Tag Archives: Senat

Pisista profesor pluje na naszą historię

Zwykły wpis

Panie Andrzeju Zybertowicz,

ze zdumieniem wysłuchałem Pańskich ostatnich wystąpień, a szczególnie tego w programie TVN „Kropka nad i” i nie mogę nie zadać Panu prostego pytania. Jak Pan może poniżać legendę polskiej Solidarności? Człowieka, który, mimo że było wokół niego wielu światłych, wykształconych ludzi, to tylko on miał tyle odwagi, aby stanąć na czele narodowego zrywu demokratycznego, aby zburzyć po jałtański porządek w Europie.

Jakie ma Pan prawo, kto je Panu dał, aby atakować Pana Lecha Wałęsę, ikonę wolnej Polski? Czy Pan, właśnie wtedy, kiedy wszyscy tworzyliśmy demokratyczny porządek w Polsce, nie współpracował ze służbami odwrotnego kierunku?

Obśmiewa Pan Pawła Adamowicza, którego obywatele Gdańska wybierali przez 20 lat na swojego prezydenta i dopiero mord polityczny Pańskiej obecnej ideologii przerwał życie tego wspaniałego, ciepłego i oddanego sprawom publicznym bohatera czasu pokoju. Pan, w tym samym czasie zmieniał poglądy, wspierał i doradzał jak zniszczyć konstytucję i sądownictwo w Polsce.

Pozwolił Pan sobie zakpić z ikony dobrego serca Jurka Owsiaka, który poruszył cały świat swoją inicjatywą pomocy charytatywnej, głównie najmłodszym naszym obywatelom. Wyzwolił ludzką inicjatywę na rzecz wspólnoty czynienia dobra. Społecznej pomocy dla anonimowych dzieci i rodzin, wyposażania szpitali w niezbędny sprzęt do ratowania ludzi, z którym to problemem nie umie sobie poradzić wspierany przez Pana rząd ani prezydent.

 

A co Pan, Panie Zybertowicz, zrobił dobrego dla drugiego człowieka?
Nawet nie pytam komu Pan pomógł, ale ilu ludzi Pan obraził, ilu ludzi Pan zaszczuł, na ilu doniósł, ilu skrzywdził?

Panie A. Zybertowicz,

nie jest Pan godny zabierać głos w sprawach tak wielkich Polaków, jak Lech Wałęsa, Jerzy Owsiak czy Paweł Adamowicz. Ma Pan prawo jedynie ich podziwiać, bo nie należy Pan do tej kategorii naszych obywateli. Bardziej niż wielkość dokonań niesie Pan ze sobą wstyd i zgorszenie.

Panie A. Zybertowicz,

czy nie uważa Pan, że od trzech lat obserwujemy upadek wartości, których nośnikiem był tytuł naukowy? Jeśli Pan pozwala sobie na takie prostactwo, jakie zaprezentował podczas wywiadu, to trzeba Panu natychmiast zweryfikować tytuły, jakimi się Pan posługuje. Może należy nakazać, dodawać do tytułu profesor skrót PiS-u, aby każdy wiedział, że nie chodzi o normalnego profesora. Nie zdał Pan egzaminu również jako człowiek i doradca najważniejszego urzędnika w kraju.

Dlatego proponuję, aby Pan zaszył się w gęstwiny puszczy, której jeszcze nie wyrżnęła „podła zmiana”, aby swoim widokiem nie obrażać Polaków.

Panie A. Zybertowicz,

czy zastanawiał się Pan, dlaczego profesorów związanych z obecnym obozem rządowym jest tak niewielu? Myślę, że odpowiedź jest prosta. Ponieważ zdecydowana większość ludzi wykształconych jest po prostu przyzwoitych.

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

PS. Wysyp wystąpień profesorów podłej zmiany miał wczoraj (24.01) swój dzień. Inny naukowiec wyszedł ze studia, kiedy otrzymał pytanie o to, co robi z publicznymi pieniędzmi. Był to minister od kultury i „człowiek wolności” PiS-u.

Depresja plemnika

W nawiązaniu do zaproszenia na spotkanie szef KPRM Michał Dworczyk rozesłał do klubów informację, czego konkretnie mają dotyczyć te rozmowy. Chodzi o zmiany legislacyjne przygotowane w resortach: zdrowia i sprawiedliwości. Zmiany te mają – jak pisze Dworczyk w liście do szefów klubów – „ograniczyć możliwość powtórzenia się gdańskiej tragedii”.

O czym premier chce rozmawiać z szefami resortów

Szef KPRM referuje w liście, że resort sprawiedliwości zaproponował trzy zmiany:

  1. Chce zaostrzenia odpowiedzialności prawnokarnej w przypadku przestępstw najcięższej kategorii: w stosunku do najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu i wolności seksualnej, w stosunku do zorganizowanych grup przestępczych oraz za przestępstwa popełniane z niskich pobudek, np. nienawiści.
  2. Dodatkowo w przygotowanej przez ministra Ziobrę nowelizacji Kodeksu karnego zaproponowano zmianę dyrektywy sądowego wymiaru kary w taki sposób, aby wskazać w nim wprost okoliczności, które sąd ma wziąć pod uwagę przy wymiarze kary (np. niskie pobudki czynu, nienawiść). Okoliczności te będą miały wpływ na karę wymierzoną przez sąd.
  3. Ziobro proponuje również poszerzenie…

View original post 2 527 słów więcej

 

Sąd Najwyższy – Stalingrad PiS, pod którym polegną

Zwykły wpis

>>>

>>>

W ciągu niecałych trzech lat od przejęcia władzy przez PiS Sylwia Ługowska-Bulak, niegdyś „aniołek Kaczyńskiego”, ocieplający wizerunek prezesa PiS, kilkakrotnie dostała od partii rządzącej intratne posady. – „Widać wyraźnie, że „aniołek Kaczyńskiego” dalej pnie się po szczeblach kariery, bez wątpienia decydują o tym jej wszechstronne kompetencje” – ironizował w rozmowie z onet.pl Krzysztof Brejza z PO.

