Tag Archives: Ruch Narodowy

Biereckiemu na kontach szwajcarskich należałoby zrobić kipisz, jak Kwinto Kramerowi w „Vabank 2”

Zwykły wpis

Jeszcze w środę  pan senator z pełną nonszalancją przekonywał dziennikarzy, że nie był przesłuchiwany w sprawie afery SKOK Wołomin i dodał przed kamerami TVN24, że nawet „Z przyjemnością się zjawię, bo na pewno mam wiele do powiedzenia”.

Mleko się jednak rozlało, bo  szef Prokuratury Krajowej Bogdan Święczkowski poinformował nagle, że senator PiS był wcześniej przesłuchany. Dopiero wtedy Bierecki  „uzupełnił” swoją wypowiedź. Przyznał, że do przesłuchania doszło „chyba w 2016 roku”.

„Wczoraj pytanie było, czy byłem przesłuchiwany po zatrzymaniu i przedstawieniu zarzutów kierownictwu KNF, wtedy odpowiedziałem, że nie” – tłumaczył pokrętnie dziennikarzowi TVN24. Dodał, że przesłuchanie dotyczyło „sprawy, w której zostały przedstawione zarzuty kierownictwu KNF”.

Obok wielu innych podejrzeń, to nie jedyna niekonsekwencja i niejasność w dość oszczędnej argumentacji pana senatora, dlatego Platforma Obywatelska chce odwołania go z funkcji przewodniczącego komisji budżetu i finansów.

Senator PO Leszek Czarnobaj tłumaczył podczas konferencji prasowej, że senator Bierecki to „ważny element całej afery SKOK i nie powinien piastować takiej funkcji”.

Dodatkową niechęć wobec Grzegorza Biereckiego wzbudziła jego cyniczna wypowiedź na temat napadu na byłego wiceszefa  KNF – Wojciecha Kwaśniaka. Powiedział dziennikarzom, że co prawda, nie zna przyczyn tego zdarzenia, ale „to nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego”.

Depresja plemnika

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje…

View original post 1 251 słów więcej

Czy elektrowstrząsy społeczne zabiją PiS?

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki nikomu nie wywrócił stolika, jak chcą niektórzy publicyści, odnosząc się do sejmowej bufonady  premiera z wotum zaufania. Niezależnie od tego, jak wypadnie piątkowe wotum nieufności wobec niego, które zgłosiła Platforma Obywatelska, afera KNF nie zostanie zamieciona pod dywan, a jej przerzut na SKOK Wołomin jest zdecydowanie wrażliwszy społecznie, bowiem walczący z mafijnymi układami Wojciech Kwaśniak niemal zapłacił życiem, dzisiaj jasno artykułuje, z jakimi osobnikami się mierzył. Zaś stając przeciw niemu Grzegorz Bierecki i Zbigniew Ziobro bez umawiania się mówią językiem przestępców z Wołomina.

Morawiecki swoją bufonadę przeniósł do Brukseli, gdzie o sporze z Komisją Europejską ws. Sądu Najwyższego i w ogóle sądownictwa w Polsce stosuje sztuczkę z wyciągniętą ręką, premier uważa, że jedną nowelą PiS cofnął demolkę sądownictwa i oczekuje od Komisji Europejskiej, a w szczególności od wiceszefa KE Fransa Timmermansa wycofania skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki jednak mówi to do naszej publiki, bo na unijnych salonach podkula ogon, tam takie prostackie manipulacje nie działają.

PiS ma kłopot z podwyżką cen prądu, różne płyną na ten temat komunikaty, zarówno od ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, jak i spółek energetycznych. Podwyżki będą i to bardzo duże, zarówno dla przedsiębiorców, którzy już podpisują umowy na dostarczenie energii z nowymi cenami, jak i dla gospodarstw indywidualnych. W tej chwili mamy chaos informacyjny, ale to jest jedna z metod pisowskich.

Głowę może dać Tchórzewski i być zdymisjonowany, na kogoś trzeba zwalić winę, ale może być i tak, że PiS przewidując kolejne afery zdecyduje się na przyspieszone wybory i zechce z podwyżkami cen prądu przeczekać do okresu powyborczego. Tak pomyślana była sztuczka z wotum zaufania. Po nich choćby potop.

Jarosław Kaczyński nie może jednak spać spokojnie. Tadeusz Rydzyk całkiem poważnie myśli o starcie swojej partii w wyborach. Ruch Prawdziwa Europa kuma się z Ruchem Narodowym, z tego może powstać koalicja przypominająca neofaszystowski podmiot polityczny księdza Jozefa Tiso. Gdyby tak miało się stać, to Mateusz Morawiecki na 28. urodzinach Radia Maryja na skakałby hopsasa w hołdzie ojcu dyrektorowi.

