Tag Archives: Srebrna

Kaczyński i jego słupy: Duda, Szydło, Morawiecki

Zwykły wpis

Jarosław Kaczyński do perfekcji opanował strategię posiadania pełni władzy, która zbliża się do dyktatury, a zarazem nie chce być odpowiedzialnym za jej sprawowanie. Odpowiedzialność prawna bowiem spada na jego marionetki, które kiedyś – gdy władza wypadnie mu z rąk, jak Ceaușescu, bądź Janukowyczowi – staną przed niezależnym wymiarem sprawiedliwości i odpowiedzą za bezprawie. Kaczyński swoją odpowiedzialność rozpisuje na Andrzeja Dudę, Beatę Szydło i Mateusza Morawieckiego, którzy w niepohamowanej własnej żądzy władzy, stali się zakładnikami prezesa PiS.

Afera ze spółką Srebrna pokazuje jak w podręczniku politycznej korupcji, w jaki sposób splatają się wątki narracji dyktatury i zarządzania marionetkami delegowanymi przez prezesa PiS. Winniśmy całować po rękach Geralda Birgfellnera, że zdecydował się ujawnić taśmy z tansakcji biznesowych przeprowadzanych z Jarosławem Kaczyńskim, niemniej bardzo ważną postacią w demitologizacji prezesa PiS jest Roman Giertych, zaś dziennikarze „Wyborczej” opisujący kolejne rozdziały afery K-Towers zasługują na najwyzsze nagrody dziennikarskie i to międzynarodowe -jakiegoś globalnego Pulitzera.

Kaczyński na poziomie państwa odpowiedzialnymi za swoje bezprawie czyni prezydenta i premierów (na razie jest dwoje). Oni kiedyś odpowiedzą za niszczenie Polski i to na wszelkich poziomach: prawnym, moralnym, finansowym.

We władzach spółki Srebrna, którą zarządza Jarosław Kaczyński, są osoby bez znaczenia, które nadstawiają kark za prezesa, jak sławny już komuszek Kujda i pani Basia, osoby, które nie wiedzą, za co odpowiadają, za co jednak są wynagrodzeni sowitymi synekurami państwowymi. Birgfellner rozmawiając z Kaczyńskim, był zdziwiony, że nie odpowiada z zarządem Srebrnej, Kaczyński miał na to odpowiedź: „ci ludzie kręcą własne lody”.

A zatem mamy do czynienia  z ludźmi-słupami, którzy nie są świadomi odpowiedzialności. Tak też wygladać miał model biznesowy K-Towers (wieżowca na cześć braci Kaczyńskich). Odpowiedzialność prawną i finansową brały na siebie dwie spółki-krzaki Nuneaton (komandytowa i z o.o.), zaś Srebrn pełnię zysków. Gdyby biznes z wieżowcami nie wypalił odpowiedzialne byłyby spółki-krzaki, a Srebrna nie straciłaby na tym ani grosza.

Kaczyński zarządzą Srebrną za pomocą ludzi-słupów i tak zarządza państwem – za pomocą słupów, w które ochoczo zgodzili się wcielić Duda, wcześniej Szydło, a dzisiaj Mateusz Morawiecki.

Aby w przyszłości osądzić bezprawie i dążenie Kaczynskiego do dyktatury nie wystarczy powołania jakiejś komisji śledczej, ani postawienia go przed prawem. Najpierw do spółki Srebrna winni wejść śledczy i to ci o najwyższych kompetencjach i profesjonalizmie. Ten akt „pożegnania dyktatury” winien odbywać się przy podniesionej kurtynie, jednocześnie dobrze byłoby, gdyby osądzane były polityczne słupy prezesa – jako to podsądnymi winni być Duda, Szydło i Morawiecki – z jednym zarzutem: legitymizowanie bezprawia.

Musimy zdawać sobie sprawę, że Kaczyński, jego słupy i kadry partyjne nie oddadzą władzy, tylko dlatego, że przegrają wybory. Czeka nas męka przez dyktaturę – ku demokracji.

>>>

PiS-owi Unia przeszkadza, więc będą z niej wyprowadzać Polskę

Zwykły wpis

PiS w dłuższej perspektywie wyprowadzi nas z Unii Europejskiej? Jarosław Kaczyński gorąco zapewnia, że to nieprawda, ale jeśli pozbiera się wypowiedzi polityków obozu władzy o UE i dorzuci ostatnie działania ministra Ziobry, intencje rządzących wydają się oczywiste.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest zgodny z polską konstytucją. Chodzi o traktatowy przepis, dzięki któremu sądy krajowe mogą zadawać pytania prejudycjalne unijnemu Trybunału Sprawiedliwości.

