Tag Archives: Paweł Kasprzak

PiS ponosi globalną klęskę na szczycie klimatycznym w Katowicach

Zwykły wpis

Szczyt klimatyczny w Katowicach może okazać się porażką dla organizatorów. Wszystko wskazuje na to, że podczas tego wydarzenia zabraknie najważniejszych światowych przywódców. Wielką nieobecną będzie kanclerz Niemiec Angela Merkel, nie pojawi się też prezydent Francji Emmanuel Macron, ani prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. W Katowicach nie będzie również Władimira Putina.

Mirosław Proppé – prezes w u : Prezydent Trump mówił, że nie podoba mu się porozumienie paryskie, ale nadal są sygnatariuszem porozumienia. Politycy i biznes amerykański tworzą ruch, który te porozumienie popiera

Mirosław Proppé: Dziś możemy stawiać na działania, które powstrzymają dalszy wzrost temperatury Ziemi. Powstrzymać tak, aby tempertatura Ziemi nie wzrosła do 2050 roku o 2 stopnie.

Mirosław Proppé: Temperatura Ziemi wzrosła o 1 stopień od rewolucji przemysłowej i tego nie cofniemy. Możemy powstrzymać jednak wzrost tej temperatury.

Mirosław Proppé: Mam nadzieję, że Pan Prezydent występując na powie, że zmiany w klimacie zachodzą i są wynikiem ludzkich działań.

Szczyt klimatyczny w Katowicach to globalna porażka PiS. Ile jeszcze tej hańby Polski?

Depresja plemnika

Wierchuszka PiS, jak co roku, nie tylko przemawiała, ale też śpiewała na urodzinach Radia Maryja. Moment uchwyciła kamera „Super Expressu” – widać, kto najlepiej bawił się podczas wspólnego wykonywania „Abba Ojcze”. 

Wydawać by się mogło, że na temat sobotnich urodzin Radia Maryja napisaliśmy już wszystko, a jednak docierają do nas kolejne informacje. „Super Express” opublikował na swojej stronie nagranie z tradycyjnego elementu święta rozgłośni – śpiewania „Abba Ojcze”.

Kamera uchwyciła sektor, w którym gościli politycy PiS. W pierwszym rzędzie podrygiwali Mateusz Morawiecki, Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Zbigniew Ziobro, Beata Kempa, Adam Kwiatkowski, Antoni Macierewicz i Jan Szyszko.

W drugim rzędzie widać Stanisława Piotrowicza, Józefinę Hrynkiewicz, Annę Sobecką, Zbigniewa Kuźmiuka i Krzysztofa Jurgiela. Na dalszych miejscach znaleźli się też m.in. Łukasz Zbonikowski (oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej żony, sąd umorzył postępowanie ze względu na „znikomą szkodliwość społeczną czynu”) i Waldemar Bonkowski (również oskarżany przez żonę o stosowanie przemocy, z PiS…

View original post 4 448 słów więcej

Afera podsłuchowa wywołała istny popłoch w PiS. Ogłupienie totalne

Zwykły wpis

Mazurek o taśmie PMM: Walczymy o jak najlepszy wynik, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo

– Wielokrotnie się do tego odnosiliśmy [do taśm]. To odgrzewany kotlet, z którego nic tak naprawdę niekorzystnego dla premiera nie wynika – stwierdziła Beata Mazurek na konferencji w Sejmie. – Zasadnicza różnica jest taka, że ten kotlet jest odgrzewany w momencie, kiedy mamy wybory samorządowe, natomiast on był znany sprzed kilku lat – dodała.

„Rozumiem, że teraz jesteśmy w okresie szczególnym, bo walczymy o jak najlepszy wynik w wyborach samorządowych, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo, a naszym najsilniejszym ogniwem jest premier Morawiecki, który ma dobre notowania, prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju, dzięki której Polakom żyje się lepiej i to pokazują badania opinii publicznej, więc należy uderzyć w to ogniwo, które jest najsilniejsze. Na to absolutnie się nie zgadzamy”

„SN wchodzi do gry w kampanii wyborczej” – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. „Bardzo wyraźnie to widać” – oświadczył w Jedynce Polskiego Radia. Tym samym podpisał się pod wcześniejszymi doniesieniami i sugestiami prawicowego tygodnika „Sieci”, z którego dowiadujemy się, iż SN „toczy otwartą wojnę z rządem” i że wystarczyły mu trzy tygodnie, na zapoznanie z ponad 40 tomami akt afery taśmowej oraz udzielenie zgody na wgląd do materiału dziennikarzom Onetu. Na dodatek, SN wydał też taką samą zgodę m.in. tygodnikowi „Polityka” – można przeczytać w tygodniku.

Z pełnym przekonaniem powiedział Sasin w Jedynce: „Nie mam wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi – chociażby rzecznika SN – ma bardzo mocno polityczny charakter. Bardzo wielu również sędziów SN zabiera głos i bardzo politycznie się wypowiada” – podkreślił.

„To nie jest przypadek, to pokazuje, że mamy do czynienia z zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany, bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to, co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało” – oświadczył Sasin.

Jak już pisaliśmy w ubiegły poniedziałek portal Onet opublikował artykuł „Afera taśmowa. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”, w którym dziennikarze powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Dowiadujemy się z nich, że kelnerzy skazani w wyniku afery taśmowej obciążyli w swoich zeznaniach obecnego premiera, w latach 2007-2015 prezesa banku BZ WBK. Na jednej z taśm – według portalu – „Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy”.

Dzień później Onet opublikował kolejną taśmę, z nagraniem rozmowy Morawieckiego z 2013 r. m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. To w tej rozmowie pada kwestia kandydatury Morawieckiego na szefa resortu Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska. Fragmenty stenogramu z tej rozmowy ujawniły w 2016 r. „Newsweek” i Radio Zet. Następnie w czwartek portal opublikował dalsze fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu z Jagiełłą, Kilianem i Matuszewską, w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1049243544114880513

Oświadczenie w sprawie napisu na . Podpisał i .

>>>

>>>

Minęło już dobrych kilka dni, a burza wokół kompromitujących tym razem premiera Mateusza Morawieckiego taśm z restauracji „Sowa i przyjaciele” nie tylko nie cichnie, ale nabiera na sile. Atmosferę podgrzewa jakby przestraszony własnym dziełem i dlatego wspierający dziś PiS – Marek Falenta. Swoje trzy grosze dodaje szalona, lecz zawsze do usług Krystyna Pawłowicz.

Na zasadzie tonący brzytwy się chwyta plotkują na Twitterze o tym, że istnieją sekstaśmy z Karpacza, które mogą pogrążyć obecnych liderów Platformy.

Gdy zabrakło rzeczowych argumentów do Platformy dotarło proste ostrzeżenie… że może „oberwać” seks taśmami swoich liderów.

Na pretekst długo nie trzeba było czekać, bo kiedy eurodeputowana PO, Lena Kolarska Bobińska, zwróciła uwagę, że Falenta miał chwalić się świetnymi relacjami z PiS, ten odpowiedział na Twitterze:

„Schetyna i Trzaskowski najpierw niech się wytłumaczą ze swoich wizyt w Western City w Karpaczu… Lepiej niech nie kłamią bo może się okazać, że Onet też ma tę sex taśmę…” – dodał w piątek Falenta.

Równolegle do natarcia ruszyły z miejsca PiS–owskie media, przypominając, że w październiku 2013 roku liderzy PO spotkali się w Karpaczu, by wybrać szefa regionu w Dolnośląskiem. Na tej podstawie przypuszczają, że to z tamtego wieczoru może pochodzić rzekome nagranie, o którym nikt nigdy wcześniej nie wspominał. I w tym miejscu pole do popisu dla siebie dostrzegła Krystyna Pawłowicz:

„Jeśli to, co jest na porno-taśmie o G.Schetynie i R.Trzaskowskim jest prawdą, to chociaż tej taśmy nie ma,  to obaj natychmiast powinni odejść z polskiej polityki …Natychmiast, jeszcze dziś wieczór !” – zażądała  PiS–owska funkcjonariuszka.

I śmieszno, i straszno, bo wniosek z tego taki, że nawet brak jakiejkolwiek taśmy jest dla Pawłowicz dowodem na sugerowaną winę obu polityków. Co na to lider Platformy? Po męsku, krótko i zwięźle: „To jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim” – zakpił Grzegorz Schetyna, a Rafał Trzaskowski zapewnił, że w Karpaczu w ogóle go wówczas nie było.

Swoją drogą trudno się oprzeć komentarzom i sugestiom, iż plotka Falenty służyć ma podlizaniu się PiS-owi, bo jak wiadomo grozi mu 2,5 roku więzienia. Wyrok wydał sąd, a Falenta nie poszedł siedzieć, ponoć ze względu na stan zdrowia.

>>>

Sasin ma pomysła. Taśmy na Morawieckiego podrzucił Sąd Najwyższy. Wsiowy głupek.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

Macierewicz żegna się ze smoleńskim zamachem

Zwykły wpis

To, że Antoni Macierewicz przez blisko 8 lat żerował na tragedii smoleńskiej i wodził za nos prezesa Kaczyńskiego od kilku miesięcy nie jest już tajemnicą. Nikt jednak nie był gotów głośno powiedzieć tego, co w końcu wydusił z siebie jeden z publicystów tygodnika Sieci, który tematyką katastrofy smoleńskiej zajmuje się z dużą intensywnością. Marek Pyza, który w swojej pogoni za “smoleńską prawdą” sam wielokrotnie kolportował niesprawdzone i niepoparte faktami teorie, jednak tym razem postanowił wprost zaatakować Antoniego Macierewicza i związaną z nim redakcję Gazety Polskiej.

tekście o bardzo wymownym tytule “Bój o smoleńską palmę pierwszeństwa i złe porządki w podkomisji” ujawnia nie tylko to, co wielu demaskatorów ordynarnych kłamstw zespołu parlamentarnego, a obecnie podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy wytykało wielokrotnie, ale ujawnia też faktyczny, choć ukryty przed opinią publiczną faktyczny koniec pracy “międzynarodowych ekspertów Macierewicza”, na których wątpliwe eksperymenty i próby nauczenia się, jak się w ogóle bada katastrofy lotnicze wydano miliony złotych z polskich podatków.

