Monthly Archives: Sierpień 2018

Morawiecki – lepszy bredniś niż Gomułka

Zwykły wpis

– Nasi konkurenci polityczni mówią, że bedą likwidować wszystkie nasze osiągnięcia. Będą likwidować, mówią to otwarcie, CBA. Czyli co, nie chcą w takim razie tych sukcesów w walce z mafiami VAT-owskimi, z przestępcami podatkowymi? Bo to uszczelnienie, którego dokonaliśmy, w wielkości w tym roku będzie ok. 40 mld zł, z VAT-u, PIT-u i CIT-u – stwierdził Mateusz Morawiecki w Białogardzie.

– Mocno wierze w to, że ludzi dobrej woli jest więcej. Że dadzą nam szansę, możliwość kontynuowania naszych zmian, naszych reform. Pomimo ogromnej, potężnej siły naszych przeciwników w mediach, w biznesie, w zagranicy. Zewsząd szukają pomocy. Ja wierzę, że Polacy zrozumieją prawdziwy sens naszej polityki, że dość draństwa, cynizmu, różnych matactw i oszustw. Musi zapanować w całej Polsce Prawo i Sprawiedliwość – mówił Morawiecki w Białogardzie.

– Wszyscy powinniśmy być dumni z Polski. My nie chcemy za Polskę przepraszać, tak jak tamci. Wstydzili się Polski. My chcemy być Polski z dumni, chcemy za Polskę dziękować i chcemy, żeby Polska rosła w siłę, żeby była pięknym, szczęśliwym, triumfującym państwem na arenie europejskiej i międzynarodowej. I taka Polska będzie – stwierdził  Morawiecki w Białogardzie.

Tak podsumował jeden z internautów wpis Karola Guzikiewicza z „Solidarności”, który poinformował na Twitterze, że „z powodu braku zgody Jarosława Kaczyńskiego tablica informacyjna nie zostanie odsłonięta 31.08.2018”. O pomyśle zawieszenia tablicy informującej, że bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy przebywali w czasie strajku w 1988 r. w stoczniowej hali nr 26, więcej w artykule „Cześć i chwała przebywającym! Tajemne strony bohaterskiej działalności braci Kaczyńskich”.

Internauci kpią na Twitterze. – „To może chociaż zgoda na odsłonięcie kołdry w samo południe, jako symbol walki z komunizmem?”; – Za dużo wazeliny? Przecież on #przebywalinahali, więc mimo braku zgody tablica powinna być”; – „Tyle wazeliny zmarnowanej…”; – „Powiesicie w zimie, to ta tablica z wazeliny się przynajmniej nie roztopi. Oto w co zamieniła się Solidarność”.

Pojawiły się także propozycje dla obecnych działaczy „S” ze Stoczni Gdańskiej. – „Powieście tablicę, że Jarosław nie wyraził zgody na powieszenie tablicy o treści…”; – „Można zrobić uroczyste nieodsłonięcie”; – „Może choć mały pomniczek, gablotka, moneta”.

>>>

Jarosław Kaczyński jako Łazarz

Zwykły wpis

Co z Jarosławem Kaczyńskim? Niedługo dowiemy się, ile jest w nim Breżniewa (mam na myśli genseka, który występując na Placu Czerwonym, był poruszany jak pacynka). Niedługo, czyli w najbliższą niehandlową niedzielę, którego to dnia po mszy świętej na konwencji PiS prezes wygłosi przemówienie programowe.

Najpierw tę nowinę ogłosił protoplasta postaci Mariusza z „Ucha prezesa”, znany powszechnie jako Mariusz Błaszczak, potwierdziła Beata Mazurek, znana z tego, że jej najbliższy przyjaciel partyjny Ryszard Terlecki wybiera dla  niej suknie w butikach, nawet podała miejsce i dokładny czas akcji: „o godz. 12.00 w Warszawskim Centrum EXPO”.

Z kolei szef sztabu wyborczego PiS na tę kampanię Tomasz Poręba, którego naród poznał bliżej kilka dni temu, bo wpisał się w kroniki medialne, odzywając się do dziennikarza TVN24: „Odejdź stąd, powiedziałem ci coś, tak? Szczylu jeden”.

Nie od rzeczy Porębę należy nazywać ksywką Szczyl, oto podał filozofię kampanii PiS, godną samego Stanisława Barei z „Misia”, iż partia Kaczyńskiego w samorządach będzie wystepowała jako opozycja przeciwko „totalnej opozycji”: „występujemy z pozycji właśnie partii opozycyjnej w regionach, ponieważ nie rządzimy w 15 na 16″.

Szczyl Poręba zatem wskazał, co jeszcze dla PiS zostało do zdemolowania, mianowicie 15 województw. Polska jest zniszczona na poziomie centralnym, prawnym i mediów publicznych, potrzebne są szczylom sejmiki do dokończenia dzieła zniszczenia.

Wracając do naszego „barana” (za Szekspirem: wracając do tematu) Kaczyńskiego. Jego podręczna (dama do twarzystwa) Joachim Brudziński nie będzie mogła użyć photoshopa, raczej w używaniu będzie pani od make-up,  będzie miała ręce pełne roboty, aby twarzy prezesa przywrócić używalność.

Prezes ma już pierwszy sukces, od kiedy zachorował na kolano. Oto poszła do Gdańska iskrówka, aby Karol Guzikiewicz, szefa Solidarności w Stoczni Gdańskiej, wstrzymał się przed odsłonięciem tablicy pamiątkowej w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, iż w „sierpniu 1988 roku strajkowali razem ze stoczniowcami o przywrócenie NSZZ Solidarność śp. Lech Aleksander Kaczyński oeaz premier RP Jarosław Kaczyński”.

