Tag Archives: Marcin Bosacki

Krystyna Pawłowicz rzuca bumerangiem, dostaje cepem. Konstrukcja podobna

Zwykły wpis

Z doświadczenia już wiemy, że Twitter zniesie wszystko, dlatego wyłącznie z politowaniem trzeba skwitować kolejne harce PIS-owskiej „bojowniczki” Pawłowicz, która jako jedyna zareagowała na list, wystosowany do premiera RP przez ambasadorkę USA w Polsce – Georgette Mosbacher.

Pani Mosbacher nawiązała w swoim piśmie do materiału TVN o środowiskach neonazistowskich w Polsce i śledztwa, które toczy się w tej sprawie. Z informacji tygodnika „DoRzeczy” wynika, że stwierdziła ona, iż Stany Zjednoczone nie będą tolerować – wypowiadanych publicznie przez polskich polityków – krytycznych słów pod adresem dziennikarzy stacji TVN, którzy zrealizowali materiał o środowisku nazistowskim w Polsce.

Uznała też ponoć za niedopuszczalny fakt, iż osoby publiczne podważają wiarygodność stacji TVN. W jej ocenie są to ataki na „niezależnych dziennikarzy”.

„Żądam od Pani szacunku dla Narodu i Państwa Polskiego i jego demokratycznie wybranych władz”– odpisała jej na Twitterze posłanka PiS Krystyna Pawłowicz. „Proszę szanować nasze zwyczaje i polskie prawo, które wiąże wszystkich, także antypolską, antydemokratyczną stację TVN” – zwróciła Pawłowicz uwagę amerykance.

dąc dalej, wnioskowała: „Czyli ambasada USA w Polsce wspiera antypolską działalność TVN i popiera ich: działania w celu obalenia legalnych władz RP, promowanie faszyzmu jako prowokacji politycznej przeciwko Polsce, ośmieszanie prezydenta USA D.Trumpa, podważanie sojuszu wojsk PL-USA, antypolonizm i łamanie prawa medialnego”. Dość ostro odpowiedzieli na to internauci.

„Proszę, aby posłanka Pawłowicz nie wypowiadała się w moim imieniu, bo ja osobiście przyznaję rację pani Mosbacher. Szacunku do narodu to ja oczekuję od posłanki RP, która obraża swoimi wypowiedziami wielu szlachetnych obywateli – napisała pod artykułem w Wirtualnej Polsce – Helena Trojańska

Krystyna Pawłowicz rządzi, bo pokraka Matołusz Morawiecki zapomina języka w gębie. Na jedno wychodzi – warci siebie.

Depresja plemnika

Zniesienie kadencyjności sprawowania funkcji kierowniczych powoduje, że ich utrzymanie wymaga posłuszeństwa i uległości wobec przełożonych. To jeden z wniosków płynących z raportu „Prokuratura pod specjalnym nadzorem” pokazującego szczegółowo mechanizmy i skutki całkowitego podporządkowania prokuratury partyjnemu dyktatowi na przestrzeni trzech ostatnich lat, od listopada 2015 r. do października 2018 r.

Magdalena Kołodziej – wzorowa prokurator PiS

Kto został wymieniony

To pierwsza publikacja startującego dziś serwisu internetowego panstwo-pis.pl poświęconego monitorowaniu działań prokuratury. Redaktorem serwisu jest Krzysztof Król, reprezentujący Stowarzyszenie „Paragraf Państwo”, wydawcy serwisu http://www.panstwo-pis.pl. Szefem rady programowej stowarzyszenia został prof. Leszek Balcerowicz, poza nim w Radzie są m.in. prof. Monika Płatek i prof. Marcin Matczak.

Raport, jak precyzują autorzy, powstał na podstawie publikacji medialnych, powszechnie dostępnych raportów, oficjalnych danych oraz informacji własnych. Większość faktów jest znana, ale zestawione razem w postaci skondensowanej piguły informacyjnej robią piorunujące wrażenie.

Choćby zmiany kadrowe. I tak od samej góry: wymiana sześciu na siedmiu zastępców prokuratora generalnego, niemal wszystkich prokuratorów kierujących biurami lub departamentami, a także…

View original post 4 048 słów więcej

Dutki dla Rydzyka

Zwykły wpis

W poczuciu spełniania epokowej wręcz misji i z najwyższym uniesieniem Anna Sobecka, odczytała list od Jarosława Kaczyńskiego, podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu.

„Aż nie chce się wierzyć, że już tyle lat minęło od tego pamiętnego roku, w którym uczelnia otworzyła swoje podwoje. Było to możliwe, a w zasadzie należy powiedzieć, że stało się możliwe, to, co było niemożliwe za sprawą skromnego redemptorysty. To wysiłki Jego Magnificencji rektora założyciela, ojca Tadeusza Rydzyka, jego niespożyta energia, żelazna wola oraz wizjonerska myśl, a także wspaniała umiejętność jednoczenia innych wokół wspólnej wielkiej sprawy sprowadziły do powstania WSKSiM” – napisał prezes Prawa i Sprawiedliwości. Dodał, że trzeba było ogromnego poświęcenia, „by śmiałą myśl przekuć w czyn, oraz by osiągnąć tyle sukcesów na niwie organizacyjnej, naukowej oraz w pracy dydaktyczno-formacyjnej”.

Kaczyński wyraził podziw i dziękował absolwentom za zaangażowania w życie publiczne oraz społeczne naszej ojczyzny. „Bardzo się cieszę, że tylu z nich z powodzeniem działa na rzecz dobrej zmiany, że wspólnie wykuwamy lepszą przyszłość naszej ojczyzny” – czytała Sobecka.

Podsumowując, prezes życzył wszystkim zebranym „satysfakcji ze służenia Polsce oraz obrotu spraw w naszej ojczyźnie”. „Przesyłam czcigodnym ojcom-rektorom oraz całej społeczności WSKSiM z głębi serca płynące szczęść boże, łączę wyrazy szacunku” – zakończył.

Wykładowcy i studenci toruńskiej uczelni dyr. Rydzyka otrzymali jeszcze dwa inne, utrzymane w dużo chłodniejszym tonie listy: od premiera i prezydenta. Mateusza Morawiecki, podkreślił wartość „imponującego dzieła”, jakim jest jego zdaniem uczelnia Rydzyka i jej „wymiar narodowy”. Andrzej Duda, ograniczył się do wyrazów uznania i gratulował dotychczasowego dorobku.

Uroczystość uświetnili swą obecnością rządowi funkcjonariusze m.in. w osobach minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro marszałek Senatu Stanisław Karczewski. minister zdrowia Łukasz Szumowski.

>>>

Krzyż na drogę Rydzykowi i jego wielbicielom: Kaczyńskiemu, Morawieckiemu, Dudzie. Dudki dają dutki.