Jeśli polski sąd konstytucyjny – działający pod dyktando PiS – uzna sprzeczność traktatu z ustawą zasadniczą, to mamy do wyboru trzy opcje:

  • zmienić konstytucję,
  • zmienić traktat,
  • rozpocząć procedurę wyjścia z Unii.

Dwa pierwsze wyjścia są w praktyce niemożliwe, zostaje więc trzecie rozwiązanie.

Można się pocieszać, bo PiS niby trochę się przestraszył, że akcja Ziobry może obniżyć wynik obozu władzy w wyborach samorządowych, ponieważ Polacy są wciąż do Unii przywiązani. Prezes Jarosław Kaczyński zaklina się, że absolutnie nikt w jego obozie nie myśli o wyprowadzeniu Polski z unijnych struktur.

Parafie rzymskokatolickie w Gdańsku wspierają kandydatów PiS, użyczając im sal na spotkania i miejsc na plakaty wyborcze. – Ja promuję wartości chrześcijańskie, to jest normalne działanie obywatelskie – mówi proboszcz Adam Kalina, u którego reklamuje się m.in. radna PiS Anna Kołakowska, walcząca z równouprawnieniem osób homoseksualnych i skazana za znieważenie posłanki PO.

Ksiądz Adam Kalina, proboszcz parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie, zezwolił na wywieszenie na terenie parafii reklam trojga polityków. Plakaty kandydata PiS na prezydenta Gdańska Kacpra Płażyńskiego wiszą w dwóch gablotach z ogłoszeniami parafialnymi. To zaproszenia na spotkanie z Płażyńskim do salki parafialnej przy kościele ojca Pio w Gdańsku-Ujeścisku.

Na płocie parafialnym przy przedszkolu prowadzonym przez proboszcza Kalinę wiszą banery radnej z klubu PiS Anny Kołakowskiej (kandyduje teraz do sejmiku z listy Ruchu Narodowego) oraz Kazimierza Koralewskiego, szefa klubu radnych PiS w Gdańsku. Ich plakaty znalazły się również na tablicy reklamowej stojącej przed kościołem.

– Proboszcz jest gospodarzem tego miejsca, rozmawiałem z nim i zgodził się, bym zawiesił swoje materiały wyborcze – mówi Kazimierz Koralewski. – Nie było z tym problemu, często bywam w kościele Świętej Urszuli Ledóchowskiej, znam księdza proboszcza, czasami użyczał nam salki na spotkania.

>>>

Kościół nie ukrywa ścisłych związków z PiS.
Banery PiS w kościołach. Politycy PiS przemawiający na mszy od ołtarza. KK milczy w sprawie antychrześcijańskiego spotu PiS.

Holtei

Na kilkanaście godzin przed wyborami „Gazeta Wyborcza” ma odpalić polityczną bombę, która może zachwiać w posadach słynną spółką Srebrna oraz sceną polityczną. Chodzi o domniemany układ towarzysko-biznesowy, za którym ma stać Jarosław Kaczyński.

Jak ujawniono w czwartkowy wieczór, na dzień przed ciszą wyborczą „Gazeta Wyborcza” opublikuje artykuł pod jakże intrygującym tytułem „Deweloper Kaczyński”. Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” (a prywatnie brat prezesa TVP) Jarosław Kurskizapowiada, że jego dziennik przedstawi bliżej spółkę Srebrna.

„Wieeeeelkie pieniądze, uwłaszczenie na publicznym majątku, osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego” – tak Kurski reklamuje okładkowy tekst na piątek. Dziennikarz twierdzi, że chodzi właśnie o takie związki polityki i biznesu, które prezes Prawa i Sprawiedliwości nazywał „patologicznym układem towarzysko-biznesowym”.

Wygląda więc na to, że zapowiadany tekst „Gazety Wyborczej” może być bombą, która tylko mocniej zaszkodzi i tak słabnącym ostatnio notowaniom PiS i może się odbić na wyniku wyborów samorządowych, które już w najbliższą niedzielę.

Podczas dokonywania zmian w…

View original post 4 514 słów więcej

Z PiS można wygrać i trzeba. Jak?

