Tag Archives: Przemysław Gosiewski

Kaczyński sprawuje władzę absolutną

Zwykły wpis

Rzeczpospolita nie ma prezydenta, o czym wiemy od dawna. Głową i szyją państwa jest tylko jedna osoba, o czym również wiemy od dawna. To oczywiste oczywistości. Jednak wczoraj coś pękło w narodzie bardziej, niż dotychczas. Upokorzenie, to jest to, co Polaków ubodło. Sekwencja zdarzeń: pogrzebanie przez prezesa sztandarowego projektu prezydenta i dzień później podpisanie przez niego ustaw sądowych, bez mrugnięcia okiem, to jest moment zwrotny dla pisowskiej władzy w Polsce. Bo Polacy jednego nie zdzierżą nigdy – upokorzenia właśnie. Nawet jeśli to upokorzenie dotyka Andrzeja Dudę.

Tu się naczelnik państwa przeliczył. Tak jest już przyzwyczajony do poniżania Dudy, że zatracił swój polityczny węch. Sądził, że kolejna potwarz dana podwładnemu na oczach obywateli, przejdzie bez większego echa i jak dotychczas, po jakimś czasie wzburzenie minie. Tym razem jednak przesadził i będzie to punkt zwrotny, o czym on sam jeszcze nie wie. A może od wczoraj już wie?

Kilka elementów na to się złożyło. Po pierwsze to, że Duda męczył nas swym pomysłem ponad rok, podkreślając na każdym kroku, jak jest dla niego ważny. Napinał strunę z każdym miesiącem, z uporem maniaka forsując kompletnie nierealną datę 10/11 listopada, jako clue sprawy i to mimo płynących z jego obozu ostrzeżeń. A jednak upierał się przy niej. Wyglądało to więc tak, jakby chciał prezesowi rzucić rękawicę, co było przejawem zwykłej śmieszności i musiało skończyć się tym, czym się skończyło. Po drugie, po łapach dostał prezydent niemiłosiernie, bo jego podpis pod ustawami sądowymi nie był nawet formalnością, gdyż nowelizacja (piąta już z kolei) była gotowa do druku kilka godzin przed przedstawieniem, jakie nam zafundowano. Otóż informacja o podpisaniu ustawy pojawiła się ok. 17:50, a już o 18:00 nowelizacja była opublikowana w Dzienniku Ustaw. Tajemnicą poliszynela jest to, kiedy Rządowe Centrum Legislacji dostało dokumenty i jak długo trwało przygotowanie ich do druku? Odpowiedź może być tylko jedna. Całe to przedstawienie to farsa. Nie pierwsza i zapewne nie ostatnia, ale ta konkretnie – przełomowa. I wiele wskazuje na to, że prezes tego nie przewidział.

Protesty w obronie sądów narastały z każdym dniem, ale dopiero wczoraj naród dostał dopalacz w postaci tego poniżenia właśnie. W czwartek protesty odbyły się w 40 miastach Polski i to wcale nie jest koniec. Manifestacje te będą rosły z każdym dniem, tym bardziej, że w Warszawie stało się jeszcze coś, co tylko gniew podsyci. Katalizatorem tym będzie użycie gazu przez policję wobec części protestujących pod Pałacem. Bunt obywateli się wzmoży. I to jest dla władzy wiadomość mało ciekawa.

Odpowiedzialność za to wszystko, co się dzieje i co jeszcze dziać się będzie, ponosi tylko jedna osoba – Jarosław Kaczyński. I rozliczy go za to nie tylko przyszłość, ale przede wszystkim teraźniejszość. Nikt tak nie podzielił Polaków w ponad tysiącletniej historii państwa, jak ten “emerytowany zbawca narodu”. Panie Kaczyński, ta kula śnieżna już ruszyła i zaczęła się toczyć. Polityczny początek końca pana władzy właśnie się zaczął.

Bo co panu jeszcze zostało do zrobienia? Przecież nie może się już pan zatrzymać, o cofnięciu mowy być nie może. Władzy, utożsamianej z pana osobą, cóż pozostaje? Wziąć siłą Sąd Najwyższy, przejąć siłą prywatne media i na koniec sfałszować wybory. Naprawdę wierzy pan w to, że pokona pan większość narodu, mając za sobą 20-30% wiernych poddanych? Przecież wielki projekt kupowania społeczeństwa powoli przestaje działać. Coraz mniej beneficjentów jałmużny 500+ przestaje kojarzyć ją z rządem PiS, nie mówiąc o tym, że to już od dawna nie jest żadne 500 złotych, tylko sporo mniej. Za chwilę naród otrzyma kolejną porcję podwyżek. Tym razem prądu i gazu. Przekupywanie górników też przestanie niebawem działać. A i dobra koniunktura gospodarki światowej za moment stanie się historią. Ta kula, panie Kaczyński, już ruszyła.

