Tag Archives: Mariusz Kamiński

Zdelegalizować Kościół. Rydzyk, Przyłębska, Duda, Kuchciński, Szydło – bohaterowie czasów pisowskich

Zwykły wpis

>>>

Jak co roku NIK weszła do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ministerstw i najważniejszych urzędów, by zbadać wykonanie budżetu. Tym razem szczegółowo zbadała też sprawę nagród. Powodem były głośne ustalenia posła PO Krzysztofa Brejzy, który w lutym poinformował, że w 2017 r. ministrowie w rządzie PiS dostali nagrody od 65 tys. do 82 tys. zł. Otrzymało je 12 ministrów o łącznej wysokości 592 tys. zł. To m.in. Anna Maria Anders, Maciej Wąsik i Rafał Bochenek. Dochodzi do tego 65 tys. zł nagrody dla ówczesnej premier Beaty Szydło.

Teraz jednak wychodzą na jaw nowe, szokujące informacje. Otóż beneficjentów nagród w KPRM było więcej, a łączna kwota wyższa, chociaż na pierwszy rzut oka stwierdzić się tego nie dało. O co chodzi? Otóż w 2017 r. w KPRM na nagrody dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe zaplanowano okrągły milion złotych, teoretycznie podobną kwotę, jak w 2016 r. Rzeczywiście, ostatecznie wydano 918 tys. Tyle, że w 2016 r. tylko jedna trzecia tej kwoty poszła na nagrody w KPRM, a reszta – dla osób zajmujących kierownicze stanowiska w ministerstwach, urzędach centralnych i wojewódzkich. Jak to rozumieć? „Rzeczpospolita” przytacza ustalenia NIK, według których w 2017 roku całą pulę zgarnęło … 17 osób z KPRM. – Za naszych rządów nagrody rzeczywiście były nagrodami, a tym razem stworzono ordynarny system drugich pensji – powiedział portalowi rp.pl poseł Brejza i ma na to twarde dowody, które wzmocnił dodatkowo raport NIK.

Kto zatem – skoro prawie milion zgarnęło te 17 osób – otrzymał jeszcze nagrody? „Rzeczpospolita” spytała o to Centrum Informacyjne Rządu, ale nie dostała odpowiedzi. CIR nie odpowiedział także na logicznie nasuwające się drugie pytanie – skoro z budżetu KPRM zapłacono tylko wąskiej elicie polityków związanych z PiS, z jakich środków sfinansowano nagrody dla pozostałych ministrów? Z odpowiedzi na interpelacje posła Brejzy wynika na przykład, że w Ministerstwa Rozwoju ówczesnemu wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu i wiceszefom tego resortu nagrody wypłacono … „ze środków własnych ministerstwa”. Mamy zatem do czynienia, jak mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Brejza, z księgową sztuczką, by na nagrody wycisnąć jak najwięcej. – „Potrzebowali tak dużo pieniędzy, że obok oficjalnego funduszu nagród stworzyli kolejne, tym razem w budżetach ministerstw” wyjaśnia, i dodaje, że można mieć obawy obawy, nie odbyło sie to kosztem wydatków resortów na ich bieżącą działalność.

To jednak nie koniec kontrowersji. Na początku lipca portal tvn24.pl poinformował, że analiza dotycząca nagród znalazła się też w innym dokumencie autorstwa NIK – całościowej analizie wykonania budżetu państwa w 2017 r. Z zamieszczonej tam tabeli wynika, że w 2014 i 2015 r. na nagrody dla osób zajmujących kierownicze stanowiska poszło po 700 tys. zł. Jednak te pieniądze w zdecydowanej większości nie trafiły do kieszeni ministrów i wojewodów, ale szefów innych jednostek centralnych. W 2016 r. na nagrody dla VIP-ów wydano już 3,5 mln, z czego 1,2 mln popłynęło do ministerstw. W 2017 r. kwoty te wynosiły odpowiednio: 8,6 mln zł i 5,5 mln zł. W dokumencie NIK stwierdza, że „do części nagród istnieją pisemne uzasadnienia, a do części nie”, a „comiesięczna wypłata środków (..) może wskazywać, że świadczenie to nie miało charakteru nagrody, tylko było swoistym dodatkiem do wynagrodzenia zasadniczego”. Zarówno Krzysztof Brejza, jak i NIK zauważają to samo: 86,8 proc. z tych wydatków nie zostało sfinansowane z budżetu KPRM, lecz ze środków własnych dysponenta. Co to oznacza? Ministrowie sami wydawali decyzje o wypłacaniu sobie wcześniej przyznanych nagród?

NIK postuluje nowelizację ustawy przepisów o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Projekty zmian przepisów już w marcu wnieśli posłowie PO, a w kwietniu – Kukiz’15. Tyle, że oba trafiły do sejmowej zamrażarki.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie aż pięć miesięcy łamała sobie głowę nad tym jak wybrnąć z problemu jakiego przysporzył im toruński redemptorysta kłopotliwym „prezentem”, otrzymanym swego czasu od bezdomnego… Ostatecznie śledczy postanowili zakończyć sprawę darowizny dwóch samochodów i odmówili wszczęcia postępowania – ustalił dziennik.pl

„Czynności sprawdzające prowadzone w zakresie doprowadzenia w nieustalonym miejscu i czasie przez Fundację Lux Veritatis z siedzibą w Warszawie do narażenia na uszczuplenie, w nieustalonej wysokości należności publicznoprawnych przez nieujawnienie właściwemu organowi podstawy opodatkowania, czyli darowizny w postaci dwóch samochodów marki Volkswagen, zostały zakończone wystawieniem postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania, wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono” – oświadczył prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Ponadto stwierdził, że w oparciu o zgromadzoną dokumentację śledczy doszli do wniosku, iż Fundacja Lux Veritatis, której prezesem jest ojciec Tadeusz Rydzyk, nigdy nie była beneficjentem darowizny w postaci dwóch aut VW.

„W związku z czym należało stwierdzić, iż w ogóle nie doszło do popełniania czynu będącego przedmiotem zawiadomienia” – wyjaśnił Łapczyński.

Do podobnych konkluzji doszła Izba Administracji Skarbowej w Warszawie: „Fundacja Lux Veritatis nie była stroną darowizny, w związku z czym nie powstał obowiązek podatkowy z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych” – informuje portal i dodaje, że skarbówka jednak „nie drążyła tematu” i nie ustaliła, komu auta zostały faktycznie przekazane…

Tymczasem, dzięki śledczym warszawskiej Prokuratury Okręgowej dwa sprezentowane Volkswageny odnalazły się. Gdzie?

„Jak wynika z uzyskanej dokumentacji, jesienią 2003 r. ustalona osoba przekazała na rzecz Prowincji Warszawskiej Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela /czyli redemptorystów/ to jest kościelnej osoby prawnej, dwa samochody marki Volkswagen Golf” – oświadczył przedstawiciel prokuratury. Dodał jednak, że i w tej sytuacji śledczy nie doszukali się niczego złego i dlatego postanowili „zakończyć sprawę wystawieniem postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania wobec braku znamion czynu zabronionego”.

Przypomniał również, iż „stosowanie do obowiązujących przepisów o stosunku państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej darowizny na rzecz kościelnych osób prawnych na cele kultowo-apostolskie są zwolnione od podatku”.

Mało tego Łapczyński dodał, że „podmioty te w określonych przypadkach nie mają również obowiązku prowadzenia dokumentacji wymaganej przez przepisy o zobowiązaniach podatkowych”.

Podsumowując stanowisko prokuratury w tej sprawie, Łapczyński stwierdził, że „nie doszło zatem do powstania obowiązku podatkowego rodzącego konieczność uiszczenia podatku od uzyskanej darowizny, a co za tym idzie do realizacji znamion czynu zabronionego będącego przedmiotem zawiadomienia”.

