Tag Archives: Jerzy Borowczak

Orły pisowskie wyrżnęły dziobami w ziemię

Zwykły wpis

Ciągle budowane są mity, w większości fałszywe, o rozpoczęciu historycznego strajku w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 roku. Wspomnę kilka dni przygotowań do strajku, które uruchomiły lawinę. Przypomnę tę historię: dla tych, którzy zapomnieli, i dla kłamców lub mitomanów, aby spojrzeli prawdzie w oczy.

Jako jeden z pięciu organizatorów tego strajku czuję się w obowiązku dać świadectwo i przeciwstawić się fałszowaniu historii. Ograniczę się tylko do bezpośredniej genezy protestu i samego dnia, a w zasadzie poranka, kiedy to zorganizowaliśmy strajk, który – jak się okazało, zgodnie z wypowiedzianym rok wcześniej proroczym wezwaniem św. Jana Pawła II – „zmienił oblicze tej ziemi”. Sam jego przebieg jest solidnie udokumentowany, ale i tak powstają alternatywne wersje, o lata świetlne oddalone od prawdy historycznej. Przypisuje się role ludziom, którzy może na 15 minut pojawili się w Stoczni w trakcie tych ponad dwóch tygodni strajku.

>>>

>>>

Tak jeden z internautów skomentował wieczorne odwołanie prezesa Zakładów Azotowych Puławy Jacka Janiszka. Oprócz utraty funkcji prezesa został usunięty również ze składu zarządu puławskiej spółki. Powodów – jak to w państwie PiS – nie podano.

Jacek Janiszek prezesem Azotów był od stycznia 2017 roku, wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa spółki. Na razie obowiązki prezesa pełnić będzie Krzysztof Bednarz, członek rady nadzorczej. W ciągu trzech miesięcy ma się pojawić nowy zarządzający.

W sieci pojawił się nowy hasztag ”100prezesowNa100lecie”, co zdaje się być doskonałym podsumowaniem polityki PiS. O karuzeli prezesów pisaliśmy ostatnio w artykule ”Tak się bawi PiS spółkami skarbu państwa i naszymi pieniędzmi”.


Poeta i felietonista „Krytyki Politycznej” wniósł skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jaś Kapela został skazany za przerobienie „Mazurka Dąbrowskiego”.

Według sądu, naruszył przepisy o hymnie narodowym. Kapela ma zapłacić 1000 zł grzywny i pokryć koszty procesu. „Może Polska nie zginęła, Lecz całkiem zgłupiała” oraz „O ile Kaczyński jest lepszy od Jasia Kapeli?”.

„Liczymy na pomyślny wyrok, bo to ewidentna ingerencja w wolność słowa, czego Trybunał za bardzo nie lubi. Tym bardziej że kara jest nieproporcjonalna, a prawo, na podstawie którego mnie skazano, mało precyzyjne. Nigdzie w tej ustawie nie jest napisane wprost, że nie wolno śpiewać „Mazurka” ze zmienionymi słowami” – powiedział „GW” Jaś Kapela. Poeta zwrócił się do Trybunału w Strasburgu, bo jego sprawa z prawnego punktu widzenia dotyczy wykroczenia, a nie przestępstwa. Kapela nie może już odwoływać się w polskich sądach, dlatego zdecydował się na wysłanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Na koduj24.pl Magda Jethon rozmawia z Leszkiem Balcerowiczem.

Nowe wolne media są siłą, która wyrosła na moralnym sprzeciwie wobec kłamstwa w życiu publicznym – mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon – Rok temu, kiedy prezydent zawetował dwie ustawy o KRS i SN, ludzie żyli nadzieją, wprawdzie dość krótko, że może coś się zmieni. Teraz z powodu pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE znów zrodziła się nadzieja. Czy ta nadzieja ma sens?

