Tag Archives: Sieci

Strach prawicy przed Tuskiem

Zwykły wpis

W ostatnich dniach „Rzeczpospolita” zasugerowała w jednej ze swoich publikacji, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego opozycja może zjednoczyć się jeszcze bardziej niż przed wyborami samorządowymi i jako „blok demokratyczny” wystartować pod patronatem obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

Prawicowe media zareagowały na tę wieść histerycznie i straszą powrotem byłego premiera do Polski. „Boże, chroń nas przed Tuskiem” – wznosi modły na okładce „Do Rzeczy”. „Wraca koszmar” – ubolewa z kolei tygodnik „Sieci”. Na pewien szczegół z okładki tego drugiego tygodnika zwrócił uwagę naczelny „Newsweek Polska” Tomasz Lis.

Z wiekiem człowiek raczej siwieje, ale na okładce tygodnika „Sieci” Donald Tusk wyraźnie… zrudział.

„Karnowscy pytają na okładce jak PiS może zatrzymać Tuska i samą okładką podsuwają wyrafinowany i wręcz genialny pomysł – można mu pofarbować włosy na rudo” – komentuje Lis.

To nie pierwszy raz, gdy kolor włosów staje się elementem publicznej debaty. Wiosną, gdy Donald Tusk skrytykował rządy PiS, w „Wiadomościach” TVP wyciągnięto starą rozmowę Aleksandra Kwaśniewskiego i Ryszarda Kalisza. „Jest wyjątkowo mściwy. Jest rudy i mściwy” – mówił o Tusku były prezydent.

Prawicowe media zareagowały histerycznie na wieść, że Donald Tusk wraca, straszą powrotem byłego premiera do Polski.

Depresja plemnika

Tydzień rozpocznie się od kolejnej taśmy. Ale PiS liczy na to, że aferę KNF uda się przeczekać, jeśli jej treść nie okaże się kolejną sensacją.

Mecenas Roman Giertych zapowiedział w poniedziałek złożenie do prokuratury kolejnego nagrania, tym razem z lipca bieżącego roku. To rozmowa Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim i innymi przedstawicielami KNF. „Na taśmie słychać i widać (to nagranie video), jak przedstawiciele urzędu państwowego bez żenady potwierdzają, że wiedzą o planie przejęcia banku za złotówkę” – napisał na Facebooku, określając całe nagranie jako „Taśmę numer 2″, Giertych. Zaznaczył jednak, że wbrew plotkom rozmowa Leszka Czarneckiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim nie została nagrana.

To właśnie tej taśmy najbardziej obawia się PiS. Jak wynika z naszych rozmów, przyjęta strategia na Nowogrodzkiej to próba przeczekania sprawy. Politycy PiS liczą na to, że jeśli zawartość kolejnej taśmy i wszystkich następnych nie będzie sensacyjna, to ta strategia się sprawdzi. Zwłaszcza że w PiS…

View original post 3 283 słowa więcej

Prezesie PiS, wygląda na to, że władza wam się rypła

Zwykły wpis

W piątek do siedziby PiS przy Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński wezwał premiera Mateusza Morawieckiego i inny drobiazg partyjny, zrobił burzę mózgów: jak wybrnąć z afery Komisji Nadzoru Finansowego, mimo że przewodniczący Marek Chrzanowski podał się do dymisji.

Politycy PiS jak kibice polskiej reprezentacji po przegranym meczu śpiewają chórem: „Polacy nic się nie stało, hej, hej”. Ale to zabijanie się pod pachami nikogo nie przekonuje.

Tym bardziej, że Roman Giertych ma inne niespodzianki, a te powodują, że nastroje w PiS są minorowe. W poniedziałek media będą się karmić zapisem wideo z Chrzanowskim i podobnymi mu z KNF. Wygląda, że to będziemy mieli do czynienia z kolejnym wariantem metody wiceszefa PiS Adama Lipińskiego, który swego czasu chciał skaperować Renatę Beger z Samoobrony, ale ta korupcję pisowskiego polityka nagrała i sprawa się rypła.

