Tag Archives: Andrzej Saramonowicz

Morawieccy – kłamcy, którzy posiadają certyfikat sądów na swoje załganie

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki nie działał w opozycji. Krzysztof Król opublikował w internecie dokumenty. Zestawienie ich z wpisem w Wikipedii szokuje.

Anna Morawiecka przegrała proces w trybie wyborczym. Siostra premiera, która w wyborach samorządowych 2018 kandyduje z list PiS na burmistrza Obornik Śląskich, pozwała radnego PO.

Radny powiatu trzebnickiego z PO Damian Sułkowski zarzucił powiązanemu z PiS staroście przekazanie fundacji Anny Morawieckiej pieniędzy na organizację rodzinnego pikniku bez konkursu.

– To nieetyczne (…), na piknik organizowany pod koniec lipca Morawiecka dostała 1720 zł. Pod stołem i bez żadnego trybu – tłumaczył radny PO.

Kandydatka PiS na burmistrza Obornik Śląskich Anna Morawiecka przegrała proces

Anna Morawiecka pozwała Sułkowskiego w trybie wyborczym. Jako dowód swoich racji siostra premiera Mateusza Morawieckiego przedstawiła w sądzie pismo z którego wynika, że pieniądze, łącznie 1720 zł, które otrzymała od władz powiatu trzebnickiego, przekazano m.in. firmie wypożyczającej sprzęt rekreacyjno-sportowy.

W sądzie I instancji radny PO przegrał.

„Jeden z radnych powiatowych PO zarzucił mi korupcję. Sąd w trybie wyborczym nakazał sprostowanie tych nieprawdziwych słów. Ponownie apeluję. Rozmawiajmy, dyskutujmy, nawet gorąco, ale szanujmy się wzajemnie” – napisała wtedy na Facebooku kandydatka PiS na burmistrza Obornik Śląskich.

Damian Sułkowski odwołał się jednak od postanowienia wrocławskiego sądu okręgowego, zaś w sobotę wygrał w sądzie II instancji. Dla sądu ważny był fakt, że radny PO o sprawę pieniędzy pytał najpierw podczas sesji rady powiatu, zaś miesiąc po pikniku, czyli w sierpniu, zwrócił się do starosty.

Jak zauważył sąd, Sułkowski interweniował w tej sprawie, gdy nie był jeszcze kandydatem na radnego w wyborach samorządowych 2018, zaś Anna Morawiecka oficjalnie nie była zainteresowana fotelem burmistrza Obornik Śląskich. Zostali zarejestrowani odpowiednio 18 (Sułkowski) i 24 września (Morawiecka).

– Wyroki niezawisłych sądów należy szanować – powiedziała siostra premiera o wyroku sądu II instancji, cytowana przez wrocławską „Gazetę Wyborczą”. Dodała, że sprawiedliwości będzie dochodziła „innymi dostępnymi środkami prawnymi”.

@Regran_ed from – Dziś ojkofoby i inne mordy. Więcej: dla 😀😁😂

Ujawniono kolejne kłamstwa PiS. Mateusz Morawiecki nie działał w opozycji w latach osiemdziesiątych….?
Pewnie kret Pis-u….?

Holtei

Odnoszę wrażenie, że totalna opozycja uważa, iż aby uzyskać pomoc z zewnątrz i władzę – trzeba jak najmocniej zniszczyć fundamenty polskości: Kościół w Polsce i polską armię – zaznaczył były szef MON Antoni Macierewicz w cotygodniowym felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i TV Trwam.

Antoni Macierewicz zwrócił uwagę, że głównym przeciwnikiem totalnej opozycji nie jest Prawo i Sprawiedliwość, ale Polska i polskość.

– Trudno inaczej zareagować na ten niesamowity atak, jaki ma miejsce na Kościół w Polsce, duchowieństwo i armię. Dwa filary polskości, dwa główne fundamenty, dzięki którym istniejemy jako państwo i utrzymujemy swoją narodową tożsamość. To, co dzieje się w związku z tzw. filmem, bo nie wiem, czy „film” jest właściwym słowem dla tej propagandowej szmiry „Kler”; to, co dzieje się w związku z Wojskami Obrony Terytorialnej, ale także postponowaniem wszelkich cech charakterystycznych i wartości, jakie niesie ze sobą polskie duchowieństwo i polski żołnierz, nie da się inaczej…

View original post 329 słów więcej

Duda został porwany. Kidnaping

Zwykły wpis

Panie ministrze Kamiński, niech pan sprawdzi, co się stało z prawdziwym Andrzejem Dudą.

Hairwald

Znów powiało wyprowadzeniem przez PiS Polski z Unii Europejskiej. Prezydent Andrzej Duda uznał, że w Leżajsku może sobie pofolgować. I prawie otwartym tekstem podważył sensowność dalszego członkostwa naszego kraju we wspólnocie europejskiej.

View original post 2 252 słowa więcej

Kościół podporządkował sobie państwo. ONR chwalony przez senatora PiS

Zwykły wpis

Senator PiS Jan Żaryn był gościem Polskiego Radia gdzie wypowiedział się m.in. na temat ONR.

ONR ma prawo istnienia tak długo jak jest organizacją legalną. (…) Inwektywy pod adresem ONR nie od dzisiaj towarzyszą tej organizacji. (…) Sens dzisiejszego ONR, czyli wspaniała polska prawica i inteligencja, która wypracowała bardzo ciekawy przed wojną i w czasie wojny program patriotyczny – mówił Żaryn.

Trzaskowski składa do Prokuratora Generalnego wniosek o delegalizację ONR-u: Warszawa musi być wolna od faszyzmu

Święte daty dla Polaków, dla warszawiaków, są bezczeszczone przez ONR-owców. To miało miejsce 11 listopada, potem 1 sierpnia i teraz 15 sierpnia. Miarka się przebrała. Trzeba jasno mówić: to, co jest czarne, jest czarne, to, co jest brunatne, jest brunatne. Warszawa musi być wolna od faszyzmu, wolna od tego typu ludzi, którzy wykrzykują takie hasła. Polska powinna być od tego wolna, bo taką mamy tradycję” – mówił na konferencji prasowej Rafał Trzaskowski. 

Składam wniosek do Prokuratora Generalnego o delegalizację ONR-u, rozwiązanie stowarzyszenia. Ta organizacja po raz kolejny, uporczywie, łamie Kodeks karny. Albo jasno powiemy, że nie ma miejsca na tego typu zachowania, nie ma miejsca w Warszawie i Polsce, albo będziemy, jak niektórzy członkowie rządu PiS, starali się tego typu zachowania usprawiedliwić” – dodawał.

Trzaskowski: Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę

Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę. To jest w tym momencie nieważne. Od samego początku było jasne, że ta kampania jak się zacznie, będzie trwała do samego końca, że nic nie jest przesądzone, że walka będzie bardzo brutalna i że trzeba przez cały czas mocno pracować. Mądrze i mocno. Dopiero teraz zaczyna się kampania” – mówił w Poranku Radia TOK FM Rafał Trzaskowski.

Tak miało być. Najpierw rozmowa, przygotowanie programu, kilkunastu pakietów programowych, dokładne rozpoznanie problemów Warszawy, a potem kampania klasyczna” – dodawał.

Paweł Wroński usiłuje udowodnić, że „zasada skrupulatnego rozdzielenia państwa od Kościoła służy Kościołowi i państwu”. Niestety, Kościół już dawno zauważył, że jeszcze lepiej służy mu zasada podporządkowania państwa Kościołowi.

