Tag Archives: IPN

Ziobro i Jaki kasę dla ofiar i poszkodowanych wzięli dla swoich partyjnych koleżków. Szmalcownictwo PiS

Zwykły wpis

Patryk Jaki zgubił 118 więźniów, którzy byli wysyłani na dodatkowe zajęcia. Jak widać pan wiceminister ma problemy ze sprawowaniem swojej funkcji w resorcie, więc jak dobrze może rządzić miastem, o które walczy w obecnej kampanii?

„Chciałbym zadać kilka pytań ministrowi Patrykowi Jakiemu, który nadzoruje służbę więzienną w naszym kraju. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czy służba więzienna w naszym kraju jest służbą nadzorowaną, czy też pozostawioną od kilku miesięcy sama sobie w czasie kiedy Patryk Jaki prowadzi kampanię wyborczą. To jest poważna sprawa. Tu nie chodzi o kampanię. Chodzi o wykonywanie konstytucyjnych obowiązków przez wiceministra sprawiedliwości, który – jak widać – na te obowiązki nie ma czasu” – powiedział Michał Szczerba z PO. Zaapelował do Jakiego, aby w ciągu 24 godzin przekazał opinii publicznej pełne dane osoby, która została wypuszczona przez służbę więzienną na przepustkę, wcześniej będąc karaną za zabójstwo.

Chodzi o zabójstwo kobiety i jej dziecka, do którego doszło w Warszawie. Podejrzany o to jest mężczyzna, który odbywał karę w więzieniu, a w sobotę przebywał na jednodniowej przepustce. Szczerba podkreślił, że podejrzany był już wcześniej skazany za zabójstwo. – „Ta kwestia bulwersuje. Jeżeli wypuszczani są więźniowie na jednorazowe przepustki bez właściwych badań to oznacza, że my, jako społeczeństwo, jesteśmy narażeni na różne ryzyka na niebezpieczeństwo. Czy wiceminister Jaki na czas prowadzenia kampanii wyborczej nie powinien zawiesić nie tylko funkcji w komisji weryfikacyjnej, ale również przekazać nadzór nad Służbą Więzienną innemu wiceministrowi?” – pytał poseł PO.

Szczerba został zapytany, czy podczas rządów PO-PSL zrobiono coś, aby osoby wychodzące na przepustki nie popełniały przestępstw. – „Był jeden przypadek samobójstwa więźnia. Wtedy minister sprawiedliwości podał się do dymisji” – powiedział Szczerba.

Jeżeli porównamy dorobek osób, które w Sądzie Najwyższym obecnie zasiadają – prof. Gersdorf, sędziego Zabłockiego i wielu innych – z osiągnięciami tych, którzy mają ich zastąpić, to jest to wymiana intelektualistów na osoby, które są żołnierzami armii bezprawia – mówi  w rozmowie z nami mecenas Jacek Dubois, adwokat, członek Trybunału Stanu. – Jestem z pokolenia, które miało jeszcze zaszczyt bronić w latach 80. Widziałem sędziów, którzy skazywali w sprawach politycznych i wydawali wyroki okrutne. Takie osoby znajduję w otoczeniu obecnej władzy, natomiast nie mogę sobie przypomnieć takich osób w obecnym SN – dodaje. – Sędzia Zabłocki, którego nowe prawo ma wyeliminować ze służby, dla mnie jest ideałem prawnika, którego pamiętam na ławach obrończych w sprawach politycznych w stanie wojennym. Z kolei pani prezes Gersdorf pracowała np. w komisjach przywracających do pracy ludzi poszkodowanych przez stan wojenny. To, co mówi prezydent, jest szkalowaniem godnych i zasłużonych osób – podkreśla nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent ogłosił wakat na stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego. Co się stanie, kiedy do SN wejdzie dubler I Prezesa?

JACEK DUBOIS: Dojdzie do sytuacji, kiedy najwyższy organ państwa naruszy prawo, ponieważ zgodnie z konstytucją I Prezesem SN jest prof. Małgorzata Gersdorf. Jeżeli zostanie powołana nowa osoba na stanowisko zajmowane zgodnie z prawem przez prof. Gersdorf, nastąpi niemające precedensu naruszenie konstytucji.

Pełniąca funkcję prezesa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska twierdzi, że ustawa jest ważniejsza i prof. Gersdorf powinna się podporządkować ustawie.
Prezesura pani Przyłębskiej jest wynikiem naruszenia prawa, ponieważ została ona powołana na to stanowisko niezgodnie z obowiązującymi zasadami prawnymi.

Wiarygodność osoby, która sprawuje urząd wbrew prawu, nie jest duża, zaś jej wypowiedzi przestają być opinią prawnika, a stają się opinią osoby zainteresowanej w sporze o przejęcie władzy.

Prof. Gersdorf zapowiada, że gdy wejdzie do SN dubler, ona nie będzie się „przykuwać do biurka”. W jakiej rzeczywistości wówczas się znajdziemy?
Pani prezes jest i będzie prezesem do 30 kwietnia 2020 roku. To jest oczywiste dla wszystkich prawników. Jeżeli wyjmiemy hipokryzję rządzących i ich interes własny, to ta sprawa nie budzi żadnych dyskusji. Pani prezes SN w wywiadzie stwierdziła, że nie będzie się „przykuwać”, bo wiadomo, że takie działanie nie przywróci ładu konstytucyjnego, a tylko będzie uwłaczało urzędowi i jej samej. Natomiast prof. Gersdorf musi trwać i korzystać ze wszystkich dróg prawnych, by utrzymać prawnie sprawowany urząd, bo tu przecież nie chodzi o jej interes, tylko o tych wszystkich ludzi, którzy szanują konstytucję i którzy chcą żyć w państwie demokratycznym. Jest to również deklaracja zachowania demokratycznej wiarygodności Polski w Unii Europejskiej.

Pani Prezes stała się symbolem. Znam ją jako wspaniałego człowieka i prawnika i jestem przekonany, że wyjdzie z tej sytuacji godnie. Jeżeli nawet dojdzie do tego, że zostanie jej uniemożliwione realne pełnienie funkcji, to dla osób wiernym zasadom konstytucji pozostanie ona I Prezesem SN.

