Tag Archives: NSA

Kaczyński zjeżdża z górki na pazurki wprost do kuwety

Zwykły wpis

TVN 24 podało wyniki late pool. Różnią się one od tych opublikowanych tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Czytaj relację na żywo

Jak pokazują wstępne wyniki, frekwencja wyniosła 53,4 proc. Całościowe wyniki wyborów poznamy we wtorek lub środę.

W Warszawie w pierwszej turze – pokazują sondaże – zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski (54,1 proc.). Podobnie jak kandydaci Koalicji Obywatelskiej w innych miastach: Hanna Zdanowska w Łodzi (70,1 proc.) czy Jacek Jaśkowiak w Poznaniu (56,6 proc.).

Koalicja Obywatelska zwycięża w dużych miasta, często w I turze, z drugiej strony Zjednoczona Prawica wygrywa w sejmikach, choć opcja koalicyjna KO i PSL ma większe poparcie. – PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Być może zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów – komentuje dr Marek Migalski.

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że

na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?
To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że

nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.

Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.
To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo.

PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?
Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej

SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?
Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatem

od woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano.

Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Teraz Kaczyński zjedzie z górki na pazurki – wprost do kuwety. Miau, miau.

Holtei

„Chcę podziękować mieszkańcom Warszawy za tak wielki kredyt zaufania, którym mnie obdarzyli”– powiedział Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Warszawie już w pierwszej turze. Uzyskał 54,1 proc. poparcia. Jaki uzyskał 30,9 proc.

W Łodzi Hanna Zdanowska zdetronizowała kandydata PiS i uzyskała 70,1 procW Poznaniu też wygrał w pierwszej turze Jacek Jaśkowiak 56,6 proc.

Według sondażu Ipsos dla w wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju: PiS – 32,3 proc. ; Koalicja Obywatelska – 24,7 proc.; PSL – 16,6 proc.; Kukiz’15 – 6,3 proc.; Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc.; SLD-Lewica Razem – 5,7 proc.

Frekwencja według sondażu wyniosła 51, 3 proc.

„To nie jest komunikat o zwycięstwie” – tak politolodzy w studiu TOK FM komentowali słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów samorządowych.

W skali kraju wyniki do sejmików wojewódzkich wyglądają tak: PiS – 32,3, KO- 24,7, PS L- 16.6, Kukiz 6,3, Bezpartyjni –…

View original post 3 913 słów więcej

Toga versus liberia

Zwykły wpis

W środowisku sędziowskim raczej nie było konfliktu między togą a liberią, bo sędziowie zachowali się nad wyraz poprawnie, oprócz niedużego odsetka służalców, których PiS wykorzystał do tzw. reformy sądownictwa.

Ta pisowska łyżka dziegciu jednak na długo zepsuła polskie prawo, będzie ta okoliczność wykorzystywana przez przestępców, którzy z ochotą powołają na PiS, a do partii Kaczyńskiego i rządu należy też Mariusz Kamiński, do którego nieprawnie prawo łaski zastosował Andrzej Duda. Najprawdopodobniej Kamiński kiedyś pójdzie za kraty na swoje zasłużone 3 lata. O ile nie na więcej, bo to on może stać za wieloma aferami PiS, w tym podsłuchową.

Trybunał Sprawiedliwości UE przez zamrożenie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym o wysyłaniu sędziów SN i NSA na wcześniejszą emeryturę przywraca wiarę, że sądownictwa obroni niezależność w takiej mierze, w jakiej kodyfikuje prawo unijne.

W poniedziałkowym jazgocie wyników głosowania do samorządów zagłuszony zostanie powrót sędziów odesłanych przez PiS na emeryturę.

I tak – do Naczelnego Sądu Administracyjnego wraca 8 sędziów. Prezes NSA Marek Zirk-Sadowski zapowiedział już, że będzie im wyznaczał normalne posiedzenia sądu.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf nie może być usunięta. Nieważne jest ślubowanie sędziów w liberiach, które przyjął prezydent Duda, gdyż nie mogą być powołani nowi sędziowie na miejsca tych, którzy wracają do orzekania. Jasne?!

Do tej pory wiadomo o tym, że wraca siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, pisze o tym na Facebooku sędzia Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej SN.

