Tag Archives: Jacek Rakowiecki

Kaczyński che che che życzy wszystkim śmierci

Zwykły wpis

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Moja Bohaterka! Mimo tego, że Krystyna Pawłowicz zgłosiła na policję za obklejenie biura poselskiego plakatami z napisem KONSTYTUCJA, Ala i Mińsk się nie dadzą zastraszyć! ❤️❤️❤️

Satyryczka Klaudia Jachira umieściła najnowszy filmik w związku z podpisaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę pisowskiej ustawy dewastującej niezależność Sądu Najwyższego.

Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, przyjęta z kolejnym rażącym naruszeniem procedury stanowienia prawa w demokracji parlamentarnej, zamyka etap najważniejszych pozakonstytucyjnych zmian ustroju sądownictwa, zmian w rekrutacji, kadencyjności oraz obsadzie kadr sędziowskich. Ustawa zwana przez jej projektodawców „dopinającą reformę” umożliwia poddanie sądownictwa wpływowi władzy politycznej, co rujnuje podział władz. Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Niszczy to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa i anarchizuje życie publiczne w Polsce.

Łamiąc Konstytucję, zmieniono prawo tak, aby umożliwić arbitralne, nieprzejrzyste i nieobjęte efektywną kontrolą sądową działanie władzy wykonawczej. Obniżanie standardów i wybiórczość stosowania prawa zaczynają być odczuwalne. Przykłady to ograniczenia prawa o zgromadzeniach, prawa wykroczeniowego, ograniczenia jawności i dostępu do przestrzeni publicznej, ograniczenia w korzystaniu przez jednostki z wolności, niepewność ochrony prawnej. Prawo i jego stosowanie używane jest coraz szerzej do antagonizowania społeczeństwa, zastraszania obywateli i ich grup.

Pisaliśmy w lutym tego roku i teraz to powtarzamy: okres, jaki minął od listopada 2015 r. przyniósł najwięcej wyzwań i zagrożeń dla praw i wolności człowieka po 1989 roku. Dziś jest to już głęboki kryzys demokracji: parlament staje się atrapą, a jego pracę cechuje lekceważenie Konstytucji i niepoważne traktowanie legislacji. Towarzyszy temu zakłamany, wykluczający język, niszczący kooperację i dyskurs społeczny.

Destrukcja demokratycznych standardów praw i wolności człowieka oddala nasz kraj od ładu demokracji liberalnej i zbliża do autorytarnych rządów jednej partii.

Podpisali członkowie Komitetu Helsińskiego w Polsce: Teresa Bogucka, Halina Bortnowska-Dąbrowska, Janusz Grzelak, Jacek Kurczewski, Ewa Łętowska, Wojciech Maziarski, Danuta Przywara, Andrzej Rzepliński, Mirosław Wyrzykowski

Warszawa, 26 lipca 2018 r.

Partia rządząca skupia w swoim ręku coraz więcej władzy, ale jeszcze nie używa w sposób brutalny nowych uprawnień. Przyczyną jest przede wszystkim to, że nie czuje się zagrożona utratą władzy. Ale jeżeli zaczną się kłopoty, to instrumentarium zostanie użyte do stanowczej rozprawy ze społeczeństwem i opozycją – mówi w rozmowie z nami prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – PiS łamie konstytucję, prezydent łamie konstytucję, premier łamie konstytucję. Oni muszą w wolnej Polsce stanąć przed Trybunałem Stanu, nie ma innego wyjścia. Linią, na którą rząd autorytarny zostanie zepchnięty, są ławy sądowe, a potem cele więzienne. Dlatego nie waha się przed użyciem żadnej broni – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: „Mam ciężkie poczucie zwrotu od sensu naszych dziejów wolnościowych ku przepaści. Koniec wolnej Polski. Początek dyktatury i łamania praw obywatelskich, gwałtowne złamanie tradycji narodowych” – napisał na Facebooku prof. Andrzej Friszke. Dramatyczne słowa. Pan by się pod nimi podpisał?

