PiS odebrał miliony Polakom, aby dać je Rydzykowi

Zwykły wpis

Ksiądz z Wielączy w województwie lubelskim nagrywał małoletnie dziewczynki w toaletach i przymierzalniach. Wpadł na wakacjach w Chorwacji. Swoje postępowanie duchowny tłumaczył stresem związanym z ciężką pracą.

Sprawę Łukasza P., księdza z Wielączy, który nagrywał z ukrycia nieletnie, opisał „Dziennik Wschodni„. Były już wikary trafił w ręce służb podczas wakacji w Chorwacji w ubiegłym roku. Tam z ukrycia nagrywał nagą dziewczynkę w przymierzalni.

Ksiądz z Wielączy nagrywał nieletnie. Liczba pokrzywdzonych wzrośnie

– W trakcie przeszukania mieszkania wikarego na plebanii znaleziono kilka miniaturowych kamer oraz komputery i dyski, na których znajdowało się siedem filmów i ponad 250 zdjęć o charakterze pornograficznym z osobami niepełnoletnimi – powiedział „Dziennikowi Wschodniemu” rzecznik prasowy zamojskiej Prokuratury Okręgowej.

Łukaszowi P. postawiono zarzut posiadania pornografii z udziałem nieletnich. Ksiądz przyznał się do winy. Zaskakujące jest jego tłumaczenie. Jak podaje lokalny dziennik duchowny stwierdził, że „podglądanie pomaga mu na stres związany z ciężką pracą”.

Prokuratura ustaliła już dane kolejnych osób, które ksiądz uwiecznił na nagraniach. Liczba pokrzywdzonych przez księdza może więc wzrosnąć. Za posiadanie pornografii z nieletnimi grozi do pięciu lat więzienia. Jeśli ksiądz publikowałby filmy, kara mogłaby wynieść 8 lat.

Łukasz P. znajduje się pod dozorem policji, ma zakaz opuszczania kraju.

Nowa KRS rekomendowała 12 osób do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Trudno w nich szukać osoby nie związanej z ministerstwem sprawiedliwości. Będzie ‚polowanie na czarownice’ w Izbie Dyscyplinarnej? Sędzia KRS: ‚To jest troszkę lapidarne…’.

„Dziś złożyłem pozew przeciwko PiS. Ich spot wyborczy bezprawnie publikuje wizerunek osób protestujących i przedstawia ich w bardzo złym świetle. Żądamy zakazu publikowania tego spotu” – napisał na swoim Twitterze Kaczyński.

Chodzi o PiS–owski spot pt. „Totalna awantura to nie program dla Polski”, w którym użyto wizerunku protestujących pod Sejmem zwolenników opozycji. Jak twierdzi prawnik – bez ich zgody.

Różnej maści ugrupowaniom partyjnym nie raz dotąd zdarzało się stosować taki „chwyt”, tylko nikt dotąd nie wpadł na pomysł, by zrobić z tego odpowiedni użytek – mówią komentatorzy i przypominają zwolenników PiS z krzyżem w spotach PO.

„Być może nikt nie pomyślał wcześniej o tym, by zgłosić się do prawnika. W takim razie rozstrzygnięcie w tej konkretnej w sprawie, w której interweniuję, będzie pewnego rodzaju precedensem” – ocenił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Wirtualną Polską.

Po przepisaniu na nowo historii, “dobra zmiana” zabrała się za literaturę. Zanim jednak redaktor Ziemiec ogłosi, że to premier Morawiecki osobiście napisał „Trylogię” (dowodem cytat – „Jam to, nie chwaląc się, sprawił”) , a najważniejszym z narodowych wieszczów zostanie, decyzją sejmowej większości, twórca „Małej Apokalipsy” – Jarosław Kaczyński, „dobra zmiana” przystąpiła do korekty zawartości półek bibliotecznych. Pierwsze dzieło „przykrojone” na miarę aktualnych standardów czytelniczych będzie mieć premierę ósmego września, w związku z Narodowym Czytaniem klasyki. Padło na Żeromskiego i jego „Przedwiośnie”.

