Tag Archives: ordynacja wyborcza

PiS pasie Rydzyka. Legalne złodziejstwo

Zwykły wpis

Wybitna pisarka Maria Nurowska o ostatnich wypowiedziach arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego.

Z należytą pompą i we właściwej oprawie, metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź świętował 73. urodziny. Było sympatycznie i wesoło. Był grill. Była orkiestra i sporo gości, a wśród nich ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja oraz szef Solidarności Piotr Duda.

Urodzinowe przyjęcie arcybiskup zorganizował w swojej rezydencji przy Parafii św. Ignacego Loyoli w Gdańsku. Jak donosi „Fakt”, nie obyło się bez śpiewów i toastów, a impreza trwała do zmroku.

Arcybiskup słynie ze skłonności do dobrej zabawy i nie stroni od kieliszka. W 2013 roku tygodnik „Wprost” napisał, że duchowny potrafi w takich sytuacjach lekko przesadzać, a czasem wręcz nie kontroluje się.

Jeden z kapelanów opowiadał wtedy tygodnikowi, że arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie do tańca. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: „Co ty, k… nawet nalać nie potrafisz!”. Rano na kacu wzywał go i żądając „actimelka” krzyczał: „Bądź moim actimelkiem!”

Prezydenckie weto wobec forsowanej przez PiS nowelizacji ordynacji do europarlamentu oznacza dla partii rządzącej początek akcji „koryto start” i zapowiedź bezwzględnej wojny o „biorące” miejsca – sugeruje „Fakt”.

Dziennik dowodzi, że wiosenne wybory do Parlamentu Europejskiego miały być dla władz PiS sprytnym sposobem na pozbycie się polityków „zużytych”. Wszystko po to, by jesienią 2019 r. „zaplusować” w wyborach do Sejmu i Senatu. Na drodze stanęło jednak prezydenckie weto, które zniweczyło plan, w myśl którego dużo więcej polityków PiS miało mieć zapewnione lukratywne posadki w Brukseli.

Powołując się na swoich informatorów „Fakt” pisze, że Duda odmawiając podpisu pod nowelizacją, wiedział, że np. kilka osób związanych z Antonim Macierewiczem – także znanych publicystów i dziennikarzy – już widziało się na miejscach biorących do PE. Wiadomo, że aspiruje do nich też spora grupa polityków. Wśród nich np. była premier Beata Szydło czy marszałek Sejmu Marek Kuchciński: prawdopodobnie to on będzie „jedynką” w swoim Podkarpackiem spekuluje „Fakt”.

Powrót na lukratywną posadkę marzy się też ponoć Adamowi Bielanowi. Do ostrej walki będzie zmuszony stanąć Ryszard Czarnecki, a ogromny apetyt zdaniem dziennika na powrót do polityki ma też prezes TVP Jacek Kurski. W swoistym rankingu dziennika jest grupa polityków, których sam Jarosław Kaczyński chciałby się za wszelką cenę pozbyć – spekuluje gazeta.

„Fakt” wskazuje na Antoniego Macierewicza i uważa, że sam prezes namawia go do startu, ale musiałby dostać „jedynkę” jako wiceprezes partii. Następny na liście dziennika jest Zbigniew Ziobro, którego z kolei chce się pozbyć premier Mateusz Morawiecki. Podobnie skompromitowany jako minister i uznawany za duże obciążenie dla partii, ale popularny na Podlasiu Krzysztof Jurgiel. Zaraz po nim Jan Szyszko, który ma mieć miejsce do Parlamentu Europejskiego z puli tzw. „rydzykowców”. Niejako na deser – jak złośliwie sugeruje Fakt – pozostaje Anna Zalewska z „przyjaciółkami” czyli z Szydło i Witek. To może dobra okazja, na pozbycie się jej z resortu edukacji.

Coraz więcej artystów reaguje na demontaż państwa prawa realizowany na naszych oczach, dlatego coraz częściej wypowiadają się publicznie na temat obecnej sytuacji politycznej. Niestety za swoje poglądy są często narażeni na ataki ze strony zwolenników PiS-u. „Dobrą zmianę” od początku krytykują Krystyna Janda, Maja Ostaszewska, Maciej Maleńczuk czy Maciej Stuhr. Za ich przykładem idą następni i co istotne, to głosy artystów różnych pokoleń. Jednym z nich jest Krzysztof Zalewski, utalentowany muzyk młodego pokolenia, który jasno deklaruje: „jestem przerażony sytuacją w Polsce, dlatego krzyczę.” Jak podkreśla w rozmowach z dziennikarzami, nie chce być agitatorem politycznym, ale ma świadomość, że jego głos ma szansę dotrzeć do tysięcy fanów.

Ostatnio Zalewski podczas koncertu na Woodstocku zachęcał młodych ludzi do pójścia na wybory. „Zależy mi, żeby u urn stanęli wszyscy, a nie tylko ci, których zachęci do tego rozdawnictwo pieniędzy, jakim aktualnie rządząca partia kupuje sobie głosy. – argumentował muzyk w rozmowie z portalem gwiazdy.wp.pl.

Według Krzysztofa Zalewskiego w młodych ludziach istnieje silna potrzeba buntu przeciwko temu co się wokół dzieje, a muzycy poprzez swoją twórczość mogą mieć wpływ na fanów.

Podobnego zdanie jest również Maciej Zakościelny, który publicznie poparł protest w obronie niezależności sądów, pojawiając się na Placu Zamkowym w Warszawie w 550 rocznicę parlamentaryzmu polskiego. Na instagramie aktor apeluje: „Nie możemy obecnie udawać, że nic się nie dzieje kiedy zagrożona jest przyszłość nasza i naszych dzieci. To nasz obywatelski obowiązek ponad podziałami, religiami i poglądami. Nasz głos jest teraz bardzo ważny.”

Apel aktora poparli jego fani: „Podziwiałem Pana grę w „Czasie honoru”; teraz jestem pełen podziwu dla Pana gestu w realu. To właśnie jest prawdziwy akt obrony honoru demokratycznej i praworządnej Polski.” – napisał w komentarzu jeden z internautów.

Do ataku na polskie sądownictwo odniósł się również (co dziwi, ale i budzi szacunek) dziennikarz TVPis, Tomasz Kammel, który na instagramie napisał: „Czy demokracja jest możliwa jeśli polityka ma bezpośredni wpływ na sąd? Czy może wtedy istnieć trójpodział władzy? Czy bez niezawisłych sądów demokracja może ustąpić miejsca dyktaturze? Historia pokazuje, że może. Naprawa sądów, niewątpliwie potrzebna i ważna, nie może odbywać się kosztem utraty demokracji. Nie ryzykujmy tego. Kochani, musimy żyć w wolnym kraju.