Zwykły wpis

Trudno zaprzeczyć tezie, że spółka jest partyjna. Właścicielem jest Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, członkami jej zarządu są Jacek Cieślikowski, współpracownik Jarosława Kaczyńskiego oraz Janina Goss, o której kilka lat było głośno z racji pożyczki, jakiej udzieliła prezesowi PiS. W radzie nadzorczej zasiada z kolei kuzyn Kaczyńskiego Grzegorz Tomaszewski, a niedawnemu zebraniu wspólników przewodniczył Adam Lipiński, wiceprezes PiS. Nic dodać nic ująć.

Ten prawdziwy potentat utrzymuje się głównie z zarządzania nieruchomościami i ma się nie nagorzej. Jak się dowiadujemy z portalu dziennik.pl wartość jego przekroczyła w minionym roku 25 mln zł. To do niego należy warszawski budynek, w którym mieści się siedziba Prawa i Sprawiedliwości. Jest również właścicielem położonego tuż obok biurowca. Niedaleko jest też kolejna nieruchomość – przy ul. Srebrnej 16. Ten grunt o powierzchni 5,4 tys. m kw. to najcenniejszy składnik majątku firmy. Jego wartość początkowa to 6,2 mln zł. Amortyzacja sprawiła, że w bilansie miał w końcu ub. r. wartość 4,1 mln zł. Miałby tam powstać jeden z najwyższych biurowców w stolicy.

Jak podaje dziennik.pl wartość nieruchomości w bilansie Srebrnej to niecałe 7,8 mln zł. Nie jest to jednak największa pozycja w majątku. „Środki pieniężne w kasie i na rachunkach” wyniosły w końcu ub. r. 13 mln zł, czyli o 1,9 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Na czerwcowym zgromadzeniu wspólników, zdecydowano, że i ten zysk niemal w całości zostanie zatrzymany w spółce. Na dywidendę przeznaczono tylko 15 tys. zł. Tyle wpadnie do kasy zatrudnionych sześciu pracowników umysłowych i 10 na stanowiskach robotniczych. Płace – łącznie z narzutami – wyniosły 2,2 mln zł. Wynagrodzenia netto trzyosobowego zarządu to niecałe 321 tys. zł, a pięcioosobowej rady nadzorczej – 186 tys.

Srebrna jest też udziałowcem kilku spółek. Udziały w trzech z nich są spisane do zera – podaje portal.

Należy do nich Niezależne Wydawnictwo Polskie – wydawca „Gazety Polskiej”. Dalej są udziały w spółce Słowo Niezależne, do której należy portal niezalezna.pl. Największą wartość mają udziały Srebrnej w spółce Geranium – ponad 2,7 mln zł. Prowadzi ona działalność w bardzo ograniczonym zakresie. Prawie cały kapitał ma zainwestowany w kolejną spółkę – Forum, czyli wydawcę „Gazety Polskiej Codziennie”. Geranium miało w końcu 2017 r. 44 proc. akcji Forum. Kolejne 17,7 proc. należało bezpośrednio do Srebrnej (wartość w księgach – 257,8 tys. zł)

To największy polityczny biznes po ’89 roku sygnalizuje PO i chce zespołu śledczego dla zbadania działalności spółki Srebrna.

W „DGP” (08.08.2018) dr Małecki pisze, że w świetle prawa, nałożenie na pomnik koszulki nie jest znieważeniem.

Swój ostatni felieton zakończyłem tymi słowy w odpowiedzi na pytanie, czy można wygrać z PiSem: Oczywiście, że można! Pod wszakże kilkoma warunkami. Pamiętajmy, że okoliczności, które doprowadziły do zwycięstwa PiS w 2015 roku wcale nie muszą się powtórzyć w 2019 i z każdym miesiącem rośnie we mnie przekonanie, że się nie powtórzą. Dlaczego? Zapraszam.

Zanim jednak odpowiem na to pytanie, spróbujmy przeanalizować przyczyny tak znacznego zwycięstwa PiS, że może on od trzech lat rządzić w zasadzie bez koalicyjnego partnera, bo przystawek PiSu nie będziemy przecież traktować jako jakieś osobne byty.

Rozbita Platforma.

