Tag Archives: Jan Grabiec

Piłsudski w grobie się przewraca jak fryga

Zwykły wpis

Historyk, były doradca prezydenta Komorowskiego w ostrych słowach komentuje rządową decyzję o wspólnym marszu z narodowcami. „Jeśli się uznaje marszałka Piłsudskiego i słusznie za budowniczego niepodległości, to on się z wściekłości w grobie na Wawelu przewraca jak fryga” – stwierdził na antenie Radia Zet prof. Tomasz Nałęcz.

Nawiązując do stanowiska marszałka, profesor przypomniał, że to nie kto inny jak właśnie on takie „skrajnie nacjonalistyczne organizacje zdelegalizował, bo uważał, że godzą w państwo”. Negocjacje dotyczące wspólnego marszu premiera, prezydenta i narodowców nazwał nieporozumieniem.

„Władza państwowa nie może negocjować z jakąś ekstremalną grupą, chcąc iść z nią razem, żeby tamta przestrzegała prawa. Równie dobrze pan prezydent Duda może spotkać się w lesie z wilkiem i umawiać się, że od dzisiaj wilk będzie jadł trawę” – powiedział Nałęcz.

Kładąc nacisk na fakt, że ONR i Młodzież Wszechpolska są kontynuatorami nacjonalistycznych organizacji z lat 30., profesor powiedział: „To ma ogromne znaczenie, co to za grupa, chociażby dlatego, że tamta Polska, której stulecie obchodzimy, te skrajnie nacjonalistyczne organizacje zdelegalizowała”.

Przedwczoraj przed północą organizatorzy Marszu Niepodległości porozumieli się ze stroną rządową w sprawie organizacji wspólnego wydarzenia. Marsz wyruszy dziś o godz. 15 po przemówieniu prezydenta Dudy.

Wcześniej, bo w środę Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała marszu narodowców w stolicy, wychodząc z założenia, że jak powiedziała „Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm”.

Po tej decyzji prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki postanowili, że marsz zostanie objęty patronatem przez prezydenta, organizacją wydarzenia zajmie się rząd.

Jeśli się uznaje marszałka Piłsudskiego – i słusznie – za budowniczego niepodległości, to on się z wściekłości w grobie na Wawelu przewraca jak fryga.

Depresja plemnika

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście…

View original post 2 515 słów więcej

Kubica może pogrążyć Morawieckiego, że puści bąbelki

Zwykły wpis

Na taśmach, opublikowanych dziś przez Onet, słychać, jak ówczesny prezes BZW BK Mateusz Morawiecki … cieszy się z wypadku Roberta Kubicy. Trudno użyć innego słowa, skoro ze strony obecnego premiera padają takie: – „Na szczęście złamał rękę, raz, drugi. Ja nie chcę, k…a, co roku pięć dych płacić”.

Z nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele” wynika, że ówczesny szef BZ WBK uznał dramatyczny wypadek Roberta Kubicy za zdarzenie pozytywne z punktu widzenia interesów „własnego” banku. Dlaczego?  Gdyby bowiem do wypadku nie doszło, bank BZ WBK prawdopodobnie musiałby zostać sponsorem polskiego kierowcy, czytamy w portalu Onet.

Do treści nagrań odnieśli się politycy, dziennikarze i internauci. Zarówno w tonie żartobliwym, jak i poważnym.

Były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak: „Już powoli da się rozpoznać premiera Morawieckiego po niepowtarzalnym wulgarnym stylu. Ale żeby tak o Kubicy!?”.

Wicemarszałek Sejmu i poseł Kukiz’15 Stanisław Tyszka: „Jakim trzeba być człowiekiem, by powiedzieć »na szczęście złamał rękę, raz, drugi…«?”.

Redaktor naczelny tygodnika „Newsweek”, Tomasz Lis: „różnych polityków i premierów Polska miała, ale pan Morawiecki jest nie do obrony. Po tekstach o kontuzji Roberta Kubicy, w oczach milionów Polaków pozamiatał się na wieki wieków amen.”

Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”: „Nie ważne, czy Mateusz Morawiecki był wtedy osobą prywatną, szefem zagranicznego banku, a dziś jest premierem… To jest po prostu po ludzku złe.” – pisze.

Kamil Durczok na swoim profilu napisał: „A tak po ludzku, panie Morawiecki, to co pan wygaduje o Kubicy, to regularna chamówa”.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec przypomniał, że wypadek Kubicy, który „podsumował” Morawiecki, kwalifikował się jako „zagrażający życiu”.

Z kolei popularna na Twitterze komentatorka Kataryna celnie skwitowała postawę premiera – inną wobec narażonego na kontuzje sportowca niż względem mogącego być przydatnym polityka. Jak podkreśliła, w tym kontekście nie potrafi zrozumieć postawy premiera.

Co interesujące, politycy PiSu ten „wątek taśmowy” potraktowali nadzwyczaj poważnie. Adam Bielan powiedział dziś w rozmowie z Moniką Olejnik, że Mateusz Morawiecki spotkał się z Robertem Kubicą. Ta troska również nie umknęła uwadze komentatorów.

Dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki:„Jeśli taśmy są »odgrzewanym kotletem« i »znaną od paru lat prywatną rozmową bez znaczenia«, to dlaczego premier spotyka się nagle z Robertem Kubicą dziś, by się z nich wytłumaczyć?”.

Michał Kolanko: „Spotkanie PMM z Kubicą o którym mówił @AdamBielan najlepiej świadczy o powadze sytuacji i próbach „damage control” w wykonaniu PiS. Po ujawnieniu innych fragmentów reakcja była inna”

Afera podsłuchowa może pogrążyć Mateusza Morawieckiego. I tylko jeden wątek – z Robertem Kubicą.

Holtei

Ciąg dalszy afery taśmowej. Onet opublikował kolejne nagrania z Mateuszem Morawieckim. „Na szczęście złamał rękę” – mówi o Robercie Kubicy. Na premiera wylała się fala krytyki.