Holtei

Przypominam:

Chcą nacjonalizmu, protekcjonizmu i podziałów. Żyliśmy już w Europie i wszyscy musimy być razem, aby temu zapobiec. Spraw, aby twój głos został usłyszany przeciwko nim!

Czechy uchodzą w Polsce za kraj, gdzie kościół katolicki nic już nie znaczy, a msze odprawia się najwyżej raz w tygodniu, jak niedawno stwierdził Wojciech Smarzowski. Nieliczni wierzący ponoć kryją się po kątach, a ostatni księża są tak postępowi, że nawet pozują do zdjęć w damskich pantoflach, jak popularny w czeskich mediach ksiądz Zbigniew Czendlik. O co więc chodziło młodej kobiecie i czemu nazajutrz o jej proteście napisały na pierwszych stronach wszystkie gazety?

Nasi południowi sąsiedzi rzeczywiście są jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Ale to wcale nie oznacza, że tamtejszy kościół nie ma wpływu na ich życie i nie miesza się do polityki. Katolicy są najliczniejszą grupą wyznaniową, według różnych badań stanowią od 10 do 20 proc. społeczeństwa. Tylko część z…

View original post 4 623 słowa więcej

PiS i Ziobro zastraszają sędziów, a jak się nie uda, wsadzą ich. Idziemy pomóc sędziom

Zwykły wpis

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” i Akcja Demokracja organizują dwie manifestacje poparcia dla sędziów Bartłomieja Przymusińskiego, Igora Tulei i Krystiana Markiewicza. Odbędą się one w czwartek 20 września o 10.30 i piątek 21 września o 11.30 przed siedzibą KRS przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Te dni zostały wyznaczone sędziom na przesłuchanie w sprawie ich wypowiedzi medialnych. O tym w artykule „Tuleya i Przymusiński zostaną ukarani dyscyplinarką za krytykę nowej KRS?”.

Cele dobroczynne · 3080 osób

Wezwania i groźba dyscyplinarek to knebel, który ma uciszyć sędziów krytycznych wobec „reform” Ministra Sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry. Wszczęcie postępowania wobec sędziów znanych z obrony niezależności sądów trzeba traktować poważnie. Niebawem zacznie działać Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym, która jest obsadzona w większości przez osoby bliskie obecnemu ministrowi sprawiedliwości. Minister nie ukrywa, że Izba ma pomóc w usuwaniu z zawodu sędziów, których działania im się nie podobają” – czytamy na Facebooku „Iustitii”.

https://www.facebook.com/sedziowie/videos/715743112112016/

Organizatorzy informują, że „ze względu na szybki rozwój wydarzeń zgromadzenie będzie miało charakter spontaniczny”. Proszą o wydrukowanie i przyniesienie na demonstracje plakatu „Konstytucja”.

Gwałciciela konstytucji mógł przyjąć tylko patologiczny kłamca, jakim jest Trump. Policzono, że od kampanii prezydenckiej skłamał 5000 razy. Podejrzewam, że z żaden z poprzednich prezydentów USA nie zdecydowałby się przyjąć Dudy. Konstytucja jest zbyt ważną wartością w USA.

Hairwald

Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem padło wiele słów, a niewiele konkretów. Z pewnością jedno ze sformułowań prezydenta Polski zwróciło uwagę. To miał być podobno żart – otóż Duda poruszył temat utworzenia w naszym kraju stałej bazy wojsk USA. Miałaby ona nazywać się „Fort Trump”.

„Kluczowy moment: „Uśmiechnąłem się do prezydenta o Fort Trump w Polsce” – prez. Duda… Przez lata w świecie zazdroszczono nam, że boksujemy powyżej swej wagi. Dziś boksujemy trzy wagi poniżej. Bez planu, bez strategii, bez umiejętności prowadzenia wielkiej polityki” – skomentował na Twitterze były ambasador Polski w Kanadzie Marcin Bosacki.

„Wstyd na cały świat! Nawet prezydenci bananowych republik bardziej od prezydenta Dudy szanowali siebie i własne państwa” – dodał Tomasz Siemoniak z PO. Najostrzej zareagował Zbigniew Hołdys: – „Propozycja nazwania siedziby wojsk USA w Polsce „Fortem Trumpa” była wślizgiem poniżej jakiegokolwiek standardu”.

Wielu internautów krytykowało lub wyśmiewało pomysł Dudy. – „Jak już zapłacimy…

View original post 1 419 słów więcej

PiSowcy niedomyci, rozmemłani, obleśni, nieestetyczni

Zwykły wpis

Szacunek Panie Jacku ! W punkt !!

Wbrew popularnej u wielu Polaków i Polek opinii, że demokracja ma się dobrze i nadal mamy trójpodział władzy – sami rządzący podsuwają im kontrargumenty. Otóż ostatnio – chyba nieświadomie – hierarchię osób w państwie jednym wpisem na Twitterze streściła rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek. I jakoś tej demokracji wcale w jej wpisie widać!

Otóż Mazurek była wraz z najwyższymi urzędnikami państwowymi – jak zauważa portal natemat.pl – na pogrzebie prof. Marii Dzielskiej. Na zdjęciu, zamieszczonym na portalu, widzimy – w ławach kościelnych – prezydenta Andrzeja Dudę, premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremier Beatę Szydło oraz wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego.

Jak łatwo można było przewidzieć, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie doświadczył zaszczytu stania koło Jarosława Kaczyńskiego – bo przecież nie odwrotnie. Zamiast Andrzeja Dudy po jego lewicy widzimy premiera Morawieckiego. Dwoje pozostałych wysokich urzędników stoi po przeciwnej stronie nawy, w tym była premier niejako „zastawiona” wicemarszałkiem. Politolodzy zapewne już szczegółowo analizują układ zdjęcia.

Tymczasem Beata Mazurek pisze na Twitterze… „Prezes #PiS J. #Kaczyński w #Kraków na pogrzebie Śp. prof. M. Dzielskiej”. Nic dodać, nic ując. Internet zareagował oburzeniem. „Wysoce niestosowny opis zdjęcia!!! Niech Pani się zreflektuje!!”, „Obok Premier i Prezydent, a pani wymienia tylko Prezesa. Widać jak na dłoni, kto rządzi w kraju”, albo żartobliwe: „A ci dwaj po prawej to kto?”

– „Chwała bohaterom!” – wykrzyknął arcybiskup Marek Jędraszewski na widok Patryka Jakiego, wychodzącego z kanału z panzerfaustem i powstańczą opaską na ramieniu. W ślad za Jakim wyłoniła się Beata Kempa z polową apteczką.

– „Chwała bohaterom!” – zgodnym chórem zakrzyknęli towarzyszący kapłanowi uczestnicy patriotycznej procesji.

