Tag Archives: Marsz Równości

Dutki dla Rydzyka

Zwykły wpis

W poczuciu spełniania epokowej wręcz misji i z najwyższym uniesieniem Anna Sobecka, odczytała list od Jarosława Kaczyńskiego, podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu.

„Aż nie chce się wierzyć, że już tyle lat minęło od tego pamiętnego roku, w którym uczelnia otworzyła swoje podwoje. Było to możliwe, a w zasadzie należy powiedzieć, że stało się możliwe, to, co było niemożliwe za sprawą skromnego redemptorysty. To wysiłki Jego Magnificencji rektora założyciela, ojca Tadeusza Rydzyka, jego niespożyta energia, żelazna wola oraz wizjonerska myśl, a także wspaniała umiejętność jednoczenia innych wokół wspólnej wielkiej sprawy sprowadziły do powstania WSKSiM” – napisał prezes Prawa i Sprawiedliwości. Dodał, że trzeba było ogromnego poświęcenia, „by śmiałą myśl przekuć w czyn, oraz by osiągnąć tyle sukcesów na niwie organizacyjnej, naukowej oraz w pracy dydaktyczno-formacyjnej”.

Kaczyński wyraził podziw i dziękował absolwentom za zaangażowania w życie publiczne oraz społeczne naszej ojczyzny. „Bardzo się cieszę, że tylu z nich z powodzeniem działa na rzecz dobrej zmiany, że wspólnie wykuwamy lepszą przyszłość naszej ojczyzny” – czytała Sobecka.

Podsumowując, prezes życzył wszystkim zebranym „satysfakcji ze służenia Polsce oraz obrotu spraw w naszej ojczyźnie”. „Przesyłam czcigodnym ojcom-rektorom oraz całej społeczności WSKSiM z głębi serca płynące szczęść boże, łączę wyrazy szacunku” – zakończył.

Wykładowcy i studenci toruńskiej uczelni dyr. Rydzyka otrzymali jeszcze dwa inne, utrzymane w dużo chłodniejszym tonie listy: od premiera i prezydenta. Mateusza Morawiecki, podkreślił wartość „imponującego dzieła”, jakim jest jego zdaniem uczelnia Rydzyka i jej „wymiar narodowy”. Andrzej Duda, ograniczył się do wyrazów uznania i gratulował dotychczasowego dorobku.

Uroczystość uświetnili swą obecnością rządowi funkcjonariusze m.in. w osobach minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro marszałek Senatu Stanisław Karczewski. minister zdrowia Łukasz Szumowski.

>>>

Krzyż na drogę Rydzykowi i jego wielbicielom: Kaczyńskiemu, Morawieckiemu, Dudzie. Dudki dają dutki.

Holtei

Przypominam:

Chcą nacjonalizmu, protekcjonizmu i podziałów. Żyliśmy już w Europie i wszyscy musimy być razem, aby temu zapobiec. Spraw, aby twój głos został usłyszany przeciwko nim!

Czechy uchodzą w Polsce za kraj, gdzie kościół katolicki nic już nie znaczy, a msze odprawia się najwyżej raz w tygodniu, jak niedawno stwierdził Wojciech Smarzowski. Nieliczni wierzący ponoć kryją się po kątach, a ostatni księża są tak postępowi, że nawet pozują do zdjęć w damskich pantoflach, jak popularny w czeskich mediach ksiądz Zbigniew Czendlik. O co więc chodziło młodej kobiecie i czemu nazajutrz o jej proteście napisały na pierwszych stronach wszystkie gazety?

Nasi południowi sąsiedzi rzeczywiście są jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Ale to wcale nie oznacza, że tamtejszy kościół nie ma wpływu na ich życie i nie miesza się do polityki. Katolicy są najliczniejszą grupą wyznaniową, według różnych badań stanowią od 10 do 20 proc. społeczeństwa. Tylko część z…

View original post 4 623 słowa więcej

Jak się pozbyć PiS? Najważniejsze pytanie Polaków

Zwykły wpis

Dużo mówili o prawdzie, honorze, pamięci, godności i wstawaniu z kolan Jeden z nich chciał organizować powstańcom warszawskim bezpłatny transport. Pogrzeb powstańca jednak gremialnie zbojkotowali.

