Tag Archives: Beata Mazurek

Bździna Kaczyńskiego – poseł Matuszewski

Zwykły wpis

W polityce, podobnie jak w meczu piłki nożnej, sytuacja potrafi odwrócić się jak w kalejdoskopie, co właśnie bardzo boleśnie odczuwa Prawo i Sprawiedliwość. Choć minęły zaledwie dwa tygodnie od przesłuchania przed komisją śledczą ds. afery Amber Gold byłego premiera Donalda Tuska, to dziś wydaje się to całą wiecznością. Nie tylko dlatego, że przewodniczący Rady Unii Europejskiej rozniósł w pył przesłuchujących z PiS, ale przede wszystkim z powodu narracji, jaką posługiwała się wówczas Małgorzata Wassermann i jej koledzy. Ta bowiem, po wybuchu afery KNF stawia PiS w fatalnym położeniu.

Dopiero co słyszeliśmy, że za funkcjonowanie i ewentualne zaniedbania Komisji Nadzoru Finansowego odpowiedzialny jest premier, a by wzmocnić swoją tezę, niedoszła prezydent Krakowa nawet dyktowała przepisy ustawy, które to potwierdzają. Dziś PiS zmuszone jest przekonywać, że nadzór premiera Morawieckiego nad KNF jest iluzoryczny, a on sam nie ponosi żadnej odpowiedzialności za funkcjonowanie komisji. Słyszeliśmy także dużo sugestii, że były premier “załatwił” swojemu synowi pracę w prywatnych liniach lotniczych związanych z Marcinem P., co miałoby być przejawem zepsucia i uwikłania premiera w aferę. Tymczasem media żyją dziś fuchą dla syna szefa służb specjalnych w Banku Światowym z polecenia prezesa NBP oraz przy okazji przypomnieniu, że takich fuch dla dzieci polityków PiS jest znacznie więcej.

Kierownictwo partii rządzącej zmuszone zostało do kuriozalnych tłumaczeń, że przecież dzieci gdzieś muszą pracować, a w ogóle nasze dzieci to są zdolne, wykształcone, znające języki, więc nic dziwnego, że pracują na wysokich stanowiskach. Bo przecież PiS to partia wysokich standardów, wróg nepotyzmu i kolesiostwa, nie to co ta “złodziejska opozycja”. Taki przekaz miał wizerunek partii uratować.

Jakaż musiała być wobec tego wściekłość kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, gdy wczoraj popołudniu dziennik Fakt opublikował szczegóły “układu zgierskiego”, którego mózgiem jest poseł PiS Marek Matuszewski. Nie bawił się w półśrodki i ustawienie jedynie swoich dzieci. Jak pisały media, poseł ustawił całą swoją rodzinę. Na państwowe posady i miejsca na listach PiS mogą liczyć: córka, syn, chrześniak, cioteczna siostra żony, jej mąż, syn i jego żona, dyrektor biura posła i jego brat oraz ich krewniacy. 

Rozmachu posła Matuszewskiego jednak w centrali na Nowogrodzkiej nie docenili. Jak poinformowała wczoraj na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek, decyzją samego prezesa Kaczyńskiego poseł został zawieszony w prawach członka PiS. Zdaniem prezesa działał on na szkodę Prawa i Sprawiedliwości.

Pozostaje teraz jednak zadać istotne pytanie. Z tłumaczeń polityków PiS, stających w obronie zatrudnienia syna Mariusza Kamińskiego w Banku Światowym wynika, że zdolne i kompetentne dzieci dostają intratne posady, bo na nie zasługują. Można wręcz interpretować, że są dla tych instytucji wsparciem i wzmocnieniem. Dlaczego zatem obstawienie swoją rodziną spółek i lokalnych list wyborczych przez posła Matuszewskiego jest działaniem na szkodę partii? W partii muszą zadbać o spójność narracji kryzysowej. Na dziś wychodzi im to źle.

* * *

Poseł PiS Matuszewski to bździna Kaczyńskiego.

Depresja plemnika

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej…

View original post 1 347 słów więcej

PiS ponosi odpowiedzialność za pospolitą chuliganerię, kiboli, naziolstwo i ekstremistów

Zwykły wpis

„Ho, ho! Narracja, jak widzę już przygotowana i przekaz w świat puszczony, że jakby co, to nie my, to oni! Słabe to, bardzo! Legitymujecie marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!” – to reakcja jednego z internautów na wpis Beaty Mazurek na Twitterze.

Rzeczniczka PiS napisała: – „Apel i prośba, aby każdy z uczestników był jednocześnie STRAŻNIKIEM MARSZU. Wszelkie prowokacje natychmiast zgłaszać Policji, ŻW i SM. Nie pozwólmy totalnym zepsuć wielkiego Święta Naszej Ojczyzny. Zapraszamy na Marsz Polskich Patriotów. NIECH ŻYJE WIELKA NIEPODLEGŁA POLSKA”.

„Jeśli dla was naziole są przyjaciółmi, a wybrana w demokratycznych wyborach przez Suwerena opozycja jest wrogiem to komentarz zbędny”; – „Znowu pani dzieli i obraża Polaków! Z pani wypowiedzi wynika, że polscy patrioci to wy-nierząd, kibole i nacjonaliści. A reszta społeczeństwa? – morda w kubeł, bo policja się Wami zajmie.. HAŃBA że „prezydent” został twarzą marszu nacjonalistów. TOTALNA kompromitacja rządzących!!!”;

„Czyli to marsz wszystkich Polaków ale jakby coś się działo to narracja już jest: „prowokacja totalnej opozycji”; – „Już bardziej zepsuć się nie da. Wszystko co było do zepsucia to zrobiliście wy -pisowcy. Naprawdę największe zagrożenie widzicie w opozycji. Nie obawiacie się tych, którzy krzyczeli do PAD: zdejmij jarmułkę i podpisuj? Serio?” – komentowali wpis Mazurek oburzeni internauci.

