież PO chciałaby mieć swojego prezydenta. Każda partia by chciała – tłumaczy dr Olgierd Annusewicz.

Jego zdaniem Tusk nie będzie tylko „bił się o Polskę z PiS”, ale będzie też walczył o własne dziedzictwo.

– O rządach PO można mówić różne rzeczy. Ale w ciągu tych ośmiu lat Platforma mocno przebudowała Polskę, w tym system funkcjonowania państwa, m.in. postawiła na samorządność. Dziś wiele elementów tego „państwa Platformy” władza wywraca do góry nogami – podkreśla dr Annusewicz. – Więc to jest bitwa o to, która z dwóch zupełnie różnych wizji państwa zatriumfuje. Tusk na pewno będzie chciał obronić swoją.

Waldemar Mystkowski pisze o Karczewskim.

O protestujących powiedział „świry”, a teraz tłumaczy, że to był… „skrót myślowy”.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jest sam w sobie skrótem i niekoniecznie myślowym. Jak wiadomo, o protestujących powiedział „świry”, a teraz tłumaczy, że to był „skrót myślowy”. Boję się, co by mu wyszło, gdy ten skrót rozwinął. Onegdaj Karczewski w skrócie myślowym nazwał Łukaszenkę „ciepłym człowiekiem”, tak jak Janukowycz Władimira Putina i musiał skrótem uciekać do Rosji.

Jeszcze trochę PiS tak porządzi, to Karczewski wraz ze swoim prezesem na skróty przez Terespol będą wybywać do „ciepłego człowieka”, jak sanacyjne władze przez Zaleszczyki. Rządzą nami tchórze, którzy obwarowują się na Wiejskiej, na Nowogrodzkiej i gdziekolwiek przebywają.

Szkoda na Karczewskiego słów, lecz jest on pewnym wzorcem pisowskim z Sevres właściwym dla partii Kaczyńskiego. Facet bez własnego zdania, do pełnienia służby politycznej nieprzygotowany.

Oto jak te pisowskie „skróty” pracują w Senacie. Decyzje o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy podejmuje Senat. Na komisji senackiej referendum Dudy nie dostało rekomendacji i wydawało się, iż formalnością w głosowaniu będzie „nie” dla organizowania referendum, bo PiS ma senacką większość. I co? Prawdopodobnie nie ma decyzji Kaczyńskiego, który rządzi swą partią nawet z rekonwalescencyjnego łóżka. Albo z prezesem nie ma łączności, bo może być, iż fizyczny stan Kaczyńskiego jest tak fatalny, że niezdolny jest podjąć jakiejkolwiek decyzji intelektualnej. Przecież nie wiemy, co mu tak naprawdę jest, jak w tej chwili wygląda. A może już nie wygląda.

Możliwe też, że Duda postawił ultimatum: wy mi pozwolicie na referendum, ja wam podpiszę nowelę ustaw o Sądzie Najwyższym. Walkę o stołek prezesa PiS widać, jak na dłoni. Zagryzają się nawzajem, cierpi na tym Polska.

Zmieniono porządek obrad Senatu, najpierw miała być decyzja o referendum, ale przegłosowano, iż najpierw Senat będzie dyskutował nad nowelizacją ustaw sądowych, które między innymi zmieniają tryb wyboru nowego prezesa Sądu Najwyższego. W tym zapale przestępowania z nogi na nogę, gdy w Senacie dyskutuje się o ustawach sądowniczych, ławy senatorów PiS są puste. Polską rządzi choroba prezesa i bynajmniej nie dotyczy ona kolana, ale tej części najważniejszej, najwyżej usytuowanej.

Cokolwiek będzie z referendum i tak jest przegrane. Ta kwestia pokazuje, iż PiS nie kieruje się interesem Polski, ale własnym. Działania polityczne są obliczone na efekt i kalkulowane bynajmniej nie dla dobra Polski. Politycy PiS nie są niepełnowartościowymi politykami, to ledwie skróty, zarówno Duda jest skrótem, jak i Karczewski. Takie mają skrócone rozumy i charaktery. I w takim skrócie pojmują Konstytucję. Skrócili ją do potrzeb PiS, czyli unieważnili dla całego narodu.

>>>

Karczewski i jego skrócony rozum

Zwykły wpis

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jest sam w sobie skrótem. I niekoniecznie myślowym. W każdym razie o protestujących powiedział „świry”. Boję się, co by mu wyszło, gdy ten skrót rozwinął.

Czy mu rodzice nie mówili, aby twarzy nie otwierał, bo mu same głupoty będą z niej wypływać? Milczenie jest złotem. Onegdaj Karczewski w skrócie myślowym nazwał Łukaszenkę „ciepłym człowiekiem”, tak jak Janukowycz Władimira Putina i musiał skrótem uciekać do Rosji.

Jeszcze trochę PiS tak porządzi, to Karczewski wraz ze swoim prezesem na skróty przez Terespol będą wybywać do „ciepłego człowieka”, jak sanacyjne władze przez Zaleszczyki. Rządzą nami tchórze, którzy obwarowują się na Wiejskiej, na Nowogrodzkiej i gdziekolwiek przebywają.

Szkoda na Karczewskiego słów, lecz jest on pewnym wzorcem pisowskim z Sevres właściwym dla partii Kaczyńskiego. Facet bez własnego zdania, o niewielkich kwalifikacjach intelektualnych, do pełnienia służby politycznej nieprzygotowany.

Oto jak te pisowskie „skróty” pracują w Senacie. Decyzje o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy podejmuje Senat. Na komisji senackiej referendum Dudy nie dostało rekomendacji i wydawało się, iż formalnością w głosowaniu będzie „nie” dla organizowania referendum, bo PiS ma senacką większość.

I co? Prawdopodobnie nie ma decyzji Kaczyńskiego, który rządzi swą partią nawet z rekonwalescencyjnego łóżka. Albo z prezesem nie ma łączności, bo może być, iż fizyczny stan Kaczyńskiego jest tak fatalny, że niezdolny jest podjąć jakiejkolwiek decyzji intelektualnej. Przecież nie wiemy, co mu tak naprawdę jest, jak w tej chwili wygląda. A może już nie wygląda.

Możliwe też, że Duda postawił ultimatum, wy mi pozwolicie na referendum, jak wam podpiszę nowele ustaw o Sądzie Najwyższym. Walkę o stolek prezesa PiS widać, jak na dłoni. Zagryzają się nawzajem, cierpi na tym Polska.

Zmieniono porządek obrad Senatu, najpierw miała być decyzja o referendum, ale przegłosowano, iż najpierw Senat będzie dyskutował nad nowelizacją ustaw sądowych, które między innymi zmieniają tryb wyboru nowego prezesa Sądu Najwyższego.

Czekają – i w tym zapale przestępowania z nogi na nogę, gdy w Senacie dyskutuje się o ustawach sądowniczych, ławy senatorów PiS są puste. Polską rządzi choroba prezesa i bynajmniej nie dotyczy ona kolana, ale tej części najważniejszej, najwyżej usytuowanej.

Cokolwiek będzie z referendum i tak jest przegrane. Ta kwestia pokazuje, iż PiS nie kieruje się interesem Polski, ale własnym, działania polityczne są obliczone na efekt i kalkulowane bynajmniej nie dla dobra Polski. Politycy PiS nie są niepełnowartościowymi politykami, to ledwie skróty, zarówno Duda jest skrótem, jak Karczewski. Takie mają skrócone rozumy i charaktery. I w takim skrócie pojmują konstytucję. Skrócili ją do potrzeb PiS, czyli unieważnili dla całego narodu.