Autor tekstu na portalu braci Karnowskich, którzy wiele miesięcy temu w otwarty sposób postawili się po stronie prokuratury Zbigniewa Ziobry, która wygrała bój o pierwszeństwo w dostarczeniu prezesowi PiS prawdziwych przyczyn katastrofy z 2010 roku, właśnie od oceny ostatniej wizyty śledczych na lotnisku w Siewiernyj rozpoczął swój wywód. Bardzo szybko przeprowadził jednak frontalny atak na byłego szefa MON, który w jego przekonaniu nie tyle dołączył do kolportowanego przez “przeciwników dojścia do prawdy” kontestowania współpracy z rosyjskimi prokuratorami, ale wręcz je zapoczątkował i przeprowadził w pełnym zakresie.

Ostatnich wypowiedzi Antoniego Macierewicza nie da się więc czytać inaczej niż jako kolejnej odsłony walki z prokuraturą o palmę pierwszeństwa w badaniu Smoleńska – pisze Pyza, wytykając głównemu kapłanowi religii smoleńskiej, że doskonale wie, że prokuratura działa w innym reżimie prawnym, oraz że sam nie widział sensu udziału jego “ekspertów” w badaniu wraku przez prokuratorów. Co więcej, bezlitośnie miażdży ubiegłotygodniowe rewelacje “Gazety Polskiej” o rzekomym podmienieniu czarnych skrzynek, wytykając im szkolne błędy, które powinno się nazwać wprost ordynarną manipulacją.

Najważniejszy z punktu widzenia końca Antoniego Macierewicza w kwestii dalszego ustalania “prawdy o Smoleńsku” jest jednak fragment dotyczący podkomisji i pytania, jakie Marek Pyza otwarcie i głośno stawia.

Wracając do podkomisji, zasadne jest dziś stawianie pytania: czy ona w ogóle istnieje? Jak słyszę od części jej członków: formalnie nie. A to dlatego, że wszystkim pracującym w niej osobom 31 sierpnia skończyły się umowy. Dotychczas nie podpisano nowych. Nie istnieje nawet aktualna lista członków podkomisji do zatwierdzenia. Nie jest zaaprobowana przez departament kadr MON, nie dotarła jeszcze nawet do Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów w Poznaniu, który uczestniczy w procesie powoływania składu podkomisji – zastanawia się publicysta, ujawniając gwoździa, którego do trumny tego ciała najwyraźniej niepostrzeżenie wbił minister Mariusz Błaszczak. Tak się bowiem składa, że aby wybrańcy Macierewicza pełnili dalej funkcję członków podkomisji, muszą być powołani decyzją szefa MON na kolejny rok (konkretnie od początku września do końca sierpnia). Taka decyzję wydał Antoni Macierewicz w 2016 roku, wydał też Mariusz Błaszczak w 2017 roku. Obecnie jednak takiej decyzji odnaleźć nie sposób, co może oznaczać, że obecny szef MON po cichutku, choć zapewne z polecenia Jarosława Kaczyńskiego “wygasił” tę nic nie wnoszącą podkomisję.

Ujawniona przez redaktora Pyzę faktyczna likwidacja podkomisji, bez formalnego zakończenia jej prac wyjaśniałaby dlaczego rzeczniczka tego ciała od blisko dwóch tygodni nie potrafi odpowiedzieć na o aktualny skład podkomisji, intensywność jej prac w 2018 roku, aktualne wynagrodzenie “ekspertów” czy postępy w przygotowywaniu raportu końcowego z ponownego badania katastrofy.

W ostatnich zdaniach swojego tekstu Marek Pyza sugeruje, że po opublikowaniu tego tekstu z pewnością ze strony medialnego środowiska Tomasza Sakiewicza posypią się na niego gromy. Podkreśla, że taki atak go nie zdziwi, bo koledzy Antoniego Macierewicz inaczej nie potrafią. Zastanawia go jedynie, kiedy “weszli w buty” tych, których za stawianie trudnych pytań o rzeczywiste intencje w badaniu katastrofy sekowano i krytykowano. Dość długo to trwało, ale wygląda na to, że w końcu niektórzy z nich poznali się na Macierewiczu. Najwyższy czas.

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

>>>

Premier to miszczu także z geografii! W sobotę w Gorzowie obiecał dwa mosty; w Przytocznej (gdzie nie ma rzeki) i drugi „gdzieś na Odrze”.

Hairwald

Prawda wygląda tak 👇

Zgodnie z przysłowiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta zasada zdaje się być szczególnie żywa w polityce, gdzie osoby z pierwszych stron gazet potrafią z dnia na dzień zmienić poglądy o 180 stopni. Szczególnym przykładem takiego koniunkturalizmu okazuje się być Mateusz Morawiecki i jego stosunek do Unii Europejskiej. Dziś – zwolennik teorii o neokolonializmie gospodarczym Polski, dyktacie Niemiec, czy braku suwerenności po 1989 roku, ale jeszcze kilka lat temu premier  miał zupełnie inne poglądy. Mateusz Morawiecki był im na tyle wierny, że zawarł je nawet w książce…

Poseł PO Krzysztof Brejza przypomniał opinii publicznej fragmenty podręcznika z 1999r., którego obecny premier jest współautorem. Treść publikacji zszokowałaby zapewne wielu zwolenników PiS. Mateusz Morawiecki tłumaczy w niej m.in., co powinni zrobić sędziowie, kiedy przyjmowane są ustawy niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Premier stwierdza, że:

W innych fragmentach premier ku zdziwieniu uznaje, że podjęcie przez Polskę starań o przyjęcie…

View original post 2 118 słów więcej

Gliński i Ziobro z Mrożka

Zwykły wpis

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania listu prezesa podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidu, ale tyle było w nich photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to się nie zjawia w Sejmie, w którym dostaje pensję. I może dlatego zaprezentował się poprzez swego „premiera z tabletu”.

Znamy wszak słuch prezesa, raz uchwyciły go mikrofony, jak intonował Mazurek Dąbrowskiego, powiedzieć, że przez ucho przeszło mu stado baranów, to mało. Zresztą wiemy, że dla Kaczyńskiego Polska to Wolska.

W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie jest podawane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Najnowszy Mrożek też dotyczy prokuratury. Otóż Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła dochodzenie w sprawie wydarzeń z 18 lipca 2018 roku, a zdarzyło się wówczas, że w bagażnikach posłów z koła poselskiego Ryszarda Petru wwiezieni na teren Sejmu zostali Paweł Kasprzak i Wojciech Kinasiewicz.

Obawiam się, że prezes Kaczyński może być z tego powodu niezadowlony, który swego czasu wyraził swoje sympatie do filmów hollywoodzkich, chciałby bowiem, aby twórcy amerykańscy zrobili wystrzałowy film o naszych dziejach.

Ależ ta scena z przewiezieniem herosów w bagażniku jest iście amerykańska. Pawła Kasporzaka mógłby zagrać Mel Gibson. Więc na miejscu Glińskiego po przeczytaniu listu Kaczyńskiego do melomanów szybko wziąłby telefon w dłoń, przedzwonił do współczesnego Donalda Trumbo, aby pisał scenariusz o przewożonym w bagażniku Kasprzaku, a z Gibsonem zacząłbym negocjacje o wysokość honorariurm.

Prezes Kaczyński to najnikczemniejszy z nikczemnych. Przestrzegał przed takim Winston Churchill

Zwykły wpis

Marek Suski przetarł metalową płytkę i cofnął się, by z oddali spojrzeć na końcowy efekt swej pracy. Pokiwał głową, poprawił grzywkę, która w trakcie tego nieco się obsunęła, i cmoknął z zadowoleniem. Mosiężna tabliczka przymocowana do drabinki pod wezwaniem Niepokalanego Kolana prezentowała się elegancko i szlachetnie. Napis wyryty w błyszczącym metalu głosił: „Na tej drabince pan Prezes przebywał w chwili ogłaszania wyniku wyborów 2015 roku”.

Zapoczątkowany przez Karola Guzikiewicza rytuał oznaczania miejsc, które w przeszłości pan Prezes zaszczycił swą obecnością, zaowocował licznymi upamiętnieniami w całym kraju. Po sali nr 26 w Stoczni Gdańskiej tabliczki zawisły na ulicach, mostach i ławkach, a także na strzelistych turniach Beskidu Sądeckiego. „20 sierpnia 2017 r. tę górę zdobył pan Prezes w patriotycznej pelerynie z orłem” –  głosiła informacja przymocowana do drewnianej wieży widokowej na szczycie Koziarza (947 m nad poziomem morza).

Nikt nie dotarł tak wysoko jak pan Prezes. Było przed nim trochę śmiałków, którzy zdobyli szczyt tej niebotycznej góry, ale tylko garstka z nich wspięła się jeszcze po trzeszczących stopniach na podest strzelistej wieży, ze świstem wciągając do płuc rozrzedzone powietrze i zgarniając z twarzy kryształki lodu niesione przez porywisty wiatr. W tej garstce najodważniejszych z odważnych był i Pan Prezes. Jednak nie poprzestał na tym. Stojąc na drewnianym tarasie, zgarnął szron z czoła, rozstawił drabinkę i wspiął się na nią. Na pamiątkę tego wydarzenia do wieży przykręcono mosiężną tabliczkę, a minister Anna Zalewska wpisała na listę obowiązkowych lektur szkolnych w klasach maturalnych twitterowy wpis Joachima Brudzińskiego z 20 sierpnia 2017 r. o treści: „Wielu nas poznało dziś ‘smak’ górskiego deszczu i wiatru ale na Koziarza dotarli tylko najtwardsi”.

Pamiątkowymi tabliczkami oznaczono też inne miejsca związane z panem Prezesem. „W tej celi komuniści zamierzali umieścić pana Prezesa po internowaniu go 13 grudnia 1981 r.” – głosił napis na ścianie warszawskiego więzienia na Białołęce, a w gmachu w Alejach Ujazdowskich można było przeczytać: „W tym gabinecie miał urzędować pan Prezes jako premier pierwszego niekomunistycznego rządu Polski po upadku PRL” (jak wiadomo, nie doszło do tego w wyniku spisku, który wyniósł do władzy komunistycznego agenta Mazowieckiego). Na jednym ze skrzyżowań w Koszalinie umieszczono tabliczkę: „Tu stał kiosk, w którym 14 1ipca 1991 r. czytelnik kupił ‘Tygodnik Solidarność’ redagowany przez pana Prezesa”.