 „I właśnie jak „aniołek” owa pani skacze sobie z jednej chmurki dyrektorskiej na drugą, z posady na posadę w podległych PiS-owi instytucjach” – dodał poseł PO. Wystarczy wyliczyć miejsca, w których do tej pory pracowała Ługowska-Bulak. Tuż po wyborach w 2015 r. zatrudnił ją ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski. „Newsweek” pisał, że kierowała tam nieoficjalną komórką, która sprawdzała konta społecznościowe pracowników resortu. Chodziło o to, by – jak twierdził informator tygodnika – kontrolować ich aktywność w sieci. Krzysztof Brejza, który ujawnił przyznawanie sobie przez rząd PiS wielotysięcznych nagród, potwierdził, że na liście nagrodzonych znalazła się także Ługowska-Bulak. W ciągu dwuletniej pracy w MSZ dostała nieco ponad 23 tysiące złotych premii.

Kiedy Waszczykowski został zdymisjonowany, pani Sylwia „odnalazła się” w gabinecie politycznym ministra zdrowia. Od połowy lipca natomiast jest wicedyrektorem Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego, o czym zdecydował Joachim Brudziński. Instytut zajmuje się organizowaniem szkoleń dla samorządowców, opracowywaniem analiz oraz szkoleniem kandydatów na komisarzy wyborczych.

„Pani Ługowska-Bulak to typowy przykład „pisiewicza”, dla którego charakterystyczne jest awansowanie bez doświadczenia i bez wiedzy. Nie koniec jednak na tym, bo trzeba przecież przypomnieć, że mąż tej pani także pracuje w spółce podległej rządowi. Czyli „rodzina na swoim”, klasyka w wykonaniu PiS” – powiedział Brejza. Mąż pani Sylwii Sebastian Bulak jest zatrudniony w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, nadzorowanej przez władzę centralną. Jako asystent zarządu ŁSSE, w której skarb państwa ma ponad 70 procent udziałów, w zeszłym roku zarobił 103,7 tys. złotych brutto.

PiS bije rekordy dna, bo zawsze od spodu ktoś od nich puka.

Raskolnikow

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w…

View original post 1 170 słów więcej

Duda wraca do kuwety, prezes nie dał zgody na referendum

Zwykły wpis

Senat nie zgodził się na proponowane przez Andrzeja Dudę referendum ogólnokrajowego w sprawie zmian w Konstytucji. Za głosowało 10, przeciw 30, wstrzymało się 52 senatorów. Do wyrażenia przez Senat zgody na przeprowadzenie referendum konieczna była bezwzględna większość głosów, czyli 47 głosów.

Dodajmy, że PiS w 100-osobowym Senacie ma większość – 63 senatorów. Od głosu wstrzymało się 50 senatorów PiS, m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Adam Bielan oraz Jan Maria Jackowski. Za referendum Dudy głosował m.in. Jan Żaryn.

Jeszcze przed głosowaniem senator PO Bogdan Klich mówił: – „Nie będziemy przykładać ręki do inicjatywy, która jest efektem rozgrywki wewnątrz PiS. Prezydent próbuje wzmocnić swoją pozycje, próbuje stać się bardziej widoczny poprzez zgłoszenie takiego wniosku. To nie jest sprawa PO, to jest spór wewnętrzny w PiS. My w tej grze, jaka dokonuje się między prezydentem i jego współpracownikami oraz resztą PiS, nie chcemy uczestniczyć”. Senatorowie PO głosowali przeciw pomysłowi Dudy.

Na Twitterze natychmiast pojawiły się komentarze dziennikarzy. – „Co teraz zrobi pan Duda? Jak to co? To co w takiej sytuacji może zrobić tylko prawdziwie NIEZŁOMNY. Nic” – napisał Tomasz Lis. – „A prezydent uda, że to tylko pada deszcz i podpisze prezesowi wszystkie ustawy. Zakład?” – skomentował Jan Osiecki. – „Nie będzie referendum konstytucyjnego, bo PiS nie poparło wniosku. Ale marszałek Karczewski mówi, że to nie jest porażka PAD tylko sukces. Oby więcej takich sukcesów miał PAD i PiS” – napisała Renata Grochal, a Dariusz Ćwiklak ironizował: – „I 10 takich przenikliwych i prostych pytań się zmarnuje”.

PiS orżnął Polaków, likwiduje demokrację. Co dalej?

Zwykły wpis

Byli parlamentarzyści nie zostali wpuszczeni do Sejmu przez marszałka Marka Kuchcińskiego (PiS).

>>>

Senat przed godz. 2 w nocy przyjął pakiet zmian w sądach. Za głosowało 60 senatorów, 30 było przeciw, jeden wstrzymał się. „Żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Ta także kiedyś padnie, bo nie dostała mandatu do bezprawia” – komentuje dziennikarz Przemysław Szubartowicz.

Głosowanie nad zmianami w sądownictwie w Senacie poprzedziła blisko dziewięciogodzinna debata. Platforma Obywatelska domagała się odrzucenia projektu w całości. Według senatora PO, wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza, nowelizacja łamie konstytucje i przepisy europejskie.

– Jeżeli rząd podporządkuje sobie sądy, to wyroki polskich sądów nie będą respektowane w Unii Europejskiej. To tworzy fatalną sytuację – powiedział Bogdan Borusewicz.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak przekonywał za to, że „ta ustawa wydaje się przedłożeniem bardzo rozsądnym, bardziej technicznym niż politycznym, które wychodzi naprzeciw funkcjonowaniu Sądu Najwyższego, prokuratury, sądów powszechnych”.

