Tag Archives: Krzysztof Król

Dudę przed Trybunał Stanu, także Szydło i Morawieckiego, a Kaczyńskiego przed sąd powszechny

Zwykły wpis

4 października Andrzej Duda jechał na spotkanie z mieszkańcami Oświęcimia. Podczas przejazdu kolumny samochodów rządowych przez miasto, wybiegł na ulicę dziewięcioletni chłopiec i został potrącony przez jeden z radiowozów. Na szczęście dziecko nie odniosło poważniejszych obrażeń. Skończyło się na krótkiej obserwacji w szpitalu.

Śledztwa nie będzie i wydawałoby się, że sprawa już skończona, a jednak   po forach policyjnych krąży historia o tym, jak prezydent zachował się po zdarzeniu i zwymyślał załogę radiowozu. Ponoć po tym, jak „dziecko wbiegło w bok radiowozu podczas przejazdu z Dudą (…) podszedł do radiowozu, uderzył pięścią w radiowóz i powiedział do policjantów: ‘co wyście ch… znowu narobili”. Policjanci są oburzeni taką reakcją i uważają, że to całkowity brak szacunku.

Jeden ze świadków zdarzenia mówi, że prezydent „był wściekły, widziałem, jak uderzył pięścią w szybę radiowozu, słyszałem, że krzyczał, ale moim zdaniem nie były to przekleństwa”. Według niego, powodem takiego zachowania była postawa funkcjonariuszy, którzy chcieli kontynuować jazdę, pozostawiając chłopca bez pomocy.

Rzecznik prezydenta w rozmowie z Onetem stwierdził, że nawet nie będzie tego komentował. Wprawdzie „Gazeta Wyborcza” przesłała zapytanie w tej sprawie, ale „Trudno się do takiej ilości nieprawdy odnieść (…)Ciężko się do tego odnieść”.

Prezydent mówi, że sprawy tak nie zostawi, policjanci są oburzeni słowami, jakie padły, a ja zastanawiam się, jakiego pecha ma ekipa rządząca. Gdzie się nie ruszy, tam musi jej się coś przytrafić. Tu kolizja, tam wypadek, jeszcze gdzieś awaria, dziecko wyskakujące pod koła…to jakieś fatum?

 

Rostowski o przełożeniu przesłuchania przez komisję śledczą: Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, kłamstwo VAT-owskie, nie runęła tuż przed wyborami

– Miałem być dzisiaj przed komisją [ds. VAT]. Została efektywnie odwołana ta komisja, bo przecież PiS nie przypadkiem 26 września uzgodnił ze mną, że właśnie dzisiaj, 12 października będę zeznawał. Bo chcieli przed wyborami. Miało być przed wyborami, teraz mówią, że będzie w II połowie listopada. Nie wiem oczywiście [jaki jest powód]. Domyślam się, że bali się, że jednak na komisji, takie przesłuchanie może trwać, szczególnie w moim przypadku, bo jestem dość odporny i się nie męczę, 9 godzin na przykład i jak wchodzi się w te wszystkie szczegóły i mówi się o konkretnych liczbach i analizach, to wtedy ta dowolność po prostu mówienia byle czego, tak jak to robi PiS, mówiąc o odzyskanych 40 mld jednego dnia, 250 mld innego dnia, 500 mld jeszcze innego dnia. Tego już nie można robić – stwierdził Jacek Rostowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, to całe kłamstwo VAT-owskie, które PiS szerszy od 2-3 lat, żeby ta cała konstrukcja im nie runęła tuż przed wyborami – mówił dalej o powodach odwołania dzisiejszego przesłuchania. Jak podkreślił były minister finansów, żadnego parasola ochronnego nie było i on sam nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia.

Rostowski: Mamy do czynienia z katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim

– Myślę, że tutaj to Mateusz Morawiecki ma wiele rzeczy do wytłumaczenia. To by np. wybrzmiało podczas komisji, gdyby ona miała miejsce dzisiaj. Np. w 2017 roku, kiedy Morawiecki był ministrem finansów, to prawdziwa kwota pieniędzy, które służby skarbowe zabrały oszustom, to nie są jakieś teoretyczne szacunki tego, co może mogłoby być, ale prawdziwe, konkretne pieniądze zabezpieczone, zabrane, przejęte do budżetu państwa z rąk czy kont oszustów. 570 mln, żadne miliardy, złotych. Co ciekawsze, w 2015 i 2014 roku, czyli za naszych rządów, ta kwota była ponad miliard. Prawie dwa razy większa. Czyli mamy do czynienia z po prostu katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim – stwierdził Rostowski w w Radiu Zet.

Rostowski: PMM teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów sam nie ma

– Nie, nie powiedziałem, że ma sukcesy [Mateusz Morawiecki]. Teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów nie ma sam. To, za co sam odpowiada, to co stanowi ile naprawdę zabrali środków szustom, to tutaj mamy po prostu z katastrofą, bo spadek o połowę – stwierdził Rostowski w rozmowie z Lubecką w Radiu Zet.

Rostowski: Na pewno trzeba będzie postawić prezydenta i dwóch premierów przed TS. Dorzuciłbym jeszcze Kaczyńskiego przed sąd powszechny

– Na pewno trzeba będzie postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta za łamanie Konstytucji, premiera za nieopublikowanie, i to dwóch premierów, i Beaty Szydło i MM, wyroków TK. Dorzuciłbym jeszcze Jarosława Kaczyńskiego przed sąd powszechny za podżeganie do tamtych przestępstw – powiedział Rostowski w Radiu Zet.

Fatum dla Polski jest Andrzej Duda. Że on ciągle ma jakieś wypadki, g…wno mnie obchodzi, ale ta pokraka kieruje Polskę ku katastrofie, ku kolizji z UE, etc.

Holtei

>>>

Zdaję sobie sprawę, że rozmowa ze mną jest smutna czy wręcz beznadziejna, może powinienem przedstawiać jakieś bardziej optymistyczne wizje, żeby pokrzepić, ale realnie nie wiem, co miałbym powiedzieć. Oczywiście jeszcze liczymy na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, bo na co jeszcze możemy liczyć, co zrobić?  – mówi sędzia Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent powołał 27 nowych sędziów do Sądu Najwyższego, bez udziału kamer, mediów, nagle. Dziwi pana takie zachowanie prezydenta?

MICHAŁ LASKOWSKI: Dla nas niezrozumiały jest ten pośpiech prezydenta w sytuacji, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie o wstrzymaniu tej procedury. Jeśli tak to rozumieć, adresatem bezpośrednim tego postanowienia NSA jest KRS, ale przecież nominacje są naturalnym dalszym ciągiem tej procedury.

Niezrozumiałe zatem jest dla nas postępowanie prezydenta w tej sytuacji. To ignorowanie orzeczenia NSA.