Onet opublikował kolejne taśmy z udziałem Mateusza Morawieckiego, gdzie premier wypowiada się na temat wypadku Roberta Kubicy z 2011 roku.

„Na szczęście złamał rękę” – powiedział o wypadku polskiego sportowca na nagraniach zafery taśmowej. Gdyby tak się nie stało, Robert Kubica najprawdopodobniej przeszedłby do Ferrari, w efekcie czego bank BZ WBK musiałby sponsorować sportowca. (BZ WBK należał do Santandera, który od był sponsorem teamu Ferrari – red.). ” Ja tego nie chcę, kur… Pięć dych co roku płacić. Sp…laj.” – mówił Mateusz Morawiecki.

Taśmy Morawieckiego. Premier o Kubicy: „Na szczęście złamał rękę”

Słowa Mateusza Morawieckiego o Robercie Kubicy wywołały lawinę krytyku pod adresem premiera.

Morawiecki cieszący się z poważnego wypadku wybitnego polskiego sportowca bo już nie musi mu płacić z pieniędzy banku…

View original post 3 492 słowa więcej

Dudę przed Trybunał Stanu, także Szydło i Morawieckiego, a Kaczyńskiego przed sąd powszechny

Zwykły wpis

4 października Andrzej Duda jechał na spotkanie z mieszkańcami Oświęcimia. Podczas przejazdu kolumny samochodów rządowych przez miasto, wybiegł na ulicę dziewięcioletni chłopiec i został potrącony przez jeden z radiowozów. Na szczęście dziecko nie odniosło poważniejszych obrażeń. Skończyło się na krótkiej obserwacji w szpitalu.

Śledztwa nie będzie i wydawałoby się, że sprawa już skończona, a jednak   po forach policyjnych krąży historia o tym, jak prezydent zachował się po zdarzeniu i zwymyślał załogę radiowozu. Ponoć po tym, jak „dziecko wbiegło w bok radiowozu podczas przejazdu z Dudą (…) podszedł do radiowozu, uderzył pięścią w radiowóz i powiedział do policjantów: ‘co wyście ch… znowu narobili”. Policjanci są oburzeni taką reakcją i uważają, że to całkowity brak szacunku.

Jeden ze świadków zdarzenia mówi, że prezydent „był wściekły, widziałem, jak uderzył pięścią w szybę radiowozu, słyszałem, że krzyczał, ale moim zdaniem nie były to przekleństwa”. Według niego, powodem takiego zachowania była postawa funkcjonariuszy, którzy chcieli kontynuować jazdę, pozostawiając chłopca bez pomocy.

Rzecznik prezydenta w rozmowie z Onetem stwierdził, że nawet nie będzie tego komentował. Wprawdzie „Gazeta Wyborcza” przesłała zapytanie w tej sprawie, ale „Trudno się do takiej ilości nieprawdy odnieść (…)Ciężko się do tego odnieść”.

Prezydent mówi, że sprawy tak nie zostawi, policjanci są oburzeni słowami, jakie padły, a ja zastanawiam się, jakiego pecha ma ekipa rządząca. Gdzie się nie ruszy, tam musi jej się coś przytrafić. Tu kolizja, tam wypadek, jeszcze gdzieś awaria, dziecko wyskakujące pod koła…to jakieś fatum?

 

Rostowski o przełożeniu przesłuchania przez komisję śledczą: Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, kłamstwo VAT-owskie, nie runęła tuż przed wyborami

– Miałem być dzisiaj przed komisją [ds. VAT]. Została efektywnie odwołana ta komisja, bo przecież PiS nie przypadkiem 26 września uzgodnił ze mną, że właśnie dzisiaj, 12 października będę zeznawał. Bo chcieli przed wyborami. Miało być przed wyborami, teraz mówią, że będzie w II połowie listopada. Nie wiem oczywiście [jaki jest powód]. Domyślam się, że bali się, że jednak na komisji, takie przesłuchanie może trwać, szczególnie w moim przypadku, bo jestem dość odporny i się nie męczę, 9 godzin na przykład i jak wchodzi się w te wszystkie szczegóły i mówi się o konkretnych liczbach i analizach, to wtedy ta dowolność po prostu mówienia byle czego, tak jak to robi PiS, mówiąc o odzyskanych 40 mld jednego dnia, 250 mld innego dnia, 500 mld jeszcze innego dnia. Tego już nie można robić – stwierdził Jacek Rostowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, to całe kłamstwo VAT-owskie, które PiS szerszy od 2-3 lat, żeby ta cała konstrukcja im nie runęła tuż przed wyborami – mówił dalej o powodach odwołania dzisiejszego przesłuchania. Jak podkreślił były minister finansów, żadnego parasola ochronnego nie było i on sam nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia.

Rostowski: Mamy do czynienia z katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim

– Myślę, że tutaj to Mateusz Morawiecki ma wiele rzeczy do wytłumaczenia. To by np. wybrzmiało podczas komisji, gdyby ona miała miejsce dzisiaj. Np. w 2017 roku, kiedy Morawiecki był ministrem finansów, to prawdziwa kwota pieniędzy, które służby skarbowe zabrały oszustom, to nie są jakieś teoretyczne szacunki tego, co może mogłoby być, ale prawdziwe, konkretne pieniądze zabezpieczone, zabrane, przejęte do budżetu państwa z rąk czy kont oszustów. 570 mln, żadne miliardy, złotych. Co ciekawsze, w 2015 i 2014 roku, czyli za naszych rządów, ta kwota była ponad miliard. Prawie dwa razy większa. Czyli mamy do czynienia z po prostu katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim – stwierdził Rostowski w w Radiu Zet.

Rostowski: PMM teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów sam nie ma

– Nie, nie powiedziałem, że ma sukcesy [Mateusz Morawiecki]. Teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów nie ma sam. To, za co sam odpowiada, to co stanowi ile naprawdę zabrali środków szustom, to tutaj mamy po prostu z katastrofą, bo spadek o połowę – stwierdził Rostowski w rozmowie z Lubecką w Radiu Zet.

