Tag Archives: Angela Merkel

PiS ponosi odpowiedzialność za pospolitą chuliganerię, kiboli, naziolstwo i ekstremistów

Zwykły wpis

„Ho, ho! Narracja, jak widzę już przygotowana i przekaz w świat puszczony, że jakby co, to nie my, to oni! Słabe to, bardzo! Legitymujecie marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!” – to reakcja jednego z internautów na wpis Beaty Mazurek na Twitterze.

Rzeczniczka PiS napisała: – „Apel i prośba, aby każdy z uczestników był jednocześnie STRAŻNIKIEM MARSZU. Wszelkie prowokacje natychmiast zgłaszać Policji, ŻW i SM. Nie pozwólmy totalnym zepsuć wielkiego Święta Naszej Ojczyzny. Zapraszamy na Marsz Polskich Patriotów. NIECH ŻYJE WIELKA NIEPODLEGŁA POLSKA”.

„Jeśli dla was naziole są przyjaciółmi, a wybrana w demokratycznych wyborach przez Suwerena opozycja jest wrogiem to komentarz zbędny”; – „Znowu pani dzieli i obraża Polaków! Z pani wypowiedzi wynika, że polscy patrioci to wy-nierząd, kibole i nacjonaliści. A reszta społeczeństwa? – morda w kubeł, bo policja się Wami zajmie.. HAŃBA że „prezydent” został twarzą marszu nacjonalistów. TOTALNA kompromitacja rządzących!!!”;

„Czyli to marsz wszystkich Polaków ale jakby coś się działo to narracja już jest: „prowokacja totalnej opozycji”; – „Już bardziej zepsuć się nie da. Wszystko co było do zepsucia to zrobiliście wy -pisowcy. Naprawdę największe zagrożenie widzicie w opozycji. Nie obawiacie się tych, którzy krzyczeli do PAD: zdejmij jarmułkę i podpisuj? Serio?” – komentowali wpis Mazurek oburzeni internauci.

PiS legitymuje marsz pospolitej chuliganerii, kiboli, naziolstwa i ekstremistów i to WY ponosicie za to PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!! TYLKO WY!!!”

Depresja plemnika

W piątek przed północą poinformowano o tym, że rząd i narodowcy doszli do porozumienia w sprawie organizacji wspólnego marszu w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Do działań obu stron w tej sprawie krytycznie odniósł się Władysław Frasyniuk.

To już pewne. W niedzielę 11 listopada we wspólnym marszu pójdą rządzący oraz narodowcy. Inicjatywa to efekt rozmów obu stron, która kończy kilkudniowe zamieszanie związane z organizacją obchodów. Zachowanie rządu i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości skrytykował w rozmowie z TVN24 Władysław Frasyniuk, który stwierdził, że „profesjonalizmu w tych uroczystościach w ogóle nie ma”. – Ze zdumieniem dowiedziałem się, że narodowcy rozmawiali siedem razy z marszałkiem Senatu i ministrem Brudzińskim w sprawie wspólnej organizacji marszu – dodał.

„Znika nam z oczu to wielkie święto”

Były opozycjonista odniósł się także do udziału w marszu głowy państwa. – Wierzę w to, że Andrzej Duda zrobi sobie zarąbiste selfie z jakimś faszystą w kominiarce. Czekam bardzo na takie selfie –…

View original post 4 642 słowa więcej

Afera podsłuchowa wywołała istny popłoch w PiS. Ogłupienie totalne

Zwykły wpis

Mazurek o taśmie PMM: Walczymy o jak najlepszy wynik, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo

– Wielokrotnie się do tego odnosiliśmy [do taśm]. To odgrzewany kotlet, z którego nic tak naprawdę niekorzystnego dla premiera nie wynika – stwierdziła Beata Mazurek na konferencji w Sejmie. – Zasadnicza różnica jest taka, że ten kotlet jest odgrzewany w momencie, kiedy mamy wybory samorządowe, natomiast on był znany sprzed kilku lat – dodała.

„Rozumiem, że teraz jesteśmy w okresie szczególnym, bo walczymy o jak najlepszy wynik w wyborach samorządowych, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo, a naszym najsilniejszym ogniwem jest premier Morawiecki, który ma dobre notowania, prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju, dzięki której Polakom żyje się lepiej i to pokazują badania opinii publicznej, więc należy uderzyć w to ogniwo, które jest najsilniejsze. Na to absolutnie się nie zgadzamy”

„SN wchodzi do gry w kampanii wyborczej” – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. „Bardzo wyraźnie to widać” – oświadczył w Jedynce Polskiego Radia. Tym samym podpisał się pod wcześniejszymi doniesieniami i sugestiami prawicowego tygodnika „Sieci”, z którego dowiadujemy się, iż SN „toczy otwartą wojnę z rządem” i że wystarczyły mu trzy tygodnie, na zapoznanie z ponad 40 tomami akt afery taśmowej oraz udzielenie zgody na wgląd do materiału dziennikarzom Onetu. Na dodatek, SN wydał też taką samą zgodę m.in. tygodnikowi „Polityka” – można przeczytać w tygodniku.

