Tag Archives: Janów Podlaski

Macierewicz wraca, aby dokończyć zniszczenia polskiej armii

Zwykły wpis

Jarosław Kaczyński powierzył Antoniemu Macierewiczowi przygotowanie raportu o stanie armii – informuje „Wprost”.

Były szef MON – jak wynika z informacji „Wprost” – od lipca zaczął regularnie odwiedzać Kaczyńskiego w jego domu na Żoliborzu.

O ociepleniu relacji między Macierewiczem a Kaczyńskim świadczyło też wystąpienie prezesa PiS na uroczystych obchodach 70. urodzin Macierewicza organizowanych przez środowisko „Gazety Polskiej”.

– Antoni jeszcze bardzo wiele dla Polski zdziała – mówił wówczas prezes PiS.

” Widać było, że wzajemne relacje obu polityków, między którymi jeszcze do niedawna nie było chemii, wyraźnie się poprawiły” czytamy we „Wprost”.

Z informacji dziennikarzy tygodnika wynika, że dowodem na ocieplenie tych relacji jest specjalne zadanie powierzone przez prezesa PiS byłemu szefowi MON – ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Macierewicz stał na czele resortu obrony narodowej od końca 2015 roku do stycznia 2018 roku.

To już kolejna – po przejęciu przez „dobrą zmianę” stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie – nieudana aukcja koni arabskich. Tym razem udało się sprzedać tylko sześć koni za 501 tysięcy euro. Wystarczy porównać to z wynikiem sprzed trzech lat, kiedy dochód z aukcji wyniósł niemal 4 miliony euro. W ubiegłym roku sprzedano także tylko sześć koni za 410 tysięcy euro.

Nie wypalił także najnowszy pomysł „dobrozmianowców” o przeniesieniu części imprezy, czyli Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi, do Warszawy.

W ten sposób potencjalni nabywcy, którzy byli w Janowie Podlaskim nie mieli szans zobaczyć koni spokrewnionych z tymi, które miały być licytowane. A na Tor Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu, gdzie odbyła się wystawa, przyszło niewiele osób.

O coraz gorszej sytuacji w polskich stadninach, m.in. w artykule „PiS–owskim urzędnikom wystarczyły dwa lata, żeby pogrzebać całą polską hodowlę arabów. Nie będzie „Pride of Poland”. Dodajmy, że nowy minister rolnictwa wczoraj zapowiedział powstanie Rady ds. Koni, mimo że takowa istnieje już od dwóch lat! Na twitterowym profilu tvpi Korea można zobaczyć zestawienie dwóch wiadomości, a tweet podpisano: – „[Deja vu] 11 kwietnia 2016 – w Ministerstwie Rolnictwa powstanie Rada ds. koni 12 sierpnia 2018 – w Ministerstwie Rolnictwa powstanie Rada ds. koni”.

‼️‼️‼️ „Dziś trafiło na Marcina Mellera. Jutro może trafić na każdego z Was. Zapamiętajcie, Polacy zdanie posła Rzeczpospolitej Polskiej wypowiedziane do obywatela: „Olać to ja mogę Twoją matkę”.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o sumieniu PiS i Kk.

Po co im prawo, skoro mają sumienia? Nie muszą być czyste.  Ważne, że są katolickie

Ulicami Poznania przeszedł tradycyjny marsz równości i tradycyjnie uczestniczył w nim prezydent Jacek Jaśkowiak. W przeddzień przyozdobiono miejskie tramwaje tęczowymi chorągiewkami. Wisiały i krążyły po mieście jeden dzień. Podczas pochodu już ich nie było. Motorniczowie mniej lub bardziej taktownie zawiadomili dyrekcję, że pod pedalskimi flagami jeździć nie zamierzają. Tym samym kolejna grupa zawodowa ustanowiła własną klauzulę sumienia.  Być może jutro jakiś motorniczy – antyszczepionkowiec zażąda usunięcia z szyb poznańskich tramwajów ulotek nawołujących do obrony przed powrotem zapomnianych, groźnych chorób wieku dziecięcego.