Jak zachowa się PiS w stosunku do powracających sędziów? Będzie to bardzo ciekawe, bo jakiekolwiek rozwiązanie siłowe, zdegraduje jeszcze bardziej Polskę w  Unii Europejskiej, choć pozycja władzy PiS i tak jest widziana jako upadła.

Środowiska sędziowskie do tej pory zachowują się bardzo porządnie, wszak cztery najważniejsze stowarzyszenia sędziowskie Themis, Iustitia, Pro Familia i Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych zajęły stanowcze i jasne stanowisko o tym, że ustawy PiS i postawa prezydenta Dudy wskazują, że weszli na ścieżkę Polexitu.

W walce togi (niezależność) z liberią (służalczość) ci pierwsi wygrywają zdecydowanie. Polacy mają się z czego cieszyć, elity prawnicze ich nie zawodzą. A jeżeli tak jest, to wynik przegranej PiS jest przesądzony, niewiadomym jest tylko, kiedy Kaczyński i jego towarzystwo polegną i jak efektownie, bo może być tak, jak podobny autokrata Janukowycz na Ukrainie, który salwował się ucieczką do Rosji.

>>>

Młotkowy Morawiecki i Duda, któremu Donald Tusk nie każe czekać w korytarzu

Zwykły wpis

Znowu wizyta za oceanem i znów obrazek, który może zaszkodzić prezydentowi Andrzejowi Dudzie (46 l.). Tym razem krótki filmik. Na nim prezydent śmieje się i rozmawia z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem (61 l.). Ot, normalność w każdym kraju. Nie u nas. Rozdzwoniły się telefony od polityków PiS. – Kolejny dowód, że nie może być naszym kandydatem! – mówią.

Scenka miała miejsce w kuluarach posiedzenia ONZ w Nowym Jorku. Duda i Tusk czekali na swoją kolej przemówień. Kamery wychwyciły dość długą rozmowę obu polityków. Obaj panowie rozmawiają i się śmieją.

– No proszę bardzo. Widać! Mógł Duda tylko się przywitać i odejść, usiąść gdzie indziej. A to jest po prostu demonstracja z jego strony – mówi nam pierwszy polityk PiS. Przyznaje się, oczywiście nieoficjalnie, że jest w grupie namawiającej prezesa Jarosława Kaczyńskiego (69 l.), by uniemożliwić Dudzie reelekcję.

Oficjalnie oczywiście nikt w PiS nie wyjdzie poza „przekazy dnia”. Te są takie, że rozmowa z Tuskiem to nic takiego, obaj panowie pośmiali się i posiedzieli sobie, a kto będzie kandydatem na prezydenta, rozstrzygnie się jesienią 2019 r. i wszyscy w PiS czekają na decyzję… Dudy.

– Oj, to się prezesowi nie spodoba, on nie cierpi Tuska – mówi kolejny polityk PiS, który z kolei uważa, że Duda powinien ubiegać się o reelekcję, a jego prezydenturę uważa za gwarant jedności i spokoju w układzie władzy PiS. Ma nadzieję, że ta sytuacja z Tuskiem rozejdzie się po kościach. Otoczenie Tuska nie chce podgrzewać atmosfery wewnątrz obozu rządzącego. – Nic nie powiem, nic nie mówimy – powiedział Faktowi Paweł Graś (54 l.), najważniejszy doradca szefa RE.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość znajdowało się w opozycji, wielokrotnie podkreślało, że gdy przejmą władzę w kraju to, w przeciwieństwie do rządzących z Platformy Obywatelskiej, nie będą się bać podejmowania trudnych decyzji. Teraz, gdy dzierżą niepodzielną władzę w kraju, przed takimi decyzjami uciekają, w sferze uzdrawiania sektora finansów publicznych zachowują się całkowicie beztrosko, przejadając rezerwy, pomniejszając oszczędności i rozdając publiczne pieniądze, a postawieni pod ścianą rozważają odwrócenie trudnych zmian, które poprzedni rząd wcielił w życie.

Taka właśnie sytuacja ma miejsce w przypadku przywilejów policjantów, które poprzedni rząd z powodzeniem ukrócił, zabierając funkcjonariuszom mocno nadużywane preferencje przy rozliczeniu zasiłków chorobowych czy przeprowadzając trudną, ale konieczną reformę wieku emerytalnego dla policjantów i innych służb mundurowych. Dziś, gdy rząd PiS boryka się z bezprecedensowym protestem policji, skutkującym już kilkudziesięciomilionowymi stratami (tylko w lipcu i sierpniu straty z tytułu niewystawionych mandatów szacuje się na 36 mln złotych) i perspektywą ogólnopolskiego protestu, resort spraw wewnętrznych i administracji zaczyna uginać się pod żądaniami związkowców, oferując nie tylko podwyżki (to akurat jest wskazane), ale i daleko idące przywileje tej grupy zawodowej.