Nowa, pisowska Krajowa Rada Sądownictwa wybrała w ekspresowym tempie kandydatów na sędziów SN. Skutkuje to wyborem takich osób jak prokuratorzy Jarosław Duś, który nie ma wymaganego stażu pracy, czy Małgorzata Ułaszonek-Kubacka, która miała sprawę dyscyplinarną. Jak to możliwe, że doszło d takiej sytuacji?
Tu mamy do czynienia ze zjawiskiem lawiny. Jeżeli się naruszyło prawo raz, to ta lawina leci. Proszę wziąć pod uwagę fakt, że przede wszystkim wybór tych osób nastąpił prawdopodobnie z niedopełnieniem obowiązków – przed członkami Rady zatajono fakt postępowania dyscyplinarnego. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy funkcjonariusz działa wbrew interesowi publicznemu, bo zatajono przed KRS informacje, które dyskryminują kandydata, naruszono interes społeczny, powagę urzędu i interes wszystkich obywateli, którzy mają prawo oczekiwać, że ważnymi instytucjami państwa będą kierować osoby, które spełniają wymagane standardy.

Niezależnie od tego, sama procedura wybierania kandydatów jest sprzeczna z prawem, ponieważ KRS, która opiniuje kandydatów, też jest ciałem powołanym niezgodnie z zasadami konstytucji, bowiem obecną KRS powołano wygaszając konstytucyjną kadencję poprzedniej. To jest właśnie ta lawina bezprawia obnażająca metody obecnej władzy, która uznaje, że cel uświęca środki. Cel jest jasny – wyeliminowanie niezależnych prawniczych autorytetów.

Przecież jeżeli porównamy dorobek osób, które w Sądzie Najwyższym obecnie zasiadają – prof. Gersdorf, sędziego Zabłockiego i wielu innych – z osiągnięciami tych, którzy mają ich zastąpić, to jest to wymiana intelektualistów na osoby, które są żołnierzami armii bezprawia.

Prokurator okręgowy SMS-em prosi o informacje o sędziach, którzy chętnie wsadzają do aresztu. Jak pan to skomentuje?
To sytuacja kuriozalna, kiedy organ państwa podważa wiarygodność sędziów, którzy mają orzekać w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Tworzy się system eliminowania od orzekania w sprawach o areszty osób, które dokonują samodzielnych ocen. Cel jest tu jasny – tak składać wnioski aresztowe, żeby mieć zagwarantowany efekt końcowy polegający na pozbawieniu wolności osób wytypowanych przez prokuraturę. To oburzające, bo wolność jest najwyższą ludzką wartością. To nieuczciwa i nieetyczna gra, gdy prokuratura szuka sposobu, jak pozbawiać ludzi wolności; nie przez ocenę merytoryczną i prawną ich zachowań, tylko wyznaczając „odpowiednich” sędziów.

Nie jest tajemnicą, że wśród sędziów, jak i w każdym zawodzie, są lepsi i gorsi. Wśród sędziów też jest grupa „mniej refleksyjnych”, którzy starają się działać zgodnie z intencją prokuratury, z różnych względów. To tworzenie nowej elity sędziowskiej, która będzie posłuszna władzy.

Doprowadzamy do tego, że podstawa wartości w demokratycznym społeczeństwie, jaką jest wolność człowieka, zostaje zagrożona. Pamiętajmy, że przed trzydziestu laty o tę wolność walczyli bohaterowie naszego kraju, bowiem w okresie komunizmu dzięki kontroli władzy wykonawczej nad sądami to rządzący często decydowali, jakie zapadną wyroki. W odrodzonej Polsce przez lata udało się stworzyć skuteczny system uniemożliwiający ingerowanie władzy w wymiar sprawiedliwości. Przywrócono również szacunek dla ludzkiej wolności, której sąd może pozbawiać tylko w sytuacjach, kiedy jest to jedyne wyjście. Na etapie postępowania przygotowawczego jest to środek wyjątkowy, który może być stosowany tylko wtedy, gdy inne środki zapobiegawcze będą nieskuteczne.

Teraz prokuratorzy chcą, by areszt stał się regułą w postępowaniu przygotowawczym, w ten sposób próbują wyeliminować kolejną wartość konstytucyjną.

Prezydent uważa, że ten system nie był wystarczająco dobry, skoro orzekali sędziowie, którzy „skazywali opozycjonistów w stanie wojennym”.
Z perspektywy czasu może powinniśmy wybrać na prezydenta osobę, która ma więcej wiedzy na temat spraw, w których zajmuje oficjalne stanowisko i bardziej opiera swoje wypowiedzi na materiałach źródłowych. Ja jestem z pokolenia, które miało jeszcze zaszczyt bronić w latach 80. Widziałem sędziów, którzy skazywali w sprawach politycznych i wydawali wyroki okrutne. Takie osoby znajduję w otoczeniu obecnej władzy, natomiast nie mogę sobie przypomnieć takich osób w obecnym SN. Jestem w trakcie lektury książki Jacka Taylora „Naprawdę trzeba było coś zrobić”; to wyśmienity adwokat czasu stanu wojennego. Czytając w niej o zachowaniach sędziów tamtego czasu,

z przerażeniem stwierdzam, że historia zatacza koło i obecna władza chce stworzyć ten sam system, który był wtedy. System sędziów posłusznych, sędziów na telefon, spełniających polecenia władzy. Polecam tę książkę panu prezydentowi dla opamiętania, dla zrozumienia, co to znaczy sędzia posłuszny władzy i jakie są konsekwencje takich zachowań. Jeżeli pan prezydent dąży do tego, żeby stworzyć nową kastę takich sędziów, to ja jestem przerażony.

Nie widziałem nigdy pana prezydenta wśród osób, które walczyły o wolność i niezależność sądów, czy chociażby na ławach dla publiczności wśród obserwujących, jak sądy funkcjonują, mam zatem wątpliwość co do wiarygodności wyrażanych opinii. Dobrze by było, gdyby głowa państwa powoływała się na źródła, mówiąc tak mocne słowa. Kolejną książkę, którą mogę polecić prezydentowi, jest książka prof. Adama Strzembosza „Sędziowie warszawscy w czasie próby 1981-1988”. Myślę, że gdyby przeczytał ją w sposób analityczny, to może doszedłby do innych wniosków niż te wypowiadane. Sędzia Zabłocki, którego nowe prawo ma wyeliminować ze służby, dla mnie jest ideałem prawnika, którego pamiętam na ławach obrończych w sprawach politycznych w stanie wojennym. Z kolei pani prezes Gersdorf pracowała np. w komisjach przywracających do pracy ludzi poszkodowanych przez stan wojenny. To, co mówi prezydent, jest szkalowaniem godnych i zasłużonych osób.

Środowiska sędziowskie i adwokackie chcą wyciągać konsekwencje wobec tych, którzy kandydują obecnie na stanowiska w SN. Podziela pan takie stanowisko?
Ja jestem adwokatem, zatem z natury bronię, a nie oskarżam. Jednak

z punktu widzenia ocen moralnych mam jednoznaczne stanowisko w stosunku do prawników, którzy swoim zachowaniem współdziałają w naruszaniu prawa. Dla mnie tracą oni wiarygodność i legitymację zawodową.

