Tag Archives: Bożena Chlabicz-Polak

Lech i Jarosław Kaczyńscy pokonali komunę

Zwykły wpis

Ciekawostka wydawnicza. Kto jest autorem rozdziału pt. „Wygaszanie stoczni” w bestsellerze roku wyborczego?

W poniedziałek rozpoczęły się przesłuchania w Krajowej Radzie Sądownictwa nad wyborem sędziów do Sądu Najwyższego. Nie obyło się bez incydentów: Obywatele RP uniemożliwili rozpoczęcie posiedzenia KRS. Nie wpuścili Krystyny Pawłowicz.

W związku z ostatnimi wydarzeniami Małgorzata Gersdorf Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego napisała list otwarty, w którym dziękuje za słowa poparcia dla działalności jej i Sądu Najwyższego.

„Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na wymiar sprawiedliwości”. Według sędzi, „podważane są konstytucyjne zasady, które gwarantują niezależność sądownictwa od pozostałych władz i niezawisłość sędziów”.

„Niszczone są fundamenty demokratycznego państwa prawa, jakim jest Rzeczpospolita Polska, a najwyższe władze państwowe otwarcie deklarują nieuznawanie i ignorowanie orzeczeń nie tylko sądów krajowych, lecz również Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisała w liście prezes Gersdorf.

Pani prezes uważa, że liczne kartki pocztowe i listy jakie dotąd wpłynęły do SN są potwierdzeniem tego, że m.in. „zagrożone są podstawowe zasady demokratycznego państwa prawa”

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Musi wybrać, czy opuści swoje stanowisko, czy da się wynieść przez policję.

Rzecznik SN Michał Laskowki widzi wyjście i twierdzi, że: „Pani prezes jest zobowiązana do działania z godnością. Nie wyobrażam sobie, że będzie trzymać się biurka, protestować”.

Tego zdania jednak jego nie podziela wielu osób w tym prawników. Najostrzej wypowiedział się mecenas Giertych, który uważa, że jeśli Małgorzata Gersdorf miałaby upuścić swój gabinet, to tylko wyniesiona przez policję siłą. W żadnym wypadku nie ma prawa opuścić swojego stanowiska.

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem informację, że prezes Gersdorf rozważa sytuację, w której ma wyjść ze swojego gabinetu – powiedział na antenie TVN24 Roman Giertych. I to z powodu grupy ludzi, która uzurpując sobie prawo do nazywania siebie KRS wskaże osobę, która ma ją zastąpić. Moim zdaniem tego typu akt byłby aktem tchórzostwa i byłby nielegalny. Nie ma prawa opuścić swojego stanowiska”.

Czym innym, wg Giertycha, byłoby wyprowadzenie jej siłą. „Natomiast opuszczenie gabinetu przez panią prezes oceniałbym jako skrajny akt nieodpowiedzialności, tchórzostwa i łamania przepisów prawa, a także złamania orzeczenia Sądu Najwyższego, który wypowiedział się, że ma prawo orzekać, że jest pierwszym prezesem i że wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego ją w tej sprawie popierają” – przekonywał.

Mecenas Giertych wypowiedział się też na temat sporu między rządem Polski a Unią Europejską w sprawie niezawisłych sądów: „Jednym z warunków bycia w UE jest posiadanie sądów, które są niezawisłe. Polskie sądy zbliżają się do momentu, w którym tego warunku nie będą spełniać. I dlatego Trybunał Sprawiedliwości UE chce pomóc, aby ta sprawa była uregulowana z zasadami nie tylko traktatowymi, ale też zasadami, które mają głębokie korzenie również w wartościach europejskich i są znacznie starsze niż Unia Europejska – oceniał.