Z pełnym przekonaniem powiedział Sasin w Jedynce: „Nie mam wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi – chociażby rzecznika SN – ma bardzo mocno polityczny charakter. Bardzo wielu również sędziów SN zabiera głos i bardzo politycznie się wypowiada” – podkreślił.

„To nie jest przypadek, to pokazuje, że mamy do czynienia z zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany, bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to, co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało” – oświadczył Sasin.

Jak już pisaliśmy w ubiegły poniedziałek portal Onet opublikował artykuł „Afera taśmowa. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”, w którym dziennikarze powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Dowiadujemy się z nich, że kelnerzy skazani w wyniku afery taśmowej obciążyli w swoich zeznaniach obecnego premiera, w latach 2007-2015 prezesa banku BZ WBK. Na jednej z taśm – według portalu – „Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy”.

Dzień później Onet opublikował kolejną taśmę, z nagraniem rozmowy Morawieckiego z 2013 r. m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. To w tej rozmowie pada kwestia kandydatury Morawieckiego na szefa resortu Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska. Fragmenty stenogramu z tej rozmowy ujawniły w 2016 r. „Newsweek” i Radio Zet. Następnie w czwartek portal opublikował dalsze fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu z Jagiełłą, Kilianem i Matuszewską, w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1049243544114880513

Oświadczenie w sprawie napisu na . Podpisał i .

>>>

>>>

Minęło już dobrych kilka dni, a burza wokół kompromitujących tym razem premiera Mateusza Morawieckiego taśm z restauracji „Sowa i przyjaciele” nie tylko nie cichnie, ale nabiera na sile. Atmosferę podgrzewa jakby przestraszony własnym dziełem i dlatego wspierający dziś PiS – Marek Falenta. Swoje trzy grosze dodaje szalona, lecz zawsze do usług Krystyna Pawłowicz.

Na zasadzie tonący brzytwy się chwyta plotkują na Twitterze o tym, że istnieją sekstaśmy z Karpacza, które mogą pogrążyć obecnych liderów Platformy.

Gdy zabrakło rzeczowych argumentów do Platformy dotarło proste ostrzeżenie… że może „oberwać” seks taśmami swoich liderów.

Na pretekst długo nie trzeba było czekać, bo kiedy eurodeputowana PO, Lena Kolarska Bobińska, zwróciła uwagę, że Falenta miał chwalić się świetnymi relacjami z PiS, ten odpowiedział na Twitterze:

„Schetyna i Trzaskowski najpierw niech się wytłumaczą ze swoich wizyt w Western City w Karpaczu… Lepiej niech nie kłamią bo może się okazać, że Onet też ma tę sex taśmę…” – dodał w piątek Falenta.

Równolegle do natarcia ruszyły z miejsca PiS–owskie media, przypominając, że w październiku 2013 roku liderzy PO spotkali się w Karpaczu, by wybrać szefa regionu w Dolnośląskiem. Na tej podstawie przypuszczają, że to z tamtego wieczoru może pochodzić rzekome nagranie, o którym nikt nigdy wcześniej nie wspominał. I w tym miejscu pole do popisu dla siebie dostrzegła Krystyna Pawłowicz:

„Jeśli to, co jest na porno-taśmie o G.Schetynie i R.Trzaskowskim jest prawdą, to chociaż tej taśmy nie ma,  to obaj natychmiast powinni odejść z polskiej polityki …Natychmiast, jeszcze dziś wieczór !” – zażądała  PiS–owska funkcjonariuszka.

I śmieszno, i straszno, bo wniosek z tego taki, że nawet brak jakiejkolwiek taśmy jest dla Pawłowicz dowodem na sugerowaną winę obu polityków. Co na to lider Platformy? Po męsku, krótko i zwięźle: „To jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim” – zakpił Grzegorz Schetyna, a Rafał Trzaskowski zapewnił, że w Karpaczu w ogóle go wówczas nie było.

Swoją drogą trudno się oprzeć komentarzom i sugestiom, iż plotka Falenty służyć ma podlizaniu się PiS-owi, bo jak wiadomo grozi mu 2,5 roku więzienia. Wyrok wydał sąd, a Falenta nie poszedł siedzieć, ponoć ze względu na stan zdrowia.

