Tag Archives: Solidarność

Koniec wściekłości i wrzasku prezesa?

Zwykły wpis

Dlaczego PiS chce przywłaszczyć obchody rocznicy 4 czerwca 1989 roku, pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych? Przecież narracja partii Kaczyńskiego o Okrągłym Stole jest mało pozytywna, a 4 czerwca to pierwszy i najważniejszy owoc kompromisu strony solidarnościowej z komuszą.

Potem przechodziliśmy transformację ustrojową zwaną reformami Balcerowicza, te okazały się wzorem dla innych państw naszego regionu, przede wszystkim są jednym z największych naszych sukcesów cywilizacyjnych w historii. Polska wreszcie stała się pełnoprawnym członkiem Zachodu poprzez przynależność do NATO i Unii Europejskiej.

Obok transformacji ustrojowej zachodziła dłuższa „transformacja” mentalna, którą swego czasu w lapsusie freudystycznym Jarosław Kaczyński wyłożył, jako „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” W tej „transformacji” kłamstwo ma wartość prawdy, byle było głoszone z determinacją Goebbelsa.

4 czerwca ma wpisać w „transformację” mentalną PiS ich wersję historii, nie mającą wiele wspólnego z faktami, ale z kompleksami prezesa. Gdyby to odbywało się na płaszczyźnie osobistej, byłby to kłopot psychiatry z pacjentem, ale pacjent Jarosław Kaczyński funduje swoje kompleksy w polityce i to będąc u władzy.

Jak trafnie ujął taką wersję życia Szekspir, jest to „opowieść idioty pełna wrzasku i wściekłości”. Narracja Kaczyńskiego o współczesności nie trzyma się kupy, ani tym bardziej narracja o niedalekiej przeszłości, w której on i jego brat Lech nie odgrywali szczególnie ważnych ról, byli tylko kamerdynerami Lecha Wałęsy. Rola służby boli, stąd mamy u prezesa przypadłości wścieklości i wrzasku o gorszym sorcie, ZOMO, gestapo, kanaliach, zdradzieckich mordach, etc.

Jeżeli 4 czerwca 2019 PiS będzie po wygranych do Parlamentu Europejskiego rozszerzona zostanie „opowieść idioty” o kolejne wściekłe kłamstwa i wrzaskliwe opluwanie prawdy. Lech Wałęsa chciałby częściowo przerwać tę narrację idiotów poprzez pozbawienie „NSZZ Solidarność” możliwości posługiwania się nazwą.

Miejmy nadzieję, że 4 czerwca będziemy świętować dwa zwycięstwa – 4 czerwca 1989 roku Komitetu Obywatelskiego i 26 maja 2019 – Koalicji Europejskiej. Wystarczy wściekłości i wrzasku z opowieści zakompleksiałego prezesa.

>>>

Wałęsa, bohater pełną gębą

Zwykły wpis

Wkład Lecha Wałęsy w historię Polski jest nie do przecenienia. Jego miejsce w podręcznikach historii jest obok największych. Gdy dzisiejsze emocje wyparują i znajdą swoje miejsce w obiektywnej narracji, Wałęsa będzie jednym tchem wymieniany wśród 5-10 najważniejszych postaci w dziejach Polski.

Gdyby nie było Wałęsy, czy upadłby komuninizm? Tak, ale wyglądałoby to inaczej, najprawdopodobniej dłużej by przetrwał i nie obyłoby się bez rozlewu krwi. Piszę Wałęsa, myślę „Solidarność” – ta klasyczna, bo dzisiejsza Piotra Dudy to antySolidarność, odpowiednik komuszego CRZZ.

Wiele zawdzięczają Wałęsie Rosja (ZSRR) i kraje byłego Układu Warszawskiego. Wałęsa przyspieszył erozję komuszego reżimu, był katalizatorem przemian. To dzięki niemu komuniści rosyjscy zdecydowali się na Gorbaczowa, który zainspirowany „Solidarnością” rozpoczął pierostrojkę.

Głównym burzycielem Muru Berlińskiego był Wałęsa. Gdyby Polacy potrafili wykorzystać siłę mitu Wałęsy, Niemcy nie odmówiliby, aby w Berlinie stanął pomnik naszego wielkiego ziomka.

Dlaczego tak się stało, że Wałęsa jest dzisiaj w kraju przez jedną ze stron postponowany? Stało się tak nie dlatego, że jesteśmy narodem wichrzycieli (bo jesteśmy), ale dlatego, że polskiego społeczeństwo nie ma w swoim kodzie paradygmatu demokracji i procedur wolności. Jesteśmy powierzchowni, a więc nasza odpowiedzialność za kraj jest śliska, dlatego tak łatwo niektórym politykom przedstawiać kłamstwa jako prawdy.

Gombrowicz tę przypadłość nazywał niedojrzałością, zielonością. Tak było w okresie międzywojennym, tak jest dzisiaj. Po czasach bohaterów „Solidarności” przyszedł czas tchórzy – Kaczyńskich, Morawieckich, Dudów.

