Tag Archives: Powstanie Warszawskie

Hipokryzja PiS osiąga kolejny poziom żenady w stosunku do bohatera Powstania Warszawskiego

Zwykły wpis

Setki osób towarzyszyło w ostatniej drodze generałowi Zbigniew Ściborowi-Rylskiemu, uczestnikowi kampanii wrześniowej, bohaterowi Powstania Warszawskiego, żołnierzowi Armii Krajowej, kawalerowi Krzyża Wojennego Virtuti Militari. – „Byłeś człowiekiem wielkim. Swoim życiem dowiodłeś, że zło nie wygrywa. Byłeś człowiekiem oddanym drugiemu człowiekowi i zawsze myślałeś o innych. Byłeś wolnym człowiekiem, potrafiłeś wybaczać i nie bałeś się śmierci” – powiedział wnuk generała Michał Kochański.

Oprócz rodziny i przyjaciół, w uroczystościach na warszawskich Powązkach wzięli udział m.in. wiceprezesi Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska i Zbigniew Galperyn, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Leszek Żukowski, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, były prezydent Bronisław Komorowski, szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Pogrzeb odbył się z asystą wojskową, ale bez udziału zwierzchnika sił zbrojnych, czyli Andrzeja Dudy – odczytano jedynie jego list. Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej, kierowane przez Mariusza Błaszczaka, ograniczyło się – jak ustalił dziennikarz „Faktu” – do wysłania wiązanki kwiatów na pogrzeb generała brygady Wojska Polskiego!

„Pogrzeby też są swoje i obce. Na te obce wysyłamy wiązanki”; – „To jest ten szacunek dla historii i powstańców, o którym tak ochoczo mówi każdy polityk PiS w TVP”; – „A co się spodziewać po osobnikach przysięgających na Konstytucję z „Tak mi dopomóż Bóg”, którzy to plują na tę Konstytucję na Polskę, na Polaków i na Boga. Konstytucją, Bogiem, Narodem gęby sobie wycierają. Odszedł na wieczną wartę ostatni oficer II RP. Niech spoczywa w spokoju” – komentowali internauci.

Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli teraz Dudzie odegrać rolę ojca narodu. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy – mówi nam dr Marek Migalski, politolog. Pytamy o spór w PiS-ie i o słabnącego Kaczyńskiego. – Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uważa, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny – zaznacza.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent „zastanawia się” nad zawetowaniem ustawy zmieniającej ordynację do Parlamentu Europejskiego. W co gra prezydent z PiS-em?

DR MAREK MIGALSKI: Tak naprawdę kwestia zmiany ordynacji do PE jest sprawą trzeciorzędną, w przeciwieństwie do ordynacji do parlamentu. To jest ważne, żeby zrozumieć, co się dzieje. Interpretując zachowanie prezydenta, można przyjąć dwie sprzeczne interpretacje. Pierwsza jest taka, że to ułożona gra między Dudą a Kaczyńskim. Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli Dudzie odegrać rolę ojca narodu, psychodramę pt. prezydent wszystkich Polaków wsłuchujący się w głosy mniejszych partii, zjednoczyciel ponad podziałami. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy.

Druga interpretacja jest z tym sprzeczna, ale równie logiczna. To jest de facto próba zapewnienia sobie przez Andrzeja Dudę w 2020 roku, na wypadek niepoparcia go przez PiS, jakichś struktur i sił, które mogłyby go poprzeć, zorganizować kampanię, zebrać podpisy i uczynić jego kandydaturę realną. Byłoby to szukanie alternatywy dla PiS. Stad kokietowanie Kukiza, ugrupowania Marka Jurka i mniejszych formacji politycznych.

To jest o tyle mniej prawdopodobny scenariusz, że jest niepodobny do Andrzeja Dudy. Taka chęć na samodzielność chyba przeszła prezydentowi po tym jak PiS odrzuciło mu referendum, jego ukochane dziecko. Gdybym miał wybierać, to bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, chociaż drugi też jest realny. Trzeba sobie zdać sprawę, że kalendarz wyborczy działa na niekorzyść Dudy, bo najpierw są wybory parlamentarne na jesieni 2019 roku, gdzie to Duda jest potrzeby PiS-owi, a dopiero później są wybory prezydenckie, gdzie PiS jest potrzeby Dudzie.