Proszę pamiętać, że adwokat działa na podstawie ustawy o adwokaturze, a zgodnie z nią, zadaniem adwokata jest obrona praw i wolności obywatelskich, które gwarantuje konstytucja. Jeżeli adwokat występuje przeciwko konstytucji i pozwala ją naruszać, to sprzeniewierza się regułom swojego zawodu. Trudno pozostawać adwokatem bądź sędzią naruszając zasady wykonywania tego zawodu, takie osoby przestają być wiarygodne.

Wiceminister Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta uważa, że takie zachowanie środowiska jest zastraszaniem.
Pan minister Dera wspólnie z innymi osobami jest współwykonawcą planu polegającego na wymianie elit prawniczych i zastąpieniu ich własnymi totumfackimi, przejęciu przez władzę wykonawczą kontroli nad sądami, a w konsekwencji zlikwidowaniu niezawisłości sądów. Swoje działania usprawiedliwia demagogiczną narracją; tu nie ma próby zastraszania. tylko próba wyegzekwowania przyzwoitości od ludzi, którzy wykonują zawód wymagający jej przestrzegania.

Władza coraz częściej posługuje się argumentacją, która nie wytrzymuje ani kryteriów prawdy, ani logiki. Dopóki będzie przyzwolenie społeczne na kłamstwo, fałszowanie historii czy oceny odbiegające od zasad logiki, będziemy żyli w świecie politycznej fikcji. Marzę, by słowa na nowo odzyskały swoją wartość, byśmy odrzucili dotychczasową hipokryzję i postawy ludzkie oceniali w sposób właściwy i odzyskali autorytety, które od kilku lat próbuje nam się obrzydzić. Gdy to się stanie, formacja, którą reprezentuje pan Dera, w świecie nauki prawniczej wróci na zasłużone miejsce, czyli do niebytu.

Ja wykonuję swój zawód od ponad trzydziestu lat i nie spotkałem się wcześniej z panem Derą jako osobą, która była autorytetem, a jego głos ważył w ocenach prawnych i moralnych. To wypowiedź politruka, a nie rzeczowa ocena. Nie przekonał mnie.

Rzecznik Praw Obywatelskich opublikował raport „Wolność zgromadzeń w Polsce w latach 2016-2018”, z którego wynika, że wolność zgromadzeń jest mocno naruszona działaniami władzy. Ma pan podobne odczucia?
Pan Rzecznik podchodzi do tematu systemowo. Ja podchodzę do tego z punktu widzenia mojej pracy zawodowej. Od lat 80., kiedy zaczynałem swoją prace, nie występowałem w tylu procesach politycznych związanych z udziałem w zgromadzeniach, co teraz. Jeżeli osoby, które bronią demokracji, stają się przed sądem karnym, to znaczy, że przestaje funkcjonować konstytucyjne prawo do zgromadzeń.

Prawo do przedstawienia poglądów zagwarantowane konstytucją spotyka się z represja karną.

Nie wygląda to wszystko dobrze…
Myślę, że to kara za zaniedbania. Przestaliśmy szanować zasady, autorytety, wartości. Wykorzystali to populiści, którzy brak zasad własnych skutecznie przykrywają społecznie chwytliwymi hasłami. Trudno mi uwierzyć, że ktoś się daje na to nabrać, ale tak się dzieje. Za mało w szkołach uczymy historii i nauk społecznych, to wszystko już działo się wcześniej i przynosiło fatalne skutki, które niwelowano przez lata. Teraz niestety musimy ponosić tego konsekwencje. Zwyciężył nurt antyintelektualny, uderzający w autorytety, w wartości i intelektualny dorobek.

Profesjonalistów wymienia się na ludzi posłusznych władzy. Historia uczy, że wszelkie takie eksperymenty kończyły się tragedią i klęską populistów, wtedy wraca szacunek do reguł demokratycznego państwa i szacunku do mądrości. Ta lekcja będzie trudna, ale ja wierzę w zwycięstwo rozumu.

Powiedział pan, że jest pan przeciwko karaniu, ale czy uważa pan, że po zmianie władzy tych, którzy łamią konstytucję, należy postawić przed Trybunałem Stanu?
Ja jestem członkiem Trybunałem Stanu, zatem nie mogę się na ten temat wypowiedzieć. Mogę odpowiedzieć ogólnie. Prawo jest po to, żeby je stosować. Zwycięstwo wyborcze nie daje legitymacji do naruszania reguł. Jeżeli ktoś konkretnym czynem naruszył konstytucję lub przepisy ustawy karnej, winien odpowiadać za swoje działania.

Politycy Solidarnej Polski wydali pieniądze na pomoc ofiarom przestepstw na promocję siebie i swoich kolegów. A tyle było gadania o pomocy zwykłym Polakom.

Hairwald

>>>

>>>

„Represje się zaczynają, wywalają na zbity pysk wszystkich tych, którzy mają odwagę pielęgnować w sobie wolność i z tej wolności nie tylko korzystać, ale publicznie ją głosić” – to komentarz Władysława Frasyniuka o postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów Bartłomieja Przymusińskiego i Igora Tuleyi za krytykę nowej KRS i „reform” obecnej władzy. – „To kolejny sygnał dla liderów partii. Przecież nikt z was, panie i panowie, będący w polityce, nie ma wątpliwości, że KRS nie jest KRS-em, tylko jest egzekutywą Ministerstwa Sprawiedliwości. Bój toczy się o to, żeby biuro polityczne Ministerstwa Sprawiedliwości osadzić w Sądzie Najwyższym” – dodał w TVN24.

Frasyniuk uważa, że bez państwa prawa nie ma wolności. Jego zdaniem, PiS prowadzi Polskę w stronę rozwiązań węgierskich. – „Parlamentarzyści powinni głośno krzyczeć, że Polska z lidera liberalnej demokracji staje się krajem totalitarnym” – apelował.

Były opozycjonista jako dobry ruch określił przystąpienie ugrupowania Barbary Nowackiej do Koalicji Obywatelskiej. – „Podjęła…

View original post 620 słów więcej

Geremek i Tusk, jak Guliwer w krainie Liliputów PiS

Zwykły wpis

Polacy w czasie komuny nie cieszyli się najlepszą sławą w Europie, a przede wszystkim w USA, mówiono na nas Polaczek. W Polsce są dowcipy o blondynkach, w Stanach były o Polaczkach. Polacy byli blondynkami w kawałach, co autentycznie nas wkurzało, jak niejedną inteligentną blondynkę.

Udało nam się wyzwolić z tego stereotypu, awansowaliśmy najpierw na hydraulików, a wreszcie na pełnoprawnych Europejczyków, zwłaszcza że jeden z pośród nas został szefem Rady Europejskiej.