PiS legitymuje marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!”

Depresja plemnika

W piątek przed północą poinformowano o tym, że rząd i narodowcy doszli do porozumienia w sprawie organizacji wspólnego marszu w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Do działań obu stron w tej sprawie krytycznie odniósł się Władysław Frasyniuk.

To już pewne. W niedzielę 11 listopada we wspólnym marszu pójdą rządzący oraz narodowcy. Inicjatywa to efekt rozmów obu stron, która kończy kilkudniowe zamieszanie związane z organizacją obchodów. Zachowanie rządu i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości skrytykował w rozmowie z TVN24 Władysław Frasyniuk, który stwierdził, że „profesjonalizmu w tych uroczystościach w ogóle nie ma”. – Ze zdumieniem dowiedziałem się, że narodowcy rozmawiali siedem razy z marszałkiem Senatu i ministrem Brudzińskim w sprawie wspólnej organizacji marszu – dodał.

„Znika nam z oczu to wielkie święto”

Były opozycjonista odniósł się także do udziału w marszu głowy państwa. – Wierzę w to, że Andrzej Duda zrobi sobie zarąbiste selfie z jakimś faszystą w kominiarce. Czekam bardzo na takie selfie –…

View original post 4 642 słowa więcej

Afera podsłuchowa wywołała istny popłoch w PiS. Ogłupienie totalne

Zwykły wpis

Mazurek o taśmie PMM: Walczymy o jak najlepszy wynik, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo

– Wielokrotnie się do tego odnosiliśmy [do taśm]. To odgrzewany kotlet, z którego nic tak naprawdę niekorzystnego dla premiera nie wynika – stwierdziła Beata Mazurek na konferencji w Sejmie. – Zasadnicza różnica jest taka, że ten kotlet jest odgrzewany w momencie, kiedy mamy wybory samorządowe, natomiast on był znany sprzed kilku lat – dodała.

„Rozumiem, że teraz jesteśmy w okresie szczególnym, bo walczymy o jak najlepszy wynik w wyborach samorządowych, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo, a naszym najsilniejszym ogniwem jest premier Morawiecki, który ma dobre notowania, prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju, dzięki której Polakom żyje się lepiej i to pokazują badania opinii publicznej, więc należy uderzyć w to ogniwo, które jest najsilniejsze. Na to absolutnie się nie zgadzamy”

„SN wchodzi do gry w kampanii wyborczej” – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. „Bardzo wyraźnie to widać” – oświadczył w Jedynce Polskiego Radia. Tym samym podpisał się pod wcześniejszymi doniesieniami i sugestiami prawicowego tygodnika „Sieci”, z którego dowiadujemy się, iż SN „toczy otwartą wojnę z rządem” i że wystarczyły mu trzy tygodnie, na zapoznanie z ponad 40 tomami akt afery taśmowej oraz udzielenie zgody na wgląd do materiału dziennikarzom Onetu. Na dodatek, SN wydał też taką samą zgodę m.in. tygodnikowi „Polityka” – można przeczytać w tygodniku.

Z pełnym przekonaniem powiedział Sasin w Jedynce: „Nie mam wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi – chociażby rzecznika SN – ma bardzo mocno polityczny charakter. Bardzo wielu również sędziów SN zabiera głos i bardzo politycznie się wypowiada” – podkreślił.

„To nie jest przypadek, to pokazuje, że mamy do czynienia z zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany, bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to, co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało” – oświadczył Sasin.

Jak już pisaliśmy w ubiegły poniedziałek portal Onet opublikował artykuł „Afera taśmowa. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”, w którym dziennikarze powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Dowiadujemy się z nich, że kelnerzy skazani w wyniku afery taśmowej obciążyli w swoich zeznaniach obecnego premiera, w latach 2007-2015 prezesa banku BZ WBK. Na jednej z taśm – według portalu – „Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy”.

Dzień później Onet opublikował kolejną taśmę, z nagraniem rozmowy Morawieckiego z 2013 r. m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. To w tej rozmowie pada kwestia kandydatury Morawieckiego na szefa resortu Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska. Fragmenty stenogramu z tej rozmowy ujawniły w 2016 r. „Newsweek” i Radio Zet. Następnie w czwartek portal opublikował dalsze fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu z Jagiełłą, Kilianem i Matuszewską, w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1049243544114880513

Oświadczenie w sprawie napisu na . Podpisał i .

>>>

>>>

Minęło już dobrych kilka dni, a burza wokół kompromitujących tym razem premiera Mateusza Morawieckiego taśm z restauracji „Sowa i przyjaciele” nie tylko nie cichnie, ale nabiera na sile. Atmosferę podgrzewa jakby przestraszony własnym dziełem i dlatego wspierający dziś PiS – Marek Falenta. Swoje trzy grosze dodaje szalona, lecz zawsze do usług Krystyna Pawłowicz.

Na zasadzie tonący brzytwy się chwyta plotkują na Twitterze o tym, że istnieją sekstaśmy z Karpacza, które mogą pogrążyć obecnych liderów Platformy.

