Tag Archives: Piotr Gliński

Dudę przed Trybunał Stanu, także Szydło i Morawieckiego, a Kaczyńskiego przed sąd powszechny

Zwykły wpis

4 października Andrzej Duda jechał na spotkanie z mieszkańcami Oświęcimia. Podczas przejazdu kolumny samochodów rządowych przez miasto, wybiegł na ulicę dziewięcioletni chłopiec i został potrącony przez jeden z radiowozów. Na szczęście dziecko nie odniosło poważniejszych obrażeń. Skończyło się na krótkiej obserwacji w szpitalu.

Śledztwa nie będzie i wydawałoby się, że sprawa już skończona, a jednak   po forach policyjnych krąży historia o tym, jak prezydent zachował się po zdarzeniu i zwymyślał załogę radiowozu. Ponoć po tym, jak „dziecko wbiegło w bok radiowozu podczas przejazdu z Dudą (…) podszedł do radiowozu, uderzył pięścią w radiowóz i powiedział do policjantów: ‘co wyście ch… znowu narobili”. Policjanci są oburzeni taką reakcją i uważają, że to całkowity brak szacunku.

Jeden ze świadków zdarzenia mówi, że prezydent „był wściekły, widziałem, jak uderzył pięścią w szybę radiowozu, słyszałem, że krzyczał, ale moim zdaniem nie były to przekleństwa”. Według niego, powodem takiego zachowania była postawa funkcjonariuszy, którzy chcieli kontynuować jazdę, pozostawiając chłopca bez pomocy.

Rzecznik prezydenta w rozmowie z Onetem stwierdził, że nawet nie będzie tego komentował. Wprawdzie „Gazeta Wyborcza” przesłała zapytanie w tej sprawie, ale „Trudno się do takiej ilości nieprawdy odnieść (…)Ciężko się do tego odnieść”.

Prezydent mówi, że sprawy tak nie zostawi, policjanci są oburzeni słowami, jakie padły, a ja zastanawiam się, jakiego pecha ma ekipa rządząca. Gdzie się nie ruszy, tam musi jej się coś przytrafić. Tu kolizja, tam wypadek, jeszcze gdzieś awaria, dziecko wyskakujące pod koła…to jakieś fatum?

 

Rostowski o przełożeniu przesłuchania przez komisję śledczą: Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, kłamstwo VAT-owskie, nie runęła tuż przed wyborami

– Miałem być dzisiaj przed komisją [ds. VAT]. Została efektywnie odwołana ta komisja, bo przecież PiS nie przypadkiem 26 września uzgodnił ze mną, że właśnie dzisiaj, 12 października będę zeznawał. Bo chcieli przed wyborami. Miało być przed wyborami, teraz mówią, że będzie w II połowie listopada. Nie wiem oczywiście [jaki jest powód]. Domyślam się, że bali się, że jednak na komisji, takie przesłuchanie może trwać, szczególnie w moim przypadku, bo jestem dość odporny i się nie męczę, 9 godzin na przykład i jak wchodzi się w te wszystkie szczegóły i mówi się o konkretnych liczbach i analizach, to wtedy ta dowolność po prostu mówienia byle czego, tak jak to robi PiS, mówiąc o odzyskanych 40 mld jednego dnia, 250 mld innego dnia, 500 mld jeszcze innego dnia. Tego już nie można robić – stwierdził Jacek Rostowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, to całe kłamstwo VAT-owskie, które PiS szerszy od 2-3 lat, żeby ta cała konstrukcja im nie runęła tuż przed wyborami – mówił dalej o powodach odwołania dzisiejszego przesłuchania. Jak podkreślił były minister finansów, żadnego parasola ochronnego nie było i on sam nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia.

Rostowski: Mamy do czynienia z katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim

– Myślę, że tutaj to Mateusz Morawiecki ma wiele rzeczy do wytłumaczenia. To by np. wybrzmiało podczas komisji, gdyby ona miała miejsce dzisiaj. Np. w 2017 roku, kiedy Morawiecki był ministrem finansów, to prawdziwa kwota pieniędzy, które służby skarbowe zabrały oszustom, to nie są jakieś teoretyczne szacunki tego, co może mogłoby być, ale prawdziwe, konkretne pieniądze zabezpieczone, zabrane, przejęte do budżetu państwa z rąk czy kont oszustów. 570 mln, żadne miliardy, złotych. Co ciekawsze, w 2015 i 2014 roku, czyli za naszych rządów, ta kwota była ponad miliard. Prawie dwa razy większa. Czyli mamy do czynienia z po prostu katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim – stwierdził Rostowski w w Radiu Zet.

Rostowski: PMM teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów sam nie ma

– Nie, nie powiedziałem, że ma sukcesy [Mateusz Morawiecki]. Teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów nie ma sam. To, za co sam odpowiada, to co stanowi ile naprawdę zabrali środków szustom, to tutaj mamy po prostu z katastrofą, bo spadek o połowę – stwierdził Rostowski w rozmowie z Lubecką w Radiu Zet.

Rostowski: Na pewno trzeba będzie postawić prezydenta i dwóch premierów przed TS. Dorzuciłbym jeszcze Kaczyńskiego przed sąd powszechny

– Na pewno trzeba będzie postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta za łamanie Konstytucji, premiera za nieopublikowanie, i to dwóch premierów, i Beaty Szydło i MM, wyroków TK. Dorzuciłbym jeszcze Jarosława Kaczyńskiego przed sąd powszechny za podżeganie do tamtych przestępstw – powiedział Rostowski w Radiu Zet.

Fatum dla Polski jest Andrzej Duda. Że on ciągle ma jakieś wypadki, g…wno mnie obchodzi, ale ta pokraka kieruje Polskę ku katastrofie, ku kolizji z UE, etc.

Holtei

>>>

Zdaję sobie sprawę, że rozmowa ze mną jest smutna czy wręcz beznadziejna, może powinienem przedstawiać jakieś bardziej optymistyczne wizje, żeby pokrzepić, ale realnie nie wiem, co miałbym powiedzieć. Oczywiście jeszcze liczymy na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, bo na co jeszcze możemy liczyć, co zrobić?  – mówi sędzia Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent powołał 27 nowych sędziów do Sądu Najwyższego, bez udziału kamer, mediów, nagle. Dziwi pana takie zachowanie prezydenta?

MICHAŁ LASKOWSKI: Dla nas niezrozumiały jest ten pośpiech prezydenta w sytuacji, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie o wstrzymaniu tej procedury. Jeśli tak to rozumieć, adresatem bezpośrednim tego postanowienia NSA jest KRS, ale przecież nominacje są naturalnym dalszym ciągiem tej procedury.