A gdzie jest prezydent? Złożył podpis i do Juraty pojechał na zasłużony odpoczynek. Trochę to dziwne, bo lepiej dla niego byłoby wyjechać gdzieś za granicę, byle dalej. Ale skoro pozostał, chwilowo, w Polsce, to jedźmy na Półwysep Helski, przywitajmy go tam szczerze i otwarcie. Pokażmy nasze przywiązanie do jego polityki i pomachajmy mu biało-czerwoną książeczką z napisem “Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej”. To samo pokażmy temu, od ktorego to wszystko zależy i od którego się to wszystko zaczęło.

Na Juratę, Obywatele! I na Nowogrodzką! 

Ponad połowa badanych w sondażu na panelu Ariadna dla Wirtualnej Polski uważa, że prezes PiS Jarosław Kaczyński sprawuje władzę absolutną, a rząd Zjednoczonej Prawicy odpowiada za konflikt ze środowiskiem sędziowskim.

Ponad połowa pytanych, 58 procent (31 proc. – zdecydowanie), uważa, że w Polsce doszło do „poważnych problemów w zakresie praworządności”. 15 proc. ankietowanych jest zdania, że problemu nie ma – ale tylko 5 proc. uważa tak zdecydowanie.  27 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

Szczególnie o powadze problemów są przekonani wyborcy PO, bo aż 86 proc. wskazało na tę odpowiedź (4 proc. nie zauważa tych problemów lub nie uważa je za poważne).

Z kolei wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są podzieleni w ocenie sytuacji – 36 proc. z nich uważa, że w Polsce mają miejsce poważne problemy z praworządnością i również 36 – że takich problemów nie ma.

Na pytanie, „czy w Polsce obowiązuje trójpodział władzy, czyli niezależność władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej?” – większość, bo 40 proc. pytanych, odpowiada, że taki podział już nie obowiązuje (22 proc. uważa tak zdecydowanie).

Przeciwnego zdania jest 23 proc. ankietowanych, w tym zdecydowane przekonanie wyraża 5 proc.

37 proc. nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

O ile wśród wyborców PO wysoki odsetek negatywnych odpowiedzi jest zrozumiały – 70 proc. pytanych uważa, że trójpodział władzy nie obowiązuje, przeciwnego zdania jest 11 proc. – to również wśród wyborców PiS jedna piąta ankietowanych (20 proc.) zauważa, że trójpodział władzy nie funkcjonuje. Przeciwnie uważa 42 proc.

Ankietowanych spytano również, kto ich zdaniem odpowiada za konflikt między rządem a środowiskiem sędziowskim.

Zdaniem 29 proc. ankietowanych winny jest rząd Zjednoczonej Prawicy, 18 proc. wskazało na polityków partii opozycyjnych. Sędziów obwinia 9 proc. ankietowanych, a Komisję Europejską – 5 proc.

39 proc. pytanych nie potrafi wskazać strony odpowiedzialnej za ten stan.

Ostatnie z pytań dotyczyło opinii badanych, czy według nich „prezes PIS Jarosław Kaczyński sprawuje obecnie w Polsce władzę absolutna i totalitarną”.

Większość badanych – 54 proc. – jest takiego właśnie zdania, w tym 33 proc. – zdecydowanie.

Przeciwnego zdania jest 21 proc, wśród nich 9 proc. uważa, że Kaczyński zdecydowanie takiej władzy nie pełni. Co czwarty Polak, 25 proc. ankietowanych, nie ma zdania.

Zgodni w swojej ocenie są sympatycy PO. Według 82 proc. Kaczyński pełni władzę absolutną, nie uważa tak 12 proc.

Wśród sympatyków PiS większość, bo 44 proc. również jest zdania, że prezes partii rządzącej pełni władzę absolutną. Nie uważa tak 34 proc. pytanych.