Gdy zabrakło rzeczowych argumentów do Platformy dotarło proste ostrzeżenie… że może „oberwać” seks taśmami swoich liderów.

Na pretekst długo nie trzeba było czekać, bo kiedy eurodeputowana PO, Lena Kolarska Bobińska, zwróciła uwagę, że Falenta miał chwalić się świetnymi relacjami z PiS, ten odpowiedział na Twitterze:

„Schetyna i Trzaskowski najpierw niech się wytłumaczą ze swoich wizyt w Western City w Karpaczu… Lepiej niech nie kłamią bo może się okazać, że Onet też ma tę sex taśmę…” – dodał w piątek Falenta.

Równolegle do natarcia ruszyły z miejsca PiS–owskie media, przypominając, że w październiku 2013 roku liderzy PO spotkali się w Karpaczu, by wybrać szefa regionu w Dolnośląskiem. Na tej podstawie przypuszczają, że to z tamtego wieczoru może pochodzić rzekome nagranie, o którym nikt nigdy wcześniej nie wspominał. I w tym miejscu pole do popisu dla siebie dostrzegła Krystyna Pawłowicz:

„Jeśli to, co jest na porno-taśmie o G.Schetynie i R.Trzaskowskim jest prawdą, to chociaż tej taśmy nie ma,  to obaj natychmiast powinni odejść z polskiej polityki …Natychmiast, jeszcze dziś wieczór !” – zażądała  PiS–owska funkcjonariuszka.

I śmieszno, i straszno, bo wniosek z tego taki, że nawet brak jakiejkolwiek taśmy jest dla Pawłowicz dowodem na sugerowaną winę obu polityków. Co na to lider Platformy? Po męsku, krótko i zwięźle: „To jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim” – zakpił Grzegorz Schetyna, a Rafał Trzaskowski zapewnił, że w Karpaczu w ogóle go wówczas nie było.

Swoją drogą trudno się oprzeć komentarzom i sugestiom, iż plotka Falenty służyć ma podlizaniu się PiS-owi, bo jak wiadomo grozi mu 2,5 roku więzienia. Wyrok wydał sąd, a Falenta nie poszedł siedzieć, ponoć ze względu na stan zdrowia.

>>>

Sasin ma pomysła. Taśmy na Morawieckiego podrzucił Sąd Najwyższy. Wsiowy głupek.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

PiS obiecywał audyt rządu PO-PSL, ale ten okazał się najuczciwszy w historii, za to teraz PiS nadrabia z nawiązką. Doją, aż cycki się trzęsą

Zwykły wpis

Prawdziwą grozą powiało, gdy na początku swej rządowej kariery Beta Szydło wykrzykiwała z mównicy sejmowej insynuacje pod adresem poprzedniej ekipy. Prezentując audyt poprzednich ośmiu lat powiedziała swoje słynne: „Demokracja to również odpowiedzialność za czyny i słowa. One dziś zostały przez nas policzone”.

Następnie przekonywała o niebotycznych nadużyciach, jakich mieli dopuścić się poprzednicy. Kontynuowała więc: „Przez 8 lat rządów PO-PSL stracili około 340 miliardów złotych. To 8 lat działania 500+, 5000 przedszkoli, 250 szpitali, 1200 km autostrad” – dowodziła w Sejmie.

Trzeba było czasu na to, by bezpodstawne oskarżenia okazały się pospolitą hucpą, bo podległa rządowi prokuratura mimo usilnych poszukiwań efektownych haków, w zasadzie niczego nie potrafiła udowodnić.

Wszystko, co udało się „wydębić” z rządu w tej sprawie to informacja, że do prokuratury wpłynęło kilkadziesiąt zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Najwięcej, bo aż 19 złożyły służby podlegające koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu. W sumie zawiadomień było około 40 – wynika to z przesłanych właśnie odpowiedzi na interpelacje poselskie. Tylko dwa zawiadomienia zakończyły się aktami oskarżenia i trafiły do sądu! Kilkanaście spraw zostało umorzonych, w przypadku pozostałych wciąż toczą się postępowania.

Schetyna: Wybory samorządowe będą pierwszym krokiem. To cały proces, żebyśmy potwierdzili naszą obecność w UE, żebyśmy dali Polsce i Polakom gwarancję bezpieczeństwa

Trochę więcej niż godzinę temu ogłoszono wybory samorządowe, ich termin. Rozpoczyna się oficjalnie kampania wyborcza. Spotykamy się, żeby powiedzieć, jak ważne będą te wybory, jak ważny będzie ten pierwszy krok, który Polska zrobi w tych wyborach samorządowych, później wyboru europejskie, do parlamentu krajowego. To cały proces, cała droga do tego, żebyśmy potwierdzili naszą obecność w Unii Europejskiej, żebyśmy dali Polsce i Polakom gwarancję bezpieczeństwa, rozwoju, wykorzystania cywilizacyjnej szansy. My w 2011 roku przedstawiliśmy wyborczy spot, gdzie politycy PO obiecali ponad 300 mld złotych z funduszy europejskich. Tych pieniędzy dzisiaj jest 500 mld złotych. To wielki sukces Polski, Polaków, polskich samorządów, ale także polskiej polityki PO i tych wszystkich naszych aktywności, które były w Europie i w Warszawie przez ostatnich kilkanaście lat” – mówił na konferencji prasowej lider PO, Grzegorz Schetyna.

