Tag Archives: Krystyna Malinowska

PiS zrobił z Polski pariasa Europy

Zwykły wpis

Prof. Jerzy Zajadło o trzech latach „dobrej zmiany”. Z grubsza 27:1.

Kurewstwo jakie prezentuje towarzysz Sekretarz KC PZPR Marek Król (obecnie publicysta „Sieci” i ekspert TVP info) przekracza wszelkie granice. To moralne dno!!!

Rosyjska partia w Polsce czyli PiS wykonała swoją robotę. Die Welt: Europa Środkowa zagraża jedności UE.

Polacy, Czesi i Węgrzy tęsknili długo za zjednoczoną Europą. Wyrazicielami tej tęsknoty byli pisarze i artyści. Teraz Europa Środkowa stała się bastionem nieliberalnej demokracji zagrażającym europejskim wartościom

Autor eseju „Europa Środkowa jest martwa” Wolf Lepenies rozpoczyna swój wywód od przypomnienia, że tęsknota za zjednoczoną Europą była w okresie powojennym szczególnie silna wśród pisarzy, artystów i naukowców w Europie Środkowej i że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w „przełomach roku cudów” – roku 1989. To dzięki nim proces jednoczenia Europy przebiegał w atmosferze „pasji i patosu” i oparty był na świadomości wspólnych wartości.

„Dziś Europa Środkowa stanowi zagrożenie dla jedności Unii i jej konsensusu wartości” – stwierdza Lepiens.

„W UE powstało jądro ‚nieliberalnych demokracji’ z Węgrem Viktorem Orbanem i Polakiem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Za swoich wrogów uznali artystów i naukowców, którzy czują się związani nie z ideologią narodową, lecz z ideałami uniwersalistycznymi” – tłumaczy autor. Do Europy powróciło „widmo agresywnego nacjonalizmu”.

„Antysemityzm i ksenofobia rosły w siłę, rozpoczęły się etniczne czystki, a potem wydarzyło się coś, w co trudno uwierzyć: na Bałkanach wybuchła nowa europejska wojna, a Sarajewo stało się ponownie symbolem śmierci i zniszczenia” – czytamy w „Die Welt”.

„Rozszerzenie UE na Europę Środkową i Wschodnią, do którego doszło w 2004 roku, wydawało się być najlepszą strategią zapobieżenia powrotowi wojennych konfliktów” – pisze Lepiens.

Początek końca UE?

„Dziś może się wydawać, że data ta wyznacza początek końca Unii Europejskiej. Tak zwane Kraje Wyszehradzkie ignorują w agresywny sposób reguły i prawa UE, chociaż przedtem je zaakceptowały. I nie chodzi tutaj tylko o odmowę pomocy w rozwiązaniu kryzysu uchodźczego. Chodzi o długofalowe zabezpieczenie władzy ‚alla turca’ poprzez zmiany systemu prawnego i ustroju politycznego, a także ujednolicenie (zglajchszaltowanie) kultury” – kontynuuje niemiecki dziennikarz.

Lepiens zwraca uwagę, że na Węgrzech i w Polsce toczy się obecnie „walka o kulturę”, co jest jego zdaniem tym bardziej bolesne, że to właśnie ludzie kultury odegrali kluczową rolę przy rozszerzeniu UE na Wschód.

Węgry Orbana stanowią awangardę w tym konflikcie, jednak sytuacja w innych krajach: Polsce, Czechach, Bułgarii czy Rumunii „wcale nie jest lepsza”. Intelektualne elity, które „pomogły krajom środkowoeuropejskim odzyskać narodową tożsamość w wolności”, uważane są teraz za wrogów państwa – konstatuje autor.

Liepiens opisuje ze szczegółami sytuację artystów węgierskich poddawanych presji, poświęca dużo miejsca działaniom węgierskich władz przeciwko Uniwersytetowi Środkowoeuropejskiemu CEU George’a Sorosa.

