Tag Archives: Piotr Duda

PiS się sypie. Tak źle jeszcze nie było

Zwykły wpis

Oh la la, to nie będzie dobry poniedziałek dla PiS. Dziwne manewry majątkowe premiera, a na dodatek podejrzenie „optymalizacji podatkowej” przez spółkę należącą do partii rządzącej. Wojtek i Iwona Szpala na tropie pieniędzy Srebrnej

Duda z „Solidarności” życzy najgorszego, Morawiecki oszwabia

Zwykły wpis

Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda komentował dzisiaj wieczorem pierwszą niedzielę z zakazem handlu.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o walce PiS z Owsiakiem.

Nowa ustawa umożliwi władzy zablokowanie każdej kwesty, jeśli tylko przyjdzie jej do głowy, że cel zbiórki kłóci się z zasadami współżycia społecznego i godzi w interes publiczny.

Ustawa o zbiórkach publicznych tylko na chwilę zaprzątnęła powszechną uwagę. Bo przecież nie uwiera ani USA, ani Izraela i sprzeczna jest jedynie z Konstytucją oraz demokratycznym prawem Polaków do organizowania się wokół spraw, których rząd nie potrafi rozwiązać. Nic szczególnego…
Nowa ustawa po prostu umożliwi władzy zablokowanie każdej kwesty, jeśli tylko przyjdzie jej do głowy, że cel zbiórki kłóci się z zasadami współżycia społecznego i godzi w interes publiczny.
Normalnie, jak to w państwie autorytarnym, decyzja, czy dana zbiórka narusza owe reguły, będzie należała do ministra, który oczywiście utożsami sobie interes publiczny z interesem partyjnym oraz zdefiniuje zasady współżycia społecznego według wskazań samozwańczego przywódcy narodu. Na mocy przepisów prawa minister spraw wewnętrznych, a więc polityk, samodzielnie i swobodnie oceni działalność i cele każdej pozarządowej organizacji społecznej. Na przykład Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Że co? Że to niemożliwe? Że fundacja Jurka Owsiaka ma wśród Polaków zbyt duże poparcie? No i co z tego? Podobnie wysokie notowania miał przecież tuż przed wyborami prezydent Komorowski. A Trybunał Konstytucyjny to nie miał poparcia? A Sąd Najwyższy i KRS? Nie takie instytucje udało się już zaanektować. Poza wszystkim mam twardy dowód, że PiS planuje zablokowanie i zapewne także przejęcie fundacji WOŚP: otóż minister Joachim Brudziński, komentując upublicznione obawy Jurka Owsiaka, zapewnił w tweetach, że absolutnie nikt tego nie planuje! Również inni funkcjonariusze, zgodnie z partyjnym przekazem dnia, wzruszają ramionami, rozkładają ręce i pytają: – „A niby po co nam taka fundacja? I niby jak rząd miałby ją przejąć?”.

Tym razem nie popisali się PiS-owscy spece od propagandy, bo oba pytania są niemal retoryczne. Odpowiedzią na pierwsze jest rekordowy wynik ostatniej edycji WOŚP. 126 mln zł z dużymi groszami to nie w kij dmuchał nawet dla premiera – bankiera. Za te pieniądze może przecież przez 25 lat rozdawać premie ministrom albo przez następne 20 lat pokrywać koszty funkcjonowania smoleńskiej podkomisji Macierewicza! Równie łatwo odpowiedzieć na pytanie drugie, że niby w jaki sposób PiS miałby przejąć fundację Jurka Owsiaka? Ano tak, jak Kaczyński zawłaszczał dotąd instytucje demokratyczne. Wielokrotnie już przećwiczoną metodą spuści ze smyczy swoje buldogi z Wydziału Propagandy i Agitacji KC PiS, gdzie przygotują obrazki na billboardy oraz tajną instrukcję z odpowiedziami na wszelkie możliwe pytania. Wierni nauczą się jej na pamięć, a cyngle Kaczyńskiego przydzieleni zostaną do poszczególnych mediów, by głosić chwałę kolejnego symptomu „dobrej zmiany”. I będzie się działo!