Dzisiaj te wszystkie rzeczy są zagrożone. Coraz częściej i głośniej mówi się o Polexicie, że polski rząd buduje konflikty, problemy, jest tym, który w Europie przynosi kłopoty” – dodawał.

W internetowym wydaniu „The Washington Post” opisano słowa szefa MON Mariusza Błaszczaka. Minister nazwał sodomitami osoby, które wzięły udział w Poznaniu w Marszu Równości.

– Mówiło się, że samorządy powinny zajmować się chodnikami, wodociągami, kanalizacją, a tu się okazuje, że niektóre samorządy zajmują się ideologią, jak np. w Poznaniu mieliśmy teraz do czynienia ze zdarzeniem, kolejną paradą sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację prawa i obowiązków obywatelskich na innych – mówił Mariusz Błaszczak w Telewizji Trwam.

O słowach szefa MON pisze „The Washington Post”. „Minister obrony Mariusz Błaszczak powiedział w prorządowej katolickiej Telewizji Trwam, że marsz pięciu tysięcy osób w Poznaniu to przykład władz miasta, które raczej koncentrują się na ideologii niż sprawami komunalnymi” – cytuje dziennik.

„Marsz nazwał ‚kolejną paradą sodomitów, którzy próbują narzucić innym ludziom własną interpretację praw obywatelskich'”.

Zdaniem „WP” słowa te miały zdyskredytować władze Poznania, które są przeciwne konserwatywnemu rządowi przez jesiennymi wyborami samorządowymi.

Mówią, że w wielkiej polityce nie ma miejsca na szczerą i bezinteresowną przyjaźń. A jednak są wyjątki! Wicemarszałkowie Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki (69 l.) i Beata Mazurek (51 l.) tworzą nierozerwalny duet od wielu miesięcy. I wspierają się nie tylko w najważniejszych dla państwa sprawach!

W pogoni za władzą i pieniędzmi jest miejsce na szczere uczucie!

Ryszard Terlecki doradza Beacie Mazurek nawet przy wyborze bielizny!

>>>

PiSowcy niedomyci, rozmemłani, obleśni, nieestetyczni

Zwykły wpis

Szacunek Panie Jacku ! W punkt !!

Wbrew popularnej u wielu Polaków i Polek opinii, że demokracja ma się dobrze i nadal mamy trójpodział władzy – sami rządzący podsuwają im kontrargumenty. Otóż ostatnio – chyba nieświadomie – hierarchię osób w państwie jednym wpisem na Twitterze streściła rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek. I jakoś tej demokracji wcale w jej wpisie widać!

Otóż Mazurek była wraz z najwyższymi urzędnikami państwowymi – jak zauważa portal natemat.pl – na pogrzebie prof. Marii Dzielskiej. Na zdjęciu, zamieszczonym na portalu, widzimy – w ławach kościelnych – prezydenta Andrzeja Dudę, premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremier Beatę Szydło oraz wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego.

Jak łatwo można było przewidzieć, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie doświadczył zaszczytu stania koło Jarosława Kaczyńskiego – bo przecież nie odwrotnie. Zamiast Andrzeja Dudy po jego lewicy widzimy premiera Morawieckiego. Dwoje pozostałych wysokich urzędników stoi po przeciwnej stronie nawy, w tym była premier niejako „zastawiona” wicemarszałkiem. Politolodzy zapewne już szczegółowo analizują układ zdjęcia.

Tymczasem Beata Mazurek pisze na Twitterze… „Prezes #PiS J. #Kaczyński w #Kraków na pogrzebie Śp. prof. M. Dzielskiej”. Nic dodać, nic ując. Internet zareagował oburzeniem. „Wysoce niestosowny opis zdjęcia!!! Niech Pani się zreflektuje!!”, „Obok Premier i Prezydent, a pani wymienia tylko Prezesa. Widać jak na dłoni, kto rządzi w kraju”, albo żartobliwe: „A ci dwaj po prawej to kto?”

– „Chwała bohaterom!” – wykrzyknął arcybiskup Marek Jędraszewski na widok Patryka Jakiego, wychodzącego z kanału z panzerfaustem i powstańczą opaską na ramieniu. W ślad za Jakim wyłoniła się Beata Kempa z polową apteczką.

– „Chwała bohaterom!” – zgodnym chórem zakrzyknęli towarzyszący kapłanowi uczestnicy patriotycznej procesji.

Codziennie o świcie, gdy pierwsze promienie słońca rozświetlały mrok nocnego nieba, niezłomni obrońcy Sejmu trzykrotnie okrążali budynek parlamentu ze świętym obrazem, budząc paniczną trwogę wśród tłuszczy oblegającej gmach. W szczególne przerażenie wprawiały najeźdźców majestatyczne kędziorki pana Prezesa okolone srebrną sukienką ikony. Widząc je, wielu siepaczy czym prędzej wsiadało na swoje wózki inwalidzkie, by umknąć daleko od miejsca cudownie chronionego przez nieziemską moc świętego obrazu.

– „Stójcież, stójcież!” – nawoływał Paweł Kasprzak, próbując opanować panikę. Bezskutecznie – rozprzężenie i chaos wdzierały się w szeregi jego obozu. Nawet Klementyna Suchanow, zwana Kolubryną, uciekała na oślep przed siebie, porzucając w błocie Gombrowicza, którym w przeszłości tyle razy torturowała prawdziwych patriotów. Wiele wody musiało w Wiśle upłynąć po każdej porannej procesji, nim dowódcom zgrai oblegającej Sejm udało się przywrócić jaką taką dyscyplinę i porządek we własnych szeregach.

Oblężenie trwało już od blisko dwóch lat, jednak dzięki kanałom zmyślni obrońcy potrafili się przemknąć niezauważeni przez pierścień wrogich wojsk. Właśnie z tej drogi skorzystali teraz Jaki i Kempa.

– „Jakże miło ujrzeć was całych po tak niebezpiecznej eskapadzie” – zwrócił się do nich komendant twierdzy Marek Kuchciński, który za zasługi dla obrony parlamentu został przez prezydenta odznaczony Orderem Stalowej Kłódki. Komendant wykazał wielką zapobiegliwość i zmysł strategiczny, każąc uzbroić Straż Marszałkowską w miny przeciwpiechotne i broń rakietową. Przewidując oblężenie, otoczył Sejm pasem żelaznych barier, kordonem funkcjonariuszy i fosą. Jako mistrz taktyki potrafił wykorzystać naturalne ukształtowanie terenu i sprzyjające okoliczności przyrody, wydając dziennikarzom i innym wrogom zakaz wchodzenia do budynku w czasie upałów z powodu obecności w biurach opozycji niebezpiecznych sinic.

– „Kanałami udało nam się przedostać aż na plac Krasińskich” – powiedział wyczerpany, lecz wyraźnie szczęśliwy Jaki, a Beata Kempa w tym czasie zaczęła zaszywać dziury w jego powstańczym mundurze nicią chirurgiczną, którą zawsze miała w apteczce. Uczestnicy procesji zbili się w ciasny krąg i z wypiekami na twarzach dosłownie chłonęli każde słowo z opowieści dzielnego młodzieńca. – „Było groźnie, bo na naszej trasie kodziarze wrzucali przez włazy granaty i egzemplarze Konstytucji, ale szczęśliwie udało się nam uniknąć trafienia…”.

– „Strzelali też do nas z broni palnej” – dodała Kempa, przegryzając nić.

 „A gdy wyszliśmy z kanału pod samymi oknami Sądu Najwyższego” – kontynuował Jaki. – „Małgorzata Gersdorf obrzuciła nas słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe. „Konstytucja, demokracja, państwo prawa!” – krzyczała na całą ulicę, nie bacząc na fakt, że towarzyszy mi delikatna i subtelna kobieta, nienawykła do tak rynsztokowego słownictwa”.

– „W życiu nie słyszałam takich przekleństw” – przyznała Kempa. – „Ta Gersdorf to wyjątkowo wulgarna i prymitywna osoba. Trzeba ją postawić przed sądem, jak Jerzego Owsiaka”.

– „Właśnie, Owsiaka” – podchwycił Jaki i ciągnął opowieść. – „Spod Sądu Najwyższego udaliśmy się prosto do Kostrzyna na Odrą, przy samej niemieckiej granicy, gdzie Owsiak zgromadził wielotysięczny tłum satanistów. Już z daleka słyszeliśmy piekielne wycie i skandowanie: „Niemcy nas leją, Niemcy nas leją!”. Podkradliśmy się bliżej i zobaczyliśmy czerwony wóz z napisem „Feuerwehr”, którego załoga polewała tłum wodą z węży. A polewani ekstatycznie wili się w błocie i wrzeszczeli niczym potępieńcy. By przerwać ten bluźnierczy rytuał satanistyczno–teutońskiego chrztu, zniszczyłem panzerfaustem pojazd wroga”.

Zgromadzeni trzykrotnie wykrzyknęli „hurra!”, pochwycili Jakiego i zaczęli podrzucać go do góry, śpiewając: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz ni dzieci nam polewał”.

– „Dopiszemy to do listy zbrodni Berlina, za które należą się nam reparacje” – powiedział Arkadiusz Mularczyk. – „Szwaby do końca świata się nie wypłacą”.

– „A począwszy od przyszłego roku zapewnimy naszej młodzieży patriotyczne wakacje, by nigdy więcej nie dopuścić już do takich ekscesów” – powiedziała minister Anna Zalewska. – „Zobowiążę kuratoria, by we współpracy z diecezjami zorganizowały akademie ku czci żołnierzy wyklętych i msze plenerowe połączone z występami chórów szkolnych oraz prelekcjami Kai Godek. Myślę, że straż pożarna tym razem przyśle polewaczki, żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy znów zaprosić Niemców z bratnią pomocą”.

 „Po co polewaczki?” – zapytał arcybiskup Jędraszewski. – „Załatwimy to we własnym zakresie wodą święconą”.

Machnął kropidłem, uniósł świętą ikonę i podjął przerwaną procesję, po raz trzeci okrążając tego poranka mury twierdzy Sejm.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Dlaczego strzał z pistoletu nie wyrządził Beacie Kempie szkody?
a. Bo strzelający nie trafił.
b. Bo strzelał ślepakami.
c. Bo kula odbiła się jej od czoła.

2. Jakie wulgarne słowa chuligani z KOD–u wieszają na pomnikach Lecha Kaczyńskiego?
a. Ku**a mać
b. Konstytucja
c. Prostytucja
d. Demokracja
e. Spieprzaj, dziadu

To ja już zaczynam rozumieć różnicę między Solidarnością a Solidarnością Walczącą, to jak między demokracją i demokracją ludową 😉

Raskolnikow

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

PiS uzależnia nas od rosyjskiego gazu i węgla, tego ostatniego wydawałoby się, że mamy pod dostatkiem na Śląsku. W I półroczu 2018 kolejny wzrost rok do roku zanotowaliśmy w imporcie gazu aż o 6,6%, a import rosyjskiego węgla bije wszelkie rekordy, w tym z Donbasu, który w wyniku wojny hybrydowej Putina został oderwany od Ukrainy (przypomnę, że Donbas dla Ukrainy jest tym, czym Śląsk dla Polski).

Na bazie tych twardych danych i faktów Dariusz Rosati, eurodeputowany PO w bardzo sugestywnym twitcie sumuje sytuację, w jakiej się znaleźliśmy: „głównym wrogiem dla PiS jest Bruksela i Zachód, PiS nie atakuje Rosji. Dodajcie do tego rosnące uzależnienie Polski od rosyjskiego węgla i gazu. Dodajcie Macierewicza i poparcie dla PiS ze strony nacjonalistów finansowanych przez Rosję”.

Rosati pisze pointę: „Wszystko jasne”. Sytuacja jest naprawdę poważna, co może umknąć opinii publicznej. Posłuchajmy byłego dowódcę generalnego polskich sił zbrojnych generała Mirosława Różańskiego, który…

View original post 1 169 słów więcej

Klementyna Suchanow, Małgorzata Gersdorf – wielkie Polki

Zwykły wpis

– Im bardziej oddalamy się od praworządności w sądach, tym bardziej policja sobie pozwala – powiedział w TOK FM mec. Jarosław Kaczyński, obrońca protestujących przed Sejmem, współpracujący z Nowoczesną.

Z mecenasem Jarosławem Kaczyńskim połączyła się Hanna Zielińska w Wieczorze TOK FM już w piątek (20 lipca). Prawnik mówił sprzed siedziby komisariatu policji na Wilczej w Warszawie. Jak powiedział, czekał na spotkanie z jedną z kilku osób zatrzymanych podczas protestu w obronie Sądu Najwyższego przed Sejmem. Mecenas mówił o pięciu osobach, policja natomiast w sobotę (21 lipca) potwierdziła, że do aresztu trafiły cztery osoby.

Według rzecznika KSP Sylwestra Marczaka z zatrzymanymi prowadzone są czynności w kierunku postawienia im zarzutów naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Rzecznik utrzymuje też, że podczas wieczornej demonstracji pod sejmem rannych zostało dwóch policjantów.

O rannych mówią też demonstranci. Według nich zatrzymane osoby były przez policję podduszane i bite. Dwie z nich, pod policyjną eskortą, trafiły do szpitala.Przez kilka godzin mundurowi nie chcieli udostępnić informacji, w której placówce poszkodowani się znajdują.

– Jakie zarzuty postawiono zatrzymanym? – zapytała mecenasa Jarosława Kaczyńskiego Hanna Zielińska.

– Jeszcze nikomu nie zostały postawione, policjanci prowadzą czynności procesowe – odpowiedział mecenas Jarosław Kaczyński. Dodał, że prawdopodobnie zatrzymani ludzie usłyszą zarzuty o naruszenie nietykalności policjantów, gdyż policjanci twierdzą, że to demonstrujący wykazali wobec nich agresję fizyczną.

– Dwie protestujące osoby trafiły do szpitala na Solcu. Jedna ma rozcięty łuk brwiowy. Druga ma krwotok z nosa i ból karku, bo policjanci powalili ją na ziemię i przyciskali butem szyję – poinformował prawnik. Obie osoby zostały potem przewiezione do komisariatu przy Wilczej.

Napięcie wzrasta

– Mamy poczucie bezradności. Poziom napięcia między demonstrantami a policją wzrasta. Następuje przekraczanie wzajemnych granic fizycznych – zauważyła Hanna Zielińska, według której atmosfera jeszcze kilka dni temu była znacznie lepsza.

– Im bardziej oddalamy się od praworządności w sądach, tym bardziej policja sobie pozwala – skwitował mecenas Jarosław Kaczyński. – Czy to kwestia przyzwolenia na przekraczanie granic czy realizowanie instrukcji? – zapytała Hanna Zielińska. – Jeżeli dostaliby takie instrukcje, to byłoby bardzo źle – ocenił mecenas.

Hanna Zielińska zapytała, co dalej z zatrzymanymi.

– Prawdopodobnie dziś lub jutro usłyszą zarzuty – odpowiedział mecenas Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że policjanci również są przesłuchiwani ws. tych wydarzeń. Prawnik zaapelował, by osoby które dysponują nagraniami rzeczonych wydarzeń sprzed Sejmu lub są świadkami, przesyłały dokumentację lub zgłaszały się na adres pomocORP@proton.mail.com

Mój dziadek uciekał, ojciec uciekał, ja mam uciekać i – kurde – moja córka będzie musiała uciekać? Co to za kraj, z którego co pokolenie trzeba uciekać? Rozmowa z Klementyną Suchanow

>>>

Chciałbym zwrócić uwagę na rzecz, która była dla mnie symbolicznym wydarzeniem. Przychodzę do Sejmu, wchodzę do korytarza, gdzie przebywają posłowie i przedstawiciele innych organów i tam jest lista obecności. Należy się na niej podpisać; są tam poszczególne [osoby], np. prezes NBP – Adam Glapiński, RPO – Adam Bodnar. Jest też rubryka I Prezes SN i nie ma żadnego nazwiska obok, czyli, jak rozumiem, Kancelaria Sejmu już nawet w  swojej praktyce nie uznaje Małgorzaty Gersdorf za I Prezes SN. To już jest na takim poziomie. Nie to, że jest jakiś spór, tylko już nie uznajemy” – opowiadał w TVN 24 Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. To według niego, przykład jak dalece posunął się PiS.

Wcześniej w Sejmie przedstawił informację o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2017 r. oraz o działalności RPO. Podczas jego wystąpienia ławy, w których zasiadają posłowie PiS były puste. –„Nie ma ani jednej osoby z PiS. Są tylko puste butelki po Sprite i Coca Cola, które pozostawili po głosowaniu nad SN. Nawet posprzątać po sobie nie potrafią. Co za wstyd” – napisała na Twitterze Joanna Scheuring-Wielgus.

W swoim wystąpieniu RPO mówił o zmianach legislacyjnych dotyczących systemu sądownictwa. – „Największy niepokój budzi nieprzestrzeganie w praktyce konstytucyjnej zasady dialogu społecznego i współdziałania władz, co przejawia się m.in. w braku konsultacji projektów wielu ważnych ustaw. Ponadto wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego zwiększają wpływ czynników politycznych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a tym samym osłabiają system ochrony praw człowieka” – powiedział Adam Bodnar. W jego ocenie niezwykle poważnie ograniczona jest także rola Trybunału Konstytucyjnego. Dodał, że dochodzi „do licznych ograniczeń naszych praw i wolności o charakterze osobistym oraz politycznym„. Jako przykład wskazał m.in. „naruszanie prawa do organizowania kontrmanifestacji”. Rzecznik powiedział, że obserwowany jest wzrosła liczba przestępstw motywowanych uprzedzeniami lub nienawiścią, np. wobec osób innej rasy, pochodzenia etnicznego lub narodowości i religii”.

– „Nam się wszystkim wydawało, że 21 lat temu zagwarantowano nam prawa obywatelskie, że zostaną one nam zagwarantowane na zawsze i że nikt nie podniesie na nie ręki. Stało się inaczej” – powiedział Michał Szczerba z PO. Zarzucił rządowi, że „walczy ze wszystkimi niezależnymi instytucjami. Zawłaszcza media, prowadzi ohydną propagandę, szczuje na siebie ludzi, sortuje ich, narusza prywatność, działa arbitralnie, wprowadza do języka polityki mowę nienawiści, afirmuje w przestrzeni publicznej nacjonalistów, a usuwa w sposób brutalny obywatelki i obywateli. Doktor Adam Bodnar, jako Rzecznik Praw Obywatelskich (…) jest również strażnikiem konstytucji, wtedy, kiedy inni z tego obowiązku świadomie rezygnują” – stwierdził Szczerba.

– „To, że dzisiaj obradujemy przy prawie całkowicie pustej sali z prawej strony wystawia świadectwo posłom koalicji rządzącej. Wystawia świadectwo ministrom, a zwłaszcza ministrowi sprawiedliwości i jego zastępcom, o tym, jaki jest ich stosunek do praw człowieka” – powiedział poseł Jacek Protasiewicz w imieniu Klubu Poselskiego PSL-UED. Natomiast Joanna Scheuring-Wielgus (Liberalno-Społeczni) oceniła, że Rzecznik Praw Obywatelskich jest jedną z ostatnich wolnych instytucji w Polsce. A możliwość wysłuchania sprawozdania z jego działalności było „świętem demokracji”.

„Napisz do Pierwszej Prezes SN” – to akcja społeczna, którą zainicjowali sędziowie z Krakowa, do której włączyli się prawnicy – ale nie tylko oni – z innych części kraju. Wysyłają pocztówki do prof. Małgorzaty Gersdorf. – „W ten sposób chcemy ją symbolicznie wesprzeć i pokazać, że tak, jak ona nie odpuszcza – tak i my nie odpuścimy. Pocztówki są symbolem, ślemy je zarówno z miejsc pracy, jak z wakacji, o ile ktoś na nich przebywa” – powiedział onet.pl sędzia Waldemar Żurek.

Żurek dodał, że dla każdego prawnika w Polsce powinno być oczywiste, że prof. Gersdorf jest I Prezes SN do końca kadencji, czyli do 2020 roku. – „Każdy, kto twierdzi inaczej, jest albo osobą niedouczoną, nieznającą własnej Konstytucji, albo po prostu chce pochlebić obecnej władzy oraz się jej przysłużyć. A nasza akcja „pocztówkowa” ma znów postawić sprawy we właściwym świetle – Konstytucja jest nadrzędna wobec ustaw. Tu nie ma żadnego pola do interpretacji czy innych prawniczych „wygibasów”, które próbuje uprawiać obecna władza” – stwierdził sędzia Żurek.

W wysyłanie pocztówek do I Prezes SN włączyła się także Akcja Demokracja. – „To jest ogromnie ważny symbol tego, co myśli znaczna część społeczeństwa. I nie wolno ulegać myślom, że to nic nie da. Nieprawda, każdy potrzebuje wsparcia, a jeśli – jak prof. Gersdorf – staje się naprzeciw całej niemal machiny państwowej, to wsparcie jest tym bardziej niezbędne, by miała siłę i trwała na stanowisku, które do 2020 roku gwarantuje jej Konstytucja” – powiedziała onet.pl Weronika Paszewska z Akcji.

Pocztówkę do prof. Małgorzaty Gersdorf można wysłać na adres Sądu Najwyższego: pl. Krasińskich 2/4/6, 00-001 Warszawa.

Dementuję to, że chcemy zmieniać ordynację do PE. Nic z takich rzeczy absolutnie nie planujemy robić” – tak w styczniu 2017 r. mówiła w Radiu Maryja rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Miała też wtedy „dobre rady” dla opozycji. – „Proponowałabym, żeby politycy, szczególnie Platformy Obywatelskiej, skoncentrowali się na pracy w parlamencie, a nie na tworzeniu sytuacji czy faktów, które kompletnie nie mają miejsca” – stwierdziła.

Jej wypowiedź przypomniał były poseł PiS Łukasz Rzepecki. Podczas wczorajszej debaty o zmianie ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego mówił: – „Mam takie pytanie do pani rzecznik Pragnę przypomnieć jej wypowiedź z 24 stycznia 2017 roku, kiedy mówiła publicznie, że nie chcemy zmieniać ordynacji wyborczej do PE. Czy kłamała pani wtedy, czy teraz państwo kłamiecie. Wtedy kłamaliście i dzisiaj kłamiecie po raz kolejny. Wstyd, że pani tak okłamuje swoich wyborców, Polki i Polaków”.

Mazurek – oczywiście – nie odpowiedziała, a Prawo i Sprawiedliwość przeforsowało w Sejmie ordynację wyborczą korzystną dla siebie. Nowe przepisy faworyzują partię Jarosława Kaczyńskiego, dając jej więcej miejsc do obsadzenia w Europarlamencie.

Powstają coraz większe podejrzenia, iż przeciw protestującym nie jest rzucana policja, ale bojówki – coś odpowiedniego ukraińskiego Berkutu – np. z Wojsk Obrony Terutorialnej.

Gang Olsena PiS wyruszył w teren

Zwykły wpis

Pomysł PiS na samorządową kampanię wyborczą, aby spotykać się z wyborcami w każdej gminie – jak to wymyślił przed chorobą prezes Kaczyński – nie wypalił. Wyjazdy w teren polityków tej partii kończą się awanturami, muszą  salwować się ucieczkami przed wyborcami.

Niepysznie nogi za pas brali Mateusz Morawiecki, Beata, Szydło, Stanisław Piotrowicz i każdy inny pisowiec. Wodą świeconą na pisowców są normalne pytanie, do których nie są przygotowani. Pisowcy mają swój rytuał spotkania z ciemnym ludem, perorują o wyższości swojej nad niepisowcami, a następnie odpowiadają na pytania, które są wcześniej cenzurowane.

Ta forma jednak nieoczekiwanie upadła, bo na spotkania zaczęli przychodzić nie tylko wyborcy PiS, którzy zarówno zadają niewygodne pytania, jak i mają ze sobą wcześniej przygotowane gadżety i transparenty. Spotkania kończą się awanturami i fama idzie w naród, że PiS sobie nie radzi. Dają dyla, gdzie pieprz rośnie i pozostaje po nich smród w mediach. Wykidajły PiS są w pogotowiu, lecz napotykają chłodne oko kamery i muszą chować zaciśnięte pięści do kieszeni.

Zatem – co robić, ach, co robić? Każdy popuściłby po nogawkach, genialny plan prezesa okazuje się plamą po owym zestrachaniu. Ale prezes zawsze miał w odwodzie plan B, który z grubsza nazywa się – zastraszaniem przez haki.

Jego retoryczne treść wygląda mniej więcej: „Wiem straszne rzeczy o tobie, ale nie powiem… chrum, chrum… chrum”. Tak działa polityczny folwark zwierzęcy opisany przez George’a Orwella.

No i sięgnięto po owe chrum-chrum-chrum. W teren wyruszyły pisowskie inspekcje robotniczo-chłopskie, że sięgnę po porównanie rodem z PRL-u. Posłowie PiS wkraczają do urzędów w Polsce, aby – jak to powiedziała rzecznik PiS Beata Mazurek – „sprawdzać transparentność działań samorządowców”.

Słyszycie? PiS i transparentność. Toż to sprzeczność. Hipokryzja do potęgi takiej, jaką tylko może wygenerować ta partia, od której nie można dowiedzieć się o przyznawanych sobie nagrodach, o wyborze sędziów do KRS, czy też wypędzają dziennikarzy z Sejmu, bo patrzą ich władzy na ręce.

Twarz tej trasparentność z folwarku PiS daje Chrum-Chrum-Chrum Mazurek. Zdaje się, że już przestaliśmy się śmiać z krętactw PiS, obręcz autokratyzmu (autokaczyzmu) coraz bardziej zaciska się wokół naszych obywatelskich wolności.

Popularni niepisowscy – a tylko tacy są – prezydenci dużych miast mają się czego obawiać – inspekcja PiS znajdzie na nich haki, a jak nie znajdzie, to podrzuci, jak to właśnie wyszło na jaw z CBA, które usiłowało podrzucić rosyjską amunicję oficerowi BOR, ale nieopatrznie udaremniła to policja. W internecie ta akcja dostała miano #GangOlsena.

I taka też będzie ta inspekcja PiS z szukaniem haków na samorządowców. Gang Olsena ruszył w teren, bo ośmieszony został genialny plan A prezesa Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że plan B też nie wypali, coraz częściej znajdujemy skuteczne odpowiedzi na pokraczność władzy PiS. Acz obawiam się o wynik wyborów, jestem przekonany, iż gang Olsena Kaczyńskiego je sfałszuje.