>>>

PiS kastetem chce wybić Polakom demokrację z głowy. Boję się, że po ich upadku nie będzie miłościwego Okrągłego Stołu

Zwykły wpis

>>>

i skłóciłeś Polaków.Zapłacisz za to.Dlatego życzę ci z całego swego serca powrotu do zdrowia.Chcę cię widzieć na ławie oskarżonych.

Potraktowana tak jak niebezpieczny terrorysta – bandyta: KLEMENTYNA SUCHANOW – wybitna pisarka mimo młodego wieku.

Kaczyński nie jest tchórzem

Pani poseł Scheuring-Wielgus powiedziała z mównicy sejmowej, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią. Niszczenie wolnego sądownictwa i utrwalanie autorytarnych rządów, opartych na populistycznej ideologii oraz kaście zdemoralizowanych karierowiczów i sprzedawczyków o złamanych kręgosłupach, to nie jest żadne tchórzostwo. To raczej zemsta frustrata, który odgrywa się na nas wszystkich za swoje nieudane i gorzkie życie. Jarosław Kaczyński gra już ostatnie akordy swojej symfonii. W tej kadencji słyszymy wściekłość: a masz, a masz! Zostawię wam taki gnój, że się z niego nie wygrzebiecie przez całe lata. Popamiętacie mnie sobie. Nawet jeśli na zawsze pozostanę czarnym charakterem, to nie śmiecie już nigdy obalić pomników Lecha Kaczyńskiego i na zawsze wryję się w waszą pamięć. Lekcji, jaką dał wam Jarosław, nie zapomnicie nigdy!

Kaczyński nie jest tchórzem. On się nie boi. Sieje strach wokół siebie, lecz sam go nie odczuwa. Nie ucieka przed własnym strachem, jak wielu innych dyktatorów. Apatyczny, choć od czasu do czasu wstrząsamy paroksyzmami nieokiełznanej nienawiści („mordy zdradzieckie, kanalie”), lewituje ponad swoim stadem, ponad rzeczywistością, bo jest wypalonym i zgorzkniałym melancholikiem, wyobcowanym i zamkniętym w sobie. A tam – „w sobie” – pustka. Jest do bólu nieciekawy – nawet dla samego siebie. Jeszcze czasami obudzi się w nim wściekłość i ból, gdy przypomni sobie dawne upokorzenia, lecz na co dzień jest zmęczony i zobojętniały. Jeśli dręczy nas i poniża Macierewiczami i Ziobrami, jeśli napuszcza na nas ludzi dewastujących kraj, jeśli pozwala na wszechobecną hucpę i korupcję, to nie dlatego, że chce nas zgnębić i przerazić, lecz po prostu dlatego, że jest mu obojętne, jakich ma ludzi i co ci ludzie wyczyniają. Liczy się tylko to, że może ich kontrolować. Bo kontrolowanie ludzi jest jedyną rzeczą, która go w melancholii pociesza i kompensuje jego zadawnione kompleksy. Wierzy, że w jego działalności przejawia się duch dziejów, a każdy zdemoralizowany oficer jego armii, każdy szeregowiec i każdy obywatel w ogóle to tylko nawóz historii. Historii, której demiurgiem jest on sam i jego brat. To po prostu Duch Dziejów powołał ich do stworzenia nowej Polski i nowego narodu – karnego i bogobojnego, posłusznego władzy i odpornego na miazmaty zgniłego zachodu. Czy to pycha? Nie sądzę. Myślę, że raczej kicz, zwykła ludzka głupota. Pycha Kaczyńskiego fascynuje i pociąga, lecz sam jest zbyt zakompleksiony i przewrażliwiony na swoim punkcie, by znać prawdziwą pychę. W pewnym sensie jest nawet skromny. Da się lubić i te okruchy sympatii ze strony kilkorga bliższych przyjaciół utrzymują go przy życiu.

Bo w biednej głowie Kaczyńskiego są strzępy endeckich fantazji rodem z początku XX wieku, iluzje politycznej mitomanii, przebrzmiałe mędrkowania o wychowaniu narodu i inne staromodne śmiecie. Całe to egzotyczne imaginarium nie mające nic wspólnego ze współczesną rzeczywistością, nie mówiąc już o współczesnych standardach moralności społecznej, zanurzone jest w dodatku w złych emocjach zgorzkniałego frustrata. Kaczyński żyje dzięki bliżej nieokreślonemu poczuciu własnej racji, ukrytej za murem niezrozumienia. Uważa się za postać tragiczną, za wyniosłego Jedynego, za samotnego geniusza, którego posłannictwo jest tak wielkie, że nawet sam do końca go nie pojmuje. A przecież jest ono takie proste! Chodzi tylko o zrekompensowanie własne życiowej klęski – o ojca, o samotność, którą trzeba pomścić, o Wielką Tajemnicę, którą i tak wszyscy znają, o upokorzenia młodości, spersonifikowane w osobie Adama Michnika, o upokorzenia późniejsze, spersonifikowane w osobie Donalda Tuska. Taka jakaś prosta psychologia. Taka nieciekawa psychologia.