Ignorowanie orzeczenia NSA czy nieprzestrzeganie prawa?
Można to różnie nazywać, ale jeśli jest orzeczenie sądu i ktoś mówi, że się do…

View original post 4 291 słów więcej

Morawieccy – kłamcy, którzy posiadają certyfikat sądów na swoje załganie

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki nie działał w opozycji. Krzysztof Król opublikował w internecie dokumenty. Zestawienie ich z wpisem w Wikipedii szokuje.

Anna Morawiecka przegrała proces w trybie wyborczym. Siostra premiera, która w wyborach samorządowych 2018 kandyduje z list PiS na burmistrza Obornik Śląskich, pozwała radnego PO.

Radny powiatu trzebnickiego z PO Damian Sułkowski zarzucił powiązanemu z PiS staroście przekazanie fundacji Anny Morawieckiej pieniędzy na organizację rodzinnego pikniku bez konkursu.

– To nieetyczne (…), na piknik organizowany pod koniec lipca Morawiecka dostała 1720 zł. Pod stołem i bez żadnego trybu – tłumaczył radny PO.

Kandydatka PiS na burmistrza Obornik Śląskich Anna Morawiecka przegrała proces

Anna Morawiecka pozwała Sułkowskiego w trybie wyborczym. Jako dowód swoich racji siostra premiera Mateusza Morawieckiego przedstawiła w sądzie pismo z którego wynika, że pieniądze, łącznie 1720 zł, które otrzymała od władz powiatu trzebnickiego, przekazano m.in. firmie wypożyczającej sprzęt rekreacyjno-sportowy.

W sądzie I instancji radny PO przegrał.

„Jeden z radnych powiatowych PO zarzucił mi korupcję. Sąd w trybie wyborczym nakazał sprostowanie tych nieprawdziwych słów. Ponownie apeluję. Rozmawiajmy, dyskutujmy, nawet gorąco, ale szanujmy się wzajemnie” – napisała wtedy na Facebooku kandydatka PiS na burmistrza Obornik Śląskich.

Damian Sułkowski odwołał się jednak od postanowienia wrocławskiego sądu okręgowego, zaś w sobotę wygrał w sądzie II instancji. Dla sądu ważny był fakt, że radny PO o sprawę pieniędzy pytał najpierw podczas sesji rady powiatu, zaś miesiąc po pikniku, czyli w sierpniu, zwrócił się do starosty.

Jak zauważył sąd, Sułkowski interweniował w tej sprawie, gdy nie był jeszcze kandydatem na radnego w wyborach samorządowych 2018, zaś Anna Morawiecka oficjalnie nie była zainteresowana fotelem burmistrza Obornik Śląskich. Zostali zarejestrowani odpowiednio 18 (Sułkowski) i 24 września (Morawiecka).

– Wyroki niezawisłych sądów należy szanować – powiedziała siostra premiera o wyroku sądu II instancji, cytowana przez wrocławską „Gazetę Wyborczą”. Dodała, że sprawiedliwości będzie dochodziła „innymi dostępnymi środkami prawnymi”.

@Regran_ed from – Dziś ojkofoby i inne mordy. Więcej: dla 😀😁😂

Ujawniono kolejne kłamstwa PiS. Mateusz Morawiecki nie działał w opozycji w latach osiemdziesiątych….?
Pewnie kret Pis-u….?

Holtei

Odnoszę wrażenie, że totalna opozycja uważa, iż aby uzyskać pomoc z zewnątrz i władzę – trzeba jak najmocniej zniszczyć fundamenty polskości: Kościół w Polsce i polską armię – zaznaczył były szef MON Antoni Macierewicz w cotygodniowym felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i TV Trwam.

Antoni Macierewicz zwrócił uwagę, że głównym przeciwnikiem totalnej opozycji nie jest Prawo i Sprawiedliwość, ale Polska i polskość.

– Trudno inaczej zareagować na ten niesamowity atak, jaki ma miejsce na Kościół w Polsce, duchowieństwo i armię. Dwa filary polskości, dwa główne fundamenty, dzięki którym istniejemy jako państwo i utrzymujemy swoją narodową tożsamość. To, co dzieje się w związku z tzw. filmem, bo nie wiem, czy „film” jest właściwym słowem dla tej propagandowej szmiry „Kler”; to, co dzieje się w związku z Wojskami Obrony Terytorialnej, ale także postponowaniem wszelkich cech charakterystycznych i wartości, jakie niesie ze sobą polskie duchowieństwo i polski żołnierz, nie da się inaczej…

View original post 329 słów więcej

Kaczyński jako autorytarny władca lubi siłę, lubi hajlującą młodzież

Zwykły wpis

Kiedy SB rozbiło wakacyjny wyjazd młodych działaczy Konfederacji w Bieszczadach w 1988 roku, to przesłuchującym był właśnie prokurator Piotrowicz. Wtedy jako jeden z szefów KPN zetknąłem się z nim pierwszy raz. Dzisiaj przesłuchiwane przez niego osoby mówią wprost, że to był ten sam styl i ta sama zła twarz komunistycznego przestępcy – wspomina w rozmowie z nami Krzysztof Król, działacz opozycji demokratycznej w PRL, były lider Konfederacji Polski Niepodległej, publicysta. – Jarosław Kaczyński i PiS dokonali zamachu na polską demokrację, doprowadzili do tego, że Polska jest zagrożona wypchnięciem z cywilizacji zachodniej, wypchnięciem z UE, wepchnięciem w strefę wpływu Rosji, zerwaniem związków z cywilizacją oświeceniową. To jest na tyle poważna zbrodnia, do której dochodzi jeszcze łamanie konstytucji, prawa i wolności obywatelskich, że kara będzie musiała być wymierzona. Porozumienie, takie jak w 1989 roku, nie będzie tym razem możliwe – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Dobrze czuje się pan w Polsce?

KRZYSZTOF KRÓL: W Polsce czuję się zawsze dobrze, niezależnie od tego, jaka jest… Ale w najgorszych snach nie przejrzałem, że będę musiał po kilkudziesięciu latach znowu walczyć o polską demokrację.

To nie jest już demokratyczny kraj?

Jest to kraj z demokratycznie wybraną władzą, która narusza konstytucję i zmierza w kierunku państwa autorytarnego. Szybkim krokiem podąża na Wschód.

Znaleźliśmy się w rękach paranoika, który wierzy, że pełnia jego władzy rozwiąże wszystkie problemy…

Zadaje sobie pan czasem pytanie: jak to możliwe?

