Tag Archives: Krzysztof Brejza

Idioci, którzy nienawidzą kobiet

Zwykły wpis

Barbara Nowacka skomentowała prace polityków w Sejmie zmierzające do całkowitego zakazania aborcji.

Marta Lempart (Ogólnopolski Strajk Kobiet) zapowiada antyrządowe protesty w czasie piątkowego głosowania w Sejmie ws. zaostrzenia prawa aborcyjnego.

natemat.pl-jak-wypadlo-100-dni-premiera-morawieckiego-zuzywa-sie-szybciej-niz-pis >>>

100 dni Morawieckiego. Te 6 rzeczy miały być sukcesami, a nowy premier po prostu na nich poległ

PiS wiązało z nominacją Mateusza Morawieckiego na premiera wielkie nadzieje, a prezes Jarosław Kaczyński nie ukrywał nawet, że ma wobec niego dalekosiężne plany polityczne. Dzięki „operacji Morawiecki” partia rządząca chciała osiągnąć kilka celów. Kalkulowała, że otworzy się na umiarkowane centrum i powalczy o głosy tzw. normalsów, zakładała, że zjedna sobie światowe salony i ugasi konflikty z Brukselą; zamierzała wreszcie nadać nowy impet gospodarce. Jak te plany wyglądają w zderzeniu z rzeczywistością i czy premier wywiązał się z pokładanych w nim nadziei?

„Nowe otwarcie” z szefem rządu, który wcześniej stał na czele dużego banku, miało pokazać wyborcom, że – wbrew histerii opozycji- PiS stawia na profesjonalizm, fachowość, że jest partią przewidywalną. Sam Kaczyński komplementował Morawieckiego mówiąc, że to „najzdolniejszy człowiek jaki pojawił się w polskiej polityce po 1989 roku”.

Sto dni Morawieckiego upłynęło jednak pod znakiem gaszenia dyplomatycznych pożarów: po uruchomieniu przez Komisję Europejską art. 7 wobec Polski, po awanturze o nowelizację ustawy o IPN (którą jeszcze bardziej zaogniła wypowiedź Morawieckiego w Monachium) i pogorszeniu relacji z USA i Izraelem.

Bartosz Wiciński na cowdmedia.pl pisze o Morawieckim.

Ostatni numer Polityki opisuje sto dni Mateusza Morawieckiego, które minęły w tę niedzielę oraz atmosferę panującą w tym czasie w obozie rządzącym. “Jako polityk jest mniej dojrzały niż Szydło. Zgubiła go pewność siebie” – uważa posłanka PiS. Z kolei polityk z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego dodaje – “Usnął w nim polityk, a obudził się publicysta”. Takie opinie krążą w jądrze Prawa i Sprawiedliwości po wpadce w Niemczech, gdzie premier mówił o polskich i żydowskich sprawcach Holokaustu.

Tygodnik opisuje również sprawę premii i nagród, co było najprawdopodobniej powodem ostatnich spadków notowań Prawa i Sprawiedliwości – “(…) A sprawa dotyka jednego z fundamentów popularności partii Kaczyńskiego, która udanie pozycjonowała się dotąd jako ta przestrzegająca najwyższych standardów i odporna na pokusy materialne (…)”. Morawiecki stara się opanować jeden z największych kryzysów, jakie dotknęły partię od momentu przejęcia władzy. Naturalnie chodzi o dekoniunkturę w polityce wewnętrznej, ponieważ kłopoty na arenie międzynarodowej nie odbiły się do tej pory problemami w sondażach, oprócz porwania się z motyką na słońce, gdy wybierano Donalda Tuska na kolejną kadencję.

Ta lawina wszystkich zmartwień i wpadek zmusza do postawienia pytania, jak ułożyły się relacje w obozie władzy po awansie Morawieckiego. Na razie nikt nie mówi o tym, że jest marionetką Kaczyńskiego, co od samego początku ciążyło na wizerunku Szydło. PiS pracuje nad budową jego wizerunku jako sprawnego menedżera.

“Jest inaczej niż za czasu pani premier. Morawiecki zamiast długich narad robi krótkie odprawy. Zarządza za pomocą esemesów i maili. Zrobiło się bardziej korporacyjnie” – mówi Polityce anonimowo polityk z rządu.

Kaczyński sam usunął się w cień i nawet dymisje ministrów przedstawiano jako decyzje premiera. Kaczyński wciąż ufa Morawieckiemu, co przekłada się na dobre relacje z Mariuszem Błaszczakiem, Joachimem Brudzińskim i Markiem Suskim czyli najbardziej zaufanymi ludźmi prezesa w rządzie. Prezes PiS wstrzymuje również prace nad kontrowersyjnymi ustawami, które mogą przysporzyć kolejnych problemów wizerunkowych premierowi i partii – pisze tygodnik. Mało kto pamięta o dekoncentracji mediów, zmianach w służbach czy rewolucji w ordynacji wyborczej.