Na temat sytuacji w Polsce wypowiedziały się też gwiazdy światowego formatu: Bono, Roger Waters czy Mick Jagger. „To, co mówił Bono na koncertach zagranicą, jak i słowa Jaggera, że jestem za stary, żeby być sędzią, to są sygnały solidarności społeczeństwa, które nie zmienią sytuacji w kraju, ale upewnią ludzi, że są razem, że tworzą jakąś grupę, silną i wyraźną – mówił w cytowanym wywiadzie Krzysztof Zalewski i dodał „Stonesi mają tak silną bazę fanów, że też i zwolennicy obozu rządzącego się wśród nich znajdują, więc może słowa idola dadzą im do myślenia?

W reakcji na niewybredne komentarze, jakie pojawiły się w poznańskim oddziale TVP po Marszu Równości, zarówno ubiegający się o reelekcję Jacek Jaśkowiak, jak i startujący z ramienia lewicy Tomasz Lewandowski, zdecydowali, że podczas kampanii wyborczej nie będą występować w telewizji publicznej. „To, co od jakiegoś czasu robi TVP jest po prostu zaprzeczeniem dziennikarstwa. W rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej nie zamierzam przyjmować żadnego zaproszenia do studia TVPiS” – argumentuje Jaśkowiak. – „Nie chodzi tylko o przekaz polityczny TVPiS, ale też o ideologiczne pranie telewidzom mózgów. Szczytem zaprzeczenia dziennikarstwa były materiały rzekomo relacjonujące wydarzenia związane z niedawnym XV Poznańskim Marszem Równości, którego uczestnicy przedstawieni zostali w sposób nie tylko obraźliwy, ale i nieprawdziwy. Nie godzę się na takie traktowanie ludzi, których postawa w jakikolwiek sposób odbiega od jedynie słusznej wizji społeczeństwa przyjętej prze obecnie rządzących.

W ślady Jaśkowiaka poszedł jego kontrkandydat, Tomasz Lewandowski, który powiedział, że nie wyraża zgody „na robienie z telewizji publicznej szczekaczki politycznej propagującej język nienawiści.” Lewandowski przy okazji wezwał pozostałych kandydatów na prezydenta Poznania do udziału w bojkocie TVP, jednak jego apel nie spotkał się z poparciem.

Trójka pozostałych kandydatów (Tadeusz Zysk, Jacek Pucek i Dorota Bonk-Hammermeister) zadeklarowała chęć udziału w programach wyborczych TVP Poznań.

Decyzja Jaśkowiaka i Lewandowskiego doczekała się również odpowiedzi ze strony kierownictwa lokalnego oddziału telewizji publicznej. W wydanym oświadczeniu dyrektor naczelna, Agata Ławniczak-Loba, napisała: „OTVP SA w Poznaniu jest otwarta dla przedstawicieli różnych środowisk i poglądów mających wpływ na życie mieszkańców miasta i regionu, a także dla osób pełniących ważne funkcje w życiu publicznym”.

Wycofanie się z udziału w telewizji publicznej, która wciąż dociera do największej liczby odbiorców, można uznać za odważną decyzję. Jednak wierność zasadom wydaje się mieć dla dwóch kandydatów większe znaczenie niż podbijanie popularności uczestnictwem w programach upartyjnionej telewizji.

Koleżanki kolegi …pamiętaj abyś dzień..⛪

Kościół podporządkował sobie państwo. ONR chwalony przez senatora PiS

Zwykły wpis

Senator PiS Jan Żaryn był gościem Polskiego Radia gdzie wypowiedział się m.in. na temat ONR.

ONR ma prawo istnienia tak długo jak jest organizacją legalną. (…) Inwektywy pod adresem ONR nie od dzisiaj towarzyszą tej organizacji. (…) Sens dzisiejszego ONR, czyli wspaniała polska prawica i inteligencja, która wypracowała bardzo ciekawy przed wojną i w czasie wojny program patriotyczny – mówił Żaryn.

Trzaskowski składa do Prokuratora Generalnego wniosek o delegalizację ONR-u: Warszawa musi być wolna od faszyzmu

Święte daty dla Polaków, dla warszawiaków, są bezczeszczone przez ONR-owców. To miało miejsce 11 listopada, potem 1 sierpnia i teraz 15 sierpnia. Miarka się przebrała. Trzeba jasno mówić: to, co jest czarne, jest czarne, to, co jest brunatne, jest brunatne. Warszawa musi być wolna od faszyzmu, wolna od tego typu ludzi, którzy wykrzykują takie hasła. Polska powinna być od tego wolna, bo taką mamy tradycję” – mówił na konferencji prasowej Rafał Trzaskowski. 

Składam wniosek do Prokuratora Generalnego o delegalizację ONR-u, rozwiązanie stowarzyszenia. Ta organizacja po raz kolejny, uporczywie, łamie Kodeks karny. Albo jasno powiemy, że nie ma miejsca na tego typu zachowania, nie ma miejsca w Warszawie i Polsce, albo będziemy, jak niektórzy członkowie rządu PiS, starali się tego typu zachowania usprawiedliwić” – dodawał.

Trzaskowski: Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę

Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę. To jest w tym momencie nieważne. Od samego początku było jasne, że ta kampania jak się zacznie, będzie trwała do samego końca, że nic nie jest przesądzone, że walka będzie bardzo brutalna i że trzeba przez cały czas mocno pracować. Mądrze i mocno. Dopiero teraz zaczyna się kampania” – mówił w Poranku Radia TOK FM Rafał Trzaskowski.

Tak miało być. Najpierw rozmowa, przygotowanie programu, kilkunastu pakietów programowych, dokładne rozpoznanie problemów Warszawy, a potem kampania klasyczna” – dodawał.

Paweł Wroński usiłuje udowodnić, że „zasada skrupulatnego rozdzielenia państwa od Kościoła służy Kościołowi i państwu”. Niestety, Kościół już dawno zauważył, że jeszcze lepiej służy mu zasada podporządkowania państwa Kościołowi.

Duda przyspiesza >>>

Rok temu, przed posiedzeniem Rady Ministrów, miała miejsce dość dziwna sytuacja. Minister Szyszko przekazał ministrowi Błaszczakowi tajemniczą kopertę od pewnej tajemniczej córki leśniczego. Po ujawnieniu nagrania tego wydarzenia przez Polsat, Błaszczak odesłał kopertę, a wszyscy zaczęli zastanawiać się, co w niej było.

Szyszko, pytany o jej zawartość, podziękował Polsatowi za czujność, odwołał się do zamordowanej przez komunistów Danuty Siedzikówny „Inki”, która była córką leśnika i dodał, że jest dumny, iż „zwrócono uwagę na zawód leśnika„. Tak pokrętne wyjaśnienie jeszcze bardziej podkręciło ciekawość i zainteresowanie zawartością listu.

Również ówczesna pani premier odniosła się do sprawy, mówiąc, że „to jest wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć. Nie wiem, jaka była treść tej koperty i jakie to były dokumenty. Na pewno to będzie wyjaśnione”.