Niech Bruksela wspiera demokratyczne enklawy

Lepiens apeluje do UE, by bardziej skutecznie wspierała „demokratyczne enklawy” w Europie Środkowej i Wschodniej. Jego zdaniem Bruksela posiada odpowiednie instrumenty dysponując sporymi środkami finansowymi na wspieranie badań naukowych.

Obecnie środki te są kierowane na szczebel narodowy, gdzie następnie są rozdzielane pomiędzy poszczególne instytucje. W krajach Europy Środkowej i Wschodniej pieniądze otrzymują tylko te instytucje, które deklarują polityczną lojalność – twierdzi niemiecki dziennikarz.

Jego zdaniem tę sytuację można zmienić. Lepiens proponuje, by na polecenie UE znani naukowcy decydowali nie tylko, jak ma to miejsce teraz, o wsparciu dla poszczególnych naukowców, lecz także o tym, które instytucje otrzymają środki zapewniające im podstawową egzystencję. W tych sprawach nie ma narodowego weta – wtrąca autor.

Taktyka partyzancka

Wraz z zaostrzającą się w Europie Środkowej i Wschodniej walką o kulturę, coraz pilniejsze staje się podjęcie przez instytucje unijne wysiłków w celu „obrony wolności sztuki i nauki przed nieliberalnymi reżymami”.

„Nadszedł czas na zastosowanie przez Brukselę taktyki partyzanckiej. Wsparcie możliwie wielu ‚demokratycznych enklaw’ na miejscu, może doprowadzić do skutecznego oporu przeciwko nieliberalnym reżymom” – pisze w konkluzji Lepiens w „Die Welt”.

Działaczka Obywateli RP, Krystyna Malinowska, która procesowała się z prezesem PiS o naruszenie dóbr osobistych, cały czas pozostaje aktywna. Chce pokazać innym „jak egzekwować swoje prawa”.

Krystyna Malinowska, bydgoszczanka, matka i babcia wytoczyła w 2015 roku proces Jarosławowi Kaczyńskiemu za użycie sformułowania „gorszy sort”. Jak mówiła: walczy z państwem PiS o zachowanie demokratycznych wartości w Polsce.

 – Kiedy pan Jarosław Kaczyński zaczął nas tak wyzywać, poczułam się źle. Pomyślałam sobie: kurcze, w czym jestem aż taka gorsza, żeby mnie tak nazywać – tłumaczyła w rozmowie z reporterką TOK FM.

Przypomnijmy, że prezes PiS nazwał „gorszym sortem” Polaków, którzy protestowali przeciwko rządom jego partii: „Ten nawyk donoszenia na Polskę za granicę. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. I to jest właśnie nawiązywanie do tego. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony”

Krystyna Malinowska, która już wtedy działała w Obywatelach RP i brała udział w kontrmiesięcznicach smoleńskich, poczuła się osobiście urażona wypowiedzią Kaczyńśkiego.

Sąd pierwszej instancji sprawę oddalił w kwietniu 2018 roku, ale Malinowska złożyła apelację.

Zawiadomienie do prokuratury na… samą siebie

To nie był koniec jej obywatelskiej aktywności. Kobieta złożyła bowiem też zawiadomienie do prokuratury na samą siebie, po tym, kiedy nakleiła na biurze posła Krzysztofa Czabańskiego kartki z napisem „PZPR”.

Uważała, że w ten sposób walczy o obywatelskość.

Teraz jeździ po regionie z grupą Obywateli RP, by budzić świadomość obywatelską wśród Polaków. – Żeby wiedzieli, jak mogą egzekwować swoje prawa – wyjaśniała działaczka.

Działaczką Obywateli RP pani Krystyna jest od grydnia 2015 roku, kiedy to została wyrzucona z bydgoskiego oddziały KOD. Niedługo po tym zaczęła działać razem z Pawłem Kasprzakiem.