Jakże dobrze go już znamy. To już trzydzieści lat! Jest dla nas jak kłopotliwy członek rodziny, o którym wiemy więcej, niżbyśmy chcieli i którego „tajemnice” tyleż są dla nas nie do końca jasne, co i mało nas już obchodzą. Kaczyński jest „freakiem”, dziwakiem oderwanym od życia i życiowo niesamodzielnym. Takich nieudolnych, dysfunkcyjnych ludzi są wokół nas tysiące. Traf chciał, że szalona ambicja i chęć odegrania się na tych, którzy go w młodości skrzywdzili, zawiodły tego akurat dziwaka na szczyty władzy. Grupa żądnych władzy i pieniędzy karierowiczów w pewnym momencie uwierzyła, że ktoś taki, tak bardzo róży od nich, może zostać ich guru i przewodnikiem. Wybrali go sobie, bo jest inny. I w dodatku „święty”, bo nie zależy mu na kasie. Taki ktoś może widzi więcej, może ma poparcie w niebie? Kto tam wie. Lepiej z nim nie zadzierać. Tym bardziej, że jest bezwzględny i okrutny – gotów sponiewierać, zużyć do cna i wyrzucić każdego. Lepiej więc być posłusznym, to więcej się nachapie, zanim się pójdzie w odstawkę, co przecież i tak kiedyś nastąpi. A skoro los ten dotyka wszystkich, to przynajmniej wobec ojca wszyscy są równi. Zawsze to jakaś sprawiedliwość. Lepsza taka niż żadna. Mechanizm znany od starożytności, zapisany nawet w kodzie religijnym, gdzie wszak każdy jest równy i nic nieznaczący w obliczu Pana. Kaczyński nauczył się tak funkcjonować. Nauczył się okrucieństwa, które zapewnia mu posłuch i szacunek. Inność, chociaż jest tak banalna, bo polega na zwykłym dziwactwie i mizantropii, wystarczy, by ludzie mierni i marni, którzy otaczają Kaczyńskiego i wysługują się mu za garść srebrników, uwierzyli, że mają sprawiedliwego pana, za którym stoi jakaś tajemnicza racja, usprawiedliwiająca ich poniżenie i degrengoladę.

Kaczyński nie jest tchórzem. Jest chory, jest zmęczony, jest zbolały i przegrany. Ale nie ucieka przed swoimi wrogami. Dawno już pokazał, jaki jest i odpuścił sobie pozory. Od pozorów ma ludzi. Tak jak od wszystkiego. On już nic nie musi. Nie musi nawet udawać, że ma jakieś zasady czy moralność. Niczego nie udaje. Jest sobą. Jest wolny. Jest być może jedynym wolnym człowiekiem w tym kraju.

Sejm uchwalił zmiany, które pozwolą przyspieszyć przejęcie Sądu Najwyższego. W Sejmie odbył się rytuał, który powtarza się od pierwszej ustawy „naprawczej” o Trybunale Konstytucyjnym: nadzwyczajny tryb procedowania, dzięki któremu ustawa mogła przejść przez Sejm w niecałe 48 godzin, i dantejskie sceny podczas prac w komisji posła Piotrowicza, gdzie opozycja usiłowała debatować i składać poprawki. Padł chyba kolejny rekord: dostali po 30 sekund na złożenie i uzasadnienie każdej poprawki. Z czego i tak średnio mogli skorzystać, bo zagłuszała ich posłanka Pawłowicz, wykrzykując o „bydle” i „chlewie”.