Nie udało mi się ustalić, kto i kiedy wymyślił tę klauzulę. Nic dziwnego, gdyby to był mój pomysł, też bym się nie przyznał. Z początku klauzula służyła do uzasadniania odmowy służby wojskowej, potem zainteresowali się nią silnie wzmożeni ludzie Kościoła, święcie przekonani o swoim prawie do kształtowania wzorców moralnych. Tacy depozytariusze ludzkich sumień rzadko poczuwają się do wynikających ze słownikowej definicji obowiązków: przechowywania tradycji – np. rycerskich obyczajów życia w prawdzie i dotrzymywania słowa, ochrony idei – np. praworządności i równości, wspomagania słabych i potrzebujących wsparcia, czy też promowania szacunku dla ludzi uczciwych i przyzwoitych. Zainteresowanie samozwańczych dyspozytorów ludzkich sumień ogranicza się najczęściej do dwóch przykazań. Dlatego padło na kobiety i dlatego powstał art. 39 Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty.

Klauzula sumienia przyjęła się nadzwyczajnie w polskiej medycynie, infekując nie tylko ginekologów. Często przybierała postać klauzuli kompletnego braku sumienia, ale jej atrakcyjność jakoś nie malała. Rychło medykom pozazdrościli aptekarze i fizjoterapeuci, a potem już poszło… W łódzkiej drukarni odmówiono usługi zamówionej przez organizację LGBT – bo zboczonych tekstów składać nie będą. W Rzeszowie pracownik sprzedający żywe i nieżywe ryby, wręczył klientce ruchomy egzemplarz i odmówił pozbawienia go życia powołując się na klauzulę sumienia – przy czym owijając rybę w folię skazał ją na śmierć męczeńską, ale zgodną ze swym wrażliwym sumieniem.  Zabawę podchwycił rząd, proponując właścicielom gruntów zgaduj – klauzulę: kiedy możesz wyłączyć swoją ziemię z terenów łowieckich? Dla ułatwienia – nieskuteczne jest już powoływanie się na prawo własności oraz na własne bezpieczeństwo. No więc? To proste: możesz uniknąć myśliwych na swoim terenie tylko wtedy, gdy powołasz się na swoje sumienie i przekonania religijne. Tyle, że musisz te przekonania udowodnić. Nie wiemy jak, ale próbuj…

W trakcie tych wesołych zabaw zapodziało się gdzieś pierwotne znaczenie słowa SUMIENIE. To nie jest już wewnętrzne odczucie, pozwalające rozróżniać dobro i zło oraz oceniać postępowanie własne i innych ludzi. Wielu utraciło już zdolność wartościowania swoich czynów pod kątem moralnym i umiejętność dostrzegania rozbieżności między własnym postępowaniem a przyjętymi normami. Dla nich taki dysonans nie skutkuje już poczuciem winy. Sumienie staje się towarem.  W kolejkę do Sądu Najwyższego ustawili się właśnie rozmaici przypadkowi prawnicy i ludzie, którzy w życiu nie zrobiliby kariery w inny sposób. Są wśród nich także sędziowie z doświadczeniem i stażem nie tak znów długim, żeby zapomnieć słów swojej przysięgi na Konstytucję. Cena za ich sumienia, wyznaczona przez ministra Ziobrę, okazała się tak wysoka, że nie potrafili się oprzeć.

Podczas dyskusji nad wnioskiem o odwołanie marszałka Sejmu wielokrotnie przewijało się słowo SUMIENIE. A to, że pan Kuchciński sumiennie wykonuje obowiązki, a to, że zgodnie ze swym sumieniem wyznacza kary niesfornym posłom (opozycji), a to, że sumienie nie pozwala mu na to i owo. Najbardziej podobał mi się komentarz, że pan marszałek odmawiając opozycji prawa głosu i ograniczając czas ich wystąpień „blokuje możliwość siania nienawiści i kłamstwa, przeciw czemu buntuje się sumienie marszałka”. A więc klauzula sumienia nie pozwala marszałkowi sejmu dopuścić opozycję do głosu… Tylko czemu lekarz powstrzymując się od wykonywania obowiązku niezgodnego z sumieniem, ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza, a marszałek Kuchciński nie wskazuje opozycji jakiegoś innego Sejmu? A poza tym – marszałek nie może powoływać się na klauzulę sumienia odmawiając opozycji jej praw tylko dlatego, że jest opozycją, bo klauzuli nie wolno stosować w celu dyskryminacji jakiejś grupy społecznej ze względu na rasę, narodowość, poglądy polityczne, przekonania religijne czy orientację seksualną.