Tchórz nie stanie na ubitej ziemi, ale się schowa za kordonem ochroniarzy i pomówień. Jeszcze Polska jest bezpiecznie ustytuowana geopolitycznie w dużym organizmie politycznym Unii Europejskiej, ale to może się w każdej chwili zmienić.

Wówczas przypomnimy sobie o mądrości Wałęsy, o mądrości zbiorowej „Solidarności”, czy będzie już jednak za późno? Nie chcę kasandryczyć, acz czarno widzę, gdy PiS dłużej utrzyma się u władzy.

Dzisiaj Lech Wałęsa obchodzi 75 lat, trzy ćwiartki wieku. Powinien być wyniesiony w naszej pamięci i grzać się w chwale zwycięzcy, niestety tchórze są innego zdania. Pierwszy przewodniczący „Solidarności” udzielił wywiadu Deutsche Welle, w którym ostro wyraził się o rządzących od 3 lat: „Mamy nieodpowiednich, niezbadanych medycznie ludzi, ludzi małych, zakompleksionych, którzy przypadkiem zdobyli władzę”.

Polska po przypadkach II wojny i reżimu komuszego przetrwała, acz okaleczona, więc po przypadku PiS też tak będzie, zatem ten „przypadek zdobycia władzy” trzeba im wytrącić z rąk. Wałęsa nam i młodszym dawał przykad, tak jak wcześniej Piłsudski, a jeszcze wcześniej Kościuszko. Lech Wałęsa nie jest przypadkiem bohaterem, jest nim pełną gębą.

Buta PiS jest porażająca – nawet na Westerplatte

Zwykły wpis

– Miarą odpowiedzialnego patriotyzmu jest szukanie tego, co łączy, a nie dzieli – mówił na obchodach rocznicy wybuchy II Wojny Światowej Paweł Adamowicz. W czasie wystąpienia prezydenta Gdańska słychać było gwizdy.

W Gdańsku odbyły się uroczystości, upamiętniające atak na Westerplatte i wybuch II Wojny Światowej. Brali w nich udział m.in. prezydent Gdańska Pawła Adamowicza i Marszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz premier Mateusz Morawiecki.

Przed obchodami doszło do sporu między władzami Gdańska a Ministerstwem Obrony. Rok temu – jak informował Adamowicz – wbrew obietnicom wojskowi nie pozwolili harcerzom odczytać apelu pamięci. W tym roku prezydent miasta nie wystosował więc do wojska zaproszenia na obchody, co wywołało oburzenie MON. Ostatecznie wypracowano porozumienie ws. obecności wojska i odczytania apelu pamięci bez tzw. „apelu smoleńskiego”.

Dziś podczas wystąpień na Westerplatte – poza samym upamiętnieniem żołnierzy ofiar wojny – pojawiły się zarówno wątki polityczne, jak  apele o nieupolitycznianie takich rocznic.

„Niebezpieczeństwo zawłaszczania władzy przez jedną grupę”

– Polski żołnierz jako pierwszy w Europie postawił opór totalitaryzmowi nazistowskiemu i sowieckiemu. Po raz pierwszy stanął w obronie europejskich wartości, wolności i demokracji – mówił prezydenta Gdańska Paweł Adamowicz. Wspomniał o udziale harcerzu w obchodach na Westerplatte od prawie 20 lat i podziękował im za obecność

Adamowicz mówił o kolejnych walkach o niepodległość i wolność, w tym o latach 80. i „Solidarności”.

– Wówczas wiedzieliśmy, że nie ma większego niebezpieczeństwa dla wolności niż zawłaszczanie władzy przez jedną grupę. Niż wola polityczna idąca nad prawem. Naszym celem była zjednoczona Europa. Dziś widzimy, że kiedy to wszystko odchodzi w przeszłość, kwestionuje się rządy prawa, a nawet podważa się naszą obecność w Unii Europejskiej

– mówi Adamowicz. Przy ostatnim zdaniu słychać było gwizdy. – Miarą odpowiedzialnego patriotyzmu jest szukanie tego co łączy, a nie dzieli. Pojednania, a nie odwetu. Dlatego apelujemy o pierwszeństwo w życiu publicznym prawa, a nie sił. Zaufania, a nie wrogości. Prawdy, a nie kłamstwa – mówił prezydent Gdańska. „Rządzący zmieniają sens i znaczenie najważniejszych dla każdego Polaka słów” – napisał później na Twitterze.

Morawiecki: Pójdźmy wtedy w jednym marszu niepodległości

Premier Mateusz Morawiecki powiedział podczas uroczystości 79. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, że Westerplatte jest miejscem symbolicznym. „Trudno o bardziej polskie miejsce” – powiedział szef rządu.