Kaczyński odpowiada za zdewastowanie armii, to on skierował do MON Macierewicza

Zwykły wpis

Prezydent Andrzej Duda udał się do Australii w celu podpisania listu intencyjnego na zakup dwóch australijskich fregat Adelaide. Jak wynika jednak z informacji Piotra Zaremby, zakup ten został w ostatniej chwili… zablokowany przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Wielkim zwolennikiem zakupu fregat Adelaide, obok Andrzeja Dudy, jest minister obrony Mariusz Błaszczak. Jak zaznaczał szef MON miałaby to być odpowiedź na teraźniejsze potrzeby polskiej marynarki. Niewykluczone jednak, że wielki sukces będzie mogła odtrąbić opozycja, która chęć kupienia dwóch blisko 30-letnich fregat nazywała „kupowaniem złomu”. Jak donosi Piotr Zaremba, Mateusz Morawiecki zablokował tę inwestycję.

Przeciwnikiem zakupu fregat Adelaide jest także Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marek Gróbarczyk, który uważa, że zahamuje to proces budowania statków dla armii w polskich stoczniach.

Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy – mówi w rozmowie z nami Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, szef kampanii wyborczych Platformy Obywatelskiej. – Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują – dodaje. O wecie prezydenta i zapowiedziach sprzeciwu wobec zmian w ordynacji wyborczej do parlamentu mówi: – Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u

KAMILA TERPIAŁ: 15 sierpnia dobyła się w Warszawie Wielka Defilada Niepodległości: ponad 1000 żołnierzy, 900 rekonstruktorów, około 200 pojazdów, 100 samolotów i śmigłowców. Udana była? Zrobiła na panu wrażenie?

TOMASZ SIEMONIAK: Nie można tego rozpatrywać w oderwaniu od całości, była podsumowaniem trzech lat rządów PiS i prezydenta Andrzeja Dudy w polskim wojsku, a to był fatalny czas. Ta defilada tak naprawdę pokazała to, czego nie ma. Modernizacja armii została zahamowana. Antoni Macierewicz przekonywał, że zastał armię w stanie katastrofy, a okazało się, że wszystko, co podziwiał podczas defilady, było zakupione przez poprzednie ekipy. Na usta ciśnie się pytanie: gdzie jest nowe wyposażenie, które obiecywali rządzący?

Z jednej strony jest duma z polskich żołnierzy, ale z drugiej poczucie, że ostatnie trzy lata były najgorszym czasem. Jedna wielka czarna dziura.

Można było podziwiać nowe samoloty dla VIP-ów.

Za rządów PiS kupiono tylko te samoloty. Wydano na nie 4 miliardy złotych, łamiąc w dodatku procedury przetargowe. Zdumiewające jest to, że ozdobą defilady był przelot samolotów dla VIP-ów. Nie znam takiego drugiego kraju. Poza tym tyle pieniędzy wydano na samoloty dla władzy, podczas gdy w wojsku brakuje mundurów i wyposażenia, poleruje się na nowo stalowe hełmy z czasów Układu Warszawskiego. Taki jest prawdziwy obraz.

Polska armia doczeka się śmigłowców? Na czym stanęła sprawa po rezygnacji z Caracali?

Na niczym. Nowy minister próbuje tłumaczyć, że inne rzeczy też są potrzebne…

Sądzę, że zakup śmigłowców odłożono na święte nigdy”.

A tymczasem wszyscy wojskowi zwracają uwagę, że jest to podstawowa rzecz, bo w XXI wieku wojsko niemobilne nie funkcjonuje. To powinien być fundament działania. Na przełomie 2011/2012 roku, kiedy przyjmowano trzy główne priorytety rozwoju sił zbrojnych, w tym zakup śmigłowców, nikt tego nie kwestionował. Teraz mamy tylko mgliste zapowiedzi, z których nic nie wynika.

Kogo się anektuje i zajmuje? Słabego. A my dziś robimy wszystko, aby być słabym – tak mówił w rozmowie z wiadomo.co gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Mało optymistyczne słowa…

Niestety, zgadzam się z tą opinią. W podobnym duchu wypowiadał się niedawno dowódca sztabu generalnego Mieczysław Gocuł. Oni pracowali także za czasów PiS-u i mówią wprost: zdolności obronne Polski są niższe niż w 2015 roku.

Jakiekolwiek są intencje polityków PiS-u, to efekt jest właśnie taki, że Polska staje się coraz słabsza. To martwi naszych przyjaciół, ale cieszy wrogów.

Prezydent chce, żeby wydatki na obronność zostały zwiększone. W takim razie po co?

To są tylko puste słowa i oszukiwanie opinii publicznej. W 2018 roku lekką ręką zabrano z budżetu MON 400 milionów złotych dla MSWiA i ponad 100 milionów na śmigłowce dla Ministerstwa Zdrowia. Ile trzeba mieć bezczelności, aby mówić o tym, że trzeba wydawać więcej na wojsko, skoro nawet w tym roku świadomie nie wydano tyle, ile trzeba. Przecież prezydent podpisał ten budżet.

Antoni Macierewicz podobno dostał nowe zadanie i będzie oceniał stan polskiej armii. Nie brzmi to absurdalnie?

Widać, że Antoni Macierewicz wraca do łask, prezes pojawił się nawet na jego urodzinach. W tym miejscu

warto powiedzieć wyraźnie – za katastrofę wojska polskiego odpowiada Jarosław Kaczyński. To on skierował do MON Antoniego Macierewicza, przyzwalał na haniebne działania, mówił absurdalne rzeczy, że były szef MON walczył z układem generalsko-pułkownikowskim”.

Przecież każde wojsko ma generałów i pułkowników, czyli według prezesa Antoni Macierewicz po prostu walczył z wojskiem. Niestety, jestem pełen obaw co do przyszłości. Mariusz Błaszczak przez swoją nieporadność nie potrafi niszczyć wojska tak szybko, jak Antoni Macierewicz. A taki, jak widać, jest zdumiewający i absurdalny cel Jarosława Kaczyńskiego. Powtórzę raz jeszcze – to on ponosi pełną odpowiedzialność za stan armii.

Politycy PO dostali w ogóle zaproszenie na defiladę?

Z tego, co wiem, przewodniczący klubu parlamentarnego otrzymał takie zaproszenie.

A pan jako były minister obrony narodowej?

Nie. Ale nie miałem takiego oczekiwania i nie mam pretensji. Fatalne w tym wszystkim jest to, że nie szanuje się poprzedników. Antoni Macierewicz pokazywał to od pierwszych godzin urzędowania, chociażby wyrzucając zdjęcia byłych ministrów obrony narodowej. Jak byłem ministrem, nadałem salom na ulicy Klonowej imiona Jerzego Szmajdzińskiego i Aleksandra Szczygły, także dlatego, aby pokazać, że trzeba szanować ciągłość. Antoni Macierewicz z taką praktyką zerwał.

Nie ma dzisiaj przestrzeni do wspólnego świętowania. Nie chciałbym nawet stać przy ludziach, którzy robią dla wojska tyle złego.