>>>

Sasin ma pomysła. Taśmy na Morawieckiego podrzucił Sąd Najwyższy. Wsiowy głupek.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

Morawiecki to faktycznie Matołusz

Zwykły wpis

PMM w rocznicę rzezi wołyńskiej: To zbrodnia wyjątkowa, zbrodnia okrutnego ludobójstwa, barbarzyństwa, bestialskiego i sadystycznego mordowania

Dziś czcimy pamięć po okrutnie pomordowanych naszych rodakach na Kresach II Rzeczypospolitej. Oni zostali zamordowani bez najmniejszego powodu, zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami. Ta straszna niedziela, która zyskała mroczne miano „krwawej niedzieli” 11 lipca 1943, to był tylko jeden z wielu dni, podczas których dokonywano okrutnych, barbarzyńskich mordów. Na tych tablicach, pod tym pomnikiem, na 18 tablicach jest około 100 wiosek, kolonii wymienionych. To 1800 wiosek. To zbrodnia o gigantycznym zasięgu na ówczesnych terenach, okupowanej przez Niemców, a potem przez sowietów II RP. To zbrodnia, o której nie tylko musimy pamiętać, czcić pamięć o tych straszliwie pomordowanych naszych rodakach. To jest zbrodnia wyjątkowa – ludobójstwa, okrutnego ludobójstwa, które nie miało precedensu na taką skalę w historii Polski na pewno, w historii świata przy takim barbarzyństwie, bestialskim, sadystycznym mordowaniu też niemal nie miało precedensu” – mówił podczas obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej premier Mateusz Morawiecki.

Pawłowicz to kobieton wg nomenklatury Witkacego.

Hairwald

Prof. Jerzy Zapadło o wymianie zdań w mediach społecznościowych poseł Krystyny Pawłowicz z prof. Marcinem Matczakiem.

Można się tylko dziwić temu, że Krystyna Pawłowicz, nie dorastająca ani intelektem, ani kulturą osobistą do pięt prof. Marcinowi Matczakowi, odważyła się zabrać głos … W sobie tylko właściwym, straganiarskim stylu postanowiła zakwestionować wiedzę i autorytet popularnego eksperta przekonując, że pojawił się nagle, zapewne po jakiejś prywatnej wyższej szkoły zawodowej…

Zrobiła to po programie „Tak jest” w TVN24, w którym na temat obecnej sytuacji w Sądzie Najwyższym starli się rzecznik przejętej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Mitera oraz prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. Było gorąco…

W portalach społecznościowych popularnością cieszyły się fragmenty rozmowy, w których internauci podkreślali, jak ekspert miażdżył argumenty rzecznika Mitery. Niezwykle celne riposty, zmuszające wybranego przez większość sejmową członka KRS do podania konkretów, w miejsce kłamliwych uogólnień pokazały dobitnie, że dziś ten konstytucyjny organ stał się taką samą atrapą…

View original post 176 słów więcej

Opcja niemiecka

Zwykły wpis

Wraca geopolityka, czyli narzekanie polskich polityków na to, że los rzucił nasze plemię w to, a nie inne miejsce na Ziemi, między Niemców i pobratymców słowiańskich Rosjan.

Geopolityka to przekleństwo naszych elit politycznych, nie radzili sobie w historii, a gdy ta się do nas uśmiechnęła w postaci Unii Europejskiej i adwokata naszych aspiracji, Niemców, spowodowała, iż niektórzy zaczęli majsterkować, co by tu zmienić, jakby tu powstać z kolan, bo nic innego nie przychodziło im do mało kreatywnej głowy.

Największe klopoty z kreacją ma geniusz prezesa, potyka nie tylko się o własne kolano, które mu z tego wszystkiego zachorowało, ale potyka się przede wszystkim o powałę. Jarosław Kaczyński wstał z kolan, ale że z Polski zrobił kurnik, więc wali – a za nim jego niepojętni akolici – w sufit, w powałę.

Polski nikt nie chce, polskich polityków wytykają, jako usadzonych w oślej ławce. Morawiecki nawet tak się zachowuje, gdy jest wpuszczony na europejskie salony, patrzy „spod byka”, a trzymając się pisowskiego rezerwatu – „spod osła”, nie mając wiele na obronę – uszy kładzie po sobie.

W środę zaczyna się w Brukseli szczyt NATO i może być on dla nas Europejczyków bardzo nieprzyjemny. Donaldowi Trumpowi nie podoba się Europa i kuso patrzy na Rosję Putina, której najprawdopodobniej zawdzięcza prezydenturę. Prezydent USA lubi reżimy, czemu nie potrafi zaprzeczyć.

Jeżeli Trump podejmie decyzje niekorzystne dla naszej części Europy – wycofywanie wojsk, bądź zmianę doktryny wojskowej – to znajdziemy w sytuacji podobnej, jak w latach 30-tych ubiegłego stulecia, gdy Polska sanacyjna nie miała żadnych przyjaciół i szukała na gwałt sojuszników, niestety nie chcieli oni „umierać za Gdańsk”.

Dzisiaj sytuacja wydawałoby się jest inna, Niemcy są do szpiku demokratyczne, a Rosja jak zwykle agresywna do naszego części Europy z nowo wynalezioną doktryną teatru pola walki – wojną hybrydową.

