Tag Archives: Maria Nurowska

Panika w PiS. Do 2020 r. posłom zabraknie dzieci do pracy w państwowych spółkach

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Przeciwko Jackowi Międlarowi – narodowcowi i antysemicie – toczyło się lub toczy kilka postępowań w prokuraturze. Jak dotąd byłemu księdzu nie postawiono zarzutów w toczących się śledztwach. Zdaniem reporterów TVN 24, roztoczono nad nim parasol ochronny.

Jednym z przykładów jest sprawa wystąpienia Międlara na obchodach 82 rocznicy powstania ONR. – „Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni” – mówił do zebranych były ksiądz.

Prokuratura w Białymstoku, która najpierw zajęła się sprawą, umorzyła postępowanie. Jednak później prokuratura z Wrocławia włączyła ten wątek do własnego śledztwa w sprawie innych wypowiedzi byłego księdza. Według TVN 24, śledczy z Wrocławia chcieli postawić Międlarowi zarzuty dotyczące mowy nienawiści. Odebrano im jednak śledztwo i przekazano do prokuratury w Białymstoku, czyli tam, gdzie tak łagodnie go potraktowano.

Prokuratorzy białostoccy zażądali „kompleksowej opinii z zakresu tzw. mowy nienawiści”, mimo że…

View original post 3 385 słów więcej

 

Lech Kaczyński zniknie z pomników

Zwykły wpis

Znikną…

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Piotr Szczęsny – bez wolności nie umiał i nie chciał żyć

Ten szczególny listopadowy czas chcemy poświęcić na wspomnienie jednej osoby. Siebie samego określił mianem Szary Człowiek. Bez wolności nie chciał i nie umiał żyć. 19 października 2017 r. na pl. Defilad podpalił się w akcie protestu przeciw zabieraniu jemu i nam wszystkim tego, co uznawał za najcenniejsze. Być może ostatnimi dźwiękami, które Piotr Szczęsny słyszał, były słowa odtwarzanego przez niego utworu „Wolność kocham i rozumiem”. Kilka dni potem zmarł nie odzyskawszy przytomności…

Piotr Szczęsny zostawił nam manifest. – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi” – napisał. Czy po ponad roku obudziliśmy się?

Niepokojąco aktualne po ponad roku są słowa Piotra Szczęsnego zarówno z manifestu, jak i z jego listu skierowanego do mediów. W tym ostatnim pisał, że wstydzi się, że „mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie Konstytucję”. Andrzej Duda przez ostatni rok przysporzył jeszcze wiele powodów do wstydu.

Piotr Szczęsny wstydził się za premiera, którym wtedy była Beata Szydło. – „Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia” – pisał. Jednak jego słowa równie dobrze można odnieść do obecnego prezesa Rady Ministrów, czyli Mateusza Morawieckiego. Chyba jednak Szaremu Człowiekowi nie przyszłoby to głowy, że premier polskiego rządu może posunąć się do kłamstw, za które – na mocy wyroku sądowego – musiał przepraszać.

Pisał też, że wstyd mu, kiedy „znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd”. Nie do zniesienia dla niego byłoby pewnie to, że z powodu pisowskich działań Komisja Europejska i unijny Trybunał Sprawiedliwości muszą zajmować się ratowaniem naszej praworządności i niezależności polskich sędziów.

Szary Człowiek nie mógł też znieść, że „opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”. Miał na myśli Lecha Wałęsę i sędziów ówczesnego Trybunału Konstytucyjnego. Po roku to grono – niestety – znacznie się powiększyło. Bezpardonowe ataki pisowskich funkcjonariuszy na sędziów Sądu Najwyższego i sądów powszechnych (łącznie z grożącymi im dyscyplinarkami) jeszcze rok temu nikomu nie przychodziły do głowy.

Przede wszystkim jednak nie straciło na aktualności jego wezwanie: Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”. Chciałoby się wierzyć, że m.in. dlatego tak gremialnie poszliśmy głosować w ostatnich wyborach? Pamiętajmy o ofierze Szarego Człowieka, kiedy w 2020 r. w maju wybierać będziemy europosłów, a jesienią odbędą się wybory do Sejmu.

Poświęćmy jeszcze chwilę na przeczytanie całego manifestu Piotra Szczęsnego – niech to będzie symboliczne zapalenie znicza na jego grobie.

  1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
    2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  2. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakikolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
    4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
    5. Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  3. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  4. Protestuję przeciwko dzieleniu umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, przeciwko językowi ksenofobii i nienawiści wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
  5. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
    9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  6. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  7. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych LGBT, muzułmanów i innych.
  8. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  9. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
    14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  10. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych, którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią! Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.

Przypominam, w 4 roku naszych rządów oddanych już było 1800 Orlików!

Słownie: TYSIĄC OSIEMSET ORLIKÓW.

W 4 roku rządów tych partaczy oddana została 1 (słownie: JEDNA) strzelnica!

Holtei

Dzień doberek.

Proboszcz parafii w Brzeźnie Lęborskim zaprosił do odprawiania rekolekcji księdza Wincentego Pawłowicza, skazanego za molestowanie ministrantów. Zawiadamiamy o tym prokuraturę. I apelujemy do Episkopatu: nie pozwólcie, by to się powtórzyło!

Jak wykazało śledztwo OKO.press, ksiądz Wincenty Pawłowicz, skazany w 2003 r. za molestowanie chłopców we wsi pod Łowiczem, po wyjściu z więzienia, w 2006 r. został proboszczem w Krasosiłce pod Odessą na Ukrainie. Odprawiał tam msze w kilku parafiach, miał ministrantów, a z jednym z nich wyjechał nawet na wycieczkę do Włoch.

Według informacji, które uzyskaliśmy od mieszkańców Krasnosiłki, ks. Pawłowicz w 2017 r. wrócił do Polski. Nie wiemy, gdzie teraz przebywa. Zapytaliśmy o to kurię łowicką i odesko-symferopolską, ale od ponad tygodnia nie udzieliły nam żadnej odpowiedzi.

Wiemy jednak, że ks. Pawłowicz od 7 do 10 grudnia 2017 r. prowadził rekolekcje adwentowe w parafii Świętych Apostołów Piotra…

View original post 5 411 słów więcej

Kaczyńskiego uwznioślają językiem biblijnym. Dzisiaj bożek, po śmierci bóg

Zwykły wpis

W środę miała miejsce uroczysta gala z okazji 8 urodzin portalu wPolityce. W czasie jubileuszowej uroczystości wręczono Jarosławowi Kaczyńskiemu nagrodę – statuetkę Biało-Czerwonych Róż wPolityce.pl. Wyróżnienie to po raz pierwszy zostało przyznane w 2017 r. Pierwszą statuetkę odebrał publicysta Bronisław Wildstein, drugą –  Piotr Woźniak, prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Teraz przyszła kolej na Prezesa.

Portal szczegółowo relacjonował przebieg uroczystości, którą zorganizowano w warszawskim Forcie Sokolnickiego. 8. urodziny portalu @wPolityce_pl w warszawskim Forcie Sokolnickiego, w miejscu, gdzie Broniskaw Komorowski dowiedział się, że nie będzie już prezydentem 🙂 – cieszył się na Twitterze Marcin Wikło.

Galę prowadzili Agnieszka Ponikiewska i Przemysław Babiarz. Spośród gości obecny był marszałek Sejmu Marek Kuchciński, wicemarszałkowie Beata Mazurek i Ryszard Terlecki, wicepremier Piotr Gliński i prezes TK Julia Przyłębska oraz – oczywiście – prezes PiS Jarosław Kaczyński. Nie zabrakło szeregowych polityków i sympatyków portalu wPolityce.pl.

„Urodziny portalu to doskonała okazja do wspomnień i podziękowania tym, dzięki którym niewielki portal stał się opiniotwórczym medium, zmieniającym też rolę dziennikarstwa internetowego – stawiającym na profesjonalizm, wysokiej jakości publicystykę i sprawdzone wiadomości” – zrecenzował sam siebie cytowany portal. Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl Marzena Nykiel stwierdziła, portal „powstał z głodu wobec prawdy i buntu wobec kłamstwa”.

W trakcie gali odczytano listy od oficjeli państwowych. „Jesteście jednym z najbardziej opiniotwórczych portali, tworzonym z pasją — zaznaczył premier Mateusz Morawiecki w liście. Z kolei marszałek Senatu Stanisław Karczewski napisał: „Polskie media przeszły drogę od pism zdominowanych przez komunistyczny reżim do pism w wolnej Polsce. Stało się to dopiero wtedy, gdy w przestrzeni pojawił się silne media prawicowe, do których niewątpliwie zalicza się portal wPolityce.pl. Portal wPolityce.pl jest dla mnie wiodącym źródłem wiarygodnych informacji” — podkreślił marszałek Karczewski w liście.

