Tag Archives: Jarosław Gowin

Przyłębska stoi na straży łamania konstytucji przez Andrzeja Dudę

Zwykły wpis

Nowy rzecznik Andrzeja Dudy Błażej Spychalski dał krótki wykład, jak w Kancelarii Prezydenta rozumiana jest moralność. Mianowicie nie przeprosił za to, że dopuścił się oszczerstwa wobec konkretnych osób, ale tych, którzy jego oszczerstwem poczuli się dotknięci: „kogokolwiek ten wpis dotknął w jakiś sposób, poczuł się nie tak, jak być powinno, oczywiście w tym miejscu przepraszam”. Spychalski nie przeprosił za oplucie, ale za to, że jego ślina kogoś dosięgła. To się nazywa moralność plwaczy. Post-moralność.

Jeszcze lepszy jest inny minister prezydencki Paweł Mucha, który w imieniu Dudy poinformował, że prof. Małgorzata Gersdorf jest od 4 lipca sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Mucha ma – w imieniu prezydenta – pretensje do I prezes Sądu Najwyższego, iż broni Konstytucji na „wiecach, w wypowiedziach”. A gdzie ma bronić? W łóżku, w łazience?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wobec bezprawia prezydenta, który łamie konstytucję może być tylko ekspresją polityczną, innej nie ma. I przede wszystkim, nie jest to „manifestowania poglądów politycznych”, jest to wyrażenie sprzeciwu wobec zaprzaństwa politycznego, społecznego i prawnego. Prof. Gersdorf ma prawo moralne (Immanuel Kant) bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą, a do takich należy Duda. Gersdorf w liście do Dudy napisała, iż Konstytucja nie pozwala jej zmienić stanowiska, iż jest I prezes Sądu Najwyższego.

Ale to wszystko betka. Jarosław Gowin nie tylko podał taktykę PiS w stosunku do orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej TSUE), które zapewne nie będzie korzystne dla władzy PiS, ale nową definicję polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Otóż Gowin był powiedzieć, że Polska (uściślijmy tu: władza PiS) ustosunkuje się do wyroku TSUE w „zakresie, w jakim Trybunał ma uprawnienia”. Kto ten zakres oceni? Wiadomo, Trybunał Konstytucyjny z prezes Julią Przyłębską. A Przyłębska – magister prawa, której nie chciał przyjać do pracy Sąd Okręgowy w Poznaniu ze względu na jej braki fachowe – jak trusia podpisuje się pod wszystkim, co jej każą politycy PiS.

Przyłębska stoi na straży decyzji PiS, którzy łamią konstytucję, stoi na straży łamania konstytucji przez Dudę. Taki z niej strażnik bezprawia.

Warto uzmysłowić sobie, iż orzeczenie TSUE nie mogą być niezgodne z polską konstytucją, inaczej Polska nie mogłaby zostać członkiem Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2005 roku, iż „proces integracji europejskiej związany z przekazywaniem kompetencji w niektórych sprawach organom wspólnotowym (unijnym) ma oparcie w samej Konstytucji RP”.

A jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie: „Trybunał Konstytucyjny nie może czynić przedmiotem dokonywanej przez siebie bezpośredniej oceny konstytucyjności wypowiedzi orzeczniczych Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich”.

I na podstawie tego orzecznictwa sądzona będzie w przyszłości mgr Przyłębska, iż nie stała na straży organu, który orzeka zgodnie z Konstytucją, ale na straży łamania Konstytucji przez Dudę. Taka wspólnota w szerzeniu bezprawia podlega określonym artykułom Konstytucji i Kodeksu karnego.

PiS pisze nową prawdę (Kaczyński zawsze do niej dążył na stojaku na Krakowskim Przedmieściu) i nową logikę. Oczywiście jest ona wbrew prawdzie i logice, więc nie od parady należy ją nazwać post-prawdą, post-logiką.

„Kler” Smarzowskiego uderzy Kościół katolicki w splot słoneczny

Zwykły wpis

28 września premiera dawno wyczekiwanego filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler”. W internecie ogłoszono akcję „Masowe oglądanie filmu »Kler« w celu jego popularyzacji”. W pełni popieram tę inicjatywę i również zachęcam wszystkich do szturmu na kina pierwszego dnia. Niech władza zobaczy te kolejki, niech zobaczy, że moralność publiczna nie jest sprawą dla ludzi obojętną. A rzecz właśnie moralności publicznej dotyczy – w kraju wszak wciąż panoszy się zdeprawowana i niebezpieczna organizacja, która w dodatku uzurpuje sobie prawo do moralnego pouczania społeczeństwa, a samą siebie ośmiela się nazywać świętą.

Bywa tak, że pójście do kina ma znaczenie deklaracji politycznej i stanowi akt moralnie znaczący. Tak jest właśnie w tym przypadku. Zachęcam zwłaszcza katolików, bo każdy z nich, płacąc na Kościół, bierze współodpowiedzialność za jego tragiczne patologie i nadużycia, których początki giną w pomroce dziejów, a końca nie widać. Komu jak komu, ale katolikom szczególnie powinno zależeć na tym, aby morale ich Kościoła i jego duchowieństwa nie odstawało tak dramatycznie od średniej…

Nie widziałem jeszcze filmu, ale wiem o nim kilka rzeczy. Po pierwsze, jest to film utrzymany w konwencji sensacyjnej z elementami satyry, do której istoty należą przerysowanie, umowność, pewne uproszczenia sytuacyjne. „Drogówka” nie odzwierciedla pracy policji drogowej jeden do jednego. A jednak film jest prawdziwy, bo każdy wie, jakie są prawa satyry czy filmowej publicystyki – ważne, aby godne napiętnowania zjawiska zostały pokazane w swej istocie, a niekoniecznie w całkiem realistycznych proporcjach.