Szanowny Panie Prezydencie,

w najbliższych godzinach trafią do Pana wnioski o powołanie politycznych sędziów Sądu Najwyższego. Przyłożenie ręki do tych nominacji oznaczać będzie początek faktycznego wyjścia z Unii Europejskiej. Pol-exit w Stulecie Niepodległości zaprzepaści wysiłki i wyrzeczenia pokoleń Polaków dla dobra Ojczyzny. Kilkunastominutowe rozmowy z kandydatami, uboga dokumentacja ich dorobku zawodowego i upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa powodują, że procedura ta jest nierzetelna. W ostatnich postanowieniach Sąd Najwyższy wskazał, że przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym, mogą być niezgodne z podstawowymi zasadami traktatów europejskich. Takie samo stanowisko zajmuje Komisja Europejska i poważane organizacje międzynarodowe. Z szacunku dla wagi rozstrzygnięcia w tej sprawie należy poczekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Są chwile, kiedy historia daje wybór. Wciąż ma Pan ten wybór i to na Pana, a nie szeregowych polityków czy członków KRS, zwrócone są oczy całego świata.

Komitet Obrony Demokracji

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia

Stowarzyszenie Sędziów Themis

Forum Współpracy Sędziów

Inicjatywa “Wolne Sądy”

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy

Stowarzyszenie Amnesty International

Archiwum Osiatyńskiego

Forum Obywatelskiego Rozwoju

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej

Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita

Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”

Młodzi2017

Fundacja Projekt: Polska

Fundacja Batorego

Bożena Chlabicz na koduj24.pl pisze o związkach PiS z Kościołem kat.

Już tylko w PiS-ie nadzieja. Jeśli nie partia pana prezesa, to nikt i nic nie obroni nas przed idąca z Zachodu falą laicyzacji i zagładą „wartości”! Bo skoro już nawet wierząca Ameryka przyłączyła się – kilka dni temu – do chóru krytyków wiary, oficjalnie nazywając Kościół „organizacją przestępczą”! I do tego w telewizji (NBC) …

Trudno się zresztą dziwić, skoro papież osobiście dorzuca polan do stosu, na którym wkrótce spłonie prawdziwa wiara (za co zresztą, zdaniem niektórych polskich komentatorów życia religijnego, należałoby go przykładnie ekskomunikować).

Wygląda na to, że Polsce, najwierniejszej z wiernych, znowu – jak kiedyś, przed wiekami – przypadnie rola ostatniej obrończyni świata przez zalewem pogaństwa, dokonującym się od Irlandii po Amerykę Łacińską pod śmiesznym – doprawdy – pretekstem jakichś przedawnionych oskarżeń nielicznych księży o domniemane „zbrodnie” pedofilii. No, naprawdę, jakby już nie było poważniejszych problemów…

Nie, żeby lekceważyć . No skądże. W każdym środowisku zdarzają się, niestety, podobne przypadki. No ale wszyscy winni zostali przecież wyleczeni w specjalnych ośrodkach terapeutycznych (bo to choroba jest), a potem przeniesieni na inne parafie, albo nawet karnie odwołani do samego Watykanu. Żadna inna korporacja zawodowa nie wykazała się podobną skutecznością. Tym bardziej, że wielokrotnie już padały ze strony hierarchów słowa przeprosin , a Kościół nieustająco modli się też za „ofiary” księżej pedofilii. Nikt nie zrobił dla nich aż tak wiele. Więc aż dziw bierze, że wierni na Zachodzie sami przyłączają się do tej lewackiej nagonki. Choć to może jakoś zrozumiałe, bo prawdziwa katolicka wiara ma przecież swoich odwiecznych wrogów, którzy tylko czyhają by zadać śmiertelne ciosy Kościołowi. Więc teraz korzystają z okazji.

Tymczasem katolicy, zamiast bronić swoich kapłanów, zbiorowo ulegają masońskiej propagandzie, bijąc się w piersi i sięgając głęboko do kieszeni. I to, co nie udało się wcześniej „lutrom” , „kalwinom” , Turkom, komunistom i islamistom razem wziętym, teraz dokonuje się na naszych oczach. Kościół upada pod ciosami oskarżeń o nieczystość i zgorszenie, choć tak naprawdę lewactwo chce go puścić z torbami.. Pazerność „ofiar” nie zna – mianowicie – granic, a parafie, wypłacając milionowe odszkodowania, bankrutują jedna po drugiej. Wstydu nie mają, bezbożnicy, stawiając mamonę ponad księże modły! A i parafianie też nie lepsi, odmawiając płacenia za perwersyjne skłonności swoich duchownych. No a kto niby miałby płacić? Może biskupi, sprzedając mercedesy i pałace? Albo Watykan???