„Będziemy się bacznie przyglądać, jakie hasła będą tam propagowane, będziemy nagrywać i będzie jeszcze więcej osób z urzędu, niż było do tej pory, ponieważ nie możemy pozwolić sobie na bagatelizowanie i hołubienie tych haseł, niedomówień i tłumaczeń, że „nie o to chodziło”. Nie będę patrzyła bezradnie, na tolerowanie haseł i emblematów faszystowskich” – zapowiedziała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Z okazji święta Wojska Polskiego i 98. rocznicy Bitwy Warszawskiej zgłoszonych zostało siedem zgromadzeń, przy czym jedno jest zgromadzeniem środowisk ONR.

Prezydent Warszawy przypomniała, że od dwóch lat domaga się zdelegalizowania ONR. Powiedziała, że na razie otrzymuje tylko pisma od Zbigniewa Ziobry z – jak to określiła – różnymi zapewnieniami. – „Kandydat na prezydenta Warszawy, Patryk Jaki, powiedział, że oczywiście, że się tym zajmie. Nikt się do tej pory nie zajął. To jest gra pozorów. To jest popieranie tego typu organizacji” – powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Odniosła się także do ataku pisowskich polityków i dziennikarzy na szefową stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Ewę Gawor. O tym w artykule „Okładanie komunizmem. Według TVP byli komuniści dzielą się na swoich i złych”. Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że Gawor od 23 lat pracuje w warszawskim Ratuszu. – „Pracowała również za prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Była naczelnikiem. Pamiętajmy, że prezydent Lech Kaczyński zwolnił tysiąc osób. Widocznie miał też zaufanie do pani Ewy Gawor” – stwierdziła prezydent Warszawy.

Mariusz Błaszczak, który w cywilizowanym kraju za porównanie Marszu Równości z „paradą sodomitów” przestałby istnieć w polityce, w najlepsze sprawuje funkcję ministra obrony narodowej. W związku z tym postanowił zaakcentować po raz kolejny swoją obecność, ustanawiając… nowe święto.

W ślad za swoim poprzednikiem, czyli Antonim Macierewiczem, szczególnie honoruje Wojska Obrony Terytorialnej. Będą one miały więc własne święto, bo – jak rozumiemy – święto Wojsko Polskiego to za mało. – „Podjąłem decyzję o ustanowieniu dnia 27 września świętem Wojsk Obrony Terytorialnej” – obwieścił wszem i wobec Błaszczak.

Internauci sarkastycznie komentują najnowszy pomysł Błaszczaka. – „Dawniej była milicja obywatelska i jej rezerwa ORMO, ale ORMO święta swojego nie miało. Panie Błaszczak, może by pan tak ustanowił na dzień zakończenia Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy 2018 święto polskich lekkoatletów. Bardziej na to zasłużyli niż paramilitarna organizacja stworzona na potrzeby jednej słusznej partii”;

„Czyżby data święta WOT związana była z rocznicą ślubu Błaszczaka lub pierwszego weekendowego szkolenia żołnierzy tej formacji? A może jest to dzień urodzin Misiewicza?”; – „Prawie jak w „Seksmisji” Machulskiego: Jej Ekscelencja ustanowiła nowe święto! Ale film Machulskiego jest komedią, a tu mamy rzeczywistość…”.

Waldemar Mystkowski pisze o defiladzie.

W przeddzień Święta Wojska Polskiego Komisja Europejska przeszła do kolejnego postępowania przeciwko naruszeniu praworządności przez Polskę. Władze PiS dostały miesiąc na podjęcie „niezbędnych środków w celu zastosowania się do uzasadnionej opinii”. A ta opinia brzmi w komunikacie KE: – „Komisja Europejska podtrzymuje stanowisko, że polska ustawa o Sądzie Najwyższym jest niezgodna z prawem UE, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziowskiej, w tym nieusuwalność sędziów, a tym samym Polska nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z artykułem 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej”. Po stronie PiS cisza, są zajęci oswajaniem się z kompromitacją, której nam Polakom przysparzają i bałaganem codziennie przez nich powiększanym.