Leszek Balcerowicz – Walka ze złem, a mamy do czynienia z ustrojowym i moralnym złem w Polsce, ma swoje wzloty i upadki. Czasami idzie w dół, potem rośnie, ale ostatecznie wygrywają ludzie, którzy są wytrwali i odporni. Jeżeli w ważnej sprawie nie da się udowodnić, że jest ona beznadziejna to po prostu trzeba działać. Ogromnie podoba mi się akcja nakładania na pomniki koszulek z napisem „Konstytucja”. To ośmiesza władzę, jednocześnie nie wymaga dużych nakładów. Trzeba wymyślać następne. A jeżeli chodzi o Sąd Najwyższy, to przychylam się do zdania autorytetów prawnych, którzy uważają, że to, co zrobił jest koniecznym ruchem przeciw  niszczycielstwu ustrojowemu, ponadto jest zgodne z Konstytucją i traktatami europejskimi. Obrona przeciwnego stanowiska jest żałosna. Przypomina prawników PRL, którzy też bronili socjalistycznej dyktatury. Każda władza dyktatorska czy zmierzająca do dyktatury zawsze ma i będzie miała swoich profesorów, w tym prawników. Ale oni powinni być umieszczani na liście hańby. Dlatego propaguję tworzenie pręgierza obywatelskiego. Proszę zauważyć, jacy ludzie zgłosili się do PiS-KRS. Są wśród nich frustraci i nieudacznicy, i osoby powiązane z obecną władzą różnymi więziami. Te więzy należy odsłaniać.

Ujawnianie niewygodnych faktów to rola mediów. Szczególnie tych wolnych, być może zagrożonych, bo publicznych już nie ma.

Trzeba powiedzieć, że PiS w sposób bezprzykładny, haniebny, bezczelny zrobiło z tzw. mediów publicznych obrzydliwą tubę partyjną. Pracuje tam sporo młodych ludzi, którzy chyba nie myślą o swojej przyszłości. Trzeba podkreślić, że młodość nie jest gwarancją przyzwoitości. Na szczęście mamy media niezależne, które odgrywają w tej walce ogromną rolę. Jest z nimi jednak inny problem. Zastanawiam się na przykład, czy jest sens, żeby te media niepisowskie zapraszały notorycznych łgarzy, kłamców, tych, którzy emitują insynuacje i wyzwiska? Czy równy dystans do łajdactwa i przyzwoitości jest przyzwoitością? Zadaję to pytanie i mam wrażenie, że zbyt łatwo idzie się na to, żeby albo w imię fałszywie pojmowanej bezstronności, albo dla wątpliwej rozrywki zapraszać różnych troglodytów moralno-intelektualnych.

Pojawiło się ostatnio takie pojęcie jak symetryzm …

Symetryzm to oczywiście ironiczna nazwa kłamstwa, mającego pozory prawdy, które zamazuje istotne różnice. Czy prawdą będzie stwierdzenie: wszyscy są chorzy. W jakimś sensie tak, bo nie ma idealnego zdrowia, ale to jest gigantyczne kłamstwo, polegające na zamazaniu różnicy pomiędzy katarem a rakiem. PiS to jest rak, to jest ustrojowy rak. I ci tak zwani symetryści są w gruncie rzeczy pozorantami obiektywności.

PiS zapowiada, że weźmie się za niezależne media…

Powtarzanie różnych pogłosek jest rodzajem histerii i wzbudzaniem paniki. Zamiast tego trzeba się starać zbadać, jakie są podstawy tych zapowiedzi. PiS musiałby uderzyć w Stany Zjednoczone i kraje UE. To nie jest takie proste.

Uważa pan, że mediom nic nie grozi?

Nie formułuję prognozy, raczej staram się przedstawić postawy i objawy. Trzeba nastawić się na działanie, włącznie z odporem i kontrofensywą. Z powtarzania pogłosek nic nie wynika.

Kilka dni temu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Kornel Morawiecki, nie wiadomo czy w swoim imieniu, syna czy partii powiedział: „Będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu”.

Ludzi, którzy odgrywają rolę błaznów nie należy traktować poważnie. Być może gonią za rozgłosem, tak jak żądny sławy szewc Herostrates, który podpalił świątynię Artemidy w Efezie. Przestępcy często gonią za rozgłosem, a obok tych pospolitych są też przestępcy przeciw moralności i rozumowi. Nie sądzę, żeby Kornel Morawiecki wypowiedział się w czyimkolwiek imieniu, on jest samosterowny. Tak samo nie ma sensu epatowanie straszną panią Pawłowicz. Należy spuścić zasłonę milczenia i powiedzieć sobie, że nie będziemy się zajmować takimi zjawiskami. Oni wtedy, być może, odczują brak rozgłosu. To będzie dla nich najgorsza kara.

Nie wyobraża Pan sobie, że nie będzie wolnych mediów? A może będą tylko trochę „grzeczniejsze”. Polsat już zaczął się zmieniać. Niektórzy uważają, że jego właściciel ma za dużo interesów, żeby zadzierać z władzą. Czy sytuacja Polsatu, wg pana, jest jakimś sygnałem? 

Dała pani przykład, do którego się nie mogę odnieść, bo nie wiem, czy tak jest z Polsatem. Natomiast wiedząc, że Kaczyński i jego wasale nie mają moralnych ograniczeń, nie mogę wykluczyć ukrytego nacisku na właściciela Polsatu, który powinien pamiętać, że PiS nie będzie wieczny.

Dlaczego ważne są wolne media?

Ogromna rola wolnych mediów po raz pierwszy została uwypuklona przez ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Wolne media to w Stanach Zjednoczonych rodzaj świętości. Jeżeli nie ma wolnych mediów, nie ma wolności. Media muszą patrzeć władzy na ręce. Po to są. Dziś w Polsce przeciwieństwem wolnych mediów są media pisowskie, które są instrumentem paskudnej władzy, a ich dziennikarze – aparatczykami partyjnymi. Nie można o nich zapomnieć, muszą być wymieniani i zapamiętani z imienia i nazwiska. Muszą mieć w życiorysie zapisane, co robili za tej i dla tej paskudnej władzy.

Jako krytyk działań PiSu jest Pan często ich celem…

We wrześniu 2017 r. pisowska telewizja pokazała – z udziałem NBP, którego prezesem jest A. Glapiński, oraz prokuratury – paszkwil na mój temat. Skierowałem tę sprawę do sądu. Inne łajdactwo ukazało się niedawno w „Sieci” i „wPolityce”. Na ten drugi temat pisał w koduj24  Wojciech Maziarski.

Doszło do sytuacji, że to wolne media prostują kłamstwa i insynuacje produkowane przez media prorządowe…

To, co zrobiło do tej pory PiS przekracza najgorsze oczekiwania sprzed wyborów, jakie miała większość ludzi, łącznie ze mną. Mało kto przewidywał, że PiS dokona zamachu  na Trybunał Konstytucyjny, a teraz próbuje opanować sądy. Tu powinno się włączyć jaskrawo czerwone światło, które skłoni nas do wymyślenia bardziej skutecznych sposobów zatrzymywania tej władzy. To, co zrobił ostatnio SN, kierując pytania do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a także akcja z koszulkami na pomnikach, świadczą o tym, że są takie sposoby i że można i trzeba je stosować.

Trzeba pamiętać, że każda władza zmierzająca do zagarnięcia państwa trzyma się na jakimś aparacie, bo przecież sam Kaczyński nie będzie zastraszać ludzi. Dlatego niesłychanie istotne są właśnie wolne media. Należy obserwować, co robią służby specjalne na czele z CBA, a mam wrażenie, że odgrywają rolę policji politycznej PiS. Trzeba konkretnych ludzi zawsze wymieniać z imienia i nazwiska. Nie można mówić: „prokuratura”, „komisja” itd., bo to jest oskarżenie wszystkich, a więc jest nieskuteczne. Odpowiedzialność jest zawsze imienna, anonimowość daje bezkarność. Dlatego również jestem przeciwny temu, żeby do jednego worka wsadzać policjantów. Daliśmy temu wyraz w Apelu Obywatelskim o niewykorzystywanie policji do celów partyjnych.

A dlaczego ważne są media, takie jak oko.press czy koduj24, które powstały po dojściu PiS do władzy?

Są potrzebne jako przeciwwaga w internecie dla PiS-mediów. Media te są nową siłą, która wyrosła na moralnym sprzeciwie wobec kłamstwa w życiu publicznym. Jeżeli uważamy, że istnieje niebezpieczeństwo związane z pojawieniem się mediów internetowych, to jedynym rozwiązaniem jest być w tym lepszym. Skoro internet używany jest przez złe władze, np. w Rosji, do dywersji i przeciw demokracji, to rodzi się ogromna potrzeba przeciwdziałania. To tak, jak w zbrojeniach, kiedy mamy broń ofensywną, musi powstać skuteczniejsza broń defensywna. To ma ogromne znaczenie. No i dobrze, że w Polsce media internetowe się rozwijają.

Takie portale, jak my czy oko.press są w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nie chcemy pieniędzy od polityków, bo nie na tym polega uczciwe dziennikarstwo. Biznes nie chce nas wspierać, bo się boi narażać. O rozdziale pieniędzy unijnych decyduje rząd, do decydowania o funduszach norweskich też się rząd przymierza, więc jak żyć, panie profesorze?

Uważam, że nie tyle przedsiębiorcy, ale organizacje przedsiębiorców, które nie mają podstaw, żeby się bać, powinny rozumieć, że mają jakąś odpowiedzialność wobec obywateli.

