Tag Archives: Sierpień 80

Buta PiS jest porażająca – nawet na Westerplatte

Zwykły wpis

– Miarą odpowiedzialnego patriotyzmu jest szukanie tego, co łączy, a nie dzieli – mówił na obchodach rocznicy wybuchy II Wojny Światowej Paweł Adamowicz. W czasie wystąpienia prezydenta Gdańska słychać było gwizdy.

W Gdańsku odbyły się uroczystości, upamiętniające atak na Westerplatte i wybuch II Wojny Światowej. Brali w nich udział m.in. prezydent Gdańska Pawła Adamowicza i Marszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz premier Mateusz Morawiecki.

Przed obchodami doszło do sporu między władzami Gdańska a Ministerstwem Obrony. Rok temu – jak informował Adamowicz – wbrew obietnicom wojskowi nie pozwolili harcerzom odczytać apelu pamięci. W tym roku prezydent miasta nie wystosował więc do wojska zaproszenia na obchody, co wywołało oburzenie MON. Ostatecznie wypracowano porozumienie ws. obecności wojska i odczytania apelu pamięci bez tzw. „apelu smoleńskiego”.

Dziś podczas wystąpień na Westerplatte – poza samym upamiętnieniem żołnierzy ofiar wojny – pojawiły się zarówno wątki polityczne, jak  apele o nieupolitycznianie takich rocznic.

„Niebezpieczeństwo zawłaszczania władzy przez jedną grupę”

– Polski żołnierz jako pierwszy w Europie postawił opór totalitaryzmowi nazistowskiemu i sowieckiemu. Po raz pierwszy stanął w obronie europejskich wartości, wolności i demokracji – mówił prezydenta Gdańska Paweł Adamowicz. Wspomniał o udziale harcerzu w obchodach na Westerplatte od prawie 20 lat i podziękował im za obecność

Adamowicz mówił o kolejnych walkach o niepodległość i wolność, w tym o latach 80. i „Solidarności”.

– Wówczas wiedzieliśmy, że nie ma większego niebezpieczeństwa dla wolności niż zawłaszczanie władzy przez jedną grupę. Niż wola polityczna idąca nad prawem. Naszym celem była zjednoczona Europa. Dziś widzimy, że kiedy to wszystko odchodzi w przeszłość, kwestionuje się rządy prawa, a nawet podważa się naszą obecność w Unii Europejskiej

– mówi Adamowicz. Przy ostatnim zdaniu słychać było gwizdy. – Miarą odpowiedzialnego patriotyzmu jest szukanie tego co łączy, a nie dzieli. Pojednania, a nie odwetu. Dlatego apelujemy o pierwszeństwo w życiu publicznym prawa, a nie sił. Zaufania, a nie wrogości. Prawdy, a nie kłamstwa – mówił prezydent Gdańska. „Rządzący zmieniają sens i znaczenie najważniejszych dla każdego Polaka słów” – napisał później na Twitterze.

Morawiecki: Pójdźmy wtedy w jednym marszu niepodległości

Premier Mateusz Morawiecki powiedział podczas uroczystości 79. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, że Westerplatte jest miejscem symbolicznym. „Trudno o bardziej polskie miejsce” – powiedział szef rządu.

– Widzimy, jak symboliczny jest ten skrawek Polski. Tworzony, kształtowany przez setki lat z różnych części całej naszej ojczyzny. Drobinki ziemi, które niosła tutaj Wisła i wszystkie rzeki i rzeczki, które do niej dopływały przez wszystkie prastare regiony naszego kraju stworzył ten półwysep. Trudno o bardziej polski kawałek Polski. I na tym skrawku bronili naszej niepodległości polscy żołnierze. Runęły na nas barbarzyńskie armie niemal ze wszystkich stron. Ale polskie wojsko i społeczeństwo broniło świata przed wrogami wolności, wrogami Polski i wrogami Europy

– mówi premier.

– Dziś tu, z tego świętego miejsca, chcę zwrócić się do wszystkich rodaków, do tych, którzy sprzyjają nam i do naszych przeciwników. Chcę zwrócić się do opozycji, żeby takie miejsca jak to były miejscami zgody. Tak, jak w Boże Narodzenie obchodzą właśnie w domach, tak w najważniejsze dni powinniśmy być zjednoczeni. Takim dniem przed nami jest dzień 11 listopada – powiedział Morawiecki.

– Dlatego w ten dzień, wielki dzień dla naszego narodu polskiego, dla całej Rzeczypospolitej bądźmy razem, pójdźmy razem w marszu, jednym marszu niepodległości – apelował premier. Przekonywał, że ci, którzy zginęli w pierwszych dniach II Wojny Światowej w obronie Polski, wiedzieli, że nie ma cenniejszej rzeczy dla całego narodu niż niepodległość. – Dlatego spełnijmy ich marzenie o tym, byśmy byli zjednoczeni w najważniejszych dniach – powiedział Mateusz Morawiecki.

Duda: Nigdy więcej rozdarcia Rzeczypospolitej

Obchody 79. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej odbyły się także w Tczewie, gdzie niemiecki atak zaczął się jeszcze przed tym, jak padły pierwsze strzały na Westerplatte.

Andrzej Duda mówił, że wrześniowe daty z 1939 roku przypominają o kolejny rozdarciu Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. – 1 września i 17 września to czarne plany na mapie roku stulecia odzyskania niepodległości, bo to daty, które przypominają nam o dniach, kiedy znowu straciliśmy naszą ojczyznę, kiedy Polska znowu została rozdarta na 6 lat pomiędzy dwóch naszych wielkich wrogów – mówił prezydent.
– Nigdy więcej rozdarcia Rzeczypospolitej – podkreślał Andrzej Duda.

– Zaklinam nas wszystkich, ale przede wszystkim młode pokolenie, by taką politykę prowadzić, by tak prowadzić polskie sprawy i tak nimi zarządzać, aby nigdy więcej zagrożenie nie spłynęło na naszą Rzeczpospolitą – mówił prezydent. Po to – jak zaznaczał – żeby Polacy odzyskanie niepodległości w 1918 roku mogli świętować przez kolejne 100, 200 i więcej lat.