I od tego chyba zaczęło się nieszczęście, polskie qui pro quo, polskie piekiełko, bo dorwała się do władzy partia takiej blondynki i nas zglajchszaltowała, wyrównała do małych, niedojrzałych, kłótliwych.

Za sprawą partii Kaczyńskiego Polak już nie brzmi dumnie, ale podejrzanie. Polak to coraz mniej wartościowy obywatel Unii Europejskiej. Kaczyński i jego podwładni wykluczają nas z europejskiej wspólnoty, pracują nad tym, aby nas umniejszyć, sprowadzić do swego wzorca ksenofoba, do zaścianka, do zabitej dechami krainy rechrystianizacji.

Oto Europejczyk pełną gębą Bronisław Geremek wg dyrektora Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa z IPN nie zasługuje, aby na tablicy jemu poświęconej widniał właściwy mu rzeczownik „Europejczyk” i określenie „współtwórca demokratycznej Polski”, to ostatnie ma być zastąpione „aktywny uczestnik przemian”.

Tak kurduple wyrównują rachunki swojego braku talentu, równają najlepszych do swojej małości. Przeciw tej małości protestuje 32 ambasadorów RP, ingerencję dyrektora z IPN Adama Siwka w oświadczeniu nazywają podobnie jak ja tutaj: „Próbę ingerencji w treść tekstu uważamy za małostkową manipulację i za działanie haniebne”.

Ten zjazd w dół wielkości Polaka mamy od 3 lat. Czy damy się dalej zmniejszać, marginalizować? Ten od którego awansu zaczął się proces umniejszania Polski Donald Tusk kilka dni temu opublikował na Twitterze minutowy filmik.

Pokazuje Tuska jako polityka, który gra w I lidze światowej – i wszak tak jest. Czy to zapowiedź jego dalszej kariery w polityce globalnej, czy podsumowanie pracy w Brukseli? Mniejsza . Ale i nad Tuskiem trwają prace miejscowych Liliputów, jak mu w awansach przeszkodzić. Najsłynniejsza jest „wygrana” Beaty Szydło 1:27.

Tusk byłby wartością dodaną opozycji, gdyby wrócił do Polski, ale jeszcze większą wartością dla Polski i naszej historii byłby, gdyby udało mu się wyżej awansować.

Z pomocą, czy bez pomocy Tuska, musimy się wyzwolić z krainy Liliputów PiS.

Ustawa o IPN to Waterloo PiS

Zwykły wpis

Bez żadnego trybu została przyjęta przez Sejm nowela do ustawy o IPN, z którą PiS przez pół roku obnosił się, że „nie odda ani guzika”.

Beata Szydło po przyjęciu ustawy w styczniu mówiła: „”Nie widzę powodów,żeby zmieniać ustawę o IPN.” To samo utrzymywał Andrzej Duda, który niektóre przepisy odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. Ba, ten który przyjął na klatę odpowiedzialność za autorstwo ustawy Patryk Jaki, uzasadniał prawnicze walory: „Polska zrobiła kopiuj-wklej tego,który od lat w PL funkcjonuje ws. „kłamstwa oświęci.”(podaję za tweetem).

Tak ten rząd pracuje, stosuje bezrefleksyjne kopiuj-wklej. Tryb przyjęcia noweli do ustawy jest znamienny. 15 minut przed nadzwyczajnym posiedzeniem Sejmu wprowadzono punkt obrad – nowelizację ustawy o IPN, aby ja przyjąć też w trybie zgoła mało parlamentarnym, bez odesłania do komisji sejmowej, z trzema czytaniami ciurkiem, bez debaty – na tę okoliczność nacjonalista Robert Winnicki zrobił pięciominutowego Reytana na trybunie sejmowej – aby marszałek Kuchciński mógł ją przegłosować

Senat zbiera się w trybie nadzwyczajnym i Duda tego samego dnia podpisze ustawę w trybie nagłym. Dlaczego tak się dzieje? Wiele wyjaśnia wspólna telekonferencja prasowa Mateusza Morawieckiego i premiera Izraela Benjamina Netanyahu.

Nacisk władz Izraela odniósł skurtek, a do tego Międzynarodowe Stowarzyszenie Adwokatów i Prawników Żydowskich (IAJLJ) złożyło w Trybunale Konstytucyjnym opinię, w której wykazuje niekonstytucyjność ustawy o IPN. Zmierzyć się z prawnikami żydowskimi, nikomu nie radzę.

Na pewno miały wpływ naciski amerykańskie, w tym negocjacje w sprawie stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce, które groziły fiaskiem, a także spotkanie Dudy z Trumpem, o te tak silnie zabiegają politycy PiS i muszą ciągle całować klamkę.

Ustawa o IPN to Waterloo tej władzy. Po niej musi przyjść Elba, a następnie Wyspa Św. Heleny. Łatwo został skruszony pisowski dogmat, że nie cofną się, nie oddadzą ani guzika.

Dzień wcześniej doszło do innej ich klęski w Luksemburgu, przesłuchania Polski w ramach Rada ds. Ogólnych w związku z uruchomieniem art. 7 Traktatu o UE.

Władze PiS się cofają pod wpływem siły, a nie argumentów. Choć społeczeństwo obywatelskie nie ma takiej siły rażenia, jak USA i Izrael, ale konsekwentna i nieortodoksyjna presja jest swoje osiągnąć. Lekcja ustawy o IPN nie może iść w las, ale w naszą polityczną mądrość.

Ustawa o IPN ma przecież zapisy dotyczące Ukrainy, ale one nie zostały znowelizowane, bo dzisiaj Ukraina w polityce PiS się nie liczy. Znamienne, iż nasz wschodni sąsiad został olany przez tę władzę, która tym samym składa kolejny prezent Kremlowi.

Duda to człowiek o żałosnym intelekcie i nie wykazujący się głębszą duchowością. Marność, taka plaga charakterologiczna, jak plaga egipska zesłana na Polskę

Zwykły wpis

„Byłbym zdziwiony, gdyby nasze strategiczne relacje ze Stanami Zjednoczonymi uległy pogorszeniu w związku z jednym przepisem” – powiedział w rozmowie z dziennikarzem Gazety Prawnej prezydent RP Andrzej Duda. W ten sposób nawiązał do zamieszania spowodowanego podpisaniem ustawy o IPN i oświadczył, że w zasadzie nigdy nie planował zawetowania jej w całości, choć był zdziwiony tempem jej uchwalania.

„Ostatni raz byłem pytany /o ustawę/ podczas mojej wizyty w Izraelu przed rokiem” – oświadczył Andrzej Duda, pytany o rzekomo zaplanowane spotkanie z wiceprezydentem USA. Podkreślił, że Amerykanie nie rozmawiali z nim o nowelizacji.

