Tag Archives: film

Policja chroni pedofilów w Kościele katolickim

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

 

Gliński tworzy pisowski Mosfilm

Zwykły wpis

PiS przygotowuje się na długie rządzenie, w związku z czym chce zawłaszczyć i uczynić sobie poddanymi tak wrażliwe dziedziny, jak kultura i sztuka. Gdyby miało dojść do drugiej kadencji rządów PiS najpierw padłyby media, ktore albo zostałyby kupione, badź doprowadzone do upadłości, a jak to by się nie udało, „zrepolonizowane”, czyli upisowione.

Co jednak zrobić z kulturą i sztuką, którą rządzi niezależny duch twórców, dziki, nie poddajacy się żadnym łańcuchom partyjnym? Tą działką zarządza jedna z byłych nadziei Jarosława Kaczyńskiego, niedoszły premier techniczny z tabletu Piotr Gliński, wprawdzie socjolog i profesor nauk humanistycznych, to jednak jego osiągnięcia na tym polu są wybitnie drugorzędne, czyli jest osobą bez żadnego autorytetu środowiskowego.

Gliński ma jednak ambicje odcisnąć swój ślad w kulturze, całkiem możliwe, iż jest to podyktowane kompleksem wyniesionym z domu rodzinnego, w którym zdominował go starszy brat Robert Gliński, reżyser filmowy, swego czasu nazwał go „idiotą”. Kompleksy to całkiem silny motor zdarzeń historycznych. Gdyby nie kompleksy Brutus nie dźgnąłby Juliusza Cezara.

Piotr Gliński głowił się nad mechanizmami podrządkującymi kulturę, jako socjolog znalazł, gdy kultura tłumaczyła polityczne wykładnie rządzących. Za wschodnia granicą, a następnie u nas w czasach słusznie minionego reżimu, w stalinizmu sformułowano ideę realizmu socjalistycznego, który nadzorował Andriej Żdanow.

W działaniach Glińskiego widać inspirację żdanowszczyzną, nie tylko w literaturze, w której jest promowana twórczość patriotyczna, ale i w pozostałych dziedzinach sztuki. Politycy PiS uważają, iż są na początku swej władzy nad Polakami, obserwujemy zatem zręby wykuwania realizmu ku chwale ich rządzenia.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego jest dziełem jakiegoś pisowskiego Xawerego Dunikowskiego, nie udał się wprawdzie film o katastrofie smoleńskiej, ale nic straconego. Najważniejsza ze sztuk film – jak uważam Lenin – ma zostać w pierwszym rzędzie podporządkowana realizomowi pisowskiemu.

Żdanow Gliński ma „pomysła”, jak zgromadzić w jednym ręku rozproszone grupy realizatorskie i producenckie w kraju, państwowe studia filmowe mają zostać połączone w jeden „profesjonalny publiczny ośrodek produkcji filmowej”, ktory będzie operował rocznym budżetem ok. 100 milionów złotych.

Taki pisowski Mosfilm będzie mógł zrealizować superprodukcję, o jakiej marzy Jarosław Kaczyński. Prezes PiS swego czasu wyznal, iż chętnie oglądnąłby patriotyczny film o chwale Polaków zrealizowany w konwencji hollywoodzkiej.

I między innymi po to powstaje Mosfilm nad Wisła. Filmowcy zostaną pozbawieni niezależności twórczej, chyba że ta niezależność bedzie korelowała z pisowską wykładnią realizmu patriotycznego. Nie podskoczy Żdanowowi PiS Agnieszka Holland, ani Wojciech Smarzowski, którego przymusi się, aby zamiast „Kler 2” zrealizował np. „Wina Tuska”.

Smarzowski, czy Agnieszka Holland dadzą sobie radę, ale nie młodzi filmowcy na początku drogi twórczej, których kariery artystyczne są uzależnione od dofinansowania przez państwo. Czy ma szansę na zaistnienie ten pomysł Glińskiego? Raczej – nie, bo to znaczyłoby upadek polskiej sztuki filmowej, podobny do upadku stadniny koni w Janowie Podlaskim. Z Glińskiego powinien „koń sie uśmiać”, ale nie takie farsy i groteski ogladaliśmy w ciągu trzech lat ich rządów, więc mogą się posunąć do każdej katastrofy.