– Widzimy, jak symboliczny jest ten skrawek Polski. Tworzony, kształtowany przez setki lat z różnych części całej naszej ojczyzny. Drobinki ziemi, które niosła tutaj Wisła i wszystkie rzeki i rzeczki, które do niej dopływały przez wszystkie prastare regiony naszego kraju stworzył ten półwysep. Trudno o bardziej polski kawałek Polski. I na tym skrawku bronili naszej niepodległości polscy żołnierze. Runęły na nas barbarzyńskie armie niemal ze wszystkich stron. Ale polskie wojsko i społeczeństwo broniło świata przed wrogami wolności, wrogami Polski i wrogami Europy

– mówi premier.

– Dziś tu, z tego świętego miejsca, chcę zwrócić się do wszystkich rodaków, do tych, którzy sprzyjają nam i do naszych przeciwników. Chcę zwrócić się do opozycji, żeby takie miejsca jak to były miejscami zgody. Tak, jak w Boże Narodzenie obchodzą właśnie w domach, tak w najważniejsze dni powinniśmy być zjednoczeni. Takim dniem przed nami jest dzień 11 listopada – powiedział Morawiecki.

– Dlatego w ten dzień, wielki dzień dla naszego narodu polskiego, dla całej Rzeczypospolitej bądźmy razem, pójdźmy razem w marszu, jednym marszu niepodległości – apelował premier. Przekonywał, że ci, którzy zginęli w pierwszych dniach II Wojny Światowej w obronie Polski, wiedzieli, że nie ma cenniejszej rzeczy dla całego narodu niż niepodległość. – Dlatego spełnijmy ich marzenie o tym, byśmy byli zjednoczeni w najważniejszych dniach – powiedział Mateusz Morawiecki.

Duda: Nigdy więcej rozdarcia Rzeczypospolitej

Obchody 79. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej odbyły się także w Tczewie, gdzie niemiecki atak zaczął się jeszcze przed tym, jak padły pierwsze strzały na Westerplatte.

Andrzej Duda mówił, że wrześniowe daty z 1939 roku przypominają o kolejny rozdarciu Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. – 1 września i 17 września to czarne plany na mapie roku stulecia odzyskania niepodległości, bo to daty, które przypominają nam o dniach, kiedy znowu straciliśmy naszą ojczyznę, kiedy Polska znowu została rozdarta na 6 lat pomiędzy dwóch naszych wielkich wrogów – mówił prezydent.
– Nigdy więcej rozdarcia Rzeczypospolitej – podkreślał Andrzej Duda.

– Zaklinam nas wszystkich, ale przede wszystkim młode pokolenie, by taką politykę prowadzić, by tak prowadzić polskie sprawy i tak nimi zarządzać, aby nigdy więcej zagrożenie nie spłynęło na naszą Rzeczpospolitą – mówił prezydent. Po to – jak zaznaczał – żeby Polacy odzyskanie niepodległości w 1918 roku mogli świętować przez kolejne 100, 200 i więcej lat.

Żaden polityk, w tym prezydent RP nie powinien wykorzystywać kościoła dla politycznych przemówień. Żaden ksiądz nie powinien się na to godzić

Hairwald

To, co robi PiS, z jednej strony jest niszczeniem rządów prawa, z drugiej to ewidentne manipulowanie historią. To eksponowanie tych, którzy nie byli zbyt ważni, drugich się ignoruje. Tak samo działo się na początku komunizmu, później przyszły represje, które teraz też pewnie przyjdą – mówi nam prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog, uczestniczka Porozumień Sierpniowych. – To cofnięcie się, niszczenie rządów prawa, demolowanie historii są moim zdaniem jednak tylko epizodem. Mam nadzieje, że PiS, który utrzymuje stabilność przez rozdawanie pieniędzy, potknie się na tym. Tak dobra koniunktura długo się nie utrzyma. Zdemoralizowani ludzie będą chcieli więcej dostać i przestaną w końcu głosować na PiS – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: „Uważałem, że trzeba walczyć z komunistami do końca i nie ma co siadać do Okrągłego Stołu, ale właśnie polemizuję sam z sobą z tamtych lat” – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas rocznicy obchodów Porozumień Sierpniowych. Prezydent ostrzej mówi o chorobach III RP i bolesnym…

View original post 2 176 słów więcej

Morawiecki nie słyszał o Lechu Wałęsie

Zwykły wpis

Nie jest prawdą, że w naszej historii rodacy byli podobnie podzieleni jak dzisiaj. Prawda, różniliśmy się, co prowadzilo do rokoszów i do tak spektakularnego zdarzenia, jak zamach majowy 1926 roku, który był w istocie mini wojną domową, ale nigdy Polak przeciw Polakowi nie występował w polityce z pozycji kłamstw rządowych.

W tej chwili mamy rząd ufundowany na fundamencie kłamstwa, a rządząca partię na żałożycielskim micie katastrofy smoleńskiej, które w wydaniu PiS jest kłamstwem w każdym elemencie. Do czego takie kłamstwo prowadzi? Zawsze do jednego i obawiam się, że innego wyjścia dla naszego kraju już nie ma.

Wcale nie było przypadkowe zdarzenie, do którego nie doszło, ale pokazuje jak kreowane jest kłamstwo. Mianowicie chodzi o tablicę pamiątkową ku czci braci Kaczyńskich, którzy jakoby przebywali wśród protestujących stoczniowców w 1988 roku i domyślnie przyczynili się do zrzucenia kajdanów reżimu komunistycznego.

