Tag Archives: katastrofa smoleńska

3 tysiące km kłamstw Morawieckiego i Dudy. Pisowska ośmiornica

Zwykły wpis

Kłamstwa PiS sypią się w gruz, lecz to nie dociera do elektoratu tej partii. Głównie z powodu, że obecnie obieg informacji jest zupełnie inny, niż jeszcze kilka lat temu. Dzisiaj można posługiwać się fake newsami, których siła rażenia wyniosła do władzy Donalda Trumpa, a u nas boty internetowe wynajęte przez PiS pomogły niszczyć prezydenta Bronisława Komorowskiego, z czego skorzystał Andrzej Duda. Ten schemat wówczas został przeniesiony na kampanię parlamentarną, której hasłem była „Polska w ruinie”.

Ten sam leitmotiv jest powielany w obecnej kampanii. Przy czym PiS-owi jest o wiele łatwiej, bo ma w swoich rękach media publiczne, a komercyjne korzystają ciągle z profesjonalnej równowagi stron sporu politycznego.

Takie wpadki, jak wizyta Dudy w Waszyngtonie powinny pogrążyć prezydenta do poziomu Lecha Kaczyńskiego w 2010 roku przed katastrofą smoleńską, kiedy to miał 20 procent poparcia i widmo pewnej porażki przy reelekcji, a przecież był mniejszym nieudacznikiem niż obecny prezydent.

Do pisowskich porażek należy zaliczyć wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. ekshumacji smoleńskich, w którym orzeczono, iż zostało naruszone prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zasądzono rekompensaty rodzinom ofiar katastrofy. Ten precedens zostanie przeniesiony na wszystkich, którzy zwrócą się z podobnym pozwem przeciw instytucjom państwa polskiego.

A zatem powinien lec w gruzach mit smoleński, który był jednym z wehikułów wyniesienia PiS do władzy i do stawiania pomników brata Jarosława Kaczyńskiego, a jest ich w Polsce tyle, ile Kim Ir Sena w Korei Płn. Ale i ten wyrok zostanie przez media propisowskie przedstawiony w propagandowej papce z prezesowską logiką: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Mateusz Morawiecki jest spadkobiercą kłamstw Kaczyńskiego, w tym aspekcie niewątpliwie należy mu się tytuł delfina manipulacji, jego przeciętna kłamstw jest wyjątkowo rekordowa, premier osiąga 2,5 kłamstwa na jedno zdania. Nawet zmierzono mu długość kłamstw, acz za pomocą narzędzi publicystycznych. Otóż  kilka dni temu na spotkaniu w Świebodzinie (Lubuskie) był powiedzieć: „Nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty. Nie było ani dróg, ani mostów”. Podliczono jednak długości wszystkich wybudowanych autostrad, dróg szybkiego ruchu i wyszło ok. 3 tys. km dróg, jakie wybudowano za poprzedników i głównie rządu PO-PSL.

Takie długie jest kłamstwo Morawieckiego – 3 tys. kilometrów. Jak premier się jeszcze postara i nadyma w tych kłamstwach, to opasze nimi kulę ziemską wynoszącą na równiku 40 tys. km. Niestety, tak absurdalnie trzeba mierzyć niestworzone rzeczy, które głosi ten człowiek „wprowadzający Polskę do Unii Europejskiej”.

Teraz zresztą ma kłopot, bo podobnymi kłamstwami chce omatać szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera. Na szczycie w Salzburgu rząd PiS dostał ostatnią możliwość, aby wycofać się z tzw. reformowania Sądu Najwyższego, gdyż gotowy jest wniosek Komisji Europejskiej, aby w tej sprawie podać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki właśnie powiedział, że „my z Jean-Claude Junckerem rozmawiamy nieustannie o sprawach polsko-europejskich, w tym o konieczności reformowania wymiaru sprawiedliwości.”. Czyli niczego nie załatwił.

Duda zresztą nie czekał na żadne postawienia TSUE, dzisiaj wręczył dziesięciu sędziom nominacje do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pokrętność PiS ma długość 3 tys. km manipulacji Morawieckiego i Dudy, taka jest horrendalna ta pajęczyna, ta ośmiornica – którymi to metaforami nazywane są podobne praktyki będące na bakier z prawem i Konstytucją.

Macierewicz żegna się ze smoleńskim zamachem

Zwykły wpis

To, że Antoni Macierewicz przez blisko 8 lat żerował na tragedii smoleńskiej i wodził za nos prezesa Kaczyńskiego od kilku miesięcy nie jest już tajemnicą. Nikt jednak nie był gotów głośno powiedzieć tego, co w końcu wydusił z siebie jeden z publicystów tygodnika Sieci, który tematyką katastrofy smoleńskiej zajmuje się z dużą intensywnością. Marek Pyza, który w swojej pogoni za “smoleńską prawdą” sam wielokrotnie kolportował niesprawdzone i niepoparte faktami teorie, jednak tym razem postanowił wprost zaatakować Antoniego Macierewicza i związaną z nim redakcję Gazety Polskiej.

tekście o bardzo wymownym tytule “Bój o smoleńską palmę pierwszeństwa i złe porządki w podkomisji” ujawnia nie tylko to, co wielu demaskatorów ordynarnych kłamstw zespołu parlamentarnego, a obecnie podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy wytykało wielokrotnie, ale ujawnia też faktyczny, choć ukryty przed opinią publiczną faktyczny koniec pracy “międzynarodowych ekspertów Macierewicza”, na których wątpliwe eksperymenty i próby nauczenia się, jak się w ogóle bada katastrofy lotnicze wydano miliony złotych z polskich podatków.

Autor tekstu na portalu braci Karnowskich, którzy wiele miesięcy temu w otwarty sposób postawili się po stronie prokuratury Zbigniewa Ziobry, która wygrała bój o pierwszeństwo w dostarczeniu prezesowi PiS prawdziwych przyczyn katastrofy z 2010 roku, właśnie od oceny ostatniej wizyty śledczych na lotnisku w Siewiernyj rozpoczął swój wywód. Bardzo szybko przeprowadził jednak frontalny atak na byłego szefa MON, który w jego przekonaniu nie tyle dołączył do kolportowanego przez “przeciwników dojścia do prawdy” kontestowania współpracy z rosyjskimi prokuratorami, ale wręcz je zapoczątkował i przeprowadził w pełnym zakresie.

Ostatnich wypowiedzi Antoniego Macierewicza nie da się więc czytać inaczej niż jako kolejnej odsłony walki z prokuraturą o palmę pierwszeństwa w badaniu Smoleńska – pisze Pyza, wytykając głównemu kapłanowi religii smoleńskiej, że doskonale wie, że prokuratura działa w innym reżimie prawnym, oraz że sam nie widział sensu udziału jego “ekspertów” w badaniu wraku przez prokuratorów. Co więcej, bezlitośnie miażdży ubiegłotygodniowe rewelacje “Gazety Polskiej” o rzekomym podmienieniu czarnych skrzynek, wytykając im szkolne błędy, które powinno się nazwać wprost ordynarną manipulacją.

Najważniejszy z punktu widzenia końca Antoniego Macierewicza w kwestii dalszego ustalania “prawdy o Smoleńsku” jest jednak fragment dotyczący podkomisji i pytania, jakie Marek Pyza otwarcie i głośno stawia.

Wracając do podkomisji, zasadne jest dziś stawianie pytania: czy ona w ogóle istnieje? Jak słyszę od części jej członków: formalnie nie. A to dlatego, że wszystkim pracującym w niej osobom 31 sierpnia skończyły się umowy. Dotychczas nie podpisano nowych. Nie istnieje nawet aktualna lista członków podkomisji do zatwierdzenia. Nie jest zaaprobowana przez departament kadr MON, nie dotarła jeszcze nawet do Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów w Poznaniu, który uczestniczy w procesie powoływania składu podkomisji – zastanawia się publicysta, ujawniając gwoździa, którego do trumny tego ciała najwyraźniej niepostrzeżenie wbił minister Mariusz Błaszczak. Tak się bowiem składa, że aby wybrańcy Macierewicza pełnili dalej funkcję członków podkomisji, muszą być powołani decyzją szefa MON na kolejny rok (konkretnie od początku września do końca sierpnia). Taka decyzję wydał Antoni Macierewicz w 2016 roku, wydał też Mariusz Błaszczak w 2017 roku. Obecnie jednak takiej decyzji odnaleźć nie sposób, co może oznaczać, że obecny szef MON po cichutku, choć zapewne z polecenia Jarosława Kaczyńskiego “wygasił” tę nic nie wnoszącą podkomisję.

Ujawniona przez redaktora Pyzę faktyczna likwidacja podkomisji, bez formalnego zakończenia jej prac wyjaśniałaby dlaczego rzeczniczka tego ciała od blisko dwóch tygodni nie potrafi odpowiedzieć na o aktualny skład podkomisji, intensywność jej prac w 2018 roku, aktualne wynagrodzenie “ekspertów” czy postępy w przygotowywaniu raportu końcowego z ponownego badania katastrofy.