W sytuacji, gdy klocki sojuszu północnoatltantyckiego mogą się rozsypać, kanclerz Angela Merkel zadeklarowała, iż „Niemcy moga bronić Polski”.

Wojsko Polskie jest na skraju upadku po bezrządach Antoniego Macierewicza i niewiele robiącego Mariusza Błaszczaka. Ale nawet gdyby nie zatrzymano modernizacji armii, jakiej podjął się poprzedni minister obrony Tomasz Siemoniak, to nasza zdolność obronna jest niewielka. Wystarczy porównanie bezwzględnych liczb. Niemcy dążą do progu 2 proc. wydatków budżetowych na obronę, a więc byłaby to suma wielkosci 80 mld euro, czyli osiem razy więcej niż łoży Polska.

I taka jest dysproporcja siły militarnej Niemiec i Polski – jak 1:8. Niemcy są w stanie pomóc nam i nie pozwolić, aby ktoś „przyszedł i podpalił nasz dom, Polskę”. Ale stoimy przed wyzwaniem mentalnym, które rozbudowal „geniusz” Kaczyńskiego, a zwie się ono z grubsza „opcja niemiecka”. Sianie nienawiści do obcych, innych jest orężem politycznym obecnie rządzącej partii PiS.

Jak wytlumaczyć temu ogłupionemu elektoratowi, iż Niemiec jest przyjacielem? Dopadła nas geopolityka – co samo w sobie nie jest straszne – ale dopadli władzy tacy geniusze, którzy z Polski zrobili kurnik i walą czołem o powałę, choć nie są żadnymi Atlasami.

Polexit już się dzieje. Powoli wypadamy z UE

Zwykły wpis

Nie musi dojść do formalnego Polexitu, on już dokonuje się na naszych oczach. Polska rządzona przez PiS jest niedopraszana i wypychana z kolejnych instytucji unijnych.

Co Mateusz Morawiecki usłyszał we wtorek w Berlinie od Angeli Merkel? Na pewno o możliwości powstania osobnego budżetu dla strefy euro. Mówi o tym także prezydent Francji Emmanuel Macron, budżet ten już może obowiązywać od 2021 roku, czyli nowej perspektywy podziału unijnych pieniędzy.

Morawiecki jeszcze więcej usłyszał od kanclerz Niemiec. I dlatego doszło do pisowskiego spotkania na szczycie przy Nowogrodzkiej. Ponadto zostało odwołane spotkanie prezydiów Bundestagu i Sejmu. Z tego powodu się uśmiałem. Cóż takiego mógł powiedzieć na takim spotkaniu Marek Kuchciński? „Ja nie gawarit po giermańsku?” I tylko wtedy, gdyby mu Ryszard Terlecki napisał na kartce.

Przy Nowogrodzkiej opracowano nową strategię wstawanie z kolan (w tym chorego kolana prezesa) w Unii, która konsoliduje się wokół strefy euro. Inna konsolidacja dotyczy obronności, Polska Macierewiczów i Błaszczaków nie zostanie doproszona do tworzenia obronności europejskiej, bo istnieje obawa, że będą V kolumną w Europie, jaką  są zresztą w Polsce.

Polska będzie wypychana z kolejnych instytucji europejskich, aż dojdzie do ostatniej, gdy na nowo sformułują strefę Schengen i Polska pozostanie poza nią.

Czyli dojdzie do nieformalnego Polexitu, gdy pozwolimy rządzić PiS w Polsce. W niecałe trzy lata rozwalili nam kraj i wizerunek na świecie, jesteśmy liderami wszelakich najgorszości.

Gdy do takiego Polexitu miałoby dojść, to PiS – gdyby rządziła partia Kaczyńskiego i Andrzej Duda – mógłby wreszcie zdecydować się na referendum z pytaniem: Czy Pani/Pan są za wejściem Polski do Unii Europejskiej i strefy euro?

Nie śmiejcie się, bo to nam grozi. W tej chwili można spodziewać czegoś na kształt szturmu modlitewnego, a w wydaniu PiS: szturmu nienawiści w stosunku do Donalda Tuska i opozycji. Na nich zwalana będzie wina za budżet unijny.

W „Rzeczpospolitej” wyczytałem, iż opozycja francuska czy włoska nie atakowała swojego rządu w Brukseli. Pominę łaskawie nazwisko dziennikarza, ale powstaje pytanie: Czy we Francji i Włoszech łamano konstytucje, czy sądownictwo przestało być niezależne, czy media publiczne stały się gadzinówkami? I tak dalej. To nie jest nawet symetryzm – jak określa się dziennikarzy raczej mających kłopoty z profesją żurnalistyczną – ale stronniczość i nieukrywanie sympatii do PiS.