„Nie jest to dobra zmiana w systemie prawnym i demokratycznym” – mówił prezydent, uzasadniając swoją decyzję o zawetowaniu zmian w ordynacji wyborczej do PE. Andrzej Duda nagle zmienił front i zaczął troszczyć się o demokrację?

Głosowaliśmy przeciwko tym zmianom, od początku przekonywaliśmy, że są złe. Większych emocji jednak ta decyzja nie budzi, bo Andrzej Duda od trzech lat działa w interesie PiS i tak jest również w tym przypadku. Zorientowali się, że rachunek korzyści i strat jest na rzecz strat, że zjednoczenie opozycji, wymuszone tymi zmianami w ordynacji, może obrócić się przeciwko PiS-owi.

Prezydent, który stroi się w piórka obrońcy praworządności i demokracji? Pozostawię to bez komentarza. Wetować trzeba było ustawy sądowe. To weto postrzegam tylko jako taktyczne działanie, także wewnątrz partii rządzącej. Buldogi zagryzają się pod dywanem.

Poza tym mówi się otwarcie o tym, że wielu czołowych polityków PiS, na przykład Marek Kuchciński czy Beata Szydło, zamierzają wyjechać do Brukseli, co może świadczyć też o tym, że nie wierzą w sukcesy PiS-u. Kandydowanie urzędującego marszałka Sejmu czy wicepremier jest działaniem bez precedensu.

Podobno Andrzej Duda zapowiedział, że będzie sprzeciwiał się także ewentualnym zmianom w ordynacji wyborczej do parlamentu. Nie wierzy pan też w takie zapowiedzi?

Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u. Takie gadanie nic nie kosztuje. Pamiętajmy, że

najważniejszą rzeczą dla Andrzeja Dudy jest reelekcja w 2020 roku, a do wyborów może stanąć tylko jako kandydat PiS-u, bo tylko stąd może mieć pieniądze na kampanię. To wszystko jest gra pozorów, nie ma to większego politycznego znaczenia.

Premier ogłosił datę wyborów samorządowych: 21 października i 4 listopada. Ryszard Petru twierdzi, że to termin korzystny dla PiS. Pan też tak myśli?

Nie. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, aby się zmobilizować i wygrać te wybory. Termin ma drugorzędne znaczenie.

Co to znaczy zrobić wszystko, aby się zmobilizować?

Przekonać ludzi do siebie, pokazać dobrych kandydatów i siłę Koalicji Obywatelskiej.

To są najważniejsze wybory samorządowe w historii Polski, które przesądzą o tym, czy będzie wolny samorząd, czy centralizacja PiS-owskiej władzy.

Poza tym otwierają cały cykl wyborczy i ich wynik będzie bardzo istotnym wskazaniem do następnych kampanii. Dlatego potrzebna jest pełna mobilizacja, nie możemy odpuścić.

Kampania wyborcza już oficjalnie ruszyła. To będzie bardzo brutalna walka?

Mam nadzieję, że nie, ale niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że czekają nas najbardziej brutalne kampanie w historii. Mamy do czynienia z władzą, która nie chce wyhamować, atakuje swoich przeciwników albo domniemanych przeciwników politycznych, pozbawia ich godności.

Ostatnim przykładem jest chociażby sprawa Ewy Gawor, pracującej w warszawskim ratuszu jeszcze za czasów Lecha Kaczyńskiego. Wystarczyło, że zrobiła coś nie po myśli władzy i jest brutalnie atakowana.

le liczę na to, że obywatele będą w stanie wybrać kandydatów, którzy zachowują się przyzwoicie i chcą dbać o interesy lokalnych społeczności. Takich kandydatów prezentuje Koalicja Obywatelska.

W którym mieście najtrudniej było znaleźć wspólnego kandydata?

Każde miasto jest inne. Bardzo się cieszę, że praktycznie wszędzie udało się wskazać wspólnego kandydata. Rozmowy trwają jeszcze tylko w kilku miastach. Do tej pory nie było żadnego wyścigu, chodziło o to, aby dojrzeć do najlepszych rozwiązań.

Praca nad kandydatami trwa prawie od roku i uważam, że warianty, które przyjęliśmy, są optymalne, czyli dające największą pewność na wygraną z kandydatem PiS-u. Im więcej środowisk nasi kandydaci łączą, tym lepiej.

W Warszawie ostateczny bój rozegra się w drugiej turze?

Trudno wyrokować. Myślę, że to będzie bardzo trudna walka, bo widać, że PiS zamierza w Warszawie użyć wszelkich możliwych sił. Druga tura jest możliwa, ale jestem przekonany, że zwycięzcą będzie Rafał Trzaskowski.

Zmiana ordynacji wyborczej może utrudnić przeprowadzenie wyborów samorządowych albo umożliwić PiS-owi manipulowanie przy procesie wyborczym?

Zmiany były złe, mówi o tym wyraźnie także PKW. Przewodniczący komisji ostrzega publicznie, że te wybory będą najtrudniejsze do przeprowadzenia, a to musi budzić niepokój. My też staramy się działać, wspieramy na przykład ruch Wolontariusze Wolnych Wyborów, tak aby dbać na każdym poziomie o rzetelność i uczciwość wyborów. PiS od początku nie przejmował się ostrzeżeniami, a jak się działa w zaślepieniu własnego interesu, to zawsze kończy się chaosem. Jesteśmy ofiarami obsesji, ale to może wpłynąć na przebieg wyborów i zagrozić prawidłowości procesu wyborczego.

PiS nie lubi oskarżeń o niedemokratyczne praktyki, a majstrując przy ordynacjach pokazuje, że chce działać na własną korzyść.

Wszystko wskazuje na to, że Robert Biedroń planuje powołanie nowej inicjatywy politycznej. To może zaszkodzić próbie jednoczenia opozycji?

W wyborach parlamentarnych powinniśmy wystawić jedną listę wyborczą. Na razie nie mam jasności co do tej inicjatywy, bo wypowiedzi Roberta Biedronia nie są precyzyjne. Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. To nie będzie proste zadanie, jego realizacji nie powinniśmy jeszcze osłabiać podziałami, kłótniami czy uszczypliwościami.

Wierzę, że Koalicja Obywatelska będzie jak rosnąca kula śniegowa, przyciągająca tak wartościowe osoby, jak Robert Biedroń, przy pełnym poszanowaniu ich podmiotowości, tożsamości i poglądów.

Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy.

Czyli PO będzie chciała rozmawiać z Robertem Biedroniem przed wyborami parlamentarnymi?

Nie chcę mówić o szczegółach, ale zwracam uwagę na ważną zasadę. Oczywiście nie podoba mi się to, że źle mówi o PO. Zbudował sobie dobrą pozycję w polityce dzięki pozytywności, pokazywał, że można z uśmiechem realizować pewne wartości. Nie będę się rewanżował i go krytykował. Do pewnych działań po prostu trzeba dojrzeć.