Co usłyszymy w tej kampanii, obliczonej na spacyfikowanie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Z pewnością to, co dotychczas, tylko w bardziej napompowanej wersji. Że Jurek Owsiak demoralizuje młodzież, namawiając dzieciaki, by robiły, co chcą, a dzieci oczywiście robią rozmaite świństwa, na co są liczne przykłady. Że pieniądze z publicznej zbiórki wydawane są na organizowanie rockowego festiwalu, gdzie promowane jest moralne bezhołowie, seks i narkotyki. I że sam Jerzy Owsiak z pewnością niejedną publiczny milionik uszczknął sobie na boku, a jeśli nie ma na to dowodów, to najlepszy dowód, że złodziejskie machlojki są ogromne, skoro tyle wysiłku włożono, by te przekręty aż tak szczelnie zamaskować…

Z pewnością w kampanii opluwania znienawidzonej przez władze Orkiestry nie zabraknie też argumentów świeżych, czerpanych z dotychczasowych doświadczeń zawłaszczania państwa. Takich na przykład, że cel zbiórki jest sprzeczny z interesem społecznym i niekonstytucyjny (co w każdej chwili potwierdzi Trybunał mgr Julii Przyłębskiej), ponieważ preferuje jedną grupę kosztem innej. Z niezrozumiałych bowiem powodów Owsiak już od lat kupuje sprzęt dla noworodków, jakby nie zauważył, że noworodki to dzieci już po urodzeniu, więc nie wymagające uwagi i jakiejś szczególnej troski. Owszem, ostatnio szef WOŚP zainteresował się również dotowaniem starców – zapewne z egoistycznych względów, bo chyba sam czuje się przytłoczony wiekiem i hulaszczym trybem życia. Jednak nie dociera do niego, że preferowanie tej grupy wiekowej kłóci się z interesem ekonomicznym państwa, bo przecież im dłużej ludzie żyją, tym bardziej pogłębiają deficyt funduszu emerytalnego. A poza tym, jeśli obsługuje się i niemowlaków, i starców, to nie wystarcza na sprzęt dla innych – choćby dla obywateli w wieku partyjnym i poselskim.

Kolejnych argumentów deprecjonujących WOŚP dostarczy bez wątpienia minister spraw wewnętrznych. Bo przecież takie zbiórki nie mogą być bezpieczne. Masowe imprezy to zawsze obiekt zainteresowania terrorystów, którzy mimo wysiłków władz przenikają do nas z krajów multi-kulti. Poza tym nieletni uczestnicy imprez około orkiestrowych, spacerujący ulicami po 22.00, sami proszą się o kłopoty, a młodzi z puszkami pełnymi pieniędzy to już otwarcie prowokują napady. Z drugiej strony, czy nie może się zdarzyć, że jacyś wolontariusze znikną razem ze skarbonkami wypełnionymi wdowim groszem? Jeszcze jak może…

Bez trudu da się wymyślić wiele argumentów, które ukażą światu obraz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pozbawionej zarówno wielkości, jak i świątecznego anturażu. I w końcu władza ze smutkiem poinformuje, że chociaż dotąd przyglądała się życzliwie tej pożytecznej inicjatywie społecznej, to wobec porażających faktów zmuszona jest jednak zakończyć nieodpowiedzialne harce pana Owsiaka. Fundacja będzie oczywiście marudzić i odwoływać się od decyzji ministra, ale szanse ma zerowe, bo w sądach powstanie taka specjalna komórka do rozstrzygania sporów miedzy władzą a NGOS-ami, obsadzona sędziami dobranymi przez „nareszcie demokratyczny i niezależny” KRS. A potem pieniądze zebrane dotąd przez WOŚP zostaną odebrane i przekazane na jakiś starannie wybrany, jedynie słuszny cel.

Rzecz jasna Wielka Orkiestra nie zostanie zlikwidowana, bo samej idei zbierania kasy od ludzi nie wolno zaprzepaścić. Idea Orkiestry będzie kontynuowana, ale już bezpiecznie i roztropnie. Zmieni się tylko nazwę na bardziej narodową, patriotyczną i katolicką, a kierownictwo na jakieś bardziej odpowiedzialne. Zapewne ogłoszony zostanie konkurs, w którym nie będzie się wymagało od kandydatów wykształcenia, wiedzy czy zaangażowania społecznego. Wystarczy, by nowy szef Wielkiej Orkiestry Narodowej (WON) posiadał doświadczenie w krzewieniu katolickiej nauki społecznej oraz praktyczną umiejętność prowadzenia wielkich zbiórek pieniędzy. Nie wiadomo, kto wygra ten konkurs, ale coś mi się zdaje, że siedziba WON będzie w Toruniu.

***

Oczywiście, nie wierzę w ten snuty powyżej scenariusz. Ale nie wierzyłem również, że po latach bezczelnej propagandy PRL-u znajdzie się w Polsce ktoś, kto ukradnie nam wspólne media, by znowu opluwać myślących samodzielnie i politycznych konkurentów. Nie wierzyłem, że ludzie wywodzący się na ogół z dawnej opozycji potrafią powrócić do ręcznego sterowania prokuraturą i że te swoje uświnione łapy wyciągną też po sądy, domagając się butnie, by sprawiedliwość stała wyłącznie po ich stronie. Jeszcze dwa lata temu do głowy by mi nie przyszło, że legalni wybrańcy narodu będą publicznie podcierać się kartkami wydartymi z Konstytucji, powołując się przy tym na wolę suwerena. Nie wpadło mi do głowy, że Polska może się cofnąć aż o 50 lat, do mrocznych czasów, które Stefan Kisielewski nazwał „dyktaturą ciemniaków”. Wtedy też rozmaite „niemożliwe” stawało się koszmarnie realne.