Pojawiły się głosy, że nowelizacja ordynacji do PE miała zablokować Macierewicza, który groził, że wystawi własne listy do PE z poparciem toruńskiego redemptorysty. To możliwe?

To, o czym pani mówi, byłoby potwierdzeniem scenariusza pierwszego. Zagrożenie ze strony Macierewicza było realne, ale ono minęło, dlatego PiS nie musi się upierać przy tej zmianie, a przy okazji Andrzej Duda będzie miał możliwość występu w swojej ulubionej roli zjednoczyciela narodu i człowieka niezłomnego. Warto zaznaczyć, że

ta nowelizacja ordynacji miała uderzać nie tylko w rozłamowców jak Macierewicz, ale też w Kukiza, Korwina, narodowców i wszystkich innych prawicowych konkurentów PiS – po to, aby na pół roku przed wyborami parlamentarnymi dotarła do prawicowych, a nie PiS-owskich wyborców informacja, że jedynym realnie istniejącym bytem na prawicy jest PiS. To mogła być taka psychologiczna gra.

O tym, że to gra, może świadczyć szybki podpis prezydenta pod bardzo ważną nowelizacją o SN w 24 godziny po tym jak PiS zablokował referendum konstytucyjne?

Gdyby Duda chciał się usamodzielnić, to moment między zablokowaniem referendum, czyli jego flagowego pomysłu, jego dziecka, a podpisaniem ustaw niszczących de facto wymiar sprawiedliwości w Polsce był najlepszym na to momentem. To dałoby mu narrację, że oto jestem prezydentem wszystkich Polaków, chcę żeby to oni decydowali o najważniejszych sprawach, skoro PiS na to nie pozwala, to zablokuję ustawy, które mogłyby uczynić wymiar sprawiedliwości partyjnym narzędziem, i proszę, aby traktować mnie od tego momentu jako kandydata obywatelskiego. To byłoby obciążone ogromnym ryzykiem, ale miałoby sens. Teraz, po tym jak po odrzuceniu pomysłu referendum podpisał nowelę o SN, a kłóci się z PiS-em o trzeciorzędną sprawę, jaką jest zmiana ordynacji, wygląda to dziwnie i niewiarygodnie. Oczywiście

dobrze, żeby ta ordynacja została zablokowana, bo realnie podnosi próg wyborczy, co jest akurat w tych wyborach bezsensowne. Próg wyborczy jest słuszny w wyborach do parlamentu, aby eliminować maluchów, co pozwala na skuteczniejsze budowanie koalicji i rządu. Takie działanie w stosunku do wyborów do PE jest niezasadne, blokuje różnorodność i lepszą reprezentację.

Nowelizacja wymusiłaby też zjednoczenie opozycji?

To prawda, rzeczywiście, gdyby opozycja zachowała się mądrze, to mogłaby je wygrać. Gdyby było tak, że na jedną wspólną listę antypisowską, czy to komitetu obywatelskiego, czy jakkolwiek by się to nazywało, weszłyby nie tylko PO, Nowoczesna i PSL, ale również SLD, to mogłaby powstać pierwsza silna lista, która mogłaby wygrać wybory, co na pół roku przed wyborami parlamentarnymi byłoby nie do przecenienia. Taka kalkulacja też mogła być na Nowogrodzkiej.

Czy zatem kandydatura Andrzeja Dudy z ramienia PiS-u na II kadencję jest przesądzona?

Moim zdaniem nie. Jakkolwiek śmieszne to by się wydawało pani, naszym czytelnikom i mnie, Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uznaje, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny. To przypuszczenie plus starzejący się Kaczyński oznacza, że wpływy prezesa będą maleć wobec ciągle młodego urzędującego prezydenta w latach 2020-2025. W naturalny sposób wówczas duża cześć prawicy zaczęłaby się orientować na przyszłościowego polityka, jakim byłby Duda, niż na starzejącego się Kaczyńskiego. To może oznaczać, że

Kaczyński może woleć pozwolić przegrać jakiemuś innemu kandydatowi, którego wskaże, jak Morawiecki czy Szydło, niż pozwolić wygrać Dudzie, bo dla Kaczyńskiego najważniejsza jest partia. Dla prezesa Duda na II kadencję jest gorszy niż prezydent z PO.