PROF. TOMASZ NAŁĘCZ: Historykowi bardzo łatwo zrozumieć taki wpis. To, co się w Polsce dzieje, działo się już w przeszłości wielokrotnie. Ale ocenianie tego jako dyktatury wydaje się jednak przesadzone. Mamy do czynienia z miękką fazą dyktatury, chociaż wolę mówić o rządach autorytarnych. One mają to do siebie, że bardzo rzadko od razu są ustanawiane jako twarda dyktatura. W Polsce mamy do czynienia z przypadkiem, który nie jest niczym nowym – po rządy autorytarne sięga ugrupowanie, a właściwie lider ugrupowania, które wygrało wybory i łamie wszelkie dotychczas obowiązujące reguły.

Uważam, że w procesie ewolucyjnym dochodzimy do schyłkowej fazy miękkiego autorytaryzmu. Partia rządząca skupia w swoim ręku coraz więcej władzy, ale jeszcze nie używa w sposób brutalny nowych uprawnień. Przyczyną jest przede wszystkim to, że nie czuje się zagrożona utratą władzy.

Ale jeżeli zaczną się kłopoty, to instrumentarium zostanie użyte do stanowczej rozprawy ze społeczeństwem i opozycją. Zasada jest prosta – im partia skupia w swoim ręku więcej władzy, tym jest mniej demokracji. Pesymistyczny wpis prof. Andrzeja Friszke bierze się z obserwacji tego, co się dzieje, ale także z przekonania o nieuchronności jeszcze czarniejszej prognozy rozwoju wydarzeń.

Pan jest optymistą?

Nie mam złudzeń, że przyjdzie moment, w którym PiS się na tej drodze zatrzyma. Ona jest historykom doskonale znana i opisana. Takie działanie nigdy nie jest bezkarne i w przypadku PiS-u też będzie miało swój koniec. Największą słabością rządu autorytarnego jest to, że im więcej władzy zagarnia, tym bardziej słabnie. To rodzi poczucie bezkarności, korupcję, rozpasanie władzy, odsuwanie mądrzejszych na rzecz głupszych.

Największą szansę na karierę w takim systemie mają ludzie o mentalności Rocha Kowalskiego z „Potopu”. W PiS-ie widzę postać, która wypisz, wymaluj do tego obrazka pasuje…

Kto to?

Marek Suski. Tak jak książę Radziwiłł miał kaprys, aby niezbyt mądrego żołnierza mianować oficerem, tak prezes Kaczyński miał kaprys, żeby posła Suskiego zrobić ministrem. On tak nadaje się do roli ministra, jak Roch Kowalski do dowodzenia jakimkolwiek oddziałem. To jest doskonały przykład kaprysu człowieka, który nie musi się liczyć z żadnymi ograniczeniami. W XVII wieku takim człowiekiem był magnat, we współczesnej Polsce to prezes PiS-u. Ale to właśnie poczucie bezkarności powoduje, że partia w coraz głupszy sposób rządzi i przez to naraża się obywatelom.

Ostatni przykład takiej głupoty?

Głosowanie nad wnioskiem prezydenta w sprawie referendum konstytucyjnego.

To, co po odrzuceniu tej inicjatywy robili politycy PiS-u, było festiwalem absolutnej głupoty. Jak można tłumaczyć, że wniosek przepadł głosami senatorów PO, którzy nie mają w Senacie większości?! I nazywać porażkę sukcesem? W demokratycznym systemie takie coś nie byłoby możliwe, bo tylko w państwie twardo trzymanym „za twarz” król może chodzić po ulicy i nikt nie jest w stanie powiedzieć, że jest nagi.

Kiedy w końcu ktoś się odważy krzyknąć, a społeczeństwo dostrzeże, że król jest nagi? Przed wyborami parlamentarnymi?