Czy prezes posłuchał Władka Frasyniuka, który zareagował na dictum Guzikiewicza: „Jarek pierdo…isz, nie było cię tam”? Wątpliwe! Wygrany jest Guzikiewicz, który może wystawić tablicę na Allegro i zgarnąć sporą kasę.

Oczywiście, w niedzielę prezes potwierdzi stanowisko PiS w sprawie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, bo Mateusz Morawiecki sam by z siebie nie wydukałby, że w razie niekorzystnego wyroku dla PiS jego rząd nie zastosuje się do orzeczenia. Na tyle premier nie jest odważny.

W jakiej pogardzie Kaczyński ma instytucje Unii Eurpejskiej zależy od jego kondycji psychofizycznej, wszak „mordy zdradzieckie, gorszy sort, element animalny” formułował w lepszych zdrowotnych czasach. A że prezes popluje na Brukselę jest pewne, jak amen w jego niedzielnym pacierzu. Niech Frans Timmermans i Donald Tusk nie martwią się, jeżeli dawka jadu będzie mniejsza niz zwykle, usprawiedliwieniem jest to, że prezes wchodzi w etap Breżniewa.

Może też dowiemy się więcej o spowinowaceniu Kaczyńskich i Morawieckich, na ślad pokrewieństwa tych rodzin wpadł genealog Marek Jerzy Minakowski. Zastanawia mnie, dlaczego ów Minakowski nie znalazł związków rodzinnych także z Andrzejem Dudą, wszak związki nie tylko krwi łączą wszystkich łajdaków, takich w Polsce szlacheckiej nazywano swojsko – zaprzańcami.

W każdym razie w sferze publicznej ma ożyć prezes Kaczyński, sprawca demolowanej Polski, Łazarz – że tak go nazwę. Musi stać się prawo i sprawiedliwość, aby ten promotor upadającej Polski odpowiedział za swoje czyny i pachołków, którymi się wysługuje.

Morawiecki, Kaczyński i Duda – jedna rodzina łajdaków

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński są spowinowaceni? Tego sensacyjnego odkrycia dokonał genealog Marek Jerzy Minakowski (Wielcy.pl i Sejm-Wielki.pl).

Doszukiwanie się więzów krwi między osobami publicznymi to nie lada gratka dla fanów genealogii. Portal zapisz.org cytuje odkrycia Marka Jerzego Minakowskiego, który zajmuje się genealogią.

Ewentualne pokrewieństwo jest bardzo dalekie, dlatego też ciężko rzetelnie zweryfikować badania. Warto jednak prześledzić tok rozumowania i proces dedukcji, który doprowadził do tak zaskakujących wniosków.

„Owszem, panowie: prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński należą do wielkiej rodziny liczącej obecnie 835.000 osób.” – pisze na swoim blogu Minakowski. „Po pierwsze zatem, szwagier premiera Mateusza Morawieckiego, p. Marek Rudnicki, to kuzyn prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ich wspólnym praprapradziadkiem był Szymon Olszowski, urodzony w 1798 r. w Woli, zmarły 1882 w Niewiadowie” – pisze dalej.

Rozszerzoną wersję analizy Minakowskiego publikuje portal zapisz.org.

„Mąż siostry przyszłego premiera jest bowiem potomkiem Szymona Jakuba Olszowskiego z Olszowy herbu Prus, który z kolei jest praprapradziadkiem (od strony matki) Jarosława Kaczyńskiego herbu Pomian” – czytamy na portalu. Szymon Jakub Olszewski poślubił Agnieszkę z Grubskich. Z tej rodziny wywodzi się Jadwiga Kaczyńska. Badanie ma dowodzić, że przyszły premier jest spowinowacony przez męża swojej siostry z prezesem Jarosławem Kaczyńskim.

Prof. Marcin Matczak i internauci zareagowali na decyzję Adrzeja Dudy, aby nie czekać na wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ws. Sądu Najwyższego.

Jarosław Słoneczko Kaczyński samopas pokonał komunę. No, z bratem Lechem

Zwykły wpis

Zbliża się rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. W Gdańsku „Solidarność” przygotowuje uroczyste obchody tego dnia, a udział w nich weźmie również Mateusz Morawiecki. Przy tej okazji postanowiono zorganizować konferencję, na której zostaną omówione działania, związane z rozwojem Stoczni Gdańsk, która została wykupiona z rąk Taruta przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu.

Przypomnijmy, że sprywatyzowanie stoczni uratowało ją przed likwidacją, związaną z przyjmowaniem niedozwolonej pomocy publicznej. Sprawą zajmował się wówczas Andrzej Jaworski z PiS, który był pełnomocnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przejęcie stoczni przez Tauruta nie zakończyło jednak problemów. Spółka znalazła się na skraju bankructwa, ponosiła wielomilionowe straty, a z trzytysięcznej załogi pozostało raptem sto osób.

Jedynym ratunkiem było jej wykupienie. Przy aktywnej pomocy zakładowej „Solidarności”, stocznia wróciła w polskie ręce. Koszt jej wykupu objęty jest tajemnicą.