Po drugie, film „Kler” został nakręcony z wielką dbałością o szczegóły, w stałej konsultacji i pod stałą pieczą osób bardzo kompetentnych w kwestiach rytuałów katolickich oraz wewnętrznego życia Kościoła katolickiego. Tam nie będzie „ściemy”.

Po trzecie, film – choć fikcyjny – jest opowieścią z kluczem, a jego fabuła sklejona jest z nieco udramatyzowanych, lecz prawdziwych historii. W centrum uwagi stoi postać metropolity gdańskiego, znanego z pazerności i zamiłowania do alkoholu (tu nie ma sporu, gdyby komuś się zachciało warknąć). Tyle mogę powiedzieć na dziś, nie obejrzawszy filmu. Wystarczy, żeby iść samemu do kina i innych do tego zachęcić.

Kościół katolicki znajduje się w szalonym kryzysie. Skandal goni skandal, ekspiacje i przeprosiny, najczęściej bardzo spóźnione i niepowiązane z działaniem, nie robią już wrażenia, a kolejne krajowe oddziały upadają jak kostki domina. W kilku krajach, gdzie jeszcze niedawno Kościół był wszechwładny, dziś budzi tylko gniew, a zamiast dochodu przynosi długi i strapienia. Ale nasza wieś, spokojna, nasza chata z kraja. Przynajmniej tak sobie myślą polscy biskupi. Mylą się. Burza nie ominie naszego kraju. Chmury już się zbierają – za chwilę nadejdzie godzina prawdy i gniewu, rozbłyśnie niebo i posypią się gromy. Tak jak to się stało w Hiszpanii, Irlandii, USA, Australii, Belgii, Chile i dokonuje się w kolejnych krajach. Złodziejstwo i pazerność mogą zostać wybaczone, ale pedofilii nie będzie bronił nawet PiS. Tylko patrzeć, jak ofiary księży dokonają zbiorowego coming outu i zaczną mówić chórem, a nie każda z osobna, opowiadając reportażystom swoje historie. Tylko patrzeć, a partnerki i dzieci księży powiedzą Polakom: „tak, istniejemy, i są nas tysiące – nie byliśmy traktowani fair przez naszych partnerów i ojców”. Tylko patrzeć, a Polacy zadadzą sobie pytanie, czy Polska jest wolnym krajem, czy kościelnym folwarkiem. Tylko patrzeć, aż połowę narodu zacznie mierzić kościelny bałwochwalczy kult jednostki.

Być może tym pierwszym gromem wyzwalającym wielką burzę będzie właśnie film Smarzowskiego. Oczywiście, producenci na to właśnie liczą. Filmowi będzie towarzyszyć książka i inne publikacje – ma się dziać. Rzecz jasna, bardzo pomogłyby protesty fundamentalistów pod kinami, próby zastraszania dystrybutorów i obsobaczanie Smarzowskiego z ambon. Bardzo bym chciał, żeby tak się właśnie sprawy potoczyły, bo nic tak skutecznie nie rozreklamowałoby filmu i nie nadałoby mu rangi ważnego społecznego i politycznego wydarzenia niż nerwowa reakcja Kościoła. Jednak kościelni piarowcy dobrze to wiedzą i bardziej prawdopodobne jest, że biskupi będą próbowali film przemilczeć i zbagatelizować. I o to właśnie chodzi, aby im się to nie udało.

Z premierą „Kleru” wiążę duże nadzieje, bo trailer nieźle „zawiralował” i w ogóle atmosfera oczekiwania narasta. A wszystko to jeszcze ma miejsce u progu sezonu wyborczego, co też nie jest bez znaczenia. PiS zapewne nie pójdzie na wojnę ze Smarzowskim, bo ma inne problemy, a biskupi też muszą pilnować wyborów i na walce z filmem obnażającym obyczaje kleru wiele w tym kontekście nie zyskają. Będzie więc burza, a po burzy spokój. Albo i nie. Oby nie! Czas pokaże. Tymczasem kto Polak, ten do kina!

Duda: „Płacimy cenę za bezkrwawą rewolucję 1989 roku. Polskę drążą choroby” (za @tvn24).

To już druga jego wypowiedź w tym samym tonie. Czy prezydent uważa, że gdyby rewolucja 1989 r. była „krwawa”, to Polskę nie drążyłby choroby? Obrzydliwe, że takie słowa wypowiada prezydent…

Hairwald

Wybitna pisarka Maria Nurowska zaleca przebadanie Dudy.

W czasie śledztwa dotyczącego marca 1968 r. Antoni Macierewicz obciążył w zeznaniach cztery osoby – wynika z ustaleń autorów biografii byłego szefa MON.

Książkę „Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” wydaje wydawnictwo „Znak”. Z ustaleń autorów wynika, że w trakcie śledztwa po marcu 1968 r. Macierewicz obciążył w swych zeznaniach cztery osoby. Chodzi o kolegów z opozycyjnej działalności studenckiej: Wojciecha Onyszkiewicza (późniejszego założyciela KOR), Piotra Bachurzewskiego (pasierba prof. Władysława Bartoszewskiego), a także Elżbietę Bakinowską, córkę Stefana Bakinowskiego, w czasie wojny żołnierza Armii Andersa, później współtwórcy i redaktora katolickiego miesięcznika „Więź”, oraz doc. Henryka Samsonowicza, dziś emerytowanego profesora historii.

Macierewicz ujawnia szczegółowe okoliczności przygotowywania i kolportowania ulotek w okresie marca 1968 r. z Onyszkiewiczem i Bachurzewskim. Szczególnie niekorzystne zeznania dotyczą Onyszkiewicza. Macierewicz zeznaje, że Wojciech przechowywał u niego 800 ulotek pt. „Robotnicy” przeznaczonych dla pracowników…

View original post 3 127 słów więcej

Za aferą taśmową stało rosyjskie GRU. Czyje interesy reprezentuje PiS?