Debatom w Senacie towarzyszyły protesty. Manifestujący zabrali się na tyłach budynku Senatu, ale też w innych polskich miastach. Uczestnicy protestów domagali się odrzucenia projektu reformy.

„Kiedyś wrócą Wolne Sądy”
W sieci szeroko komentowano nocną senacką debatę.

„Senat, depcząc po drodze i swój regulamin i tradycję miejsca dyskusji przyjął ustawę niszczącą polskie sądy” – stwierdził konstytucjonalista dr Ryszard Balicki.

„Przed chwilą Senat  – pod osłoną nocy – przyjął ustawę, która podporządkowuje Sąd Najwyższy partii rządzącej i zamyka kolejny rozdział demolowania niezależności wymiaru sprawiedliwości. Teraz czas na podpis prezydenta. Kiedyś wrócą Wolne Sądy” – napisał Patryk Wachowiec, analityk prawny z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

„Senat dorżnął sądy” – stwierdził działacz Nowoczesnej Sławomir Potapowicz.

„Stało się. O 1:40 w nocy, przy chamskim odbieraniu głosu senatorom opozycji, Senat przyklepał haniebną nowelizację ustawy o sądach. Zadowolony z siebie gang zamach na demokratyczny ustrój w Polsce przywitał brawami” – napisał socjolog dr hab. Jacek Kochanowski.

„Pisowska banda opuszcza Senat pośród okrzyków protestujących: „Będziesz siedział!”. Dla Karczewskiego to są świry, ale żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Ta także kiedyś padnie, bo nie dostała mandatu do bezprawia. Rozliczenie jej, choćby symboliczne, to obowiązek wolnej Polski” – napisał redaktor naczelny portalu Wiadomo.co Przemysław Szubartowicz.

Zmiany dotyczą m.in. Sądu Najwyższego

Najważniejsza ze zmian proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego. Oprócz tego, zgodnie z nowelizacją, jeśli kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego będą się odwoływać od negatywnych opinii KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to nie wstrzyma to uprawomocnienia się decyzji Rady.

Projekt zmian w sądownictwie czeka teraz na podpis prezydenta. Andrzej Duda na decyzję w tej sprawie ma 21 dni.

Senat po wielogodzinnej debacie przyjął w nocy nowelizację Prawa o ustroju sądów powszechnych, która wprowadza m.in. zmiany w Sądzie Najwyższym. Za zmianami opowiedziało się 60 senatorów. Ostatnie minuty obrad były burzliwe.

Po trwającej ok. 10 godzin debacie Senat przyjął pakiet nowelizacji ustaw o sądach. Za zmianami opowiedziało się 60 senatorów, przeciw było 30 senatorów, wstrzymał się 1. Wniosek, by zająć się ustawą sądową jako pierwszą zgłosił senator PiS Marek Martynowski. W trakcie obrad senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji wniosła, by ustawy przyjąć bez poprawek.

Zmiany w sądach przyjęte. Końcówka obrad Senatu była burzliwa >>>

Głosowanie w Senacie. Karczewski wyłączył Klichowi mikrofon

Przez większość czasu obrady miały spokojny przebieg, jednak pod koniec marszałek Senatu Stanisław Karczewski nie chciał dopuścić do głosu senatora Rulewskiego, twierdząc, że według regulaminu nie może zgłosić wniosku formalnego. Wtedy senator PiS Marek Martynowski zgłosił wniosek, by przeprowadzić głosowanie. Po krótkiej przerwie i sprzeczkach związanych z interpretowaniem regulaminu głos chciał zabrać senator Bogdan Klich, Karczewski, coraz bardziej zdenerwowany, nie zgodził się na to i wyłączył mu mikrofon.

Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz stwierdził, że takie zachowanie Karczewskiego „odbiera mu głos”. Przez cały czas, gdy w sali obrad Senatu zajmowano się ustawą, tuż obok izby wyższej trwały protesty przeciwników zmian w sądownictwie.

Co zmienia forsowana przez PiS ustawa?

Najważniejsza ze zmian proponowanych przez PiS przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego. Oprócz tego, zgodnie z nowelizacją, jeśli kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego będą się odwoływać od negatywnych opinii KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to nie wstrzyma to uprawomocnienia się decyzji Rady.

Według senatorów PiS, nowelizacja usprawni funkcjonowanie sądów, w szczególności Sądu Najwyższego. Opozycja domaga się odrzucenia zmian, bo jej zdaniem ograniczają one niezależność sądów i są niezgodne z konstytucją i przepisami europejskimi.

Do późnego wieczora trwały w całym kraju protesty przeciw pisowskim zmianom w sadownictwie. Najliczniejszy odbył się przed budynkiem Senatu. Ludzie rozwinęli ogromną biało-czerwona flagę i skandowali m.in: „Suwerena dobra rada, każdy reżim kiedyś pada”, Buduj rządzie te więzienia, będziesz miał tam posiedzenia”, a także „Senatorze, powiedz weto, a nie będziesz marionetą”. Dzwonili kluczami tak samo jak Czesi podczas aksamitnej rewolucji w 1989 r.

Przed Senatem pojawili się posłowie i senatorowie opozycji, aktorzy (m.in. Krystyna Janda i Anna Romantowska), prawnicy i sędziowie. W tłumie widać było sporo młodych twarzy. Po meczu do protestujący dołączyli też kibice Legii.