Duda przyspiesza >>>

Rok temu, przed posiedzeniem Rady Ministrów, miała miejsce dość dziwna sytuacja. Minister Szyszko przekazał ministrowi Błaszczakowi tajemniczą kopertę od pewnej tajemniczej córki leśniczego. Po ujawnieniu nagrania tego wydarzenia przez Polsat, Błaszczak odesłał kopertę, a wszyscy zaczęli zastanawiać się, co w niej było.

Szyszko, pytany o jej zawartość, podziękował Polsatowi za czujność, odwołał się do zamordowanej przez komunistów Danuty Siedzikówny „Inki”, która była córką leśnika i dodał, że jest dumny, iż „zwrócono uwagę na zawód leśnika„. Tak pokrętne wyjaśnienie jeszcze bardziej podkręciło ciekawość i zainteresowanie zawartością listu.

Również ówczesna pani premier odniosła się do sprawy, mówiąc, że „to jest wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć. Nie wiem, jaka była treść tej koperty i jakie to były dokumenty. Na pewno to będzie wyjaśnione”.

Kaczyński odpowiada za zdewastowanie armii, to on skierował do MON Macierewicza

Zwykły wpis

Prezydent Andrzej Duda udał się do Australii w celu podpisania listu intencyjnego na zakup dwóch australijskich fregat Adelaide. Jak wynika jednak z informacji Piotra Zaremby, zakup ten został w ostatniej chwili… zablokowany przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Wielkim zwolennikiem zakupu fregat Adelaide, obok Andrzeja Dudy, jest minister obrony Mariusz Błaszczak. Jak zaznaczał szef MON miałaby to być odpowiedź na teraźniejsze potrzeby polskiej marynarki. Niewykluczone jednak, że wielki sukces będzie mogła odtrąbić opozycja, która chęć kupienia dwóch blisko 30-letnich fregat nazywała „kupowaniem złomu”. Jak donosi Piotr Zaremba, Mateusz Morawiecki zablokował tę inwestycję.

Przeciwnikiem zakupu fregat Adelaide jest także Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marek Gróbarczyk, który uważa, że zahamuje to proces budowania statków dla armii w polskich stoczniach.

Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy – mówi w rozmowie z nami Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, szef kampanii wyborczych Platformy Obywatelskiej. – Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują – dodaje. O wecie prezydenta i zapowiedziach sprzeciwu wobec zmian w ordynacji wyborczej do parlamentu mówi: – Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u

KAMILA TERPIAŁ: 15 sierpnia dobyła się w Warszawie Wielka Defilada Niepodległości: ponad 1000 żołnierzy, 900 rekonstruktorów, około 200 pojazdów, 100 samolotów i śmigłowców. Udana była? Zrobiła na panu wrażenie?

TOMASZ SIEMONIAK: Nie można tego rozpatrywać w oderwaniu od całości, była podsumowaniem trzech lat rządów PiS i prezydenta Andrzeja Dudy w polskim wojsku, a to był fatalny czas. Ta defilada tak naprawdę pokazała to, czego nie ma. Modernizacja armii została zahamowana. Antoni Macierewicz przekonywał, że zastał armię w stanie katastrofy, a okazało się, że wszystko, co podziwiał podczas defilady, było zakupione przez poprzednie ekipy. Na usta ciśnie się pytanie: gdzie jest nowe wyposażenie, które obiecywali rządzący?

Z jednej strony jest duma z polskich żołnierzy, ale z drugiej poczucie, że ostatnie trzy lata były najgorszym czasem. Jedna wielka czarna dziura.

Można było podziwiać nowe samoloty dla VIP-ów.

Za rządów PiS kupiono tylko te samoloty. Wydano na nie 4 miliardy złotych, łamiąc w dodatku procedury przetargowe. Zdumiewające jest to, że ozdobą defilady był przelot samolotów dla VIP-ów. Nie znam takiego drugiego kraju. Poza tym tyle pieniędzy wydano na samoloty dla władzy, podczas gdy w wojsku brakuje mundurów i wyposażenia, poleruje się na nowo stalowe hełmy z czasów Układu Warszawskiego. Taki jest prawdziwy obraz.

Polska armia doczeka się śmigłowców? Na czym stanęła sprawa po rezygnacji z Caracali?

Na niczym. Nowy minister próbuje tłumaczyć, że inne rzeczy też są potrzebne…

Sądzę, że zakup śmigłowców odłożono na święte nigdy”.

A tymczasem wszyscy wojskowi zwracają uwagę, że jest to podstawowa rzecz, bo w XXI wieku wojsko niemobilne nie funkcjonuje. To powinien być fundament działania. Na przełomie 2011/2012 roku, kiedy przyjmowano trzy główne priorytety rozwoju sił zbrojnych, w tym zakup śmigłowców, nikt tego nie kwestionował. Teraz mamy tylko mgliste zapowiedzi, z których nic nie wynika.

Kogo się anektuje i zajmuje? Słabego. A my dziś robimy wszystko, aby być słabym – tak mówił w rozmowie z wiadomo.co gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Mało optymistyczne słowa…

Niestety, zgadzam się z tą opinią. W podobnym duchu wypowiadał się niedawno dowódca sztabu generalnego Mieczysław Gocuł. Oni pracowali także za czasów PiS-u i mówią wprost: zdolności obronne Polski są niższe niż w 2015 roku.

Jakiekolwiek są intencje polityków PiS-u, to efekt jest właśnie taki, że Polska staje się coraz słabsza. To martwi naszych przyjaciół, ale cieszy wrogów.

Prezydent chce, żeby wydatki na obronność zostały zwiększone. W takim razie po co?

To są tylko puste słowa i oszukiwanie opinii publicznej. W 2018 roku lekką ręką zabrano z budżetu MON 400 milionów złotych dla MSWiA i ponad 100 milionów na śmigłowce dla Ministerstwa Zdrowia. Ile trzeba mieć bezczelności, aby mówić o tym, że trzeba wydawać więcej na wojsko, skoro nawet w tym roku świadomie nie wydano tyle, ile trzeba. Przecież prezydent podpisał ten budżet.

Antoni Macierewicz podobno dostał nowe zadanie i będzie oceniał stan polskiej armii. Nie brzmi to absurdalnie?

Widać, że Antoni Macierewicz wraca do łask, prezes pojawił się nawet na jego urodzinach. W tym miejscu

warto powiedzieć wyraźnie – za katastrofę wojska polskiego odpowiada Jarosław Kaczyński. To on skierował do MON Antoniego Macierewicza, przyzwalał na haniebne działania, mówił absurdalne rzeczy, że były szef MON walczył z układem generalsko-pułkownikowskim”.

Przecież każde wojsko ma generałów i pułkowników, czyli według prezesa Antoni Macierewicz po prostu walczył z wojskiem. Niestety, jestem pełen obaw co do przyszłości. Mariusz Błaszczak przez swoją nieporadność nie potrafi niszczyć wojska tak szybko, jak Antoni Macierewicz. A taki, jak widać, jest zdumiewający i absurdalny cel Jarosława Kaczyńskiego. Powtórzę raz jeszcze – to on ponosi pełną odpowiedzialność za stan armii.

Politycy PO dostali w ogóle zaproszenie na defiladę?

Z tego, co wiem, przewodniczący klubu parlamentarnego otrzymał takie zaproszenie.

A pan jako były minister obrony narodowej?