Żaden polityk, w tym prezydent RP nie powinien wykorzystywać kościoła dla politycznych przemówień. Żaden ksiądz nie powinien się na to godzić

Hairwald

To, co robi PiS, z jednej strony jest niszczeniem rządów prawa, z drugiej to ewidentne manipulowanie historią. To eksponowanie tych, którzy nie byli zbyt ważni, drugich się ignoruje. Tak samo działo się na początku komunizmu, później przyszły represje, które teraz też pewnie przyjdą – mówi nam prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog, uczestniczka Porozumień Sierpniowych. – To cofnięcie się, niszczenie rządów prawa, demolowanie historii są moim zdaniem jednak tylko epizodem. Mam nadzieje, że PiS, który utrzymuje stabilność przez rozdawanie pieniędzy, potknie się na tym. Tak dobra koniunktura długo się nie utrzyma. Zdemoralizowani ludzie będą chcieli więcej dostać i przestaną w końcu głosować na PiS – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: „Uważałem, że trzeba walczyć z komunistami do końca i nie ma co siadać do Okrągłego Stołu, ale właśnie polemizuję sam z sobą z tamtych lat” – powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas rocznicy obchodów Porozumień Sierpniowych. Prezydent ostrzej mówi o chorobach III RP i bolesnym…

View original post 2 176 słów więcej

Duda wygłasza w kościele pisowską agitkę

Zwykły wpis

To tylko jeden z wielu komentarzy podsumowujących przemówienie Andrzeja Dudy podczas mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku z okazji 38. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych oraz powstania NSZZ „Solidarność”. – „Serio to jest rocznicowe przemówienie na ważnej rocznicy prezydenta, który obiecał budować wspólnotę? Lepszej okazji do załatwiania politycznej bieżączki nie było?” – dziwiła się na Twitterze nawet prawicowa blogerka kataryna.

Przywódca strajku i pierwszy przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa wyszedł, gdy zapowiedziano wystąpienie prezydenta. Nie usłyszał więc na szczęście kuriozalnych stwierdzeń Andrzeja Dudy m.in. o sądownictwie ani tego, że nawet słowem nie zająknął się na temat roli, jaką odegrał Wałęsa w Sierpniu 1980 r. Duda wychwalał za to obecne rządy, bo – według niego – zanim PiS doszedł do władzy, „Polska po 1989 roku nie była zdrową Polską”.

„To wielka sztuka być prezydentem i podczas wystąpienia w rocznicę porozumień sierpniowych nie wspomnieć słowem o Lechu Wałęsie. Wielka sztuka ignorancji, pychy i głupoty”;

Więc mówicie, że rocznica Sierpnia to świetna okazja, żeby w bazylice głowa państwa wygłosiła ostre, populistyczne przemówienie w obronie obecnej władzy”; – Jestem osobą wierzącą i nigdy by mi nie przyszło do głowy kłamać tak jak on w kościele” – komentowali internauci.

O jeszcze jednym aspekcie wystąpienia Dudy w kościele napisał Tomasz Marzec z TVN 24: – Chciałbym, żeby wreszcie ktoś z księży wyjaśnił mi, w jakim charakterze w czasie mszy przemawiają politycy i jaka jest to część liturgii”.

Morawiecki nie słyszał o Lechu Wałęsie

Zwykły wpis

Nie jest prawdą, że w naszej historii rodacy byli podobnie podzieleni jak dzisiaj. Prawda, różniliśmy się, co prowadzilo do rokoszów i do tak spektakularnego zdarzenia, jak zamach majowy 1926 roku, który był w istocie mini wojną domową, ale nigdy Polak przeciw Polakowi nie występował w polityce z pozycji kłamstw rządowych.

W tej chwili mamy rząd ufundowany na fundamencie kłamstwa, a rządząca partię na żałożycielskim micie katastrofy smoleńskiej, które w wydaniu PiS jest kłamstwem w każdym elemencie. Do czego takie kłamstwo prowadzi? Zawsze do jednego i obawiam się, że innego wyjścia dla naszego kraju już nie ma.

Wcale nie było przypadkowe zdarzenie, do którego nie doszło, ale pokazuje jak kreowane jest kłamstwo. Mianowicie chodzi o tablicę pamiątkową ku czci braci Kaczyńskich, którzy jakoby przebywali wśród protestujących stoczniowców w 1988 roku i domyślnie przyczynili się do zrzucenia kajdanów reżimu komunistycznego.

Inicjatorowi tego kłamstwa – Karolowi Guzikiewiczowi – jeden z internautów wskazał właściwy adres i właściwą tablicę, mianowicie część ciała na cztery litery Jarosława Kaczyńskiewgo, w której „ma zostać odsłonięta tablica, upamiętniająca przebywającego tam Karola Guzikiewicza”. Cztery litery jeszcze raz pojawią się w tym felietonie, tym razem wprost.

Jakie kłamstwa funduje nam rząd, niech świadczy premier Mateusz Morawiecki, który w tej dyscyplinie bije wyśrubowane rekordy samego prezesa PiS. Portal Oko.press udowodnił mu rekord 5 kłamstw na 2 dwa wygłoszone zdania, a więc przeciętna 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Goebbels nawet nie zbliżył się do tak znakomitego rekordu.

Podczas uroczystości obchodów 38. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku wśród publiczności nie było nikogo ze znaczących postaci Sierpnia 80, a Morawiecki w swojej mowie nie zająknął się o Lechu Wałęsie, o którym słyszał cały świat, tylko nie Morawiecki. Za to wspomniał o matce chrzestnej Annie Walentynowicz, która winna wszak mieć przynajmniej jedno dziecko.

Kłamcy nie przekonują do siebie bohaterów, co precyzuje pomysłodawca zrywu strajkowego Sierpnia 80 Bogdan Borusewicz: „Po stronie władzy nie ma znaczących postaci Sierpnia”. Kłamcy więc nie zagarniają do siebie prawdy o zdarzeniu, tylko tworzą kłamstwa polityki historycznej.

