Tag Archives: Kuba Wątły

Andruszkiewicz z Młodzieży Wszechpolskiej wchodzi do rządu PiS

Zwykły wpis

Tę informację nieoficjalnie podała „Polityka Insight”.

Poseł Andruszkiewicz do sejmu wszedł z list Kukiz’15. W 2017 roku odszedł z ugrupowania i wstąpił do Koła Poselskiego Wolni i Solidarni, kierowanego przez ojca premiera, Kornela Morawieckiego.

O młodym pośle zrobiło się głośno gdy „Super Express” ujawnił, że otrzymał z Kancelarii Sejmu 28 tys. zł. zwrotu za paliwo, choć nie posiada samochodu i nie ma prawa jazdy.

Jednak poseł nie poczuł się zawstydzony ujawnionym faktem. Mediom tłumaczył, że zawarł umowę na użyczenie samochodu, a wożą go współpracownicy.

Jako wojujący „patriota” ma też na swoim koncie inne „osiągnięcia”. Z pełnym zaangażowaniem tropił np. antypolskość w polskim kinie. Już kilka miesięcy po wejściu do Sejmu pytał ministra kultury o dotacje PISF dla filmów takich jak „Ida”, „Pokłosie” czy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, które wg niego „wpisują się w antypolską politykę historyczną”.

Wniósł też interpelację do ministra infrastruktury i budownictwa ws. „nazewnictwa pociągów PKP”. No bo „Aurora” promuje komunizm, a „Świętopełk”, „Dionizos” czy „Światowid” promują pogańskie i mityczne bóstwa.

Parę tygodni temu aktywny poseł pisał na Facebooku, że będzie dążył do „zjednoczenia sił patriotycznych”, bo „tylko wielki obóz na prawicy jest w stanie zatrzymać powrót Tuska do władzy./…/ A przecież … „Nie oddamy Polski w ręce PO!”

Jak widać Polską rządzi niepodzielnie najlepszy sort!

Depresja plemnika

Michał Wojciechowicz, dziś pisarz, jako 17-latek strajkujący w Stoczni Gdańskiej, a jednocześnie jedna z ofiar oskarżonego o molestowanie nieletnich ks. Henryka Jankowskiego opublikował na Facebooku post, w którym domaga się usunięcia pomnika duchownego. „Weźcie ten apel do serca, bo będzie dym!!!” – napisał.

Wpis pojawił się w mediach społecznościowych 28 grudnia. O sprawie poinformował m.in. Polsat News.

Michał Wojciechowicz obiecał w nim, że były kapelan Solidarności „spadnie z cokołu”. „Mija prawie miesiąc od pojawienia się doniesień o pedofilskiej jeździe księdza, prałata Henryka Jankowskiego, proboszcza Kościoła Św. Brygidy w Gdańsku, kapelana Solidarności i niby to bohatera walki z komunizmem” – zaznaczył pisarz na Facebooku. W ironiczny sposób przywołał niejasności, które wiązały się z życiorysem duchownego, m.in. fakt, że miał współpracować ze Służbami Bezpieczeństwa PRL. Przypomniał również, że o jego skłonnościach seksualnych wiedziało wiele osób, ale nikt nie reagował.

„Jak do tej pory, nikt z rządzących miastem [Gdańskiem – przyp. red.], ani…

View original post 1 680 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz leci na Bońka

Zwykły wpis

Chyba pierwszy raz się zdarza, że „ekspertka” od wiedzy wszelakiej, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz znalazła poparcie mediów społecznościowych. Tym razem dodała swoje trzy grosze do dyskusji o osiągnięciach polskich drużyn piłkarskich oraz klęsce na Mundialu. Na celownik wzięła Zbigniewa Bońka, po tym jak teraz w europejskich rozgrywkach pucharowych kompletną klapę poniosły Legia Warszawa, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok.

Na Twitterze kompromitację polskich drużyn Pawłowicz skomentowała jednoznacznie zaczepiając szefa PZPN:

„Panie Bońku
Po wynikach polskich piłkarzy we wszelkich ligach, od gminnych po światowe, jako kierownik PZPN „jawi się Pan dla mnie kierownikiem fascynującym”
 – napisała.