Rostowski: Na pewno trzeba będzie postawić prezydenta i dwóch premierów przed TS. Dorzuciłbym jeszcze Kaczyńskiego przed sąd powszechny

– Na pewno trzeba będzie postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta za łamanie Konstytucji, premiera za nieopublikowanie, i to dwóch premierów, i Beaty Szydło i MM, wyroków TK. Dorzuciłbym jeszcze Jarosława Kaczyńskiego przed sąd powszechny za podżeganie do tamtych przestępstw – powiedział Rostowski w Radiu Zet.

Fatum dla Polski jest Andrzej Duda. Że on ciągle ma jakieś wypadki, g…wno mnie obchodzi, ale ta pokraka kieruje Polskę ku katastrofie, ku kolizji z UE, etc.

Holtei

>>>

Zdaję sobie sprawę, że rozmowa ze mną jest smutna czy wręcz beznadziejna, może powinienem przedstawiać jakieś bardziej optymistyczne wizje, żeby pokrzepić, ale realnie nie wiem, co miałbym powiedzieć. Oczywiście jeszcze liczymy na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, bo na co jeszcze możemy liczyć, co zrobić?  – mówi sędzia Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent powołał 27 nowych sędziów do Sądu Najwyższego, bez udziału kamer, mediów, nagle. Dziwi pana takie zachowanie prezydenta?

MICHAŁ LASKOWSKI: Dla nas niezrozumiały jest ten pośpiech prezydenta w sytuacji, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie o wstrzymaniu tej procedury. Jeśli tak to rozumieć, adresatem bezpośrednim tego postanowienia NSA jest KRS, ale przecież nominacje są naturalnym dalszym ciągiem tej procedury.

Niezrozumiałe zatem jest dla nas postępowanie prezydenta w tej sytuacji. To ignorowanie orzeczenia NSA.

Ignorowanie orzeczenia NSA czy nieprzestrzeganie prawa?
Można to różnie nazywać, ale jeśli jest orzeczenie sądu i ktoś mówi, że się do…

View original post 4 291 słów więcej

Edukacja pod rządami PiS i Zalewskiej, która szczerząc zęby, pokazuje próchnicę mózgu, sprowadza się do poziomu szkółek przykościelnych

Zwykły wpis

„Mówiliście w kampanii wyborczej o wychowaniu. I co dzisiaj mamy? Jak dzisiaj wychowujecie nasze dzieci? Uczycie dzieci, że dla utrzymania władzy można kłamać, manipulować i oszukiwać” – mówiła Krystyna Szumilas z PO podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o wotum nieufności dla Anny Zalewskiej. Dodała, że premier polskiego rządu w kampanii wyborczej „posługuje się kłamstwem, aby wygrać z opozycją”. – „Daje przykład młodym ludziom, że dla zdobycia władzy wszystkie chwyty są dozwolone” – podkreśliła.

Wniosek o odwołanie minister edukacji złożyła Platforma Obywatelska. Napisano w nim, że Zalewska wprowadziła do szkół chaos, skróciła o rok edukację ogólną, obciążyła uczniów klasy VII i VIII nadmiernym i niemożliwym do zrealizowania materiałem, w efekcie czego są zestresowani i przemęczeni oraz doprowadziła do przepełnienia szkół podstawowych. Według PO, nauczyciele masowo uciekają ze szkół, bo m.in. nie chcą pracować w kilku placówkach, by uzbierać godziny do pełnego pensum.

– „Od początku roku szkolnego rodzice alarmują, że dzieci są przeciążone nauką, uczą się w tłoku i w ścisku na dwie lub trzy zmiany. A co słyszą od pani minister? To wina dyrektorów szkół i samorządów. To pytam pani minister, kto podpisał rozporządzenia, kto podpisał ustawy zmuszające dyrektorów szkół do zmieszczenia w budynku dodatkowych dwóch roczników?” – pytała Szumilas. Posłanka PO mówiła także o problemie ciężkich tornistrów. – „Minister edukacji chce przekonać społeczeństwo, że tornistry są lekkie jak piórko. I co robi? Waży tornistry, w których nie ma podręczników” – powiedziała

„Szkole potrzeba spokoju, a nie szalonych pomysłów” – stwierdziła inna posłanka PO Urszula Augustyn. – „Kilka dni temu była pani w szkole lub przedszkolu i maluchy zadały pani pytanie, bardzo zresztą sympatyczne: o czym pani marzyła, kiedy była pani dzieckiem, kim pani chciała zostać i pani im szczerze odpowiedziała, że chciała zostać baletnicą, i powiem równie szczerze: trzeba było trzeba iść w tym kierunku” – powiedziała Augustyn.

Posłanka PO odniosła się do wypowiedzi Zalewskiej, że w wyniku „reformy” o 18 tys. zwiększyła się liczba etatów dla nauczycieli. – „Mówi pani o dodatkowych miejscach pracy, powstały one w przedszkolach, ale co to obchodzi fizyka” – zaznaczyła. A te nowe miejsca to oferta po kilka godzin w różnych szkołach. W efekcie nauczyciele muszą jeździć między kilkoma placówkami, by wypełnić pensum lub porzucają pracę w szkole i podejmują ją poza dotychczasowym zawodem. Mówiła też o podwyżkach dla nauczycieli. – „Zapomniała pani powiedzieć, że te podwyżki to 100 zł rocznie. Nawet związkowcy z Solidarności przyszli przed MEN z czerwoną kartką” – powiedziała Augustyn, zwracając się do Zalewskiej.