Przy okazji dowiadujemy się, kto to jest zacz ten Chrzanowski. Wychodzi, iż to ambitny człowiek, nie nazbyt profesjonalny, który po kumotersku zaczął robić karierę za sprawą Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Nie ma co jednak ironizować, bo wiarygodność całej branży bankowej została podkopana, a zatem i depozytariuszy banków. Po dymisji Chrzanowskiego winny nastąpić następne i także odejść Glapiński oraz Zdzisław Sokal. To znaczyłoby, iż państwu polskiemu zależy na stabilności sektora bankowego.

PiS jest jednak do samych trzewi skorumpowany, raczej nikogo nie powinno to dziwić. Strach zagląda im w oczy, bo wszystko zaczyna się sypać. Drżenie łydek jest aż nazbyt widoczne.

Jak boją się opozycji widać po okładkach dwóch najważniejszych tygodników prawicowych „Sieci” i „Do Rzeczy”. Obydwa periodyki na okładkach umieściły Donalda Tuska, a jedna nawet odwołuje się do porządku z nie tego świata „Boże, chroń nas przed Tuskiem”.  Zawołanie z okładki rozbierając logicznie może świadczyć, iż wielkość Tuska jest rzędu Boga, który jednak jako ich Pan ześle na PiS Pana Tuska.

Nie trzeba było grandzić, aby teraz się modlić, na nic kierkegaardowskie „bojaźń i drżenie”. W KNF korupcja się rypła, czekamy wszyscy z utęsknieniem, aby partii  Kaczyńskiego władza się rypła na amen.

>>>

PiS zaprowadził bagno prawne. Sąd Najwyższy próbuje Polskę z tego wyprowadzić

Zwykły wpis

Sąd Najwyższy wystosował kolejne cztery pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Są one tożsame z pierwszymi pytaniami sądu do TSUE, z 2 sierpnia. Dotyczą zasady nieusuwalności sędziów, niezawisłości i niezależności sądów jako zasad prawa unijnego oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek – informuje portal Onet.

Jednocześnie SN wniósł do TSUE o zastosowanie trybu przyspieszonego oraz o połączenie tej najnowszej sprawy z pytaniami sądu z początku sierpnia. Przypomnijmy – pisaliśmy o tym niedawno – że pytania z sierpnia, nie uzupełnione przez SN upadłyby przed TSUE, bo ZUS wycofał z SN swoją skargę. – „ZUS próbował zaszachować SN. Próżne nadzieje” – skomentował jego działania prezes „Iustitii” Krystian Markiewicz. Uważa, że akcję ZUS należałoby zbadać pod kątem złamania prawa.  „Można je uznać za ewidentne obejście przepisów” – ocenił w rozmowie z portalem. – „Do tej pory o każdą złotówkę walczyli jak lwica, a tu nagle odpuszczają?” – pytał retorycznie dziennikarzy Onetu. „Za pomocą fundamentów prawa, czyli pytań prejudycjalnych, Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z tego bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy” – podkreśla Markiewicz. – „Aparat państwa, którego częścią jest ZUS próbował to uniemożliwić” – kwituje prezes „Iustitii”.

Poseł PiS i członek sejmowej Komisji Ustawodawczej, Arkadiusz Mularczyk ma inne zdanie w tej sprawie – uważa działanie sędziów SN za naganne. I nie zawahał się wytoczyć armat. – „To jest próba wojny hybrydowej z rządem, dążenie do konfrontacji” – wystrzelił. Decyzję SN określił jako”zmierzającą do anarchizacji prawa” . Ale to nie wszystko. Zaatakował środowisko sędziowskie w stylu charakterystycznym dla swojej partii. „Widać wyraźnie, że ma to związek z brakiem woli grupy sędziów, by podporządkować się obowiązującym przepisom prawa – podkreślił Mularczyk. – „Możnaby to nazwać próbą tworzenia „sędziokracji”, poprzez tworzenie jakichś nowych praktyk prawnych, które de facto nie istnieją” – kwituje. Tymczasem jeśli TSUE przychyli się do dzisiejszego wniosku SN i zechce połączyć sierpniowe pytania SN z tymi zadanymi dziś, nie jest wykluczone, że utrzyma się lutowy termin rozprawy unijnego Trybunału w tej sprawie, czytamy w portalu.

Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy.

Holtei

Premier i prezydent ogrzewają się w cieple mistrzów świata w siatkówce. Tymczasem, na krótko przed triumfem Polaków, sponsorujący siatkówkę PKN Orlen wycofał się ze sponsorowania Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ustaliła Gazeta.pl. Wcześniej wypowiedział też umowę dotyczącą rozgrywek ligowych.

>>>

A tak wyglądało to rok temu.

Polska siatkówka straci dużo pieniędzy. Dwie państwowe spółki wycofują się z finansowania

11.09.2017

Pupuiśne gęby Dudy i Morawieckich ustawiają się do zdjęcia, bo inni wykonali ciążką pracę.

Lewizna polityczna PiS.

>>>

Błażej Wojnicz ma zostać powołany na stanowisko wiceministra obrony narodowej – informuje „Rzeczpospolita”. To człowiek blisko związany z Antonim Macierewiczem i Bartłomiejem Misiewiczem. O jego błyskawicznej karierze w artykule „Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej”.

Wojnicz długo nie zagrzał miejsca w PGZ. Był prezesem tej spółki zbrojeniowej tylko przez rok. Został odwołany po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Teraz Wojnicz ma zastąpić Sebastiana Chwałka – wiceministra MON. Odpowiadał za modernizację armii i wojskową…

View original post 4 470 słów więcej

Dudy moc truchleje

Zwykły wpis

Andrzej Duda w wywiadzie dla „Sieci” chwali się, że za jego sprawą Polska zyskuje moc, taki zresztą jest tytuł wywiadu, wybity na okładce. Tę moc zyskuje dzięki wizycie w Białym Domu, bo prezydent powołuje się głównie na Trumpa, który zaliczył go (jako reprezentanta Polski) do ” kluczowych partnerów strategicznych USA”.

Z tej mocy Duda nawet nie mógł znaleźć krzesła w Gabinecie Owalnym, aby się posadowić obok „strategicznego partnera”. Bracia Karnowscy stawiają głowie państwa bardzo obłe, owalne pytania, które czynią wywiad nieinteresujący, niewart czasu na czytanie. Ale jedno pytanie jest najważniejsze, cały wywiad poprzez nie nabiera kolorów, tym interesownym bliźniakom bodaj o to chodzi. Pytanie dotyczy reelekcji. I ono ma moc, zdradza sympatie Karnowskich, gdzie lokują swoje nadzieje: „Nie czytał pan prezydent tych plotek o ewentualnym starcie premiera Morawieckiego w wyborach prezydenckich?”

Duda się wije jak piskorz: „Media co chwila o to pytają, spekulują, taka jest wasza rola”. Po czym z tej mocy prezydent błaga: „Błagam, zatrzymajmy się w tych publicystycznych dywagacjach”.

Bracia Karnowscy, jak Trump, zostawiają Dudę w „strategicznej” pozycji, stojącego z mocy – i wywiad toczy się dalej gładko. Ale na innej kolumnie tygodnika „Sygnalista nadaje” przyłbica jest podniesiona i bez owijania w bawełnę zostało napisane: „Zdaniem »Faktu« obecny premier Mateusz Morawiecki może być kandydatem PiS na prezydenta. W takim scenariuszu Andrzej Duda nie dostałby poparcia macierzystej partii. Rzeczywiście taka plotka od dość dawna krąży po Warszawie. Ale to scenariusz bardzo ryzykowny. Bo w Pałacu Prezydenckim stawiają sprawę jasno: jeśli PiS nie wystawi Dudy, to on i tak wystartuje.”

Duda może się pocieszać, że on z tej mocy stoi, bo Morawiecki wygląda, jakby leżał. Raczej cios, jaki zadała Morawieckiemu taśma z afery podsłuchowej, nie wyszedł z Kancelarii Prezydenta, nie można jednak tego wykluczyć, bo w walce o stołek prezesa mógł Duda zawrzeć przymierze ze Zbigniewem Ziobrą i Mariuszem Kamińskim, wszak tego ostatniego ułaskawić z wyroku trzech lat więzienia.

