Tag Archives: Kler

Polexit to wizja PiS. Nie łudźmy się, na naszych oczach powstaje Targowica

Zwykły wpis

Mnóstwo dzieci i starszych osób z rosnącą niecierpliwością wpatruje się w tablice, gdzie wyświetlają się numerki. Czekają na wejście do jednego z gabinetów, gdzie najlepsi specjaliści w Polsce ratują słuch. Kilka godzin oczekiwania. Nie dla minister Anny Marii Anders.

Światowe Centrum Słuchu w Kajetanach to placówka o uznanej marce nie tylko w Polsce. Co rano ciągną tutaj tłumy pacjentów. Organizacja jest perfekcyjna: najpierw normalna kolejka do rejestracji. Pacjent dostaje specjalną kartę z numerem i musi czekać aż numer ten zostanie wyświetlony na ekranie (szczegółowe zasady są opisane w zarządzeniu dyrekcji, piszemy o nich w ramce obok).

Ile się czeka? Długo… Jedna ze starszych pań przejechała 500 km. Czeka kilka godzin. Ma mieć tu zabieg. Zostanie na kilka dni. – Myślałam, że jak przyjadę tu rano to ktoś się mną zaopiekuje – mówi. Niedługo po tym, jak wypowie te słowa, w wypełnionym oczekującymi pacjentami korytarzu rozegra się scena, która zbulwersuje pana Pawła.

W korytarzu pojawia się pielęgniarka z elegancko ubraną kobietą. To minister Anders! Nie zatrzymując się przeszły obok siedzących i weszły do jednego z gabinetów. – Siedziałem z córką do tego samego gabinetu przez trzy godziny – opowiada pan Paweł, który zadzwonił zbulwersowany sytuacją, jaka go spotkała. Nagrał panią minister, gdy opuściła gabinet, po zakończeniu ok. 20-minutowej wizyty.

Minister Anders dała się już poznać jako wyjątkowo bezczelna, gdy tłumaczyła dlaczego należą jej się bilety do USA w najdroższej klasie biznes. Na pytania od Faktu nie raczyła odpowiedzieć. Jak długo jeszcze premier Mateusz Morawiecki będzie tolerował taką butę w swojej kancelarii?

Na te pytania minister nie odpowiedziała

1. Czy korzystając w dniu 12 września br. z wizyty lekarskiej w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach skorzystała z niej na tych samych zasadach, co inni pacjenci?

2. Jeśli odpowiedź na pierwsze pytanie byłaby twierdząca, proszę o wyjaśnienie dlaczego inni pacjenci czekali po kilka godzin na korytarzu oczekując wyświetlenia się swojego numerka, a pani minister weszła razem z pielęgniarką z zewnątrz, wprost do gabinetu lekarza?

3. Czy w ww. sytuacji pani minister wykorzystała swoją pozycję, senatora lub ministra używając argumentu, że pełni którąś z ww. funkcji?

Takie zasady obowiązują pacjentów w tej placówce

Pacjent zgłaszający się do rejestracji A i B na planową konsultację lub hospitalizację do jednostek Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach zobowiązany jest do pobrania biletu z automatu biletowego.

Pacjent (…) pobiera tylko jeden bilet, gdzie wpisany jest numer, z którym zostanie przywołany, godzina oraz liczba osób oczekujących przed nim.

(…) Rejestracja do gabinetu/na hospitalizację nie odbędzie się wcześniej niż 45 min przed zaplanowaną godziną.

Lista aktualnie obsługiwanych numerów jest wyświetlana na monitorach znajdujących się w holu i sąsiednich ciągach komunikacyjnych co umożliwia pacjentowi oczekiwanie poza bezpośrednim sąsiedztwem Rejestracji i przybliżone określenie czasu oczekiwania.

Trzy kłamstwa Andrzeja Dudy na temat Europy

Polexitowe przemówienie Dudy w Leżajsku po raz kolejny pokazuje, że zarówno on, jak też premier Morawiecki czy prezes Kaczyński od dawna porzucili w swojej propagandzie półprawdy, dialektyczne wygibasy, w ogóle jakieś trudniejsze figury retoryczne. Wybrali najprostsze kłamstwa, bo wierzą, że w dzisiejszych czasach tylko one działają.

W wystąpieniu prezydenta pierwszym kłamstwem było to, że Europa jest „wspólnotą wyobrażoną” (czyli fikcyjną). Dla większości swoich mieszkańców, w tym dla większości Polaków, Europa jest dzisiaj bardzo konkretną instytucją, która nazywa się Unia Europejska. Prawo do obecności w tej konkretnej wspólnocie zostało przez Polaków wywalczone w latach 1939-1989. A od 2004 roku Polacy tę instytucję budują współtworząc unijne traktaty, współtworząc najważniejsze europejskie polityki (m.in. politykę solidarności energetycznej, dzięki której nawet rosyjski gaz możemy dziś reeksportować na Ukrainę, kiedy Putin próbuje brać Kijów głodem i chłodem).