SUMIENIE w wersji rządzących jest dzisiaj miejscem usprawiedliwiania metod uświęcających bliżej nieznany, ale wielce zbożny cel. Jest też narzędziem łagodzącym obawy przed przyszłymi konsekwencjami deptania prawa.  Sumienie tej władzy jest narzędziem propagandy, które objaśnia, że to, co robi władza jest moralne, ponieważ moralność władzy jest moralniejsza od wszelkich innych moralności. PiS walczy nie tylko o głosy wyborców, ale również o ich sumienia.  Dlatego tak ogromny wysiłek i środki skierowane są na demoralizację społeczeństwa, przeciąganego na ciemną stronę mocy uporczywą agitacją mediów własnych i zaprzyjaźnionych.  W wojnie o sumienia nie chodzi o żadną moralność, tylko o zalegalizowanie przemocy, elegancko ubranej w szaty demokracji. Klauzula sumienia stała się klauzulą zniewolenia.

Podczas tegorocznego Dnia Pokutnego w Gietrzwałdzie bp Józef Zawitkowski powiedział w kazaniu: „Wierzącym nie trzeba ustawy, wystarczy sumienie”. W Mszy celebrowanej przez biskupa bydgoskiego Jana Tyrawę wzięli udział m.in. marszałek Sejmu RP oraz liczni przedstawiciele władz partyjnych i państwowych. Wszyscy ci silnie wierzący wielokrotnie dali dowód swej wiary wypinając się na Ustawę Zasadniczą, nie licząc praw pomniejszych. Po co im prawo, skoro mają sumienia? Nie muszą być czyste.  Ważne, że są katolickie.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku.

Mariusz Błaszczak był właśnie ogłosić, że „mamy polską doktrynę wojenną”. Zanim o niej i reakcjach ludzi kompetentnych słów kilka napiszę, odwołam się do prehistorii, aż do przełomu epok kamienia łupanego i miedzi (eneolitu), bo to niejako daje wejrzenie w sposób postrzegania świata przez takich ludzi jak minister obrony, a poza tym rysowanie grubą kreską uświadamia, w jakie łapska wpadł nasz kraj.

Nauka posiada już takie subtelne narzędzia poznania, iż potrafi odtworzyć dwie ostatnie doby życia tzw. człowieka z lodu z Ötzi żyjącego – bagatela – 5300 lat temu, którego zmumifikowane truchło 19 września 1991 r. podczas wyprawy w Alpy Ötztalskie zostało znalezione przez dwoje niemieckich turystów w topniejącym lodowcu. Otóż ten Ötzi w ostatnich dniach życia był zagrożony, a mimo to nie naprawił uszkodzonych strzał i nie dokończył pracy nad łukiem. Ponadto wyprawiał się dwukrotnie w góry, lecz dał się zaskoczyć skrytobójcy, który strzelił mu z łuku w plecy.

Wracam do Błaszczaka, który o doktrynie wojennej napisał ponadto, iż ma ona podstawę w słowach Lecha Kaczyńskiego wypowiedzianych równo 10 lat temu w Tbilisi podczas wiecu, gdy wezwał NATO i Unię Europejską do solidarności, by przeciwstawić się agresji Rosji.

Nie wnikajmy już w anachronizm sformułowania „doktryna wojenna”, która jest proweniencji XIX wiecznej, wówczas „szło się na wojnę”, dzisiaj mamy doktrynę obronną, bo nikt nie przyznaje się do agresywnych zamiarów wojennych, aby iść na wojnę. Po to stwarza się silną armię, aby bronić kraju albo demokracji. Tak jak dzisiaj też nie ma ministrów wojny, tylko są ministrowie obrony.