Tak z kpiną nawiązała do dyskusji, która zrodziła się przy okazji mistrzostw świata 2018. Posłanka zapytała wówczas, czy jest sens dalszej gry Polaków w mundialu, gdy stracili szanse na wyjście z grupy.

Prezes PZPN zaprosił wtedy Pawłowicz na kawę i dodał „po tym wpisie, jawi się Pani dla mnie kobietą fascynującą”. Tym razem Boniek jeszcze nie odpowiedział na zaczepkę Pis–owskiej posłanki.

W komentarzach pod swoim wpisem Pawłowicz stwierdziła, że jej zdaniem to szef PZPN odpowiada za wyniki polskich drużyn. Odpadnięcie Legii z Football 1991 Dudelange określiła mianem klęski, a rywali nazwała „kelnerami z Luksemburga”.

„Po raz pierwszy w życiu muszę się z Krysią Pawłowicz zgodzić” – podsumował „dyskusję” internauta. „Ja bym do Bońka napisał coś innego: Panie Bońku, czy pan już w końcu wie jakie były przyczyny kompromitacji i blamażu na Mundialu??? Bo jak pan nie wie to można oczekiwać na imprezach mistrzowskich powtórki z historii: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor.”

Jak widać, „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”. Po klęskach piłkarzy, miłość partii rządzącej szybko przeniosła się na lekkoatletów. Ze zwycięzcami lepiej wychodzi się na zdjęciu i można ogrzać się w promieniach triumfu.

To jest plebiscyt za Polską demokratyczną albo autorytarną, zaściankową, antyeuropejską, tandetnym reżimem totalitarnym. Teraz trzeba iść wspólnym frontem w obronie demokracji, bo to jest najważniejsze – mówi w rozmowie z nami Jan Ordyński, publicysta, wiceprzewodniczący Towarzystwa Dziennikarskiego. – Niech SLD pójdzie po rozum do głowy. Każdy musi trochę ustąpić. To nie jest czas na własne ambicje, fochy, strojenie min. Trzeba ratować Polskę – dodaje, stwierdzając, że wspólny front powinien obejmować także lewicę. – Skończyła się jakakolwiek debata. Posiedzenia Sejmu są farsą, tandetnym cyrkiem. Z nor wyłażą teraz męty polityczne i nadają ton życiu publicznemu – ocenia pisowskie praktyki

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od końca. Jak to wszystko się skończy?

JAN ORDYŃSKI: Najbliższe wybory, poczynając od samorządowych, przez europejskie i parlamentarne, nie będą rutynową elekcją odbywaną w demokratycznym państwie prawa. Wszyscy, także opozycja, muszą to zrozumieć. To jest plebiscyt za Polską demokratyczną albo autorytarną, zaściankową, antyeuropejską, tandetnym reżimem totalitarnym. Teraz trzeba iść wspólnym frontem w obronie demokracji, bo to jest najważniejsze. Są miasta, w których udało się przedstawić wspólnego kandydata: Łódź, Rzeszów, Kraków, także Wrocław.

Wygrana w dużych miastach będzie swego rodzaju manifestacją i efektem propagandowym. Z ostatniego sondażu wynika, że szeroka koalicja jest w stanie pokonać PiS. Jeżeli tak się nie stanie, czarno to wszystko widzę.

Dobrym zalążkiem może być powołana przez PO i Nowoczesną Koalicja Obywatelska?

Tak, ale powinna być rozszerzona w lewą stronę.

Do tanga trzeba dwojga…

Niech SLD pójdzie po rozum do głowy. Każdy musi trochę ustąpić. To nie jest czas na własne ambicje, fochy, strojenie min. Trzeba ratować Polskę.

Czyli jedyną szansą jest szeroka koalicja anty-PiS?

Wolę określenie szeroki blok demokratyczny.

Nie chodzi tylko o PiS, coraz bliżej partii są narodowcy i ugrupowania faszyzujące. Sytuacja staje się bardzo niebezpieczna. Można temu zapobiec.

Dlaczego dochodzi do takiego zbliżenia?