Zwykły wpis

>>>

Sprawa ma już kilka dni, więc propozycję ministra od nauki Jarosława Gowina, by anulować astronomię, a w zamian przywrócić należną akademicką rangę teologii, zdążyły już obśmiać wszystkie media „polskojęzyczne” oraz jedna trzecia Internetu. Tym razem jednak – o dziwo – pozostałe trzy czwarte oraz telewizje i gazety narodowe nie pospieszyły, jak to mają z zwyczaju, z masową odsieczą. A powinny, bo astronomia to nauka „gorszego sortu”. W przeciwieństwie do – co oczywiste – przez lata spychanej na margines teologii.

Fakt – przedmiot sporu jest z tych abstrakcyjnych, tymczasem suweren jest mocniejszy w konkretach, czego dowodzą słupki poparcia dla partii rządzącej, niespadające pomimo kolejnych „reform”, dotykających sfery „wartości”, na czele z „sądową”.

Niemniej pomysł pana ministra zasługuje przecież na – przynajmniej – zrozumienie i życzliwość świata nauki. Bo kogo wcześniej obchodziła jakaś tam astronomia? Z gwiazd, to Naród kojarzy Gwiazdę Dawida, malowaną na murach, a też znaki Zodiaku. Oraz horoskopy. A reszta, to „kosmos”.

Tymczasem teraz, po publicznej awanturze, opinia publiczna dowiedziała się, że jeśli istniała dotąd jakaś nasza, prawdziwie polska specjalność naukowa, to była to astronomia właśnie. Gdyby nie minister ze swoim pomysłem, to większość z nas nie miałaby o tym pojęcia. No dobrze, ale skoro jest tak dobrze, to czemu jest aż tak źle, że astronomów minister właśnie „przerabia” na fizyków, a ich dziedzinę wykreśla z oficjalnego rejestru dyscyplin naukowych? Sam Jarosław Gowin, skądinąd magister historii filozofii, tłumaczy się blado, że „tak jest na zachodzie”, co zresztą błyskawicznie zdementowali naukowcy z zagranicznych ośrodków naukowych. Czyli, że za ową kuriozalną decyzją stanęła zupełnie inna filozofia.

Po reformie edukacji, nadszedł otóż – jak się można domyślać – czas na „dobre zmiany” w nauce i szkolnictwie wyższym. Bo wszak absolwenci wykształceni według programu autorstwa minister Zalewskiej i jej anonimowych ekspertów w końcu trafią na uniwersytety. Tymczasem w szkole nauk empirycznych mają tyle, co nic, o astronomii to już w ogóle nie wspominając. W tym czasie uczą się za to religii, religii i jeszcze raz religii.

W tej sytuacji naturalną ścieżką ich naukowego rozwoju jest – co oczywiste – teologia właśnie. Natomiast astronomia… Cóż, w aktualnym systemie edukacji i tak nie byłoby pewnie chętnych na podjęcie studiów, których przedmiot stał od zawsze w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła. To ona odpowiada za wygnanie z nieba Nieba, z całym jego chrześcijańskim imaginarium. To za jej sprawą żaden anioł nie może wziąć kredytu na lutnię z powodu braku stałego adresu zamieszkania. No, naprawdę…

Tak swoją drogą, jest to materiał na kolejną komisję sejmową, która przywróci Nieboskłon prawowitym mieszkańcom, nakładając wysokie kary finansowe na „czyścicieli Nieba”, którzy zaludnili je gromadą supernowych i – z przeproszeniem – czerwonych karłów. I to się właśnie dzieje. Astronomowie zaś, wraz z fizykami, winni są ministrowi wdzięczność, że za herezje o czarnej materii nie zostali dotąd przykładnie spaleni na stosie.

I pomyśleć tylko, że gdyby nie astronomia właśnie, a wraz z nią jej młodsza i jeszcze bardziej niesforna siostra – astrofizyka, królową wszelkich nauk nadal pozostawałby teologia i nikt nie mąciłby w głowach przyszłym seminarzystom jakąś teorią wszechświatów równoległych. A tak w ogóle, to Hawking, Penrose i Higgs powinni zostać czym prędzej wpisani na indeks ksiąg zakazanych, z paragrafu o sianie publicznego zgorszenia.

Inna sprawa, że w tej w całej awanturze o astronomię może chodzić jeszcze o coś innego. Bo przecież każde polskie narodowe dziecko wie, że jeśli chodzi o kosmos, to jest to nasza polska narodowa specjalność, ale bynajmniej nie z powodu Kopernika i Wolszczana. Astronautów tak naprawdę było bowiem tylko czterech, a nie licząc Pana Twardowskiego oraz zdekomunizowanego generała Hermaszewskiego – zaledwie dwóch. Takich, Co Ukradli Księżyc.

Co siłą rzeczy oznacza, że opowieść o lądowaniu tamże jakichś Amerykanów to hollywoodzka ściema. Podobnie, jak te wszystkie astronomiczne bzdury o sondach marsjańskich, teleskopach Hubble’a i rzeczywistościach alternatywnych.

Kolejna wpadka w „Wiadomościach” TVP. Tym razem to Danuta Holecka wykazała się „rewelacyjną” wiedzą z podstaw astronomii, zaliczając Księżyc do planet.

Dziennikarka przedstawiła materiał ze zlotu Miłośników Astronomii Delta Optical AstroShow 2018, który odbył się w miniony weekend w Gniewie i tu padły słowa „Jowisz, Saturn, Mars, Neptun, Uran oraz Księżyc” – nazwy planet znane są wszystkim”.