Niezrozumiałe zatem jest dla nas postępowanie prezydenta w tej sytuacji. To ignorowanie orzeczenia NSA.

Ignorowanie orzeczenia NSA czy nieprzestrzeganie prawa?
Można to różnie nazywać, ale jeśli jest orzeczenie sądu i ktoś mówi, że się do…

View original post 4 291 słów więcej

Macierewicz żegna się ze smoleńskim zamachem

Zwykły wpis

To, że Antoni Macierewicz przez blisko 8 lat żerował na tragedii smoleńskiej i wodził za nos prezesa Kaczyńskiego od kilku miesięcy nie jest już tajemnicą. Nikt jednak nie był gotów głośno powiedzieć tego, co w końcu wydusił z siebie jeden z publicystów tygodnika Sieci, który tematyką katastrofy smoleńskiej zajmuje się z dużą intensywnością. Marek Pyza, który w swojej pogoni za “smoleńską prawdą” sam wielokrotnie kolportował niesprawdzone i niepoparte faktami teorie, jednak tym razem postanowił wprost zaatakować Antoniego Macierewicza i związaną z nim redakcję Gazety Polskiej.

tekście o bardzo wymownym tytule “Bój o smoleńską palmę pierwszeństwa i złe porządki w podkomisji” ujawnia nie tylko to, co wielu demaskatorów ordynarnych kłamstw zespołu parlamentarnego, a obecnie podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy wytykało wielokrotnie, ale ujawnia też faktyczny, choć ukryty przed opinią publiczną faktyczny koniec pracy “międzynarodowych ekspertów Macierewicza”, na których wątpliwe eksperymenty i próby nauczenia się, jak się w ogóle bada katastrofy lotnicze wydano miliony złotych z polskich podatków.

Autor tekstu na portalu braci Karnowskich, którzy wiele miesięcy temu w otwarty sposób postawili się po stronie prokuratury Zbigniewa Ziobry, która wygrała bój o pierwszeństwo w dostarczeniu prezesowi PiS prawdziwych przyczyn katastrofy z 2010 roku, właśnie od oceny ostatniej wizyty śledczych na lotnisku w Siewiernyj rozpoczął swój wywód. Bardzo szybko przeprowadził jednak frontalny atak na byłego szefa MON, który w jego przekonaniu nie tyle dołączył do kolportowanego przez “przeciwników dojścia do prawdy” kontestowania współpracy z rosyjskimi prokuratorami, ale wręcz je zapoczątkował i przeprowadził w pełnym zakresie.

Ostatnich wypowiedzi Antoniego Macierewicza nie da się więc czytać inaczej niż jako kolejnej odsłony walki z prokuraturą o palmę pierwszeństwa w badaniu Smoleńska – pisze Pyza, wytykając głównemu kapłanowi religii smoleńskiej, że doskonale wie, że prokuratura działa w innym reżimie prawnym, oraz że sam nie widział sensu udziału jego “ekspertów” w badaniu wraku przez prokuratorów. Co więcej, bezlitośnie miażdży ubiegłotygodniowe rewelacje “Gazety Polskiej” o rzekomym podmienieniu czarnych skrzynek, wytykając im szkolne błędy, które powinno się nazwać wprost ordynarną manipulacją.

Najważniejszy z punktu widzenia końca Antoniego Macierewicza w kwestii dalszego ustalania “prawdy o Smoleńsku” jest jednak fragment dotyczący podkomisji i pytania, jakie Marek Pyza otwarcie i głośno stawia.

Wracając do podkomisji, zasadne jest dziś stawianie pytania: czy ona w ogóle istnieje? Jak słyszę od części jej członków: formalnie nie. A to dlatego, że wszystkim pracującym w niej osobom 31 sierpnia skończyły się umowy. Dotychczas nie podpisano nowych. Nie istnieje nawet aktualna lista członków podkomisji do zatwierdzenia. Nie jest zaaprobowana przez departament kadr MON, nie dotarła jeszcze nawet do Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów w Poznaniu, który uczestniczy w procesie powoływania składu podkomisji – zastanawia się publicysta, ujawniając gwoździa, którego do trumny tego ciała najwyraźniej niepostrzeżenie wbił minister Mariusz Błaszczak. Tak się bowiem składa, że aby wybrańcy Macierewicza pełnili dalej funkcję członków podkomisji, muszą być powołani decyzją szefa MON na kolejny rok (konkretnie od początku września do końca sierpnia). Taka decyzję wydał Antoni Macierewicz w 2016 roku, wydał też Mariusz Błaszczak w 2017 roku. Obecnie jednak takiej decyzji odnaleźć nie sposób, co może oznaczać, że obecny szef MON po cichutku, choć zapewne z polecenia Jarosława Kaczyńskiego “wygasił” tę nic nie wnoszącą podkomisję.

Ujawniona przez redaktora Pyzę faktyczna likwidacja podkomisji, bez formalnego zakończenia jej prac wyjaśniałaby dlaczego rzeczniczka tego ciała od blisko dwóch tygodni nie potrafi odpowiedzieć na o aktualny skład podkomisji, intensywność jej prac w 2018 roku, aktualne wynagrodzenie “ekspertów” czy postępy w przygotowywaniu raportu końcowego z ponownego badania katastrofy.

W ostatnich zdaniach swojego tekstu Marek Pyza sugeruje, że po opublikowaniu tego tekstu z pewnością ze strony medialnego środowiska Tomasza Sakiewicza posypią się na niego gromy. Podkreśla, że taki atak go nie zdziwi, bo koledzy Antoniego Macierewicz inaczej nie potrafią. Zastanawia go jedynie, kiedy “weszli w buty” tych, których za stawianie trudnych pytań o rzeczywiste intencje w badaniu katastrofy sekowano i krytykowano. Dość długo to trwało, ale wygląda na to, że w końcu niektórzy z nich poznali się na Macierewiczu. Najwyższy czas.

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

>>>

Premier to miszczu także z geografii! W sobotę w Gorzowie obiecał dwa mosty; w Przytocznej (gdzie nie ma rzeki) i drugi „gdzieś na Odrze”.