Inicjatorowi tego kłamstwa – Karolowi Guzikiewiczowi – jeden z internautów wskazał właściwy adres i właściwą tablicę, mianowicie część ciała na cztery litery Jarosława Kaczyńskiewgo, w której „ma zostać odsłonięta tablica, upamiętniająca przebywającego tam Karola Guzikiewicza”. Cztery litery jeszcze raz pojawią się w tym felietonie, tym razem wprost.

Jakie kłamstwa funduje nam rząd, niech świadczy premier Mateusz Morawiecki, który w tej dyscyplinie bije wyśrubowane rekordy samego prezesa PiS. Portal Oko.press udowodnił mu rekord 5 kłamstw na 2 dwa wygłoszone zdania, a więc przeciętna 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Goebbels nawet nie zbliżył się do tak znakomitego rekordu.

Podczas uroczystości obchodów 38. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku wśród publiczności nie było nikogo ze znaczących postaci Sierpnia 80, a Morawiecki w swojej mowie nie zająknął się o Lechu Wałęsie, o którym słyszał cały świat, tylko nie Morawiecki. Za to wspomniał o matce chrzestnej Annie Walentynowicz, która winna wszak mieć przynajmniej jedno dziecko.

Kłamcy nie przekonują do siebie bohaterów, co precyzuje pomysłodawca zrywu strajkowego Sierpnia 80 Bogdan Borusewicz: „Po stronie władzy nie ma znaczących postaci Sierpnia”. Kłamcy więc nie zagarniają do siebie prawdy o zdarzeniu, tylko tworzą kłamstwa polityki historycznej.

Władysław Frasyniuk odnosi się do kłamców na uroczystościach rocznicowych: „31 sierpnia to dobry dzień, żeby powiedzieć tym wszystkim, którzy przebywali, pocałujcie nas w dupę.” A dla Wałęsy ma to, co przyznaje mu świat i historia: „Lechu, byłeś i pozostaniesz największym przywódcą we współczesnej historii Polski.”

Niestety, stoimy naprzeciw kłamstwa rządowego, które ubrało się w togę państwa, a to zawsze kończy się jednym – i najprawdopobniej może nie być w którymś momencie innego wyjścia dla naszego kraju – rozlewem krwi. Straszne!

Jarosław Słoneczko Kaczyński samopas pokonał komunę. No, z bratem Lechem

Zwykły wpis

Zbliża się rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. W Gdańsku „Solidarność” przygotowuje uroczyste obchody tego dnia, a udział w nich weźmie również Mateusz Morawiecki. Przy tej okazji postanowiono zorganizować konferencję, na której zostaną omówione działania, związane z rozwojem Stoczni Gdańsk, która została wykupiona z rąk Taruta przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu.

Przypomnijmy, że sprywatyzowanie stoczni uratowało ją przed likwidacją, związaną z przyjmowaniem niedozwolonej pomocy publicznej. Sprawą zajmował się wówczas Andrzej Jaworski z PiS, który był pełnomocnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przejęcie stoczni przez Tauruta nie zakończyło jednak problemów. Spółka znalazła się na skraju bankructwa, ponosiła wielomilionowe straty, a z trzytysięcznej załogi pozostało raptem sto osób.

Jedynym ratunkiem było jej wykupienie. Przy aktywnej pomocy zakładowej „Solidarności”, stocznia wróciła w polskie ręce. Koszt jej wykupu objęty jest tajemnicą.

Wydaje się, że na chwilę obecną nie ma pomysłu na stocznię. Wprawdzie, jak mówił „Wyborczej” Roman Gałęzewski, przewodniczący stoczniowej „Solidarności” „Pojawia się perspektywa rozwoju. Pomysł na stocznię jest taki, żeby to był zakład wielofunkcyjny korzystający z nowoczesnych technologii, które zwiększą wydajność pracy (…)Powinniśmy produkować wieże, elementy stalowe, konstrukcje i wszystkie inne produkty, które będą rentowne”, ale chwilowo za tymi słowami jeszcze nic nie idzie.

Musimy więc poczekać do 31 sierpnia, bo właśnie wtedy mają zostać przedstawione plany rozwoju Stoczni Gdańsk. Tego dnia odbędzie się konferencja „Stocznia Gdańsk 4.0. Nowy początek”, której organizatorami są ARP, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, NSZZ „Solidarność” i Stocznia Gdańsk, a udział w niej wezmą premier Morawiecki, zarząd stoczni, działacze związkowi i około 70 stoczniowców.