I tylko Polacy nie dają się nabrać na te lewackie kłamstwa, trwając przy swoich hierarchach i za nic mając nawet prawomocne wyroki dla pedofilii w sutannach. Bo wierni nad Wisłą wiedzą swoje. I rozumieją – czego najlepszy wyraz dała ostatnio dzielna bojowniczka o prawa dzieci poczętych – Kaja Godek, że to wszystko przez spisek światowego libertynizmu i lewactwa. Bo propaguje edukację seksualną, a też genderyzm, co wszystko razem oznaczać może tylko jedno – powszechną rozwiązłość. Pani Kaja mówi tu jednym głosem z polskimi biskupami, którzy od dawna tłumaczą swoim wyznawcom, że prawdziwymi ofiarami pedofilii w Kościele są nie dzieci, prowokujące biednych, niewinnych księży do czynów nierządnych, ale wystawieni na pokusy kapłani I to im właśnie należy się modlitwa i wsparcie. A też prawo do godnej emerytury i dożywotniego praktycznego krzewienia wartości chrześcijańskich, najlepiej w placówkach edukacyjnych dla najmłodszych.

O żadnych odszkodowaniach dla takich dzieci, genetycznie obciążonych genami lubieżności, nie może zaś być mowy, a jeśli już, to powinno je wypłacać państwo, a zwłaszcza państwo PiS, które już wprawdzie zabrało złodziejom, żeby oddać niektórym ojcom redemptorystom, ale i tak wciąż winne jest Kościołowi ciężkie miliardy, za jego zasługi w popieraniu jedynie słusznej wersji prawa i sprawiedliwości. Wszak wiadomo, że bez wsparcia hierarchów to pastwo po prostu upadnie, jak amerykańska gospodarka bez prezydenta Trumpa, gdyby go przypadkiem Demokraci pogonili z urzędu za wysługiwanie się Rosji ( co sam zapowiedział na Twittrze).

Nad Wisłą księża nie muszą niczego zapowiadać, bo to się rozumie samo przez się, że kryzys Kościoła będzie oznaczał kres „państwa PiS”. Toteż państwo dba, by o Kościele nie można było mówić inaczej, niż dobrze, bo jego krytyka to „atak na wiarę”, a może nawet zamach na samego Pana Boga. Więc pedofile w sutannach mogą spać spokojnie. Nasi wierni pozostaną wierni swoim kapłanom nawet wtedy, gdyby otrzymali niezbite dowody nie tylko na molestowanie nieletnich przez własnego proboszcza, ale nawet i na to, że „Pan Bóg nie istnieje”. Bo nie o Boga tu chodzi, ale o „wiarę”, kształtującą obyczaje, poglądy, tożsamość i sposób życia jakichś 40 procent polskiego społeczeństwa. To widać także w sondażu na zlecenie portalu oko.press. Dla mniej więcej 40 procent respondentów tropienie śladów „afery pedofilskiej” w polskim Kościele nie ma najmniejszego znaczenia. A raczej ma o tyle, że ich głęboko bulwersuje i oburza. Bo dla nich to nic innego, jak tylko „sianie zgorszenia”.

Pisowskie szemrane towarzystwo ma tyle za paznokciami, ile niejedna mafia

Zwykły wpis

PO: Jaki ukrywa powiązania polityków PiS z aferą reprywatyzacyjną

– Patryk Jaki, który jest kandydatem PiS w Warszawie, jest bardzo widoczny, jeździ środkami komunikacji, spotyka się z mieszkańcami, na różnych podwórkach, ostatnio dość aktywnie. Widać, że rozdaje jabłka, stara się spotykać i rozmawiać o problemach Warszawy, ale kompletnie nie zajmuje się tym, co powinien robić jako urzędnik. Nie zajmuje się komisją weryfikacyjną. Nie tylko nie wyjaśnia spraw związanych z bulwersującą reprywatyzacją, która miała miejsce w Warszawie i do której została powołana komisja, ale wręcz tuszuje kwestie, które stawiane są na wokandzie komisji – stwierdził Andrzej Halicki w Sejmie, na briefingu „Jaki ukrywa powiązania polityków PiS z afera reprywatyzacyjną”.