W ostatnich zdaniach swojego tekstu Marek Pyza sugeruje, że po opublikowaniu tego tekstu z pewnością ze strony medialnego środowiska Tomasza Sakiewicza posypią się na niego gromy. Podkreśla, że taki atak go nie zdziwi, bo koledzy Antoniego Macierewicz inaczej nie potrafią. Zastanawia go jedynie, kiedy “weszli w buty” tych, których za stawianie trudnych pytań o rzeczywiste intencje w badaniu katastrofy sekowano i krytykowano. Dość długo to trwało, ale wygląda na to, że w końcu niektórzy z nich poznali się na Macierewiczu. Najwyższy czas.

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

>>>

Premier to miszczu także z geografii! W sobotę w Gorzowie obiecał dwa mosty; w Przytocznej (gdzie nie ma rzeki) i drugi „gdzieś na Odrze”.

Hairwald

Prawda wygląda tak 👇

Zgodnie z przysłowiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta zasada zdaje się być szczególnie żywa w polityce, gdzie osoby z pierwszych stron gazet potrafią z dnia na dzień zmienić poglądy o 180 stopni. Szczególnym przykładem takiego koniunkturalizmu okazuje się być Mateusz Morawiecki i jego stosunek do Unii Europejskiej. Dziś – zwolennik teorii o neokolonializmie gospodarczym Polski, dyktacie Niemiec, czy braku suwerenności po 1989 roku, ale jeszcze kilka lat temu premier  miał zupełnie inne poglądy. Mateusz Morawiecki był im na tyle wierny, że zawarł je nawet w książce…

Poseł PO Krzysztof Brejza przypomniał opinii publicznej fragmenty podręcznika z 1999r., którego obecny premier jest współautorem. Treść publikacji zszokowałaby zapewne wielu zwolenników PiS. Mateusz Morawiecki tłumaczy w niej m.in., co powinni zrobić sędziowie, kiedy przyjmowane są ustawy niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Premier stwierdza, że:

W innych fragmentach premier ku zdziwieniu uznaje, że podjęcie przez Polskę starań o przyjęcie…

View original post 2 118 słów więcej

Rodzina Morawieckich na swoim. Szwagier Plus

Zwykły wpis

>>>

Choć brzmi to w zasadzie jak dowcip z gatunku tych o szwagrach, mamy do czynienia z faktami. Wieloletni partner siostry premiera Mateusza Morawieckiego właśnie dostał państwową posadę – został zastępcą redaktora naczelnego Radia Wrocław – informuje TOK FM. Będzie odpowiedzialny za program publicznej rozgłośni.

Ów wieloletni partner to Jarosław Broda. Jak informuje portal. przez ostatnie 16 lat był dyrektorem Wydziału Kultury Urzędu Miasta Wrocławia i podwładnym prezydenta Rafała Dutkiewicza.

To, że nieformalny szwagier premiera Morawieckiego ma nową posadę, ostro skrytykowano na Twitterze. Padały argumenty, nawiązujące ironicznie do czołowych sloganów rządowych : „Rodzina na swoim”, „szwagier plus” czy „dojna zmniana”. Broda zapewnił swoich nowych podwładnych, że jego awans nie ma nic wspólnego z polityką.

Siostra premiera rządu PiS i partnerka Jarosława Brody, Anna Morawiecka, startuje w wyborach samorządowych. Będzie się ubiegać o funkcję burmistrza Obornik Śląskich.

>>>

Drastyczny wzrost kosztów życia:„co miesiąc statystyczne gospodarstwo domowe ma do zapłaty zobowiązania na kwotę 1572 zł, podczas gdy trzy lata temu było to 976 zł(…)kwoty comiesięcznych rachunków w porównaniu do badania z 2015 roku wzrosły zatem o 61%”

Hairwald

Najnowszy felieton posła Stefana Niesiołowskiego m.in. o abp. Głódziu.

Przemówienie Kaczyńskiego, wbrew zapowiedziom, zwłaszcza szefa sztabu PiS-u, było banalne, a przynajmniej rozczarowujące. Prezes zamiast mówić o wyborach samorządowych mówił o europejskich. Wykorzystał okazję, aby osłabić czy zaprzeczyć argumentom podnoszonym przez opozycję, że PiS szykuje nam Polexit. Skoro premier i prezes muszą dementować te informacje, to znaczy, że musiało im wyjść w sondażach wewnętrznych, że jest to poważny problem czy wręcz zagrożenie dla PiS-u – mówi w rozmowie z nami dr Marek Migalski, politolog. Pytamy też o strategię na kampanię w nadchodzącym maratonie wyborczym. – To prawda, że tu mamy do czynienia z tą samą sytuacją co w 2015 roku. Kaczyński, Macierewicz schodzą na dalszy plan, a na czoło wypuszcza się kogoś popularnego. Lokomotywą kampanii będzie premier Morawiecki.

JUSTYNA KOĆ: Za nami konwencja PiS-u, gdzie przemawiał od dawna niewidziany prezes, jednak widać było, że to Mateusz Morawiecki grał pierwsze skrzypce.

MAREK…

View original post 5 120 słów więcej

Ziobro, Macierewicz, Brudziński. Przez takich gnije Polska

Zwykły wpis

„Doszło do skandalicznego zjawiska. Nasze organizacje były inwigilowane przez funkcjonariuszy policji, którzy mogli zamiast tego inwigilować organizacje przestępcze, do czego zostali powołani” – powiedział Piotr Kołomycki ze stowarzyszenia Młodzi Demokraci. Portal oko.press opisał dziś policyjną akcję obserwacji spotkania młodzieżówek ze Zbigniewem Hołdysem.

Odbyło się ono rok temu podczas protestów przeciw przeprowadzanym przez PiS zmianom w sądownictwie. – „Komenda stołeczna kazała policjantom po cywilnemu obserwować spotkanie działaczy młodzieżówek ze Zbigniewem Hołdysem. Tajniacy cztery godziny stali pod klubokawiarnią Państwomiasto” – czytamy w oko.press.pl.

Artur Jaskulski z Federacji Młodych Socjaldemokratów działania służb uznaje za niedopuszczalne. „One nie powinny były mieć miejsca w państwie demokratycznym. Uważamy to za próbę zastraszenia młodych obywateli, którzy walczą o demokrację, troszczą się o kraj” – powiedział. Były lider młodzieżówki Nowoczesnej Adam Kądziela dodał, że czynnościom operacyjno-rozpoznawczym mogą być poddane jedynie osoby, wobec których istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. – „Idąc tokiem rozumowania obecnej władzy: wobec osób, które dyskutują o stanie demokracji w Polsce, istnieje domniemanie, że mogą popełnić przestępstwo. Jeśli faktem jest to, co zawierają komunikaty policji i to, o czym donosi portal oko.press, to mamy do czynienia z nieprzyjemną sytuacją, ale też ze strachem władzy. Ten strach wcześniej dotykał polityków opozycji, rok temu dotknął nas, a afektem końcowym może być to, że dotknie każdego obywatela. Należy zadać pytanie, czy w czasach, kiedy doszło do rozkładu trójpodziału władzy, a rząd PiS przejął polityczną pieczę i władztwo nad polskim wymiarem sprawiedliwości, takie zjawiska jak inwigilowanie obywateli będą na porządku dziennym” – stwierdził Kądziela.

„Całe życie to samo. Przygnębiające. Zawsze te same osoby są inwigilowane. Czy mają 17, czy 67 lat” – skomentował na Twitterze Zbigniew Hołdys. Kilka godzin później dodał z ironią: – „Informuję, że jestem w dużym sklepie Auchan, rozmawiam z młodymi ludźmi, gratulują mi, filmujemy to kamerką, nie widzę dronów nad głową, niewykluczone, że pozostali klienci, których kręci się tu sporo, mają nas na oku. Albo ci młodzi, cholera wie. W kafelkach widzę podwęch”.

Znowu na pierwsze strony gazet wraca temat katastrofy smoleńskiej. Po wielu zabiegach, Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zgodził się na przyjazd prokuratorów i ekspertów, by mogli dokonać oględzin tupolewa.

Antoni Macierewicz ma swoje zdanie w tej sprawie i zgodę Rosji nazywa jawną kpiną. Stwierdził w Radiu Maryja, że według niego „mamy do czynienia z bezczelną i tradycyjną grą rosyjską, którą znamy w Polsce od wieków”. Podkomisja smoleńska chce bowiem dokładnie zbadać samolot i dokonać jego rekonstrukcji, a Rosjanie „z jednej strony mówią proszę bardzo, możemy zgodzić się na oględziny, ale nie badanie. A równocześnie w skierowanym do mnie piśmie odpowiadają, że rekonstrukcji w żadnym wypadku nie będzie, na rekonstrukcję się nie zgodzimy”.

Przypomina też, że zgodnie z raportem Rady Europy dotyczącym katastrofy smoleńskiej, „obowiązkiem Rosji jest oddanie wraku”. Samolot powinien więc być zwrócony, a sama zgoda tylko na obejrzenie to absurd.