Nie. Ale nie miałem takiego oczekiwania i nie mam pretensji. Fatalne w tym wszystkim jest to, że nie szanuje się poprzedników. Antoni Macierewicz pokazywał to od pierwszych godzin urzędowania, chociażby wyrzucając zdjęcia byłych ministrów obrony narodowej. Jak byłem ministrem, nadałem salom na ulicy Klonowej imiona Jerzego Szmajdzińskiego i Aleksandra Szczygły, także dlatego, aby pokazać, że trzeba szanować ciągłość. Antoni Macierewicz z taką praktyką zerwał.

Nie ma dzisiaj przestrzeni do wspólnego świętowania. Nie chciałbym nawet stać przy ludziach, którzy robią dla wojska tyle złego.

„Nie jest to dobra zmiana w systemie prawnym i demokratycznym” – mówił prezydent, uzasadniając swoją decyzję o zawetowaniu zmian w ordynacji wyborczej do PE. Andrzej Duda nagle zmienił front i zaczął troszczyć się o demokrację?

Głosowaliśmy przeciwko tym zmianom, od początku przekonywaliśmy, że są złe. Większych emocji jednak ta decyzja nie budzi, bo Andrzej Duda od trzech lat działa w interesie PiS i tak jest również w tym przypadku. Zorientowali się, że rachunek korzyści i strat jest na rzecz strat, że zjednoczenie opozycji, wymuszone tymi zmianami w ordynacji, może obrócić się przeciwko PiS-owi.

Prezydent, który stroi się w piórka obrońcy praworządności i demokracji? Pozostawię to bez komentarza. Wetować trzeba było ustawy sądowe. To weto postrzegam tylko jako taktyczne działanie, także wewnątrz partii rządzącej. Buldogi zagryzają się pod dywanem.

Poza tym mówi się otwarcie o tym, że wielu czołowych polityków PiS, na przykład Marek Kuchciński czy Beata Szydło, zamierzają wyjechać do Brukseli, co może świadczyć też o tym, że nie wierzą w sukcesy PiS-u. Kandydowanie urzędującego marszałka Sejmu czy wicepremier jest działaniem bez precedensu.

Podobno Andrzej Duda zapowiedział, że będzie sprzeciwiał się także ewentualnym zmianom w ordynacji wyborczej do parlamentu. Nie wierzy pan też w takie zapowiedzi?

Nie można poważnie traktować żadnych zapowiedzi prezydenta. Zrobi tylko to, co będzie w interesie PiS-u. Takie gadanie nic nie kosztuje. Pamiętajmy, że

najważniejszą rzeczą dla Andrzeja Dudy jest reelekcja w 2020 roku, a do wyborów może stanąć tylko jako kandydat PiS-u, bo tylko stąd może mieć pieniądze na kampanię. To wszystko jest gra pozorów, nie ma to większego politycznego znaczenia.

Premier ogłosił datę wyborów samorządowych: 21 października i 4 listopada. Ryszard Petru twierdzi, że to termin korzystny dla PiS. Pan też tak myśli?

Nie. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, aby się zmobilizować i wygrać te wybory. Termin ma drugorzędne znaczenie.

Co to znaczy zrobić wszystko, aby się zmobilizować?

Przekonać ludzi do siebie, pokazać dobrych kandydatów i siłę Koalicji Obywatelskiej.

To są najważniejsze wybory samorządowe w historii Polski, które przesądzą o tym, czy będzie wolny samorząd, czy centralizacja PiS-owskiej władzy.

Poza tym otwierają cały cykl wyborczy i ich wynik będzie bardzo istotnym wskazaniem do następnych kampanii. Dlatego potrzebna jest pełna mobilizacja, nie możemy odpuścić.

Kampania wyborcza już oficjalnie ruszyła. To będzie bardzo brutalna walka?

Mam nadzieję, że nie, ale niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że czekają nas najbardziej brutalne kampanie w historii. Mamy do czynienia z władzą, która nie chce wyhamować, atakuje swoich przeciwników albo domniemanych przeciwników politycznych, pozbawia ich godności.

Ostatnim przykładem jest chociażby sprawa Ewy Gawor, pracującej w warszawskim ratuszu jeszcze za czasów Lecha Kaczyńskiego. Wystarczyło, że zrobiła coś nie po myśli władzy i jest brutalnie atakowana.

le liczę na to, że obywatele będą w stanie wybrać kandydatów, którzy zachowują się przyzwoicie i chcą dbać o interesy lokalnych społeczności. Takich kandydatów prezentuje Koalicja Obywatelska.

W którym mieście najtrudniej było znaleźć wspólnego kandydata?

Każde miasto jest inne. Bardzo się cieszę, że praktycznie wszędzie udało się wskazać wspólnego kandydata. Rozmowy trwają jeszcze tylko w kilku miastach. Do tej pory nie było żadnego wyścigu, chodziło o to, aby dojrzeć do najlepszych rozwiązań.

Praca nad kandydatami trwa prawie od roku i uważam, że warianty, które przyjęliśmy, są optymalne, czyli dające największą pewność na wygraną z kandydatem PiS-u. Im więcej środowisk nasi kandydaci łączą, tym lepiej.

W Warszawie ostateczny bój rozegra się w drugiej turze?

Trudno wyrokować. Myślę, że to będzie bardzo trudna walka, bo widać, że PiS zamierza w Warszawie użyć wszelkich możliwych sił. Druga tura jest możliwa, ale jestem przekonany, że zwycięzcą będzie Rafał Trzaskowski.

Zmiana ordynacji wyborczej może utrudnić przeprowadzenie wyborów samorządowych albo umożliwić PiS-owi manipulowanie przy procesie wyborczym?

Zmiany były złe, mówi o tym wyraźnie także PKW. Przewodniczący komisji ostrzega publicznie, że te wybory będą najtrudniejsze do przeprowadzenia, a to musi budzić niepokój. My też staramy się działać, wspieramy na przykład ruch Wolontariusze Wolnych Wyborów, tak aby dbać na każdym poziomie o rzetelność i uczciwość wyborów. PiS od początku nie przejmował się ostrzeżeniami, a jak się działa w zaślepieniu własnego interesu, to zawsze kończy się chaosem. Jesteśmy ofiarami obsesji, ale to może wpłynąć na przebieg wyborów i zagrozić prawidłowości procesu wyborczego.

PiS nie lubi oskarżeń o niedemokratyczne praktyki, a majstrując przy ordynacjach pokazuje, że chce działać na własną korzyść.

Wszystko wskazuje na to, że Robert Biedroń planuje powołanie nowej inicjatywy politycznej. To może zaszkodzić próbie jednoczenia opozycji?

W wyborach parlamentarnych powinniśmy wystawić jedną listę wyborczą. Na razie nie mam jasności co do tej inicjatywy, bo wypowiedzi Roberta Biedronia nie są precyzyjne. Liczę na to, że w poczuciu odpowiedzialności za Polskę Robert Biedroń, ale także inne osoby znajdą się pod jednym dachem z tymi, którzy chcą odsunąć PiS od władzy. To nie będzie proste zadanie, jego realizacji nie powinniśmy jeszcze osłabiać podziałami, kłótniami czy uszczypliwościami.

Wierzę, że Koalicja Obywatelska będzie jak rosnąca kula śniegowa, przyciągająca tak wartościowe osoby, jak Robert Biedroń, przy pełnym poszanowaniu ich podmiotowości, tożsamości i poglądów.