– Wielokrotnie składałem wnioski o to, żeby przesłuchać Jakuba R. Komisja ma taką możliwość. Jakub R. Chce tego przesłuchania, prokuratura też publicznie mówiła, że nie ma przeciwskazań do tego, żeby go przesłuchać przed komisją. Jednak przewodniczący komisji i członkowie z PiS-u konsekwentnie blokują możliwość tego przesłuchania – mówił Robert Kropiwnicki. – Wszystkie sprawy, które dotyczą PiS-u, a mają jakiś kontekst reprywatyzacyjny, są absolutnie zamiatane pod dywan i to dotyczy chociażby Marymonckiej 49 i rodziny Świderskich z Bielan – mówił dalej.

– PiS wyraźnie boi się tematu reprywatyzacji. Ba, szantażuje i co więcej, próbuje zastraszyć dziennikarzy i tych wszystkich, którzy przypominają związki właśnie urzędników z czasów, kiedy PiS rządziło w Warszawie, albo tych urzędników, którzy dzisiaj są ważnymi politykami, kiedy byli burmistrzami dzielnicy Śródmieście, wojewodami – stwierdził Halicki.

Prof. Osęka zanurzył się w oceanie propagandy o 19.30 (podobnie jak codziennie nieoceniony ) – i stworzył taką oto analizę. Warto.

Tak stwierdził dziś w programie „RZECZoPOLITYCE” rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. – „Będzie to złamanie prawa z potencjalnymi jakimiś formami odpowiedzialności w przyszłości” – dodał sędzia. Namawia Andrzeja Dudę, aby wstrzymał się z wysyłaniem sędziów SN na emeryturę w myśl pisowskiej ustawy. – „Ja gorąco namawiam pana prezydenta, żeby się zastosował, żeby bronił praworządności, jakichś reguł w państwie. Jeśli wydaje sąd orzeczenie, to każdy obywatel, w tym prezydent, powinien się stosować do tego orzeczenia” – powiedział rzecznik SN.

Zapytany, jakie konsekwencje może ponieść prezydent, jeśli nie poczeka na decyzję unijnego Trybunału Sprawiedliwości, Laskowski odpowiedział, że „istnieje potencjalna odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu”. – „My mówimy, oczywiście teoretycznie, ale jeśli przeczytać przepisy o odpowiedzialności prezydenta w Konstytucji i całe piśmiennictwo z tym związane, to jest to przypadek, który ewentualnie kwalifikuje się do takiego postępowania” – stwierdził.

Michał Laskowski po raz kolejny wyraźnie zaznaczył, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes SN. – „Wynika to wprost z Konstytucji i nie można w drodze ustaw tej Konstytucji zmieniać. Nie można sobie w trakcie kadencji wprowadzać jakiegoś dodatkowego warunku, jakiegokolwiek. No bo jeśli tak przyjmiemy, to możemy na tej zasadzie skracać kadencje prezesowi NBP albo prezydentowi” – zauważył Laskowski.

Odniósł się także do wypowiedzi niektórych polityków PiS, którzy twierdzą, że SN może zawiesić przepisy dotyczące 500+ i zablokować wypłatę tych pieniędzy. – „Nie może i nie będzie tego nigdy robił. Nie ma takiego ryzyka, że sądy będą teraz zawieszać stosowanie najróżniejszych ustaw. Nigdy tak nie było i nie będzie” – kategorycznie stwierdził sędzia Laskowski.

Proszę państwa, oto miś. Piękną ma koszulkę dziś. Ale łapy wam nie poda, bo to podkoszulek KOD-a. Ktoś założył go dla draki. Więc zaraz trafi do paki!