>>>

Hipokryzja PiS osiąga kolejny poziom żenady w stosunku do bohatera Powstania Warszawskiego

Zwykły wpis

Setki osób towarzyszyło w ostatniej drodze generałowi Zbigniew Ściborowi-Rylskiemu, uczestnikowi kampanii wrześniowej, bohaterowi Powstania Warszawskiego, żołnierzowi Armii Krajowej, kawalerowi Krzyża Wojennego Virtuti Militari. – „Byłeś człowiekiem wielkim. Swoim życiem dowiodłeś, że zło nie wygrywa. Byłeś człowiekiem oddanym drugiemu człowiekowi i zawsze myślałeś o innych. Byłeś wolnym człowiekiem, potrafiłeś wybaczać i nie bałeś się śmierci” – powiedział wnuk generała Michał Kochański.

Oprócz rodziny i przyjaciół, w uroczystościach na warszawskich Powązkach wzięli udział m.in. wiceprezesi Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska i Zbigniew Galperyn, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Leszek Żukowski, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, były prezydent Bronisław Komorowski, szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Pogrzeb odbył się z asystą wojskową, ale bez udziału zwierzchnika sił zbrojnych, czyli Andrzeja Dudy – odczytano jedynie jego list. Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej, kierowane przez Mariusza Błaszczaka, ograniczyło się – jak ustalił dziennikarz „Faktu” – do wysłania wiązanki kwiatów na pogrzeb generała brygady Wojska Polskiego!

„Pogrzeby też są swoje i obce. Na te obce wysyłamy wiązanki”; – „To jest ten szacunek dla historii i powstańców, o którym tak ochoczo mówi każdy polityk PiS w TVP”; – „A co się spodziewać po osobnikach przysięgających na Konstytucję z „Tak mi dopomóż Bóg”, którzy to plują na tę Konstytucję na Polskę, na Polaków i na Boga. Konstytucją, Bogiem, Narodem gęby sobie wycierają. Odszedł na wieczną wartę ostatni oficer II RP. Niech spoczywa w spokoju” – komentowali internauci.

Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli teraz Dudzie odegrać rolę ojca narodu. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy – mówi nam dr Marek Migalski, politolog. Pytamy o spór w PiS-ie i o słabnącego Kaczyńskiego. – Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uważa, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny – zaznacza.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent „zastanawia się” nad zawetowaniem ustawy zmieniającej ordynację do Parlamentu Europejskiego. W co gra prezydent z PiS-em?

DR MAREK MIGALSKI: Tak naprawdę kwestia zmiany ordynacji do PE jest sprawą trzeciorzędną, w przeciwieństwie do ordynacji do parlamentu. To jest ważne, żeby zrozumieć, co się dzieje. Interpretując zachowanie prezydenta, można przyjąć dwie sprzeczne interpretacje. Pierwsza jest taka, że to ułożona gra między Dudą a Kaczyńskim. Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli Dudzie odegrać rolę ojca narodu, psychodramę pt. prezydent wszystkich Polaków wsłuchujący się w głosy mniejszych partii, zjednoczyciel ponad podziałami. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy.

Druga interpretacja jest z tym sprzeczna, ale równie logiczna. To jest de facto próba zapewnienia sobie przez Andrzeja Dudę w 2020 roku, na wypadek niepoparcia go przez PiS, jakichś struktur i sił, które mogłyby go poprzeć, zorganizować kampanię, zebrać podpisy i uczynić jego kandydaturę realną. Byłoby to szukanie alternatywy dla PiS. Stad kokietowanie Kukiza, ugrupowania Marka Jurka i mniejszych formacji politycznych.

