Tag Archives: MON

PiS jak sanacja przed wojną: Swój do swego po swoje

Zwykły wpis

Nie od dzisiaj wiadomo, że „dobra zmiana” dąży do kontrolowania wszystkich obszarów życia publicznego, gospodarczego i społecznego. Idealnie w tym mieści się kolejny pomysł, czyli przygotowywana ustawa o Funduszu Dróg Samorządowych.

Rząd przyjął w miniony wtorek projekt tej ustawy, a Rządowe Centrum Legislacji opublikowało go w piątek. Oczywiście, nikogo nie powinno dziwić, że projekt ten nie przeszedł konsultacji, a prace nad nim toczą się w tempie błyskawicznym.

Ustawa o Funduszu Dróg Samorządowych przewiduje wsparcie budowy dróg gminnych i powiatowych, realizację programu „Mosty plus” oraz budowę dróg dla celów militarnych. Zgodnie z przyjętymi założeniami, ustawa da możliwość sfinansowania do 80% inwestycji, co dla samorządów będzie wielkim wsparciem. Pieniądze będą rozdzielane raz w roku pomiędzy województwa, które w drodze konkursu, przyznają je gminom. Listy inwestycji zakwalifikowanych do wsparcia trafią do ministra infrastruktury, który je zweryfikuje, a na końcu do premiera, bo to on podejmie ostateczną decyzję, komu i ile pieniędzy dać.

Premier będzie mógł skreślić z listy konkretną gminę, nie wyjaśniając przyczyn. Będzie mógł też „mając na względzie poprawę dostępności komunikacyjnej obszarów o niższej zamożności, wyrównywanie szans rozwojowych regionów i budowanie spójności terytorialnej kraju lub zgodność z programami realizowanymi przez Radę Ministrów” zwiększyć wsparcie dla wybranej gminy czy powiatu.

Fundusz Dróg Samorządowych będzie dysponował wielkimi pieniędzmi, liczonymi w miliardach zł. Z budżetu państwa 1,1 mld zł (realizacja planu PO/PSL) rocznie, 1,4 mld zł od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ok 120 mln zł od Lasów Państwowych, uzyskanych ze sprzedaży drewna (teraz, w okresie wyborów samorządowych i później parlamentarnych, ma to był kwota 400 mln zł rocznie). Do tego mogą jeszcze dojść 2 mld zł z emisji papierów skarbowych. Jak widać, Fundusz będzie dysponował naprawdę sporą gotówką. To aż ¼ całości dochodów planowanych na dekadę.

Oddanie w ręce premiera decyzji o rozdziale tak dużych pieniędzy z FDS pokazuje jedno. Wyborcy muszą zapewnić PiS-owi zwycięstwo w wyborach samorządowych, jeśli chcą, by ich gminy i powiaty były dofinansowane. Wiadomo przecież, kogo premier wesprze. Przekaz jest aż nadto czytelny. Czy ten szantaż przyniesie zwycięstwo politykom PiS, zobaczymy.

Od kilku dni furorę w mediach robi nowe słowo – „ojkofobia”. Upowszechnił je pan prezes Kaczyński podczas wystąpienia w Olsztynie i odtąd „niechęć czy nawet nienawiść do własnego narodu” jest najmodniejszą z nadwiślańskich fobii, przynajmniej wśród przedstawicieli i zwolenników partii władzy.

Według szefa PiS, ta niemiła każdemu patriocie przypadłość jest w Polsce charakterystyczna dla środowisk sędziowskich i to bynajmniej nie tylko tych wielkomiejskich, zaangażowanych w konflikt wokół trójpodziału władzy i obronę Konstytucji. Zdaniem prezesa, patologia stanu sędziowskiego obejmuje bowiem także sędziów niższych instancji. Po czym poznać ojkofoba? Po tym, że wydawane przez niego wyroki nie służą „interesowi narodowemu”. A – według słów szefa partii rządzącej – służyć powinny.

