Tag Archives: sądownictwo

Duda uciekł przed protestującymi. Dopadną go pod Trybunałem Stanu

Zwykły wpis

>>>

>>>

Tak jak w całej Polsce, tak i w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim protestowano w obronie niezależności sądownictwa. Po demonstracji dwoje jej uczestników na chodniku napisało „Konstytucja” i „Duda, wypier***”. Funkcjonariusze chcieli ich zatrzymać.

Ludzie próbowali pomóc zatrzymanym, doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego. –„Dzięki temu, że było nas tak dużo, policja nikogo nie zatrzymała. Jak to jest możliwe, że całe miasto jest opisane, a policja nie interweniuje. To hasła wolnościowe przeszkadzają. To jest pierwszy raz, ale takie działania policji będą się powtarzać” – powiedziała „GW” Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Interweniował też senator PO Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. „Podpisałeś, przysięgę złamałeś”, „Jesteśmy, bronimy, nie odpuścimy…”, „Nie ma wakacji od demokracji” – skandowali. – „Przynieśliśmy tu czterometrowy długopis. Andrzej Duda bezrefleksyjnie podpisuje kolejne ustawy. Z najważniejszego człowieka w Polsce zmienił się w długopis” – powiedziała Julia Olszewska z Akcji Demokracja, organizatora protestu. Ogromny czarny długopis został przełamany. – „Dla mnie długopis symbolizował dotąd Porozumienia Sierpniowe. To, że słabsi mogą skutecznie postawić się władzy. Przez pana, panie prezydencie, będzie symbolizował tchórzostwo” – mówiła ze sceny uczestniczka protestu.

Podczas protestu zbierano też długopisy dla prezydenta, które wrzucano do wielkiej plastikowej urny. Zbierano także podpisy pod „wypowiedzeniem umowy o prace prezydenta”. Skandowano „Kręgosłupa Duda nie ma”, „Będziesz siedział”, „Zdrajca stanu”.

Tłum odśpiewał „Odę do radości” ze zmodyfikowanym tekstem: „Niech Europa nie odpuszcza, niechaj broni sądów bram”, a potem hymn Polski.

Dudy nie było w Pałacu Prezydenckim. Podobno po podpisaniu ustaw sądowych, wiedząc o zapowiadanym proteście, wyjechał do Juraty.

Protesty odbywały się też m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, ale też mniejszych miastach jak Sieradz, Słupsk, Jurata, Mińsk Mazowiecki i w wielu, wielu innych miejscach.

W czasie, kiedy przed Pałacem Prezydenckim zbierali się ludzie, aby zaprotestować przeciw pisowskim ustawom o sądach, lider tej partii wygłaszał w „Wiadomościach” TVP, a potem w TVP Info coś w rodzaju wykładu. Trudno to bowiem nazwać wywiadem, bo prezenter Michał Adamczyk zadawał pytania, które bardziej przypominały podpowiedzi.

W zamierzeniu propagandystów PiS miał też pewnie „przykryć” protesty przeciw zawetowaniu przez Dudę ustaw m.in. o SN. Być może chodziło też o inne sprawy, na które na Twitterze zwrócił uwagę jeden z internautów: – „Okazali go ciemnemu ludowi, bo lud zaczął szemrać. Ubój rytualny, obsiadający spółki mieli nie kandydować w wyborach, ale jednak będą, 3 lata i kilka podtopionych mieszkań… Może widok stwórcy dobrej zmiany ukoi”.

A może wreszcie trzeba było ludowi pokazać, że lider PiS wciąż czuwa, wbrew pojawiającym się wcześniej zdjęciom schorowanego Kaczyńskiego.

A oto kilka cytatów z Jarosława Kaczyńskiego. „Sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie ideologii liberalnej”. „Ustawa o IPN to bardzo poważny polski sukces”. A ten szczególnie może rozśmieszyć: – „To my zabiegamy o to, żeby sądy nie były upolitycznione, żeby były obiektywne”

Niestety, przy tym cytacie już odchodzi ochota do śmiechu. – „Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, ale oglądają różne telewizje, niekoniecznie tę, w której jesteśmy. A te telewizje, szczególnie jedna, bardzo zmienia ten obraz i buduje coś, co jest kontrfaktyczne” – powiedział Kaczyński. Jak zwykle, zastosował swoją ulubioną metodę niedopowiedzenia, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że chodziło mu o TVN. – „Prezes atakujący jedną z niezależnych prywatnych stacji telewizyjnych, która pokazuje protesty przeciwko decyzjom władzy, pokazuje że marzenie Jarosława Kaczyńskiego jest wciąż aktualne: Polska będzie jak Turcja” – skomentował Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.

Okazało się także, że szeregowy poseł już wie, co czeka posła PO Stanisława Gawłowskiego. – „Zaraz po wakacjach będzie miał kolejne zarzuty, bo sądzę, że Sejm uchyli immunitet także w innych sprawach” – stwierdził prezes PiS. Dla porządku tylko przypomnijmy, że Kaczyński nie pełni żadnej oficjalnej funkcji, poza liderowaniem swojej partii. – „Naczelnik Państwa JK zirytowany na wyjście posła Gawłowskiego z aresztu ogłosił, że będzie on miał nowe zarzuty we wrześniu. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do politycznego wymiaru całej sprawy, to właśnie zostały rozwiane. Dziękuję panie Prezesie” – skomentował na Twitterze obrońca Gawłowskiego Roman Giertych.

Nasuwa się pytanie – jak sobie ciemny lud poradzi z określeniami używanymi przez Kaczyńskiego, na przykład „dyfamacja”, „kontrfaktyczne” czy „akomodacja”?

Coraz częściej mówi się ostatnio, że jesienią nastąpi zmiana na stanowisku marszałka Sejmu. Marka Kuchcińskiego ma zastąpić Mariusz Błaszczak. Kto więc zostanie nowym ministrem MON? Ponoć Mateusz Morawiecki chciałby widzieć tu swojego człowieka, obecnego szefa KPRM Michała Dworczyka, choć raczej wątpliwe, by prezes Kaczyński wyraził na to zgodę. To mogłoby za bardzo wzmocnić pozycję premiera, co Kaczyńskiemu nie byłoby na rękę.

Możliwe, że to właśnie z tego też powodu zaktywizował się Antoni Macierewicz, który teraz wyszedł z „cienia” i coraz częściej spotyka się z szefem PiS. Ich rozmowy dotyczą głównie spraw związanych z funkcjonowaniem MON. Jak mówi jeden z polityków z kierownictwa PiS „Być może te wizyty Macierewicza u prezesa, to gra obliczona na osłabienie Morawieckiego. Nie od wczoraj wiadomo, że między premierem a Macierewiczem nigdy nie było chemii. Nie liczyłbym jednak, że prezes da drugą szansę Antoniemu i ponownie zrobi go ministrem obrony narodowej”.

Spotkania obu polityków budzą spore zainteresowanie, bo wiadomo, że od dawna ich relacje nie były najlepsze. Macierewicz dowiedział się dzień przed rekonstrukcją rządu, że w MON już nie będzie dla niego miejsca, co było dla niego wielkim zaskoczeniem. Również brak wymiernych efektów pracy podkomisji smoleńskiej też znacznie ochłodziły wzajemne stosunki.