Codziennie o świcie, gdy pierwsze promienie słońca rozświetlały mrok nocnego nieba, niezłomni obrońcy Sejmu trzykrotnie okrążali budynek parlamentu ze świętym obrazem, budząc paniczną trwogę wśród tłuszczy oblegającej gmach. W szczególne przerażenie wprawiały najeźdźców majestatyczne kędziorki pana Prezesa okolone srebrną sukienką ikony. Widząc je, wielu siepaczy czym prędzej wsiadało na swoje wózki inwalidzkie, by umknąć daleko od miejsca cudownie chronionego przez nieziemską moc świętego obrazu.

– „Stójcież, stójcież!” – nawoływał Paweł Kasprzak, próbując opanować panikę. Bezskutecznie – rozprzężenie i chaos wdzierały się w szeregi jego obozu. Nawet Klementyna Suchanow, zwana Kolubryną, uciekała na oślep przed siebie, porzucając w błocie Gombrowicza, którym w przeszłości tyle razy torturowała prawdziwych patriotów. Wiele wody musiało w Wiśle upłynąć po każdej porannej procesji, nim dowódcom zgrai oblegającej Sejm udało się przywrócić jaką taką dyscyplinę i porządek we własnych szeregach.

Oblężenie trwało już od blisko dwóch lat, jednak dzięki kanałom zmyślni obrońcy potrafili się przemknąć niezauważeni przez pierścień wrogich wojsk. Właśnie z tej drogi skorzystali teraz Jaki i Kempa.

– „Jakże miło ujrzeć was całych po tak niebezpiecznej eskapadzie” – zwrócił się do nich komendant twierdzy Marek Kuchciński, który za zasługi dla obrony parlamentu został przez prezydenta odznaczony Orderem Stalowej Kłódki. Komendant wykazał wielką zapobiegliwość i zmysł strategiczny, każąc uzbroić Straż Marszałkowską w miny przeciwpiechotne i broń rakietową. Przewidując oblężenie, otoczył Sejm pasem żelaznych barier, kordonem funkcjonariuszy i fosą. Jako mistrz taktyki potrafił wykorzystać naturalne ukształtowanie terenu i sprzyjające okoliczności przyrody, wydając dziennikarzom i innym wrogom zakaz wchodzenia do budynku w czasie upałów z powodu obecności w biurach opozycji niebezpiecznych sinic.

– „Kanałami udało nam się przedostać aż na plac Krasińskich” – powiedział wyczerpany, lecz wyraźnie szczęśliwy Jaki, a Beata Kempa w tym czasie zaczęła zaszywać dziury w jego powstańczym mundurze nicią chirurgiczną, którą zawsze miała w apteczce. Uczestnicy procesji zbili się w ciasny krąg i z wypiekami na twarzach dosłownie chłonęli każde słowo z opowieści dzielnego młodzieńca. – „Było groźnie, bo na naszej trasie kodziarze wrzucali przez włazy granaty i egzemplarze Konstytucji, ale szczęśliwie udało się nam uniknąć trafienia…”.

– „Strzelali też do nas z broni palnej” – dodała Kempa, przegryzając nić.

 „A gdy wyszliśmy z kanału pod samymi oknami Sądu Najwyższego” – kontynuował Jaki. – „Małgorzata Gersdorf obrzuciła nas słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe. „Konstytucja, demokracja, państwo prawa!” – krzyczała na całą ulicę, nie bacząc na fakt, że towarzyszy mi delikatna i subtelna kobieta, nienawykła do tak rynsztokowego słownictwa”.

– „W życiu nie słyszałam takich przekleństw” – przyznała Kempa. – „Ta Gersdorf to wyjątkowo wulgarna i prymitywna osoba. Trzeba ją postawić przed sądem, jak Jerzego Owsiaka”.

– „Właśnie, Owsiaka” – podchwycił Jaki i ciągnął opowieść. – „Spod Sądu Najwyższego udaliśmy się prosto do Kostrzyna na Odrą, przy samej niemieckiej granicy, gdzie Owsiak zgromadził wielotysięczny tłum satanistów. Już z daleka słyszeliśmy piekielne wycie i skandowanie: „Niemcy nas leją, Niemcy nas leją!”. Podkradliśmy się bliżej i zobaczyliśmy czerwony wóz z napisem „Feuerwehr”, którego załoga polewała tłum wodą z węży. A polewani ekstatycznie wili się w błocie i wrzeszczeli niczym potępieńcy. By przerwać ten bluźnierczy rytuał satanistyczno–teutońskiego chrztu, zniszczyłem panzerfaustem pojazd wroga”.

Zgromadzeni trzykrotnie wykrzyknęli „hurra!”, pochwycili Jakiego i zaczęli podrzucać go do góry, śpiewając: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz ni dzieci nam polewał”.

– „Dopiszemy to do listy zbrodni Berlina, za które należą się nam reparacje” – powiedział Arkadiusz Mularczyk. – „Szwaby do końca świata się nie wypłacą”.

– „A począwszy od przyszłego roku zapewnimy naszej młodzieży patriotyczne wakacje, by nigdy więcej nie dopuścić już do takich ekscesów” – powiedziała minister Anna Zalewska. – „Zobowiążę kuratoria, by we współpracy z diecezjami zorganizowały akademie ku czci żołnierzy wyklętych i msze plenerowe połączone z występami chórów szkolnych oraz prelekcjami Kai Godek. Myślę, że straż pożarna tym razem przyśle polewaczki, żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy znów zaprosić Niemców z bratnią pomocą”.

 „Po co polewaczki?” – zapytał arcybiskup Jędraszewski. – „Załatwimy to we własnym zakresie wodą święconą”.

Machnął kropidłem, uniósł świętą ikonę i podjął przerwaną procesję, po raz trzeci okrążając tego poranka mury twierdzy Sejm.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Dlaczego strzał z pistoletu nie wyrządził Beacie Kempie szkody?
a. Bo strzelający nie trafił.
b. Bo strzelał ślepakami.
c. Bo kula odbiła się jej od czoła.

2. Jakie wulgarne słowa chuligani z KOD–u wieszają na pomnikach Lecha Kaczyńskiego?
a. Ku**a mać
b. Konstytucja
c. Prostytucja
d. Demokracja
e. Spieprzaj, dziadu

To ja już zaczynam rozumieć różnicę między Solidarnością a Solidarnością Walczącą, to jak między demokracją i demokracją ludową 😉

Raskolnikow

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

PiS uzależnia nas od rosyjskiego gazu i węgla, tego ostatniego wydawałoby się, że mamy pod dostatkiem na Śląsku. W I półroczu 2018 kolejny wzrost rok do roku zanotowaliśmy w imporcie gazu aż o 6,6%, a import rosyjskiego węgla bije wszelkie rekordy, w tym z Donbasu, który w wyniku wojny hybrydowej Putina został oderwany od Ukrainy (przypomnę, że Donbas dla Ukrainy jest tym, czym Śląsk dla Polski).