No, ale umysł Błaszczaka jest nie do obrony. Na tweet Błaszczaka zareagował były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej i zadał pytanie Błaszczakowi, gdzie można zapoznać się z tą nową doktryna wojenną, bo mógłby z nią np. zapoznać studentów. Ponadto podrzucił Błaszczakowi sygnatury i wyciąg z „Doktryny Komorowskiego”, która zresztą obowiązuje do dzisiaj.

Co na to Błaszczak? Ano nic, wszak wiele Błaszczaka łączy z człowiekiem lodu sprzed 5,3 tys. lat, który był niepiśmienny i nie miał doktryny, bo nawet nie naprawił strzał i łuku. Nasza armia tak naprawdę jest wyposażona w sprzęt, który powinien być przeznaczony do demobilu. Bez wstydu zostało ogłoszone, iż dla Marynarki Wojennej zakupione zostaną od Australii dwie 30-letnie fregaty Adelaide, które na antypodach miały iść na złom. Wg generała Waldemara Skrzypczaka fregaty będą bezbronne wobec najnowszych pocisków rosyjskich (jak skrytobójczy strzał w plecy człowieka lodu)

Nie odnoszę się do tzw. doktryny Lecha Kaczyńskiego, który już mógł zginąć w locie do Gruzji w 2008 roku, ale pilot odmówił lądowania w Tbilisi, za to inny pilot nie odmówił lądowania w Smoleńsku i skończyło się to wiadomo jak.

Politycy PiS odmrażają nam jakieś zamierzchłe idee i doktryny wojenne, które nota bene nie istnieją. Błaszczak to taka odmrożona postać, której niekompetencja wystawia naszą obronność na skrytobójczy strzał. Najpierw bójmy się Błaszczaków, bo oni czynią nas bezbronnymi.

Morawieccy to przedstawiciele Targowicy

Zwykły wpis

„List otwarty prawników z całego świata, wyrażający wsparcie dla I Prezes SN Małgorzaty Gersdorf, i wyraźnie stwierdzający, że jest Ona pełnoprawnym prezesem do końca swojej kadencji. Wśród podpisujących G. de Búrca, N. Walker i K. Scheppele, wielkie autorytety w zakresie prawa UE” – napisał na Twitterze prof. Marcin Matczak.

20 profesorów prawa z całego świata stanęło w obronie prof. Małgorzaty Gersdorf. Piszą, że skrócenie przez pisowską ustawę sześcioletniej kadencji I Prezes SN jest niedopuszczalne. – „To politycznie motywowane działanie stoi nie tylko w sprzeczności z zapisami polskiej Konstytucji, ale również narusza europejskie standardy dotyczące niezależności sądownictwa, które polskie władze mają obowiązek respektować. Uznajemy, że prof. Małgorzata Gersdorf jest jedyną osobą uprawnioną do bycia Pierwszą Prezes SN aż do 30 kwietnia 2020 roku, kiedy kończy się jej określona Konstytucją kadencja” – czytamy w liście.

Internauci z gorzką ironią komentowali list otwarty światowych autorytetów prawniczych. – „Co tam światowe autorytety prawa! W Polsce prawne autorytety to mgr Przyłębska, mgr Ziobro i prokurator PRL – Piotrowicz”; – „Eeee tam… dla PIS to tylko zespół kolesi; spływa to po nich jak po… kaczce”; – „Ale panowie Łapiński czy Wójcik są większymi autorytetami. Oraz politolog Jaki Patryk”.

Zanim PiS doszedł do władzy, stadnina koni arabskich w Janowie Podlaskim była jedną z najlepszych na świecie. Dziś jest cieniem samej siebie. Tylko w 2017 r. straciła ponad 1,5 mln zł. Tak wynika ze sprawozdania Zgromadzenia Wspólników Stadniny Koni Janów Podlaski, o którym donosi RMF FM. Trzeba przypomnieć, że wieloletni dyrektor stadniny w Janowie Marek Trela – odwołany przez PiS za rzekomą niegospodarność – w 2015 roku zanotował zysk w wysokości 3,5 mln zł.

