Tag Archives: Marek Falenta

Zapaszki Falenty i targowicka epika PiS

Zwykły wpis

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Afera podsłuchowa spowodowała kryzys w rządzie Donalda Tuska, który dość szybko wskazał możliwe inspiracje, wskazując na Wschód. A jeżeli tamten kierunek, to Rosja i  Putin. Czyżby już wiedział o Marku Falencie, który metodami kelnerskimi (amatorskimi) skompromitował polityków wówczas rządzącej Platformy Obywatelskiej? Tamta kompromitacja winna być wzięta w cudzysłów, bo dzisiaj codziennie PiS naprawdę kompromituje siebie, a przy okazji Polskę.

Na wierzch wyszły rosyjskie interesy Falenty, który miał kłopoty z tamtejszymi biznesmenami, a tam biznesy prowadzą oligarchowie i koncesjonowani mafiosi namaszczeni przez samego mieszkańca Kremla, Władimira Putina.

Falenta został w Polsce prawomocnie skazany, ale nie chciał siedzieć, więc dał nogę z kraju. Złapany chce ułaskawienia od prezydenta, które dostał inny wyrokowiec Mariusz Kamiński, ten jest nawet ministrem koordynatorem służb specjalnych.

Falenta pisze do Andrzeja Dudy już trzecią prośbę o łaskę i grozi, iż ujawni, kto za nim stał. Niedwuznacznie twierdzi, iż ciągle jest lojalny wobec PiS i CBA, obiecano mu bezkarność za odsunięcie PO od władzy.

Zrozumiała jest też obawa Falenty, iż „nie chce umierać w samotności”. Czyżby czuł się zdradzony przez PiS? A jeżeli zdradzony, to umieranie w samotności może mieć wyglądać tak, iż mu się pomoże umierać.

Prędzej, czy później o Falencie poznamy prawdę. W tej chwili jest on głównym aktorem, acz na razie „umiera ze strachu”. Ważne jednak są poboczne wątki, które tak naprawdę pokazują głębokość tragedii, która dotknęła Polskę.

Jarosław Kaczyński ciągnie do sądu Krzysztofa Brejzę, polityka PO, choć w innej sprawie, to już widać gołym okiem, iż chodzi o zupełnie co innego. Mianowicie najbliżsi wpółpracownicy prezesa PiS, jak chocby skarbnik PiS, Stanisław Kostrzewski negocjował z Falentą w sprawie nagrań w aferze podsłuchowej, zaś mecenasi Kaczyńskiego zasiadali w radzie nadzorczej spółki Hawe kontrolowanej przez Falentę.

Dużo, dużo więcej o aferze podsłuchowej i samym Falencie dowiemy się z książki, która ma się ukazać w wydawnictwie Arbitor. Nie jest jeszcze podany do wiadomosci publicznej tytuł publikacji zwartej, ani autor, ale w wyniku wielomiesięcznego śledztwa ustalono, iż w aferze podsłuchowej Marek Falenta  wcale nie był jej najważniejszym elementem.

A kto? I tutaj możemy mówić o swoistej epice. W aferach PiS coraz częściej pojawia się ślad rosyjski i nie jest to byle ślad, ale odcisk niedźwiedzia. Rosyjskie tropy w biografiach Antoniego Macierewicza i Mateusza Morawieckiego opisał Tomasz Piątek, premier zresztą pojawia się na taśmach Falenty, acz nie jest znana taśma najważniejsza z udziałem Morawieckiego, która jest gdzieś zadołowana.

Nie chcę nadużywać historycznych analogii, ani metafor, ale podobne rosyjskie ślady swego czasu w naszej historii doprowadziły do Targowicy. Bohaterowie z XVIII wieku też się wypierali, jak dzisiaj Macierewicz, czy Morawiecki i też używali dla zacierania śladów antyrosyjskości. Zatem taśmy Falenty mają zapaszki: pisowski i wschodni, a epikę Targowicy.

Minister spraw wewnętrznych w rządzie Tuska Bartłomiej Sienkiewicz nazywa na razie skromnie aferę podsłuchową – „zamach stanu przeprowadzony w demokratycznym kraju”.