Wierzę, że wszyscy ważni politycy opozycji mają jeden cel – odzyskać Polskę i demokrację.

O Platformie źle, a nawet jeszcze gorzej, mówi szef SLD Włodzimierz Czarzasty. Jak to wróży na przyszłość?

Jak wyżej. Lepiej spuścić zasłonę milczenia. Lider partii politycznej nie powinien ulegać takim emocjom. Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują. Nie namówi mnie pani na uszczypliwości w jego stronę.

Nie milkną echa – jak to określi poseł PO Krzysztof Brejza – najdroższej imprezy w historii polskiego parlamentaryzmu. Chodzi o z organizację obrad Zgromadzenia Narodowego w dniu 13 lipca 2018 r. z okazji 550–lecia Parlamentaryzmu Rzeczpospolitej. Opozycja skrytykowała niezwykle wysoką – jej zdaniem –  cenę za wynajem namiotu.

Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza zwrócił się do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o wyjaśnienia w tej sprawie. Pytał się także o to, dlaczego Zgromadzenie Narodowe ma zebrać się na dziedzińcu Zamku Królewskiego, a nie w Sejmie.

Kancelaria Sejmu odpowiadając na pytania posła oświadczyła:

„Ze względu na temat orędzia prezydenta i doniosłą 550-rocznicę Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej najtrafniejszym miejscem obrad Zgromadzenia Narodowego był Zamek Królewski w Warszawie” Ponadto Kancelaria wyjaśniła, że umowa obejmowała nie tylko udostępnienie namiotu, ale także „realizację całego szeregu usług związanych z organizacją obrad Zgromadzenia Narodowego”.

Wskazała na konieczność zapewnienia odpowiedniej liczy mebli i przygotowanie niezbędnej infrastruktury, a w tym zapewnienie sieci komputerowej, ekranów i monitorów, nagłośnienia i oświetlenia, przygotowanie odpowiednich stanowisk dla obsługi prasowej oraz dla usługi tłumaczeń, a także, jak czytamy w piśmie kancelarii: „wyposażenie pomieszczeń wynajmowanych na Zamku Królewskim, niezbędnych dla przeprowadzenia obrad”.

Tłumaczenie nie usatysfakcjonowało pana posła. „Składowe najdroższej w historii parlamentaryzmu imprezy: klimatyzacja; transport foteli, krzeseł, mównic; nagłośnienie, oświetlenie, czyli »cały szereg usług« programu” – napisał na Twitterze.

Jak pisze Onet.pl umowa została zawarta z Fundacją Ogrody Muzyczne, która na dziedzińcu Zamku Królewskiego organizuje w takim właśnie namiocie Festiwal Ogrody Muzyczne.

Dyrektor festiwalu Ryszard Kubiak wyjaśniał na początku lipca, że umowa z Kancelarią Sejmu nie dotyczyła wynajmu obiektu, lecz przygotowania Zgromadzenia Narodowego.  „Wymaga to kompleksowych zmian w namiocie. Jego przearanżowania będzie dokonywać kilka firm w ciągu pięciu dni. Przygotujemy też sale zamkowe dla gości i prasy. Zajmujemy się całą obsługą logistyczną Zgromadzenia Narodowego, które będzie wielkim przedsięwzięciem na niemal tysiąc osób” – tłumaczył w lipcu Kubiak.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

„Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.”

Andrzej Duda w sezonie ogórkowym niektórym podnosi ciśnienie. Generał amerykański Richard J. Hayes przy dekorowaniu Krzyżem Komandorskim musiał wysłuchać nowej wersji ustaleń IPN bądź doradców Dudy. Wg Dudy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski przybyli do Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, co się nie zgadza z podręcznikami.

Możliwe, że nad nową wersją historii USA już pracują w IPN, dali radę z powstaniem „Solidarności”, w której ważniejszym jest Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, tym bardziej poradzą sobie z historią Jankesów. Ile podskoczyło ciśnienie gen. Hayesowi, nie wiem, bo nie było przy nim nikogo z ciśnieniomierzem, gdy swoje bzdury ex cathedra wygłaszał Duda.

Wszystkim Polakom może podskoczyć ciśnienie, gdy Duda sprowadzi aż 3 wraki z Australii. Nie będą to tupolewy, lecz adelaidy, nie będzie to wrak ze Smoleńska, lecz z antypodów. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

Wrak to wrak i aż trzy, a nie jeden obiecany. I mówią, że politycy PiS nie wywiązują się z obietnic – wywiązują po trzykroć. Jak św. Piotr, który się trzykrotnie zaparł.

Dudzie podskoczyło ciśnienie, gdy ogłosił weto ustawy dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Duda wydziwiał miny na swej twarzy, jakby zrobił na złość choremu Kaczyńskiemu. Ale ta ustawa spełniła swoje zadanie, ustanawiała próg wyborczy na poziomie 16 proc. Czyli postraszyła Rydzyka i Macierewicza by nie myśleli o nowej partii na prawo od PiS. Chory prezes dogadał się z chorym Macierewiczem, że ten zrezygnuje, a w nagrodę przeprowadzi inspekcję Wojska Polskiego, ponadto dostał od Błaszczaka święto Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zresztą ordynacja i tak by przepadła, gdyż wyniki wyborcze do Parlamentu Europejskiego nie zostałyby uznane przez Brukselę, ordynacja jest napisana wbrew prawu europejskiemu.

Przy tej okazji wyszło szydło z PiS, iż pracują nad zdecydowanie ważniejszą dla polityki krajowej ordynacją do Sejmu. I tę Duda podpisze, bo jest tylko wtedy odważny, gdy prezes pozwala mu na odwagę. Śmiać się chce, gdy czytam u tzw. dziennikarzy symetrystów, iż weto nie było ustawką. Oto cytat z jednego takich żurnalistów (nie podaję nazwiska, gdyż dialektyka ich jest zawsze tak samo pokrętna): „Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.” Jeszcze inny dziennikarz orzekł, iż Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew.

Jak pogodzić: pomaga i robi wbrew? Nie wiem, ale symetryści potrafią. Duda w ten czas ogórkowy sam w sobie jest newsem. Taki z niego ogórek. Cieszyć się należy, że w walce o prezydenturę nie wygrała z nim kandydatka SLD Magdalena Ogórek, bo jak nazywalibyśmy sezon ogórkowy? Sezon na dudki?

Duda jako ogórek

Zwykły wpis

Andrzej Duda w sezonie ogórkowym niektórym podnosi ciśnienie. Generał amerykański Richard J. Hayes przy dekorowaniu Krzyżem Komandorskim musiał wysłuchać nowej wersji ustaleń IPN bądź doradców Dudy. Wg Dudy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski przybyli do Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, co się nie zgadza z podręcznikami.

Możliwe, że nad nową wersją historii USA już pracują w IPN, dali radę z powstaniem „Solidarności”, w której ważniejszym jest Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, tym bardziej poradzą sobie z historią Jankesów. Ile podskoczyło ciśnienie gen. Hayesowi, nie wiem, bo nie było przy nim nikogo z ciśnieniomierzem, gdy swoje bzdury ex catedra wygłaszał Duda.