Władysław Frasyniuk odnosi się do kłamców na uroczystościach rocznicowych: „31 sierpnia to dobry dzień, żeby powiedzieć tym wszystkim, którzy przebywali, pocałujcie nas w dupę.” A dla Wałęsy ma to, co przyznaje mu świat i historia: „Lechu, byłeś i pozostaniesz największym przywódcą we współczesnej historii Polski.”

Niestety, stoimy naprzeciw kłamstwa rządowego, które ubrało się w togę państwa, a to zawsze kończy się jednym – i najprawdopobniej może nie być w którymś momencie innego wyjścia dla naszego kraju – rozlewem krwi. Straszne!

Nie zakłamywać Sierpnia 80

Zwykły wpis

Uroczystości pod hasłem ‚Porozumienie. Zaczęło się w Gdańsku’ rozpoczęły się 31 sierpnia 2018 roku o godz. 9.45 na pl. Solidarności. Kwiaty pod pomnikiem Poległych Stoczniowców złożył pierwszy przywódca ‚Solidarności’ Lech Wałęsa, a towarzyszyli mu przedstawiciele władz Gdańska, samorządu województwa pomorskiego, politycy PO i Nowoczesnej oraz działacze Komitetu Obrony Demokracji. W uroczystości udział wzięli także opozycjoniści z czasów PRL, którzy po godz. 10 otworzyli historyczną stoczniową Bramę nr 2.

„Będziemy pracować, żeby odbudować wspólnotę, musimy szukać wspólnych rozwiązań. Polską powinni rządzić ludzie, dla których praworządność jest ważna” – powiedział Lech Wałęsa przed bramą Stoczni. W Gdańsku rozpoczęły się obchody rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych.

Z tej okazji w Gdańsku odbywają się dwie osobne uroczystości. – „Kiedy kończyliśmy tą wielką walkę mówiłem, że będziemy się w tym miejscu spotykać i mówić o stanie Rzeczpospolitej i dyskutować, co robić, by nie zniszczyć tego zwycięstwa. To przykre, że nie możemy dzisiaj wspólnie składać kwiatów pod pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970” – stwierdził były prezydent.

Wspominając czasy strajku, Wałęsa stwierdził: – „Jestem przekonany, że Kaczyńskiego tam nie było. Gdyby był, załapałby się na zdjęciu. Albo był zbyt tchórzliwy i nie chciał być na zdjęciu. Bo wtedy było niebezpiecznie. A to, że jest na innym zdjęciu? Byliśmy tam tyle razy, że te zdjęcia można dopasować”.

Razem z Lechem Wałęsą w Gdańsku pojawili się liderzy PO i Nowoczesnej. – „Dla nas Sierpień 80 to wielkie zobowiązanie. Dzisiaj ta wielka spuścizna polskiej wolności jest w naszych rękach, dlatego traktujemy te wybory i wyborcze wyzwania bardzo poważnie. Zrobimy wszystko, żeby obronić samorząd, obronić wolności obywatelskie, demokrację i obecność Polski w Unii Europejskiej” – powiedział Grzegorz Schetyna.

„38 lat temu właśnie tutaj zrobiono pierwszy krok do wolności, której niektórzy nie szanują i niszczą. Nadchodzące wybory samorządowe są pierwszym krokiem do udowodnienia, że my tę wartość szanujemy, że staramy się ją odzyskać. Mamy wiele wyzwań, żeby uczynić Polskę krajem jeszcze lepszym do życia, krajem, w którym nie zdarzą się takie przypadki jak obecna władza” – dodała Katarzyna Lubnauer.

Wiedzieliśmy, że musimy postępować rozważnie, aby nie posunąć się za daleko. Musieliśmy stworzyć przestrzeń do rozmów, dociskać drugą stronę, ale z umiarem, aby nie zapędzić władzy w kąt, z którego nie będzie się mogła ruszyć, bo wówczas zostanie jej tylko agresja – mówi nam Bogdan Borusewicz, uczestnik Porozumień Sierpniowych, główny inicjator strajku, legenda „Solidarności”, dziś senator PO. Pytamy o przebieg tamtych wydarzeń, ale też o to, co dzieje się dzisiaj, i czy dostał zaproszenie na oficjalne obchody z udziałem prezydenta. – Nie dostałem, być może zaproszenie leży w Warszawie, ja jestem w Gdańsku, ale nie sądzę. Zresztą nie wydaje mi się, abym był tam oczekiwany – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: 38 lat temu zostały podpisane Porozumienia Sierpniowe, pamięta pan tamten dzień?

BOGDAN BORUSEWICZ: Oczywiście, pamiętam bardzo dobrze. To był ciepły dzień, ale chyba nikt na to nie zwracał uwagi, bo byliśmy bardzo zmęczeni po wielodniowych strajkach, które miały okresy mniej, ale i bardziej dramatyczne. W ostatnich dniach byliśmy dodatkowo zaniepokojeni podpisaniem porozumień w Szczecinie, bo umówieni byliśmy, że wszyscy tego samego dnia podpiszemy porozumienie. Umowa nie została dotrzymana i były obawy, że delegacja rządowa z Warszawy nie wróci do Gdańska. Powiedzą, że przecież porozumienie już zostało podpisane w Szczecinie. Dla nas były najważniejsze dwie kwestie, które nie zostały załatwione w Szczecinie: zgodna na wolne związki zawodowe i zwolnienie kolegów zatrzymanych w czasie strajku. Oprócz kilku z nas, którzy byli na terenie Stoczni, jak Konrad Bieliński, Ewa Milewicz z KOR-u czy ja, cały „młody” KOR siedział.

Kiedy delegacja z wicepremierem na czele wróciła do Gdańska, poczuliśmy ulgę, bo wiadomo było, że wróciła po to, aby podpisać z nami porozumienie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że szybko trzeba je podpisać i zakończyć strajk, bo ludzi nie można dłużej trzymać w zakładach pracy.

Był plan, co wtedy zrobicie, jak nie podpiszą?
Ja miałem koncepcję, że wówczas należy przeprowadzić wybory do struktur związku i wtedy dopiero zakończyć strajk.