Hairwald

Prawda wygląda tak 👇

Zgodnie z przysłowiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta zasada zdaje się być szczególnie żywa w polityce, gdzie osoby z pierwszych stron gazet potrafią z dnia na dzień zmienić poglądy o 180 stopni. Szczególnym przykładem takiego koniunkturalizmu okazuje się być Mateusz Morawiecki i jego stosunek do Unii Europejskiej. Dziś – zwolennik teorii o neokolonializmie gospodarczym Polski, dyktacie Niemiec, czy braku suwerenności po 1989 roku, ale jeszcze kilka lat temu premier  miał zupełnie inne poglądy. Mateusz Morawiecki był im na tyle wierny, że zawarł je nawet w książce…

Poseł PO Krzysztof Brejza przypomniał opinii publicznej fragmenty podręcznika z 1999r., którego obecny premier jest współautorem. Treść publikacji zszokowałaby zapewne wielu zwolenników PiS. Mateusz Morawiecki tłumaczy w niej m.in., co powinni zrobić sędziowie, kiedy przyjmowane są ustawy niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Premier stwierdza, że:

W innych fragmentach premier ku zdziwieniu uznaje, że podjęcie przez Polskę starań o przyjęcie…

View original post 2 118 słów więcej

Gliński i Ziobro z Mrożka

Zwykły wpis

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania listu prezesa podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidu, ale tyle było w nich photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to się nie zjawia w Sejmie, w którym dostaje pensję. I może dlatego zaprezentował się poprzez swego „premiera z tabletu”.

Znamy wszak słuch prezesa, raz uchwyciły go mikrofony, jak intonował Mazurek Dąbrowskiego, powiedzieć, że przez ucho przeszło mu stado baranów, to mało. Zresztą wiemy, że dla Kaczyńskiego Polska to Wolska.

W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie jest podawane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Najnowszy Mrożek też dotyczy prokuratury. Otóż Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła dochodzenie w sprawie wydarzeń z 18 lipca 2018 roku, a zdarzyło się wówczas, że w bagażnikach posłów z koła poselskiego Ryszarda Petru wwiezieni na teren Sejmu zostali Paweł Kasprzak i Wojciech Kinasiewicz.

Obawiam się, że prezes Kaczyński może być z tego powodu niezadowlony, który swego czasu wyraził swoje sympatie do filmów hollywoodzkich, chciałby bowiem, aby twórcy amerykańscy zrobili wystrzałowy film o naszych dziejach.

Ależ ta scena z przewiezieniem herosów w bagażniku jest iście amerykańska. Pawła Kasporzaka mógłby zagrać Mel Gibson. Więc na miejscu Glińskiego po przeczytaniu listu Kaczyńskiego do melomanów szybko wziąłby telefon w dłoń, przedzwonił do współczesnego Donalda Trumbo, aby pisał scenariusz o przewożonym w bagażniku Kasprzaku, a z Gibsonem zacząłbym negocjacje o wysokość honorariurm.

Polexit to wizja PiS. Nie łudźmy się, na naszych oczach powstaje Targowica

Zwykły wpis

Mnóstwo dzieci i starszych osób z rosnącą niecierpliwością wpatruje się w tablice, gdzie wyświetlają się numerki. Czekają na wejście do jednego z gabinetów, gdzie najlepsi specjaliści w Polsce ratują słuch. Kilka godzin oczekiwania. Nie dla minister Anny Marii Anders.

Światowe Centrum Słuchu w Kajetanach to placówka o uznanej marce nie tylko w Polsce. Co rano ciągną tutaj tłumy pacjentów. Organizacja jest perfekcyjna: najpierw normalna kolejka do rejestracji. Pacjent dostaje specjalną kartę z numerem i musi czekać aż numer ten zostanie wyświetlony na ekranie (szczegółowe zasady są opisane w zarządzeniu dyrekcji, piszemy o nich w ramce obok).

Ile się czeka? Długo… Jedna ze starszych pań przejechała 500 km. Czeka kilka godzin. Ma mieć tu zabieg. Zostanie na kilka dni. – Myślałam, że jak przyjadę tu rano to ktoś się mną zaopiekuje – mówi. Niedługo po tym, jak wypowie te słowa, w wypełnionym oczekującymi pacjentami korytarzu rozegra się scena, która zbulwersuje pana Pawła.

W korytarzu pojawia się pielęgniarka z elegancko ubraną kobietą. To minister Anders! Nie zatrzymując się przeszły obok siedzących i weszły do jednego z gabinetów. – Siedziałem z córką do tego samego gabinetu przez trzy godziny – opowiada pan Paweł, który zadzwonił zbulwersowany sytuacją, jaka go spotkała. Nagrał panią minister, gdy opuściła gabinet, po zakończeniu ok. 20-minutowej wizyty.

Minister Anders dała się już poznać jako wyjątkowo bezczelna, gdy tłumaczyła dlaczego należą jej się bilety do USA w najdroższej klasie biznes. Na pytania od Faktu nie raczyła odpowiedzieć. Jak długo jeszcze premier Mateusz Morawiecki będzie tolerował taką butę w swojej kancelarii?

Na te pytania minister nie odpowiedziała

1. Czy korzystając w dniu 12 września br. z wizyty lekarskiej w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach skorzystała z niej na tych samych zasadach, co inni pacjenci?

2. Jeśli odpowiedź na pierwsze pytanie byłaby twierdząca, proszę o wyjaśnienie dlaczego inni pacjenci czekali po kilka godzin na korytarzu oczekując wyświetlenia się swojego numerka, a pani minister weszła razem z pielęgniarką z zewnątrz, wprost do gabinetu lekarza?

3. Czy w ww. sytuacji pani minister wykorzystała swoją pozycję, senatora lub ministra używając argumentu, że pełni którąś z ww. funkcji?

Takie zasady obowiązują pacjentów w tej placówce

Pacjent zgłaszający się do rejestracji A i B na planową konsultację lub hospitalizację do jednostek Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach zobowiązany jest do pobrania biletu z automatu biletowego.

Pacjent (…) pobiera tylko jeden bilet, gdzie wpisany jest numer, z którym zostanie przywołany, godzina oraz liczba osób oczekujących przed nim.

(…) Rejestracja do gabinetu/na hospitalizację nie odbędzie się wcześniej niż 45 min przed zaplanowaną godziną.

Lista aktualnie obsługiwanych numerów jest wyświetlana na monitorach znajdujących się w holu i sąsiednich ciągach komunikacyjnych co umożliwia pacjentowi oczekiwanie poza bezpośrednim sąsiedztwem Rejestracji i przybliżone określenie czasu oczekiwania.

Trzy kłamstwa Andrzeja Dudy na temat Europy

Polexitowe przemówienie Dudy w Leżajsku po raz kolejny pokazuje, że zarówno on, jak też premier Morawiecki czy prezes Kaczyński od dawna porzucili w swojej propagandzie półprawdy, dialektyczne wygibasy, w ogóle jakieś trudniejsze figury retoryczne. Wybrali najprostsze kłamstwa, bo wierzą, że w dzisiejszych czasach tylko one działają.