Tymczasem sędziowie, co? Ano wydają decyzje o zwrocie majętności (lub odszkodowania) emigrantom bezprawnie pozbawionym mienia. Co jest – niestety – zgodne z literą prawa, no ale co z tego, skoro sprzeczne z aktualnym rozumieniem jego „ducha”! Bo żeby oddawać Niemcom?

I nie tylko to. Bo ojkofoby wypuszczają też z aresztu „aferzystów” z PO. Kwestionują wnioski prokuratury w sprawie KODziarzy. Uwalniają od zarzutów jednostki aspołeczne, występujące przeciw legalnej władzy, na przykład niejakiego Frasyniuka. No i uprawiają krytykę obozu rządzącego, tak w kraju, jak i – o zgrozo, o wstydzie – także za granicą. Kto tak czyni, z definicji staje się „ojkofobem”, czyli osobą działającą na szkodę swojego narodu, w związku z czym słusznie podejrzewaną też o nienawiść do własnej ojczyzny.

Nie tego „dobra zmiana” spodziewa się po dobrych sędziach, którzy objęli posady z rekomendacji ministra Ziobry. Bo trzymać się paragrafów każdy ojkofob potrafi. A tu chodzi o to, żeby sądzić sprawiedliwie i zgodnie z wolą Narodu, czyli pana prezesa Kaczyńskiego. Więc pan prezes sędziów po prostu nie lubi.

Tę niechęć, podszytą strachem, dzieli ze swoim szefem cały obóz władzy, co – skądinąd – też urasta już do rozmiarów patologii. Jest taka. Nazywa się „dikefobią” – lęk przed wymiarem sprawiedliwości.

Źródeł tego lęku może być kilka, na czele z całkiem realnym zagrożeniem odpowiedzialnością za poczynania partii władzy wobec ustroju państwa i jego instytucji. Może też chodzić o spór kompetencyjny. Bo prawnicy wciąż uzurpują sobie monopol na „prawo i sprawiedliwość” i sprawowanie „trzeciej władzy”. Tymczasem od wyborów władza jest – wiadomo – tylko jedna i sprawuje ją osobiście Jarosław Kaczyński!

No chyba, że pan prezes miał na myśli coś innego, a tylko tak mu się o tych sędziach powiedziało. Ale trudno podejrzewać, że prezesa dopadła, na przykład, „oj-KO-fobia,”, skoro Komitet Obywatelski we wszystkich sondażach przegrywa z Prawem i Sprawiedliwością.

Swój, do swego, po swoje. Fundusz Dróg Samorządowych będzie rozdawany centralnie, po uważaniu przez Mateusza Morawieckiego. Uczcie się dzieci, tak się buduje klientelizm polityczny.

Hairwald

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego rozpalił emocje zanim wszedł na ekrany polskich kin. O tym, że nie zobaczą go mieszkańcy Ostrołęki i jak reżysera potraktowała telewizja kierowana przez Jacka Kurskiego w artykule „Cenzura w TVP zaszalała. Smarzowskiego wycięto z gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych”.

Na temat filmu postanowił wypowiedzieć się na Facebooku jezuita Dariusza Kowalczyk. – „Mamy nowy etap. Do niedawna rodzime lewactwo ubolewało, że KK ma twarz Rydzyka, a powinien mieć twarz JPII. Ale teraz wraz z wejściem „Kleru” do kin lewactwo ogłosiło, że winnym pedofilii w KK jest JPII. Czyją w tej sytuacji twarz powinien mieć KK? Pieronka? Lemańskiego? Wiem! Michnika!”.

Kowalczykowi odpowiedział wymieniony przez niego ksiądz Wojciech Lemański. – „Ulało się jezuicie, co to się uważa za bardziej katolickiego od papieża Franciszka, co ślepy jest na bezduszność Polaków wobec uchodźców, co głuchy jest na bluzgi prezesa, kłamstwa premiera i nocne tweety prezydenta. Mam nadzieje, że twarz tego…

View original post 2 180 słów więcej

Macierewicz ma w de interpelacje poselskie, bo mu lata

Zwykły wpis

Antoni Macierewicz jako urzędnik publiczny musi odpowiadać na interpelacje poselskie, zapytania.