Wydaje się, że na chwilę obecną nie ma pomysłu na stocznię. Wprawdzie, jak mówił „Wyborczej” Roman Gałęzewski, przewodniczący stoczniowej „Solidarności” „Pojawia się perspektywa rozwoju. Pomysł na stocznię jest taki, żeby to był zakład wielofunkcyjny korzystający z nowoczesnych technologii, które zwiększą wydajność pracy (…)Powinniśmy produkować wieże, elementy stalowe, konstrukcje i wszystkie inne produkty, które będą rentowne”, ale chwilowo za tymi słowami jeszcze nic nie idzie.

Musimy więc poczekać do 31 sierpnia, bo właśnie wtedy mają zostać przedstawione plany rozwoju Stoczni Gdańsk. Tego dnia odbędzie się konferencja „Stocznia Gdańsk 4.0. Nowy początek”, której organizatorami są ARP, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, NSZZ „Solidarność” i Stocznia Gdańsk, a udział w niej wezmą premier Morawiecki, zarząd stoczni, działacze związkowi i około 70 stoczniowców.

Tego też dnia zostanie odsłonięta tablica, upamiętniająca udział braci Kaczyńskich w strajku 1988 roku. Dziwne, bo byli oni tylko jednymi z tysięcy ludzi, w nim uczestniczących. Nie odegrali żadnej istotnej roli, nie pełnili funkcji przywódczych. Czołową postacią tego strajku był spawacz Jan Stanecki, który go rozpoczął i Alojzy Szablewski, szef komitetu strajkowego. Sam Wałęsa wprawdzie pojawił się w stoczni, ale uznał protest za przedwczesny.  Strajkujący żądali legalizacji Solidarności, podwyżki płac i przywrócenia do pracy zwolnionych pracowników. Negocjacje z dyrekcją prowadzili Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski oraz osoby z gdańskich środowisk opozycyjnych, między innymi Aleksander Hall oraz bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy.

Skąd więc pomysł, by upamiętnić tylko te dwie osoby? Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący zakładowej „Solidarności” i działacz PiS potrafi to świetnie wyjaśnić. Jak mówi, „Konferencja dotycząca nowego otwarcia dla stoczni odbędzie się w „ubotowni”, która teraz w ramach odbudowy ma stać się laboratorium nowoczesnych technologii. Podczas strajku w tej hali przebywali bracia Kaczyńscy. Razem z nimi było tam pewnie ok. 200 osób. Wieszamy tablicę informacyjną akurat o nich, a nie o innych znanych osobach, bo na przykład Wałęsa, ja i wiele innych osób nocowało wtedy w stołówce”.

Jerzy Borowczak, stoczniowiec, a obecnie poseł PO, sam brał „udział w organizacji strajku, podobnie jak Jacek Merkel. Tam wielu ludzi przebywało i jakby chcieli naprawdę ich uczcić, to byłyby tablice m.in. z nazwiskami Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska, braci Kamińskich, Lecha Kosiaka i wielu, wielu innych

Kolejny rozmówca rozumiałby „upamiętnienie nieżyjącego Lecha, natomiast podkreślanie na siłę obecności dwóch braci, gdy z tej „ubotowni” nocowało znacznie więcej ludzi, wydaje się małostkowe”.

Pokrętne tłumaczenia Karola Guzikiewicza już nawet nie śmieszą. Mówi, że „Chętnie byśmy upamiętnili wszystkie osoby ze strajku, ale stołówka została zburzona przez władze miasta Gdańska przy wsparciu Borowczaka i ten budynek nie istnieje” czyli wychodzi na to, że jak nie ma stołówki to nie można uczcić pamięci tych, którzy faktycznie odegrali dużą rolę w tym strajku.  Trzeba przyznać, że sensu w tym nie ma.

Tak więc bracia Kaczyńscy będą mieli swoją tablicę, na fotografiach ze strajku, opublikowanych w ostatnim numerze pisma związkowego „Rozwaga” są postaciami pierwszoplanowymi, a to dopiero początek. Zapewne niebawem poznamy kolejne, tajemne strony ich bohaterskiej działalności. Trzeba przyznać, niezła zabawa historią…

Prof. Joanna Penson napisała wstrząsający list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Ta 96-letnia lekarka i wykładowca akademicki, więźniarka Ravensbruck, a także działaczka pierwszej „Solidarności”, uważa, że to Kaczyński inspiruje ataki na Lecha Wałęsę. – „To Pan stoi za oszczerczymi atakami na przywódcę sierpniowego strajku, na historycznego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, na laureata Pokojowej Nagrody Nobla, na rozpoznawalną na całym świecie ikonę polskiej bezkrwawej i zwycięskiej rewolucji. (…) Nie chcę wnikać w Pańskie motywacje. Domyślam się jedynie, że są one, niestety, osobiste” – czytamy w liście.

Była działaczka „S” przypomina, że Kaczyński zabiegał o przychylność Wałęsy w 1989 r. i pozował z nim do zdjęć. – „Wielokrotnie słyszałam z Pana ust peany na temat mego szefa: że to „obok Papieża najsłynniejszy w świecie Polak”, „prawdziwy lider obdarzony genialną intuicją” i „oczywisty kandydat na prezydenta Polski”.