Do zebranych przemówił senator PO Tomasz Grodzki, który przywitał ludzi słowami: – „Witam świrów”. Za to oczywiste nawiązanie do słów marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego zebrał gromkie brawa. Grodzki nawiązał do wpisu Joachima Brudzińskiego na Twitterze, w którym szef MSWiA pisał o policji w USA, która wg ministra jest brutalniejsza niż polska. Senator stwierdził, że gdyby w USA prezydent podniósł rękę na sędziego SN, skończyłoby się to odwołaniem prezydenta”.

A poseł Michał Szczerba z PO mówił: – „Jesteśmy tu również dlatego, bo jesteśmy wkurzeni tym, jak policja potraktowała młodych ludzi w piątek. Wyciągano ich z tłumu, naruszono ich nietykalność. Wyobraźcie sobie but na ludzkiej twarzy. To nie jest standard, którego oczekiwaliśmy od policji po trzech dekadach wolności. Mija trzecia doba i minister Brudziński nie wydał żadnego komunikatu, czy policja to wyjaśnia, czy jest jakiś postępowanie. Minister nie zajął się groźbą karalną wobec obywatela. Jest nagranie, na którym policjant mówi do demonstranta: zrobimy z tobą jak w Katowicach. A w Katowicach w maju policjanci połamali rękę kobiecie, wynosząc ją z demonstracji”.

Senator Bogdan Klich dziękował protestującym: – Chciałbym wam powiedzieć, że zrobiliśmy, co się dało. Dziękujemy, że byliście tu z nami przez kilkanaście godzin” – powiedział Klich.

Na krakowskim rynku protestowało ponad tysiąc osób. W tłumie byli sędziowie, m.in. Beata Morawiec, odwołana przez Ziobrę była prezes Sądu Okręgowego w Krakowie, a obecnie prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis oraz były rzecznik KRS Waldemar Żurek. Sędziowie założyli czarne koszulki z napisem „Konstytucja”. – „Nie zabezpieczyliśmy Polski przed takim szaleństwem, które teraz obserwujemy” – mówił Szczęsny Filipiak z PO. Fryderyk Zoll przekonywał natomiast, że PiS wygrało bitwę, ale nie wojnę. – „Przegraliśmy bitwę, ale nie przegraliśmy wojny o praworządne sądy, praworządne państwo i niezależność sędziowską – mówił Zoll. On z kolei ubrany był w czarną koszulkę z napisem: „Jeśli chodzi o prawo, to ja mogę doczytać” (to aluzja do słów jednej z kandydatek na ławniczkę w Sądzie Najwyższym).

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku Jacek Taylor, działacz opozycji w PRL, mówił do zebranych: – „Wrócił PRL. Kłamstwo uzyskało rangę oficjalną. Kłamstwo było istotą ustroju komunistycznego. Żadne z przepisów trzech ustaw sądowych niczego nie usprawnia. Przepisy dotyczą czystki. Chodzi o zabezpieczenie sędziów posłusznych”. A Radomir Szumełda z KOD dodał: – „Sąd staje się teraz instytucją fasadową. Wszyscy jesteśmy ofiarami tej podłej zmiany. Jesteśmy dzisiaj w Gdańsku, Lęborku, Słupsku, Wejherowie i innych miastach. W ten sposób się nie poddajemy. Przed wspólnotą ugnie się każdy autorytaryzm”.

Podobne protesty odbyły się w wielu miastach i miasteczkach całej Polski.

Donald Tusk przegrałby wybory prezydenckie z Andrzejem Dudą. Co więcej – po piętach deptałby mu Robert Biedroń – wynika z najnowszego sondażu. W Brukseli tymczasem nie widać perspektyw dla szefa Rady po zakończeniu kadencji. Jakie scenariusze może rozważać Tusk?

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w ostatnią niedzielę, na Andrzeja Dudę zagłosowałoby 32 proc. badanych. Donald Tusk miałby poparcie 21 proc. respondentów. Trzecie zająłby Robert Biedroń, na którego chce głosować 17 proc. badanych – wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster dla Super Expressu.

Ale z Dudą Tusk się mierzyć nie chce. Wyraźnie to stwierdził – stanie do wyborów prezydenckich tylko wtedy, gdy jego przeciwnikiem będzie Jarosław Kaczyński.

Można powiedzieć: słusznie, że gra va banque. Wyzywa na pojedynek nie prezydenta – zależnego od Prawa i Sprawiedliwości, ale faktycznego, politycznego i duchowego przywódcę obozu PiS, swojego wielkiego rywala, z którym umie grać i wygrywać. Jeśli odbijać Polskę – to nie z rąk wykonawców poleceń, tylko z rąk tego, który je wydaje.

Ale można też powiedzieć, że ze strony Tuska to sprytna próba ucieczki. Duda, którego Kaczyński niedawno ponownie namaścił na pisowskiego zawodnika w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, od dawna wygrywa w sondażach z byłym szefem PO. Na poważnego konkurenta wyrasta też popularny i lubiany Robert Biedroń, z którym były premier musiałby walczyć o sporą część wyborców. Więc Tusk stawia warunek, i wie, że nie zostanie spełniony – bo prezes Kaczyński, zamiast samemu walczyć o stanowiska, ma od tego ludzi. Młodszych i głodnych kariery.

Przyszłość Tuska stoi więc pod znakiem zapytania. Dlatego warto rozważyć jej możliwe scenariusze. Na razie są dwa: Polska i Europa. Zajmijmy się najpierw tym drugim.

SCENARIUSZ I: ZAGRANICA

Jakie opcje ma Donald Tusk w Brukseli po zakończeniu drugiej kadencji szefa Rady Europejskiej? Czy może liczyć np. na fotel szefa Komisji Europejskiej po Jean-Claude Junckerze? A może powalczy o stanowisko w międzynarodowych organizacjach, agendach ONZ?