Gwożdziem programu było uhonorowanie Jarosława Kaczyńskiego. Laudację na cześć laureata wygłosił Michał Karnowski. „6 kwietnia 2010 r. wyszedłem z gabinetu prezesa Kurtyki. Wspomniałem mu, że po głowie chodzi nam pomysł stworzenia portalu. Z entuzjazmem zachęcił mnie do działania i umówiliśmy się na spotkanie. (…) Czarna smoleńska chmura zasnuła nasze niebo — opowiadał o początkach portalu wPolityce.pl Karnowski. – „[Jarosław Kaczyński] Umiał dać impuls wielu środowiskom tworzenia wysp, które później złożył się na archipelag wolności i wywalczyły zmianę” — wygłaszał Michał Karnowski. – „Obóz prawicy (…) miał to szczęście – przywództwo pozwoliło przejść ten trudny czas i przejść do ofensywy. Wysiłek nie został zmarnowany, a wręcz pomnożony — dodał. „Uparte trwanie przy wymogu patriotyzmu” — to zdaniem Michała Karnowskiego klucz do wygranej obozu Jarosława Kaczyńskiego. – „Uważamy, że ten wymóg patriotyzmu trzeba przekładać na media. (…) Uprawianie polityki zawsze będzie różnić się od dziennikarstwa, ale na tym samym gruncie polskości” — usłyszeli zebrani na gali goście.

Wręczenia nagrody laureatowi „dokonali” (jak pisze z emfazą cytowany portal)  redaktor naczelna Marzena Nykiel i Romuald Orzeł, prezes Grupy Medialnej Fratria. – „Nie byłem demiurgiem wszystkiego, co się w Polsce działo. Po tragedii smoleńskiej doszło do aktywizacji wielu grup społecznych, wielu ludzi przedtem biernych, podjęło aktywność. Wielu ludzi zaczęło być bardziej aktywnych. Były wspaniałe pomysły, jak ten pomysł z portalem. Tylko dzięki temu można było zmienić bieg historii w Polsce, który rzeczywiście wydawał się zdeterminowany przez ogromną przewagę zasobów naszych przeciwników. Ale udało się, a ja byłem tylko skromnym pracownikiem winnicy pańskiej” — oznajmił Jarosław Kaczyński po odebraniu nagrody.

Na koniec uroczystości zagrał zespół „Lombard”. Przedtem zaprezentowano materiał przygotowany przez IPN, przypominający najnowszą historię Polski – przede wszystkim wielki zryw „Solidarności”. Przy okazji mówiono o nowej inicjatywy „Facts from Poland” – anglojęzycznej wersji portalu.

Krystynie Pawłowicz z wypowiedzi Prezesa najbardziej przypadła do gustu fraza o „skromnym pracowniku winnicy pańskiej”. Internauci pod wpisem – poza chwaleniem Kaczyńskiego – wyrażali sceptycyzm. Jeden z nich pytał z niepokojem: Czy Pan Jarosław to nowa głowa kościoła w Polsce ?”. „Szef przyjął laurkę od podwładnych. Ludzki Pan.” – skwitował inny z czytelników wpisu Krystyny Pawłowicz.

Ale dziecinada! Mają sukces! Zaszczytem było postać przy biurku (min. Czaputowicz) i teraz ten marker. Nie dali jeszcze świecidełek?

Hairwald

Trwa krucjata medialna ks. Isakowicza-Zaleskiego, który w „Klerze” Wojciecha Smarzowskiego widzi nieobiektywną i spaloną próbę podjęcia tematu pedofilii w polskim Kościele. W wywiadzie dla „Do Rzeczy” stwierdził, że film ma „na celu pokazanie tylko czarnego obrazu Kościoła, jako instytucji, która powinna zostać wyrugowania z przestrzeni publicznej”. Isakowicz uważa, że Smarzowski, stosując symbolikę przewrotnie nawiązującą do ostatniej wieczerzy, nie przybliży Kościoła do rozwiązania problemu, a obrazi wielu wiernych.

„Kler” nadciąga. Obywatelu, idź na ten film!

Zdjęcia powstawały w Czechach

Jednak ks. Isakiewicz-Zaleski tego filmu nie mógł jeszcze zobaczyć, bo – jak wyjaśnił Smarzowski na festiwalu w Gdyni – nie było żadnych specjalnych pokazów dla polskich duchownych. A reżyser konsultował się na etapie pisania scenariusza, realizacji zdjęć i montażu z innymi księżmi, w tym z byłymi, a także z osobami świeckimi znającymi polski Kościół od środka. Film powstawał zupełnie niezależnie od tej instytucji, bez porozumienia z przedstawianą w nim kurią krakowską, bez zgody na filmowanie w polskich kościołach. Zespół, choć rozważał adaptację zdesakralizowanych obiektów, zdecydował się na mniej kosztowne…

View original post 1 545 słów więcej

„Kler” Smarzowskiego uderzy Kościół katolicki w splot słoneczny

Zwykły wpis

28 września premiera dawno wyczekiwanego filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler”. W internecie ogłoszono akcję „Masowe oglądanie filmu »Kler« w celu jego popularyzacji”. W pełni popieram tę inicjatywę i również zachęcam wszystkich do szturmu na kina pierwszego dnia. Niech władza zobaczy te kolejki, niech zobaczy, że moralność publiczna nie jest sprawą dla ludzi obojętną. A rzecz właśnie moralności publicznej dotyczy – w kraju wszak wciąż panoszy się zdeprawowana i niebezpieczna organizacja, która w dodatku uzurpuje sobie prawo do moralnego pouczania społeczeństwa, a samą siebie ośmiela się nazywać świętą.

Bywa tak, że pójście do kina ma znaczenie deklaracji politycznej i stanowi akt moralnie znaczący. Tak jest właśnie w tym przypadku. Zachęcam zwłaszcza katolików, bo każdy z nich, płacąc na Kościół, bierze współodpowiedzialność za jego tragiczne patologie i nadużycia, których początki giną w pomroce dziejów, a końca nie widać. Komu jak komu, ale katolikom szczególnie powinno zależeć na tym, aby morale ich Kościoła i jego duchowieństwa nie odstawało tak dramatycznie od średniej…

Nie widziałem jeszcze filmu, ale wiem o nim kilka rzeczy. Po pierwsze, jest to film utrzymany w konwencji sensacyjnej z elementami satyry, do której istoty należą przerysowanie, umowność, pewne uproszczenia sytuacyjne. „Drogówka” nie odzwierciedla pracy policji drogowej jeden do jednego. A jednak film jest prawdziwy, bo każdy wie, jakie są prawa satyry czy filmowej publicystyki – ważne, aby godne napiętnowania zjawiska zostały pokazane w swej istocie, a niekoniecznie w całkiem realistycznych proporcjach.

Po drugie, film „Kler” został nakręcony z wielką dbałością o szczegóły, w stałej konsultacji i pod stałą pieczą osób bardzo kompetentnych w kwestiach rytuałów katolickich oraz wewnętrznego życia Kościoła katolickiego. Tam nie będzie „ściemy”.

Po trzecie, film – choć fikcyjny – jest opowieścią z kluczem, a jego fabuła sklejona jest z nieco udramatyzowanych, lecz prawdziwych historii. W centrum uwagi stoi postać metropolity gdańskiego, znanego z pazerności i zamiłowania do alkoholu (tu nie ma sporu, gdyby komuś się zachciało warknąć). Tyle mogę powiedzieć na dziś, nie obejrzawszy filmu. Wystarczy, żeby iść samemu do kina i innych do tego zachęcić.

Kościół katolicki znajduje się w szalonym kryzysie. Skandal goni skandal, ekspiacje i przeprosiny, najczęściej bardzo spóźnione i niepowiązane z działaniem, nie robią już wrażenia, a kolejne krajowe oddziały upadają jak kostki domina. W kilku krajach, gdzie jeszcze niedawno Kościół był wszechwładny, dziś budzi tylko gniew, a zamiast dochodu przynosi długi i strapienia. Ale nasza wieś, spokojna, nasza chata z kraja. Przynajmniej tak sobie myślą polscy biskupi. Mylą się. Burza nie ominie naszego kraju. Chmury już się zbierają – za chwilę nadejdzie godzina prawdy i gniewu, rozbłyśnie niebo i posypią się gromy. Tak jak to się stało w Hiszpanii, Irlandii, USA, Australii, Belgii, Chile i dokonuje się w kolejnych krajach. Złodziejstwo i pazerność mogą zostać wybaczone, ale pedofilii nie będzie bronił nawet PiS. Tylko patrzeć, jak ofiary księży dokonają zbiorowego coming outu i zaczną mówić chórem, a nie każda z osobna, opowiadając reportażystom swoje historie. Tylko patrzeć, a partnerki i dzieci księży powiedzą Polakom: „tak, istniejemy, i są nas tysiące – nie byliśmy traktowani fair przez naszych partnerów i ojców”. Tylko patrzeć, a Polacy zadadzą sobie pytanie, czy Polska jest wolnym krajem, czy kościelnym folwarkiem. Tylko patrzeć, aż połowę narodu zacznie mierzić kościelny bałwochwalczy kult jednostki.

Być może tym pierwszym gromem wyzwalającym wielką burzę będzie właśnie film Smarzowskiego. Oczywiście, producenci na to właśnie liczą. Filmowi będzie towarzyszyć książka i inne publikacje – ma się dziać. Rzecz jasna, bardzo pomogłyby protesty fundamentalistów pod kinami, próby zastraszania dystrybutorów i obsobaczanie Smarzowskiego z ambon. Bardzo bym chciał, żeby tak się właśnie sprawy potoczyły, bo nic tak skutecznie nie rozreklamowałoby filmu i nie nadałoby mu rangi ważnego społecznego i politycznego wydarzenia niż nerwowa reakcja Kościoła. Jednak kościelni piarowcy dobrze to wiedzą i bardziej prawdopodobne jest, że biskupi będą próbowali film przemilczeć i zbagatelizować. I o to właśnie chodzi, aby im się to nie udało.

Z premierą „Kleru” wiążę duże nadzieje, bo trailer nieźle „zawiralował” i w ogóle atmosfera oczekiwania narasta. A wszystko to jeszcze ma miejsce u progu sezonu wyborczego, co też nie jest bez znaczenia. PiS zapewne nie pójdzie na wojnę ze Smarzowskim, bo ma inne problemy, a biskupi też muszą pilnować wyborów i na walce z filmem obnażającym obyczaje kleru wiele w tym kontekście nie zyskają. Będzie więc burza, a po burzy spokój. Albo i nie. Oby nie! Czas pokaże. Tymczasem kto Polak, ten do kina!

Duda: „Płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję 1989 roku. Polskę drążą choroby” (za @tvn24).

To już druga jego wypowiedź w tym samym tonie. Czy prezydent uważa, że gdyby rewolucja 1989 r. była „krwawa”, to Polskę nie drążyłby choroby? Obrzydliwe, że takie słowa wypowiada prezydent…

Hairwald

Wybitna pisarka Maria Nurowska zaleca przebadanie Dudy.

W czasie śledztwa dotyczącego marca 1968 r. Antoni Macierewicz obciążył w zeznaniach cztery osoby – wynika z ustaleń autorów biografii byłego szefa MON.

Książkę „Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” wydaje wydawnictwo „Znak”. Z ustaleń autorów wynika, że w trakcie śledztwa po marcu 1968 r. Macierewicz obciążył w swych zeznaniach cztery osoby. Chodzi o kolegów z opozycyjnej działalności studenckiej: Wojciecha Onyszkiewicza (późniejszego założyciela KOR), Piotra Bachurzewskiego (pasierba prof. Władysława Bartoszewskiego), a także Elżbietę Bakinowską, córkę Stefana Bakinowskiego, w czasie wojny żołnierza Armii Andersa, później współtwórcy i redaktora katolickiego miesięcznika „Więź”, oraz doc. Henryka Samsonowicza, dziś emerytowanego profesora historii.

Macierewicz ujawnia szczegółowe okoliczności przygotowywania i kolportowania ulotek w okresie marca 1968 r. z Onyszkiewiczem i Bachurzewskim. Szczególnie niekorzystne zeznania dotyczą Onyszkiewicza. Macierewicz zeznaje, że Wojciech przechowywał u niego 800 ulotek pt. „Robotnicy” przeznaczonych dla pracowników…

View original post 3 127 słów więcej

PiS pasie Rydzyka. Legalne złodziejstwo

Zwykły wpis

Wybitna pisarka Maria Nurowska o ostatnich wypowiedziach arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego.

Z należytą pompą i we właściwej oprawie, metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź świętował 73. urodziny. Było sympatycznie i wesoło. Był grill. Była orkiestra i sporo gości, a wśród nich ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja oraz szef Solidarności Piotr Duda.

Urodzinowe przyjęcie arcybiskup zorganizował w swojej rezydencji przy Parafii św. Ignacego Loyoli w Gdańsku. Jak donosi „Fakt”, nie obyło się bez śpiewów i toastów, a impreza trwała do zmroku.

Arcybiskup słynie ze skłonności do dobrej zabawy i nie stroni od kieliszka. W 2013 roku tygodnik „Wprost” napisał, że duchowny potrafi w takich sytuacjach lekko przesadzać, a czasem wręcz nie kontroluje się.

Jeden z kapelanów opowiadał wtedy tygodnikowi, że arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie do tańca. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: „Co ty, k… nawet nalać nie potrafisz!”. Rano na kacu wzywał go i żądając „actimelka” krzyczał: „Bądź moim actimelkiem!”

Prezydenckie weto wobec forsowanej przez PiS nowelizacji ordynacji do europarlamentu oznacza dla partii rządzącej początek akcji „koryto start” i zapowiedź bezwzględnej wojny o „biorące” miejsca – sugeruje „Fakt”.

Dziennik dowodzi, że wiosenne wybory do Parlamentu Europejskiego miały być dla władz PiS sprytnym sposobem na pozbycie się polityków „zużytych”. Wszystko po to, by jesienią 2019 r. „zaplusować” w wyborach do Sejmu i Senatu. Na drodze stanęło jednak prezydenckie weto, które zniweczyło plan, w myśl którego dużo więcej polityków PiS miało mieć zapewnione lukratywne posadki w Brukseli.

Powołując się na swoich informatorów „Fakt” pisze, że Duda odmawiając podpisu pod nowelizacją, wiedział, że np. kilka osób związanych z Antonim Macierewiczem – także znanych publicystów i dziennikarzy – już widziało się na miejscach biorących do PE. Wiadomo, że aspiruje do nich też spora grupa polityków. Wśród nich np. była premier Beata Szydło czy marszałek Sejmu Marek Kuchciński: prawdopodobnie to on będzie „jedynką” w swoim Podkarpackiem spekuluje „Fakt”.

Powrót na lukratywną posadkę marzy się też ponoć Adamowi Bielanowi. Do ostrej walki będzie zmuszony stanąć Ryszard Czarnecki, a ogromny apetyt zdaniem dziennika na powrót do polityki ma też prezes TVP Jacek Kurski. W swoistym rankingu dziennika jest grupa polityków, których sam Jarosław Kaczyński chciałby się za wszelką cenę pozbyć – spekuluje gazeta.

„Fakt” wskazuje na Antoniego Macierewicza i uważa, że sam prezes namawia go do startu, ale musiałby dostać „jedynkę” jako wiceprezes partii. Następny na liście dziennika jest Zbigniew Ziobro, którego z kolei chce się pozbyć premier Mateusz Morawiecki. Podobnie skompromitowany jako minister i uznawany za duże obciążenie dla partii, ale popularny na Podlasiu Krzysztof Jurgiel. Zaraz po nim Jan Szyszko, który ma mieć miejsce do Parlamentu Europejskiego z puli tzw. „rydzykowców”. Niejako na deser – jak złośliwie sugeruje Fakt – pozostaje Anna Zalewska z „przyjaciółkami” czyli z Szydło i Witek. To może dobra okazja, na pozbycie się jej z resortu edukacji.

Coraz więcej artystów reaguje na demontaż państwa prawa realizowany na naszych oczach, dlatego coraz częściej wypowiadają się publicznie na temat obecnej sytuacji politycznej. Niestety za swoje poglądy są często narażeni na ataki ze strony zwolenników PiS-u. „Dobrą zmianę” od początku krytykują Krystyna Janda, Maja Ostaszewska, Maciej Maleńczuk czy Maciej Stuhr. Za ich przykładem idą następni i co istotne, to głosy artystów różnych pokoleń. Jednym z nich jest Krzysztof Zalewski, utalentowany muzyk młodego pokolenia, który jasno deklaruje: „jestem przerażony sytuacją w Polsce, dlatego krzyczę.” Jak podkreśla w rozmowach z dziennikarzami, nie chce być agitatorem politycznym, ale ma świadomość, że jego głos ma szansę dotrzeć do tysięcy fanów.

Ostatnio Zalewski podczas koncertu na Woodstocku zachęcał młodych ludzi do pójścia na wybory. „Zależy mi, żeby u urn stanęli wszyscy, a nie tylko ci, których zachęci do tego rozdawnictwo pieniędzy, jakim aktualnie rządząca partia kupuje sobie głosy. – argumentował muzyk w rozmowie z portalem gwiazdy.wp.pl.

Według Krzysztofa Zalewskiego w młodych ludziach istnieje silna potrzeba buntu przeciwko temu co się wokół dzieje, a muzycy poprzez swoją twórczość mogą mieć wpływ na fanów.

Podobnego zdanie jest również Maciej Zakościelny, który publicznie poparł protest w obronie niezależności sądów, pojawiając się na Placu Zamkowym w Warszawie w 550 rocznicę parlamentaryzmu polskiego. Na instagramie aktor apeluje: „Nie możemy obecnie udawać, że nic się nie dzieje kiedy zagrożona jest przyszłość nasza i naszych dzieci. To nasz obywatelski obowiązek ponad podziałami, religiami i poglądami. Nasz głos jest teraz bardzo ważny.”

Apel aktora poparli jego fani: „Podziwiałem Pana grę w „Czasie honoru”; teraz jestem pełen podziwu dla Pana gestu w realu. To właśnie jest prawdziwy akt obrony honoru demokratycznej i praworządnej Polski.” – napisał w komentarzu jeden z internautów.

Do ataku na polskie sądownictwo odniósł się również (co dziwi, ale i budzi szacunek) dziennikarz TVPis, Tomasz Kammel, który na instagramie napisał: „Czy demokracja jest możliwa jeśli polityka ma bezpośredni wpływ na sąd? Czy może wtedy istnieć trójpodział władzy? Czy bez niezawisłych sądów demokracja może ustąpić miejsca dyktaturze? Historia pokazuje, że może. Naprawa sądów, niewątpliwie potrzebna i ważna, nie może odbywać się kosztem utraty demokracji. Nie ryzykujmy tego. Kochani, musimy żyć w wolnym kraju.

Na temat sytuacji w Polsce wypowiedziały się też gwiazdy światowego formatu: Bono, Roger Waters czy Mick Jagger. „To, co mówił Bono na koncertach zagranicą, jak i słowa Jaggera, że jestem za stary, żeby być sędzią, to są sygnały solidarności społeczeństwa, które nie zmienią sytuacji w kraju, ale upewnią ludzi, że są razem, że tworzą jakąś grupę, silną i wyraźną – mówił w cytowanym wywiadzie Krzysztof Zalewski i dodał „Stonesi mają tak silną bazę fanów, że też i zwolennicy obozu rządzącego się wśród nich znajdują, więc może słowa idola dadzą im do myślenia?

W reakcji na niewybredne komentarze, jakie pojawiły się w poznańskim oddziale TVP po Marszu Równości, zarówno ubiegający się o reelekcję Jacek Jaśkowiak, jak i startujący z ramienia lewicy Tomasz Lewandowski, zdecydowali, że podczas kampanii wyborczej nie będą występować w telewizji publicznej. „To, co od jakiegoś czasu robi TVP jest po prostu zaprzeczeniem dziennikarstwa. W rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej nie zamierzam przyjmować żadnego zaproszenia do studia TVPiS” – argumentuje Jaśkowiak. – „Nie chodzi tylko o przekaz polityczny TVPiS, ale też o ideologiczne pranie telewidzom mózgów. Szczytem zaprzeczenia dziennikarstwa były materiały rzekomo relacjonujące wydarzenia związane z niedawnym XV Poznańskim Marszem Równości, którego uczestnicy przedstawieni zostali w sposób nie tylko obraźliwy, ale i nieprawdziwy. Nie godzę się na takie traktowanie ludzi, których postawa w jakikolwiek sposób odbiega od jedynie słusznej wizji społeczeństwa przyjętej prze obecnie rządzących.

W ślady Jaśkowiaka poszedł jego kontrkandydat, Tomasz Lewandowski, który powiedział, że nie wyraża zgody „na robienie z telewizji publicznej szczekaczki politycznej propagującej język nienawiści.” Lewandowski przy okazji wezwał pozostałych kandydatów na prezydenta Poznania do udziału w bojkocie TVP, jednak jego apel nie spotkał się z poparciem.

Trójka pozostałych kandydatów (Tadeusz Zysk, Jacek Pucek i Dorota Bonk-Hammermeister) zadeklarowała chęć udziału w programach wyborczych TVP Poznań.

Decyzja Jaśkowiaka i Lewandowskiego doczekała się również odpowiedzi ze strony kierownictwa lokalnego oddziału telewizji publicznej. W wydanym oświadczeniu dyrektor naczelna, Agata Ławniczak-Loba, napisała: „OTVP SA w Poznaniu jest otwarta dla przedstawicieli różnych środowisk i poglądów mających wpływ na życie mieszkańców miasta i regionu, a także dla osób pełniących ważne funkcje w życiu publicznym”.

Wycofanie się z udziału w telewizji publicznej, która wciąż dociera do największej liczby odbiorców, można uznać za odważną decyzję. Jednak wierność zasadom wydaje się mieć dla dwóch kandydatów większe znaczenie niż podbijanie popularności uczestnictwem w programach upartyjnionej telewizji.

Koleżanki kolegi …pamiętaj abyś dzień..⛪

Orły pisowskie wyrżnęły dziobami w ziemię

Zwykły wpis

Ciągle budowane są mity, w większości fałszywe, o rozpoczęciu historycznego strajku w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 roku. Wspomnę kilka dni przygotowań do strajku, które uruchomiły lawinę. Przypomnę tę historię: dla tych, którzy zapomnieli, i dla kłamców lub mitomanów, aby spojrzeli prawdzie w oczy.

Jako jeden z pięciu organizatorów tego strajku czuję się w obowiązku dać świadectwo i przeciwstawić się fałszowaniu historii. Ograniczę się tylko do bezpośredniej genezy protestu i samego dnia, a w zasadzie poranka, kiedy to zorganizowaliśmy strajk, który – jak się okazało, zgodnie z wypowiedzianym rok wcześniej proroczym wezwaniem św. Jana Pawła II – „zmienił oblicze tej ziemi”. Sam jego przebieg jest solidnie udokumentowany, ale i tak powstają alternatywne wersje, o lata świetlne oddalone od prawdy historycznej. Przypisuje się role ludziom, którzy może na 15 minut pojawili się w Stoczni w trakcie tych ponad dwóch tygodni strajku.

>>>

>>>

Tak jeden z internautów skomentował wieczorne odwołanie prezesa Zakładów Azotowych Puławy Jacka Janiszka. Oprócz utraty funkcji prezesa został usunięty również ze składu zarządu puławskiej spółki. Powodów – jak to w państwie PiS – nie podano.

Jacek Janiszek prezesem Azotów był od stycznia 2017 roku, wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa spółki. Na razie obowiązki prezesa pełnić będzie Krzysztof Bednarz, członek rady nadzorczej. W ciągu trzech miesięcy ma się pojawić nowy zarządzający.

W sieci pojawił się nowy hasztag ”100prezesowNa100lecie”, co zdaje się być doskonałym podsumowaniem polityki PiS. O karuzeli prezesów pisaliśmy ostatnio w artykule ”Tak się bawi PiS spółkami skarbu państwa i naszymi pieniędzmi”.


Poeta i felietonista „Krytyki Politycznej” wniósł skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jaś Kapela został skazany za przerobienie „Mazurka Dąbrowskiego”.

Według sądu, naruszył przepisy o hymnie narodowym. Kapela ma zapłacić 1000 zł grzywny i pokryć koszty procesu. „Może Polska nie zginęła, Lecz całkiem zgłupiała” oraz „O ile Kaczyński jest lepszy od Jasia Kapeli?”.

„Liczymy na pomyślny wyrok, bo to ewidentna ingerencja w wolność słowa, czego Trybunał za bardzo nie lubi. Tym bardziej że kara jest nieproporcjonalna, a prawo, na podstawie którego mnie skazano, mało precyzyjne. Nigdzie w tej ustawie nie jest napisane wprost, że nie wolno śpiewać „Mazurka” ze zmienionymi słowami” – powiedział „GW” Jaś Kapela. Poeta zwrócił się do Trybunału w Strasburgu, bo jego sprawa z prawnego punktu widzenia dotyczy wykroczenia, a nie przestępstwa. Kapela nie może już odwoływać się w polskich sądach, dlatego zdecydował się na wysłanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Na koduj24.pl Magda Jethon rozmawia z Leszkiem Balcerowiczem.

Nowe wolne media są siłą, która wyrosła na moralnym sprzeciwie wobec kłamstwa w życiu publicznym – mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon – Rok temu, kiedy prezydent zawetował dwie ustawy o KRS i SN, ludzie żyli nadzieją, wprawdzie dość krótko, że może coś się zmieni. Teraz z powodu pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE znów zrodziła się nadzieja. Czy ta nadzieja ma sens?

Leszek Balcerowicz – Walka ze złem, a mamy do czynienia z ustrojowym i moralnym złem w Polsce, ma swoje wzloty i upadki. Czasami idzie w dół, potem rośnie, ale ostatecznie wygrywają ludzie, którzy są wytrwali i odporni. Jeżeli w ważnej sprawie nie da się udowodnić, że jest ona beznadziejna to po prostu trzeba działać. Ogromnie podoba mi się akcja nakładania na pomniki koszulek z napisem „Konstytucja”. To ośmiesza władzę, jednocześnie nie wymaga dużych nakładów. Trzeba wymyślać następne. A jeżeli chodzi o Sąd Najwyższy, to przychylam się do zdania autorytetów prawnych, którzy uważają, że to, co zrobił jest koniecznym ruchem przeciw  niszczycielstwu ustrojowemu, ponadto jest zgodne z Konstytucją i traktatami europejskimi. Obrona przeciwnego stanowiska jest żałosna. Przypomina prawników PRL, którzy też bronili socjalistycznej dyktatury. Każda władza dyktatorska czy zmierzająca do dyktatury zawsze ma i będzie miała swoich profesorów, w tym prawników. Ale oni powinni być umieszczani na liście hańby. Dlatego propaguję tworzenie pręgierza obywatelskiego. Proszę zauważyć, jacy ludzie zgłosili się do PiS-KRS. Są wśród nich frustraci i nieudacznicy, i osoby powiązane z obecną władzą różnymi więziami. Te więzy należy odsłaniać.

Ujawnianie niewygodnych faktów to rola mediów. Szczególnie tych wolnych, być może zagrożonych, bo publicznych już nie ma.

Trzeba powiedzieć, że PiS w sposób bezprzykładny, haniebny, bezczelny zrobiło z tzw. mediów publicznych obrzydliwą tubę partyjną. Pracuje tam sporo młodych ludzi, którzy chyba nie myślą o swojej przyszłości. Trzeba podkreślić, że młodość nie jest gwarancją przyzwoitości. Na szczęście mamy media niezależne, które odgrywają w tej walce ogromną rolę. Jest z nimi jednak inny problem. Zastanawiam się na przykład, czy jest sens, żeby te media niepisowskie zapraszały notorycznych łgarzy, kłamców, tych, którzy emitują insynuacje i wyzwiska? Czy równy dystans do łajdactwa i przyzwoitości jest przyzwoitością? Zadaję to pytanie i mam wrażenie, że zbyt łatwo idzie się na to, żeby albo w imię fałszywie pojmowanej bezstronności, albo dla wątpliwej rozrywki zapraszać różnych troglodytów moralno-intelektualnych.

Pojawiło się ostatnio takie pojęcie jak symetryzm …

Symetryzm to oczywiście ironiczna nazwa kłamstwa, mającego pozory prawdy, które zamazuje istotne różnice. Czy prawdą będzie stwierdzenie: wszyscy są chorzy. W jakimś sensie tak, bo nie ma idealnego zdrowia, ale to jest gigantyczne kłamstwo, polegające na zamazaniu różnicy pomiędzy katarem a rakiem. PiS to jest rak, to jest ustrojowy rak. I ci tak zwani symetryści są w gruncie rzeczy pozorantami obiektywności.

PiS zapowiada, że weźmie się za niezależne media…

Powtarzanie różnych pogłosek jest rodzajem histerii i wzbudzaniem paniki. Zamiast tego trzeba się starać zbadać, jakie są podstawy tych zapowiedzi. PiS musiałby uderzyć w Stany Zjednoczone i kraje UE. To nie jest takie proste.

Uważa pan, że mediom nic nie grozi?

Nie formułuję prognozy, raczej staram się przedstawić postawy i objawy. Trzeba nastawić się na działanie, włącznie z odporem i kontrofensywą. Z powtarzania pogłosek nic nie wynika.

Kilka dni temu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Kornel Morawiecki, nie wiadomo czy w swoim imieniu, syna czy partii powiedział: „Będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu”.

Ludzi, którzy odgrywają rolę błaznów nie należy traktować poważnie. Być może gonią za rozgłosem, tak jak żądny sławy szewc Herostrates, który podpalił świątynię Artemidy w Efezie. Przestępcy często gonią za rozgłosem, a obok tych pospolitych są też przestępcy przeciw moralności i rozumowi. Nie sądzę, żeby Kornel Morawiecki wypowiedział się w czyimkolwiek imieniu, on jest samosterowny. Tak samo nie ma sensu epatowanie straszną panią Pawłowicz. Należy spuścić zasłonę milczenia i powiedzieć sobie, że nie będziemy się zajmować takimi zjawiskami. Oni wtedy, być może, odczują brak rozgłosu. To będzie dla nich najgorsza kara.

Nie wyobraża Pan sobie, że nie będzie wolnych mediów? A może będą tylko trochę „grzeczniejsze”. Polsat już zaczął się zmieniać. Niektórzy uważają, że jego właściciel ma za dużo interesów, żeby zadzierać z władzą. Czy sytuacja Polsatu, wg pana, jest jakimś sygnałem? 

Dała pani przykład, do którego się nie mogę odnieść, bo nie wiem, czy tak jest z Polsatem. Natomiast wiedząc, że Kaczyński i jego wasale nie mają moralnych ograniczeń, nie mogę wykluczyć ukrytego nacisku na właściciela Polsatu, który powinien pamiętać, że PiS nie będzie wieczny.

Dlaczego ważne są wolne media?

Ogromna rola wolnych mediów po raz pierwszy została uwypuklona przez ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Wolne media to w Stanach Zjednoczonych rodzaj świętości. Jeżeli nie ma wolnych mediów, nie ma wolności. Media muszą patrzeć władzy na ręce. Po to są. Dziś w Polsce przeciwieństwem wolnych mediów są media pisowskie, które są instrumentem paskudnej władzy, a ich dziennikarze – aparatczykami partyjnymi. Nie można o nich zapomnieć, muszą być wymieniani i zapamiętani z imienia i nazwiska. Muszą mieć w życiorysie zapisane, co robili za tej i dla tej paskudnej władzy.

Jako krytyk działań PiSu jest Pan często ich celem…

We wrześniu 2017 r. pisowska telewizja pokazała – z udziałem NBP, którego prezesem jest A. Glapiński, oraz prokuratury – paszkwil na mój temat. Skierowałem tę sprawę do sądu. Inne łajdactwo ukazało się niedawno w „Sieci” i „wPolityce”. Na ten drugi temat pisał w koduj24  Wojciech Maziarski.

Doszło do sytuacji, że to wolne media prostują kłamstwa i insynuacje produkowane przez media prorządowe…

To, co zrobiło do tej pory PiS przekracza najgorsze oczekiwania sprzed wyborów, jakie miała większość ludzi, łącznie ze mną. Mało kto przewidywał, że PiS dokona zamachu  na Trybunał Konstytucyjny, a teraz próbuje opanować sądy. Tu powinno się włączyć jaskrawo czerwone światło, które skłoni nas do wymyślenia bardziej skutecznych sposobów zatrzymywania tej władzy. To, co zrobił ostatnio SN, kierując pytania do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a także akcja z koszulkami na pomnikach, świadczą o tym, że są takie sposoby i że można i trzeba je stosować.

Trzeba pamiętać, że każda władza zmierzająca do zagarnięcia państwa trzyma się na jakimś aparacie, bo przecież sam Kaczyński nie będzie zastraszać ludzi. Dlatego niesłychanie istotne są właśnie wolne media. Należy obserwować, co robią służby specjalne na czele z CBA, a mam wrażenie, że odgrywają rolę policji politycznej PiS. Trzeba konkretnych ludzi zawsze wymieniać z imienia i nazwiska. Nie można mówić: „prokuratura”, „komisja” itd., bo to jest oskarżenie wszystkich, a więc jest nieskuteczne. Odpowiedzialność jest zawsze imienna, anonimowość daje bezkarność. Dlatego również jestem przeciwny temu, żeby do jednego worka wsadzać policjantów. Daliśmy temu wyraz w Apelu Obywatelskim o niewykorzystywanie policji do celów partyjnych.

A dlaczego ważne są media, takie jak oko.press czy koduj24, które powstały po dojściu PiS do władzy?

Są potrzebne jako przeciwwaga w internecie dla PiS-mediów. Media te są nową siłą, która wyrosła na moralnym sprzeciwie wobec kłamstwa w życiu publicznym. Jeżeli uważamy, że istnieje niebezpieczeństwo związane z pojawieniem się mediów internetowych, to jedynym rozwiązaniem jest być w tym lepszym. Skoro internet używany jest przez złe władze, np. w Rosji, do dywersji i przeciw demokracji, to rodzi się ogromna potrzeba przeciwdziałania. To tak, jak w zbrojeniach, kiedy mamy broń ofensywną, musi powstać skuteczniejsza broń defensywna. To ma ogromne znaczenie. No i dobrze, że w Polsce media internetowe się rozwijają.

Takie portale, jak my czy oko.press są w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nie chcemy pieniędzy od polityków, bo nie na tym polega uczciwe dziennikarstwo. Biznes nie chce nas wspierać, bo się boi narażać. O rozdziale pieniędzy unijnych decyduje rząd, do decydowania o funduszach norweskich też się rząd przymierza, więc jak żyć, panie profesorze?

Uważam, że nie tyle przedsiębiorcy, ale organizacje przedsiębiorców, które nie mają podstaw, żeby się bać, powinny rozumieć, że mają jakąś odpowiedzialność wobec obywateli.

Nie odczuwamy takiego zrozumienia… Pozostają nam zwykli obywatele. Ale w Polsce nie ma tradycji wspierania wolnych mediów. Może też ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest ich wsparcie?

Tak to prawda. Za mało jest w Polsce elementarnej obywatelskiej odpowiedzialności, przekonania, że trzeba wzmacniać organizacje, które działają dla nas. Bardzo  zachęcam więc wszystkich państwa do wspierania, również w sposób finansowy, organizacji, które robią bardzo ważne rzeczy w obronie wolności i państwa prawa daleko lepszego niż ten, który władze PiS usiłują w Polsce wprowadzić. Nie mam w zwyczaju upubliczniania, co sam robię na tym polu, ale w tym przypadku zrobię wyjątek. Wspieramy z żoną koduj24 i przy tej okazji bardzo zachęcamy do tego innych.

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskich orłach.

Tematy w polityce są iście ogórkowe. Tygodnik „Wprost” kontynuuje wątek węża boa, który nie spłynął Wisłą do Bałtyku i nie rozmienił się na drobne – w sinice, ale przeistoczył się w Antoniego Macierewicza. Były minister obrony zdusił modernizację Wojska Polskiego, generałów fachowców wysłał na trawkę i emeryturę, a oficerowie NATO i Jankesi nie chcieli widzieć jego podejrzanej fizjonomii wśród siebie. Jednak chory Jarosław Kaczyński wysłuchał go przy łóżku. Czy Macierewicz groził, że mu powyrywa wenflony ze spływającymi lekarstwami do organizmu, nie wiemy. W każdym razie „Wprost” donosi, że prezes zlecił Macierewiczowi specjalne zadanie: ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Czyli armia jakoś przeżyła, więc mamy sequel „Boa 2”. Będzie dalszy ciąg duszenia polskiej zdolności obronnej. Nie jestem przekonany do tego, aby Tomasz Piątek miał pisać drugą część „Macierewicza i jego tajemnic”, bo jeszcze bardziej aktualne są wnioski, które nieodparcie nasuwają się po lekturze – gdy mówisz „Macierewicz” i myślisz… Co myślimy? Tak, o najgorszym. O Targowicy.

Orzeł intelektu Mariusz Błaszczak w te upały wzbił się „na wyżyny” i stwierdził, iż Marsz Równości w Poznaniu był „paradą sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych”. Nie ma w tym stwierdzeniu ładu i składu, ale tak z takimi pożal się boże orłami bywa, iż wzbija się do góry i okazuje się nielotem, bo wyrżnął łbem o byle przeszkodę. Na szczęście Safona, Heraklit, Archimedes, Platon czy Sokrates – że zacznę od starożytnych Greków – nie byli Błaszczakami i wszelkie przeszkody intelektualne zamieniali w pył.

Innym nielotem politycznym okazał się Jan Rokita, który wysłał zbyt szybko Nelli Rokitę do PiS, aby zaszkodziła Platformie i Donaldowi Tuskowi. Nelli zaszkodziła raczej nazwisku Rokity, które stało się synonimem głupawki. Czy nie mógł Rokita poczekać do dzisiaj i wysłać Nelli do PiS? Z Markiem Suskim utworzyliby polityczną parę, jak Beata Mazurek z Ryszardem Terleckim.

Wobec tego, że Rokita się pospieszył, pozostała mu rola Suskiego. Jan upodobnił się do Nelli, tak to bywa w małżeństwach, a nawet w kontaktach ze zwierzętami, gdy właściciel buldoga upodabnia się do psa. Otóż Rokita bystry jak Suski rzecze o Tusku w rozmowie z dziennikarzem „Wprost”, że „Tusk zawsze swojej partii nie cierpiał”, czyli Platformy. Rokicie raczej nie zaszkodziły upały. Uszczerbek na umyśle dopadł go dużo wcześniej, gdy markę Rokita reprezentowała Nelli i wówczas umysłowo do niej się upodobnił.

I jeszcze jeden michałek z gumna PiS, która to partia nie zważa na porę roku i podrzuca soczyste dowody swej pokraczności. Były sekretarz KC PZPR Marek Król, który aktualnie ma się całkiem dobrze na garnuszku PiS, w pisowskim radiu rzekł, iż „dla zdrowia przyszłych pokoleń trzeba przeprowadzić redukcję tych, którzy profitowali w PRL…”. Jakoś szybko zapomniał, że zasiadał w… KC PZPR, więc niech zacznie od zredukowania samego siebie.

>>>

PiS po utracie władzy powinno być zdelegalizowane

Zwykły wpis

Wszyscy magistrowie prawa z PiS-u, na czele z magister Julią Przyłębską (tak zwaną prezes tak zwanego TK) zapewniają teraz w mediach przychylnych aktualnej władzy, że istnieją takie wyroki sądowe, do których władza może się nie zastosować. A to niby dlaczego?

W uzasadnieniu tego kuriozalnego na skalę całego cywilizowanego świata stanowiska, padają okrągłe zdania o naruszaniu jakichś tam paragrafów, o braku podstaw prawnych, a nawet działaniu wbrew Konstytucji. Tak, tej samej „przejściowej” Konstytucji, którą zazwyczaj prawnicy z formacji władzy traktują mniej więcej tak, jak posłanka Pawłowicz flagę europejską.

Że większość konstytucjonalistów i w ogóle – polskich i zagranicznych gremiów prawniczych, włącznie z unijną Komisją Sprawiedliwości i Trybunałem w Strasburgu, uważa inaczej? A, to nic nie szkodzi.

Pani magister Przyłębska już dawno temu stwierdziła przecież publicznie, że wprawdzie nie jest profesorem, ale zupełnie jej to nie przeszkadza. Podobnie, jak panu prezydentowi w podpisywaniu ustaw jawnie sprzecznych z Konstytucją nic a nic nie przeszkadzało, że jest doktorem. Prawa, jakby ktoś pytał, Ba, aktualnemu szefowi KRS też nie wadziło, że obejmuje stanowisko pomimo kontrowersji wokół „ustaw sądowych”. Choć – inaczej niż pani magister z TK – akurat on jest naprawdę profesorem. Też prawa, gdyby ktoś jednak miał wątpliwości.

Tych państwa, niezależnie od tytułów naukowych i poziomu edukacji prawniczej, po prostu nikt i nic nie przekona, że „białe jest białe, a czarne – czarne”. I właśnie dlatego robią kariery w partii aktualnie rządzącej, gdzie jedynym w sumie kryterium oceny kwalifikacji zawodowych jest ów swoisty daltonizm właśnie. Zdolność do postrzegania czarnego jako białego i odwrotnie. Oraz kręgosłup moralny giętki, jak – nie przymierzając paragraf. Te same cechy dzielą też z nimi prawicowi publicyści, którzy wiedzę o niuansach prawniczych posiedli – zdaje się – w wyposażeniu genetycznym, więc znają się na tym nawet lepiej, niż zawodowi prawnicy. Toteż nie bawiąc się w subtelności kodeksowe od razu zdecydowali, że najnowszego orzeczenia SN nie należy traktować poważnie.

Ale nie ma co sobie dworować z magistrów i redaktora Ziemkiewicza, bo ci wszyscy państwo mają przecież do wykonania niezwykle ważne zadanie. Za wszelką cenę, w tym także cenę zawodowej wiarygodności, muszą przeforsować zmiany w Sądzie Najwyższym. Więc z kamienną twarzą i miedzianym czołem żonglują teraz w mediach paragrafami bez pokrycia. Wiedzą, że cokolwiek powiedzą i tak jest bez znaczenia. Wiadomo przecież, o co w tym wszystkim chodzi. A chodzi o to, żeby to Prawo i Sprawiedliwość przesądzało, czym jest w IV RP prawo i sprawiedliwość. I kto ma iść siedzieć za „winy Tuska”.

Po domknięciu sądowych reform o tym wszystkim będzie decydować – osobiście (choć w teorii przez oddanych sobie prawników) – pan prezes. I słusznie, bo choć z wykształcenia prosty doktor prawa, intuicją moralną oraz instynktem prawniczym przewyższa zdecydowanie wszystkich brukselskich profesorów. On i tylko on będzie więc krynicą sprawiedliwości, z której czerpać będą obywatele w IV RP lepszego sortu (ci „gorszego” będą zaś w niej tonąć, jak za biblijnego potopu). Natomiast jedynym zadaniem gromady przychylnych formacji władzy prostych magistrów, doktorów i profesorów jest oblec wolę prezesa w formę choćby i nieistniejących – jak przy ostatniej nowelizacji ustawy o SN – paragrafów.

Po wczorajszej decyzji Sądu Najwyższego zawieszającej stosowanie przepisu o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku, nie trzeba było długo czekać na reakcję PiS. Niezmordowana Krystyna Pawłowicz od razu ogłosiła, że „sędziowie poszli na rympał” i weszli w rolę polityków. Za tyleż barwną, co średnio decyzyjną w PiS panią poseł, poszły głosy poważnych konstytucyjnych organów państwa. Najpierw kancelaria prezydenta Dudy wydała oświadczenie, że decyzja SN nie ma podstawy prawnej i niczego nie zmienia, następnie prezes TK, Julia Przyłębska, zarzuciła sędziom łamanie konstytucji. Kolejni posłowie obozu władzy, jak Andrzej Mularczyk, wzywają do postawienia odpowiedzialnych za orzeczenie sędziów przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

Jeśli więc ktoś tu idzie na rympał to PiS – przynajmniej na poziomie retoryki. Ta sugeruje bowiem, że partia uzna orzeczenie za „nieistniejące” i zwyczajnie je zignoruje. Nie specjalnie nas to nawet zaskakuje – pamiętamy jak na początku kadencji PiS po prostu zignorował orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i odmówił ich publikacji. Jednak odmowa uznania postanowień SN oznacza kryzys państwa, przy którym spory o TK wspominać będziemy jako sielankę. Nawet PiS może się wahać przed takim ryzykiem.

Przełomowy wyrok

Choć na razie partia nie spuszcza z tonu i straszy swój elektorat „rokoszem sędziów”, blokujących reformy obdarzonego „mandatem suwerena” rządu. Taka narracja przychodzi PiS nawet łatwiej niż w przypadku sporu o TK. Tam konstytucja wprost stanowiła, że wyroki TK są ostateczne – ignorowanie ich przez PiS było po prostu deliktem konstytucyjnym, oczywistym dla wszystkich, poza sfanatyzowanymi zwolennikami tej partii.

Decyzję SN, choć zdaniem większości autorytetów prawniczych, absolutnie słuszną i uprawnioną, łatwiej będzie przedstawić opinii publicznej jako uzurpację. Sąd podjął decyzję przełomową i precedensową. Kierując zapytanie w kwestii ustaw sądowych do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, SN bezpośrednio zastosował traktaty europejskie, a dla zagwarantowania ich stosowania sięgnął po środek z kodeksu postępowania cywilnego: „zabezpieczenie roszczenia w postaci unormowania jakiegoś stanu”. Odnosi się je do roszczeń niematerialnych, takich jak np. roszczenie co do tego, czy sędziowie są dalej sędziami, czy zostali przeniesieni w stan spoczynku. SN uznał, że jeśli sędziowie SN zostaną faktycznie przeniesieni w stan spoczynku, zanim wyrok w tej sprawie wyda Europejski Trybunał Sprawiedliwości, wyrok ten będzie w istocie bezprzedmiotowy. Trzeba wiec zabezpieczyć prawnie przedmiot sporu – w tym wypadku aktywny status sędziów.

Rozumowanie SN wydaje się poprawne, ale jest też bardzo skomplikowane i PiS łatwo jest w tej sprawie mącić w głowach Polaków i Polek. Jego posłowie, sędziowie i publicyści już to robią. Przekaz dnia powtarza dwa argumenty. Pierwszy mówi, że przepisy kpc nie mają tu zastosowania, stroną w postępowaniu cywilnym nie może być bowiem ustawodawca. To jednak SN jest najwyższym organem orzekającym i stwarzającym wykładnię prawa cywilnego, a środowisko prawniczych autorytetów jest dość zgodne, że SN właściwie zastosował prawo.

PiSowcy, naprawdę jesteśmy w Europie!

Drugi argument mówi: przepisy o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku są zgodne z polską konstytucją, przez co zapytanie do ETS jest bezprzedmiotowe, konstytucja stoi wszak ponad traktatami.

Z tym tłumaczeniem są dwa problemy. Po pierwsze, to PiS był siłą, który w ciągu ostatnich trzech lat konstytucję nie tylko regularnie łamał i naginał, ale także otwarcie znieważał. Konstytucja miała być poczęta w nieprawym, pookrągłostołowym łożu, stworzona dla zabezpieczenia postkomunistycznego układu, miała wymagać radykalnych zmian. PiS jako nagły obrońca konstytucji jest tak samo wiarygodny, jak ojciec Rydzyk jako piewca ewangelicznego ubóstwa.

Po drugie – co jest znacznie poważniejsze, niż hipokryzja PiS – wbrew deklaracjom rządzących, w Unii Europejskiej obowiązuje zasada pierwszeństwa traktatów europejskich przed prawem krajowym. Także w wypadku rozwiązań konstytucyjnych. Unia jest dziś konstrukcją opartą na podwójnym obywatelstwie: narodowym i europejskim. Polacy i Polki są obywatelami i Polski i UE. I żadna zmiana konstytucji nie może odebrać im praw, jakie mają, jako obywatele Unii. Np. prawa głosu w wyborach niezależnie od płci. Albo prawa do procesu przed uczciwym, bezstronnym sądem.

Zugzwang

PiS w sprawie sądów zachowuje się, jakby Polska nie była w Europie i jakby traktaty europejskie nie wyznaczały ram, w jakich każda władza (także ta z większym poparciem, niż to PiS) może realizować „mandat od suwerena”.

Obecność ETS, jako dodatkowej instancji w sporze PiS z sędziami SN komplikuje Nowogrodzkiej sprawę. Decyzje SN z wczoraj sprytnie sprawia partię w sytuacji, którą szachiści nazywają Zugzwangiem – gdy każdy możliwy ruch pogarsza ogólną strategiczną sytuację gracza.
PiS w retoryce „reformy sądów” zapędził się tak daleko, że nie może powiedzieć „szanujemy decyzję SN, wstrzymujemy wszelkie działania”. Elektorat uznałby to za kompromitujące wywieszenie białej flagi.

Pójście na pełny rympał też jednak jest dla PiS mocno ryzykowne. Jeśli obóz władzy wybierze dublerów do SN, to mamy sytuację dwuwładzy w jednym z najważniejszych sądów w kraju. Jeden uznawany przez środowisko SN i drugi, kadłubowy, złożony przez wybranych przez PiS dublerów. Towarzyszył będzie temu całkowity chaos w systemie sądowniczym oraz konflikt z Europą, którego PiS na dłuższą metę nie może wygrać. Część wyborców partii, który nie kocha może prezes Gersdorf i aroganckich sędziów, ale jeszcze bardziej nie znosi ciągłego chaosu w państwie, może wystawić za to PiS rachunek.

Najrozsądniejsze dla PiS byłoby skorzystać z przerwy wakacyjnej, by poczekać do jakiejś decyzji ETS. Fakt, że jak na razie wypowiadają się kancelaria prezydenta i rzecznicy Ziobry, a nie sam prezydent, czy szef resortu sprawiedliwości, może świadczyć, że PiS zostawia sobie uchyloną tę furtkę.

Nawet jeśli PiS uzna orzeczenia ETS, to walka o przejęcie SN się nie skończy. PiS zbyt dużo zainwestował, by się cofnąć – po wakacjach czekają nas pewnie kolejne nowelizacje, obliczone na to, by obejść postanowienia SN i wyprowadzić w pole Europę. Niezależnego sądownictwa nie ocalimy w Polsce inaczej, niż odsuwając PiS od władzy. Dopóki u władzy będzie PiS, także polska konstytucja i władza sądownicza tkwić będzie w mniejszym lub większym Zugzwangu.

– Rosja nie zaatakuje kraju silnego, który ma przyjaciół, bo będzie wiedziała, że jej się to nie opłaci. Musimy więc budować silną Polskę i dobre relacje z sąsiadami, bo tylko dobre alianse są gwarancją naszego bezpieczeństwa – powiedział podczas Pol’and’Rock Festival gen. Mirosław Różański.

2 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą rozpoczął się festiwal Pol’and’Rock. Nowy Przystanek Woodstock potrwa do soboty. Oprócz koncertów, uczestnicy festiwalu będą mieli okazję wziąć udział w spotkaniach w ludźmi ze świata kultury, polityki oraz Kościoła i mediów w ramach Akademii Sztuk Przepięknych. Pierwszego dnia Pol’and’Rock z festiwalowiczami spotkali się aktor Artur Barciś, fotograf Chris Niedenthal oraz dziennikarka Dorota Wellman. Dzień później w Kostrzynie pojawili się m.in. pisarka Katarzyna Puzyńska oraz Bogusław Wołoszański i gen. Mirosław Różański.

Były dowódca generalny polskich sił zbrojnych ocenił, że wojna już obecnie trwa. – To wojna gospodarcza, informacyjna i ona nas otacza. Jeśli nic się nie zmieni, to wojna może dotrzeć do Polski. Politycy budują nasze bezpieczeństwo. Jeśli nasz kraj dalej będzie dzielony przez polityków, którzy do tego źle traktują naszych sąsiadów i jeśli nasz potencjał gospodarczy będzie obniżany, to wojna tutaj też może nastąpić, tak jak na Ukrainie. To jest rzecz, na którą mamy wpływ. Każda wojna jest bowiem kontynuacją polityki państwa. To politycy tworzą niebezpieczne sytuacje i oni swoją polityką generują napięcie. Zła polityka przeradza się w konflikt zbrojny. A to my mamy wpływ na to, kto nami rządzi. Politycy grają na emocjach i budują na tym swoją popularność, ale od was zależy wyczuwanie prawdziwych intencji ich działania – tłumaczył.

Generał Różański krytycznie odniósł się do polityki zagranicznej prowadzonej przez polski rząd. – Nie lubimy Niemców, mamy problemy z Ukrainą. Dokładnie tak jak Syria ze swoimi sąsiadami. Społeczeństwo syryjskie jest podzielone, a u nas jest podział na lepszy i gorszy sort. Nasze elity są nieodpowiedzialne. Rosja może zaatakować słaby i zdestabilizowany kraj, do tego obrażony na UE i nie potrafiący dogadać się z NATO. Rosja nie zaatakuje kraju silnego, który ma przyjaciół, bo będzie wiedziała, że jej się to nie opłaci. Musimy więc budować silną Polskę i dobre relacje z sąsiadami, bo tylko dobre alianse są gwarancją naszego bezpieczeństwa – zaznaczył.

Skłócony z wiernymi proboszcz parafii w Łobodnie w gminie Kłobuck tuż przed zmianą miejsca posługi rzucił na swoich parafian klątwę. I opuścił parafię, zabierając nawet karnisze.

Wieloletni konflikt parafian z proboszczem spowodowany był głównie finansowymi wymaganiami księdza, który według mieszkańców Łobodna wyznaczał wysokie stawki za swoje usługi.

Standardowa „co łaska” za pogrzeb miała w wykonaniu księdza wynosić 1000 zł. Naraził się też parafianom oddaniem do komisu prezentu, który otrzymał z okazji komunii – figurki Chrystusa. Nie przypadła mu do gustu.

Skonfliktowani z księdzem wierni doprowadzili do jego usunięcia z parafii.

Zanim to jednak nastąpiło, proboszcz z ambony wyklął swoich wiernych.

– Osoby, które utrudniały mi życie, wyklinam – powiedział duchowny i opuścił parafię z – jak twierdzą wierni – z całym jej wyposażeniem, łącznie z karniszami.

Dwa dni później do Łobodna przyjechał biskup, który cofnął klątwę i przeprosił wiernych za zachowanie proboszcza.

Ksiądz pełni teraz swoją duszpasterską posługę w Małusach Wielkich w powiecie częstochowskim.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o sojuszu PiS z narodowcami.

Nacjonalistom świetnie się żyje w PiS-owskiej Polsce.

Są jak „święte krowy” – nacjonalistyczna ośmiorniczka, która coraz dłuższymi mackami zawłaszcza sobie nasz kraj. Jestem osobą empatyczną, mam wielkie zrozumienie dla niedomagań intelektualnych, próbuję z pewną pobłażliwością traktować tych o „bardzo małym rozumku”, ale czasami po prostu się nie da.

Rocznica Powstania Warszawskiego, dzień pamięci i jednego bohatera – żołnierzy powstańczych i ludności cywilnej, którzy przeżyli piekło. Pierwszy chyba raz od dawna bez gwizdów i buczenia podczas przemówień i składania wieńców Udało się tak, bo opozycja szanuje pamięć narodową i nie wykorzystuje jej do lansowania swoich politycznych ulubieńców.