Wszystkim Polakom może podskoczyć ciśnienie, gdy Duda sprowadzi aż 3 wraki z Australii. Nie będą to tupolewy, lecz adelaidy, nie będzie to wrak ze Smoleńska, lecz z antypodów. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

Wrak to wrak i aż trzy, a nie jeden obiecany. I mówią, że politycy PiS nie wywiązują się z obietnic – wywiązują po trzykroć. Jak św. Piotr, który się trzykrotnie zaparł.

Dudzie podskoczyło ciśnienie, gdy ogłosił weto ustawy dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Duda wydziwial miny na swej twarzy, jakby zrobił na złość choremu Kaczyńskiemu. Ale ta ustawa spełniła swoje zadanie, ustanawiała próg wyborczy na poziomie 16 proc. Czyli postraszyła Rydzyka i Macierewicza by nie myśleli o nowej partii na prawo od PiS. Chory prezes dogadał się z chorym Macierewiczem, że ten zrezygnuje, a w nagrodę przeprowadzi inspekcję Wojska Polskiego, ponadto dostał od Błaszczaka święto Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zresztą ordynacja i tak by przepadła, gdyż wyniki wyborcze do Parlamentu Europejskiego nie zostałyby uznane przez Brukselę, ordynacja jest napisana wbrew prawu europejskiemu.

Przy tej okazji wyszło szydło z PiS, iż pracują nad zdecydowanie ważniejszą dla polityki krajowej ordynacją do Sejmu. I tę Duda podpisze, bo jest tylko wtedy odważny, gdy prezes pozwala mu na odwagę. Śmiać się chce, gdy czytam u tzw, dziennikarzy symetrystów, iż weto nie było ustawką. Oto cytat z jednego takich żurnalistów (nie podaję nazwiska, gdyż dialektyka ich jest zawsze tak samo pokrętna): „Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.” Jeszcze inny dziennikarz orzekł, iż Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew.

Jak pogodzić: pomaga i robi wbrew? Nie wiem, ale symetryści potrafią. Duda w ten czas ogórkowy sam w sobie jest newsem. Taki z niego ogórek. Cieszyć się należy, że w walce o prezydenturę nie wygrała z nim kandydatka SLD Magdalena Ogórek, bo jak nazywalibyśmy sezon ogórkowy? Sezon na dudki?

Czy Brudziński będzie ścigał za flagi faszystowskie?

Zwykły wpis

Tuż obok placu Piłsudskiego w dniu święta Wojska Polskiego w środę 15 sierpnia na budynkach stolicy pojawiły się czerwone flagi nazistowskiej III Rzeszy z charakterystyczną swastyką. Dokładnie tego samego dnia, gdy obchodzone było święto Wojska Polskiego i rocznica Cudu nad Wisłą. Warszawiacy są zniesmaczeni, w media społecznościowych – dezaprobata i sprzeciw, wobec tego pomysłu.

Organizatorzy „dla mocniejszych artystycznych efektów, powinni zrobić łapankę i rozstrzelać 20 młodych mężczyzn… idioci!” – skomentował pomysł oburzony internauta.

„To w takim miejscu! Nieznany Żołnierz tam się w grobie z kilka razy obrócił, dziadek spąsowiał, nie mówiąc o popiersiu tak wynoszonego na historyczny piedestał L. Kaczyńskim, nad głową którego, na fasadzie DGW swastyka się ukazała” – dodał ktoś inny.

Wydarzenie skomentował także kandydat na prezydenta Warszawy Jan Śpiewak. „Swastyka na rocznicę Bitwy Warszawskiej? Ktoś tu chyba poszedł w rekonstrukcji i poszukiwaniu wrażeń o krok za daleko…” – napisał w swoim poście i zamieścił zdjęcie.

Niby obecność w przestrzeni publicznej takich i podobnych symboli jest w Polsce legalna, ale wyłącznie pod warunkiem, że służy celom artystycznym. Tak też było w środę w Warszawie, gdzie wieczorem odbywało się widowisko „Wolność we krwi”. Wszystko w ramach święta Wojska Polskiego i obchodów 100-lecia niepodległości Polski.

Wydaje się jednak, że organizatorzy w swych pomysłach przekroczyli granice zdrowego rozsądku i dobrego smaku, zwłaszcza, że na dodatek powieszone i wyświetlane flagi znajdowały się poza obrębem tej obarczonej wieloma innymi wadami inscenizacji.

Ledwie Prezydent Andrzej Duda odmówił podpisania znowelizowanej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego a PiS ma już nowy plan… zmiany ordynacji do Sejmu. Chodzi tu o nowe zasady wybierania posłów.

Prawo i Sprawiedliwość planuje wg „Rz” nową ordynację, zgodnie z którą Polska miałaby być podzielona na 100 okręgów (obecnie jest ich 41). Według ideologii pisowskiej liczniejsze okręgi rozsypane po kraju sprawiłyby, iż posłowie „mieliby lepszy kontakt z wyborcami”.

Zmiana utrudniłaby jednak zdobywanie mandatów poselskich przedstawicielom z mniejszych ugrupowań, a duże partie łatwiej wprowadzałyby posłów do Sejmu. Prof. Jarosław Flis z UJ wyliczył, że gdyby w wyborach w 2015 roku zastosowano 100 okręgów, to np. Prawo i Sprawiedliwość zdobyłoby nie 235 mandatów a 269.

Według „Rzeczpospolitej” ta nowa ordynacja miałaby obowiązywać już w wyborach w 2019 roku, jednak ponoć przeciwny jej ma być prezydent Andrzej Duda.

Ten temat był prawdopodobnie poruszany podczas spotkania prezydenta z przeciwnikami zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Prezydent miał wówczas zapowiedzieć – co relacjonowali uczestnicy spotkania – że zawetuje ustawę, która zmieniałaby ordynację w wyborach parlamentarnych. Jednak tych doniesień nie potwierdził rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Do publikacji „Rz” odniósł się w Polskim Radio 24 poseł Prawa i Sprawiedliwości Piotr Kaleta, który wprawdzie zauważył, że zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu wymaga dyskusji wśród wszystkich ugrupowań politycznych, ale z drugiej dodał, że konstrukcja obecnych okręgów wyborczych budzi zastrzeżenia, bo poseł powinien dobrze znać problemy mieszkańców swojego regionu, co jest trudne, kiedy okręgi są bardzo duże.