Zresztą Koderom to władza łapy nie podaje z zasady. Niedawno pięknie o tym mówił sam minister Macierewicz i to na własnych urodzinach. Partia władzy może najwyżej dać im po łapach. A najlepiej od razu poucinać. Tylko jest jeden problem. Nie bardzo – otóż – wiadomo, z jakiego paragrafu.

Niby ludzi już mamy, bo dzielni policjanci wyłapali, z wielkim zaangażowaniem sił i środków, prawie wszystkich prowokatorów, zakładających pomnikom w całej Polsce koszulki z napisem „Konstytucja”. Niemniej, pomimo że reforma prokuratury udała się znakomicie, poszukiwania paragrafu, z którego można by im zacząć obcinać łapy uzbrojone w „Konstytucję”, ciągle trwają.

Toteż najwyższa już pora na inicjatywę obywatelską. Trzeba szybko znaleźć i podpowiedzieć prokuratorom pana Ziobry jakieś surowe zarzuty! No bo tak głupio jakoś wprost oskarżać nawet gorszy sort o propagowanie Konstytucji przecież.

W czasach mojej dawno minionej młodości Milicja Obywatelska miała sprawdzony patent na prowokatorów z Pomarańczowej Alternatywy – tych od krasnali. Jak już zgarnęła parę skrzatów ze Świdnickiej we Wrocławiu, to hurtem stawiała im zarzut o „zaśmiecanie ulicy”. Fakt – po kolejnych akcjach zostawały na bruku a to połamane goździki, a to porwany deficytowy papier toaletowy. No, a z czego są niektóre kodziarskie koszulki jak nie z papieru właśnie? Czyli śmiecenie będzie tu jak znalazł!

Ba, ale niektóre pomniki, w tym Pomnik Pomarańczowej Alternatywy ze Świdnickiej, zostały ubrane w koszulki tekstylne… Brzydkie, no ale za estetykę wciąż nie można nikogo ścigać, a tym bardziej skazać, co skądinąd zrozumiałe w kontekście broszek premier Szydło.

Brak uzgodnień konserwatorskich też się nie nada, bo zmiany w formie przebieranek są czasowe i nie naruszają integralności obiektów, niestety. Znaczy – „stety”, bo niczego się nie niszczy, no, ale nie da się za to posadzić nikogo na więcej niż 48 godzin.

Można by jeszcze, ewentualnie, spróbować paragrafu o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Bo to przecież środowiska narodowe mają teraz monopol na lansowanie politycznie zaangażowanej mody, w tym oficjalny strój patrioty w formie „polskiej pelerynki” w kolorze flagi, z dumnym orłem na piersi. „Twarzą” tej modowej kampanii został sam prezes Kaczyński, który wszak nie po to mókł na deszczu i okulał podczas sesji na Koźlarzu, żeby teraz Kodersi robili patriotom konkurencję podkoszulkami z Konstytucją!

W ostateczności można by też spróbować zarzutu o próbę obalenia ustroju państwa. Bo co oznacza nawiązanie do Konstytucji? A to, że upowszechnia się w ten sposób zgubny zachodni liberalizm, gwarantujący poszanowanie praw mniejszości. No a przecież, jakie prawa, skoro partia władzy zdobyła większość w demokratycznych wyborach. Chyba więc może rządzić, jak uważa, odrzucając ze wstrętem ten cały „zgniły” liberalizm z jego ochroną „zboczeńców” wszelkiej maści. W państwie „dobrej zmiany” taka Konstytucja jest nieobowiązująca i „przejściowa”. Sam pan prezydent to powiedział. W kolejnej, już rdzennie polskiej, uchwalonej po ostatecznym przepędzeniu z Sejmu całej opozycji Ustawie Zasadniczej nie będzie już żadnych wydumanych „praw” dla ekologów, wegan, cyklistów i innych „dewiantów”. Więc już teraz można spokojnie ścigać Koderów za zwalczanie wprowadzonego przez partię rządzącą ustroju, czyli „demokracji nieliberalnej”, rządzonej przez duumwirat Króla (Jezus) oraz Emerytowanego Zbawcy Narodu (Prezes).