Z Europy wynika wszystko, co było i jest dla Polaków ważne. Kiedyś Europa dała nam chrześcijaństwo, później Oświecenie, a teraz – jako Unia Europejska – dała nam procedury, instytucje, pieniądze, czyli cały ogromny zastrzyk cywilizacyjny i finansowy, jakiego wychodząc z ruin „realnego socjalizmu” bardzo potrzebowaliśmy, żeby realnie zmartwychwstać.

Ale także my Unii Europejskiej coś ważnego daliśmy. Przynajmniej zanim przyszedł PiS wraz z całym swoim zepsuciem i dekadencją. Daliśmy Unii ogromną energię świeżo wyzwolonego narodu budującego dobrobyt i wolność. Daliśmy też Unii zrozumienie, że ma nie tylko zachodnią granicę (atlantycką) z USA, czy południową granicę (śródziemnomorską) z Afryką. Ale też bardzo ważną granicę wschodnią – z Ukrainą, Białorusią, Rosją. To zrozumienie Unia zdołała przekuć na program Partnerstwa Wschodniego, którego współautorem był Radosław Sikorski, tu akurat podążający śladem Giedroycia, Skubiszewskiego, Geremka.

Trzecie kłamstwo prezydenta było historyczne. Powiedział, że „Europa zostawiła nas w 1945 roku na pastwę Rosjan”, tymczasem głównym i jedynym istotnym reprezentantem Zachodu handlującym ze Stalinem najpierw w Jałcie, potem w Poczdamie była Ameryka. Europa – podobnie jak Polska – została przez wojnę zniszczona, podzielona, sprowadzona do roli politycznego i ekonomicznego pariasa. Nawet jej zachodnia część broniła się po wojnie przed komunizmem próbującym ją destabilizować i niszczyć od środka. I wygrała ten bój z ogromną trudnością.

Selfik z Trumpem w zamian za atak na Unię

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób (chyba że tak, jak Duda załatwił fregaty w Australii, gdzie to raczej jego Morawiecki załatwił za pomocą tych fregat). A po jesiennych wyborach do amerykańskiego Kongresu Trump będzie zbyt zajęty bronieniem się przed impeachmentem, żeby nawet selfiki z Dudą czy z podobnej rangi sojusznikami z gwatemalskiej czy salwadorskiej prawicy miał czas sobie robić.

Duda kłamie na temat Europy, bo jedzie do Trumpa, żeby sobie z nim zrobić selfika. Na potrzeby własne i na potrzebny kampanii wyborczych PiS. Innych rzeczy niż selfik z Trumpem dziś załatwić nie sposób

Więc faktycznie, żeby w ostatniej chwili dostać od Trumpa wspólnego selfika, Duda jedzie do niego z przesłaniem, że rząd PiS-u i prezydent PiS-u są tak samo żarliwymi i autentycznymi wrogami Europy jak obecny amerykański prezydent. Ale to niestety oznacza, że są także takimi samymi żarliwymi wrogami jedności atlantyckiej, którą Trump niszczy codziennie, bo po to został przez Putina wsparty w wyborach na prezydenta USA. Jedność atlantycka Zachodu – od której zależy samo przetrwanie Polski jako suwerennego kraju – wymaga bowiem jak najściślejszego sojuszu jak najsilniejszej Unii Europejskiej z jak najbardziej przewidywalną Ameryką.

Targowica zawsze wybiera Polexit

W ostatnich dniach toczą się jednocześnie dwie dyskusje o przyszłości Europy. Jedna toczy się w Brukseli i Strasburgu (ważne wystąpienie Junckera o stanie Unii zawierające m.in. propozycje wzmocnienia Fronteksu, uszczelnienia granicy zewnętrznej UE, rozwiązania kryzysu imigracyjnego, a także wezwanie do wzmocnienia własnej politycznej, gospodarczej i militarnej siły Europy wobec kłopotów z Brexitem i Trumpem). Druga toczy się w obozie władzy. Pierwsza jest faktycznie poważną dyskusją o przyszłości Unii, druga – mimo że słowo Europa pada w niej codziennie – jest tylko sporem o to, czy  po odejściu Kaczyńskiego Brudziński i Morawiecki zagryzą Dudę, czy też Duda przeżyje.

Duda (ale wcześniej także Jarosław Gowin z jego dziwacznym polexitowym wystąpieniem) uważa, że wyścig do ucha Prezesa wygrywa się dzisiaj atakując Unię Europejską jako instytucję, w której Kaczyński widzi przeszkodę na drodze do dalszego łamania Konstytucji i gromadzenia całej władzy w swoich rękach. Zarówno Duda jak i Gowin zostali wcześniej totalnie zmarginalizowany przez tandem Brudziński-Morawiecki. Brudziński dostał od Kaczyńskiego realną władzę, kontroluje aparat partii rządzącej i jako minister spraw wewnętrznych i administracji faktycznie kontroluje rząd. Morawiecki dostał od Kaczyńskiego prawo do codziennego głoszenia swojej gierkowskiej propagandy (bez żadnych gierkowskich inwestycji, bo nie ma nawet mieszkań z programu Mieszkanie Plus, nie wspominając o promach, stoczniach czy mitycznej elektromobilności). Oprócz propagandy Morawiecki dostał także dostęp do fruktów w spółkach skarbu państwa. Natomiast Dudzie i Gowinowi pozostało już tylko pajacowanie.