Z drugiej strony odnosząc się do sedna sprawy przyznał, że władze Izraela mocno zabiegały o zapis, który wyłączałby spod prawa działalność artystyczną i naukową. „Miałem wrażenie, że nie sama idea ustawy budzi w Izraelu zastrzeżenia, ale te dwa problemy. Dlatego potem zadziwiła mnie skala izraelskiego ataku” – podkreślił.

Duda zwrócił uwagę, że sam prezydent USA Donald Trump radził mu by przede wszystkim trzeba dbać o interesy swojego państwa i społeczeństwa. „To naturalne, że my, polskie władze, chcemy chronić Polskę przed szkalowaniem” – dodał. „Że żądamy respektowania prawdy historycznej, w tym uczciwej terminologii. To jest dbanie o polską rację stanu” – powiedział i zaznaczył, że jeśli ktokolwiek dziwi się takiemu stawianiu sprawy, powinien pamiętać, że stanowienie prawa to kwestia polskiej suwerenności. „Nikt nie będzie nam niczego dyktował” – podsumował.

Prezydent powiedział, że to dla dobra stosunków z USA i Izraelem postanowił skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. „Chcę, żeby chłodnym okiem ocenili, czy prawo zostało przygotowane dobrze, bezpiecznie, choćby dla świadków tamtych straszliwych wydarzeń” – oznajmił, mówiąc jednocześnie, że nie wyobraża sobie, aby zagranica dyktowała Polsce to, jakie prawo może uchwalać.

Gdyby miał wystąpić z własną inicjatywą ustawodawczą, prezydent – jak stwierdził – postulowałby „jednoznaczną deklarację, że chodzi wyłącznie o czyny popełnione z winy umyślnej”.

Zarzut, że Polska jest coraz to bardziej osamotniona, a ostatnie miesiące to liczne problemy w relacjach z Unią Europejską, Izraelem i USA, Andrzeja Dudy skwitował stwierdzeniem, że walka o interesy Polski czasem wymaga „rozpychania się”.

„Wiele z tych konfliktów wynika właśnie z tego. (…) Blokujemy możliwość okradania budżetu państwa i wyprowadzania pieniędzy z Polski. (…) Ktoś do tej pory te pieniądze zabierał, a teraz nie może” – powiedział prezydent, dodając, że „im silniejszą pozycję zajmujemy, tym większy opór” i że żadne państwo nie może zabraniać polskiemu rządowi realizowania jego programu wyborczego.

W rozmowie z DGP padały również pytania o kulisy dymisji Antoniego Macierewicza. Prezydent nie potwierdził, że naciskał na odejście szefa MON. Powiedział jedynie: „Mówiłem, że moja współpraca z ministrem – jest faktycznie zablokowana”. O dymisji ówczesnego szefa MON zadecydowały różne inne czynniki stwierdził Duda.

Pytany o krytykowaną wypowiedź premiera w Monachium, że w czasie II wojny światowej „byli polscy sprawcy, tak samo, jak byli sprawcy żydowscy, rosyjscy i ukraińscy” Prezydent oświadczył, że nie dostrzegł w tych słowach celowej próby obrażenia kogokolwiek. „Dlatego mówię o niezręczności, a nie o złej intencji” – podkreśla.

PiS spowodował kryzys na całego w relacjach Polska – USA

Zwykły wpis

PiS twierdził, że notatka o stosunkach USA – Polska nie istnieje, a teraz w sprawie jej wycieku Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamierza zawiadomić prokuraturę! – „Dokument opisany przez portal Onet ma charakter niejawny; podjęliśmy działania w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przeciwko ochronie informacji określonego w art. 266 Kodeksu karnego” – poinformowało MSZ.

Artykuł 266 Kodeksu karnego przewiduje m.in. że funkcjonariusz publiczny, który „ujawnia osobie nieuprawnionej informację niejawną o klauzuli zastrzeżone lub poufne, lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Według Onetu, notatka Z-99/2018 została sporządzona przez urzędników polskiej ambasady w Waszyngtonie. Napisano ją po spotkaniu wysokiej rangi oficjeli amerykańskich z polskimi dyplomatami. Kluczową postacią na tym spotkaniu był Wess Mitchell, jeden z najbliższych współpracowników szefa dyplomacji USA.

Redakcja Onetu ma kopię tego dokumentu, ale ze względu na ochronę informatorów nie może jej ujawnić. Z dokumentu wynika, że i Duda, i Morawiecki są niemile widziani w Białym Domu dopóty, dopóki nie zostaną wprowadzone zmiany w ustawie o IPN.

Przez dwa dni funkcjonariusze PiS i prorządowe media prześcigali się wręcz w podawaniu w wątpliwość istnienia takiej notatki. Jeśli więc czegoś nie ma, to o czym zawiadamia się prokuraturę? Dziennikarze na Twitterze dzielą się ironicznymi komentarzami na ten temat. – „Pierwsze w historii śledztwo w sprawie ujawnienia notatki, której nie było” – napisał Michał Majewski. Tomasz Skory z RMF trafnie podsumował: – „MSZ zgłosiło do prokuratury sprawę ujawnienia notatki, która była tak niejawna, że jej aż wcale nie było. Jednocześnie była też fałszywa, co nie jest w tej sytuacji łatwe. Po zdementowaniu tego, czego w nieistniejącej i fałszywej notatce nie było w sprawie gubią najlepsi śledczy”.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego analizujące ten kompromitujący Polskę temat.

W PiS zostały uruchomione w tej kwestii mechanizmy obronne i zaprzeczenia.

USA nałożyły na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego szczególne sankcje – zostali uznani za persona non grata w Białym Domu. Podkreślmy: szczególne sankcje, a nie ogólne. Różnica miedzy nimi jest taka, jak między profesorem zwyczajnym – tytuł obowiązujący wszędzie – a profesorem nadzwyczajnym, którym tytułuje się na uczelni zatrudniającej delikwenta. Jeszcze lepiej różnice oddaje ogólna teoria względności i szczególna teoria Einsteina.

Szczególne sankcje dotyczące Dudy i Morawieckiego będą działać – odźwierny w Białym Domu ma przykazane, aby tych dwóch osobników i ich wysłanników nie wpuszczać na pokoje – póki ustawa o IPN nie zostanie zmieniona, dopóty zostaną z niej usunięte zapisy kwestionujące święte słowa dla Jankesów o wolności słowa, wolności badań i wypowiedzi.