W wystąpieniu prezydenta pierwszym kłamstwem było to, że Europa jest „wspólnotą wyobrażoną” (czyli fikcyjną). Dla większości swoich mieszkańców, w tym dla większości Polaków, Europa jest dzisiaj bardzo konkretną instytucją, która nazywa się Unia Europejska. Prawo do obecności w tej konkretnej wspólnocie zostało przez Polaków wywalczone w latach 1939-1989. A od 2004 roku Polacy tę instytucję budują współtworząc unijne traktaty, współtworząc najważniejsze europejskie polityki (m.in. politykę solidarności energetycznej, dzięki której nawet rosyjski gaz możemy dziś reeksportować na Ukrainę, kiedy Putin próbuje brać Kijów głodem i chłodem).

Z Europy wynika wszystko, co było i jest dla Polaków ważne. Kiedyś Europa dała nam chrześcijaństwo, później Oświecenie, a teraz – jako Unia Europejska – dała nam procedury, instytucje, pieniądze, czyli cały ogromny zastrzyk cywilizacyjny i finansowy, jakiego wychodząc z ruin „realnego socjalizmu” bardzo potrzebowaliśmy, żeby realnie zmartwychwstać.

Ale także my Unii Europejskiej coś ważnego daliśmy. Przynajmniej zanim przyszedł PiS wraz z całym swoim zepsuciem i dekadencją. Daliśmy Unii ogromną energię świeżo wyzwolonego narodu budującego dobrobyt i wolność. Daliśmy też Unii zrozumienie, że ma nie tylko zachodnią granicę (atlantycką) z USA, czy południową granicę (śródziemnomorską) z Afryką. Ale też bardzo ważną granicę wschodnią – z Ukrainą, Białorusią, Rosją. To zrozumienie Unia zdołała przekuć na program Partnerstwa Wschodniego, którego współautorem był Radosław Sikorski, tu akurat podążający śladem Giedroycia, Skubiszewskiego, Geremka.

Trzecie kłamstwo prezydenta było historyczne. Powiedział, że „Europa zostawiła nas w 1945 roku na pastwę Rosjan”, tymczasem głównym i jedynym istotnym reprezentantem Zachodu handlującym ze Stalinem najpierw w Jałcie, potem w Poczdamie była Ameryka. Europa – podobnie jak Polska – została przez wojnę zniszczona, podzielona, sprowadzona do roli politycznego i ekonomicznego pariasa. Nawet jej zachodnia część broniła się po wojnie przed komunizmem próbującym ją destabilizować i niszczyć od środka. I wygrała ten bój z ogromną trudnością.

Selfik z Trumpem w zamian za atak na Unię

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób (chyba że tak, jak Duda załatwił fregaty w Australii, gdzie to raczej jego Morawiecki załatwił za pomocą tych fregat). A po jesiennych wyborach do amerykańskiego Kongresu Trump będzie zbyt zajęty bronieniem się przed impeachmentem, żeby nawet selfiki z Dudą czy z podobnej rangi sojusznikami z gwatemalskiej czy salwadorskiej prawicy miał czas sobie robić.

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób

Więc faktycznie, żeby w ostatniej chwili dostać od Trumpa wspólnego selfika, Duda jedzie do niego z przesłaniem, że rząd PiS-u i prezydent PiS-u są tak samo żarliwymi i autentycznymi wrogami Europy jak obecny amerykański prezydent. Ale to niestety oznacza, że są także takimi samymi żarliwymi wrogami jedności atlantyckiej, którą Trump niszczy codziennie, bo po to został przez Putina wsparty w wyborach na prezydenta USA. Jedność atlantycka Zachodu – od której zależy samo przetrwanie Polski jako suwerennego kraju – wymaga bowiem jak najściślejszego sojuszu jak najsilniejszej Unii Europejskiej z jak najbardziej przewidywalną Ameryką.

Targowica zawsze wybiera Polexit

W ostatnich dniach toczą się jednocześnie dwie dyskusje o przyszłości Europy. Jedna toczy się w Brukseli i Strasburgu (ważne wystąpienie Junckera o stanie Unii zawierające m.in. propozycje wzmocnienia Fronteksu, uszczelnienia granicy zewnętrznej UE, rozwiązania kryzysu imigracyjnego, a także wezwanie do wzmocnienia własnej politycznej, gospodarczej i militarnej siły Europy wobec kłopotów z Brexitem i Trumpem). Druga toczy się w obozie władzy. Pierwsza jest faktycznie poważną dyskusją o przyszłości Unii, druga – mimo że słowo Europa pada w niej codziennie – jest tylko sporem o to, czy  po odejściu Kaczyńskiego Brudziński i Morawiecki zagryzą Dudę, czy też Duda przeżyje.

Duda (ale wcześniej także Jarosław Gowin z jego dziwacznym polexitowym wystąpieniem) uważa, że wyścig do ucha Prezesa wygrywa się dzisiaj atakując Unię Europejską jako instytucję, w której Kaczyński widzi przeszkodę na drodze do dalszego łamania Konstytucji i gromadzenia całej władzy w swoich rękach. Zarówno Duda jak i Gowin zostali wcześniej totalnie zmarginalizowany przez tandem Brudziński-Morawiecki. Brudziński dostał od Kaczyńskiego realną władzę, kontroluje aparat partii rządzącej i jako minister spraw wewnętrznych i administracji faktycznie kontroluje rząd. Morawiecki dostał od Kaczyńskiego prawo do codziennego głoszenia swojej gierkowskiej propagandy (bez żadnych gierkowskich inwestycji, bo nie ma nawet mieszkań z programu Mieszkanie Plus, nie wspominając o promach, stoczniach czy mitycznej elektromobilności). Oprócz propagandy Morawiecki dostał także dostęp do fruktów w spółkach skarbu państwa. Natomiast Dudzie i Gowinowi pozostało już tylko pajacowanie.

To jednak, że zaczęli pajacować antyeuropejsko, antyunijnie i polexitowo jest niepokojące. Problem, kto w PiS-ie przejmie władzę po Kaczyńskim przeminie wraz z władzą PiS-u. Po rządach PiS-u pozostanie jednak w Polsce bardzo silna prawica, którą Kaczyński wykarmił publicznymi pieniędzmi, wyposażył w media i która go teraz opluwa jako „zbyt miękkiego starca, którego czas się kończy”. Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska. W głowach tej nowej prawicy liberalny Zachód, Unia Europejska, nawet USA (za wyjątkiem Trumpa i Tea Party, czyli najbardziej antyzachodnich sił w Ameryce, które Putin słusznie wykorzystał jako swoją piątą kolumnę) nie występują już jako oczywisty sprzymierzeniec Polski przeciwko azjatyckim zamordyzmom. Przeciwnie, Zachód występuje w głowach nowej prawicy jako główny wróg Polski, wróg naszej tożsamości, tradycji, duchowości.

Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska.