Tak wyglada na dziś stan polskiego piekiełka. Piekiełka podobnego do czasów przed rozbiorami I Rzeczpospolitej i przed 1939 rokiem. Wypadamy z Unii, aż spadniemy w niebyt państwowy.

Idioci, którzy nienawidzą kobiet

Zwykły wpis

Barbara Nowacka skomentowała prace polityków w Sejmie zmierzające do całkowitego zakazania aborcji.

Marta Lempart (Ogólnopolski Strajk Kobiet) zapowiada antyrządowe protesty w czasie piątkowego głosowania w Sejmie ws. zaostrzenia prawa aborcyjnego.

natemat.pl-jak-wypadlo-100-dni-premiera-morawieckiego-zuzywa-sie-szybciej-niz-pis >>>

100 dni Morawieckiego. Te 6 rzeczy miały być sukcesami, a nowy premier po prostu na nich poległ

PiS wiązało z nominacją Mateusza Morawieckiego na premiera wielkie nadzieje, a prezes Jarosław Kaczyński nie ukrywał nawet, że ma wobec niego dalekosiężne plany polityczne. Dzięki „operacji Morawiecki” partia rządząca chciała osiągnąć kilka celów. Kalkulowała, że otworzy się na umiarkowane centrum i powalczy o głosy tzw. normalsów, zakładała, że zjedna sobie światowe salony i ugasi konflikty z Brukselą; zamierzała wreszcie nadać nowy impet gospodarce. Jak te plany wyglądają w zderzeniu z rzeczywistością i czy premier wywiązał się z pokładanych w nim nadziei?

„Nowe otwarcie” z szefem rządu, który wcześniej stał na czele dużego banku, miało pokazać wyborcom, że – wbrew histerii opozycji- PiS stawia na profesjonalizm, fachowość, że jest partią przewidywalną. Sam Kaczyński komplementował Morawieckiego mówiąc, że to „najzdolniejszy człowiek jaki pojawił się w polskiej polityce po 1989 roku”.

Sto dni Morawieckiego upłynęło jednak pod znakiem gaszenia dyplomatycznych pożarów: po uruchomieniu przez Komisję Europejską art. 7 wobec Polski, po awanturze o nowelizację ustawy o IPN (którą jeszcze bardziej zaogniła wypowiedź Morawieckiego w Monachium) i pogorszeniu relacji z USA i Izraelem.

Bartosz Wiciński na cowdmedia.pl pisze o Morawieckim.

Ostatni numer Polityki opisuje sto dni Mateusza Morawieckiego, które minęły w tę niedzielę oraz atmosferę panującą w tym czasie w obozie rządzącym. “Jako polityk jest mniej dojrzały niż Szydło. Zgubiła go pewność siebie” – uważa posłanka PiS. Z kolei polityk z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego dodaje – “Usnął w nim polityk, a obudził się publicysta”. Takie opinie krążą w jądrze Prawa i Sprawiedliwości po wpadce w Niemczech, gdzie premier mówił o polskich i żydowskich sprawcach Holokaustu.

Tygodnik opisuje również sprawę premii i nagród, co było najprawdopodobniej powodem ostatnich spadków notowań Prawa i Sprawiedliwości – “(…) A sprawa dotyka jednego z fundamentów popularności partii Kaczyńskiego, która udanie pozycjonowała się dotąd jako ta przestrzegająca najwyższych standardów i odporna na pokusy materialne (…)”. Morawiecki stara się opanować jeden z największych kryzysów, jakie dotknęły partię od momentu przejęcia władzy. Naturalnie chodzi o dekoniunkturę w polityce wewnętrznej, ponieważ kłopoty na arenie międzynarodowej nie odbiły się do tej pory problemami w sondażach, oprócz porwania się z motyką na słońce, gdy wybierano Donalda Tuska na kolejną kadencję.

Ta lawina wszystkich zmartwień i wpadek zmusza do postawienia pytania, jak ułożyły się relacje w obozie władzy po awansie Morawieckiego. Na razie nikt nie mówi o tym, że jest marionetką Kaczyńskiego, co od samego początku ciążyło na wizerunku Szydło. PiS pracuje nad budową jego wizerunku jako sprawnego menedżera.

“Jest inaczej niż za czasu pani premier. Morawiecki zamiast długich narad robi krótkie odprawy. Zarządza za pomocą esemesów i maili. Zrobiło się bardziej korporacyjnie” – mówi Polityce anonimowo polityk z rządu.

Kaczyński sam usunął się w cień i nawet dymisje ministrów przedstawiano jako decyzje premiera. Kaczyński wciąż ufa Morawieckiemu, co przekłada się na dobre relacje z Mariuszem Błaszczakiem, Joachimem Brudzińskim i Markiem Suskim czyli najbardziej zaufanymi ludźmi prezesa w rządzie. Prezes PiS wstrzymuje również prace nad kontrowersyjnymi ustawami, które mogą przysporzyć kolejnych problemów wizerunkowych premierowi i partii – pisze tygodnik. Mało kto pamięta o dekoncentracji mediów, zmianach w służbach czy rewolucji w ordynacji wyborczej.