To jednak, że zaczęli pajacować antyeuropejsko, antyunijnie i polexitowo jest niepokojące. Problem, kto w PiS-ie przejmie władzę po Kaczyńskim przeminie wraz z władzą PiS-u. Po rządach PiS-u pozostanie jednak w Polsce bardzo silna prawica, którą Kaczyński wykarmił publicznymi pieniędzmi, wyposażył w media i która go teraz opluwa jako „zbyt miękkiego starca, którego czas się kończy”. Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska. W głowach tej nowej prawicy liberalny Zachód, Unia Europejska, nawet USA (za wyjątkiem Trumpa i Tea Party, czyli najbardziej antyzachodnich sił w Ameryce, które Putin słusznie wykorzystał jako swoją piątą kolumnę) nie występują już jako oczywisty sprzymierzeniec Polski przeciwko azjatyckim zamordyzmom. Przeciwnie, Zachód występuje w głowach nowej prawicy jako główny wróg Polski, wróg naszej tożsamości, tradycji, duchowości.

Polska prawica z czasów Sikorskiego, Buzka, nawet Olszewskiego – była prozachodnia. Prawica z czasów Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy i Gowina jest faktycznie i efektywnie proputinowska.

Zatem sojusz z Rosją staje się oczywistością. Jeden z czołowych ludzi prawicy w świecie akademickim, Piotr Nowak, który wraz z synem Jarosława Marka Rymkiewicza stworzył kiedyś dzieło „Wawelska skała” fundujące religię smoleńską, jeździ teraz regularnie do Moskwy, gdzie nawiązuje kontakty z najbardziej antyzachodnimi postaciami w rosyjskim świecie intelektualnym i Cerkwi. A w Warszawie prowadzi seminarium „Ojczyzną Boga jest Rosja”.

Kaczyński odejdzie, ale ukształtowana w ten sposób prawica w Polsce pozostanie. Jako wygodne dla Putina ultrakonserwatywne narzędzie nowej Targowicy. Właśnie dlatego polexitowe wystąpienia Gowina i Dudy są groźne. Oni uważają, że wrogość wobec Europy da im władzę na dzisiejszej polskiej prawicy. A dzisiejszą polską prawicę bardzo dobrze znają.

Kłamstwa Andrzeja Dudy na temat Europy.

Polexitowe przemówienie Dudy w Leżajsku po raz kolejny pokazuje, że zarówno on, jak też premier Morawiecki czy prezes Kaczyński od dawna porzucili w swojej propagandzie półprawdy, dialektyczne wygibasy, w ogóle jakieś trudniejsze figury retoryczne. Wybrali najprostsze kłamstwa, bo wierzą, że w dzisiejszych czasach tylko one działają.

Hairwald

W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku – mówi w rozmowie z nami prof. Radosław Markowski, politolog. – A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Barbara Nowacka zdecydowała się dołączyć do Koalicji Obywatelskiej. Podjęła dobrą decyzję?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Tak, podjęła…

View original post 2 955 słów więcej

„Kler” Smarzowskiego uderzy Kościół katolicki w splot słoneczny

Zwykły wpis

28 września premiera dawno wyczekiwanego filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler”. W internecie ogłoszono akcję „Masowe oglądanie filmu »Kler« w celu jego popularyzacji”. W pełni popieram tę inicjatywę i również zachęcam wszystkich do szturmu na kina pierwszego dnia. Niech władza zobaczy te kolejki, niech zobaczy, że moralność publiczna nie jest sprawą dla ludzi obojętną. A rzecz właśnie moralności publicznej dotyczy – w kraju wszak wciąż panoszy się zdeprawowana i niebezpieczna organizacja, która w dodatku uzurpuje sobie prawo do moralnego pouczania społeczeństwa, a samą siebie ośmiela się nazywać świętą.

Bywa tak, że pójście do kina ma znaczenie deklaracji politycznej i stanowi akt moralnie znaczący. Tak jest właśnie w tym przypadku. Zachęcam zwłaszcza katolików, bo każdy z nich, płacąc na Kościół, bierze współodpowiedzialność za jego tragiczne patologie i nadużycia, których początki giną w pomroce dziejów, a końca nie widać. Komu jak komu, ale katolikom szczególnie powinno zależeć na tym, aby morale ich Kościoła i jego duchowieństwa nie odstawało tak dramatycznie od średniej…

Nie widziałem jeszcze filmu, ale wiem o nim kilka rzeczy. Po pierwsze, jest to film utrzymany w konwencji sensacyjnej z elementami satyry, do której istoty należą przerysowanie, umowność, pewne uproszczenia sytuacyjne. „Drogówka” nie odzwierciedla pracy policji drogowej jeden do jednego. A jednak film jest prawdziwy, bo każdy wie, jakie są prawa satyry czy filmowej publicystyki – ważne, aby godne napiętnowania zjawiska zostały pokazane w swej istocie, a niekoniecznie w całkiem realistycznych proporcjach.