Że prawo nie działa wstecz? A tam „nie działa”. PiS porządzi kolejną kadencję, to jeszcze się zdziwicie, za co będzie można dostać zarzuty prokuratorskie i trafić do paki.

>>>

PiS tworzy popyt na kanalie. Uchowajmy się od moru, zarazy, Rydzyka i Kaczyńskiego

Zwykły wpis

TAKA MODLITWA NA DZIŚ

Są takie książki czy filmy, do których można wciąż wracać i wracać, a one z biegiem czasu nic nie tracą ze swojej treści czy przekazu. Wręcz przeciwnie – czytane, oglądane po latach trafiają do naszej świadomości równie mocno, jak ileś lat wcześniej. Oczywiście, takie dzieło po latach odczytujemy inaczej, stawiamy inne pytania, wywołuje w nas inne refleksje. Ale wciąż prowokuje do zatrzymania się nad jego treścią. Dla mnie takim powrotem po latach stał się w ostatnim czasie „Lot nad kukułczym gniazdem”. Pewnie większość Czytelników doskonale zna tę znakomitą powieść, napisaną w latach 60-tych przez Kena Keseya, a przynajmniej jej filmową wersję z wybitną kreacją Jacka Nicholsona.

Akcja rozgrywa się na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego, którym to oddziałem rządzi Wielka Oddziałowa – siostra Ratched. Jedna z najbardziej złowrogich postaci w literaturze, która pod przykrywką słodyczy i dobroci, sadystycznie znęca się nad pacjentami. To, co najbardziej poraża i przeraża na oddziale to całkowity brak śmiechu, radości życia, samodzielnego myślenia i wyrażania własnych opinii. Nikt nie kwestionuje panujących tam zwyczajów, nikt się nie sprzeciwia. Wszyscy im się bezdyskusyjnie podporządkowują. Sytuacja ulega zmianie, gdy na oddział trafia McMurphy – szuler, dziwkarz, zabijaka, który udaje wariata, aby wykpić się od odsiadywania wyroku. Próbuje on zmienić zastaną rzeczywistość, tchnąć życie i radość w pensjonariuszy. Nie jest to łatwe zadanie, tym bardziej, że z czasem McMurphy zaczyna rozumieć, że aby kiedykolwiek opuścić szpital musi ukorzyć się przed Wielką Oddziałową.

Z jednej strony „Lot nad kukułczym gniazdem” jest dla mnie metaforą współczesnej Polski, w której z góry narzuca nam się sposób myślenia, kreuje nasze gusty, zabija indywidualność, wszystko, co jest inne uznaje za złe. Przykłady można mnożyć, a każdego dnia jest ich więcej. Z drugiej zaś strony każe się zastanowić nad wszechobecnym brakiem poczucia humoru i dystansu do siebie samych wśród ludzi z partii rządzącej. Nie kwestionuję tego, że są sprawy, o których należy mówić z powagą i taką też uwagę im poświęcać. Jednak w wielu wypadkach dobrze by im i nam wszystkim zrobiło spuszczenie odrobiny powietrza z rozdmuchanego przesadnie balonu. Nasze ego na tym nie ucierpi, wręcz przeciwnie. Żadne stanowisko, żaden wiek ani dokonania nie usprawiedliwiają braku poczucia humoru. A nieumiejętność zdystansowania się do własnej osoby świadczy o przesadnej bufonadzie i kompleksach.

Wystarczy przypomnieć sobie literatów, polityków, artystów. Tych największych zwykle cechowała skromność i dystans, które tylko podkreślały wartość tych ludzi. Kiedy zaczynamy nadmiernie nadymać się, do wszystkiego podchodzimy z wielką powagą i dostojnością, stajemy się śmieszni, czego oczywiście sami nie jesteśmy w stanie zauważyć. Nadmierne nabzdyczenie stanowi realne zagrożenie, że świat wokół nas zamieni się, a raczej już się zmienia w przywołany przez Kena Kesey’a oddział zamknięty. Pilnie potrzebny nam McMurphy opozycji. Na szczęście całkiem spora część Polaków czuje i ma w sobie niepokornego ducha.