– Ze stanowiska, które zajmuje obecnie Tusk, nie da się pójść wyżej. To jest finał pewnego etapu kariery politycznej. Co dalej? Poprzednik Tuska, Herman van Rompuy, poszedł w kierunku eksperckim, współpracy z think-tankami – instytucjami, w których wykuwa się teoretyczno-doradcze tło polityki. To nie jest, jak sądzę, droga Tuska – on jest zwierzęciem politycznym – mówi Tomasz Bielecki, wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej” w Brukseli, obecnie w Deutsche Welle. I podkreśla, że krążące po Polsce pogłoski, według których były szef PO po pięciu latach na stanowisku nieformalnego prezydenta Europy miałby w 2019 r. być kandydatem na szefa unijnego rządu – Komisji Europejskiej – brzmią bardzo mało prawdopodobnie.

Na nieformalnej giełdzie brukselskiej, czyli w rozmowach dziennikarzy i polityków, na spotkaniach off the record z rzecznikami prasowymi partii, czy wreszcie w brukselskiej prasie, nie pojawia się nazwisko Tusk. Są za to inne – Alexander Stubb, były premier Finlandii, Helle Thorning-Schmitt, była premier Danii,  Michel Barnier, główny negocjator Brexitu, Pierre Moscovici, b. minister finansów Francji, obecny wiceszef KE Frans Timmermans, czy wpływowy szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie, Manfred Weber, który ma wsparcie młodego skrzydła EPL. Część z tych kandydatów ma wielkie ambicje, ale małe poparcie. Problem mają zwłaszcza socjaliści, którzy w wielu krajach Europy ponieśli wielkie straty w lokalnych wyborach (m.in. w Polsce, Niemczech, Francji i we Włoszech – więc wątpliwe, by przepchnęli przez unijne sito swojego kandydata.

Nikt też nie jeszcze nie wie, co zrobi Emmanuel Macron – czy będzie próbował budować nową paneuropejską partię, czy jego partia La République En Marche! dołączy do którejś z już istniejących. Niemniej również w tym scenariuszu Tuska nie ma.

A wyścig polityczny we Wspólnocie trwa. Należące do brukselskiego establishmentu partie, w tym rządząca niepodzielnie w UE EPL (należy do niej PO), mogą sporo stracić. Ale nie na rzecz konkurencji z establishmentu. W kolejce do europarlamentu w przyszłym roku ustawi się bowiem kolejka nowych populistycznych partii i partyjek. Widmo populizmu krąży nad Europą i w Brukseli się go boją.

„Nawet jeśli EPL wygra, to po drugiej stronie, oprócz liberałów, Zielonych czy konserwatystów, będzie miała jeszcze jednego przeciwnika – populistów. To z nimi trzeba będzie dobijać targów i się dogadywać” – słyszę na spotkaniu z pragnącym zachować anonimowość doskonale poinformowanym brukselskim urzędnikiem.

Według ostatniego sondażu Eurobarometru na ponad 27 tys. obywatelach UE aż 44 proc. z nich uważa, że Wspólnota idzie w złym kierunku. Przeciwnego zdania jest zaledwie 32 proc. badanych. A to oznacza, że eurosceptycy i populiści jeszcze urosną – prognozuje „Politico”.

Receptą na populizm mają być nowe twarze. W Brukseli jest głód doświadczonych, ale nie zgranych polityków, którzy przejmą pałeczkę od obecnej generacji, tak, jak stało się to w wielu krajach UE. Politycy tacy jak premier Irlandii Leo Varadkar, wspomniany Macron, kanclerz Austrii Sebastian Kurz czy nowy premier Hiszpanii Pedro Sanchez sprawili, że po raz pierwszy w historii średnia wieku przywódców państw Europy spadła poniżej 50 lat.

Na tym tle 64-letnia Angela Merkel, 64-letni przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani, 63-letni szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i najmłodszy z nich – 61-letni Donald Tusk – są niemalże dinozaurami. 63 proc. młodych ludzi badanych przez unijne instytucje uważa, że „nowe ruchy i partie polityczne mogą łatwiej znaleźć rozwiązania problemów Unii, niż te z establishmentu.”

– Podsumowując: Na szefa Komisji Europejskiej Tusk nie ma szans. Po pierwsze dlatego, że 5 lat trwa już na jednym z dwóch najważniejszych stanowisk w UE. Choć jest oceniany dobrze (pomimo zastrzeżeń w niektórych krajach), to nie ma apetytu w Brukseli, żeby go gdzieś na kolejne 5 lat instalować. W UE jest parcie na świeżość. Ale wysokich stanowisk nie obejmie od razu jakiś młokos. Bo żeby być rozpatrywanym jako realny kandydat, trzeba wcześniej sprawdzić się na stanowisku szefa rządu w krajowej polityce. Na pewno jednak tym upragnionym powiewem świeżości nie będzie ktoś, kto od 5 lat jest na samym szczycie Unii – tłumaczy Bielecki.

Inną drogą dla Tuska może być stanowisko międzynarodowe, ale nie unijne. Oprócz wspomnianej ścieżki eksperckiej, think-tanków, możliwa jest też ucieczka w struktury ONZ. – Ale tu poważną przeszkodę może stanowić Rosja, która w ONZ ma sporo do powiedzenia w kwestii akceptacji konkretnych polityków na ważne funkcje – tłumaczy Bielecki. – W Brukseli dominuje teraz przekonanie, że Tusk ma plan powrotu do Polski – kwituje.

SCENARIUSZ II: TUSK WRACA DO POLSKI

Najbardziej z takiego obrotu sprawy ucieszy się Jarosław Kaczyński.