Jest data przesłuchania Donalda Tuska przed  komisją śledczą Amber Gold, to 2 października, czyli tuż przed wyborami. Ta data nie jest przypadkowa?

Tak, bo ten spektakl wtedy powinien osiągnąć kulminację. Zresztą przewodnicząca Wassermann wspominała o tym już wcześniej, że Donalda Tuska chce sobie zostawić na deser. Natomiast na ile znam talenty Tuska i widzę talenty pani Wassermann, to mam wrażenie, że ten pojedynek może być nierówny. Oczywiście wiemy, jak przedstawią to „Wiadomości” TVP, natomiast dla wszystkich innych może okazać się jasne, że zwycięstwo odniósł Donald Tusk. Były premier nie raz pokazał, że umie grac mediami, a także ostro się konfrontować ze swoimi politycznymi przeciwnikami.

Gdyby mnie ktoś z PiS-u zapytał, chociaż oczywiście tak się nie zdarzy, to ja bym odradzał taką ryzykowną zabawę z Tuskiem. Przypominam, że już raz taka konfrontacja między najinteligentniejszym człowiekiem w PiS-ie, czyli Jarosławem Kaczyńskim, a Donaldem Tuskiem w 2007 roku zakończyła się tym, że wybory wygrała PO. Nie sądzę, żeby pani Wassermann była bardziej błyskotliwa niż Kaczyński.

Czy kandydatem PO w wyborach prezydenckich będzie Donald Tusk?

Nikt tego nie wie, dlatego że nie jest jeszcze co do tego przekonany Donald Tusk. Moim zdaniem on nie podjął jeszcze decyzji, ale jeżeli się zdecyduje, to Grzegorz Schetyna nie będzie miał wyjścia.

Ziobro, Macierewicz, Brudziński. Przez takich gnije Polska

Zwykły wpis

„Doszło do skandalicznego zjawiska. Nasze organizacje były inwigilowane przez funkcjonariuszy policji, którzy mogli zamiast tego inwigilować organizacje przestępcze, do czego zostali powołani” – powiedział Piotr Kołomycki ze stowarzyszenia Młodzi Demokraci. Portal oko.press opisał dziś policyjną akcję obserwacji spotkania młodzieżówek ze Zbigniewem Hołdysem.

Odbyło się ono rok temu podczas protestów przeciw przeprowadzanym przez PiS zmianom w sądownictwie. – „Komenda stołeczna kazała policjantom po cywilnemu obserwować spotkanie działaczy młodzieżówek ze Zbigniewem Hołdysem. Tajniacy cztery godziny stali pod klubokawiarnią Państwomiasto” – czytamy w oko.press.pl.

Artur Jaskulski z Federacji Młodych Socjaldemokratów działania służb uznaje za niedopuszczalne. „One nie powinny były mieć miejsca w państwie demokratycznym. Uważamy to za próbę zastraszenia młodych obywateli, którzy walczą o demokrację, troszczą się o kraj” – powiedział. Były lider młodzieżówki Nowoczesnej Adam Kądziela dodał, że czynnościom operacyjno-rozpoznawczym mogą być poddane jedynie osoby, wobec których istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. – „Idąc tokiem rozumowania obecnej władzy: wobec osób, które dyskutują o stanie demokracji w Polsce, istnieje domniemanie, że mogą popełnić przestępstwo. Jeśli faktem jest to, co zawierają komunikaty policji i to, o czym donosi portal oko.press, to mamy do czynienia z nieprzyjemną sytuacją, ale też ze strachem władzy. Ten strach wcześniej dotykał polityków opozycji, rok temu dotknął nas, a afektem końcowym może być to, że dotknie każdego obywatela. Należy zadać pytanie, czy w czasach, kiedy doszło do rozkładu trójpodziału władzy, a rząd PiS przejął polityczną pieczę i władztwo nad polskim wymiarem sprawiedliwości, takie zjawiska jak inwigilowanie obywateli będą na porządku dziennym” – stwierdził Kądziela.