„Kuratorzy na niespotykaną w wolnej Polsce skalę ingerują w życie szkół, upolityczniając je, wywierając naciski na nauczycieli. Liczne przypadki nasyłanych na szkołę kontroli po wyrażaniu przez nauczycieli własnych poglądów lub demonstrowaniu solidarności z protestującymi przeciwko zmianom. Zastraszanie nauczycieli to niedopuszczalna sytuacja, to jest ograniczanie praw człowieka w demokratycznym kraju. Mówicie tak pięknie o patriotyzmie, ale wam się myli patriotyzm z nacjonalizmem i indoktrynacją” – podkreśliła Augustyn.

Jak się okazało, nie tylko to im się myli. Mateusz Morawiecki na Twitterze postanowił podziękować minister edukacji. – „Takie będą Rzeczypospolite jakiej młodzieży chowanie”. Dziękuję pani Annie Zalewskiej za budowanie lepszego wykształcenia, ku pożytkom Rzeczypospolitej, ku pożytkom naszej gospodarki. Dziękuję za jej reformy, bo to dobra zmiana dla polskiego systemu edukacji” – napisał na profilu Kancelarii Premiera. A my proponujemy premierowi, żeby sam się doszkolił. „Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”– tak brzmi właściwy cytat (źródło: encyklopedia.pwn.pl, hasło: Jan Zamoyski).

>>>

>>>

Premier Morawiecki zapewne nie spodziewał się, że przyjdzie dla niego tak trudny czas. Właśnie Onet ujawnił nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, których to on jest głównym bohaterem. O „nieznanych taśmach Morawieckiego” napisał Newsweek już w 2016 roku, gdy został on wicepremierem w rządzie PiS. Jakoś wtedy sprawa umarła śmiercią naturalną, ale teraz wróciła, i to z wielkim hukiem.

Według dziennikarzy Onetu „obaj kelnerzy, którzy dokonywali podsłuchów, obciążają ówczesnego prezesa Banku BZ WBK Mateusza Morawieckiego. W ich zeznaniach pojawia się wątek kupowania nieruchomości na podstawione osoby (tak twierdzi Łukasz N.) oraz brania na takie osoby kredytów (tak uważa Konrad Lasota)”.

Ujawnione nagranie to prawie trzygodzinny zapis rozmowy premia z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, szefem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. W rozmowie Morawiecki chwali się świetnymi relacjami m.in. z Tomaszem Arabskim, szefem kancelarii Donalda Tuska czy Janem Krzysztofem Bieleckim. Jest też mowa o stanowisku ministra skarbu w rządzie PO/PSL dla Morawieckiego i o SKOK-ach, których sytuacja jest fatalna i są one finansowane przez „niepokorne” media.

Morawiecki w ostrych słowach wypowiada się o finansjerze z Niemiec i Szwajcarii. Jak mówi „K.., siedzą ci bogaci Amerykanie, Żydzi, Niemcy, Angole, Szwajcarzy, nie? Siedzą w swoich głębokich, wiesz, fotelach. Mają nakumulowane tego oczywiście kapitału tyle, że możesz ich tam w dupę pocałować. Jeszcze się prosisz oczywiście o ten kapitał, nie? Oni oczywiście w tej swojej chciwości… Ja cały czas tak patrzę na ten świat z punktu widzenia geo i historycznego trochę. I mi się wydaje, że popełniają błąd (…) Jakby nie dokonując pewnej redystrybucji tego”.

 Bardzo pozytywnie mówi za to o Angeli Merkel, która „działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa, czyli oczekiwaniach. My nie wiemy, ale być może zakończy się to dobrze, jeżeli my, ludzie, we the people, prawda, a już zwłaszcza we the people w Niemczech czy w Hiszpanii, we Francji, musimy obniżyć nasze oczekiwania. Bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, się da zreperować. Będziemy zapier… i rowy, ku… kopać, a drudzy będą zakopywać, będziemy zadowoleni. Wtedy my jako ludzie mniejsze będziemy mieć emerytury”.

Dodaje też, że właśnie Merkel oraz Sarkozy, Hollande i inni muszą odkręcić przekonanie ludzie, że „w takim świecie, jak dzisiaj są, gdzie przez pięćdziesiąt lat ludziom się wydawało, że zawsze będzie lepiej, emerytury będą dość wysokie, żyć będziemy coraz dłużej, służba zdrowia będzie za darmo k… i edukacja za darmo”. 

Gdy Matuszewska mówi, że „przyzwyczaić się do lepszej sytuacji jest daleko łatwiej niż do gorszej”, Morawiecki odpowiada: „Najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut”.

Morawiecki nie ukrywa też, co myśli o imigrantach z Afryki. „No k… Wiesz, kiedyś przypłyną, kiedyś coś zrobią. (…) Te iPhone’ye pokażą im: tu żyje się tak a tu tak. I co my zrobimy jak flotylla tratw k…, nawet tam z północy Afryki będzie na południe? (…) Będziemy strzelać, będziemy odpychać ich, wiesz”.

Wszystko wskazuje na to, że istnieje kilka taśm z nagraniem Morawieckiego i jego gości w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Pytanie tyko, w czyich są one rękach. Jeden z byłych funkcjonariuszy CBA w połowie sierpnia powiedział „Gazecie Wyborczej”, że Biuro ma „nagranie kompromitujące Morawieckiego” i jest ono „jest gwarancją bezpieczeństwa” dla Mariusza Kamińskiego i jego ludzi. Kolejny rozmówca nie ukrywa, że Morawiecki chciał odsunąć Kamińskiego, ale musiał się wycofać, właśnie ze względu na tę taśmę.

Dziennikarze wysłali 22 sierpnia zapytanie do rzeczniczki rządu, Joanny Kopcińskiej, „Ile razy w latach 2013-14 Mateusz Morawiecki odbywał spotkania towarzysko-biznesowe w restauracjach Sowa i Przyjaciele lub Amber Room?, Czy szef rządu był szantażowany ujawnieniem treści nagrań? Jeśli tak, to czy powiadomił o tym prokuraturę lub inne służby? Czy prawdą jest, że premier chciał zdymisjonować Mariusza Kamińskiego?”.