To jest o tyle mniej prawdopodobny scenariusz, że jest niepodobny do Andrzeja Dudy. Taka chęć na samodzielność chyba przeszła prezydentowi po tym jak PiS odrzuciło mu referendum, jego ukochane dziecko. Gdybym miał wybierać, to bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, chociaż drugi też jest realny. Trzeba sobie zdać sprawę, że kalendarz wyborczy działa na niekorzyść Dudy, bo najpierw są wybory parlamentarne na jesieni 2019 roku, gdzie to Duda jest potrzeby PiS-owi, a dopiero później są wybory prezydenckie, gdzie PiS jest potrzeby Dudzie.

Pojawiły się głosy, że nowelizacja ordynacji do PE miała zablokować Macierewicza, który groził, że wystawi własne listy do PE z poparciem toruńskiego redemptorysty. To możliwe?

To, o czym pani mówi, byłoby potwierdzeniem scenariusza pierwszego. Zagrożenie ze strony Macierewicza było realne, ale ono minęło, dlatego PiS nie musi się upierać przy tej zmianie, a przy okazji Andrzej Duda będzie miał możliwość występu w swojej ulubionej roli zjednoczyciela narodu i człowieka niezłomnego. Warto zaznaczyć, że

ta nowelizacja ordynacji miała uderzać nie tylko w rozłamowców jak Macierewicz, ale też w Kukiza, Korwina, narodowców i wszystkich innych prawicowych konkurentów PiS – po to, aby na pół roku przed wyborami parlamentarnymi dotarła do prawicowych, a nie PiS-owskich wyborców informacja, że jedynym realnie istniejącym bytem na prawicy jest PiS. To mogła być taka psychologiczna gra.

O tym, że to gra, może świadczyć szybki podpis prezydenta pod bardzo ważną nowelizacją o SN w 24 godziny po tym jak PiS zablokował referendum konstytucyjne?

Gdyby Duda chciał się usamodzielnić, to moment między zablokowaniem referendum, czyli jego flagowego pomysłu, jego dziecka, a podpisaniem ustaw niszczących de facto wymiar sprawiedliwości w Polsce był najlepszym na to momentem. To dałoby mu narrację, że oto jestem prezydentem wszystkich Polaków, chcę żeby to oni decydowali o najważniejszych sprawach, skoro PiS na to nie pozwala, to zablokuję ustawy, które mogłyby uczynić wymiar sprawiedliwości partyjnym narzędziem, i proszę, aby traktować mnie od tego momentu jako kandydata obywatelskiego. To byłoby obciążone ogromnym ryzykiem, ale miałoby sens. Teraz, po tym jak po odrzuceniu pomysłu referendum podpisał nowelę o SN, a kłóci się z PiS-em o trzeciorzędną sprawę, jaką jest zmiana ordynacji, wygląda to dziwnie i niewiarygodnie. Oczywiście

dobrze, żeby ta ordynacja została zablokowana, bo realnie podnosi próg wyborczy, co jest akurat w tych wyborach bezsensowne. Próg wyborczy jest słuszny w wyborach do parlamentu, aby eliminować maluchów, co pozwala na skuteczniejsze budowanie koalicji i rządu. Takie działanie w stosunku do wyborów do PE jest niezasadne, blokuje różnorodność i lepszą reprezentację.

Nowelizacja wymusiłaby też zjednoczenie opozycji?

To prawda, rzeczywiście, gdyby opozycja zachowała się mądrze, to mogłaby je wygrać. Gdyby było tak, że na jedną wspólną listę antypisowską, czy to komitetu obywatelskiego, czy jakkolwiek by się to nazywało, weszłyby nie tylko PO, Nowoczesna i PSL, ale również SLD, to mogłaby powstać pierwsza silna lista, która mogłaby wygrać wybory, co na pół roku przed wyborami parlamentarnymi byłoby nie do przecenienia. Taka kalkulacja też mogła być na Nowogrodzkiej.

Czy zatem kandydatura Andrzeja Dudy z ramienia PiS-u na II kadencję jest przesądzona?