Nieco inaczej na sprawę patrzy Katarzyna Lubnauer. Napisała na Twitterze, że „Od zawsze mówiłam, że Putinowi opłaca się zwrócić wrak, jeśli przechyli to szale zwycięstwa na stronę PiS w wyborach 2019 r. Bo PIS dobrze służy polityce Putina – rozwala UE”. Czas pokaże czy pani Lubnauer ma rację i Tupolew wróci do Polski.

Również Tomasz Lis nie ukrywa swojego zdania w tej sprawie. Według niego „Coraz głośniej się mówi, że Putin za chwilę zrobi jakiś gest wobec reżimu w Warszawie za neutralną wobec Rosji i wrogą wobec UE i Ukrainy politykę PIS. Wrak wraca?

No tak. Nie wiem, czy to rzeczywiście ukłon Rosji w stronę PiS, ale zbliżają się wybory, więc i wraca temat katastrofy, który jak żaden inny, utrzymuje elektorat PiS w posłuszeństwie i oddaniu. Zapewne pojawią się nowe koncepcje i pan Macierewicz popłynie na fali własnej fantazji. Chwilowo jednak trzeba wysłać przekaz do narodu, że Rosja wciąż się opiera, pozwoli tylko popatrzeć na Tupolewa ekspertom z Polski i to nic nie da.  No chyba że ci eksperci są tak profesjonalni, że wystarczy im spojrzeć a już będą wiedzieć, co i jak.

„Cejrowski NIE wystąpi w Belfaście w Strand Arts Centre. Udało mi się. Ci, którzy nazwali mnie kapusiem albo wymyślali inne idiotyzmy, mówię Wam – zawsze, ale to zawsze będę walczyć z homofobią, islamofobią i antysemityzmem. (…) Jeśli event zostanie przeniesiony gdzieś indziej, rozpętam kolejną burzę” – napisała na Facebooku Aleksandra Łojek. Ta mieszkająca od 10 lat w stolicy Irlandii Północnej polska pisarka doprowadziła do odwołania wrześniowego występu Wojciecha Cejrowskiego.

Łojek nie zgadza się, by Cejrowski dzielił się swoimi seksistowskimi i homofobicznymi opiniami. – „Polacy absolutnie nie mogą być kojarzeni z czymś takim, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, w której słowa skierowane przeciwko ludziom z powodu ich orientacji seksualnej, koloru skóry, pochodzenia, traktowane są bardzo poważnie” – stwierdził w rozmowie z wp.pl Łojek.

Pisarka napisała do zarządców miejsca, w którym miał wystąpić Cejrowski. – „Przesłałam im linki do niektórych homofobicznych wypowiedzi Cejrowskiego” – powiedziała. Poza tym skontaktowała się z BBC. – „Ta podchwyciła temat i po kilku rozmowach wpuszczono mnie na antenę w bardzo popularnym tutaj Nolan Show” – dodała Łojek.

O bulwersujących wypowiedziach Cejrowski w artykule „Prostackie słowa Cejrowskiego o Biedroniu, Tusku i kobietach”. Łojek stwierdziła, że szokują ją jego regularne występy w TVP. – „Myślę, że decydenci mylą definicje wolności: jest wolność od i do. Oczywiście, że wolność słowa jest święta, dopóki kogoś niewinnego nie rani, nie krzywdzi, nie nawołuje do przemocy. Cejrowski prezentuje pogardę w stosunku do tych, którzy nie wyznają jego wartości, są inni. Jest to klasyczna mowa nienawiści, tym bardziej szokująca, że Cejrowski twierdzi, że jest katolikiem. Nie można kogoś obrażać, bo jest innego pochodzenia, orientacji seksualnej, wyznaje inną religię. To bardzo szkodliwe społecznie” – powiedziała Łojek.

Waldemar Mystkowski pisze o sytuacji Ziobry.

W PiS działa instytucja „transferu”: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Zbigniew Ziobro ma w Sejmie tylko osiem szabel, nie jest to powalająca siła i nie musi chronić go przed odsunięciem od władzy przez prezesa Kaczyńskiego i jego nominatów. Ziobro buduje swoją moc na frontach prokuratorskim i sądowniczym.

Minister sprawiedliwości miał już iść do rekonstrukcji przy zmianie premiera – z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, uciekł spod topora, ale co ma wisieć, nie utonie. Czy ta reguła rewolucyjna znajdzie zastosowanie jeszcze podczas rządów PiS, czy dopiero po zmianie władzy?

W każdym razie Ziobro zasłużył na coś więcej niż tylko Trybunał Stanu. W PiS jest postrzegany jako „regularny psychopata” – o czym pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski. Psychopata zbiera materiały nie tylko na opozycję, ale i na swoich. Te mogą się przydać, gdy Ziobro znajdzie się pod polityczną pętlą i grunt będzie usuwał mu się spod stóp. Wygląda na to, że Ziobro nie skończy jak normalny człowiek: albo swoi go posadzą, albo opozycja, która dla dobra Polski będzie musiała ukarać przykładnie takich niszczycieli.

Morawiecki to ciągle królik wyciągnięty z kapelusza przez prezesa. Bez wsparcia aparatu partyjnego nic nie może. Zdaje się, że pozyskał dla swoich celów najpotężniejszą postać w PiS po bogu Kaczyńskim, Joachima Brudzińskiego, a ten w żelaznej garści trzyma aparat PiS w terenie.

Kluczem Mateusza Morawieckiego do usunięcia Ziobry może być wsparcie tatusia Kornela, który kilku posłów wyciągnął z Kukiz ’15. Mogliby zastąpić owe 8 szabel Ziobro. Oczywiście jeszcze istnieje instytucja „transferu”, która w PiS działa na zasadzie korupcji: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Ziobro zawiódł w dziele niszczenia opozycji, źle wybrał cel ataku na „totalną opozycję”. Były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski to bardzo kiepski pomysł, od razu Ziobro powinien się w tym zorientować. Gawłowski najpierw sam zrzekł się immunitetu, w areszcie wydobywczym nie załamał się, po kilku miesiącach wyszedł i opowiedział, jak CBA chciała go korumpować, gdy siedział. Ziobrze nawet nie pomoże prezes Kaczyński, który zapowiedział rozszerzenie zarzutów prokuratorskich w stosunku do Gawłowskiego.

W ogóle mitem okazała się pisowska formuła publicystyczna „przez 8 lat rządów PO-PSL…”. Właśnie za upadek tego mitu Ziobro może beknąć. PiS nie znajduje żadnych haków na poprzedników, elektorat własny może się zniecierpliwić, bo miał dostać igrzyska, a otrzymuje tylko suchary.

W takich strukturach sekciarsko-mafijnych jak PiS winny musi się znaleźć. Ziobrę szykują na kozła ofiarnego. Miał sadzać wrogów politycznych, a ci wychodzą na wolność z aresztów wydobywczych i jego oskarżają. Czuć w PiS bojaźń i drżenie, bo po wyborach nie tylko zawiśnie pętla nad Ziobrą, ale przede wszystkim nad Beatą Szydło, poszczególnymi ministrami i nad prezydentem Dudą.

Polska polityka musi się rozprawić ze swoją ciemną stroną, jaką reprezentuje PiS. Partii Kaczyńskiego nie można rozgrzeszać, iż jest przedstawicielką polskiej bylejakości. Łajdactwo ma być nazwane i osądzone, aby nie ciążyło nad państwowością. W naszych dziejach takie zamiatanie pod dywan skutkowało tym, że traciliśmy niepodległość.

Kasta PiS. Jak matołki opanowały Polskę i nas ośmieszają

Zwykły wpis

>>>

Jak kwitnie nadzwyczajna kasta prokuratorów i sędziów w republice bananowej IV RP.

Część I

Jak kwitnie nadzwyczajna kasta prokuratorów i sędziów w republice bananowej IV RP.

Część II

Jak kwitnie nadzwyczajna kasta prokuratorów i sędziów w republice bananowej IV RP.

Część III – Finał.

„Daliśmy regularnemu psychopacie dostęp do wszystkich materiałów ze śledztw, które można wykorzystać przeciwko naszym działaczom i radnym” – miał ostatnio powiedzieć znajomemu z opozycji jeden z posłów PiS – czytamy w artykule Cezarego Michalskiego na łamach „Newsweeka”. Mowa o słynnym „centralnym rejestrze”, za sprawą którego Ministerstwo Sprawiedliwości uzyskało dostęp do materiałów z prowadzonych postępowań sądowych. Dziś „centralnym rejestrem haków” nazywają go już nie tylko krytyczni wobec prokuratora generalnego sędziowie, ale także działacze PiS, zauważa Michalski. „Psychopatą” zaś miałby być sam Zbigniew Ziobro.

Tymczasem miało być inaczej, i piękniej. Wszak w piątek 20 lipca 2018 r. sejm przyjął kolejne nowelizacje ustaw o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa i prokuraturze, tym samym doprowadzając wreszcie do finału proces niszczenia w Polsce niezawisłych sądów. A wszystko po to, by Zbigniew Ziobro przy pomocy wiernych prokuratorów i posłusznych sędziów zniszczył opozycję. Dlaczego? Jak wyjaśnia Michalski: „Dla Kaczyńskiego jest to kwestia kluczowa. Jego kolejne nowelizacje prawa wyborczego budują układ premiujący najsilniejsze partie. Ma on gwarantować jedność obozu prawicy po jego odejściu, zarazem jednak grozi utworzeniem dwubiegunowego systemu politycznego, w którym wokół PO powstanie koalicja zdolna do odsunięcia od władzy PiS. Dlatego kluczowe – z punktu widzenia prezesa – jest zniszczenie Platformy. To pozwoli zbudować system polityczny znany z Putinowskiej Rosji, gdzie opozycja została zniszczona przez podporządkowane władzy służby, prokuraturę i sądy”.