Rzeczniczka odpowiedziała krótko – „W śledztwie podsłuchowym p. Morawiecki ma status osoby pokrzywdzonej. Jednocześnie pragnę zapewnić, że Pan Premier nigdy nie był szantażowany ujawnieniem treści jakichkolwiek nagrań.” I dodała: „Premier nie zamierzał i nie zamierza dymisjonować Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Powtarzanie tego typu spekulacji nie ma żadnych podstaw faktycznych. Współpraca Premiera z Ministrem Mariuszem Kamińskim jest bardzo profesjonalna i układa się bardzo dobrze”.

CBA zapytane, czy jest w posiadaniu taśm, które nie zostały przekazane prokuraturze, zdecydowanie temu zaprzecza.

Sporo mógłby tutaj powiedzieć Marek Falenta. Jak mówi jeden z jego byłych pracowników, to właśnie „taśma Morawieckiego” chroni go przed pójściem do więzienia.

Trzeba przyznać, że ujawnienie tych rozmów przez Onet wywołało jednak sporą nerwowość w szeregach PiS. Beata Mazurek, rzeczniczka tej partii, napisała na Twitterze, że „Niemiecki Onet kolejny raz insynuuje. To atak na Polski Rząd taśmami i zeznaniami, które są dostępne od 4 lat. Mafie VAT, mafie paliwowe, mafie tytoniowe, mafie alkoholowe pozbawione miliardów dochodów szukają sojuszników”.  Znowu więc mamy do czynienia z klasycznym odwróceniem kota ogonem.

Ciekawe, co będzie dalej. „Afera podsłuchowa” była jedną z przyczyn przegranej PO w wyborach parlamentarnych 2016 roku. Lud oburzony tematem rozmów i retoryką, opartą na ostrych wulgaryzmach, żądał natychmiastowej dymisji uczestników tych spotkań. Czy teraz będzie podobnie? A może daruje Morawieckiemu tego typu wtopę, bo przecież „swoim” wolno wszystko?

Pojawia się też pytanie, kto miał interes w tym, by taśmy z Morawieckim w roli głównej, wyszły na światło dzienne?  Według mnie odpowiedź wydaje się prosta. To ktoś, kto chce wyeliminować premiera z szeregów PiS, kto czuje się zagrożony, kto jest uczestnikiem w walce o schedę po prezesie Kaczyńskim. Pamiętajmy, że to właśnie o Morawieckim mówi się jak o ewentualnym następcy szefa PiS, a to się kilku aktywistom tej partii musi bardzo nie podobać.

Jak nie idzie, to nie idzie…

Niby PiS zapewni nam rzekomą mądrość i cnotę. Pytam się: jaką cnotą i mądrością jest ohydne łamanie Konstytucji, niszczenie trójpodziału władzy, wstrętna propaganda, brudna antysemicka i szowinistyczna retoryka? To są wasze mądrości i cnoty. Dziękuję nie skorzystam …

Holtei

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa…

View original post 1 456 słów więcej

Czy Brudziński będzie ścigał za flagi faszystowskie?

Zwykły wpis

Tuż obok placu Piłsudskiego w dniu święta Wojska Polskiego w środę 15 sierpnia na budynkach stolicy pojawiły się czerwone flagi nazistowskiej III Rzeszy z charakterystyczną swastyką. Dokładnie tego samego dnia, gdy obchodzone było święto Wojska Polskiego i rocznica Cudu nad Wisłą. Warszawiacy są zniesmaczeni, w media społecznościowych – dezaprobata i sprzeciw, wobec tego pomysłu.

Organizatorzy „dla mocniejszych artystycznych efektów, powinni zrobić łapankę i rozstrzelać 20 młodych mężczyzn… idioci!” – skomentował pomysł oburzony internauta.

„To w takim miejscu! Nieznany Żołnierz tam się w grobie z kilka razy obrócił, dziadek spąsowiał, nie mówiąc o popiersiu tak wynoszonego na historyczny piedestał L. Kaczyńskim, nad głową którego, na fasadzie DGW swastyka się ukazała” – dodał ktoś inny.

Wydarzenie skomentował także kandydat na prezydenta Warszawy Jan Śpiewak. „Swastyka na rocznicę Bitwy Warszawskiej? Ktoś tu chyba poszedł w rekonstrukcji i poszukiwaniu wrażeń o krok za daleko…” – napisał w swoim poście i zamieścił zdjęcie.

Niby obecność w przestrzeni publicznej takich i podobnych symboli jest w Polsce legalna, ale wyłącznie pod warunkiem, że służy celom artystycznym. Tak też było w środę w Warszawie, gdzie wieczorem odbywało się widowisko „Wolność we krwi”. Wszystko w ramach święta Wojska Polskiego i obchodów 100-lecia niepodległości Polski.

Wydaje się jednak, że organizatorzy w swych pomysłach przekroczyli granice zdrowego rozsądku i dobrego smaku, zwłaszcza, że na dodatek powieszone i wyświetlane flagi znajdowały się poza obrębem tej obarczonej wieloma innymi wadami inscenizacji.

Ledwie Prezydent Andrzej Duda odmówił podpisania znowelizowanej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego a PiS ma już nowy plan… zmiany ordynacji do Sejmu. Chodzi tu o nowe zasady wybierania posłów.

Prawo i Sprawiedliwość planuje wg „Rz” nową ordynację, zgodnie z którą Polska miałaby być podzielona na 100 okręgów (obecnie jest ich 41). Według ideologii pisowskiej liczniejsze okręgi rozsypane po kraju sprawiłyby, iż posłowie „mieliby lepszy kontakt z wyborcami”.

Zmiana utrudniłaby jednak zdobywanie mandatów poselskich przedstawicielom z mniejszych ugrupowań, a duże partie łatwiej wprowadzałyby posłów do Sejmu. Prof. Jarosław Flis z UJ wyliczył, że gdyby w wyborach w 2015 roku zastosowano 100 okręgów, to np. Prawo i Sprawiedliwość zdobyłoby nie 235 mandatów a 269.