Po drugie, film „Kler” został nakręcony z wielką dbałością o szczegóły, w stałej konsultacji i pod stałą pieczą osób bardzo kompetentnych w kwestiach rytuałów katolickich oraz wewnętrznego życia Kościoła katolickiego. Tam nie będzie „ściemy”.

Po trzecie, film – choć fikcyjny – jest opowieścią z kluczem, a jego fabuła sklejona jest z nieco udramatyzowanych, lecz prawdziwych historii. W centrum uwagi stoi postać metropolity gdańskiego, znanego z pazerności i zamiłowania do alkoholu (tu nie ma sporu, gdyby komuś się zachciało warknąć). Tyle mogę powiedzieć na dziś, nie obejrzawszy filmu. Wystarczy, żeby iść samemu do kina i innych do tego zachęcić.

Kościół katolicki znajduje się w szalonym kryzysie. Skandal goni skandal, ekspiacje i przeprosiny, najczęściej bardzo spóźnione i niepowiązane z działaniem, nie robią już wrażenia, a kolejne krajowe oddziały upadają jak kostki domina. W kilku krajach, gdzie jeszcze niedawno Kościół był wszechwładny, dziś budzi tylko gniew, a zamiast dochodu przynosi długi i strapienia. Ale nasza wieś, spokojna, nasza chata z kraja. Przynajmniej tak sobie myślą polscy biskupi. Mylą się. Burza nie ominie naszego kraju. Chmury już się zbierają – za chwilę nadejdzie godzina prawdy i gniewu, rozbłyśnie niebo i posypią się gromy. Tak jak to się stało w Hiszpanii, Irlandii, USA, Australii, Belgii, Chile i dokonuje się w kolejnych krajach. Złodziejstwo i pazerność mogą zostać wybaczone, ale pedofilii nie będzie bronił nawet PiS. Tylko patrzeć, jak ofiary księży dokonają zbiorowego coming outu i zaczną mówić chórem, a nie każda z osobna, opowiadając reportażystom swoje historie. Tylko patrzeć, a partnerki i dzieci księży powiedzą Polakom: „tak, istniejemy, i są nas tysiące – nie byliśmy traktowani fair przez naszych partnerów i ojców”. Tylko patrzeć, a Polacy zadadzą sobie pytanie, czy Polska jest wolnym krajem, czy kościelnym folwarkiem. Tylko patrzeć, aż połowę narodu zacznie mierzić kościelny bałwochwalczy kult jednostki.

Być może tym pierwszym gromem wyzwalającym wielką burzę będzie właśnie film Smarzowskiego. Oczywiście, producenci na to właśnie liczą. Filmowi będzie towarzyszyć książka i inne publikacje – ma się dziać. Rzecz jasna, bardzo pomogłyby protesty fundamentalistów pod kinami, próby zastraszania dystrybutorów i obsobaczanie Smarzowskiego z ambon. Bardzo bym chciał, żeby tak się właśnie sprawy potoczyły, bo nic tak skutecznie nie rozreklamowałoby filmu i nie nadałoby mu rangi ważnego społecznego i politycznego wydarzenia niż nerwowa reakcja Kościoła. Jednak kościelni piarowcy dobrze to wiedzą i bardziej prawdopodobne jest, że biskupi będą próbowali film przemilczeć i zbagatelizować. I o to właśnie chodzi, aby im się to nie udało.

Z premierą „Kleru” wiążę duże nadzieje, bo trailer nieźle „zawiralował” i w ogóle atmosfera oczekiwania narasta. A wszystko to jeszcze ma miejsce u progu sezonu wyborczego, co też nie jest bez znaczenia. PiS zapewne nie pójdzie na wojnę ze Smarzowskim, bo ma inne problemy, a biskupi też muszą pilnować wyborów i na walce z filmem obnażającym obyczaje kleru wiele w tym kontekście nie zyskają. Będzie więc burza, a po burzy spokój. Albo i nie. Oby nie! Czas pokaże. Tymczasem kto Polak, ten do kina!

Duda: „Płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję 1989 roku. Polskę drążą choroby” (za @tvn24).

To już druga jego wypowiedź w tym samym tonie. Czy prezydent uważa, że gdyby rewolucja 1989 r. była „krwawa”, to Polskę nie drążyłby choroby? Obrzydliwe, że takie słowa wypowiada prezydent…

Hairwald

Wybitna pisarka Maria Nurowska zaleca przebadanie Dudy.

W czasie śledztwa dotyczącego marca 1968 r. Antoni Macierewicz obciążył w zeznaniach cztery osoby – wynika z ustaleń autorów biografii byłego szefa MON.