Miałby wreszcie dobrze znanego wroga na swoim terenie, ale w znacznie gorszej pozycji. Szef PiS ma w ręku państwową telewizję, Sejm, sądy, służby i prezydenta – cały aparat państwa, który były szef PO musi brać pod uwagę. Pytanie, czy po pięciu komfortowych latach w Europie Tusk jest znowu gotów się bić?

– To jest oczywiste, że jeśli Donald Tusk wróci i wystartuje w wyborach prezydenckich, PiS wypali do niego ze wszystkich dział. Przecież ciągle go ciągają do Warszawy na przesłuchania. Na pewno coś na niego „wyszykowali”. Ale wątpię, by miało to wpływ na jego decyzję – mówi mi Michał Boni, w PRL opozycjonista, obecnie europoseł, przez lata jeden z najbliższych współpracowników Tuska, minister administracji i cyfryzacji w jego rządzie. I dodaje:

– Jeżeli sądzi pan, że Tusk kieruje się wyłącznie pojęciem „kariery” w takim cynicznym, przyziemnym rozumieniu, to się pan myli. To jest człowiek, który doskonale zdaje sobie sprawę, jaka będzie stawka najbliższych wyborów parlamentarnych i prezydenckich w Polsce. Jeżeli ktoś uważa, że będą to zwykłe wybory, jest w błędzie. Dlatego dla Tuska nie będzie ważne, z kim się w nich zmierzy. Te wybory obronią nasz model demokracji – albo go pogrzebią. To będzie wszystko albo nic!

Oprócz oczywistych przeciwników – prezesa Kaczyńskiego, PiS i Dudy – w rozgrywce jest jeszcze lewica. Czyli czarny koń wyborów Robert Biedroń, który według ostatniego sondażu dostałby w pierwszej turze aż 17 proc. – ledwie o cztery proc. mniej od byłego lidera PO. Na dodatek obaj panowie zabieraliby sobie nawzajem elektorat. Ale politolog Olgierd Annusewicz z Instytutu Nauk Politycznych UW nie widzi tu problemu.

– Nawet jeśli w pierwszej turze Tusk z Biedroniem podbieraliby sobie wyborców, to jeśli doszłoby do drugiej tury Tusk – Duda, ta część elektoratu, która dziś skłania się ku Biedroniowi, potencjalnemu kandydatowi lewicy, pójdzie raczej za Tuskiem, niż za Andrzejem Dudą

– mówi dr Annusewicz.

I kreśląc scenariusz powrotu Tuska do Polski przestrzega, by nie sugerować się za bardzo sondażami. – To, dlaczego Andrzej Duda jest dziś na szczycie badań opinii publicznej, nie jest niczym dziwnym. Po pierwsze to premia za sprawowanie urzędu. A po drugie – w przeciwieństwie do Dudy Tusk jest nieobecny w polskiej polityce. To, że czasem skomentuje jakieś wydarzenie z naszego podwórka lub wyśle twitta, nie obchodzi szerokich mas, tylko dziennikarzy, polityków i politologów.

Aby zatem jakiekolwiek sondaże zyskały na wiarygodności, Tusk i tak musiałby wrócić do Polski i zacząć działać. A znaków, że zaczął przygotowywać sobie pod to grunt, jest coraz więcej. – Na pewno na emeryturę nie pójdę. W 2019 tak, będę tutaj i niech nikt nie myśli, że będę oglądał wyłącznie telewizję czy grał w piłkę z wnukami – wypalił w wywiadzie dla TVN24 pod koniec marca. Podkreślał, że co 2-3 tygodnie i tak wraca do „ojczyzny, rodziny i miasta”. Nie chciał jednak formułować żadnych scenariuszy swojego powrotu.

Żeby walczyć o prezydenturę i mieć szansę na wygraną, były premier będzie potrzebował pomocy silnej, sprawnej machiny wyborczej – swojej starej partii. Czyli będzie musiał zawrzeć przymierze z rządzącym PO Grzegorzem Schetyną.

Ten scenariusz, który jeszcze parę miesięcy temu wydawał się niezbyt realny, teraz może stać się rzeczywistością. Schetyna i Tusk wprawdzie nadal się nie kochają, od lat są przeciwnikami we własnym obozie, ale obecny szef PO już zasygnalizował, że kandydaturę Tuska na prezydenta by poparł. Czy Schetyna faktycznie będzie w stanie zaprząc całą swoją partię z powrotem na służbę dawnego przyjaciela, który w ostatnich latach go odsuwał na boczny tor i upokarzał?

– Jedną z największych zalet Grzegorza Schetyny jest to, że nie jest emocjonalny. Jest pamiętliwy, ale na pewno nie jest emocjonalny. Wystawienie przez PO kandydata, który będzie miał dużą szansę na zwycięstwo, i którego PO będzie mogła wesprzeć strukturami, jest niezłym pomysłem. Przecież PO chciałaby mieć swojego prezydenta. Każda partia by chciała – tłumaczy dr Olgierd Annusewicz.

Jego zdaniem Tusk nie będzie tylko „bił się o Polskę z PiS”, ale będzie też walczył o własne dziedzictwo.

– O rządach PO można mówić różne rzeczy. Ale w ciągu tych ośmiu lat Platforma mocno przebudowała Polskę, w tym system funkcjonowania państwa, m.in. postawiła na samorządność. Dziś wiele elementów tego „państwa Platformy” władza wywraca do góry nogami – podkreśla dr Annusewicz. – Więc to jest bitwa o to, która z dwóch zupełnie różnych wizji państwa zatriumfuje. Tusk na pewno będzie chciał obronić swoją.

Waldemar Mystkowski pisze o Karczewskim.