Moda na upamiętnienia ogarnęła też poszczególne osoby w drużynie Dobrej Zmiany. Mężczyźni nosili na ramionach i plecach naszywki „Tu poklepał mnie pan Prezes”, zaś kobiety tatuowały sobie na wierzchach dłoni wizerunek warg i datę. Tylko tyle. Każdy i tak wiedział, że za tym romantycznym symbolem kryje się komunikat: „Tę dłoń dnia takiego a takiego ucałowały usta pana Prezesa”.

Kłopot miała tylko Krystyna Pawłowicz. Bezradnie stała przy oknie trzymając w dłoni nieduże plastikowe pudełko i znacznie większą od niego tabliczkę. Na wszelkie sposoby próbowała dopasować oba przedmioty do siebie, ale jej wysiłki za każdym razem kończyły się niepowodzeniem. Była już bliska płaczu, gdy wreszcie zlitował się nad nią i pospieszył jej z pomocą niezwykle koleżeński i uczynny Mariusz Błaszczak.

– Co koleżanka chce zrobić? – zapytał.

– Staram się przymocować tabliczkę do tego pudełka, ale mi nie wychodzi – poskarżyła się płaczliwym tonem i pokazała mu plastikowe pudełko oraz mosiężną płytkę, na której wyryto napis: „Z tego pudełka 17 lutego 2018 r. Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę w Sejmie, gdzie przebywał pan Prezes”.

Ćwiczenia

  1. Porozmawiaj z przedstawicielami starszego pokolenia i na podstawie ich opowieści wskaż w swojej miejscowości miejsca związane z panem Prezesem, które zasługują na upamiętnienie.
  2. Oznacz w swoim mieszkaniu przedmioty związane z panem Prezesem (np. „W tym telewizorze mama wysłuchała konferencji prasowej pana Prezesa” albo „Na tym nocniku siada Piotruś, który dostał 500 plus od pana Prezesa”).

Pisowski obłęd trwa.

Za nami sobotnia konwencja wyborcza Koalicji Obywatelskiej. Czekałem na nią z niecierpliwością, zwłaszcza po przyłączeniu się do Koalicji środowiska Barbary Nowackiej. Od dawna piszę i nawołuję do tego, aby się konsolidować, bo taki jest nakaz chwili. Niestety, dalszej konsolidacji nie będzie. Do wyborów, przynajmniej tych samorządowych, pójdą trzy bloki, bo nie wierzę, aby Kosiniak-Kamysz był grabarzem własnej partii. Na gorąco skreślam kilka zdań o wczorajszym wydarzeniu. Zapraszam.

D’hondt jest nieubłagany. Metoda ta zawsze promowała i promować będzie duże partie lub duże bloki. Czego tutaj nie rozumie lewica, nie mam pojęcia. Jak można siedzieć tyle lat w polityce, dostawać kilka razy porządne lanie i nadal nie rozumieć, że w pojedynkę można być tylko opozycją na ulicy, czyli, mówiąc inaczej, żyć w świadomości garstki wyborców, ale kompletnie nie mieć na nic wpływu. Jak można po porażce 2015 roku, która dodała PiSowi miejsc w Sejmie, dzięki czemu ma on parlamentarną większość – właśnie dzięki metodzie d’Hondta, uparcie trwać w oczywistym błędzie? Widać ego jest ważniejsze. Cóż, taki wybór lewicy.

Zaraz usłyszę głosy, że lewica nie może się skumać z PO, bo PO nie jest lewicowa. Do cholery, ludzie, kiedy do was dotrze, że PO jest partią chadecką, otwartą na wrażliwość lewicową? Kiedy do was dotrze, że, być może (czas pokaże), PO wyciąga jednak wnioski z porażki w 2015 i jednak zdolna jest do zmian? Także dzięki politycznemu wyczuciu Grzegorza Schetyny. Można mieć do niego wiele uwag, ale nie można mu odmówić woli otwarcia się na inne środowiska, po to właśnie, aby budować blok jak najszerszy. Bo tylko duży blok może pokonać PiS i jego cichego koalicjanta, jakim bez wątpienia może być Kukiz’15.

Wczorajsza konwencja pokazała, że tylko Platforma jest zdolna zorganizować konkurencyjną do PiS konwencję wyborczą, równą rozmachem i pełną efektów przyciągających uwagę. Trzeba być ślepym, aby nie widzieć, że tylko PO ma porównywalne z PiS możliwości budowania struktur krajowych. Trzeba także nie rozumieć mechanizmów zachodzących w polityce, aby uparcie trwać w postanowieniu, aby nie dołączać do dużego, silnego bloku. W tym kontekście środowisko Barbary Nowackiej zrobiło jedyny sensowny ruch, jaki mogło zrobić, bacznie przyglądając się zapewne wcześniejszym działaniom Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer.

Zatem to już pewne i moim zdaniem postanowione. Do wyborów pójdzie zjednoczona prawica, zjednoczone lewicowo-liberalarno-konserwatywne centrum oraz kompletnie rozbita lewica, bo tam nie ma żadnej woli, ani zrozumienia, czym jest współczesna polityka. Pytanie jedno pozostaje bez odpowiedzi – czy PSL chce zakończyć swój żywot już teraz, czy jednak pozostać na scenie politycznej nadal? Na to pytanie odpowiedź znajdzie się za kilka tygodni. Czas pokaże, czy Kosiniak-Kamysz pochowa swoją partię do grobu.

Co się wczoraj nie udało?

Transmisja na żywo w internecie. Przepraszam, ale nie do zaakceptowania są braki techniczne w tym względzie. Początek relacji zwłaszcza był katastrofalny, gdy na kilka minut dźwięk i obraz się zawiesił. Potem miało to miejsce jeszcze kilka razy, aż wreszcie przekaz się ustabilizował. Nie wiem kto był odpowiedzialny za tę część wydarzenia, ale powinno się z tego wyciągnąć zdecydowane wnioski.

Zabrakło młodych twarzy! Było lepiej, niż drzewiej bywało, głównie dzięki środowisku Lubnauer i Nowackiej, ale nadal Platforma nie potrafi wyjść z tego zaklętego kręgu znanych już od lat twarzy. A przecież w PO jest wielu fajnych, rzutkich i młodych polityków, których twarze nie są kompletnie znane. Nie mówię, że doświadczeni politycy mają nagle ustąpić miejsca młodemu i średniemu pokoleniu, ale radzę więcej odwagi. Jako jeden z założycieli Klubu Swobodnej Myśli deklaruję, że będziemy robić wszystko, aby więcej pokazywać takich właśnie polityków. Jak inaczej dotrzeć do młodzieży, a to ona będzie przecież kluczem do wyborczych zwycięstw w latach 2018-2020.

Był plan, aby na scenie pokazać osobę urodzoną z programu in vitro. Dlaczego to nie zostało zrealizowane?! Tyle się mówi o braku wiarygodności Platformy! Czyż walką z tym twierdzeniem nie byłoby właśnie pokazanie kogoś, kto urodził się dzięki temu programowi, skoro to sztandarowy dla PO program, którym słusznie się chwali? Doprawdy, nie mogę pojąć dlaczego tego zabrakło.

Co się udało?

Udało się przede wszystkim połączenie sił. Wystąpienie Schetyny było dobre. Konkretne, dobitne, momentami lekko sarkastyczne. Widać, że spece od PR pracują nad szefem PO. Dobre było też wystąpienie szefowej Nowoczesnej, choć nadal u Katarzyny Lubnauer zaważyć można pewien brak tak w polityce niezbędnego luzu. Przewodnicząca Nowoczesnej zyskiwałaby znacznie więcej, gdyby zechciała nad tym nieco więcej popracować. Wystąpienie Barbary Nowackiej chwilami traciło rytm, zwłaszcza pod koniec, ale tu też nie szukałabym dziury w całym. Najważniejsze, że każdy z występujących szefów swych ugrupowań położył akcent na inne tematy, dzięki czemu wystąpienia te nie były nudne. A co najważniejsze stały w mocnej kontrze do wystąpień Morawieckiego i Kaczyńskiego na konwencjach PiS. Morawiecki dawno już połknął kij na śniadanie, a prezes to sztandarowy przykład tego, jak można w publicznych wystąpieniach zanudzić słuchaczy, będąc wzorem przewidywalności aż do bólu.

Schetyna przedstawił główne punkty programu, Lubnauer położyła akcent na kobiety (bardzo dobrze!), a Nowacka dodała do tego dobrze doprawiony i wysublimowany dressing o smaku lewicowym. Naprawdę dobrze się to oglądało.

Podobało mi się także wyjście na scenę Jakuba Hartwicha i Adriana Glinki, którzy będą startować z list Koalicji. Na pokazaniu osób niepełnosprawnych akurat bardzo mi zależało, z racji tej, iż jest mi to temat osobiście bardzo bliski. Do tego PiS jest tu całkowicie niewiarygodny i żadne pokazywanie chorej osoby na zespół Downa niczego nie zmieni. Platforma ma w sprawie tej grupy społecznej dużo mniej na sumieniu, niż konkurencja polityczna i to bez wątpienia dobrze wróży na przyszłość, gdyż w kwestii środowiska osób niepełnosprawnych jest jeszcze wiele do zrobienia (także dla rodziców, opiekunów i terapeutów, którzy na co dzień z nimi pracują).

Silnym akcentem konwencji był sześciopak koalicyjny. Sześć głównych punktów programu, podanych w skondensowanej formie, jasno i przejrzyście, a przede wszystkim w kontrze do “piątki Morawieckiego”, która oparta jest głównie na kolejnym rozdawnictwie pieniędzy, fantasmagoriach i zwykłej ściemie, opakowanej w błyszczący papierek. Do tego zmierzającej wprost do gospodarczej katastrofy. Sześciopak KO jest dużo bardziej przemyślany i zdecydowanie bardziej odpowiedzialny, ukierunkowany też na Polskę przyszłości, a co najważniejsze, jest po prostu możliwy do wykonania. I dobrze, że w nie znalazło się w nim nic na temat 500 plus, bo tu jest rzecz o samorządach, a to niewiele ma z nimi wspólnego.

Piątka Morawieckiego kontra sześciopak Koalicji.

Porównajmy zatem. Propozycje PiS:

1. Obniżka od początku przyszłego roku podatku CIT dla małych firm z 15 do 9 proc., czyli najniższego poziomu w UE.

Ściema, nic to nie da małym przedsiębiorcom. Podatek dotyczy wyłącznie spółek prawa handlowego, czyli głównie dużych firm i korporacji. Przede wszystkim obcych. 