Już teraz społeczeństwo w coraz większym stopniu to dostrzega. To, jak będą wyglądały najbliższe wybory parlamentarne, zależy od wielu czynników. Uważam, że wynik PiS-u nie będzie najlepszy. Z jednej strony władza mówi o przywiązaniu do wolności i demokracji, a z drugiej sprzeniewierza się temu i łamie zasady – coraz więcej Polaków będzie to zauważało. Poza tym sukces PiS-u wziął się z rozdawnictwa i hojnej polityki socjalnej. Ale ona ma to do siebie, że kolejne grupy ustawiają się w kolejce po pieniądze i trzeba im coraz brutalniej odmawiać. Najlepszym przykładem był ostatni protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. Rząd nie był w stanie nic wyskrobać, bo kasa zapewne zaczyna świecić pustkami.

Myślę, że wizerunek PiS-u jako formacji wrażliwej społecznie bardzo ucierpiał. A to jeszcze nie koniec, w kolejce będą ustawiały się kolejne grupy i PiS będzie się im narażał.

Najbardziej boję się prób podfałszowania wyborów, chociaż to też może być przeszkoda, na której PiS polegnie. Władza przygotowała sobie instrumentaria, zmieniła kodeks wyborczy, podporządkowała organy sądowe, które orzekają o ważności wyborów, a w polityce jest tak jak w sztuce Czechowa – jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to ona musi w czasie spektaklu wystrzelić. Jeżeli jakaś siła polityczna przygotowuje sobie broń rażenia na ostatnią godzinę, to jak zegar zaczyna bić, broń zostaje użyta. Rządy autorytarne mają to do siebie, że nie mają się gdzie cofnąć.

Formacja, która szanuje demokrację i konstytucję, może odejść od władzy i przejść do opozycji z nadzieją, że to się niedługo zmieni. Inaczej jest w przypadku ludzi, którzy rządzą w sposób autorytarny, oni po prostu lądują w więzieniu.

Tak będzie i tym razem?

Demokratyczne państwo rozlicza za przewinienia. PiS łamie konstytucję, prezydent łamie konstytucję, premier łamie konstytucję. Oni muszą w wolnej Polsce stanąć przed Trybunałem Stanu, nie ma innego wyjścia. Linią, na którą rząd autorytarny zostanie zepchnięty, są ławy sądowe, a potem cele więzienne. Dlatego nie waha się przed użyciem żadnej broni. Jeżeli werdykt obywateli oznacza oddanie władzy, to trzeba go sfałszować. Ale

wierzę w przywiązanie Polaków do wolności i w to, że nawet zwolennicy PiS-u takiego działania nie zaakceptują. To jest ostatnia linia obrony demokracji.

Bronią, która już zawisła na ścianie i ma w odpowiednim momencie wystrzelić, jest przejęty Sąd Najwyższy?

Nie chodzi tylko o Sąd Najwyższy, który rozstrzyga protesty wyborcze w przypadku wyborów parlamentarnych. Wybory samorządowe oceniają sądy niższych instancji. Jednym z powodów, dla których PiS dokonuje zamachu na niezawisłość sądów i podporządkowuje je politycznej dyspozycji, jest właśnie perspektywa wyborcza. Tym bardziej, że zbliża się festiwal czterech następujących po sobie aktów wyborczych i ta potrzeba staje się bardzo ważna.

Dlatego PiS się tak spieszy z przejęciem Sądu Najwyższego? To jest ostatni element na drodze do twardego autorytaryzmu?

Twardy autorytaryzm to są represje, czyli odnosząc się do tego, co powiedziałem wcześniej, strzelanie ze strzelby, która zawisła na ścianie. Tej fazy jeszcze nie mamy, ale długo nie będziemy na nią czekać. Gdy władza autorytarna przejmuje sądownictwo, to szybko zaczną się ustawione procesy polityczne. Na szczęście w tej godzinie próby okazuje się, że mamy bardzo budującą postawę sędziów.

Wśród 100 sędziów zasiadających w SN nie udało się znaleźć Judasza, który zgodziłby się pójść za rękę z łamiącym konstytucję prezydentem. Ale wśród 10 tys. sędziów w całym kraju znajdą się zapewne tacy, którzy dadzą się złamać i będą posłuszni władzy, tak jak w Trybunale Konstytucyjnym.