O protestujących powiedział „świry”, a teraz tłumaczy, że to był… „skrót myślowy”.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jest sam w sobie skrótem i niekoniecznie myślowym. Jak wiadomo, o protestujących powiedział „świry”, a teraz tłumaczy, że to był „skrót myślowy”. Boję się, co by mu wyszło, gdy ten skrót rozwinął. Onegdaj Karczewski w skrócie myślowym nazwał Łukaszenkę „ciepłym człowiekiem”, tak jak Janukowycz Władimira Putina i musiał skrótem uciekać do Rosji.

Jeszcze trochę PiS tak porządzi, to Karczewski wraz ze swoim prezesem na skróty przez Terespol będą wybywać do „ciepłego człowieka”, jak sanacyjne władze przez Zaleszczyki. Rządzą nami tchórze, którzy obwarowują się na Wiejskiej, na Nowogrodzkiej i gdziekolwiek przebywają.

Szkoda na Karczewskiego słów, lecz jest on pewnym wzorcem pisowskim z Sevres właściwym dla partii Kaczyńskiego. Facet bez własnego zdania, do pełnienia służby politycznej nieprzygotowany.

Oto jak te pisowskie „skróty” pracują w Senacie. Decyzje o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy podejmuje Senat. Na komisji senackiej referendum Dudy nie dostało rekomendacji i wydawało się, iż formalnością w głosowaniu będzie „nie” dla organizowania referendum, bo PiS ma senacką większość. I co? Prawdopodobnie nie ma decyzji Kaczyńskiego, który rządzi swą partią nawet z rekonwalescencyjnego łóżka. Albo z prezesem nie ma łączności, bo może być, iż fizyczny stan Kaczyńskiego jest tak fatalny, że niezdolny jest podjąć jakiejkolwiek decyzji intelektualnej. Przecież nie wiemy, co mu tak naprawdę jest, jak w tej chwili wygląda. A może już nie wygląda.

Możliwe też, że Duda postawił ultimatum: wy mi pozwolicie na referendum, ja wam podpiszę nowelę ustaw o Sądzie Najwyższym. Walkę o stołek prezesa PiS widać, jak na dłoni. Zagryzają się nawzajem, cierpi na tym Polska.

Zmieniono porządek obrad Senatu, najpierw miała być decyzja o referendum, ale przegłosowano, iż najpierw Senat będzie dyskutował nad nowelizacją ustaw sądowych, które między innymi zmieniają tryb wyboru nowego prezesa Sądu Najwyższego. W tym zapale przestępowania z nogi na nogę, gdy w Senacie dyskutuje się o ustawach sądowniczych, ławy senatorów PiS są puste. Polską rządzi choroba prezesa i bynajmniej nie dotyczy ona kolana, ale tej części najważniejszej, najwyżej usytuowanej.

Cokolwiek będzie z referendum i tak jest przegrane. Ta kwestia pokazuje, iż PiS nie kieruje się interesem Polski, ale własnym. Działania polityczne są obliczone na efekt i kalkulowane bynajmniej nie dla dobra Polski. Politycy PiS nie są niepełnowartościowymi politykami, to ledwie skróty, zarówno Duda jest skrótem, jak i Karczewski. Takie mają skrócone rozumy i charaktery. I w takim skrócie pojmują Konstytucję. Skrócili ją do potrzeb PiS, czyli unieważnili dla całego narodu.

>>>

Karczewski i jego skrócony rozum

Zwykły wpis

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jest sam w sobie skrótem. I niekoniecznie myślowym. W każdym razie o protestujących powiedział „świry”. Boję się, co by mu wyszło, gdy ten skrót rozwinął.

Czy mu rodzice nie mówili, aby twarzy nie otwierał, bo mu same głupoty będą z niej wypływać? Milczenie jest złotem. Onegdaj Karczewski w skrócie myślowym nazwał Łukaszenkę „ciepłym człowiekiem”, tak jak Janukowycz Władimira Putina i musiał skrótem uciekać do Rosji.

Jeszcze trochę PiS tak porządzi, to Karczewski wraz ze swoim prezesem na skróty przez Terespol będą wybywać do „ciepłego człowieka”, jak sanacyjne władze przez Zaleszczyki. Rządzą nami tchórze, którzy obwarowują się na Wiejskiej, na Nowogrodzkiej i gdziekolwiek przebywają.

Szkoda na Karczewskiego słów, lecz jest on pewnym wzorcem pisowskim z Sevres właściwym dla partii Kaczyńskiego. Facet bez własnego zdania, o niewielkich kwalifikacjach intelektualnych, do pełnienia służby politycznej nieprzygotowany.

Oto jak te pisowskie „skróty” pracują w Senacie. Decyzje o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy podejmuje Senat. Na komisji senackiej referendum Dudy nie dostało rekomendacji i wydawało się, iż formalnością w głosowaniu będzie „nie” dla organizowania referendum, bo PiS ma senacką większość.

I co? Prawdopodobnie nie ma decyzji Kaczyńskiego, który rządzi swą partią nawet z rekonwalescencyjnego łóżka. Albo z prezesem nie ma łączności, bo może być, iż fizyczny stan Kaczyńskiego jest tak fatalny, że niezdolny jest podjąć jakiejkolwiek decyzji intelektualnej. Przecież nie wiemy, co mu tak naprawdę jest, jak w tej chwili wygląda. A może już nie wygląda.

Możliwe też, że Duda postawił ultimatum, wy mi pozwolicie na referendum, jak wam podpiszę nowele ustaw o Sądzie Najwyższym. Walkę o stolek prezesa PiS widać, jak na dłoni. Zagryzają się nawzajem, cierpi na tym Polska.

Zmieniono porządek obrad Senatu, najpierw miała być decyzja o referendum, ale przegłosowano, iż najpierw Senat będzie dyskutował nad nowelizacją ustaw sądowych, które między innymi zmieniają tryb wyboru nowego prezesa Sądu Najwyższego.