PAD zawetował nowelizację ordynacji do PE

– Odmawiam jej popisania [nowelizacji ordynacji do PE] i zwracam tę ustawę Sejmowi do ponownego jej rozpatrzenia – poinformował prezydent Andrzej Duda. Jak dodał:

„Uważam, że w absolutnie zbyt daleko idący sposób odbiega od zasady proporcjonalności w wyborach. W naszym prawie wyborczym, jak również w akcie dot. Wyboru członków PE przyjętym przez radę, a więc akcie prawa europejskiego jest jasno określony próg 5%, jeżeli chodzi o dostępność do PE. Krótko mówiąc, ugrupowanie musi osiągnąć minimum 5% wynik, żeby mogło uzyskać mandat czy mandaty w wyborach do PE. Ta zmiana, która została dokonana tą ustawą, jak pokazują analizy prawne i politologiczne, w tym przede wszystkim analiza zrobiona na potrzeby prac Senatu, że efektywny próg wyborczy będzie conajmniej kilkunastu procentowy. Ta analiza senacka pokazuje, że nawet będzie to 16,5%. Wszyscy wiedzą doskonale, co by to oznaczało. Że praktycznie w Polsce szanse na uzyskanie poważnej reprezentacji w PE mają tylko dwa ugrupowania. W związku z powyższym wydaje mi się, że taka regulacja, która w sposób de facto przymusowy, bo ustawowy do tego prowadzi, jest zbyt daleko idąca”

– Nigdy nie zobowiązywałem się do tego, że będę jako prezydent dokonywał jakichkolwiek zmian w ordynacji do PE. Nigdy się też nie zobowiązywałem do tego, że będę dokonywał jakichkolwiek zmian w systemie wyborczym. Jeżeli się do czegoś zobowiązywałem, to do tego, że będę słucha ludzi i do tego, że będę się starał realizować moje zobowiązania wyborcze, a jednym z tych zobowiązań było to, że ludzie powinni mieć w Polsce jak najwięcej do powiedzenia i to oni powinni w jak najbardziej demokratyczny sposób decydować o naszym życiu politycznym i o tym, jak jest kształtowany także ustrój RP oraz oczywiście reprezentacja parlamentarna – poinformował prezydent Andrzej Duda. – Wprowadzanie rozwiązań, które jeszcze mogłyby przyczynić się do obniżenia frekwencji, uważam za bezsensowne – dodał PAD.

Grabiec o wecie ordynacji: Niewątpliwie prezydent zrobił to w porozumieniu z PiS-em

– To były złe przepisy [nowelizacji ordynacji do PE], niezgodne z prawem europejskim i szkodliwe dla polskiej sceny politycznej. Platforma od początku krytykowała te przepisy. Od dwóch miesięcy, od kiedy projekt ustawy został złożony w Sejmie. Dzisiaj przepisów nie ma, zostały odesłane przez prezydenta Dudę. Niewątpliwie prezydent zrobił to w porozumieniu z PiS-em. Jesteśmy świadkami tego, że prezydent od początku prac nad Kodeksem wyborczym nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Przepisy te były uzasadniane przez polityków PiS-u, a od kilku dni jesteśmy świadkami odwrócenia tendencji. Politycy PiS-u przestawili bronić tej ustawy, tych przepisów, a prezydent dokonał weta – stwierdził Jan Grabiec na briefingu w Sejmie. Jak dodał, prezesowi PiS udało się spacyfikować wewnętrzną opozycję, a Koalicji Obywatelskiej udało się zawrzeć porozumienie, co jest powodem weta. Trzeci powód to kwestia ich niezgodności z prawem europejskim.

Grabiec: Sytuacja polityczna w Polsce się nie zmienia. Nadal opozycja powinna się jednoczyć

– Rzecz jasna sytuacja polityczna w Polsce się nie zmienia. Nadal opozycja powinna się jednoczyć, bo nadal PiS wykorzysta wszystkie możliwości, te dostępne prawem i te, które będą na granicy prawa, żeby przechylić szalę wyborczą na swoją korzyść, niezależnie od tego, jak Polacy w wyborach będą chcieli zagłosować – stwierdził Jan Grabiec na briefingu w Sejmie.

PiS kombinuje jak nie przegrać przegrane wybory

Zwykły wpis

Dlaczego PiS w trybie nagłym – za prezesem: bez żadnego trybu – zwołuje posiedzenie Sejmu, wszak nie ma szczególnie pilnej ani nagłej potrzeby. To styl tej partii: robić przekręty w nocy, gdy nikt się nie spodziewa, a najlepiej w Sali Kolumnowej bez opozycji i poza okiem mediów.

O co może chodzić w tym „bez żadnego trybu”? Na razie wieści są takie, że chodzi o ordynację wyborczą, tę dotyczącą kodeksu wyborczego do Parlamentu Europejskiego. Czyżby? Skąd ten pośpiech, wszak wybory do PE dopiero za rok. Można spokojnie za kilka miesięcy manipulować.

Obawiam się, że ordynacja może być tylko pretekstem, a zupełnie inna kwestia dla PiS paląca. Przyjrzyjmy się, jak PiS chce manipulować – zaznaczam, iż wieści są niepełne i mogą być nieistotne, bo po partii Kaczyńskiego należy spodziewać się najgorszych przewałów.

Jeden z polityków tej partii był powiedzieć o potrzebie nowej ordynacji (talent, który powinien zasilić zespół „Ucho prezesa”): „Uważam, że w Polsce powinniśmy zastanowić się nad całą ordynacją, nie tylko do PE”.

A zatem nie chodzi tylko o ordynację do PE. Śmiesznie też brzmi „w Polsce powinniśmy”. Ten polityk – świadomie nie wymieniam jego nazwiska, bo w takich narracjach nie przepadam za obślizgłymi postaciami (patrz: „Potęga smaku” Herberta) – zawłaszcza przestrzeń wspólną: w Polsce. Niestety w Polsce mieliśmy najeźdźców zewnętrznych – Niemców i Sowietów – w tej chwili mamy najeźdźców wewnętrznych – PiS. Szkody są niepowetowane – szkody plagi i zarazy; PiZ właściwiej brzmi niż PiS. I nie wiadomo, jak skończy się ten bardak.

Z ordynacją zatem będzie jak z ustawami o Trybunale Konstytucyjnym i sądowniczymi. Tak długo będą przy nich manipulować, aż głosowanie okaże się bez sensu, a w wtpadku niekorzystnego rezultatu PiS zaskarży wyniki do zawłaszczonych przez siebie sądów.

Ten sam polityk był przyznać się do swego słabego umysłu, bo dla niego „ordynacja do PE jest bardzo skomplikowana. Ja znam niewielu polityków, którzy potrafią wyjaśnić o co tam chodzi”. Głupi zawsze myśli, że inni dorównują jego stanowi umysłu, jak Forrest Gump o IQ 72.

PiS chce ustawić w kraju politykę zerojedynkowo: my kontra oni. PiS kontra antyPiS. To bardzo wygodny podział, gdyż eliminuje mniejsze podmioty polityczne i może zlikwidować lewicę. Nowa ordynacja do PE ma podnieść próg na wysokość 15-20 proc. Praktycznie byłyby to JOW-y (Jednomandatowe Okręgi Wyborcze).

Istnieje jeszcze jedna możliwość manipulacji, która nijak się może mieć z wynikiem w skali krajowej, bo ilość mandatów może być większa w regionach wschodnich, w których PiS ma większe poparcie.

PiS zatem może przegrac wybory, lecz okaże się, że zdobył wiecej mandatów. Krętactwa trwają od poczatku ich władzy, będą się nasilać w miarę, gdy zaglądnie im w oczy katastrofa porażki. Wszak Andrzeja Dudę i Beatę Szydło czeka Trybunał Stanu, a Jarosława Kaczyńskiego jakiś inny Trybunał. Nie może być tak, że niszcząc ojczyznę ujdzie im na sucho, jak komunistom w 1989 roku. Co ostatni mieli usprawiedliwienie, iż na ich miejscach mogli być gorsi – a co pisowcy? Dobrowolnie rozmontowują sprawiedliwość i demokracje oraz wypisują nas z Zachodu. Za to należy się sprawiedliwość.

PiS-owskie szuru-buru: premierem będzie Morawiecki. Polacy protestami mogą tylko nie pozwolić zapanować dyktaturze

Zwykły wpis

Wczoraj doszło do realnego „Ucha prezesa”. Jarosław Kaczyński zwołał swoich podwładnych na Nowogrodzką. I wieczorem pociekła medialna jucha.

Szuru-buru. Premierem ma zostać Mateusz Morawiecki. Prawda, czy nieprawda – na pewno jest to pierd! A to dlatego, że odpowiedzialność za rządzenia powinien wziąć prezes PiS. I tyle.

Olaboga! Tuż po północy do Twittera przyssała się Beata Szydło – choć to z pewnością jakiś jej sekretarz, przydupas Szefernaker. Opublikowała kłamliwego tweeta.

„Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy” – napisała Szydło.

Polska „tolerancyjna i otwarta”? Śmiechu warte. Polska dawno taka szowinistyczna, ksenofobiczna, faszyzująca nie była.

„Nowoczesna i ambitna”. Ludzie! Spadło na pysk nasze znaczenie w Unii Europejskiej. „Nowocześnie” klękają przed Rydzykiem. Skansen i Średniowiecze – to jest nowoczesność PiS!

Waldemar Kuczyński i Tomasz Lis odpowiadają marionetce Kaczyńskiego.

A Jarosław Kuźniar „podziwia” umiejętność zaprzeczania Szydło. Tak mają po prostu ludzie amoralni.

Czy Morawiecki naprawdę będzie premierem?

To jest wtórne. Taka sama marionetka jak Szydło.

Ten news przykrywa rzeczy o wiele ważniejsze – ostateczne rozwalenie demokracji. Sądy w rękach PiS, a ordynacja wyborcza taka, iż PiS nie może przegrać. Jezeli przegra, to unieważnią wybory.

Newsem nie jest Morawiecki, Szydło, ale protest, który jeżeli nie powstrzyma PiS, bedziemy żyć pod dyktaturą.

Pisała wczoraj Eliza Michalik: „O 15.00 pod sejmem jest protest w obronie wolnych sądów. Jeśli nic się nie zmieni, za trzy tygodnie PiS będzie miał w rękach wszystko. Nas.”

„Przyjdź i walcz, pokaż swój sprzeciw! Jeśli nie wyjdziesz teraz, później będzie za późno!” – apelują organizatorzy. We wtorek 5 grudnia przed Sejmem o godz. 15.00 Komitet Obrony Demokracji organizuje demonstrację przeciwko forsowanym przez PiS zmianom w sądownictwie i ordynacji wyborczej. – „Bądźmy tam razem – ponad wszelkimi podziałami. Będziemy wzywać Prezydenta Andrzeja Dudę do rozmów z nami. Obiecał, że nie będzie się bał dialogu ze społeczeństwem, że wetując ustawy w lipcu porozmawia z nami i po raz kolejny słowa nie dotrzymał”.

Tego samego dnia w budynku Sejmu Andrzej Duda przed Zgromadzeniem Narodowym, czyli połączonymi izbami Sejmu i Senatu, wygłosi orędzie w związku z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, która przypada w przyszłym roku. Tego dnia przypada 150. rocznica urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego. – „Być może, 5 grudnia PAD ogłosi projekt nowej Konstytucji, musimy tam być, by powiedzieć twarde i głośne NIE!” – napisał na Facebooku KOD.

Krzysztof Łoziński wystosował apel do byłych przywódców „Solidarności” o wzięcie udziału w demonstracji przed Sejmem. – „Uważam, że w chwili, gdy niszczony jest cały dorobek naszej wieloletniej walki o podstawowe wartości, gdy górę nad dobrem kraju i społeczeństwa bierze hucpa, bezczelność i prywata, nieokiełznana żądza władzy absolutnej, (…) nie możemy milczeć” – napisał. List zaadresował m.in. do Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza, Władysława Frasyniuka, Danuty Kuroń, Adama Michnika.

PiS funduje nam kolejną kozę.

Smród.

Waldemar Mystkowski pisze o tej metodzie.

Ta koza z daleka waniajet, leci PiS-em na kilometry, bo w istocie „rozważana” jest propozycja rezygnacji z pewnej części wyborów samorządowych. A jeżeli rozważa się, aby z tak istotnej części zrezygnować, to dlaczego nie zrezygnować z wyborów w ogóle.

W tej propozycji jakieś ciało musiałoby dokonywać wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów, bynajmniej nie byłoby to ciało związane z opozycją. Ta koza pokazuje, jak PiS-owi cieknie ślinka, aby dokonać skoku na samorządy w dużych miastach, w których zwykle przegrywa.

Koza więc zagościła w przestrzeni publicznej, a gdy PiS z niej zrezygnuje, odetchniemy z ulgą, ale nie zauważymy rzeczy innych. Przełkniemy mniejsze niekonstytucyjne zmiany zarówno w ordynacji wyborczej, jak i w innych ustawach. W ten sposób demokracja jest zaduszana, niszczona.
Dla Polski, dla demokracji PiS jest taką kozą. Przyzwyczailiśmy się do niej. Z początku zalatywało, protesty były głośne, powszechne, lecz są coraz mniejsze.

Jeszcze Unia Europejska reaguje zdecydowanie na tę kozę poprzez rezolucje, wszczęcie procedur praworządności, zaleceń itd. PiS tę kozę zasłania, twierdzi, że jej nie ma, a nawet utrzymuje, że odbiera się im prawo do gospodarowania inwentarzem kóz, protestują w imieniu Polski, a nie swoich rządów.

Wrażliwym demokratom zajeżdża ta kozą dyktaturą. Czy Europa wreszcie się z nią pogodzi? Na to liczy PiS. A my w kraju pogodzimy się z kozim zaduchem PiS?

Władza PiS zabarykadowała się.

No i media grzeją jak szalone tylko temat tweeta PBS i odcinek 1578 rekonstrukcji rządu. A w tle m.in. zmiana ordynacji i sądownictwa. Dziennikarze bywają większymi szkodnikami niż politycy.

>>>