Ta niefortunna wypowiedź nałożyła się na informację sprzed kilku dni, że minister Gowin usunął astronomię z listy dyscyplin naukowych i wrzucił ją do jednego worka z naukami fizycznymi. Polskie Towarzystwo Astronomiczne wystosowało petycję do niego, którą podpisało ponad 6 tysięcy osób.

Jak widać Gowin nie wziął pod uwagę, że nawet ludzie z wyższym wykształceniem, mają podstawowe braki z zakresu astronomii, co pokazuje, że jego decyzja jest jedną wielką pomyłką. Jak napisała na Twitterze Polska Normalna „Kopernik byłaby dumna z PiSu. Gowin zastąpił astronomię teologią a Holecka z Księżyca zrobiła planetę”.  

Czekam na kolejne, „odkrywcze” teorie typu „ziemia jest płaska”, „Słońce krąży wokół Ziemi” czy „Czarna dziura to zwykła dziura i można ją czymś zszyć”. Ale co tam jakaś astronomia. Teraz najważniejszą dyscypliną naukową będzie teologia i może tutaj pani Holecka oraz „wybitni” dziennikarze Telewizji Publicznej, nie będą zaliczać wpadek. W końcu w dzisiejszej, pisowskiej Polsce teologia to podstawa, wiedza z pozostałych nauk jest po prostu zbędna.

>>>

W Parlamencie Europejskim otwarto we wtorek wystawę zdjęć polskich protestów ulicznych w obronie praworządności, których autorami są Chris Niedenthal i Wojciech Krynicki.
– Jestem dumny, że mogę tu być. Kiedy myślimy o Polsce, to dzięki wam myślimy o podstawowych wartościach europejskich. Nigdy jako europosłowie nie przestaniemy dopominać się o państwo prawa w Polsce – tak do uczestników protestów zwracał się brytyjski labourzysta Claude Moraes, szef europarlamentarnej komisji wolności obywatelskich (LIBE) podczas inauguracji wystawy „Poland’s Street Pulse” w brukselskiej siedzibie Parlamentu Europejskiego. Wśród słuchających, oprócz m.in. europosłów i pracowników tej izby, było wielu przyjezdnych z Polski w koszulkach z napisem „Konstytucja”

Hairwald

Krzysztof Brejza opublikował dane na temat liczby wiceministrów i ministrów w rządzie PiS.

Na wystawę „Poland’s Street Pulse” w Parlamencie Europejskim złożyło się kilkadziesiąt zdjęć, zrobionych w latach 2016-18 podczas protestów przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie. – „Nasze fotografie mają jeden cel: pokazać, do jakiego stopnia ludzie w Polsce starają się bronić wartości, które są im bliskie” – napisali autorzy Wojciech Kryński i Chris Niedenthal.

Zdjęcia zostały zrobione na ulicach polskich miast: przed sądami, Pałacem Prezydenckim, Sejmem i Senatem. Widac na nich ludzi z flagami Unii Europejskiej, flagami Polski, transparentami z napisem „Konstytucja” czy transparentem przedstawiającym portret Lecha Wałęsy. Na wystawie obejrzeć można także transparenty z hasłami, m.in. „Barierki są tylko w głowach” oraz „Obudźcie się. Jeszcze nie jest za późno!”.

 „Protesty w Polsce nie są tylko formą braku zgody na łamanie zasad demokracji i łamanie zasady praworządności. (…) Te protesty są w rzeczywistości najlepszą lekcją demokracji dziś” –powiedziała jedna…

View original post 1 027 słów więcej

PiS wprowadza Średniowiecze, czyli o wyższości teologii nad astronomią

Zwykły wpis

>>>

W dwa dni Polskie Towarzystwo Astronomiczne zebrało pod deklaracją poparcia blisko 8 tys. podpisów. Chodzi o zablokowanie projektu resortu nauki, który chce wykreślić astronomię z listy oddzielnych dyscyplin naukowych.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stworzyło projekt rozporządzenia, w którym łączy astronomię w jednej grupie z innymi naukami fizycznymi. Jakie ma to znaczenie dla naukowców?

– Głównym powodem zmiany jest ułatwienie pracy urzędnikom. Nic z tego nie wynika innego na plus – mówił dr hab. Michał Bejger z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN,  zaznaczając, że nowa klasyfikacja może mieć wiele negatywnych konsekwencji dla astronomów.

– Może się to skonczyć tym, że dostaniemy mniej pieniędzy na badania – podkreślił ekspert oraz dodał, że „astronomia w Polsce bardzo dobrze sobie radzi, być  może właśnie dlatego, że miała do tej pory specjalną pozycję”.

Polska astronomia w czołówce

Polskie Towarszystwo Astronomiczne, które apeluje do wicepremiera Jarosława Gowina o niewprowadzanie zmian, na dowód szczególnego miejsca zajmowanego przez tę naukę podaje statystykę serwisu Web of Science. Według niej poziom cytowalności prac naukowych polskich astronomów jest o ok. 25 proc. wyższy od średniego poziomu światowego.

Petycję w tej sprawie w ciągu dwóch dni podpisało blisko 8 tys. osób.

Rząd chce rozwijać przemysł kosmiczny?

– Jak planowana zmiana ma się do deklaracji polskiego rządu o chęci eksploracji przemysłu kosmicznego? – pytała Karolina Głowacka.

– Wydaje się, że jest to krok w tył. Jeśli mówi się o tym, że powinniśmy innowacyjnie podchodzić do przemysłu kosmicznego, to powinniśmy zadbać o to, aby wysunąć [potrzebne do tego -red.] części nauki na specjalną pozycję – tłumacyzł gość TOK FM.