2. Wprowadzenie małego ZUS-u naliczanego proporcjonalnie do przychodów dla firm osiągających miesięczne obroty do wysokości 2,5 minimalnych pensji w Polsce. Im mniejszy zarobek, tym mniejszy ZUS.

Brzmi ciekawie, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. O ile konkretnie będzie ten ZUS niższy i od kiedy? Od 2025 roku? 

3. Wyprawka – 300 złotych na początku roku szkolnego dla każdego ucznia rozpoczynającego naukę w szkole podstawowej i średniej.

Kolejna kiełbasa wyborcza, jak pokazuje obecny rok, kompletnie bez większego znaczenia, za to kosztowna.

4. Nowy fundusz budowy dróg lokalnych o wartości co najmniej 5 miliardów złotych. Oznacza to tysiące kilometrów odnowionych dróg we wsiach, małych miastach, gminach i powiatach.

Plagiat schetynówek, jednego ze sztandarowych programów PO w latach 2007-2015. 

5. Program Dostępność+ – likwidacja barier dla osób niepełnosprawnych – ponad 20 mld złotych w ciągu 8 lat.

Całkowity brak wiarygodności po protestach rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie.

Propozycje Koalicji:

1. Szkoła równych szans, przyjazna dzieciom, rodzinie. Powszechny dostęp do dobrej edukacji publicznej, żeby dzieci z biedniejszych rodzin i biedniejszych regionów nie były skazane na niezasłużoną porażkę. Ciepły posiłek, aktywność sportowa, możliwość rozwijania talentów i zainteresowań wszystkich dzieci, a także likwidacja ciężkich tornistrów w podstawówkach (prace domowe mają być odrabiane pod opieką nauczyciela w szkole), przywrócenie prestiżu zawodu nauczyciela (przede wszystkim przez podwyższenie wynagrodzenia), program „złotówka do złotówki” (do każdej złotówki wydanej z budżetu miasta, gminy czy województwa na pensje, posiłki i zajęcia dodatkowe, pomoce naukowe czy nowe budynki koalicja zobowiązuje się dołożyć złotówkę z budżetu państwa).

Konkretne zobowiązania. 

2. Bezpłatny bilet komunikacji publicznej dla wszystkich dzieci i uczącej się młodzieży.

Nie sądzę, aby to przekraczało możliwości samorządów, zwłaszcza przy założeniu, że podatki mają zostawać w samorządach. 

3. Pomoc seniorom. Opieka nad seniorami ma być obligatoryjnym zadaniem dla wszystkich samorządów w Polsce (w każdym mieście i każdej gminie powstaną centra opieki nad osobami starszymi).

Podpowiadam: wprowadźcie program wytchnieniowy, czyli możliwość odpoczynku raz w roku dla rodzin i opiekunów osób starszych przewlekle chorych, aby rodzina mogła spokojnie pojechać na wakacje lub po prostu psychicznie odpocząć. 

4. Czyste powietrze. Zakończenie procederu sprowadzania do Polski śmieci i toksycznych odpadów, walka ze smogiem, obowiązek dbania przez władze o jakość powietrza (na sfinansowanie poprawy jakości powietrza w Polsce zostanie przeznaczone 0,5 proc. PKB).

To skandal, że PiS zrobił z Polski śmietnisko. Obowiązkiem odpowiedzialnej władzy jest z tym walczyć. 

5. Dokończenie projektu „schetynówek” i „orlików” (a więc budowa lub remont dróg lokalnych i budowa boisk piłkarskich).

To jeden z głównych programów rządów w latach 2007-2015. Z wysokim procentem wykonania. 

6. Decentralizacja władzy. Koniec z dublowaniem obowiązków urzędów wojewódzkich i marszałkowskich, a więc ma obowiązywać zasada, że jest jeden gospodarz w regionie (gospodarz samorządowy).

To podstawa filozofii rządzenia i państwa demokratycznego. PiS proponuje dokładnie odwrotną wizję Polski.

Reasumując, nie wszystko się na konwencji udało, ale jest dobry zaczyn, aby dalej to dobre wino robić. Jest duża szansa, że wyjdzie z tego markowy Pinot Noir, a nie fałszywy Chardonnay…

Książka naukowa „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej” autorstwa prof. Tomasza Rudowskiego z Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW ukazała się przed rokiem. I już wtedy wzbudziła oburzenie i ironiczne komentarze w środowisku fizyków. Dopiero teraz jednak wybuchła prawdziwa burza.

Już przed rokiem książka prof. Rudowskiego była komentowana na blogu Młody Fizyk. A psycholog Tomasz Witkowski, znany krytyk wielu pseudonaukowych trendów i praktyk współczesnej psychologii, pisał: „sam tytuł wskazuje na to, że albo w Polsce dokonano (w głębokiej tajemnicy przed światem) przełomowych odkryć na miarę XXI wieku, albo mamy do czynienia z przekrętem polegającym na marnotrawieniu pieniędzy podatników na absurdalny pseudonaukowy bełkot”.

Ruchy obywatelskie przed wyborami stają w kłopotliwej sytuacji. Pod groźbą utraty wiarygodności nie wolno im poprzeć żadnej partii. Kampania to jednak czas targowania. Targujmy. Z opozycją — na nią mamy wpływ. Chcą naszych głosów.

Hairwald

To będzie bitwa o wolne samorządy – mówił podczas konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej lider PO Grzegorz Schetyna. Przedstawił 6 „kroków do przyszłości”, czyli kluczowych elementów programu wyborczego, w tym m.in. darmowy bilet dla dzieci i młodzieży, opiekę dla seniorów i ograniczenie kompetencji wojewodów. Także przewodnicząca Nowoczesnej przekonywała, że „stawka tych wyborów jest wysoka, bo jest nią Polska”. To ważny dzień. Szeregi KO zasiliło stowarzyszenie Inicjatywa Polska. – Trudne czasy wymagają wyjątkowej odwagi i jedności – mówiła Barbara Nowacka. Została powitana brawami. Z list KO będą startować także Adrian Glinka i Kuba Hartwich, którzy protestowali w Sejmie walcząc o prawa osób niepełnosprawnych.

Schetyna: Zaczyna się walka o przyszłość Polski

– Przed nami wybory samorządowe, może najważniejsze od 29 lat. Zaczyna się walka o przyszłość Polski. Bitwy, jedna po drugiej, które zdecydują, czy będziemy żyć na wschodzie, czy zachodzie Europy (…), czy będziemy wolni, równi i czy będziemy umieli być jedną wspólnotą…

View original post 2 940 słów więcej

PiS wraz z Kościołem katolickim mogą nam na długo fundnąć Średniowiecze

Zwykły wpis

Minister Jarosław Zieliński (PiS) udał się do Czerwonego Boru do miejscowego więzienia, aby otworzyć halę produkcyjną.

PiS ma coraz większy problem w nadchodzącej kampanii wyborczej. Akcja billboardowa opozycji, pokazująca prawdziwą twarz obozu dobrej zmiany, w ramach której w całej Polsce pojawiło się kilka tysięcy banerów, wywołała spodziewaną reakcję obozu władzy. Rozpaczliwy spot o “złodziejach, którym odebrano pieniądze, by dać dzieciom” zawierał tak toporny przekaz, że aż trudno uwierzyć w to, że stoi za nim ten sam obóz, który przez ostatnie trzy lata skutecznie kontrolował i narzucał obowiązujące tematy w debacie publicznej. Mleko jednak się rozlało, a machina obrazująca rozpasanie obozu władzy, tak sprzeczne z przedwyborczymi deklaracjami, dominuje w przestrzeni publicznej i daje opozycji amunicję na dobrych kilka tygodni kampanii wyborczej, podając dalej bardzo niewygodny dla PiS przekaz.

Widać zresztą gołym okiem, że obóz władzy niespecjalnie ma pomysł, jak skutecznie przeciwstawić się kampanii opozycji. Zarzut, jaki kierowano pod adresem Koalicji Obywatelskiej, że oto wydała miliony złotych na kłamliwą kampanię billboardową, dziś bardzo umiejętnie zbił przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Ujawniając koszt jej przeprowadzenia (kilkadziesiąt tysięcy złotych) zauważył, że był on mniejszy, niż roczna kwota “drugich pensji” w 2017 roku, jakie ministrowie dostali od Beaty Szydło za to, że “im się należało”. Faktów obfitego żerowania na państwowych posadach zakwestionować się już nie da.

Problem w tym, że jeśli opozycji uda się narzucić temat wzrostu wydatków “na siebie” czy “na władzę”, znacznie łatwiej będzie przeforsować środowiskom antyklerykalnym przekaz olbrzymiego wzrostu wydatków “na panów w sutannach”, bo i ten jest za “dobrej zmiany” pokaźny. Jak donosi portal ciekaweliczby.pl, o prawie o 40 mln zł zwiększyły się wydatki na Fundusz Kościelny zapisane w Ustawie Budżetowej na 2018 r. w porównaniu do 2015 r. Od 2011 r. wydatki zwiększyły się prawie o 68 mln zł to jest o 76% (wzrost z 89 mln do prawie 157 mln zł). Dla porównania w latach 2012-2014 wydatki te kształtowały się na poziomie 94 mln złotych rocznie.

Inaczej mówiąc, lista grzechów tej władzy jest długa i wiele jeszcze w tej kampanii wyborczej można im wyciągnąć.

WYZWANIE 2: Nowe podatki i droższa energia

Popularności rządzącym nie przysporzą też na pewno rosnące ceny energii i paliw. Pod koniec lipca „Fakt” informował, że tegoroczna jesień może być dla kieszeni Polaków wyjątkowo dotkliwa. W górę już w pierwszej połowie sierpnia poszły ceny gazu (o ok. 6 proc.). O ile dla tych, którzy tylko gotują na błękitnym paliwie oznacza to utratę mniej więcej 10 zł rocznie, o tyle ci, którzy gaz wykorzystują przede wszystkim do podgrzewania wody i ogrzewania w skali roku stracą 36 zł. To jednak nic przy kosztach, które czekają na Polaków, ogrzewających gazem swoje domy. Dla nich podwyżka to rocznie nawet 200-300 zł mniej w portfelu.

Droższy będzie także prąd – o 10-15 proc. Na przestrzeni roku przekłada się to na dodatkowy wydatek rzędu ok. 200 zł. Powodów podwyżki cen jest wiele. Główne z nich to rosnące ceny węgla (w Polsce produkuje się z niego aż 78 proc. prądu), coraz droższe prawa do emisji dwutlenku węgla, (to prawie 15 proc. kosztów wytworzenia prądu) i spowodowana suszą oraz upałami mniejsza produkcja prądu w Skandynawii.