Czy wiedzieliście wtedy, jak ważny to moment w historii Polski, że 9 lat później odbędą się pierwsze częściowo wolne wybory, potem runie Mur Berliński, upadnie ZSRR, Tadeusz Mazowiecki zostanie premierem?
Wtedy nie rozmawialiśmy na ten temat. Chcieliśmy po prostu wygrać i na to byliśmy ukierunkowani. Natomiast jeżeli pani pyta o mnie i moją ocenę, to uważałem wtedy, że zmieni się kształt Polski, że sam fakt, że władza nie rozjechała nas czołgami, tylko podpisała z nami porozumienie, oznaczało uznanie strajku i jego kierownictwa.

Proszę pamiętać, że ówczesna propaganda wmawiała, że strajk został wywołany przez nie wiadomo jakie siły zewnętrzne. Uznanie, że strajk był wywołany przez autentyczny ruch społeczny, było bardzo istotne. To także utrudniało późniejsze represje.

Sukces Porozumień Sierpniowych był ogromny. Zdawałem sobie wówczas sprawę, że osobiście już nic większego w życiu nie osiągnę jak udział w tym strajku; przygotowanie go, odpalenie i udział.

Sukcesu Porozumień Sierpniowych można dopatrywać się także w sojuszu robotnika z inteligentem. Wcześniej, jak protestowali studenci, to klasa robotnicza nosiła sztandary „studenci do nauki”, z kolei jak protestowali robotnicy, to inteligencja nie stawała po ich stronie. Tu mieliśmy do czynienia z sojuszem. Dzisiaj tej jedności już nie ma?
Dzisiaj nie mamy konfliktu na tle klasowym, on ma w tej chwili inny charakter. Porozumienia nie ma, dlatego że wtedy po drugiej stronie była władza totalitarna, w tej chwili jesteśmy w zupełnie innej sytuacji. Od 30 lat jesteśmy państwem demokratycznym, niepodległym i nikt nam nie narzuca rozwiązań. To sami wyborcy ustalają, kto rządzi, oddając głosy na tę czy inną partię polityczną.

Ale od 3 lat dryfujemy w kierunku władzy autorytarnej.
To prawda, ale Sierpnia ’80 nie można porównywać do sytuacji, jaką mamy dzisiaj. Proszę pamiętać, że

wówczas była poważna obawa użycia siły przez ZSRR. To miało ogromne znaczenie, bo zdawałem sobie sprawę, że gramy nie tylko z Warszawą, ale i z Moskwą. Tego nie można było bagatelizować, ani o tym zapominać.

Rozmawiało się o tym podczas strajków?
Tak, o tym rozmawialiśmy. Wiedzieliśmy, że musimy postępować rozważnie, aby nie posunąć się za daleko. Wiedzieliśmy, że ten strajk musimy samoograniczać, aby nie stanął cały kraj. Była dyskusja na ten temat między mną a Andrzejem Kołodziejem, który uważał, że należy wezwać do strajku generalnego. Ja uważałem, że strajk generalny doprowadzi do użycia siły w ciągu 2-3 dni. Musieliśmy stworzyć przestrzeń do rozmów, dociskać drugą stronę, ale z umiarem, aby nie zapędzić władzy w kąt, z którego nie będzie się mogła ruszyć, bo wówczas zostanie jej tylko agresja. To była również sprawa postulatów. Proszę zwrócić uwagę, że one zostały ułożone według gradacji. Na pierwszym miejscu postulat o wolnych związkach zawodowych, bo dla nas to było najważniejsze. Wolne związki zawodowe oznaczały niezależną strukturę od partii  i władzy.

To rozwalało cały system scentralizowany i kontrolowany przez jeden ośrodek władzy, który kontrolował wszystko; prasę, telewizję, sądownictwo, prokuraturę. Ten związek zawodowy niekontrolowany przez władzę był bardzo ważny. Dla mnie to było jasne, że to maksimum, co możemy osiągnąć.

Nie kusiło, żeby sięgnąć jednak po więcej? Po władzę?
Gdy pojawiały się sugestie idące dalej, były szybko wygaszane. Ja skreśliłem z postulatów punkt dotyczący wolnych wyborów, bo wiedziałem, że na taki postulat władza nie pójdzie. Żądanie wolnych wyborów oznaczało żądanie: oddajcie władzę teraz, natychmiast. Na to wtedy nie było szans, dlatego świadomie się ograniczaliśmy i wywalczyliśmy o to, co było do osiągnięcia. Proszę też zwrócić uwagę, że wśród postulatów nie ma zniesienia cenzury, tylko jej ograniczenie. To też było świadome. Długo analizowaliśmy doświadczenia czeskie, węgierskie.

W Czechosłowacji punktem zapalnym był postulat zniesienia cenzury, stąd u nas było tylko ograniczenie. Zresztą w Polsce też mieliśmy swoje doświadczenia. To wszystko było analizowane wcześniej, przecież nie w czasie samego strajku. Byliśmy grupą, która dobrze się znała, często dyskutowaliśmy, wiedzieliśmy, czego chcemy.

Od początku wiedzieliście, że będziecie się samoograniczać?
Oczywiście, od początku mieliśmy świadomość, że ludzie powinni pozostać w zakładach pracy, a nie wychodzić na ulice. Pamiętaliśmy, co stało się w grudniu 1970 roku, kiedy ludzie wyszli, były starcia, strzały do robotników. Wszystko mieliśmy wcześniej przemyślane i przedyskutowane. Ja akurat skreśliłem postulat o wolnych wyborach; jeden z kolegów z ROPCiO  Tadeusz Szczudłowski dopisał, zresztą samowolnie. Pamiętam, że kazałem wtedy zniszczyć kilkaset ulotek z tym postulatem. Zresztą parę dni później w rządowej prasie ukazał się artykuł polemizujący z tym, co oznacza, że bezpieka o nim wiedziała.

Panie marszałku, tegoroczne obchody znowu podzielone, z jednej strony Lech Wałęsa i KOD, z drugiej prezydent Duda i „Solidarność”. Pan z kim będzie obchodził rocznicę?
Oczywiście z Lechem Wałęsą i z KOD-em.

Nie zamierzałem brać udziału w tych rządowych obchodach.