Na bazie tych twardych danych i faktów Dariusz Rosati, eurodeputowany PO w bardzo sugestywnym twitcie sumuje sytuację, w jakiej się znaleźliśmy: „głównym wrogiem dla PiS jest Bruksela i Zachód, PiS nie atakuje Rosji. Dodajcie do tego rosnące uzależnienie Polski od rosyjskiego węgla i gazu. Dodajcie Macierewicza i poparcie dla PiS ze strony nacjonalistów finansowanych przez Rosję”.

Rosati pisze pointę: „Wszystko jasne”. Sytuacja jest naprawdę poważna, co może umknąć opinii publicznej. Posłuchajmy byłego dowódcę generalnego polskich sił zbrojnych generała Mirosława Różańskiego, który…

View original post 1 169 słów więcej

Koniec PiS widać na horyzoncie. Albo oni, albo Polska. Spaprali nam ojczyznę

Zwykły wpis

Władza posuwa się już do bardzo drastycznych środków. Nie liczy się Konstytucja, obywatel i Polska. Dla parszywego i wrogo nastawionego rządu, to tylko kwestia czasu. Ten kto, nie widział psów na granicy, nie prosił o paszport, nie wie nic…źródło Fb. Oby Polacy byli zdecydowani!

My Polacy, nie jacyś tam jackowie/wolacy mili władzy… przypominamy, że pamiętamy i rozliczymy .

>>>

Marek Kuchciński na co dzień jeździ służbową limuzyną z ochroną, a i tak pobiera publiczne pieniądze na taksówki i benzynę – podaje „Super Express”.

Kuchciński na co dzień jeździ limuzyną z ochroną, którą zapewniają funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Mimo to, jak informuje „Super Express”, marszałek Sejmu pobiera publiczne pieniądze na paliwo i taksówki.

Marek Kuchciński jeździ limuzyną i bierze pieniądze na taksówki

Jak informuje „SE”, w 2017 roku Kuchciński wziął 4680,48 zł na benzynę oraz 2170,84 zł na taksówki. Rok wcześniej marszałek Sejmu wziął 7719,40 zł na paliwo.

Biuro prasowe Sejmu w rozmowie z „Super Expressem” zaznaczyło, że marszałkowi Sejmu, który również jest posłem, przysługują te same prawa co innym parlamentarzystom.

– Marszałek Sejmu wykonuje również zwykłe obowiązki poselskie: spotyka się z wyborcami, pracuje w terenie, zajmuje się także sprawami regionalnymi. Z tego tytułu przysługują mu te same uprawnienia co pozostałym parlamentarzystom – wyjaśniło biuro prasowe Sejmu. Dodano, że Marek Kuchciński, podobnie jak inne osoby chronione, może czasowo zrezygnować z ochrony SOP.

Sprawą Puszczy Białowieskiej zajmie się komisja śledcza? Zwolennicy wycinki i eksperci związani z Janem Szyszką wskazują, że w Białowieży zniszczono trzy tysiące hektarów siedlisk, utracono drewno o wartości 1 mld zł, drugie tyle wyniosły koszty emisji dwutlenku węgla. W związku z tym chcą powołania komisji śledczej w sprawie wydarzeń w puszczy – informuje portal WP.pl.

– To jest nasz obowiązek jako państwa członkowskiego w Unii Europejskiej. Musimy naprawić te szkody, ale jak już je zaczniemy naprawiać to trzeba pokazać na cały świat, że ktoś tu jednak zawinił. To jest potworny skandal i szkalowanie Polski na bazie tego, że Polska broniła prawa UE i programu „Natura 2000” – oświadczył na antenie Radia Maryja prof. Jan Szyszko.

Poseł PiS Dariusz Bąk, wiceszef sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, w rozmowie z portalem wyznał, że „to ważny projekt”. – Tylko tyle powiem – wypalił tajemniczo w rozmowie z dziennikarzem. Więcej na temat planów i szans na powstanie komisji śledczej nie chciał się wypowiadać.

Z nieoficjalnych informacji WP.pl wynika, że badane jest poparcie reszty polityków PiS dla pomysłu. A z tym jest krucho. Szyszko po swoich kontrowersyjnych pomysłach toczących ratowania puszczy przez wycinkę miał utracić autorytet i wpływy w PiS. Stał się przy tym najbardziej krytykowanym ministrem w rządzie, za co zapłacił dymisją. Kogo na pierwszy ogień wzięłaby komisja śledcza? Zwolennicy komisji na temat milczą. Prawdopodobnie byłby to Marcin Korolec, minister ochrony środowiska w rządzie Donalda Tuska. Rok temu, po doniesieniu ministra Szyszki był już ciągany do prokuratury.

PiS powtarza drogę sanacji w latach 30.tych ubiegłego wieku. Osamotnienie Polski i „nikt nie chce umierać za Gdańsk”.
Tylko czekać, jak nas wypieprzą z Unii Europejskiej.

Hairwald

Publicysta Waldemar Kuczyński i internauci o słowach bp. Antoniego Dydycza na temat ataku PiS na niezależność sądów.

W natłoku wydarzeń przemknęła informacja o przyznaniu przez wicepremiera, ministra kultury Piotra Glińskiego nagród „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Są one przyznawane wybitnym przedstawicielom polskiej kultury, wyróżniających się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej oraz ochronie kultury i dziedzictwa narodowego. Brązowy medal „w dziedzinie sztuki estradowej” odebrał z rąk Glińskiego Ryszard Makowski.

„Zasłużony Kulturze Gloria Artis W czwartek Brązowy Medal, odebrał m.in. Ryszard Makowski… „Jest to wyraz podziękowania Polski dla państwa twórczości i dla państwa zaangażowania, dla waszego talentu – ale talentu zawsze popartego pracą, wytrwałością, odwagą twórczą”. Świat na to patrzy, Panie Ministrze – świat czyta Pana słowa i świat pamięta..” – napisał na Twitterze Igor Lendorf. Przypomniał, że Makowski w 2016 r. w telewizji publicznej wykonał utwór, w którym obraził społeczność żydowską w Polsce, przedstawiając Żydów jako lichwiarzy i spekulantów. O wątpliwych…

View original post 1 972 słowa więcej

Pisowska retoryka antyunijna oraz miałkość wystąpienia Czaputowicza

Zwykły wpis

Mimo bardzo ważnego wystąpienia szefa MSZ Jacka Czaputowicza, ławy PiS nie są pełne, brakuje też prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego.

Na Twitterze celnie komentował Czaputowicza były ambasador Polski w Kanadzie Marcin Bosacki.

gazeta.pl >>>

„Pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie (…) Właśnie dowiedzieliśmy się, że oddział geriatryczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie, który został niemal w całości wyposażony przez naszą Fundację będzie działać do końca marca” – napisał Jerzy Owsiak do Agaty Kornhauser-Dudy. A to tylko jeden przykład dramatycznej sytuacji oddziałów geriatrycznych po wprowadzonej w zeszłym roku przez Ministerstwo Zdrowia sieci szpitali.

Owsiak napisał na Facebooku, że rok temu prosił prezydenta, żeby nie podpisywał ustawy o reformie szpitali: – „Rok 2017 okazał się dla geriatrii fatalnym. Najpierw minister, następnie Sejm, a potem także podpis Pani męża spowodował, że geriatrię wyrzucono z sieci szpitali. Nie ma ochrony budżetowej, nie ma ochrony systemowej. (…) Ten drobny element w układance reformy ochrony zdrowia niczego nie przewróciłby do góry nogami. Pani mąż podpisał, czyli geriatrię wyrzucił!” – napisał do Agaty Dudy.

Szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przypomniał, że podczas kampanii wyborczej Andrzej Duda często mówił o opiece nad seniorami. – „O geriatrii dużo mówił w swoich planach wyborczych nawet Pani mąż. Losy seniorów często w takich właśnie momentach odmieniane są przez wszystkie przypadki. I jak to bywa, następuje wielkie, przeogromne, gigantyczne sadzenie gruszek na wierzbie. My wszystkie nasze obietnice, związane z pięcioma Finałami dla seniorów, nie tylko wypełniliśmy, ale daleko przekroczyliśmy” – zaznaczył Owsiak.

Opisał także bezowocne rozmowy z byłym ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. – „Powiem Pani szczerze, że był to stracony czas i drugi raz nie pójdę do niego nawet z bólem głowy. Swoją nonszalancją podczas naszej wizyty w Ministerstwie Zdrowia zrobił mnie i mojej żonie wielką przykrość” – skonstatował Owsiak.

Przyznał, że nie liczy na zbyt wiele, wyraził jednak nadzieję: – „Może więc Pani pochyli się nad tym i weźmie je sobie do serca”. Swój list do Agaty Dudy Owsiak zakończył słowami: – „Nie wiem, czy cokolwiek można już odwrócić, zmienić, więc pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie. A może dlatego, że darzę ogromnym szacunkiem Pani rodziców”.

W „Rozmowach niedokończonych” Telewizji Trwam zapachniało sensacją. Tematem programu była afera związana z upadkiem SKOK Wołomin i słowa, które padły, musiały wielu widzów niesamowicie zaskoczyć. „Kaczyński miał nam pomóc, ale jest za krótki”, „premier Morawiecki dostał analizę jak odzyskać miliard zł”, „żadni politycy, nawet obecni, prawicowi nie są zainteresowani, aby wyjaśnić aferę SKOK Wołomin”. Tym razem to już nie Donald Tusk winien. Tym razem autorzy programu szukali winowajców wśród aktualnie rządzących polityków.

Michał Karliński, jeden z gości „Rozmów niedokończonych”, szef stowarzyszenia klientów poszkodowanych w tej sprawie,  przyznał z żalem, że „próbował nam pomóc prezes Kaczyński. W Ministerstwie Finansów oraz Ministerstwie Sprawiedliwości natrafił na ścianę. Jest za krótki. Nawet politycy, którzy wygrywają wybory nie mogą wiele zrobić w sektorze finansowym (…) Byłem na spotkaniu ze Zbigniewem Ziobrą, zwracaliśmy się do wszystkich z premierem Morawieckim włącznie. Dając mu analizę o możliwości odzyskania około miliarda złotych z tej afery. Bardzo mi przykro, żadni politycy, nawet obecni prawicowi, nie są zainteresowani, aby tym się zająć”.

Fakt, ok. 800 klientów SKOK-u Wołomin straciło spore pieniądze, których nie było w stanie pokryć nawet częściowo odszkodowanie z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Prawie 3 mld zł. rozdano osobom bez zdolności kredytowych, którzy nie spłacali rat, bo nie mieli z czego, SKOK upadł, a ludziom pozostały nerwy i ostre wkurzenie zamiast pieniędzy. Karliński jest przekonany, że wypłacone pieniądze tkwią gdzieś w ukryciu i czekają na okazję do zalegalizowania. Jedyną nadzieją jest syndyk, który chce sprzedać niespłacone długi SKOK-u firmie windykacyjnej, co jednak przypieczętuje dokonany przekręt, choć z drugiej strony taki ruch pozwoli na legalny powrót pieniędzy na rynek i spłacanie długów.  Eksperci, którzy brali udział w programie są przekonani, że sprawą SKOK-u Wołomin powinna zająć się komisja śledcza, tylko że obecnej władzy jakoś na jej utworzeniu nie zależy.

Dr Krzysztof Traczyk, ekspert ds. przestępczości gospodarczej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, nie ukrywa, że gdyby np. ostro do roboty wzięło się ABW to w ciągu pół roku ujawnione zostałyby konta i miejsca ukrycia pieniędzy. Cała dyskusję na ten temat podsumował ojciec Janusz, prowadzący program, mówiąc o „upadku państwa”, o „państwie z tektury”, bo mimo zmiany władzy, wciąż nikt nie chce wyjaśnić tej afery.

„Rozmowy niedokończone” oglądał poseł PO, Krzysztof Brejza, który od jakiegoś już czasu bada powiązania SKOK–ów z PiS. Nie krył swego zdziwienie, że właśnie w Telewizji Trwam, do tej pory, bastionie obecnej władzy, pozwolono sobie na tak ostrą krytykę – Mimo różnic z TV Trwam – szacunek za krytykę działań, bezczynności, obecnego rządu w sprawie tego SKOK-u”.

To rzeczywiście zaskakujące, ale też pokazuje wyraźnie, że ojciec Rydzyk ma sporo pretensji do PiS. Nie tak dawno skarżył się, że choć dostał dotację dla Toruńskiej Geometrii to jednak żadne pieniądze na konto nie wpłynęły. Może na ochłodzenie stosunków wpłynęła również dymisja pana Macierewicza, który jest przecież ulubieńcem Rydzyka? Cokolwiek i jakkolwiek to jedno jest pewne. Ochłodzenie relacji na linii Toruń – Warszawa powinno zaniepokoić polityków Zjednoczonej Prawicy. W końcu, znaczna część elektoratu zagłosuje w kolejnych wyborach tak jak zażyczą sobie księża, więc może jednak warto utrzymać dalej tę „politykę miłości, wsparcia i ostrego dofinansowania” Kościoła, by mieć gwarancję pełnego poparcia.

Moje stopy były całe pokrwawione, a w bucikach było pokruszone szkło – mówi Sabina Baral w rozmowie z Magdą Jethon (koduj24.pl >>>)

Magda Jethon: – „W zapiskach z wygnania” opowiedziała Pani całemu światu o swoim dramatycznym wypędzeniu z Polski. Łatwo zrozumieć, że mogła się Pani na Polskę obrazić… Po premierze „Zapisków” w Teatrze Polonia rozmawiałam z młodą Polką, która powiedziała: „Ja też jestem za to na Polskę obrażona”. Jak to dla Pani brzmi?

Sabina Baral: – Słyszę to dziesiątki, setki razy. Mam teraz tournee po Polsce, spotykam się z czytelnikami prawie codziennie. Kiedy podchodzą po autografy, wymieniamy kilka słów, mówią: „ja panią tak bardzo przepraszam” albo „ja się tak bardzo wstydzę”. Patrzę na młodego człowieka i mówię, za co się wstydzisz, przecież nic złego nie zrobiłeś. – „Ja się wstydzę za mój kraj, przepraszam za moją rodzinę, która nic nie zrobiła, żeby panią ratować”. To są ludzkie uczucia, normalne odczucia.

Czyli ta trauma jest nie tylko po waszej, ale i po naszej stronie…

Myślę, że teraz głównie po waszej stronie, bo myśmy sobie już z tym poradzili a Wy, wielu z Was, dopiero sie o tym dowiaduje.  My mamy inne życia w innych krajach, my teraz tylko odwiedzamy Polskę. Ja tu przyjeżdżam odwiedzać przyjaciół, kłaść kamienie na grobach i jeść pierogi. A wy tutaj żyjecie, a co ważniejsze, tutaj żyją wasze dzieci i to wy odziedziczyliście historię niedopowiedzianą, może szeptaną, trochę wstydliwą, niezrozumianą i nieprzetrawioną. Żyjecie w cieniu takiej historii.

Powiedziała Pani kiedyś, że będąc w 68 r. na studiach na Politechnice Wrocławskiej brała udział w strajku, bo walczyła Pani o swoją sprawę, o naszą wspólną sprawę, o polską sprawę. Czy przed Marcem myślała Pani, że Polska jest pani ojczyzną, a Polacy rodakami?

Tak. Choć nie przez całe moje życie, bo nie od razu to rozumiałam. Mieszkaliśmy we Wrocławiu w miejscu, które dziś nazywa się Dzielnicą Czterech Świątyń lub Dzielnicą Czterech Wyznań. Mieszkało tam dużo Żydów. W gruncie rzeczy wyrastałam w czymś w rodzaju samozwańczego getta. Dookoła nas mieszkali ludzie, którzy przeżyli Holocaust, wszyscy ze swoimi traumami. Chodziłam do żydowskiej szkoły. To była szkoła, która miała normalny program, a oprócz tego było kilka dodatkowych przedmiotów: żydowska literatura, historia Żydów, język. I do czasu matury poruszałam się we Wrocławiu jakby w tunelu. Szłam z żydowskiego domu do żydowskiej szkoły, w żydowskim sąsiedztwie, a wszystko inne to były miejsca pomiędzy. Wtedy jeszcze nie myślałam o sobie jako o polskiej patriotce, ale byłam pewna, że jestem Polką. Dla mnie to była harmonijna tożsamość Polka – Żydówka, razem. Nie widziałam w tym żadnego konfliktu. Potem zdałam maturę, poszłam na studia i nagle moje środowisko zupełnie się zmieniło. Nagle wokół mnie było tylko kilkoro Żydów. I na co dzień tematyka rozmów była inna. Zaczęłam odwiedzać domy moich nowych koleżanek. Na elektronice było bardzo mało dziewczyn, więc trzymałyśmy ze sobą. Moja polska tożsamość wtedy się skrystalizowała. Byłam Polką, mogłam dyskutować o Kościuszce, Orzeszkowej lub Żeromskim, recytowałam polską poezję… 

Pewnego dnia w marcu 68 r. wykładowca podczas zajęć włączył radio z przemówieniem Gomułki, tym o „piątej kolumnie żydowskiej”. Czy już wtedy Pani czuła, że coś się święci?

Tak, ale nie myślałam, że to może mieć coś specjalnie wspólnego ze mną. Gomułka mówił o syjonistach, a ja nawet nie wiedziałam, kto to jest syjonista. Izrael był mi bliski, miałam dla Izraela ciepłe uczucia, ale byłam Polką. Rok wcześniej w 67 r., kiedy Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem z powodu wojny sześciodniowej, było mi bardzo przykro. Odbierałam to niejako osobiście, ale moją ojczyzną była Polska, to było oczywiste.

 Polscy Żydzi, nie tylko w roku 68, walczyli o polską sprawę. Wieki wcześniej uczestniczyli w zrywach wolnościowych. Brali udział w powstaniach: kościuszkowskim, wielkopolskim, listopadowym, styczniowym, w powstaniach śląskich. Dobrowolnie narażali się za obcą sprawę?

Dlaczego Pani sugeruje, że to była obca sprawa? Taki postulat tendencyjnie nas oddziela i jest wrecz brunatnym argumentem. Nic w tym obcego — Żydzi bili się o Polskę od stuleci, bo to była ich ojczyzna, ich dom. Uczestniczyli w każdym powstaniu, w każdej wojnie. Do tego stopnia czuli się Polakami, że za Polskę ginęli. Część z nich jest pochowana na polskich cmentarzach wojskowych. Wśród ofiar katyńskich 8% było Żydami — ok. 1000 oficerów wojska polskiego. Żydzi od zawsze identyfikowali się z Polską jako swoją ojczyzną.

Trudno w jednej rozmowie opowiedzieć o wszystkich krzywdach 68 r. Pani „Zapiski” są wstrząsające. Przestała Pani mówić po polsku, nie uczyła Pani swoich dzieci języka polskiego…, ale jednak gdzieś w Pani ta Polska „zalega”. Dlaczego Pani tu jednak wraca?

Dlaczego nie?  Ja się tutaj urodziłam. To był mój pierwszy język, język moich dziadów, pradziadów; moja oryginalna kultura. Nawet nie potrafię powiedzieć, ile pokoleń wstecz było w Polsce urodzonych i pochowanych. Ja już nie mam zadry i to pozwala mi tu przyjeżdżać. Dopóki ją miałam, to mówiłam, że jestem Europejką, a nie Polką.  Polska była jedynym krajem, w którym nie mogłam być Polką. Na całym świecie, kiedy mówię, że urodziłam się w Polsce, słyszę: – „Are you from Poland? Yes? Then you Polish, right?” –  No I’m not Polish” – odpowiadam; nie mogłam tu być Polką, nie pozwolili mi. Ciekawe jakby to było dzisiaj, czy mogłabym powiedzieć tutaj, że jestem Polką?

Zadra zaczęła się zmniejszać po 89 r., kiedy Polska stawała się bardziej „cywilizowana”?

Ładnie to pani ujęła. Stanowczo znaczenie miały i zmiany w Polsce, i zmiany we mnie. Ja już nikomu nie muszę niczego tłumaczyć, bo ja wiem, że jestem Amerykanką. Językiem naszego domu jest angielski, nie mam już żadnego dyskomfortu, nie potrzebuję się już gniewać.

I dlatego wpadła Pani na pomysł odnalezienia swojej klasy?