„Całe życie to samo. Przygnębiające. Zawsze te same osoby są inwigilowane. Czy mają 17, czy 67 lat” – skomentował na Twitterze Zbigniew Hołdys. Kilka godzin później dodał z ironią: – „Informuję, że jestem w dużym sklepie Auchan, rozmawiam z młodymi ludźmi, gratulują mi, filmujemy to kamerką, nie widzę dronów nad głową, niewykluczone, że pozostali klienci, których kręci się tu sporo, mają nas na oku. Albo ci młodzi, cholera wie. W kafelkach widzę podwęch”.

Znowu na pierwsze strony gazet wraca temat katastrofy smoleńskiej. Po wielu zabiegach, Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zgodził się na przyjazd prokuratorów i ekspertów, by mogli dokonać oględzin tupolewa.

Antoni Macierewicz ma swoje zdanie w tej sprawie i zgodę Rosji nazywa jawną kpiną. Stwierdził w Radiu Maryja, że według niego „mamy do czynienia z bezczelną i tradycyjną grą rosyjską, którą znamy w Polsce od wieków”. Podkomisja smoleńska chce bowiem dokładnie zbadać samolot i dokonać jego rekonstrukcji, a Rosjanie „z jednej strony mówią proszę bardzo, możemy zgodzić się na oględziny, ale nie badanie. A równocześnie w skierowanym do mnie piśmie odpowiadają, że rekonstrukcji w żadnym wypadku nie będzie, na rekonstrukcję się nie zgodzimy”.

Przypomina też, że zgodnie z raportem Rady Europy dotyczącym katastrofy smoleńskiej, „obowiązkiem Rosji jest oddanie wraku”. Samolot powinien więc być zwrócony, a sama zgoda tylko na obejrzenie to absurd.

Nieco inaczej na sprawę patrzy Katarzyna Lubnauer. Napisała na Twitterze, że „Od zawsze mówiłam, że Putinowi opłaca się zwrócić wrak, jeśli przechyli to szale zwycięstwa na stronę PiS w wyborach 2019 r. Bo PIS dobrze służy polityce Putina – rozwala UE”. Czas pokaże czy pani Lubnauer ma rację i Tupolew wróci do Polski.

Również Tomasz Lis nie ukrywa swojego zdania w tej sprawie. Według niego „Coraz głośniej się mówi, że Putin za chwilę zrobi jakiś gest wobec reżimu w Warszawie za neutralną wobec Rosji i wrogą wobec UE i Ukrainy politykę PIS. Wrak wraca?

No tak. Nie wiem, czy to rzeczywiście ukłon Rosji w stronę PiS, ale zbliżają się wybory, więc i wraca temat katastrofy, który jak żaden inny, utrzymuje elektorat PiS w posłuszeństwie i oddaniu. Zapewne pojawią się nowe koncepcje i pan Macierewicz popłynie na fali własnej fantazji. Chwilowo jednak trzeba wysłać przekaz do narodu, że Rosja wciąż się opiera, pozwoli tylko popatrzeć na Tupolewa ekspertom z Polski i to nic nie da.  No chyba że ci eksperci są tak profesjonalni, że wystarczy im spojrzeć a już będą wiedzieć, co i jak.

„Cejrowski NIE wystąpi w Belfaście w Strand Arts Centre. Udało mi się. Ci, którzy nazwali mnie kapusiem albo wymyślali inne idiotyzmy, mówię Wam – zawsze, ale to zawsze będę walczyć z homofobią, islamofobią i antysemityzmem. (…) Jeśli event zostanie przeniesiony gdzieś indziej, rozpętam kolejną burzę” – napisała na Facebooku Aleksandra Łojek. Ta mieszkająca od 10 lat w stolicy Irlandii Północnej polska pisarka doprowadziła do odwołania wrześniowego występu Wojciecha Cejrowskiego.

Łojek nie zgadza się, by Cejrowski dzielił się swoimi seksistowskimi i homofobicznymi opiniami. – „Polacy absolutnie nie mogą być kojarzeni z czymś takim, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, w której słowa skierowane przeciwko ludziom z powodu ich orientacji seksualnej, koloru skóry, pochodzenia, traktowane są bardzo poważnie” – stwierdził w rozmowie z wp.pl Łojek.

Pisarka napisała do zarządców miejsca, w którym miał wystąpić Cejrowski. – „Przesłałam im linki do niektórych homofobicznych wypowiedzi Cejrowskiego” – powiedziała. Poza tym skontaktowała się z BBC. – „Ta podchwyciła temat i po kilku rozmowach wpuszczono mnie na antenę w bardzo popularnym tutaj Nolan Show” – dodała Łojek.

O bulwersujących wypowiedziach Cejrowski w artykule „Prostackie słowa Cejrowskiego o Biedroniu, Tusku i kobietach”. Łojek stwierdziła, że szokują ją jego regularne występy w TVP. – „Myślę, że decydenci mylą definicje wolności: jest wolność od i do. Oczywiście, że wolność słowa jest święta, dopóki kogoś niewinnego nie rani, nie krzywdzi, nie nawołuje do przemocy. Cejrowski prezentuje pogardę w stosunku do tych, którzy nie wyznają jego wartości, są inni. Jest to klasyczna mowa nienawiści, tym bardziej szokująca, że Cejrowski twierdzi, że jest katolikiem. Nie można kogoś obrażać, bo jest innego pochodzenia, orientacji seksualnej, wyznaje inną religię. To bardzo szkodliwe społecznie” – powiedziała Łojek.

Waldemar Mystkowski pisze o sytuacji Ziobry.

W PiS działa instytucja „transferu”: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Zbigniew Ziobro ma w Sejmie tylko osiem szabel, nie jest to powalająca siła i nie musi chronić go przed odsunięciem od władzy przez prezesa Kaczyńskiego i jego nominatów. Ziobro buduje swoją moc na frontach prokuratorskim i sądowniczym.

Minister sprawiedliwości miał już iść do rekonstrukcji przy zmianie premiera – z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, uciekł spod topora, ale co ma wisieć, nie utonie. Czy ta reguła rewolucyjna znajdzie zastosowanie jeszcze podczas rządów PiS, czy dopiero po zmianie władzy?

W każdym razie Ziobro zasłużył na coś więcej niż tylko Trybunał Stanu. W PiS jest postrzegany jako „regularny psychopata” – o czym pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski. Psychopata zbiera materiały nie tylko na opozycję, ale i na swoich. Te mogą się przydać, gdy Ziobro znajdzie się pod polityczną pętlą i grunt będzie usuwał mu się spod stóp. Wygląda na to, że Ziobro nie skończy jak normalny człowiek: albo swoi go posadzą, albo opozycja, która dla dobra Polski będzie musiała ukarać przykładnie takich niszczycieli.

Morawiecki to ciągle królik wyciągnięty z kapelusza przez prezesa. Bez wsparcia aparatu partyjnego nic nie może. Zdaje się, że pozyskał dla swoich celów najpotężniejszą postać w PiS po bogu Kaczyńskim, Joachima Brudzińskiego, a ten w żelaznej garści trzyma aparat PiS w terenie.

Kluczem Mateusza Morawieckiego do usunięcia Ziobry może być wsparcie tatusia Kornela, który kilku posłów wyciągnął z Kukiz ’15. Mogliby zastąpić owe 8 szabel Ziobro. Oczywiście jeszcze istnieje instytucja „transferu”, która w PiS działa na zasadzie korupcji: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Ziobro zawiódł w dziele niszczenia opozycji, źle wybrał cel ataku na „totalną opozycję”. Były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski to bardzo kiepski pomysł, od razu Ziobro powinien się w tym zorientować. Gawłowski najpierw sam zrzekł się immunitetu, w areszcie wydobywczym nie załamał się, po kilku miesiącach wyszedł i opowiedział, jak CBA chciała go korumpować, gdy siedział. Ziobrze nawet nie pomoże prezes Kaczyński, który zapowiedział rozszerzenie zarzutów prokuratorskich w stosunku do Gawłowskiego.

W ogóle mitem okazała się pisowska formuła publicystyczna „przez 8 lat rządów PO-PSL…”. Właśnie za upadek tego mitu Ziobro może beknąć. PiS nie znajduje żadnych haków na poprzedników, elektorat własny może się zniecierpliwić, bo miał dostać igrzyska, a otrzymuje tylko suchary.

W takich strukturach sekciarsko-mafijnych jak PiS winny musi się znaleźć. Ziobrę szykują na kozła ofiarnego. Miał sadzać wrogów politycznych, a ci wychodzą na wolność z aresztów wydobywczych i jego oskarżają. Czuć w PiS bojaźń i drżenie, bo po wyborach nie tylko zawiśnie pętla nad Ziobrą, ale przede wszystkim nad Beatą Szydło, poszczególnymi ministrami i nad prezydentem Dudą.

Polska polityka musi się rozprawić ze swoją ciemną stroną, jaką reprezentuje PiS. Partii Kaczyńskiego nie można rozgrzeszać, iż jest przedstawicielką polskiej bylejakości. Łajdactwo ma być nazwane i osądzone, aby nie ciążyło nad państwowością. W naszych dziejach takie zamiatanie pod dywan skutkowało tym, że traciliśmy niepodległość.

Kownacki, intelektualny neptek, a mentalnie jeszcze gorzej. Ohyda

Zwykły wpis

Ktoś taki jak Bartosz Kownacki jest wiceministrem obrony. Zgroza. A co ten człowiek plecie o Powstaniu Warszawskim?

„Na ulicach Warszawy byli niemieccy zwyrodnialcy. Dziś ich dzieci i wnuki próbują nas pouczać”.

To są dzisiaj słowa godne hitlerowca, jeżeli odwrócimy nację i miasto. Z takich mentalnych odpadów, jak Kownacki, budowany był faszyzm.

Jak można nie znać historii, to do takich dochodzi się bredni. Niemcy wpadli w ręce swego tyrana, jak dzisiaj Polacy w ręce Kaczyńskiego.

Z takich Kownackich rekrutowali się szmalcownicy (których było multum wśród Polaków), co skutkowało Jedwabnem.

Dzisiaj Niemcy to spadkobiercy Tomasza Manna i Bertolda Brechta. Kultura niemiecka, szczególnie filozofia (mądrość) jest najwyższej próby, a taki neptek jak Kownacki został złapany na koszachtach z podejrzanymi Rosjanami.

Kownacki – nic nie wniosł do Polski, a już szerzy brunatność. Kownacki nie ma szacunku dla daremnego heroizmu powstanców, ani dla tego, co od tamtego czasu zrobiło państwo niemieckiego.

Kownacki to dzisiaj mentalny szmalcownik. Nienawiść, zawiść i podstępność. Jak to mówił jego prezes Kaczyński, który zna tylko swoje środowisko? Kanalie? Mordy zdradzieckie?

PiS życzy Polsce wszystkiego najgorszego, małości, kołtuństwa, Ciemnogrodu. Macierewicze, Szydły, Selliny, mentalny Ku-Klux-Klan

Zwykły wpis

Najlepsi jesteśmy w umieraniu. Tego nikt nam nie odbierze. Dać się zabić – żywi dopiszą jakąś górnolotną ideologię. Jak pisze Waldemar Kuczyński o Powstaniu Warszawskim z perspektywy: „Płacz nad niepotrzebną górą trupów, ruin i cierpienia, przez decyzję podyktowaną patriotyzmem bez rozumu”.

Dzisiaj w kraju rządzą takie szemrane postaci, jak Antoni Macierewicz, który podepnie się pod każdy kicz hurrapatriotyzmu, a gdy poskrobie się działania tego quasi-patrioty – jak zrobił Tomasz Piątek – zaczyna się widzieć przeciwne rysy antybohatera.

Tchórza najgorszej proweniencji.

Michał Kuczyński na Crowdmedia.pl pisze:

„Sprawa powiązań Macierewicza oraz jednego z wiceministrów, Bartosza Kownackiego z działaczami prorosyjskiej partii „Zmiana” zainteresowała także dziennikarzy niemieckich. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przedstawia świadków, w tym wiceszefa „Zmiany” Konrada Rękasa, którzy wprost mówią o bezpośrednich kontaktach z szefem polskiego MON. Sam Rękas podkreśla, że często kontaktuje się z Macierewiczem, zwłaszcza od 2011 roku, gdy wręcz pomagał mu podczas kampanii wyborczych do Sejmu. Co ciekawe, dziennikarzowi „FAZ” Kancelaria Sejmu odmówiła wglądu w księgi wejść, choć była to okazja, by rewelacje Rękasa zdementować.