Wreszcie od stycznia 2019 roku podwyżki dotkną także kierowców, bowiem obowiązywać zacznie tzw. opłata emisyjna. Nowa danina przełoży się na droższe paliwa – o 10 gr na litrze. Co prawda kiedy projekt ustawy spotkał się z miażdżącą krytyką posiadaczy samochodów, minister energii Krzysztof Tchórzewski zapewniał, że koszty wezmą na siebie koncerny paliwowe. Ostatecznie tak się jednak nie stało i to podatnicy będą musieli dorzucić się do państwowej kasy.

WYZWANIE 3: Droższy chleb i mięso

Energia i paliwa to niejedyne podwyżki, które czekają Polaków tej jesieni. W nadchodzących miesiącach na naszych kieszeniach odbiją się też skutki tegorocznej suszy. Dodając je do wysokich cen paliw (czytaj: transportu) oraz słabego złotego, dostajemy bardzo niebezpieczną mieszankę, która przełoży się na skokowy wzrost podstawowych produktów żywnościowych. Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni”, w połowie sierpnia przestrzegał na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”, że tej jesieni cena bochenka chleba może osiągnąć 8-10 zł, natomiast ceny drobiu, wieprzowiny i wołowiny wzrosną nawet o 30-40 proc.

Główny Urząd Statystyczny podaje, że zbiory pszenicy będą o 16 proc. mniejsze niż przed rokiem. To dodatkowo zawyży ich cenę. Ratunku próżno szukać także na światowych rynkach, bo tam pszenica i kukurydza są najdroższe od trzech lat. Nie lepiej jest z mięsem. Ceny wołowiny śrubują rekordowe wartości. Akurat w tym przypadku w Polsce tak źle jeszcze nie jest, ale uśrednione ceny mięsa (drobiu, wieprzowiny, wołowiny) i tak konsekwentnie rosną – o 12 proc. od 2015 roku. Sytuację nieco wyhamował Afrykański Pomór Świń (ASF), który spowodował nadpodaż wieprzowiny, ale kiedy ten problem zostanie rozwiązany, wieprzowina cenowo ma się zrównać z wołowiną.

WYZWANIE 4: Starcie z Brukselą

Politycznie nadchodzące miesiące również szykują się dla „dobrej zmiany” bardzo pracowicie. Na forum międzynarodowym tematem numer jeden będzie z pewnością spór polskiego rządu z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) o przyszłość polskiego Sądu Najwyższego. Oliwy do ognia dolały niedawne słowa wicepremiera Jarosława Gowina na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. – Jeżeli Trybunał dopuści się precedensu i usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd Najwyższy, to nasz rząd zapewne nie będzie miał innego wyjścia jak doprowadzić do drugiego precedensu, czyli zignorować orzeczenie TSUE jako sprzeczne z traktatem lizbońskim oraz z całym duchem integracji europejskiej – stwierdził polityk, czym wywołał prawdziwą burzę, nie tylko zresztą w Polsce.

Taka deklaracja ze strony jednego z najważniejszych polityków w kraju w momencie, gdy negocjacje dotyczące nowej perspektywy budżetowej (2021-27) wchodzą w decydującą fazę, to dyplomatyczne harakiri. Za jednym zamachem wskrzeszają z niespotykaną dotąd siłą dyskusję o możliwym polexicie, utwierdzają Unię w tym, że Polsce nie wolno odpuścić nawet na centymetr (już dziś Bruksela finiszuje z pracami nad tzw. mechanizmem warunkującym, który ma być batem na łamiących unijne zasady gry) i dają potężne polityczne paliwo opozycji na czas kampanii samorządowej. A przecież przeciwko Polsce cały czas toczy się postępowanie z art. 7. Traktatu o Unii Europejskiej, czyli tzw. opcja atomowa, spowodowane podejrzeniami o naruszenie praworządności w naszym kraju.

WYZWANIE 5: Walka o małe ojczyzny

Patrząc na powyższe problemy, zaplanowane na 21 października wybory samozrądowe wydają się być najmniejszym kłopotem partii Jarosława Kaczyńskiego. Jednak tylko pozornie. Dotychczas zwycięstwo PiS-u w walce o „małe ojczyzny” wydawało się niemal pewne i niczym niezagrożone. Teraz rozwój wypadków na czterech pozostałych frontach może mieć istotny wpływ na to, ile PiS ugra w samorządach. A chce ugrać bardzo dużo, bo tylko tak zdoła przekonać elektorat, że wysokie notowania sondażowe nie były jedynie polityczną sztuką dla sztuki. To także swego rodzaju plebiscyt wobec „dobrej zmiany” i kursu, na jaki pchnęła Polskę jesienią 2015 roku. Politycy partii rządzącej mówią więc o przejęciu władzy w przynajmniej połowie województw (dzisiaj rządzą w zaledwie jednym – na Podkarpaciu). Do tego marzy im się zdobycie przynajmniej kilku dużych miast, w których od lat nie potrafią uporać się ze środowiskami liberalno-lewicowymi. Jednak, żeby dopiąć swego najpierw muszą wygasić niepolityczne fronty, na których walki trwają w najlepsze. A to nie będzie łatwe i może Nowogrodzką słono kosztować.

Jeżeli opozycja się nie zjednoczy, to partia rządząca zafunduje nam demokrację bezprzymiotnikową albo oligarchię. To jest krytyczny moment, dlatego wybory samorządowe będą czymś więcej, staną się formą plebiscytu. Jeżeli nie będziemy mieli nadziei, że potrafimy zrobić przynajmniej krok do przodu, aby zatrzymać PiS, to obawiam się, że duch walki zgaśnie i następne wybory parlamentarne doprowadzą do wygranej PiS. Wtedy nawet nie chcę myśleć o tym, co będzie… – mówi w rozmowie z nami prof. Tadeusz Gadacz, filozof, religioznawca, były pijar i bliski współpracownik ks. prof. Józefa Tischnera. I dodaje: – Przypomina mi się taki dowcip z PRL-u, tzw. pięć przykazań: po pierwsze, nie myśl; po drugie, jak już musisz myśleć, to nie mów; po trzecie, jak już musisz mówić, to nie pisz; po czwarte, jak już musisz pisać, to się nie podpisuj; po piąte, jak się podpisujesz, to się nie zdziw. Aktualne?

KAMILA TERPIAŁ: Zdecydował się pan na wejście do polityki. Będzie pan kandydował w wyborach samorządowych do Sejmiku Małopolskiego z listy Komitetu Obywatelskiego. Zapytam przewrotnie: po co to panu?

TADEUSZ GADACZ: Pochodzę z takiej szkoły myślenia, która zawsze zwracała uwagę na to, że człowiek wykształcony ma pewne powinności społeczne. Są one różne w zależności od sytuacji politycznej i życia społecznego. To jest moment, w którym stwierdziłem, że muszę się włączyć. Tym bardziej, że – też powiem przewrotnie – wielu kolegów, z którymi kiedyś współpracowałem na niwie naukowej, przyczynia się po tamtej stronie do destrukcji państwa. Dlatego czuję podwójną odpowiedzialność.

Wierzy pan w to, że uda się zatrzymać PiS?
Na razie widzę entuzjastyczne reakcje na informację o tym, że będę kandydował w wyborach samorządowych. Oczywiście mam świadomość, że to jest grupa tych, których przekonywać nie trzeba. Pytanie tylko, jak dotrzeć do pozostałych.

Na sercu leży mi jeszcze inna kwestia – co się stanie, jak PiS zostanie odsunięty od władzy? Jak pozszywać tę pękniętą Polskę?

To jest bardzo głębokie pęknięcie?
Tak, są nawet rodziny, w których ludzie się do siebie nie odzywają, przestają się spotykać, podawać sobie rękę. Nie było w polskiej polityce w ostatnich latach wylewu takiej nienawiści, pogardy i bardzo wielu złych uczuć. Padło wiele słów, które poraniły społeczeństwo i które będą jeszcze przez wiele lat pracować. Jak to wszystko poskładać? Obawiam się z jednej strony odwetu, a z drugiej nienawiści. Ale nie stworzymy sobie przecież dwóch krajów, chociaż mentalnie radykalnie się różnimy. Staniemy w końcu przed pytaniem, jak tworzyć dialog społeczny i jak budować kraj, żeby pomimo różnic móc ze sobą rozmawiać.

To będzie w ogóle możliwe?
A jakie mamy wyjście? Jeżeli nie będziemy rozmawiać i nie będzie dialogu, to pozostaje tylko obojętność, brak tolerancji, a dalej nienawiść i walka. Albo ten proces będzie się pogłębiał, albo spróbujemy go jakoś wyhamować. Problemem jest tylko to, z kim rozmawiać. Jeżeli ktoś nie jest otwarty na dialog, to sam się wyklucza.

Przede wszystkim, żeby móc wrócić do dialogu, ktoś, kto doprowadził do destrukcji, powinien przynajmniej umieć przeprosić.

Ale PiS nie przeprasza.
Trzeba szukać takich osób, które mają odmienne poglądy, ale można z nimi rozmawiać. Ludzie mają przecież różne poglądy, ale to nie jest powód do tego, żeby kłamać, oszukiwać, obrażać innych i naciągać historię, tylko dlatego, żeby spełnić niewyrażone myśli pana prezesa. To jest chory typ prowadzenia polityki, który prowadzi do radykalnej destrukcji.

Ludzie władzy kłamią z premedytacją, czy uwierzyli już w swoje kłamstwa?
Inteligentni ludzie oczywiście nie wierzą, tylko kłamią cynicznie i używają propagandy. Wyraźnie widać, że pewne figury retoryczne są powtarzane tylko po to, aby osiągnąć skutek. Często używają zmitologizowanego języka, który nie informuje, tylko próbuje wywrzeć nacisk prowadzący do zmian społecznych. Wystarczy odwołać się do takiej figury jak historyzacja – czyli coś dzieje się w historycznym albo przełomowym momencie. Takiego sformułowania użyła na przykład premier Beata Szydło, gdy zdecydowała się pozostać w rządzie.

Dlaczego ludzie PiS-owi uwierzyli i wierzą nadal?
Należałoby się zastanowić, które grupy społeczne.

Musimy mieć świadomość tego, że jesteśmy społeczeństwem, które nie przeszło przez Oświecenie europejskie. Dlatego myślimy kategoriami romantycznymi, a nie myślenia krytycznego. PiS, choć bezpośrednio ich nie cytuje, odwołuje się do romantyków polskich – Polska Chrystusem narodów, wstawanie z kolan, duma narodowa – to wszystko już było.