Morawiecki dostaje następne ciosy na głowę. Leżący premier dostaje po raz drugi od Sądu Najwyższego, który wydawało się, że został ograny. Za wcześnie te wszystkie fanfary w PiS, gdy ZUS w Jaśle wycofał skargę do Sądu Najwyższego, a ten sformułował na tej podstawie pytania prejudycjalne do Trubunału Sprawiedliwości UE. Sąd Najwyższy obchodzi sztuczkę ZUS i zadaje TSUE te same pytania, ale w oparciu o inną sprawę, już bez ZUS-u. Prosi o połączenie tych spraw i zastosowanie trybu przyspieszonego, który tryb ta pierwsza sprawa już ma.

Jakby tego było mało Morawiecki dostaje plombę od Junckera i Timmermansa, którzy w imieniu Komisji Europejskiej składają do TSUE skargę w sprawie Sądu Najwyższego, a tak naprawdę w sprawie niepraworządności. W tym ostatnim wypadku mamy do czynienia zdecydowanie w czymś groźniejszym, z możliwościami sankcji finansowych, które mogą zostać nałożone na Polskę. Morawiecki leży, wcale nie na ringu, ale w klatce sportów walki i okłada go bynajmniej nie Duda.

Duda z Błaszczakiem polecieli na antypody po złom

Zwykły wpis

Z 6-dniową wizytą leci do Australii 60-osobowa delegacja z Dudą i Błaszczakiem na czele. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski chwalił się dzisiaj, że jednym z jej efektów ma być „podpisanie listu intencyjnego na zakup fregat rakietowych typu Adelaide, które mają wzmocnić polską Marynarkę Wojenną”.

Okazuje się jednak, że jeden z tych okrętów ma zostać… zatopiony u wschodnich wybrzeży Tasmanii. Jak poinformowało ministerstwo obrony Australii, które cytuje TVN 24, jedna z wycofanych ze służby fregat typu Adelaide, ex-HMAS Darwin, „po długiej i znakomitej służbie dostanie nowe życie jako wrak dla nurków”. Strach pomyśleć, w jakim stanie są pozostałe dwa, które chce kupić Duda z Błaszczakiem…

O dziwo – zakupowi używanych fregat przeciwny jest pisowski minister gospodarki morskiej, choć podaje inny powód. – „Nie zgadzamy się z tym, aby pozyskiwać stare jednostki australijskie i w ten sposób hamować proces budowy w polskich stoczniach nowych okrętów obronnych. My stoimy na niezmiennym i jednoznacznym stanowisku, że okręty wojenne powinny być budowane w Polsce” – powiedział Marek Gróbarczyk w rozmowie z Portalem Stoczniowym. Nie do końca wiadomo, kogo ma na myśli, używając liczby mnogiej w swojej wypowiedzi, ale długo ministrem może już nie być…

Chodzi o sprzeczności w zeznaniach posłów PiS, których pytano o przeniesienie posiedzenia Sejmu do Sali Kolumnowej. – „Sąd Rejonowy w Radomiu rozpozna sprawę zażalenia prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa dot. złożenia fałszywych zeznań przez 233 świadków w postępowaniach dot. posiedzenia Sejmu RP w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 r.” – poinformowało biuro prasowe Sądu Najwyższego.