Szokujące jest to, że choć na ustach polityków partii Jarosława Kaczyńskiego bardzo często pojawiają się ostrzeżenia przed rosyjską ingerencją w polskie procesy polityczne, a Rosję przedstawia się jako realne zagrożenie dla polskiego bezpieczeństwa, rząd Beaty Szydło toleruje Antoniego Macierewicza i pozostaje głuchy na kolejne już informacje sugerujące, że wcale nie musi być tak kryształową postacią, za jaką prawicowi politycy go mają. Jedno jest pewne. Opozycja nie może tematu odpuścić i w miarę możliwości wykorzystać poselskie uprawnienia, by uzyskać twarde dowody. Bezpieczeństwo Polski tego wymaga.”

PiS szykuje cenzurę internetu. Wymyślili, że za protestującymi przeciw deformie sądownictwa stała operacji #Astroturfingu.

Typowe pisowskie zakłamanie. Ludzie młodzi, którzy wyszli na ulice, zostali kolejny raz poniżeni przez PiS. Jednym z quasi-polityków PiS jest Szefernaker, człowieczek intelektualnie podrzędny, niewartościowy mentalnie. Świadczy o tym wywiad w „Rzeczpospolitej”, po którym mozna tylko rzecz: ludzki zbuk – tak zalatuje od niego niewartością – mający jednak pod sobą tysiące trolli, którzy wypisują pisowskie kalumnie i brednie w internecie.

„Zapowiedź wzmocnienia instytucji państwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, mająca na celu kontrolę treści pojawiających się w Internecie do żywego przypomina najbardziej kontrowersyjne rozwiązania stosowane chociażby w Rosji czy Turcji. Ciekawostką jest fakt, że Władimir Putin właśnie podpisał ustawę, która zakazuje anonimowości w sieci, czyniąc programy typu TOR nielegalnymi. Kontrolą przestrzegania zakazów z niej wynikających mają się zająć specjalne oddziały MSW czy FSB.”

Oprócz tego PiS szykuje skok na media prywatne.

Mówił o tym w TOK FM innny polityczny troll – beztalencie dziennikarskie – Jarosław Sellin.

To było sygnalizowane od wielu, wielu lat, że Polska popełniła tutaj przez ostatnie ćwierć wieku błędy, jeśli chodzi o dopuszczenie do tak dużej koncentracji właścicielskiej zwłaszcza kapitału zagranicznego w mediach prasowych, zwłaszcza regionalnych i lokalnych” .

Polskę dopadło żałosne nic. Kołtuny z Ciemnogrodu, które mają swojego „geniusza” Kołtuna nr 1 Kaczynskiego i chcą naród polski chwycić za twarz.

Uda im się? Nie!

Tylko w państwie PiS mogła pojawić się prężnie działająca organizacja białego człowieka „Ku-Klux-Klan Polska”.

„Ku Klux Klan Polska” to nie internetowy żart. „Rasizm to dar natury, który umożliwia zachowanie w czystości podziału ludzkości który ewoluował przez wieki” – tak brzmi motto organizacji.

Aby dołączyć do bractwa nie wystarczy tylko wypełnić formularz. Administratorzy strony internetowej decydują, czy dana osoba nadaje się do „walki w imię Białej rasy’”.

Czego PiS się nie dotknie – katastrofa. O kolejnym ohydztwie pisze Aleksandra Zawisza.

Pawłowicz – zatłuszczony sowiet

Zwykły wpis

Ruskie babsko Pawłowicz pojechało do Stalowej Woli i zapytuje, czy to polskie miasto.

A to z powodu, iż nie usłyszało babsko wycia syren ku czci ofiar Powstania Warszawskiego.

Babsko Pawłowicz nawet takiej prostej rzeczy się nie dokształciło, dlaczego takie, a nie inne nazwisko samo nosi.

Pawłowicz nie jest polskie, to typowo ruskie. Polskie zaś – Pawłowska.

Zresztą wygląda Pawłowicz jak ruskie babsko. A myślenie ma kacapskie.

Zatłuszczony sowiet. Władimirze Putinie, zabierz sobie to babsko, Pawłowicz!