Nie odczuwamy takiego zrozumienia… Pozostają nam zwykli obywatele. Ale w Polsce nie ma tradycji wspierania wolnych mediów. Może też ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest ich wsparcie?

Tak to prawda. Za mało jest w Polsce elementarnej obywatelskiej odpowiedzialności, przekonania, że trzeba wzmacniać organizacje, które działają dla nas. Bardzo  zachęcam więc wszystkich państwa do wspierania, również w sposób finansowy, organizacji, które robią bardzo ważne rzeczy w obronie wolności i państwa prawa daleko lepszego niż ten, który władze PiS usiłują w Polsce wprowadzić. Nie mam w zwyczaju upubliczniania, co sam robię na tym polu, ale w tym przypadku zrobię wyjątek. Wspieramy z żoną koduj24 i przy tej okazji bardzo zachęcamy do tego innych.

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskich orłach.

Tematy w polityce są iście ogórkowe. Tygodnik „Wprost” kontynuuje wątek węża boa, który nie spłynął Wisłą do Bałtyku i nie rozmienił się na drobne – w sinice, ale przeistoczył się w Antoniego Macierewicza. Były minister obrony zdusił modernizację Wojska Polskiego, generałów fachowców wysłał na trawkę i emeryturę, a oficerowie NATO i Jankesi nie chcieli widzieć jego podejrzanej fizjonomii wśród siebie. Jednak chory Jarosław Kaczyński wysłuchał go przy łóżku. Czy Macierewicz groził, że mu powyrywa wenflony ze spływającymi lekarstwami do organizmu, nie wiemy. W każdym razie „Wprost” donosi, że prezes zlecił Macierewiczowi specjalne zadanie: ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Czyli armia jakoś przeżyła, więc mamy sequel „Boa 2”. Będzie dalszy ciąg duszenia polskiej zdolności obronnej. Nie jestem przekonany do tego, aby Tomasz Piątek miał pisać drugą część „Macierewicza i jego tajemnic”, bo jeszcze bardziej aktualne są wnioski, które nieodparcie nasuwają się po lekturze – gdy mówisz „Macierewicz” i myślisz… Co myślimy? Tak, o najgorszym. O Targowicy.

Orzeł intelektu Mariusz Błaszczak w te upały wzbił się „na wyżyny” i stwierdził, iż Marsz Równości w Poznaniu był „paradą sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych”. Nie ma w tym stwierdzeniu ładu i składu, ale tak z takimi pożal się boże orłami bywa, iż wzbija się do góry i okazuje się nielotem, bo wyrżnął łbem o byle przeszkodę. Na szczęście Safona, Heraklit, Archimedes, Platon czy Sokrates – że zacznę od starożytnych Greków – nie byli Błaszczakami i wszelkie przeszkody intelektualne zamieniali w pył.

Innym nielotem politycznym okazał się Jan Rokita, który wysłał zbyt szybko Nelli Rokitę do PiS, aby zaszkodziła Platformie i Donaldowi Tuskowi. Nelli zaszkodziła raczej nazwisku Rokity, które stało się synonimem głupawki. Czy nie mógł Rokita poczekać do dzisiaj i wysłać Nelli do PiS? Z Markiem Suskim utworzyliby polityczną parę, jak Beata Mazurek z Ryszardem Terleckim.

Wobec tego, że Rokita się pospieszył, pozostała mu rola Suskiego. Jan upodobnił się do Nelli, tak to bywa w małżeństwach, a nawet w kontaktach ze zwierzętami, gdy właściciel buldoga upodabnia się do psa. Otóż Rokita bystry jak Suski rzecze o Tusku w rozmowie z dziennikarzem „Wprost”, że „Tusk zawsze swojej partii nie cierpiał”, czyli Platformy. Rokicie raczej nie zaszkodziły upały. Uszczerbek na umyśle dopadł go dużo wcześniej, gdy markę Rokita reprezentowała Nelli i wówczas umysłowo do niej się upodobnił.

I jeszcze jeden michałek z gumna PiS, która to partia nie zważa na porę roku i podrzuca soczyste dowody swej pokraczności. Były sekretarz KC PZPR Marek Król, który aktualnie ma się całkiem dobrze na garnuszku PiS, w pisowskim radiu rzekł, iż „dla zdrowia przyszłych pokoleń trzeba przeprowadzić redukcję tych, którzy profitowali w PRL…”. Jakoś szybko zapomniał, że zasiadał w… KC PZPR, więc niech zacznie od zredukowania samego siebie.

>>>