Nawet jeżeli ceny prądu nie zabiją  PiS, to na pewno ich nie wzmocnią, bo elektrowstrząsy społecznę będa miały miejsce, gdyż Polacy obawiają się – i słusznie – że podwyżki cen prądu są nośnikami podwyżek cen w ogóle.

>>>

Brunatni, Rydzyk i byleJaki. Polska upada na pysk

Zwykły wpis

Trzydzieści tysięcy wiernych złożyło swe podpisy pod zawiadomieniem do prokuratury w sprawie bilbordów z obliczem T. Rydzyka. W ramach akcji „Konwój wstydu” przedefilował on przez kawał Polski, by donieść rodakom, że między innymi właśnie duchowny z Torunia zgarnął 94 mln zł dotacji. „Wstyd, oddajcie kasę” – brzmiał napis umieszczony pod portretem wielebnego.

Zawiadomienie było gotowe i czekało na zainteresowanych na łamach „Naszego Dziennika”. Wystarczyło wyciąć, podpisać, włożyć do koperty i wysłać pod wskazany adres. I toruńscy wierni nie zawiedli.

Uprzejmie informuję, że przygotowanie oraz prezentowanie w miejscach publicznych oraz w mediach billboardu, na którym w sposób bezprawny zamieszczono wizerunek Ojca dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, Dyrektora Radia Maryja, oraz nieprawdziwe i krzywdzące informacje o treści: „Tadeusz Rydzyk wziął 94 mln zł dotacji. Wstyd. Oddajcie kasę”, może stanowić czyn karalny. Mając na uwadze powyższe, wnoszę o zajęcie się sprawą” – brzmiała treść „dokumentu”.

Wyznawcy toruńskiej religii natknęli się jednak na opór śledczych, którzy uznali, że śledztwa nie będzie sprawie z powodu „braku interesu społecznego”.

Poradzili, że pokrzywdzony mógłby sam skierować samodzielny akt oskarżenia. Tymczasem, „Pokrzywdzony zawiadomienia o przestępstwie nie zgłosił – powiedział zastępca prokuratora rejonowego Toruń Centrum-Zachód Bartosz Wieczorek w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

„Brawo śledczy! Odwaga cywilna zaczyna być w cenie” – komentują decyzję śledczych internauci.

Ale taki np. ks. prof. Paweł Bortkiewicz – ten sam, który opozycję nazwał „bandą przygłupów”, której miejsce jest w więzieniu –  jest święcie oburzony decyzją śledczych. „Zdumiewa uzasadnienie prokuratury, zwłaszcza w czasach, w których doceniane są takie wartości, jak kapitał zaufania społecznego” – podkreśla.

Grzmi również biskup Ignacy Dec ze Świdnicy: „Obecność prawdy w życiu publicznym jest sprawą interesu publicznego. Jeżeli państwo i wymiar sprawiedliwości o to nie zadba, to będzie źle ze społeczeństwem” – zauważa duchowny.

A tak by się przydało… W wyemitowanym na antenie TVP materiale chciano pokazać protest mieszkańców niezgadzających się z decyzją władz Warszawy. Informacja o proteście widniała już na pasku informacyjnym TVP, a telewizyjny reporter rzucał się już na przechodniów z gradem pytań… Chodziło o projektowane zwężenie ulicy Górczewskiej. Na odcinku od alei Prymasa Tysiąclecia do ul. Młynarskiej jezdnia ma mieć po dwa pasy ruchu w każdym kierunku. Zwężenie ma spowodować zmniejszenie natężenia ruchu samochodów w tym miejscu i zwiększenie komfortu pieszych.

Nie udało się jednak, bo wbrew oczekiwaniom mieszkańcy najbliższej okolicy są wręcz za…

Górczewska to jedna z głównych arterii Warszawy, którą codziennie przejeżdżają tysiące samochodów. Pod koniec czerwca tego roku stołeczny ratusz wydał decyzję o zwężeniu odcinka ulicy z trzech pasów do dwóch. Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska tłumaczyła wówczas, że obecnie arteria „wtłacza” do stolicy za dużo pojazdów.

„Chcemy to zmienić. Budowa II linii metra, parkingów Parkuj i Jedź czy poprawa siatki połączeń komunikacji miejskiej to sposoby zachęcenia mieszkańców do tego, by korzystali z transportu zbiorowego. Dlatego też podjęliśmy decyzję o zwężeniu wolskiego odcinka ulicy Górczewskiej do dwóch pasów” – oznajmiła Kaznowska.

Reporter telewizji podchodził więc do mieszkańców, od których chciał się dowiedzieć, dlaczego są przeciwni zwężeniu arterii.

„Jaki problem spowoduje zwężenie ulicy Górczewskiej, jak państwa zdaniem ten komfort życia się pogorszy?”  – zapytał „protestujących”.

„Tutaj są dwa pasy w jedną stronę, to nie jest tak, że będzie jakiś armagedon. Ciężko powiedzieć, że to będzie zwężenie. Dla mnie to jest cywilizacja, czyli tak, jak to powinno wyglądać. Czyli drzewa, ławki dla starszych osób” – mówiła warszawianka. „Niestety wiemy, że samochody są główną przyczyną złej jakości powietrza” – dodała.

Reporter TVP zapytał więc o wypowiedź innego mieszkańca.

„Uważam, że ulica Górczewska powinna zostać zwężona. Jest bardzo duże niebezpieczeństwo, że ruch spoza stolicy będzie się kumulował na ulicy Górczewskiej.  Tutaj się nie da oddychać” – argumentował „protestujący”.  „Wszystkie chodniki będą zawalone samochodami i to będzie gigantyczny problem dla ludzi, którzy mieszkają tu, wzdłuż Górczewskiej, na Woli” – dodał mężczyzna.

Reporter TVP zapytał w końcu: – No tak… to zwęzić, czy nie zwężać? „Uważam, że zwężać” – zamknął dyskusję mieszkaniec, który miał protestować przeciwko decyzji władz Warszawy.

„Kiedy chciałeś udowodnić, że wszyscy są przeciwni cywilizowaniu miasta, a okazuje się, że okoliczni mieszkańcy domagają się większej liczby drzew, dróg rowerowych i uspokojenia ruchu samochodów!”  Tak reportaż TVP skomentowała na Facebooku organizacja Warszawski Alarm Smogowy, która walczy o poprawę jakości powietrza nad Warszawą i okolicami.

Nie w smak to telewizji publicznej, zwłaszcza że plany stołecznego ratusza dotyczące ul. Górczewskiej krytykował Patryk Jaki. Zapowiadał, że gdy zostanie prezydentem Warszawy, zwężenie arterii nie dojdzie do skutku.

Waldemar Mystkowski pisze o nowych ustaleniach w sprawie afery podsłuchowej.

Władysław Pasikowski realizując „Pokłosie” chciał nam uzmysłowić, jak w imię dumy narodowej zakłamuje się historię, jak w imię tej dumy dokonuje się zbrodni. Jedwabne było pokłosiem międzywojennego antysemityzmu, źle pojętego polonizmu, który tworzył fałszywe klisze historyczne i narodowe. Tak było kiedyś, tak też jest dzisiaj. Takim założonym z góry fałszem była nieszczęsna ustawa o IPN – i tak naprawdę była w swoim rdzeniu antypolska. Każdy fałsz jest wstydem, a źle pojęta duma narodowa jest wstydem zbiorowym.

Źle pojętą dumę narodową odświeża PiS, partia, która propaguje wartości, bo te pod ich powierzchnią, pod pozłotką są fałszywe, bezwartościowe, bezrefleksyjne.

PiS staje także na czele nowego pokłosia. Zdobycia i utrzymania władzy za pomocą wszelkich dostępnych środków, w tym bezprawnych, a także za pomocą ludzi podejrzanego autoramentu.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku i spowodowała poważne – i zdaje się decydujące – tąpnięcie zaufania Polaków do wówczas rządzącej koalicji PO-PSL, od początku wyglądała na sztucznie wykreowaną. Na taśmach z restauracji „Sowa @ Przyjaciele” padło kilka mocnych słów, niekoniecznie miłych dla ucha określeń, np. Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch…j, du…a i kamieni kupa”. Taka tam publicystka w knajackim wydaniu, zaś niektórzy politycy zamawiali u podsłuchujących ich kelnerów ośmiorniczki.

Były to czasy bardzo spokojne i takie nic wywołało polityczne trzęsienie ziemi. Donald Tusk wówczas sugerował, iż podsłuchy mogą mieć inspirację z zewnątrz.

Dzisiaj coraz więcej dowiadujemy się o zleceniodawcach podsłuchów, które skutkują pokłosiem politycznym w postaci rządów PiS. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” pisze, iż zleceniodawca podsłuchów Marek Falenta zaofiarował je w 2013 roku politykom PiS, a ci tak je rozegrali, iż podejrzenia nie padło na PiS ani na media związane z partią Kaczyńskiego.

Zauważmy, podsłuchy były rozgrywane przez Mariusza Kamińskiego, którego wiarygodność jest zerowa, bo to facecik z wysokim wyrokiem, choć został ułaskawiony wbrew prawu przez Andrzeja Dudę.

Jeżeli tę aferę rzucimy na większy ekran historii, ukażą się kolejne poszlaki. Przede wszystkim Falenta był biznesmenem, który handlował z Rosjanami paliwami i który z nimi miał nieuregulowane rachunki. Czy stamtąd nie doszło do pomocy i inspiracji? A przy tym PiS jest wygodnym ugrupowaniem politycznym dla Kremla, dzisiaj nawet toczka w toczkę realizuje program rozbijania Unii Europejskiej.

Podobnie Kreml rozgrywa politykę wewnętrzną we Włoszech, w Austrii, pomysłem Putina wydaje się być Donald Trump.

Oczywiście, poruszamy się wśród poszlak i miękkich podejrzeń, bo szpiegostwo, agenci wpływu, a nawet pożyteczni idioci są zwykle bezkarni, gdy mamy do czynienia z korzyściami, jakie odnosi duża – w tym wypadku rządząca – formacja polityczna. Afera podsłuchowa ma więc swoje pokłosie w postaci rządów PiS.

Więcej – władza PiS w tym kontekście wygląda na z nieprawego politycznie i bezprawnego łoża. Bękart, bastard. Afera podsłuchowa czeka na swojego Tomasza Piątka, który poświęci ogrom czasu jej pokłosiu i zaryzykuje.

>>>

Ruch Narodowy zebrał się do kupy na I Kongresie

Zwykły wpis

Ruch Narodowy zebrał się wreszcie do kupy. Długo trzeba było czekać na ich I Kongres, bo aż 7 miesięcy, gdy buńczucznie liderzy zapowiadali to 11 listopada ubiegłego roku podczas Marszu Niepodległości.

 

Kupą mości panowie (większość młokosów) zebrali się w centrum konferencyjnym przy Bobrowieckiej w Warszawie. I od razu kupą ruszają do walki. Co ja piszę – do wojny. Bez pardonu: – Albo my, albo oni. To jest wojna – ogłosił Robert Winnicki, lider Młodzieży Wszechpolskiej.

 

Po siedmiu miesiącach buńczuczność endecka ich nie opuszcza, ta kupa to ilość 1000 sztuk ludzi pod krawatem. Jako, że stają naprzeciw większości polityków i Polaków, dodają sobie ducha walki w klasyczny sposób: – Gardzimy wami, politykami z łaski obcych i bogaczami z przekrętów.

 

Rozumiem ich pogardę do szkół, które niedawno ukończyli, a może nie ukończyli. Chcą ukrócić „tresurę testów”. Rozumiem nawet do ustawodawstwa: stop „legislacyjnej biegunce” – jak zapowiedział wzmiankowany Winnicki, chce prawa twardego, ale policja powinna ich endecką i kibolską kupę omijać szerokim łukiem.

 

Ale nie rozumiem biegunki wątpliwości: czy będą kandydować w wyborach samorządowych, do PE i polskiego parlamentu. Panowie, jak wojna to wojna, nie ma czasu na żadne procedury demokratyczne i głosowania. Kupą mości panowie, a nie z biegunką wątpliwości. To, czy siamto. Twardo i na odlew.

 

Przekonał się o tym Krzysztof Bosak, który snuł jakieś rozważania o kapitalistycznej biegunce: gospodarce. Wystąpienie jego nazwane zostało przynudzaniem. Tych biegunek w kupie tysiąca uczestników zauważyłem więcej. Choćby jeden z liderów Artur Zawisza taką biegunkę z siebie wyrzucił: – Nie jesteśmy ksenofobami czy frustratami.

 

Pewnie, że nie jesteście! Co to za wątpliwości, panie Arturze. W kupie 1000 ludzi nie można szerzyć wątpliwości, że kimś się nie jest. Po prostu jest się Polakiem i basta.

 

Albo taki passus: „Nie chcemy podpalać synagog”. No, kurczę, a jak wam się zachce? To co zrobicie? Nie ma już w kraju synagog. Będziecie je budować, a następnie podpalać.

 

Wytłumaczeniem tych zaistniałych paradoksów jest brak zaplecza intelektualnego. Bo kto to jest Rafał Ziemkiewicz, którego nie wpuszczono na średniej jakości salony, albo prof. Krzysztof Jasiewicz, ten od stwierdzenia, że „Żydzi sami przez wieki pracowali na Holocaust”. Zapomniałbym o przedstawicielach Jobbiku, ale oni szwargocą po węgiersku.

 

W każdym razie kupą mości panowie (choć młokosy) wyruszają na wojnę. Jak zapowiedzieli: wrogów Polski „będziemy zwalczać siłą. I nie jest ważne, czy mają garbate nosy czy nie”. Poznacie ich w kupie sztuk 2-10 ludzi podczas wykładów Magdaleny Środy, Adama Michnika, Roberta Biedronia, czy Janusza Palikota. Incydenty nie będą żadną „biegunką”, choć ta kupa będzie napinała mięśnie.