Moim zdaniem nie. Jakkolwiek śmieszne to by się wydawało pani, naszym czytelnikom i mnie, Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uznaje, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny. To przypuszczenie plus starzejący się Kaczyński oznacza, że wpływy prezesa będą maleć wobec ciągle młodego urzędującego prezydenta w latach 2020-2025. W naturalny sposób wówczas duża cześć prawicy zaczęłaby się orientować na przyszłościowego polityka, jakim byłby Duda, niż na starzejącego się Kaczyńskiego. To może oznaczać, że

Kaczyński może woleć pozwolić przegrać jakiemuś innemu kandydatowi, którego wskaże, jak Morawiecki czy Szydło, niż pozwolić wygrać Dudzie, bo dla Kaczyńskiego najważniejsza jest partia. Dla prezesa Duda na II kadencję jest gorszy niż prezydent z PO.

Jest data przesłuchania Donalda Tuska przed  komisją śledczą Amber Gold, to 2 października, czyli tuż przed wyborami. Ta data nie jest przypadkowa?

Tak, bo ten spektakl wtedy powinien osiągnąć kulminację. Zresztą przewodnicząca Wassermann wspominała o tym już wcześniej, że Donalda Tuska chce sobie zostawić na deser. Natomiast na ile znam talenty Tuska i widzę talenty pani Wassermann, to mam wrażenie, że ten pojedynek może być nierówny. Oczywiście wiemy, jak przedstawią to „Wiadomości” TVP, natomiast dla wszystkich innych może okazać się jasne, że zwycięstwo odniósł Donald Tusk. Były premier nie raz pokazał, że umie grac mediami, a także ostro się konfrontować ze swoimi politycznymi przeciwnikami.

Gdyby mnie ktoś z PiS-u zapytał, chociaż oczywiście tak się nie zdarzy, to ja bym odradzał taką ryzykowną zabawę z Tuskiem. Przypominam, że już raz taka konfrontacja między najinteligentniejszym człowiekiem w PiS-ie, czyli Jarosławem Kaczyńskim, a Donaldem Tuskiem w 2007 roku zakończyła się tym, że wybory wygrała PO. Nie sądzę, żeby pani Wassermann była bardziej błyskotliwa niż Kaczyński.

Czy kandydatem PO w wyborach prezydenckich będzie Donald Tusk?

Nikt tego nie wie, dlatego że nie jest jeszcze co do tego przekonany Donald Tusk. Moim zdaniem on nie podjął jeszcze decyzji, ale jeżeli się zdecyduje, to Grzegorz Schetyna nie będzie miał wyjścia.

Film o Zbigniewie Relidze

Zwykły wpis

 

 

 

Cieszę się, że powstaje film o Zbigniewie Relidze. To była wybitna osobowość z takimi też osiągnięciami. Znałem go i kilka razem biesiadowałem przy piwie w plenerze, w posiadłości Tadeusza Webera pod Krosnem Odrzańskim.

Wówczas Religa „rzucił się” w politykę. Szefował Partii Republikanie, a potem wszedł w skład SKL, w której to partii byłem szefem struktur miejskich (Z.G.). Potem Religa „romansował” z PO, z ramienia tej partii był senatorem. Wszedł w skład rządu Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, ale nigdy nie wszedł do PiS. Chciał uzdrowić służbę zdrowia. Ale i jemu się nie udało. Możliwe, że ta branża nigdy nie będzie taka, jaką by życzyło sobie społeczeństwo.

Religa dystansował się od polityki partyjnej. Był po prostu człowiekiem środka z pewną misją do spełnienia. Chyba – misją niemożliwą. Wspominam go bardzo serdecznie. Kilka razy z nim kontaktowałem się telefonicznie – i zawsze był wówczas na rybach. Szukał odosobnienia od zgiełku tego świata.

Zrealizował się zawodowo i zrealizował jako człowiek. A polityka – czort z nią, zawsze jest głupawa i do tego: polska. Popaprana. A film o Relidze i jego osiągnięciach w pełni jego rozkwitu zawodowego – to jest to. Takiej „bohaterszczyzny” nam trzeba, a nie cierpiętnictwa. Więcej o filmie o Relidze pod tym linkiem.