Władza dziś próbuje część tej historii zawłaszczyć, część zdezawuować, jak np. obrady Okrągłego Stołu?
Władza prowadzi własną politykę historyczną, która nie jest historią, tylko dobieraniem faktów według profilu potrzeby politycznej. To nie jest już historia, tylko manipulacja. Zresztą nie tylko w historii, ale i w polityce powinny obowiązywać pewne standardy. Tutaj one nic nie znaczą. Pewnych ludzi się eksponuje, innych ukrywa. Problemem jest to, że po stronie dzisiejszej władzy praktycznie nie ma znaczących postaci z tamtego okresu, którzy brali udział w tych wydarzeniach.

No jak to, przecież Lech i Jarosław Kaczyńscy, jak miała głosić tablica, „przebywali na terenie hali nr 26 w czasie strajku w 1988 roku”.
Na szczęście ktoś rozsądny się z tego wycofał.

A dostał pan oficjalne zaproszenie na obchody od „Solidarności” albo prezydenta?
Nie dostałem, być może leży w Warszawie, ja jestem w Gdańsku, ale nie sądzę. Zresztą nie wydaje mi się, abym był tam oczekiwany.

Przykro panu, że tak to teraz wygląda?
Przyzwyczaiłem się. Wiem, jaka jest obecnie sytuacja i jakie są stosowane metody.

Władysław Frasyniuk usiadł ponownie na ławie oskarżonych za „wprowadzenie w błąd policji”. Chodzi o podanie nieprawdziwych danych podczas zatrzymania manifestacji Obywateli RP. Sąd ostatecznie Frasyniuka uniewinnił, ale władza tłumaczy całe zajście tym, że nikt nie może być bezkarny, nawet legenda „Solidarności”. Rozumie pan tę argumentację?
To jest kompromitacja władzy PIS-u.

Doprowadzili do sytuacji, że Władysław Frasyniuk siedział na ławie oskarżonych. Natychmiast nasuwają się tu analogie. Władek jest bardzo dzielnym człowiekiem. W stanie wojennym był szczególnie prześladowany, siedział kilka lat w więzieniu.

To niestety też świadczy o naszej policji, skoro, jak twierdzą, nie byli w stanie zidentyfikować człowieka, który jest bohaterem i który jest powszechnie znany.

Do Sądu Rejonowego w Nowym Targu wpłynął akt oskarżenia przeciw księdzu Mariuszowi W., który miał molestować dziewczynki w wieku 9-12 lat. O nadużyciach duchownego nikt by się nie dowiedział, gdyby nie nauczycielka, która na lekcji opowiedziała dzieciom, czym jest pedofilia.

Jak informuje „Gazeta Krakowska„, Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu zakończyła śledztwo w sprawie 13 sierpnia 2018 roku. – W ten dzień do nowotarskiego sądu trafił bowiem akt oskarżenia przeciwko księdzu. Zarzucamy mu iż dopuścił się „innych czynności seksualnych na nieletnich”. Grozi za to od 2 do 12 lat więzienia – powiedział Józef Palenik, szef nowotarskiej prokuratury.

Długie i żmudne śledztwo

Wcześniej przez półtora roku prokuratura prowadziła śledztwo, które miało wykazać, czy zarzuty wobec księdza są prawdziwe. W tym celu przesłuchiwano zarówno dziewczynki, które miały doświadczyć molestowania, jak i samego księdza Mariusza W. Postępowanie było długie i żmudne, ponieważ każde z dzieci musiało być przesłuchane w obecności sędziego i biegłego psychologa, który miał stwierdzić, czy te nie kłamią. Co więcej, niektórzy rodzice nie wykazywali chęci współpracy, obawiając się, że udział w śledztwie będzie dla ich dzieci dodatkowym stresem.

Ostatecznie w akcie oskarżenia znajdują się zeznania dziewięciu dziewczynek. – Do przestępstwa miało dochodzić w okresie od czerwca 2014 do września 2016 roku. Poszkodowane dzieci miały wówczas od 9 do 12 lat. Biegli ustalili ponad wszelką wątpliwość, że dziewczynki opowiadając o tym, co robił im ksiądz, nie zmyślały – dodał Józef Palenik.

Ksiądz Mariusz W. nie przyznaje się do winy. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, twierdzi, że dzieci go lubiły, więc się do niego przytulały i nie było w tym żadnego podtekstu seksualnego.

Sprawa wyszła na jaw dzięki nauczycielce

Nikt prawdopodobnie nie dowiedziałby się o postępowaniu księdza, gdyby w grudniu 2016 roku na jednej z lekcji wychowawczych nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Nowym Targu nie rozpoczęła tematu pedofilii. Opowiedziała dzieciom, na czym ona polega, podając jako przykłady próby zaczepek przez dorosłych, dotykanie w intymnych miejscach czy całowanie bez pozwolenie. W pewnym momencie ręki podniosło kilka dziewczynek, które przerażone stwierdziły, że dokładnie to robił im ksiądz Mariusz W., były katecheta, podczas wycieczek przez niego urządzanych. Zabierał na nie dzieci należące do parafialnej scholi.

Nauczyciele natychmiast powiadomili prokuraturę. Zanim jednak śledczy dowiedzieli się o sprawie, ksiądz Mariusz W. został przeniesiony do parafii Miłosierdzia Bożego przy osiedlu Oficerskim w Krakowie, gdzie przez pewien czas również pracował z dziećmi. Dziś już tam nie pracuje. Jak powiedział ks. Tomasz Szopa z krakowskiej kurii dla „Faktu„: – Ksiądz Mariusz W. został odsunięty od jakiejkolwiek działalności duszpasterskiej, w szczególności z dziećmi, dlatego nie pracuje przy żadnej z parafii. Do czasu wyjaśnienia sprawy przebywa w odosobnieniu.

>>>

Gdzie Kaczyńskiemu należy się tablica?

Zwykły wpis

ja tylko tak gwoli przypomnienia historii i wyciągania wniosków

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin chce usunąć astronomię z listy samodzielnych dyscyplin naukowych. W rozporządzeniu, które pojawiło się na stronach resortu nauki, została ona zaliczona w poczet „nauk fizycznych” wraz z fizyką i biofizyką. Natomiast na listę jako odrębną dyscyplinę wpisano teologię! Rozporządzenie o nowym podziale dyscyplin naukowych wchodzi w życie 1 października 2018 r.

