Tag Archives: Andrzej Przyłębski

PiS-owi Unia przeszkadza, więc będą z niej wyprowadzać Polskę

Zwykły wpis

PiS w dłuższej perspektywie wyprowadzi nas z Unii Europejskiej? Jarosław Kaczyński gorąco zapewnia, że to nieprawda, ale jeśli pozbiera się wypowiedzi polityków obozu władzy o UE i dorzuci ostatnie działania ministra Ziobry, intencje rządzących wydają się oczywiste.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest zgodny z polską konstytucją. Chodzi o traktatowy przepis, dzięki któremu sądy krajowe mogą zadawać pytania prejudycjalne unijnemu Trybunału Sprawiedliwości.

Jeśli polski sąd konstytucyjny – działający pod dyktando PiS – uzna sprzeczność traktatu z ustawą zasadniczą, to mamy do wyboru trzy opcje:

  • zmienić konstytucję,
  • zmienić traktat,
  • rozpocząć procedurę wyjścia z Unii.

Dwa pierwsze wyjścia są w praktyce niemożliwe, zostaje więc trzecie rozwiązanie.

Można się pocieszać, bo PiS niby trochę się przestraszył, że akcja Ziobry może obniżyć wynik obozu władzy w wyborach samorządowych, ponieważ Polacy są wciąż do Unii przywiązani. Prezes Jarosław Kaczyński zaklina się, że absolutnie nikt w jego obozie nie myśli o wyprowadzeniu Polski z unijnych struktur.

Parafie rzymskokatolickie w Gdańsku wspierają kandydatów PiS, użyczając im sal na spotkania i miejsc na plakaty wyborcze. – Ja promuję wartości chrześcijańskie, to jest normalne działanie obywatelskie – mówi proboszcz Adam Kalina, u którego reklamuje się m.in. radna PiS Anna Kołakowska, walcząca z równouprawnieniem osób homoseksualnych i skazana za znieważenie posłanki PO.

Ksiądz Adam Kalina, proboszcz parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie, zezwolił na wywieszenie na terenie parafii reklam trojga polityków. Plakaty kandydata PiS na prezydenta Gdańska Kacpra Płażyńskiego wiszą w dwóch gablotach z ogłoszeniami parafialnymi. To zaproszenia na spotkanie z Płażyńskim do salki parafialnej przy kościele ojca Pio w Gdańsku-Ujeścisku.

Na płocie parafialnym przy przedszkolu prowadzonym przez proboszcza Kalinę wiszą banery radnej z klubu PiS Anny Kołakowskiej (kandyduje teraz do sejmiku z listy Ruchu Narodowego) oraz Kazimierza Koralewskiego, szefa klubu radnych PiS w Gdańsku. Ich plakaty znalazły się również na tablicy reklamowej stojącej przed kościołem.

– Proboszcz jest gospodarzem tego miejsca, rozmawiałem z nim i zgodził się, bym zawiesił swoje materiały wyborcze – mówi Kazimierz Koralewski. – Nie było z tym problemu, często bywam w kościele Świętej Urszuli Ledóchowskiej, znam księdza proboszcza, czasami użyczał nam salki na spotkania.

>>>

Kościół nie ukrywa ścisłych związków z PiS.
Banery PiS w kościołach. Politycy PiS przemawiający na mszy od ołtarza. KK milczy w sprawie antychrześcijańskiego spotu PiS.

Holtei

Na kilkanaście godzin przed wyborami „Gazeta Wyborcza” ma odpalić polityczną bombę, która może zachwiać w posadach słynną spółką Srebrna oraz sceną polityczną. Chodzi o domniemany układ towarzysko-biznesowy, za którym ma stać Jarosław Kaczyński.

Jak ujawniono w czwartkowy wieczór, na dzień przed ciszą wyborczą „Gazeta Wyborcza” opublikuje artykuł pod jakże intrygującym tytułem „Deweloper Kaczyński”. Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” (a prywatnie brat prezesa TVP) Jarosław Kurskizapowiada, że jego dziennik przedstawi bliżej spółkę Srebrna.