Dziś prof. Penson uważa, że prezes PiS chciał sterować Wałęsą i dlatego zabiegał o jego względy. – „Dopóki Wałęsa wpisywał się w pańskie polityczne kalkulacje, był wielki i nie było żadnej sprawy tzw. Bolka. Z chwilą, gdy prezydent Lech Wałęsa zwolnił Pana ze swej kancelarii, skierował Pan przeciw niemu te same oskarżenia, którymi wcześniej szantażował Lecha gen. Czesław Kiszczak. Pan i Pana współpracownicy od lat prowadzicie bezprecedensową nagonkę na niego jako „agenta bezpieki”. Palił Pan jego kukłę pod Belwederem, wołał „Bolek do Moskwy”. A pod II bramą stoczni opowiadał Pan, że stoi tam, gdzie kiedyś, a ci, których Pan nie lubi, stoją tam, gdzie stało ZOMO. Nie wiem zresztą, gdzie Pan stał w sierpniu 1980 r. Byłam w Stoczni Gdańskiej przez cały strajk, ale nigdy Pana nie spotkałam”.

Prof. Penson wzywa Kaczyńskiego do zaprzestania ataków na Lecha Wałęsę i niekreowania „nowych, własnych bohaterów” Sierpnia’80.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym podatku Morawieckiego, bodaj najbardziej dewastującym finanse.

W rządzie PiS obowiązuje już prawo Gowina, które z grubsza polega na tym, że publicznie puszcza się farbę, a następnie wyplątuje się z tego, lecz farba jest jeszcze bardziej paskudna, bo zaprzeczając brnie się w kłamstwo. Gowin wygłasza coś ex katedra, a później siebie dementuje. Tak jest z Polexitem, który będzie konsekwencją niestosowania się do prawa europejskiego, do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o którym Gowin powiedział, że jeżeli będzie niekorzystny dla rządu PiS, to po prostu rząd zignoruje orzeczenie TSUE.

Bardziej skomplikowane jest prawo Morawieckiego, które da się opisać na przykładach. Jeden z takich przykładów dotyczy okresu, gdy Mateusz Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK (Santander). W nim wykuwało się prawo Morawieckiego. Polega ono na tym, że klientowi wciska się pożyczki np. we frankach szwajcarskich, których oprocentowanie gwałtownie rośnie z powodu zmiany kursu. Pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać długu i bywa, że popełniają samobójstwo, jak to się stało z mężem pani Barbary Husiew, która publicznie nazwała Morawieckiego kłamcą i banksterem.

Jest to bardzo delikatnie powiedziane, bo gdyby Morawiecki był rzeczywiście chrześcijaninem, to zasuwałby na kolanach w pielgrzymce do Santiago de Composteli i zniknął z życia publicznego na zawsze, w ten sposób się rechrystianizując. Ale on będzie wciskał Polakom inny kit, inne franki szwajcarskie.

Morawiecki chce wszystkim Polaków wcisnąć Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). O tych najnowszych „frankach szwajcarskich” powiedzą więcej fachowcy, ale już z daleka zalatuje od nich bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie. Waniajet pogłębionym prawem Morawieckiego.

Od lipca przyszłego roku wszyscy pracujący mają z pensji wpłacać przynajmniej 60 zł (w zależności od wysokości pensji) na PPK, które to pieniądze będą służyły do wyższej emerytury. Piszę o tym z grubsza. W komunikacie Ministerstwa Finansów napisano, iż jest to program dobrowolny, co jest kłamstwem, bo pracodawcy będą mieli obowiązek wpłat, które w przeciągu 10 lat mają osiągnąć wysokość 35 mld zł.

Uśmieliście się? Tak! To kolejny podatek, bo ten kapitał gromadzony przez fachowe instytucje będzie nadzorowany przez państwo. Czyli Morawiecki zamyśla, że będzie można zrobić z nim tak, jak z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), z którego bezprawnie rząd wyda 4,6 mld zł. Jest to złodziejstwo państwa z prywatnej kieszeni asekuracyjnej.

Kasa państwa została przez rząd pisowskich wydrenowana i na siłę Morawiecki szuka szmalu do kolejnych populistycznych rozdawnictw, a oprócz tego widać, iż nie zamierzają oddać władzy przez co najmniej 10 lat, w tym czasie Polska wypadnie z Unii Europejskiej i będą mogli sobie uprawiać zamordyzm nas wszystkich.

Prawo Morawieckiego wykute na kredytach frankowych zatem rozszerzone ma zostać na wszystkich Polaków. Wcześniej skończyło się samobójstwem Husiewa, a teraz może dotknąć wszystkich Polaków.

Należy więc dla naszego bezpieczeństwa, póki jeszcze czas wysłać Morawieckiego na pielgrzymkę do Composteli, aby się rechrystianizował. Przez 10 lat obróci z 10 razy, bo inaczej ten człowiek puści nas z torbami – i to przed upływem 10 lat.

Prawo Morawieckiego – puścić z torbami

Zwykły wpis

W rządzie PiS obowiązuje już prawo Gowina, które z grubsza polega na tym, że publicznie puszcza się farbę, a następnie wyplątuje się z tego, lecz farba jest jeszcze bardziej paskudna, bo zaprzeczając brnie się w kłamstwo. Gowin wygłasza coś ex katedra, a później siebie dementuje. Tak jest z Polexitem, który będzie konsekwencją niestosowania się do prawa europejskiego, do wyroku Trybunału Sprawiedliwosci Unii Europejskiej, o którym Gowin powiedział, że jeżeli będzie niekorzystny dla rządu PiS, to po prostu rząd zignoruje orzeczenie TSUE.