Zatem sojusz z Rosją staje się oczywistością. Jeden z czołowych ludzi prawicy w świecie akademickim, Piotr Nowak, który wraz z synem Jarosława Marka Rymkiewicza stworzył kiedyś dzieło „Wawelska skała” fundujące religię smoleńską, jeździ teraz regularnie do Moskwy, gdzie nawiązuje kontakty z najbardziej antyzachodnimi postaciami w rosyjskim świecie intelektualnym i Cerkwi. A w Warszawie prowadzi seminarium „Ojczyzną Boga jest Rosja”.

Kaczyński odejdzie, ale ukształtowana w ten sposób prawica w Polsce pozostanie. Jako wygodne dla Putina ultrakonserwatywne narzędzie nowej Targowicy. Właśnie dlatego polexitowe wystąpienia Gowina i Dudy są groźne. Oni uważają, że wrogość wobec Europy da im władzę na dzisiejszej polskiej prawicy. A dzisiejszą polską prawicę bardzo dobrze znają.

Kłamstwa Andrzeja Dudy na temat Europy.

Polexitowe przemówienie Dudy w Leżajsku po raz kolejny pokazuje, że zarówno on, jak też premier Morawiecki czy prezes Kaczyński od dawna porzucili w swojej propagandzie półprawdy, dialektyczne wygibasy, w ogóle jakieś trudniejsze figury retoryczne. Wybrali najprostsze kłamstwa, bo wierzą, że w dzisiejszych czasach tylko one działają.

Hairwald

W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku – mówi w rozmowie z nami prof. Radosław Markowski, politolog. – A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Barbara Nowacka zdecydowała się dołączyć do Koalicji Obywatelskiej. Podjęła dobrą decyzję?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Tak, podjęła…

View original post 2 955 słów więcej

PiS ma problem z policją. Majdan czas zacząć!

Zwykły wpis

>>>

W sprawie sobotnich protestów i zatrzymań przed Sejmem swoje oficjalne stanowisko przedstawił związek zawodowy Policjantów. W oficjalnym komunikacie, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów używa sformułowań takich, jak: „wykorzystywanie policji dla uzyskania doraźnego interesu politycznego przez różne środowiska polityczne” i pisze iż jest pewny, „że funkcjonariusze policji pod Sejmem RP działali na rozkaz i w granicach obowiązującego prawa”.

Dodaje, że policja jest „formacją apolityczną i włączanie jej w polityczną retorykę jest niedopuszczalne, spowoduje to utratę zaufania Polaków do formacji”.

Sobota – jak wiemy – była kolejnym dniem protestu przeciw zmianom w sądownictwie. Przed budynkiem Parlamentu doszło do przepychanek manifestantów z policjantami. Rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak poinformował, że „w związku ze zgromadzeniem pod Sejmem zatrzymano najbardziej agresywnych protestujących. Do aresztu policyjnego trafiło czterech zatrzymanych”.

Cała czwórka usłyszała zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej policjantów, za co może im grozić nawet do 3 lat pozbawienia wolności.

Uczestnicy protestów uważają, że policja zachowała się wyjątkowo brutalnie. Zatrzymany Dawid Winiarski, trafił do szpitala. W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać jak chłopak jest wleczony przez funkcjonariuszy, a następnie leży w szpitalu z kołnierzem ortopedycznym na szyi.

Bartosz Adamczyk relacjonował, że policjanci zaciągnęli go w zarośla obok Sejmu i tam bili i podduszali. „Dawid Winiarski doznał uszkodzenia szyi i obrażeń głowy” – mówiła Onetowi Klementyna Suchanow, która brała udział w proteście. „Powiedział mi, że był kopany, rzucany o ziemię, o ściany, że strasznie go boli głowa” – oznajmiła posłanka Joanna Scheuring-Wielgus.

Sami zatrzymani nie przyznają się do winy, o czym poinformował mec. Jarosław Kaczyński, reprezentujący dwóch zatrzymanych. Podkreślił, że to policjanci przekroczyli swoje uprawnienia i to na nich powinna zostać złożona skarga.

>>>

>>>

PiS kastetem chce wybić Polakom demokrację z głowy. Boję się, że po ich upadku nie będzie miłościwego Okrągłego Stołu

Zwykły wpis

>>>

i skłóciłeś Polaków.Zapłacisz za to.Dlatego życzę ci z całego swego serca powrotu do zdrowia.Chcę cię widzieć na ławie oskarżonych.

Potraktowana tak jak niebezpieczny terrorysta – bandyta: KLEMENTYNA SUCHANOW – wybitna pisarka mimo młodego wieku.

Kaczyński nie jest tchórzem

Pani poseł Scheuring-Wielgus powiedziała z mównicy sejmowej, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią. Niszczenie wolnego sądownictwa i utrwalanie autorytarnych rządów, opartych na populistycznej ideologii oraz kaście zdemoralizowanych karierowiczów i sprzedawczyków o złamanych kręgosłupach, to nie jest żadne tchórzostwo. To raczej zemsta frustrata, który odgrywa się na nas wszystkich za swoje nieudane i gorzkie życie. Jarosław Kaczyński gra już ostatnie akordy swojej symfonii. W tej kadencji słyszymy wściekłość: a masz, a masz! Zostawię wam taki gnój, że się z niego nie wygrzebiecie przez całe lata. Popamiętacie mnie sobie. Nawet jeśli na zawsze pozostanę czarnym charakterem, to nie śmiecie już nigdy obalić pomników Lecha Kaczyńskiego i na zawsze wryję się w waszą pamięć. Lekcji, jaką dał wam Jarosław, nie zapomnicie nigdy!

Kaczyński nie jest tchórzem. On się nie boi. Sieje strach wokół siebie, lecz sam go nie odczuwa. Nie ucieka przed własnym strachem, jak wielu innych dyktatorów. Apatyczny, choć od czasu do czasu wstrząsamy paroksyzmami nieokiełznanej nienawiści („mordy zdradzieckie, kanalie”), lewituje ponad swoim stadem, ponad rzeczywistością, bo jest wypalonym i zgorzkniałym melancholikiem, wyobcowanym i zamkniętym w sobie. A tam – „w sobie” – pustka. Jest do bólu nieciekawy – nawet dla samego siebie. Jeszcze czasami obudzi się w nim wściekłość i ból, gdy przypomni sobie dawne upokorzenia, lecz na co dzień jest zmęczony i zobojętniały. Jeśli dręczy nas i poniża Macierewiczami i Ziobrami, jeśli napuszcza na nas ludzi dewastujących kraj, jeśli pozwala na wszechobecną hucpę i korupcję, to nie dlatego, że chce nas zgnębić i przerazić, lecz po prostu dlatego, że jest mu obojętne, jakich ma ludzi i co ci ludzie wyczyniają. Liczy się tylko to, że może ich kontrolować. Bo kontrolowanie ludzi jest jedyną rzeczą, która go w melancholii pociesza i kompensuje jego zadawnione kompleksy. Wierzy, że w jego działalności przejawia się duch dziejów, a każdy zdemoralizowany oficer jego armii, każdy szeregowiec i każdy obywatel w ogóle to tylko nawóz historii. Historii, której demiurgiem jest on sam i jego brat. To po prostu Duch Dziejów powołał ich do stworzenia nowej Polski i nowego narodu – karnego i bogobojnego, posłusznego władzy i odpornego na miazmaty zgniłego zachodu. Czy to pycha? Nie sądzę. Myślę, że raczej kicz, zwykła ludzka głupota. Pycha Kaczyńskiego fascynuje i pociąga, lecz sam jest zbyt zakompleksiony i przewrażliwiony na swoim punkcie, by znać prawdziwą pychę. W pewnym sensie jest nawet skromny. Da się lubić i te okruchy sympatii ze strony kilkorga bliższych przyjaciół utrzymują go przy życiu.