Szukanie klasy nie miało związku z przemijaniem zadry. To tęsknota do dzieciństwa, młodości, do ludzi, którzy znali moich rodziców, ludzi, którym moja mama piekła serniki. Z 36 osób w klasie maturalnej 35 wyjechało. Kiedy trafiłam do Ameryki byłam jak… ścięte drzewo. Zapuszczanie tam korzeni trwało bardzo długo. Musiałam nauczyć się i Ameryki, i siebie jako Amerykanki, ale tęskniłam – nie do Polski, ale do poczucia przynależności. Brakowało mi kontekstu mojego dziecinstwa, mojej klasy, więc w 2008 r. doszłam do wniosku, że jednak zacznę jej szukać. Z 35 osób znalazłam aż 28. Rozesłałam „listy gończe” po całym świecie. Zachowało się zdjęcie mojej klasy maturalnej. Wydrukowała je w 1965 żydowskojęzyczna gazeta „Fołks Sztyme”. W 2010 r. zjechaliśmy do Wrocławia.

Wtedy przyjęła Pani pierwsze oficjalne przeprosiny – od prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Była Pani wzruszona? To było dla Pani ważne?

Boże kochany, taki wielki chłop ukląkł przede mną! Oczywiście, że to było ważne! W obecności kamer telewizyjnych, mediów i calej wierchuszki miasta, on przede mną klęka, prosi o wybaczenie i wręcza mi symboliczny klucz do miasta.

I co dalej? Dutkiewicz obiecał, że te opowiedziane przez Panią historie będą przekazywane dzieciom. Myślę, że mówił szczerze, ale Polska się zmieniła… Jak wtedy, w 2010 r., Pani to odbierała?  

Przyznam, że miałam nadzieję, że może na 50-lecie Marca’68 (następnej „okrągłej” rocznicy już większość z nas nie dożyje), władze Polski zwrócą się do nas, nie tyle z przeprosinami, co np. z polskim paszportem.  I powiedzą: to była durna pomyłka, wybaczcie. Tak, miałam taką nadzieję. Ale Polska znów się zmieniła.

Pani „Zapiski” są swego rodzaju oskarżeniem nie tylko PRL, ale też współczesnej Polski, również III RP, bo przez te lata nie odzyskaliście paszportów, oficjalnie władze nie przeprosiły Żydów za to haniebne wydarzenie. Sprawa nie została do końca załatwiona, a 50 rocznica Marca’68 już minęła. Myślę, że wielu przyzwoitym Polakom też jest z tym ciężko…

Cóż, ja za kilka dni wylecę do San Francisco, do domu… Będę myślała o moich spotkaniach z czytelnikami, o wzruszających chwilach, o przepięknym spektaklu, który Krystyna Janda i Magda Umer wyczarowały. Ale nie muszę myśleć, że Polska nas nie przeprosiła. De facto ja już z tym nie żyję, ale Pani musi…

Trudno dziś zrozumieć, dlaczego wtedy nikt się za wami nie ujął…

Byłam wtedy zbyt młoda i zbyt przejęta opresyjną codziennością, ale znacznie później miałam na ten temat wiele refleksji. Myślę, że Polacy to butny naród, który zawsze walczy o to, co jest dla niego ważne. W marcu 68 r. Polacy nie tylko nie walczyli w żaden sposób o nas, a wręcz niektórzy szukali możliwości… wzbogacenia się. Urzędnicy i celnicy np. wymuszali łapówki, a sąsiedzi przychodzili do mojej mamy i mówili: „Pani Esterko, ten stół się na pewno nie sprzeda, a państwo musicie zostawić puste mieszkanie, może my ten stół zabierzemy”.

To przykre słuchać o nas takich opowieści, tym bardziej, że jest ich więcej. Z antysemityzmem spotkała się Pani nie tylko w 68 r. Opowieść o butach w przedszkolu jest przejmująca…

To trudna opowieść, faktycznie. W tym przedszkolu trzeba było zmieniać buty na kapcie filcowe. Buty wieszało się na haku w worku. Pod koniec dnia wepchnęłam stopy do butów i choć mnie dziwnie uwierały, doszłam do domu, bo było blisko. Kiedy je zdjęłam, zobaczyłam, że moje stopy są całe pokrwawione. Okazało się, że w moich bucikach było pokruszone szkło. Więcej do przedszkola nie poszłam, nawet nie zdążyłam się pobawić na huśtawkach. Przez lata zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby to zrobiły dzieci?

Szukam jakiegoś wytłumaczenia… Może to ktoś chory psychicznie?

Chory psychicznie? A lata endecji, a pogromy przed wojną, po wojnie, różne inne objawy antysemityzmu, mniej lub bardziej krwawe. Określenie „chory psychicznie” sugeruje bagatelizowanie sprawy i próbę uwolnienia się od odpowiedzialności.

Mam nadzieję, że dziś jednak mamy inne czasy. Choć przyznała Pani, że obawiała się, iż podczas premiery przed Teatrem Polonia będą maszerować antysemici, że ktoś rozwinie wrogie transparenty i będzie wykrzykiwał obraźliwe hasła.

Nie wiem, czy się obawiałam, ale przeszło mi to przez myśl. Rozmawiałam o tym z Olgą Tokarczuk, która zapytała mnie: „naprawdę myślisz, że coś takiego jest możliwe?” Odpowiedziałam: „może po prostu wyciągną stare transparenty z 68 r.”?

Szczęśliwie tak się nie stało, więc może ten antysemityzm nie jest taki jak Pani myśli? Może ma Pani gorsze zdanie na temat Polaków niż na to zasługują?

No może, bo z jednej strony mam czytelników, którzy przychodzą i widzę ich zaszklone oczy. Z drugiej jednak strony mam wizerunek Polski, który oglądam w amerykańskiej telewizji, a który jako żywo przypomina faszystowskie Niemcy choćby z 1936 r. Trudno znaleźć harmonię między tymi dwoma obrazami. Muszę sobie zdać sprawę, do jakiego stopnia naród jest teraz podzielony. Myślę, że antysemityzm tutaj był i jest, ale przez te lata wolności, które mieliście on nie był dobrze widziany. Polacy na wzór zachodni uczyli się wyrażać szacunek i akceptować inność. A to nie jest tylko kwestia antysemityzmu, w Polsce po prostu trudno jest być innym. No i jeżeli nawet zdarzało się, że gdzieś, na jakiejś stodole ktoś nabazgrał antysemicki napis, to jednak stanowczo nie w mediach, nie w marszach, nie z przyzwoleniem. A teraz jest przyzwolenie na to wszystko.

Zrobiła Pani w Ameryce błyskotliwą karierę – kobieta sukcesu przez duże „S”. Osiągnęła Pani na pewno więcej niż gdyby Pani tu została, podobnie jak bardzo wielu wygnanych. Często więc pada pytanie: kto stracił więcej, wy, wypędzeni, czy my, bo was nie ma w Polsce? Olga Tokarczuk napisała: „to straszna strata, że was nie ma. Z waszym wyjazdem myśmy stracili szanse na lepszą Polskę”. Czy to są słowa dla Pani ważne, obojętne, czy z Polską łączy Panią już tylko pamięć o krzywdzie?