Prokuraturę o podejrzeniu składania fałszywych zeznań przez posłów PiS powiadomił sędzia Igor Tuleya. Stwierdził, że prokuratura nie wyjaśniła, z jakiego powodu, kiedy i kto podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej. Podkreślał rozbieżności w zeznaniach posłów PiS. Powoływał się m.in. na kluczowe zeznania posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. – „Pani świadek Pawłowicz zeznaje: „O tym, że tam mogą odbyć się obrady mówiono już od rana tego dnia; wiem, że ta sala była też od rana przygotowywana pod ewentualne obrady Sejmu. O tym, że obrady mogą być w Sali Kolumnowej wiedziałam na pewno już koło południa tego dnia. Była to w mojej ocenie wiedza powszechna dla posłów, którzy byli w Sejmie”. Zapewne dla posłów partii rządzącej” – mówił sędzia Tuleya. Więcej w artykule „Czy Kaczyński i Piotrowicz składali fałszywe zeznania w sprawie obrad w Sali Kolumnowej?”.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Zażalenie od tej decyzji złożył prezes warszawskiego Sądu Okręgowego. Miał je rozpatrzyć Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, ale złożył wniosek do SN o przekazanie tej sprawy do innego sądu równorzędnego. Mokotowski sąd uzasadnił, że jest jednostką bezpośrednio podległą administracyjnie Sądowi Okręgowemu. – „Fakt ten rodzić może obawę, że decyzja sądu wydana po rozpoznaniu zażalenia, w opinii publicznej może być uznana za pozbawioną obiektywizmu właśnie wobec istniejącej podległości służbowej” – napisano w uzasadnieniu. SN przekazał więc sprawę do rozpatrzenia Sądowi Rejonowemu w Radomiu. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze atakach prawucy na Balcerowicza.

Bracia Karnowscy polują na autora polskiego cudu gospodarczego lat 90.

Na okładce propagandowego biuletynu „Sieci” z zeszłego tygodnia, wydawanego przez braci Karnowskich, widzimy twarz Leszka Balcerowicza i napis „Nasze śledztwo. Wiemy, kto brał kasę z GetBack. Za wykład na GetBack Forum Bussiness wziął 89 tys. zł”. Sugestia jest oczywista. Od razu trzeba też dodać: suma jest nieprawdziwa, grubo zawyżona.

To nie pierwszy przypadek, kiedy autor polskiego cudu gospodarczego lat 90. jest cynicznie i z premedytacją wmontowywany w aferę GetBack – firmy powiązanej z obozem „dobrej zmiany”. Próbując odwrócić uwagę od związków z aferą swoich ludzi, Karnowscy wmawiają opinii publicznej, że na GetBack wzbogacił się Balcerowicz. Ta brudna kampania kłamstw i oszczerstw zaczęła się w maju od artykułu Marka Pyzy, który zarzucił byłemu wicepremierowi „promowanie GetBack”. A to dlatego, że jesienią 2017 wygłosił odczyt na konferencji zorganizowanej przez tę firmę.

Publiczne wystąpienia po końcu kadencji to normalna praktyka

Byli politycy, ministrowie, premierzy, prezydenci – po zakończeniu kadencji i odejściu z urzędu – mają zgromadzony kapitał popularności i autorytetu, co pozwala im kontynuować misję w formie publicznych występów i udziału w różnego rodzaju gremiach, think tankach, komitetach. Wielu z nich zakłada fundacje, finansuje stypendia i granty, wygłasza odczyty na konferencjach i wykłada w szkołach wyższych.

Część z tej działalności odbywa się na zasadach komercyjnych – nie jest niczym dziwnym, że Barack Obama czy Bill Clinton, Lech Wałęsa czy Aleksander Kwaśniewski, Joschka Fischer czy Francois Hollande przyjmują zaproszenia od różnego rodzaju podmiotów publicznych, firm, koncernów, uczelni i za honorarium udzielają wykładów. Na ogół każdy z tych polityków ma ustalone stawki za występ i specjalne biuro, które się tym zajmuje.

To absolutny elementarz. Taka praktyka jest światową normą i osoba, która tego nie wie (albo udaje, że nie wie) jest albo skrajnym ignorantem, albo człowiekiem złej woli, celowo wprowadzającym innych w błąd. Przypadek Marka Pyzy, funkcjonariusza aparatu propagandy ze stajni braci Karnowskich, mieści się w tej drugiej kategorii.