Ze sprawozdania wynika także, że zysk z prestiżowych przed „dobrą zmianą” aukcji koni arabskich Pride of Poland z roku na rok malały. W 2017 roku zysk z licytacji wyniósł zaledwie 410 tysięcy euro. Dla porównania – przychód w 2016 roku to 1 mln 271 tysięcy euro, a w 2015 prawie 4 miliony euro!

Nie bez znaczenia były też ciągłe zmiany w kierownictwie stadniny w Janowie Podlaskim – w ciągu 2 lat hodowla miała 3 prezesów. A odwołany przez PiS Marek Trela hoduje konie arabskie w Jordanii…

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckich.

Bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Ile jest racji w spostrzeżeniu Tomasza Lisa, że „frakcja moskiewska w naszym Sejmie jest już tak widoczna jak w sejmie przedrozbiorowym. Jej rzecznikiem – co szokuje – jest ojciec premiera”? A chodzi o wywiad z Kornelem Morawieckim zamieszczony w „Rzeczpospolitej”. To druga z nim rozmowa o tej samej prokremlowskiej wymowie w niedługim czasie. Pierwsza ukazała się w propisowskim tygodniku „Do Rzeczy”.

Były szef dyplomacji, a obecnie eurodeputowany Dariusz Rosati postrzega tatusia premiera jako tubę propagandową Kremla. Dla niego jest dylematem: czy to świadomy agent, czy „pożyteczny idiota”? Dotyczy to konkretnej wypowiedzi Morawieckiego: – „W Polsce większość mediów nastawia społeczeństwo przeciwko Rosji. Czy to jest dobre? Nie, to powinno się zmienić„.

Radosław Sikorski zwraca się do symetrystów, którzy ciągle tkwią w pułapce „A 8 lat rządów PO-PSL…”: – „Żebyście koleżanki i koledzy symetryści z mediów, które jeszcze nie służą społeczeństwu znowu nie mówili, że nie wiedzieliście„.

Najwidoczniej tatuś Kornel wynosi na zewnątrz rozmowy z synem Mateuszem, więc dowiadujemy się, dokąd będzie zmierzać polityka wewnętrzna i zewnętrzna PiS. A zatem: Houston, mamy problem. Dzisiaj tym Houston jest społeczeństwo obywatelskie.

Tata Kornel nie skrywa, że stoi po stronie PiS, czyli syna: – „Najpierw wygrajmy wybory, później będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu„. Służebne, to znaczy takie, która zgadzają się z linią PZPR, która nazywa się dzisiaj PiS.

Inny jeszcze z tego wysnuwa się wniosek, iż różnica w PRL między „Solidarnością” a „Solidarnością Walczącą” była taka jak między demokracją a demokracją ludową. Jak to nagle rozjaśniają się zakłamania nie tylko w rodzinie Morawieckich… Tata mówi otwarcie to, do czego syn doprowadzi. Kornel próbuje przygotować opinię publiczną do skutków działalności syna.

Jarosław Kaczyński nie czeka na wygranie wyborów, aby media „zmienić na służebne społeczeństwu”. Już dzisiaj chce zmienić „Gazetę Wyborczą” do służenia. Gdańska kancelaria adwokacka, która jest na liście płac PiS, pozywa z pełnomocnictwa prezesa PiS Kaczyńskiego w sprawie materiałów, które ukazały się (lub ukażą się w przyszłości) na łamach „Gazety Wyborczej” oraz portalu wyborcza.pl, a dotyczą powiązań szefów służb Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego z Jakubem R., wysokim rangą urzędnikiem warszawskiego ratusza, odpowiadającego za reprywatyzację nieruchomości.

Tak mają służyć media społeczeństwu wg PiS, wg ojca Morawieckiego, jak w Rosji. U naszych sąsiadów najpierw Borisowowi Bierezowskiemu odebrano media, a gdy ten uciekł przed Gułagiem, w Londynie go sprzątnięto.

Patrząc na Morawieckich, bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.