Według „Rzeczpospolitej” ta nowa ordynacja miałaby obowiązywać już w wyborach w 2019 roku, jednak ponoć przeciwny jej ma być prezydent Andrzej Duda.

Ten temat był prawdopodobnie poruszany podczas spotkania prezydenta z przeciwnikami zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Prezydent miał wówczas zapowiedzieć – co relacjonowali uczestnicy spotkania – że zawetuje ustawę, która zmieniałaby ordynację w wyborach parlamentarnych. Jednak tych doniesień nie potwierdził rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Do publikacji „Rz” odniósł się w Polskim Radio 24 poseł Prawa i Sprawiedliwości Piotr Kaleta, który wprawdzie zauważył, że zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu wymaga dyskusji wśród wszystkich ugrupowań politycznych, ale z drugiej dodał, że konstrukcja obecnych okręgów wyborczych budzi zastrzeżenia, bo poseł powinien dobrze znać problemy mieszkańców swojego regionu, co jest trudne, kiedy okręgi są bardzo duże.

PAD zawetował nowelizację ordynacji do PE

– Odmawiam jej popisania [nowelizacji ordynacji do PE] i zwracam tę ustawę Sejmowi do ponownego jej rozpatrzenia – poinformował prezydent Andrzej Duda. Jak dodał:

„Uważam, że w absolutnie zbyt daleko idący sposób odbiega od zasady proporcjonalności w wyborach. W naszym prawie wyborczym, jak również w akcie dot. Wyboru członków PE przyjętym przez radę, a więc akcie prawa europejskiego jest jasno określony próg 5%, jeżeli chodzi o dostępność do PE. Krótko mówiąc, ugrupowanie musi osiągnąć minimum 5% wynik, żeby mogło uzyskać mandat czy mandaty w wyborach do PE. Ta zmiana, która została dokonana tą ustawą, jak pokazują analizy prawne i politologiczne, w tym przede wszystkim analiza zrobiona na potrzeby prac Senatu, że efektywny próg wyborczy będzie conajmniej kilkunastu procentowy. Ta analiza senacka pokazuje, że nawet będzie to 16,5%. Wszyscy wiedzą doskonale, co by to oznaczało. Że praktycznie w Polsce szanse na uzyskanie poważnej reprezentacji w PE mają tylko dwa ugrupowania. W związku z powyższym wydaje mi się, że taka regulacja, która w sposób de facto przymusowy, bo ustawowy do tego prowadzi, jest zbyt daleko idąca”

– Nigdy nie zobowiązywałem się do tego, że będę jako prezydent dokonywał jakichkolwiek zmian w ordynacji do PE. Nigdy się też nie zobowiązywałem do tego, że będę dokonywał jakichkolwiek zmian w systemie wyborczym. Jeżeli się do czegoś zobowiązywałem, to do tego, że będę słucha ludzi i do tego, że będę się starał realizować moje zobowiązania wyborcze, a jednym z tych zobowiązań było to, że ludzie powinni mieć w Polsce jak najwięcej do powiedzenia i to oni powinni w jak najbardziej demokratyczny sposób decydować o naszym życiu politycznym i o tym, jak jest kształtowany także ustrój RP oraz oczywiście reprezentacja parlamentarna – poinformował prezydent Andrzej Duda. – Wprowadzanie rozwiązań, które jeszcze mogłyby przyczynić się do obniżenia frekwencji, uważam za bezsensowne – dodał PAD.

Grabiec o wecie ordynacji: Niewątpliwie prezydent zrobił to w porozumieniu z PiS-em

– To były złe przepisy [nowelizacji ordynacji do PE], niezgodne z prawem europejskim i szkodliwe dla polskiej sceny politycznej. Platforma od początku krytykowała te przepisy. Od dwóch miesięcy, od kiedy projekt ustawy został złożony w Sejmie. Dzisiaj przepisów nie ma, zostały odesłane przez prezydenta Dudę. Niewątpliwie prezydent zrobił to w porozumieniu z PiS-em. Jesteśmy świadkami tego, że prezydent od początku prac nad Kodeksem wyborczym nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Przepisy te były uzasadniane przez polityków PiS-u, a od kilku dni jesteśmy świadkami odwrócenia tendencji. Politycy PiS-u przestawili bronić tej ustawy, tych przepisów, a prezydent dokonał weta – stwierdził Jan Grabiec na briefingu w Sejmie. Jak dodał, prezesowi PiS udało się spacyfikować wewnętrzną opozycję, a Koalicji Obywatelskiej udało się zawrzeć porozumienie, co jest powodem weta. Trzeci powód to kwestia ich niezgodności z prawem europejskim.

Grabiec: Sytuacja polityczna w Polsce się nie zmienia. Nadal opozycja powinna się jednoczyć

– Rzecz jasna sytuacja polityczna w Polsce się nie zmienia. Nadal opozycja powinna się jednoczyć, bo nadal PiS wykorzysta wszystkie możliwości, te dostępne prawem i te, które będą na granicy prawa, żeby przechylić szalę wyborczą na swoją korzyść, niezależnie od tego, jak Polacy w wyborach będą chcieli zagłosować – stwierdził Jan Grabiec na briefingu w Sejmie.

Demokracja na krawędzi. Zapaść nie tylko w Polsce. Takie rzeczy już się zdarzały i jakoś Zachód z nich wychodził

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki nie potrafi posługiwać się językiem polski, dla ktorego „trudna języka polski”.

Tak jak za trudna jest mowa Polaków dla tej pani Pawłowicz – „wziąść”.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” wydało krytyczną opinię o „nowej” KRS i zmianach w Sądzie Najwyższym. Organizacja sprzeciwia się m.in. sposobom wyboru sędziów.

W sobotę 14 lipca Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” zorganizowało spotkanie z sędziami i oddziałami stowarzyszenia z całej Polski. Po rozmowach organizacja podsumowała swoje zastrzeżenia do tego, co dzieje się obecnie w polskim sądownictwie.