Wiele już napisano o przyczynach porażki Platformy, spróbuję jednak spojrzeć na to nieco inaczej i nieco szerzej, a gdybym miał to zapisać w kilku krótkich punktach, napisałbym tak:

1. Imposybilizm w sprawie Ziobry i Kamińskiego,

2. Stopniowe zapominanie o własnym elektoracie (głównie przedsiębiorcach),

3. Zagubienie w polityce informacyjnej, w tym bezradność w sieci,

4. Sowa i Przyjaciele,

5. Nagłe Nawrócenie Miśka Kamińskiego,

6. Dramatyczna kampania prezydencka.

Z kolei gdyby spojrzeć z punktu widzenia przyczyn zwycięstwa PiS, to dodałbym jeszcze punkt siódmy:

7. Totalne rozbicie lewicy w wyniku przesadnej gry mediów na Adriana Zandberga i jego partię.

Pierwsze sześć punktów wzięło się wprost z kwestii zasadniczej, jaką był kryzys przywództwa w partii. I nie tyle chodzi mi o to, że Ewa Kopacz była złą, czy nieudolną szefową Platformy, ile raczej o to, że sama PO pogubiła się po odejściu Tuska, który był niewątpliwie silnym spoiwem sklejającym partię. Można mieć do niego oczywiście kilka krytycznych uwag, ale jedną z jego ważnych cech przywódczych była zdolność do integrowania Platformy. Z całym szacunkiem, jakim darzę Ewę Kopacz, była przewodnicząca tego daru nie miała, a może bardziej precyzyjnie – nie miała takiej siły, jak Tusk. Co zresztą nie jest czymś dziwnym, gdyż niewielu jest obecnie polityków, którzy by mieli porównywalną siłę, co były premier. Gwoli ścisłości, nie można zapomnieć, że procesy erozyjne w PO zaczęły się jeszcze za jego rządów, że wspomnę tu o już zaznaczonym stopniowym odwracaniu się od przedsiębiorców (głównie mikro i małych), pogłębiającym się kryzysie w polityce informacyjnej oraz nieszczęsnej wtopie bezpośrednio związanej z pewną warszawską restauracją.

Analizując powyższe 7 punktów, nieco bardziej skupię się na trzech szczególnie, moim zdaniem, ważnych, czyli na polityce informacyjnej, nagłym nawróceniu Miśka Kamińskiego i kampanii prezydenckiej.

Długi czas mówiło się, że rząd Tuska ma doskonały PR i przez jakiś okres rzeczywiście tak było. Niestety z biegiem czasu polityka informacyjna rządu była coraz gorsza, a Polacy coraz mniej rozumieli z tego, co rząd i koalicja PO/PSL robi. Pamiętam rozmowę, jaką sobie uciąłem rok temu z jednym z ministrów ówczesnego rządu, gdy opowiadał mi, co zrobił, jako minister. Słuchałem z niedowierzaniem, a na koniec zapytałem: – powiedz mi, dlaczego Polacy nic o tym nie wiedzieli? Nie był jedynym ministrem, czy ministrą, o pracy których Polacy nie mieli pojęcia. Bo polityka informacyjna rządu zaliczyła upadek.

Ale kulminacją całkowitej nieporadności była kampania wyborcza 2015 roku i kompletna niemoc wobec użytej przez PiS broni, która okazała się bronią w ich rękach atomową. Cóż to takiego było? Armia zatrudnionych trolli i kampania fake’ów, jaka rozlała się w tamtym czasie po sieci. Właściwie nie było godziny bez fake newsa, rozpowszechnianego w tempie błyskawicznym przez karną i sprawną armię Tarczyńskiego i Szefernakera. Ilość tych kłamstw była tak duża, że Platforma kompletnie sobie z tym nie radziła. Do dzisiaj większość z tych fake’ów żyje, ale dzisiaj już potrafimy sobie z nimi radzić coraz lepiej.

Pamiętacie informację dotyczącą Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego, która powstała pod auspicjami Prezydenta Komorowskiego? PiS wyprodukował fake newsa, w którym podano, że w ów księdze zapisano, iż: “Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim, jako wrogu bloku zagrażającym ZSRS, a potem Rosji. […] Polska musi traktować to państwo [Rosję] […] nie, jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”. Oczywiście tekst ten okraszono informacją, że to Prezydent Komorowski podpisał się pod tymi słowami, co dało asumpt do oszczerczej kampanii, której pokłosiem było określenie “Komoruski”. W istocie tekst ten pochodził z pracy z roku 2010 pod kierunkiem profesora Zięby i był jedną z przedstawionych tam alternatyw dotyczących rozwoju współpracy Polski z NATO. Nota bene tekst bez uciętych fragmentów brzmi zupełnie inaczej, niż przedstawiany przez prawicowe media i prawackich trolli. I oczywiście nie ma żadnego związku z Prezydentem Komorowskim, a Biała Księga z roku 2014 mówi w zasadzie wyłącznie o konieczności wzmacniania sojuszu Polski z NATO i UE. Cóż z tego, do dzisiaj fake ten żyje w mediach społecznościowych, jako objawiona prawda “prawicy” i to mimo, iż generał Koziej dementował tę informację w oficjalnym piśmie do Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza w poprzedniej kadencji parlamentu. A pamiętacie akcję z książką Sumlińskiego, w której “udowadniano”, że Komorowski to Ruski agent? Żadna z tych informacji nie została tak de facto zdementowana na jakieś oficjalnej konferencji prasowej – uznawano bowiem wtedy, że Prezydent Komorowski nie jest godzien, aby się zniżać do poziomu ścieku.