Zgrzeszyliśmy i zaniedbaliśmy bardzo dużo rzeczy. Mówię o swoim pokoleniu, bo ja też mogłem zrobić więcej. Wydawało nam się, że odzyskanie niepodległości, zbudowanie państwa demokratycznego, przystąpienie do NATO i UE kończy historię. Niestety, tak się nie stało. Każda pewność siebie zostaje dotkliwie ukarana. Dlatego musimy zrobić to jeszcze raz, dokończyć…

Jak? Nie da się już usiąść z władzą do wspólnego stołu.

Jest bardzo wiele podobieństw między walką z PiS-em i walką z komuną: manifestacje, pikiety, plakaty, zaczynają się represje. Ale

będzie też jedna zdecydowana różnica – tym razem nie będzie Okrągłego Stołu.

Jarosław Kaczyński i PiS dokonali zamachu na polską demokrację, doprowadzili do tego, że Polska jest zagrożona wypchnięciem z cywilizacji zachodniej, wypchnięciem z UE, wepchnięciem w strefę wpływu Rosji, zerwaniem związków z cywilizacją oświeceniową. To jest na tyle poważna zbrodnia, do której dochodzi jeszcze łamanie konstytucji, prawa i wolności obywatelskich, że kara będzie musiała być wymierzona. Porozumienie, takie jak w 1989 roku, nie będzie tym razem możliwe.

Szydło, Morawiecki, Duda, Kuchciński „pójdą siedzieć”?

Dyktatorów dzieli się na lotniskowych i bunkrowych. Lotniskowi zdążą dojechać na lotnisko i wylecieć z kraju, a bunkrowi zostają, bronią się i ponoszą konsekwencje.

Uważam, że ludzie władzy dopuścili się deliktu konstytucyjnego i muszą za to ponieść odpowiedzialność. W wielu przypadkach nie będzie to zresztą wymagało Trybunału Stanu, tylko zwykłych sądów powszechnych.

Co z Jarosławem Kaczyńskim? On też nie uniknie odpowiedzialności?

Mam nadzieję, że nie uniknie. To, co robi, nazywa się „sprawstwem kierowniczym”. W tym wypadku chodzi o zawłaszczanie państwa przez jedno ugrupowanie podległe jednemu człowiekowi. To, co możemy mu zagwarantować, to uczciwy proces przed wolnymi sądami.

Do jakiego grona dyktatorów będzie się zaliczał Jarosław Kaczyński, po tym jak PiS straci władzę?

Tego nigdy nie wiadomo. To, że na defiladzie wojskowej pokazano ostatnio samoloty dla VIP-ów, może świadczyć o tym, że obecna władza zaliczy się do grona dyktatorów lotniczych. Ale nie wiem, czy jest to wystarczająca przesłanka.

Co PiS będzie w stanie zrobić, żeby nie oddać władzy?

Może zrobić jeszcze bardzo dużo: sfałszować wybory, nie uznać wyniku wyborów, stosować represje. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że we wrześniu jeden z liderów opozycji, chodzi o Stanisława Gawłowskiego z PO, powinien spodziewać się dodatkowych zarzutów karnych. Skąd szeregowy poseł ma taką wiedzę?

Nie ma wątpliwości, to prezes jest szefem gangu, który czasami zachowuje się jak gang Olsena, ale niestety nie jest to postać komediowa.

Rozpocznie się polowanie na opozycję?

PiS zachowuje się tak, jakby nie miał żadnych granic. Pamiętam bardzo dobrze czasy komunizmu. Teraz wicepremier Piotr Gliński mówi wprost, że politycy opozycji nie są w więzieniach tylko dlatego, że uchodziliby za męczenników. To język Jaruzelskiego, Kiszczaka, Urbana.

Ostatnio usłyszeliśmy, że to Mateusz Morawiecki negocjował wejście Polski do UE. Wiedział pan o tym?

Premier należy do grona osób, które nazywam „nie wiedzą, co powiedzą, zanim powiedzą”. On mówi rzeczy ze sobą sprzeczne, dotyczące zarówno historii, jak i polityki. Trafił do polityki jako młody działacz AWS, został umieszczony w banku jako polityczny obserwator, czyli odgrywał rolę politycznego słupa i po prostu się do niej przyzwyczaił.

Zawsze udawał kogoś innego, a teraz udaje, że jest premierem. Dodam, że nie jest to najlepsza rola, jaką znam.

„Dzisiaj, kiedy człowiek idzie na manifestację, podnosi ręce i skanduje hasła, mogą go najpierw skopać, a potem postawić zarzut czynnej napaści na policjanta. Tak też działano za komuny: »Uderzył mnie w głowę i czapka spadła orzełkiem w błoto, wysoki sądzie«. Najważniejsze było to lądowanie orzełka w błocie” – mówiła w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Anda Rottenberg. Często wracają do pana obrazy z przeszłości?

Tak. Wracają pisma policyjne i prokuratorskie, zapisy protokołów – to jest kalka z PRL-u. Często zresztą robią to ci sami ludzie. Wystarczy wskazać przypadek prokuratora, obecnie posła Stanisława Piotrowicza. Kiedy SB rozbiło wakacyjny wyjazd młodych działaczy Konfederacji w Bieszczadach w 1988 roku, to przesłuchującym był właśnie prokurator Piotrowicz. Wtedy jako jeden z szefów KPN zetknąłem się z nim pierwszy raz. Dzisiaj przesłuchiwane przez niego osoby mówią wprost, że to był ten sam styl i ta sama zła twarz komunistycznego przestępcy.

Co pan czuje, jak widzi sędziego Andrzeja Kryże, który wraca do politycznych łask?

Przyznam, że mam ambiwalentne odczucia.

Z jednej strony cieszę się, że po 1989 roku okazaliśmy miłosierdzie, ale z drugiej mam wyrzut sumienia, że nie potępiliśmy ich wystarczająco mocno i dlatego teraz mogą wracać jako funkcjonariusze PiS. Ręki bym mu na pewno nie podał. On osobiście zadecydował o 12 miesiącach mojego aresztu, z łącznie 1,5-rocznej odsiadki w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.

Dlaczego tacy ludzie jak prokurator Piotrowicz czy sędzia Kryże są wykorzystywani przez władzę?

Tu działa mechanizm haków. Osoba, która raz została złamana, jest dobrym narzędziem. Jarosław Kaczyński traktuje ludzi instrumentalnie, lubi tych, którzy mają w sensie moralnym przetrącone kręgosłupy i nimi się wysługuje.

Na przykład Mariusz Kamiński, który był skazany przed paroma laty, wie, że jeżeli nie będzie robił wszystkiego, co chce prezes, to poniesie konsekwencje. Występuje więc nie tylko w obronie PiS-u, ale także w podle pojętym własnym interesie.

Znajdą się w PiS-ie ludzie, którzy będę chcieli się w końcu zbuntować?