Przypomnijmy: Toruński redemptorysta T. Rydzyk oświadczył, że bezdomny Stanisław z Warszawy miał ufundować mu samochody za pieniądze wygrane w lotto, po czym zmarł. Tej trudnej do zaakceptowania legendzie nie dał wiary poseł i sekretarz Nowoczesnej Adam Szłapka. Wiosną tego roku złożył „zawiadomienie o podejrzeniu popełniania czynu noszącego znamiona korupcji”.

Marszałek mimo całodobowej ochrony i limuzyny, dodatków pobiera kasę na paliwo i taksówki. Pewnie mu się należy… I tak w 2017: – na paliwo wziął 4680 tys. zł – na taksówki 3170 tys. zł Rok wcześniej tylko na paliwo wziął prawie 8000 tys. zł.

Można?

W ubiegłym roku Sąd Najwyższy badał precedens, jakiego dokonał prezydent Andrzej Duda, kiedy to Mariusz Kamiński został przez niego ułaskawiony przed wydaniem prawomocnego wyroku. Prezydent przekonywał wówczas, że chce „uwolnić” wymiar sprawiedliwości od tej sprawy. Sąd Najwyższy orzekł natomiast, że nie można użyć prawa łaski przed uprawomocnieniem się wyroku. Politycy PiS oceniali tę decyzję jako niezgodną z prawem.

Trybunał Konstytucyjny właśnie przyznał im rację, uznając, że ułaskawienie powinno być jedną z przesłanek, która powoduje umorzenie procesu, a zatem można go dokonać również w jego trakcie.

Sprawę rozpatrywał – poza sędzią Leonem Kieresem, który złożył zdanie odrębne – skład złożony wyłącznie z sędziów wybranych przez PiS: przewodniczył sędzia Zbigniew Jędrzejewski, sprawozdawcą był Grzegorz Jędrejek, w składzie byli także Andrzej Zielonacki i Julia Przyłębska.

Gdy prezydent Duda ułaskawiał Kamińskiego i jego zastępcę w CBA Macieja Wąsika byli oni po wyroku pierwszej instancji. Dostali trzy i pół roku więzienia za to, że kierując CBA, m.in. nadużywali prowokacji i fałszowali dokumenty. Wszystko po to, by zdyskredytować ówczesnego wicepremiera Andrzeja Leppera, szefa koalicyjnej Samoobrony.

Ile kosztuje PiS? Horrendum

Zwykły wpis

Oto jak reprewatyzowała się spółka Kaczyńskiego w Warszawie. I jak umoczeni są szef służb specjalnych Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik, wyrokowcy ułaskawieni bezprawnie przez Andrzeja Dudę.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze, ile nas kosztuje PiS?

Nietrafione decyzje tysięcy przypadkowych ludzi, osadzonych w miejsce dotychczasowych fachowców, kosztują nas każdego dnia grube miliony.

Fala oburzenia przetoczyła się przez Polskę na wieść o kilkudziesięciotysięcznych premiach, które premier Szydło rozdała swoim ministrom. A kiedy okazało się, że pani premier również sama sobie przydzieliła premię (zaprzeczając tym samym opiniom o swojej niesamodzielności), to od morza do Tatr rozległ się przeciągły jęk grozy. Pewnie się narażę, ale moim zdaniem reakcja Polaków jest przesadna. Po pierwsze premiowanie partaczy nie musi dowodzić ich pazerności, bo podobno część tych pieniędzy ominęła ministerialne portfele, trafiając na fundusz wyborczy PiS, a po drugie – jakoś nie słyszałem aż takiego zgiełku, kiedy naprawdę poważne sumy, wielokrotności premii dla wszystkich ministrów, trafiały do jednego tylko faceta, zamieszkałego w Toruniu.

