Tag Archives: Andrzej Zoll

PiS to czysta bolszewia. Pilne jest, aby ich odsunąć od władzy

Zwykły wpis

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A Targowiczanie marzą o tym, aby Polskę wyprowadzić z UE. Przedbiegi w tej sprawie czyni już Kornel Morawiecki wielki przyjaciel Rosji”; – „Oczywiście, że Polska Zjednoczona Prawica Rzeczpospolitej nie uzna wyroku konkurencyjnego do PZPR organu władzy sądowniczej. Nie po to wstaliśmy z kolan. Gdzieś mamy Europę, niech żyje Wspólnota Niepodległych Państw”; – „Rzepliński, Strzembosz, Zoll, Sadurski, Gersdorf – vs Kaczyński, Ziobro, Wójcik, Piebiak, Kaleta. Profesorowie, znawcy prawa vs PiSbolszewicy. Wolna Polska vs Moskwa. Wybór należy do Ciebie…” – komentowali internauci.

Sławomir Marek, proboszcz parafii w Stanowicach na Dolnym Śląsku, „słynie” z komentowania na Twitterze bieżących wydarzeń. Postanowił zabrać głos także na temat pogrzebu Kory. Tę piękną i wzruszającą uroczystość tak podsumował: – „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”.

Tego było już za wiele dla ks. Wojciecha Lemańskiego, który na Facebooku napisał: – „Zamilknij, klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili”. Ks. Lemański nawiązał do wyznania Kory, że w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez księdza.

Do wpisu proboszcza ze Stanowic odniósł się także jezuita Grzegorz Kramer. – „Najpierw księża mówią: Kora nie miała nic wspólnego z Kościołem, to nie powinno być katolickiego pogrzebu. Teraz, kiedy on rzeczywiście nie był katolicki, mówi ksiądz: „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”. Czy my naprawdę nigdy nie zrozumiemy, że takim chamskim zachowaniem nikogo do Chrystusa i Kościoła nie przyciągniemy?” – napisał na Twitterze o. Kramer.

I jeszcze jeden głos duchownego katolickiego – księdza Stanisława Walczaka.

Zobacz więcej

„Dziękowałem Bogu za tę kobietę. Kobietę, którą w dzieciństwie kapłan odtrącił od Boga… I potem nie znalazł się inny, który by jej ranę zabliźnił. Na pogrzebie Pani Kory nie raziła mnie nieobecność kapłana. Ksiądz jakoś nawet nie pasowałby do tego wydarzenia. Kościół zaś był obecny w swoich wiernych, szczególnie tych, którzy wyrażali wiarę w spotkanie zmarłej z jej matką, za którą tęskniła. Ludzie przyszli tłumnie, a wielu wierzyło, że śmierć nie może być końcem… A na koniec wspomniana w świeckiej pieśni „Czarna Madonna”, jakoś bardziej tu pasowała niż tradycyjne „Salve Regina”.

Ten moment, kiedy szukasz ucieczki przed lejącym się z nieba żarem, pogrążając się w teoretycznych rozważaniach, i dociera do ciebie, że oto stałeś się klasycznym Freudowskim przypadkiem.

Nienawidzę upału. Marzę o tym, żeby być teraz na archipelagu Svalbard na północ od Norwegii, w połowie drogi na biegun północny. Ale ponieważ utknąłem w domu, mogę tylko włączyć klimatyzację i poczytać… rzecz jasna o trwających falach upałów i globalnym ociepleniu.

A czytać jest o czym. Temperatury powyżej 50 stopni Celsjusza przestały już kogokolwiek dziwić, odkąd regularnie odnotowuje się je w rejonie półksiężyca rozciągającego się od Emiratów Arabskich po południe Iranu, na niektórych obszarach Indii czy w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Teraz okazuje się, że będzie jeszcze gorzej, bo zagrożenie dotyczy już nie tylko obszarów pustynnych. W Wietnamie już teraz z powodu nieznośnego upału wielu rolników śpi w ciągu dnia i pracuje w nocy.

Jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia, najgęściej zaludniony region świata – zamieszkała przez rzesze ludzi równina na północy Chin, między Pekinem a Szanghajem, skąd pochodzi spora część produkowanej w kraju żywności – wkrótce nie będzie się nadawał do zamieszkania. Przyczyną będzie zabójcze połączenie upału i wilgotności, mierzone jako temperatura „mokrego termometru” (WBT). Kiedy WBT sięga 35 stopni Celsjusza, ciało ludzkie nie jest w stanie schłodzić się przez pocenie i nawet zdrowy, siedzący w cieniu człowiek umiera w ciągu sześciu godzin.

A więc co takiego się dzieje? Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, jak ostatecznie niepewny jest nasz byt: wystarczy potężne trzęsienie ziemi, uderzenie wielkiej asteroidy czy śmiertelna fala upałów i już po nas. Jak pisze Gilbert Keith Chesterton, „odbierzcie to, co ponadnaturalne – a zostanie to, co nienaturalne”. Powinniśmy promować tę tezę, tyle że w sensie odwrotnym niż zamierzony przez Chestertona: powinniśmy zaakceptować, że natura jest „nienaturalna”, że stanowi wariacki spektakl warunkowanych wzajemnie aberracji bez wewnętrznego ładu i składu. Jednak dzieje się więcej, o wiele więcej.

Globalne ocieplenie uświadamia nam, że wraz z całą naszą duchową i praktyczną działalnością jesteśmy po prostu jednym z wielu gatunków żyjących na planecie Ziemi. Nasze przetrwanie zależy od pewnych naturalnych parametrów, które automatycznie uznajemy za oczywiste.

Globalne ocieplenie uczy nas, że wolność ludzkości była możliwa tylko w warunkach stabilizacji naturalnych parametrów życia na Ziemi (temperatura, skład powietrza, dostęp do źródeł wody i energii itp.). Człowiek może „robić, co chce” dopóty, dopóki jego obecność pozostaje na tyle marginalna, żeby nie stanowić poważnego zakłócenia tych parametrów. Kiedy nasza wolność rozwoju gatunkowego zaczyna wpływać na świat, przyroda w odpowiedzi tę wolność ogranicza, stając się czymś w rodzaju kategorii społecznej.

Celem nauki i techniki nie jest już jedynie rozumienie i odtworzenie naturalnych procesów, lecz generowanie nowych, zaskakujących form życia; chodzi już nie tylko o dominację nad przyrodą (w jej obecnej postaci), ale stworzenie czegoś nowego, większego, silniejszego niż zwyczajna natura, z nami samymi włącznie. Za przykład może tu posłużyć obsesja na punkcie sztucznej inteligencji, zmierzająca do wytworzenia mózgu potężniejszego niż ludzki. Napędem wysiłku technologicznego jest marzenie o procesie, który nie przynosi żadnych korzyści – procesie, który by sam się wykładniczo replikował i rozwijał.

Pojęcie „drugiej natury” jest dziś zatem aktualne bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, w obu jego podstawowych sensach. Po pierwsze, rozumiane dosłownie, jako sztucznie wygenerowana nowa przyroda: wybryki natury, zdeformowane krowy i drzewa, czy – w bardziej optymistycznej wersji – genetycznie modyfikowane organizmy, dowolnie przez nas „poprawiane” .

W bardziej standardowym zaś ujęciu „druga natura” dotyczy autonomizacji wyników naszego działania: tego, że nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych czynów, z których rodzą się potwory żyjące własnym życiem. Szok i osłupienie wywołuje właśnie owo przerażenie nieprzewidzianymi skutkami naszych własnych działań, a nie moc natury, nad którą nie mamy kontroli.

Spod kontroli wymyka się już nie tylko społeczny proces rozwoju gospodarczego i politycznego, ale nowe formy naturalnych procesów, od katastrofy nuklearnej po globalne ocieplenie i nieprzewidziane konsekwencje inżynierii biogenetycznej. Czy jesteśmy w stanie choćby sobie wyobrazić potencjalne rezultaty eksperymentów nanotechnologicznych: nowe formy życia rozmnażające się jak komórki rakowe?