Dodajmy, w ślad za publicystą „Newsweeka”, że cena za stworzenie tych możliwości była ogromna. PiS zapłaciło za to „masowymi protestami, sondażowymi nurkowaniami, wreszcie totalną marginalizacją w Europie”. Kaczyński uznał, że taki słony rachunek za zniszczenie opozycji gotów jest uiścić. Tyle, że postawił najwyraźniej nie na tego człowieka, co trzeba. Teraz Kaczyński z Brudzińskim i Morawieckim zastanawiają się, jak Ziobrę usunąć. Nic dziwnego, że wspomnianego 20 lipca – choć teoretycznie powinien promienieć – prokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednej osobie w sejmie wyglądał – mówiąc delikatnie – raczej nietęgo. Oto bowiem jeszcze tego samego dnia – niczym znak z zaświatów – pojawił się na sejmowej mównicy sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski. Zamiast siedzieć w „areszcie wydobywczym”, przemówił do posłów partii rządzącej: –„Byłem w miejscu, do którego wielu z was niedługo trafi. Czekają tam na was. Nie będzie wam łatwo” – cytuje Michalski. W czasie wystąpienia Gawłowskiego Ziobro siedział w ostatniej z rządowych ław, ukryty za plecami Beaty Szydło.

W szeregach PiS rośnie niepokój. Bo Ziobro zadania zniszczenia opozycji na modłę putinowską nie wykonał. Jak powtarzają sobie na sejmowych korytarzach posłowie i posłanki PiS: „CBA zatrzymuje, ale Ziobro jakoś nie skazuje”. Zbigniew bynajmniej nie zmarnował jednak ostatnich lat. Wykorzystał ten czas… do zgromadzenia informacji pozwalających szantażować PiS. „Wyszło to na jaw przy okazji starcia z Mateuszem Morawieckim, który próbował się Ziobry pozbyć podczas rekonstrukcji rządu. Okazało się jednak, że ten dysponuje materiałami z „rozwojowego śledztwa” w sprawie udzielania kredytów walutowych przez bank BZ WBK w czasach, gdy Morawiecki był jego prezesem” – czytamy w portalu. Obro – przypomina Michalski – ma zastępy wiernych prokuratorów, których awansował i wyposażył w przywileje oraz wysokie pensje; mianowanych przez siebie prezesów, wiceprezesów i naczelników wydziałów ponad jednej trzeciej sądów, członków KRS, a wkrótce także dublerów sędziów Sądu Najwyższego. Nie wspominając już o „swoich” w licznych spółkach skarbu państwa. A przypomnijmy, że Ziobro ma zaledwie ośmiu posłów i dwóch senatorów w parlamencie. Mimo tego, stał się niebezpiecznym graczem. PiS ma się czego bać.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zgodził się na przyjazd do Smoleńska polskich prokuratorów wraz z ekspertami i oględziny szczątków Tu-154M – informuje portal wPolityce.pl.

Data wyjazdu polskich prokuratorów i ekspertów do Smoleńska nie jest jeszcze znana. Z informacji portalu wynika, że trwają ustalenia dotyczące zarówno terminu jak i składu polskiej delegacji oraz zakresu czynności, jakie prowadzone będą na miejscu. Dziennikarz Marek Pyza pisze, że może chodzić o najbliższe tygodnie.

Portal podaje, że do polskich władz przesłane zostało pismo „zastępcy kierownika Wydziału Śledczo – Dochodzeniowego Do Szczególnie Ciężkich Przestępstw Przeciwko Osobom i Bezpieczeństwu Publicznemu Głównego Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej I.I. Zipunnikowa nr 201/355051-10 z dnia 16 marca 2018 roku w trybie odpowiedzi na zapytania Prokuratury Krajowej Polski o okazaniu pomocy prawnej z dnia 17 maja 2017 roku oraz 16 stycznia 2018 roku w sprawie karnej PK III 1 Ds.2016”.

W nim polska strona poinformowana miała zostać o możliwości przybycia polskich organów do Rosji. Zaproponowano także uzgodnienie terminu ich przybycia celem uczestnictwa w dodatkowych oględzinach agregatów, podzespołów i elementów konstrukcyjnych Tu-154M, który rozbił się w katastrofie 10 kwietnia 2010 roku.

Macierewicz nie ujawni dowodów na małostkowość Lecha Kaczyńskiego

Zwykły wpis

Zanadto Antoniemu Macierewiczowi się nie dziwię. 8 lat tyrania, urabiania członków swoich zespołów, podkomisji smoleńskich, elektoratu, robienie z siebie wała, nurzania się w szambie, a tu prokuratura chce, aby dostarczył dowody na wybuchy w Smoleńsku w prezydenckim tupolewie 10 kwietnia 2010 roku.

Czy prokuratorzy powariowali, czy zwariował prowadzący śledztwo w Zespole Śledczym nr 1 Marek Pasionek, że były minister obrony narodowej odpala limuzynę i w kartonach dostarcza wyniki badań i ekspertyz, na podstawie których napisano raport techniczny, że to wybuchy zniszczyły samolot, a Lech Kaczyński w oczywisty sposób poległ bohatersko.

Ludziska! Trzymajcie z dala Pasionka od Macierewicza, gołym okiem było widać, że tupolew został rozerwany na strzępy i wykopyrtnął w nienawistną „ruską” glebę. Czyż dowodem nie są rozliczne pomniki smoleńskie, pomniki brata samego prezesa PiS, a ten ostatni, ileż zdarł obuwia w łażeniu za prawdą po Krakowskim Przedmieściu?

To są dowody chwały, dowody emocji patriotycznych. Macierewicz urobił się przez 8 lat, a prokurator chciałby przywłaszczyć jego robotę i bez trudu przepisać dowody na dojście do prawdy i swoją chwałę.

Co z tego, że podkomisja smoleńska nie była na miejscu katastrofy? Przecież mogła narazić swoje życie i pchnąć Władimira Putina do drugiego zamachu. Polski nie stać na druga katastrofę smoleńską, a Macierewicza na utratę życia.

Macierewicz więc nie dostarczy wyników badań i ekspertyz, które odbiegają nie tylko od takiż badań i ekspertyz fachowców polskich i rosyjskich, ale też odbiegają od rozumu. Nie może być tak, że przez 8 lat Macierewicz robił z siebie idiotę, stawał w tym czasie przed kamerami i zapierał, że wybuchy i zamach były – i basta.

Macierewicz zasługuje nie tyle na Nobla, co na Oskara amerkańskiej Akademii Filmowej. Niech Pasionek spróbuje tej roli, niech się wcieli w Roberta De Niro, Toma Hanksa, Leonardo di Caprio – wówczas poczuje, jak sie napracował nad rolą, jakiej zaznał żenady.

I najważniejsze: Macierewicz robił to dla Lecha Kaczyńskiego, który w innym wypadku – gdyby wybuchów i zamachu nie było – byłby odpowiedzialny za śmierć 95 ludzi, bo to on był dysponentem lotu.

Czy tego chce Pasionek? Czy chce uznać, że brat Jarosława – ciągle aktualnego prezesa PiS – nie był bohaterem? Chce dowodów na małostkowość? O! Nie – Macierewicz nie ujawni takich dowodów, które są wbrew interesom PiS.

Znamienny dzień dla PiS z programem Knot+

Zwykły wpis

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 roku, może uchodzić za dzień znamienny dla władzy PiS. Ekstrakt, esencja kaczyzmu. Mateusz Morawiecki, aby wyprzedzić wypadki, prezentuje napisany na kolanie tzw. projekt ustawy Dostępność+, który miał pierwotnie dotyczyć grupy seniorów, został naprędce poszerzony o niepełnosprawnych. W piątek premier sam się ośmieszył w rozmowach z protestującymi opiekunami niepełnosprawnych i niepełnosprawnymi w Sejmie, a teraz odkuwa się – i jeszcze gorzej ośmiesza.

Morawiecki robi to w swoim niefortunnym stylu – pokraczności. Podczas prezentacji kolejnego Bubla+ jako widzów wziął sobie niepełnosprawnych, ale nie tych protestujących w Sejmie. Podkreślam: tego Bareja i Mrożek by nie wymyślili, a Szekspir w „Komediii omyłek” to cienki Bolek.

PiS niejako powiela PRL, stosuje zasadę zagłaszania. PRL zagłuszał Radio Wolna Europa, PiS zagłusza protesty i nagrody przyznawane sobie niezgodnie z Kodeksem Pracy, a następnie zwracane tam, gdzie nie powinny – Caritasowi. Przecież kiedyś ministrowie PiS będą musieli zwrócić nagrody do budżetu, bo z niego zostały im przelane na konta, a nie z Caritasu.