To jest pewne. Ludzie, którzy są przyzwoici, albo mają resztki poczucia przyzwoitości, nie będą w stanie akceptować tego, co się dzieje. Widzimy to po zachowaniu Kazimierza Michała Ujazdowskiego, który powiedział dość. To nie jest odosobniony przypadek. Im będzie bliżej przegranej Jarosława Kaczyńskiego, tym bardziej partia władzy będzie się dezintegrować. Autorytarne ugrupowania często właśnie tak padają.

Kiedy PiS „padnie”?

Najlepiej, aby stało się w to w drodze wyborów. PiS zachowuje się jednak tak, jakby nie miało być żadnych wyborów, a ich rządy będą trwały 1000 lat. Historia i teoria rewolucji to zagadnienia społeczne, a nie nauki ścisłe. Potencjał protestu jest bardzo duży. To, że w tej chwili nie ma wielotysięcznych manifestacji, nie oznacza, że ludzie, którzy brali w nich udział, zniknęli.

Rewolucja wymaga iskry. Wydaje mi się, że może nią być zamachnięcie się na wynik wyborczy, tak jak to było na pierwszym ukraińskim Majdanie. Nawet jednoznacznie popierający obecną władzę episkopat po raz pierwszy zwrócił uwagę na to, że nie wolno podporządkowywać prawa wyborczego jednemu ugrupowaniu. Mimo że Kościół jest beneficjantem tzw. dobrej zmiany.

Nie dziwi pana to, że poza tym milczy?

Dziwi i bardzo nad tym boleję. Od początku XVIII wieku toczy się spór pomiędzy wizją Polski oświeceniowej, rozwojowej, prozachodniej, obywatelskiej, a wizją Polski anachronicznej, wschodniej, autorytarnej, gnuśnej – dzisiaj do niego wróciliśmy. Historia nie znosi rzeczy niedokończonych. A w Polsce taką rzeczą jest Oświecenie. Nie udało się zbudować przyzwoitej edukacji, racjonalnego, świeckiego państwa przy pełnym szacunku dla religii i roli Kościoła. To jest kolejny grzech także mojego pokolenia, daliśmy się oszukać.

Wydawało nam się, że każdy ksiądz ma twarz Jana Pawła II czy księdza Józefa Tischnera, a okazało się, że wielu ma twarz łapczywego nacjonalisty.

Ostatnio w ogóle nacjonalizm podnosi głowę. Dlaczego PiS na to pozwala?

Nacjonalizm, mimo że marginalny, daje PiS-owi fizyczną siłę. Każdy autorytarny przywódca, a takim jest Jarosław Kaczyński, potrzebuje siły. On lubi hajlującą młodzież z krzyżami celtyckimi. Nie sądzę, żeby w Polsce udało się tym formacjom rozwinąć, chociaż takie niebezpieczeństwo jest zawsze.

Wcześniej ruch neofaszystowski zdobywał w wyborach parę promili poparcia, a ostatnio dzięki Pawłowi Kukizowi jego przedstawiciele znaleźli się w Sejmie. To jest jedna z najgorszych rzeczy, które Kukiz zrobił Polsce i nie można mu tego zapomnieć.

Ale cały czas mam nadzieję, że uda się to ograniczyć, chociaż nie można tego lekceważyć. Proces delegalizacji ugrupowań neofaszystowskich powinien zostać przeprowadzony jak najszybciej.

Przy obecnej władzy to przecież niemożliwe.

Wybory samorządowe mogą ograniczyć przynajmniej możliwość występowania takich formacji na pseudolegalnych manifestacjach. Wydaje mi się, że celowe byłoby także zwrócenie się o wprowadzenie wspólnego prawa antyfaszystowskiego na poziomie Unii Europejskiej. Po antysemickich wystąpieniach czy wpisach Rafała Ziemkiewicza i Marcina Wolskiego zaproponowałem akcję zamykania granic przed antysemitami.

Antysemityzm i neofaszyzm są tak obrzydliwymi i groźnymi ideami, że powinno się eliminować je w zarodku, zaczynając od jednoznacznego potępienia. Nie ma wolności słowa dla antysemityzmu ani faszyzmu.

PiS w mediach publicznych, ale nie tylko, buduje swoją wersję rzeczywistości, w której takie zachowania nie są potępiane, a wręcz przeciwnie…

Media publiczne nazywają się dziś tylko dlatego „publiczne”, że zajmują się nierządem na widoku publicznym, czyli dopuszczają się zgorszenia. To, co robią, jest obrzydliwe.

Uda się PiS-owi stworzyć własną wersję historii, w której nie będzie na przykład Lecha Wałęsy?

Nie udało się tego zrobić komunistom przez 50 lat, to nie uda się PiS-owi przez 4 lata. Ich działalność przypomina często grupę rekonstrukcyjną SB, zakochaną w teczkach i wierzącą im w 100 proc., tak jakby raporty SB były najwyższym objawieniem, a przecież tak nie było. W historii notatki policyjne mają najniższy poziom wiarygodności. Ich celem zawsze było gromadzenie materiałów obciążających, nagradzano za szukanie złych, a nie prawdziwych rzeczy.

Lech Wałęsa ma pozycję jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku i nikt mu tego nie odbierze. Można różnie oceniać go jako prezydenta, ale jego zasługi dla odzyskania niepodległości Polski w 1989 roku są nie do przecenienia. Cały świat to docenia.

Andrzej Olechowski powiedział kiedyś, że jest „polską coca-colą” i powinniśmy być z niego dumni.

Ale pomniki stawia się Lechowi Kaczyńskiemu.

Jeżeli ktoś ucieka do tworzenia alternatywnej historii, to musi podpierać się sfałszowanymi materiałami historycznymi czy na siłę stawianymi pomnikami, ale to mija. To jest zresztą jeden z objawów dyktatury.

W normalnych państwach nie stawia się pomników złym prezydentom, którzy zginęli w wypadku komunikacyjnym.

Ci, którzy je stawiają, mówią przecież o zamachu.

To jest też jeden z objawów choroby, która toczy Polskę…

Jak Polskę uda się wyleczyć, co dalej? Jak wyobraża pan sobie życie po PiS-ie?

Po pierwsze, widzę jak bardzo proeuropejska jest młodzież. Przez ponad 20 lat obserwowaliśmy cywilizowane kraje Europy Zachodniej, doświadczaliśmy tego na własnej skórze. Mam nadzieję, że będziemy w stanie wrócić do głównego nurtu UE. Jednym z ważniejszych błędów okresu transformacji było niedocenienie równomiernego rozwoju.

Ludzie zobaczyli, że mamy europejskie stadiony i autostrady, ale okazało się, że to nie wystarczy. Mówiąc w ogromnym skrócie, zabrakło Jacka Kuronia. To jest nauczka na przyszłość, jak będziemy odbudowywać nasz kraj po PiS-owskich zniszczeniach.