Z przejęciem SN władza spieszy się także ze względu na nasze członkostwo w UE. PiS naiwnie sądzi, że jeżeli gwałtu dokona przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości, to fakty dokonane zostaną zaakceptowane. Nie chce się także ostro konfliktować z instytucjami europejskimi, bo nie chce narazić się swoim proeuropejskim zwolennikom. Dlatego też robiąc wszystko, aby wyprowadzić Polskę z Unii, zapewnia, że tego nie zrobi. Dzisiaj europejski ogranicznik jest jednym z najpoważniejszych, jeśli chodzi o bezprawie, jakie czyni władza.

Prezydent bez wahania podpisał najnowsze ustawy sądowe. Był pan zaskoczony?

Nie! Prezydent od początku czuł się tylko aparatczykiem PiS-u i kierował się tylko interesem partyjnym. Był moment zawahania w zeszłym roku po wetach do ustaw sądowych, ale szybko okazało się, że nie chodziło o obronę praworządności, tylko własnej pozycji w partii. Po prostu poczuł się za bardzo upokorzony przez ministra sprawiedliwości.

Zachował się jak zbój, który pokłócił się z hersztem o obronę łupów. Ale nawet w tej roli służebnej jest bardzo nieudolny. Pokazał to podczas przejmowania Sądu Najwyższego, kiedy nie był nawet na tyle odważny, żeby wręczyć odwołanie I Prezes SN, ale nie tylko.

Nie był też na tyle silny, żeby przeforsować pomysł referendum?

Senatorowie PiS-u, nie Platformy Obywatelskiej, bez mrugnięcia okiem odrzucili wniosek prezydenta, a on nawet na to nie zareagował. Skoro Andrzej Duda uważał, że to była taka dobra inicjatywa i poświęcał jej uwagę przez ponad rok, to powinien przynajmniej wyrazić niezadowolenie i skrytykować senatorów. Zamiast tego wziął długopis i w ciszy gabinetu podpisał kolejną ustawę. Pewnie jest nad Bałtykiem, w Juracie, i boi się wychodzić z apartamentu, żeby go sinice nie zaatakowały.

Prezydent nie uczy się na błędach swojego poprzednika.

To tylko kolejny dowód na całkowity brak profesjonalizmu i nieudolność. Jeśli chciał zgłosić inicjatywę referendalną, to powinien zapoznać się z losami poprzednich inicjatyw. Nie tylko nieszczęsnego pomysłu Bronisława Komorowskiego, ale także wcześniejszej Lecha Wałęsy z 1995 roku.

Do tej pory każda inicjatywa podejmowana na potrzeby wyborcze kończyła się porażką. Bronisław Komorowski też popełnił bardzo poważny błąd. Andrzej Duda miał dwóch znokautowanych poprzedników na ringu, a i tak na niego wszedł. Miał jeszcze szansę zejść z ringu, jak okazało się, że partia mu nie kibicuje. Ale okazji nie wykorzystał i zabrnął za daleko.

Wraca sprawa reparacji. Komisja ustawodawcza pozytywnie zaopiniowała wniosek, by Sejm zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zasadności immunitetu jurysdykcyjnego obcego państwa w przypadku zbrodni wojennych. Podobno PiS ma taki plan, że wykorzysta TK, który zniesie immunitet państwa niemieckiego tak, żeby można było je pozwać.

(Śmiech)

Dobry plan?

Moja mama zawsze mówiła, że jak Pan Bóg chce na kogoś zesłać nieszczęście, to mu najpierw rozum odbiera. W tym wypadku widzę proroctwo tego powiedzenia. Jeżeli PiS chce wywlec na forum międzynarodowe prawomocność wyroków polskiego TK, to niech to robi… Przecież każdy prawnik powie, że wyroki trybunału w takim składzie są nieważne, bo działa z wadą prawną.

PiS może tylko doprowadzić do tego, że instytucje międzynarodowe będą musiały odnieść się do legalności funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Nic więcej nie zyska.

Ale może stracić. To znowu zaogni i tak złe stosunki polsko-niemieckie.