Popatrzmy także na kształt patriotyzmu, on nie jest pozytywny i pozytywistyczny, czyli taki, który mówi o pracy, płaceniu podatków, rozwoju kraju, dominuje patriotyzm romantyczny. Najważniejsze są powstania i Żołnierze Wyklęci, odwoływanie się do historii, w której nie myśli się kategoriami rozwagi i namysłu. Ksiądz Józef Tischner powiedział kiedyś, że „Polacy nie są odważni, tylko zadzierzyści”. I to bardzo dobrze obrazuje stan ducha.

Poza tym w polskich przemianach ekonomicznych zostały zmarginalizowane całe grupy i trzeba im pomóc. Tylko że taka pomoc powinna być zracjonalizowana, a nie polegająca tylko na rozdawnictwie, którego celem jest kupowanie elektoratu. Dlatego ważne są polityki społeczne, które rozwiązują konkretne problemy, ale powinni prowadzić je ludzie, którzy się na tym znają, fachowcy, bez względu na poglądy polityczne.

Chciałbym żyć w kraju, który jest normalnie rządzony, który jest normalnym, cywilizowanym, europejskim krajem, w którym pomimo zróżnicowań działają mechanizmy społeczne.

A w jakim kraju pan żyje?
Żyję w kraju, w którym działa polityka, którą kiedyś stoicy nazywali „imperium” – ja tu rządzę, ponieważ mam stołek, a jak mam stołek, to nie muszę się z nikim konsultować i mam rację. Żyję w kraju, w którym nie rozwiązuje się problemów społecznych, tylko politykę rozumie jako grę chorych ambicji, gdzie nawet przywódcy ugrupowań politycznych gotowi są topić kraj, aby tylko wygrały ich ambicje.

Do czego kraj mogą te „chore ambicje” doprowadzić?
Do tego, do czego doszło na Węgrzech. Opozycja nie będzie w stanie się porozumieć, bo są ugrupowania, które nie rozumieją, że można się różnić, ale dopiero jak odzyskamy demokrację. A do odzyskiwania jest wiele: wolne sądy, wolne media, telewizja publiczna. Jeżeli opozycja się nie zjednoczy, to partia rządząca zafunduje nam demokrację bezprzymiotnikową albo oligarchię. To jest krytyczny moment, dlatego wybory samorządowe będą czymś więcej, staną się formą plebiscytu. Jeżeli nie będziemy mieli nadziei, że potrafimy zrobić przynajmniej krok do przodu, aby zatrzymać PiS, to obawiam się, że duch walki zgaśnie i następne wybory parlamentarne doprowadzą do wygranej PiS. Wtedy nawet nie chcę myśleć o tym, co będzie…

Ten duch walki i oporu już nie gaśnie?
Myślę, że nie. Przykładem jest także porozumienie PO i Nowoczesnej i wystawienie wspólnych list. Widzę też na portalach społecznościowych, że ludzie mają jeszcze nadzieję.

Pytanie zasadnicze brzmi: co zrobi grupa, która nigdy nie chodziła na wybory w Polsce. To, co się stało, było możliwe przez tych, którym było wszystko jedno. A musimy zdać sobie sprawę, że skończyły się czasy, w których może być wszystko jedno.

Widział pan obrazki obywateli wynoszonych przez policję po to, aby nowa KRS mogła rozpocząć obrady?
Tak, widziałem.

Co pan sobie myślał?
Nic nowego, to jest czysty makiawelizm. W „Historiach Florenckich” Machiavellego jeden z przywódców rewolty mówi wyraźnie do swoich towarzyszy: gdybyście mnie dzisiaj zapytali, czy powinniśmy tę walkę zacząć, to miałbym wątpliwości, ale skoro zaczęliśmy, to musimy ją skończyć, bo inaczej to z nami marnie skończą. Tyle zostało już zniszczone, że w tej chwili nie ma wyjścia. Władza nie ustąpi.

Nowa KRS idzie jak burza. Za chwilę Sąd Najwyższy zostanie przejęty. Obudzimy się w innej rzeczywistości?
Niestety, może być jeszcze gorzej. Możemy zacząć się dowiadywać, że jak komuś nie podoba się Polska dla Polaków, z licencjonowanym przez władzę patriotyzmem, to niech sobie wyjedzie. To nie jest wykluczone… Dlatego też proszę się nie dziwić, że

zdecydowałem się włączyć w politykę, bo nie chcę sobie później wyrzucać, że stałem z boku. Nie mam złudzeń, że sam coś radykalnie zmienię, ale gdyby więcej ludzi chciało się włączyć, to siła sprawcza byłaby większa.

Co by pan odpowiedział komuś, kto myśli: po co mi sądy i demokracja, chcę mieć pieniądze w portfelu?
Rok temu uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez fundację międzynarodową, która pomaga uczonym w opresji, prześladowanym za poglądy. W debacie uczestniczyła pani psycholog z Turcji, która podpisała list w obronie kurdyjskich kobiet i dzieci, umierających na południu Turcji, ponieważ prezydent zabronił udzielania im pomocy jako terrorystom. Wszyscy sygnatariusze listu też zostali oskarżeni o terroryzm. Ona uciekła i to wszystko opisała, a na koniec powiedziała bardzo ważne zdanie: kiedy nam odbierano i ograniczano poszczególne wolności, wydawało nam się, że to nas nie dotyczy, ale jak się obudziliśmy, to okazało się, że jest już za późno.

Możemy mówić, że nie obchodzi nas SN czy KRS, ale potem może przyjść pora na media, uczelnie… I obudzimy się w rzeczywistości, z której nie będzie wyjścia.

Ostatnio znalazłam taki cytat z George’a Orwella: „Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, którzy ją głoszą. Prawda jest nową mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest czynem rewolucyjnym”. Pasuje do naszych czasów?
Taka jest też diagnoza Hanny Arendt o prawdzie i polityce; przekonywała, że kiedyś wymazywano fakty, a teraz nie trzeba tego robić, bo pojawiają się fakty alternatywne. Istnienie prawdy w takiej sytuacji jest groźne. Dlatego powinniśmy bronić prawdy, mówić prawdę i w każdej formie demistyfikować kłamstwa. Chociażby ostatnie twierdzenie pana premiera, że to on negocjował wstąpienie Polski do UE. Są sytuacje, w których pozostaje tylko ironia.

To skuteczna broń?
Od czasów PRL-u nie pamiętam tylu dowcipów, a obecnie też i memów. Ciekawe, że

wracają dowcipy z PRL-u, które odzyskują swoją dawną żywotność. A to pokazuje, że metody wprowadzane przez obecną władzę, są metodami znanymi z przeszłości.

Chociażby zarządzanie przez konflikt, które w dialektyce marksistowskiej nazywało się walką przeciwieństw. Chodzi o konfliktowanie różnych środowisk, żeby ludzie sami skakali sobie do gardeł.

Przypomina mi się taki dowcip z PRL-u, tzw. pięć przykazań: po pierwsze, nie myśl; po drugie, jak już musisz myśleć, to nie mów; po trzecie, jak już musisz mówić, to nie pisz; po czwarte, jak już musisz pisać, to się nie podpisuj; po piąte, jak się pospisujesz, to się nie zdziw. Aktualne?

Niestety tak. Teraz podobne rzeczy mogą nas zdziwić?
Oczywiście.

Nie obawia się pan brudnej kampanii wyborczej, chwytów poniżej pasa i procesów politycznych?
Władza będzie wykorzystywała wszystkie narzędzia. Szczególnie skupi się zapewne na prezydentach dużych miast, a nie lokalnych sejmikach. Jak nic nie znajdą, to będą snuli insynuacje i przedłużali procesy. Nieprzypadkowo zaczęło się od przejmowania sądów. Ostatnio dużo mówi się o tym, że kampania minister edukacji była finansowana z pieniędzy PCK i że dowody są w prokuraturze, ale co z tego…

„Pan Zbigniew Ziobro jak Feliks Dzierżyński. Obstawę ma. Brak mu tylko pancernego pociągu i pistoletu” – napisał pan na Facebooku. Przerażające.
To jest ironia, ale

chodzi o tzw. sprawiedliwość ludową – mściciel będzie decydował o wszystkim w zależności od własnego poczucia sprawiedliwości. Niepotrzebne będą sądy, sędziowie, kodeksy prawne, skoro można samemu rozdzielać sprawiedliwość na prawo i lewo. Moje skojarzenie nie jest przypadkowe.

Dlaczego władza otwiera swój świat przed środowiskami nacjonalistycznymi?
Władzy potrzebni są ze względu na poparcie wyborcze. To nie jest silna grupa, ale lepiej jest mieć ich pod kontrolą niż poza kontrolą. Poza tym mogą się przydawać do różnych innych rzeczy – czytałem, że ostatnio zdejmowali buciki z ogrodzeń kościelnych, powieszone tam jako znak protestu przeciwko pedofilii. Poza tym podgrzewają patriotyzm romantyczny, wspierają lansowaną przez władzę wersję historii. Tylko to może się źle skończyć.

Dlaczego historia w tej sprawie nas niczego nie uczy?
Uczy ludzi myślących, ale my żyjemy w czasach radykalnej bezmyślności. Myślenie boli, wymaga podejmowania decyzji, a jak ktoś nie chce tego robić, to zwalnia się z myślenia i nie chce wyciągać wniosków. Tak jest łatwiej. Dlatego

niektórzy żyją w kłamstwie, aby mieć spokój. Dlatego PiS zmienia język, a to jest właśnie efekt bezmyślności.

PiS to wyczuł.
Jestem im w stanie oddać to, że narzędzi współczesnej polityki używają bardzo sprawnie. Choćby to, że esencja polityki PiS-u polega na tym, że dokonują pełzającej rewolucji za zasłoną pomocy socjalnej. Większość oczu zatrzymuje się na tej zasłonie i nie widzi, co jest za nią, a tam dokonuje się właściwa polityka, do której docierają tylko krytycznie myślący.

Dlaczego władza chce „rozwalić” nasz świat?
To jest sprawa jednego człowieka, który wyznacza to, jak członkowie „dobrej zmiany” myślą, co robią, jak kłamią. Tam nikt nie może się wyłamać. Chyba nawet jak śpią to się boją, by nie mieć niewłaściwych snów. Dlaczego właśnie taki kształt polityki pasuje prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu? Należałoby zapytać psychoanalityka. Albo myśli historycznie i chce stworzyć nowy rodzaj mitu Polski opartego na nowych bohaterach mitycznych, historii i patriotyzmie, albo buduje politykę, która jest efektem nieprzeżytej żałoby.