Waldemar Mystkowski pisze o krętactwach finansowych Morawieckiego.

Mateusz Morawiecki ma problemy ze sobą – zwykł mówić rzeczy, które nie przystoją osobie na jego stanowisku, bo takimi są stwierdzenia typu, iż w Polsce mamy ustrój demokracji narodowej, a nie państwa prawnego. Jakiekolwiek byśmy nie wertowali podręczniki politologii, natrafimy na najbliższy tej definicji opis państwa autorytarnego. W mentalność rządzących polityków PiS tak wdrukowany został ustrój stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego, iż mają przeświadczenie, że nie obowiązuje Konstytucja, ale widzimisię prezesa.

Demokracja jest więc rozumiana jak pokraczność logiczna, w której rządzi większość niezwiązana prawem. Dlatego mamy fasadę Trybunału Konstytucyjnego, a nie Trybunał Konstytucyjny, a władza sądownicza jest zależna od politycznej i nie jest jednym z filarów trójpodziału władzy właściwym dla standardu demokracji.

Świat zachodni nam nie odpuści tej pokraczności, acz PiS może długo zwodzić felernymi intelektualnie Białymi Księgami, której najnowszy wytwór został przez Morawieckiego zawieziony do Brukseli.

Pokrętność Morawieckiego dotyczy także jego stanu posiadania. Rodzaj Białej Księgi majątku Morawieckiego próbują sporządzić dziennikarze w nowym numerze „Newsweeka”. Morawiecki ukrywa swój stan posiadania poprzez sztuczki zaksięgowania, przenosząc własność na małżonkę i nie ujmując milionowych wartości nieruchomości w oświadczeniach majątkowych.

Bank Zachodni WBK, w którym Morawiecki był prezesem zarządu, udzielił w 2008 roku kredytu 2 mln franków szwajcarskich firmie jego żony Iwonie Morawieckiej, firmie założonej ledwie dwa tygodnie wcześniej. Zabezpieczeniem była willa na warszawskim Mokotowie warta ok. 5 mln zł, która w 2015 roku została przepisana na Morawiecką, gdy Morawieccy podpisali dwa lata wcześniej częściową rozdzielność majątku.

Morawiecki tej willi w Warszawie, jak i innych nieruchomości we Wrocławiu nie ujmuje w oświadczeniu majątkowym. Powód jest iście polityczny, Morawiecki ukrywa przed opinią publiczną swój stan posiadania. Dziennikarze „Newsweeka” zadali pytania dotyczące tej kwestii premierowi i Bankowi Zachodniemu WBK. Nie dostali żadnej odpowiedzi.

Rządzeni powinni wiedzieć, czy wszystkie transakcje między małżonkami były przeprowadzone zgodnie z arkanami prawa i jakiemu podlegały opodatkowaniu. Najważniejsze, Morawiecki dwukrotnie żonglował przepisywaniem swojego majątku na żonę w momentach, gdy wchodził w politykę. Raz, gdy przymierzał się w 2013 roku do współpracy z rządem Donalda Tuska, ale został potraktowany z nieufnością. A po raz drugi w 2015 roku kombinował z majątkiem, gdy skumał się z Jarosławem Kaczyńskim i wszedł do pisowskiego rządu i został wreszcie jego premierem.

Ze względu na pełnioną funkcję Morawieckiemu powinna zostać sporządzona pełna Biała Księga jego stanu posiadania. Nie może być ona tak niewiarygodna, jak ta dotycząca demokracji w kraju, którą zawiózł do Brukseli.

Morawiecki swoje nieczyste intencje zechce przykryć zmniejszeniem rządu, które ma być ogłoszone w poniedziałek. Przykrywanie to stała praktyka żonglowania opinią publiczną. Taka jest anatomia krętactwa PiS.

– Pozdrawiam czytelników ‚Dużego Formatu’. Pozdrawiam was ciule – mówi Jarosław Kaczyński. A właściwie Jarek, bo tak lalkę szefa PiS nazywa Klaudia Jachira. Satyryczka już własnymi ustami dodaje: – Nie będzie więcej mówił dla ‚Gazety Wyborczej’. Bardzo mi przykro.