Mariusz Błaszczak przebił się na czołówki najznamienitszych dzienników i portali. „Washington Post” zauważa, iż Błaszczak, nazywając sodomitami uczestników Parady Równości w Poznaniu, używa mowy nienawiści: – „Narażenie na mowę nienawiści płynącą od rządzących jest katastrofą: czyni nienawiść normatywną”.

Do normy wyzwisk się przyzwyczailiśmy, choć nie jesteśmy psychicznymi masochistami. Inni nie mogą pojąć plugastwa, które jest normą w ustach Błaszczaka, Brudzińskiego czy też Kaczyńskiego. Nie wspominając o pomniejszych, ci są bowiem echem tuzów partyjnych, jak Pawłowicz, Czarnecki czy Tarczyński.

Defilada w rocznicę zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej 1920 roku będzie największą tego typu imprezą po 1989 roku, ale faktycznie najsmutniejszą. Potrzebna jest do celebry pisowskich politycznych Szwejków, którym „polityka narodowej dumy służy wyłączeniu racjonalnego myślenia, a odgłos paradnego kroku i grzechot gąsienic mają zagłuszyć rzeczywistość po trzech latach rządów PiS” (Paweł Wroński).

Przez 3 lata rządów jedyny nowy sprzęt do obrony ojczyzny to zakup samolotów Gulfstream i Boeing – dla VIP-ów. Mizeria jest taka, iż nie starcza na buty dla żołnierzy, a z magazynów wyciągnięto stare stalowe hełmy.

No, ale nie dziwmy się, państwowy gigant Polska Grupa Zbrojeniowa znalazła się w trudnej sytuacji z powodu gwałtownego wzrostu zatrudnienia, bo wśród nowych menedżerów są krewni i znajomi polityków PiS. Na pensje przeznaczono 1,08 mld złotych, czyli o ponad 120 mln złotych więcej niż rok wcześniej. Dojenie w spółkach państwowych idzie na całego.

Bizantyjska defilada w dniu Święta Wojska Polskiego nie przysłoni prawdziwego obrazu polskiej armii. Nie ma śmigłowców dla wojska, flota nie istnieje, a obronny holding PZG jest na skraju upadku. Błaszczak zajmuje się sodomitami, nie mając pojęcia, co to słowo znaczy. Na powrót zaś szykuje się Antoni Macierewicz, bodaj największy szkodnik w historii polskiej obronności, który może zechcieć Wojsko Polskie w całości posłać do demobilu, aby jego miejsce zajęły osławione Wojska Obrony Terytorialnej, które mogą być li tylko mięsem armatnim w razie wojny hybrydowej.

Podczas defilady zobaczymy hybrydowe możliwości polskiej obronności, nienowoczesną armię Szwejków, którzy z zazdrością będą patrzeć na nowe samoloty VIP-ów.

PiS reaktywuje PZPR. Tak ma ta partia dążąca do autorytaryzmu

Zwykły wpis

W niedzielę 29 lipca na biurach poselskich Krzysztofa Czabańskiego w woj. kujawsko-pomorskim ktoś poprzyklejał kartki z napisem „PZPR”. Nieznani sprawcy niebawem stali się znani, bo sami zgłosili się na policję i złożyli oświadczenia o tej samej treści.

Sprawcy donoszą na siebie

Napisali: „Ja, niżej podpisana/y, uprzejmie informuję, że prawdopodobnie popełniłam/em czyn zabroniony w postaci propagowania ustroju totalitarnego (art. 256 par. 1 kk). W dniu 29 lipca 2018 r., w godzinach przedpołudniowych, na siedzibie biura poselskiego Krzysztofa Czabańskiego w miejscowości (tu nazwa) umieściłam/em kartkę formatu A4 z napisem »PZPR«.