Waszyngtońskiej administracji nie spodobało się, iż mieniący się demokratami politycy PiS nakładają cenzurę i za wolność wypowiedzi możliwa jest sankcja prawna, bo tym jest ustawa o IPN.
Szczególne sankcje wobec Dudy i Morawieckiego nie muszą być ogłaszane, gdyż należą do sfery dyplomacji. To tak, jakbyśmy na ulicy zobaczyli Dudę bądź Morawieckiego i przeszli na drugą stroną. A że ulica należy do Amerykanów, więc nie wpuszczą na nią tych dwóch osobników, niech sobie łażą, gdzie chcą, byle nie narażali swoimi osobami na szwank rozumu.

Oczywiście, politycy PiS zaprzeczają owym sankcjom, bo nie zostały oficjalnie ogłoszone. Otóż sankcje szczególne płyną w nieoficjalnym nurcie, komunikuje się o nich poprzez zamierzony wyciek. I z takim mamy do czynienia. Dziennikarze Onetu dostali cynk, następnie sankcje potwierdził amerykański portal BuzzFeed.

Jarosław Kaczyński może tylko zacierać ręce. Na niego nie zostały nałożone sankcje, wszak od niego zależy, czy Duda i Morawiecki coś zrobią, aby ustawa o IPN została zmieniona i zaakceptowana przez zachodni świat.

Tymczasem w PiS zostały uruchomione mechanizmy obronne i zaprzeczenia. A to znaczy, że rozpoczęło się polowanie na kozła ofiarnego. Kto zawinił? Jak w takiej animalnej polityce bywa, zwykle źle zaplanowana jest nagonka, bo kozioł ofiarny zamienia się w osła. Ile kozłów by nie złożono w ofierze udobruchania bóstwa, to i tak pozostanie opinia, że ma się do czynienia z osłami.

Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski.

Przy okazji nałożenia sankcji persona non grata przez Biały Dom na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego możemy doświadczyć, jak wygląda anatomia kłamstwa konstruowanego przez PiS. Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski i ośmieszeniem polityka tego bądź owego.

Jeszcze wczoraj po ujawnieniu przez Onet sankcji personalnych dotyczących najważniejszych polityków na pisowskim szczycie spotkali się Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i szef dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert pytana o zakaz spotkań z polskim premierem i prezydentem w związku z ustawą o IPN, odpowiedziała: – „Informacje, które mówią o zawieszeniu współpracy dotyczącej bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu, są po prostu fałszywe. Polska jest bliskim sojusznikiem w ramach NATO, to się nie zmieni. Nie znaczy to jednak, że zgadzamy się z przyjętą ustawą, co jasno wyraziliśmy”. A zatem Nauert nie odpowiedziała na pytanie dotyczące publikacji Onetu, który to portal pisał o czymś zupełnie innym.

Dzisiaj od samego rana nastąpiła ofensywa medialna polityków PiS, która ma na celu zaprzeczyć kompromitacji. I jak to w tej partii bywa, wszyscy z nich posługują się takimi samymi komunikatami wypracowanymi przez służby pijarowskie, a przy okazji wychwalają samych siebie.
Politycy PiS do „odkłamywania” używają mediów prywatnych, a nie tzw. narodowych, bo nikt oprócz nich ich nie śledzi. Łażą więc do TVN, Polsatu, TOK FM, RMF FM, które są jeszcze niezależne i wiarygodne.

Adam Bielan w TVN24 zachwala, że „mamy najlepsze relacje PL-USA, zarówno jeśli chodzi o kwestie współpracy militarnej, jak i wymiany handlowej”. Szkoda, że przy takich stwierdzeniach nie słyszymy rechotu publiki, jak w sitcomie.

Z kolei Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, w RMF FM nazywa to fake newsem, a dziennikarzom Onetu zarzuca, iż posługiwali się nieistniejącą notatką: „Proszę ją pokazać”.

Nawet Mateusz Morawiecki zabrał głos we własnej sprawie, co świadczy, że jemu i Dudzie jednak postawiono ultimatum w Białym Domu. Morawiecki powtórzył komunikaty wcześniej wyrecytowane przez Bielana i Dworczyka, iż „te doniesienia, które ujrzały światło dzienne wczoraj, okazały się zupełnie nieprawdziwe”.

Politycy PiS idą w zaparte, gdyż to kolejny dowód, iż ich działania przynoszą efekt szarańczy. Czego się nie dotkną, zniszczą, zdemolują – i zachwalają, że jest cacy i osiągnęli stan nirwany „najlepszości” na świecie.

Na takie dictum zareagowali dziennikarze Onetu. Podają numer notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie, datowanej na 20 lutego – Z-99/2018. Nie ujawniają jej, gdyż musieliby ujawnić informatora, więc zwracają się do MSZ, aby notatkę odtajniono.

Na bazie notatki z ambasady polskiej w USA powstały wewnętrzne dokumenty w MSZ. Jeden z nich, autorstwa Jana Parysa, cytuje Onet: – „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Moim zdaniem uregulowanie sporu z USA jest ważniejsze niż spór z Izraelem czy rozmowy z KE na temat praworządności”.

Te dwa zdania Parysa mówią wszystko. Szarańcza PiS niszczy wszystko, zostawia po sobie ugór. A my jak w sitcomie („Ucho prezesa” na żywo) możemy rechotać z własnej głupoty, iż daliśmy im władzę.

Jak PiS sfałszuje wybory?

Zwykły wpis

Wojciech Lemański skomentował działania wymiaru sprawiedliwości w sprawie księdza Marcina Ł. (parafia w Wyszkach) oskarżonego o trzykrotne zgwałcenie 14 latki.

Mowa oczywiście o podarowanych Tadeuszowi Rydzykowi samochodach od bezdomnego. Okazuje się, że prokuratura ma kłopot, ale nie darowizną dla Rydzyka, a z… zawiadomieniem, które złożył poseł Adam Szłapka z Nowoczesnej!

Zamiast zająć się badaniem sprawy, zajęto się treścią pisma polityka. – „Mogą próbować odwrócić sprawę i próbować udowodnić, że złożyłem zawiadomienie w złej wierze. Jeśli tak się stanie, to oznacza, że upolityczniona prokuratura będzie chciała zamknąć usta wszystkim, którzy zadają niewygodne pytania, dziennikarzom, organizacjom pozarządowym, watchdogom” – powiedział dziennikowi.pl Szłapka.