Chodzi o Polskę, odsunięcie PiS-u od władzy, powrót na drogę demokracji i praworządności, a nie o własne interesy.

Czyli PO będzie chciała rozmawiać z Robertem Biedroniem przed wyborami parlamentarnymi?

Nie chcę mówić o szczegółach, ale zwracam uwagę na ważną zasadę. Oczywiście nie podoba mi się to, że źle mówi o PO. Zbudował sobie dobrą pozycję w polityce dzięki pozytywności, pokazywał, że można z uśmiechem realizować pewne wartości. Nie będę się rewanżował i go krytykował. Do pewnych działań po prostu trzeba dojrzeć.

Wierzę, że wszyscy ważni politycy opozycji mają jeden cel – odzyskać Polskę i demokrację.

O Platformie źle, a nawet jeszcze gorzej, mówi szef SLD Włodzimierz Czarzasty. Jak to wróży na przyszłość?

Jak wyżej. Lepiej spuścić zasłonę milczenia. Lider partii politycznej nie powinien ulegać takim emocjom. Rozmawiam z wieloma członkami i sympatykami SLD i oni są za współpracą z PO, a w wielu miastach nawet współpracują. Nie namówi mnie pani na uszczypliwości w jego stronę.

Nie milkną echa – jak to określi poseł PO Krzysztof Brejza – najdroższej imprezy w historii polskiego parlamentaryzmu. Chodzi o z organizację obrad Zgromadzenia Narodowego w dniu 13 lipca 2018 r. z okazji 550–lecia Parlamentaryzmu Rzeczpospolitej. Opozycja skrytykowała niezwykle wysoką – jej zdaniem –  cenę za wynajem namiotu.

Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza zwrócił się do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o wyjaśnienia w tej sprawie. Pytał się także o to, dlaczego Zgromadzenie Narodowe ma zebrać się na dziedzińcu Zamku Królewskiego, a nie w Sejmie.

Kancelaria Sejmu odpowiadając na pytania posła oświadczyła:

„Ze względu na temat orędzia prezydenta i doniosłą 550-rocznicę Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej najtrafniejszym miejscem obrad Zgromadzenia Narodowego był Zamek Królewski w Warszawie” Ponadto Kancelaria wyjaśniła, że umowa obejmowała nie tylko udostępnienie namiotu, ale także „realizację całego szeregu usług związanych z organizacją obrad Zgromadzenia Narodowego”.

Wskazała na konieczność zapewnienia odpowiedniej liczy mebli i przygotowanie niezbędnej infrastruktury, a w tym zapewnienie sieci komputerowej, ekranów i monitorów, nagłośnienia i oświetlenia, przygotowanie odpowiednich stanowisk dla obsługi prasowej oraz dla usługi tłumaczeń, a także, jak czytamy w piśmie kancelarii: „wyposażenie pomieszczeń wynajmowanych na Zamku Królewskim, niezbędnych dla przeprowadzenia obrad”.

Tłumaczenie nie usatysfakcjonowało pana posła. „Składowe najdroższej w historii parlamentaryzmu imprezy: klimatyzacja; transport foteli, krzeseł, mównic; nagłośnienie, oświetlenie, czyli »cały szereg usług« programu” – napisał na Twitterze.

Jak pisze Onet.pl umowa została zawarta z Fundacją Ogrody Muzyczne, która na dziedzińcu Zamku Królewskiego organizuje w takim właśnie namiocie Festiwal Ogrody Muzyczne.

Dyrektor festiwalu Ryszard Kubiak wyjaśniał na początku lipca, że umowa z Kancelarią Sejmu nie dotyczyła wynajmu obiektu, lecz przygotowania Zgromadzenia Narodowego.  „Wymaga to kompleksowych zmian w namiocie. Jego przearanżowania będzie dokonywać kilka firm w ciągu pięciu dni. Przygotujemy też sale zamkowe dla gości i prasy. Zajmujemy się całą obsługą logistyczną Zgromadzenia Narodowego, które będzie wielkim przedsięwzięciem na niemal tysiąc osób” – tłumaczył w lipcu Kubiak.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

„Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.”

Andrzej Duda w sezonie ogórkowym niektórym podnosi ciśnienie. Generał amerykański Richard J. Hayes przy dekorowaniu Krzyżem Komandorskim musiał wysłuchać nowej wersji ustaleń IPN bądź doradców Dudy. Wg Dudy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski przybyli do Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, co się nie zgadza z podręcznikami.

Możliwe, że nad nową wersją historii USA już pracują w IPN, dali radę z powstaniem „Solidarności”, w której ważniejszym jest Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, tym bardziej poradzą sobie z historią Jankesów. Ile podskoczyło ciśnienie gen. Hayesowi, nie wiem, bo nie było przy nim nikogo z ciśnieniomierzem, gdy swoje bzdury ex cathedra wygłaszał Duda.

Wszystkim Polakom może podskoczyć ciśnienie, gdy Duda sprowadzi aż 3 wraki z Australii. Nie będą to tupolewy, lecz adelaidy, nie będzie to wrak ze Smoleńska, lecz z antypodów. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

Wrak to wrak i aż trzy, a nie jeden obiecany. I mówią, że politycy PiS nie wywiązują się z obietnic – wywiązują po trzykroć. Jak św. Piotr, który się trzykrotnie zaparł.

Dudzie podskoczyło ciśnienie, gdy ogłosił weto ustawy dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Duda wydziwiał miny na swej twarzy, jakby zrobił na złość choremu Kaczyńskiemu. Ale ta ustawa spełniła swoje zadanie, ustanawiała próg wyborczy na poziomie 16 proc. Czyli postraszyła Rydzyka i Macierewicza by nie myśleli o nowej partii na prawo od PiS. Chory prezes dogadał się z chorym Macierewiczem, że ten zrezygnuje, a w nagrodę przeprowadzi inspekcję Wojska Polskiego, ponadto dostał od Błaszczaka święto Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zresztą ordynacja i tak by przepadła, gdyż wyniki wyborcze do Parlamentu Europejskiego nie zostałyby uznane przez Brukselę, ordynacja jest napisana wbrew prawu europejskiemu.

Przy tej okazji wyszło szydło z PiS, iż pracują nad zdecydowanie ważniejszą dla polityki krajowej ordynacją do Sejmu. I tę Duda podpisze, bo jest tylko wtedy odważny, gdy prezes pozwala mu na odwagę. Śmiać się chce, gdy czytam u tzw. dziennikarzy symetrystów, iż weto nie było ustawką. Oto cytat z jednego takich żurnalistów (nie podaję nazwiska, gdyż dialektyka ich jest zawsze tak samo pokrętna): „Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.” Jeszcze inny dziennikarz orzekł, iż Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew.

Jak pogodzić: pomaga i robi wbrew? Nie wiem, ale symetryści potrafią. Duda w ten czas ogórkowy sam w sobie jest newsem. Taki z niego ogórek. Cieszyć się należy, że w walce o prezydenturę nie wygrała z nim kandydatka SLD Magdalena Ogórek, bo jak nazywalibyśmy sezon ogórkowy? Sezon na dudki?

PiS zrobił z Polski pariasa Europy

Zwykły wpis

Prof. Jerzy Zajadło o trzech latach „dobrej zmiany”. Z grubsza 27:1.

Kurewstwo jakie prezentuje towarzysz Sekretarz KC PZPR Marek Król (obecnie publicysta „Sieci” i ekspert TVP info) przekracza wszelkie granice. To moralne dno!!!