Naukowiec obawia się, że sytuacja astronomii polskiej się pogorszy i dodaje, że nawet nie słychać zapewnień o tym, że będzie lepiej

– W tym akcie prawnym jest takie okrągłe zdanie, że ta zmiana nie będzie prowadziła do dyskryminacji. To mowa-trawa, za którą nic nie stoi – [podsumował dr hab. Bejger.

Nowy Newsweek. Wstrząsająca opowieść o księżach pedofilach i ich ofiarach w Polsce. I odpowiedź na pytanie dlaczego ofiarom jest u nas trudniej niż w innych krajach, a sprawcom o wiele łatwiej o bezkarność. Plus 20 stron dodatku o drugiej wojnie światowej.

Ten mem prezydentowi Wałęsie wyszedł rewelacyjnie.

To już chyba tylko na spotkaniach #PiS i w kościołach Pan ⁦@AndrzejDuda⁩ może wygłaszać swoje przemówienia bez obawy, że obywatele przypomną mu o konstytucji.

Hairwald

Język Andrzeja Dudy jest pełen kiczu, śmiecia, który wygląda na patos, a jest zakłamaniem.

O. Paweł Gużyński do pana Dudy prezydenta: Jak długo będzie Pan uprawiał politykę w koalicji lub nieformalnym sojuszu z duchownymi, tak długo mam pełne prawo protestować przeciw temu jako ksiądz, będąc absolutnie wolny od zarzutu o uprawianie polityki.

A tymczasem w ultrakatolickiej Hiszpanii!

Wałęsa wychodzi z kościoła

Lech Wałęsa opuścił świątynię w Gdańsku, gdy głos miał zabrać prezydent Duda. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent odrodzonej Polski słusznie nie chciał słuchać, co ma do powiedzenia z okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych jego czwarty z kolei następca.

View original post 2 062 słowa więcej

Gdzie Kaczyńskiemu należy się tablica?

Zwykły wpis

ja tylko tak gwoli przypomnienia historii i wyciągania wniosków

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin chce usunąć astronomię z listy samodzielnych dyscyplin naukowych. W rozporządzeniu, które pojawiło się na stronach resortu nauki, została ona zaliczona w poczet „nauk fizycznych” wraz z fizyką i biofizyką. Natomiast na listę jako odrębną dyscyplinę wpisano teologię! Rozporządzenie o nowym podziale dyscyplin naukowych wchodzi w życie 1 października 2018 r.

Polskie Towarzystwo Astronomiczne zaapelowało do Jarosława Gowina o przywrócenie astronomii jako odrębnej dyscypliny. – „Astronomia jest jedną z najstarszych nauk na Ziemi i w naszym kraju ma ona wspaniałe, wielowiekowe tradycje. Ośmielamy się twierdzić, że jest to wręcz dyscyplina NARODOWA! To przecież nasz rodak, kanonik warmiński Mikołaj Kopernik, wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. Współcześni polscy astronomowie kontynuują tę wspaniałą tradycję, z wielkim powodzeniem umacniając markę, jaką jest Polska Astronomia. Dowodem jest statystyka prowadzona w światowym serwisie Web of Science, według której poziom cytowalności prac naukowych polskich astronomów jest o ok. 25% wyższy od średniego poziomu światowego. Podkreślamy, że jest to jedyna dyscyplina w Polsce, która lokuje się tak wysoko w światowych rankingach” – napisali astronomowie w petycji do Gowina. Polskie Towarzystwo Astronomiczne zbiera podpisy pod swoją petycją.

Internauci kpią z wicepremiera Gowina i krytykują pomysł wykreślenia astronomii. – „Nie dziwię się. @Jaroslaw_Gowin jest zapewne przekonany, że Ziemia jest płaska. Nie potrzebuje do tego jakiejś astronomii”; – „On nie ma potrzeby odkrywania tajemnic kosmosu, jego przeszłości i przyszłości, na nic mu zderzacz hadronów. On wie swoje, ziemia jest płaska”; – „Po co jeszcze zajmować się astronomią, kiedy sekta PiS udowodniła, że ich ciemnogrodowi przyświeca tylko jedno najjaśniejsze słońce narodu…”; – „Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że astronomia jest jedyną chyba gałęzią nauki, która się w Polsce autentycznie rozwijała. Miała osiągnięcia klasy światowej. Ale w państwie PiS-u nie wolno nikomu się wychylać przed peleton bez błogosławieństwa toruńskiego prymasa i żoliborskiego bęcwała, więc przywołano astronomów do szeregu”.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o sondażach.

Ech, te sondaże. Ekscytują się nimi ludzie, analizują z wypiekami na twarzy, cieszą się z ich wyników lub smucą, a prawda jest taka, że nieźle tymi sondażami jest społeczeństwo manipulowane. Nie od dzisiaj wiadomo, że są one często narzędziem w walce politycznej.

Trudno nie przyznać racji Jerzemu Głuszyńskiemu, socjologowi z instytutu badawczego Pro Publicum, byłemu szefowi Pentora, „Istnieje zjawisko firm, które kreuje się pod kampanie wyborcze. One po wyborach znikną, tak jak znikają gazetki, które pojawiają się w kampaniach. Nikt nie wie kto jest wydawcą, ale nakład jest ogromny i tak się dziwnie składa, że na okładce jest jeden, drugi, albo trzeci kandydat. Tak to się kręci. (…) Niestety sondaże weszły w ten sam korkociąg tego samego zjawiska. Nie tyle nawet sondaże, ale to co się sondażami nazywa, bo to są często wyroby sondażopodobne, tak jak były kiedyś wyroby czekoladopodobne ”.