A co robi?

Resort Macierewicza jest rekordzistą w nieodpowiadaniu na interpelacje i zapytania poselskie. Zgodnie z prawem, MON powinien odpowiedzieć w ciągu 21 dni. Najbardziej „przeterminowane” interpelacje dotyczą działalności podkomisji smoleńskiej. Jedno z zapytań poselskich czeka na odpowiedź od 415 dni!

„To kompletne ignorowanie posłów opozycji i postawa: „a co nam zrobicie” – powiedział tvn24.pl były minister obrony w rządzie PO/PSL Tomasz Siemoniak. Podkreślił, że za jego urzędowania posłowie PiS wysyłali dużo pytań związanych z okolicznościami katastrofy w Smoleńsku. „Na wszystkie odpowiadaliśmy” – stwierdził Siemoniak.

Obecną politykę MON w odpowiadaniu posłom Siemoniak nazywa „bardzo smutnym rankingiem”. – „To pokazuje stosunek ministerstwa do parlamentu i prawa. To zakłóca proces demokratyczny” – dodał poseł PO.

Zdaniem Tomasza Dmitruka, dziennikarza miesięcznika „Nowa Technika Wojskowa”, który często wysyła do MON prośby o informacje na różne tematy: „To jest łamanie art. 115 ust. 1 Konstytucji RP. Tego nie można w żaden sposób usprawiedliwić”.

Ale kto by się w MON Macierewicza przejmował Konstytucją?! Większość zaległych odpowiedzi jest więc przeterminowanych średnio o 80-100 dni.

Macierewicz daje się mówić: a co mi zrobicie?

Taki Bareja zagnieździł się w MON – „Miś”.

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

Zwykły wpis

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Wacek Macierewicza zatrudniony w MON, Opole w Kielcach jednak się nie odbędzie

Zwykły wpis

PiS to najbardziej nieudolna partia w historii naszego kraju. Jej lider to facet z toboretu, który boi się wszystkich i porusza się z obstawą, która kosztuje przeszło milion zł rocznie. A jednak sięgnęli po władzę. I obawiam się, że nie oddadzą w żadnych demokratycznych precedurach, trzeba będzie Polskę wydrzeć PiS–wi z gardła.

Oto Antoni Macierewicz, który jest pacjentem, a nie politykiem, zatrudnił takich oszustów jak Wacław Berczyński, „wynalazca” bomby termobarczynej na pokładzie smoleńskiego tupolewa.

Berczyński wykończył caracale, najprawdopodobniej stoi za korupcją w sprawie zakupu 3 boeingów dla VIP-ów (przeszło 2 mld zł), uciekł z Poslki i – o tragikomedio! – pobiera ciągle z MON pensję w wysokości 13 tys. zł.

Korupcja kosztuje!

No i Jacek Kurski. Zrobił z telewizji publicznej gadzinówkę. Zniszczył wiarygodność mediów i zawodu dziennikarza.

Sprowadził na dno misję tego zawodu, w tym bagnie się pogrąży. Takie rzeczy są nieuniknione, po Kurskim zostanie bagienne bul-bul.

Zniszczył festiwal w Opolu, chciał – głupek – przenieść Opole do Kielc (Mrożek mógłby pozazdrościć), ale ten Kononowicz (IQ 72) nie ma podstawowej wyobraźni, iż taką imprezę robi się długo.

Tak długo, jak pisze się powieść.

No i mamy kolejny pisowski pierd. Kielce jako Opole zostały odwołane.

Ta władza się sypie, widać ich koniec. Ale sami z siebie nie odejdą od koryta. O! Nie! Trzeba będzie im pomóc.