Na początku była gliniana rzeźba głowy, później odlew na butaforze, czyli masie papierowej. Tak samo powstały dłonie. Reszta ciała Jarka wykonana jest z gąbki. Oprócz włosów – te są prawdziwe, przygotowane przez perukarnię Opery Wrocławskiej. Garnitur kupiony był w sklepie z ubrankami do chrztu, buty w używanej odzieży. Animowana lalka Jarosława Kaczyńskiego występuje tylko w części jej programów satyrycznych. W internecie opublikowała też wideo ‚Pała+’. Parodiowała w nim prezenterkę TVP. Wideo nie wszystkim się podobało. Cztery miesiące temu Jachira została wezwana na policję w sprawie naruszenia artykułu 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Postawiono jej zarzut. Grożą jej nawet 2 lata pozbawienia wolności.

Jest aktorką, ale od małego interesowała się polityką. Gdy miała 7 lat zaczęła angażować się w polityczne spory w swojej szkole. Wszyscy popierali Lecha Wałęsę, ale ona czuła, że musi bronić kandydata wspieranego przez jej mamę – Aleksandra Kwaśniewskiego. Czekała na dowód osobisty nie po to, by móc kupić alkohol. Chciała w końcu móc głosować. W 2015 roku startowała do Sejmu z list Nowoczesnej. Nie dostała się, ale spot wyborczy był początkiem jej kariery jako satyryczki politycznej. Jednak okazało się, że można z jej powodu być w Polsce oskarżoną i narażoną na karę więzienia.

– Nie złamiecie mnie, jestem osobą przekorną – zapowiada Klaudia Jachira.

Referendum w dniu wyborów do parlamentu nie budziet

Zwykły wpis

Andrzej Duda z dnia na dzień coraz bardziej upartyjnia prezydenturę. Z tego narożnika już nie wyjdzie, widać to po jego cechach charakteru, ma go słaby, zależny od emocji. Ktoś taki nie powinien brać się za politykę, a jednak Kaczyński wystawił go jako nieznanego kandydata – i wygrał.

Widać po Dudzie, iż będzie z nim gorzej i gorzej. To już nie będzie uciekanie przed premierem rządu polskiego. Czy głupszą sytuację można sobie wyobrazić? Można!

Duda z dnia na dzień wymyślił referendum w dniu wyborów parlamentarnych. Ani to prawnie trzyma się kupy, a zaproponowane pytania nadają się do kabaretu. Na pewno pytanie o lasach przejdzie do leksykonu curiosów. Czyżby Duda z PiS-em chcieli zalesić Polskę?

Moje sformułowanie jest mniej groteskowe od pytania Dudy. Wszystkie pytania są tak nieprecyzyjne, że winny wylądować w koszu. Czy w kancelarii Dudy nie ma żadnych redaktorów, którzy znają język polski? Chyba tak. Fatalnie prezentują się ich umiejętności intelektualne.

Nie wiem, w czym Duda jest niezłomny, ale jak celebryta potrafi siebie reklamować, napinać mięśnie, których nie ma. Rozbija Polaków po partyjniacku, po pisowsku. Widać w tym komuszy sznyt.

Senat musiał odrzucić wniosek Dudy o referendum. Nie mam najlepszego zdania o tej instytucji. Na szczęście większa część senatorów stanęła po stronie rozumu.

A ten drugi Duda protestujący pod Sejmem nie jest szefem „Solidarności”, bo ta używająca tego samego rzeczownika nie kontynuuje tej, która przewracała komunę. Duda prowadzi jakiś marny związek zawodowy, przybudówkę partyjną. Duda związkowy u nogi Lecha Wałęsy Duda nawet nie byłby paznokciem.

Żaden z wymienionych Dudów nie potrafi być odpowiedzialny za przyszłość Polaków. Potrafią rozwalać, a do tego nie potrzeba niezłomności i determinacji. To tylko pretensje i żałość.

Więcej >>>

Kto wykopie Dudę z kraju? Zawłaszcza moją walkę w „Solidarności”

Zwykły wpis

To się w Polsce porobiło. Zomowiec przemawia na rocznicy „Solidarności”. I to jako szef „S”. Tfu, tfu. Pokićkana historia mojego kraju.

 

W Stoczni Szczecińskiej odbyła się uroczystość upamiętniająca podpisanie porozumień sierpniowych. Przed bramą stoczni przemawiał z tej okazji m.in. przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda.

 

Tfu, tfu.

Pamiętamy, dziękujemy, nie zapomnimy

– powiedział Duda i dodał:

Państwo polskie nie zdało egzaminu.

 

Że nikt mu nie nakopie w cztery litery? No, ale noga może ugrzęznąć.