Inaczej układają się relacje Morawieckiego ze Zbigniewem Ziobro. Wielkiej przyjaźni między nimi nie będzie, bo obaj należą do potencjalnych następców Kaczyńskiego. Polityka pisze, że na razie udaje im się uniknąć otwartego konfliktu, którym mogłyby być dymisje ziobrystów w spółkach skarbu państwa. Widać także ostrożność, gdy pyta się otoczenie premiera o sytuację z ustawą IPN. Słychać raczej narzekania na bałagan niż oskarżenia o złą wolę i kopanie pod premierem dołków.

“Powszechne były komentarze, że już pozamiatane, że Morawiecki to ostateczny cios w opozycję, że właśnie odbiera jej polityczne centrum. Te prognozy na razie się nie sprawdzają (…)” – konkluduje Polityka. Paradoksalnie, od wymiany Szydło na Morawieckiego opozycja złapała drugi oddech i od trzech miesięcy bezlitośnie punktuje Prawo i Sprawiedliwość. U Morawieckiego wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi czyli kary nałożonej na TVN, potem napięcie już tylko rosło. Jak tak dalej pójdzie, to do wyborów premier stanie okrutnie poobijany i ciężko będzie zrobić wynik podobny do Beaty Szydło. Niemniej jednak prezes na razie mu ufa pomimo masy krytycznej, która z każdym tygodniem jest coraz większa.

To efekt wytoczonego przez byłego szefa „Wiadomości” procesu wydawcy tygodnika „Sieci” spółce Fratria, należącej do Jacka i Michała Karnowskich. – „Nigdy nie kierowałbym tej sprawy do sądu, gdyby rzecz dotyczyła tylko okładki. Ale okładce towarzyszyły twierdzenia o „medialnym zamachu stanu i odsłanianiu kulis tego zamachu” oraz o „kłamstwach i manipulacjach na skalę niespotykaną od czasów stanu wojennego” – powiedział „GW” Piotr Kraśko. Pod koniec grudnia prawicowy tygodnik na okładce przedstawił Kraśkę w mundurze gen. Jaruzelskiego z podpisem: „Medialny zamach stanu”. Za dziennikarzem widniało logo „Dziennika Telewizyjnego”.

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że okładka oraz artykuł – a w szczególności „nieprawdziwe i bezpodstawne stwierdzenie, że w „Wiadomościach” Piotra Kraśki walą na oślep, kłamią i manipulują”– uwłaczają godności dziennikarza oraz naruszają jego dobre imię. Sąd stwierdził, że opublikowanie fotomontażu z Kraśką w mundurze Jaruzelskiego rodzi jednoznaczne skojarzenia ze „stanem wojennym, manipulacją i dezinformacją”. Dodał, że „Sieci” nie przedstawiły żadnych dowodów na to, że Kraśko manipuluje.

Przeprosiny mają zostać opublikowane na trzeciej stronie drukowanej wersji tygodnika oraz na jego stronie internetowej w wyeksponowanym miejscu, gdzie mają widnieć przez 24 godziny. Po tym czasie tygodnik ma umieścić na stronie link do przeprosin tak, aby każdy mógł się z nimi zapoznać przez tydzień od momentu ich opublikowania. Fratria ma również zwrócić koszty procesu.

Michał Karnowski próbował wykpić się stwierdzeniem, że okładka była… satyrą. I dziwił się, że Kraśko wytoczył spółce Karnowskich proces. W rozmowie z „GW” Kraśko odrzucił takie tłumaczenia Karnowskiego. – „Zarzuty postawione przez tygodnik „Sieci” były tak poważne, że niewytoczenie tej sprawy byłoby akceptacją tych tez” – podsumował.

Podczas swojej krótkiej wizyty w Polsce kanclerz Niemiec Angela Merkel spotkała się i z premierem, i z prezydentem. Uwagę specjalisty ds. protokołu dyplomatycznego Janusza Sibory przykuł pewien fakt. Wśród flag, na których tle Merkel i Duda pozowali do wspólnego zdjęcia, zabrakło flag Unii Europejskiej.

– „Żyjemy w świecie pełnym symboli. Specjaliści badają potem, jak długo trwało powitanie, co może mieć wpływ na ocenę całej wizyty. Symbolem są też flagi, które widać na tle rozmawiających polityków. To, co się stało dziś w Pałacu Prezydenckim mnie osobiście oburzyło. To ważny symbol, pokazujący rzeczywisty stosunek Andrzeja Dudy do naszego członkostwa w UE” – powiedział w rozmowie z naTemat dr Sibora.

Brak flagi UE w Pałacu Prezydenckim – według Sibory – wpisuje się w ostatnio prowadzoną przez Dudę narrację wobec UE. – „To nie mógł być przypadek, w mojej ocenie to decyzja samego prezydenta. Takie same procedury obowiązują spotkań w Pałacu Prezydenckim, Kancelarii Premiera, czy gmachu MSZ. Zawsze szef protokołu sprawdza, czy wszystko zostało przygotowane. Tu nie ma miejsca na tłumaczenie, że jakiś młody pracownik zapomniał. Brak flag oceniam jako deklarację ze strony Andrzeja Dudy, który w ten sposób pokazuje całemu światu swój stosunek do naszego członkostwa w UE” – uważa Janusz Sibora.

W tym kontekście przypomniał „słynną” już wypowiedź Dudy, który porównywał UE do 123 lat zaborów. Zdaniem Sibory, prezydent staje w opozycji do rządu, który przynajmniej udaje, iż chce porozumienia z Brukselą. – „Przecież nota z tej wizyty zaraz zostanie sporządzona i wysłana do Berlina. Czy oni myślą, że niemieccy specjaliści od protokołu dyplomatycznego nie zauważą, że zabrakło na sali flag Unii?” – pyta retorycznie Janusz Sibora.

Dr Sibora zauważył jednocześnie, że podczas spotkania Merkel z premierem Mateuszem Morawieckim flaga unijna zawisła obok polskiej i niemieckiej. Dodał, że odkąd nastąpiła zmiana na stanowisku szefa MSZ, do resortu „wróciły” flagi Unii. – „Używają ich podczas spotkań z wysokimi przedstawicielami UE – powiedział dr Sibora.

Magdalena Ogórek – niedoszła gwiazda polskiej lewicy, była kandydatka SLD na prezydenta, a obecnie prezenterka TVP – choć z konsekwencji raczej nie słynie – tym razem postanowiła postąpić inaczej. Jednym słowem, uparła się sądzić z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Zgodnie z zapowiedziami, złożyła akt oskarżenia przeciwko dyrektorowi muzeum prof. Dariuszowi Stoli. Wcześniej w mediach społecznościowych domagała się przeprosin.

Głos w sprawie zabrało biuro prasowe POLIN, oznajmując, że organizatorzy wystawy nie przeproszą Magdaleny Ogórek. Jak wyjaśniono: – „Część naszej wystawy „Obcy w domu. Wokół Marca ’68” stanowią przykłady współczesnego hejtu i mowy nienawiści zbliżone do języka, którym posługiwano się przed 50. laty. Wszystkie teksty są prawdziwe, pochodzą z różnych stron internetowych i mediów społecznościowych. Na wystawie nie publikujemy nazwisk ich autorów” – podkreślono w oficjalnym komunikacie.

Przypomnijmy – tweet Magdaleny Ogórek pojawił się na wystawie muzeum właśnie jako przykład współczesnego antysemityzmu. Powstał, gdy Marek Borowski skrytykował wicepremiera Jarosława Gowina. Magdalena Ogórek postanowiła włączyć się do dyskusji i zasugerowała wówczas na Twitterze, że były marszałek Sejmu zmienił nazwisko, nawiązując do działań ojca marszałka. Dała tym samym do zrozumienia, że nazwisko świadczące o żydowskim pochodzeniu jest czymś, czego należy się wstydzić.

Zamieszczenie jej tweeta na wystawie „Obcy w domu. Wokół Marca’68”, na której zaprezentowano pamiątki sprzed pół wieku i przykłady współczesnego antysemityzmu, była kandydatka na prezydenta oceniła jako „haniebny postępek”. Uważa, że została pomówiona o antysemityzm, i że jest to „kolejny wyraz opresyjnej propagandy politycznej”, czemu daje wyraz używając hasztagu #niewolnokneblowaćpytańostalinizm.

Na łamach „Tygodnika Solidarność” – ponownie używając argumentacji etnicznej – stwierdziła ostatnio, że „jako Polka nie zgadza się na finansowanie z publicznych pieniędzy instytucji, która zamiast budować mosty pomiędzy Polakami i Żydami, tworzy nowe podziały, pomawia i manipuluje faktami”. Sobie – jak widać – nie ma w tej sprawie nic do zarzucenia. A można było w tej sprawie po prostu przyznać się do winy i zamilknąć…

Waldemar Mystkowski na przykładzie 3 tweetów pisze o pisowskiej korupcji.

Aby przekonać się, jak pazerna i zakłamana jest dojna zmiana PiS, wcale nie trzeba przeglądać całego internetu i ślęczeć nad gazetami. Wystarczy zajrzeć na Twittera i przeczytać np. trzy ostatnie tweety Krzysztofa Brejzy. Prawda – posła Platformy Obywatelskiej, ale przede wszystkim jednak osoby operującej konkretami.

A Brejza dłubie w zakłamanej materii pisowskiej i dochodzi tego, co chcieliby ukryć politycy PiS przed nami. Brejza interpelował w sprawie pseudo nagród ministrów i wiceministrów rządu PiS. Chciał wiedzieć, za co konkretnie byli oni „nagradzani” i jak nagrody uzasadniano. I tak – uzasadnień nie było żadnych, zaś nagrody nie było jednorazowe, ale miesięczne i niektórzy z ministrów nie wiedzieli, że je dostali.

A to znaczy, że do jednej pensji ministrowie i wiceministrowie dostawali drugą pensję. Nie jest istotne, jakiej wielkości, lecz wychodzi na to, iż drugie pensje były po pisowsku obligatoryjne, bo im „się należy”. Byli zatrudnieni na jednym etacie, a dostawali dwie pensje – w istocie jakby za dwa etaty. Najprawdopodobniej zostało naruszone prawo, a jeżeli tak – to w całości pieniądze z „nagród” powinny być zwrócone. O tym powinien rozstrzygnąć niezależny sąd.

Kolejny tweet Brejzy dotyczy także nagród, jakie dostali pijarowcy Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, postaci szemrane, bo nikomu nieznani jako fachowcy. Beata Szydło nagrodziła ich 8 pseudo nagrodami w wysokości po 29 tys. zł. Rok temu owa para po odejściu z pracy w Centrum Informacyjnym Rządu od razu założyła spółkę Solvere, która za przeszło milion zł zrealizowała na zlecenie rządowej Polskiej Fundacji Narodowej śmieszną kampanię „Sprawiedliwe sądy”. Pijarowcami zajęło się CBA z powodu podejrzenia złamania ustawy korupcyjnej. Nie przeszkadzało podejrzenie o korupcję, aby Plakwicz i Matczuk powrócili do pracy w rządzie, gdzie mają się zająć wizerunkiem Mateusza Morawieckiego. To są jaja większe niż berety.

Będą się teraz zajmować – jak pisze Brejza – opanowaniem kryzysu „nagrodowego”. Kolejni ludzie w rządzie od zatykania dziur, bo łajba PiS przecieka, nabiera wody. Pijarowcy będą czarne nazywali białym, gdyż na tym polega ich „praca”.

I trzeci tweet, a w zasadzie retweet Brejzy na temat kolejnych pseudo nagród, jakimi obdarzyła szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pracowników Trybunału i to niebagatelną sumą 1,6 mln zł. Za co? Można mniemać, iż za nieróbstwo, bo za jej kadencji TK osiągnął rekordy najgorszości – najmniej w historii odbyło się rozpraw i to z tendencją spadkową – zjazdem na dół po takiej stromiźnie, którą kolokwialnie zwie się lewizną. Nie dziwi to, bo Przyłębska to taki rodzaj orlicy Temidy, której ze względu na jej brak kompetencji nie chciano przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Za to dojna zmiana nagrodziła ją prestiżową funkcją szefowej TK.

To tylko trzy kolejne tweety Brejzy – ostatnie na koncie polityka PO, gdy piszę ten felietonik – pokazujące, jakie PiS oferuje dno. Partia Kaczyńskiego nie spoczywa jednak na laurach, realizuje starą nieuczesaną myśl Stanisława Leca, iż spod pisowskiego dna zapuka kolejna afera PiS na państwowym groszu.

Auto Szydło nie miało ubezpieczenia AC. Bum!

Zwykły wpis

„Bum! Audi A8L za 2,5 mln zł rozbite w Oświęcimiu nie miało wykupionego ubezpieczenia AC. Przypomnijmy – zakupione w grudniu 2016 – rozbite po zaledwie 2 miesiącach użytkowania…” – napisał na Twitterze poseł PO Krzysztof Brejza. Do swojego wpisu dołączył pismo z Biura Ochrony Rządu.

Poseł Platformy zapytał bowiem Biuro, czy limuzyna premier Szydło miała ubezpieczenie autocasco, a także, ile będzie kosztować naprawa auta. Na drugie pytanie odpowiedzi na razie nie dostał. Samochód jest ciągle badany przez prokuraturę. Dopiero po jego zwrocie nastąpi ocena kosztów naprawy. Dodajmy, że śledztwo trwa już prawie rok – do wypadku z udziałem Szydło doszło 10 lutego 2017 r.

Auta, z których korzystają prezydent i rząd mają tylko obowiązkowe OC. Jak wyliczył portal interia.pl, ubezpieczenie OC, AC i NNW jednej limuzyny to wydatek ok. 15 tys. zł. W przypadku samochodów opancerzonych koszt polisy ustalany jest indywidualnie i może wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Może jednak warto ponieść taki wydatek, bo naprawa luksusowych limuzyn kosztuje zdecydowanie więcej. Można też sięgnąć po najprostszy sposób – nie rozbijać rządowych aut…

PiS jest krezusem na naszych pieniądzach. Swoich sowiecie wynagradza

Zwykły wpis

Poseł Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej postanowił dowiedzieć się, ile wyniosły nagrody dla najwyższych urzędników państwowych. Wysłał więc tuż przed końcem 2017 r. zapytanie do wszystkich ministerstw. Odpowiedzi, które do niego spłynęły, mówią sporo o tym, ile kosztuje podatnika władza PiS. Wyszły przy tym na jaw ciekawe różnice w postępowaniu ministrów, jak informuje portal NaTemat.

Z przesłanych informacji wynika, że dwóch ministrów miało gest prawdziwie szeroki. Szef resortu rolnictwa wydał na premie… blisko 6 milionów złotych. Wiadomo, że sekretarze stanu Zbigniew Babalski i Jacek Bogucki dostali po 51, 4 tys. zł, tyle samo otrzymało również trzech podsekretarzy.

Jeszcze bardziej szczodry był minister Mariusz Błaszczak. W zeszłym roku nagrody i premie w MSWiA kosztowały podatników prawie 8 mln złotych. Zważywszy na gęstniejącą atmosferę wokół resortu, aż chciałoby się zapytać, za co te nagrody?

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska odpisała posłowi PO, że na wypłatę nagród uznaniowych dla sekretarzy stanu przeznaczono kwotę 58,5 tys. zł. brutto, dla podsekretarzy stanu natomiast 115,8 tys. zł. brutto. Nazwisk nagradzanych pracowników minister nie podała.

Nieco bardziej szczodre okazało się Ministerstwo Środowiska. Jego pracownicy w minionym roku otrzymali od ministra Jana Szyszki nagrody w wysokości 308,4 tys. zł brutto, w równo dzielonych wypłatach po nieco ponad 51 tys. zł dla każdego członka kierownictwa tego resortu. Także w tym wypadku nazwiska pozostały tajemnicą. Wiadomo tylko – z pisma adresowanego do posła Brejzy – że nagrody otrzymali dwaj sekretarze stanu i czterech podsekretarzy.

Obserwatorzy sceny politycznej i poczynań obozu rządzącego nie mają wątpliwości, że partia Jarosława Kaczyńskiego do nadchodzących wyborów dobrze się przygotuje. Na swoim blogu na portalu NaTemat Roman Giertych snuje w tym kontekście ciekawe przypuszczenia, dotyczące planów PiS względem opozycji. Jak pisze, „działania podjęte w ciągu ostatnich dwóch lat wykluczają bowiem […], aby PiS na poważnie rozważał start w wyborach bez odpowiedniego „przygotowania gruntu”. Czego należy oczekiwać jego zdaniem?

Giertych jest przekonany, że „PiS nie planuje zmiany ordynacji wyborczej w ten sposób, aby sfałszować wynik wyborczy”. Ma inny sposób. Jaki? Najprawdopodobniej zechce „wyeliminować z kandydowania osoby, które mogą poprowadzić opozycję”. Należy więc w najbliższym czasie oczekiwać, że PiS podejmie próbę „postawienia jak największej liczby zarzutów karnych politykom opozycji. Widzimy to w ostatnich tygodniach i proces ten będzie się rozszerzał. Po co PiS to robi, skoro i tak większość tych spraw skończy się spektakularnymi uniewinnieniami?” – pyta Giertych. I daje prostą, co nie znaczy banalną, odpowiedź. Jego zdaniem, końcowym procesem przejmowania Trybunału Konstytucyjnego będzie zmiana ordynacji wyborczej, która zakaże (pod szczytnym hasłem walki z przestępczością) kandydowania osobom, które mają postawione zarzuty.

Nie pomoże w tej sytuacji zarzut niekonstytucyjności tego pomysłu, gdyż – pisze Giertych – „Trybunał Konstytucyjny jest zawłaszczony przez osoby, które nie cofną się przed uznaniem za konstytucyjne czegoś wprost sprzecznego z Konstytucją. Taka metoda działania będzie też trudna do skrytykowania przez zagranicę, gdyż zawsze można użyć argumentu, że interwencja zmierza do obrony przestępców”. Efekt? PiS poprzez uległych prokuratorów (jak zapewnia autor bloga, wcale nie musi być ich wielu) wyeliminuje najważniejszych przeciwników z kandydowania.

Co zatem powinna uczynić opozycja? Giertych zachęca polityków PO do „zrewidowania swojego stanowiska w sprawie immunitetów. Instytucja immunitetu parlamentarnego została stworzona właśnie na takie czasy jak teraz” – pisze. Radzi zatem, aby za wyjątkiem spraw zupełnie skrajnych i oczywistych, PO broniła immunitetu każdego parlamentarzysty opozycji. Jak należy to rozumieć? Bynajmniej nie jako zgodę na bezkarność, ale jako „wyrażenie votum nieufności wobec obecnego upartyjnionego wymiaru sprawiedliwości”. Namawia też opozycję do działań radykalnych, w przypadku gdyby PiS próbował wprowadzić do ordynacji odmowę rejestracji kandydatów w oparciu o wspomnianą niekonstytucyjną zasadę. Mecenas zaleca wówczas postawienie sprawy na ostrzu noża. Jego zdaniem, trzeba w takim wypadku „zapowiedzieć […] wycofanie się z wyborów całej opozycji i uznanie, że PiS terrorem przejęło rządy ze wszystkimi konsekwencjami takiego stanowiska. Wówczas odpowiedzią na farsę wyborczą musiałaby być mobilizacja społeczeństwa, włącznie ze strajkiem generalnym” – pisze Giertych.

Roman Giertych przestrzega też przed fałszywym przekonaniem, że polityk, który niczego nie zrobił, nie ma się czego bać. Przytacza słynną maksymę, jakże adekwatną w czasach politycznej niepewności i ataków na demokrację: „Da mihi factum, dabo tibi ius, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: dasz mi stan faktyczny, a przepis się znajdzie. Otóż wobec każdego człowieka (a szczególnie polityka, który miał kontakt z pieniędzmi publicznymi) da się sformułować zarzut” – przestrzega Giertych. I podaje znamienny przykład: zarzut wobec prezesa NIK, że poradził kandydatowi na dyrektora NIK, aby przeczytał artykuł ze strony NIK. Otóż prokuratura uznała, że jest to… nielegalne wpływanie na procedurę konkursową, czyli złamanie art. 231 kk. I nieważne, czy w jakimkolwiek sądzie dojdzie do skazania takiej osoby, bo rzecz tkwi w czym innym. „Jeżeli jednak sam zarzut prokuratorski wystarczy do wyeliminowania z życia publicznego, to cel zostanie osiągnięty” – puentuje swój użyteczny dla opozycji wywód.

W najbliższą środę, czyli 10 stycznia, posłowie zajmą się obywatelskimi projektami zmieniającymi prawo dotyczące aborcji. Jeden z nich zaostrza, a drugi liberalizuje obowiązujące przepisy.

Najpierw odbędzie się dyskusja nad projektem liberalizującym prawo aborcyjne, przygotowanym przez komitet „Ratujmy Kobiety 2017”. Jego założenia przedstawi w Sejmie pełnomocniczka komitetu Barbara Nowacka. Projekt zakłada m.in. prawo do przerywania ciąży do końca 12. tygodnia, wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół, darmową i łatwo dostępną antykoncepcję oraz przywrócenie dostępności pigułki „dzień po” bez recepty. Reguluje również stosowanie klauzuli sumienia przez ginekologów.

Później odbędzie się pierwsze czytanie projektu zaostrzającego prawo aborcyjne, przygotowanego przez komitet #ZatrzymajAborcję. Założenia projektu zaprezentuje pełnomocniczka Komitetu Kaja Godek. Autorzy proponowanych zmian chcą wykreślenia z obowiązującej ustawy przesłanki zezwalającej na legalne przerwanie ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. Przypomnijmy, że poparcie dla tej zmiany już wyrazili niektórzy politycy PiS, m.in. Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Stanisław Karczewski. Andrzej Duda w jednym z wywiadów zapowiedział, że jeśli taka ustawa trafi na jego biurko, to ją podpisze.

O losie obu projektów Sejm może zdecydować jeszcze tego samego dnia, w bloku głosowań zaplanowanym na godz. 22.00. Jeśli tak miałoby się stać, to uczestnicy kolejnej miesięcznicy smoleńskiej będą musieli pospieszyć się, żeby zdążyć na głosowania.

Jarosław Szarek – prezes Instytutu Pamięci Narodowej – to kolejna już osoba, która domaga się zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Nie interesują go koszty, które w związku z tym trzeba by było ponieść. – „Nie trafiają do mnie argumenty, że ten budynek – pomnik Stalina – wrósł w tkankę miasta albo że nie dałoby się go wyburzyć, bo to kosztuje. Niepodległość ma swą cenę” – powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

Prezes IPN w swoich zapędach idzie jeszcze dalej. Chciałby, żeby centrum Warszawy wyglądało tak, jak w 1939 r. – „Przecież obok poniemieckich ruin zniszczono potężny obszar miasta, by wybudować ten symbol sowieckiego panowania nad Polską, a obok ziejący pustką pl. Defilad w miejsce tętniącego życiem fragmentu Warszawy” – stwierdził Szarek.

Ale ma też pomysł, w jaki sposób można by pokryć koszty wyburzenia Pałacu. – „Myślę, że akurat z tym, w dobie takiego postępu technologicznego, na pewno byśmy sobie poradzili, a gdybyśmy zdołali uzyskać od Niemiec reparacje, to można je wykorzystać na sfinansowanie odbudowy budynków ulic Chmielnej, Złotej, Siennej”. Prawda, że pomysłowe?

Szarkowi marzy się – niczym prezydentowi Starzyńskiemu – Wielka Warszawa. – „Warszawa, zwana kiedyś Paryżem Północy, mogłaby odzyskać kawałek swojej duszy” – podsumował prezes IPN.

Szarek nie jest w pomyśle wyburzenia Pałacu Kultury odosobniony. Premier Mateusz Morawiecki przyznał, że marzy o tym od 40 lat, czyli zaczął, jak miał niecałe 9 lat… Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński uważa, że to byłby dobry pomysł na uczczenie 100-lecia niepodległości Polski. Orędownikiem zburzenia Palacu od wielu, wielu lat jest także Radosław Sikorski.

W grudniu ubiegłego roku powstał nawet Społeczny Komitet Usunięcia Pałacu Stalina. Jego prezesem jest szef publicystyki TVP Info Tadeusz M. Płużański. – „W miejsce symbolu sowieckiej dominacji nad Polską i Warszawą chcemy stworzyć Polskie Centrum Kultury” – powiedział „Gazecie Wyborczej”. W Komitecie działają także m.in. Jan Pietrzak, Jan Pospieszalski i artysta plastyk Wojciech Korkuć, który zasłynął niedawno plakatami nawołującymi Niemców do wypłacenia reparacji wojennych.

To oznacza, że prokuratura będzie musiała po raz kolejny wszcząć śledztwo w sprawie przeniesienia przez PiS obrad Sejmu do Sali Kolumnowej 16 grudnia 2016 r. Sędzia Igor Tuleya uchylił umorzenie postępowania w tej sprawie. Nakazał prokuraturze m.in. zabezpieczyć wszystkie materiały z przebiegu obrad na Sali Kolumnowej, ponowne przesłuchanie niektórych świadków, dokonanie bliższych ustaleń dotyczących podziału Sali Kolumnowej na sektory i wyjaśnienie okoliczności dotyczących formularzy do obliczania głosów w sektorach oraz wyników głosowania.

Igor Tuleya napisał w uzasadnieniu, że „nie wyjaśniono w sposób przekonujący z jakiego powodu, kiedy faktycznie i kto rzeczywiście podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej. Wątpliwości sądu potęgują dyskusyjne okoliczności wykluczenia posła Szczerby z obrad Sejmu – która to decyzja stała się impulsem do reakcji posłów opozycji, zresztą łatwej do przewidzenia”.

Powołał się na zeznania posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. Według Tuleyi są one kluczowe w tej „zupełnie pominiętej” przez prokuraturę kwestii. – „Pani świadek Pawłowicz zeznaje: „O tym, że tam mogą odbyć się obrady mówiono już od rana tego dnia; wiem, że ta sala była też od rana przygotowywana pod ewentualne obrady Sejmu. O tym, że obrady mogą być w Sali Kolumnowej wiedziałam na pewno już koło południa tego dnia. Była to w mojej ocenie wiedza powszechna dla posłów, którzy byli w Sejmie”. Zapewne dla posłów partii rządzącej” – stwierdził sędzia. Więcej o rozbieżnościach w tej sprawie pisano szerzej w artykule pt. „Plączą się w zeznaniach. Politycy PiS w opałach”.

Sędzia Tuleya przytoczył też zeznania jednej z pracownic Sejmu, z których wynika, że po godzinie 16, w trakcie przerwy zarządzonej przez marszałka Sejmu, otrzymała polecenie pilnego przygotowania kart do głosowania ręcznego. – „Wtedy nie było jeszcze decyzji o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej, jedynie informacja, że taka sytuacja może zaistnieć” – podkreślił Tuleya.

Razem z uzasadnieniem do prokuratury wpłynęły akta sprawy. Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński stwierdził, że prokurator obecnie analizuje zebrany materiał dowodowy pod kątem czynności zakreślonych przez sąd.

Amber Gold pogrąża PiS, a nie jak planowali – Tuska

Zwykły wpis

Krzysztof Brejza, poseł PO, w komisji śledczej ds. Amber Gold przysmaża tyłeczki PiS. Czuć swąd.

Brejza ujawnił powiązania bliskich PiS-owi parabanków SKOK z parabankiem Amber Gold. Wakacyjny teatrzyk insynuacji wymierzonych w Donalda Tuska miał z powodu ujawnionych przez posła PO treści stać się przyczynkiem do rozwinięcia tematu: oszustwa SKOK-ów to jest skandal na niebywałą skalę.

Były szef Amber Gold Marcin P. brał pożyczki z gdańskiego SKOK-u Stefczyka na kapitał założycielski.

Dla Radia ZET tak Brejza mówił:

„W siedzibie Amber Gold miało się znaleźć kilkanaście procedur dotyczących transportu magazynowania zabezpieczenia środków pieniężnych. Po co miałyby się tam znaleźć? Może organizacja wewnętrzna wzorowała się na SKOK-u? Może były powiązania personalne, wymiana wiedzy, wymiana informacji? Może ktoś to inspirował wszystkie wątki dotyczące źródeł sfinansowania ze SKOK-ów, źródeł jakby pomysłu modelu według, którego Amber Gold funkcjonowało?”

Marcin P. wzorował się na senatorze PiS Grzegorzu Biereckim, który w momencie zagrożenia upadkiem SKOK-ów założył spółkę w Luksemburgu, aby wyprowadzić pieniądze. Tak też planował były szef Amber Gold.

Marcin P. miał być namawiany do inwestowania w linie lotnicze. Brejza zadawał pytania w tym kierunku i spotkał się z bardzo nerwowa reakcję szefowej komisji śledczej, posłanka PiS Małgorzatą Wassermann.

Możliwe, że PiS zamierzając pogrążyć Tuska, sam sobie zawiązuje pętlę na swoją szyję. Oby zadyndała ta partia krętaczy.

Amber Gold to pikuś przy aferze ze SKOK-ami, największym przekręcie III RP

Zwykły wpis

Amber Gold to oszustwo rzędu 800 mln zł. Krzysztof Brejza (poseł PO) omawia istotę przesłuchania Marcina P., bylego szefa Amber Gold.

„Udało mi się ustalić, że Amber Gold był zakładany z pożyczek branych w SKOK-u Stefczyka, ujawniłem też to, czego dziennikarze nie wiedzieli: poprzez analizę akt archiwalnych spraw dotarłem do nazwiska adwokata, który prowadził sprawę w latach 2006-2007, kiedy Marcin P. jeszcze nazywał się Marcin Stefański. Tym adwokatem jest pan Piotr Pieczykolan, zaufany adwokat „Pruszkowa”. Adwokat, który bronił liderów tej grupy, a to jest bardzo hermetyczne środowisko, które nie wybiera przypadkowych adwokatów, a ci adwokaci nie biorą przypadkowych spraw. Moim zdaniem, tu nie ma przypadku”.

PiS Amber Gold przykrywa aferę – gigantyczną, SKOK-i. Właśnie w tym samym czasie, co sejmowa komisja śledczas ds. Amber Gold, odbywało się posiedzenie sejmowej komisji finansów dot. SKOK-ów.

Upadają kolejne SKOK-i. Komisja Nadzoru Finansów ogłosiła także, że z dniem 28 czerwca 2017 roku ustanowiła kolejnego zarządcę komisarycznego w SKOK Piast, która jest 21 kasą, w której wprowadzony ma zostać program naprawczy.

Ale naprawy nic nie wnoszą, bo wadliwe są praktyki udzielania kredytów. PiS roztaczał i roztacza parasol ochronny nad SKOK-ami, a twórca kas Grzegorz Bierecki jest senatorem PiS.

SKOK-i do tej pory kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny 5 mld zł. Czyli przeszło 6-krotnie większe straty niz w Amber Gold. I straty będą się powiększać.

Amber Gold przykrywa SKOK-i, kasę PiS. To jest wstretne, publika daje się nabrać na takie medialne manipulowanie.

SKOK-i są największym przekrętem finansowym po 1989 roku. Komisja śledcza ds. SKOK-ów byłaby pożądana. Ale – wiadomo – że PiS na to nie pójdzie.

Błaszczak, córka leśniczego jest li policjantką?

Zwykły wpis

Powstaje skadinąd logiczne pytanie w związku ze słynną już „córką leśniczego”, czy aby nie jest ona policjantką.

Bardzo logiczna przesłanka, wszak koperta od „córki leśniczego” wylądowała w wewnętrznej kieszeni Mariusza Błaszczaka, który cierpi na deficyt intelektualny, ale jest ministrem spraw wewnętrznych, czyli ministrem od policji.

Platforma Obywatelska skierowała do Błaszczaka zapytanie: czy słynną „córką leśniczego” nie jest być może jedna z policjantek oraz czy ustalono, co było zawartością koperty.

Ale także – co bardzo ważne – czy korespondencja została zarejestrowana w dzienniku w księdze korespondencji w MSWiA? – „Minister Błaszczak mówił, że odesłał korespondencję do nadawcy. Pytanie, czy została zarejestrowana, czy ustalono imię i nazwisko tej osoby, która to kierowała i pytanie, co w tej kopercie było?” – pyta poseł PO Krzysztof Brejza.

Politycy PO pytają o kolejną poważną wpadkę policji, tym razem w Lublinie, gdzie użyto paralizatora w stosunku do Francuza. Jeden z policjantów raził Francuza paralizatorem w jądra, a dwóch innych ogladało ten chory spektakl.

Akt znęcanie miał miejsce w radiowozie przed komendą miejską.

Brejza nazywa to „serialem policyjnym”. Jako czarne charaktery występują w nim policjanci, ktorzy okazują się złoczyńcami.

„Mamy do czynienia z serialem świadczącym o tym, że policję dotyka jakaś ciężka choroba. Ta choroba zaczęła się półtora roku temu przez objęcie rządów nad policją przez pana ministra Błaszczaka i PiS i źródłem, siedliskiem tej choroby jest biurko pana ministra Zielińskiego, przez które przechodzą wszystkie nominacje, awanse personalne w policji” – mówi Brejza.

PiS niszczy nam opinie na każdym możliwym poziomie. Deficyty intelektualne i moralne. Politycy tej partii wszystkiego mają w niedostatku.

Rocznica Mazowieckiego. O radnym PiS – żono-bijcy i inne

Zwykły wpis

Poseł PO Krzysztof Brejza pisze do Zbigniewa Ziobry w sprawie radnego PiS Rafała Piaseckiego, który dal się poznać opinii publicznej, iż katuje swoją żonę.

„Sprawa radnego PiS z Bydgoszczy wymaga zdecydowanej reakcji prokuratury-pytam, czy do niej doszło, apeluję do PG Z.Ziobry o osobisty nadzór”.

Wielki Polak obchodziłby 90. urodziny – Tadeusz Mazowiecki.

Nowoczesna, jak wcześniej Platforma Obywatelska złożyła w tej sprawie uchwałę w Sejmie. Kamila Gasiuk-Pihowicz mówiła na konferencji prasowej:

„Klub Nowoczesnej złożył uchwałę, która ma na celu uczczenie 90. rocznicy urodzin premiera Tadeusza Mazowieckiego. Premier Mazowiecki dla wielu osób, które są aktualnie aktywne w polityce, był przyjacielem, współpracownikiem, konkurentem politycznym. Dla wielu osób z mojego pokolenia jest i będzie autorytetem. Są trzy wartości, które wszyscy czujemy, że przyświecały jego aktywności”.

70 lat ma wspaniały Jerzy Stuhr.

I CHOĆ ŻYJEMY W PAŃSTWIE ZARZĄDZANYM PRZEZ „JEJ EKSCELENCJĘ”, KTÓRY ZAMIAST CYCKÓW PRZYPRAWIA SOBIE DRABINKĘ, WSZYSCY ŚPIEWAMY PANU 100 LAT!

Jeszcze o Misiu i jego Macierewiczu.

Płk Adam Mazguła reaguje na pisowskie odtajnienie polskich agentów.