26 maja Pyza opublikował na portalu wpolityce.pl tekst poświęcony odczytowi, jaki Leszek Balcerowicz wygłosił jesienią ubiegłego roku na konferencji GetBack Business Forum 2017 w Łodzi. Pyza napisał: – „Wystąpienie Balcerowicza nosiło tytuł „Dług państwa, dług przedsiębiorstw i wpływ na makroekonomię”. Po nim nastąpiła sesja Q&A (Questions & Answers – możliwość zadawania pytań ekspertowi)”. Pyza zasugerował, że gdyby powołano komisję śledczą do wyjaśnienia afery GetBack, Balcerowicz powinien być wezwany do złożenia zeznań: – „W czasie obrad komisji śledczej profesor na pewno chętnie opowiedziałby, co mówił na tej imprezie, czy wychwalał obligacje GetBack, jakie są jego relacje z Konradem Kąkolewskim, b. prezesem spółki, przez którą swoje oszczędności straciły tysiące Polaków, no i na ile wycenił swoje usługi promowania GetBack”.

Balcerowicz wysyła replikę, Karnowscy jej nie publikują

Stwierdzenie, że przyjęcie zaproszenia do wygłoszenia odczytu na konferencji jest „usługą promowania GetBack” właściwie kwalifikuje się do sądu. Choć z drugiej strony nie dziwię się byłemu wicepremierowi, że nie złożył pozwu – procesowanie się z ferajną braci Karnowskich przypomina taplanie się w łajnie i żaden normalny człowiek nie ma na to ochoty.

Balcerowicz wysłał jednak replikę do Marzeny Nykiel, figurantki Karnowskich, która w ich imieniu zarządza propagandowym portalem wPolityce.pl. Oto treść tej repliki, zatytułowanej „Normalność przedstawiana jako patologia”:

„Moja działalność zawodowa polega m.in. na wygłaszaniu wykładów w kraju i za granicą. Ogromną większość z nich przedstawiam w trybie akademickim, pozostałe – za pośrednictwem mego agenta, do którego trafiają komercyjne oferty firm i innych organizacji z kraju i z zagranicy, zainteresowanych spotkaniem ze mną. Zwykle polegają one na moim wykładzie dla pracowników i klientów zamawiającego i następnie dyskusji. To jest normalna praktyka na Zachodzie w przypadku osób, które niegdyś pracowały w sferze publicznej, a których poglądy w dalszym ciągu budzą zainteresowanie.

Tak było i w przypadku GetBacku, dla którego pracowników i klientów – w opisanym trybie, przedstawiłem 12 października 2017 wykład – na grubo, zanim jakiekolwiek informacje nt. problemów finansowych tej firmy pojawiły się w sferze publicznej. Komisja Nadzoru Finansowego przedstawiła swoje pierwsze reakcje na ten temat w kwietniu br.! Na tym tle tekst Marka Pyzy z dn. 26 maja, w którym m.in. insynuuje on, że mogłem wychwalać obligacje GetBacku, jest prymitywną i podłą insynuacją. Pominę już nawet jego grubą ironię nt. mojej działalności publicznej.

Wedle moich standardów M. Pyza, próbując w insynuacyjny sposób powiązać mnie z późniejszymi problemami GetBacku, łamie normy elementarnej przyzwoitości. Czy wybryk M. Pyzy jest zgodny ze standardami, jakie wyznaje redakcja wPolityce?”.

Oczywiście Nykiel odmówiła opublikowania tego tekstu, co należy rozumieć jako odpowiedź twierdzącą na powyższe pytanie: tak jest, insynuacje i oszczerstwa Pyzy są zgodne ze standardami, jakie wyznaje redakcja wPolityce.pl. Późniejsza publikacja i okładka papierowego tygodnika „Sieci” są tego dodatkowym potwierdzeniem.

Kaczyński bez żadnego trybu chce być dyktatorem

Zwykły wpis

>>>

Opowiastka radiowa.

Profesor filozof prawa i wykładowca na Uniwersytecie w Sydney, bardzo krytycznie ocenił w „Faktach po Faktach” obecną sytuację w Polsce.

Komentując parafowanie przez Dudę nowelizacji ustawy między innymi o ustroju sądów, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa i prokuraturze stwierdził:

„Wydaje mi się, że system już został domknięty. Jeżeliby tak stworzyć katalog rzeczy dotyczących polskich instytucji, to właściwie wszystkie już zostały skolonizowane przez władzę, która zachowuje się jak okupant w tym kraju.”