Rosyjska partia w Polsce czyli PiS wykonała swoją robotę. Die Welt: Europa Środkowa zagraża jedności UE.

Polacy, Czesi i Węgrzy tęsknili długo za zjednoczoną Europą. Wyrazicielami tej tęsknoty byli pisarze i artyści. Teraz Europa Środkowa stała się bastionem nieliberalnej demokracji zagrażającym europejskim wartościom

Autor eseju „Europa Środkowa jest martwa” Wolf Lepenies rozpoczyna swój wywód od przypomnienia, że tęsknota za zjednoczoną Europą była w okresie powojennym szczególnie silna wśród pisarzy, artystów i naukowców w Europie Środkowej i że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w „przełomach roku cudów” – roku 1989. To dzięki nim proces jednoczenia Europy przebiegał w atmosferze „pasji i patosu” i oparty był na świadomości wspólnych wartości.

„Dziś Europa Środkowa stanowi zagrożenie dla jedności Unii i jej konsensusu wartości” – stwierdza Lepiens.

„W UE powstało jądro ‚nieliberalnych demokracji’ z Węgrem Viktorem Orbanem i Polakiem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Za swoich wrogów uznali artystów i naukowców, którzy czują się związani nie z ideologią narodową, lecz z ideałami uniwersalistycznymi” – tłumaczy autor. Do Europy powróciło „widmo agresywnego nacjonalizmu”.

„Antysemityzm i ksenofobia rosły w siłę, rozpoczęły się etniczne czystki, a potem wydarzyło się coś, w co trudno uwierzyć: na Bałkanach wybuchła nowa europejska wojna, a Sarajewo stało się ponownie symbolem śmierci i zniszczenia” – czytamy w „Die Welt”.

„Rozszerzenie UE na Europę Środkową i Wschodnią, do którego doszło w 2004 roku, wydawało się być najlepszą strategią zapobieżenia powrotowi wojennych konfliktów” – pisze Lepiens.

Początek końca UE?

„Dziś może się wydawać, że data ta wyznacza początek końca Unii Europejskiej. Tak zwane Kraje Wyszehradzkie ignorują w agresywny sposób reguły i prawa UE, chociaż przedtem je zaakceptowały. I nie chodzi tutaj tylko o odmowę pomocy w rozwiązaniu kryzysu uchodźczego. Chodzi o długofalowe zabezpieczenie władzy ‚alla turca’ poprzez zmiany systemu prawnego i ustroju politycznego, a także ujednolicenie (zglajchszaltowanie) kultury” – kontynuuje niemiecki dziennikarz.

Lepiens zwraca uwagę, że na Węgrzech i w Polsce toczy się obecnie „walka o kulturę”, co jest jego zdaniem tym bardziej bolesne, że to właśnie ludzie kultury odegrali kluczową rolę przy rozszerzeniu UE na Wschód.

Węgry Orbana stanowią awangardę w tym konflikcie, jednak sytuacja w innych krajach: Polsce, Czechach, Bułgarii czy Rumunii „wcale nie jest lepsza”. Intelektualne elity, które „pomogły krajom środkowoeuropejskim odzyskać narodową tożsamość w wolności”, uważane są teraz za wrogów państwa – konstatuje autor.

Liepiens opisuje ze szczegółami sytuację artystów węgierskich poddawanych presji, poświęca dużo miejsca działaniom węgierskich władz przeciwko Uniwersytetowi Środkowoeuropejskiemu CEU George’a Sorosa.

Niech Bruksela wspiera demokratyczne enklawy

Lepiens apeluje do UE, by bardziej skutecznie wspierała „demokratyczne enklawy” w Europie Środkowej i Wschodniej. Jego zdaniem Bruksela posiada odpowiednie instrumenty dysponując sporymi środkami finansowymi na wspieranie badań naukowych.

Obecnie środki te są kierowane na szczebel narodowy, gdzie następnie są rozdzielane pomiędzy poszczególne instytucje. W krajach Europy Środkowej i Wschodniej pieniądze otrzymują tylko te instytucje, które deklarują polityczną lojalność – twierdzi niemiecki dziennikarz.

Jego zdaniem tę sytuację można zmienić. Lepiens proponuje, by na polecenie UE znani naukowcy decydowali nie tylko, jak ma to miejsce teraz, o wsparciu dla poszczególnych naukowców, lecz także o tym, które instytucje otrzymają środki zapewniające im podstawową egzystencję. W tych sprawach nie ma narodowego weta – wtrąca autor.

Taktyka partyzancka

Wraz z zaostrzającą się w Europie Środkowej i Wschodniej walką o kulturę, coraz pilniejsze staje się podjęcie przez instytucje unijne wysiłków w celu „obrony wolności sztuki i nauki przed nieliberalnymi reżymami”.

„Nadszedł czas na zastosowanie przez Brukselę taktyki partyzanckiej. Wsparcie możliwie wielu ‚demokratycznych enklaw’ na miejscu, może doprowadzić do skutecznego oporu przeciwko nieliberalnym reżymom” – pisze w konkluzji Lepiens w „Die Welt”.

Działaczka Obywateli RP, Krystyna Malinowska, która procesowała się z prezesem PiS o naruszenie dóbr osobistych, cały czas pozostaje aktywna. Chce pokazać innym „jak egzekwować swoje prawa”.

Krystyna Malinowska, bydgoszczanka, matka i babcia wytoczyła w 2015 roku proces Jarosławowi Kaczyńskiemu za użycie sformułowania „gorszy sort”. Jak mówiła: walczy z państwem PiS o zachowanie demokratycznych wartości w Polsce.

 – Kiedy pan Jarosław Kaczyński zaczął nas tak wyzywać, poczułam się źle. Pomyślałam sobie: kurcze, w czym jestem aż taka gorsza, żeby mnie tak nazywać – tłumaczyła w rozmowie z reporterką TOK FM.

Przypomnijmy, że prezes PiS nazwał „gorszym sortem” Polaków, którzy protestowali przeciwko rządom jego partii: „Ten nawyk donoszenia na Polskę za granicę. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. I to jest właśnie nawiązywanie do tego. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony”

Krystyna Malinowska, która już wtedy działała w Obywatelach RP i brała udział w kontrmiesięcznicach smoleńskich, poczuła się osobiście urażona wypowiedzią Kaczyńśkiego.

Sąd pierwszej instancji sprawę oddalił w kwietniu 2018 roku, ale Malinowska złożyła apelację.

Zawiadomienie do prokuratury na… samą siebie

To nie był koniec jej obywatelskiej aktywności. Kobieta złożyła bowiem też zawiadomienie do prokuratury na samą siebie, po tym, kiedy nakleiła na biurze posła Krzysztofa Czabańskiego kartki z napisem „PZPR”.

Uważała, że w ten sposób walczy o obywatelskość.

Teraz jeździ po regionie z grupą Obywateli RP, by budzić świadomość obywatelską wśród Polaków. – Żeby wiedzieli, jak mogą egzekwować swoje prawa – wyjaśniała działaczka.

Działaczką Obywateli RP pani Krystyna jest od grydnia 2015 roku, kiedy to została wyrzucona z bydgoskiego oddziały KOD. Niedługo po tym zaczęła działać razem z Pawłem Kasprzakiem.

„Będziemy się bacznie przyglądać, jakie hasła będą tam propagowane, będziemy nagrywać i będzie jeszcze więcej osób z urzędu, niż było do tej pory, ponieważ nie możemy pozwolić sobie na bagatelizowanie i hołubienie tych haseł, niedomówień i tłumaczeń, że „nie o to chodziło”. Nie będę patrzyła bezradnie, na tolerowanie haseł i emblematów faszystowskich” – zapowiedziała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Z okazji święta Wojska Polskiego i 98. rocznicy Bitwy Warszawskiej zgłoszonych zostało siedem zgromadzeń, przy czym jedno jest zgromadzeniem środowisk ONR.

Prezydent Warszawy przypomniała, że od dwóch lat domaga się zdelegalizowania ONR. Powiedziała, że na razie otrzymuje tylko pisma od Zbigniewa Ziobry z – jak to określiła – różnymi zapewnieniami. – „Kandydat na prezydenta Warszawy, Patryk Jaki, powiedział, że oczywiście, że się tym zajmie. Nikt się do tej pory nie zajął. To jest gra pozorów. To jest popieranie tego typu organizacji” – powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Odniosła się także do ataku pisowskich polityków i dziennikarzy na szefową stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Ewę Gawor. O tym w artykule „Okładanie komunizmem. Według TVP byli komuniści dzielą się na swoich i złych”. Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że Gawor od 23 lat pracuje w warszawskim Ratuszu. – „Pracowała również za prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Była naczelnikiem. Pamiętajmy, że prezydent Lech Kaczyński zwolnił tysiąc osób. Widocznie miał też zaufanie do pani Ewy Gawor” – stwierdziła prezydent Warszawy.

Mariusz Błaszczak, który w cywilizowanym kraju za porównanie Marszu Równości z „paradą sodomitów” przestałby istnieć w polityce, w najlepsze sprawuje funkcję ministra obrony narodowej. W związku z tym postanowił zaakcentować po raz kolejny swoją obecność, ustanawiając… nowe święto.

W ślad za swoim poprzednikiem, czyli Antonim Macierewiczem, szczególnie honoruje Wojska Obrony Terytorialnej. Będą one miały więc własne święto, bo – jak rozumiemy – święto Wojsko Polskiego to za mało. – „Podjąłem decyzję o ustanowieniu dnia 27 września świętem Wojsk Obrony Terytorialnej” – obwieścił wszem i wobec Błaszczak.

Internauci sarkastycznie komentują najnowszy pomysł Błaszczaka. – „Dawniej była milicja obywatelska i jej rezerwa ORMO, ale ORMO święta swojego nie miało. Panie Błaszczak, może by pan tak ustanowił na dzień zakończenia Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy 2018 święto polskich lekkoatletów. Bardziej na to zasłużyli niż paramilitarna organizacja stworzona na potrzeby jednej słusznej partii”;

„Czyżby data święta WOT związana była z rocznicą ślubu Błaszczaka lub pierwszego weekendowego szkolenia żołnierzy tej formacji? A może jest to dzień urodzin Misiewicza?”; – „Prawie jak w „Seksmisji” Machulskiego: Jej Ekscelencja ustanowiła nowe święto! Ale film Machulskiego jest komedią, a tu mamy rzeczywistość…”.

Waldemar Mystkowski pisze o defiladzie.

W przeddzień Święta Wojska Polskiego Komisja Europejska przeszła do kolejnego postępowania przeciwko naruszeniu praworządności przez Polskę. Władze PiS dostały miesiąc na podjęcie „niezbędnych środków w celu zastosowania się do uzasadnionej opinii”. A ta opinia brzmi w komunikacie KE: – „Komisja Europejska podtrzymuje stanowisko, że polska ustawa o Sądzie Najwyższym jest niezgodna z prawem UE, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziowskiej, w tym nieusuwalność sędziów, a tym samym Polska nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z artykułem 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej”. Po stronie PiS cisza, są zajęci oswajaniem się z kompromitacją, której nam Polakom przysparzają i bałaganem codziennie przez nich powiększanym.

Mariusz Błaszczak przebił się na czołówki najznamienitszych dzienników i portali. „Washington Post” zauważa, iż Błaszczak, nazywając sodomitami uczestników Parady Równości w Poznaniu, używa mowy nienawiści: – „Narażenie na mowę nienawiści płynącą od rządzących jest katastrofą: czyni nienawiść normatywną”.

Do normy wyzwisk się przyzwyczailiśmy, choć nie jesteśmy psychicznymi masochistami. Inni nie mogą pojąć plugastwa, które jest normą w ustach Błaszczaka, Brudzińskiego czy też Kaczyńskiego. Nie wspominając o pomniejszych, ci są bowiem echem tuzów partyjnych, jak Pawłowicz, Czarnecki czy Tarczyński.

Defilada w rocznicę zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej 1920 roku będzie największą tego typu imprezą po 1989 roku, ale faktycznie najsmutniejszą. Potrzebna jest do celebry pisowskich politycznych Szwejków, którym „polityka narodowej dumy służy wyłączeniu racjonalnego myślenia, a odgłos paradnego kroku i grzechot gąsienic mają zagłuszyć rzeczywistość po trzech latach rządów PiS” (Paweł Wroński).

Przez 3 lata rządów jedyny nowy sprzęt do obrony ojczyzny to zakup samolotów Gulfstream i Boeing – dla VIP-ów. Mizeria jest taka, iż nie starcza na buty dla żołnierzy, a z magazynów wyciągnięto stare stalowe hełmy.

No, ale nie dziwmy się, państwowy gigant Polska Grupa Zbrojeniowa znalazła się w trudnej sytuacji z powodu gwałtownego wzrostu zatrudnienia, bo wśród nowych menedżerów są krewni i znajomi polityków PiS. Na pensje przeznaczono 1,08 mld złotych, czyli o ponad 120 mln złotych więcej niż rok wcześniej. Dojenie w spółkach państwowych idzie na całego.

Bizantyjska defilada w dniu Święta Wojska Polskiego nie przysłoni prawdziwego obrazu polskiej armii. Nie ma śmigłowców dla wojska, flota nie istnieje, a obronny holding PZG jest na skraju upadku. Błaszczak zajmuje się sodomitami, nie mając pojęcia, co to słowo znaczy. Na powrót zaś szykuje się Antoni Macierewicz, bodaj największy szkodnik w historii polskiej obronności, który może zechcieć Wojsko Polskie w całości posłać do demobilu, aby jego miejsce zajęły osławione Wojska Obrony Terytorialnej, które mogą być li tylko mięsem armatnim w razie wojny hybrydowej.

Podczas defilady zobaczymy hybrydowe możliwości polskiej obronności, nienowoczesną armię Szwejków, którzy z zazdrością będą patrzeć na nowe samoloty VIP-ów.

Macierewicz wraca, aby dokończyć zniszczenia polskiej armii

Zwykły wpis

Jarosław Kaczyński powierzył Antoniemu Macierewiczowi przygotowanie raportu o stanie armii – informuje „Wprost”.

Były szef MON – jak wynika z informacji „Wprost” – od lipca zaczął regularnie odwiedzać Kaczyńskiego w jego domu na Żoliborzu.

O ociepleniu relacji między Macierewiczem a Kaczyńskim świadczyło też wystąpienie prezesa PiS na uroczystych obchodach 70. urodzin Macierewicza organizowanych przez środowisko „Gazety Polskiej”.

– Antoni jeszcze bardzo wiele dla Polski zdziała – mówił wówczas prezes PiS.

” Widać było, że wzajemne relacje obu polityków, między którymi jeszcze do niedawna nie było chemii, wyraźnie się poprawiły” czytamy we „Wprost”.

Z informacji dziennikarzy tygodnika wynika, że dowodem na ocieplenie tych relacji jest specjalne zadanie powierzone przez prezesa PiS byłemu szefowi MON – ma on dokonać kompleksowej oceny obecnego stanu polskiej armii.

Macierewicz stał na czele resortu obrony narodowej od końca 2015 roku do stycznia 2018 roku.

To już kolejna – po przejęciu przez „dobrą zmianę” stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie – nieudana aukcja koni arabskich. Tym razem udało się sprzedać tylko sześć koni za 501 tysięcy euro. Wystarczy porównać to z wynikiem sprzed trzech lat, kiedy dochód z aukcji wyniósł niemal 4 miliony euro. W ubiegłym roku sprzedano także tylko sześć koni za 410 tysięcy euro.

Nie wypalił także najnowszy pomysł „dobrozmianowców” o przeniesieniu części imprezy, czyli Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi, do Warszawy.

W ten sposób potencjalni nabywcy, którzy byli w Janowie Podlaskim nie mieli szans zobaczyć koni spokrewnionych z tymi, które miały być licytowane. A na Tor Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu, gdzie odbyła się wystawa, przyszło niewiele osób.

O coraz gorszej sytuacji w polskich stadninach, m.in. w artykule „PiS–owskim urzędnikom wystarczyły dwa lata, żeby pogrzebać całą polską hodowlę arabów. Nie będzie „Pride of Poland”. Dodajmy, że nowy minister rolnictwa wczoraj zapowiedział powstanie Rady ds. Koni, mimo że takowa istnieje już od dwóch lat! Na twitterowym profilu tvpi Korea można zobaczyć zestawienie dwóch wiadomości, a tweet podpisano: – „[Deja vu] 11 kwietnia 2016 – w Ministerstwie Rolnictwa powstanie Rada ds. koni 12 sierpnia 2018 – w Ministerstwie Rolnictwa powstanie Rada ds. koni”.

‼️‼️‼️ „Dziś trafiło na Marcina Mellera. Jutro może trafić na każdego z Was. Zapamiętajcie, Polacy zdanie posła Rzeczpospolitej Polskiej wypowiedziane do obywatela: „Olać to ja mogę Twoją matkę”.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o sumieniu PiS i Kk.

Po co im prawo, skoro mają sumienia? Nie muszą być czyste.  Ważne, że są katolickie

Ulicami Poznania przeszedł tradycyjny marsz równości i tradycyjnie uczestniczył w nim prezydent Jacek Jaśkowiak. W przeddzień przyozdobiono miejskie tramwaje tęczowymi chorągiewkami. Wisiały i krążyły po mieście jeden dzień. Podczas pochodu już ich nie było. Motorniczowie mniej lub bardziej taktownie zawiadomili dyrekcję, że pod pedalskimi flagami jeździć nie zamierzają. Tym samym kolejna grupa zawodowa ustanowiła własną klauzulę sumienia.  Być może jutro jakiś motorniczy – antyszczepionkowiec zażąda usunięcia z szyb poznańskich tramwajów ulotek nawołujących do obrony przed powrotem zapomnianych, groźnych chorób wieku dziecięcego.

Nie udało mi się ustalić, kto i kiedy wymyślił tę klauzulę. Nic dziwnego, gdyby to był mój pomysł, też bym się nie przyznał. Z początku klauzula służyła do uzasadniania odmowy służby wojskowej, potem zainteresowali się nią silnie wzmożeni ludzie Kościoła, święcie przekonani o swoim prawie do kształtowania wzorców moralnych. Tacy depozytariusze ludzkich sumień rzadko poczuwają się do wynikających ze słownikowej definicji obowiązków: przechowywania tradycji – np. rycerskich obyczajów życia w prawdzie i dotrzymywania słowa, ochrony idei – np. praworządności i równości, wspomagania słabych i potrzebujących wsparcia, czy też promowania szacunku dla ludzi uczciwych i przyzwoitych. Zainteresowanie samozwańczych dyspozytorów ludzkich sumień ogranicza się najczęściej do dwóch przykazań. Dlatego padło na kobiety i dlatego powstał art. 39 Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty.

Klauzula sumienia przyjęła się nadzwyczajnie w polskiej medycynie, infekując nie tylko ginekologów. Często przybierała postać klauzuli kompletnego braku sumienia, ale jej atrakcyjność jakoś nie malała. Rychło medykom pozazdrościli aptekarze i fizjoterapeuci, a potem już poszło… W łódzkiej drukarni odmówiono usługi zamówionej przez organizację LGBT – bo zboczonych tekstów składać nie będą. W Rzeszowie pracownik sprzedający żywe i nieżywe ryby, wręczył klientce ruchomy egzemplarz i odmówił pozbawienia go życia powołując się na klauzulę sumienia – przy czym owijając rybę w folię skazał ją na śmierć męczeńską, ale zgodną ze swym wrażliwym sumieniem.  Zabawę podchwycił rząd, proponując właścicielom gruntów zgaduj – klauzulę: kiedy możesz wyłączyć swoją ziemię z terenów łowieckich? Dla ułatwienia – nieskuteczne jest już powoływanie się na prawo własności oraz na własne bezpieczeństwo. No więc? To proste: możesz uniknąć myśliwych na swoim terenie tylko wtedy, gdy powołasz się na swoje sumienie i przekonania religijne. Tyle, że musisz te przekonania udowodnić. Nie wiemy jak, ale próbuj…

W trakcie tych wesołych zabaw zapodziało się gdzieś pierwotne znaczenie słowa SUMIENIE. To nie jest już wewnętrzne odczucie, pozwalające rozróżniać dobro i zło oraz oceniać postępowanie własne i innych ludzi. Wielu utraciło już zdolność wartościowania swoich czynów pod kątem moralnym i umiejętność dostrzegania rozbieżności między własnym postępowaniem a przyjętymi normami. Dla nich taki dysonans nie skutkuje już poczuciem winy. Sumienie staje się towarem.  W kolejkę do Sądu Najwyższego ustawili się właśnie rozmaici przypadkowi prawnicy i ludzie, którzy w życiu nie zrobiliby kariery w inny sposób. Są wśród nich także sędziowie z doświadczeniem i stażem nie tak znów długim, żeby zapomnieć słów swojej przysięgi na Konstytucję. Cena za ich sumienia, wyznaczona przez ministra Ziobrę, okazała się tak wysoka, że nie potrafili się oprzeć.

Podczas dyskusji nad wnioskiem o odwołanie marszałka Sejmu wielokrotnie przewijało się słowo SUMIENIE. A to, że pan Kuchciński sumiennie wykonuje obowiązki, a to, że zgodnie ze swym sumieniem wyznacza kary niesfornym posłom (opozycji), a to, że sumienie nie pozwala mu na to i owo. Najbardziej podobał mi się komentarz, że pan marszałek odmawiając opozycji prawa głosu i ograniczając czas ich wystąpień „blokuje możliwość siania nienawiści i kłamstwa, przeciw czemu buntuje się sumienie marszałka”. A więc klauzula sumienia nie pozwala marszałkowi sejmu dopuścić opozycję do głosu… Tylko czemu lekarz powstrzymując się od wykonywania obowiązku niezgodnego z sumieniem, ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza, a marszałek Kuchciński nie wskazuje opozycji jakiegoś innego Sejmu? A poza tym – marszałek nie może powoływać się na klauzulę sumienia odmawiając opozycji jej praw tylko dlatego, że jest opozycją, bo klauzuli nie wolno stosować w celu dyskryminacji jakiejś grupy społecznej ze względu na rasę, narodowość, poglądy polityczne, przekonania religijne czy orientację seksualną.

SUMIENIE w wersji rządzących jest dzisiaj miejscem usprawiedliwiania metod uświęcających bliżej nieznany, ale wielce zbożny cel. Jest też narzędziem łagodzącym obawy przed przyszłymi konsekwencjami deptania prawa.  Sumienie tej władzy jest narzędziem propagandy, które objaśnia, że to, co robi władza jest moralne, ponieważ moralność władzy jest moralniejsza od wszelkich innych moralności. PiS walczy nie tylko o głosy wyborców, ale również o ich sumienia.  Dlatego tak ogromny wysiłek i środki skierowane są na demoralizację społeczeństwa, przeciąganego na ciemną stronę mocy uporczywą agitacją mediów własnych i zaprzyjaźnionych.  W wojnie o sumienia nie chodzi o żadną moralność, tylko o zalegalizowanie przemocy, elegancko ubranej w szaty demokracji. Klauzula sumienia stała się klauzulą zniewolenia.

Podczas tegorocznego Dnia Pokutnego w Gietrzwałdzie bp Józef Zawitkowski powiedział w kazaniu: „Wierzącym nie trzeba ustawy, wystarczy sumienie”. W Mszy celebrowanej przez biskupa bydgoskiego Jana Tyrawę wzięli udział m.in. marszałek Sejmu RP oraz liczni przedstawiciele władz partyjnych i państwowych. Wszyscy ci silnie wierzący wielokrotnie dali dowód swej wiary wypinając się na Ustawę Zasadniczą, nie licząc praw pomniejszych. Po co im prawo, skoro mają sumienia? Nie muszą być czyste.  Ważne, że są katolickie.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku.

Mariusz Błaszczak był właśnie ogłosić, że „mamy polską doktrynę wojenną”. Zanim o niej i reakcjach ludzi kompetentnych słów kilka napiszę, odwołam się do prehistorii, aż do przełomu epok kamienia łupanego i miedzi (eneolitu), bo to niejako daje wejrzenie w sposób postrzegania świata przez takich ludzi jak minister obrony, a poza tym rysowanie grubą kreską uświadamia, w jakie łapska wpadł nasz kraj.

Nauka posiada już takie subtelne narzędzia poznania, iż potrafi odtworzyć dwie ostatnie doby życia tzw. człowieka z lodu z Ötzi żyjącego – bagatela – 5300 lat temu, którego zmumifikowane truchło 19 września 1991 r. podczas wyprawy w Alpy Ötztalskie zostało znalezione przez dwoje niemieckich turystów w topniejącym lodowcu. Otóż ten Ötzi w ostatnich dniach życia był zagrożony, a mimo to nie naprawił uszkodzonych strzał i nie dokończył pracy nad łukiem. Ponadto wyprawiał się dwukrotnie w góry, lecz dał się zaskoczyć skrytobójcy, który strzelił mu z łuku w plecy.

Wracam do Błaszczaka, który o doktrynie wojennej napisał ponadto, iż ma ona podstawę w słowach Lecha Kaczyńskiego wypowiedzianych równo 10 lat temu w Tbilisi podczas wiecu, gdy wezwał NATO i Unię Europejską do solidarności, by przeciwstawić się agresji Rosji.

Nie wnikajmy już w anachronizm sformułowania „doktryna wojenna”, która jest proweniencji XIX wiecznej, wówczas „szło się na wojnę”, dzisiaj mamy doktrynę obronną, bo nikt nie przyznaje się do agresywnych zamiarów wojennych, aby iść na wojnę. Po to stwarza się silną armię, aby bronić kraju albo demokracji. Tak jak dzisiaj też nie ma ministrów wojny, tylko są ministrowie obrony.

No, ale umysł Błaszczaka jest nie do obrony. Na tweet Błaszczaka zareagował były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej i zadał pytanie Błaszczakowi, gdzie można zapoznać się z tą nową doktryna wojenną, bo mógłby z nią np. zapoznać studentów. Ponadto podrzucił Błaszczakowi sygnatury i wyciąg z „Doktryny Komorowskiego”, która zresztą obowiązuje do dzisiaj.

Co na to Błaszczak? Ano nic, wszak wiele Błaszczaka łączy z człowiekiem lodu sprzed 5,3 tys. lat, który był niepiśmienny i nie miał doktryny, bo nawet nie naprawił strzał i łuku. Nasza armia tak naprawdę jest wyposażona w sprzęt, który powinien być przeznaczony do demobilu. Bez wstydu zostało ogłoszone, iż dla Marynarki Wojennej zakupione zostaną od Australii dwie 30-letnie fregaty Adelaide, które na antypodach miały iść na złom. Wg generała Waldemara Skrzypczaka fregaty będą bezbronne wobec najnowszych pocisków rosyjskich (jak skrytobójczy strzał w plecy człowieka lodu)

Nie odnoszę się do tzw. doktryny Lecha Kaczyńskiego, który już mógł zginąć w locie do Gruzji w 2008 roku, ale pilot odmówił lądowania w Tbilisi, za to inny pilot nie odmówił lądowania w Smoleńsku i skończyło się to wiadomo jak.

Politycy PiS odmrażają nam jakieś zamierzchłe idee i doktryny wojenne, które nota bene nie istnieją. Błaszczak to taka odmrożona postać, której niekompetencja wystawia naszą obronność na skrytobójczy strzał. Najpierw bójmy się Błaszczaków, bo oni czynią nas bezbronnymi.

Faszyzm rodzi się w Polsce

Zwykły wpis

Jeden z najbardziej zagorzałych przeciwników PiS, Andrzej Saramonowicz, ogłosił na Facebooku nową akcję. „Byście nie musieli przepraszać swoich dzieci i wnuków” – uzasadnia znany reżyser i pisarz.

Andrzej Saramonowicz od dłuższego czasu publikował na Facebooku cykl „Codziennie jeden wiersz”, wklejając poezję rozmaitych autorów. Teraz jednak zapowiedział, że aż do skutku będzie umieszczał na swoim publicznym profilu społecznościowym ten sam wiersz – „Państwa faszystowskie” Wiktora Woroszylskiego.

„Będę go publikował, dopóki nie wejdzie nam wszystkim w krwiobieg. Dopóki nie pojmiemy, że ów wiersz nie mówi o tym, co było, ale o tym, co jest. O nas. O naszej codzienności. O Polsce współczesnej” – uzasadnia opozycjonista.

„Będę go publikował, by nigdy sobie nie zarzucić, że nie próbowałem ostrzegać. I byście wy nie mogli kiedyś powiedzieć, że nie zdawaliście sobie sprawy, co się wokół was działo. Byście nie żałowali w przyszłości swojej teraźniejszej senności. Byście nie musieli przepraszać swoich dzieci i wnuków za dzisiejsze zniechęcenia, niewiary i zaniechania” – kontynuuje twórca.

Saramonowicz podkreśla, że mógłby to wszystko napisać własnymi słowami, ale „wielki Poeta Wiktor Woroszylski zrobił to lepiej”.

„Dlatego czytajcie jego wiersz! Pokazujcie go rodzinie i przyjaciołom! Udostępniajcie jak najszerzej! Uczcie się na pamięć!” – apeluje autor „Lejdis” i „Testosteronu”.