Polskie Towarzystwo Astronomiczne zaapelowało do Jarosława Gowina o przywrócenie astronomii jako odrębnej dyscypliny. – „Astronomia jest jedną z najstarszych nauk na Ziemi i w naszym kraju ma ona wspaniałe, wielowiekowe tradycje. Ośmielamy się twierdzić, że jest to wręcz dyscyplina NARODOWA! To przecież nasz rodak, kanonik warmiński Mikołaj Kopernik, wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Współcześni polscy astronomowie kontynuują tę wspaniałą tradycję, z wielkim powodzeniem umacniając markę, jaką jest Polska Astronomia. Dowodem jest statystyka prowadzona w światowym serwisie Web of Science, według której poziom cytowalności prac naukowych polskich astronomów jest o ok. 25% wyższy od średniego poziomu światowego. Podkreślamy, że jest to jedyna dyscyplina w Polsce, która lokuje się tak wysoko w światowych rankingach” – napisali astronomowie w petycji do Gowina. Polskie Towarzystwo Astronomiczne zbiera podpisy pod swoją petycją.

Internauci kpią z wicepremiera Gowina i krytykują pomysł wykreślenia astronomii. – „Nie dziwię się. @Jaroslaw_Gowin jest zapewne przekonany, że Ziemia jest płaska. Nie potrzebuje do tego jakiejś astronomii”; – „On nie ma potrzeby odkrywania tajemnic kosmosu, jego przeszłości i przyszłości, na nic mu zderzacz hadronów. On wie swoje, ziemia jest płaska”; – „Po co jeszcze zajmować się astronomią, kiedy sekta PiS udowodniła, że ich ciemnogrodowi przyświeca tylko jedno najjaśniejsze słońce narodu…”; – „Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że astronomia jest jedyną chyba gałęzią nauki, która się w Polsce autentycznie rozwijała. Miała osiągnięcia klasy światowej. Ale w państwie PiS-u nie wolno nikomu się wychylać przed peleton bez błogosławieństwa toruńskiego prymasa i żoliborskiego bęcwała, więc przywołano astronomów do szeregu”.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o sondażach.

Ech, te sondaże. Ekscytują się nimi ludzie, analizują z wypiekami na twarzy, cieszą się z ich wyników lub smucą, a prawda jest taka, że nieźle tymi sondażami jest społeczeństwo manipulowane. Nie od dzisiaj wiadomo, że są one często narzędziem w walce politycznej.

Trudno nie przyznać racji Jerzemu Głuszyńskiemu, socjologowi z instytutu badawczego Pro Publicum, byłemu szefowi Pentora, „Istnieje zjawisko firm, które kreuje się pod kampanie wyborcze. One po wyborach znikną, tak jak znikają gazetki, które pojawiają się w kampaniach. Nikt nie wie kto jest wydawcą, ale nakład jest ogromny i tak się dziwnie składa, że na okładce jest jeden, drugi, albo trzeci kandydat. Tak to się kręci. (…) Niestety sondaże weszły w ten sam korkociąg tego samego zjawiska. Nie tyle nawet sondaże, ale to co się sondażami nazywa, bo to są często wyroby sondażopodobne, tak jak były kiedyś wyroby czekoladopodobne ”.

Przyjrzyjmy się walce o fotel prezydenta Warszawy. Co chwilę pojawiają się nowe sondaże, a ich wyniki znacznie się od siebie różnią. Część badań skupia się tylko na walce między Patrykiem Jaki, a Rafałem Trzaskowskim. Ostatni sondaż IBRiS dla Faktu i Onetu pokazuje, że w I turze Trzaskowski może liczyć na poparcie 42,2% badanych, a Jaki na 32,7%. W II turze kandydat PO wygrywa z przewagą 15,6% głosów. Sondaż przeprowadzono telefonicznie w dniach 27-28 sierpnia 2018 r. na próbie 500 osób

Z kolei inaczej wyglądają wyniki sondażu przeprowadzonego przez Ariadnę dla portalu wp. I turę wygrywa zdecydowanie Jaki (23%), a Trzaskowski dopiero na drugim miejscu (16%), a w drugiej Jaki prowadzi 30% do 25%. Warto zwrócić w tym sondażu uwagę na fakt, że przeprowadzony on został na grupie ogólnopolskiej, a pytanie brzmiało „kto twoim zdaniem wygra wybory”, choć powinno „na kogo zagłosujesz”.

Kolejny sondaż, tym razem ABR SESTA dla portalu „Informator Stolicy”, obejmujący już wszystkich kandydatów, daje również zwycięstwo Jakiemu (31%) przed Trzaskowskim (25%), a w II turze Jaki może liczyć na 54%,Trzaskowski natomiast na 46%. Sondaż przeprowadzono w dniach 16-23 sierpnia wśród 1001 dorosłych respondentów zameldowanych w Warszawie, ale brak informacji o losowym i reprezentatywnym doborze próby. Mało tego, w sondażu tym 7% zdobył Marek Jakubiak, który dopiero 23 sierpnia, a więc w dzień, gdy badanie sondażowe się kończyło, zgłosił swoją kandydaturę na prezydenta stolicy.

Świetnie podsumował to Marcin Palade, który zajmuje się analizowaniem sondaży. Rozumie on, że „ABR Sesta współpracuje z miesięcznikiem „Wróżka”? Śmierdzi na odległość” i jednocześnie zaznacza, że „ABR Sesta, Ariadna, Pollster. Nowi uczestnicy wojny na sondaże. Mogę obiecać, że nie będę cytował wyników pomiarów żadnej z wymienionych firm”.

Mieliśmy jeszcze sondaż pracowni CBM Indicator dla „Wiadomości” TVP, w których Trzaskowski prowadzi tylko 2%. i sondaż SW Research dla Rzeczpospolitej, gdzie pytano, czy to miejsce urodzenia powinno decydować o zwycięstwie kandydata na prezydenta.  Trzaskowskim w tym badaniu by wygrał, bo aż 51% respondentów było za wyborem rodowitego Warszawiaka.