Dalej wyjaśniał: „Najpierw wyłączony został Trybunał Konstytucyjny, aby wszystkie inne ustawy mogły przechodzić bez względu na ich niekonstytucyjność, potem zabrano się za prokuraturę, komisje wyborcze, sądy powszechne, Krajową Radę Sądownictwa, i teraz Sąd Najwyższy.

Tak naprawdę to chyba nic już nie zostało” – podkreślił.

Nazywając większość parlamentarną „członkami zorganizowanej grupy przestępczej, która rozmontowała polską demokrację”, Sadurski zaliczył do niej prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego, który – jak stwierdził – „zachowuje się jak herszt gangu”, jego głównych przedstawicieli w parlamencie, rząd i prezydenta.

Powiedział, że widzi teraz już tylko dwie ważne instytucje, które PiS mógłby jeszcze „skolonizować”. „To jest Rzecznik Praw Obywatelskich, za którego jakoś się na razie nie zabierają” – tłumaczył. „Druga ważna instytucja to są media prywatne” – dodał.

Profesor Sadurski nie wykluczył kolejnych nowelizacji ustaw w związku ze zmianami w Sądzie Najwyższym. „Oni mogą wszystko. Dlatego muszę powiedzieć, że ta dzisiejsza decyzja prezydenta [o podpisaniu ustaw – przyp.red.] jest naprawdę tak bardzo smutna.” Dodał, iż miał nadzieję, że prezydent „będzie chciał coś zrobić, żeby uchronić się od tej hańby”.

Wyrażając swoją opinię na temat głowy państwa powiedział: „To jest postać tragikomiczna, komiczna – jeśli chodzi o jego charakter, ale tragiczna dla Polski, bo nie mamy prezydenta po prostu”.

>>>

Profesor podkreślił, że „wszyscy poprzednicy Andrzeja Dudy jednak realizowali funkcje, jakie ich pozycja konstytucyjna im daje”, korzystali także z weta w sytuacji, gdy ustawa była przyjmowana większość parlamentarną, z której się wywodzili. Duda – jak ocenił – skorzystał w ważnej sprawie z weta tylko raz, gdy nie spodobały mu się szerokie uprawnienia, jakie przypisał sobie w ustawie o KRS i Sądzie Najwyższym minister sprawiedliwości.

Oceniając „wpadkę” z referendum profesor Sadurski stwierdził, że senatorowie Prawa i Sprawiedliwości „tak naprawdę mu pomogli, dlatego że uratowali go przed takim długim, bolesnym samoośmieszaniem się aż do listopada przyszłego roku”.

Sędzia Wojciech Łączewski wysłał do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez autorów tekstu w tygodniku „Sieci”, a także przez Zbigniewa Ziobrę. Według sędziego „powinien on wszcząć z urzędu postępowanie, które sprawdziłoby w jaki sposób ujawniono tajne materiały z prowadzonego śledztwa”.

Chodzi o artykuł, który opisuje proces Mariusza Kamińskiego i szefów CBA. Wojciech Łączewski był sędzią w tej sprawie, przez co został celem numer jeden partii PiS.

Dziennikarze zarzucili Łączewskiemu, że proces „był ustawiony” powołując się na rzekomą znajomość sędziego z Piotrem Niemczykiem, byłym wiceszefem UOP, dzisiaj współpracującym z PO. W tekście pojawiły się, zdaniem Łączewskiego, liczne pomówienia i oskarżenia, a także podane zostały tajne fakty związane ze śledztwem.

Jak dowiadujemy się z Wirtualnej Polski, dziennikarze tygodnika mieli bezprawnie rozpowszechnić informacje ze śledztwa, jeszcze zanim poznał je sąd. Na dodatek sędzia zarzuca gazecie pomówienie, „które może poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska”.

„Prokuratura (…)przestała jawić się jako instytucja stojąca na straży praworządności, a stała się narzędziem umożliwiającym walkę z osobami uważanymi za przeciwników” – napisał w uzasadnieniu sędzia.