Marsz Wolności i pisowski smród, aż nos wygina

Zwykły wpis

Wydarzeniami weekendu będą Marsz Wolności opozycji i społeczeństwa obywatelskiego oraz wybory prezydenckie we Francji.

Marsz pokaże rzeczywistą siłę opozycji i w pewnym sensie da odpowiedź na pytanie, kiedy sypnie się władza PiS, partii najgorszej z najgorszych, którą trudno było przewidzieć w tak strasznym wydaniu – makabry.

Wczoraj Eliza Michalik tak pisała o tym przedsięwzięciu.

PiS wszelkimi sposobami chce się przeciwstawić głosowi wolności, zapowiada konferencję prasową Kaczyńskiego. Można się założyć, że ilość plwociny na Polskę i Polaków przekroczy poprzednie dawki.

Tak ma ten mały człowiek.

Warto ponadto odnotować, iż w Ministerstwie Obrony Narodowej doszło do przewału stulecia.

Odkryli to posłowie PO Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Mariusz Witczak, Joanna Kluzik-Rostkowska i Cezary Grabarczyk.

– Można postawić tezę, że w MON powstał alternatywny ośrodek decyzyjny, coś na kształt grupy trzymającej władzę, która poza oficjalnymi kanałami, poza Inspektoratem Uzbrojenia, prowadziła nieformalny nadzór nad postępowaniem przetargowym dotyczącym caracali. Wiele z tych spraw będzie musiało być jeszcze wyjaśnionych – mówił Tomczyk.

Do dokumentacji dotyczącej przetargu na caracale miał dostęp nie tylko Wacław Berczyński, mieli dostęp również Kazimierz Nowaczyk (członek podkomisji smoleńskiej) oraz  słynny Misiu Macierewicza Bartłomiej Misiewicz (były rzecznik MON).

Smród, aż nos wygina.

Macierewicz jakby otworzył burdel, gdzie szpiedzy mogą załatwiać swoje potrzeby

Zwykły wpis

Dla Antoniego Macierewicz będzie musiał być powołany jakiś Sąd Wojenny. Taki sąd nie jest właściwy w czasie pokoju, ale Macierewicz to specyficzna jednostka, bardzo antypolska, z ogromnymi zasługami dla wrogów Polski (jakkolwiek ich definiujemy).

Macierewicz ma siłę wrogiej armii, tak rozwala naszą obronność. Na szczęście opozycja powoli znajduje sposoby, aby obnażać działanie V kolumny Macierewicza.

Posłowie Platformy Obywatelskiej Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Mariusz Witczak, Joanna Kluzik-Rostkowska i Cezary Grabarczyk przeglądali w MON dokumenty związane z postępowaniem przetargowym na zakup śmigłowców dla wojska. W tym także dotyczące tzw. uwalenia kontraktu na zakup francuskich caracali.

I co?

Dno.

Tomczyk okreslił: ” Można postawić tezę, że w MON powstał alternatywny ośrodek decyzyjny, coś na kształt grupy trzymającej władzę, która poza oficjalnymi kanałami, poza Inspektoratem Uzbrojenia, prowadziła nieformalny nadzór nad postępowaniem przetargowym dotyczącym caracali. Wiele z tych spraw będzie musiało być jeszcze wyjaśnionych”.

Do dokumentacji na przetarg caracali dostęp mieli Wacław Berczyński, Kazimierz Nowaczyk (kolesie z paranoicznej podkomisji smoleńskiej) i niedouczony (ale za to przetłuszczony) Misiewicz.

To jest nawet poniżej dna, bo ci kolesie nie mają certyfikatu dostępu do tajnych informacji.

To tak samo, jak otworzyć burdel za darmo i każdy miałby dostęp załatwienia swoich potrzeb. Tak ułatwiono szpiegom dostęp do obronności Polski.

To nie jest normalne, dla Macierewicza należy powołać jakiś specjalny sąd wojenny. Zasłużył na to, a taki sąd wydaje decyzje zerojedynkowe: czapa, albo niewinny.