Dr Głuszyński tłumaczy, że „W psychologii politycznej są prawa, które mówią, że ludzie mają tendencję przyłączania się do silniejszego. Że jak się jest w mocno rywalizacyjnym układzie, to trzeba znaleźć sposób na przełamanie narracji o faworycie, która funkcjonuje.(…).

 Tak więc, nie należy się zbytnio przywiązywać do sondaży. Ostatnio nieźle zakpił sobie z nich Roman Giertych, którego bardzo rozbawiły takie rozbieżności w wynikach. Jak poinformował na Twitterze, po przeprowadzeniu sondażu na reprezentatywnej grupie kobiet, mieszkających w jego domu, kochają go wszystkie przedstawicielki płci pięknej. Na tak zagłosowało 100% respondentek.

Tak naprawdę pozostaje nam jedno. Zmobilizować się, wziąć udział w wyborach i zagłosować, a sondaże traktować z lekkim przymrużeniem oka,

>>>

Jarosław Słoneczko Kaczyński samopas pokonał komunę. No, z bratem Lechem

Zwykły wpis

Zbliża się rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. W Gdańsku „Solidarność” przygotowuje uroczyste obchody tego dnia, a udział w nich weźmie również Mateusz Morawiecki. Przy tej okazji postanowiono zorganizować konferencję, na której zostaną omówione działania, związane z rozwojem Stoczni Gdańsk, która została wykupiona z rąk Taruta przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu.

Przypomnijmy, że sprywatyzowanie stoczni uratowało ją przed likwidacją, związaną z przyjmowaniem niedozwolonej pomocy publicznej. Sprawą zajmował się wówczas Andrzej Jaworski z PiS, który był pełnomocnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przejęcie stoczni przez Tauruta nie zakończyło jednak problemów. Spółka znalazła się na skraju bankructwa, ponosiła wielomilionowe straty, a z trzytysięcznej załogi pozostało raptem sto osób.

Jedynym ratunkiem było jej wykupienie. Przy aktywnej pomocy zakładowej „Solidarności”, stocznia wróciła w polskie ręce. Koszt jej wykupu objęty jest tajemnicą.

Wydaje się, że na chwilę obecną nie ma pomysłu na stocznię. Wprawdzie, jak mówił „Wyborczej” Roman Gałęzewski, przewodniczący stoczniowej „Solidarności” „Pojawia się perspektywa rozwoju. Pomysł na stocznię jest taki, żeby to był zakład wielofunkcyjny korzystający z nowoczesnych technologii, które zwiększą wydajność pracy (…)Powinniśmy produkować wieże, elementy stalowe, konstrukcje i wszystkie inne produkty, które będą rentowne”, ale chwilowo za tymi słowami jeszcze nic nie idzie.

Musimy więc poczekać do 31 sierpnia, bo właśnie wtedy mają zostać przedstawione plany rozwoju Stoczni Gdańsk. Tego dnia odbędzie się konferencja „Stocznia Gdańsk 4.0. Nowy początek”, której organizatorami są ARP, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, NSZZ „Solidarność” i Stocznia Gdańsk, a udział w niej wezmą premier Morawiecki, zarząd stoczni, działacze związkowi i około 70 stoczniowców.

Tego też dnia zostanie odsłonięta tablica, upamiętniająca udział braci Kaczyńskich w strajku 1988 roku. Dziwne, bo byli oni tylko jednymi z tysięcy ludzi, w nim uczestniczących. Nie odegrali żadnej istotnej roli, nie pełnili funkcji przywódczych. Czołową postacią tego strajku był spawacz Jan Stanecki, który go rozpoczął i Alojzy Szablewski, szef komitetu strajkowego. Sam Wałęsa wprawdzie pojawił się w stoczni, ale uznał protest za przedwczesny.  Strajkujący żądali legalizacji Solidarności, podwyżki płac i przywrócenia do pracy zwolnionych pracowników. Negocjacje z dyrekcją prowadzili Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski oraz osoby z gdańskich środowisk opozycyjnych, między innymi Aleksander Hall oraz bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy.

Skąd więc pomysł, by upamiętnić tylko te dwie osoby? Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności” i działacz PiS potrafi to świetnie wyjaśnić. Jak mówi, „Konferencja dotycząca nowego otwarcia dla stoczni odbędzie się w „ubotowni”, która teraz w ramach odbudowy ma stać się laboratorium nowoczesnych technologii. Podczas strajku w tej hali przebywali bracia Kaczyńscy. Razem z nimi było tam pewnie ok. 200 osób. Wieszamy tablicę informacyjną akurat o nich, a nie o innych znanych osobach, bo na przykład Wałęsa, ja i wiele innych osób nocowało wtedy w stołówce”.

Jerzy Borowczak, stoczniowiec, a obecnie poseł PO, sam brał „udział w organizacji strajku, podobnie jak Jacek Merkel. Tam wielu ludzi przebywało i jakby chcieli naprawdę ich uczcić, to byłyby tablice m.in. z nazwiskami Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska, braci Kamińskich, Lecha Kosiaka i wielu, wielu innych

Kolejny rozmówca rozumiałby „upamiętnienie nieżyjącego Lecha, natomiast podkreślanie na siłę obecności dwóch braci, gdy z tej „ubotowni” nocowało znacznie więcej ludzi, wydaje się małostkowe”.

Pokrętne tłumaczenia Karola Guzikiewicza już nawet nie śmieszą. Mówi, że „Chętnie byśmy upamiętnili wszystkie osoby ze strajku, ale stołówka została zburzona przez władze miasta Gdańska przy wsparciu Borowczaka i ten budynek nie istnieje” czyli wychodzi na to, że jak nie ma stołówki to nie można uczcić pamięci tych, którzy faktycznie odegrali dużą rolę w tym strajku.  Trzeba przyznać, że sensu w tym nie ma.