>>>

PiS nam funduje zdeprawowany kraj

Zwykły wpis

Wczorajszym gościem “Faktów po faktach” był były premier Włodzimierz Cimoszewicz, który uważa, że Nowoczesna przed wyborami samorządowymi nie miała żadnej realistycznej opcji wyboru. Gdyby ugrupowanie Katarzyny Lubnauer poszło samodzielnie do tych wyborów, to one obnażyłyby de facto nieistnienie już tej formacji – “(…) W tej chwili, ja osobiście uważam, że to co się wydarzyło w tych dniach wczoraj i dzisiaj, to jest rodzaj burzy w szklance wody​ (…)” – mówi Cimoszewicz, odnosząc się do odejść z Nowoczesnej.

“(…) Jako człowiek, który przez 30 lat zajmował się polityką, mam zero, ale to zero wątpliwości, że sondaże pokazujące, że zjednoczona opozycja może wygrać z PiS-em, a rozbita nie, są trafne (…) – mówi opierając się na swoim doświadczeniu politycznym. Były premier dodaje, że takie sondaże są swoistym przykazaniem bożym mówiącym – “(…) jeżeli oni się nie zjednoczą, nie wystawią wspólnej listy (…) to będą współodpowiedzialni za przedłużenie rządów PiS-u (…)”.

Cimoszewicz postawił bardzo mocną tezę – “(…) nie chodzi o kolejne lata dyskomfortu, irytacji, złości i tak dalej, tylko chodzi o duże prawdopodobieństwo przekształcenia i zdeprawowania ustroju naszego kraju na pokolenia (…) – zaznaczył. Podkreślił, że to będzie miara odpowiedzialności liderów opozycji, którzy nie zrozumieją konieczności obecnej sytuacji.

Gość programu odniósł się także do czwartkowego zatrzymania przez CBA byłego szefa KNF i sześciu podległych mu urzędników. Według niego rację mają ci, którzy wskazują, że zatrzymano grupę ludzi niezwykle aktywnych w KNF w domaganiu się, aby SKOK-i mające całą sieć powiązań ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości, zostały objęte nadzorem KNF-u – “(…) To właśnie ci ludzie, którzy walczyli o przejrzystość i bezpieczeństwo oszczędzania w SKOK-ach, są dzisiaj zatrzymani” – konkluduje. Przypomnijmy, że były zastępca przewodniczącego KNF – który też jest wśród zatrzymanych – został brutalnie pobity przez gangsterów wynajętych przez zarząd SKOK-u Wołomin za to, że powiadomił prokuraturę o nadużyciach w SKOK-ach.

Jeżeli PiS pozostanie dłużej przy władzy, grozi nam deprawacja kraju na długo.

Depresja plemnika

CBA zatrzymało szefów Komisji Nadzoru Finansowego z czasów rządu PO-PSL. Urzędnicy ci tropili nadużycia w systemie SKOK. Wśród nich jest Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF, którego omal nie zabili gangsterzy wynajęci przez SKOK-Wołomin.

– Krew była na podwórku, w łazience, na płaszczu i marynarce. Kiedy to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć, że mąż przeżył. Miał pękniętą czaszkę, złamaną rękę, którą się bronił, tylko na głowie założono mu kilkadziesiąt szwów – wspomina Agata Kwaśniak wydarzenia z 16 kwietnia 2014 r.

W 2014 Kwaśniak przeżył „dzięki zbiegowi okoliczności”

Tego dnia Wojciech Kwaśniak został napadnięty przed swoim domem w Warszawie przez gangstera. Zamach zlecił członek władz SKOK-Wołomin, drugiej co do wielkości Kasy systemu SKOK. Była to zemsta za wykrycie nadużyć w tej Kasie. Napastnik dopadł wiceszefa KNF po jego powrocie z pracy i bił po głowie pałką teleskopową. Bandyta wycofał się, gdy usłyszał nadjeżdżający samochód sąsiada. Pobiegł do lasu. Zostawił ślad: zakrwawioną pałkę, którą porzucił w czasie…

View original post 2 295 słów więcej

Afera podsłuchowa wywołała istny popłoch w PiS. Ogłupienie totalne

Zwykły wpis

Mazurek o taśmie PMM: Walczymy o jak najlepszy wynik, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo

– Wielokrotnie się do tego odnosiliśmy [do taśm]. To odgrzewany kotlet, z którego nic tak naprawdę niekorzystnego dla premiera nie wynika – stwierdziła Beata Mazurek na konferencji w Sejmie. – Zasadnicza różnica jest taka, że ten kotlet jest odgrzewany w momencie, kiedy mamy wybory samorządowe, natomiast on był znany sprzed kilku lat – dodała.