Sędzia Łączewski nie pierwszy raz musi mierzyć się z konsekwencjami skazania Kamińskiego. Głośno było o tym, że nieznani sprawcy odkręcili koła w jego samochodzie, strzelali do szyby pojazdu z wiatrówki, a funkcjonariusze CBA oskarżali go o łapówkarstwo.

Po Kaczyńskim pozostanie ocet i to stężały

Zwykły wpis

Jarosław Kaczyński jest w takim stanie fizycznym, jakim jest. Po wyjściu ze szpitalu stać go było tylko na najkrótsze w karierze wystąpienie i to po ciężkiej pracy wizażystki (te ostatnie i kierowcy limuzyn zdają się być najbliższymi osobami wielu polityków PiS).

Kaczyński na swój koniec kariery politycznej jest zdeterminowany, aby Polskę pogrążyć, bo cóż innego mu pozostaje. Nie potrafił niczego zbudować, jedynie przez całą polityczną karierę destruował, burzył, niszczył. Takie ma negatywne talenty i w tym może być nazwany geniuszem – geniuszem zniszczenia.

Czasami uciekam się do porównania go z Breżniewem, bądź Gierkiem, ale to błąd. Breżniew był podtrzytmywany przy życiu, ale coś po nim zostało, tak samo jak Gierek, który zapożyczył kraj, zrujnował kasę państwa, ale pozostały po nim socjalistyczne budowy, oprócz octu.

Co pozostanie po Kaczyńskim? W ciągu trzech lat budżet – mimo koniunktury na świecie i odziedziczenia po poprzednikach dobrze (a może nawet świetnie) prosperującej gospodarki – ma największe zadłużenie w historii, które – dane na koniec marca – wynosi bilion zł, dokładnie 989 miliardów 179,3 miliona zł.

Po Kaczyńskim zostanie więc jedynie ocet. O tym mówi w wywiadzie dla „Sieci”. Prezes PiS zdecydował się na zderzenie z Komisją Europejską, żadnego kompromisu z KE nie będzie: „Komisja Europejska nie złamie polskiej woli dokończenia reformy, bo to jest albo-albo. Jeśli nie zreformuje się sądownictwa, inne reformy mają mały sens, gdyż prędzej czy później zostaną przez takie sądy, jakie mamy, zanegowane, cofnięte”.

Taka postawa musi skończyć się Polexitem, bo Unii Europejskiej nie stać na to, aby jej członkiem było państwo autorytarne – czyli kraj o obcej dla Zachodu kulturze politycznej. W reformie sądów wszak chodzi o to, aby je upartyjnić, a tym samym pod fasadą demokracji nie pozwolić PiS-owi na przegranie wyborów.

Już jesteśmy na marginesie Unii Europejskiej, grozi nam nowa Jałta, gdy Trump dogada się z Putinem, co do strefy wpływów. A gdy zostaniemy wykluczeni z UE, Polskę spotka taka sama geopolityczna samotność, jak sanację w latach 30-tych ubiegłego stulecia.

Na taki autorytaryzm liczy Kaczyński i podobną grę prowadzi jego prawdopodobny następca – Morawiecki. Polska anachroniczna, bez przyjaciół, wracająca do tradycji kołtunów.

W głowie XXI-wiecznego Polaka nie mieści się, że premier i jego niemal cały gabinet jedzie na Jasną Górę, aby złożyć hołd Rydzykowi i klerowi. Akt hołdowniczy w formie listu od prezesa został odczytany przez ministra obrony Błaszczaka: „Jestem święcie przekonany, że jesteście jednym z filarów, na których wznosi się gmach wiary, polskości i patriotyzmu”.

Kaczyński ponadto wyraził nadzieję, iż „by jak najwięcej polskich serc kochało Pana Boga i Polskę, aby ta miłość rosła i tężała z pokolenia na pokolenie”. Mało mu octu, który po sobie pozostawia i jedynie go tworzy, to jeszcze chce octu stężałego. O, w mordę!