Tak więc bracia Kaczyńscy będą mieli swoją tablicę, na fotografiach ze strajku, opublikowanych w ostatnim numerze pisma związkowego „Rozwaga” są postaciami pierwszoplanowymi, a to dopiero początek. Zapewne niebawem poznamy kolejne, tajemne strony ich bohaterskiej działalności. Trzeba przyznać, niezła zabawa historią…

Prof. Joanna Penson napisała wstrząsający list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Ta 96-letnia lekarka i wykładowca akademicki, więźniarka Ravensbruck, a także działaczka pierwszej „Solidarności”, uważa, że to Kaczyński inspiruje ataki na Lecha Wałęsę. – „To Pan stoi za oszczerczymi atakami na przywódcę sierpniowego strajku, na historycznego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, na laureata Pokojowej Nagrody Nobla, na rozpoznawalną na całym świecie ikonę polskiej bezkrwawej i zwycięskiej rewolucji. (…) Nie chcę wnikać w Pańskie motywacje. Domyślam się jedynie, że są one, niestety, osobiste” – czytamy w liście.

Była działaczka „S” przypomina, że Kaczyński zabiegał o przychylność Wałęsy w 1989 r. i pozował z nim do zdjęć. – „Wielokrotnie słyszałam z Pana ust peany na temat mego szefa: że to „obok Papieża najsłynniejszy w świecie Polak”, „prawdziwy lider obdarzony genialną intuicją” i „oczywisty kandydat na prezydenta Polski”.

Dziś prof. Penson uważa, że prezes PiS chciał sterować Wałęsą i dlatego zabiegał o jego względy. – „Dopóki Wałęsa wpisywał się w pańskie polityczne kalkulacje, był wielki i nie było żadnej sprawy tzw. Bolka. Z chwilą, gdy prezydent Lech Wałęsa zwolnił Pana ze swej kancelarii, skierował Pan przeciw niemu te same oskarżenia, którymi wcześniej szantażował Lecha gen. Czesław Kiszczak. Pan i Pana współpracownicy od lat prowadzicie bezprecedensową nagonkę na niego jako „agenta bezpieki”. Palił Pan jego kukłę pod Belwederem, wołał „Bolek do Moskwy”. A pod II bramą stoczni opowiadał Pan, że stoi tam, gdzie kiedyś, a ci, których Pan nie lubi, stoją tam, gdzie stało ZOMO. Nie wiem zresztą, gdzie Pan stał w sierpniu 1980 r. Byłam w Stoczni Gdańskiej przez cały strajk, ale nigdy Pana nie spotkałam”.

Prof. Penson wzywa Kaczyńskiego do zaprzestania ataków na Lecha Wałęsę i niekreowania „nowych, własnych bohaterów” Sierpnia’80.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym podatku Morawieckiego, bodaj najbardziej dewastującym finanse.

W rządzie PiS obowiązuje już prawo Gowina, które z grubsza polega na tym, że publicznie puszcza się farbę, a następnie wyplątuje się z tego, lecz farba jest jeszcze bardziej paskudna, bo zaprzeczając brnie się w kłamstwo. Gowin wygłasza coś ex katedra, a później siebie dementuje. Tak jest z Polexitem, który będzie konsekwencją niestosowania się do prawa europejskiego, do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o którym Gowin powiedział, że jeżeli będzie niekorzystny dla rządu PiS, to po prostu rząd zignoruje orzeczenie TSUE.

Bardziej skomplikowane jest prawo Morawieckiego, które da się opisać na przykładach. Jeden z takich przykładów dotyczy okresu, gdy Mateusz Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK (Santander). W nim wykuwało się prawo Morawieckiego. Polega ono na tym, że klientowi wciska się pożyczki np. we frankach szwajcarskich, których oprocentowanie gwałtownie rośnie z powodu zmiany kursu. Pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać długu i bywa, że popełniają samobójstwo, jak to się stało z mężem pani Barbary Husiew, która publicznie nazwała Morawieckiego kłamcą i banksterem.

Jest to bardzo delikatnie powiedziane, bo gdyby Morawiecki był rzeczywiście chrześcijaninem, to zasuwałby na kolanach w pielgrzymce do Santiago de Composteli i zniknął z życia publicznego na zawsze, w ten sposób się rechrystianizując. Ale on będzie wciskał Polakom inny kit, inne franki szwajcarskie.

Morawiecki chce wszystkim Polaków wcisnąć Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). O tych najnowszych „frankach szwajcarskich” powiedzą więcej fachowcy, ale już z daleka zalatuje od nich bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie. Waniajet pogłębionym prawem Morawieckiego.

Od lipca przyszłego roku wszyscy pracujący mają z pensji wpłacać przynajmniej 60 zł (w zależności od wysokości pensji) na PPK, które to pieniądze będą służyły do wyższej emerytury. Piszę o tym z grubsza. W komunikacie Ministerstwa Finansów napisano, iż jest to program dobrowolny, co jest kłamstwem, bo pracodawcy będą mieli obowiązek wpłat, które w przeciągu 10 lat mają osiągnąć wysokość 35 mld zł.

Uśmieliście się? Tak! To kolejny podatek, bo ten kapitał gromadzony przez fachowe instytucje będzie nadzorowany przez państwo. Czyli Morawiecki zamyśla, że będzie można zrobić z nim tak, jak z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), z którego bezprawnie rząd wyda 4,6 mld zł. Jest to złodziejstwo państwa z prywatnej kieszeni asekuracyjnej.

Kasa państwa została przez rząd pisowskich wydrenowana i na siłę Morawiecki szuka szmalu do kolejnych populistycznych rozdawnictw, a oprócz tego widać, iż nie zamierzają oddać władzy przez co najmniej 10 lat, w tym czasie Polska wypadnie z Unii Europejskiej i będą mogli sobie uprawiać zamordyzm nas wszystkich.

Prawo Morawieckiego wykute na kredytach frankowych zatem rozszerzone ma zostać na wszystkich Polaków. Wcześniej skończyło się samobójstwem Husiewa, a teraz może dotknąć wszystkich Polaków.

Należy więc dla naszego bezpieczeństwa, póki jeszcze czas wysłać Morawieckiego na pielgrzymkę do Composteli, aby się rechrystianizował. Przez 10 lat obróci z 10 razy, bo inaczej ten człowiek puści nas z torbami – i to przed upływem 10 lat.