Wielki Tydzień stanowi doskonałą okazję do refleksji na temat… władzy sądowniczej. A konkretnie niedoskonałości tejże władzy w osobie prokuratora Judei – Poncjusza Piłata.

O jego roli w największej „zbrodni sądowej” czasów nowożytnych wspominał w tych dniach między innymi arcybiskup Jędraszewski w takim właśnie, aktualnym kontekście, wspierając od ołtarza reformy sądownicze autorstwa aktualnej władzy. Bo – jego zdaniem – na decyzję o skazaniu Jezusa na mękę krzyża przesądziła „ulica i zagranica”.

Zdaniem arcybiskupa, prokurator uległ – dla świętego spokoju – „ulicy”, czyli woli tych, co krzyczeli, by ułaskawić Barabasza. A „zagranica”? Cóż, pewnie chodziło o rzymskie pochodzenie samego Piłata. Bo Ewangeliści nic nie wspominają, by w sprawie treści wyroku na Jezusa wywierano na prokuratora Judei naciski z Brukseli czy Białego Domu.

Idąc dalej tym tropem, można by założyć, że haniebny wyrok na Jezusa zostałby migiem anulowany przez Sąd Najwyższy i odesłany do ponownego rozpatrzenia, a Piłatem zajęłaby się komisja dyscyplinarna przy KRS-ie i rzymski namiestnik dostałby dożywotni zakaz wykonywania zawodu. Już ministra Ziobry w tym głowa.

Czyli jednak na naukę nigdy nie jest za późno. Bo niektórzy do dzisiaj tkwią w ignorancji uważając, że za aresztowaniem, skazaniem i zabójstwem Chrystusa tak naprawdę wcale nie stał prokurator Judei. Do chwili, kiedy Jezus został doprowadzony przed jego oblicze, w ogóle nie wiedział on o jego istnieniu. Rzym nie szukał Nazarejczyka, bo tacy „nawiedzeni” nie zagrażali imperialnym interesom mocarstwa przynajmniej tak długo, jak nie wzywali do otwartego buntu. A Chrystus tego nie czynił, bo owszem, mówił o Królestwie, ale „nie z tego świata” i przypominał o oddawaniu cesarzowi tego, co cesarskie. Dla pozostających w takim błędzie poznawczym teza o „zagranicy” nie bardzo wytrzymuje więc konfrontację z tym, co zapamiętali z Ewangelii.

To może chociaż „ulica”, bo to rzeczywiście „ciemny lud” gromko domagał się wydania Jezusa na mękę? Też chyba nie do końca. Ponieważ istnieje dobrze uzasadnione podejrzenie, że lud, jak to lud, po prostu to „kupił”. I nawet dokładnie wiadomo, od kogo.

Od faryzeuszy i saduceuszy, mianowicie. Dla przypomnienia – państwo żydowskie epoki Jezusa było królestwem (rządzonym przez następców Heroda Wielkiego) pod nieformalnym zwierzchnictwem Rzymu,. Realnie jednak rządziły nim judejskie elity, stanowiąc przy okazji modelowy przykład sojuszu tronu i ołtarza. Przedstawiciele arystokracji, z której wywodziła się władza religijna (saduceusze) oraz świeckie elity intelektualne (faryzeusze) tworzyły Wysoką Radę, nazywaną Sanhedrynem. Było to kolegialne ciało o bardzo szerokich uprawnieniach, któremu przewodniczył arcykapłan. Miało ono także kompetencje sądownicze. Wysoka Rada Judei miała przy tym status szczególny, była bowiem – jako jedyna z trzech prowincji państwa żydowskiego – zarządzana bezpośrednio z Rzymu za pośrednictwem prokuratora właśnie, ale w zasadzie posiadała niemal nieskrępowaną autonomię. Wysłannik cesarstwa zatwierdzał jedynie wyroki śmierci, zapadające zupełnie gdzie indziej.