Podobna sytuacja była z samą kampanią prezydencką. Jakiś czas temu rozmawiałem z szefem tej kampanii na jedno z województw. Opowiadał mi historię, jak to ten sztab regionalny naciskał na sztab w Warszawie w sprawie rozwieszania plakatów Prezydenta we wsiach i w małych miasteczkach, gdzie jak wiadomo kandydata Dudy było pełno. Sztab w Warszawie nie dawał zgody na te plakaty, bo “Prezydent Komorowski nie może wisieć na płotach”, taka była odpowiedź Warszawy. Nie wierzyłem w tę historię z początku, ale w końcu musiałem uznać, że to prawda. Bo tak właśnie wyglądała ta kampania.

I na koniec słówko jeszcze o Miśku Kamińskim, który po latach brylowania w PiSie i wieszania psów na Platformie, nagle ni z gruchy, ni z pietruchy, stał się znaczącym członkiem PO i to od razu odpowiedzialnym za kampanię wyborczą do parlamentu. Z wyuczonej kindersztuby nie wspomnę kto był animatorem tego pomysłu, żeby nie dobijać leżących.

Wszystko to razem skumulowało się w jednym czasie i w końcu pękło, niczym nadmuchany zbyt mocno balon, ujawniając głębokie wady i błędy, które spowodowały narodziny Nowoczesnej i Kukiz’15, co tylko dopełniło skali zniszczenia.

Rozbity liberalizm.

Ale nie tylko to było powodem klęski wyborczej 2015 roku. Błędy ówczesnego obozu władzy nałożyły się także na ogólny kryzys liberalizmu w całym świecie, a w Europie najbardziej. Jakby jeszcze tego było mało, pojawił się kolejny problem w mega skali, czyli kryzys uchodźczy.

Już od jakiegoś czasu liberalizm szedł błędną drogą. Miał być narzędziem do bogacenia się szerokich warstw społecznych, poprzez przekazywanie bogactwa z góry na dół, ale de facto bogacenie to nagle zatrzymało się wyłącznie w bogatszej części społeczeństwa. Klasa średnia przestała w zasadzie istnieć, a prawdziwe bogactwo przeszło w ręce około 15-20% społeczeństwa, zamiast dotrzeć do co najmniej 60-70. Bogaci stawali się coraz bardziej bogaci, robili się tłuści i nie chcieli słuchać złych wiadomości o problemach ludzi biedniejszych. Wyborca liberalny miał swoją dobrze płatną pracę, dobrze prosperującą firmę i wakacje rok w rok w ciepłych krajach. Ciężko na to pracował, ale nikt nie potrafił wyjaśnić biedniejszym, że bogactwo to wynika z tej właśnie pracy, okupionej często niewyobrażalnym ryzykiem utraty majątku, który często stanowi zabezpieczenie kredytów, branych na rozwój firm. Zamiast tego politycy liberalni dawali sobie narzucać coraz bardziej nachalną narrację, że każdy przedsiębiorca to złodziej. I nie potrafili z tym walczyć, oddając pola “prawicowym” propagandystom.

Tymczasem Polska Kaczyńskiego, to Polska ludzi prostych, często mających kompleksy własne i cudze, oczekujących gotowych rozwiązań od polityków. To Polska, która jest najważniejsza. W ten swoisty kogel-mogel wrzucono jeszcze kilku ludzi nauki z tytułami profesorskimi oraz oczywiście wszechmogący kościół katolicki, z którego uczyniono maszynkę do wygrywania wyborów, dając obietnicę bogacenia się, jak nigdy dotąd. I po wyborach tę obietnicę spełniając z nawiązką.

Bogata, liberalna Polska traciła horyzont i było jej z tym dobrze. W Polsce biednej gniew narastał z roku na rok, co było widać choćby podczas Marszów Niepodległości. Kaczyński to rozumiał coraz lepiej. Platforma straciła zdrowy rozsądek.