Bardziej skomplikowane jest prawo Morawieckiego, które da się opisać na przykładach, jeden z takich przykładów dotyczy okresu, gdy Mateusz Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK (Santander). W nim wykuwał prawo Morawieckiego, polega ono na tym, że klientowi wciska się pożyczki np. we frankach szwajcarskich, których oprocentowanie gwałtownie rośnie z powodu zmiany kursu. Pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać długu i bywa, że popełniają samobójstwo, jak to się stało z mężem pani Barbary Husiew, która publicznie nazwała Morawieckiego kłamcą i banksterem.

Jest to bardzo delikatnie powiedziane, bo gdyby Morawiecki był rzeczywiście chrześcijaninem, to zasuwałby na kolanach w pielgrzymce do Santiago de Composteli i zniknął z życia publicznego na zawsze, w ten sposób się rechrystianizując. Ale on będzie wciskał Polakom inny kit, inne franki szwajcarskie.

Morawiecki chce wszystkim Polaków wcisnąć Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). O tych najnowszych „frankach szwajcarskich” powiedzą więcej fachowcy, ale już z daleka zalatuje od nich bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie. Waniajet pogłębionym prawem Morawieckiego.

Od lipca przyszłego roku wszyscy pracujący mają z pensji wpłacać przynajmniej 60 zł (w zależności od wysokości pensji) na PPK, które to pieniądze będą służyły do wyższej emerytury. Piszę o tym z grubsza. W komunikacie Ministerstwa Finansów napisano, iż jest to program dobrowolny, co jest kłamstwem, bo pracodawcy będą mieli obowiązek wpłat, które w przeciągu 10 lat mają osiągnąć wysokość 35 mld zł.

Uśmieliście się? Tak! To kolejny podatek, bo ten kapitał gromadzony przez fachowe instytucje będzie nadzorowany przez państwo. Czyli Morawiecki zamyśla, że będzie można zrobić z nim tak, jak z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), z którego bezprawnie rząd wyda 4,6 mld zł. Jest to złodziejstwo państwa z prywatnej kieszeni asekuracyjnej.

Kasa państwa została przez rząd pisowskich wydrenowana i na siłę Morawiecki szuka szmalu do kolejnych populistycznych rozdawnictw, a oprócz tego widać, iż nie zamierzają oddać władzy przez co najmniej 10 lat, w tym czasie Polska wypadnie z Unii Europejskiej i będą mogli sobie uprawiać zamordyzm nas nas wszystkich.

Prawo Morawieckiego wykute na kredytach frankowych zatem rozszerzone ma zostać na wszystkich Polaków. Wcześniej skończyło się samobójstwem Husiewa, a teraz może dotknąć wszystkich Polaków.

Nalezy więc dla naszego bezpieczeństwa póki jeswzcze czas wysłać Morawieckiego na pielgrzymkę do Composteli, aby rechrystianizował. Przez 10 lat obróci z 10 razy, bo inaczej ten człowiek puści nas z torbami – i to przed upływem 10 lat.

Lech i Jarosław Kaczyńscy pokonali komunę

Zwykły wpis

Ciekawostka wydawnicza. Kto jest autorem rozdziału pt. „Wygaszanie stoczni” w bestsellerze roku wyborczego?

W poniedziałek rozpoczęły się przesłuchania w Krajowej Radzie Sądownictwa nad wyborem sędziów do Sądu Najwyższego. Nie obyło się bez incydentów: Obywatele RP uniemożliwili rozpoczęcie posiedzenia KRS. Nie wpuścili Krystyny Pawłowicz.

W związku z ostatnimi wydarzeniami Małgorzata Gersdorf Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego napisała list otwarty, w którym dziękuje za słowa poparcia dla działalności jej i Sądu Najwyższego.

„Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na wymiar sprawiedliwości”. Według sędzi, „podważane są konstytucyjne zasady, które gwarantują niezależność sądownictwa od pozostałych władz i niezawisłość sędziów”.

„Niszczone są fundamenty demokratycznego państwa prawa, jakim jest Rzeczpospolita Polska, a najwyższe władze państwowe otwarcie deklarują nieuznawanie i ignorowanie orzeczeń nie tylko sądów krajowych, lecz również Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisała w liście prezes Gersdorf.

Pani prezes uważa, że liczne kartki pocztowe i listy jakie dotąd wpłynęły do SN są potwierdzeniem tego, że m.in. „zagrożone są podstawowe zasady demokratycznego państwa prawa”

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Musi wybrać, czy opuści swoje stanowisko, czy da się wynieść przez policję.

Rzecznik SN Michał Laskowki widzi wyjście i twierdzi, że: „Pani prezes jest zobowiązana do działania z godnością. Nie wyobrażam sobie, że będzie trzymać się biurka, protestować”.

Tego zdania jednak jego nie podziela wielu osób w tym prawników. Najostrzej wypowiedział się mecenas Giertych, który uważa, że jeśli Małgorzata Gersdorf miałaby upuścić swój gabinet, to tylko wyniesiona przez policję siłą. W żadnym wypadku nie ma prawa opuścić swojego stanowiska.

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem informację, że prezes Gersdorf rozważa sytuację, w której ma wyjść ze swojego gabinetu – powiedział na antenie TVN24 Roman Giertych. I to z powodu grupy ludzi, która uzurpując sobie prawo do nazywania siebie KRS wskaże osobę, która ma ją zastąpić. Moim zdaniem tego typu akt byłby aktem tchórzostwa i byłby nielegalny. Nie ma prawa opuścić swojego stanowiska”.

Czym innym, wg Giertycha, byłoby wyprowadzenie jej siłą. „Natomiast opuszczenie gabinetu przez panią prezes oceniałbym jako skrajny akt nieodpowiedzialności, tchórzostwa i łamania przepisów prawa, a także złamania orzeczenia Sądu Najwyższego, który wypowiedział się, że ma prawo orzekać, że jest pierwszym prezesem i że wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego ją w tej sprawie popierają” – przekonywał.