Bo w biednej głowie Kaczyńskiego są strzępy endeckich fantazji rodem z początku XX wieku, iluzje politycznej mitomanii, przebrzmiałe mędrkowania o wychowaniu narodu i inne staromodne śmiecie. Całe to egzotyczne imaginarium nie mające nic wspólnego ze współczesną rzeczywistością, nie mówiąc już o współczesnych standardach moralności społecznej, zanurzone jest w dodatku w złych emocjach zgorzkniałego frustrata. Kaczyński żyje dzięki bliżej nieokreślonemu poczuciu własnej racji, ukrytej za murem niezrozumienia. Uważa się za postać tragiczną, za wyniosłego Jedynego, za samotnego geniusza, którego posłannictwo jest tak wielkie, że nawet sam do końca go nie pojmuje. A przecież jest ono takie proste! Chodzi tylko o zrekompensowanie własne życiowej klęski – o ojca, o samotność, którą trzeba pomścić, o Wielką Tajemnicę, którą i tak wszyscy znają, o upokorzenia młodości, spersonifikowane w osobie Adama Michnika, o upokorzenia późniejsze, spersonifikowane w osobie Donalda Tuska. Taka jakaś prosta psychologia. Taka nieciekawa psychologia.

Jakże dobrze go już znamy. To już trzydzieści lat! Jest dla nas jak kłopotliwy członek rodziny, o którym wiemy więcej, niżbyśmy chcieli i którego „tajemnice” tyleż są dla nas nie do końca jasne, co i mało nas już obchodzą. Kaczyński jest „freakiem”, dziwakiem oderwanym od życia i życiowo niesamodzielnym. Takich nieudolnych, dysfunkcyjnych ludzi są wokół nas tysiące. Traf chciał, że szalona ambicja i chęć odegrania się na tych, którzy go w młodości skrzywdzili, zawiodły tego akurat dziwaka na szczyty władzy. Grupa żądnych władzy i pieniędzy karierowiczów w pewnym momencie uwierzyła, że ktoś taki, tak bardzo róży od nich, może zostać ich guru i przewodnikiem. Wybrali go sobie, bo jest inny. I w dodatku „święty”, bo nie zależy mu na kasie. Taki ktoś może widzi więcej, może ma poparcie w niebie? Kto tam wie. Lepiej z nim nie zadzierać. Tym bardziej, że jest bezwzględny i okrutny – gotów sponiewierać, zużyć do cna i wyrzucić każdego. Lepiej więc być posłusznym, to więcej się nachapie, zanim się pójdzie w odstawkę, co przecież i tak kiedyś nastąpi. A skoro los ten dotyka wszystkich, to przynajmniej wobec ojca wszyscy są równi. Zawsze to jakaś sprawiedliwość. Lepsza taka niż żadna. Mechanizm znany od starożytności, zapisany nawet w kodzie religijnym, gdzie wszak każdy jest równy i nic nieznaczący w obliczu Pana. Kaczyński nauczył się tak funkcjonować. Nauczył się okrucieństwa, które zapewnia mu posłuch i szacunek. Inność, chociaż jest tak banalna, bo polega na zwykłym dziwactwie i mizantropii, wystarczy, by ludzie mierni i marni, którzy otaczają Kaczyńskiego i wysługują się mu za garść srebrników, uwierzyli, że mają sprawiedliwego pana, za którym stoi jakaś tajemnicza racja, usprawiedliwiająca ich poniżenie i degrengoladę.

Kaczyński nie jest tchórzem. Jest chory, jest zmęczony, jest zbolały i przegrany. Ale nie ucieka przed swoimi wrogami. Dawno już pokazał, jaki jest i odpuścił sobie pozory. Od pozorów ma ludzi. Tak jak od wszystkiego. On już nic nie musi. Nie musi nawet udawać, że ma jakieś zasady czy moralność. Niczego nie udaje. Jest sobą. Jest wolny. Jest być może jedynym wolnym człowiekiem w tym kraju.

Sejm uchwalił zmiany, które pozwolą przyspieszyć przejęcie Sądu Najwyższego. W Sejmie odbył się rytuał, który powtarza się od pierwszej ustawy „naprawczej” o Trybunale Konstytucyjnym: nadzwyczajny tryb procedowania, dzięki któremu ustawa mogła przejść przez Sejm w niecałe 48 godzin, i dantejskie sceny podczas prac w komisji posła Piotrowicza, gdzie opozycja usiłowała debatować i składać poprawki. Padł chyba kolejny rekord: dostali po 30 sekund na złożenie i uzasadnienie każdej poprawki. Z czego i tak średnio mogli skorzystać, bo zagłuszała ich posłanka Pawłowicz, wykrzykując o „bydle” i „chlewie”.

Tryb uchwalania ustawy ma wartość praktyczną

Opór opozycji miał wartość symboliczną, bo i tak nie mógł wpłynąć na uchwalenie ustawy. Tak jest od dwóch i pół roku z każdą ustawą PiS. Ale ma też wartość praktyczną: kiedyś, gdy będziemy szukali prawnych, a nie pisowskich metod na naprawę państwa, fakt przyjmowania ustawy w tym trybie będzie miał wpływ na możliwość jej uchylenia i odwrócenia jej skutków – choćby w postaci obsadzenia Sądu Najwyższego. Podobnie jak to, co dwa tygodnie wcześniej działo się w Krajowej Radzie Sądownictwa Dobrej Zmiany podczas obsadzania wolnych miejsc w sądach administracyjnych: stosowanie dyskryminacji ze względu na światopogląd to nie tylko łamanie tzw. ustawy antydyskryminacyjnej, ale też konstytucji i prawa Unii Europejskiej. Nic nie pozostanie bez echa. A Komisja Europejska patrzy.