Owszem, potrafię zrozumieć oburzenie społeczeństwa na bizantyjskie obyczaje panujące w Ministerstwie Obrony Narodowej. Przyznaję: 15 milionów, które na drobne wydatki przepuścili rozmaici Misiewicze, wyposażeni przez poczciwego ministra w karty kredytowe, to wyczyn nie lada. Ale z drugiej strony cóż to za kwota w porównaniu z rzeczywistymi efektami rządów Macierewicza? Rozwalić armię dużego europejskiego kraju za drobne kilkanaście milionów, to rekord, który zapisze się w historii na zawsze…

W każdym ministerstwie i w każdej instytucji – do niedawna zawiadywanej przez państwo, a od niedawna przez partię Kaczyńskiego – znaleźć można przykłady dowodzące, że stosunek ekipy „dobrej zmiany” do pieniądza nie jest przesadnie nabożny. Wynika to stąd, że funkcjonariusze PiS uwierzyli we własne propagandowe hasła głoszone w kampanii wyborczej. Uwierzyli, że rozmaite „damy radę” czy „nie dajmy sobie wmówić, że nas nie stać” nie są tylko księżycową agitacją. Dlatego dziś nie pozwolą sobie wmówić szacunku dla państwowej kasy. Dali sobie wmówić natomiast, że wygrane wybory uprawniają do traktowania państwa jak swoją własność. Podobnie jak zawłaszczyli trzecią i czwartą władzę, gospodarkę, a także niemal wszystkie demokratyczne instytucje, tak i państwowy budżet stał się własnością PiS. Uwierzyli w regułę, że zwycięzca bierze wszystko*. A oni mają to do siebie, że w co uwierzą, to od razu praktykują.

Nietrafione decyzje tysięcy przypadkowych ludzi, osadzonych na wysokich stołkach w miejsce dotychczasowych fachowców, kosztują nas każdego dnia grube miliony. Kolejne miliony pochłaniają ideologiczne fanaberie spiskowej polityki historycznej. Pracowite mnożenie zewnętrznych wrogów, wciskanie Unii tego samego kitu, co krajowym wyznawcom, oraz ambicjonalne gierki i godnościowe kontredanse z pewnością będą nas kosztować miliardy z nowego unijnego rozdania.

Rozkosznie naiwnie brzmi komentarz omnipotentnego prokuratora Piotrowicza, który zapewnia, że nawet jeśli Unia uderzy nas po kieszeni, to nic wielkiego się nie stanie, bo na uszczelnieniu VAT zarobimy tyle samo, ile dostajemy z Unii. Premier Morawiecki w licznych wystąpieniach publicznych robi takie miny, jakby się w pełni zgadzał z opinią swego kolegi, wywodzącego się z formacji prześladowców jego ojca. Czy naprawdę nikt na szczytach totalnej władzy nie zdaje sobie sprawy, że kolejny cykliczny kryzys gospodarki, że byle wahnięcie światowej koniunktury, może postawić Polskę przed groźbą bankructwa?

W czasach PRL-u popularny był żart o rabinie, którego spytano, gdzie najbezpieczniej przechowywać pieniądze. – „Oczywiście, że w banku!” – poradził rabin i wyjaśnił: – „No bo, jak bank zbankrutuje, to państwo polskie poręczy, a jak Polska zbankrutuje, to Związek Radziecki poręczy, a jak ZSRR zbankrutuje, to nie ma takich pieniędzy, żeby ich było szkoda na taką piękną okoliczność…”. Niestety – obawiam się, że za Polskę Kaczyńskiego nie poręczy nawet Orban. Wszystkich już obraziliśmy, a prezes Węgier nie podłoży się Unii w obronie jakiegoś Kaczyńskiego.

Prawdziwe koszty rządów partii o żartobliwej nazwie Prawo i Sprawiedliwość poznamy zapewne dopiero po ich klęsce, gdy większość społeczeństwa uzna, że cena biletu na pokazy fajerwerków nieziszczalnych obietnic i na spektakle nienawiści do wydumanych wrogów jest mocno wygórowana. Moim zdaniem budżetowa dziura nie będzie wtedy pierwszoplanową pozycją na liście strat. O wiele ważniejsze będą zrujnowane relacje społeczne.