Co „bada” prokuratura”? – „Sprawa znajduje się na etapie czynności sprawdzających. Etap czynności sprawdzających służy m.in. analizie treści zawiadomienia w kontekście przesłanek warunkujących decyzję o wszczęciu postępowania – tą przesłanką jest przede wszystkim uzasadnione podejrzenie popełniania przestępstwa. Zawiadamiający – choć skierowane przez niego pismo nosi tytuł „zawiadomienie o podejrzeniu popełniania czynu noszącego znamiona korupcji” – nie podaje, na czym korupcja miałaby polegać, ani jaki miałby być jej domniemany mechanizm” – powiedział dziennik.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

„Czynności sprawdzające” zgodnie z przepisami mogą trwać 30 dni. Ale przecież w państwie PiS „wszyscy są równi wobec prawa”…

„Byłem w szpicy. Gleba. Trzech na mnie. Ręce skute na plecach. Niosą na dźwigniach na barki do radiowozu, wrzucają brutalnie do środka, nie bacząc na kajdanki na plecach, sadzają przemocą na siedzeniu. (…) Słyszę ,’Siadaj, k***o!’ i dostaję co najmniej trzy ciosy pięścią w twarz, co najmniej dwa od funkcjonariusza, którego nazwisko znam i którego pospolity bandytyzm opisałem w protokole późniejszego zatrzymania” – tak na Facebooku opisał swoje zatrzymanie 1 marca podczas blokowania marszu ONR dr Rafał Suszek, matematyk z Uniwersytetu Warszawskiego, działacz Obywateli RP.

Suszek zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury w sprawie zachowania policjantów. Poddał się obdukcji lekarskiej. – „Biją ze znawstwem. Mam stłuczoną przegrodę, ale w ciągu długiej nocy na komisariacie nie występują wybroczyny. Tylko trochę krwi z nosa. I ból. Ale to nie ból nosa, to ból kręgosłupa, na którym posadowiona jest moja godność człowieka i obywatela, na którym posadowiona jest moja kulturowa tożsamość. Tego bólu wam nie zapomnę” – napisał Suszek.

Na komisariacie przebywał od czwartku od 19.30 do 4.00 nad ranem w piątek. Suszek twierdzi, że policjanci utrudniali mu kontakt z prawnikiem, który dopiero po kilku godzinach został dopuszczony do uczestnictwa w czynnościach i spisywaniu protokołu.

Komenda Stołeczna Policji twierdzi, że opisana przez Suszka sytuacja nie miała miejsca. Na Twitterze napisano, że to naukowiec z UW zaatakował policjanta. – „Według wstępnych ustaleń nic nie wskazuje na to, by policjanci nadużyli siły” – powiedział „GW” Sylwester Marczak, rzecznik prasowy KSP.

Po próbie zablokowania marszu narodowców przez Obywateli RP policja wylegitymowała 78 osób, wystosowała 34 wnioski do sądu o ukaranie i wypisała 9 mandatów (po 500 zł) za zakłócanie zgromadzenia i blokowanie ruchu.

Miała być „zamrożona” – tak przynajmniej mówili o kontrowersyjnej ustawie o IPN prominentni politycy PiS, z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. A tymczasem fundacja Reduta Dobrego Imienia złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pierwszy pozew, w którym wykorzystane zostały przepisy tej ustawy.

Chodzi o artykuł, który pojawił się w argentyńskim portalu Pagina12. Zdaniem RDI, Argentyńczycy użyli do zilustrowania materiału o zbrodni w Jedwabnem zdjęcia pomordowanych polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego, czyli żołnierzy wyklętych. – „Redakcja bezrefleksyjnie i celowo połączyła dwa okresy historyczne: II wojnę światową (Jedwabne – 1941 roku) i czasy komunistyczne (fotografia pochodzi z 1950 roku). Wydawca dokonując takiego zestawienia wykazał się ogromną ignorancją historyczną, za którą powinien oficjalnie przeprosić wszystkich Polaków – napisano na stronie internetowej Reduty.

Można by zapytać – nie wie lewica, co czyni prawica? RDI to przecież fundacja, której jednym z założycieli jest Maciej Świrski To także wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, odpowiedzialnej za „słynną” pisowską kampanię billboardową o sądach.

Michał Kuczyński – portal crowdmedia.pl – wskazuje na to, jak PiS zamierza sfałszować wybory.

Uchwalona w olbrzymim pośpiechu, wbrew sugestiom ekspertów i Państwowej Komisji Wyborczej ordynacja wyborcza przed najbliższymi wyborami samorządowymi weszła już w życie. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że rozwiązanie w niej zawarte doprowadzą do niewyobrażalnego chaosu w ich organizacji – według PKW na ich przeprowadzenie już dziś brakuje ponad 600 mln złotych, a wiele rozwiązań zaproponowanych przez ustawodawcę jest niemożliwych do spełnienia.

System informatyczny do liczenia głosów jest niedostosowany, komisarze wyborczy jeszcze nie wybrani, a wielu z nich zostanie wybranych naprędce, bez zweryfikowania ich wiedzy na temat prawa wyborczego. Równie nierealne jest przeprowadzenie skutecznych transmisji ze wszystkich 28 tys. lokali wyborczych, co z pewnością stanie się przedmiotem tysięcy protestów wyborczych. Samo liczenie głosów, przez zmianę sposobu ich dokonywania może trwać ponad tydzień. O te wszystkie aspekty, o których członkowie PKW alarmują już od wielu miesięcy, pytany był dzisiaj w programie “Jeden na jeden” w TVN 24 Paweł Szefernaker, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. I trzeba przyznać, że jak na tak młodego urzędnika ma niebywały tupet. Okazuje się bowiem, że choć nowelizacją ordynacji wyborczej, całą władzę nad organizacją wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej, jej przedstawiciele nie zamierzają brać odpowiedzialności za niemal pewny chaos, jaki nas wszystkich czeka. Co więcej, w wypowiedziach wiceministra da się dostrzec wskazanie kozła ofiarnego, który będzie za ew. przekręty wyborcze odpowiadał – jest nim ustępująca szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj.

– Przede wszystkim na początku trzeba rozmawiać na konkretach i jestem przekonany że jeżeli dojdzie do takiego spotkania w najbliższym czasie, to będziemy rozmawiali z PKW nt. konkretnych wyliczeń, bo jestem przekonany że PKW i szefowa KBW, która obecnie pełni funkcję, nie przespała tych 2-3 miesięcy,które mamy za sobą odkąd ustawa była procedowana, że są specyfikacje, wyliczenia takie które wiarygodnie wskazują, że są takie propozycje rozwiązań ze strony PKW i KBW, które pokażą rzeczywiście jakie są realne potrzeby z tym związane. Musi być oszacowanie wartości tego zamówienia, potrzeb które nie są zabezpieczone w budżecie. Jeżeli będzie takie oszacowanie ze strony PKW, jestem przekonany że szefowa KBW dopełniła wszystkich obowiązków służbowych i przygotowała coś takiego. Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane czy przez szefową KBW. Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera. O wielu kwestiach dowiadujemy się dopiero z mediów. Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się oczywiście znajdą. Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby było inaczej, tylko musimy rozmawiać nie za pośrednictwem mediów, tylko w cywilizowany sposób – zarzuca PKW Szefernaker.