To wpisuje się w scenariusz władzy autorytarnej. Najpierw tłumaczy, że musi mieć więcej władzy, żeby rozprawić się z nieprawościami. Jak zgromadzi uprawnienia, a nieprawości jest tyle samo, a nawet więcej, to trzeba znaleźć jakieś wytłumaczenie i jest nim właśnie zagrożenie zewnętrzne. PiS nie jest taki głupi, żeby wypowiedzieć wojnę, ale cały czas mnoży wrogów. Z Ukraińcami mamy otwarty front walki historycznej. Przez ćwierć wieku kolejne rządy i prezydenci, w tym także Lech Kaczyński, stawali na głowie, żeby budować pojednanie z Ukrainą, kierując się przesłaniem, że nie ma suwerennej Polski bez niepodległej Ukrainy. PiS wszystko przekreśla. To wschodni front, kolejnym jest zachodni. Ale to absurd. Czy bylibyśmy w UE i NATO, gdyby nie Niemcy? To byli nasi protektorzy. Dlatego do tej pory każda ekipa dbała o te relacje. Sprawą reperacji od Niemiec PiS może oczarować swoich zwolenników, ale skoro są tacy odważni, to dlaczego nie zażądają ich od Rosji? Szukając wroga PiS zanurza się głęboko w historię i to jest bardzo niebezpieczne.

Wyciągnięcie reparacji to próba rozwiązania poważnego problemu za pomocą siekiery. Ale jestem przekonany, że ta sprawa odbije się na zdrowiu Jarosława Kaczyńskiego, nie dość, że ma kłopoty z kolanem, to siekierą rozharata sobie stopę.

Jest jeszcze jedno słowo klucz – nienawiść. Taki język działa?

Autorytaryzm odwołuje się do nienawiści. Nie da się zastosować represji na chłodno, trzeba najpierw odczłowieczyć ofiarę. Prześladowca nie tylko godzi się na taką rolę, bo jest polecenie, ale musi także kierować się wewnętrzną motywacją. Chodzi o uruchomienie nienawiści jako siły motywującej do działania. To jest bardzo niebezpieczne, bo to jest siła zaraźliwa, która udziela się obu stronom i eskaluje konflikt. Rozróżniam nienawiść zdeterminowanego opozycjonisty i chłodno działającego autokraty, ale to jest uczucie z tej samej bajki. PiS od początku odwołuje się do nienawiści, używa języka odczłowieczającego przeciwnika. Niestety, to będzie eskalowało, do czasu…

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński wrócił na krótki wywiad w TVP. Czy to będzie dłuższa jego obecność wśród zdrowych – trudno orzec. Niektórzy uważają, że zobaczyli nie tylko chorego człowieka, ale i przegranego (Paweł Wroński), inni odnosząc się do tego spostrzeżenia uważają, że to pobożne życzenie – „wishful thinking” (Tomasz Lis).

Nie oglądałem tego wywiadu, bo protestowałem. Bardziej interesujące wydaje się być pytanie: dlaczego Kaczyński akurat w tej chwili dał głos? Raz – by pokazać nam teatrzyk, w którym prezes godzi sprzeczności w PiS? Dwa – bo przegrał Andrzej Duda ze swoją koncepcją referendum konstytucyjnego i trzeba było jakoś ugłaskać swojego prezydenta i elektorat? Trzy – bo prezes chciał niedowiarkom udowodnić, że żyje i ma się lepiej niż Breżniew w ostatnim roku życia, gdy podtrzymywano mu rękę, aby pomachał do swoich wiernych sowietów?