Byłoby wzruszająco, pięknie i godnie, gdyby znowu nie pokazali swojego „ja” właśnie narodowcy. Czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, jak na obchodach takiej rocznicy, jak w dniu czczenia pamięci tych, którzy byli ofiarami ideologii nazistowskiej, mogły pojawić się race, stały element nazistowskich marszy, tak dobrze nam znanych z historii? Jak właśnie w takim dniu można propagować faszyzm i nazizm tymi idiotycznymi hasłami i gadżetami, które mają więcej wspólnego z oprawcą Powstania Warszawskiego niż z polskim patriotyzmem? Jak można wrzeszczeć „sierpem i młotem czerwoną hołotę” w chwili, gdy cała Polska pochyla się z zadumą nad najtragiczniejszą kartą naszej historii?

Wyjaśnienie może być tylko jedno. Ci panowie i te panie nie mają pojęcia, czym dla Polski jest 1 sierpnia. Coś tam o Powstaniu wiedzą, ktoś im podrzucił jakiegoś gotowca, bardzo ogólnikowego i zapewne to im wystarczy, by… świętować tragedię ofiar, jednocześnie upajając się ideologią katów.

Imprezka narodowców została rozwiązana przez Urząd Miasta z powodu propagowania treści faszystowskich i nazistowskich, co bardzo nie spodobało się panu Brudzińskiemu. On nie widział niczego złego w patriotycznym marszu swoich pupili. Mało tego, nawet podziękował im za spokojny przemarsz na Plac Zamkowy i pogratulował, że nie dali się sprowokować. Ciekawe… to skąd w internecie tyle filmików i fotek, pokazujących ten „spokojny” przemarsz narodowców? Porozwalane stoliki kawiarenek, mijanych przez narodowców po drodze, szarpanina z ludźmi. Skrajnie prawicowi bojówkarze napadli na prezesa Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych Konrada Dulkowskiego oraz inne osoby, które stały przed Pałacem Prezydenckim. Trzej „patrioci” – cali w powstańczych symbolach, pijący piwo na podwórku jednej z kamienic i wykrzykujący swoje hasełka, wyważyli drzwi do mieszkania zajmowanego przez rodzinę z dziećmi ze Szwajcarii. Obcy to obcy…”trzeba ich lać”. Gdyby nie interwencja sąsiadów, mogłoby być z nimi krucho. Atak na Obywateli RP. Wrzaski i agresja… ależ trzeba być ślepym, by tego nie widzieć. A może wystarczy być po prostu Brudzińskim?

Dzisiaj narodowcy wraz z PiS to „przewodnia siła narodu”. Rosłe chłopaki, dbające o swoją sprawność fizyczną, z „napakowanymi” mięśniami mają jak w raju. Partia nic im nie zrobi. Partia zadba, by nie byli karani za swoją ideologię. Partia czuwa nad nimi i biada temu, kto chłopaczkom zagrozi. Coraz bardziej widoczni, robią mnóstwo hałasu, są wulgarni, a nadmiar testosteronu grozi śmiercią i kalectwem każdemu, kto myśli inaczej niż oni. Im wolno wszystko…

Kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu, że neonaziści polscy będą sobie spokojnie głosili te swoje idiotyzmy i władza nawet nie wpadnie na to, że najwyższy czas już ich zdelegalizować. Prawie bezkarnie będą mogli atakować każdego, kto myśli inaczej, wygląda inaczej, wyznaje nie taką religię. Taki Jacek Międlar będzie mógł się panoszyć, głosząc swoje „prawdy”.

W niedzielę na rynku we Wrocławiu tenże Międlar organizuje spotkanie ze sobą w roli głównej i będzie promował „wybitne” dzieło swego autorstwa „Moja walka o prawdę”. Facet miał zaszczycić Wrocław już wczoraj, ale klub, który miał go gościć wycofał się pod naciskiem normalnie myślących. Tak więc ci, którzy są stęsknieni „międlarowskiej” prawdy muszą jeszcze chwilę poczekać. Jestem pewna, że na spotkaniu padną słowa, za które każdy inny od razu został by postawiony przed sądem. Każdy, ale nie Międlar.

To już chyba ponad rok minął, gdy żydowskie stowarzyszenie B’nai B’rith złożyło w prokuraturze warszawskiej doniesienie na Międlara. We Wrocławiu wciąż chyba nie zakończyło się śledztwo przeciwko niemu za nawoływanie do nienawiści wobec Żydów i Ukraińców (na wniosek szefostwa Prokuratury Krajowej z sądu wycofany został skierowany wobec niego akt oskarżenia, ale śledztwo formalnie trwa).

Międlar, tak jak i jego kolesie, ma farta. Wszystkie sprawy, które „biedna” prokuratura musiała i musi brać pod lupę, bo ktoś był na tyle wredny i złożył skargę, ciągną się miesiącami. Zasada jest jedna – brać skarżących na przetrzymanie. A nuż znudzi im się oczekiwanie na jakiś wyrok, chłopców puści się po cichu, wolno i będzie spokój?

Nie ma co ukrywać. PiS potrzebuje narodowców. Nikt tak chętnie nie wejdzie w bezpośrednią konfrontację z opozycją. Nikt tak pięknie nie namiesza, przesłaniając kolejne, debilne pomysły władzy. Nikogo nie da się tak wspaniale poszczuć na obywateli jak właśnie ich.

Narodowcy to dzisiaj „kwiat polskiej młodzieży”. PiS jest przekonane, że prowadzi ich na smyczy, a kagańce, jakie trzyma w łapach, w każdej chwili będzie można założyć. Nic bardziej mylnego. Polski nacjonalizm rośnie w siłę. Przyjdzie moment, że i politycy PiS zaczną się go bać, ale będzie za późno, by nad nim zapanować. To skończy się wcześniej lub później tragedią, przelewem krwi i kto nas, naród, weźmie wówczas w obronę? Na pewno nie PiS, które podkuli tchórzliwie ogonek. Na pewno nie policja, która już dzisiaj pokazuje, że boi się tych mięśniaków i woli atakować opozycję uliczną. Pozostaniemy z tym problemem sami…

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co grozi Dudzie.

Jeszcze Andrzejowi Dudzie nie drży ręka przy podpisywaniu niekonstytucyjnych ustaw, ale łydka owszem. Nie jest to może skurcz tej części nogi, bo taki przyjdzie, gdy stanie przed Trybunałem Stanu. Na razie mamy do czynienia z drżeniem łydki, prezydent się boi, demolka sądownictwa nie idzie, jak to sobie jego zwierzchnik prezes PiS zamyślił.

Po zawieszeniu przez Sąd Najwyższy niektórych przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym – m.in. dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku – i skierowaniu pytań w ich sprawie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), Kancelaria Prezydenta opublikowała komunikat, w którym stwierdza, iż działanie Sądu Najwyższego „nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP ani jakiegokolwiek innego organu”.

Ale… Właśnie chodzi o „ale”. Ale zadrżała łydka Dudzie, bo ucieka od odpowiedzialności za komunikat Kancelarii, który nie został podpisany. Poseł Platformy Marcin Kierwiński mniema, że Duda widzi czarno swoją przyszłość, unika dowodów, które przed Trybunałem Stanu by go obciążały: – „Kto przygotował i kto podpisał się pod tym oświadczeniem? To ważne, kto w przyszłości i na podstawie jakich przepisów będzie za to odpowiadał. Jak rozumiem nie podpisał się pod tym PAD? To z obawy przed Trybunałem Stanu? On i tak już na niego czeka”.

Tomasz Lis także uważa, że „Duda całkiem poważnie myśli o Trybunale Stanu i śladu woli nie zostawiać”. Duda ucieka, „to jest krążenie opłotkami” (Tomasz Wołek). Duda liczy na to, że „nie zostawiając śladów zasłoni się odpowiedzialnością zbiorową, czyli żadną” (Marek Borowski).

Duda nie ma raczej szans wygrania z sędziami. Ludwik Dorn umieszcza konflikt PiS – sędziowie w opowiastce Fredry „Paweł i Gaweł”. PiS jest demolującym Gawłem, który nie zważa na skutki swoich zachowań – „wolnoć Tomku w swoim domku” – ale spokojny Paweł, jak sędziowie, ma plan utemperowania. U Fredry Paweł mieszkający u góry zalał człowieka demolkę.

Sędziowie i tak wygrają, ale jaki koszt poniesie Polska, gdyż pozwoliliśmy na niszczenie kraju? Podłoga się wypaczy, ściany zawilgotnieją, wejdzie w nie grzyb i trzeba będzie skuwać tynki. Zatem czeka nas roboty huk.

Właśnie Gawłowi PiS cieknie na łeb – zakutą pałę autokratyzmu. Komisja Europejska stwierdziła, że decyzja w sprawie pytań prejudycjalnych skierowanych przez polski Sąd Najwyższy należy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pisowcy pyszczą do mikrofonów i kamer, że Sąd Najwyższy nie miał prawa, ale wiaderkami już wybierają wodę, a że rozum u polityków PiS jest w deficycie i przecieka, więc będą bronić się przed potopem durszlakami. I tak się zatopią, aby jednak nie poszli na dno, bo ktoś będzie musiał stanąć przed sądem bądź Trybunałem. Łydki więc im drżą.