Tryb uchwalania ustawy ma wartość praktyczną

Opór opozycji miał wartość symboliczną, bo i tak nie mógł wpłynąć na uchwalenie ustawy. Tak jest od dwóch i pół roku z każdą ustawą PiS. Ale ma też wartość praktyczną: kiedyś, gdy będziemy szukali prawnych, a nie pisowskich metod na naprawę państwa, fakt przyjmowania ustawy w tym trybie będzie miał wpływ na możliwość jej uchylenia i odwrócenia jej skutków – choćby w postaci obsadzenia Sądu Najwyższego. Podobnie jak to, co dwa tygodnie wcześniej działo się w Krajowej Radzie Sądownictwa Dobrej Zmiany podczas obsadzania wolnych miejsc w sądach administracyjnych: stosowanie dyskryminacji ze względu na światopogląd to nie tylko łamanie tzw. ustawy antydyskryminacyjnej, ale też konstytucji i prawa Unii Europejskiej. Nic nie pozostanie bez echa. A Komisja Europejska patrzy.

Bez echa i bez zauważenia w Europie i na świecie nie pozostaną też obywatelskie protesty pod Sejmem. Nie bardzo liczne, za to dziejące się na coraz większych emocjach. Są zatrzymani, są poszkodowani przez policję. Protesty dzieją się w scenerii, która nieustająco budzi na świecie zdumienie: parlamentu otoczonego żelaznym płotem i kordonami policji. Już sam ten obraz jest wystarczająco drastyczny jak na państwo leżące w centrum Europy.

Protesty mają znaczenie

Protesty społeczne, czy bierze w nich udział sto, czy sto tysięcy osób, nie powstrzymają PiS. To już wiemy z doświadczenia ostatnich lat rządów tej partii. Ale to nie znaczy, że protesty nie mają znaczenia. Dzięki nim Komisja Europejska rozpoczęła procedurę zmierzającą do zaskarżenia do Trybunału Sprawiedliwości ustaw sądowych. Policjanci zaczynają mieć wątpliwości, czy chcą wykonywać rozkazy wymierzone przeciwko protestującym. Zdarzyło się nawet, że wykonywali je tak mało gorliwie, że nowa Straż Marszałkowska musiała ich zastąpić, działając poza obszarem parlamentu, co było przekroczeniem uprawnień.

Protesty mają znaczenie, bo pokazują, że Polacy wciąż domagają się powrotu państwa prawa. Jeśli coś się tli – zawsze może zapłonąć. A protestujący są jak wyrzut sumienia dla tych, którym się nie chce lub się boją. Wreszcie „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”, co doskonale pokazuje historia PRL.

Co może zrobić NSA

W sprawie obsady Sądu Najwyższego PiS przeforsował w Sejmie, co chciał. Za kilka dni, bez poprawek, uchwali to Senat, a najważniejsze przepisy ustawy wejdą w życie natychmiast po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. KRS może sprawnie obsadzić Sąd Najwyższy, może bowiem odrzucać „z przyczyn formalnych” podania, które mu się nie spodobają, i w ten sposób eliminować z udziału w konkursie, co przyspieszy obsadzanie. Od owego odrzucenia nie przysługuje odwołanie, a więc Naczelny Sąd Administracyjny nie będzie mógł zbadać, czy kandydat rzeczywiście nie spełniał jakichś wymogów formalnych.

Tak przynajmniej chce PiS. Ale nie musi tej woli przeprowadzić. Bo NSA może przyjąć skargę na to, że kandydata odrzucił organ, co do którego nie ma pewności, czy jest Krajową Radą Sądownictwa. I ocenić – w zgodzie z polską konstytucją i europejskimi standardami (tu pożyteczna będzie opinia Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa) – czy KRS Dobrej Zmiany działa legalnie, a jej decyzje mają moc prawną.

Wystąpienie prezes Gersdorf w Karlsruhe

Trzeba bronić państwa prawa

Sędziowie mogą stawiać opór bezprawnemu prawu. A właściwie powinni. Skoro wymagamy tego od sędziów, którzy orzekali w stanie wojennym, tym bardziej możemy tego wymagać dzisiaj, kiedy za opór przecież bezprawnemu prawu grożą mniej drastyczne konsekwencje. I gdy w Polsce obowiązuje prawo Unii Europejskiej.

Ale niezależnie od wyroku NSA (jeśli taki będzie) najpóźniej we wrześniu w Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie, wyselekcjonowani przez PiS. I wybiorą spośród siebie nowego prezesa Sądu Najwyższego. Wtedy przed „starymi” sędziami SN będzie wybór: czy nadal uznawać będą prof. Małgorzatę Gersdorf za urzędującego prezesa, czy będą posłuszni nowemu? PiS już grozi, że za nieposłuszeństwo będą kary dyscyplinarne, z wydaleniem z zawodu włącznie. Ale nobles obliques.