Poprzestanę na tych trzech powodach autokraty Kaczyńskiego, bo tak należy go nazywać. Kaczyński wlał ducha w swoich sowietów, a nas utwierdził w najgorszych przypuszczeniach, że po odebraniu niezależności sądom nie cofnie się przed naszymi protestami ani żadną Brukselą. Następne dzieło zniszczenia będzie dotyczyło mediów prywatnych, sprowadzenia opozycji parlamentarnej do fasady. Na koniec zostawi sobie nasze wolności osobiste społeczeństwa obywatelskiego.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf prezes Kaczyński potraktował w swój niewybredny sposób, interpretując art. 180 Konstytucji („Pierwszego Prezesa SN powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję”): – „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który też się może rozchorować, nie daj Panie Boże, niczego złego nie życzę, ale może też umrzeć i wtedy według tych twierdzeń, które na poważnie prezentowane są w mediach niechętnych rządowi, w dalszym ciągu pełniłby tę funkcję co dotychczas”.

A jeżeli może I prezes umrzeć, to można ją odwołać wbrew Konstytucji zwykłą ustawą, bo w niej nie ma niczego o zejściu z tego świata. Życzenie śmierci Kaczyński podkreślił: „Che, che, che”.
Onomatopeję „che, che, che” nie wydało chore kolano, ale głowa. I tu przychylam się do opinii Wrońskiego – „chory i przegrany”.

Kaczyński nie życzył śmierci byłemu sekretarzowi generalnemu Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, lecz wie, że będzie w stosunku do niego rozszerzony katalog zarzutów prokuratorskich, a nawet pochwalił się wiedzą, kiedy poseł PO będzie przesłuchiwany, choć o tym, nie wie jego adwokat Roman Giertych, a możliwe, że i prokurator prowadzący śledztwo. Na tym aktualnie etapie znajduje się autokracja, Kaczyński steruje śledztwami dotyczącymi opozycyjnych polityków.

Podsumujmy prezesa: w polu jego zainteresowań znajduje się – che, che, che – śmierć Gersdorf, represjonowanie Gawłowskiego. O mediach też był łaskaw się wyrazić, z jednej z telewizji jest szczególnie niezadowolony: – „… szczególnie jedna, bardzo – można powiedzieć – zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne”. Kontrfaktycznie, czyli nie po myśli prezesa, realizowana jest publicystyka polityczna oczywiście w TVN.

Amerykańscy psychiatrzy apelowali o przebadanie swojego prezydenta Donalda Trumpa. Ciekawi mnie, co sądzą polscy lekarze od głowy o tej niedługiej wypowiedzi prezesa partii rządzącej. Jeżeli prezes choruje nie tylko na kolano, czy z tego powodu cały kraj ma odczuwać zapaść, która prędzej niż później objawi się Polexitem i samotnością Polski w Europie, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku?

Kora Jackowska, wokalistka zespołu Maanam, nie żyje. Piosenkarka zmarła nad ranem, w swoim domu w Bliżowie na Roztoczu, w otoczeniu najbliższych osób, męża Kamila Sipowicza, dwóch synów i przyjaciół. Miała 67 lat. W 2014 roku ujawniła, że jest chora na raka.

>>>

„Czekam na wiatr, co rozgoni

Ciemne skłębione zasłony

Stanę wtedy na „RAZ!”

Ze słońcem twarzą w twarz”

Okładka z Korą sprzed kilku lat. Warto przeczytać to co jest napisane pod tytułem.

Kaczyński bez żadnego trybu chce być dyktatorem

Zwykły wpis

>>>

Opowiastka radiowa.

Profesor filozof prawa i wykładowca na Uniwersytecie w Sydney, bardzo krytycznie ocenił w „Faktach po Faktach” obecną sytuację w Polsce.

Komentując parafowanie przez Dudę nowelizacji ustawy między innymi o ustroju sądów, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa i prokuraturze stwierdził:

„Wydaje mi się, że system już został domknięty. Jeżeliby tak stworzyć katalog rzeczy dotyczących polskich instytucji, to właściwie wszystkie już zostały skolonizowane przez władzę, która zachowuje się jak okupant w tym kraju.”

Dalej wyjaśniał: „Najpierw wyłączony został Trybunał Konstytucyjny, aby wszystkie inne ustawy mogły przechodzić bez względu na ich niekonstytucyjność, potem zabrano się za prokuraturę, komisje wyborcze, sądy powszechne, Krajową Radę Sądownictwa, i teraz Sąd Najwyższy.