Internauci komentują działania policji wobec osób, które nakładają koszulki z napisem Konstytucja na pomniki.

Wielkopolskie Stowarzyszenie Stone Wall, walczące o prawa osób LGBT, organizuje każdego roku Poznań Pride Week. Tegoroczny „Tydzień Dumy” zakończy Parada Równości – piknik i marsz osób należących do mniejszości tożsamościowych LGBT oraz ich przyjaciół.

Marsz przejdzie ulicami Poznania (od KontenerArt nad Wartą do rynku) w sobotę 11 sierpnia. Impreza zaczyna się o 11 i potrwa do 17. Jak zwykle w takich przypadkach nastąpiła mobilizacja środowisk narodowo-katolickich, które uczynią wszystko, co w ich mocy, aby popsuć święto równości i wolności, demonstrując w tym samym czasie i możliwie najbliżej trasy przemarszu swoją nietolerancję, wstręt i nienawiść do tych wartości oraz do osób mających odwagę żyć inaczej, niż nakazuje swym wiernym Kościół katolicki.

Osoby prywatne oraz organizacje nacjonalistyczne i katolickie zgłosiły aż 36 różnego rodzaju wydarzeń ulicznych. I bardzo dobrze – o to właśnie chodzi, by przesłanie tolerancji, równości i radości życia prowokowało zgorzkniałych frustratów i zakłamanych świętoszków do ujawnienia się. Jak zawsze w takich przypadkach twarze radosne staną na wprost twarzy pełnych gniewu i wrogości. Te drugie będą mogły przejrzeć się w tych pierwszych jak w lustrze.

Poznań wyzwolony

Bo to nie jest tak, że marsze równości wcale nikogo nie prowokują. Oczywiście, że prowokują! Taki jest przecież sens publicznego manifestowania swej tożsamości i podmiotowości. Kto tej tożsamości i podmiotowości uznać i szanować nie chce, ten siłą rzeczy jest prowokowany do ujawnienia się. Wszelkiej maści nienawistnicy na hasło „równość” wychodzą na ulicę, by pokazać, jak bardzo zazdroszczą tym, którzy mogą żyć w wolności i nie podlegają opresyjnym normom społeczności kontrolowanej przez wymogi religii.

Złość odczuwana przez ludzi zamkniętych w opresyjnym systemie w stosunku do takich, którym udało się z tego systemu wyjść, nazywa się resentymentem. Parada Równości jest wyzwaniem rzuconym właśnie resentymentowi. Ale wyzwaniem przyjaznym. Jest bowiem zaproszeniem do wewnętrznego wyzwolenia, skierowanym do wszystkich tych, którzy odczuwają wrogość i lęk przez innością, męcząc się z własnymi uprzedzeniami. Osoby LGBT nie chcą nikomu niczego zabronić ani narzucić – chcą tylko, by pozwolono im być sobą.

Katolików trzeba uczyć o tolerancji

Właśnie „być sobą” – bo o ile wielkim zwycięstwem demokracji nad opresyjnym religianctwem jest zniesienie prawnej dyskryminacji gejów i lesbijek, o tyle pozostał jeszcze jeden bastion do obalenia – spychanie tożsamości LGBT w obszar wstydliwej prywatności. Otóż nie, bynajmniej nie wystarczy, że współcześni katolicy i narodowcy tak radykalnie odeszli od postawy swoich duchowych przodków i ojców założycieli, że odżegnują się od wszelkich prześladowań i uznają równouprawnienie gejów i lesbijek z osobami heteroseksualnymi. Nie wystarczy, bo wciąż uważają tę „inną miłość” za nieobyczajną i wstydliwą, domagając się, by osoby należące do mniejszości seksualnych publicznie nie manifestowały swej orientacji – tak jak gdyby była czymś złym i wstydliwym. Otóż nie jest czymś złym i wstydliwym. I tego właśnie trzeba katolików nauczyć. Jeśli nie jest nieobyczajne, by pary heteroseksualne chodziły za rękę bądź przytulały się w miejscach publicznych, nie jest to również nieobyczajne w przypadku par jednopłciowych. Nieobyczajne jest za to okazywanie niechęci i wszelkie formy agresji w stosunku do osób LGBT. Tego przesłania moralnego i obyczajowego brakuje w szkole i w kościele.

Marsze równości są ważne

Skąd ludzie chowani w atmosferze resentymentu i wrogości wobec „innych” mogą się dowiedzieć, że geje i lesbijki mają takie same prawa nie tylko w konstytucji, lecz również na ulicy? Muszą doświadczyć tego na własnej skórze. Muszą na własne oczy zobaczyć, że w przestrzeni publicznej wolnego kraju i demokratycznego społeczeństwa bez przeszkód mogą swoje procesje urządzać katolicy, a osoby LGBT swoje marsze. Ich status jest dokładnie taki sam. I to właśnie jest lekcja demokracji i tolerancji, jaką osoby LGBT dają katolikom i nacjonalistom. A ponadto – co nie jest bez znaczenia – dodają otuchy tym kilku procentom osób żyjących w tzw. środowiskach konserwatywnych, które muszą ukrywać bądź wypierać swoją tożsamość LGBT. Marsze równości są dla nich zachętą, aby dokonać samowyzwolenia. Ucieczka od katolicyzmu i napiętnowania nie prowadzi w próżnię!

Warto odnotować, że tegoroczna Parada Równości cieszy się patronatem prezydenta Poznania. Jacek Jaśkowiak nie tylko pójdzie z manifestantami, lecz będzie tam całkiem oficjalnie – jako prezydent miasta i patron imprezy. A że z pewnością nie będzie ona pozbawiona elementów walki o wolność sądów i szacunek dla konstytucji, tym bardziej należy docenić obywatelskie zaangażowanie tego polityka. Warte odnotowania jest również to, że MPK miała odwagę wywiesić tęczowe chorągiewki na poznańskich tramwajach – nie uczyniła tego z własnej inicjatywy, lecz za opłatą, niemniej wobec spodziewanej agresji społecznej w stosunku do tego symbolu był to akt odwagi i dowód na to, że Poznań nie jest miastem kościelnym, tak jak wiele innych w naszym kraju. Dziś i ja czuję się poznaniakiem.

Jestem przekonany, że znaczna część ludzi, którzy dzisiaj w sposób nieprzyzwoity robią kariery w PiS-ie, jak zobaczą nadchodzącą zmianę, będą udawać, że z rządem i partią władzy nie mieli nic wspólnego, że próbowali tylko bronić demokracji – mówi nam prof. Zbigniew Ćwiąkalski, prawnik, były minister sprawiedliwości. – Niektórzy sędziowie stali się ostrożniejsi w orzekaniu. Miałem nawet takie sprawy, podczas których zastanawiałem się, czy wyroków nie wydają sędziowie, którzy są kandydatami na jakieś stanowiska i na wszelki wypadek wolą postępować zgodnie z oczekiwaniami władzy. Jeżeli sędziowie zaczną w taki sposób orzekać, to zawsze obywatel będzie stał na przegranej pozycji – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Wierzy pan w to, że uda się jeszcze uratować Sąd Najwyższy?

PROF. ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI: Myślę, że władza nie będzie liczyć się ze stanowiskiem SN i będzie robić swoje, chociaż w ten sposób pogrąża się także w oczach opinii publicznej. Nie będzie chciała się cofnąć, ponieważ już za daleko zabrnęła i rozkaz jest prosty – zrealizować, niezależnie od kosztów.

Pytania skierowane do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie powstrzymają czystki?

Nie powstrzymają.

Najwyżej orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości może powstrzymać dalsze kroki. Dlatego władza będzie się bardzo spieszyć, aby z czystkami zdążyć przed stanowiskiem TSUE.

A będzie w ogóle je respektować?

Będzie robić wszystko, aby udawać, że je respektuje, ale jednocześnie będzie się ociągać i nie będzie chciała przywrócić poprzedniego stanu. To właściwie pewne.

Proces weryfikacji kandydatów do Sądu Najwyższego trwa i będzie trwał. Widział pan, kto zgłosił się do nowej Krajowej Rady Sądownictwa?

Widziałem. Nie są to osoby, przynajmniej w znacznej części, które mogą budzić moje pełne zaufanie i przekonanie, że będą pracowały wyłącznie merytorycznie i neutralnie. A także, że mają wysokie kwalifikacje prawnicze.

Do nowej Izby Dyscyplinarnej kandyduje Mariusz Muszyński, sędzia dubler z Trybunału Konstytucyjnego. Mówi się o nim krótko – bezwzględny.

Tak właśnie zachowuje się w Trybunale Konstytucyjnym.

Nie na darmo mówi się także, że jest to człowiek od „brudnej roboty”. Nieprzypadkowo pani magister Julia Przyłębska oddała TK właśnie jemu, a on ma tam wolną rękę. Moim zdaniem jest też przygotowywany na szefa Izby Dyscyplinarnej, z podobnymi zadaniami, jakie miał w Trybunale.

Czyli?

Zrobić porządek, zabrać się za sędziów niepokornych, wyznaczać „nasze” składy i po prostu być bezwzględnym.

Nowa izba będzie skutecznym batem na niepokornych?

Jeżeli będzie tak, że sędziowie w całości będą orzekać zgodnie ze swoim sumieniem, to nie da się wszystkich osądzić i wyrzucić z wymiaru sprawiedliwości. Ale tu nie chodzi tylko o sędziów, także prokuratorów, adwokatów, radców prawnych. Wszyscy prawnicy będą podlegać Izbie Dyscyplinarnej. Wydaje mi się, że na początku izba wyda kilka radykalnych, dyscyplinujących orzeczeń i będzie czekać na efekty z nadzieją, że inni się przestraszą i będą orzekać zgodnie z oczekiwaniami władzy. Mam oczywiście nadzieję, że ostatecznie tak się nie stanie, bo środowisko sędziowskie udowadnia, że nie da się łatwo zastraszyć.

Wobec adwokatów, którzy kandydują do SN, powinny być wszczęte postępowania dyscyplinarne?

Nie sądzę. Prośba o niekandydowanie do Sądu Najwyższego była tylko zaleceniem. Zresztą od początku twierdziłem, że znajdą się chętni do SN.

Jest wiele osób, które chcą zrobić karierę za wszelką cenę i nie liczą się z kosztami. A właśnie nadarzyła się idealna okazja, żeby w prosty sposób to zrobić.

Adwokat Marcin Smoczyński zdecydował się złożyć wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec kolegów z warszawskiej palestry. Mówi, że „adwokaci kandydujący do Sądu Najwyższego naruszyli godność zawodu”. To nie jest wystarczający powód?

Można taką argumentację przyjąć, ale nie wydaje mi się, żeby pozwoliła skazać kogoś w postępowaniu dyscyplinarnym. Jest przecież szereg niekonstytucyjnych ustaw, do których jako obywatele musimy się stosować. Pytanie, czy konstytucyjne jest uchwalenie ustawy, kiedy nie pozwala się zabierać głosu opozycji i nie dopuszcza do debaty. A ustaw uchwalanych w taki sposób jest bardzo dużo…

Nie należy ich karać, czy jest to niemożliwe z przyczyn formalnych?

Nie ma takich możliwości prawnych, bardziej liczy się ostracyzm środowiska i w taki sposób eliminowanie tych osób. Nie byłem jeszcze wtedy na studiach, ale

pamiętam, jak po zajściach marcowych w 1968 roku mianowano tak zwanych docentów marcowych, czyli osoby bez habilitacji. Część z nich zrobiła habilitację, ale większość nie i one były w środowisku do końca wytykane palcami. Mówiono o nich „docenci marcowi” albo „volks docenci”, czyli docenci z woli ludu.

Co powiedziałby pan kolegom, którzy zdecydowali się kandydować do SN w takich okolicznościach?

Zadałbym pytanie: czy się nie wstydzą? Czy rzeczywiście taki sposób robienia kariery jest im potrzebny? Przecież ta władza się zmieni, chociaż dzisiaj zachowuje się tak, jakby to miało nigdy nie nastąpić. A jak już odejdzie, to ci ludzie w panice będą szukać uzasadnienia swoich decyzji. Jestem przekonany, że znaczna część ludzi, którzy dzisiaj w sposób nieprzyzwoity robią kariery w PiS-ie, jak zobaczą nadchodzącą zmianę, będą udawać, że z rządem i partią władzy nie mieli nic wspólnego, że próbowali tylko bronić demokracji. Jest wiele osób, które przyklejają się do każdej władzy.

Czy ktoś kiedyś odpowie za to, co dzieje się w SN? I za łamanie konstytucji?

Wszystko zależy od tego, kto wygra wybory i jaką będzie miał większość.

Jeżeli następna władza nie będzie miała wystarczającej większości, to nic się nikomu nie stanie. Takie sprawy nie przedawniają się szybko, więc można mieć nadzieję, że kiedyś przyjdzie władza, która uzyska wystarczającą liczbę głosów, aby tych ludzi rozliczyć.

Czyli powinno dojść do rozliczeń?

Oczywiście. To właśnie brak rozliczeń powoduje poczucie bezkarności. Po 89 roku nikomu nic się nie stało, w związku z tym wiele osób myśli „hulaj dusza, piekła nie ma”.

Na czym będą polegać rozliczenia? Prezydent, premier czy marszałek Sejmu staną przed Trybunałem Stanu?

Po to istnieje TS i po to wybiera się w każdej kadencji zasiadających w nim sędziów, żeby do czegoś był potrzebny. Prawda jest jednak taka, że na razie do niczego nie jest potrzebny. Do tej pory było jedno skazanie za „aferę spirytusową” na początku lat 90. W przypadku Emila Wąsacza przez wiele lat nie zdołano nawet znaleźć oskarżyciela, bo to musi być poseł.

Praktycznie Trybunał Stanu jest całkowicie bezużyteczny.

W grę wchodzi odpowiedzialność karna?

Trybunał Stanu orzeka na podstawie przepisów karnych. Osoby, które przed nim nie stają, mogą odpowiadać na postawie art. 231 Kodeksu karnego za przekroczenia uprawnień czy niedopełnienie obowiązków.

Taką osobą może być Jarosław Kaczyński?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. On jest posłem, nie pełni żadnej funkcji, dlatego jest osobą względnie bezpieczną. Wszystko będzie zależało od tego, co wydarzy się w przyszłości, kto przejmie władzę i jak bardzo będzie zdeterminowany.

Nie ma co ukrywać, że wszystkie decyzje polityczne pochodzą od prezesa Prawa i Sprawiedliwości, nie ukrywają tego nawet politycy partii rządzącej.

Właśnie minęły 3 lata prezydentury Andrzeja Dudy, prawnika z pana wydziału na UJ. Jak podsumowałby pan ten czas?|

To bardzo słaba prezydentura. Andrzej Duda być może jeszcze sobie nie uświadamia, że będzie oceniany przez historyków bardzo krytycznie. Historia ma to do siebie, że dokonuje ocen po latach.

Jako kandydat na prezydenta zapowiadał, że nie będzie notariuszem rządu, a jest nim w sposób i w zakresie do tej pory niewyobrażalnym. Po prostu podpisuje wszystko jak leci.

Widziałem ostatnio w Internecie mema, na którym Jarosław Kaczyński podaje kolejne ustawy, a Andrzej Duda maszynowo je podpisuje.

Jako prawnik chyba zdaje sobie sprawę z tego, co robi…

Stwarza pozory tego, że nic złego się nie dzieje, ale musi zdawać sobie sprawę, że cały czas narusza przepisy konstytucji. Jest zbyt dobrym prawnikiem, żeby tego nie wiedział.

Co się stanie, jak uda się PiS-owi, przy pomocy prezydenta, powołać nowego I Prezesa SN?

Trudno wyobrazić sobie bójkę na terenie Sądu Najwyższego pani prof. Małgorzaty Gersdorf na przykład z prof. Małgorzatą Manowską, która podobno jest typowana na nowego Pierwszego Prezesa. Ale przypominam sobie,

jak władza wprowadzała sędziów dublerów do TK, to w osłonie Biura Ochrony Rządu. Taki scenariusz też łatwo sobie wyobrazić w przypadku SN. Przecież sędziowie nie będą organizować grup oporu opartych na przemocy.