Oskarża także komisję, że z resortem komunikuje się za pośrednictwem mediów, zamiast usiąść do stołu i porozmawiać o spodziewanych problemach. Resort bowiem jest przekonany, że wybory przebiegną bez żadnych zakłóceń.

Warto jednak pamiętać, że za wielką władzą ile wielka odpowiedzialność i zaklinanie rzeczywistości na niewiele się tutaj zda. Jeśli potwierdzą się obawy Państwowej Komisji Wyborczej i jesienne wybory odbędą się w atmosferze olbrzymiego chaosu i wątpliwości co do ich rzetelności, to pełną odpowiedzialność poniesie minister Joachim Brudziński oraz jego zastępca Szefernaker.W przeciwieństwie do 2014 roku, to właśnie ich dymisji obywatele będą się domagać.

Macierewicz nie wie, ile jest ataszatów obrony. To był minister!

O tym i nie tylko pisze Waldemar Mystkowski.

Działaniom polityków PiS, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego, aż się prosi, aby nadać rangę literatury. Nie muszę podpowiadać, jaka to miałaby być kategoria estetyczna. Nie musiałby to być nazbyt wysoki diapazon „Dróg wolności” Sartre’a ani szorowanie o najgłębsze pokłady egzystencji Fiodora Dostojewskiego. Wystarczyłby Bareja bądź Mrożek z dramatów połączony z fabułą komedii ludzkich zakłamań Balzaca.

Nieprzypadkowo w ostatnich dniach mamy do czynienia z dwoma postaciami z podobnej bajki. Z Jarosławem Gowinem, któremu pensja ministerialna nie wystarczała do pierwszego i z drugim przypadkiem pozornie odwrotnym, bizantyjskim, z Antonim Macierewiczem, którego otoczenie przez półtora roku ze służbowych kart kredytowych i płatniczych używało sobie na kwotę 15 mln zł.

Wcale nie przypadkiem Gowina z Macierewiczem połączyła Beata Szydło, gdy w kampanii wyborczej zakłamywała rzeczywistość, iż ministrem od wojny będzie Gowin, a nie Macierewicz. Dlaczego to zrobiła? Wiadomo. Ważniejsza jednak jest odpowiedź o drugie dno: dlaczego naprawdę to zrobiła?

Kładę nacisk na „naprawdę”, bo to znaczy, że naprawdę nie chodzi o żadne umiejętności, ale o obsadzanie kolesi partyjnych, którzy nie są żadnymi fachowcami. Jakim znawcą wojska jest Macierewicz? Gdy rozwiązywał WSI i pisał raport o tym – tak zapędził się w grafomaństwie, że do tej pory nie opublikowano aneksu – naraził wojsko polskie na brak osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, co skutkowało na misjach wojskowych i wśród siatki szpiegowskiej śmiercią wielu osób.

Nikogo to specjalnie nie przejęło, że wielu dało gardło za Polskę tylko dlatego, że Macierewicz jest lewusem. Większość, jeżeli nie każdy, wykazałby się podobną lewizną, jak były minister obrony w zerwaniu kontraktu na sprzęt wojskowy, gdyż do negocjowania potrzeba umiejętności i wiedzy, a przede wszystkim rozpoznania, co konkretnie potrzebne jest do obrony Polski w zobowiązaniach sojuszniczych i jaka doktryna jest właściwa dla naszej geopolityki.

Myślę, że każdy wykazałby się zdolnościami wraz z kolesiami z podwórka albo z knajpy, aby przewalić 15 mln zł w ciągu półtora roku. Co? Niektórzy z przepicia wykorkowaliby? Spokojnie – jest na to rada, wystarczy wyskoczyć do Nowego Jorku i w porządnym restaurancie bądź kasynie na Manhattanie puścić jednego wieczora tysiące dolców. Daliby radę. A czym się różni Mariusz Błaszczak od Macierewicza, którego zastąpił? Mniejszą fantazją wypłat z kart płatniczych, acz może się okazać, że nie doceniamy Błaszczaka. On też potrafi dawać radę. Ci panowie największe osiągnięcia mają, gdy nie szkodzą w ministerstwach, gdy łażą po mediach – niektórzy z nich nie wychodzą – i nie mają czasu na psucie. Najważniejszy dla nich cel – blichtr celebrytów.

Jakie osiągnięcia mają politycy PiS? Gdy się wezmą za pisanie ustaw, wychodzi jak z ustawą o IPN, konfliktem dyplomatycznym z najważniejszymi graczami na scenie globalnej. Gdy wezmą się za teorię politologiczną, to wychodzi, jak Mateuszowi Morawieckiemu w wywiadzie dla „Der Spiegla”. Nie ma już „państwa prawnego”, jest „narodowe”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym„.

Od początku władza PiS korzysta z kredytu kart płatniczych, żyje na cudzy koszt. Andrzej Duda żyje na kredyt przyszłej konstytucji, bo obecną złamał i grozi mu odsiadka. Tak manipulują przy trójpodziale władzy, aby odpowiadać tylko przed sobą, a to znaczy, że zakładają nie oddać władzy. Zapłacą każdą cenę. Rychło o tym się przekonamy.

I jak to w grotesce, najlepsze złote myśli są autorstwa bohaterów groteski. Kaczyński w 2014 roku powiedział: – „Drugim kierunkiem działania jest likwidacja kart kredytowych, które finansowane są z pieniędzy państwowych„. Jest to cytat z oficjalnego konta PiS na Twitterze z 16 czerwca 2014. Wybitny pisarz i satyryk rosyjski z XIX wieku Michaił Sałtykow-Szczedrin napisał – jakby przewidział PiS: – „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść„. Macierewicz mówił o patriotyzmie za 15 milionów zł.

Jak już Kaczyński obroni godność, to będziemy pośmiewiskiem świata, taki z niego kieszonkowy Churchill

Zwykły wpis

W Polskim Radiu Jarosław Kaczyński mówił:

– My nie twierdzimy, że nie było Polaków, którzy mordowali Żydów, bo byli tacy Polacy.

– Z całą pewnością to sytuacja wymagająca głębokiej analizy. Trzeba rozumieć, co tutaj się stało. Nam odmówiono prawa do obrony własnej godności. Godności narodu, któremu się w sposób skandaliczny przypisuje winy innego narodu, narodu niemieckiego. Następuje zamiana ról i to w sytuacji, kiedy Polacy byli pierwszą ofiarą..

W wypowiedzi Kaczyńskiewgo jest od groma kłamstw.

Polska nie była pierwszą ofiarą III Rzeszy. Rok wcześniej były nimi Austria (Anschluss) i Czechosłowacja (Sudetenland).

Wywpowiedź Kaczyńskiego podsumował Tomasz Lis.