Z komuny wyszliśmy podatni na populizm, okaleczeni ideologiczną urawniłowką, obarczeni roszczeniowym oglądem świata, skłonnością do koniunkturalizmu i patologicznym brakiem szacunku dla społecznej własności. Jednak w odzyskaną wolność weszliśmy wtedy z poczuciem siły, połączeni ideą integracji z cywilizowaną Europą. Jacy będziemy po nieuchronnej klęsce PiS? Już dziś wrogie plemiona stawiają na egoizm i egocentryzm, ludzie izolują się od spraw publicznych, skupiając na sprawach dziejących się w najbliższym sąsiedztwie. Już teraz dajemy się nabierać na rozmaite mitologie i legendy podawane do wierzenia ciemnemu ludowi. Nacjonalizm myli się z patriotyzmem, a miejsce bohaterów z AK zajmują wyklęci z NSZ. Nie robi już większego wrażenia wypowiedź Tomasza Terlikowskiego, który pisze, że co prawda nie pochwala zabijania niewinnych ludzi przez żołnierzy wyklętych, ale przecież sowieci i milicjanci zamordowali o wiele więcej dzieci i patriotów oraz zgwałcili o wiele więcej kobiet.

Z coraz większym trudem przychodzi mi żyć w kraju, gdzie premier składa kwiaty na grobach bandytów i gdzie każą mi szanować tych, którzy zamordowali mniej współobywateli niż inni i trochę rzadziej gwałcili…

Andrzej Karmiński

* Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś w wywiadzie, że lubi utwory zespołu ABBA. Jeśli nie pomylił go z discopolowym ansamblem BABA, to można założyć, że najbardziej podoba mu się pierwszy singel z siódmego albumu ABBY „The Winner Takes It All”, czyli „Zwycięzca bierze wszystko”. Ponieważ jednak znajomość angielskiego przez prezesa polega na tym, że słyszał o tym języku wiele dobrego, to pewnie nie wie, że ta piosenka opowiada o rozstaniu. Też ją lubię, a nawet liczę na nią.

Waldemar Mystkowski pisze o propagandzie PiS.

Chyba logicznym jest, iż podtrzymywanie uchwalonego w Sejmie stanowiska PiS, które potem jest odkręcane przez dyplomację i Mateusza Morawieckiego, to retuszowanie ruin. Tak działa ustawa o IPN na świecie. Nikt nie nabiera się na naprędce sklecane zespoły negocjacyjne z Polski, które udają się np. do Izraela, aby przedyskutować ustawę. Ani Izrael, ani USA jej nie odpuszczą. A rozwiązanie jest proste – anulować uchwałę.

Ale co robiłyby takie fundacje jak Reduta Dobrego Imienia? Wszak jej celem jest upowszechnianie oleodruku (jelenia ryczącego na rykowisku) o historii Polski i reprezentowanie grafomanii prezesa Świrskiego. Wielokroć obśmiane i obnażone w historii takie zniewolenia umysłu mają się obecnie całkiem dobrze.

Ba, żyją te pasożytnicze organizmy, jak pączek w maśle za sprawą np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które właśnie rozstrzygnęło konkurs na granty wspierające promowanie Polski i Polaków.

Gdyby jeszcze Polskę promowano w Polsce, to machnęlibyśmy na to ręką, bo Barei i Mrożka nie ma wśród nas, a „Ucho prezesa” jest nie dość obnażające groteskę władzy PiS, więc niech Reduty Dobrego Imienia, Polskie Fundacje Narodowe się kompromitują, abyśmy mieli ubaw po same pachy.

Jakie więc pachy będą promowane przez Instytut Nowych Mediów (Mistewicza -183 tys. zł grantu), Lux Veritatis (Rydzyka -180 tys.), SDP (Skowrońskiego -151 tys.), Fundacja Gazety Polskiej (Sakiewicza -176 tys.), WSKSiM (Rydzyka – 156 tys.).