Tego też dnia zostanie odsłonięta tablica, upamiętniająca udział braci Kaczyńskich w strajku 1988 roku. Dziwne, bo byli oni tylko jednymi z tysięcy ludzi, w nim uczestniczących. Nie odegrali żadnej istotnej roli, nie pełnili funkcji przywódczych. Czołową postacią tego strajku był spawacz Jan Stanecki, który go rozpoczął i Alojzy Szablewski, szef komitetu strajkowego. Sam Wałęsa wprawdzie pojawił się w stoczni, ale uznał protest za przedwczesny.  Strajkujący żądali legalizacji Solidarności, podwyżki płac i przywrócenia do pracy zwolnionych pracowników. Negocjacje z dyrekcją prowadzili Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski oraz osoby z gdańskich środowisk opozycyjnych, między innymi Aleksander Hall oraz bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy.

Skąd więc pomysł, by upamiętnić tylko te dwie osoby? Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności” i działacz PiS potrafi to świetnie wyjaśnić. Jak mówi, „Konferencja dotycząca nowego otwarcia dla stoczni odbędzie się w „ubotowni”, która teraz w ramach odbudowy ma stać się laboratorium nowoczesnych technologii. Podczas strajku w tej hali przebywali bracia Kaczyńscy. Razem z nimi było tam pewnie ok. 200 osób. Wieszamy tablicę informacyjną akurat o nich, a nie o innych znanych osobach, bo na przykład Wałęsa, ja i wiele innych osób nocowało wtedy w stołówce”.

Jerzy Borowczak, stoczniowiec, a obecnie poseł PO, sam brał „udział w organizacji strajku, podobnie jak Jacek Merkel. Tam wielu ludzi przebywało i jakby chcieli naprawdę ich uczcić, to byłyby tablice m.in. z nazwiskami Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska, braci Kamińskich, Lecha Kosiaka i wielu, wielu innych

Kolejny rozmówca rozumiałby „upamiętnienie nieżyjącego Lecha, natomiast podkreślanie na siłę obecności dwóch braci, gdy z tej „ubotowni” nocowało znacznie więcej ludzi, wydaje się małostkowe”.

Pokrętne tłumaczenia Karola Guzikiewicza już nawet nie śmieszą. Mówi, że „Chętnie byśmy upamiętnili wszystkie osoby ze strajku, ale stołówka została zburzona przez władze miasta Gdańska przy wsparciu Borowczaka i ten budynek nie istnieje” czyli wychodzi na to, że jak nie ma stołówki to nie można uczcić pamięci tych, którzy faktycznie odegrali dużą rolę w tym strajku.  Trzeba przyznać, że sensu w tym nie ma.

Tak więc bracia Kaczyńscy będą mieli swoją tablicę, na fotografiach ze strajku, opublikowanych w ostatnim numerze pisma związkowego „Rozwaga” są postaciami pierwszoplanowymi, a to dopiero początek. Zapewne niebawem poznamy kolejne, tajemne strony ich bohaterskiej działalności. Trzeba przyznać, niezła zabawa historią…

Prof. Joanna Penson napisała wstrząsający list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Ta 96-letnia lekarka i wykładowca akademicki, więźniarka Ravensbruck, a także działaczka pierwszej „Solidarności”, uważa, że to Kaczyński inspiruje ataki na Lecha Wałęsę. – „To Pan stoi za oszczerczymi atakami na przywódcę sierpniowego strajku, na historycznego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, na laureata Pokojowej Nagrody Nobla, na rozpoznawalną na całym świecie ikonę polskiej bezkrwawej i zwycięskiej rewolucji. (…) Nie chcę wnikać w Pańskie motywacje. Domyślam się jedynie, że są one, niestety, osobiste” – czytamy w liście.

Była działaczka „S” przypomina, że Kaczyński zabiegał o przychylność Wałęsy w 1989 r. i pozował z nim do zdjęć. – „Wielokrotnie słyszałam z Pana ust peany na temat mego szefa: że to „obok Papieża najsłynniejszy w świecie Polak”, „prawdziwy lider obdarzony genialną intuicją” i „oczywisty kandydat na prezydenta Polski”.

Dziś prof. Penson uważa, że prezes PiS chciał sterować Wałęsą i dlatego zabiegał o jego względy. – „Dopóki Wałęsa wpisywał się w pańskie polityczne kalkulacje, był wielki i nie było żadnej sprawy tzw. Bolka. Z chwilą, gdy prezydent Lech Wałęsa zwolnił Pana ze swej kancelarii, skierował Pan przeciw niemu te same oskarżenia, którymi wcześniej szantażował Lecha gen. Czesław Kiszczak. Pan i Pana współpracownicy od lat prowadzicie bezprecedensową nagonkę na niego jako „agenta bezpieki”. Palił Pan jego kukłę pod Belwederem, wołał „Bolek do Moskwy”. A pod II bramą stoczni opowiadał Pan, że stoi tam, gdzie kiedyś, a ci, których Pan nie lubi, stoją tam, gdzie stało ZOMO. Nie wiem zresztą, gdzie Pan stał w sierpniu 1980 r. Byłam w Stoczni Gdańskiej przez cały strajk, ale nigdy Pana nie spotkałam”.

Prof. Penson wzywa Kaczyńskiego do zaprzestania ataków na Lecha Wałęsę i niekreowania „nowych, własnych bohaterów” Sierpnia’80.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym podatku Morawieckiego, bodaj najbardziej dewastującym finanse.