Co by pan zrobił na miejscu prof. Małgorzaty Gersdorf i pozostałych sędziów, którzy nie zamierzają ustępować?

Jakby ktoś wyprowadzał mnie siłą, to zapewne nie byłbym w stanie nic zrobić. Miałbym jedynie świadomość, że jestem po dobrej stronie i w taki sposób przejdę do historii. W latach 80. ludzie „Solidarności” też byli potępiani i znieważani, a potem stali się bohaterami. Niepoddający się sędziowie też staną się pozytywnymi bohaterami. Być może część z nich odzyska prawo orzekania.

Myśli pan, że przed wyborami będą procesy polityczne?

Procesy polityczne mogą być zawsze. Widać to chociażby po sprawie posła PO Stanisława Gawłowskiego. Zapowiadany jest także wniosek o uchylenie immunitetu posłowi Sławomirowi Neumannowi. Ale

myślę, że nie będzie dochodzić do ostatecznych rozstrzygnięć, chodzi raczej o to, aby wszcząć postępowania i rzucić na konkretne osoby podejrzenia.

Jakby pana poprosił ktoś z opozycji o pomoc, zgodziły się pan?

Pomagam w różnych sprawach i doradzam różnym osobom. Adwokat jest po to, aby pomagać tym, którzy są podejrzani. To nie jest tak, że wybieram komu pomagać, a komu nie według czystego widzimisię. Nie pytam moich klientów o poglądy polityczne. Poza tym zajmuję się przede wszystkich prawem karnym gospodarczym.

Ostatnio rozmawiałam z sędzią Waldemarem Żurkiem, byłym rzecznikiem KRS, który mówił o nagannych praktykach stosowanych w krakowskim Sądzie Okręgowym. Pan też odczuwa zmiany po wprowadzeniu w życie nowych ustaw?

Odczuwam pewien efekt mrożący. Niektórzy sędziowie stali się ostrożniejsi w orzekaniu. Miałem nawet takie sprawy, podczas których zastanawiałem się, czy wyroków nie wydają sędziowie, którzy są kandydatami na jakieś stanowiska i na wszelki wypadek wolą postępować zgodnie z oczekiwaniami władzy. Było to akurat w czasie, kiedy minister Zbigniew Ziobro wymieniał prezesów sądów, a oni przewodniczących wydziałów. Jeżeli sędziowie zaczną w taki sposób orzekać, to zawsze obywatel będzie stał na przegranej pozycji.

Jak pan tłumaczy studentom to, że uczą się prawa, które nie jest przestrzegane?

Wykładam to, co wykładałem zawsze, i nic nie zmieniam, gdy chodzi o pryncypia. Ale

przypominam, że muszą sami wyciągnąć wnioski, czy to, co widzą w rzeczywistości, odpowiada temu, czego ich uczymy.

Często zdarza się taka refleksja?

Studenci są bardzo otwarci, nie patyczkują się, mówią to, co myślą i czego oczekują, a nie to, czego oczekuje władza. Są też studenci – chociaż rzadko, przynajmniej w Krakowie – którzy bronią decyzji władzy.

Widzi pan coś złego w ubieraniu pomników, w tym także pomnika Lecha Kaczyńskiego, w koszulki z napisem „Konstytucja”?

Nie widzę w tym nic złego. Znałem Lecha Kaczyńskiego, chodziłem na nominacje sędziów do Pałacu Prezydenckiego, leciałem z prezydentem do Wiednia w 2008 roku i jestem przekonany, że on nigdy nie dopuściłby do łamania w tak rażący sposób konstytucji.

Powieszenie koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniku byłego prezydenta jest uznaniem dla jego roli i wierności ustawie zasadniczej i przypomnieniem obecnie rządzącym o tym. Wiem, że to ich bardzo uwiera.

A nie, jak chce prokuratura, znieważenie pomnika?

To nie jest żadne znieważenie pomnika, bo prezydent Lech Kaczyński i konstytucja bardzo dobrze ze sobą współgrają. Dzisiaj przemilcza się jego wypowiedzi na ten temat.

>>>