Jakby tego było mało w kwestii strajku niepełnosprawnych. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego nie wiem jak określać ze względu na jego cechy osobowe – mamrot? niedołęga? – nie wpuszcza do Sejmu fizykoterapeutów i masażystów, którzy nieodpłatnie chcieli pomóc protestujacym niepełnosprawnym.

Kuchciński nie wyraził zgody i to on w istocie uruchomił projekt dla niepełnosprawnych Chamstwo+, Brak Empatii+. A trzymając się mniemanych wyznawanych wartości przez polityków PiS – program Antychrześcijanstwo+.

Przynajmniej w tych dniach Beata Szydło nie robi z siebie głupka. Jako wicepremier ds. społecznych uciekła z Sejmu, gdzie pieprz rośnie i wylądowała wśród flisaków na Dunajcu, bo słońce grzeje, otworzyła tamm sezon tego zapomnianego zawodu. Zdaje się jednak, że jednak przełomu Dunajca nie będzie, bo to wszystko pic na wodę fotomontaż.

Równolegle odbywał się inny spektakl o dalekosiężnym znaczeniu. Mianowicie Donald Tusk zeznawał na procesie Tomasza Arabskiego, oskarżonego o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska.

Tusk ośmieszył sam akt oskarżenia, jak i pełnompocników oskarżycieli kilku rodzin ofiar smoleńskich, które są mściwym narzędziem Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ten funeralny absurd wywrócił na nice. Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Mianowicie posłuszni prokuratorzy zechcą na podstawie tego materiału skonstruować akt oskarżycielski, aby Tuska ewentualnie wyeliminować z polskiej polityki, gdy skończy mu się kadencja szefa Rady Europejskiej.

Jeszcze przed nami wiele emocji, wcale nie jest łatwo wygrać z pokraczną władzą, gdy ta ma w posiadaniu wszystkie narzędzia polityczne. Choć ta pokraczna autokracja skazana jest na wywrócenie, na zaliczenie gleby, to jednak rekordowo wiele zepsuła w kraju i na naszym obliczu – nie poddaje się. I dalej knoci, jak dzisiaj Morawiecki i Kuchciński. Dzisiaj można nazwać, iż PiS realizował swój program Knot+.

PiS-owscy ministrowie nie chcą oddawać nagród

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki na unijnych szczytach wypada znacznie gorzej niż Beata Szydło.

Jeśli za powołaniem Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera stała chęć poprawienia notowań Polski na arenie międzynarodowej, to po 100 dniach można mówić o kompletnym niepowodzeniu tego planu.

Załagodzenie konfliktu z Brukselą w przeddzień bardzo ważnych dla Polski negocjacji o nowym unijnym budżecie miało być jednym z głównych powodów odwołania Beaty Szydło ze stanowiska premiera i zastąpienie jej Morawieckim. Zabieg się nie udał. Wydało się, że nowy szef rządu nie dostał od prezesa Jarosława Kaczyńskiego żadnego pola manewru w sprawie procedury praworządności. Ale nie tylko to. Zaskakująco słabe okazało się też rozeznanie Morawieckiego dotyczące strategii postępowania i zabiegania o nasze interesy na forum UE. W efekcie po raz pierwszy od lat Polska nie została zaproszona na szczyt strefy euro, który zaplanowano na najbliższy piątek.

A ma on przecież debatować o reformach, które będą miały konsekwencje również dla naszego kraju. – Z poprzedniego szczytu euro Morawiecki nagle wyjechał (bo spieszył się na opłatek PiS w Sejmie – red.). Przekazał prawo głosu Orbánowi, ale ten w ogóle się nie wypowiadał. No to Emmanuel Macron zaproponował, żeby następny szczyt strefy euro odbył się już w gronie 19 państw – mówi „Rzeczpospolitej” nieoficjalnie unijny dyplomata.

Tym samym wielkie osiągnięcie rządu premiera Tuska, czyli żadnej dyskusji o strefie euro bez państw, które są zobowiązane do przyjęcia wspólnej waluty, zostało zaprzepaszczone. W przyszłości Polska będzie się musiała dostosowywać do decyzji, do debatowania nad którymi nie została dopuszczona.

Z naszych informacji wynika, że wystąpienia polskiego premiera na posiedzeniach Rady Europejskiej nie wnoszą niczego nowego. Były nadzieje na zmianę, bo nieco prowincjonalną polityczkę miał zastąpić znający języki obce bankier.

Ale na razie wypada on gorzej na unijnych szczytach niż Beata Szydło. Może dlatego, że ważnym elementem dobrego przygotowania i forsowania swoich interesów na tym forum są kontakty z przewodniczącym Rady Europejskiej. To on decyduje o agendzie spotkania, to on konsultuje się ze wszystkimi przywódcami i może podszepnąć, jak przedstawić swoje racje.

Beata Szydło, do czasu słynnego posiedzenia Rady, które decydowało o reelekcji Donalda Tuska, regularnie rozmawiała z byłym polskim premierem. Morawiecki unika go jak ognia. Nie odpowiedział na zaproszenie do spotkania, zawarte w liście gratulacyjnym. Ani już na to bezpośrednio przedstawione mu w kuluarach jednego ze szczytu. – Najpierw zaakceptował, ale po nerwowych telefonach się wycofał – mówi nam osoba z otoczenia Tuska. To rzecz niebywała w UE, gdzie wszyscy członkowie Rady Europejskiej, szczególnie ci nowi, spotykają się z Tuskiem.

Morawiecki od początku natomiast zaangażował się w dialog z przewodniczącym innej ważnej unijnej instytucji – Komisji Europejskiej. Spotkał się już dwukrotnie na dłuższą rozmowę z Jeanem-Claude’em Junckerem, on sam i minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz rozmawiali też z Fransem Timmermansem, odpowiedzialnym za prowadzoną przeciw Polsce procedurę o naruszenie praworządności.

Z dzisiejszej perspektywy trudno ocenić, jaki był cel tych ożywionych kontaktów. Czy Morawiecki miał nadzieję, że same miłe rozmowy skłonią Komisję do zmiany oceny sytuacji w Polsce? Czy to, że w międzyczasie Jarosław Kaczyński zgodzi się na niektóre zmiany w ustawach sądowniczych, które postuluje Komisja? Czy też, że podziałają groźby wzrostu eurosceptycyzmu w polskim społeczeństwie w reakcji na ewentualne restrykcje ze strony Brukseli? A może liczył, że przekona państwa członkowskie do ominięcia Komisji i wejścia w bezpośrednie rozmowy między stolicami, w których ważniejsze od eksperckiej analizy sądownictwa w Polsce byłyby polityczne interesy? Jakiekolwiek były jego kalkulacje, nie sprawdziły się. – Dobrze, że jest dialog, ale żeby miał sens, to muszą być konkrety – powtarzał Timmermans.

Tymczasem polski rząd nie zaproponował żadnych zmian w ustawach. Przedstawił białą księgę polskich reform, którą miał nadzieję przekonać wszystkich o sensie zmian w Polsce. Pogorszył jednak sytuację poprzez porównania nowych polskich rozwiązań do rzekomo analogicznych stosowanych w innych państwach UE. Takie kraje, jak: Niemcy, Francja czy Hiszpania, wprost mówiły, że zawarte tam informacje są w najlepszym razie niepełne, a nawet fałszywe. Timmermans, który uczestniczył we wtorkowej dyskusji ministrów na temat Polski, przyznał, że te porównania nie zostały dobrze przyjęte. – Procedura wynikająca z artykułu 7.1 będzie kontynuowana – potwierdził Holender. W najbliższych dniach Komisja oceni polską odpowiedź na jej rekomendacje, ale ponieważ konkretów nie ma, to sprawa wróci 12 kwietnia na radę unijnych ministrów. I w końcu dojdzie do głosowania o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce. Wszystko to źle rokuje perspektywie dyskusji nad kluczowymi dla Polski sprawami, jak budżet, Nord Stream 2 czy delegowanie pracowników w transporcie międzynarodowym.

O podobnej klęsce można mówić w relacjach z innymi polskimi strategicznymi partnerami, USA i Izraelem, spowodowanej ustawą o IPN. I znów z pewnością część problemu wynika z braku samodzielności premiera, który – choćby nawet chciał – nie ma żadnych możliwości wpływania na decyzje PiS, a w tej konkretnej sprawie do zmian nie jest chętny Jarosław Kaczyński. Ale część winy ponosi osobiście Morawiecki swoją niefortunną wypowiedzią z konferencji w Monachium, gdzie mówił o współsprawcach Żydach. Jego legendarne obycie i talent dyplomatyczny, wyniesiony jakoby z pracy w międzynarodowym banku, okazały się mitem. Pozycja Polski na arenie międzynarodowej nigdy nie była taka zła. I premier ponosi za to część odpowiedzialności.

Minister Jacek Czaputowicz nie ma możliwości prowadzenia samodzielnej polityki. Nie ma też do tego kadr. Dyplomacja została przetrzebiona, a resort spraw zagranicznych stoi przed groźbą czystki.

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz wygłosił wczoraj w Sejmie mowę pogrzebową o?polskiej polityce zagranicznej. Trzy miesiące temu zastąpił żeglującego myślami w okolicach San Escobar Witolda Waszczykowskiego, co nawet w PiS przyjęto z ulgą. Wczoraj szef MSZ starał się rzeczywistość pudrować, jednak nawet uszminkowany trup pozostał trupem.

Odbędzie się przesłuchanie trzech świadków w śledztwie dotyczącym Lecha Wałęsy. Chodzi o sprawę podrobienia przez Służby Bezpieczeństwa podpisu byłego prezydenta pod teczkami TW „Bolka” – informuje Radio ZET.

Gdański sąd postanowił wznowić umorzone śledztwo, w reakcji na zażalenie Lecha Wałęsy.

Nazwiska świadków nie są upublicznione, ale prawdopodobnie chodzi o osoby, które współpracowały z byłym prezydentem kilka lat po złożeniu przez niego rzekomego podpisu – podaje radio.

Śledczy IPN mają wystąpić do Instytutu Ekspertyz Sądowych o opinię grafologa.

„Ja tej sprawy nie zostawię w ten sposób. Ja jestem przekonany, że na tym komisariacie zabito mojego syna. Nie zostawię tej sprawy, choćbym miał walczyć 20 lat” – zapowiedział Maciej Stachowiak, ojciec Igora. „Według prokuratury – policjanci nie odpowiadają za spowodowanie śmierci Igora Stachowiaka”.

Ojciec Igora uważa, że jego syn był torturowany na komisariacie. Nie tylko on tak myśli – powoływał się na opinie swoich pełnomocników, środowiska prawniczego i wreszcie wszystkich, którzy zobaczyli wyemitowany w TVN24 reportaż Wojciecha Bojanowskiego. – „Ja jestem osobą pokrzywdzoną i może rzeczywiście chciałbym, żeby wiele rzeczy było po mojej myśli, ale to chodzi o obiektywne spojrzenie na sprawę i naprawdę rzetelne zapoznanie się z materiałami. Jest przecież film, który się sam broni – tu nie trzeba fachowców” – powiedział Maciej Stachowiak w rozmowie z Polską Agencja Prasową.

Jego zdaniem, to, co stało się na komisariacie powinno być uznane za co najmniej znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Uważa, że śledczy wybiórczo potraktowali zebrany w sprawie materiał dowodowy. – „Prokuratura nie wzięła m.in. zupełnie pod uwagę użycia wobec mojego syna gazu. Ta sprawa wyszła na jaw dopiero po roku, jak wnioskowałem o takie badania, a teraz prokuratura zupełnie pomija ten fakt. Ja tego nie rozumiem; albo są tak duże naciski, albo chyba prokurator prowadząca sprawę nie ma na to wpływu” – stwierdził.

Maciej Stachowiak dodał, że nie był przez prokuratorów informowany o tym, co dzieje się w śledztwie w sprawie śmierci jego syna. O większości spraw dowiadywał się z mediów. – „Nie chcieliśmy mówić żadnego złego słowa, czekaliśmy na wyniki pracy prokuratury, ale tutaj jest mnóstwo niedomówień i rzeczy, które są dla mnie karygodne” – powiedział.

Rodzina Igora chciała, żeby prokuratorzy oskarżyli byłych policjantów o nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Maciej Stachowiak nadzieje na odpowiednie potraktowanie pokłada w sądzie. – „My liczymy, że trafimy na sąd, który będzie chciał tę sprawę wyjaśnić, pomóc nam, bo dla nas najważniejsze jest ukaranie winnych tych nadużyć i śmierci mojego syna. Nie zostawię tej sprawy, choćbym miał walczyć 20 lat” – podkreślił ojciec Igora Stachowiaka.

Polska Grupa Zbrojeniowa – zanim została przejęta przez Antoniego Macierewicza – przynosiła zyski. Tworzy ją blisko 60 spółek, zatrudniających blisko 20 tys. osób. Nominaci byłego ministra obrony spowodowali, że po raz pierwszy od lat poniosła stratę. Może chodzić nawet o 40 mln zł – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Po dymisji Macierewicza rozpoczęto więc akcję „ratowania” PGZ. Wymieniono radę nadzorczą i zarząd (można przypuszczać, że wypłacono im niezłe odprawy). Nowym prezesem został Jakub Skiba, były prezes Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

To nie koniec zmian – do „ratowania” PGZ skierowano… harcerzy. Do zarządu powołano właśnie kolejnych członków Pawła Pelca i Michała Kuczmierowskiego – obaj to działacze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Kuczmierowski ma też inne „zasługi” – w kwietniu 2010 r. przed Pałacem Prezydenckim ustawił krzyż w miejscu, gdzie po katastrofie smoleńskiej składano znicze. Założył grupę „Polsce i Bliźnim”, która miała tego krzyża bronić. Pelc z kolei w przeszłości doradzał prezesowi NBP z nadania PiS Sławomirowi Skrzypkowi, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

„GW” opisuje złą kondycję finansową PGZ i podaje przykład zakładów Mesko w Skarżysku-Kamiennej, produkujących m.in. rakiety przeciwlotnicze. Niedawno związki zawodowe otrzymały informację o 50-mln deficycie. Związkowcy mówią, że takiego wyniku finansowego „najstarsi górale nie pamiętają”.

Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja w funduszu MARS, który – według Macierewicza – miał „podnieść z kolan” polski przemysł stoczniowy, kupując m.in. nabrzeże w Szczecinie. Miały tam powstawać okręty podwodne, a na uroczystości z udziałem ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego położono stępkę pod supernowoczesny prom. Statek jednak nie powstał, a stępkę… ukradziono. Fundusz MARS w ubiegłym roku miał przeszło 100 mln zł straty netto.

No, ale trudno się dziwić, skoro Macierewicz prezesami i członkami zarządów niemal wszystkich kluczowych spółek uczynił m.in. pracowników domów kultury, radnych, a nawet właściciela sklepu akwarystycznego. „GW” przypomina skandal, związany z próbą umieszczenia w zarządzie PGZ Radosława Obolewskiego, współwłaściciela apteki Aronia w Łomiankach, i powierzenie protegowanemu Macierewicza Bartłomiejowi Misiewiczowi stanowiska pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w PGZ.

Poseł Marek Jakubiak – jak pozostali posłowie i posłanki – otrzymuje z Sejmu 174 tys. złotych rocznie na utrzymanie i koszty działalności biura poselskiego.  Ma też oryginalny pomysł, jak je wydatkować, jak czytamy w portalu WP. – „Pan poseł wydaje gazetę, pojawiają się tam jego ogłoszenia, artykuły na temat jego działalności itp., to wszystko jest opłacane ze środków na funkcjonowanie jego biura, czyli płaci sam sobie. W ten sposób dochodzi do transferu publicznych pieniędzy do spółki, w której ma on udziały” – ujawnia portalowi jeden z posłów Kukiz’15. „Tygodnik Ilustrowany” ukazuje się w nakładzie 10-15 tys. egzemplarzy. Wydaje go spółka BRJ Media, biznes założony przez Jakubiaka w 2014 roku i wchodzący w skład grupy Browary Regionalne Jakubiak. Wydawcą i redaktorem magazynu jest współpracownica posła.

Fotografie posła można znaleźć w każdym wydaniu „Tygodnika Ilustrowanego” w Ciechanowie, niezależnie od okazji. A to z okazji 8 marca życzy kobietom wszelkiej pomyślności, to znów zaprasza na spotkanie i debatę o Polsce; informuje, że chce powołania komisji śledczej, albo że Kukiz’15 będzie liderem wyborów samorządowych itd. Ma prawo, to jego pismo, ale wydatki na „korespondencję i ogłoszenia”, czyli promocję własnej osoby poseł opłaca publicznymi pieniędzmi. Wirtualna Polska sprawdziła, że poseł Jakubiak to faktycznie jeden z sejmowych liderów w tej dziedzinie. Wydaje na nie 24,5 tys. złotych rocznie. Daleko w tyle pozostają inni posłowie ze swoimi najwyżej kilkusetzłotowymi wynikami, w tym Jarosław Kaczyński (wydaje 527 zł). Co na to sam poseł Marek Jakubiak? – „Dlaczego płacę za ogłoszenia w „Tygodniku”? Dlatego, że projektują, drukują, dystrybuują go ludzie, którym za to trzeba zapłacić. To jest ich praca. Pan jako dziennikarz powinien to rozumieć – odpowiada WP. Dodaje, że ogłoszenia dotyczące działalności swoich czterech biur poselskich zamieszcza w różnych mediach. – „Z ogłoszeń korzystają również inni posłowie” – zapewnia dziennikarzy.