To są coraz bardziej tożsame ugrupowania. W praktyce politycznej filozofia obozu skrajnie antydemokratycznego i PiS-u zbliżają się do siebie. Partia władzy robi to, co na pewno zrobiliby także oni – porywa się skutecznie na instytucje, które miały gwarantować Polsce demokrację, likwiduje trójpodział władzy, majstruje przy ordynacjach wyborczych, likwiduje parlamentaryzm, tworzy państwo teokratyczne.

Rozczarowała cię postawa Kościoła?

Tak. Skoro stał się częścią sceny politycznej, to powinien zabierać głos w obronie demokracji. A milczy…

Proboszczowie za to zachowują się jak politycy, mieszają się do najbardziej intymnych spraw Polek i Polaków. Skrajnym tego przykładem jest zachowanie Tadeusza Rydzyka. Według mnie on nie wierzy w Boga, po prostu realizuje swoje cele.

Nie ksiądz, tylko biznesmen?

I to spod ciemnej gwiazdy. Episkopat byłby w stanie ukrócić jego działania, przecież ma jakieś możliwości. Może interweniować w Watykanie. To jest człowiek, który wywiera negatywny wpływ na życie moralno-polityczne w Polsce. Są biskupi i księża, którzy to widzą, ale tylko rozkładają ręce.

Czy jest jakaś granica, której PiS nie przekroczy?

Nie wiem, przekroczył już kilka granic. Wysadził w powietrze Trybunał Konstytucyjny i sądy, zabiera się za Sąd Najwyższy. Dzieje się tak w XXI wieku, w państwie europejskim. Przecież to się w głowie nie mieści!

Nawet Donald Trump nie odważył się „zabrać” za sądy, bo to świętość. Gdyby stało się to, co u nas, to w Ameryce wybuchłoby powstanie.

Dlaczego u nas na ulice wychodzi w sumie niewiele osób?

W Polsce demokracja jest znacznie młodsza i nie jest tak zakorzeniona. Wielu ludzi jej nie rozumie i myśli o sprawach państwa tylko przez pryzmat siebie i swojego życia. Nie mam do nich pretensji, bo taka jest nasza rzeczywistość, ale trzeba zrobić wszystko, żeby ją zmieniać.

Jak?

Trzeba tak budować państwo polskie, żeby coraz więcej osób się z nim utożsamiało.

Winą poprzednich ekip było to, że nie zwracały uwagi na los ludzi, którymi trzeba było się zająć. Dlatego dali się złapać PiS-owi. Liczyliśmy na sztafetę pokoleń, a przyszedł prezes i wszystko po kolei wysadził w powietrze.

Jak „rozmawiać” z populistami?

Nie można pozwolić narzucić narracji, że nawet tym, którym nie wyszło, żyje się gorzej niż 30 lat temu. Po transformacji było trzeba każdej grupie podać rękę. PiS prowadzi politykę najprostszymi metodami, ale są i na to jakieś sposoby. Trzeba zebrać grupę socjologów, ekonomistów czy psychologów i postarać się opracować jakiś program. Jeżeli są w stanie pomóc rodzinom, to mogą pomóc także grupom społecznym.

Jesteś na każdej demonstracji?

Staram się być na wielu demonstracjach.

Cieszę się, że są ludzie, którym zależy. Przypuszczałem, że z czasem będzie ich coraz mniej, ale są… Zdecydowani, zdeterminowani, z jednoznacznymi postulatami, domagający się po prostu przestrzegania konstytucji.

To jest siła, która może wpłynąć na PiS? Niektórzy mówią, że władzę może obalić ulica.

Mam nadzieję, że nie dojdzie do kryterium ulicznego. To byłoby najgorsze i najbardziej niebezpieczne rozwiązanie. Ale jeżeli PiS podniesie rękę na proces wyborczy, to rzeczywiście może być nieuniknione. Tyle że to wyeliminowałyby nas z kręgu europejskiego.

Włączasz czasami tzw. media publiczne?

Rzadko. Nie jestem w stanie. Propaganda jest tak nachalna, jakiej nie pamiętam. Takiej sytuacji nie było od 30 lat. Brakuje wszystkiego, po prostu cepem wali się na odlew, tylko w interesie jednej strony. Prowadzący stali się stroną i judzą. Wstyd!

Nie przypuszczałem, że niektórzy z moich dawnych znajomych będą się w stanie w ten sposób zachować. A ja domagam się tylko przyzwoitości.

Co dzieje się z politycznym językiem? Był już „gorszy sort”, „ubeckie wdowy”, „zdradzieckie mordy”…

Pamiętam, jak się oburzaliśmy, kiedy Andrzej Lepper stwierdził w Sejmie, że „skończył się Wersal”. Teraz muszę stwierdzić, że to wystąpienie było Wersalem w porównaniu do tego, co się teraz dzieje.

„Olać to mogę twoją matkę” – tak na Twitterze „dyskutuje” poseł PiS Dominik Tarczyński.

I to odbywa się za przyzwoleniem Jarosława Kaczyńskiego. Poza tym w ogóle skończyła się jakakolwiek debata. Posiedzenia Sejmu są farsą, tandetnym cyrkiem. Z nor wyłażą teraz męty polityczne i nadają ton życiu publicznemu.

Jak zachowałbyś się na miejscu Marcina Mellera? To do niego skierowany był ten wpis.

Powinien wytoczyć mu proces o zniesławienie i ochronę dóbr osobistych.

Ten poseł powinien też od razu stanąć przed komisją etyki w Sejmie i mieć wymierzoną surową karę. To jest polityczny żul, który powinien być bojkotowany i znaleźć się poza nawiasem.

Dlaczego prezes przymyka na to oko?

Widocznie mu to odpowiada. Przecież sam też wyskoczył na mównicę i zwyzywał posłów opozycji.

Jaki to ma wpływ na społeczeństwo?

Fatalny. W taki sposób ludzie uczą się „mowy żuli”, bo jest na to przyzwolenie.

Podział przypomina ci ten z czasów PRL-u?

Jest gorzej. Momentem przełomowym była katastrofa smoleńska i to, co z nią później zrobiono. Od tego momentu puściły hamulce przyzwoitości. Mam prawo o tym mówić,

pochodzę z Rodziny Katyńskiej, a ja sam przez przypadek do Smoleńska poleciałem nie 10, a 7 kwietnia. Z tej strasznej katastrofy zrobiono teraz pośmiewisko. Część ludzi na to złapano, a politycy PiS-u robią z tego teatr z pełną świadomością. Przecież oni zdają sobie sprawę z tego, że to była katastrofa, a nie żaden zamach. Także z tego powodu doszliśmy w naszej słabej demokracji do krytycznego momentu.

Przewidywałeś ostatnio, że Antoni Macierewicz będzie wygaszany. Okazuje się, że ma dostać nową misję – ocenę stanu polskiej armii. O co chodzi?

To jest znowu jakaś zagrywka, ale uważam, że do rządu nie wróci. Przecież to on doprowadził do upadku polską armię. Audyt mogą robić fachowcy, a nie szamani. Jarosław Kaczyński zdezawuował go kończąc misję smoleńską.

Przecież cały czas jesteśmy bliżej prawdy…

Ale prezes zasugerował już, że być może prawdy nigdy nie poznamy. On wie, że nie ma żadnych tajemnic. Dopóki Antoni Macierewicz był potrzebny do tworzenia kłamstwa smoleńskiego, to prezes trzymał go w rządzie, a jak przestał być potrzebny, to go odepchnął.

Nie sądzę, żeby przed Antonim Macierewiczem była jakaś świetlana polityczna przyszłość, może na osłodę dostanie miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego.

Chciałabym, żebyśmy zakończyli rozmowę optymistycznie.

Jestem zbudowany postawą środowiska sędziowskiego, także, a może przede wszystkim tych z młodego pokolenia. Wydają wyroki sprawiedliwe, a nie zgodne z oczekiwaniami władzy i dają przykład, jak należy bronić demokracji. Tak powinniśmy zachowywać się w trudnych sytuacjach.

Kiedy ostatnio byłeś w Sejmie?

Czasami bywam…

Dziwne uczucie przedzierać się przez barierki.

Nawet w stanie wojennym tak nie było! Przecież

jeszcze niedawno teren Sejmu był otwarty dla wszystkich. Teraz jest zamknięty, problem z wejściem mają nawet dziennikarze. Straż marszałkowska stała się zbrojną armią.

Czego się boją?

Tego, co ich czeka w przyszłości. Dlatego stwarzają sobie pozory bezpieczeństwa.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o defiladzie.

A My trzymajmy mocno kciuki za to, by nikomu nie zechciało się na nas napadać

Wydawałoby się, że okres wakacyjny to taki klasyczny sezon ogórkowy. Politycy odpoczywają po „ciężkiej” pracy, rząd się nie wysila, bo też ładuje akumulatory. Cisza i spokój… A tu nic bardziej mylnego. Tyle się dzieje, newsy uderzają w nas z każdej strony i już nie wiadomo, gdzie ręce włożyć.

W minionym tygodniu na pewno na uwagę zasługuje Defilada Wojska Polskiego z okazji ich święta. Nie ukrywam, że już przed godziną 13.00 zasiadłam z kubkiem mocnej kawy w ręce przed telewizorem, by oddać się nastrojowi wydarzenia. Był to w końcu mój patriotyczny obowiązek, by wspólnie z partią panującą i żołnierzami przeżywać doniosłość tego dnia.

Nie rozczarowałam się. Było pięknie, dumnie i niezwykle patriotycznie. Nad głowami przeleciało nam 100 samolotów, począwszy od tych, z zespołu akrobacyjnego, skończywszy na śmigłowcach. Przed oczami przemaszerowały mi jednostki reprezentacyjnych Rodzajów Sił Zbrojnych,  pododdziały i poczty sztandarowe organizacji pro-obronnych, klas mundurowych, Szwadronu Kawalerii WP oraz Orkiestry Reprezentacyjnej WP.  I te Rosomaki, moździerze Rak, armatohaubice Krab, samochody humvee, transportery Stryker, czołgi Abrams, Twardy i Leopard,transportery minowania narzutowego Kroton oraz rampa szturmowa. Wow…

Nie zabrakło też żołnierzy amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich. Wprawdzie oni nie tak całkiem nasi i ich wyposażenie nie jest polskim powodem do dumy, ale jak się nie ma co się lubi to warto było sięgnąć do Batalionowej Grupy Bojowej NATO stacjonującej w Orzyszu.

Trzeba przyznać, że miło było popatrzeć na dumnie prężących pierś żołnierzy Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej RP, Sił Powietrznych, Wojsk Specjalnych, Wojsk Obrony Terytorialnej i Żandarmerii Wojskowej. Chłopaki jak malowani. Czy w takim momencie warto było pomyśleć o problemach z umundurowaniem, kiepską jakością karabinów i innymi niedogodnościami, za które odpowiada MON? Ech…nie bądźmy drobiazgowi.

Był też czas na przemówienie pisowskich oficjeli, którzy już nawet nie zachowują pozorów, że są reprezentantami całego narodu. Wreszcie otworzyły mi się oczy na prawdę o bitwie warszawskiej. Według Dudy to „Pan Bóg stanął w obronie Polski, wsparł polskich żołnierzy, Matka Najświętsza wsparła swoich chłopców, swoje dzieci po to, żeby mogli się obronić przed sowiecką czerwoną nawałą, po to, żeby mogli obronić wolność, obronić niepodległość, ale przede wszystkim obronić chrześcijaństwo i życie”. Co my, biedni, bez tego Boga byśmy zrobili? Pewnie już by nas jako nacji, nie było. I czyż można się dziwić, że w kraju tak przez Boga umiłowanego, ewangelia powinna być ważniejsza od Konstytucji?

Padły też słowa o Ojczyźnie, Honorze. O wielkości, patriotyzmie, miłości ojczyźnianej. Padło tyle słów, które przyjęłam z pewnym niesmakiem. Jakże łatwo to, co wartościowe, zamienić w puste banały. Jakaż to hipokryzja, gdy ci, demolujący polski system, wycierają sobie gęby tym, co dla Polaków najważniejsze. Teraz, gdy społeczeństwo jest tak skażone politycznie, tak podzielone, pełne nienawiści i retoryki wręcz chamskiej, ten patos w ustach rządzących, odniesienie do symboli polskości, wydaje się tak miałki, że aż sztuczny. Ot taki erzac, co to nie ma nic wspólnego z prawdą.

Tak więc, miało być przebogato, wspaniale. Miała być pokazana siła polskiego wojska, której nasz ulubiony wróg ze Wschodu powinien przestraszyć się na Amen, podkulić ogonek i nigdy już nawet nie pomyśleć o zaatakowaniu nas. Szkoda tylko, że partia rządząca nie wpadła na to, iż znaczna część narodu nie da się nabrać na tego typu „igrzyska” Przecież od dawna wiadomo, że położyła ona nasze wojsko na obie łopatki. Sprzęt, który powoli bardziej nadaje się na złom niż do użytku. Leżące odłogiem programy modernizacyjne. Nominacje generalskie i pozostałe awanse tylko dla oddanych PiS-owi, a co za tym idzie, oddanie losów Polski w ręce prawie laików, których wiedza, umiejętności i doświadczenie wołają o pomstę do nieba. Jak mówi generał Waldemar Skrzypek „Polska zbrojeniówka jest zarządzana przez wrogów państwa polskiego Niech pan to koniecznie napisze! To wygląda jak działania rosyjskiej agentury wpływu. Polska armia nie spełnia żadnych warunków, żeby mówić o przygotowaniu bojowym. Sprzęt? Jaki sprzęt! Polska Grupa Zbrojeniowa ma długi, wszystko, co robią, to lipa i ściema. Zakupy amunicji leżą na łopatkach”.

No ale nic to. Defilada była piękna. Jak twierdzi MON aż 120 tysięcy ludzi oglądało ją na żywo. Jak widać, naród łaknie igrzysk. Szkoda tylko, że nie pojawia się tak tłumnie na ulicach stolicy, gdy odbywają się protesty wobec demolki państwa. A może po prostu tego nie widzą i nie rozumieją? Może górę bierze to zaufanie do PiS, które tak skutecznie wbiło im do głowy, że teraz wreszcie jest prawdziwa Polska, bo wcześniej to był chłam? I nikt im nie wmówi, że białe jest białe, a czarne czarne.

Akcentem wzmacniającym ten piękny, świąteczny dzień, był przemarsz narodowców. Trochę mnie chłopcy i dziewczynki rozbawili swoją niewiedzą. Darli się, składając hołd Piłsudskiemu, który do pewnego momentu był lewakiem (a nawet przywódcą Polskiej partii Socjalistycznej) i jednocześnie wygrażali tymże lewakom. Upajali się „cudem nad Wisłą”, nie mając pojęcia, jak bardzo Piłsudski nie znosił tego określenia. Plotka głosi, że termin ten wymyślił Roman Dmowski, chcąc w ten sposób nieco zminimalizować talent strategiczny wodza. Wydaje się też, że znacznie więcej było policji, pilnującej ich bezpieczeństwa niż samych maszerujących, ale to już drobiazg.

Niebawem wybory. Imprezka się odbyła. Jej rozmach przesłonił żenującą sytuację polskiej armii. Władza sobie pogratulowała, pokazała oblicze pełnego samozachwytu i… jest dobrze. Lud dostał to co chciał i zapewne w podzięce, odda swój głos właściwie, zgodnie z oczekiwaniem. A My? My trzymajmy mocno kciuki za to, by nikomu nie zechciało się na nas napadać, bo to dopiero będzie jatka.

W ocenie organizacji „Odpowiedzialność Biskupów” (Bishop Accountability) w latach 1950-2016 w Stanach Zjednoczonych około 6,7 tys. księży dopuściło się przestępstw seksualnych wobec nieletnich. Liczba dziecięcych ofiar molestowania szacowana jest na około 18,5 tys – informuje interia.pl

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim, Dydzie i fregatach.