Moje podejrzenie wobec siebie samej/ego wywodzę z faktu, że taki właśnie zarzut Prokurator Rejonowy w Wąbrzeźnie Janusz Biewald postawił Elżbiecie Podleśnej, która napisała »PZPR« na biurach poselskich posła Czabańskiego w Wąbrzeźnie i Golubiu-Dobrzyniu. Skoro napis »PZPR« wyczerpuje znamiona art. 256 par. 1 kk, to chociaż moją intencją nie było propagowanie ustroju totalitarnego, ale napiętnowanie totalitarnych zachowań polityków partii rządzącej, nie uchylam się od odpowiedzialności i dlatego sama/sam na siebie uprzejmie donoszę”.

Ulicznicy, czyli jak protestują Polacy

Elżbieta Podleśna protestuje przeciw PiS

Przypomnijmy: Elżbieta Podleśna, psycholożka i psychoterapeutka z Warszawy, napisała niedawno na szybach biur poselskich Czabańskiego w dwóch miejscowościach woj. kujawsko-pomorskiego skrót „PZPR”. Uczyniła to w ramach protestu przeciwko poczynaniom PiS, jako żywo przypominających metody z czasów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natychmiast po odkryciu tych napisów powołano ekipę dochodzeniowo-śledczą składającą się z najlepszych w rejonie bydgoskim policjantów. Dość szybko zatrzymali sprawczynię, która zresztą wcale się nie ukrywała. Przyznała się do wykonania napisów i wyjaśniła motywy. Postawiono jej zarzut z art. 256 par. 1 kk dotyczący propagowania faszyzmu, komunizmu i wszelkiego totalitaryzmu, co zagrożone jest karą do 2 lat więzienia.

Absurdalne zarzuty prokuratury

Trudno zrozumieć logikę, jaką kierował się prokurator nadzorujący pracę policyjnych dochodzeniowców, stawiając akurat taki zarzut. Podejrzana nie napisała przecież, że popiera PZPR, i nie chwaliła ideologii tej partii. Nie bez powodu napisała „PZPR” na szybach biur posła Czabańskiego. W latach 1967–80 był on aktywnym członkiem tej partii, uważanej wtedy za przewodnią siłę narodu. Nie przeszkadzały mu wydarzenia marca 1968 r., grudnia 1970 r. i czerwca 1976 r. – z PZPR wystąpił dopiero po powstaniu NSZZ Solidarność. Wśród działaczy PiS jest więcej takich osób w przeszłości działających w partii komunistycznej.

– Zarzut wobec Eli Podleśnej jest na tyle absurdalny, że aż sam się prosi o absurdalne kontrakcje – mówi Agnieszka Markowska, jedna z nieznanych/znanych sprawców umieszczania napisów „PZPR” na biurach posła PiS.

Policja użyła gazu wobec protestujących

Solidarność z Elżbietą Podleśną

Napisy umieszczono na biurach poselskich w Toruniu, Chełmnie i Osięcinach. Kartki zostały przylepione w taki sposób, aby nie uszkodzić elewacji budynków i nie zabrudzić szyb. – Nie chcieliśmy, aby oskarżono nas o wandalizm – mówi Tadeusz Jakrzewski, inny nieznany/znany sprawca. – Naszym celem było wyłącznie wykazanie solidarności z Elą Podleśną i pokazanie groteski, w jaką zmienia się rzeczywistość pod rządami PiS.

Jakrzewski i cztery inne osoby (w tym niżej podpisany) zgłosiły się w Komendzie Powiatowej Policji w Radziejowie, aby złożyć doniesienie na siebie samych. Zostaliśmy w sposób wyjątkowo kulturalny przesłuchani, wyjaśniliśmy motywy, po czym nas wypuszczono.

Klementyna Suchanow wyjaśnia, dlaczego pomazała ścianę Sejmu

Znani/nieznani sprawcy

Teraz dalszy scenariusz zależy od decyzji prokuratora. Może postawić zarzuty podobne do tego, jaki usłyszała Elżbieta Podleśna, ale może też umorzyć sprawę z powodu niestwierdzenia przestępstwa. Jedno jest pewne: poseł Czabański, który po zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej gratulował policji i ministrowi spraw wewnętrznych sprawności w ujęciu sprawczyni, jak się można domyślać, strasznego przestępstwa, teraz nikomu nie pogratuluje, bo sprawcy zgłosili się sami. W Chełmnie Krystyna Malinowska, uczestniczka ruchu Obywatele RP z Bydgoszczy, w Toruniu Wojciech Konopacki, też z ORP, a w Osięcinach pięć osób z Warszawy. Poza wymienionymi Agnieszką Markowską (urzędniczka), Tadeuszem Jakrzewskim (kulturoznawca) i niżej podpisanym – Beata Geppert (tłumaczka) i Wojciech Fusek (dziennikarz, były zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”).

W niedzielę bydgoszczanka Krystyna Malinowska udała się do Chełmna, gdzie nakleiła na drzwiach biura posła Krzysztofa Czabańskiego dwie kartki z napisem „PZPR”. Po tym wszystkim zrobiła zdjęcie i poszła na policję, by złożyć doniesienie na samą siebie. Jej działanie miało związek z głośną ostatnio sprawą Elżbiety Podleśnej.

Na jednej z dwóch kartek, jakie nakleiła Malinowska na biurze polityka PiS, był dopisek
„Kocham Polskę, ale nie lubię PiS-u”. Kartki przykleiła taśmą klejącą, żeby nie narazić się na zarzut wandalizmu.

– Policjanci byli skonsternowani. Jeden dopytywał mnie, czy na pewno chcę złożyć na siebie donos. Drugi, dzielnicowy, dopytywał, czy naprawdę w niedzielę przyjechałam z Bydgoszczy do Chełmna, by nakleić dwie kartki. Potwierdziłam – powiedziała „Wyborczej”.

„Prawdopodobnie popełniłam czyn zabroniony w postaci propagowania ustroju totalitarnego. Moje podejrzenie wobec samej siebie wywodzę z faktu, że taki właśnie zarzut prokurator rejonowy w Wąbrzeźnie Janusz Biewald postawił Elżbiecie Podleśnej, która napisała ‚PZPR’ na biurach poselskich posła Czabańskiego w Wąbrzeźnie i Golubiu-Dobrzyniu” – napisała.

Malinowska dała się już wcześniej poznać, gdy wytoczyła cywilny proces Jarosławowi Kaczyńskiemu. Poszło o słowa prezesa PiS, który nazwał swoich przeciwników „zdrajcami narodu”. Pozew w kwietniu tego roku odrzucono.

Propagowanie ustroju totalitarnego

Przypomnijmy, że aktywistka Warszawskiego Strajku Kobiet Elżbieta Podleśna tydzień temu na szybie biura poselskiego posła Czabańskiego napisała „PZPR”, a na chodniku: „Czas na sąd ostateczny”. 48-latka usłyszała zarzut propagowania ustroju totalitarnego.

Jak przyznała w rozmowie z naTemat, jej działanie było spowodowane tym, co się działo pod Sejmem.

– Chciałam zwrócić uwagę na to, że metody, które ta władza stosuje, są dokładnie takie, jak w tamtych czasach. Poza tym, chciałam też zwrócić uwagę na to, że ten, kto uważa się za dekomunizatora, to tak naprawdę rewitalizuje tamten czas i bezwzględny sposób działania – powiedziała.

Podleśna opowiedziała też, co się działo po zatrzymaniu przez policję. – Gdy wyszłam z restauracji jako ostatnia klientka, to czekały na mnie trzy nieoznakowane samochody i siedmioro policjantów wysokiego szczebla – powiedziała.

Następnie założono jej kajdanki i przewieziono na przesłuchanie. Wyznała, że czuła się jak w kiepskim filmie Patryka Vegi. Kobietę poddano też poniżającym procedurom, kazano jej rozebrać się do naga. Krystyna Malinowska miała więcej szczęścia, bowiem została wypuszczona, a niedzielny obiad zjadła już w domu.

>>>