Inaczej układają się relacje Morawieckiego ze Zbigniewem Ziobro. Wielkiej przyjaźni między nimi nie będzie, bo obaj należą do potencjalnych następców Kaczyńskiego. Polityka pisze, że na razie udaje im się uniknąć otwartego konfliktu, którym mogłyby być dymisje ziobrystów w spółkach skarbu państwa. Widać także ostrożność, gdy pyta się otoczenie premiera o sytuację z ustawą IPN. Słychać raczej narzekania na bałagan niż oskarżenia o złą wolę i kopanie pod premierem dołków.

“Powszechne były komentarze, że już pozamiatane, że Morawiecki to ostateczny cios w opozycję, że właśnie odbiera jej polityczne centrum. Te prognozy na razie się nie sprawdzają (…)” – konkluduje Polityka. Paradoksalnie, od wymiany Szydło na Morawieckiego opozycja złapała drugi oddech i od trzech miesięcy bezlitośnie punktuje Prawo i Sprawiedliwość. U Morawieckiego wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi czyli kary nałożonej na TVN, potem napięcie już tylko rosło. Jak tak dalej pójdzie, to do wyborów premier stanie okrutnie poobijany i ciężko będzie zrobić wynik podobny do Beaty Szydło. Niemniej jednak prezes na razie mu ufa pomimo masy krytycznej, która z każdym tygodniem jest coraz większa.

To efekt wytoczonego przez byłego szefa „Wiadomości” procesu wydawcy tygodnika „Sieci” spółce Fratria, należącej do Jacka i Michała Karnowskich. – „Nigdy nie kierowałbym tej sprawy do sądu, gdyby rzecz dotyczyła tylko okładki. Ale okładce towarzyszyły twierdzenia o „medialnym zamachu stanu i odsłanianiu kulis tego zamachu” oraz o „kłamstwach i manipulacjach na skalę niespotykaną od czasów stanu wojennego” – powiedział „GW” Piotr Kraśko. Pod koniec grudnia prawicowy tygodnik na okładce przedstawił Kraśkę w mundurze gen. Jaruzelskiego z podpisem: „Medialny zamach stanu”. Za dziennikarzem widniało logo „Dziennika Telewizyjnego”.

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że okładka oraz artykuł – a w szczególności „nieprawdziwe i bezpodstawne stwierdzenie, że w „Wiadomościach” Piotra Kraśki walą na oślep, kłamią i manipulują”– uwłaczają godności dziennikarza oraz naruszają jego dobre imię. Sąd stwierdził, że opublikowanie fotomontażu z Kraśką w mundurze Jaruzelskiego rodzi jednoznaczne skojarzenia ze „stanem wojennym, manipulacją i dezinformacją”. Dodał, że „Sieci” nie przedstawiły żadnych dowodów na to, że Kraśko manipuluje.

Przeprosiny mają zostać opublikowane na trzeciej stronie drukowanej wersji tygodnika oraz na jego stronie internetowej w wyeksponowanym miejscu, gdzie mają widnieć przez 24 godziny. Po tym czasie tygodnik ma umieścić na stronie link do przeprosin tak, aby każdy mógł się z nimi zapoznać przez tydzień od momentu ich opublikowania. Fratria ma również zwrócić koszty procesu.

Michał Karnowski próbował wykpić się stwierdzeniem, że okładka była… satyrą. I dziwił się, że Kraśko wytoczył spółce Karnowskich proces. W rozmowie z „GW” Kraśko odrzucił takie tłumaczenia Karnowskiego. – „Zarzuty postawione przez tygodnik „Sieci” były tak poważne, że niewytoczenie tej sprawy byłoby akceptacją tych tez” – podsumował.

Podczas swojej krótkiej wizyty w Polsce kanclerz Niemiec Angela Merkel spotkała się i z premierem, i z prezydentem. Uwagę specjalisty ds. protokołu dyplomatycznego Janusza Sibory przykuł pewien fakt. Wśród flag, na których tle Merkel i Duda pozowali do wspólnego zdjęcia, zabrakło flag Unii Europejskiej.

– „Żyjemy w świecie pełnym symboli. Specjaliści badają potem, jak długo trwało powitanie, co może mieć wpływ na ocenę całej wizyty. Symbolem są też flagi, które widać na tle rozmawiających polityków. To, co się stało dziś w Pałacu Prezydenckim mnie osobiście oburzyło. To ważny symbol, pokazujący rzeczywisty stosunek Andrzeja Dudy do naszego członkostwa w UE” – powiedział w rozmowie z naTemat dr Sibora.