Mecenas Giertych wypowiedział się też na temat sporu między rządem Polski a Unią Europejską w sprawie niezawisłych sądów: „Jednym z warunków bycia w UE jest posiadanie sądów, które są niezawisłe. Polskie sądy zbliżają się do momentu, w którym tego warunku nie będą spełniać. I dlatego Trybunał Sprawiedliwości UE chce pomóc, aby ta sprawa była uregulowana z zasadami nie tylko traktatowymi, ale też zasadami, które mają głębokie korzenie również w wartościach europejskich i są znacznie starsze niż Unia Europejska – oceniał.

Szanowny Panie Prezydencie,

w najbliższych godzinach trafią do Pana wnioski o powołanie politycznych sędziów Sądu Najwyższego. Przyłożenie ręki do tych nominacji oznaczać będzie początek faktycznego wyjścia z Unii Europejskiej. Pol-exit w Stulecie Niepodległości zaprzepaści wysiłki i wyrzeczenia pokoleń Polaków dla dobra Ojczyzny. Kilkunastominutowe rozmowy z kandydatami, uboga dokumentacja ich dorobku zawodowego i upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa powodują, że procedura ta jest nierzetelna. W ostatnich postanowieniach Sąd Najwyższy wskazał, że przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym, mogą być niezgodne z podstawowymi zasadami traktatów europejskich. Takie samo stanowisko zajmuje Komisja Europejska i poważane organizacje międzynarodowe. Z szacunku dla wagi rozstrzygnięcia w tej sprawie należy poczekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Są chwile, kiedy historia daje wybór. Wciąż ma Pan ten wybór i to na Pana, a nie szeregowych polityków czy członków KRS, zwrócone są oczy całego świata.

Komitet Obrony Demokracji

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia

Stowarzyszenie Sędziów Themis

Forum Współpracy Sędziów

Inicjatywa “Wolne Sądy”

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy

Stowarzyszenie Amnesty International

Archiwum Osiatyńskiego

Forum Obywatelskiego Rozwoju

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej

Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita

Pracownia Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”

Młodzi2017

Fundacja Projekt: Polska

Fundacja Batorego

Bożena Chlabicz na koduj24.pl pisze o związkach PiS z Kościołem kat.

Już tylko w PiS-ie nadzieja. Jeśli nie partia pana prezesa, to nikt i nic nie obroni nas przed idąca z Zachodu falą laicyzacji i zagładą „wartości”! Bo skoro już nawet wierząca Ameryka przyłączyła się – kilka dni temu – do chóru krytyków wiary, oficjalnie nazywając Kościół „organizacją przestępczą”! I do tego w telewizji (NBC) …

Trudno się zresztą dziwić, skoro papież osobiście dorzuca polan do stosu, na którym wkrótce spłonie prawdziwa wiara (za co zresztą, zdaniem niektórych polskich komentatorów życia religijnego, należałoby go przykładnie ekskomunikować).

Wygląda na to, że Polsce, najwierniejszej z wiernych, znowu – jak kiedyś, przed wiekami – przypadnie rola ostatniej obrończyni świata przez zalewem pogaństwa, dokonującym się od Irlandii po Amerykę Łacińską pod śmiesznym – doprawdy – pretekstem jakichś przedawnionych oskarżeń nielicznych księży o domniemane „zbrodnie” pedofilii. No, naprawdę, jakby już nie było poważniejszych problemów…

Nie, żeby lekceważyć . No skądże. W każdym środowisku zdarzają się, niestety, podobne przypadki. No ale wszyscy winni zostali przecież wyleczeni w specjalnych ośrodkach terapeutycznych (bo to choroba jest), a potem przeniesieni na inne parafie, albo nawet karnie odwołani do samego Watykanu. Żadna inna korporacja zawodowa nie wykazała się podobną skutecznością. Tym bardziej, że wielokrotnie już padały ze strony hierarchów słowa przeprosin , a Kościół nieustająco modli się też za „ofiary” księżej pedofilii. Nikt nie zrobił dla nich aż tak wiele. Więc aż dziw bierze, że wierni na Zachodzie sami przyłączają się do tej lewackiej nagonki. Choć to może jakoś zrozumiałe, bo prawdziwa katolicka wiara ma przecież swoich odwiecznych wrogów, którzy tylko czyhają by zadać śmiertelne ciosy Kościołowi. Więc teraz korzystają z okazji.

Tymczasem katolicy, zamiast bronić swoich kapłanów, zbiorowo ulegają masońskiej propagandzie, bijąc się w piersi i sięgając głęboko do kieszeni. I to, co nie udało się wcześniej „lutrom” , „kalwinom” , Turkom, komunistom i islamistom razem wziętym, teraz dokonuje się na naszych oczach. Kościół upada pod ciosami oskarżeń o nieczystość i zgorszenie, choć tak naprawdę lewactwo chce go puścić z torbami.. Pazerność „ofiar” nie zna – mianowicie – granic, a parafie, wypłacając milionowe odszkodowania, bankrutują jedna po drugiej. Wstydu nie mają, bezbożnicy, stawiając mamonę ponad księże modły! A i parafianie też nie lepsi, odmawiając płacenia za perwersyjne skłonności swoich duchownych. No a kto niby miałby płacić? Może biskupi, sprzedając mercedesy i pałace? Albo Watykan???

I tylko Polacy nie dają się nabrać na te lewackie kłamstwa, trwając przy swoich hierarchach i za nic mając nawet prawomocne wyroki dla pedofilii w sutannach. Bo wierni nad Wisłą wiedzą swoje. I rozumieją – czego najlepszy wyraz dała ostatnio dzielna bojowniczka o prawa dzieci poczętych – Kaja Godek, że to wszystko przez spisek światowego libertynizmu i lewactwa. Bo propaguje edukację seksualną, a też genderyzm, co wszystko razem oznaczać może tylko jedno – powszechną rozwiązłość. Pani Kaja mówi tu jednym głosem z polskimi biskupami, którzy od dawna tłumaczą swoim wyznawcom, że prawdziwymi ofiarami pedofilii w Kościele są nie dzieci, prowokujące biednych, niewinnych księży do czynów nierządnych, ale wystawieni na pokusy kapłani I to im właśnie należy się modlitwa i wsparcie. A też prawo do godnej emerytury i dożywotniego praktycznego krzewienia wartości chrześcijańskich, najlepiej w placówkach edukacyjnych dla najmłodszych.

O żadnych odszkodowaniach dla takich dzieci, genetycznie obciążonych genami lubieżności, nie może zaś być mowy, a jeśli już, to powinno je wypłacać państwo, a zwłaszcza państwo PiS, które już wprawdzie zabrało złodziejom, żeby oddać niektórym ojcom redemptorystom, ale i tak wciąż winne jest Kościołowi ciężkie miliardy, za jego zasługi w popieraniu jedynie słusznej wersji prawa i sprawiedliwości. Wszak wiadomo, że bez wsparcia hierarchów to pastwo po prostu upadnie, jak amerykańska gospodarka bez prezydenta Trumpa, gdyby go przypadkiem Demokraci pogonili z urzędu za wysługiwanie się Rosji ( co sam zapowiedział na Twittrze).

Nad Wisłą księża nie muszą niczego zapowiadać, bo to się rozumie samo przez się, że kryzys Kościoła będzie oznaczał kres „państwa PiS”. Toteż państwo dba, by o Kościele nie można było mówić inaczej, niż dobrze, bo jego krytyka to „atak na wiarę”, a może nawet zamach na samego Pana Boga. Więc pedofile w sutannach mogą spać spokojnie. Nasi wierni pozostaną wierni swoim kapłanom nawet wtedy, gdyby otrzymali niezbite dowody nie tylko na molestowanie nieletnich przez własnego proboszcza, ale nawet i na to, że „Pan Bóg nie istnieje”. Bo nie o Boga tu chodzi, ale o „wiarę”, kształtującą obyczaje, poglądy, tożsamość i sposób życia jakichś 40 procent polskiego społeczeństwa. To widać także w sondażu na zlecenie portalu oko.press. Dla mniej więcej 40 procent respondentów tropienie śladów „afery pedofilskiej” w polskim Kościele nie ma najmniejszego znaczenia. A raczej ma o tyle, że ich głęboko bulwersuje i oburza. Bo dla nich to nic innego, jak tylko „sianie zgorszenia”.

Pawłowicz pokłóciła się z Ziobro. A Morawiecki uprawia z sukcesem program rodzina plus, tatuś, siostra i on gołocą Polskę z czego tylko można

Zwykły wpis

Prawo i Sprawiedliwość od początku mówiło, że stawia na rodzinę i będzie ją wspierać. Trzeba przyznać, że w tej sprawie dotrzymuje słowa. Tym razem wesprze siostrę premiera Morawieckiego na burmistrza Obornik Śląskich.

Jak poinformowała „Gazeta Wrocławska”, w Państwowej Komisji Wyborczej zarejestrowano Komitet Wyborczy Wyborców Anny Morawieckiej Obornickie Porozumienie Samorządowe. W wyborach samorządowych ma kandydować z poparciem Prawa i Sprawiedliwości oraz Obornickiego Porozumienia Samorządowego.

Nazwisko Anny Morawieckiej jako kandydatki na burmistrza Obornik Śląskich, pojawiło się w momencie, gdy rząd ogłosił nową inwestycję w tym mieście.

Przypomnijmy chodzi o most na Odrze, który połączy gminy Oborniki Śląskie i Miękinia. Ta decyzja wzbudziła kontrowersje, ponieważ kilka kilometrów dalej, w Brzegu Dolnym, stoi już most, wybudowany w 2013 roku.

Wiele osób uważa, w tym architekci, mieszkańcy oraz obecny burmistrz Obornik, że jest to marnowanie pieniędzy, bo most połączy tylko puste pola i według burmistrza chodzi tylko o prezent dla siostry premiera. „Mieszka ona pod Obornikami i właśnie dla niej taki most byłby bardzo użyteczny” mówił burmistrz.

Wtedy jeszcze nie było pewne, że Anna Morawiecka wystartuje w wyborach. Od poniedziałku wszelkie spekulacje ucichły – siostra premiera już na pewno będzie kandydować w wyborach samorządowych.

Kim jest Anna Morawiecka, poza tym, że siostrą premiera? Obecnie jest zastępcą dyrektora Wrocławskiego Domu Literatury i szefową Targów Dobrych Książek. A w wywiadzie dla Wirtualnej Polski zwierzyła się, że to lokalne środowiska znając jej „zaangażowanie w sprawy społeczne i jej umiejętności organizacyjne” namówiły ja do kandydowania.

Dla Obornik, to może być nawet korzystne. Wiadomo układ w centrali (w PRLu mówiło się o znajomościach w tzw. „Zjednoczeniu”) to wielki atut.

Wprawdzie pamiętamy najbardziej znany peron w Polsce, słynny przystanek dla ekspresów we Włoszczowej, który po cichu przeszedł do historii, bo okazał się mało przydatny, ale za to budowa peronu kosztowała prawie 3 miliony złotych.

No, ale nie przesądzajmy sprawy.

Tak czy owak gratulujemy Obornikom!

Paul Krugman, laureat ekonomicznego Nobla, w felietonie na łamach „New York Timesa” ostrzega Amerykanów: „Jesteśmy bardzo blisko stania się drugą Polską lub Węgrami” – pisze.

Paul Ktugman to ceniony amerykański ekonomista, publicysta dziennika „The New York Times”, wyróżniony ekonomicznym Noblem w 2008 roku za swoje dokonania w dziedzinie teorii handlu międzynarodowego. Krugman wielokrotnie dał się poznać jako żarliwy komentator polityczny.

W ostatnim czasie mocno skupił się np. na dysproporcjach dochodów w społeczeństwie, przyglądał się też sytuacji w Europie, zwłaszcza idei państwa opiekuńczego, którą realizują kraje skandynawskie.

Krugman w swoim najnowszym felietonie dla „New York Timesa”, zatytułowanym „Dlaczego to może stać się tutaj”, zaczyna od mocnego sformułowania, skierowanego wprost do Amerykanów:

Jesteśmy bardzo blisko stania się drugą Polską lub Węgrami.

– pisze.

Paul Krugman o Polsce i Węgrzech: Demokracja jest tam martwa

Później Krugman przytacza żart, który powiedział mu znajomy tuż po upadku Muru Berlińskiego. „No, to teraz Europa Wschodnia jest wolna od obcej komunistycznej ideologii. Może wrócić do swojej prawdziwej historycznej drogi – faszyzmu”. Dodaje przy tym, że w 2018 roku takie stwierdzenie „wcale nie brzmi jak żart”.

Według Krugmana coś, co nazywane jest „illiberalizmem” (brakiem liberalizmu – red.), właśnie zaczyna rosnąć w Europie Wschodniej.

To obejmuje Polskę i Węgry, wciąż państwa członkowskie Unii Europejskiej, w których demokracja, w formule, którą rozumiemy, jest martwa

– pisze Krugman. Dodaje, że zarówno kierowany przez Viktora Orbana Fidesz na Węgrzech, jak i Prawo i Sprawiedliwość, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, stworzyły „reżimy”, które dalej utrzymują wybory powszechne, ale zniszczyły np. wolność prasy i niezależność sądownictwa. „Rezultat jest taki, że najprawdopodobniej zakończy się to rządami jednej partii w najbliższej przyszłości. To może stać się też tutaj” – wskazuje ekonomista.

Paul Krugman: Republikanie są chętni do bycia PiS albo Fideszem

Prawda jest taka, że Partia Republikańska jest gotowa, a nawet chętna, by stać się amerykańską wersją PiS lub Fideszu, poprzez wykorzystanie swojej władzy, by rządzić bez przerwy

– pisze Krugman. Dalej ekonomista wylicza „zagrywki” Republikanów w poszczególnych stanach USA. Jako przykład podaje wydarzenia z Zachodniej Wirginii, gdzie Republikanie mieli alarmować o ogromnych wydatkach w tamtejszym Sądzie Najwyższym, doszło do impeachmentu całego składu tej instytucji i zastąpieniu sędziów „lojalnych partii”. To w jego ocenie podobne metody, jak te, które stosują rządy w Warszawie i Budapeszcie.

Jeśli Republikanie odzyskają kontrolę w obydwu izbach Kongresu w listopadzie – staniemy się drugą Polską lub Węgrami szybciej niż wam się wydaje

– kwituje

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że Kamil Zaradkiewicz zostanie sędzią SN, i to mimo pojawiających się kontrowersji na jego temat. W toku wtorkowego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa doszło do sporu wokół kandydatury Zaradkiewicza z powodu jego poglądów dotyczących związków jednopłciowych.

Ostra dyskusja wywiązała się między PiS-owską posłanką Pawłowicz, a Zbigniewem Ziobrą, który zdaniem komentatorów specjalnie przybył na posiedzenie KRS by wesprzeć Zaradkiewicza. Minister sprawiedliwości miał mieć przy sobie pismo, w którym jego współpracownik doprecyzował swoje stanowisko na ten temat.

Pan sędzia stał się znany, gdy jako pracownik biura Trybunału Konstytucyjnego zakwestionował obowiązek publikowania przez rząd orzeczeń TK. Został z Trybunału zwolniony, ale wkrótce otrzymał stanowisko dyrektora departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

– Oni po prostu mówią to co im w duszy gra, a im gra w duszy Polska poza Europą, a nie Polska w Europie. Europa to oznacza standardy, które nie są ich standardami. Europa oznacza wolność, oni nie chcą wolności. Europa oznacza tolerancję, oni nie chcą tolerancji. Europa oznacza państwo świeckie, oni nie chcą państwa świeckiego. Europa oznacza pokój, oni chcą wojny. Po prostu, wojny na każdym tego słowa znaczeniu, w najmniejszym sensie militarnym – mówił Michał Kamiński w rozmowie z Markiem Kacprzakiem w „Tłicie” Wirtualnej Polski.