Tak naprawdę to chyba nic już nie zostało” – podkreślił.

Nazywając większość parlamentarną „członkami zorganizowanej grupy przestępczej, która rozmontowała polską demokrację”, Sadurski zaliczył do niej prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego, który – jak stwierdził – „zachowuje się jak herszt gangu”, jego głównych przedstawicieli w parlamencie, rząd i prezydenta.

Powiedział, że widzi teraz już tylko dwie ważne instytucje, które PiS mógłby jeszcze „skolonizować”. „To jest Rzecznik Praw Obywatelskich, za którego jakoś się na razie nie zabierają” – tłumaczył. „Druga ważna instytucja to są media prywatne” – dodał.

Profesor Sadurski nie wykluczył kolejnych nowelizacji ustaw w związku ze zmianami w Sądzie Najwyższym. „Oni mogą wszystko. Dlatego muszę powiedzieć, że ta dzisiejsza decyzja prezydenta [o podpisaniu ustaw – przyp.red.] jest naprawdę tak bardzo smutna.” Dodał, iż miał nadzieję, że prezydent „będzie chciał coś zrobić, żeby uchronić się od tej hańby”.

Wyrażając swoją opinię na temat głowy państwa powiedział: „To jest postać tragikomiczna, komiczna – jeśli chodzi o jego charakter, ale tragiczna dla Polski, bo nie mamy prezydenta po prostu”.

>>>

Profesor podkreślił, że „wszyscy poprzednicy Andrzeja Dudy jednak realizowali funkcje, jakie ich pozycja konstytucyjna im daje”, korzystali także z weta w sytuacji, gdy ustawa była przyjmowana większość parlamentarną, z której się wywodzili. Duda – jak ocenił – skorzystał w ważnej sprawie z weta tylko raz, gdy nie spodobały mu się szerokie uprawnienia, jakie przypisał sobie w ustawie o KRS i Sądzie Najwyższym minister sprawiedliwości.

Oceniając „wpadkę” z referendum profesor Sadurski stwierdził, że senatorowie Prawa i Sprawiedliwości „tak naprawdę mu pomogli, dlatego że uratowali go przed takim długim, bolesnym samoośmieszaniem się aż do listopada przyszłego roku”.

Sędzia Wojciech Łączewski wysłał do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez autorów tekstu w tygodniku „Sieci”, a także przez Zbigniewa Ziobrę. Według sędziego „powinien on wszcząć z urzędu postępowanie, które sprawdziłoby w jaki sposób ujawniono tajne materiały z prowadzonego śledztwa”.

Chodzi o artykuł, który opisuje proces Mariusza Kamińskiego i szefów CBA. Wojciech Łączewski był sędzią w tej sprawie, przez co został celem numer jeden partii PiS.

Dziennikarze zarzucili Łączewskiemu, że proces „był ustawiony” powołując się na rzekomą znajomość sędziego z Piotrem Niemczykiem, byłym wiceszefem UOP, dzisiaj współpracującym z PO. W tekście pojawiły się, zdaniem Łączewskiego, liczne pomówienia i oskarżenia, a także podane zostały tajne fakty związane ze śledztwem.

Jak dowiadujemy się z Wirtualnej Polski, dziennikarze tygodnika mieli bezprawnie rozpowszechnić informacje ze śledztwa, jeszcze zanim poznał je sąd. Na dodatek sędzia zarzuca gazecie pomówienie, „które może poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska”.

„Prokuratura (…)przestała jawić się jako instytucja stojąca na straży praworządności, a stała się narzędziem umożliwiającym walkę z osobami uważanymi za przeciwników” – napisał w uzasadnieniu sędzia.

Sędzia Łączewski nie pierwszy raz musi mierzyć się z konsekwencjami skazania Kamińskiego. Głośno było o tym, że nieznani sprawcy odkręcili koła w jego samochodzie, strzelali do szyby pojazdu z wiatrówki, a funkcjonariusze CBA oskarżali go o łapówkarstwo.