Brak flagi UE w Pałacu Prezydenckim – według Sibory – wpisuje się w ostatnio prowadzoną przez Dudę narrację wobec UE. – „To nie mógł być przypadek, w mojej ocenie to decyzja samego prezydenta. Takie same procedury obowiązują spotkań w Pałacu Prezydenckim, Kancelarii Premiera, czy gmachu MSZ. Zawsze szef protokołu sprawdza, czy wszystko zostało przygotowane. Tu nie ma miejsca na tłumaczenie, że jakiś młody pracownik zapomniał. Brak flag oceniam jako deklarację ze strony Andrzeja Dudy, który w ten sposób pokazuje całemu światu swój stosunek do naszego członkostwa w UE” – uważa Janusz Sibora.

W tym kontekście przypomniał „słynną” już wypowiedź Dudy, który porównywał UE do 123 lat zaborów. Zdaniem Sibory, prezydent staje w opozycji do rządu, który przynajmniej udaje, iż chce porozumienia z Brukselą. – „Przecież nota z tej wizyty zaraz zostanie sporządzona i wysłana do Berlina. Czy oni myślą, że niemieccy specjaliści od protokołu dyplomatycznego nie zauważą, że zabrakło na sali flag Unii?” – pyta retorycznie Janusz Sibora.

Dr Sibora zauważył jednocześnie, że podczas spotkania Merkel z premierem Mateuszem Morawieckim flaga unijna zawisła obok polskiej i niemieckiej. Dodał, że odkąd nastąpiła zmiana na stanowisku szefa MSZ, do resortu „wróciły” flagi Unii. – „Używają ich podczas spotkań z wysokimi przedstawicielami UE – powiedział dr Sibora.

Magdalena Ogórek – niedoszła gwiazda polskiej lewicy, była kandydatka SLD na prezydenta, a obecnie prezenterka TVP – choć z konsekwencji raczej nie słynie – tym razem postanowiła postąpić inaczej. Jednym słowem, uparła się sądzić z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Zgodnie z zapowiedziami, złożyła akt oskarżenia przeciwko dyrektorowi muzeum prof. Dariuszowi Stoli. Wcześniej w mediach społecznościowych domagała się przeprosin.

Głos w sprawie zabrało biuro prasowe POLIN, oznajmując, że organizatorzy wystawy nie przeproszą Magdaleny Ogórek. Jak wyjaśniono: – „Część naszej wystawy „Obcy w domu. Wokół Marca ’68” stanowią przykłady współczesnego hejtu i mowy nienawiści zbliżone do języka, którym posługiwano się przed 50. laty. Wszystkie teksty są prawdziwe, pochodzą z różnych stron internetowych i mediów społecznościowych. Na wystawie nie publikujemy nazwisk ich autorów” – podkreślono w oficjalnym komunikacie.

Przypomnijmy – tweet Magdaleny Ogórek pojawił się na wystawie muzeum właśnie jako przykład współczesnego antysemityzmu. Powstał, gdy Marek Borowski skrytykował wicepremiera Jarosława Gowina. Magdalena Ogórek postanowiła włączyć się do dyskusji i zasugerowała wówczas na Twitterze, że były marszałek Sejmu zmienił nazwisko, nawiązując do działań ojca marszałka. Dała tym samym do zrozumienia, że nazwisko świadczące o żydowskim pochodzeniu jest czymś, czego należy się wstydzić.

Zamieszczenie jej tweeta na wystawie „Obcy w domu. Wokół Marca’68”, na której zaprezentowano pamiątki sprzed pół wieku i przykłady współczesnego antysemityzmu, była kandydatka na prezydenta oceniła jako „haniebny postępek”. Uważa, że została pomówiona o antysemityzm, i że jest to „kolejny wyraz opresyjnej propagandy politycznej”, czemu daje wyraz używając hasztagu #niewolnokneblowaćpytańostalinizm.

Na łamach „Tygodnika Solidarność” – ponownie używając argumentacji etnicznej – stwierdziła ostatnio, że „jako Polka nie zgadza się na finansowanie z publicznych pieniędzy instytucji, która zamiast budować mosty pomiędzy Polakami i Żydami, tworzy nowe podziały, pomawia i manipuluje faktami”. Sobie – jak widać – nie ma w tej sprawie nic do zarzucenia. A można było w tej sprawie po prostu przyznać się do winy i zamilknąć…

Waldemar Mystkowski na przykładzie 3 tweetów pisze o pisowskiej korupcji.

Aby przekonać się, jak pazerna i zakłamana jest dojna zmiana PiS, wcale nie trzeba przeglądać całego internetu i ślęczeć nad gazetami. Wystarczy zajrzeć na Twittera i przeczytać np. trzy ostatnie tweety Krzysztofa Brejzy. Prawda – posła Platformy Obywatelskiej, ale przede wszystkim jednak osoby operującej konkretami.