Czekają – i w tym zapale przestępowania z nogi na nogę, gdy w Senacie dyskutuje się o ustawach sądowniczych, ławy senatorów PiS są puste. Polską rządzi choroba prezesa i bynajmniej nie dotyczy ona kolana, ale tej części najważniejszej, najwyżej usytuowanej.

Cokolwiek będzie z referendum i tak jest przegrane. Ta kwestia pokazuje, iż PiS nie kieruje się interesem Polski, ale własnym, działania polityczne są obliczone na efekt i kalkulowane bynajmniej nie dla dobra Polski. Politycy PiS nie są niepełnowartościowymi politykami, to ledwie skróty, zarówno Duda jest skrótem, jak Karczewski. Takie mają skrócone rozumy i charaktery. I w takim skrócie pojmują konstytucję. Skrócili ją do potrzeb PiS, czyli unieważnili dla całego narodu.

Pisowcy Dudę mają w dudzie

Zwykły wpis

Senacka komisja nie rekomenduje wyrażenia zgody na zarządzenie referendum konsultacyjnego

Senacka komisja ustawodawcza nie rekomenduje poparcia prezydenckiego wniosku o przeprowadzenie tzw. referendum konsultacyjnego. Zgłoszony przez Platformę wniosek poparło 4 senatorów, przeciwnego zdania było 2 senatorów, a 6 wstrzymało się od głosu. Teraz wnioskiem zajmie się Senat.

>>>

>>>

>>>

PO składa projekt nowelizacji uchwały o komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT. Konwiński: Chcemy, żeby komisja badał okres do lipca 2018

Złożyliśmy projekt uchwały o zmianie uchwały o komisji śledczej ds. VAT. Chcemy, żeby komisja badała również okres do lipca 2018 roku. Wg danych PWC za lata 2016-2017 luka VAT była rekordowa. Wyniosła ponad 90 mld złotych. Te pierwsze miesiące tego roku pokazują, że ta luka się zwiększa, bo mamy wyraźną różnicę między dynamiką PKW a dynamiką wzrostów z VAT. To pokazuje, że okres rządów PiS również należałoby zbadać, sprawdzić, jakie działania PiS w tej sprawie podejmuje, bo na razie słyszymy cały czas propagandę” – mówił przedstawiciel Platformy Obywatelskiej w komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT-u, Zbigniew Konwiński.

Poseł Horała zasłynął z kilku spraw. Przede wszystkim z tego, że dzisiaj boi się odpowiedzialności, która może być wyciągnięta wobec jego kolegów w związku z wyłudzeniami VAT na Pomorzu. Pan poseł Horała jest również autorem, posłem sprawozdawcą jednej z ustaw, która również podważa jego kompetencje co do uczciwości i uczciwego podejścia w tej sprawie. Otóż pan poseł Horała jest autorem ustawy lex Horała, czyli ustawy, która obniżała konieczne wymagania do tego, żeby zasiadać w spółkach skarbu państwa. Na Pomorzu kilku działaczy PiS wsadzonych do rad nadzorczych spółek podległych portowi w Gdańsku, okazało się, że te osoby nie mają odpowiednich kwalifikacji. Co robi poseł Horała? Proponuje ustawę, która w ekspresowym tempie przeszła przez Sejm i Senat, która obniża wymagania” – dodawała Agnieszka Pomaska.

Referendum w dniu wyborów do parlamentu nie budziet

Zwykły wpis

Andrzej Duda z dnia na dzień coraz bardziej upartyjnia prezydenturę. Z tego narożnika już nie wyjdzie, widać to po jego cechach charakteru, ma go słaby, zależny od emocji. Ktoś taki nie powinien brać się za politykę, a jednak Kaczyński wystawił go jako nieznanego kandydata – i wygrał.

Widać po Dudzie, iż będzie z nim gorzej i gorzej. To już nie będzie uciekanie przed premierem rządu polskiego. Czy głupszą sytuację można sobie wyobrazić? Można!

Duda z dnia na dzień wymyślił referendum w dniu wyborów parlamentarnych. Ani to prawnie trzyma się kupy, a zaproponowane pytania nadają się do kabaretu. Na pewno pytanie o lasach przejdzie do leksykonu curiosów. Czyżby Duda z PiS-em chcieli zalesić Polskę?

Moje sformułowanie jest mniej groteskowe od pytania Dudy. Wszystkie pytania są tak nieprecyzyjne, że winny wylądować w koszu. Czy w kancelarii Dudy nie ma żadnych redaktorów, którzy znają język polski? Chyba tak. Fatalnie prezentują się ich umiejętności intelektualne.

Nie wiem, w czym Duda jest niezłomny, ale jak celebryta potrafi siebie reklamować, napinać mięśnie, których nie ma. Rozbija Polaków po partyjniacku, po pisowsku. Widać w tym komuszy sznyt.

Senat musiał odrzucić wniosek Dudy o referendum. Nie mam najlepszego zdania o tej instytucji. Na szczęście większa część senatorów stanęła po stronie rozumu.

A ten drugi Duda protestujący pod Sejmem nie jest szefem „Solidarności”, bo ta używająca tego samego rzeczownika nie kontynuuje tej, która przewracała komunę. Duda prowadzi jakiś marny związek zawodowy, przybudówkę partyjną. Duda związkowy u nogi Lecha Wałęsy Duda nawet nie byłby paznokciem.

Żaden z wymienionych Dudów nie potrafi być odpowiedzialny za przyszłość Polaków. Potrafią rozwalać, a do tego nie potrzeba niezłomności i determinacji. To tylko pretensje i żałość.

Więcej >>>