Po odejściu Macierewicza z MON spekulowano, że przymierza się on do utworzenia własnej partii. Temu miały służyć m.in. rozmowy z Robertem Winnickim z Ruchu Narodowego. Wiadomo też, że były minister MON mógłby liczyć na pełne wsparcie Tadeusza Rydzyka. Jednak Macierewicz zaprzecza tym pogłoskom, twierdząc, że nie myśli „o nowym ugrupowaniu. To nie tyle kłamstwo, co próba destrukcji formułowana przez siły starego porządku z dużym wkładem dezinformacji ludzi z WSI. Niektórzy niemądrzy ludzie z racji dezinformacji powtarzają takie głupoty

Cokolwiek i jakkolwiek, taka dobra komitywa między Kaczyńskim a Macierewiczem może jednak zastanawiać. Jak widać, pan Antoni umie kłaść uszy po sobie i wyczekać cierpliwie na odpowiedni moment, by znowu się pojawić i może załapać na jakiś „smaczny kąsek z politycznego stołu”. Wątpię jednak, by w okresie nadchodzących wyborów samorządowych i potem parlamentarnych Jarosław Kaczyński odważył się postawić Macierewicza na świeczniku. Dlatego możemy chyba spać spokojnie. Powrót do MON największego niszczyciela tej instytucji nam chwilowo nie grozi. Jeszcze nie teraz ….

Kolejny „kwiatek” pokazujący, jak politycy PiS potrafią wykorzystać swoją władzę dla celów całkowicie prywatnych. Była premier Beata Szydło bez opamiętania korzysta z przynależnych jej przywilejów i …wykorzystuje samochody Służby Ochrony Państwa w celach zupełnie prywatnych.

Ostatnio przywiozła swoją mamę na badania do szpitala w Warszawie, na ul. Szaserów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a wręcz odwrotnie. Taka troska o osobę najbliższą zasługuje na wielkie uznanie, jednak… obu paniom w trakcie jazdy towarzyszył służbowy audi Q7. Autor artykułu zwraca uwagę, że  „każda korporacja taksówkowa w Warszawie oferuje równie komfortową podróż na badania co rządowa kolumna. I kosztuje tylko kilkadziesiąt złotych, a jest zgodna z prawem i zasadami. Nam, podatnikom, to się po prostu należy”.  

Dziennikarze „Faktu” zapytali w SOP i kancelarii premiera, na jakiej podstawie przydzielono pani Szydło ochronę na przejazd bliskiej osoby. Do chwili obecnej nie udzielono im żadnej odpowiedzi.

Trzeba przyznać jedno. Pani Szydło ma gest, szkoda tylko, że za nasze pieniądze. Internauci nie pozostawiają na niej suchej nitki. Piszą, że „Baba zarabia masę kasy, że o „bo nam się należało” nie wspomnę i nawet na taksówkę nie chce wydać. To skandal, jak oni czerpią z tego koryta”, „Wydoją ten naród do cna….za chwile zakneblują buzie nieprzyjaznym mediom i z TVP dowiemy się ze Szydło własnym samochodem wozi niepełnosprawne dzieci na rehabilitacje sponsorowane z kieszeni byłej premier….propaganda komunistyczna” czy „nie słyszeliście o programie swój senior +”. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Waldemar Mystkowski pisze o bareizmie.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

Stanisław Piotrowicz, komunistyczny łajdak w imieniu prezesa Ka niszczy niezależne sądownictwo

Zwykły wpis

Prokurator Piotrowicz bronił proboszcza Tylawy mimo dowodów, że ten molestował dziewczynki. Dzisiejszy poseł publicznie dezawuował świadków, w tym ofiary księdza i z pasją tłumaczył, dlaczego należy umorzyć sprawę. Dziś wypiera się odpowiedzialności. OKO.press występuje do TVP Rzeszów o udostępnienie nagrania konferencji Piotrowicza sprzed 15 lat

W sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania. Przypisywane mi wypowiedzi są nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie

Stanisław Piotrowiczoświadczenie – 20/11/2015

Takie oświadczenie złożył w listopadzie 2015 roku Stanisław Piotrowicz, gdy portal gazeta.pl wypomniał mu historię sprzed 15 lat. Kierowana przez niego prokuratura okręgowa w Krośnie umorzyła w 2001 r. postępowanie wobec proboszcza z Tylawy, Michała M.

„Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego). Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie”.

„Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych” – grozi Piotrowicz.

Rzeczywiście, poseł przewodniczący dziś pracom Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie prowadził sprawy proboszcza z Tylawy. Był jednak przełożonym prowadzącego sprawę prokuratora, a w wypowiedziach publicznych przedstawiał umorzenie postępowania jako swoją decyzję.

Jego ówczesne wypowiedzi – zwłaszcza na konferencji 7 listopada 2001 roku – nie wymagają żadnej „kompilacji”, by przedstawić go jako człowieka skrajnie stronniczego i bezwzględnego w argumentacji, bez śladu wrażliwości wobec ofiar molestowania.

Całowanie dziewczynek w usta przez proboszcza Piotrowicz bagatelizował: „dzieci dawały ciumka księdzu”. Dotykanie miejsc intymnych uznał za przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych”.

Konsekwentnie brał stronę proboszcza. Oraz Kościoła, który go bronił, na czele z abp Józefem Michalikiem, biskupem diecezji przemyskiej i (wtedy) wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski.

Po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości i podjęciu na nowo sprawy przez prokuraturę w Jaśle ksiądz został w 2004 roku skazany na dwa lata więzienia (w zawieszeniu na pięć) za molestowanie sześciu dziewczynek.

Sprawę proboszcza z Tylawy formalnie prowadził prokurator Sławomir Merkwa.

OKO.press zapytało go, jak ocenia fakt, że prokurator Piotrowicz zrzuca na niego całą odpowiedzialność za decyzję o umorzeniu postępowania, choć było przecież inaczej. „Nie chcę wracać do tamtej sprawy, niech każdy sobie wyrobi własne zdanie na ten temat – odpowiedział – Nie namówi mnie pan do komentowania dzisiejszych wypowiedzi pana prokuratora Piotrowicza”.

„A jak chodzi o konferencję, to było i jest normalne, że sprawy prowadzone przez prokuratorów przedstawia mediom rzecznik prokuratury lub jej szef” – dodał.

Piotrowicz człowiek sumienia i abp Michalika

Credo Piotrowicza  słowa Jana Pawła II „Bądźcie ludźmi sumienia”, dlatego, jak deklaruje „w każdej sytuacji staram się być człowiekiem uczciwym i zawsze kieruję się głosem sumienia”.

Piotrowicz, partyjny prokurator w czasach PRL, po 1989 roku zostaje gorliwym katolikiem i parafianinem. W 1992 r. współorganizuje  krośnieńskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, do 2014 r. jest jego prezesem.

Współorganizuje krośnieńskie radio parafialne, miesięcznik parafialny „Przystań”. W rubryce „O mnie” na swej stronie poselskiej Piotrowicz pisze, że jest członkiem Rady Społecznej Archidiecezji Przemyskiej. Jest także komentatorem w Radio Maryja i TV Trwam.

W kwietniu 2011 r. abp Józef Michalik wręczył mu złoty medal „PRO ECCLESIA PREMISLIENSI”, przyznawany „wiernym świeckim za działalność wiernych na rzecz Kościoła lokalnego”. W informacji o odznaczeniu nie ma mowy o jego zaciętej obronie proboszcza z Tylawy.

Historia Tylawy – początek

W maju 2001 do „Gazety Wyborczej” zwraca się Lucyna Krawiecka. To żona grekokatolickiego księdza, która od lat mieszka z rodziną w Tylawie, społeczniczka z powołania. „Sama sobie z tym nie poradzę” – mówi. Krawiecka usłyszała zwierzenia kilku dziewczynek, którymi się opiekowała. Dowiedziała się, że ksiądz Michał M. całuje je w usta i wkłada rękę do majtek. W parafii niemal tradycją były noclegi dzieci w plebanii. Proboszcz sam je kąpał i układał do snu. Potwierdza to kilka dorosłych dziś kobiet.

Krawiecka nagrała wyznania dziewczynek i pojechała do arcybiskupa przemyskiego Józefa Michalika. Usłyszała, że rzuca oszczerstwa.