Przyjrzyjmy się walce o fotel prezydenta Warszawy. Co chwilę pojawiają się nowe sondaże, a ich wyniki znacznie się od siebie różnią. Część badań skupia się tylko na walce między Patrykiem Jaki, a Rafałem Trzaskowskim. Ostatni sondaż IBRiS dla Faktu i Onetu pokazuje, że w I turze Trzaskowski może liczyć na poparcie 42,2% badanych, a Jaki na 32,7%. W II turze kandydat PO wygrywa z przewagą 15,6% głosów. Sondaż przeprowadzono telefonicznie w dniach 27-28 sierpnia 2018 r. na próbie 500 osób

Z kolei inaczej wyglądają wyniki sondażu przeprowadzonego przez Ariadnę dla portalu wp. I turę wygrywa zdecydowanie Jaki (23%), a Trzaskowski dopiero na drugim miejscu (16%), a w drugiej Jaki prowadzi 30% do 25%. Warto zwrócić w tym sondażu uwagę na fakt, że przeprowadzony on został na grupie ogólnopolskiej, a pytanie brzmiało „kto twoim zdaniem wygra wybory”, choć powinno „na kogo zagłosujesz”.

Kolejny sondaż, tym razem ABR SESTA dla portalu „Informator Stolicy”, obejmujący już wszystkich kandydatów, daje również zwycięstwo Jakiemu (31%) przed Trzaskowskim (25%), a w II turze Jaki może liczyć na 54%,Trzaskowski natomiast na 46%. Sondaż przeprowadzono w dniach 16-23 sierpnia wśród 1001 dorosłych respondentów zameldowanych w Warszawie, ale brak informacji o losowym i reprezentatywnym doborze próby. Mało tego, w sondażu tym 7% zdobył Marek Jakubiak, który dopiero 23 sierpnia, a więc w dzień, gdy badanie sondażowe się kończyło, zgłosił swoją kandydaturę na prezydenta stolicy.

Świetnie podsumował to Marcin Palade, który zajmuje się analizowaniem sondaży. Rozumie on, że „ABR Sesta współpracuje z miesięcznikiem „Wróżka”? Śmierdzi na odległość” i jednocześnie zaznacza, że „ABR Sesta, Ariadna, Pollster. Nowi uczestnicy wojny na sondaże. Mogę obiecać, że nie będę cytował wyników pomiarów żadnej z wymienionych firm”.

Mieliśmy jeszcze sondaż pracowni CBM Indicator dla „Wiadomości” TVP, w których Trzaskowski prowadzi tylko 2%. i sondaż SW Research dla Rzeczpospolitej, gdzie pytano, czy to miejsce urodzenia powinno decydować o zwycięstwie kandydata na prezydenta.  Trzaskowskim w tym badaniu by wygrał, bo aż 51% respondentów było za wyborem rodowitego Warszawiaka.

Dr Głuszyński tłumaczy, że „W psychologii politycznej są prawa, które mówią, że ludzie mają tendencję przyłączania się do silniejszego. Że jak się jest w mocno rywalizacyjnym układzie, to trzeba znaleźć sposób na przełamanie narracji o faworycie, która funkcjonuje.(…).

 Tak więc, nie należy się zbytnio przywiązywać do sondaży. Ostatnio nieźle zakpił sobie z nich Roman Giertych, którego bardzo rozbawiły takie rozbieżności w wynikach. Jak poinformował na Twitterze, po przeprowadzeniu sondażu na reprezentatywnej grupie kobiet, mieszkających w jego domu, kochają go wszystkie przedstawicielki płci pięknej. Na tak zagłosowało 100% respondentek.

Tak naprawdę pozostaje nam jedno. Zmobilizować się, wziąć udział w wyborach i zagłosować, a sondaże traktować z lekkim przymrużeniem oka,

>>>

Polexit. Zauważają wszyscy, że PiS wyprowadza Polskę z UE

Zwykły wpis

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” odnotowuje słowa ministra Gowina o ignorowaniu wyroków Trybunału w Luksemburgu.

„Kurtyna w górę przed następnym aktem walki o praworządność w Polsce” – zaczyna swój tekst warszawski korespondent dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Gerhard Gnauck. Autor przytacza słowa wicepremiera Jarosława Gowina, który ogłosił, że w przypadku niekorzystnego dla rządu PiS wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie reformy Sądu Najwyższego, wyrok ten trzeba będzie zignorować. „W ten sposób osiągnięto kolejne apogeum sporu o reformę sądownictwa, który wybuchł od razu po wyborczym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości” – czytamy.

„Imposybilizm” w demokracji

Gnauck dodaje, że motywem przewodnim tego sporu mogą być słowa Jarosława Kaczyńskiego, który uskarżał się w przeszłości na „imposybilizm” w demokracji. „Chciał przez to powiedzieć, że żmudne postępowania, prawne kruczki, które składają się na państwo prawa, uniemożliwiają (pożądane przez niego) sprawne rządzenie”.

Korespondent ocenia, że nowa runda sporu pokazuje też, jak ważne jest dla obozu rządzącego przeprowadzenie reformy wymiaru sprawiedliwości i usunięcie „rzekomych starych układów” w sądownictwie. „Nawet dla takich ludzi jak historyk i były student Cambrigde Jarosław Gowin, który nie uchodzi w rządzie za podżegacza”.

Krok do Polexitu

Gnauck pisze, że wypowiedź Gowina wywołała oburzenie w szeregach liberalnej opozycji, która obawia się, że to krok w kierunku wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Autor zauważa jednocześnie, że niektórzy przedstawiciele rządu, choćby Morawiecki, odnieśli się do całej z sprawy z większą ostrożnością. Autor przytacza też opinię, że w wyścigu między polskim rządem a TSUE, ten ostatni skazany jest na porażkę, bo nawet w trybie pilnym postępowanie przed Trybunałem może potrwać rok. „Kaczyński nazwałby to zapewne »imposybilizmem«” – zauważa z ironią korespondent FAZ.