Z ostatnich informacji wynika, że minister Joachim Brudziński złożył policjantom następującą propozycję:

  • nadgodziny płatne w 100 proc.
  • podwyżki w 2019 r. o 610 zł – płatne w dwóch transzach – od 1 stycznia i od 1 lipca
  • 100 proc. wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim dla funkcjonariuszy „pierwszej linii” (czyli biorących udział w akcjach policyjnych, zatrzymywaniu przestępców, rozpracowywaniu gangów itp.)
  • zdjęcie obowiązku ukończenia 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę

Ta jednak została przez związkowców odrzucona – najwyraźniej zauważyli, że władza jest pod ścianą i skoro zaoferowała tak hojną propozycję, można przycisnąć ją jeszcze bardziej i ugrać jak najwięcej to tylko możliwe. Pozostają nieugięci i żądają podwyżek w łącznej wysokości 650 zł (na funkcjonariusza) od stycznia 2019 roku oraz 500 zł od stycznia 2020 roku. Ponadto – pisemnych gwarancji, iż takie kwoty zostaną im wypłacone. Oczekują też wprowadzenia 100-proc. odpłatności za nadgodziny, wprowadzenia pełnopłatnych zwolnień lekarskich za 30 dniu w roku oraz powrotu do dawnego systemu emerytalnego. Te m.in. żądania podtrzymali w podjętej w poniedziałek uchwale NSZZ Policjantów którą we wtorek przesłali do MSWiA. Jeśli do 2 października rząd się nie ugnie, protest zostanie przeprowadzony.

Joachim Brudziński ma więc nie lada problem. Pokazując swoją słabość i gotowość do dużych ustępstw sprowokował protestujących policjantów do dalszych protestów.Jeśli przystanie na wszystkie ich propozycje, to nie tylko mocno uderzy w budżet na przyszły rok, ale i zachęci inne grupy zawodowe (nie tylko mundurowe) do zaostrzenia protestów, których przecież w budżetówce nie brakuje.

Jak nie idzie, to nie idzie. Obóz władzy notuje ostatnio same porażki w procesie przejmowania władzy nad Sądem Najwyższym i złośliwi przewidują, że bez kolejnej, siódmej już nowelizacji kontrowersyjnej ustawy się nie obędzie. Nie od dziś wiadomo, że dla obecnego obozu władzy właśnie wykorzystywanie nieograniczonej możliwości kształtowania przepisów prawnych jest główną receptą na własną niemoc. Przekonanie, że przepis prawa, nawet jawnie sprzeczny z ustawą zasadniczą ma bezwzględną moc sprawczą jest w tym obozie bardzo silne, dlatego tak duże zniecierpliwienie i wrogość wywołuje powoływanie się przez przedstawicieli świata prawniczego na Konstytucję i jej bezpośrednie stosowanie. Właśnie okazuje się, że po raz kolejny będą jednak musieli uznać wyższość doświadczonych prawników z wieloma tytułami naukowymi nad niedouczonymi i często sfrustrowanymi swoimi zawodowymi niepowodzeniami magistrów.

Sędziowie Sądu Najwyższego, pozostając wierni zapisom ustawy zasadniczej zastosowali się dziś do nowych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, jednak z pewnością nie w sposób, jakiego oczekiwał obóz rządzący. Ustawa przewidywała bowiem obowiązek zwołania zgromadzenia sędziów izby w celu wybrania jej nowego prezesa, jeśli wskutek wejścia w życie wprowadzonych przez PiS zmian dojdzie do usunięcia dotychczasowego prezesa z piastowanej funkcji. Jako że prezydent niecałe dwa tygodnie temu stwierdził przejście w stan spoczynku sędziego Iwulskiego (prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN) oraz sędziego Zabłockiego (prezesa Izby Karnej SN), osoby zastępujące ich na czas nieobecności owszem zgodnie z ustawą zwołały zgromadzenia sędziów, jednak podczas tych posiedzeń uznały, że zwoływanie zgromadzenia w celu przedstawienia trzech kandydatów na stanowisko prezesa Izby jest bezprzedmiotowe. Z komunikatu zamieszczonego na stronie Sądu Najwyższego wynika bowiem, że zdaniem sędziów biorących w nich udział przedmiotowe stanowiska pozostają obsadzone.

– Mamy prezesów dwóch Izb, w związku z tym sędziowie zebrani na zgromadzeniach uznali, że nie ma zgłaszania kandydatur na te funkcje, które nie są funkcjami wakującymi, są funkcjami obsadzonymi – powiedział sędzia Krzysztof Rączka, który poinformował media o podjętej decyzji.

Mateusz Morawiecki ogłosił, że przemysł stoczniowy w Szczecinie się odradza, ale była to tylko mistyfikacja. Miał być prom – nie ma promu. Miały być okręty – nic z tego nie wyszło. A z ulg podatkowych nikt nie skorzystał. Trzy lata temu PiS obiecał Szczecinowi złote góry. I na obietnicach się skończyło.

>>>

„Główne zarzuty PO zostały odrzucone” – twierdzi rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. I właśnie dlatego premier opublikuje sprostowanie. Przecież to nie trzyma logiki.

Taka jest pisowska kupa.

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej

Ojkofobia czy kaczofobia?

Zwykły wpis

Ojkofobia rozlała sie szerokiem nurtem po Polsce i Polakach. Zdaje się, że dotyczy w głównej mierze tego, który ten termin upowszechnia – Jarosława Kaczyńskiego. Otóż prezes Kaczyński zaskarżył Lecha Wałęsę o to, że ten powiedział, iż prezes jest mimowolnym sprawcą katastrofy smoleńskiej, bo telefonicznie ponagłał brata Lecha do lądowania w Smoleńsku, a oprócz tego Wałęsa sugerował o niedyspozycji psychicznej prezesa.

Wydawałoby się, że Kaczyński powinien w te pędy lecieć do sądu, gdy już wyznaczono termin wokandy, lecz nadsyłał usprawiedliwienia, iż jest chory na kolano (acz nie na głowę). Wałęsa upierał się, że Kaczyński kłamie, bo w tym czasie bywał w górach (zdjęcia publikował Joachim Brudziński), a także obwożono go w ruchomym cyrku kampanii wyborczej PiS, aby wygłaszał krótkie przemówienia jako dyrektor pisowskiej menażerii i na dowód, że daleko mu do mauzoleum. Jednak prezes padł, znowu powędrował do szpitala leczyć kolano. Niestety, przyszła kolejna wokanda, Kaczyński bohatersko wziął sobie to na klatę i zlecił metodę telekonferencji, stosowaną na świecie w szczególnych wypadkach, gdy przesłuchiwano bossów mafii.

Do zdalnego przesłuchania nie doszło, bo sprzęt też dostał ojkofobii, po prostu zwyczajnie padł, odmówił posłuszeństwa. Ojkofobia zdaje się, że dotknęła też Andrzeja Dudę, który został złapany na dalekim forum ONZ w Nowym Jorku, gdzie gęba mu się śmiała, bo udało mu się przysiąść do Donalda Tuska. Nie dziwię się Dudzie, który spotyka się zewsząd z ostracyzmem, a gdy zobaczył rodaka, to nie mógł powstrzymać się od pozytywnych emocji i dał temu upust z dala od kraju dotkniętego nie tylko ojkofobią.

Radość Dudy może mieć kilka den. Jedno z pytań może brzmieć: Ciekawe z kogo się naśmiewali Tusk i Duda, a jeszcze ciekawsze, czy ten ktoś będzie zadowolony… tym bardziej, że cierpi na kolano. Powyższe pytanie sformułował Roman Giertych.

Marek Migalski zaś postrzega inaczej: Tusk spalił Dudę, bo jeśli ktoś na tych uśmiechach stracił, to przecież Duda, nie Tusk. a zatem prezydent dał się podejść jak dziecko. Ale może być jeszcze inaczej. Duda nie daje już rady w kraju, być prezydentem to nie na jego brzemię, może przeczytał „Fakt”, w którym piszą, że w wyborach prezydenckich Kaczyński nie wystawi jego, a Mateusza Morawieckiego.

I z kogo się śmiali? Rzecz jasna z prezesa, a Tusk ponadto ze swego byłego doradcy Morawieckiego. Każdy śmiaby się w Nowym Jorku, gdyby uświadomił sobie, jak w kraju męczą się w rynsztoku kłamstw Morawiecki z Kaczyńskim.

Zaś zupełnej ojkofobii dostał Naczelny Sąd Administracyjny, który nakazał wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN.

Gdyby ojkofobia miała siłę kołka osikowego, to już mielibyśmy do czynienia z końcem chorych emocji godnych horroru, które wzbudził prezes Kaczyński. Wywołał do tablicy najwyższe gremia władzy sądowniczej, a te postanowiły, iż Zgromadzenia Ogólne sędziów dwóch izb Sądu Najwyższego zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym zebrały się w celu wyboru następców swoich odesłanych w stan spoczynku prezesów Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego. Efekt: sędziowie stwierdzili, że obaj nadal są prezesami izb.

Czyli ta pseudo reforma sądownictwa dokonana przez PiS jest guzik warta, oto legła w gruzach. Władza sądownicza działa zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej. W kraju prezes Kaczyński niczym tsunami wzbudził fale ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią. Oj, kaczyzm nie podoba się nam i władzom unijnym, bo to po prostu swojska odmiana autokracji, która jest obca zachodnim wartościom.

PiS przegrywa walką o sądownictwa. Skończy się oblężeniem kancelarii prezesa przy Nowogrodzkiej

Zwykły wpis

Naczelny Sąd Administracyjny postanowił o wstrzymaniu wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN. Chodzi o uchwałę KRS z 24 sierpnia dotyczącą sędziego Wojciecha Sycha, który miał zostać powołany na jedno z miejsc w tej izbie.

Decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego ma związek z odwołaniami osób, które bezskutecznie kandydowały do Izby Karnej SN. Ich zdaniem procedura jest nieważna, bo pod obwieszczeniem prezydenta o wolnych miejscach w Sądzie Najwyższym brakuje podpisu premiera.

W tej sytuacji prezydent Duda nie będzie mógł powołać sędziego Sycha do Sądu Najwyższego przed rozpatrzeniem zapowiadanych dopiero odwołań przez KRS, choć wcale nie jest pewne, że prezydent się do tego zastosuje, bo podobne postanowienie samego Sądu Najwyższego Andrzej Duda wcześniej zignorował.

Wczoraj NSA rozpatrywał kilka podobnych wniosków, uznał jednak tylko dwa, dotyczące powołania sędziego na wakat w Izbie Karnej, bo stanowisko to istniało przed wejściem w życie reformy.

Sąd odrzucił natomiast wnioski o zatrzymanie procedury powoływania sędziów Izby Karnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej – prawdopodobnie dlatego, że przed wejściem reformy w życie nie istniały.

PiS zaczyna przegrywać „bitwę” o sądownictwo. Szturm na Kancelarię Rzeszy przy Nowogrodzkiej zakończony zostanie ostatecznie odejściem fuererka Kaczyńskiego.

Hairwald

Warszawski ksiądz Jacek Dunin-Borkowski w swoim wpisie na Twitterze ocenił, że „plaga pedalstwa w kościele nie jest związana a celibatem”.

Ksiądz w ten sposób, odniósł się do wpisu dziennikarza TVP Cezarego Gmyza, który na swoim Twitterze polecił tekst Tomasza Terlikowskiego o homoseksualizmie w kościele. W artykule postawiono tezę, że na obecny kryzys w kościele związany z nadużyciami seksualnymi duży wpływ ma homoseksualizm wśród księży. Gmyz dodał od siebie, że wpływ na problem ma również celibat.

Ksiądz Dunin-Borkowski skomentował słowa Gmyza. „Plaga pedalstwa w Kościele nie jest związana z celibatem. Tylko pedał jest trochę mniej widoczny, szczególnie jak się księża pieprzą ze sobą. No i nie mają dzieci”.

Wpis księdza wywołał dyskusję. Włączył się do niej Kazimierz Bem, zadeklarowany gej oraz pastor ewangelicko-reformowany, mieszkający w USA.

Komentarz diecezji warszawsko-praską. – W związku z głęboko niestosownymi publikacjami ksiądz Jacek Dunin-Borkowski zostanie wezwany na rozmowę do Kurii Warszawsko-Praskiej – mówi Jakub Troszyński, rzecznik diecezji.

View original post 2 682 słowa więcej