W rządzie PiS obowiązuje już prawo Gowina, które z grubsza polega na tym, że publicznie puszcza się farbę, a następnie wyplątuje się z tego, lecz farba jest jeszcze bardziej paskudna, bo zaprzeczając brnie się w kłamstwo. Gowin wygłasza coś ex katedra, a później siebie dementuje. Tak jest z Polexitem, który będzie konsekwencją niestosowania się do prawa europejskiego, do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o którym Gowin powiedział, że jeżeli będzie niekorzystny dla rządu PiS, to po prostu rząd zignoruje orzeczenie TSUE.

Bardziej skomplikowane jest prawo Morawieckiego, które da się opisać na przykładach. Jeden z takich przykładów dotyczy okresu, gdy Mateusz Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK (Santander). W nim wykuwało się prawo Morawieckiego. Polega ono na tym, że klientowi wciska się pożyczki np. we frankach szwajcarskich, których oprocentowanie gwałtownie rośnie z powodu zmiany kursu. Pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać długu i bywa, że popełniają samobójstwo, jak to się stało z mężem pani Barbary Husiew, która publicznie nazwała Morawieckiego kłamcą i banksterem.

Jest to bardzo delikatnie powiedziane, bo gdyby Morawiecki był rzeczywiście chrześcijaninem, to zasuwałby na kolanach w pielgrzymce do Santiago de Composteli i zniknął z życia publicznego na zawsze, w ten sposób się rechrystianizując. Ale on będzie wciskał Polakom inny kit, inne franki szwajcarskie.

Morawiecki chce wszystkim Polaków wcisnąć Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). O tych najnowszych „frankach szwajcarskich” powiedzą więcej fachowcy, ale już z daleka zalatuje od nich bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie. Waniajet pogłębionym prawem Morawieckiego.

Od lipca przyszłego roku wszyscy pracujący mają z pensji wpłacać przynajmniej 60 zł (w zależności od wysokości pensji) na PPK, które to pieniądze będą służyły do wyższej emerytury. Piszę o tym z grubsza. W komunikacie Ministerstwa Finansów napisano, iż jest to program dobrowolny, co jest kłamstwem, bo pracodawcy będą mieli obowiązek wpłat, które w przeciągu 10 lat mają osiągnąć wysokość 35 mld zł.

Uśmieliście się? Tak! To kolejny podatek, bo ten kapitał gromadzony przez fachowe instytucje będzie nadzorowany przez państwo. Czyli Morawiecki zamyśla, że będzie można zrobić z nim tak, jak z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), z którego bezprawnie rząd wyda 4,6 mld zł. Jest to złodziejstwo państwa z prywatnej kieszeni asekuracyjnej.

Kasa państwa została przez rząd pisowskich wydrenowana i na siłę Morawiecki szuka szmalu do kolejnych populistycznych rozdawnictw, a oprócz tego widać, iż nie zamierzają oddać władzy przez co najmniej 10 lat, w tym czasie Polska wypadnie z Unii Europejskiej i będą mogli sobie uprawiać zamordyzm nas wszystkich.

Prawo Morawieckiego wykute na kredytach frankowych zatem rozszerzone ma zostać na wszystkich Polaków. Wcześniej skończyło się samobójstwem Husiewa, a teraz może dotknąć wszystkich Polaków.

Należy więc dla naszego bezpieczeństwa, póki jeszcze czas wysłać Morawieckiego na pielgrzymkę do Composteli, aby się rechrystianizował. Przez 10 lat obróci z 10 razy, bo inaczej ten człowiek puści nas z torbami – i to przed upływem 10 lat.

Lech i Jarosław Kaczyńscy pokonali komunę

Zwykły wpis

Ciekawostka wydawnicza. Kto jest autorem rozdziału pt. „Wygaszanie stoczni” w bestsellerze roku wyborczego?

W poniedziałek rozpoczęły się przesłuchania w Krajowej Radzie Sądownictwa nad wyborem sędziów do Sądu Najwyższego. Nie obyło się bez incydentów: Obywatele RP uniemożliwili rozpoczęcie posiedzenia KRS. Nie wpuścili Krystyny Pawłowicz.

W związku z ostatnimi wydarzeniami Małgorzata Gersdorf Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego napisała list otwarty, w którym dziękuje za słowa poparcia dla działalności jej i Sądu Najwyższego.

„Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na wymiar sprawiedliwości”. Według sędzi, „podważane są konstytucyjne zasady, które gwarantują niezależność sądownictwa od pozostałych władz i niezawisłość sędziów”.

„Niszczone są fundamenty demokratycznego państwa prawa, jakim jest Rzeczpospolita Polska, a najwyższe władze państwowe otwarcie deklarują nieuznawanie i ignorowanie orzeczeń nie tylko sądów krajowych, lecz również Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisała w liście prezes Gersdorf.

Pani prezes uważa, że liczne kartki pocztowe i listy jakie dotąd wpłynęły do SN są potwierdzeniem tego, że m.in. „zagrożone są podstawowe zasady demokratycznego państwa prawa”

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Musi wybrać, czy opuści swoje stanowisko, czy da się wynieść przez policję.

Rzecznik SN Michał Laskowki widzi wyjście i twierdzi, że: „Pani prezes jest zobowiązana do działania z godnością. Nie wyobrażam sobie, że będzie trzymać się biurka, protestować”.

Tego zdania jednak jego nie podziela wielu osób w tym prawników. Najostrzej wypowiedział się mecenas Giertych, który uważa, że jeśli Małgorzata Gersdorf miałaby upuścić swój gabinet, to tylko wyniesiona przez policję siłą. W żadnym wypadku nie ma prawa opuścić swojego stanowiska.

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem informację, że prezes Gersdorf rozważa sytuację, w której ma wyjść ze swojego gabinetu – powiedział na antenie TVN24 Roman Giertych. I to z powodu grupy ludzi, która uzurpując sobie prawo do nazywania siebie KRS wskaże osobę, która ma ją zastąpić. Moim zdaniem tego typu akt byłby aktem tchórzostwa i byłby nielegalny. Nie ma prawa opuścić swojego stanowiska”.

Czym innym, wg Giertycha, byłoby wyprowadzenie jej siłą. „Natomiast opuszczenie gabinetu przez panią prezes oceniałbym jako skrajny akt nieodpowiedzialności, tchórzostwa i łamania przepisów prawa, a także złamania orzeczenia Sądu Najwyższego, który wypowiedział się, że ma prawo orzekać, że jest pierwszym prezesem i że wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego ją w tej sprawie popierają” – przekonywał.

Mecenas Giertych wypowiedział się też na temat sporu między rządem Polski a Unią Europejską w sprawie niezawisłych sądów: „Jednym z warunków bycia w UE jest posiadanie sądów, które są niezawisłe. Polskie sądy zbliżają się do momentu, w którym tego warunku nie będą spełniać. I dlatego Trybunał Sprawiedliwości UE chce pomóc, aby ta sprawa była uregulowana z zasadami nie tylko traktatowymi, ale też zasadami, które mają głębokie korzenie również w wartościach europejskich i są znacznie starsze niż Unia Europejska – oceniał.

Szanowny Panie Prezydencie,

w najbliższych godzinach trafią do Pana wnioski o powołanie politycznych sędziów Sądu Najwyższego. Przyłożenie ręki do tych nominacji oznaczać będzie początek faktycznego wyjścia z Unii Europejskiej. Pol-exit w Stulecie Niepodległości zaprzepaści wysiłki i wyrzeczenia pokoleń Polaków dla dobra Ojczyzny. Kilkunastominutowe rozmowy z kandydatami, uboga dokumentacja ich dorobku zawodowego i upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa powodują, że procedura ta jest nierzetelna. W ostatnich postanowieniach Sąd Najwyższy wskazał, że przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym, mogą być niezgodne z podstawowymi zasadami traktatów europejskich. Takie samo stanowisko zajmuje Komisja Europejska i poważane organizacje międzynarodowe. Z szacunku dla wagi rozstrzygnięcia w tej sprawie należy poczekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Są chwile, kiedy historia daje wybór. Wciąż ma Pan ten wybór i to na Pana, a nie szeregowych polityków czy członków KRS, zwrócone są oczy całego świata.

Komitet Obrony Demokracji

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia

Stowarzyszenie Sędziów Themis

Forum Współpracy Sędziów

Inicjatywa “Wolne Sądy”

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy

Stowarzyszenie Amnesty International

Archiwum Osiatyńskiego

Forum Obywatelskiego Rozwoju

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej

Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita

Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”

Młodzi2017

Fundacja Projekt: Polska

Fundacja Batorego

Bożena Chlabicz na koduj24.pl pisze o związkach PiS z Kościołem kat.

Już tylko w PiS-ie nadzieja. Jeśli nie partia pana prezesa, to nikt i nic nie obroni nas przed idąca z Zachodu falą laicyzacji i zagładą „wartości”! Bo skoro już nawet wierząca Ameryka przyłączyła się – kilka dni temu – do chóru krytyków wiary, oficjalnie nazywając Kościół „organizacją przestępczą”! I do tego w telewizji (NBC) …

Trudno się zresztą dziwić, skoro papież osobiście dorzuca polan do stosu, na którym wkrótce spłonie prawdziwa wiara (za co zresztą, zdaniem niektórych polskich komentatorów życia religijnego, należałoby go przykładnie ekskomunikować).