„Rozumiem, że teraz jesteśmy w okresie szczególnym, bo walczymy o jak najlepszy wynik w wyborach samorządowych, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo, a naszym najsilniejszym ogniwem jest premier Morawiecki, który ma dobre notowania, prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju, dzięki której Polakom żyje się lepiej i to pokazują badania opinii publicznej, więc należy uderzyć w to ogniwo, które jest najsilniejsze. Na to absolutnie się nie zgadzamy”

„SN wchodzi do gry w kampanii wyborczej” – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. „Bardzo wyraźnie to widać” – oświadczył w Jedynce Polskiego Radia. Tym samym podpisał się pod wcześniejszymi doniesieniami i sugestiami prawicowego tygodnika „Sieci”, z którego dowiadujemy się, iż SN „toczy otwartą wojnę z rządem” i że wystarczyły mu trzy tygodnie, na zapoznanie z ponad 40 tomami akt afery taśmowej oraz udzielenie zgody na wgląd do materiału dziennikarzom Onetu. Na dodatek, SN wydał też taką samą zgodę m.in. tygodnikowi „Polityka” – można przeczytać w tygodniku.

Z pełnym przekonaniem powiedział Sasin w Jedynce: „Nie mam wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi – chociażby rzecznika SN – ma bardzo mocno polityczny charakter. Bardzo wielu również sędziów SN zabiera głos i bardzo politycznie się wypowiada” – podkreślił.

„To nie jest przypadek, to pokazuje, że mamy do czynienia z zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany, bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to, co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało” – oświadczył Sasin.

Jak już pisaliśmy w ubiegły poniedziałek portal Onet opublikował artykuł „Afera taśmowa. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”, w którym dziennikarze powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Dowiadujemy się z nich, że kelnerzy skazani w wyniku afery taśmowej obciążyli w swoich zeznaniach obecnego premiera, w latach 2007-2015 prezesa banku BZ WBK. Na jednej z taśm – według portalu – „Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy”.

Dzień później Onet opublikował kolejną taśmę, z nagraniem rozmowy Morawieckiego z 2013 r. m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. To w tej rozmowie pada kwestia kandydatury Morawieckiego na szefa resortu Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska. Fragmenty stenogramu z tej rozmowy ujawniły w 2016 r. „Newsweek” i Radio Zet. Następnie w czwartek portal opublikował dalsze fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu z Jagiełłą, Kilianem i Matuszewską, w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1049243544114880513

Oświadczenie w sprawie napisu na . Podpisał i .

>>>

>>>

Minęło już dobrych kilka dni, a burza wokół kompromitujących tym razem premiera Mateusza Morawieckiego taśm z restauracji „Sowa i przyjaciele” nie tylko nie cichnie, ale nabiera na sile. Atmosferę podgrzewa jakby przestraszony własnym dziełem i dlatego wspierający dziś PiS – Marek Falenta. Swoje trzy grosze dodaje szalona, lecz zawsze do usług Krystyna Pawłowicz.

Na zasadzie tonący brzytwy się chwyta plotkują na Twitterze o tym, że istnieją sekstaśmy z Karpacza, które mogą pogrążyć obecnych liderów Platformy.

Gdy zabrakło rzeczowych argumentów do Platformy dotarło proste ostrzeżenie… że może „oberwać” seks taśmami swoich liderów.

Na pretekst długo nie trzeba było czekać, bo kiedy eurodeputowana PO, Lena Kolarska Bobińska, zwróciła uwagę, że Falenta miał chwalić się świetnymi relacjami z PiS, ten odpowiedział na Twitterze:

„Schetyna i Trzaskowski najpierw niech się wytłumaczą ze swoich wizyt w Western City w Karpaczu… Lepiej niech nie kłamią bo może się okazać, że Onet też ma tę sex taśmę…” – dodał w piątek Falenta.

Równolegle do natarcia ruszyły z miejsca PiS–owskie media, przypominając, że w październiku 2013 roku liderzy PO spotkali się w Karpaczu, by wybrać szefa regionu w Dolnośląskiem. Na tej podstawie przypuszczają, że to z tamtego wieczoru może pochodzić rzekome nagranie, o którym nikt nigdy wcześniej nie wspominał. I w tym miejscu pole do popisu dla siebie dostrzegła Krystyna Pawłowicz:

„Jeśli to, co jest na porno-taśmie o G.Schetynie i R.Trzaskowskim jest prawdą, to chociaż tej taśmy nie ma,  to obaj natychmiast powinni odejść z polskiej polityki …Natychmiast, jeszcze dziś wieczór !” – zażądała  PiS–owska funkcjonariuszka.