Ta polityka jest absolutną destrukcją elit i instytucji elitarnych i to destrukcją ośmieszającą. Wydaje mi się, że czasami zza kotar centrali władzy słychać ironiczny śmiech.

Do śmiechu będzie im także, jak wyrzucą nas z UE? To w ogóle realne zagrożenie?
Oni liczą na to, że będzie tak jak w przypadku Węgier – zrobimy swoje, a i tak nas nie wyrzucą. Widać, że władza chce mieć następną kadencję i większość, która pozwoli zmienić konstytucję. To jest następny etap. Dopiero wtedy zrealizuje się model „prawdziwej” Polski.

Jak namawia pan ludzi do udziału w wyborach?
Liczy się postawa każdej jednostki, każdy głos. Zsumowane dają skalę. Pamiętam, że jak byłem dzieckiem i mama upiekła na Święta Bożego Narodzenia indyka, to był rarytas. Dzieci podchodziły i skubały, jedno przed drugim, bo przecież jak jedno skubnie, to się nic nie stanie. A jak przyszło do obiadu, to indyka prawie nie było. Nie można myśleć tylko skalą swojej własnej osoby. To cały czas powtarzam.

Może dojść do tego, że to ulica obali władzę? To będzie straszak, który zadziała na Jarosława Kaczyńskiego?
Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby miliony wyszły na ulice… Nie wykluczam tego, ale nie ukrywam, że to nie jest kierunek, który będę popierał. Zdecydowałem się wejść do polityki po to, aby prowadzić dialog, oczywiście z tymi, z którymi da się rozmawiać.

Wszyscy powinniśmy mieć świadomość tego, że będziemy musieli żyć na tej samej ziemi. Można próbować rozmawiać.

Pan próbuje?
Będę próbował. Na portalach społecznościowych też rozmawiam z tymi, którzy chcą rozmawiać. Ale jak widzę, że ktoś jest zaślepiony, to argumenty będą go tylko jeszcze bardziej rozwścieczać. Wtedy rozmowa nie ma sensu. Rozmowa zakłada pewne otwarcie, skupienie na rozwiązywaniu problemów, a nie destrukcji państwa i wymianie kadr.

Waldemar Mystkowski pisze o powracającym Kaczyńskim.

Musi stać się prawo i sprawiedliwość, aby ten promotor upadku Polski odpowiedział za czyny swoje i tych, którymi się wysługuje.

Co z Jarosławem Kaczyńskim? Niedługo dowiemy się, ile jest w nim Breżniewa (mam na myśli genseka, który występując na Placu Czerwonym, był poruszany jak pacynka). Niedługo, czyli w najbliższą niehandlową niedzielę, którego to dnia po mszy świętej na konwencji PiS prezes wygłosi przemówienie programowe.

Najpierw tę nowinę ogłosił protoplasta postaci Mariusza z „Ucha prezesa”, znany powszechnie jako Mariusz Błaszczak. Potwierdziła Beata Mazurek, znana z tego, że jej najbliższy przyjaciel partyjny Ryszard Terlecki wybiera dla niej suknie w butikach, nawet podała miejsce i dokładny czas akcji: „o godz. 12.00 w Warszawskim Centrum EXPO”.

Z kolei szef sztabu wyborczego PiS na tę kampanię Tomasz Poręba, którego naród poznał bliżej kilka dni temu, bo wpisał się w kroniki medialne, odzywając się do dziennikarza TVN24: – „Odejdź stąd, powiedziałem ci coś, tak? Szczylu jeden”. Nie od rzeczy Porębę należy nazywać ksywką Szczyl. Oto podał filozofię kampanii PiS, godną samego Stanisława Barei z „Misia”, iż partia Kaczyńskiego w samorządach będzie występowała jako opozycja przeciwko „totalnej opozycji”: – „Występujemy z pozycji właśnie partii opozycyjnej w regionach, ponieważ nie rządzimy w 15 na 16”.

Poręba zatem wskazał, co jeszcze dla PiS zostało do zdemolowania – mianowicie 15 województw. Polska jest zniszczona na poziomie centralnym, prawnym i mediów publicznych. PiS-owi potrzebne są sejmiki do dokończenia dzieła zniszczenia.

Wracając do naszego „barana” (za Szekspirem: wracając do tematu) Kaczyńskiego. Jego podręczna (dama do towarzystwa) Joachim Brudziński nie będzie mogła użyć Photoshopa. Raczej w używaniu będzie pani od make-up, będzie miała ręce pełne roboty, aby twarzy prezesa przywrócić używalność.

Prezes ma już pierwszy sukces, od kiedy zachorował na kolano. Oto poszła do Gdańska iskrówka, aby Karol Guzikiewicz, z Solidarności w Stoczni Gdańskiej, wstrzymał się przed odsłonięciem tablicy pamiątkowej w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, iż w „sierpniu 1988 roku strajkowali razem ze stoczniowcami o przywrócenie NSZZ Solidarność śp. Lech Aleksander Kaczyński oraz premier RP Jarosław Kaczyński”. Czy prezes posłuchał Władka Frasyniuka, który zareagował na dictum Guzikiewicza: – „Jarek pierdo…isz, nie było cię tam”? Wątpliwe! Wygrany jest Guzikiewicz, który może wystawić tablicę na Allegro i zgarnąć sporą kasę.

Oczywiście, w niedzielę prezes potwierdzi stanowisko PiS w sprawie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, bo Mateusz Morawiecki sam by z siebie nie wydukał, że w razie niekorzystnego wyroku dla PiS jego rząd nie zastosuje się do orzeczenia. Na tyle premier nie jest odważny.

W jakiej pogardzie Kaczyński ma instytucje Unii Europejskiej zależy od jego kondycji psychofizycznej, wszak „mordy zdradzieckie, gorszy sort, element animalny” formułował w lepszych zdrowotnych czasach. A że prezes popluje na Brukselę jest pewne, jak amen w jego niedzielnym pacierzu. Niech Frans Timmermans i Donald Tusk nie martwią się, jeżeli dawka jadu będzie mniejsza niż zwykle. Usprawiedliwieniem jest to, że prezes wchodzi w etap Breżniewa.
Może też dowiemy się więcej o spowinowaceniu Kaczyńskich i Morawieckich, na ślad pokrewieństwa tych rodzin wpadł genealog Marek Jerzy Minakowski. Zastanawia mnie, dlaczego ów Minakowski nie znalazł związków rodzinnych także z Andrzejem Dudą, wszak związki nie tylko krwi łączą wszystkich łajdaków, takich w Polsce szlacheckiej nazywano swojsko – zaprzańcami.

W każdym razie w sferze publicznej ma ożyć prezes Kaczyński, sprawca demolowania Polski, Łazarz – że tak go nazwę. Musi stać się prawo i sprawiedliwość, aby ten promotor upadku Polski odpowiedział za czyny swoje i tych, którymi się wysługuje.

PiS-ie, całego narodu nie zamknięcie. Polska to nie więzienie. Czeka was sromotny koniec

Zwykły wpis

W dniu 28 lipca Komitet Obrony Demokracji Region Zachodniopomorski zawiesił na rzeźbie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego koszulkę z napisem Konstytucja.

Była to forma zamanifestowania naszego przywiązania dla najważniejszych dla nas wartości, a także próba zwrócenia uwagi szerokiej opinii publicznej na fakt, że prezydent Andrzej Duda, mimo licznych protestów obywatelskich, podpisał się pod ustawą zmieniającą Sąd Najwyższy w kolejną – po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądowniczej – atrapę. Ustawa ta bowiem jawnie łamie najwyższy akt prawny, jakim jest Konstytucja.

W sposób oczywisty nie było naszą intencją znieważanie “pomnika”, a tym bardziej samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Przeciwnie nawet, bo pamiętamy go z wielu wypowiedzi, w których potwierdzał swój najwyższy szacunek dla Konstytucji, nawet jeśli jej artykuły mogły być niekorzystne dla jego obozu politycznego.

Wstrząsnęła nami jednak reakcja aparatu ścigania. Rozpoczęła się nagonka, dochodzenia i zastraszanie, bo tylko tak można rozumieć „paski” w TVP z informacjami o poszukiwaniu „sprawców”, jak przestępców. Okazało się, że słowo KONSTYTUCJA jest dla rządzących nie tylko wstydliwe, ale i obraźliwe, skoro zarzuca się nam, że znieważyliśmy pomnik. Oskarżenia te uważamy za absurdalne, ale rozumiemy je jako histeryczną reakcję władzy i próbę odwrócenia uwagi od faktu rozmontowania przez nią praworządności w Polsce.

Dlatego w akcie obywatelskiego sprzeciwu oraz solidarności ze ściganymi postanowiliśmy obnażyć prawdziwe intencje PiS-u i minionej nocy w wielu miastach Polski zawiesiliśmy na innych pomnikach i rzeźbach koszulki z napisem KONSTYTUCJA. Chcemy w ten sposób się przekonać, czy według PiS-owskiego aparatu władzy i przemocy słowo KONSTYTUCJA znieważa również Warszawską Syrenkę, Smoka Wawelskiego, szczecińskiego marynarza, wrocławskie krasnale, a także Agnieszkę Osiecką, Mikołaja Kopernika czy Fryderyka Chopina.

W historii wolnej Polski odbyło się już wiele akcji społecznych w których pomniki stawały się tłem do wyrażania różnych emocji społecznych, bywały też elementem wielu happeningów, a nawet kabaretów. Były na przykład dodatkowo opisywane, ubierane w szaliki, czy maski antysmogowe i nigdy wcześniej – z charakterystycznym i istotnym wyjątkiem czasów zaborów i okupacji – autorzy tych akcji nie byli ścigani przez policję i prokuraturę.

Chcesz, władzo PiS-owska, nas za to ścigać i karać? To ścigaj. Wszystkich nas nie złapiecie i kolejni z nas, milionów wolnych obywateli, będą KONSTYTUCJĄ dekorować kolejne pomniki. Władza represyjna jest złą władzą, ale władza represyjna i śmieszna, jest władzą groteskową.

Jak pisał Cyprian Kamil Norwid:
„Ogromne wojska, bitne generały,
Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały?
– Przeciwko kilku myślom… co nienowe!”.