Książkę „Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” wydaje wydawnictwo „Znak”. Z ustaleń autorów wynika, że w trakcie śledztwa po marcu 1968 r. Macierewicz obciążył w swych zeznaniach cztery osoby. Chodzi o kolegów z opozycyjnej działalności studenckiej: Wojciecha Onyszkiewicza (późniejszego założyciela KOR), Piotra Bachurzewskiego (pasierba prof. Władysława Bartoszewskiego), a także Elżbietę Bakinowską, córkę Stefana Bakinowskiego, w czasie wojny żołnierza Armii Andersa, później współtwórcy i redaktora katolickiego miesięcznika „Więź”, oraz doc. Henryka Samsonowicza, dziś emerytowanego profesora historii.

Macierewicz ujawnia szczegółowe okoliczności przygotowywania i kolportowania ulotek w okresie marca 1968 r. z Onyszkiewiczem i Bachurzewskim. Szczególnie niekorzystne zeznania dotyczą Onyszkiewicza. Macierewicz zeznaje, że Wojciech przechowywał u niego 800 ulotek pt. „Robotnicy” przeznaczonych dla pracowników…

View original post 3 127 słów więcej

Parada wstydu. PiS zniszczył armię

Zwykły wpis

Warszawska parada Wojska Polskiego zgromadzi najnowsze bojowe urządzenia i maszyny polskiej armii. Jak mówią eksperci i komentatorzy z koszar i baz wyjedzie na ulice pewnie cały „stan posiadania” armii.

Na co dzień żołnierze używają bowiem sprzętu, który pamięta jeszcze czasy generała Jaruzelskiego – czytamy w Money.pl. Tylko szczęśliwcom trafia się ekwipunek 20 – czy 30-letni. W użytkowaniu są głównie 40-letnie hełmy i 50-letnie pojazdy.

Ulicami stolicy w ten świąteczny dzień przejadą się z pewnością Rosomaki, ale ów powód do dumy to wcale nie podstawy transporter polskich żołnierzy. Bo Rosomaki przypadły tylko jednostkom elitarnym.

„Armia znacznie częściej, niż Rosomaków, używa bojowych wozów piechoty, zwanych w skrócie BWP-1. Poza nowym lakierem nie mają one w sobie nawet cienia nowoczesności. Na stanie mamy ok. 1,2 tysiąca sztuk i wszystkie są w standardzie, w jakim wyszły z fabryki. W praktyce oznacza to tyle, że od momentu, gdy weszły do służby w 1973 roku nie zmieniono w nich dosłownie nic. Pracują w nich nawet stare radzieckie radiostacje z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku” – komentuje Juliusz Sabak, ekspert portalu Defence24.pl., dodając, że „powinniśmy je już dawno, jak wszystkie kraje, które mają je jeszcze na wyposażeniu, wymienić albo zmodernizować”.

Nie lepiej jest z osobistym wyposażeniem żołnierzy, którzy na głowach noszą hełmy tak wypiaskowane, że prawie przezroczyste. Prawie takie same, jakie nosili żołnierze w serialu „Czterej pancerni”. „Trzymają się chyba dzięki farbie. Ich skuteczność na polu walki już od dawna jest jedynie umowna. One nawet nie poprawiają samopoczucia żołnierzowi, on też się trochę głupio czuje z takim hełmem na głowie” – ocenia ekspert.

Ulicami stolicy przedefilują też pewnie słynne Honkery. To rodzima konstrukcja z końca lat 80. ubiegłego wieku. Samochód jest kompletnie pozbawiony właściwości terenowych. Nie tak dawno jedno z aut zakopało się w błocie, podwożąc Antoniego Macierewicza na poligon – przypomina portal.

„Honkery to przypadek sprzętu rolniczego, który został kupiony przez armię. Irak pokazał jak bardzo nie przystają one do potrzeb wojska” – krótko podsumowuje Juliusz Sabak.

Armia zaprezentuje też pewnie słynne karabinki MSBS Grot, które jak na razie trafiły przede wszystkim do Wojsk Obrony Terytorialnej, które jako pierwsze zamówiły dużą partię nowej broni. Inni nadal używają karabinów Kałasznikowa.

Najnowocześniejsze obecnie czołgi w naszej armii to niemieckie Leopardy2, które kupiono na wyprzedaży militariów za zachodnią granicą. Na poligonach w błocie i piachu jeżdżą jednak również wysłużone, radzieckie T72 spadek po Układzie Warszawskim.

Patrząc w niebo mamy co prawda F16, ale tylko dlatego, że MiG-i 29 zostały po ostatniej katastrofie uziemione, brakuje natomiast śmigłowców. Pozostające na stanie polskiej armii Mi-2, wprowadzono do służby w 1965 roku. Nowych bojowych śmigłowców nie ma i na razie nie będzie.

W razie ataku z powietrza polska armia nie za bardzo ma się czym bronić. „W jednostkach królują jednak Kub i Newa – wiekowe systemy przeciwlotnicze z lat 60-tych i 70-tych. To też nie jest sprzęt, który może być skuteczny przeciwko większości nowoczesnych środków napadu powietrznego” – podkreśla Sabak.

Ekspert dodaje, że lepiej nie pytać, o żołnierskie mundury. Tym bardziej, że armia od dawna nie ogłosiła żadnego przetargu na zwykłe mundury. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że niektórzy żołnierze kupują sobie sami mundury polowe na Allegro, bo inaczej musieliby biegać po poligonie w przydziałowych dresach.

Na defiladzie pokaże się też polska Marynarka Wojenna, która od 18 lat nie dostała nowego okrętu. Dwie fregaty kupione wówczas za symboliczną cenę od Amerykanów miały już za sobą 20 lat służby, a modernizacja tylko jednej z nich pochłonęła 120 mln złotych.

Polska defiluje, Duda wetuje, Europa strofuje.

Jedna Polska szykuje się do defilady, największej, najpiękniejszej, najbardziej zwycięskiej i najbardziej naszej, polskiej. Co tam wszystko zostanie pokazane, to się w głowie nie mieści. Cuda niewidy. Paryż i Moskwa niech się schowają. Władza obecna przykłada duże znaczenie do utrwalania ducha narodowego, tradycji patriotycznej, więc nie szczędzi grosza na celebrowanie, składanie wieńców, pochylanie głowy, poprawianie wstążki (chyba że chodzi o „ Motyla” – wtedy nie).

Tylko żaden ryk silników i chrzęst gąsienic nie zagłuszy wątpliwości, jak to jest: zaledwie dwa lata temu Polska była podobno bezbronna, armia pełna była osób niekompetentnych i niegodnych zaufania. Minister obrony PiS Antoni Macierewicz wyrzucał setki generałów i oficerów, czyścił stajnię Augiasza, zapowiadał śmigłowce, a to amerykańskie, a to polsko-ukraińskie, a premier Szydło stała za nim murem.

Macierewicz czyścił, czyścił, aż jego sczyścili. Nosił wilk razy kilka… Obecny minister, Mariusz Błaszczak, przyszedł uzbrojony w miotłę, którą wymachiwał kilka miesięcy. Tak jak jego poprzednik usuwał podobno „złogi postkomunistyczne”, tak nowy minister czyścił resort z ludzi swojego poprzednika. Wyrzuceni generałowie w pełni sił, których wykształcenie kosztowało miliony, wyrażają się o stanie polskich sił zbrojnych i przemysłu obronnego, delikatnie mówiąc, źle. Będzie to defilada dumy (do pewnego stopnia na kredyt) i oby było ku temu jak najwięcej powodów. Na razie jest to defilada nadziei, że będzie lepiej.

Prezydent Andrzej Duda spędził czas przed defiladą na budowaniu napięcia przed jego spodziewanym wetem wobec pisowskiego projektu zmiany ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego na bardziej dla siebie korzystną. Kiedy już wszystkie wróble ćwierkały, że będzie weto, prezydent się skłaniał, był skłonny, radził się, konsultował, budował emocje, stopniował napięcie, nie mógł znieść tego jaja, aż wreszcie chyba urodzi to weto lada chwila, bo czeka go to, co najbardziej lubi: defilada i Australia.

Z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości Komisja Europejska dała nam dziwny prezent: KE uznaje polską ustawę o Sądzie Najwyższym za niezgodną z prawem unijnym i robi kolejny krok w kierunku postawienia nas przed Trybunałem Sprawiedliwości. Polska jednak trwa przy swoim, licząc (może słusznie), że Europa się nie odważy. Na razie radujemy się, defilujemy, podróżujemy – hulaj dusza!

Na głowach noszą hełmy tak wypiaskowane, że prawie przezroczyste. Prawie takie same, jakie nosili żołnierze w serialu „Czterej pancerni”. „Trzymają się chyba dzięki farbie. Ich skuteczność na polu walki już od dawna jest jedynie umowna.

Raskolnikow

3 razy Waldemar Mystkowski.

Tematy w polityce są iście ogórkowe. Tygodnik „Wprost” kontynuuje wątek węża boa, który nie spłynął Wisłą do Bałtyku i nie rozmienił się na drobne – w sinice, ale przeistoczył się w Antoniego Macierewicza. Były minister obrony zdusił modernizację Wojska Polskiego, generałów fachowców wysłał na trawkę i emeryturę, a oficerowie NATO i Jankesi nie chcieli widzieć jego podejrzanej fizjonomii wśród siebie. Jednak chory Jarosław Kaczyński wysłuchał go przy łóżku. Czy Macierewicz groził, że mu powyrywa wenflony ze spływającymi lekarstwami do organizmu, nie wiemy. W każdym razie „Wprost” donosi, że prezes zlecił Macierewiczowi specjalne zadanie: ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Czyli armia jakoś przeżyła, więc mamy sequel „Boa 2”. Będzie dalszy ciąg duszenia polskiej zdolności obronnej. Nie jestem przekonany do tego, aby Tomasz Piątek miał pisać drugą część „Macierewicza i jego tajemnic”, bo jeszcze bardziej aktualne są wnioski, które nieodparcie nasuwają się po lekturze –…

View original post 1 162 słowa więcej

Hipokryzja PiS osiąga kolejny poziom żenady w stosunku do bohatera Powstania Warszawskiego

Zwykły wpis

Setki osób towarzyszyło w ostatniej drodze generałowi Zbigniew Ściborowi-Rylskiemu, uczestnikowi kampanii wrześniowej, bohaterowi Powstania Warszawskiego, żołnierzowi Armii Krajowej, kawalerowi Krzyża Wojennego Virtuti Militari. – „Byłeś człowiekiem wielkim. Swoim życiem dowiodłeś, że zło nie wygrywa. Byłeś człowiekiem oddanym drugiemu człowiekowi i zawsze myślałeś o innych. Byłeś wolnym człowiekiem, potrafiłeś wybaczać i nie bałeś się śmierci” – powiedział wnuk generała Michał Kochański.