I śmieszno, i straszno, bo wniosek z tego taki, że nawet brak jakiejkolwiek taśmy jest dla Pawłowicz dowodem na sugerowaną winę obu polityków. Co na to lider Platformy? Po męsku, krótko i zwięźle: „To jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim” – zakpił Grzegorz Schetyna, a Rafał Trzaskowski zapewnił, że w Karpaczu w ogóle go wówczas nie było.

Swoją drogą trudno się oprzeć komentarzom i sugestiom, iż plotka Falenty służyć ma podlizaniu się PiS-owi, bo jak wiadomo grozi mu 2,5 roku więzienia. Wyrok wydał sąd, a Falenta nie poszedł siedzieć, ponoć ze względu na stan zdrowia.

>>>

Sasin ma pomysła. Taśmy na Morawieckiego podrzucił Sąd Najwyższy. Wsiowy głupek.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

Kościół w PL to oligarchia mafijna

Zwykły wpis

– Idea jest tu tylko produktem marketingowym. Chodzi o to, żeby podnieść autorytet duchownych, żeby wzmocnić ich wpływ, chronić interes Kościoła – tłumaczył prof. Tadeusz Bartoś.

Gościem w audycji Prawda Nas Zaboli Piotra Najsztuba był prof. Tadeusz Bartoś, teolog i filozof z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.

Jak zauważył prowadzący audycję Piotr Najsztub, w Polsce wciąż nie może się rozpocząć prawdziwa debata o przemianach w polskim Kościele. Mówił, że ani pojedyncze afery pedofilskie, ani kwestia pieniędzy ojca Rydzyka nie są w stanie wywołać masy krytycznej, która wiernych i Kościół zmusiłaby do debaty. Jaką mamy obecnie sytuację w tym temacie?

– Kościołowi nie zależy na żadnej debacie, tylko na wygaszaniu niepokoju dookoła niego. Choć w ramach działania marketingowego będzie być może przepraszać, jak papież Franciszek. Ale jest to element zabiegów marketingowych ochrony posiadania – stwierdził teolog.

I dodał, że Kościół katolicki w Polsce jest zadowolony, bo wciąż udaje mu się unikać odpowiedzialności za czyny księży.

– Biskupi udają, że nie są pracodawcami i wciąż zwalają wszystko na jednostkę. Posyłają do ofiar pedofilii prawnika z pieniędzmi i papierami do podpisania. Ale na szczęście dziś sądy mogą to badać. I są podstawy prawne, by jednak ten stosunek prawny zatrudnienia ustalać – powiedział gość Radia TOK FM.

Jak dodał, system działania Kościoła w Polsce „tworzy system oligarchii o charakterze mafijnym”.

Kościół i społeczeństwo: dwóch nierównych graczy

Prof. Bartoś mówił też, że w obecnym konflikcie wokół Kościoła mamy dwóch graczy: jeden jest silniejszy, a drugi słabszy.

– Pierwszy to Kościół katolicki – jako instytucja. Jej celem jest przetrwanie i ekspansja – chodzi o to, aby coraz więcej ludzi było pod wpływem Kościoła – takim, aby można ich było nazwać wierzącymi. Wtedy pozycja kleru jest dominująca – powiedział gość Radia TOK FM.

A w jaki sposób działa ten gracz?

– Kościół mówi, jak żyć, jak się ubierać, zachowywać w łóżku. Wpływa też na państwo i jego ustawodawstwo. To taka instytucja totalna, która chce mieć wpływ na wszystko. I w Polsce jej się to udaje, z różnych względów: łatwowierności, naiwności, niewiedzy władz państwowych – tłumaczył prof. Tadeusz Bartoś.

Kim jest więc ten drugi gracz?

– To społeczeństwo obywatelskie. I to słabe – odpowiedział teolog.

„Idee kościoła katolickiego to produkt marketingowy”

Jak mówił dalej prof. Bartoś, Kościół katolicki przedstawia siebie jako instytucję, która jest emanacją dobra, która uczy dobrych, szlachetnych rzeczy.