Jarosław Słoneczko Kaczyński samopas pokonał komunę. No, z bratem Lechem

Zwykły wpis

Zbliża się rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. W Gdańsku „Solidarność” przygotowuje uroczyste obchody tego dnia, a udział w nich weźmie również Mateusz Morawiecki. Przy tej okazji postanowiono zorganizować konferencję, na której zostaną omówione działania, związane z rozwojem Stoczni Gdańsk, która została wykupiona z rąk Taruta przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu.

Przypomnijmy, że sprywatyzowanie stoczni uratowało ją przed likwidacją, związaną z przyjmowaniem niedozwolonej pomocy publicznej. Sprawą zajmował się wówczas Andrzej Jaworski z PiS, który był pełnomocnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przejęcie stoczni przez Tauruta nie zakończyło jednak problemów. Spółka znalazła się na skraju bankructwa, ponosiła wielomilionowe straty, a z trzytysięcznej załogi pozostało raptem sto osób.

Jedynym ratunkiem było jej wykupienie. Przy aktywnej pomocy zakładowej „Solidarności”, stocznia wróciła w polskie ręce. Koszt jej wykupu objęty jest tajemnicą.

Wydaje się, że na chwilę obecną nie ma pomysłu na stocznię. Wprawdzie, jak mówił „Wyborczej” Roman Gałęzewski, przewodniczący stoczniowej „Solidarności” „Pojawia się perspektywa rozwoju. Pomysł na stocznię jest taki, żeby to był zakład wielofunkcyjny korzystający z nowoczesnych technologii, które zwiększą wydajność pracy (…)Powinniśmy produkować wieże, elementy stalowe, konstrukcje i wszystkie inne produkty, które będą rentowne”, ale chwilowo za tymi słowami jeszcze nic nie idzie.

Musimy więc poczekać do 31 sierpnia, bo właśnie wtedy mają zostać przedstawione plany rozwoju Stoczni Gdańsk. Tego dnia odbędzie się konferencja „Stocznia Gdańsk 4.0. Nowy początek”, której organizatorami są ARP, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, NSZZ „Solidarność” i Stocznia Gdańsk, a udział w niej wezmą premier Morawiecki, zarząd stoczni, działacze związkowi i około 70 stoczniowców.

Tego też dnia zostanie odsłonięta tablica, upamiętniająca udział braci Kaczyńskich w strajku 1988 roku. Dziwne, bo byli oni tylko jednymi z tysięcy ludzi, w nim uczestniczących. Nie odegrali żadnej istotnej roli, nie pełnili funkcji przywódczych. Czołową postacią tego strajku był spawacz Jan Stanecki, który go rozpoczął i Alojzy Szablewski, szef komitetu strajkowego. Sam Wałęsa wprawdzie pojawił się w stoczni, ale uznał protest za przedwczesny.  Strajkujący żądali legalizacji Solidarności, podwyżki płac i przywrócenia do pracy zwolnionych pracowników. Negocjacje z dyrekcją prowadzili Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski oraz osoby z gdańskich środowisk opozycyjnych, między innymi Aleksander Hall oraz bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy.

Skąd więc pomysł, by upamiętnić tylko te dwie osoby? Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności” i działacz PiS potrafi to świetnie wyjaśnić. Jak mówi, „Konferencja dotycząca nowego otwarcia dla stoczni odbędzie się w „ubotowni”, która teraz w ramach odbudowy ma stać się laboratorium nowoczesnych technologii. Podczas strajku w tej hali przebywali bracia Kaczyńscy. Razem z nimi było tam pewnie ok. 200 osób. Wieszamy tablicę informacyjną akurat o nich, a nie o innych znanych osobach, bo na przykład Wałęsa, ja i wiele innych osób nocowało wtedy w stołówce”.

Jerzy Borowczak, stoczniowiec, a obecnie poseł PO, sam brał „udział w organizacji strajku, podobnie jak Jacek Merkel. Tam wielu ludzi przebywało i jakby chcieli naprawdę ich uczcić, to byłyby tablice m.in. z nazwiskami Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska, braci Kamińskich, Lecha Kosiaka i wielu, wielu innych

Kolejny rozmówca rozumiałby „upamiętnienie nieżyjącego Lecha, natomiast podkreślanie na siłę obecności dwóch braci, gdy z tej „ubotowni” nocowało znacznie więcej ludzi, wydaje się małostkowe”.

Pokrętne tłumaczenia Karola Guzikiewicza już nawet nie śmieszą. Mówi, że „Chętnie byśmy upamiętnili wszystkie osoby ze strajku, ale stołówka została zburzona przez władze miasta Gdańska przy wsparciu Borowczaka i ten budynek nie istnieje” czyli wychodzi na to, że jak nie ma stołówki to nie można uczcić pamięci tych, którzy faktycznie odegrali dużą rolę w tym strajku.  Trzeba przyznać, że sensu w tym nie ma.

Tak więc bracia Kaczyńscy będą mieli swoją tablicę, na fotografiach ze strajku, opublikowanych w ostatnim numerze pisma związkowego „Rozwaga” są postaciami pierwszoplanowymi, a to dopiero początek. Zapewne niebawem poznamy kolejne, tajemne strony ich bohaterskiej działalności. Trzeba przyznać, niezła zabawa historią…

Prof. Joanna Penson napisała wstrząsający list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Ta 96-letnia lekarka i wykładowca akademicki, więźniarka Ravensbruck, a także działaczka pierwszej „Solidarności”, uważa, że to Kaczyński inspiruje ataki na Lecha Wałęsę. – „To Pan stoi za oszczerczymi atakami na przywódcę sierpniowego strajku, na historycznego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, na laureata Pokojowej Nagrody Nobla, na rozpoznawalną na całym świecie ikonę polskiej bezkrwawej i zwycięskiej rewolucji. (…) Nie chcę wnikać w Pańskie motywacje. Domyślam się jedynie, że są one, niestety, osobiste” – czytamy w liście.