Oprócz rodziny i przyjaciół, w uroczystościach na warszawskich Powązkach wzięli udział m.in. wiceprezesi Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska i Zbigniew Galperyn, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Leszek Żukowski, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, były prezydent Bronisław Komorowski, szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Pogrzeb odbył się z asystą wojskową, ale bez udziału zwierzchnika sił zbrojnych, czyli Andrzeja Dudy – odczytano jedynie jego list. Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej, kierowane przez Mariusza Błaszczaka, ograniczyło się – jak ustalił dziennikarz „Faktu” – do wysłania wiązanki kwiatów na pogrzeb generała brygady Wojska Polskiego!

„Pogrzeby też są swoje i obce. Na te obce wysyłamy wiązanki”; – „To jest ten szacunek dla historii i powstańców, o którym tak ochoczo mówi każdy polityk PiS w TVP”; – „A co się spodziewać po osobnikach przysięgających na Konstytucję z „Tak mi dopomóż Bóg”, którzy to plują na tę Konstytucję na Polskę, na Polaków i na Boga. Konstytucją, Bogiem, Narodem gęby sobie wycierają. Odszedł na wieczną wartę ostatni oficer II RP. Niech spoczywa w spokoju” – komentowali internauci.

Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli teraz Dudzie odegrać rolę ojca narodu. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy – mówi nam dr Marek Migalski, politolog. Pytamy o spór w PiS-ie i o słabnącego Kaczyńskiego. – Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uważa, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny – zaznacza.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent „zastanawia się” nad zawetowaniem ustawy zmieniającej ordynację do Parlamentu Europejskiego. W co gra prezydent z PiS-em?

DR MAREK MIGALSKI: Tak naprawdę kwestia zmiany ordynacji do PE jest sprawą trzeciorzędną, w przeciwieństwie do ordynacji do parlamentu. To jest ważne, żeby zrozumieć, co się dzieje. Interpretując zachowanie prezydenta, można przyjąć dwie sprzeczne interpretacje. Pierwsza jest taka, że to ułożona gra między Dudą a Kaczyńskim. Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli Dudzie odegrać rolę ojca narodu, psychodramę pt. prezydent wszystkich Polaków wsłuchujący się w głosy mniejszych partii, zjednoczyciel ponad podziałami. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy.

Druga interpretacja jest z tym sprzeczna, ale równie logiczna. To jest de facto próba zapewnienia sobie przez Andrzeja Dudę w 2020 roku, na wypadek niepoparcia go przez PiS, jakichś struktur i sił, które mogłyby go poprzeć, zorganizować kampanię, zebrać podpisy i uczynić jego kandydaturę realną. Byłoby to szukanie alternatywy dla PiS. Stad kokietowanie Kukiza, ugrupowania Marka Jurka i mniejszych formacji politycznych.

To jest o tyle mniej prawdopodobny scenariusz, że jest niepodobny do Andrzeja Dudy. Taka chęć na samodzielność chyba przeszła prezydentowi po tym jak PiS odrzuciło mu referendum, jego ukochane dziecko. Gdybym miał wybierać, to bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, chociaż drugi też jest realny. Trzeba sobie zdać sprawę, że kalendarz wyborczy działa na niekorzyść Dudy, bo najpierw są wybory parlamentarne na jesieni 2019 roku, gdzie to Duda jest potrzeby PiS-owi, a dopiero później są wybory prezydenckie, gdzie PiS jest potrzeby Dudzie.

Pojawiły się głosy, że nowelizacja ordynacji do PE miała zablokować Macierewicza, który groził, że wystawi własne listy do PE z poparciem toruńskiego redemptorysty. To możliwe?

To, o czym pani mówi, byłoby potwierdzeniem scenariusza pierwszego. Zagrożenie ze strony Macierewicza było realne, ale ono minęło, dlatego PiS nie musi się upierać przy tej zmianie, a przy okazji Andrzej Duda będzie miał możliwość występu w swojej ulubionej roli zjednoczyciela narodu i człowieka niezłomnego. Warto zaznaczyć, że

ta nowelizacja ordynacji miała uderzać nie tylko w rozłamowców jak Macierewicz, ale też w Kukiza, Korwina, narodowców i wszystkich innych prawicowych konkurentów PiS – po to, aby na pół roku przed wyborami parlamentarnymi dotarła do prawicowych, a nie PiS-owskich wyborców informacja, że jedynym realnie istniejącym bytem na prawicy jest PiS. To mogła być taka psychologiczna gra.