Po jakie pachy będziemy mieli ubaw? Oczywiście, po pachy kołtuna polskiego. MSZ przyznało granty kołtunom, którzy będą w kraju nas uszczęśliwiać promocją swojej skarlałej Polski, na świat raczej nie wyściubią nosa, gdyż zostaną obśmiani.

Zanadto nie mamy z czego się cieszyć, gdyż i nam w pakiecie zostanie przyprawiona gęba kołtuna. Niejaką ilustracją promocji Polski jest wybuch, do jakiego dzisiaj doszło w sklepie polskim w angielskim Leicester. Nieoficjalnie, na zapleczu znajdowała się nielegalna wytwórnia alkoholu. Mniemać należy, że produkowano wódkę, bądź bimber.

Wyższość wódki nad whisky dla patriotów jest oczywista, bo nie rozsmakowali się w whisky. Choć i z wódkami jest problem, mianowicie najlepsza jest jednak „Finlandia”.

Waldemar Mystkowski: Jawny Orwell PiS

Zwykły wpis

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego.

PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitującej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenia informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest językiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiałym ze względu na niedawno odeszły reżim jako język sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”.

Kolejną blokadą, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydania na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne – ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty – w języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 października. Wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne!

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył, jak Filip z konopi.

Trybunał Konstytucyjny jest tylko przybudówką PiS

Zwykły wpis

W poniedziałek ma ukazać się na portalu Onet.pl wywiad z byłym wiceprzewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego prof. Stanisławem Biernatem.

Już dzisiaj po zajawce w Onecie włosy stają dęba na głowie. Jak zdemolowany został trybunał, który wydaje orzeczenia w sprawie konstytucyjności ustaw.

Nie dość, że w Trybunale Konstytucyjnym obowiązują niekonstytucyjne przepisy w kwestii regulaminu, które wprowadzają jedynowładztwo Julii Przyłębskiej, do tego nie jest przestrzegany podstawowy standard, aby politycy nie mieli wpływu na sędziów.

Politycy PiS wręcz przesiadują w Trybunale, zwłaszcza wtedy, gdy mają być wydawane wyroki w kwestii ustaw pisanych w ich resortach, albo dotyczące ich osób.

I tak było ze Zbigniewem Ziobro, który dbał o to, aby TK wydał wyroki zgodne z jego intencjami.

Także szef służb specjalnych Mariusz Kamiński odwiedzał Trybunał, gdy rozstrzygała się interwencja TK w kwestii ułaskawionego wyroku 3 lat więzienia przez Andrzeja Dudę.

Kilka godzin po zajawce Onetu o wywiadzie z Biernatem Trybunał Konstytucyjny opublikowal komunikat:

Trybunał Konstytucyjny z przykrością odnotowuje kolejną publiczną wypowiedź sędziego TK w stanie spoczynku Stanisława Biernata zawierającą nieuprawnione sugestie i interpretacje. Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny przypomina, że współdziałanie i komunikowanie się konstytucyjnych organów władzy stanowi jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa, co explicite wynika z preambuły Konstytucji RP. „

Przyłębska i jej szemrani sędziowie zrzuceni tam jak stonka niewiele rozumieją z prawa, z działania prawa.

A do tego jest to buta, rżnięcie głupa i robienia idiotów z Polaków. Nawet nie dbają o pozory niezależności. Kolejny dowód na demontaż państwa prawa. TK to już tylko przybudówka PiS.

Za to prędzej czy później kolesie pójdą siedzieć.

Kaczyński, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego na dywaniku i analogie z krwawym reżimem w Wenezueli

Zwykły wpis

Jak wygląda państwo mafijne, dzisiaj można zobaczyć jak na dłoni. Wystarczy tylko poskrobać pozłotkę tzw. „dobrej zmiany”. Robią to dziennikarze, jeszcze niezależni.