– To jest fikcja, marketing. Idea jest tu tylko produktem marketingowym. Chodzi o to, żeby sakralizować i podnieść autorytet duchownych, żeby wzmocnić ich wpływ. Chronić interes Kościoła – mówił.

Smarzowski: Po konferencji Episkopatu przyszedł mi do głowy pomysł na „Kler 2”

w u

i Jarosław ma ogromny kłopot z . Teraz PiS nie ma wyjścia, musi iść w zaparte i bronić człowieka, który obżerał się ośmiorniczkami, jest twardym liberałem i dość dosadnie mówi o nierównościach społecznych. w 👇

w – Julia Pitera u

w – Michał Kamiński u

Kościół katolicki „tworzy system oligarchii o charakterze mafijnym”.

Holtei

To przykre, ale komuniści nie byli tak brutalni w latach 70. w stosunku do sędziów jak pan prezydent w tej chwili – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, oceniając działania władzy wobec wymiaru sprawiedliwości. Rozmawiamy też o wyborach samorządowych. – Grożenie społecznościom lokalnym, że zostaną pozbawione dodatkowych środków tylko dlatego, że nie wybiorą do samorządów przedstawicieli rządzącej partii, dla mnie jest skandalem, aberracją i totalnym brakiem wyobraźni. Normalny człowiek nie przyjmie do wiadomości nawet takiej groźby. Myślę, że w Polsce nikt się nie da na to nabrać, ale w przyszłości trzeba będzie zabezpieczyć społeczności lokalne przed takimi groźbami. Moim zdaniem prędzej czy później damy sobie radę z takimi politykami, którzy nie rozumieją istoty samorządów i dobra wspólnego – podkreśla rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Mnożą się wątpliwości zagranicznych sądów względem Polski. Po Hiszpanii teraz sąd w Amsterdamie wstrzymuje ekstradycje 3 Polaków i pyta o niezależność polskiego sądownictwa. To chyba świadczy…

View original post 4 141 słów więcej

Morawiecki szantażowany. Przez kogo? Czy tylko przez Marka Falentę?

Zwykły wpis

Stało się. Projekt odstąpienia od obowiązkowych szczepień ochronnych został skierowany do prac w komisji sejmowej. W ten sposób antyszczepionkowcy – przedstawiciele ruchu na rzecz prawa wyboru w tej kwestii – wreszcie dopięli swego. Nie będą już dłużej musieli dotować chciwych koncernów farmaceutycznych, ryzykując – jak wierzą – zdrowiem swoich dzieci, masowo zapadających na autyzm i nie wiadomo, co jeszcze.

Protestują lekarze, nauczyciele, większość rodziców i część polityków. Pojawiają się nawet komentarze o „ciemnogrodzie” i powrocie do średniowiecza. A przecież skierowanie projektu obywatelskiego do dalszych prac w Sejmie to triumf podmiotowości i wolności! I kolejny dowód na to, że prawdą jest, co głosi partia aktualnie rządząca, gdy twierdzi, że „demokracja nigdy nie miała się w Polsce tak dobrze, jak właśnie teraz”! Przychylność wobec antyszczepionkowców to bowiem dowód, że władza uważne wsłuchuje się w głosy wszelkich „mniejszości”, które mają przecież prawo do szacunku dla swoich poglądów i wyznawanych zasad. Nie chcą szczepić – niechaj więc nie szczepią!

Wstyd przyznać, ale antyszczepionkowcy byli dotąd jedyną grupą dyskryminowaną u nas ze względu na stosunek do ochrony zdrowia. Bo weźmy zwolenników tak zwanej medycyny naturalnej. Według statystyk, samozwańczych uzdrowicieli jest u nas nawet więcej niż dyplomowanych lekarzy, a i tak mają ręce pełne roboty. Jedni biorą cytostatyki, inni piją ziółka i nikomu nic do tego. Ich zdrowie. Ich życie. Ich sprawa! Można preferować „odczynianie uroków” i nikomu nic do tego. Więc czemu – ktoś zapyta – opinia publiczna uwzięła się akurat na tych nieszczęsnych antyszczepionkowców?

Odbieranie sobie życia nie jest w Polsce karalne. Przynajmniej na razie. Więc jak ktoś bardzo chce, może odejść z tego świata za sprawą – dajmy na to – tyfusu. Dobrowolnie i świadomie szkodzą przecież swojemu zdrowiu palacze, ludzie uzależnieni od alkoholu i innych używek, osoby niekontrolujące swojej diety, ci, którzy zaniedbują kondycję fizyczną, a nawet sportowcy uprawiający sporty ekstremalne i kierowcy niezapinający pasów bezpieczeństwa.

Wolno im? Wolno! I za korzystanie z tej wolności żadna ich kara nie spotyka. Nagrodę nawet można za to dostać, symboliczną, ale zawsze. To Nagroda Darwina, przyznawana za pozytywny wkład w genetyczne dziedzictwo ludzkości, poprzez dobrowolną eliminację ze światowych zasobów DNA osób o skłonnościach do uzależnień oraz zachowań destrukcyjnych i nieracjonalnych.

Problem w tym, że o ile klienci znachorów szkodzą wyłącznie sobie oraz budżetowi państwa (bo niektórym trzeba potem życie ratować w państwowych szpitalach), to jednak unikanie szczepienia dzieci może skutkować epidemią. I co wtedy?

Kto będzie winien ewentualnych ofiar, w tym także śmiertelnych, także w populacji zaszczepionych, bo przecież szczepionka nie daje gwarancji, że się nie zachoruje, a tylko obietnicę lżejszego przebiegu choroby oraz braku ewentualnych powikłań, co rozumie każdy, kto kiedykolwiek szczepił się na grypę.

To jednak mogą rozwiązać obowiązkowe polisy OC od skutków zarażenia kogoś, obejmujące koszty leczenia i ewentualne odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu i straty moralne. A też renty i inne świadczenia, gdy w wyniku takiej infekcji ktoś o słabszym systemie immunologicznym straci życie, z powodu banalnej szkarlatyny, osierocając – dajmy na to – małe dzieci.

Ale jest jeszcze inny kłopot. Dawno niewidziane choroby, przywrócone do życia „dzięki” antyszczepionkowcom, mogą zmutować do postaci, kiedy stracimy nad nimi wszelką kontrolę i wtedy czeka nas biologiczna katastrofa. Kto za to odpowie moralnie i materialnie? I dlaczego – w takim razie – partia aktualnie rządząca popiera postulaty antyszczepionkowców?

Być może, choć formacja u władzy ma – zdaje się – poważne wątpliwości co do teorii ewolucji – chodzi trochę o darwinizm. Konkretnie o darwinizm społeczny, który mógłby rozwiązać rządzącym kilka problemów, takich na przykład, jak rosnąca w zastraszającym tempie liczba emerytów i osób niepełnosprawnych. Bo to wydatki są, a kasa pustawa. Takie osoby zazwyczaj są słabsze od reszty społeczeństwa, także pod względem obniżonej wiekiem i chorobami odporności. Jakaś nieduża epidemia mogłaby więc zdecydowanie zmniejszyć poziom wydatków „na zdrowie i opiekę” ze skąpego budżetu. I to jeszcze na moralny koszt antyszczepionkowców. A wszystko w szczytne imię wolności i szacunek dla mniejszości. A że potem słabsi wymrą na – dajmy na to – cholerę, to proszę mieć pretensje do demokracji. Tego właśnie pragnie – zdaje się – także elektorat. Bo jak dowodzi badanie opinii publicznej opublikowane w „Gazecie Wyborczej”, aż 41 procent Polaków uważa, że szczepienia powinny być dobrowolne! A co z resztą? Cóż – resztę załatwią „prawa naturalne”.

Kilka tygodni musiało zająć prokuraturze w Białej Podlaskiej ustalenie, że zawieszenie koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniku Lecha Kaczyńskiego pod kuriozalnym zarzutem znieważenia pomnika nie jest przestępstwem. Na początku sierpnia umieścili ją tam działacze KOD Ryszard Filipiuk i Stanisław Dembowski.

Śledztwo zostało umorzone z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy. Teraz prokuratura będzie badać, czy mogło dojść do wykroczenia.

Działaczy KOD tuż po zawieszeniu koszulki spotkały niewspółmierne do ich czynu działania policji i prokuratury. Stanisław Dembowski został zatrzymany na 48 godzin. W mieszkaniu Ryszarda Filipiuka po 6.00 rano pojawiła się policja. O finale tej sprawy w artykule „Rewizja w domu działacza KOD po zawieszeniu koszulki z napisem „Konstytucja” była nieuzasadniona”.

Marek #Falenta ma nagranie kompromitujące premiera #Morawieckiego. To jego „polisa ubezpieczeniowa”!

Holtei

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod…

View original post 2 738 słów więcej

Falencie się nie udało, Morawieckiemu owszem

Zwykły wpis

Taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” i w Amber Room mają niecodzienną siłę kreowania polskiej polityki. I wcale to dobrze nie znaczy o polskim państwie, poniewczasie trzeba zgodzić się z jednym z inteligentniejszych podsłuchanych Bartłomiejem Sienkiewiczem, iż mamy „państwo teoretyczne” – zresztą taki tytuł nosi jego nowiutka publikacja zwarta.

Główny pomysłodawca podsłuchów Marek Falenta był w ścisłym kontakcie z kierownictwem PiS, nawet się chwalił, że ma dobre dojścia do Jarosława Kaczyńskiego. Falenta liczył na tekę ministra, gdy PiS dojdzie do władzy. Tak zeznawał jeden z kelnerów Łukasz N., który na polecenia Falenty zakładał podsłuchy: „Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS.”

Co zatem się stało, że Falenta dostał wyrok do odsiadki i skończy w pierdlu? Ciąg szpiclowskiej fabuły może wiele wytłumaczyć, dalej mówi ów kelner: „Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty”. „Duże pieniądze” miały przyjść  od obcych służb.

Jakich służb? Tylko od rosyjskich, bo Falenta był na miliony zadłużony u mafii sołncewskiej, która jest krwawymi rękami Kremla. A więc mamy w tle Władimira Putina, któremu zależy na destabilizacji Polski i przede wszystkim na rozchwianiu Unii Europejskiej.

Dlaczego zatem PiS podjął współpracę z Falentą, wszak nietrudno było sprawdzić, gdzie kręci swoje szemrane biznesy? Odpowiedzi są dwie. Kaczyński chciał za wszelką cenę odsunąć Platformę od władzy i przymykał oko na rosyjskie ślady. Albo prezesowi PiS wszystko jedno i godzi się być Targowicą, wszak w dalszym ciągu mało wiemy o bliskim współpracowniku Kaczyńskiego Antonim Macierewiczu: jakie dokładnie ma powiązania z Kremla, bo ma, ale jakie. Starał się to rozwikłać Tomasz Piątek w swojej bestsellerowej książce „Macierewicz i jego tajemnice”.

Czy można zatem rzec, iż PiS doszedł do władzy z możliwą kontrasygnatą rosyjskich służb? Gdy Onet dotarł do 40 tomowych akt w prokuratorze dotyczących afery podsłuchowej, opublikowano wreszcie zapis jednej taśmy – na razie tylko ona jest dostępna – na której zanotowano głos Mateusza Morawieckiego, kompromitujący go jako polityka, a nawet człowieka.

Przez dwa dni PiS nie wiedział, co z tym fantem zrobić, Morawiecki nawet dał nogę do Nowego Yorklu, aby dziennikarze go nie nagabywali. Wreszcie prezes Kaczyński zgodził się na występ w podległej sobie telewizji TVO Info i usprawiedliwił Morawieckiego. W swoim stylu stwierdził, że – w największym skrócie – Morawiecki to Konrad Wallenrod.

Wywiad z Kaczyńskim jest niewiele warty, bo prezes też może być zakładnikiem – zarówno wiadomych służb, jak zakładnikiem tego, który ma w posiadaniu następne taśmy z Morawieckim – podobno jeszcze jedna na pewno jest na rynku szantażu, tak twierdził „Newsweek” 2,5 ropku temu.

Morawiecki wrócił z ucieczki i dał głos u najbardziej pisowskich dziennikarzy Karnowskich – konretnie Jacka K. – w telewizji internetowej wPolsce.pl. I co mówi? Określił „swoją” taśmę jako odgrzewany kotlet: „te taśmy wszystkie były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu”. To jest kolejne kłamstwo Morawieckiego. Taśma owszem była opisana, ale bardzo ogólnie. Onet cytuje duże passusy o korupcju i kumoterstwie i powołuje się – to może jest nawet najważniejsze – na 40 tomów akt śledztwa.

Morawiecki zatem prezentuje dobre samopoczucie po zapewnieniu Kaczyńskiego o jego wallenrodyzmie i mówi: „Ja z drogi naprawy Rzeczpospolitej, którą mam ogromny honor czynić pod rządami PiS, w tym obozie politycznym, naszym obozie, ja z tej drogi nie zejdę” (cytuję in extenso). Czyli dalej będzie demolowane sądownictwo, nasze relacje z Unią Europejską, które są zagrożone Polexitem.

Na Kremlu zacierają ręce z takiej „naprawy Rzeczpospolitej” i destrukcji UE. Tym się różni Morawiecki od Falenty, że jemu się udało, a Falenta zaliczy pryczę za kratami. Taśmy podsłuchowe będą dalej rozstrzygać o polskiej polityce, najprawdopodobniej zaciążą na bycie Polski i niestety pod władzą PiS możemy oczekiwać najgorszego. Oczekuję, że za ten temat zabiorą się najlepsi dziennikarze śledczy, acz będą narażeni, bo tak to jest z wolnym słowem i wolnymi mediami w autorytaryzmach.

>>>

Rydzykowiec wykluczany z PiS. Za dużo kradnie

Zwykły wpis

Andrzej Jaworski, poseł związany z szefem Radia Maryja Tadeuszem Rydzykiem, został zawieszony w prawach członka PiS. – To jego koniec w partii – mówi nam członek władz ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. To prezes osobiście wnioskował o zawieszenie Jaworskiego oraz wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego.

Jaki był powód takiego kroku? – Za całokształt. A gwoździem do trumny było to, że Jaworski nie popierał naszego kandydata na prezydenta Gdańska Kacpra Płażyńskiego. Tworzył jakieś własne kółka wzajemnej adoracji i układy – mówi polityk PiS, który zna kulisy sprawy.

Ale nie tylko to było powodem wniosku prezesa. – Sprawa ma też związek z jego działalnością w spółkach Skarbu Państwa – ujawniają Faktowi inni politycy PiS. Jaworski jako człowiek o. Rydzyka w 2016 r. został członkiem zarządu PZU. By sprawować tę funkcję, musiał zrzec się mandatu poselskiego.

Mimo jasnych wytycznych prezesa Kaczyńskiego nie porzucił jednak lokalnej polityki i budował swoje wpływy – o czym w końcu doniesiono prezesowi. Dlatego Jaworski z PZU musiał odejść. W listopadzie 2017 r. trafił do zarządu Krajowej Spółki Cukrowej. W sierpniu tego roku roku i z tej funkcji złożył rezygnację. Według nieoficjalnych informacji, Jaworski teraz ma zostać wykluczony z partii.

PMM: Są tak naprawdę dwa programy. Jeden nazywa się antyPiS i drugi nazywa się Polska

– Są tak naprawdę dwa programy. Jeden nazywa się antyPiS i drugi nazywa się Polska. Ten wspaniały program, który mamy dla Poznania, Wielkopolski i dla Polski rozwijamy w wielu dziedzinach, obszarach – tak chachmęcił Morawiecki na konwencji PiS w Poznaniu.

>>>

Mateusz Morawiecki mówił na wiecu w Poznaniu, że miasto potrzebuje dobrego „bauera”. Czy ktos może wytłumaczyć panu premierowi, historykowi z wykształcenia, że do „bauera” wywożono Polaków na roboty przymusowe.

Hairwald

Wojciech Smarzowski był zaskoczony reakcją duchownych na film „Kler” – Wszystkie postacie są fikcyjne, ale księża, którzy obejrzeli go na wstępnym etapie montażu, pokazywali palcem i mówili konkretne nazwisko – mówił reżyser w rozmowie z Patrycją Wanat.

Smarzowski: Społeczeństwo patrzy na księdza jak na świętego. Chciałbym, żeby po tym filmie to się zmieniło

Wojciech Smarzowski był zaskoczony reakcją duchownych na film „Kler” – Wszystkie postacie są fikcyjne, ale księża, którzy obejrzeli go na wstępnym etapie montażu, pokazywali palcem i mówili konkretne nazwisko – mówił reżyser w rozmowie z Patrycją Wanat.

Film „Kler” jeszcze przed pierwszymi pokazami wywołał wiele kontrowersji. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zdobył trzy nagrody: publiczności, za scenografię (Jagna Janicka) oraz specjalną za podjęcie ważnego społecznie tematu (Wojciech Smarzowski).

Skomentowała to Krystyna Pawłowicz, która na Twitterze stwierdziła, że „wyróżnienie przez publiczność w Gdyni filmu „Kler” pokazuje, że „publika aktorsko-filmowa także choruje na chorobę nienawiści do swej…

View original post 2 896 słów więcej