Wkraczamy zatem w nowy etap, w którym to po prostu sama przyroda „rozpływa się w powietrzu” (cytując Manifest komunistyczny). Konsekwencją naukowych przełomów w biogenetyce jest koniec przyrody. Należałoby zatem na nowo zinterpretować Freudowskie Unbehagen in der Kultur – dyskomfort w kulturze.

Wraz z ostatnimi wydarzeniami ów niepokój przenosi się z kultury na naturę: przyroda nie jest już „naturalna”, przestała być niezawodnym „gęstym” tłem naszego życia. Przypomina raczej kruchy mechanizm, który w każdej chwili może eksplodować, a konsekwencje mogą okazać się katastrofalne.

Rozmyślając nad falami upałów i gubiąc się w meandrach teoretycznych rozważań, w końcu udało mi się zapomnieć o przykrych realiach nieznośnego żaru. Krótko mówiąc, wpadłem w pułapkę tego, co Freud określał mianem fetyszystycznego zaprzeczenia: mam pełną świadomość tego, jak poważne jest zagrożenie, jednak nie mogę traktować go dość poważnie, bo nie wierzę, że naprawdę do niego dojdzie.

Może się niestety okazać, że przebudzenie nadejdzie za późno – w obliczu autentycznej katastrofy. A wtedy uświadomimy sobie, jak śmieszne są konflikty międzypaństwowe czy polityczne rozgrywki pod hasłami America First i Brexitu, podczas gdy cały nasz świat powoli się rozpada, a jedyna nadzieja leży w podjęciu wspólnego, kolosalnego, globalnego wysiłku.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o nadziei dla opozycji.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku, gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.
Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech to będą np. konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: – „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę”.

Kilka dni temu ukazał się w „Krytyce Politycznej” inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS. Nawet nazwał to nowym słowem w polszczyźnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS. Nie żyć w parodii demokracji. Jak Kora „iść z podniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Dyzma Morawiecki powtarza Dołęgę-Mostowicza

Zwykły wpis

>>>

Polska znajduje się na rozstajach dróg w związku ze sporem z UE spowodwanym jej odchodzeniem od zachodniej demokracji i praworządności oraz protestami do jakich dochodzi co tydzień na ulicach – pisze „New York Times” zauważając jednocześnie, że w tym „krytycznym momencie” Jarosław Kaczyński jest długimi okresami nieobecny ze względu na stan zdrowia.

„NYT” określa Kaczyńskiego jako polityka, który „prawdopodobnie zrobił więcej dla ukształtowania Polski niż jakikolwiek inny polityk od czasu wyzwolenia się Polski spod sowieckiej okupacji”. Dodaje, że to prezes PiS „wyznaczył Polsce obecny kurs”. Po czym dodaje, że 69-letni Kaczyński obecnie „nie ma się dobrze” (dosł. is not well).

Jak pisze dziennik od czasu hospitalizacji Kaczyńskiego w maju, z powodu – jak podano – konieczności poddania się przez niego operacji kolana, wciąż pojawiają się pytania o zdrowie prezesa PiS. „Spędził w szpitalu 37 dni, a odkąd z niego wyszedł pojawił się publicznie tylko kilkukrotnie” – podkreśla dziennik.

Jak podkreśla „NYT” przedstawiciele władz starają się rozwiewać wątpliwości dotyczące zdrowia Kaczyńskiego, a sam prezes PiS nazywa „bredniami” sugestie, że wkrótce uda się na polityczną emeryturę. Ale jednocześnie – jak zauważa dziennik – pojawiają się sugestie, że stan zdrowia Kaczyńskiego jest poważniejszy niż przedstawiają to przedstawiciele władz – i przypominają słowa ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który mówił, iż Kaczyński w maju wymagał hospitalizacji, gdyż w innym przypadku pojawiłoby się zagrożenie dla jego życia.