In-pra-wizja.

Ale to było trzy lata temu, a za rok może już nie mieć żadnego wpływu. Stąd źródło mojej tezy, że okoliczności, które wyniosły PiS do władzy w 2015, w 2019 roku mogą się już nie powtórzyć. Widać, że politycy Opozycji wyciągają wnioski z tamtych błędów i wydarzeń – gdy z nimi porozmawiać w cztery oczy, zdają się to coraz lepiej rozumieć. Ponadto od trzech lat rządzi obóz zjednoczonej prawicy i robi to fatalnie, a płynące z Polski sygnały, mówią, że nawet mimo posiadania sporej liczby mediów, ci, którzy mieli mieć lepiej, wcale lepiej nie mają, bo nawet sztandarowy program PiS, czyli 500+ staje się już dla większości jego beneficjentów czymś oczywistym i wcale nie kojarzy się już wyłącznie, i tylko z dzisiejszą władzą. Stąd pomysły na kolejne kiełbasy wyborcze, wyprawki szkolne oraz zamiana 500+ na 1000+. Do tego drugi sztandarowy program władzy, jakim jest przejęcie sądów, idzie jak po grudzie. Niby Kaczyński przepycha po nocy kolejne ustawy i ich nowelizacje, ale mamy już trzy lata jego rządów, a sądów jak nie ma w jego ręku, tak nie ma. I wcale się nie zapowiada, że to szybko nastąpi. Za chwilę przecież zacznie się maraton wyborczy, a wtedy skupić się będzie trzeba na innych sprawach. Dlatego uważam posunięcie Sądu Najwyższego za genialne w swej prostocie. Jednym słowem, wygląda to coraz gorzej z punktu widzenia wyborcy PiS.

Tu, rzecz jasna, wkroczyć musi Opozycja i to zaraz po wakacjach zdecydowanie. Moim zdaniem z trzema głównymi przesłaniami dla wyborców:

Integracja,

Prawda,

Wizja,

czyli wspomniana “Inprawizja”.

Integracja, to rzecz jasna kwestia zawiązania szerokiej koalicji wyborczej i to na cały maraton wyborczy. Co znaczy szeroka? To rzecz jasna Platforma, Nowoczesna, PSL, SLD i ruchy obywatelskie. Badania społeczne pokazują,że taka właśnie (i tylko taka) koalicja wygrywa z obozem prawicy miażdżąco. Jasne, rozmowy nie będą łatwe, ale cel powinien determinować działanie. I z tego, co wiem, taka koalicja ma coraz większe szanse powstania. Pomoże tu bez wątpienia zmieniona Ordynacja Wyborcza, zwiększająca próg wyborczy, który eliminuje wszystkich poza PO. To musi zmusić do myślenia opornych.

Prawda, to prawda o rządach PiSu. Odpowiednio nagłaśniana wszędzie, gdzie się tylko da. Głównie w mediach społecznościowych, ale też na konferencjach prasowych, czy różnych spotkaniach przedwyborczych. Tu trzeba też koniecznie wykorzystać potencjał sympatyków Opozycji, czyli ludzi, którzy chcą i angażują się we wszelakie działania wspomagające. Tych ludzi absolutnie nie wolno zostawić samych sobie, a już tym bardziej zlekceważyć. Tym bardziej, że to najbardziej świadoma cześć wyborców, która może “nieść kaganek oświaty” w Polskę.

Wizja, to trzeci element układanki, czyli odpowiedź na pytanie, jaka ma być Polska po PiSie. Musi to być jasny program (z uporem maniaka forsować będę V RP), który da Polakom wiarę, że szeroka Koalicja Obywatelska, to nie jest tylko projekt na same wybory, ale także na to, co potem. Tu uwaga, wyborcom w kampanii trzeba pokazać tylko 4-5 najważniejszych tematów i to promować. Wyborca musi zobaczyć konkret, krótki i trafiający do wyobraźni. Jeśli będzie chciał poczytać cały program, ma go znaleźć na stronach internetowych w sieci. W kampanii nie wolno zagubić się w szczegółach.

Wszystko to razem plus inny już dzisiaj świat, niż ten z lat 2013-2015, może dać Opozycji wygraną i powrót Polski do wspólnoty państw prawa i normalności, gdzie prawo znaczy prawo, a sprawiedliwość, sprawiedliwość.

Good night and good luck Państwu.