Z Polską łączy mnie kilkuwiekowa historia mojej rodziny.  Pamięć o krzywdzie jest o wiele mniej ważna niż relacje z takimi osobami, jak Olga Tokarczuk, Krystyna Janda, Magda Umer czy dziesiątki, setki osób, które piszą do mnie i z którymi czuję jakieś wspólne człowieczeństwo. Nie, ja już o krzywdzie nie myślę, aczkolwiek ją pamiętam. Ta krzywda to jest wstyd dla Polski. To jest coś, z czym Polska musi sobie dać radę. To wy straciliście szansę na lepszą Polskę.

Myśli Pani, że teraz Polska pokazała swoje prawdziwe oblicze? Czy jednak te ostatnie zachowania antysemickie czy wręcz faszystowskie to jednak sprawa marginalna?

Marginalna? Zachowanie faszystowskie NIGDY nie powinno być uważane za sprawę marginalną. Znam Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce; są słusznie zaniepokojeni. Kilka dni temu byłam, nie powiem, w którym małym mieście, bo tam mieszka niedużo Żydów i po spotkaniu podeszła do mnie młoda osoba. Naprawdę dramatycznie roztrzęsionym głosem zapytała: „Jeżeli by pani mieszkała dzisiaj w Polsce, to czy przyznałaby się pani do tego, że jest Żydówką”?

Muszę dodac – to WY musicie zdecydowac czy marsz 60,000 narodowców to jest sprawa marginalna.

Ciągle nie ma właściwego klimatu, żeby przyznać się do korzeni żydowskich?

To jest straszne. Są w Polsce Żydzi, którzy ciągle nie mają poczucia, że są tutaj w domu. Przez stulecia mówiło się, że Żydzi czują się w Polsce jak obywatele drugiej kategorii i teraz znowu. Pewna posłanka mówi o ludziach „których geny nie są polskie”; krytykuje ich zachowanie „w kraju ich zamieszkania”… Ale to nie tylko Żydzi, to również homoseksualiści, niepełnosprawni, Romowie….ludzie, którzy są inni. Nie ma w Polsce klimatu dla innych. Dlatego powtarzam: opowiadajcie dzieciom historię Marca’68. Mówcie o tym dzieciom. Marzec ’68 to lekcja krzywdy za inność.

Pisząc po polsku i wydając książkę w Polsce, adresowała ją Pani do Polaków. A Pani marzeniem jest, żeby stała się ona lekturą szkolną. Dlaczego? Chce się Pani opowiadać, tłumaczyć ludziom, jak to było w 68 roku? Zależy Pani, żeby Polacy wiedzieli, jak zachowywali się ich rodacy? Ma pani jakieś poczucie misji?

Sama się zastanawiam. Nigdy nie planowałam żadnej misji. Zadedykowałam tę książkę po polsku mamie i tacie. Jestem z mojego życia bardzo zadowolona, mam wszystkie możliwe satysfakcje: zawodowe, osobiste, finansowe. Wyszło mi. Odpukuję. Ale moi rodzice przeżyli na zachodzie trudne dwadzieścia lat. Nie mogli chodzić do teatru, bo nie znali dostatecznie dobrze języka, stracili poczucie humoru, nigdy się nie zintegrowali i na dobrą sprawę nigdy nie zrozumieli, dlaczego ich wyrzucono i za co. Dlaczego stracili prawo do emerytur? Dlaczego musieliśmy wyjechać? ZAPISKI są dla moich rodziców. Dla naszych, wszystkich rodziców.

W trakcie tegorocznych obchodów Marca’68, ogromne napięcie wywołane ustawą o IPN spowodowało, że wyjątkowo dużo w mediach mówiło się o tamtych czasach. Mam wrażenie, że duża grupa Polaków dopiero teraz dowiedziała się, jak to było. A z tego co wiem, wszyscy, którzy czytali książkę czy widzieli przedstawienie, byli Pani tekstem dogłębnie poruszeni. Myślę, że nam, Polakom „normalnym”, może bardziej nawet niż wam, zależy, żeby jak najwięcej ludzi znało prawdę o tamtych czasach. Czy mimo tej niedobrej dziś atmosfery widzi Pani szanse na normalizację stosunków polsko-żydowskich?

Ja jestem optymistką, więc nie myślę, że zawsze tak będzie, ale to potrwa długo. Musicie kształcić pokolenia, które zaakceptują prawdę i wezmą za nią odpowiedzialność.

Na pocieszenie powiem, że jeszcze 20 lat temu nikt publicznie nie był w stanie wymówić słowa gej, a dziś gej jest prezydentem miasta. Jest więc nadzieja w młodym pokoleniu…

Oczywiście, że mam nadzieję. Choć teraz stosunki polsko-żydowskie są gorsze niż były przez ostatnie lata, kiedy Polska się rozwijała i stawała się normalnym krajem, coraz lepiej rozwiniętym ekonomicznie, z coraz lepiej wykształconymi i podróżującymi Polakami. Ale teraz ta ustawa o IPN bardzo źle zrobiła obu stronom. Żydzi, mieszkający w Polsce znów się boją, tak jak kiedyś. Wielu moich kolegów emigracyjnych nie przyjechało na te obchody ze względu na złą atmosferę, ze względu na pogorszenie relacji polsko-żydowskich, indywidualnych i polsko-izraelskich na poziomie państwowym. Nie udawajmy, że jest dobrze. Nie jest dobrze.

Przeżywamy wstrząs, może on paradoksalnie pozwoli coś zacząć od początku?

Mam nadzieję. Problem polega na tym, że przez ostatnie lata antysemityzm był ukryty, istniał po cichu, ujawnianie się z nim nie było okej. A teraz jest okej, wręcz bym powiedziała, że jest na niego przyzwolenie. Teraz przed myślącymi Polakami, otwartymi na świat, z dużym apetytem na to, żeby Polska była dobrym krajem, który jest wart swojego miejsca w Unii i na świecie, stoi wielkie wyzwanie, by to zmienić. To jest teraz poważne zadanie dla Polaków. Bardzo chciałabym, żeby się udało.

Wojtek Jasiński zostaje ! Zatankował w Orlenie prawie 4 banieczki i udał się na zasłużoną emeryturę. Panie Wojtku, ukłony! Dyplom (i misia!) wręczymy na następnym ! Buziaczki 😘

Józef Żurek, który był najstarszym Polakiem, nie żyje. Mężczyzna zmarł w wieku 108 lat.

O śmierci Józefa Żurka poinformowała Ochotnicza Straż Pożarna w Toporzysku, z którą Żurek był bezpośrednio związany. Mężczyzna, który do momentu swojej śmierci był najstarszym Polakiem, zmarł w wieku 108 lat. Żurek mieszkał we wsi Czarnowo w województwie kujawsko-pomorskim.