Komitet Obrony Demokracji

Lider Obywateli RP Paweł Kasprzak do Brudzińskiego.

Wszyscy pamiętamy słynną wypowiedź Tadeusza Rydzyka o podarowaniu redemptoryście przez bezdomnego p. Stanisława dwóch samochodów. Zawiadomienie w sprawie niezapłacenia przez Rydzyka podatku od darowizny do prokuratury skierował poseł Nowoczesnej Adam Szłapka. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, o tym w artykule „Rydzyk okłamał słuchaczy w sprawie samochodów? Prokuratura ustaliła, że czynu nie popełniono”.

Poseł Nowoczesnej jednak nie odpuszcza. – „Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie tej darowizny, dlatego składam do redemptorystów wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Chcę wiedzieć, kiedy – dokładnie jakiego dnia – Prowincja przyjęła darowiznę dwóch samochodów marki Volkswagen od osoby znanej jako „bezdomny pan Stanisław”, o których mówił Tadeusz Rydzyk na antenie Radia Maryja” – powiedział dziennik.pl Adam Szłapka.

Poseł Nowoczesnej domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób oba auta były i są przez redemptorystów wykorzystywane. Chce także przekazania listy darowizn rzeczowych o wartości powyżej 5 tys. zł, które zakonnicy przyjęli na cele kultowo-apostolskie w latach 2016-2017. – „To zatrważające, że są w Polsce podmioty, które mogą przyjąć dowolny majątek i nie dość, że nie płacą żadnego podatku , to jeszcze nie muszą prowadzić żadnej dokumentacji. To niebezpieczne dla przejrzystości państwa, dla demokracji” – podsumował Szłapka.

Roman Giertych w liście rozpoczynającym się od słów „Drogi i Szanowny Panie Patryku!”, a adresowanym do Jakiego, dziwi się, że pisowski kandydat na prezydenta Warszawy chce go pozwać. Jaki faktycznie zapowiedział taki krok za rzekome przeinaczenie swojej wypowiedzi.

Zastępca Ziobry przedstawił pomysł darmowych przejazdów komunikacją dla powstańców warszawskich, a w stolicy mają do tego prawo wszystkie osoby, które ukończyły 70 lat. Powstańcy siłą rzeczy znajdują się w tej grupie, bo minęły właśnie 74 lata od wybuchu Powstania.

„Pozornie propozycja darmowej komunikacji dla Powstańców, którzy 74 lata temu wzięli udział z walce o Warszawę jest sprzeczna z darmową komunikacją dla każdego Warszawiaka powyżej 70 roku życia. Ale przecież PiS nie z takimi sprzecznościami sobie radził! Jeszcze nie czas wracać do Opola” – pisze więc Giertych w liście otwartym na Facebooku. Spieszy z dobrą radą dla Jakiego. – „Musi Pan tylko tę pozorną sprzeczność wytłumaczyć. Niech Pan powie, że pana propozycja dotyczy przede wszystkim kobiet-powstańców. A Pan jako znany gentleman kobiet o wiek przecież nie pyta”– kpi Giertych.

Ma też ironiczną propozycję dla kandydata, żeby „przeforsował najpierw w Sejmie ustawę o obniżeniu wieku sanitariuszek z Powstania, a następnie o ile Pan wygra w Warszawie, to dla nich wprowadzi się darmowe przejazdy. Jak sobie pojeżdżą trochę za pieniądze, to tym chętniej na Pana zagłosują! Genialne, co? Wychodzi Pan na gentlemana i jeszcze będą na Pana głosować. A i Naród pouczony przez Kurskiego w TVP, o tym jakim jest Pan wrażliwym na krzywdę bohaterek człowiekiem, pokocha Pana i PiS jeszcze bardziej” – napisał były wicepremier.

„To jest ukłon w stronę prezesa (zawsze dziewicy), któren to prezes lat 70 jeszcze nie ma, ale jak powszechnie wiadomo był powstańcem per procura. Teraz będzie mógł się śmignąć metrem za darmochę”; – „No cóż, jaki (he he) warszawiak taka obietnica wyborcza”; – „Szanowny Autorze listu, a może ona jest za trudny dla adresata? Musi być prosty żołnierskie przekaz”; – komentowali list Giertycha internauci.

 „Dowódca zabezpieczenia przeciwpożarowego #PolAndRock2018 Przemysław Gliński odmówił użycia wozów strażackich, by schłodzić rozgrzaną upałami publiczność. – Ludzie mdleją – mówi mi rzecznik @fundacjawosp. Gliński to kandydat PiS na burmistrza Wschowy” – napisał na Twitterze dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał. Informacje potwierdził na Facebooku Jerzy Owsiak.

Tak jak wszędzie w Polsce, w Kostrzynie też temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni. Owsiak poprosił więc lubuską straż pożarną o przysłanie swoich wozów do schłodzenia trzystutysięcznej publiczności festiwalu. – „Panie Komendancie Przemysławie Gliński! Jest Pan bezlitosny! Jest mi tak smutno, że Pana decyzja jest bezwzględna, niepodlegająca żadnej dyskusji. A częścią tej decyzji był także zakaz przyjazdu do nas Ochotników z Pana rejonu, którzy chcieli nam pomóc! Jeżeli mówimy o podwyższonym ryzyku, to Pan je właśnie stworzył! Pana ludzie, którzy tutaj są, gotowi są do pomocy”– napisał Owsiak. W poprzednich latach podobne prośby były spełniane, no ale wtedy Przemysław Gliński nie był kandydatem PiS na burmistrza.

Szef WOŚP sięgnął więc o pomoc… za granicę. – „Wynajęliśmy wóz Straży Pożarnej z Berlina. Pędzi do nas! A ja wysyłam prośby – jeżeli ktoś w Polsce dysponuje wozem strażackim, o przyjeździe którego Pan komendant nie decyduje i może pomóc młodym ludziom, którzy świetnie się bawią i których po prostu chcemy schłodzić – zapraszamy! Dostaniecie michę, nalejemy Wam paliwa do samochodu i będziemy mogli wysyłać w świat dobrą wiadomość o wspólnym tworzeniu tego Najpiękniejszego Festiwalu Świata. A Panu Komendantowi dziękujemy!” – zakończył Owsiak.

Waldemar Mystkowski pisze o decyzji Sądu Najwyższego.

Sędziowie SN sięgnęli po najgroźniejszą broń – rozum.

Siedmiu wspaniałych – takie miano dostali sędziowie Sądu Najwyższego, którzy skierowali do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) pięć pytań prejudycjalnych. Biedna – w sensie bezbronności – i zagubiona Polska na peryferiach Unii Europejskiej jest plądrowana przez hordy PiS, na czele których stoi watażka z chorym kolanem. Gołocone jest wszystko – media, spółki skarbu państwa, budżet i przede wszystkim prawo, a w jego miejsce zaprowadzane jest bezprawie.

Siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego sięgnęło po najgroźniejszą broń – rozum. A od tego szarańcza PiS powinna zginąć, choć jest ich multum, jak to z czernią bywa.

Tyle alegorii. O co chodzi w tych pytaniach prejudycjalnych? Przede wszystkim jest to zawieszenie przepisów o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku. Sąd Najwyższy pyta TSUE o skrócenie kadencji I prezes SN. Czyli niezależnie od złożenia skargi przez Komisję Europejską Trybunał w Luksemburgu zajmie się sprawą prof. Małgorzaty Gersdorf.

Prawo unijne ma prymat nad prawem krajowym, tak wynika z Traktatu UE, który został podpisany w chwili, gdy Polska została członkiem UE. Jeżeli prawo unijne wchodzi w kolizję z krajowym, zastosowanie mają przepisy unijne.

I właśnie na tę ścieżkę wojenną weszło siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego. Jeżeli występują wątpliwości co do prawa unijnego Sąd Najwyższy może, a nawet musi, zapytać TSUE w tzw. trybie pytania prejudycjalnego, choć PiS chciałby rozwalić Sąd Najwyższy bez żadnego trybu, z którym to sposobem demolowania Polski mamy do czynienia od 2015 roku.

Siedmiu wspaniałych SN zastosowało pułapkę na PiS (w filmie o tym tytule są to sieci, w które są łapani złoczyńcy). Mianowicie TSUE nie orzeka co do prawa krajowego, tylko unijnego, a rozum, który wreszcie rozstrzela PiS wraz z ich kulawym watażką tyczy formy pytania, którego schemat zasadza się na przykładowej dialektyce: „Czy dochodzi do naruszenia prawa unijnego, gdy w kraju jest przyjęte rozwiązania takie i takie…”. I to są sieci, w które zostają złapane hordy PiS.

I jeszcze jedno bardzo ważne zastosowanie. Sąd Najwyższy mógł zawiesić stosowanie przepisów wynikających z ustawy o SN w trybie zabezpieczenia, domniemania niezgodności z prawem unijnym. TSUE wydał już taki wyrok o zabezpieczeniu, ma on sygnaturę C-432/05 w punktach od 78 do 83, którego sens zasadza się w tym, iż ochrona uprawnień wynikających z prawa unijnego mogłaby być nadmiernie utrudniona lub nawet niemożliwa.

Jaką zatem mamy sytuację? Pisowskie władze muszą się zastosować do postanowienia podjętego przez siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego i czekać na orzeczenie TSUE.

A na koniec – alegoria. Mamy obrazek, na którym widać złapanych w sieć specjalistów PiS od bezprawia: Piotrowicza, Muszyńskiego, Przyłębską i innych, a człowiek z kulawym kolanem coś negocjuje. No i my wieśniacy, pardon: Polanie (nazwa Polska pochodzi od pole), chwytamy za broń, jaką potrafimy władać – liczę na rozum swoich rodaków – i przepędzamy od koryta tych niszczycieli naszego dobra z takim trudem wypracowanego. Trzeci sezon demolki – musimy szarańczy PiS powiedzieć: dość.

No jak tam pętaki? Kaleta sadzi androny, kancelaria Adriana pisze pierdoły, a spocony Ast ma pewnie nieprzespaną przed sobą. Jacy wy jesteście słabi!

Czwarty, czy V rozbiór to może być ponury finał tego, co Polscy zafundowali Ojczyźnie w 2015, tego nie można wykluczyć. Na razie to napaść części narodu na resztę i próba zmuszenia go do życia w kraju urządzonego na modłę jednego dziwaka, po to by mógł rządzić do śmierci.

Plakat w dzisiejszej