Czyli największą nadzieję pokłada pan w młodych ludziach? Oni przestraszą się wizji wyjścia Polski z UE?

Tak. Wierzę, że młodzież potrafi walczyć o swoją przyszłość. Czas rządów PiS-u jest swoistą lekcją obywatelską, pokazuje siłę tłumu, wpływ ludzi na władzę, potrafi zmusić rząd chociażby do wycofania się z zaostrzenia prawa aborcyjnego. Uwidacznia też mnóstwo pozytywnych zachowań.

Moja znajoma, która jest sędzią, kilka lat temu bała się przyznać, gdzie pracuje, bo wydawało jej się, że nikt sędziów nie lubi. Dopiero po protestach przed sądami poczuła się dumna z tego, co robi, poczuła wsparcie, siłę i moc płynącą od tłumu.

Czuje pan podobieństwo między tymi protestami a tym, co działo się w latach 80.?

Tak. To jest poczucie siły pokojowego tłumu, który nie jest agresywny, ale wie, czego się domaga i wie, że musi osiągnąć wyznaczony cel. Wrócę do pani pytania o to, jak wyobrażam sobie Polskę po PiS-ie. Po tym, jak uda się zlikwidować barierki otaczające Sejm, to chcemy ze znajomymi zrobić tam prawdziwą imprezę na cześć odzyskanej wolności. Będzie trzeba ciężko pracować, ale też się radować.

Nie czuje pan czasami bezsilności?

W przeszłości nauczyłem się, że zawsze zwycięża ten, kto ma rację, pytanie tylko kiedy. Gdybyśmy tak nie myśleli, to nie udałoby się obalić komunizmu. Jarosław Kaczyński jest złym człowiekiem, ale w porównaniu do komunistów „ma w sobie tyle trucizny i zła, co za paznokciem”.

Ale może wszystko…

My też możemy wszystko.

Jeżeli nie wiadomo, co robić, to przynajmniej trzeba zachowywać się przyzwoicie. Jak kiedyś będą nas pytali, co zrobiliśmy, jak był czas próby, musimy móc odpowiedzieć, że wszystko.

Mamy rację, ale wydaje mi się, że będziemy mieli też szczęście. Jesteśmy narodem, który bardzo szybko się uczy – wie pani, że jesteśmy liderem mobilnych płatności; poza tym jesteśmy krajem nastawionym na absorpcję innych kultur; mamy niezwykłą zdolność adaptowania się do nowych warunków. Jesteśmy fajnym narodem, który jest zdolny do wielkich rzeczy, jak tylko będzie mu się chciało.

Byliśmy przez ostatnie dwa lata karmieni obietnicą jawności, tymczasem widzimy, że procedura będzie się odbywała bez jakiejkolwiek kontroli społecznej. Dla mnie to jest właśnie hipokryzja – mówi nam o przesłuchaniach kandydatów do Sądu Najwyższego przed nową KRS prof. Marcin Matczak, prawnik z Wydziału Prawa i Administracji UW. Pytamy też o spodziewane orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE. – Nieuznanie wyroku TSUE byłoby otwarciem drogi do Polexitu. To jest najwyższy sąd UE i szanowanie jego wyroków jest podstawą prawa unijnego. Jeżeli któreś z państw członkowskich uznaje, że nie jest związane postawieniami tego sądu, to w rzeczywistości stawia się poza UE. Te tendencje mogą przekształcić się w drogę do powolnego Polexitu. Bardzo się tego obawiam, bo to byłaby tragedia historyczna dla Polski – mówi nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Nowa KRS przesłuchuje kandydatów na sędziów SN. Czy możemy powiedzieć, że to nielegalne przesłuchanie na nielegalnych sędziów?

PROF. MARCIN MATCZAK: Sformułowanie nielegalne jest wieloznaczne, ponieważ dotyczy zarówno złamania przepisów zakładających obowiązki, jak i naruszenia przepisów, które dają kompetencje. Tu mówimy tylko o tym drugim przypadku. Ja używałbym raczej terminu nieważne. Wielokrotnie zwracano uwagę, że ta cała

procedura, z którą mamy do czynienia, została rozpoczęta ruchem prezydenta, czyli obwieszczeniem, które nie było kontrasygnowane przez premiera. W związku z tym ta procedura jest nieważna, jak i jej poszczególne elementy. Jednym z nich jest przesłuchanie kandydatów na sędziów.

A jak ocenia pan samą procedurę? Szef nowej KRS Leszek Mazur stwierdził, że nie może się zgodzić, że prace KRS są niejawne i utajnione, chociaż nikt, nawet dziennikarze, nie mogą przyglądać się obradom.

Z jawnością jest tu rzeczywiście duży problem. Kiedy działała poprzednia KRS, nie było transmisji publicznych z przesłuchań sędziów, więc nie jest tak, że jakiś przepis prawa został obecnie złamany albo chociażby tradycja. Natomiast rząd PiS w uzasadnieniu wszystkich zmian, które wprowadzał w sądownictwie, wielokrotnie podkreślał, że robi to w celu zwiększenia przejrzystości. Zresztą same środowiska prawnicze przedstawiły projekt zmian, w którym przewidywano transmisje z obrad KRS w Internecie. W związku z tym sytuacja tajności bardzo ważnego postępowania selekcyjnego dotyczącego sędziów jest co najmniej dziwna. Zwłaszcza że jest to postępowanie w pewnym sensie podejrzane, bo mamy wątpliwości, czy jest ważne, a ponadto jest to postępowanie, w którym uczestniczą kandydaci, mówiąc eufemistycznie, wątpliwi pod względem etosu, swoich dokonań, także wiedzy merytorycznej. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z sytuacją trudną do zrozumienia; ci, którzy postulowali jasność i przejrzystość, zamykają te przestrzenie, które miały być jawne i dostępne dla wszystkich, chociażby w Internecie. Moim zdaniem

to wszystko jest robione po to, aby mimo zapowiedzi nie było żadnej obywatelskiej kontroli nad tym, co się dzieje w tych procedurach.

Nie będziemy wiedzieli, jak kandydaci odpowiadali na pytania i czy w ogóle odpowiadali, ani też nie będziemy w stanie w żaden sposób ocenić, jakimi są kandydatami. Dla mnie ta sytuacja jest hipokrytyczna, bo byliśmy przez ostatnie dwa lata karmieni obietnicą jawności, tymczasem widzimy, że procedura będzie się odbywała bez jakiejkolwiek kontroli społecznej. Dla mnie to jest właśnie hipokryzja.

Jak to przesłuchanie ma się do decyzji SN o zawieszeniu niektórych przepisów ustawy do czasu orzeczenia TSUE? SN apelował również do prezydenta, aby ten nie wszczynał dalszej procedury w ramach nowych przepisów.

Tu nie mam jasnej odpowiedzi, ponieważ nie znam aż tak dobrze szczegółów planowanych obrad KRS. Proszę pamiętać, że zawieszenie, którego dokonał SN, dotyczy wąskiej grupy sędziów; tej, która przekroczyła 65. rok życia i w stosunku do których powstaje wątpliwość, czy w zgodzie z prawem unijnym i konstytucją przeszli w stan spoczynku. Jeżeli KRS będzie przesłuchiwała kandydatów, którzy mają wejść do Izby Dyscyplinarnej albo Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, czyli nowych izb, które zostały utworzone dopiero na mocy tej ustawy, to trudno mówić, że tam dochodzi do jakiejś kolizji pomiędzy procedowaniem KRS a zawieszeniem stosowania przepisów przez SN. To nie jest procedura, która wyrzuca z SN sędziów, którzy ukończyli 65. rok życia, bo w tych izbach żadni sędziowie dotąd nie pracowali. Natomiast przykładowo niedawne wydanie przez prezydenta obwieszczenia o wakatach, które dotyczy wakatów po sędziach, których zmuszono do odejścia, może budzić wątpliwości – jeśli jest to działanie zmierzające do zastąpienia sędziów, którzy skończyli 65 lat, to jest to sprzeczne z postanowieniem SN. W tych przypadkach

musimy bardzo dokładnie analizować, czy dane działania zmierzają do pozbawienia stanowiska sędziego, który przekroczył wiek 65 lat, czy też nie. Jeżeli zmierzają, to są sprzeczne z postanowieniem SN.

Nowej KRS grozi wykluczenie z Europejskiej Sieci Krajowych Rad Sądownictwa, tymczasem szef nowej KRS bagatelizuje całą sprawę. Czym może skutkować takie wykluczenie?

Dla mnie te wypowiedzi pana Mazura są lekceważące i skandaliczne. Mamy oto sytuację, kiedy polska KRS brała udział we współpracy międzynarodowej, dzięki której mogła wymieniać doświadczenia, pozyskiwać wiedzę o najlepszych praktykach w innych krajach. Teraz nagle to środowisko, z którym współpracowaliśmy, wskazuje, że polska nowa KRS nie spełnia warunków, by być rzeczywiście niezależną Krajową Radą Sądownictwa i w związku z tym zostanie usunięta z tego środowiska, a pan sędzia Mazur mówi, że to nic nie znaczy. Dla mnie jest to zupełnie niezrozumiałe. Współpraca międzynarodowa pomiędzy sądami i sędziami jest sprawą kluczową. Nie wiem, jak Polska chce dalej funkcjonować jako członek UE, jeżeli zrażamy co rusz kolejne środowiska, które przecież są ważne dla nas. Dla mnie ta wypowiedź pokazuje też, że coraz lepiej Polska się czuje jako wyizolowany kraj w Europie, który będzie sobie radził ze swoimi problemami całkowicie sam. Pan Mazur wskazał, że członkostwo w sieci europejskich rad sądownictwa nie przyczyniło się do reformy naszego sądownictwa i nie uchroniło przed błędami. Nie wiem, w jaki sposób miało uchronić, bo kwestia reform jest naszą wewnętrzną sprawą.

Obawiam się, że niedługo powiemy tak o naszym członkostwie w UE – że nie uchroniło nas od błędów, zatem wykluczenie z tej wspólnoty nam nie zaszkodzi. To bardzo szkodliwe stwierdzenia, wpychające Polskę coraz bardziej w izolacjonizm, który niczym dobrym się dla nas nie skończy.

Czy zatem możliwe jest, że Polska nie uzna orzeczenia TSUE?

Niestety, wyobrażam sobie taką sytuację. Mieliśmy już taką sytuację w przypadku Puszczy Białowieskiej, gdzie w sposób zupełnie niezrozumiały, mimo naszego członkostwa w UE, polski rząd wypowiadał się lekceważąco o postanowieniu TSUE i przez pewien czas nie stosował się do stanowiska TSUE. Zatem mamy tu już pewne złe precedensy w tym zakresie. Natomiast byłaby to sytuacja absolutnie tragiczna dla Polski. Nieuznanie wyroku TSUE byłoby otwarciem drogi do Polexitu. To jest najwyższy sąd UE i szanowanie jego wyroków jest podstawą prawa unijnego. Jeżeli któreś z państw członkowskich uznaje, że nie jest związane postawieniami tego sądu, to w rzeczywistości stawia się poza UE. Te

tendencje związane z samoizolowaniem się Polski, o których rozmawialiśmy wcześniej, mogą przekształcić się w drogę do powolnego Polexitu. Bardzo się tego obawiam, bo to byłaby tragedia historyczna dla Polski.

Może rząd chce zastosować metodę faktów dokonanych, dlatego tak śpieszy się z powołaniem swoich sędziów do SN, żeby zdążyć przez orzeczeniem TSUE.

Oczywiście tak może być, aczkolwiek to nie jest do końca jasne. Kiedy były uchwalane ostatnie zmiany do SN, które tak dramatycznie przyśpieszały procedurę selekcji sędziów, miałem wrażenie, że to, o czym pani mówi, jest rzeczywiście celem tych zmian. Z drugiej strony pamiętajmy, że spotkanie plenarne KRS, na którym mają być podejmowane decyzje co do sędziów, jest przewidziane dopiero na połowę września. Potem jeszcze decyzję musi podjąć prezydent. Mam nadzieje, że nie dojdzie w tym przypadku do zaprzysięgania sędziów nocą, w trybie ekspresowym, aby tyko zdążyć przed stanowiskiem Trybunału, jak miało to miejsce w roku 2015 w przypadku zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko wskazuje, że

jest szansa, że decyzja TSUE wstrzymująca procedurę usunięcia z SN dotychczasowych sędziów, może być wydana przed zaprzysiężeniem nowych sędziów przez prezydenta. Mam nadzieję, że PiS nie będzie tu działało metodą faktów dokonanych, chociaż wiele może się jeszcze wydarzyć. Mam także nadzieję, że prezydent nie będzie lekceważył ani KE, ani TSUE i poczeka z podjęciem decyzji na orzeczenie Trybunału.

Dlaczego pan nie kandyduje do SN, np. do Izby Dyscyplinarnej, mógłby pan tam liczyć na wysokie dochody?

Nie kandyduję, ponieważ uważam zmiany w ustawie o SN, które wprowadzają tę izbę, za niekonstytucyjne, a całą procedurę za nieważną. Nie chcę swoim udziałem legitymować tej procedury.

A ci, którzy kandydują, powinni ponieść konsekwencje?

Tu trzeba oddzielić dwie kategorie osób, które kandydują. Pierwsza to osoby, które kandydują, ale jednoznacznie potępiają tę procedurę; taką osobą jest pan prof. Barcik, który wyraźnie wskazuje, że kandyduje tylko po to, aby mieć możliwość kwestionowania tej procedury przed sądami. Taka postawa jest etycznie w porządku. Niestety,

są też osoby, które na poważnie kandydują do SN i ja popieram w tym zakresie stanowisko korporacji zarówno adwokackiej, jak i radcowskiej, że jest to działanie niegodne prawnika, który przysięgał szanować praworządność i konstytucję. Uważam, że w stosunku do takich osób powinno być prowadzone postępowanie dyscyplinarne.

Jest pan nadal optymistą, jeżeli chodzi o walkę o praworządność i wolne sądy?

Tak, chociaż każdy, kto broni niezależności sądów, ewoluuje w tym procesie. Był taki moment, kiedy uważaliśmy, że siła protestów, argumenty obrońców sądownictwa spowodują zmianę kursu władzy. Pewnie był taki moment, kiedy obrońcy sądów wierzyli i liczyli na taki sukces, jaki odniósł czarny protest w zakresie zmiany ustawy aborcyjnej. W przypadku praworządności nie mieliśmy czegoś takiego, były duże protesty, ale walec legislacyjny niszczący praworządność jechał dalej. To jest oczywiście frustrujące, bo każdy by chciał, żeby jego działanie było efektywne, natomiast to uczy nas cierpliwości. Już większość osób pytanych w badaniach opinii publicznej  twierdzi, że prezydent Duda wielokrotnie złamał konstytucję, większość uważa także, że to prof. Gersdorf jest I Prezesem SN. Takie opinie w społeczeństwie nie biorą się znikąd.

Gdybyśmy siedzieli cicho, prawdopodobnie wszyscy byliby przekonani propagandą rządu, że wszystko, co robi on z sądami, jest całkowicie zgodne z konstytucją. Ostatecznym testem na to, czy ta obrona praworządności była skuteczna, czy nie, będą przyszłe wybory.

Jeżeli polskie społeczeństwo nie zauważy tego niszczenia praworządności i poprze partie, które niszczą państwo i konstytucję, to będzie można powiedzieć, że coś jest nie tak, a nasze działania są nieskuteczne. Ja mam ciągle nadzieję, że polscy obywatele widzą te złe skutki naruszania praworządności i przy urnie wyborczej rozliczą tych, którzy to zrobili.

Plakat z napisem „Konstytucja” musi zniknąć, bo przyjeżdża premier. Taki telefon dostała żona przedsiębiorcy z Puław

Grzegorz Szostak na drzwiach swojej małej restauracji, prowadzonej w Parku Naukowo – Technologicznym w Puławach powiesił plakat z napisem „Konstytucja”.

Drzwi do prowadzonego przez pana Grzegorza lokalu gastronomicznego znajdują się na wprost wejścia do siedziby Puławskiego Parku Naukowo – Tehchnologicznego, czyli miejsca, w którym swoją siedzibę ma kilkadziesiąt firm, głównie start-up’y. Każdy, kto wchodzi do budynku, widzi napis „Konstytucja”. Dostrzegłby go na pewno również premier, bo była zapowiedź, że w środę może się tu pojawić.

We wtorek żona pana Grzegorza, niezwiązana z jego restauracją, odebrała telefon od jednej z kierowniczek z Parku – z sugestią, że powieszony przez jej męża plakat powinien zniknąć. Bo przyjeżdża premier, będą miedia i nie jest to mile widziane. – Wiadomo, jaki był cel tego telefonu. Chodziło o to, by żona wywarła na mnie pewien nacisk i dokładnie tak to się odbyło. Pierwsze słowa, gdy się po południu zobaczyliśmy, były takie „Chodź siądziemy, musimy poważnie porozmawiać”. To zabrzmiało tak, jakby chciała złożyć pozew o rozwód. Okazało się, że chodzi tylko o ten plakat – mówi mi Grzegorz Szostak.

Nie kryje, że pojawiła się w głowie myśl, że może ktoś zechce wypowiedzieć mu umowę najmu, ale swojej decyzji o wywieszonym plakacie absolutnie nie zmienił. Przekonuje, że żona ma takie same poglądy i go w tym wspiera.

Mężczyzna krytykuje działania obecnej władzy i łamanie przez nią Konstytucji. Symbolem sprzeciwu jest właśnie powieszony plakat. – To nie jest żadna reklama, nie jest to też nic obraźliwego czy coś, co mogłoby kogoś urazić. Plakat nie zniknie. A ten telefon do mojej żony zadziałał jakby odwrotnie – teraz zastanawiam się nad tym, by plakat jeszcze powiększyć – mówi nasz rozmówca.

Co na to władze Puławskiego Parku?

Prezes instytucji, Tomasz Szymajda mówi mi, że rzeczywiście rozmawiał o plakacie ze swoimi pracownikami. Przekonuje, że nie ma nic przeciwko poglądom poszczególnych najemców, ale na każdy wywieszony plakat czy reklamę trzeba mieć pozwolenie. Jak tłumaczy, budynek jest biznesowy, wygląda prestiżowo i stąd takie zasady. Nie dostaję odpowiedzi wprost, dlaczego pracownik Parku dzwonił do żony pana Grzegorza. Prezes nie odpowiada także, czy gdyby najemca poprosił o zgodę na wywieszenie napisu „Konstytucja”, czy by ją dostał.

Dodaje jednak, że wcześniej jedni najemcy zgody na wywieszenie swoich banerów (najczęściej reklamowych) dostawali, ale inni nie. Tomasz Szymajda podkreśla, że współpraca z restauratorem do tej pory układała się bez zarzutów, organizowano wspólne wydarzenia, np. koncerty, w trakcie których pan Grzegorz zapewniał obsługę cateringową.

Nie ma pewności, że premier Mateusz Morawiecki – przy okazji otwierania odcinka obwodnicy w Puławach – pojawi się w Parku Naukowo – Technologicznym. Tak czy owak, plakat wisi. – Przychodzą do mnie pracownicy parku i mi gratulują. Robią to jednak po cichu, tylko do mojej wiadomości. Boją się głośno wyrazić swoje poglądy. W przeciwieństwie do mnie – dodaje. Podobny plakat wywiesiła jeszcze jedna z firm na terenie Puławskiego Parku – jej siedziba mieści się jednak w głębi budynku, dlatego baner nie rzuca się nikomu w oczy.

O sprawie nacisku na pana Grzegorza dowiedział się lubelski KOD, którego mężczyzna jest sympatykiem. – Takie naciski są kompletnie niezrozumiałe. Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów, w takiej czy innej formie. Jeśli ktoś zmusiłby przedsiębiorcę do zdjęcia plakatu, będziemy głośno protestować – mówi nam mec. Krzysztof Kamiński, jeden z liderów lubelskiego KOD.

– Brukselskie elity drżą przed naszą potęgą. Wiem to, bo sam z nimi negocjowałem przystąpienie Polski do Unii 20 lat temu – powiedział Mateusz Morawiecki.

– Niestety Unia ma też swoich agentów u nas – dodał Stanisław Piotrowicz. – Wiem to, bo sam ich przesłuchiwałem 40 lat temu.

– A ja zdobyłem PAST-ę 74 lata temu – pochwalił się Patryk Jaki. – Wziąłem wtedy do niewoli mnóstwo dziadków z Wehrmachtu, czyścicieli kamienic i handlarzy roszczeń.

Zgromadzeni nagrodzili go brawami i entuzjastycznymi okrzykami. Nawet prezydent Andrzej Duda oderwał na chwilę wzrok od ekranu smartfona, na którym prowadził konsultacje z Ruchadłem Leśnym i walczył z potworami wyłażącymi z różnych zakątków stacji kosmicznej. Bezzwłocznie podpisał akt odznaczenia bohaterskiego młodzieńca orderem Virtuti Militari i powrócił do swych codziennych zajęć. To był już drugi order Jakiego – poprzedni otrzymał za męstwo okazane na polu bitwy o Górę Świętej Anny w czasie III powstania śląskiego.

– My, kombatanci musimy się trzymać razem – powiedział, podchodząc do niego, Dominik Tarczyński. Dziś nie miał na sobie swej zwykłej kamizelki z kołnierzem z lisa ani koszuli z kryształkami Swarovskiego na mankietach, lecz odświętny mundur żołnierza wyklętego. Kowbojki z krokodylej skóry zamienił na oficerki.

Ten historyczny strój, noszący ślady walk i przyprószony pyłem z pól bitewnych całej Europy, podziurawiony przez kule, pocięty szablami, lecz pieczołowicie połatany i pocerowany czułą ręką Beaty Kempy, sygnalizował, że Dominik Tarczyński jest w nastroju do wspomnień. Podszedł do Jakiego i po bratersku go objął. Po chwili dołączył do nich Marek Suski. We trzech oddalili się w przeciwległy kąt Sali Kolumnowej, by powspominać swoje przewagi w czasie wojen krzyżackich.

– A pamiętacie, jak powaliłem z konia Ulricha von Jungingena? – zapytał, śmiejąc się do rozpuku, Patryk Jaki.

– Obiło mi się o uszy, ale niestety nie widziałem tego, bo akurat ścigałem Fransa Timmermansa i Angelę Merkel, którzy uciekali przed naszą konnicą – odparł Tarczyński.

– Ponoć Władysław Jagiełło był tego naocznym świadkiem, trzeba by go zapytać – rzekł Suski i zwrócił się do Zbigniewa Ziobry: – Czy mógłby kolega ekshumować Jagiełłę?

Zbigniew Ziobro był z gruntu koleżeński i nigdy nie odmawiał przysługi. Zawsze można było na niego liczyć. Wystarczyło tylko poprosić, a od ręki wystawiał nakaz aresztowania, rewizji albo ekshumacji. Tym razem też się nie ociągał – wyjął z kieszeni plik blankietów, długopis i już po chwili wręczył kolegom papier, o który prosili. Uszczęśliwieni chwycili dokument i pobiegli szukać grabarzy, którzy zgodziliby się na poczekaniu wykopać króla.

W drzwiach minęli się z Krystyną Pawłowicz, która właśnie wracała z baru z plastikowym pudełkiem w dłoni.

– Witamy koleżankę! – przywitali się grzecznie i skłonili z szacunkiem. Ze względu na swe historyczne zasługi posłanka cieszyła się powszechnym poważaniem. To ona swego czasu poradziła królowej Bonie, by sprowadziła do Polski włoszczyznę, cukinię i brokuły, co zapewniło narodowi dostęp do codziennej sałatki ze śledzikiem i majonezem.

W obozie Dobrej Zmiany wprost roiło się od osób tak zasłużonych. Pełno tu było talentów, wybitnych wizjonerów i genialnych innowatorów, którzy wycisnęli swe piętno na dziejach narodu i całej ludzkości. To ludzie Dobrej Zmiany wygnali zaborców. Odkryli rad i polon. Wygrali turniej czterech skoczni. Rozbili Krzyżaków pod Grunwaldem, Turków pod Wiedniem i tupolewa pod Smoleńskiem.

A zgromadził ich wszystkich ten najbardziej utalentowany i niepospolity. Wizjoner nad wizjonerami, geniusz przenikliwy, sięgający myślą tam, gdzie wzrok nie sięga. Pan Prezes. To on dostrzegł w surowych nieoszlifowanych głazach zarysy szlachetnych brylantów, które jedynie wydobyć trzeba na powierzchnię, zeskrobując z nich chropawą powłokę. Poddani takiej obróbce i oszlifowani ręką mistrza ujawnili swe wewnętrzne piękno i blask.

Pan Prezes najstarszy był z nich wszystkich i najbardziej doświadczony. W przeszłości był świadkiem i sprawcą wszystkich ważnych wydarzeń w dziejach narodu i całej ludzkości. To on dał ludowi swemu 500 plus, wymyślił miesięcznice smoleńskie i obalił komunizm. To on sprowadził do Polski chrześcijaństwo, podłożył sól do Wieliczki i obdarzył braci Karnowskich talentem.

Gdy już wszystko to było zrobione, dnia siódmego pan Prezes odpoczął. Od tej pory nie brał już udziału w powszedniej krzątaninie. Schowany za obłokiem dymu z kadzidła obserwował ze szczytu drabinki, jak radzą sobie podopieczni i czy przestrzegają jego przykazań. Czasem tylko z wonnej chmury wydobywał się blask najjaśniejszy i głos podobny do gromu słychać było. Albo pod postacią krzaka gorejącego ukazywał się pan Prezes i pouczenia ludowi swemu przekazywał.

Tak właśnie w tej chwili się stało. Grom zagrzmiał w Sali Kolumnowej i na drabince krzak gorejący się pojawił.

– Niech stanie się światło! – powiedział głos ze środka płomienia.

Krystyna Pawłowicz odłożyła pudełko z sałatką na parapet i poszła zapalić lampy, bo faktycznie robiło się już ciemno.

Ćwiczenia

  1. Co robił pan Prezes przez pierwsze sześć dni tygodnia, zanim dnia siódmego odpoczął?
  2. W jaki sposób lud oddaje cześć panu Prezesowi w siódmym dniu tygodnia?
  3. Zakładając biało–czerwone pelerynki z orłem
  4. Wprowadzając zakaz handlu
  5. Stawiając pomniki Lecha Kaczyńskiego
  6. Jedząc sałatkę
  7. Goniąc ciapatych i pedałów

>>>