„NYT” pisze też, że temat zdrowia prezesa PiS staje się przedmiotem dyskusji nie tylko w Polsce, ale i w Brukseli.

Dziennik pisze, że kłopoty ze zdrowiem Kaczyńskiego sprawiają, iż pojawiają się pytania, co stanie się, gdy prezes PiS zejdzie ze sceny politycznej i jaki będzie miało to wpływ na jego wielką wizję kraju. I dodaje, że już teraz widać początek walk o władzę wewnętrznych frakcji w PiS-ie.

„Podczas swoich krótkich wystąpień Kaczyński wygląda na osłabionego, opierając się mocno na lasce, którą musi się podpierać” – pisze „NYT”. Dziennik dodaje, że prezes PiS pięć razy w tygodniu przez dwie godziny dziennie poddaje się fizjoterapii i bierze antybiotyki, by pozbyć się „groźnej infekcji”. Gazeta przypomina też, że Kaczyński ma poddać się kolejnej operacji po wyborach samorządowych.

„Pojawiają się spekulacje, że problemy ze zdrowiem odciągnęły Kaczyńskiego od ustalenia list kandydatów w wyborach (samorządowych)” – pisze również „NYT”.

Przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki oraz członkowie komisji z ramienia PiS blokują możliwość przesłuchania b. wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakuba R. – Wszystkie sprawy reprywatyzacyjne, które dotyczą PiS, są zamiatane pod dywan – powiedział Robert Kropiwnicki z PO, członek komisji.

Jabłka zamiast pracy w komisji

– Patryk Jaki nie tylko nie wyjaśnia spraw związanych z bulwersującą reprywatyzacją, która miała miejsce w Warszawie, ale wręcz tuszuje kwestie, które stawiane są na wokandzie komisji – mówił Andrzej Halicki

Zdaniem posłów PO Patryk Jaki, który jest kandydatem na fotel prezydenta Warszawy i przewodniczącym komisji weryfikacyjnej, udziela się na spotkaniach, jeżdżąc po Warszawie. – Rozdaje jabłka i smaży kiełbaski, ale kompletnie nie zajmuje się komisją weryfikacyjną, nie wyjaśnia spraw związanej z reprywatyzacją – tłumaczył Andrzej Halicki z PO.

Świadek niemile widziany

Posłowie opozycji domagają się przesłuchania na komisji Jakuba R., byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami. To właśnie on podejmował najważniejsze decyzje reprywatyzacyjne. Także tę, od której zaczęła się afera reprywatyzacyjna, czyli zwrot wartej miliony działki na placu Defilad.

– Ja wielokrotnie składałem wnioski, żeby przesłuchać Jakuba R., chce tego także sam Jakub R., prokuratura także publicznie mówiła, że nie ma przeciwwskazań do takiego przesłuchania. Niestety, przewodniczący komisji i jej członkowie blokują możliwość tego przesłuchania – mówił w Sejmie Robert Kropiwnicki, poseł PO i członek komisji reprywatyzacyjnej.

Kropiwnicki zaznaczył, że zarówno Jakub R., jak i jego matka Alina D. nadal przebywają w areszcie. – Wszystko wskazuje na to, że jest to areszt wydobywczy, ciągle ten areszt jest przedłużany, ponieważ prokuratura boi się tego, co powie Jakub R. nt. jego związków z panem Wąsikiem, panem Kamińskim, z panem Bejdą, czyli z tymi ludźmi z PiS, którzy mieli do czynienia z reprywatyzacją – tłumaczył Robert Kropiwnicki.

Politycy, których wymienił Robert Kropiwnicki, należą do czołówki działaczy PiS-u. Maciej Wąsik jest obecnie zastępcą koordynatora służb specjalnych, Mariusz Kamiński jest wiceprzewodniczącym PiS i ministrem koordynatorem służb specjalnych. Ernest Bejda to szef CBA.

PiS a reprywatyzacja

– Jak wiemy z pism Jakuba R., pieniądze organizowane przez funkcjonariuszy PiS-u miały iść na zasilanie PiS-owskich kampanii i kont partyjnych. Chcemy to wyjaśnić i tym powinien zajmować się przewodniczący Jaki. Wszystkie sprawy, które dotyczą PiS-u, a mają kontekst reprywatyzacyjny, są zamiatane pod dywan i tuszowane – dodał Kropiwnicki.

Na poparcie tych słów podał przykład adresu Marymoncka 49 i rodziny Świderskich z Bielan.

Posłowie PO zapowiedzieli, że będą dążyć do tego, aby wyjaśnić związki PiS-u z reprywatyzacją. – Jak rodzina radnych PiS-owskich przejmowała majątek miejski, chcemy wyjaśnienia tej sprawy do końca – tłumaczył Kropiwnicki.

Zdaniem Andrzeja Halickiego PiS wyraźnie boi się tematu reprywatyzacji. – Szantażuje i co więcej, próbuje zastraszyć dziennikarzy i tych wszystkich, którzy przypominają związki urzędników z czasów, kiedy PiS rządziło w Warszawie, albo tych urzędników, którzy dzisiaj są ważnymi politykami – powiedział Andrzej Halicki.

„Parafialna Poradnia Życia Rodzinnego we Wrocławiu. Rok 2018. Polska. Serio” – napisała na Facebooku Ula M. Kitlasz i dołączyła tabele dla przyszłych małżonków. A tam zadziwiające w XXI w. zestawienie różnic między seksualnością kobiety i mężczyzny.

Tabelkę podzielono na cechy takie, jak popęd seksualny (u kobiet – niski, u mężczyzn – „nieskończony”), hierarchię potrzeb (u kobiet – sen, jedzenie, seks, u mężczyzn – seks, jedzenie, sen) czy ubiór (u kobiet – bądź pociągająca, u mężczyzn – bądź czysty i atrakcyjny).
W opisie aktu seksualnego czytamy, że kobieta ma “spieszyć się powoli”, a mężczyzna jest “szybki”. Żonę charakteryzuje “wstydliwość”, a mąż “nieustannie walczy z pokusami (onanizm, pornografia, inne kobiety)”.

Kobieta ma “oddawać się z radością mężowi” i “nie odmawiać zbyt często współżycia”. Jej ubiór ma być “pociągający”, a w sypialni ma “pozwolić sobie czasem na śmielsze zachowania i bieliznę”. Powinna też mówić mężowi, “że jest wspaniałym kochankiem”. Nie powinna natomiast pytać znudzona: “Czy możemy się już kochać?”.

O „rozważaniach” osób duchownych na temat kobiet i dorastających dziewcząt w artykule „Czy ksiądz Franciszek Głód ma problem z kobietami?”.

Czas wyjść na ulice. To już nie są przelewki

Zwykły wpis

Dyktaturę czuć. To Kaczyński zmierza w brudnych skarpetach, aby wziąć nas za twarz. Nas: „kanalie”, „mordy zdradzieckie”, „gorszy sort”.

– Dzisiaj przychodzi ten czas, że – podobnie jak w lipcu – te emocje będą silne i właśnie obecność Polaków na ulicach może być tutaj decydująca co do przyszłości tych złych ustaw – mówił Grzegorz Schetyna.

Rozwalanie niezalezności władzy sądowniczej jest wbrew Konstytucji i trójpodziałowi władzy.

– Prezes Gersdorf również dotyczy kwestia przedłużenia do 70 roku roku życia i ona ma do tego prawo. Tutaj wchodzi zagadnienie, że Konstytucja stwierdza że I prezes SN jest wybierany na 6-letnią kadencję. Tu należy odwołać się do wyroku w Strasburgu, który uznał takie skrócenie kadencji urzędującego prezesa SN Węgier za niezgodne z Konstytucją i Węgry musiały płacić odszkodowanie – mówił prof. Andrzej Zoll w  „Kropce nad i” TVN24.