Bez echa i bez zauważenia w Europie i na świecie nie pozostaną też obywatelskie protesty pod Sejmem. Nie bardzo liczne, za to dziejące się na coraz większych emocjach. Są zatrzymani, są poszkodowani przez policję. Protesty dzieją się w scenerii, która nieustająco budzi na świecie zdumienie: parlamentu otoczonego żelaznym płotem i kordonami policji. Już sam ten obraz jest wystarczająco drastyczny jak na państwo leżące w centrum Europy.

Protesty mają znaczenie

Protesty społeczne, czy bierze w nich udział sto, czy sto tysięcy osób, nie powstrzymają PiS. To już wiemy z doświadczenia ostatnich lat rządów tej partii. Ale to nie znaczy, że protesty nie mają znaczenia. Dzięki nim Komisja Europejska rozpoczęła procedurę zmierzającą do zaskarżenia do Trybunału Sprawiedliwości ustaw sądowych. Policjanci zaczynają mieć wątpliwości, czy chcą wykonywać rozkazy wymierzone przeciwko protestującym. Zdarzyło się nawet, że wykonywali je tak mało gorliwie, że nowa Straż Marszałkowska musiała ich zastąpić, działając poza obszarem parlamentu, co było przekroczeniem uprawnień.

Protesty mają znaczenie, bo pokazują, że Polacy wciąż domagają się powrotu państwa prawa. Jeśli coś się tli – zawsze może zapłonąć. A protestujący są jak wyrzut sumienia dla tych, którym się nie chce lub się boją. Wreszcie „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”, co doskonale pokazuje historia PRL.

Co może zrobić NSA

W sprawie obsady Sądu Najwyższego PiS przeforsował w Sejmie, co chciał. Za kilka dni, bez poprawek, uchwali to Senat, a najważniejsze przepisy ustawy wejdą w życie natychmiast po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. KRS może sprawnie obsadzić Sąd Najwyższy, może bowiem odrzucać „z przyczyn formalnych” podania, które mu się nie spodobają, i w ten sposób eliminować z udziału w konkursie, co przyspieszy obsadzanie. Od owego odrzucenia nie przysługuje odwołanie, a więc Naczelny Sąd Administracyjny nie będzie mógł zbadać, czy kandydat rzeczywiście nie spełniał jakichś wymogów formalnych.

Tak przynajmniej chce PiS. Ale nie musi tej woli przeprowadzić. Bo NSA może przyjąć skargę na to, że kandydata odrzucił organ, co do którego nie ma pewności, czy jest Krajową Radą Sądownictwa. I ocenić – w zgodzie z polską konstytucją i europejskimi standardami (tu pożyteczna będzie opinia Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa) – czy KRS Dobrej Zmiany działa legalnie, a jej decyzje mają moc prawną.

Wystąpienie prezes Gersdorf w Karlsruhe

Trzeba bronić państwa prawa

Sędziowie mogą stawiać opór bezprawnemu prawu. A właściwie powinni. Skoro wymagamy tego od sędziów, którzy orzekali w stanie wojennym, tym bardziej możemy tego wymagać dzisiaj, kiedy za opór przecież bezprawnemu prawu grożą mniej drastyczne konsekwencje. I gdy w Polsce obowiązuje prawo Unii Europejskiej.

Ale niezależnie od wyroku NSA (jeśli taki będzie) najpóźniej we wrześniu w Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie, wyselekcjonowani przez PiS. I wybiorą spośród siebie nowego prezesa Sądu Najwyższego. Wtedy przed „starymi” sędziami SN będzie wybór: czy nadal uznawać będą prof. Małgorzatę Gersdorf za urzędującego prezesa, czy będą posłuszni nowemu? PiS już grozi, że za nieposłuszeństwo będą kary dyscyplinarne, z wydaleniem z zawodu włącznie. Ale nobles obliques.

Być może część z nich, by uniknąć wyboru i jego konsekwencji, zechce odejść z SN. PiS przygotował dla nich korupcyjną propozycję: wcześniejsze przejście w stan spoczynku. Kiedy będą rozważać odejście z SN, pod Sądem Najwyższym znowu będą stali obywatele, przypominając, że to byłaby dezercja. Państwo prawa nie jest stracone. Stracone będzie wtedy, gdy jego obrońcy przestaną stawiać opór.

Klementyna Suchanow tłumaczy, dlaczego pomazała ścianę Sejmu

Wczoraj wieczorem w TVN24 prowadzący program nawoływał polską policję do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy państwowej. Zwracam się z pytaniem do właściciela tej stacji, czy akceptuje taki przekaz swojej telewizji? Proszę także o opinię w tej sprawie”- napisał na Twitterze wicepremier Piotr Gliński, a szef KRRiT Witold Kołodziejski, pogroził że może zostać wszczęte postępowanie w tej sprawie. Dodał w rozmowie z PAP, że „podejmuje takie sprawy na wniosek każdego obywatela”.

Kołodziejski, swoje zdanie poparł artykułem dotyczącym zakazu „propagowania działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym”.

Chodzi o to, że w jednym z ostatnich odcinków programu „Szkło kontaktowe” współprowadzący program red. Marek Przybylik, komentując piątkowe protesty i konfrontacje demonstrujących z policją przed Sejmem, stwierdził iż „policjanci nie powinni walczyć z demonstrantami, tylko z politykami”. Uznał, że swoimi obecnymi działaniami funkcjonariusze „chcą pokazać, jacy są sprawni i służebni wobec polityków”.

Stacja TVN24, jak dotąd oficjalnie nie zajęła stanowiska wobec stawianych zarzutów. Zamieściła jedynie post na Twitterze, który wcześniej opublikował redaktor naczelny stacji Adam Pieczyński, określający „Szkło kontaktowe” jako program satyryczno-komentarzowy”, dodając, że „wszelkie wypowiedzi w nim zawarte należy interpretować jako satyryczne komentarze, a nie stanowisko stacji w jakiejkolwiek sprawie”.

„Czas na sąd ostateczny” i „PZPR” – takie napisy pojawiły się na drzwiach i ścianach biur członków Prawa i Sprawiedliwości – przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego i senatora Andrzeja Mioduszewskiego. Politycy mają wspólne biura w Wąbrzeźnie i Golubiu – Dobrzyniu.

O zdarzeniu poinformował Krzysztof Czabański na Facebooku.

Jak napisał, „podejrzane są dwie kobiety wysłane najpewniej z zewnątrz z ‚misją specjalną'”

Polityk poinformował, że sprawą zajmie się powiadomiona już policja, a w ustaleniu winnych pomoże monitoring.