„Wieeeeelkie pieniądze, uwłaszczenie na publicznym majątku, osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego” – tak Kurski reklamuje okładkowy tekst na piątek. Dziennikarz twierdzi, że chodzi właśnie o takie związki polityki i biznesu, które prezes Prawa i Sprawiedliwości nazywał „patologicznym układem towarzysko-biznesowym”.

Wygląda więc na to, że zapowiadany tekst „Gazety Wyborczej” może być bombą, która tylko mocniej zaszkodzi i tak słabnącym ostatnio notowaniom PiS i może się odbić na wyniku wyborów samorządowych, które już w najbliższą niedzielę.

Podczas dokonywania zmian w…

View original post 4 514 słów więcej

Macierewicz już się nie podniesie

Zwykły wpis

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Brudziński do dymisji, a komunistyczny łajdak Piotrowicz niech wraca do Putina

Zwykły wpis

Krzysztof Brejza jest niezawodny w kompromitowaniu PiS.

Włodzimierz Czarzasty z SLD na antenie Polsat News w ostrych słowach ostrzegał PiS, a także prokuratorów i sędziów, którzy będą współpracować z rządzącymi.

Zmiany w Sądzie Najwyższym były jednym z tematów niedzielnego programu w Polsat News. W pewnym momencie głos zabrał Włodzimierz Czarzasty z SLD. Zwrócił się bezpośrednio do posła PiS, Jacka Sasina.

– Przyjdzie czas zmiany, moim zdaniem on przyjdzie za 1,5 roku. (…) I mówię prokuratorom i sędziom: dojdziemy do władzy, zwolnimy was z pracy – zapowiedział Czarzasty. Po chwili zaczął mówić o politykach:

Dojdziemy do władzy, powsadzamy was do więzień. (…) Ja nie mówię tego bezpośrednio do pana, tylko do pana klasy. (…) Mówię to po to, żebyście się opamiętali i to przeanalizowali. Mówię to sędziom i prokuratorom, że mogą nie skorzystać z haniebnych propozycji

– stwierdził Włodzimierz Czarzasty w „Śniadaniu w Polsat News” .

– Tylko to wam pozostało: straszyć – próbował przerywać Sasin. A kiedy został dopuszczony do głosu, odparł: – Na szczęście nie jesteśmy już w PRL, tylko w państwie demokratycznym, gdzie to obywatele decydują, jaki program jest realizowany i kto rządzi. Ja rozumiem, że was to bardzo dziwi.

Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf wygłosiła w piątek wykład w niemieckim Karlsruhe zatytułowany: „Państwo prawa w Polsce – stracone szanse?”. Wykład jednoznacznie nawiązujący do sytuacji w Polsce i demokracji odniósł ogromny sukces. Pani profesor „odebrała zasłużone brawa od niemieckich prawników i przedstawicieli niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, którzy nie mają wątpliwości że racja stoi po jej stronie” Oczywiście, jak można było się spodziewać prawicowi polscy politycy zamiast cieszyć się sukcesem prof. Gersdorf, tradycyjnie zarzucili jej zdradę i skarżenie na Polskę.

Jak donosi portal crowdmedia.pl, przy okazji zostały ujawnione fakty dotyczące organizacji wykładu i sposobu przedstawiania I Prezes Sądu Najwyższego za granicą. Jak wiadomo PiS–owi bardzo zależy na tym, aby nazwisko prof. Gersdorf zniknęło ze wszystkich oficjalnych dokumentów i żeby była przedstawiana jako była prezes SN.

Pełniący funkcję ambasadora Polski w Berlinie, Andrzej Przyłębski dołożył wielu starań, aby wypełnić wolę partii rządzącej. Powołany przez PiS ambasador, zarejestrowany przez SB jako TW Wolfgang prywatnie mąż Julii Przyłębskiej, usiłował wywrzeć nacisk na burmistrza Karlsruhe, Franka Mentrupa, aby ten oficjalnie przedstawiał prof. Gersdorf jako byłą prezes SN. Na szczęście burmistrz nie uległ naciskom, a niemieckie MSZ nakazało tytułowanie prof. Małgorzaty Gersdorf I Prezes Sądu Najwyższego w Polsce, podkreślając przy tym, że prezydent RP do tej pory nie wydał oficjalnego aktu odwołującego panią prezes.

Ambasador Przyłębski tylko ośmieszył się swoją nadgorliwością i chęcią przypodobania władzy, a stanowisko Niemiec uświadamia nam wszystkim, jak ważnym dokumentem jest Konstytucja, której rządzący w Polsce nie szanują, łamiąc wszelkie zasady państwa prawa.

W zeszły piątek niemal wjechałem w środek chłopskiej demonstracji w Warszawie. Pomyślałem, że to bardzo ciekawe – bo przecież rolnicy to najtwardsze zaplecze rządu. Dalej było jeszcze ciekawej – zezłoszczeni chłopi wybuczeli Mateusza Morawieckiego, który w Kraśniku odsłaniał pomnik Lecha Kaczyńskiego.

Wiadomości TVP miały zgryz. Nie pokazać premiera? Strach! Pokazać premiera w takich okolicznościach? Też strach! Zwyciężyła opcja: „Dajemy, tylko mi tych chłopów wyciszcie!”

Chciałem przekonać się co we wsi piszczy. We wtorek pojechałem do Dawidów w powiecie parczewskim. Trafiłem na dramatyczną scenę. Policja, widły, krzyki, syreny. O co chodzi?

Kilkudziesięciu rolników blokowało wjazd inspekcji sanitarnej do pobliskich gospodarstw. Weterynarze przyjechali wybijać świnie (zdrowe, lecz zagrożone afrykańskim pomorem, czyli ASF).

Po jednej stronie stanęli więc fachowcy weterynarze: „Zarazę trzeba likwidować szybko i brutalnie. Tak każe prawo i tak każe logika”. Po drugiej stronie rozgoryczeni ludzie: „No ile to jeszcze może trwać? ASF szaleje od miesięcy. Państwo potrafi tylko mordować nasze zwierzaki? I nic więcej?”

Problemy polskiej wsi

Wsie dotknięte ASF przeżywają realny dramat. Oto opowieść jaką usłyszałem od pani Edyty, która straciła 120 świń.

-–Sobota. Jedna maciora jakaś słaba w nogach. Ale bez gorączki. Potem jakieś wybroczyny za uszami. U innych też wybroczyny na brzuchu. Niektóre zwierzęta zaczynają kaszleć. Zadzwoniliśmy szybko do weterynarii. Nie chcieliśmy ukrywać choroby. Weterynarz mówi: „ASF. Nie ma co czekać”. W poniedziałek komisja. Szacowanie stada. A we wtorek wybijanie.

– Jak to się odbywa.

– Dzieci wywieźliśmy do dziadków. Zjechała ekipa tych co zabijają. Na początek warchlaki. Pierwszy zastrzyk na ogłupienie, drugi na śmierć. Potem tuczniki i maciory. Najpierw uderzenie prądem. Potem strzał z bolca w głowę. Kwik, krew. Oni po tym chodzą. Patrzą czy świnia dobrze zabita. Bo jak nie to dobijają. O 11 już byli dobrze pijani.

– Jak to?

– Pociągali z butelki po cisowiance. Ale to taka praca, że ja się nie dziwię. Świńskie truchła na kontener. Na koniec odkazili wszystko taką chemią, że aż tynk odpadał. I sobie poszli.

– A wy?

– U nas zrobiła się wielka cisza. Nie ma świń. Zboża z pola zwozić do stodoły nie mogę. Zakazali bo gospodarstwo jakby zakażone.”

Stado pani Edyty „wyceniono” na 60 tysięcy odszkodowania. Ale kasy ciągle nie ma – to raz. Trudno będzie za takie pieniądze odtworzyć całą produkcję – to dwa. Rodzinę, która właśnie przeżyła traumę – czeka jeszcze długa droga przez mękę.

A przecież w okolicy popadały znacznie większe stada: po 1000 i 12000 świń. Nowoczesne chlewnie postawione na milionowe kredyty stoją puste. Hodowcy czekają na odszkodowanie, gryzą paznokcie i wspominają, że premier Morawiecki w expose zapowiadał, że ASF zatrzyma.

– I co?

– I g… zatrzymał!

A problemów jest więcej. W Dawidach pokazali mi wiśniowy sad – drzewa uginają się od owoców. Nikt tego nie zrywa, bo cena skupu jest niewiele wyższa od ceny zbioru. Wszystko najpewniej zgnije. W kółku „narzekającym” obok mnie stał rolnik, który ma 12 hektarów czarnej porzeczki: – 5 ha zebrane, na pozostałe nie mam zbytu. Obok niego właściciel 30 ha pekińskiej kapusty (przyjechał tu spod aż spod Sieradza): – Wykończyło mnie embargo rosyjskie.

Czarny scenariusz dla PiS

Jednym słowem chłopom ze złości aż się ulało! To czarny scenariusz dla PiS. Przypomnę, że partia Kaczyńskiego rządzi dzięki wsi. Jeszcze w lutym 2018 roku na pytanie „czy polityka rządu stwarza szansę na poprawę sytuacji gospodarczej” w lutym 2018 „tak” odpowiadało 71 procent rolników. A teraz? Stoją na drodze z widłami!

Wsiadam do auta. Dzwonię do znajomego polityka PiS, żeby się dowiedzieć jak bardzo się boją i słyszę:

– Morawiecki widzi sondaże. Mieliśmy taki wewnętrzny, który pokazywał, że poparcie na wsi nam spada. Wyrzucił z tego powodu ministra Jurgiela. Ale nic nie pomogło. Jak go wybuczeli w Kraśniku to on do nich podszedł i rozmawiał. Przekonał, że sprawa jest poważna.

– I co?

– Kazał Ardanowskiemu (nowy minister rolnictwa) na szybko pisać program dla wsi.

– No, ale jaki program można napisać na kolanie?

– Morawieckiego nie obchodzi czy masz czas spać, jeść, wydalać. Chce programu, dostarcz mu program. Sprawa jest prosta: albo my coś zaproponujemy albo opozycja się w końcu obudzi i zwietrzy szansę.

Słowa mojego znajomego za chwilę potwierdza dziennik radiowy, którego słucham w samochodzie: – Plan dla wsi ma powstać najpóźniej do czwartku.

„Najpóźniej” to dobre słowo. Bo już w środę Kancelaria Premiera zaczęła ogłaszać program na Twitterze. Twarde konkrety są dwa. Będą większe dopłaty do paliwa rolniczego (to jest konkretna kasa dla rolników i to ich musi ucieszyć). Drugi to obietnica utworzenia Narodowego Holdingu Spożywczego – ma on ustabilizować ceny skupu, tak by nie dochodziło do sytuacji, że nie opłaca się zbierać plonów.

Reszta to w większości propagandowe bajanie – o złodziejskiej prywatyzacji, o konieczności użyźniania gleb, odnawialnych źródłach energii i tak dalej do końca „planu”.

„Plan dla wsi” zostaje też odpalony propagandowo w „Wiadomościach” (panowie trzeba się zrehabilitować!!!): „Frasobliwy premier spotyka się z rolnikami w stodole. Rolnicy pogodnie dziękują mu za troskę i mówią redaktorowi; ‘plan jest świetny, czekaliśmy na to od lat’”.

Dzwonię do znajomego posła opozycji, żeby dowiedzieć się co oni planują ugrać na chłopskim buncie. I słyszę:

– Ale widziałeś ten ich program na Twitterze? Bełkot! Ci goście od Morawieckiego to debile jacyś!