O tym, że to gra, może świadczyć szybki podpis prezydenta pod bardzo ważną nowelizacją o SN w 24 godziny po tym jak PiS zablokował referendum konstytucyjne?

Gdyby Duda chciał się usamodzielnić, to moment między zablokowaniem referendum, czyli jego flagowego pomysłu, jego dziecka, a podpisaniem ustaw niszczących de facto wymiar sprawiedliwości w Polsce był najlepszym na to momentem. To dałoby mu narrację, że oto jestem prezydentem wszystkich Polaków, chcę żeby to oni decydowali o najważniejszych sprawach, skoro PiS na to nie pozwala, to zablokuję ustawy, które mogłyby uczynić wymiar sprawiedliwości partyjnym narzędziem, i proszę, aby traktować mnie od tego momentu jako kandydata obywatelskiego. To byłoby obciążone ogromnym ryzykiem, ale miałoby sens. Teraz, po tym jak po odrzuceniu pomysłu referendum podpisał nowelę o SN, a kłóci się z PiS-em o trzeciorzędną sprawę, jaką jest zmiana ordynacji, wygląda to dziwnie i niewiarygodnie. Oczywiście

dobrze, żeby ta ordynacja została zablokowana, bo realnie podnosi próg wyborczy, co jest akurat w tych wyborach bezsensowne. Próg wyborczy jest słuszny w wyborach do parlamentu, aby eliminować maluchów, co pozwala na skuteczniejsze budowanie koalicji i rządu. Takie działanie w stosunku do wyborów do PE jest niezasadne, blokuje różnorodność i lepszą reprezentację.

Nowelizacja wymusiłaby też zjednoczenie opozycji?

To prawda, rzeczywiście, gdyby opozycja zachowała się mądrze, to mogłaby je wygrać. Gdyby było tak, że na jedną wspólną listę antypisowską, czy to komitetu obywatelskiego, czy jakkolwiek by się to nazywało, weszłyby nie tylko PO, Nowoczesna i PSL, ale również SLD, to mogłaby powstać pierwsza silna lista, która mogłaby wygrać wybory, co na pół roku przed wyborami parlamentarnymi byłoby nie do przecenienia. Taka kalkulacja też mogła być na Nowogrodzkiej.

Czy zatem kandydatura Andrzeja Dudy z ramienia PiS-u na II kadencję jest przesądzona?

Moim zdaniem nie. Jakkolwiek śmieszne to by się wydawało pani, naszym czytelnikom i mnie, Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uznaje, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny. To przypuszczenie plus starzejący się Kaczyński oznacza, że wpływy prezesa będą maleć wobec ciągle młodego urzędującego prezydenta w latach 2020-2025. W naturalny sposób wówczas duża cześć prawicy zaczęłaby się orientować na przyszłościowego polityka, jakim byłby Duda, niż na starzejącego się Kaczyńskiego. To może oznaczać, że

Kaczyński może woleć pozwolić przegrać jakiemuś innemu kandydatowi, którego wskaże, jak Morawiecki czy Szydło, niż pozwolić wygrać Dudzie, bo dla Kaczyńskiego najważniejsza jest partia. Dla prezesa Duda na II kadencję jest gorszy niż prezydent z PO.

Jest data przesłuchania Donalda Tuska przed  komisją śledczą Amber Gold, to 2 października, czyli tuż przed wyborami. Ta data nie jest przypadkowa?

Tak, bo ten spektakl wtedy powinien osiągnąć kulminację. Zresztą przewodnicząca Wassermann wspominała o tym już wcześniej, że Donalda Tuska chce sobie zostawić na deser. Natomiast na ile znam talenty Tuska i widzę talenty pani Wassermann, to mam wrażenie, że ten pojedynek może być nierówny. Oczywiście wiemy, jak przedstawią to „Wiadomości” TVP, natomiast dla wszystkich innych może okazać się jasne, że zwycięstwo odniósł Donald Tusk. Były premier nie raz pokazał, że umie grac mediami, a także ostro się konfrontować ze swoimi politycznymi przeciwnikami.

Gdyby mnie ktoś z PiS-u zapytał, chociaż oczywiście tak się nie zdarzy, to ja bym odradzał taką ryzykowną zabawę z Tuskiem. Przypominam, że już raz taka konfrontacja między najinteligentniejszym człowiekiem w PiS-ie, czyli Jarosławem Kaczyńskim, a Donaldem Tuskiem w 2007 roku zakończyła się tym, że wybory wygrała PO. Nie sądzę, żeby pani Wassermann była bardziej błyskotliwa niż Kaczyński.

Czy kandydatem PO w wyborach prezydenckich będzie Donald Tusk?

Nikt tego nie wie, dlatego że nie jest jeszcze co do tego przekonany Donald Tusk. Moim zdaniem on nie podjął jeszcze decyzji, ale jeżeli się zdecyduje, to Grzegorz Schetyna nie będzie miał wyjścia.