W sile 60 chłopa, nie licząc wszak prezydentowej, poleciała do Australii delegacja prezydencko-rządowa, aby nie nabyć fregat rakietowych Adelaide, a jedynie podpisać list intencyjny, bo już raczej wiadomo, że do zakupu nie dojdzie. Tak zadecydował – jak media relacjonują – premier Mateusz Morawiecki, który nie kiwnie palcem w bucie, gdy mu na to nie pozwoli prezes Jarosław Kaczyński.

Jeszcze wczoraj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch zarzekał się, że ten 30-letni pływający złom jest OK: „fregaty obronią nas na Bałtyku”, zaś szef kancelarii Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski wycierając pot z czoła zapewniał: „to „polsko-australijsko-amerykańskie porozumienie wojskowe”. Za to nic na ten temat nie mówił minister obrony Mariusz Błaszczak, bo był zajęty lekturą, co też prasa na świecie pisze o nim jako ekspercie od sodomitów.

Prezes Kaczyński mógł dojść do skądinąd słusznych uczuć patriotycznych, po kiego wyrzucać w błoto miliardy na złom australijski, kiedy za darmo jest rdzewiejąca stępka pod prom w Szczecinie.

Do pisowskiego wariatkowa przyzwyczailiśmy się, a nawet jesteśmy na takie newsy gruboskórni, impregnowani, nie wyzwala się w nas już większe oburzenie. Ot, kolejna głupawka rządzących. Australijczycy też mogą podobnie odczuwać, choć negocjacje były długie i wyczerpujące. Ale ambasadę mają przy Nowogrodzkiej, więc z tym klimatem absurdu są aż nadto zaznajomieni.

Prezydent Duda i tak nie miał w planach spotkania na antypodach z kimś ważnym, bodaj tylko z gubernatorem jednego ze stanów. Przynajmniej Agata Kornhauser-Duda będzie mogła zaprezentować kreację koktajlową. Jest problem, czym Duda ze swymi kompanami wypełnią czas, choć w dzień prezydent może poszusować na nartach wodnych. Mogę mu ponadto podpowiedzieć, by wybrał się na koncert Boba Dylana w Sydney, który jeszcze dziś i jutro koncertuje. Rozumiem, że Dylan to nie Doda i zadkiem nie zakręci.

Inny walor antypodów jest jeszcze taki, że na trasie kawalkady Dudy nie pojawią się protestujący z t-shirtami Konstytucja, ani nie będą w nie ubierać pomniki. Choć kto wie. Przy całej niezłomności Dudy można rzec, iż wybrał dobry kierunek rozwoju osobistego: coraz mniej w nim polityka, a więcej celebryty.

Państwo wyznaniowe tuż tuż. To nam szykują PiS i Kk

Zwykły wpis

…tak należy odczytać sytuację w jakiej tuż przed tegoroczną Wielkanocą znalazły się polskie szkoły. Problem sprowadza się do tego, że nie wszyscy nauczyciele chcą chodzić z uczniami na rekolekcje do kościoła. Dyrektorzy szkół nie wiedzą, co z tym fantem począć, zwłaszcza że przepisy nie regulują jednoznacznie i szczegółowo tych kwestii. Są tacy nauczyciele, którzy nawet godzą się na odprowadzenie uczniów do kościoła, ale nie zamierzają uczestniczyć w nabożeństwie, co nie podoba się hierarchom. Proboszcz w jednym z krakowskich kościołów np. stoi na stanowisku, że pedagodzy mają obowiązek przebywać w kościele w czasie nauk. W grę wchodzi bowiem bezpieczeństwo uczniów…

Podobne dylematy ma wielu dyrektorów i nauczycieli, zwłaszcza w dużych miastach. „Nie jesteśmy państwem wyznaniowym, a ja nie mam nawet prawa pytać przy zatrudnianiu nauczyciela o to, jakiego jest wyznania. Dodatkowo zgodnie z art. 53 konstytucji każdemu należy zapewnić wolność sumienia i religii” – tłumaczy dyrektor jednej z krakowskich szkół podstawowych.

Istniejące przepisy prawne nie rozstrzygają jednoznacznie, kto i na jakich zasadach ma pełnić opiekę w drodze do i z kościoła, a także w trakcie nabożeństwa. Tymczasem „przepisy powinny być jednoznaczne, aby szefowie placówek nie musieli się tłumaczyć z poleceń służbowych wydawanych podwładnym” – komentuje sytuację Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.