A Brejza dłubie w zakłamanej materii pisowskiej i dochodzi tego, co chcieliby ukryć politycy PiS przed nami. Brejza interpelował w sprawie pseudo nagród ministrów i wiceministrów rządu PiS. Chciał wiedzieć, za co konkretnie byli oni „nagradzani” i jak nagrody uzasadniano. I tak – uzasadnień nie było żadnych, zaś nagrody nie było jednorazowe, ale miesięczne i niektórzy z ministrów nie wiedzieli, że je dostali.

A to znaczy, że do jednej pensji ministrowie i wiceministrowie dostawali drugą pensję. Nie jest istotne, jakiej wielkości, lecz wychodzi na to, iż drugie pensje były po pisowsku obligatoryjne, bo im „się należy”. Byli zatrudnieni na jednym etacie, a dostawali dwie pensje – w istocie jakby za dwa etaty. Najprawdopodobniej zostało naruszone prawo, a jeżeli tak – to w całości pieniądze z „nagród” powinny być zwrócone. O tym powinien rozstrzygnąć niezależny sąd.

Kolejny tweet Brejzy dotyczy także nagród, jakie dostali pijarowcy Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, postaci szemrane, bo nikomu nieznani jako fachowcy. Beata Szydło nagrodziła ich 8 pseudo nagrodami w wysokości po 29 tys. zł. Rok temu owa para po odejściu z pracy w Centrum Informacyjnym Rządu od razu założyła spółkę Solvere, która za przeszło milion zł zrealizowała na zlecenie rządowej Polskiej Fundacji Narodowej śmieszną kampanię „Sprawiedliwe sądy”. Pijarowcami zajęło się CBA z powodu podejrzenia złamania ustawy korupcyjnej. Nie przeszkadzało podejrzenie o korupcję, aby Plakwicz i Matczuk powrócili do pracy w rządzie, gdzie mają się zająć wizerunkiem Mateusza Morawieckiego. To są jaja większe niż berety.

Będą się teraz zajmować – jak pisze Brejza – opanowaniem kryzysu „nagrodowego”. Kolejni ludzie w rządzie od zatykania dziur, bo łajba PiS przecieka, nabiera wody. Pijarowcy będą czarne nazywali białym, gdyż na tym polega ich „praca”.

I trzeci tweet, a w zasadzie retweet Brejzy na temat kolejnych pseudo nagród, jakimi obdarzyła szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pracowników Trybunału i to niebagatelną sumą 1,6 mln zł. Za co? Można mniemać, iż za nieróbstwo, bo za jej kadencji TK osiągnął rekordy najgorszości – najmniej w historii odbyło się rozpraw i to z tendencją spadkową – zjazdem na dół po takiej stromiźnie, którą kolokwialnie zwie się lewizną. Nie dziwi to, bo Przyłębska to taki rodzaj orlicy Temidy, której ze względu na jej brak kompetencji nie chciano przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Za to dojna zmiana nagrodziła ją prestiżową funkcją szefowej TK.

To tylko trzy kolejne tweety Brejzy – ostatnie na koncie polityka PO, gdy piszę ten felietonik – pokazujące, jakie PiS oferuje dno. Partia Kaczyńskiego nie spoczywa jednak na laurach, realizuje starą nieuczesaną myśl Stanisława Leca, iż spod pisowskiego dna zapuka kolejna afera PiS na państwowym groszu.

Angela Merkel życzy polskim przyjaciołom

Zwykły wpis

Angela Merkel składa życzenia Polakom z okazji Święta Niepodległości.

Profil jest prowadzony po polsku.

Autor/autorka tak tłumaczy sens jego powstania.

Profil nie jest kontem kanclerz Niemiec, o czym świadczą tweety niezbyt dyplomatyczne.

Niewiele na nim tweetów i obserwujących.

Przebywający na uroczystościach w ojczyźnie Donald Tusk powiedział o patriotyzmie.

– To święto wszystkich Polaków. Święto niepodległości było, jest i będzie świętem wszystkich polaków, a nie jednej partii. Żaden polityk w Polsce nie ma i nie będzie miał monopolu na patriotyzm. Jestem przekonany że to święto można obchodzić z uśmiechem na ustach i radością w sercu, bo naprawdę jest z czego się cieszyć i być dumnym, a bez wrogich okrzyków i zaciśniętych pięści. Też nie mam wątpliwości, to taka nasza historyczna lekcja płynąca z 1918 roku, że kto sieje konflikt wewnętrzny, agresję, nienawiść pomiędzy Polakami, ten tak naprawdę wystawia naszą niepodległość na największe ryzyko. Dlatego przyjechałem po to, żeby powiedzieć wszystkim pozytywnie myślącym rodakom: nie jesteście sami, jest nas bardzo dużo, a wasza osobista, każdej i każdego z was osobista niepodległość jest najlepsza gwarancją niepodległości naszej ojczyzny – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami.