Tag Archives: Sławomir Nowak

PiS ponosi odpowiedzialność za pospolitą chuliganerię, kiboli, naziolstwo i ekstremistów

Zwykły wpis

„Ho, ho! Narracja, jak widzę już przygotowana i przekaz w świat puszczony, że jakby co, to nie my, to oni! Słabe to, bardzo! Legitymujecie marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!” – to reakcja jednego z internautów na wpis Beaty Mazurek na Twitterze.

Rzeczniczka PiS napisała: – „Apel i prośba, aby każdy z uczestników był jednocześnie STRAŻNIKIEM MARSZU. Wszelkie prowokacje natychmiast zgłaszać Policji, ŻW i SM. Nie pozwólmy totalnym zepsuć wielkiego Święta Naszej Ojczyzny. Zapraszamy na Marsz Polskich Patriotów. NIECH ŻYJE WIELKA NIEPODLEGŁA POLSKA”.

„Jeśli dla was naziole są przyjaciółmi, a wybrana w demokratycznych wyborach przez Suwerena opozycja jest wrogiem to komentarz zbędny”; – „Znowu pani dzieli i obraża Polaków! Z pani wypowiedzi wynika, że polscy patrioci to wy-nierząd, kibole i nacjonaliści. A reszta społeczeństwa? – morda w kubeł, bo policja się Wami zajmie.. HAŃBA że „prezydent” został twarzą marszu nacjonalistów. TOTALNA kompromitacja rządzących!!!”;

„Czyli to marsz wszystkich Polaków ale jakby coś się działo to narracja już jest: „prowokacja totalnej opozycji”; – „Już bardziej zepsuć się nie da. Wszystko co było do zepsucia to zrobiliście wy -pisowcy. Naprawdę największe zagrożenie widzicie w opozycji. Nie obawiacie się tych, którzy krzyczeli do PAD: zdejmij jarmułkę i podpisuj? Serio?” – komentowali wpis Mazurek oburzeni internauci.

PiS legitymuje marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!”

Depresja plemnika

W piątek przed północą poinformowano o tym, że rząd i narodowcy doszli do porozumienia w sprawie organizacji wspólnego marszu w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Do działań obu stron w tej sprawie krytycznie odniósł się Władysław Frasyniuk.

To już pewne. W niedzielę 11 listopada we wspólnym marszu pójdą rządzący oraz narodowcy. Inicjatywa to efekt rozmów obu stron, która kończy kilkudniowe zamieszanie związane z organizacją obchodów. Zachowanie rządu i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości skrytykował w rozmowie z TVN24 Władysław Frasyniuk, który stwierdził, że „profesjonalizmu w tych uroczystościach w ogóle nie ma”. – Ze zdumieniem dowiedziałem się, że narodowcy rozmawiali siedem razy z marszałkiem Senatu i ministrem Brudzińskim w sprawie wspólnej organizacji marszu – dodał.

„Znika nam z oczu to wielkie święto”

Były opozycjonista odniósł się także do udziału w marszu głowy państwa. – Wierzę w to, że Andrzej Duda zrobi sobie zarąbiste selfie z jakimś faszystą w kominiarce. Czekam bardzo na takie selfie –…

View original post 4 642 słowa więcej

Dramat władzy PiS w urządzaniu obchodów 100. rocznicy niepodległości

Zwykły wpis

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz w apelu o odzyskanie 11 listopada jasno wyraża się, w jakim miejscu znajduje się państwo polskie. Sienkiewicz zasłynął   określeniem „państwo teoretyczne”, które dostało wykładnię w książce o tym samym tytule. Minister rządu PO-PSL apeluje o podpisanie petycji, wg której na mocy spec-ustawy winno się ustanowić święto 11 listopada organizowane tylko przez państwo polskie, abyśmy nie kompromitowali się zgodą na „na ponure marsze ludzi w kominiarkach, nienawistne, rasistowskie, ksenofobiczne transparenty i okrzyki”.

PiS miał  czas przez 3 lata, aby do postulowanej sytuacji doprowadzić. Ale zarówno prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki obudzili się 4 dni przez obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości, gdy Marsz Niepodległości nacjonalistów i neofaszystów został zakazany przez prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Zakaz został przez sąd anulowany, bo ma podstawy prawne w ustawie o zgromadzeniach cyklicznych, której autorem są orły PiS, ustawa pisana była pod miesięcznice smoleńskie, które już sie nie odbywają. Zarówno rząd, jak kancelaria Dudy mogły napisać spec-ustawę,  o którą apeluje Sienkiewicz, lecz były zajęte innymi sprawami demolującymi państwo polskie.

W tej chwili sytuacja z obchodami przedstawia się absurdalnie, operetkowo. Joachim Brudziński w ostatniej chwili podpisał porozumienie ze służbami mundurowymi, funkcjonariusze gremialnie zapadli na zdrowiu, którego odzyskanie stało się możliwe tylko w wypadku podwyżki pensji i licznych przywilejów socjalnych. Brudziński dostał prikaz od Kaczyńskiego, aby isć na wszelkie ustępstwa i poszedł. Policji w ochronie marszu ma pomóc wojsko, które ściąga do Warszawy najnowocześniejszy sprzęt i „ochotników”.

Nadal kancelarie prezydenta i premiera negocjują z narodowcami warunki wspólnego marszu. Szantaż nacjonalistów jest skuteczny, nikt nie będzie w stanie kontrolować ekscesów, podczas marszu najpierw przemawiać będzie prezydent, ale ostatnie słowo ma należeć do przedstawiciela nacjonalistów

Szef Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski chwali się na Twitterze, że w dniu Święta Niepodległości budynki w wielu krajach będą podświetolone na biało-czerwono. I tak najbardziej spektakularnie uroczystości za granicą organizuje Sławomir Nowak – były minister rządu PO-PSL, a obecnie pracujący dla rządu ukraińskiego – w Kijowie  w tamtejszym Teatrze  Narodowym odbędą się uroczyste obchody, na których obecna będzie elita polityczna naszego wschodniego sąsiada.

Uroczystości państwowe z okazji 100. lecia odzyskania niepodległości to istny dramat dla władzy PiS, której indolencja może doprowadzić do tragedii, na razie prezentuje się w wymiarze tragifarsy.

>>>

Mateusz Morawiecki przyłapany na mówieniu prawdy. PiS domaga się sprostowania w trybie wyborczym

Zwykły wpis

>>>

– Mateusz Morawiecki wykonuje wolę Jarosława Kaczyńskiego, a on nie cofnie się o krok – mówi polityk PO Borys Budka.

(fragmenty)

Rzeczpospolita: W październiku nie będzie trzeciego wysłuchania Polski w ramach procedury z art. 7 traktatu unijnego. Czy to może oznaczać, że Komisja Europejska docenia próbę dialogu podjętą przez premiera Mateusza Morawieckiego z prof. Małgorzatą Gersdorf?

Borys Budka, wiceszef PO, b. minister sprawiedliwości:Jestem przekonany, że już nikt w Europie nie wierzy rządowi PiS. Wielokrotnie oszukiwano naszych unijnych partnerów, że w Polsce prowadzony jest dialog, gdy tak naprawdę przystępowano do kolejnych etapów demontażu niezależnego wymiaru sprawiedliwości. Komisja wybrała prostszą – z punktu widzenia politycznego – procedurę przekazania rozstrzygnięcia spraw przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Wybije tym samym z rąk eurosceptyków, że KE działa w sposób polityczny. Zaczeka na rozstrzygnięcie TSUE.

Premier spotkał się z I prezes SN i sondował jej gotowość do kompromisu. Rozważany wariant to pozostawienie prof. Gersdorf oraz danie najstarszym sędziom SN wyboru, czy chcą dalej sądzić, czy też przejść w stan spoczynku na atrakcyjnych finansowo warunkach. Taki kompromis Morawiecki zaproponował też nieoficjalnie Komisji Europejskiej. PiS jest gotowe do ustępstw ws. zmian w Sądzie Najwyższym?

Powiem brutalnie: nie wierzę w ani jedno słowo Morawieckiego. Nie ma chyba dnia, by nie posłużył się kłamstwem bądź manipulacją. Jego spotkanie z prezes Gersdorf to była klasyczna „ustawka”, próba mydlenia oczu opinii publicznej.

Wydaje się, że KE pozytywnie przyjęła chęć porozumienia.

Premier po raz kolejny próbował grać na czas, by metodą faktów dokonanych przeforsować upolitycznienie Sądu Najwyższego. Ale nie mam też złudzeń, to nie premier podejmuje strategiczne decyzje. On tylko wykonuje wolę Jarosława Kaczyńskiego. A ten nie cofnie się o krok.

(…)

PiS reformą sądów wyprowadza Polskę z UE?

Nie ma i nie było żadnej reformy sądownictwa. To, co się dzieje od blisko trzech lat, to budowa systemu jednolitej władzy państwowej, takiego PRL-bis, w którym nie ma niezależnego wymiaru sprawiedliwości, a wszelka władza skupiona jest w rękach polityków opcji rządzącej. Doprowadzono do stanu niepewności prawnej, rozchwiania systemu sądowniczego, obniżono diametralnie poziom zaufania do sądów. Brak jest kontroli konstytucyjnej, a postępowania sądowe uległy wydłużeniu.

Jakie są podstawy do twierdzenia, że PiS dąży do polexitu?

Zmiany dokonywane przez PiS w sądownictwie są sprzeczne z europejskimi standardami i jeśli nie zostaną powstrzymane, prędzej czy później Polska opuści Unię Europejską. I nie pomogą żadne pohukiwania polityków PiS. Polska oceniana jest nie przez pryzmat rządowej propagandy sączącej się z tzw. mediów publicznych, a realne działania podejmowane przez ten rząd.

Jak się skończy sprawa zmian w polskim sądownictwie przed TSUE?

Mam nadzieję, że jak najszybciej i z pozytywnym skutkiem dla Polski. Czyli przegraną rządu. Bo to również należy podkreślać.

Sąd Apelacyjny zdecydował, że Mateusz Morawiecki musi przeprosić za wypowiedź o tym, że za rządów PO nie budowano dróg i mostów.

Dla mnie ten wyrok to „oczywista oczywistość”. Nie może być przyzwolenia na tak ordynarne kłamstwa ze strony premiera i twarzy PiS-owskiej kampanii wyborczej. Liczę, że będzie stanowił zimny prysznic dla Morawieckiego, że jednak podlega on niezależnej kontroli i drugi raz PiS nie wygra wyborów na kłamliwej narracji i manipulacji. Ale ta sprawa jest dowodem na to, jak ważne są niezależne od władzy wykonawczej sądy.

(…)

Co dla PO oznaczałaby przegrana w stolicy?

Wymiar symboliczny ma oczywiście walka o Warszawę. Tu PiS-owski kandydat nie ma żadnych zahamowań. Obietnice bez pokrycia, manipulacja oraz próba kreowania się na polityka umiarkowanego, to tylko pokazuje, że stosuje on zasadę „wszystkie chwyty dozwolone”. Do tego absolutnie niedopuszczalne i w mojej ocenie sprzeczne z prawem zaangażowanie mediów publicznych w tę kampanię jest dowodem determinacji obozu władzy, który jak ognia boi się porażki. Oczywiście tak ustawiana narracja to celowy zabieg rządzących. PiS próbuje przykrywać bardzo niewygodne dla siebie tematy.

(…)

Powtórzę, czy to nie są tematy na wybory parlamentarne, a nie samorządowe?

Ale po raz pierwszy wybory samorządowe nie będą miały tylko charakteru lokalnego. Wierzę, że będą stanowiły przełom. Dzięki dobremu wynikowi Koalicji Obywatelskiej i innych ugrupowań prodemokratycznych i proeuropejskich pokażemy Polakom, że ten wyborczy maraton wygramy i już za rok rządy „złej zmiany” przejdą do historii.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że podczas procesu policjantów oskarżonych o znęcanie się nad Igorem Stachowiakiem prokuratura nie jest zainteresowana ujawnieniem mechanizmów, które sprawiły, że możliwe było torturowanie na policji oraz doprowadzenie do śmierci zatrzymanego. A dla prowadzących sprawę wszystko zostało wyjaśnione w trakcie śledztwa.

Ponad 30 tomów liczą akta w procesie policjantów oskarżonych o przekroczenie uprawnień i fizyczne oraz psychiczne znęcanie się nad Igorem Stachowiakiem, który zmarł kilka godzin po tym, jak z wrocławskiego Rynku przewieziono go na Komisariat Policji Wrocław Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu.

Podczas śledztwa ustalono, że policjanci leżącego na ziemi w toalecie i skutego kajdankami 25-latka razili paralizatorem, wyzywali i szarpali. Mimo że materiał dowodowy jest obszerny, wciąż nasuwa się wiele pytań. Czy policjanci słusznie odpowiadają tylko za przekroczenie uprawnień i znęcanie się? Co stało się z monitoringiem z komisariatu przy Trzemeskiej? Jak z użycia paralizatora szkoleni są funkcjonariusze? Dlaczego zastępca komendanta, który był na komisariacie, nie zareagował na to, co działo się piętro niżej? Nie słyszał krzyków męczonego Igora? Niestety, tych pytań nie zadają przedstawicielki prowadzącej sprawę poznańskiej prokuratury.

PILNE: Mateusz Morawiecki przyłapany na mówieniu prawdy. PiS domaga się sprostowania w trybie wyborczym #ASZdziennik

Hairwald

„Dowiedziałam się ze sprostowania przeczytanego przez sympatyczną panią przed „Faktami”, że mamy premiera kobietę. Czy Mateusz Morawiecki zmienił płeć, czy ktoś znowu próbuje nas zrobić w konia?” – zapytała na Twitterze Renata Grochal z Newsweeka. To jedna z wielu opinii o formie, w której ukazały się przeprosiny premiera za jego kłamstwa na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Odczytała je bardzo szybko sepleniąca kobieta.

Polityków PO takie sprostowanie nie satysfakcjonuje. – „Powiem wprost, to urągało powadze urzędu Premiera RP, jaki Mateusz Morawiecki sprawuje.  Ktoś, kto pełni taką funkcję powinien mieć szacunek tak dla urzędu, jak dla samego siebie. I z tego szacunku dla siebie powinien zadbać o właściwą formę tego sprostowania, przecież on się pod tym podpisał” – stwierdził w onet.pl rzecznik PO Jan Grabiec. Zapytany, czy w związku z tym PO rozważa kolejny pozew, odpowiedział: – „Poddamy analizie prawnej możliwość żądania powtórzenia tego sprostowania. Zbadamy też kwestie finansowania, czyli, kto za…

View original post 1 202 słowa więcej

PiS szantażuje. Partia bez honoru, bo to partia złodziei

Zwykły wpis

Fundacja Dzika Polska informuje o wielkiej wpadce Ministerstwa Środowiska.

Dubler Mariusz Muszyński to nie sędzia, a wyroki Trybunału z jego udziałem to nie wyroki – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Ale uznał, że na tej podstawie nie można podważyć orzeczenia Trybunału.

Piątkowa „Rzeczpospolita” opisała wyrok, jaki w czerwcu wydał WSA w Warszawie w sprawie przedsiębiorcy, który kwestionował decyzję ZUS-u. Przedsiębiorca odwołał się od tej decyzji, ale sąd administracyjny odrzucił odwołanie, bo przepisy odwołania od takiej decyzji nie przewidywały. Przepisy te zostały zaskarżone, przez innego przedsiębiorcę, do Trybunału Konstytucyjnego. Ten orzekł, że są niezgodne z konstytucją. Na tej podstawie przedsiębiorca odwołał się po raz kolejny, wnosząc o uchylenie decyzji fiskusa.

Sędziowie WSA – Beata Blankiewicz-Wóltańska, Izabella Janson i Arkadiusz Tomczak – badając tę sprawę, zauważyli, że w składzie Trybunału zasiadał Mariusz Muszyński, czyli dubler sędziego. To, że dubler, a nie sędzia, wynikało – jak zaznaczyli w uzasadnieniu – z wyroków Trybunału z 3 i 9 grudnia 2015 r., w których Trybunał orzekł, że trzech dublerów, w tym Muszyński, zostało wybranych na zajęte już miejsca w Trybunale, więc ich wybór był nieskuteczny. Dalej WSA stwierdził, że skoro w składzie sądzącym był dubler zamiast sędziego, to znaczy, że sąd był nienależycie obsadzony. Zatem sam wyrok jest dotknięty nieważnością, ewentualnie w ogóle nie jest wyrokiem.

W tym momencie można by uznać, że wyrok WSA otwiera drogę do nieuznawania orzeczeń Trybunału wydanych z udziałem dublerów.

Tyle że jednocześnie WSA uznał, że żaden sąd – w tym administracyjny – nie może stwierdzić nieważności wyroku TK. Łącznie z samym Trybunałem, bo konstytucja mówi, że wyroki TK są „ostateczne”. A więc uznał wyrok za ważny i dał przedsiębiorcy prawo do odwołania się na podstawie tego wyroku Trybunału.

Można polemizować z logiką tego wywodu, bo skoro orzeczenie z udziałem dublera nie jest wyrokiem, to znaczy, że nie obejmuje go stwierdzenie konstytucji, że „wyroki” TK są ostateczne.

Można też uznać, że wyrok jest jednak precedensem (oczywiście nie w rozumieniu prawa anglosaskiego, ale jako punkt wyjścia dla rozważań i interpretacji) w części, w której nie uznaje dublera za sędziego. Inne składy sędziowskie w innych sądach mogą pójść dalej inną drogą niż ten skład WSA i stwierdzić jednak, że orzeczenie z udziałem dublera to nie wyrok.

Ale na ten wyrok WSA można też spojrzeć jako na wyraz bezradności sędziów i w ogóle świata prawniczego wobec faktów dokonanych tworzonych przez PiS. W tym przypadku faktem dokonanym jest obsadzenie w Trybunale dublerów i nieuchronne pojawienie się rozstrzygnięć z ich udziałem.

To samo PiS powtórzył w KRS: obsadził Radę bezprawnie wybranymi przez siebie sędziami, więc każda decyzja KRS jest dotknięta nieważnością jako wydana przez niewłaściwy organ. A więc dylemat – uznawać te decyzje, czy nie – dotyczy teraz wszystkich sędziów mianowanych przez KRS. A będą ich najpierw dziesiątki, potem setki. Dotyczy też sędziów Sądu Najwyższego i jego prezesa, którego ci sędziowie wyłonią. A więc wątpliwość co do ważności dotyczyć będzie wydaleń z zawodu, które orzekać będzie wobec sędziów Izba Dyscyplinarna SN. A potem orzeczeń o ważności wyborów, jakie wyda SN z udziałem nienależycie wybranych sędziów. W sądach administracyjnych setek orzeczeń dotyczących decyzji władzy wykonawczej, administracji centralnej i samorządowej. Wyroków karnych. I w ogóle całego życia publicznego, bo ono w całości jest regulowane prawem, a prawo stosują sądy, rozstrzygając spory.

Jeśli sądy robiłyby to, co mówi prawo, czyli kwestionowały prawomocność orzeczeń sędziów mianowanych „z wadą”, to sparaliżowałyby prędzej czy później państwo.

Więc nie kwestionują. Prawo kapituluje przed przemocą. PiS jest jak terrorysta, który wziął zakładników i liczy na to, że przeciwnik jest na tyle przyzwoity, że zrobi, co mu każą, by tych zakładników oszczędzić.

Każdy z nas jest dziś takim zakładnikiem. Łącznie z sędziami.

Wojna propagandowa w kampanii wyborczej do samorządu powoli wchodzi w decydującą fazę. Pierwsze mocne uderzenie należało do Koalicji Obywatelskiej, uformowanej przez Platformę i Nowoczesną, która za pomocą ogólnopolskiej akcji billboardowej postanowiła przypomnieć Polakom prawdziwą naturę rządów Prawa i Sprawiedliwości. Przekaz był prosty – PiS doi budżet na gigantyczne kwoty, obsadzając spółki Skarbu Państwa biernymi, ale wiernymi Misiewiczami, promuje nepotyzm i niekompetencję.

Kampanią pod wymowną nazwą “PiS wziął miliony” zakłada pojawienie się w całej Polsce blisko 2 tysiący billboardów w wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego, wykrzywionego w grymasie wściekłości (pochodzące z sejmowej wypowiedzi “bez żadnego trybu” o kanaliach i mordercach jego brata) oraz informacji o tym, gdzie Prawo i Sprawiedliwość nie wywiązało się z podstawowych obowiązków względem społeczeństwa. “PiS wziął miliony, a tanich mieszkań nie ma, a wszystko drożeje, chce być bezkarny, a ludzi nie stać na leki, a prąd drogi jak nigdy”.

Akcja musiała zajść mocno pod skórę kluczowym politykom dobrej zmiany, gdyż zaczęli się oni nerwowo tłumaczyć. W odpowiedzi Prawo i Sprawiedliwość postanowiło wyjść ze swoją akcją outdoorową, mającą być zgrabną kontrą do “oszczerczych” przekazów opozycji.

Spin akcji dobrej zmiany jest prosty. PiS nie zabrał pieniędzy Polakom, ale odebrał je złodziejom i oddał dzieciom. Nawiązanie do programu rodzina 500+ jest w tym przypadku oczywiste, zaś złodziejami zapewne są Platforma, PSL, Unia Europejska, Niemcy, Rosja, Weganie, Cykliści, Żydzi lub Masoni.

Sęk w tym, że Prawo i Sprawiedliwość przez przypadek  obraziło miliony Polaków, z których podatków ufundowane zostały takie programy jak rodzina500+, czy wyprawka dla dzieci. Dobra zmiana nie wspomina oczywiście o programie 150 milionów na Ojca (Tadeusza Rydzyka), ale to już temat na zupełnie osobną rozprawkę. Zostało to natychmiast podchwycone.

Jak widać na załączonym obrazu dobra zmiana po raz kolejny porusza się w sferze działań pr-owych z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Pytanie tylko, czy opozycja będzie w stanie wykorzystać najnowsze potknięcie PiS, czy też Zjednoczonej Prawicy po raz kolejny się upiecze?

Parę dni temu Instytut Obywatelski wyliczył, że w zaledwie 30 dni tylko Patryk Jaki uzyskał od mediów publicznych ekwiwalent reklamowy wart 600 tys. dolarów,pokazując tym samym skalę oddziaływania TVP, która z obserwatora stała się wręcz nieoficjalnym członkiem sztabu PiS, relacjonując na swoich kanałach krok po kroku każdy ruch kandydatów, łącznie z relacjami live z ich spotkań wyborczych. Tym samym rządzący w celu zmiażdżenia opozycji sięgnęli po publiczne pieniądze, aby finansować swoją kampanię, wskaże nachalna propaganda sporo kosztuje. Stąd zbliżające się wybory samorządowe stają się dla stacji wyzwaniem, które będzie wymagało mobilizacji wszystkich zasobów mediów narodowych. Tłumaczy to doskonale, dlaczego Jacek Kurski ponownie wyciągnął rękę po publiczne pieniądze. A mówimy tutaj o kwocie niebagatelnej, ponieważ TVP ma otrzymać kolejne 300 mln zł kredytu.

Taki zastrzyk gotówki staje się niezbędny, ponieważ polityczny model stacji nie jest do pogodzenia z warunkami komercyjnej działalności medialnej w oparciu o stroniących od afiliacji politycznych reklamodawców. Stąd TVP stale ma niedobory środków, a Jacek Kurski stał się dla rządu dziurą bez dna. W 2016 roku wyemitowano warte 300 mln zł obligacje, w 2017 przyznano 800 mln zł kredytu z Funduszu Reprywatyzacyjnego oraz kolejne bezzwrotne 860 mln jako wyrównanie za ostatnie siedem lat strat z powodu ustawowego zwolnienia seniorów z opłat. W sumie zatem od początku kadencji do stacji wpłynęło 2 mld zł, a teraz za zgoda Ministerstwa Kultury nastąpi emisja obligacji na kolejne 300 mln zł.

Opisana sytuacja jednak o wiele głębsze wyborcze konsekwencje. Jedno to oczywiście oszczędności kandydatów na kosztach wykupu czasu antenowego i równoczesna marginalizacja w mediach opozycji. Następuje tutaj jednak także inne niepokojące zjawisko, które stawia oponentów rządu na przegranej pozycji, a chodzi o limity wydatków na kampanię wyborczą. Prawne obwarowania mają bowiem na celu ograniczenie przewagi kapitału nad pracą kandydatów i merytoryczną debatą wyborczą. Tymczasem o ile opozycja będzie musiała trzymać się restrykcyjnych ograniczeń, to w tym samym czasie korzyści medialne kandydatów PiS w mediach publicznych będą całkowicie niewliczanie do limitów, sprawiając, że legalnie obozu władzy będzie mógł wydać więcej na kampanię, a to może zaważyć na wyniku.

Załóżmy, że wybory samorządowe będą uczciwe. Jeśli tak, to będą testem realnego poparcia dla obozu pisowskiego i jego przeciwników. Jest o co walczyć. Zwłaszcza że samorządy to ostatni bastion demokratycznej opozycji parlamentarnej. Słaby wynik PiS wzmocniłby opozycję w kolejnych wyborach.

Eurodeputowany Tomasz Poręba, mianowany szefem wyborczego sztabu PiS, oznajmił w Łodzi, że hasłem jego kampanii będzie slogan „Dotrzymaliśmy słowa w rządzie, dotrzymamy w samorządzie”. Brzmi złowróżbnie, bo „dotrzymanie słowa w rządzie” polegało dotąd politycznie na demolowaniu naszej demokracji konstytucyjnej, przesuwaniu Polski na margines UE i Zachodu i ograniczaniu praw obywatelskich.

Zapowiedzią tego, co będzie oznaczało pisowskie „dotrzymywanie słowa w samorządzie”, było obcięcie wynagrodzeń urzędnikom samorządowym. Poręba podkreślił, że warunkiem rozwoju regionów Polski jest współpraca samorządu z rządem.

Brzmi podobnie złowróżbnie. Istotą ustroju samorządowego jest właśnie wyjęcie samorządu spod bezpośredniej kurateli i interwencji rządu. W PRL mieliśmy taki właśnie fasadowy samorząd. Nie mógł zrobić niczego bez zgody PZPR. Teraz może dojść do likwidacji samorządności i przerobienia samorządów w pas transmisyjny partii Kaczyńskiego.

Aby PiS mógł dopiąć celu, musi wygrać jesienią w znaczącej części sejmików wojewódzkich i większych miast w naszym kraju, na czele z Warszawą. Dziś rządzi tylko w jednym sejmiku. Wygrana Rafała Trzaskowskiego w stolicy byłaby spektakularną porażką obecnej władzy. I na odwrót: wygrana posła Jakiego podcięłaby skrzydła jedynej dziś realnej sile niepisowskiej, czyli PO w przymierzu z Nowoczesną.

Ważnym elementem rozgrywki jest PSL, na którego wyniszczenie stawia PiS. Jeśli ludowcy Kosiniaka-Kamysza nie dadzą rady w wyborach samorządowych, polegną także w parlamentarnych. Jakie wyciągają i wyciągną z tego wnioski, zależy od wielu rzeczy, ale demokratyczna opozycja parlamentarna powinna ludowcom rzucić koło ratunkowe.

Co do lewicy, to realną szansę zaistnienia w wyborach jesiennych ma tylko SLD, który chyba żadnej pomocy politycznej od „liberałów” nie oczekuje.

A kiedy wybory będą uczciwe? Nie wystarczy, że nie będą sfałszowane. Dodatkowe warunki to swoboda kampanii wyborczej opozycji i równe prawa wszystkich konkurentów do dostępu do mediów publicznych kontrolowanych obecnie przez PiS. A także powstrzymanie się obecnej władzy od nękania opozycji i wywierania na nią presji propagandowej.

Co z tego wynika? Że licząca się opozycja ma już mało czasu, aby zadać sobie fundamentalne pytanie: kto, jeśli nie my, kiedy, jeśli nie teraz?

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o nowych elitach PiS.

Prezes PiS świadomie i z premedytacją oddał nasze państwo w ręce ludzi niekompetentnych, intelektualnie ograniczonych i cynicznych.

PiS-owska kandydatka na rzecznika praw dziecka Sabina Zalewska (przedstawiająca się jako „psycholog”, którym nie jest) w swoich publikacjach zrzynała fragmenty cudzych tekstów z ogólnodostępnych źródeł internetowych, m.in. ze strony sciaga.pl, przeznaczonej dla uczniów szkolnych. Gdy sprawa się wydała, zaczęła się kretyńsko tłumaczyć, że to były tylko „szkice” w internecie, a we właściwych publikacjach wydrukowanych na papierze plagiatów już nie było. Dziennikarze „Tygodnika Powszechnego” sprawdzili jednak także prace ogłoszone drukiem i okazało się, że Zalewska łże.

Prezes PiS-owskiego neotrybunału konstytucyjnego Julia Przyłębska, zanim zrobiła oszałamiającą karierę w państwie Kaczyńskiego, została w poznańskim sądzie oceniona jako osoba nienadająca się do pracy w charakterze sędziego. Wydawane przez nią wyroki często były uchylane, bo nie przeprowadziła postępowania dowodowego, nie ustaliła istotnych faktów, pisała błędne uzasadnienia (lub po dozwolonym czasie), nie zwróciła uwagi na rozbieżności między zeznaniami świadków a dokumentami. Nie wyciągała też wniosków z uwag, jakie robili jej przełożeni. Krótko rzecz biorąc, była niekompetentna i niereformowalna.

Wiceszef neotrybunału konstytucyjnego, agent specłużb (ponoć były, ale znawcy powiadają, że z tych formacji nigdy się nie odchodzi) Marek Muszyński wsławił się niewiarygodną niekompetencją publikując bełkotliwy tekst, który zakwalifikował jako „zdanie odrębne do orzeczenia TK”. W tym manifeście ideologicznym, kompromitującym go jako prawnika, pisał np., że z oficjalnych stanowisk Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara przebija „pokrętna logika stanowiąca punkt wyjścia do przemycenia linii aksjologicznej godzącej w takie wartości, jak: państwo, […] wolności religijne, równość, dziedzictwo narodowe, małżeństwo itp.”.

Jednym z czołowych strażników prawicowych wartości narodowych i rodzinnych w PiS-ie był przez długie lata poseł Stanisław Pięta – człowiek mający w życiowym dorobku kradzież portfela i skuteczne nakłanianie do seksu młodej działaczki kręcącej się w orbicie PiS-u (akurat Pięta został z klubu PiS usunięty, bo to już było za dużo nawet jak na standardy „dobrej zmiany”).

Dodajmy do tego jeszcze takie spektakularne sukcesy, jak rozwalenie hodowli koni arabskich, którą Polska szczyciła się od niepamiętnych czasów, chaos w armii, skasowanie gimnazjów i zniszczenie jednego z najlepiej ocenianych w skali światowej systemów oświaty, obsadzenie mediów publicznych gówniarzami niemającymi pojęcia o zawodzie dziennikarza i publicysty – a będziemy mieli w miarę pełny obraz polityki kadrowej IV RP.

To nie jest wypadek przy pracy ani mimowolny skutek uboczny polityki personalnej prowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego. To działanie absolutnie świadome i celowe. Prezes PiS od lat z rozmysłem prowadzi selekcję negatywną, dobierając sobie do współpracy ludzi niekompetentnych, niedokształconych, intelektualnie ograniczonych. Nie tylko dlatego, że są oni w pełni dyspozycyjni i z entuzjazmem realizują wszystkie polecenia wodza (choć to też bardzo ważny argument). Znacznie ważniejszy jest fakt, że od lat był to jedyny niezagospodarowany elektorat w polskim społeczeństwie.

We wczesnym okresie III RP Jarosław Kaczyński starał się jeszcze grać w pierwszej lidze polskiej polityki. Jego środowiskiem czy punktem odniesienia były osoby tworzące elitę opozycji antykomunistycznej i solidarnościowej. W wyborach prezydenckich 1990 r. wysunął kandydaturę Lecha Wałęsy, potem został szefem jego kancelarii.

Stopniowo jednak stawało się dla niego jasne, że obracając się w tym środowisku i przestrzegając jego standardów nie ma szans na taką karierę, jaką sobie wymarzył. Od dawna miał ambicję odegrania pierwszoplanowej roli w polskiej polityce, jednak w zderzeniu z przerastającymi go osobistościami pokroju Lecha Wałęsy, Bronisława Geremka, Władysława Bartoszewskiego czy Donalda Tuska zawsze był skazany na pozostawanie w cieniu jako sfrustrowany człowieczek o wygórowanych ambicjach.

W tym samym czasie obserwował oszałamiające sukcesy, jakie odnosili Stanisław Tymiński w wyborach prezydenckich 1990 r. czy Andrzej Lepper w nieco późniejszym okresie. Ci politycy nie przejmowali się ani standardami politycznej przyzwoitości, ani wymogami rozsądku, ani intelektualną spójnością głoszonych haseł. Bez cienia wahania odwołali się do emocji najmniej wykształconych grup elektoratu – i zbili na tym polityczny kapitał.

Wydaje się, że dla Kaczyńskiego było to odkrycie na miarę przewrotu kopernikańskiego, po którym odrzucił jako zbędny i szkodliwy balast to wszystko, co krępowało go w latach 90. Przestał mówić o budowaniu liberalnego kapitalizmu, przestał stawiać na klasę średnią, przestał się odcinać od nacjonalizmu, antysemityzmu i katolickiego fundamentalizmu. Zrozumiał, że jeśli chce zrealizować swoje ambicje, musi się oprzeć na tych samych środowiskach, które były bazą Tymińskiego czy Leppera.

Skutki tego obserwujemy dziś w polityce kadrowej „dobrej zmiany”. Kariery cynicznych i niekompetentnych nieudaczników w rodzaju Sabiny Zalewskiej, Marka Muszyńskiego czy Julii Przyłębskiej i ich kompromitujące wpadki to nie wypadek przy pracy, lecz istota państwa budowanego przez PiS.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Mateusz Morawiecki w polityce PiS wprowadził nową „jakość”. Jego polityczny sponsor Jarosław Kaczyński długo dochodził do takiego rozmijania się z rzeczywistością. Morawiecki w buty kłamcy wskoczył natychmiast, buty już rozchodził i nie uwierają go. Ba, te buty są już siedmiomilowe, wszak bez zmrużenia okiem pochwalił się, że negocjował członkostwo Polski w Unii Europejskiej.

W te klocki Morawiecki jest numerem jeden, nawet gdyby Kaczyński wybudził się z choroby, będzie miał rywala co się zowie. Na Onecie dziennikarze zastanawiają się, dlaczego premier Morawiecki mija się z prawdą ws. Adelaid, chodzi o zakup australijskich fregat, o które długo toczyły się negocjacje. Z tego też powodu wypad Andrzeja Dudy na antypody skończył się kompletnym blamażem.

Dziennikarze Onetu sami sobie odpowiadają, dlaczego Morawiecki rżnie w sprawie fregat, w stwierdzeniu o podjęciu decyzji niekupowania ich – jest cała odpowiedź: „Została ona podjęta na najwyższych szczeblach rządu i PiS-u.”

W PiS-ie szczyt jest jeden i nazywa się Pik Kaczyński, a że jest on chory, więc Morawiecki mógł zatrzasnąć w szpitalu drzwi przed pozostałymi pisowcami i poinformować ich, że fregat nie kupujemy. Czy chodzi o ratowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego, który wyprodukuje za kilka lat jakieś podróbki okrętów? Nie, budżet już robi bokami, wybitni ekonomiści nie mają wglądu w księgi, możemy tylko mniemać o kreatywnej księgowości.

Były minister transportu w rządzie Donalda Tuska Sławomir Nowak punktuje inne oszustwa Morawieckiego. Nazywa go byłym doradcą Tuska. Morawiecki nie mówi, tylko powtarza brednie, które tworzą dla niego pijarowcy, tylko powtarza je jak katarynka.

Właśnie Morawiecki był zapowiedzieć „falę inwestycji w drogi lokalne”. A jak jest naprawdę? Nowak punktuje: „Na około 60 przetargów w realizacji tylko kilka ma znak PiS. A 55 jest z logo PO”.

Nowak zapowiada, iż PiS utraci finansowanie unijne: „winnym utraty miliardów euro z UE na polskie drogi i koleje – gdzie sytuacja jest podobna – nie będzie kolejny rząd, ktokolwiek będzie rządził, lecz rząd PiS z panem Morawieckim na czele”.

Zaś Leszek Balcerowicz nawet próbuje wejść w psychikę Morawieckiego, który „po prostu kłamie”: „Nie wiem, czy u niego procesy psychiczne są tego typu, że nieświadomie kłamie, ale kłamie albo manipuluje”. A to zapowiada katastrofę, taką jak w Turcji, wcześniej Grecji, bo Morawiecki w tych kwestiach jest podobny do filmowego Greka Zorby.

Balcerowicz nie wyklucza najgorszego. Dłuższy cytat z naszego znakomitego ekonomisty, jest w nim clou krytyki rządu PiS: „Nikt się nie spodziewał, co zrobi PiS z polską demokracją, z polską praworządnością, to nikt teraz nie może wykluczyć, że w jakimś momencie szaleństwa czy szaleńczego wyrachowania oni nie spróbują utrwalić się przy władzy, przy wrogich hasłach wobec Unii Europejskiej i zrobienia Polexitu. Tego nie można po prostu wykluczyć na podstawie tych strasznych rzeczy, które PiS robi”.

Jak pisowcy manipulują, jak powołują się na autorytety, które później się wypierają jakichkolwiek związków z kłamcami, niech świadczy niecodzienny przypadek z ministrem środowiska Henrykiem Kowalczykiem, który chciał mieć w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody autorytet, mianowicie prof. Zygmunta Jasińskiego z SGGW. Więc go powołał, choć profesor o tym nie wiedział, bo nie mógł, gdyż zmarł 16 miesięcy temu.

„PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom” – billboardami z takim napisem PiS odpowiada na kampanię PO i Nowoczesnej. – PiS w kampanii wyborczej zasłania się dziećmi na billboardach, a miliony polskich podatników nazywa złodziejami. To haniebne – komentuje wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Politycy opozycji pytają też o aferę związaną z pieniędzmi PCK, które miały być przeznaczone na kampanię PiS-u i „dzieci polityków PiS zarabiające miliony w spółkach Skarbu Państwa”.

„Haniebny” billboard PiS

Koalicja Obywatelska prowadzi kampanię billboardową z czarno-białym wizerunkiem prezesa PiS. Oprócz zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego zamieszczono na nich również hasło „PiS wziął miliony” i podtytuły, m.in. „a wszystko drożeje”, „i chce być bezkarny”, „a tanich mieszkań nie ma”. Takie billboardy po oficjalnym rozpoczęciu kampanii wyborczej zawisły na ulicach polskich miast.

PiS postanowił odpowiedzieć swoim billboardem, przedstawiającym twarz dziecka z napisem „PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom”. – Od kiedy rządzimy od trzech lat, widzimy olbrzymi wpływ pieniędzy z odzyskanego VAT-u, uszczelnienie systemu podatkowego, wpływy do budżetu, a więc więcej pieniędzy dla Polaków, Polek, więcej pieniędzy w polskim budżecie – mówił na konferencji prasowej szef sztabu PiS Tomasz Poręba.

Wiceszef PO Tomasz Siemoniak nie ma wątpliwości, że taki billboard jest „haniebny”. – To, co jest haniebne w tej kampanii, to nazwanie milionów polskich podatników, uczciwie płacących podatki, z których pochodzi wszystko to, co jest finansowane przez budżet, złodziejami. To jest niedopuszczalne i pokazuje, w jaki sposób PiS myśli o obywatelach – komentuje polityk PO.

Poza tym przypomina, że PiS wprowadził 34 nowe podatki. – O tym niech mówi PiS, niech z tego się tłumaczy, a nie obraża uczciwych obywateli – dodaje Siemoniak.

„PiS boi się afery PCK”

Podczas konferencji prasowej polityków PO pojawił się billboard ze zdjęciem minister edukacji Anny Zalewskiej i jej współpracownika, który jest oskarżony w tzw. aferze PCK. Przypomnijmy, pierwsza o sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”. Twierdzi, że z kasy dolnośląskiego oddziału PCK w 2015 roku wyprowadzono 1,2 mln zł, które pokryły część kampanii wyborczej partii Jarosława Kaczyńskiego.

7 tys. zł miała otrzymać na konto m.in. szefowa MEN Anna Zalewska. Podobne transakcje miały dotyczyć również innych polityków partii rządzącej. Prokuratura nie ujawnia informacji związanych ze sprawą, tłumacząc to „dobrem śledztwa”.

Politycy PO domagają się wyjaśnień. – Wiemy, że bliski współpracownik pani minister Zalewskiej, Jerzy G., przebywa w areszcie, jest związany z tą sprawą. PiS zabrał pieniądze biednym dzieciom, a teraz mają czelność zasłaniać się dziećmi na billboardach. Nie możemy pozwalać na taką manipulację – tłumaczy posłanka PO Joanna Augustynowska.

– Prokuratorem Generalnym jest kolega pani minister i może to jest okoliczność, która sprawia, że dziennikarze i parlamentarzyści pytający o szczegóły tej afery są odsyłani. Sprawa jest utajniana, wyciszana, a przecież właśnie w kampanii wyborczej powinniśmy się dowiedzieć, jakie grzechy na sumieniu mają politycy PiS. Z tego powinni się rozliczyć – dodaje rzecznik Platformy poseł Jan Grabiec.

Kto najbardziej skorzystał na rządach PiS?

– Najbardziej na rządach PiS-u skorzystały dzieci polityków PiS-u. Pan Poręba akurat o tym zapomniał – mówi poseł Marcin Kierwiński. I dodaje: – Mógł pokazać konkretne przykłady dzieci rodzin polityków PiS, którzy zarabiają gigantyczne pieniądze w spółkach Skarbu Państwa. Mógł pokazać tabuny Misiewiczów i Pisiewiczów, takich umownych dzieci PiS-u, które skorzystały na tym, że obsadzane są na intratnych posadach i dostają rządowe dotacje.

Poseł PO przypomina, że nierozliczone są nadal tzw. drugie pensje ministrów. A wręcz przeciwnie, „nie ma nawet żadnego słowa skruchy”.

– Mówiliśmy od początku, że to władza pazerna, która zabiera Polakom pieniądze, aby wkładać je do własnych kieszeni. Skok na publiczną kasę działaczy PiS-u widzimy każdego dnia – dodaje Kierwiński.

>>>

PiSowska hipokryzja. Do dzisiaj NIE ROZLICZYLI SIĘ z wielomilionowych nagród, drugich pensji i chowają się za dziećmi! Obłudnicy!

Zwykły wpis

>>>

Kancelaria Andrzeja Dudy zainwestuje 478 tys. zł w budowę 100-metrowego mola na terenie rezydencji prezydenckiej na Helu. Internauci szydzą: „Niech wybudują aż do Szwecji”.

Zdaniem internautów nie ma co się specjalnie wymądrzać bo, „Skoro dla Kaczyńskiego buduje się pałac na wodzie w Puszczy Noteckiej to prezydentowi należy się remont Juraty”. Z „troską” pytają: „Co zatem należy się premierowi i jego ministrom?

O inwestycji w szczegółach poinformował „Super Express”:
Przestrzeń ma być wykorzystywana głównie jako miejsce popołudniowych spacerów, dziennego leżakowania i wypoczynku nadwodnego. (…) Przewiduje się odtworzenie przystanki dla łódek i sprzętu wodnego w części głowicowej molo” – poinformowali redakcję dziennika urzędnicy prezydenta.

Według administracji Andrzeja Dudy, remont – a w zasadzie rozbiórka i budowa od nowa – jest jak najbardziej uzasadniony. Część schodów uległa korozji biologicznej „w stopniu dyskwalifikującym, uniemożliwiającym bezpiecznie użytkowanie„. Posypały się elementy drewniane, relingi, nie działa instalacja elektryczna i oświetleniowa. Drewniane pale od molo padły zaś ofiarą owadów.

W ramach inwestycji zaplanowano też naprawę oświetlenia i schodów, które łączą molo z prezydencką rezydencją. Całość ma być gotowa na następne wakacje.
Przypomnijmy, kompleks znajduje się na terenie nadmorskiego Parku Krajobrazowego oraz w granicach obszarów ochrony środowiskowej Natura 2000.

Podnieść Polakom 34 RAZY‼️ rożne podatki i opłaty i nazwać podatników złodziejami to PiSowska hipokryzja. Do dzisiaj NIE ROZLICZYLI SIĘ z wielomilionowych nagród, „drugich pensji” i chowają się za dziećmi! Obłudnicy!

Cios między oczy obiecywał opozycji Tomasz Poręba z Prawa i Sprawiedliwości zapowiadając reakcję na akcję billboardową Platformy.
PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom” – tak zabrzmiało „rewanżowe” hasło na plakatach PiS.

Miała to być riposta na billboardy PO: „PiS wziął miliony, a wszystko drożeje„.

Zanim PiS-owska akcja rozkręciła się, ruszyła fala komentarzy w internecie: „Takich złodziei jeszcze w naszej Najjaśniejszej nie było, PiS wyznaczył nowy level złodziejstw”– napisał internauta.

Do wpisu Poręby rzeczowo odniósł się m.in. Adam Szłapka, sekretarz generalny Nowoczesnej. Poseł udostępnił zdjęcie plakatu -„PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom” dokleił zdjęcie o. Tadeusza Rydzyka i podpisał: „Chyba ojcom”. Chodzi o pieniądze, jakie redemptorysta dostanie w ramach dotacji od rządu PiS. Łącznie to 70 mln zł.

Po pierwsze, ilu „złodziei” zostało prawomocnie skazanych? Po drugie, od kiedy O. Rydzyk jest dzieckiem?” – pyta Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.

Jest jeszcze mnóstwo innych pytań: jakie miliony PiS odebrał? Kim są ci złodzieje? To obywatele, którym PiS nie chce obniżyć podatków? To ci, którzy nie płacili VAT-u, którego to partia Kaczyńskiego zwiększyła ściągalność? Nie wiadomo – piszą internauci.

Bezczelność i głupota PIS-u w pełnej krasie. PiS dał dzieciom nie pieniądze złodziei, ale pieniądze z podatków płaconych przez miliony ciężko pracujących Polaków. Pamiętaj nauczycielu, przedsiębiorco, robotniku. Według PiS-u nie jesteś obywatelem i podatnikiem, ale złodziejem” – skomentował na Twitterze Tomasz Lis.

Tak okradają Polaków i ich rodziny,dając nagrody sobie i swoim rodzinom. Złodzieje !!!!!

Zdaniem mecenasa Romana Giertycha wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie Mariusza Muszyńskiego (szerzej o wyroku w artykule „Mariusz Muszyński nie ma prawa orzekać w Trybunale Konstytucyjnym„) może mieć dalsze konsekwencje dla całej, tak skrupulatnie, budowanej pisowskiej strategii wobec przejęcia pełnej kontroli nad sądownictwem.

Otóż skoro WSA orzekł, że Muszyński jest osobą nieuprawnioną do orzekania w składzie Trybunału Konstytucyjnego, to tym samym oznacza, według Giertycha, że Julia Przyłębska nie może być prezesem TK.

Nie dość, że kandydatura pisowskiej prezes została wysunięta niezgodnie z zapisem konstytucyjnym, to teraz okazuje się, że do jej wyboru przyczyniły się osoby do tego nieuprawnione.

Wyrok WSA w sprawie Muszyńskiego oraz opinie prawniczych autorytetów są tylko potwierdzeniem brutalnego łamania prawa przez PiS.

Jakie mogą być dalsze konsekwencje wspomnianego wyroku i czy partia rządząca będzie w stanie utrzymać walącą się własną narrację?

Podnieśli Polakom 34‼️ razy podatki i nazwali podatników złodziejami. Pieniądze dali dzieciom. Jakim dzieciom? To 👇 „NAJDROŻSZE” dziecko PiS! Ojciec Tadeusz. Dostał już 164 mln zł! Zapraszam na moją stronę tam jest szczegółowy rachunek.

>>>

Morawiecki to Grek Zobra w siedmiomilowych butach kłamstwa

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki w polityce PiS wprowadził nowa „jakość”. Jego polityczny sponsor Jarosław Kaczyński długo dochodził do takiego rozmijania się z rzeczywistością. Morawiecki w buty kłamcy wskoczył natychmiast, buty już rozchodził i nie uwierają go. Ba, te buty są już siedmiomilowe, wszak bez zmrużenia okiem pochwalił się, że negocjował członkostwo Polski w Unii Europejskiej.

W te klocki Morawiecki jest numerem jeden, nawet gdyby Kaczyński wybudził się z choroby, będzie miał rywala co się zowie. Na Onecie dziennikarze zastanawiają się, dlaczego premier Morawiecki mija się z prawdą ws. Adelaid, chodzi o zakup australijskich fregat, o które długo toczyły się negocjacje. Z tego też powodu wypad Andrzeja Dudy na antypody skończył się kompletnym blamażem.

Dziennikarze Onetu sami sobie odpowiadają, dlaczego Morawiecki rżnie w sprawie fregat, w stwierdzeniu o podjęciu decyzji niekupowania ich – jest cała odpowiedź: „Została ona podjęta na najwyższych szczeblach rządu i PiS-u.”

W PiS-ie szczyt jest jeden i nazywa się Pik Kaczyński, a że jest on chory, więc Morawiecki mógł zatrzasnąć w szpitalu drzwi przed pozostałymi pisowcami i poinformaować ich, że fregat nie kupujemy. Czy chodzi o ratowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego, który wyprodukuje za kilka lat jakieś podróbki okrętów? Nie, budżet już robi bokami, wybitni ekonomiści nie miają wglądu w księgi, możemy tylko mniemać o kreatywnej księgowości.

Były minister transportu w rządzie Donalda Tuska Sławomir Nowak punktuje inne oszustwa Motawieckiego. Nazywa go byłym doradcą Tuska. Mowiecki nie mówi, tylko powtarza brednie, które tworzą dla niego pijarowcy, tylko powtarza je jak katarynka.

Właśnie Morawiecki był zapowiedzieć „falę inwestycji w drogi lokalne”. A jak jest naprawdę? Nowak punktuje: „Na około 60 przetargów w realizacji tylko kilka ma znak PiS. A 55 jest z logo PO”.

Nowak zapowiada, iż PiS utraci finansowanie unijne: „winnym utraty miliardów euro z UE na polskie drogi – i koleje gdzie sytuacja jest podobna – nie będzie kolejny rząd, ktokolwiek będzie rządził, lecz rząd PiS z panem Morawieckim na czele”.

Zaś Leszek Balcerowicz nawet próbuje wejść w psychikę Morawieckiego, który „po prostu kłamie”: „Nie wiem, czy u niego procesy psychiczne są tego typu, że nieświadomie kłamie, ale kłamie albo manipuluje”. A to zapowiada katastrofę, taką jak w Turcji, wcześniej Grecji, bo Morawiecki w tych kwestiach jest podobny do filmowego Greka Zorby.

Balcerowicz nie wyklucza najgorszego. Dłuższy cytat z naszego znakomitego ekonomisty, jest w nim clou krytyki rządu PiS: „Nikt się nie spodziewał, co zrobi PiS z polską demokracją, z polską praworządnością, to nikt teraz nie może wykluczyć, że w jakimś momencie szaleństwa czy szaleńczego wyrachowania oni nie spróbują utrwalić się przy władzy, przy wrogich hasłach wobec Unii Europejskiej i zrobienia Polexitu. Tego nie można po prostu wykluczyć na podstawie tych strasznych rzeczy, które PiS robi”.

Jak pisowcy manipulują, jak powołują się na autorytety, które później się wypierają jakichkolwiek związków z kłamcami, niech świadczy niecodzienny przypadek z ministrem środowska Henrykiem Kowalczykiem, który chciał mieć w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody autorytet, mianowicie prof. Zygmunta Jasińskiego z SGGW. Więc go powołał, choć profesor o tym nie wiedział, bo nie mógł, gdyż zmarł 16 miesięcy temu.