Wygląda na to, że Polsce, najwierniejszej z wiernych, znowu – jak kiedyś, przed wiekami – przypadnie rola ostatniej obrończyni świata przez zalewem pogaństwa, dokonującym się od Irlandii po Amerykę Łacińską pod śmiesznym – doprawdy – pretekstem jakichś przedawnionych oskarżeń nielicznych księży o domniemane „zbrodnie” pedofilii. No, naprawdę, jakby już nie było poważniejszych problemów…

Nie, żeby lekceważyć . No skądże. W każdym środowisku zdarzają się, niestety, podobne przypadki. No ale wszyscy winni zostali przecież wyleczeni w specjalnych ośrodkach terapeutycznych (bo to choroba jest), a potem przeniesieni na inne parafie, albo nawet karnie odwołani do samego Watykanu. Żadna inna korporacja zawodowa nie wykazała się podobną skutecznością. Tym bardziej, że wielokrotnie już padały ze strony hierarchów słowa przeprosin , a Kościół nieustająco modli się też za „ofiary” księżej pedofilii. Nikt nie zrobił dla nich aż tak wiele. Więc aż dziw bierze, że wierni na Zachodzie sami przyłączają się do tej lewackiej nagonki. Choć to może jakoś zrozumiałe, bo prawdziwa katolicka wiara ma przecież swoich odwiecznych wrogów, którzy tylko czyhają by zadać śmiertelne ciosy Kościołowi. Więc teraz korzystają z okazji.

Tymczasem katolicy, zamiast bronić swoich kapłanów, zbiorowo ulegają masońskiej propagandzie, bijąc się w piersi i sięgając głęboko do kieszeni. I to, co nie udało się wcześniej „lutrom” , „kalwinom” , Turkom, komunistom i islamistom razem wziętym, teraz dokonuje się na naszych oczach. Kościół upada pod ciosami oskarżeń o nieczystość i zgorszenie, choć tak naprawdę lewactwo chce go puścić z torbami.. Pazerność „ofiar” nie zna – mianowicie – granic, a parafie, wypłacając milionowe odszkodowania, bankrutują jedna po drugiej. Wstydu nie mają, bezbożnicy, stawiając mamonę ponad księże modły! A i parafianie też nie lepsi, odmawiając płacenia za perwersyjne skłonności swoich duchownych. No a kto niby miałby płacić? Może biskupi, sprzedając mercedesy i pałace? Albo Watykan???

I tylko Polacy nie dają się nabrać na te lewackie kłamstwa, trwając przy swoich hierarchach i za nic mając nawet prawomocne wyroki dla pedofilii w sutannach. Bo wierni nad Wisłą wiedzą swoje. I rozumieją – czego najlepszy wyraz dała ostatnio dzielna bojowniczka o prawa dzieci poczętych – Kaja Godek, że to wszystko przez spisek światowego libertynizmu i lewactwa. Bo propaguje edukację seksualną, a też genderyzm, co wszystko razem oznaczać może tylko jedno – powszechną rozwiązłość. Pani Kaja mówi tu jednym głosem z polskimi biskupami, którzy od dawna tłumaczą swoim wyznawcom, że prawdziwymi ofiarami pedofilii w Kościele są nie dzieci, prowokujące biednych, niewinnych księży do czynów nierządnych, ale wystawieni na pokusy kapłani I to im właśnie należy się modlitwa i wsparcie. A też prawo do godnej emerytury i dożywotniego praktycznego krzewienia wartości chrześcijańskich, najlepiej w placówkach edukacyjnych dla najmłodszych.

O żadnych odszkodowaniach dla takich dzieci, genetycznie obciążonych genami lubieżności, nie może zaś być mowy, a jeśli już, to powinno je wypłacać państwo, a zwłaszcza państwo PiS, które już wprawdzie zabrało złodziejom, żeby oddać niektórym ojcom redemptorystom, ale i tak wciąż winne jest Kościołowi ciężkie miliardy, za jego zasługi w popieraniu jedynie słusznej wersji prawa i sprawiedliwości. Wszak wiadomo, że bez wsparcia hierarchów to pastwo po prostu upadnie, jak amerykańska gospodarka bez prezydenta Trumpa, gdyby go przypadkiem Demokraci pogonili z urzędu za wysługiwanie się Rosji ( co sam zapowiedział na Twittrze).

Nad Wisłą księża nie muszą niczego zapowiadać, bo to się rozumie samo przez się, że kryzys Kościoła będzie oznaczał kres „państwa PiS”. Toteż państwo dba, by o Kościele nie można było mówić inaczej, niż dobrze, bo jego krytyka to „atak na wiarę”, a może nawet zamach na samego Pana Boga. Więc pedofile w sutannach mogą spać spokojnie. Nasi wierni pozostaną wierni swoim kapłanom nawet wtedy, gdyby otrzymali niezbite dowody nie tylko na molestowanie nieletnich przez własnego proboszcza, ale nawet i na to, że „Pan Bóg nie istnieje”. Bo nie o Boga tu chodzi, ale o „wiarę”, kształtującą obyczaje, poglądy, tożsamość i sposób życia jakichś 40 procent polskiego społeczeństwa. To widać także w sondażu na zlecenie portalu oko.press. Dla mniej więcej 40 procent respondentów tropienie śladów „afery pedofilskiej” w polskim Kościele nie ma najmniejszego znaczenia. A raczej ma o tyle, że ich głęboko bulwersuje i oburza. Bo dla nich to nic innego, jak tylko „sianie zgorszenia”.