Była działaczka „S” przypomina, że Kaczyński zabiegał o przychylność Wałęsy w 1989 r. i pozował z nim do zdjęć. – „Wielokrotnie słyszałam z Pana ust peany na temat mego szefa: że to „obok Papieża najsłynniejszy w świecie Polak”, „prawdziwy lider obdarzony genialną intuicją” i „oczywisty kandydat na prezydenta Polski”.

Dziś prof. Penson uważa, że prezes PiS chciał sterować Wałęsą i dlatego zabiegał o jego względy. – „Dopóki Wałęsa wpisywał się w pańskie polityczne kalkulacje, był wielki i nie było żadnej sprawy tzw. Bolka. Z chwilą, gdy prezydent Lech Wałęsa zwolnił Pana ze swej kancelarii, skierował Pan przeciw niemu te same oskarżenia, którymi wcześniej szantażował Lecha gen. Czesław Kiszczak. Pan i Pana współpracownicy od lat prowadzicie bezprecedensową nagonkę na niego jako „agenta bezpieki”. Palił Pan jego kukłę pod Belwederem, wołał „Bolek do Moskwy”. A pod II bramą stoczni opowiadał Pan, że stoi tam, gdzie kiedyś, a ci, których Pan nie lubi, stoją tam, gdzie stało ZOMO. Nie wiem zresztą, gdzie Pan stał w sierpniu 1980 r. Byłam w Stoczni Gdańskiej przez cały strajk, ale nigdy Pana nie spotkałam”.

Prof. Penson wzywa Kaczyńskiego do zaprzestania ataków na Lecha Wałęsę i niekreowania „nowych, własnych bohaterów” Sierpnia’80.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym podatku Morawieckiego, bodaj najbardziej dewastującym finanse.

W rządzie PiS obowiązuje już prawo Gowina, które z grubsza polega na tym, że publicznie puszcza się farbę, a następnie wyplątuje się z tego, lecz farba jest jeszcze bardziej paskudna, bo zaprzeczając brnie się w kłamstwo. Gowin wygłasza coś ex katedra, a później siebie dementuje. Tak jest z Polexitem, który będzie konsekwencją niestosowania się do prawa europejskiego, do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o którym Gowin powiedział, że jeżeli będzie niekorzystny dla rządu PiS, to po prostu rząd zignoruje orzeczenie TSUE.

Bardziej skomplikowane jest prawo Morawieckiego, które da się opisać na przykładach. Jeden z takich przykładów dotyczy okresu, gdy Mateusz Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK (Santander). W nim wykuwało się prawo Morawieckiego. Polega ono na tym, że klientowi wciska się pożyczki np. we frankach szwajcarskich, których oprocentowanie gwałtownie rośnie z powodu zmiany kursu. Pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać długu i bywa, że popełniają samobójstwo, jak to się stało z mężem pani Barbary Husiew, która publicznie nazwała Morawieckiego kłamcą i banksterem.

Jest to bardzo delikatnie powiedziane, bo gdyby Morawiecki był rzeczywiście chrześcijaninem, to zasuwałby na kolanach w pielgrzymce do Santiago de Composteli i zniknął z życia publicznego na zawsze, w ten sposób się rechrystianizując. Ale on będzie wciskał Polakom inny kit, inne franki szwajcarskie.

Morawiecki chce wszystkim Polaków wcisnąć Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). O tych najnowszych „frankach szwajcarskich” powiedzą więcej fachowcy, ale już z daleka zalatuje od nich bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie. Waniajet pogłębionym prawem Morawieckiego.

Od lipca przyszłego roku wszyscy pracujący mają z pensji wpłacać przynajmniej 60 zł (w zależności od wysokości pensji) na PPK, które to pieniądze będą służyły do wyższej emerytury. Piszę o tym z grubsza. W komunikacie Ministerstwa Finansów napisano, iż jest to program dobrowolny, co jest kłamstwem, bo pracodawcy będą mieli obowiązek wpłat, które w przeciągu 10 lat mają osiągnąć wysokość 35 mld zł.

Uśmieliście się? Tak! To kolejny podatek, bo ten kapitał gromadzony przez fachowe instytucje będzie nadzorowany przez państwo. Czyli Morawiecki zamyśla, że będzie można zrobić z nim tak, jak z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), z którego bezprawnie rząd wyda 4,6 mld zł. Jest to złodziejstwo państwa z prywatnej kieszeni asekuracyjnej.

Kasa państwa została przez rząd pisowskich wydrenowana i na siłę Morawiecki szuka szmalu do kolejnych populistycznych rozdawnictw, a oprócz tego widać, iż nie zamierzają oddać władzy przez co najmniej 10 lat, w tym czasie Polska wypadnie z Unii Europejskiej i będą mogli sobie uprawiać zamordyzm nas wszystkich.

Prawo Morawieckiego wykute na kredytach frankowych zatem rozszerzone ma zostać na wszystkich Polaków. Wcześniej skończyło się samobójstwem Husiewa, a teraz może dotknąć wszystkich Polaków.

Należy więc dla naszego bezpieczeństwa, póki jeszcze czas wysłać Morawieckiego na pielgrzymkę do Composteli, aby się rechrystianizował. Przez 10 lat obróci z 10 razy, bo inaczej ten człowiek puści nas z torbami – i to przed upływem 10 lat.