W ekipie rządowej zarysowały się dwa stronnictwa, które mają odmienną wizję tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Jeden to były minister Antoni Macierewicz, powszechnie kojarzony ze śledztwem. Drugi – to Zbigniew Ziobro, w roli prokuratora („Kolejni „światowej sławy” eksperci zbadają katastrofę smoleńską”). W tle zaś mamy ostre starcie „Gazety Polskiej” (sympatyzującej od dawna z podkomisją Macierewicza) i tygodnika „Sieci” braci Karnowskich. Każdy ma swoich ekspertów i każdy będzie chciał przekonać do swojej wersji zdarzeń, zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego, zauważa w interesującej analizie Rafał Zychal z Onet.pl. napięcie będzie rosnąć, bo coraz bliżej do kwietniowej rocznicy, która jak sugeruje sam prezes PiS, ma jednak być pewną cezurą. Tymczasem wersji wspieranej przez Macierewicza i Ziobrę nie da się pogodzić.

„Ten propagandysta Kremla nigdy nie powinien być ekspertem prokuratury ws. Smoleńska” – alarmuje Antoni Macierewicz na Twitterze. I zarzuca, że „drugi niby ekspert z góry przesądził winę PL pilotów mówiąc, że był to kontrolowany lot ku ziemi”. Chodzi o to, że w ubiegłym tygodniu do Polski na zaproszenie zastępcy Zbigniewa Ziobry przyjechała grupa „światowej sławy ekspertów”zajmujących się badaniem przyczyn katastrof lotniczych. Tak przedstawia ich prokuratura, która chce skorzystać z ich doświadczenia. Finałem ich prac ma być ekspertyza, już druga, bo pierwsza – przypomina Onet –  napisana przez polskich biegłych, leży już od dawna na biurku śledczych. „Propagandysta” to zapewne Theodore Postol, fizyk i emerytowany profesor Massachusetts Institute of Technology, jednej z najlepszych uczelni technicznych w USA. W ostatnich latach udzielał się również jako komentator w prokremlowskich mediach – telewizji Russia Today i agencji informacyjnej Sputnik, gdzie krytykował decyzje władz USA, w tym koncepcję budowy tarczy antyrakietowej w Europie.

Drugą z osób, choć nie wymienioną z imienia i nazwiska, jest najprawdopodobniej Robert Benzon, czytamy w Onet.pl. To amerykański ekspert przez wiele lat związany z NTSB, czyli Narodową Radą Bezpieczeństwa Transportu, która zajmuje się badaniem przyczyn wypadków lotniczych. Uczestniczył między innymi w badaniu awaryjnego lądowania Airbusa A320 na rzece Hudson czy katastrof nad Lockerbie i w rosyjskim Permie. Ostatnia z wymienionych spraw służy teraz „Gazecie Polskiej” do podważania wiarygodności Benzona, poprzez sugerowanie mu powiązań z Rosją.  Dlaczego? Bo zaakceptował on ustalenia MAK, który badał katastrofę z 2008 roku i wskazał winę pilotów. Bo MAK nie wziął pod uwagę zeznań świadków, którzy twierdzili, że przed katastrofą maszyna płonęła. I wreszcie jedną z ofiar tego wypadku był doradca Władimira Putina, gen. Giennadij Troszew. Tym samym – łączy wątki „GP” – Benzon miałby być niewiarygodny w sprawie śledztwa smoleńskiego.

Swoje przy tej okazji postanowił ugrać naczelny „Gazecie Polskiej”. Pisze: „Russia Today w USA jest rejestrowana jako agentura obcego państwa. Theodor Postol ekspert wychwalany przez red. Wikło jest stałym komentatorem RT”.  Wikło to redaktor tygodnika, „Siec’ w którym pojawił się pojawił się ostatnio wywiad z zagranicznymi ekspertami, zaproszonymi przez Zbigniewa Ziobrę. – „Ostatnia fala ataków na prokuraturę i jej ekspertów, szczególnie w wykonaniu mediów bardzo wspierających podkomisję i jej przewodniczącego Antoniego Macierewicza budzi niesmak. Zestaw ekspertów prokuratury budzi respekt i nie zawahałbym się użycia tych słów po raz kolejny, nawet jeśli nie podoba się to Gazecie Polskiej” – napisał Wikło. Eksperci owi będą pracować z polskimi śledczymi, a ich listę ujawnił właśnie tygodnik Sakiewicza. Słowne potyczki dziennikarzy „Gazety Polskiej” i „Sieci” to nic nowego, również w kwestiach dotyczących Smoleńska. Nie sposób jednak nie zauważyć (z ulgą), że po latach pojawiła się bardziej realna szansa na rozmontowanie smoleńskiego mitu i dostarcza jej sam obóz władzy.

To jednak nie wszystko. Pozostaje sprawa biura poselskiego. Otóż mieści się ono pod adresem Kilińskiego 8. Jest to… siedziba Browaru Ciechan, którego Jakubiak jest właścicielem. Jednym słowem, poseł zasiada za swoim własnym biurkiem albo jako poseł, albo – szef browarów. Biurko to samo, ale w pierwszym przypadku wystawia Sejmowi faktury. Co ciekawe, w tej sprawie Jakubiak stanowczo zaprzecza. – Biuro poselskie nie ponosi żadnych kosztów z tym związanych – twierdzi. Łączny koszt wynajmu lokali na cztery biura poselskie Marka Jakubiaka sięga 30 tys. zł. Jak jest naprawdę? Wprawdzie Kancelaria Sejmu dość ogólnikowo tłumaczy, jakie wydatki nie mogą być finansowane z ryczałtu na działalność biur, wskazuje „koszty działalności partii politycznych, organizacji społecznych, fundacji, klubów i kół poselskich i parlamentarnych, a także działalności charytatywnej”. Jak zauważa portal WP, intencja przepisów Sejmu jest jasna. Ryczałty służą racjonalnym i niezbędnym wydatkom poselskim, a nie do finansowania różnych naciąganych kosztów, zachcianek i prywatnych interesów. Jednak niektórzy posłowie (nie tylko za tej kadencji, jeśli przypomnieć afery z „kilometrówkami”) łamią te zasady.

Pisowskie prawo linczu

Zwykły wpis

Prawicowe inicjatywy, m.in. związane z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, karmią się państwowymi pieniędzmi. OKO.press ujawnia, do kogo i na co trafiły pieniądze z Narodowego Centrum Kultury.

W latach 2016-2017 Narodowe Centrum Kultury, instytucja podległa Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wydało niemal 700 tys. zł na imprezy, które organizowała lub współorganizowała Fundacja Niezależne Media – donosi Oko.press. Jednym z założycieli fundacji jest redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz.

Ile dostała fundacja Tomasza Sakiewicza?

NCK wsparło festyny:

„Vivat Maj, 3 Maj!” (w 2017 r. było to 212,5 tys. zł, w 2016 r. – 241,7 tys. zł),

„Nam twierdzą będzie każdy próg” (120 tys. zł i 60 tys, zł).

Dofinansowanie otrzymał także koncert „Żołnierze Niezłomni! Upominamy się o Was!” (62,7 tys, zł).

Pieniądze dla fundacji Jana Pietrzaka

Wsparcie otrzymała również fundacja Jana Pietrzaka „Towarzystwo Patriotyczne”. Prezesem jest żona satyryka – Katarzyna, a w zarządzie zasiadają publicysta Rafał Ziemkiewcz i poseł PiS Janusz Śniadek.

NCK przekazała w 2017 r. 80,2 tys. zł na organizację festynu „Czas Poloneza” (w 2016 r. było to 135,3 tys. zł). Na „Koncert Niepodległości” w latach 2016 i 2017 łącznie przekazano 240,5 tys. zł. Dwa lata temu instytucja wyłożyła także 176,8 tys. zł na koncert „Zwycięstwo 1920”. Przez dwa lata fundacja Jana Pietrzaka otrzymała łącznie 630 tys. zł.

Dotacje dla fundacji o. Tadeusza Rydzyka

Pieniądze z Narodowego Centrum Kultury trafiły również do Fundacji Lux Veritatis, której założycielem i prezesem jest o. Tadeusz Rydzyk. NCK przekazało 61 tys. zł na Festiwal Piosenki Religijno-Patriotycznej w Toruniu, organizowany przez fundację. W 2016 r. kwota 71 tys. zł została przekazana na produkcję programu telewizyjnego „Chrzest moja nadzieja”. Razem to ponad 130 tys. zł.

Dofinansowania dla imperium o. Rydzyka

Kilka dni temu informowaliśmy, że fundacja i uczelnia związane z o. Tadeuszem Rydzykiem dostaną pieniądze od Ministerstwa Spraw Zagranicznych na realizację projektów dotyczących polskiej dyplomacji. Ma to służyć „budowaniu silnej Polski na arenie międzynarodowej”.

Jak wynika z ogłoszonych wyników, kwotę 156 780 zł na projekt „Wdzięczni za niepodległą Polskę” otrzyma założona przez o. Tadeusza Rydzyka Wyższa Szkoła Kultury Społecznej I Medialnej w Toruniu. Pieniądze dostanie również powiązana z o. Rydzykiem Fundacja Lux Veritatis na realizację projektu „Rotmistrz Pilecki – przywrócenie pamięci” – 180 tys. zł.

Łącznie podmioty powiązane z o. Tadeuszem Rydzykiem otrzymały zatem ponad 336 tys. zł.

Jak w styczniu informował „Newsweek”, podmioty związane z o. Tadeuszem Rydzykiem otrzymały od rządu Prawa i Sprawiedliwości, a także państwowych spółek, niemal 70 milionów złotych. W tych wyliczeniach uwzględniono również dotacje, które jeszcze wówczas nie zostały wypłacone.