Oto do biura prezesa PiS (tego faceta coraz bardziej upodabniającego się do Humpty-Dumpty) tajniackim wejściem od podwórka na Nowogrodzkiej przemykają („niezależni”) sędziowie Trybunału Konstytucyjnego: prezes Julia Przyłębska i faktyczny prezes TK Mariusz Muszyński.

Tak wygląda w Polsce trójpodział władzy i tak działa konstytucja. Co ci szemrani pod względem fachowości ludzie bardzo podejrzanej konduity robią u prezesa?

Wszystko mogą robić, ale nic legalnego prawnie i niczego przyzwoitego. Po prostu knują z „geniuszem”. Jeszcze Polski nam ostatecznie nie rozwalili, ale się posypie tak, że nie będziemy mieli co zbierać. Tak zawsze się kończy podobne działanie mafii w strukturach państwa. Zawsze. Nie ma żadnego wyjątku.

Albo inny obrazek.

Szef służb specjalnych Mariusz Kamiński (ten z nieprawnie ułaskawionym przez Dudę wyrokiem 3 lat krat bez zawiasów) przychodzi do Trybunału Konstytucyjnego (a gościu o takim statusie ministerialnym i penitencjarnym nie powinien) z teczką personalną na Iwonę Łączewską (żonę sędziego Wojciecha Łączewskiego, który skazał wyrokowca Kamińskiego na 3 lata).

Z kogo PiS chce zrobić idiotów? Z kogo?

Ale zadajmy podstawowe pytanie. Kim jest Mariusz Kamiński? Jeżeli ktoś słyszał, jak ten człowiek mówi, nie wątpi, iż ma braki intelektualne.

Tacy niedrobieni rządzą Polską. Zawsze ludzie struktur niszczących społeczeństwo i państwo takimi ludzikami, jak Kamiński się wysługiwali. Tacy Kamińscy muszą mieć braki moralne, intelektualne i fachowe.

O tak działającym pństwie PiS pisze w nowym „Newsweeku” Michał Krzymowski.

Kukiz na FB opublikował wywiad z Jackiem Kurskim, który 2 lata temu przeprowadziła z nim w TVP Info Kamila Biedrzycka-Osica. Kurski był przepytywany na okolicznośc teorii związanych z katastrofą smoleńską.

– Macierewicz szkodzi sprawie – mówił 3 lata temu Kurski, który obecnie jest prezesem TVP.

– Jarosław Kaczyński jest uzależniony od Macierewicza? – pytała dziennikarka.

– Psychologicznie wydaje mi się, że tak. Jako najbardziej radykalny, stawiający tezy najdalej idące, w ten sposób można wytłumaczyć wszystko. Sam Macierewicz w to nie wierzy. Jeżeli mówi, że był wybuch u góry, a potem trzy osoby przeżyły i potem je dobijano, to znaczy, że to jest tworzenie uzależnienia, kościoła smoleńskiego.

Kukiz komentuje:

„Takie tam … Raptem trzy lata temu…Pan Kurski o uzależnieniu Pana Kaczyńskiego od Pana Macierewicza”.

Kurski wszedł jako mafioso od informacji w skład struktur niszczących państwo – Polskę.

Co więc nas czeka Polaków? Stara się odpowiedzieć Adam Szostkiewicz dopatrując się analogii z Wenezuelą, gdzie zainstalował się także reżim.

Czy w Polsce może dojść do scenariusza wenezuelskiego? Czyli do sfałszowania wyborów, aresztowania w środku nocy liderów opozycji, zainstalowania konstytuanty złożonej wyłącznie z deputowanych popierających plany obozu rządzącego, aby uchwalić nową konstytucję pozwalającą mesjaszowi rządzić w nieskończoność.

Czy może u nas dojść do kampanii propagandowej przeciwko Unii Europejskiej i innym państwom zachodnim pod hasłem, że spiskują przeciwko rewolucji ludowej? To wszystko dzieje się dziś w Wenezueli. Od kwietnia ponad 70 ofiar śmiertelnych po stronie antyrządowej, 5000 zatrzymanych, ponad tysiąc wciąż siedzi. U nas nie przekroczono jeszcze punktu granicznego: państwo nie użyło jawnej i zmasowanej przemocy przeciwko protestom obywatelskim, opozycja nie wezwała do majdanu ani szturmu koszar. To ogromna różnica. Na szczęście.

A jednak są niepokojące analogie. Obecna władza i jej propaganda starają się osłabić opozycję pełzającymi szykanami policyjnymi i atakami w mediach. Zwraca się przeciwko Unii Europejskiej, gra kartą antyniemiecką, kpi z Brukseli, demonizuje i prowokuje liderów Unii nawołujących do przywrócenia praworządności.

Szemrane PiS. Przyłębska naciska na I prezes Sądu Najwyższego Gersdorf, aby wycofała sprawę kryminalisty Kamińskiego

Zwykły wpis

Partia Razem informuje – za portalem OKO.press – iż szefowa Trybunału Konstytucyjnego „przekupka” Julia Przyłębska naciska na I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf, aby zawiesić sprawę Mariusza Kamińskiego.

W sierpniu sprawa ministra do slużb specjalnych wraca na wokandę SN po orzeczeniu sądu niższej instancji, iż ułaskawienie Kamińskiego przez Dudę nie było prawidłowe.

Więc trzy lata bez zawiasów może wreszcie być egzekwowane i minister rządu Szydlo pójdzie siedzieć.

Przyśpieszenie ustaw dotyczących sądów miało na celu, aby sprawę Kamińskiego wycofać.

Kamiński powinien siedzieć, nie mogą w Polsce rządzić kryminaliści.

PiS to szemrane towarzystwo.

Duda podpisze, a kryminaliście ministrowi Kamińskiemu się upiecze. Na razie

Zwykły wpis

Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiada, że Andrzej Duda podpisze ustawę o Sądzie Najwyzszym, który zostanie rozwiązany i nowy powołany. Będziemy mieli kolejną atrapę taką, jak Trybunał Konstytucyjny.

Jakieś nieistotne drobne poprawki sugerowane przez Dudę zostaną uwzględnione w Parlamencie. Nie jest to istotne, to tylko pozór. Działania sądów nie zostanie usprawnione, tylko upartyjnione.

A że PiS ma na stanie tylko Misiewiczów, będziemy mieli prawo republiki bananowej, godne śmiechu i przez obcych pogardzane.

Polska pod władzą PiS winna zmienić nazwe na Pogarda, w takim poważaniu ma nas Kaczyński i jego kmiotki.

Dlaczego tak się śpieszą z demolką Sądu Najwyższego, przecież mogliby tego dokonać po wakacjach? Wojciech Czuchnowski podejrzewa – i slusznie – iż PiS chce zdążyć przed 9 sierpnia, kiedy to Sąd Najwyższy ma rozpatrywać w drugiej instancji, co dalej z koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim i jego zastępcą Maciejem Wąsikiem.

Siedmiu sędziów wcześniej orzeklo, iż akt łaski wydany wobec Kamińskiego i Wąsika przez Dudę jest nieważny.

Sąd Najwyższy najprawdopodobniej podtrzymałby orzeczenie niższej instacji i doszłoby do apelacji w sprawie wyroku 3 lat więzienie dla ministra Kamińskiego i jego zastępcy.

A tak Sąd Najwyższy zostanie zlikwidowany, sprawa się nie odbędzie, a kryminalista nadal będzie ministrem. Takie są rządy PiS. Bezprawie.

Zamiast gnić w celi, Kamiński jest ministrem. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Do celi Kamińskiemu zostanie kiedyś dorzucony Duda i Kaczyński oraz kilku innych kryminalistów, którzy będa wiedzieli jak zaprzyjaźnić się z tymi bananami.