Krajowa Rada Sądownictwa. Krytyka „Iustitii”

Z żalem obserwujemy obrady organu podającego się za Krajową Radę Sądownictwa, w skład którego wchodzą sędziowie wybrani przez dwa ugrupowania polityczne. Członkowie tego organu, w tym sędziowie, wypowiadają się językiem polityków partii rządzącej

– wskazuje „Iustitia”, a jako przykład podany jest przypadek sędzi Marty Kożuchowskiej-Warywody, której „nowa KRS” zablokowała awans. Tak opisuje to organizacja:

Za gorszące i przywołujące skojarzenia z najgorszymi czasami w naszej historii, gdy sądy były w pełni pod politycznym nadzorem, uznać należy rozpowszechnienie wśród członków KRS – z inicjatywy posłanki Krystyny Pawłowicz – listy sędziów, którzy z racji swojego czynnego zaangażowania w walkę o niezależność sądownictwa w Polsce, winni uzyskać negatywną ocenę członków KRS.

Podczas spotkania z KRS w tej sprawie członkini Rady posłanka Krystyna Pawłowicz oskarżała Kożuchowską-Warywodę o to, że ta pojawiała się w PE, KE i TSUE, gdzie opowiadała krytycznie o reformie sądownictwa w Polsce, a także o udział w protestach przeciwko reformom. Pawłowicz mówiła, że sędzia jest na liście osób, które „jeździły do Brukseli nadawać na Polskę”.

„Iustitia” o Sądzie Najwyższym

Kluczem do kariery sędziowskiej staje się wyparcie się I Prezesa SN prof. Małgorzaty Gersdorf, która jest nim do kwietnia 2020 r. Ten sam organ negatywnie zaopiniował kilkoro sędziów Sądu Najwyższego, cieszących się ogromnym szacunkiem i autorytetem. Nie mamy zaufania do rzetelności procedury nominacyjnej przed tym organem

– ocenia „Iustitia”. Stowarzyszenie jest zdania, że konkursy na stanowiska sędziego Sądu Najwyższego są nieważne. Dlaczego?

„Iustitia” wskazuje, że sama procedura była niekonstytucyjna, a postanowienie prezydenta, które ją zainicjowało nie miało kontrasygnaty premiera. „Tym samym również nieważny będzie wybór sędziów Sądu Najwyższego” –

czytamy.

Dziś wysłuchaliśmy głosu sędziów z całej Polski. Wszyscy zgadzają się z powyższymi stwierdzeniami. W najbliższych dniach poinformujemy o naszym stanowisku co do zasadności udziału w takim konkursie, kierując się dobrem Rzeczypospolitej Polskiej i ochroną praw obywateli

– kwituje w swoim komunikacie „Iustitia”.

– Dzięki wskazaniu tej słabości lidera (Donald Tusk) pokazuje w jakiej sytuacji znajduje się dzisiaj PiS – tak poseł PO Jan Grabiec skomentował w TVN24 słowa Donalda Tuska, który dzień wcześniej na antenie tej samej stacji stwierdził, że gdyby jego rywalem w wyborach prezydenckich w 2020 roku miał być Jarosław Kaczyński, wówczas Tusk na pewno w wyborach by wystartował.

Najbardziej prawdopodobnym kandydatem PiS-u na prezydenta w 2020 roku jest obecnie urzędujący prezydent Andrzej Duda. Jarosław Kaczyński startował w wyborach prezydenckich raz, w 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej. Przegrał wówczas w II turze z Bronisławem Komorowskim.

O piątkowe słowa Tuska był pytany Jan Grabiec. – Donald Tusk ma świadomość, że Jarosław Kaczyński jest słabym kandydatem na prezydenta. Nieprzypadkowo nie kandydował w poprzednich wyborach. Dzięki wskazaniu tej słabości lidera, (Tusk) pokazuje, w jakiej sytuacji znajduje się dzisiaj PiS. Przywódca PiS-u nie może być ani premierem, ani prezydentem bo Polacy go nie akceptują. Musi ukrywać się za marionetkami – stwierdził.

Nieco inaczej słowa Tuska ocenił Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu z Kukiz’15. – To jest taka typowa wrzutka PR-owa Donalda Tuska. Złośliwość pod adresem prezesa – stwierdził.

Tyszka dodał, że „Polacy nie mają szczęścia dla premierów”. W tym kontekście wypomniał Donaldowi Tuskowi, że ten obiecywał nie podnosić podatki, po czym – jak wyliczał Tyszka – jego rząd podniósł je 23 razy. – A teraz mamy Donalda Tuska-bis – dodał mówiąc o premierze Mateuszu Morawieckim.

Odnosząc się do innego fragmentu wywiadu Tuska dla TVN24, w którym obecny szef Rady Europejskiej ostrzegał, iż władza bez ograniczeń prowadzi do tego, że władza zaczyna kraść, Tyszka stwierdził, iż „Morawiecki robi to samo co Tusk – okrada obywateli podnosząc podatki”. Dodał, że obywatele powinni mieć możliwość kontroli władzy poprzez odwoływanie parlamentarzystów, którzy „obiecywali, że nie będą podnosić podatków, a potem je podnoszą”.

Co się stanie, jeśli Trump będzie rządził przez osiem lat?

Francis Fukuyama: Jak na razie Trumpowi nie udało się zrobić aż tak wielu złych rzeczy, które zapowiadał. A to dlatego, że amerykański system podziału władzy działa bardzo dobrze – rozwadnia Trumpa. I jeśli Demokraci w listopadzie wygrają, a potem zdobędą Biały Dom w 2020 r., po jakimś czasie prezydentura Trumpa będzie postrzegana jako historyczna aberracja. Jeśli jednak Demokraci przegrają wybory połówkowe, a potem Trump zostanie wybrany na kolejną kadencję, zacznie się niszczenie amerykańskich instytucji na dobre. Wtedy dojdzie też do coraz szybszego wycofywania się USA z roli gwaranta liberalnego ładu. Ameryka jakoś przetrwa, ale Stany i słabnąca Europa będą stanowić dwa zupełnie niezależne światy – tak, jak to było w XIX wieku. Konsekwencją będzie przesuwanie się punktu ciężkości z Zachodu na Wschód. Nasza część globu będzie znaczyć coraz mniej.
Od 70 lat porządek światowy w ogromnym stopniu opierał się na amerykańskim mocarstwie. Osiem lat sprawowania władzy przez Trumpa może skutecznie go zrujnować. Tak więc przyszłość świata zależy od przyszłości populizmu w USA.