On – poseł PiS Wojciech Kossakowski ( na fotografii pierwszy do lewej) głosował za zakazem handlu w niedziele. Ona – żona posła Luiza Kossakowska – w niedzielę sklep w Ełku otwiera i sprzedaje alkohol.

W Ełku w tę niedzielę większość sklepów jest zamknięta, co sprawdzili reporterzy wp.pl. W centrum miasta pustki, ale jeden z lokali jest otwarty. W sklepie monopolowym „Promil” ekspedientka obsługuje klientów, dziennikarzy wp.pl też. Nie chce rozmawiać o tym, dlaczego sklep w niedzielę jest otwarty.

Reporterzy zadzwonili więc do właścicielki żony posła PiS Wojciecha Kossakowskiego – Luizy. Próbowała przekonywać, że sklep jest zamknięty, mimo że w tle rozmowy słychać, jak wydaje klientowi resztę. Potem wpierała dziennikarzom, że przyszła „tylko dokumenty zrobić”. Kiedy usłyszała, że mają paragon, potwierdzający dokonane dzisiaj zakupy, Luiza Kossakowska odparła: – „Była awaria. Przyszedł akurat stały klient, to mu sprzedałam. Pięć minut to trwało”. Na stwierdzenie, że w sklepie było więcej „stałych klientów”, powiedziała: – „Może 15 minut to trwało”. Obstawała przy swoim i twierdziła, że sklep jest zamknięty!

A jej szanowny małżonek – jak i pozostali przedstawiciele partii rządzącej – przekonywał, że ustawa o zakazie handlu w niedzielę pozwoli rodzinom wspólnie spędzać czas. – „Zakaz lub ograniczenie handlu przede wszystkim wpłynie korzystnie na życie rodzinne, bo czas spędzony z rodziną nie powinien być luksusem, a prawem każdego z nas” – mówił Wojciech Kossakowski w rozmowie z „Rozmaitościami Ełckimi”.

Państwo Kossakowscy muszą bardzo sobie „cenić” życie rodzinne, skoro jeszcze przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele, sklep „Promil” był otwarty także podczas Świąt Wielkanocnych.

Dziennikarz Przemysław Szubartowicz i internauci o kolejnej niedzieli z zakazem handlu.

Prokuratura Krajowa chyba „pozazdrościła” ekspertów podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Nadzorujący śledztwo smoleńskie zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek do zespołu, badającego przyczyny katastrofy, dołączył właśnie kilku zagranicznych specjalistów.

Zastępca Ziobry miał już okazję poznać znamienitych ekspertów, o czym Prokuratura Krajowa poinformowała na swojej stronie internetowej. – „Kilkunastu specjalistów, głównie ze Stanów Zjednoczonych, spędziło w Warszawie ostatni tydzień na zaproszenie zastępcy prokuratora generalnego Marka Pasionka”– napisano w komunikacie.

Według Prokuratury, to osoby o „niekwestionowanych dokonaniach i autorytecie”: specjaliści z zakresu mechaniki i inżynierii lotniczej, aerodynamiki oraz projektowania i pilotowania samolotów. – „Pracowali dla największych światowych instytutów badawczych, amerykańskiego Pentagonu i FBI, laboratoriów kryminalistycznych i amerykańskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu” – czytamy w komunikacie Prokuratury. Dlaczego więc, skoro takie „światowe sławy” postanowiły służyć swoją wiedzą w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie ujawniono ich nazwisk?

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej tuż po wygranych przez PiS wyborach. Poza zleceniem ekshumacji wszystkich ofiar wypadku (nie zważając na protesty niektórych rodzin), jak na razie śledczy nadzorowani przez prokuratora Pasionka nie ustalili niczego nowego.

Podobno ulubionym grzechem szatana jest pycha. Politycy Prawa i Sprawiedliwości niejednokrotnie publicznie pokazywali twarz nazbyt pewnych własnych racji arogantów, którym wydaje się, że opinię publiczną można lepić ugniatać niczym plastelinę. Tym razem mogliśmy się przyglądać popisowi pychy w wykonaniu wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego.

Wszystko za sprawą Tomasza Komendy, który jako niewinny człowiek spędził aż osiemnaście lat w więzieniu za gwałt i zabójstwo 15-latki. Niewyobrażalna tragedia niewinnego człowieka, trauma, z którą musi się mierzyć każdego dnia, stała się doskonałym materiałem do politycznych gierek w wykonaniu wiceministra sprawiedliwości. Patryk Jaki, podobnie jak wszyscy członkowie reprezentowanej przez niego partii, posługuje się jedynie słuszną narracją, przedstawiając swoją partię jako nieomylnego strażnika prawa i sprawiedliwości. Strażnika walczącego z opieszałością i destrukcją swoich poprzedników.

Głośne uwolnienie niesłusznie skazanego Tomasza Komendy, sprowokowało Jakiego do podzielenia się ze społeczeństwem własną opinią na Twisterze i brutalnego wykorzystania całej sprawy do politycznych rozgrywek: „W wyniku m.in. postępu w badaniach genetycznych w 2011 roku prokuratura dostaje dowód, że Komenda jest niewinny. Nic z tym nie robi. Ten sam materiał bierze minister Zbigniew Ziobro i człowiek jest na wolności. Tak rządzili nieudacznicy z PO z pomocą medialną Giertycha”. Wywołany do tablicy Roman Giertych, przypomniał, że w momencie skazania Komendy prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński.

Niewygodny dla rządzącej partii fakt, próbuje interpretować Zbigniew Ziobro, który podczas konferencji prasowej powiedział: „Giertych jak zwykle w swojej emocjonalnej niechęci do sprawujących władze dzisiaj, stara się dowolnie żonglować faktami, pokazując je w nieprawdziwym świetle. – czytamy na portalu natemat.pl –Ta sprawa nie zaczęła się, gdy Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości. Dowody zebrano w tej sprawie również przed objęciem funkcji ministra przez Lecha Kaczyńskiego”. 

Odbijanie piłeczki i ciągłe przerzucanie winy na przeciwników własnego ugrupowania, to już standard polityki PiS. Jednak Patryk Jaki, podobnie jak jego partyjni koledzy zapomnieli, że społeczeństwo to nie plastelina i wiele spraw, wypowiedzi nie zostaje zapomniana. Jak donosi crowdmedia.pl „internauci odnaleźli artykuły prasowe sprzed kilkunastu lat, które odnoszą się do sprawy Tomasza Komendy w sposób, który kompromituje linię narracji Patryka Jakiego”. Z przywołanych artykułów można wyczytać, że pracujący nad sprawą gwałtu i zabójstwa 15-latki prokuratorzy byli w tamtym czasie poganiani, nieustannie karani za opieszałość i często wymieniani.

Nie trudno się domyślić, że taka atmosfera nie sprzyja rzetelnemu prowadzeniu śledztwa, a naciski ze strony prokuratora generalnego pogłębiają atmosferę stresu. Jeden z pracujących nad sprawą wrocławskich prokuratorów, Stanisław O., przyznał w wywiadzie dla Gazety Wrocławskiej: „Jasne, że miałem wątpliwości, ale materiału było wystarczająco, żeby zatrzymać i postawić zarzut. Należało to potem pogłębiać. Ale nie zdążyłem przeczytać akt, a potem sprawę mi zabrali”.

Pycha i buta Patryka Jakiego doprowadziła do obnażenia mechanizmów działania sprawiedliwości pod rządami jego partii, dla której skuteczność jest równa z wydanymi aktami oskarżenia i wyrokami. Statystyki powinny robić wrażenie. Nikt się jednak nie zastanawia, że pośpiech i stawianie na wynik za wszelką cenę może przyczynić się do czyjejś tragedii. Zwłaszcza, gdy sprawa toczy się o czyjeś życie. Politycy PiS z niezwykłą łatwością ferują wyroki (wystarczy przypomnieć głośną również sprawę nagonki i niesłusznego oskarżenia lekarza Mirosław G.), nie czekając na dogłębne zbadanie sprawy i orzeczenia sądu. Sprawa Tomasza Komendy w brutalny sposób obnaża stan naszego wymiaru sprawiedliwości, któremu bliżej do publicznego linczu niż do sprawnie działającego systemu, będącego podstawą demokratycznego państwa prawa.

Szydło, Kempa, Macierewicz dalej doją z naszej wspólnej kasy

Zwykły wpis

Tomasz Siemoniak i internauci o zadaniach Beaty Szydło i Beaty Kempy (PiS) po rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego.

Prof. Marcin Matczak odniósł się do komentarza ministra Zbigniewa Ziobro ws. uniewinnienia przez sąd Tomasza Komendy.

Dr Maciej Lasek zabrał głos ws. komisji Antoniego Macierewicza. Były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych ma nadzieję, że minister Mariusz Błaszczak rozwiąże podkomisję smoleńską.

Antoni Macierewicz wspólnie z członkami komisji smoleńskiej wybiera się w kwietniu do Stanów Zjednoczonych.