Prawnicy szkół z kolei uważają, że wszelkie wątpliwości w tej sprawie mógłby rozwiać dopiero sąd pracy. Możliwa jest bowiem sytuacja, w której nauczyciel odmawia opieki nad dziećmi w czasie rekolekcji i z tego powodu zostaje zwolniony z pracy. Ile stron, tyle zdań: „Udział w rekolekcjach jest równorzędny z uczestniczeniem przez uczniów w zajęciach programowych, więc odpowiedzialność za opiekę nad nimi spoczywa na szkole i nauczycielach – przekonuje Robert Kamionowski, radca prawny, ekspert ds. oświaty. Dodaje jednak, że „w samym kościele czy kaplicy za warunki bezpieczeństwa odpowiada proboszcz, ale z punktu widzenia rodziców to szkoła prowadzi zajęcia. Można tu znaleźć analogię do wycieczek i innych wyjść szkolnych, podczas których wyznaczeni są szkolni opiekunowie, i to oni odpowiadają za dzieci” – wyjaśnia prawnik.

Na podobnym stanowisku stoi resort edukacji: „Podczas nauk w kościele to nauczyciele religii odpowiadają za dzieci. Dyrektor placówki może zwrócić się o pomoc do innych pedagogów i oddelegować ich np. do przyprowadzania uczniów do świątyni i odprowadzania ich później z powrotem do szkoły – wskazuje Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. Może, ale nie musi!  Jednocześnie przypomina, że to szef placówki bezpośrednio odpowiada za bezpieczeństwo dzieci zarówno na wycieczkach, wyjściach do kina, teatru, jak i podczas rekolekcji.

Co ciekawe, zdaniem resortu edukacji tego typu obowiązki wynikają z 40-godzinnego tygodnia pracy. Co za tym idzie, pedagogom nie należy się za nie dodatkowe wynagrodzenie.

Studenci Uniwersytetu Warszawskiego zorganizowali dzisiaj strajk ostrzegawczy ws. planowanego przez polityków PiS i Kukiz ’15wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji w Polsce. 

Flagi strajku kobiet powiewają na bramie głównej UW. Dziś studenci na Instytucie Kultury Polskiej przygotowywali transparenty na strajk ostrzegawczy.

Platforma nie odpuszcza i jak poinformował na Twitterze Paweł Olszewski razem z Cezarym Tomczykiem, „przedkładają premierowi Mateuszowi Morawieckiemu interwencję ws. legalności działań SKW po imprezie Bartłomieja Misiewicza w Białymstoku”. Pytają szefa rządu: „czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego zabezpieczyła monitoring w nocnym klubie? Na jakiej podstawie prawnej? Co się stało z tymi nagraniami? Czy Antoni Macierewicz miał na ten temat wiedzę?”.

Komentarz opatrzono zdjęciem dokumentu, zaadresowanego do premiera. Poza meritum czytamy w nim m.in., że „po incydencie w Białymstoku słowa takie jak limuzyna, ochroniarz z Żandarmerii Wojskowej, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna kim jest – stały się znakiem rozpoznawczym ówczesnego rzecznika”.

 

Politycy Platformy Obywatelskiej domagają się, by premier odniósł się do tego skandalicznego wydarzenia.

O zabawie Misiewicza w Białymstoku informował wówczas „Fakt”. Ówczesny rzecznik MON na imprezę w klubie przyjechał luksusowym BMW, towarzyszył mu ochroniarz, którego przedstawiał jako funkcjonariusza Żandarmerii Wojskowej. Powołując się na relacje świadków, dziennik donosił, że Misiewicz miał kilkakrotnie nagabywać DJ-a, by ogłosił wszystkim, że tam jest. Miał próbować też podrywać bawiące się w lokalu dziewczyny, a jednej z nich podobno proponował pracę w MON.

Dziennikarz Kuba Wątły (Superstacja) o Kornelu Morawieckim i potrzebie odsunięcia od władzy obecnej klasy politycznej.

Polityki zagranicznej prowadzonej przez niestety chyba nie da się opisać lepiej…