Arcybiskup dodał, że jeśli ma dowody, to powinna zgłosić się do prokuratury. Krawiecka właśnie to robi. Jej wniosek popiera katolicki zakonnik Michał L., który również rozmawiał z dziewczynkami.

Piszący ten artykuł tylawską sprawę zna z pierwszej ręki, m.in. redagował teksty Małgorzaty Bujary, dziennikarki z rzeszowskiego dodatku „Wyborczej”. W czerwcu wysłuchaliśmy w redakcji „GW” taśmy z nagraniami.

Oto jeden z drastycznych fragmentów (były jeszcze gorsze):

„Pytanie: A powiedz, co ci ksiądz robił?
Odpowiedź: No, do majteczek palce włożył.
P: Tam do pupki, tak?
O: Mhm.
P: To bolało?
O: Trochę musiało. I jeszcze całował.
P: A jak całował?
O: Jakby to powiedzieć.
P: Możesz powiedzieć wszystko, po prostu.
O: Wysuwał język”.

Kościół kontratakuje

Pierwsze publikacje „Wyborczej” – bez nazwisk, nie pada nawet nazwa wsi – wywołują typową agresję. To reakcja obronna, gdy jakieś środowisko dowie się, że ważna dla niego postać dopuściła się molestowania seksualnego. Do Krawieckich dzwoni mężczyzna:

„Atakujecie świętego człowieka. Wiemy o waszych grzechach. Rozprawimy się z wami”.

Prokuratura ustala, że telefony wykonywane były z plebanii w Dukli, gdzie mieszka przełożony księdza M. dziekan Stanisław S. (za telefony do Krawieckiej zostaje później skazany przez sąd, ale odwołuje się od wyroku).

Abp Józef Michalik w specjalnym liście do wiernych nazywa ks. Michała M. gorliwym kapłanem, do którego nie ma zastrzeżeń. Pisze o „znanej z antyklerykalizmu” „Gazecie”, która świadomie wyrządziła krzywdę księdzu prałatowi. Michalik uznaje nawet, że autorzy i redaktorzy „Wyborczej”  „wywodzą się od ojca kłamstwa”.

W lipcu 2001 oskarżenie składa 38-letnia bezrobotna mieszkanka Tylawy, Ewa Orłowska. Twierdzi, że była w dzieciństwie krzywdzona przez proboszcza. Angażuje się też Komitet Ochrony Praw Dziecka z Rzeszowa i fundacja Zanim Nadejdzie Jutro z Sanoka.

Ksiądz nie daje za wygraną, w kazaniach powtarza, że dzieci, które na niego naskarżyły, mają grzech i muszą się z niego wyspowiadać. Po wsiach krążą listy z poparciem dla kapłana.

Trwa nagonka na tych, którzy poszli do prokuratury, i na dzieci, które oskarżyły w śledztwie proboszcza. Ludzie wytykają ich palcami, za Ewą Orłowską krzyczą: „Które dziecko masz z księdzem?!”.
O usunięcie księdza z parafii apeluje Zarząd Ogólnopolskiego Forum na rzecz Ofiar Przestępstw, a także niektórzy parafianie.

Beata Maziejuk pisze do abp. Michalika: „Przeraża mnie myśl, że dla opacznie pojętego dobra Kościoła my, Jego żywe ciało, zostaliśmy świadomie potraktowani jak trawa, po której przechodzi się ku wyższym celom, nie bacząc na szkody jej wyrządzane”.

Prokuratura w Krośnie podczas śledztwa konfrontuje pokrzywdzonych z księdzem; dzieci muszą przy proboszczu opowiadać o swoich przeżyciach.

1 września 2001 ksiądz M. rozpoczyna rok szkolny; władze szkoły, gmina, kuratorium nie znajdują powodu, by zawiesić go w czynnościach nauczyciela. 7 listopada 2001 roku Stanisław Piotrowicz zwołuje konferencję prasową w swoim gabinecie prokuratora okręgowego.

Konferencja prasowa Piotrowicza

Zdumionym dziennikarzom Stanisław Piotrowicz ogłasza, że 30 października 2001 r. prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie”ponieważ czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

Podkreśla że świadkowie nie byli wiarygodni. Lucyna K.[Krawiecka] najpierw prosiła prokuraturę o dyskrecję, a potem sama „inspirowała teksty w gazetach”. Na rzecz  proboszcza, zdaniem Piotrowicza, przemawiają listy w obronie księdza wysyłane do prokuratury przez parafian.

Informuje, że w śledztwie zostały przesłuchane wszystkie osoby wskazane w doniesieniach, a także te, których nazwiska pojawiały się w kolejnych zeznaniach. Odsłuchano kasetę z nagranymi przez Lucynę Krawiecką trzema dziewczynkami i jedną 19-letnią osobą. „Dwie z małoletnich wycofały się podczas przesłuchania w prokuraturze – podaje Piotrowicz.

„Nagrania dzieci były analizowane przez dwóch psychologów, którzy uznali, że nie są wiarygodne”.

Prokuratura uznaje też za niewiarygodne zeznania dorosłych pokrzywdzonych. Piotrowicz : „W pismach jawi się ona [Ewa Orłowska] jako obrończyni wszystkich ciemiężonych przez księdza dzieci. Podkreśla, że leży jej na sercu dobro tych dzieci, tymczasem okazuje się, że akurat toczy się postępowanie karne w sprawie znęcania się tej pani nad własnymi dziećmi. Zawiadomienie złożył były mąż pani Ewy O., przytaczając różne sytuacje, które jego zdaniem miały świadczyć o tym, że ona znęca się nad własnymi dziećmi”.

Piotrowicz kilkakrotnie podkreśla, że większość świadków uważała za naturalne, że ksiądz bierze dzieci na kolana, przytula je, dotyka, całuje. „Nikogo to w tym środowisku nie raziło i sam ksiądz potwierdza te fakty. Ksiądz zaprzecza jednak, by miały one podtekst seksualny”.

Zeznania o dotykaniu intymnych miejsc Piotrowicz tłumaczy tym, że „ksiądz ma zdolności bioenergoterapeutyczne. Pojawiały się też zeznania, że jeśli dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez księdza ból znikał”.

Piotrowicz tłumaczy zwyczaj nocowania dzieci na plebanii: Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według Piotrowicza było na zasadzie „daj ciumka” czy”gilgotanie brodą”.

Piotrowicz podkreśla, że świadkowie oskarżający księdza zostali z nim przez prokuratora skonfrontowani.

Według Piotrowicza właściwym wyjaśnieniem było to, co kapłan powiedział podczas jednej z konfrontacji, że „zawsze był przy dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu się zdarzyło coś, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie, to zadbałby, by tego dziecko nie zauważyło”.

Piotrowicz tłumaczy, że nie było podstaw prawnych do zbadania księdza przez biegłego psychologa. Być może ksiądz za daleko się posuwał w pewnych kwestiach, ja tego nie wiem, ale na to nie ma paragrafu.

Jedna z dziennikarek pyta, dlaczego nie została przeprowadzona wizja lokalna na plebanii. Jak się dowiedziała, ksiądz ubiera figurki świętych w dziecięce ciuszki. „To o niczym nie świadczy, w moim domu jest wiele zabawek ubranych w dziecinne ubranka” – odpowiada Piotrowicz.

Małgorzata Bujara: mówił, że sam jest ojcem

„Nie mogę zapomnieć tamtej historii, była najważniejszym tematem w mojej karierze dziennikarskiej. Konferencję pamiętam doskonale. Ciasno, masa dziennikarzy. Konferencja była długa, nerwowa, męcząca. Pan prokurator ogłosił decyzję o umorzeniu śledztwa i długo ją uzasadniał, bardzo emocjonalnie. Podkreślał, że jest absolutnie przekonany, że ksiądz nie jest winny. Że sam jest ojcem trojga dzieci i nigdy by nie dopuścił do umorzenia sprawy, gdyby miał wątpliwości, czy dzieciom nie stała się krzywda. Wspominał o własnym sumieniu.

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy dezawuował świadków oskarżenia, przede wszystkim Ewę Orłowską, która odważyła się zeznawać przeciwko księdzu. To było bardzo nieprzyjemne, nosiło znamiona insynuacji.

Po konferencji zrobiłam z nim wywiad, w którym bronił decyzji o umorzeniu, jakby była jego własną. Nikt nie miał wątpliwości, że to Piotrowicz decydował.

Wywiad o „dawaniu ciumka”

W wywiadzie dla „Wyborczej” (ukazał się 8 listopada 2001 r.) Piotrowicz twierdzi, że zachowanie księdza – na zasadzie „daj ciumka księdzu”-  go osobiście nie razi i że nikt nie czuł się skrzywdzony. Zapytany, czy ta sprawa nie przerosła prokuratury w Krośnie odpowiedział: „Ja już prowadziłem śledztwa, jakich wcześniej nikt w Polsce nie prowadził. I nikt ich od nas nie przejmował”.

Po decyzji Piotrowicza „Wyborcza” pytała retorycznie:

„Pytam prokuratora Piotrowicza, dyrektora gminnej szkoły Aleksandra Kosiora i biskupa Józefa Michalika, czy są zadowoleni, że dzieci w Tylawie będą dalej uczyć się religii od księdza proboszcza? Że będą go nadal odwiedzać w parafii?

Czy tak wygląda triumf prawa, wiary i sprawiedliwości? Czy Kościół jest dumny, że uniknął oskarżenia?”

Lucyna Krawiecka: chciał nas publicznie zlinczować

Lucyna Krawiecka, która jako pierwsza wystąpiła w obronie dzieci, mówi OKO.press:

„Mieliśmy przekonanie, że prokurator Piotrowicz kręci tym wszystkim. Na tej konferencji opowiadał różne rzeczy o mnie, na przykład, że chciałam wygryźć księdza, żeby pracować szkole jako katechetka. Jako grekokatoliczka nawet bym chyba nie mogła, to było wyssane z palca. A on to ogłosił dziennikarzom”.

„Także o Ewie Orłowskiej powtarzał takie ploty, jestem pewna, że wiedział, że to bzdety. Chciał nas publicznie zlinczować. Odebrałam, że jest podłym człowiekiem, który nie ma nic wspólnego z prawem i sprawiedliwością. Strasznie podły człowiek.

2004. Proboszcz skazany za molestowanie sześciu dziewczynek

25 czerwca 2004 roku, w trzy lata od ujawnienia skandalu w Tylawie, Sąd Rejonowy w Krośnie skazał 65-letniego ks. M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć za molestowanie sześciu dziewczynek.

Ksiądz nie przyznał się do winy, ale też nie odwoływał się. Sąd potwierdził, że kapłan wkładał ręce pod bluzki dziewczynek i dotykał ich piersi, wkładał ręce do majtek i dotykał krocza, całował, wkładał palec do pochwy. Sąd  zakazał też księdzu wykonywania zawodu nauczyciela, opiekuna i wychowawcy dzieci przez osiem lat.

OKO.press zwraca się o nagranie z konferencji

OKO.press zwraca się do TVP Rzeszów o udostępnienie opinii publicznej nagrania z konferencji Stanisława Piotrowicza z listopada 2001 roku. TVP Rzeszów jest – wedle naszych informacji – jedyną redakcją, która dysponuje nagraniem całego spotkania dzisiejszego przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z dziennikarzami w siedzibie krośnieńskiej prokuratury.

„Przez ponad 70 ostatnich lat Europa stale ponosiła porażki, ale to właśnie one budowały europejski sukces. Dziś jest inaczej. Dzisiejszy chaos nie jest już kolejną szansą, aby Europa znów wzniosła się ku górze. To dźwięk wieszczący zagrożenie całkowitym rozpadem kontynentu” – ostrzega na łamach Foreign Policy Ivan Krastev, politolog, przewodniczący Centrum Strategii Liberalnych w Sofii.

Zdaniem Krasteva Europa, którą znamy dziś, to kontynent opierający się na trzech fundamentach z różnych czasów jej rozwoju. Mamy więc powojenną Europę, która wyłoniła się po 1945 roku, mamy Europę praw człowieka z roku 1968 i zjednoczoną Europę, której początkiem był rok 1989. Niestety – twierdzi politolog – dziś każdy z tych trzech porządków poddawany jest w wątpliwość.

Czasy powojenne

Europejczycy po 1945 byli ludźmi, którzy pamiętali horror i zniszczenie II Wojny Światowej. I żyli w ciągłym strachu i determinacji, aby zapobiec kolejnej wojnie – nuklearnej – która być może byłaby ostatnią. Europa, która o tym pamięta, upada, bo dla młodszych pokoleń czasy II wojny światowej, to zbyt odległa historia, a świadków tych wydarzeń, którzy mogliby o niej opowiedzieć, jest coraz mniej.

Krastev przypomina w tym miejscu myśl Francisa Fukuyamy, którego zdaniem społeczeństwa dochodzą do końca historii, kiedy przeszłość przestaje mieć znaczenie dla teraźniejszości. W takim momencie możemy być właśnie dziś.

Politolog zwraca również uwagę, że mamy dziś do czynienia z paradoksem rewolucji w technologiach komunikacyjnych. Młodzi komunikują się między sobą znacznie intensywniej niż jakiekolwiek poprzednie pokolenie, ale w tej wymianie zdań nie uczestniczą najstarsi, którzy mogliby opowiadać o swoich doświadczeniach. W efekcie ogromna część społeczeństwa traktuje pokój jako coś oczywistego, sytuację daną raz na zawsze.

Jest i trzeci powód. Siła wspomnień o tragedii z lat 1939-1945 jest coraz mniejsza, bo dla większości migrantów czy uchodźców spoza kontynentu, II wojna światowa nigdy nie była ich wojną.

Rok 1968

Pada też projekt Europy, który powstał po rewolucji roku 1968, czyli miejsca dla takich wartości jak prawa człowieka, a w szczególności prawa mniejszości. Osiągnięciem końcówki lat 60. – twierdzi Krastev – był fakt, że Europa zaczęła postrzegać kontynent oczami najsłabszych i prześladowanych.

To jednak uległo zmianie. Dziś zmiany demograficzne i społeczne przekształciły społeczeństwo europejskie i zagrażają większości, czyli tym „którzy mają już wszystko i z tego powodu boją się wszystkiego”. Krastev ma na myśli wszystkich tych, którzy czują się przegranymi globalizacji.

Jak zmiana społeczna wpływa na ich polityczną postawę? Wszyscy ci ludzie – twierdzi politolog – boją się przyszłości, w której staną się mniejszością w swoich krajach, a ich kultura i styl życia będą zagrożone. Na dowód przytacza badania, według których młodzi Europejczycy są dużo bardziej tolerancyjni od starszych, kiedy chodzi o prawa mniejszości seksualnych, ale kiedy przychodzi do postrzegania migrantów spoza Europy, na równi z rodzicami i dziadkami postrzegają ich jako zagrożenie.

Zjednoczona Europa 1989

Kryzys migracyjny doprowadził również do zakwestionowania rzeczywistości zjednoczonego kontynentu po 1989 roku. Dziś widać już, że istnieją dwie zupełnie różne Europy. Gdy Zachód zastanawia się, jak integrować rosnącą liczbę obcokrajowców zamieszkujących ich kraje, mieszkańcy Europy Środkowo–Wschodniej chcą zatrzymania w ojczyznach młodych pokoleń potencjalnych migrantów, którym marzy się ucieczka na Zachód.

Dlaczego? Europa Środkowo-Wschodnia odrzuciła coś, co Krastev nazywa „imperatywem naśladowczym”.

Co to oznacza? Jego zdaniem przez dwie dekady po 1989 roku filozofię Europy Środkowej i Wschodniej można było podsumować jednym imperatywem: „naśladuj Zachód!”. Imitację zachodnich rozwiązań postrzegano jako najkrótszą drogę do wolności i dobrobytu. Efekt jest jednak inny niż oczekiwano. Teoretycznie zjednoczony kontynent w rzeczywistości został podzielony na naśladowców i naśladowanych. A życie imitatora jest pełne poczucia niższości, zależności i zagubionej tożsamości.

Czekając na cud

Podsumowując. Powojenna Europa zawodzi, ponieważ pamięć po wojnie słabnie, a trauma wojny – paradoksalnie – przyczyniła się do powstania Europy pacyfistycznej, niezdolnej do obrony. Model z roku 1968 legł w gruzach, ponieważ po latach oddawania głosu mniejszościom, o swoich prawach przypominają również większości społeczeństw. A zjednoczona w 1989 roku Europa ma się kiepsko, gdyż Wschód nie chce już naśladować Zachodu.

Czy wszystko to oznacza, że Europa nieodwołanie się rozpada? Krastev uważa, że fatalizm byłby błędem. Jego zdaniem Europa powinna dziś zwiększać swoje możliwości wojskowe, zderadykalizować skrajną prawicę (tak jak udało się to w latach 70. i 80. ze skrajną lewicą) oraz znaleźć sposób, by zatrzymać autorytarny zwrot na Wschodzie (nie twierdząc jednak, że jedyną możliwą dla niego drogą jest naśladowanie Zachodu).

„Skoro Europie udało się przekuć tak wiele porażek w sukcesy, można mieć nadzieję, że dziś dokona tego samego cudu” – pociesza politolog.

Morawiecki, Kaczyński, Duda swoje brudne łapy precz od niezależności sądów. Komuchy pisowskie!

Zwykły wpis

„Żądamy natychmiastowej realizacji zaleceń Komisji Europejskiej. Polityka precz od polskich sądów” – pod takim hasłem Ruchy Obywatelskie: Komitet Obrony Demokracji, Obywatele RP i Strajk Kobiet organizują w środę 18 lipca obywatelski wiec na „zakazanej ziemi”.

Planują, wspólnie rano tego dnia wejść na teren parlamentu, który zakazem Kuchcińskiego, od 26 maja, czyli od zgromadzenia NATO, jest bezprawnie ogrodzony barierkami. Wsparcie zaproponowali im parlamentarzyści opozycji. Ich immunitety będą chronić również obywateli, którym zapewnią asystę.

„To pokojowy protest i żadnej siły ani agresji nikt z protestujących nie użyje” – zapewniają. „Decyzja należy do władz. Albo zaakceptują obywatelski wiec na „zakazanej ziemi”, albo jawnie, na oczach polskiej i międzynarodowej opinii publicznej podepczą poselskie immunitety”.

To ostatnie przed wakacjami posiedzenie Sejmu zgodnie z zapowiedzią ma się zajmować m.in. ordynacją do Parlamentu Europejskiego oraz projektem złożonym przez posłów PiS, który ma przyspieszyć obsadzanie wakatów w SN. Ruchy obywatelskie domagają się tymczasem, by Sejm zajął się przede wszystkim ustawami sądowymi – i znowelizował je zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej.

Ruchy Obywatelskie uważają, że jest to ostatni moment na uniknięcie procesu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, którego spodziewany wyrok będzie oczywisty. Podkreślają, jednak, że wyrok międzynarodowego Trybunału wykluczy Polskę z rodziny państw praworządnych.

Wybierając to właśnie miejsce chcą przypomnieć o działaniach marszałka Marka Kuchcińskiego, który odgrodził Sejm od obywateli: barierkami i zakazami.

Organizatorzy apelują do społeczeństwa o liczne przybycie na miejsce protestu i trwanie tam od rana do wieczora:

„To my dzisiaj już nie protestujemy, ale żądamy rozwiązań znoszących jawne, łamiące konstytucję bezprawie. Sprawa jest nie tylko wagi najwyższej, nie tylko o Polskę i polską wolność w niej chodzi – to moment, w którym polski Rubikon przekroczyć możemy my, a nie oni. Możemy zmienić bieg historii” – przekonują.

Ksiądz z Pułtuska i Krystyna Pawłowicz z Kaczystanu

Zwykły wpis

Ksiądz z parafii w Pułtusku wydał zaświadczenie o sakramencie bierzmowania. O panu Błażeju napisał: Należy do SLD i często wypowiadał się przeciw Kościołowi i księżom. Ten sam duchowny wcześniej miał spoliczkować w kościele 10-latka.

>>>

Bezprawie pisowskie weszło w stadium gangreny, taką zgniliznę przedstawia sobą Krystyna Pawłowicz.

Hairwald

„Członkowie Krajowej Rady Sądownictwa mają listę sędziów „nadających na Polskę w Brukseli” i zdjęcia sędziów stojących ze świeczką przed SN i Sejmem. „Nie po to była reforma, żeby takie osoby najbezczelniej składały teraz zgłoszenia” – mówi Krystyna Pawłowicz” – napisał na twitterze Tomasz Skory z RMF FM. Powołana głosami PiS i Kukiz’15 nowa KRS zajmowała się dziś rekomendowaniem prezydentowi powołania sędziów na stanowiska w różnych sądach.

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz zawrzała „świętym oburzeniem” przy kandydaturze Marty Kożuchowskiej-Warywody na sędzię WSA. – „Rzecz jest w tym, że pani Marta Kożuchowska-Warywoda jest na liście osób, które jeździły do Brukseli nadawać na Polskę. Po prostu jest silnie zaangażowana politycznie. Na zdjęciach stoi ze świeczką koło pana sędziego Żurka i wzywa razem z nim tam… stoją razem, ze świeczkami, i przed sądem, i przed Sejmem. I po prostu prowadzi działalność polityczną czystej wody. I to jest pani sędzia zdaje się, która uniewinniła… a nie…

View original post 206 słów więcej

PiS przegrywa, lecz dalej chce rżnąć Unię Europejską

Zwykły wpis

Tak o najnowszych pomysłach PiS dotyczących zmian w ustawach o ustroju sądów powszechnych i o Sądzie Najwyższym mówi opozycja. Poseł PiS Marek Ast złożył w Sejmie projekt, który – w mniemaniu partii rządzącej – ma być „wyjściem naprzeciw oczekiwaniom Komisji Europejskiej i części opinii publicznej i części środowiska sędziowskiego, które krytykowały przyjęte w ustawie rozwiązania” – jak to określił Ast.

Na czym mają polegać te „ustępstwa”? Projekt PiS przewiduje m.in., że minister sprawiedliwości nie będzie mógł podjąć decyzji o odwołaniu prezesa lub wiceprezesa sądu bez opinii kolegium sądu oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Zaproponowano też zrównanie wieku przechodzenia w stan spoczynku sędziów dla kobiet i mężczyzn do 65 lat.

Według byłego ministra sprawiedliwości Borysa Budki z PO, te zmiany PiS-u w ustawach o sądownictwie są próbą „zakamuflowania wielkiej porażki, która zdarzyła się w Brukseli”. – „Po raz kolejny okazało się, że premier Mateusz Morawiecki i jego słowa nic nie znaczą dla Komisji Europejskiej, bowiem „Biała księga” okazała się stekiem manipulacji, kłamstw i nieprawd. Tak naprawdę „Biała księga” miała pomóc w zastopowaniu procedury z art. 7, a nikt w UE nie da się nabrać na kolejne manipulacje ze strony polskiego rządu” – powiedział Budka.

Poseł PO zauważył, że obecna KRS jest ciałem niekonstytucyjnym. – „Opiniowanie czegokolwiek przez polityczną Radę, absolutnie będzie mijało się z celem, bowiem z góry wiadomo, jakie to będą opinie” – stwierdził Budka.

Podobnie o PiS-owskim projekcie wypowiedziała się szefowa klubu Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. – „To absolutnie pozorowany ruch i mydlenie oczu Komisji Europejskiej. Politycy PiS chcieliby zwieść naszych partnerów z UE, że w Polsce są wprowadzane jakieś zmiany, które przywrócą niezależność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tak samo, jak chcieli zwieść naszych partnerów z UE, prezentując w Brukseli „Białą księgę kitów” – mówiła Gasiuk-Pihowicz.

Dodała, że 170 prezesów i wiceprezesów sądów w Polsce zostało już usuniętych. – „Rzeź prezesów polskich sądów i tak już została dokonana przez pana Zbigniewa Ziobrę. To jest naprawdę niewielka różnica, czy pan Zbigniew Ziobro będzie osobiście usuwał prezesów sądów, czy będzie musiał skorzystać z konsultacji upolitycznionej KRS, w której znajdują się ludzie, których wyróżnia to, że są z nim związani. To pudrowanie rzeczywistości” – podsumowała przewodnicząca klubu Nowoczesnej.

Mecenas Piotr Schramm odniósł się do dzisiejszej konferencji Marka Asta (PiS).

– Mam przyjemność zapowiedzieć kolejną inicjatywę ustawodawczą klubu parlamentarnego PiS. Inicjatywy dotyczy nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych i ustawy o SN. Główne założenia tych projektów wiążą się ze zmianą procedury odwoływania prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych. Tutaj w projekcie będziemy wprowadzali dwustopniowy tryb konsultacyjny z udziałem kolegiów sądów oraz KRS, czyli bez opinii tych organów minister sprawiedliwości nie będzie mógł podjąć decyzji o odwołaniu prezesa bądź wiceprezesa sądu – poinformował Marek Ast na briefingu w Sejmie. Jak dodał:

„Druga istotna zmiana dotyczy przechodzenia w stan spoczynku sędziów sądów powszechnych. W tym wypadku wprowadzamy kompetencje dla prezydenta, który zastępuje w tych kompetencjach ministra sprawiedliwości, jeżeli chodzi o wyrażenie zgody na późniejsze przejście w stan spoczynku niż przewiduje to ustawa. Co niezwykle istotne, i to też inicjatywa pań poseł z naszego klubu, kwestia zrównania wieku przechodzenia w stan spoczynku dla sędziów do wieku 65 lat. Do tej pory ustawa przewidywała przejście w stan spoczynku pań sędziów w wieku 60. Oczywiście ustawa traktuje to jako uprawnienie. Jeżeli pani sędzia będzie chciała przejść w stan spoczynku w wieku 60 lat, będzie miała do tego prawo. To oczekiwanie pań naszego klubu jest zbieżne z oczekiwaniami KE, która zarzuciła ustawie niezgodność z przepisami UE, jeżeli chodzi o wiek emerytalny kobiet i mężczyzn”

– Jeżeli chodzi o całość proponowanych przepisów, również wypełnia oczekiwania części opinii publicznej i części środowiska sędziowskiego, która przyjęte w ustawie rozwiązania krytykowała. My oczywiście stoimy na stanowisku że dotychczasowe przepisy są zgodne z Konstytucją, ale z uwagi na te postulaty, które płynęły ze środowiska, przedstawiliśmy taką właśnie propozycję – stwierdził poseł PiS. Szczegóły zapisów mają być przedstawione, kiedy projekt wpłynie do laski marszałkowskiej.

Niestety, jest tak, że partie opozycyjne muszą prowadzić równoległą, wspierającą polskie sprawy politykę zagraniczną i ta obecność nasza nie jest przypadkowa. Eurodeputowani PO są wszędzie tam, gdzie być muszą. Bez wsparcia parlamentarzystów PiS-u, którzy pozycją Polski się nie interesują. Musimy brać sprawy w swoje ręce. Nie ma dobrego polskiego pomysłu na naszą obecność, na pilnowanie spraw i widzimy to bardzo wyraźnie. Widać to w Brukseli i w Warszawie. Nie mamy partnerów, jesteśmy coraz bardziej na marginesie, dlatego tak głośno mówimy o tym, że trzeba skoordynować działania, trzeba być bardziej ofensywnym, trzeba być bardziej obecnym, trzeba głośniej mówić po polsku, żeby ten polski głos był słyszany” – mówił na konferencji prasowej w Brukseli przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Wczoraj minister Czaputowicz mówił o tym, że silna Polska będzie tylko wtedy, kiedy będzie miała silną pozycję w Unii Europejskiej. Trudno się z takim stwierdzeniem nie zgodzić. Niestety, dzisiaj widać, że rząd PiS wyprowadził Polskę na kompletny margines. Przygrywają właściwie wszystkie najważniejsze batalie. Mówiliśmy o pracownikach delegowanych. W najczarniejszych snach nie podejrzewałbym, że można przegrać tę batalię tak wyraźnie. Zanosi się na bardzo zły budżet, powiązanie budżetu z praworządnością” – dodawał Rafał Trzaskowski.

– Po raz kolejny PiS próbuje w jakiś sposób zakamuflować tę wielką porażkę, która zdarzyła się w Brukseli. Po raz kolejny okazało się, że premier Morawiecki i jego słowa nic nie znaczą dla Komisji Europejskiej, bowiem tzw. biała księga okazała się stekiem manipulacji, kłamstw. Tak naprawdę biała księga miała pomóc w zastopowaniu procedury z artykułu 7, a nikt w Unii Europejskiej nie da się nabrać na kolejne manipulacje ze strony polskiego rządu. Tym razem poseł Ast próbuje sprawiać wrażenie, że PiS nagle będzie wycofywał się z tej demolki, którą stworzył w sądach powszechnych i w Sądzie Najwyższym. Nic bardziej błędnego – mówił na konferencji prasowej Borys Budka z PO.

– Dzisiaj wpłynęła do Trybunału opinia Prokuratora Generalnego, którym jest Zbigniew Ziobro, który to w swojej opinii uznał, że ustawa o IPN, która wyszła z resortu i została przygotowana przez Zbigniewa Ziobro, jest niekonstytucyjna. Mamy do czynienia z sytuacją absolutnie kuriozalną, niespotykaną w normalnych okolicznościach, że minister Ziobro przygotowuje ustawę, której broni jak lew, po czym ten sam Zbigniew Ziobro kilka tygodni później przygotowuje opinię, w której zarzuca samemu sobie niekonstytucyjność. Tak wygląda taka groteskowa rzeczywistość, którą przygotowało PiS i o której mówiliśmy dwa lata temu, kiedy dochodziło do połączenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – dodawał Arkadiusz Myrcha z PO.

Michał Kuczyński pisze na crowdmedia, iż PiS dalej chce grać w ciuciubabkę z Unią Europejską.

Po blamażu “Białej księgi” w sprawie reform polskiego wymiaru sprawiedliwości, której treść spotkała się z bardzo chłodnym przyjęciem na unijnych salonach i pośród prawniczych ekspertów Komisji Europejskiej, rząd Prawa i Sprawiedliwości musiał znaleźć szybkie wyjście z sytuacji tak, by nie zaognić i tak już napiętej sytuacji w relacjach z UE. Na potrzeby polityki krajowej, przedwczoraj wysłany został komunikat o stanowczym odrzuceniu zarzutów z rekomendacji Komisji Europejskiej, które ta wskazała jako najbardziej kontrowersyjne elementy pisowskiego skoku na sądy, by dziś, ku sporemu zaskoczeniu wycofać się w 3 spornych kwestiach.

Założenia poselskiego projektu ustawy o zmianach w ustawie o ustroju sądów powszechnych i ustawie o Sądzie Najwyższym przedstawił na konferencji w Sejmie poseł Marek Ast.

Mam przyjemność zapowiedzieć kolejną inicjatywę ustawodawczą klubu parlamentarnego PiS. Inicjatywy dotyczy nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych i ustawy o SN. Główne założenia tych projektów wiążą się ze zmianą procedury odwoływania prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych. Tutaj w projekcie będziemy wprowadzali dwustopniowy tryb konsultacyjny z udziałem kolegiów sądów oraz KRS, czyli bez opinii tych organów minister sprawiedliwości nie będzie mógł podjąć decyzji o odwołaniu prezesa bądź wiceprezesa sąduDruga istotna zmiana dotyczy przechodzenia w stan spoczynku sędziów sądów powszechnych. W tym wypadku wprowadzamy kompetencje dla prezydenta, który zastępuje w tych kompetencjach ministra sprawiedliwości, jeżeli chodzi o wyrażenie zgody na późniejsze przejście w stan spoczynku niż przewiduje to ustawa. Co niezwykle istotne, i to też inicjatywa pań poseł z naszego klubu, kwestia zrównania wieku przechodzenia w stan spoczynku dla sędziów do wieku 65 lat. Do tej pory ustawa przewidywała przejście w stan spoczynku pań sędziów w wieku 60. Oczywiście ustawa traktuje to jako uprawnienie. Jeżeli pani sędzia będzie chciała przejść w stan spoczynku w wieku 60 lat, będzie miała do tego prawo. To oczekiwanie pań naszego klubu jest zbieżne z oczekiwaniami KE, która zarzuciła ustawie niezgodność z przepisami UE, jeżeli chodzi o wiek emerytalny kobiet i mężczyzn – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Jeżeli chodzi o całość proponowanych przepisów, również wypełnia oczekiwania części opinii publicznej i części środowiska sędziowskiego, która przyjęte w ustawie rozwiązania krytykowała. My oczywiście stoimy na stanowisku że dotychczasowe przepisy są zgodne z Konstytucją, ale z uwagi na te postulaty, które płynęły ze środowiska, przedstawiliśmy taką właśnie propozycję – stwierdził Marek Ast. Szczegóły zapisów mają być przedstawione, kiedy projekt wpłynie do laski marszałkowskiej.

Pozornie wydawać się może zatem, że PiS postanowił się wycofać i ulec żądaniom Komisji Europejskiej. Prawda jest jednak dużo bardziej złożona. Owszem wycofano się z nieograniczonych uprawnień ministra Ziobry w sprawie powoływania i odwoływania prezesów i wiceprezesów sądów, jednak warto zauważyć, że zrobiono to już po upływie półrocznego okresu, gdy jego uprawnienia nie były niczym ograniczone. Czystki w sądach się już dokonały i zaostrzenie w tym momencie procedury odwołania obecnych prezesów sądów to de facto zabetonowanie obecnych kierownictw tych instytucji. Dodatkowo, zwiększa się rolę Krajowej Rady Sądownictwa też akurat w tym momencie, gdy stała się ona atrapą KRS zapisanej w Konstytucji, z wyraźnie zaznaczoną pisowską większością członków.

Co do zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym, owszem zrównano wiek emerytalny sędziów, przyznając jednocześnie kolejne uprawnienia prezydentowi. W dalszym ciągu pozostaje to więc rozwiązaniem naruszającym trójpodział władzy i niezależność władzy sądowniczej. PiS proponując ogłoszone zmiany, próbuje zastosować tę samą metodę, którą z powodzeniem stosuje wobec swoich wyborców w kraju. Zmiany w zasadzie kosmetyczne i pozorne przedstawia jako wielki gest dobrej woli i oczekuje, że “ciemny lud” kupi jego wykładnię, zamiast skupić się na szczegółach przepisu i skutkach do jakich doprowadzi. Dotychczas okazywało się, że unijni partnerzy nie są tak głupi i naiwni, jak chciałaby polska władza. Jak widać, obóz dobrej zmiany postanowił jeszcze raz to sprawdzić.

Wiceprzewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości Marek Ast (PiS) ogłosił właśnie dziennikarzom, że PiS – w geście dobrej woli wobec postulatów Komisji Europejskiej i środowiska sędziowskiego – wprowadzi zmiany do ustawy o ustroju sądów powszechnych. Nie pokazał projektu, opowiedział tylko o jego założeniach.

Minister, ale za zgodą
A założenia są takie, że minister sprawiedliwości nie będzie mógł ot tak odwoływać prezesów sądów, ale będzie musiał wcześniej zasięgnąć opinii kolegium danego sądu i Krajowej Rady Sądownictwa. To powrót do rozwiązania sprzed „dobrej zmiany”. Kolegium mogło się sprzeciwić odwołaniu prezesa, ale nie był to sprzeciw wiążący. Wiążący był natomiast sprzeciw KRS.

Tyle że powrót do rozwiązania, które kiedyś zabezpieczało niezależność sądów, po „reformie” PiS już nic nie zabezpiecza. Cóż z tego, że kolegium sądu się sprzeciwi, jeśli głos ostateczny będzie miała KRS obsadzona w całości przez PiS? Czy partyjnie nominowani do KRS sędziowie sprzeciwią się ministrowi, który najczęściej jest dobroczyńcą ich lub ich bliskich, bo awansował ich na funkcje kierownicze, i do KRS, co do niedawna było zaszczytem?

Poza tym minister Ziobro i tak już wymienił prezesów i wiceprezesów sądów na swoich. Może liczyć na ich lojalność i nie będzie miał powodu ich odwoływać. Wreszcie: nadal będzie mógł powołać na prezesa i wiceprezesa kogo zapragnie, bez czyichkolwiek zgód.

Prezydent zamiast ministra
Poseł Ast ogłosił też inną zmianę, która rzeczywiście odbiera kawałek władzy ministrowi-prokuratorowi generalnemu. Mianowicie zgodę na orzekanie po osiągnięciu przez sędziego wieku stanu spoczynku miałby wydawać już nie on, a prezydent. Z punktu widzenia sędziów i zasady odrębności i niezależności sądownictwa – to żadna różnica, bowiem i prezydent, i minister są przedstawicielami władzy wykonawczej.

Przed „dobrą zmianą” zgodę na przedłużenie orzekania przez sędziego wyrażała Krajowa Rada Sądownictwa, złożona z przedstawicieli władzy sądowniczej (sędziów wybranych przez sędziów), ustawodawczej (posłów i senatorów) i wykonawczej (minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta). Teraz w KRS nie ma już przedstawicieli sędziów – są sędziowie wskazani przez polityków. Więc nawet gdyby powrócono do wyrażania zgody przez KRS, nie będzie to już zabezpieczało niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Ta sytuacja pokazuje, gdzie zabrnęliśmy i jak niesłychanie trudno będzie kiedyś tę sytuację wyprostować. PiS przejął bowiem wszystkie instytucje i pozbawił je cech niezależności. Trzeba będzie albo „wyczyścić” te instytucje – co będzie niezgodne ze standardami państwa prawa – albo wymyślić jakieś nowe rozwiązania gwarantujące niezależność sądów i niezawisłość sędziów.

Odebrać broń KE
Ast zapowiedział też jeszcze jedną zmianę: powtórne zrównanie wieku stanu spoczynku sędziów kobiet i mężczyzn. Ale i to „ustępstwo” ma drugie dno. Dzięki niemu PiS udaremni planowaną przez Komisję Europejską skargę na pisowską „reformę” do Trybunału Sprawiedliwości. Skarga ta oparta jest waśnie na nierówności ze względu na płeć, której wprost zakazuje unijne prawo. W ten sposób PiS zamierza pozbyć się kłopotu, jakim byłoby badanie przez Trybunał polskich „reform” sądownictwa.

PiS postępuje jak okupant. Prof. Gersdorf w liście otwartym

Zwykły wpis

„Jestem zmuszona zabrać głos w chwili przełomowej dla naszej Ojczyzny. Dla burzycieli demokratycznego państwa prawnego nie ma żadnego usprawiedliwienia ani prawnego, ani moralnego” – napisała I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w liście otwartym.

„Ostrzegam przed łamaniem umowy społecznej jaką jest Konstytucja. Jest to ścieżka nad przepaścią, w którą może spaść cały Naród” – pisze prof. Gersdorf w liście opublikowanym  22 grudnia 2017 roku na stronie Sądu Najwyższego.

Jeszcze w maju 2017 roku podczas kongresu prawników Polskich Prof. Gersdorf głośno krytykowała zamach na sądy: „Sądy nie mogą być zależne od ministra sprawiedliwości. Model ustrojowy musi korespondować z modelem społecznym. W Polsce tradycje demokratyczne są zbyt słabe, aby pozwolić na bliskie powiązanie sądów z władzą wykonawczą. Państwu musi wystarczyć, że w polskich procedurach sądowych – nie tylko karnej – zagwarantowana jest silna obecność prokuratora”. Wyliczyła wtedy w dziewięciu punktach, jak należy zmienić system sądownictwo.

I. Jestem zmuszona zabrać głos w chwili przełomowej dla naszej Ojczyzny. Przypominam, że w myśl art. 1 Konstytucji „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wszystkich obywateli”.

W państwie leżącym w sercu Europy, przy pomocy ustaw będących tylko pozorem prawa, usuwa się ze stanowiska I Prezesa SN, urzędującą głowę najwyższego organu sądowniczego, przed końcem konstytucyjnie wyznaczonej kadencji. Jest to zamach na strukturę jednego z najważniejszych organów państwa.

Dokonano tego nie przez użycie sił militarnych, czy paramilitarnych, ale przez uchwalenie niekonstytucyjnych rozwiązań, które według formuły słynnego filozofa Gustawa Radbrucha określa się po prostu jako „ustawowe bezprawie”. Nie stworzono nawet pozorów, jakie zastosowano przy przejmowaniu przez obecną władzę ustawodawczo-wykonawczą Trybunału Konstytucyjnego, gdzie doczekano końca kadencji jego Prezesa.

Teraz nie tylko odrzucono opinie polskiej i międzynarodowej doktryny prawa, dorobek całej judykatury, ale i stanowiska organizacji społecznych, znanych autorytetów krajowych i światowych oraz świadomych polskich obywateli. Stąd

dla burzycieli demokratycznego państwa prawnego, jakim jest w myśl art. 2 Konstytucji Rzeczpospolita Polska – nie ma żadnego usprawiedliwienia ani prawnego, ani moralnego.

Wszystko co godzi w niezależność sądów, w tym wypadku w niezależność Sądu Najwyższego, łamie podstawowe prawo konstytucyjne każdego obywatela: prawo do niezależnego sądu. Wynika to nie tylko z naszej europejskiej kultury, ale i z powszechnie przyjętych w zachodniej cywilizacji standardów prawnych, o czym mówi art. 14 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ.

II. Chciałabym być dobrze zrozumiana. Nie bronię swego stanowiska, przysłowiowego „stołka”, a pryncypiów związanych z demokratycznym państwem prawnym. Dlatego trwałam jako sędzia i Pierwsza Prezes SN pomimo stałych personalnych ataków, rozpowszechnianych o mnie kłamstw i mowy nienawiści. Powiedzieć, że było to zadanie niełatwe, to zbyt wiele przemilczeć!

Znosiłam jednak te brutalne szykany mające mnie zmusić do pokornego milczenia, czy nawet rezygnacji, tylko dzięki świadomości, że ja reprezentuję Naród zarówno jako niezawisły sędzia RP, jak i niezależna I Prezes SN.

Swój mandat otrzymałam od Prezydenta RP, który zgodnie z art.126 ust. 1 Konstytucji „jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej”. Jest to mandat co najmniej tak silny, jak ten, którym cieszą się posłowie, czy senatorowie RP. Przysięgałam, także przed Bogiem, nieugięcie strzec Konstytucji i wynikającej z niej zasady praworządności. Zgoda na ich łamanie byłaby zgodą na bezprawie i niesprawiedliwość; byłaby zgodą na demontaż demokratycznego państwa prawnego, jakim jest RP.

III. Ostrzegam przed łamaniem umowy społecznej jaką jest Konstytucja. Jest to ścieżka nad przepaścią, w którą może spaść cały Naród.

Najbardziej trafnie wyłuszczono to w amerykańskiej Deklaracji Niepodległości z 1776 roku „Rzecz jasna roztropność będzie dyktować, że rządu trwałego nie należy zmieniać dla przyczyn błahych i przemijających (…). Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji zmierzających stale w tym samym kierunku zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego i przyszłego bezpieczeństwa”.

Proszę Obywatelki i Obywateli, aby czytali polską Konstytucję i wyciągali z niej wnioski. Niech we własnym interesie przemyślą drogę, którą podąża rządząca większość. Trzeba bowiem stale pamiętać, że nikt, kto wygrywa demokratyczne wybory, nie rządzi tylko w imieniu swoich wyborców, ale w imieniu wszystkich obywateli.

Nikomu też nie wolno niszczyć struktur konstytucyjnych organów państwa. Tak postępuje tylko okupant. Kardynalna idea dobra wspólnego stanowi zresztą nie tylko kamień węgielny, na którym zbudowano polską Konstytucję, ale znajduje najwyższe uznanie w katolickiej nauce społecznej tak bliskiej wszystkim ludziom wierzącym. Różne naruszenia idei dobra wspólnego są zatem nie tylko nielegalne, ale i głęboko niemoralne. Na to „my naród Polski” jak określamy się w preambule Konstytucji nie możemy nigdy wyrazić zgody.

Małgorzata Gersdorf
Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego

Cham w zabłoconych gumofilcach w salonie

Zwykły wpis

Decyzja prezydenta o podpisaniu projektów ustaw sądowniczych jest zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza odpowiedzią na uruchomienie przez Komisję Europejską wobec Polski art. 7.

Cimoszewicz użył porównania godnego Piłsudskiego: „Wszedł cham w zabłoconych gumofilcach do salonu, wypróżnił się i rechocząc, mówi: nic mi nie zrobicie”.

„Tak to zostanie odczytane w Brukseli. Odpowiedź bardzo arogancka, bardzo butna, będąca demonstracją braku jakiejkolwiek chęci do dialogu z Komisją Europejską. To jest zapowiedź pogarszania się relacji”

– powiedział w TVN24.

„To upodlenie Polski na oczach Europy i sporej części świata”

 dalej komentował Cimoszewicz.

„Wykluczamy się z rodziny demokratycznych, wysoko rozwiniętych państw świata zachodniego. To jest zmiana wizerunku kraju i systemu politycznego na taki, od którego kiedyś, 28 lat temu odeszliśmy”.

Przyznał, że sankcje „są mało prawdopodobne”, lecz istotne są „wszystkie inne konsekwencje: polityczne, prestiżowe, wizerunkowe i wreszcie ekonomiczne”.

Cimoszewicz konstatował: „decyzje w Unii Europejskiej będą podejmowane w sytuacji, w której w zasadzie nie będziemy mieli żadnego sojusznika – ani wśród państw członkowskich, ani w Komisji Europejskiej – który by solidaryzował się z nami, kiedy będziemy podnosili swoje potrzeby. Na potrzeby Polski nie będzie się zwracać uwagi”.

PiS nazwę Polski powinine zamienić na Klops, którego prezydentem jest Dupa.

Takiego klocka postawił Duda.