To dlatego akta Jezusa wędrowały „od Annasza do Kajfasza” (tak nazywali się szefujący wówczas Radzie arcykapłan i jeden z najważniejszych teologów Sanhedrynu). I to właśnie Kajfasz wydał na Chrystusa wyrok śmierci na długo przedtem, zanim ów stanął przed rzymskim prokuratorem, a w trakcie procesu przed Sanhedrynem oskarżył Nazarejczyka o bluźnierstwo. To za jego sprawą Syn Boży został pojmany i doprowadzony przed oblicze Poncjusza Piłata.

Dlaczego? W największym uproszczeniu dlatego, że jego nauczanie zagrażało lokalnym układom i pozycji świeckich elit zblatowanych z kastą kapłanów. Stanowił potencjalną przeszkodę w nieskrępowanym dotąd gromadzeniu bogactwa i umacnianiem ich władzy. Był jak totalna opozycja, warchoł, wichrzyciel i – zachowując wszelkie proporcje – Obywatel Judei w jednym. Więc Sanhedryn doprowadził do skazania i stracenia proroka w białych rękawiczkach. Nawet nie musiał potem umywać rąk, jak wrobiony w ukrzyżowanie rzymski prokurator. Natomiast Jezus sam był sobie winien. Bo po co godził w lokalne układy i interesy, przypominając o istocie wiary i moralnej odpowiedzialności rządzących? Po co piętnował chciwość i obłudę elit i kleru i uczył miłości bliźniego własnym przykładem?

Jeśli więc już, to owszem, można mówić o zbrodni sądowej, z tym, że była ona efektem spisku rządzących elit religijnych i świeckich, zawiązanym w celu pozbycia się politycznej „konkurencji”. Inicjatywa w tym kierunku wyszła zaś z ówczesnego ministerstwa sprawiedliwości, wysługującego się rządzącym. To w tych kręgach stworzono przekaz dnia na temat wywrotowej działalności Jezusa z Nazaretu, ogłoszony w Świątyni. A ciemny lud, jak to ciemny lud, gładko to kupił. Wykonanie planu było tym łatwiejsze, że cała władza, w tym także sądownicza, była skupiona w jednym ręku i kontrolowana przez Sanhedryn. Takie akurat mieli „ustawy sądowe”. Wszystkiego dopilnował prokurator, sędzia i arcykapłan w jednym – Kajfasz, od którego ministra Ziobrę w sensie kompetencji różni tylko to, że na razie nie jest zwierzchnikiem Episkopatu.

Toteż w jego imieniu ustaw sądowych broni z ambony arcybiskup, pomawiając o zbrodnię sądową i naruszając dobra osobiste Poncjusza Piłata. A prokurator generalny… umywa ręce.

Bożena Chlabicz-Polak

Pisarka Krystyna Kofta na koduj24.pl pisze.

Dużo zdrowia, miłości, wyrozumiałości dla bliźnich, humoru…

Artysta Tom Wawer narysował specjalnie dla nas kartki z życzeniami: Kurczątko uchodzi przed zdezorientowanym po ostatnich przejściach PiS-owskim suwerenem, odzyskuje wolność i cieszy się słońcem. Pod parasolem.

Wszystkim, którzy nas czytają, obywatelom drugiego sortu i obywatelom RP, życzę, żebyśmy uszli cało z tej „hatakumby” (neologizm, autor: Patryk Jaki), mogli cieszyć się słońcem i wolnością, żeby nie traktowano nas paralizatorem, oby każda nasza mordeczka zdradziecka dostała wysoką premię, która się należy, pensję taką, jak minister Gowin, żeby związać koniec z końcem, a jak kto ambitny, to i fuchę w spółce Skarbu Państwa z ograniczoną do minimum odpowiedzialnością…

Dużo zdrowia, miłości, wyrozumiałości dla bliźnich, humoru…

Krystyna Kofta

PS. Życzę wszystkim, żeby sondaże szły w dobrym kierunku, tak jak nasz poniższy.

Nawet jeśli się komuś nadal wydaje, że PAD zawetował , żeby przykryć skandal z premiami dla ministrów , to po materiale w Wiadomościach temat cudownie odżył. Ciemny lud już nie kupi wszystkiego. Przypomnę faktowy remake znanego serialu.