Spodziewał się pan populistycznej rewolty już od dawna. Dlaczego?

– Kiedy ma się takiego prezydenta jak Trump, trudno nie być wdzięcznym za bardzo silne mechanizmy kontroli i podziału władzy wbudowane w amerykański system. Dzięki temu Trump może znacznie mniej. Jednocześnie trzeba zdawać sobie sprawę, że od jakiegoś czasu demokracje mają ogromny problem z podejmowaniem trudnych decyzji w imię wspólnego dobra. Konieczne reformy są z reguły zbyt powolne. Dlatego wyborcy mają wrażenie, że demokracje są słabe. A to z kolei rodzi pragnienie silnego przywództwa, tęsknotę za liderem, który pokona wszelkie słabości zbyt rozgadanej demokracji. To dlatego mamy dziś ludzi takich jak Viktor Orbán, Władimir Putin, Donald Trump czy Naranedra Modi w Indiach.
To jest przyczyna polityczna. Drugi powód jest oczywiście ekonomiczny – globalizacja była korzystna praktycznie dla wszystkich narodów, które w niej uczestniczą, ale nie była korzystna dla wszystkich jednostek. Spora część dawnej klasy robotniczej i klasy średniej dużo na tym straciła.

To są najważniejsze przyczyny?

– Nie, najważniejsza jest trzecia przyczyna – niedoceniany kulturowy wymiar rewolty populistycznej. Ludzie coraz częściej mają poczucie, że stracili kontrolę nad własnym kulturowym przeznaczeniem, że nie mają nic do powiedzenia w kwestii przyszłości własnego narodu. Nieszczęścia natury ekonomicznej przekładają się na kwestie natury tożsamościowej – gdy tracisz swoje miejsce pracy albo gdy twój zawód traci prestiż, tracisz jednocześnie swoją godność i miejsce w społeczeństwie. Stąd tak częste u populistycznych wyborców pragnienie „odzyskania” własnego kraju. I to dlatego imigracja działa na tych ludzi jak płachta na byka.

Bo jest jakby widzialnym dowodem na utratę własnego kraju?

– Właśnie. Na Zachodzie Europy w niejednym państwie ponad 10 proc. populacji urodziło się poza granicami kraju. To budzi coraz większy sprzeciw. W krajach „nowej Europy” takich jak Polska nie ma prawie żadnych imigrantów, ale jest strach, że te kraje za jakiś czas staną się takie jak Zachód. Panuje też panika demograficzna, strach przed wymarciem. Młodzi ludzie masowo wyjeżdżają na Zachód. Ta część Europy od 1989 r. się wyludnia.

Jak w „Dżumie” Alberta Camusa, zaraza przyniesie ogromne straty. Jakie będa straty i ile będzie trwała, zależy od nas, od determinacji sprzeciwu i szczepionek na autokrację. Czy jesteśmy w stanie zwalczyć śmiertelną chorobę dla Polski – pisizm?

Hairwald

Największe stowarzyszenie sędziów w Polsce – Iustitia, zabrało głos ws. konkursu Andrzeja Dudy w związku z nieobsadzonymi stanowiskami pracy w Sądzie Najwyższym.

Jest taki budynek na Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów

„Jeżeli tu przyjdą wandale, to powiedzą o naszych świętych księgach: »spalmy je, zastąpimy nowymi«.

Jakie będą nowe księgi? To będą księgi prawa Kalego: Jeżeli sędzia jest wybrany przez nas, to jest dobrym sędzią. Jeżeli sędzia jest niezależny i niezawisły, to jest sędzią złym. Naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do takiej sytuacji”

– mówił do tłumów manifestujących w obronie Sądu Najwyższego w Warszawie mecenas Jacek Dubois.

Za Archiwum Osiatyńskiego publikujemy całą mowę mecenasa Dubois* wygłoszoną wieczorem 4 lipca 2018 na Placu Krasińskich pod siedzibą…

View original post 3 485 słów więcej

Duda zaprezentował się jako klown refendalny

Zwykły wpis

Andrzej Duda bynajmniej nie jest Stańczykiem, tylko marnym klownem, któremu ciągle i wciąż odkleja się czerwony nos kłamstwa.

Duda zaproponował referendum w kwestii zamiany konstytucji. Śmiejecie się? Ten, który łamie konstytucję chce jej zmiany.

Najpierw trzeba sznować prawo, które jest (prof. Jerzy Stępień).

Ktoś kto depcze konstytucję i ją pogardza plecie androny o nowej konstytcji. Chce jej zmiany. Konstytucja jest deptana i to w sposób demonstracyjny; pogarda dla konstytucji jest niesłychana, jest nazywana „postkomunistyczną” (prof. Andrzej Rzepliński).

Nie ma mowy o zmianie konstytucji z tymi, którzy ja łamią (Jan Grabiec, rzecnzik Platformy Obywatelskiej).

Kto będzie chciał debatować  z prezydentem, który ma oponię czlowieka, który złamał konstytucję? (były prezydent Bronisław Komorowski).

Do czego dochodzimy?

Ano. Duda jest wyskrobkiem demokracji. Nie ma o niej pojęcia, psim swędem został orezydentem, nie przestrzega podstawowych standardów demokracji, łamie prawo. Jest wyskrobkiem.

Powtórzę: wyskrobek. Taki zdarzył się nam klown referendalny.