Senator Mioduszewski dodaje, że charakter pisma, choć incydenty miały miejsce w różnych miastach, wydaje się taki sam.

Zdewastowanie biur nazywa „atakiem sił politycznych na PiS”, ze wskazaniem na KOD i Obywateli RP.

Kastet, którego używa PiS, aby wybić Polakom demokrację z głów, zostanie użyty w stosunku do nich.
U nie będzie Okrągłego Stołu, tylko spieprzanie do „ciepłego człowieka”.

Hairwald

Reżyser i pisarz Andrzej Saramonowicz o zachowaniu policji wobec protestu przed Sejmem.

W sieci pojawiło się kolejne nagranie z zatrzymania protestującego pod Sejmem. Tym razem chodzi o Bartosza Adamczyka, który twierdzi, że „był podduszany, i to bardzo mocno”.

– Stawiano mi buty na głowie, na lewe ucho i na prawe ucho. Poza tym mnie podduszano, i to bardzo mocno. Panowie policjanci, jeden do drugiego mówili: Podduś go bardziej – tak zatrzymanie na terenie Sejmu opisuje protestujący Bartosz Adamczyk.

Jego relację zarejestrował poseł Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej. Całe nagranie opublikował na Twitterze.

O zatrzymaniach na terenie Sejmu zrobiło się głośno, kiedy…

View original post 1 854 słowa więcej

Koniec PiS widać na horyzoncie. Albo oni, albo Polska. Spaprali nam ojczyznę

Zwykły wpis

Władza posuwa się już do bardzo drastycznych środków. Nie liczy się Konstytucja, obywatel i Polska. Dla parszywego i wrogo nastawionego rządu, to tylko kwestia czasu. Ten kto, nie widział psów na granicy, nie prosił o paszport, nie wie nic…źródło Fb. Oby Polacy byli zdecydowani!

My Polacy, nie jacyś tam jackowie/wolacy mili władzy… przypominamy, że pamiętamy i rozliczymy .

>>>

Marek Kuchciński na co dzień jeździ służbową limuzyną z ochroną, a i tak pobiera publiczne pieniądze na taksówki i benzynę – podaje „Super Express”.

Kuchciński na co dzień jeździ limuzyną z ochroną, którą zapewniają funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Mimo to, jak informuje „Super Express”, marszałek Sejmu pobiera publiczne pieniądze na paliwo i taksówki.

Marek Kuchciński jeździ limuzyną i bierze pieniądze na taksówki

Jak informuje „SE”, w 2017 roku Kuchciński wziął 4680,48 zł na benzynę oraz 2170,84 zł na taksówki. Rok wcześniej marszałek Sejmu wziął 7719,40 zł na paliwo.

Biuro prasowe Sejmu w rozmowie z „Super Expressem” zaznaczyło, że marszałkowi Sejmu, który również jest posłem, przysługują te same prawa co innym parlamentarzystom.

– Marszałek Sejmu wykonuje również zwykłe obowiązki poselskie: spotyka się z wyborcami, pracuje w terenie, zajmuje się także sprawami regionalnymi. Z tego tytułu przysługują mu te same uprawnienia co pozostałym parlamentarzystom – wyjaśniło biuro prasowe Sejmu. Dodano, że Marek Kuchciński, podobnie jak inne osoby chronione, może czasowo zrezygnować z ochrony SOP.

Sprawą Puszczy Białowieskiej zajmie się komisja śledcza? Zwolennicy wycinki i eksperci związani z Janem Szyszką wskazują, że w Białowieży zniszczono trzy tysiące hektarów siedlisk, utracono drewno o wartości 1 mld zł, drugie tyle wyniosły koszty emisji dwutlenku węgla. W związku z tym chcą powołania komisji śledczej w sprawie wydarzeń w puszczy – informuje portal WP.pl.

– To jest nasz obowiązek jako państwa członkowskiego w Unii Europejskiej. Musimy naprawić te szkody, ale jak już je zaczniemy naprawiać to trzeba pokazać na cały świat, że ktoś tu jednak zawinił. To jest potworny skandal i szkalowanie Polski na bazie tego, że Polska broniła prawa UE i programu „Natura 2000” – oświadczył na antenie Radia Maryja prof. Jan Szyszko.

Poseł PiS Dariusz Bąk, wiceszef sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, w rozmowie z portalem wyznał, że „to ważny projekt”. – Tylko tyle powiem – wypalił tajemniczo w rozmowie z dziennikarzem. Więcej na temat planów i szans na powstanie komisji śledczej nie chciał się wypowiadać.

Z nieoficjalnych informacji WP.pl wynika, że badane jest poparcie reszty polityków PiS dla pomysłu. A z tym jest krucho. Szyszko po swoich kontrowersyjnych pomysłach toczących ratowania puszczy przez wycinkę miał utracić autorytet i wpływy w PiS. Stał się przy tym najbardziej krytykowanym ministrem w rządzie, za co zapłacił dymisją. Kogo na pierwszy ogień wzięłaby komisja śledcza? Zwolennicy komisji na temat milczą. Prawdopodobnie byłby to Marcin Korolec, minister ochrony środowiska w rządzie Donalda Tuska. Rok temu, po doniesieniu ministra Szyszki był już ciągany do prokuratury.

PiS powtarza drogę sanacji w latach 30.tych ubiegłego wieku. Osamotnienie Polski i „nikt nie chce umierać za Gdańsk”.
Tylko czekać, jak nas wypieprzą z Unii Europejskiej.

Hairwald

Publicysta Waldemar Kuczyński i internauci o słowach bp. Antoniego Dydycza na temat ataku PiS na niezależność sądów.

W natłoku wydarzeń przemknęła informacja o przyznaniu przez wicepremiera, ministra kultury Piotra Glińskiego nagród „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Są one przyznawane wybitnym przedstawicielom polskiej kultury, wyróżniających się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej oraz ochronie kultury i dziedzictwa narodowego. Brązowy medal „w dziedzinie sztuki estradowej” odebrał z rąk Glińskiego Ryszard Makowski.

„Zasłużony Kulturze Gloria Artis W czwartek Brązowy Medal, odebrał m.in. Ryszard Makowski… „Jest to wyraz podziękowania Polski dla państwa twórczości i dla państwa zaangażowania, dla waszego talentu – ale talentu zawsze popartego pracą, wytrwałością, odwagą twórczą”. Świat na to patrzy, Panie Ministrze – świat czyta Pana słowa i świat pamięta..” – napisał na Twitterze Igor Lendorf. Przypomniał, że Makowski w 2016 r. w telewizji publicznej wykonał utwór, w którym obraził społeczność żydowską w Polsce, przedstawiając Żydów jako lichwiarzy i spekulantów. O wątpliwych…

View original post 1 972 słowa więcej