Być może część z nich, by uniknąć wyboru i jego konsekwencji, zechce odejść z SN. PiS przygotował dla nich korupcyjną propozycję: wcześniejsze przejście w stan spoczynku. Kiedy będą rozważać odejście z SN, pod Sądem Najwyższym znowu będą stali obywatele, przypominając, że to byłaby dezercja. Państwo prawa nie jest stracone. Stracone będzie wtedy, gdy jego obrońcy przestaną stawiać opór.

Klementyna Suchanow tłumaczy, dlaczego pomazała ścianę Sejmu

Wczoraj wieczorem w TVN24 prowadzący program nawoływał polską policję do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy państwowej. Zwracam się z pytaniem do właściciela tej stacji, czy akceptuje taki przekaz swojej telewizji? Proszę także o opinię w tej sprawie”- napisał na Twitterze wicepremier Piotr Gliński, a szef KRRiT Witold Kołodziejski, pogroził że może zostać wszczęte postępowanie w tej sprawie. Dodał w rozmowie z PAP, że „podejmuje takie sprawy na wniosek każdego obywatela”.

Kołodziejski, swoje zdanie poparł artykułem dotyczącym zakazu „propagowania działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym”.

Chodzi o to, że w jednym z ostatnich odcinków programu „Szkło kontaktowe” współprowadzący program red. Marek Przybylik, komentując piątkowe protesty i konfrontacje demonstrujących z policją przed Sejmem, stwierdził iż „policjanci nie powinni walczyć z demonstrantami, tylko z politykami”. Uznał, że swoimi obecnymi działaniami funkcjonariusze „chcą pokazać, jacy są sprawni i służebni wobec polityków”.

Stacja TVN24, jak dotąd oficjalnie nie zajęła stanowiska wobec stawianych zarzutów. Zamieściła jedynie post na Twitterze, który wcześniej opublikował redaktor naczelny stacji Adam Pieczyński, określający „Szkło kontaktowe” jako program satyryczno-komentarzowy”, dodając, że „wszelkie wypowiedzi w nim zawarte należy interpretować jako satyryczne komentarze, a nie stanowisko stacji w jakiejkolwiek sprawie”.

„Czas na sąd ostateczny” i „PZPR” – takie napisy pojawiły się na drzwiach i ścianach biur członków Prawa i Sprawiedliwości – przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego i senatora Andrzeja Mioduszewskiego. Politycy mają wspólne biura w Wąbrzeźnie i Golubiu – Dobrzyniu.

O zdarzeniu poinformował Krzysztof Czabański na Facebooku.

Jak napisał, „podejrzane są dwie kobiety wysłane najpewniej z zewnątrz z ‚misją specjalną'”

Polityk poinformował, że sprawą zajmie się powiadomiona już policja, a w ustaleniu winnych pomoże monitoring.

Senator Mioduszewski dodaje, że charakter pisma, choć incydenty miały miejsce w różnych miastach, wydaje się taki sam.

Zdewastowanie biur nazywa „atakiem sił politycznych na PiS”, ze wskazaniem na KOD i Obywateli RP.

Kastet, którego używa PiS, aby wybić Polakom demokrację z głów, zostanie użyty w stosunku do nich.
U nie będzie Okrągłego Stołu, tylko spieprzanie do „ciepłego człowieka”.

Hairwald

Reżyser i pisarz Andrzej Saramonowicz o zachowaniu policji wobec protestu przed Sejmem.

W sieci pojawiło się kolejne nagranie z zatrzymania protestującego pod Sejmem. Tym razem chodzi o Bartosza Adamczyka, który twierdzi, że „był podduszany, i to bardzo mocno”.

– Stawiano mi buty na głowie, na lewe ucho i na prawe ucho. Poza tym mnie podduszano, i to bardzo mocno. Panowie policjanci, jeden do drugiego mówili: Podduś go bardziej – tak zatrzymanie na terenie Sejmu opisuje protestujący Bartosz Adamczyk.

Jego relację zarejestrował poseł Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej. Całe nagranie opublikował na Twitterze.

O zatrzymaniach na terenie Sejmu zrobiło się głośno, kiedy…

View original post 1 854 słowa więcej