Na zlecenie patrona akcji – pana prezydenta – poprawianiem Żeromskiego zajął się krytyk Andrzej Dobosz, na początek wykreślając z tekstu „Przedwiośnia” połowę przymiotników. Bo – trzeba przyznać – z przymiotnikami, to autor zdecydowanie przesadził. No i wiadomo, że nic tak nie psuje stylu, jak mnożenie epitetów…

Jeśli więc bohater był – w oryginale – „zdrowy i zażywny”, pan krytyk pozwolił mu nadal cieszyć się dobrym zdrowiem, ale po „zażywności” nie zostało nawet śladu. I słusznie. Bo nadwaga nie sprzyja zdrowiu przecież. No i władza nie może pozwolić na tak oczywistą promocję otyłości.

Tak więc – na początek z tekstu wypadł co drugi przymiotnik. A zaraz potem pod ciosami cenzorskiego ołówka pana krytyka padły wszystkie słowa „archaiczne”. Oraz – dodatkowo – te, które wprawdzie archaizmami nie są, ale i tak mogłyby wprowadzić w konfuzję czytelników „Gazety Polskiej” i pasków z „Dziennika”. Na przykład „konfuzja” właśnie. Choć nie tylko ona , bo na pierwszy ogień poszedł w „Przedwiośniu” spójnik „tudzież”. A zaraz po nim partykuła „azaliż”. I inne tam „onegdaje”, „wszelakości” czy „mniemania”

„Dobra zmiana” promuje wszak nowoczesność, nie tylko na drogach (milion furmanek na stulecie niepodległości) ale również na półkach bibliotecznych!

No i przecież klasyka jest własnością wszystkich Polaków a nie tylko gardzących prostym ludem elit, z tymi ich „ą”, „ę” i „bynajmniej”.. Toteż – co chyba oczywiste – trzeba ją zmodernizować kreatywnie dostosowując do potrzeb i możliwości zwolenników „dobrej zmiany”. I o się właśnie dzieje!

Każdy może pomóc. Onegdaj portal „naTemat” stworzył listę ulubionych przez swoich czytelników archaizmów oraz „ słów trudnych”, którą w ciemno można rekomendować cenzorom klasyków z „dobrej zmiany”. No więc podpowiadam panu krytykowi, że z „Przedwiośnia” powinny zniknąć (o ile się tam w ogóle pojawiły) , takie słowa, jak: kokieteria, ladacznica, lubrykant, melancholia, absztyfikant, birbant, morowy, bisurman, łapserdak, rozchełstany oraz urwipołeć, wszelako i przeto.

Ewentualnie można też zlecić test w „Super Expressie”, i każde słowo którego rozpoznawalność będzie niższa niż 80 procent, też wykreślić. Tak prewencyjnie, żeby nie narażać czytelników na kryzys poznawczy.

Bo język literatury narodowej ma być prosty i zrozumiały dla każdego! Natomiast Żeromski w oryginale powinien się niechybnie znaleźć na indeksie ksiąg zbyt trudnych dla zwolennika „dobrej zmiany”. Natomiast dywagacje, że wszystkie huncwoty chędożące teraz konstytucję jak ladacznicę, to hultaje, co przeto powinny sczeznąć bez zwłoki, niech sobie czynią (do czasu, wszakże) rozbisurmanione elity gorszego sortu.

Bartłomiej Misiewicz. Piewca macierewiczowskiej pożogi. Anioł kadrowej śmierci. Wybitny strateg i demaskator fake newsów (głównie własnych). Pulchny rzecznik prasowy, któremu wydawało się, że jest ministrem. Człowiek, którego nazwisko jest synonimem nepotyzmu, korupcji politycznej i tego wszystkiego, co przypełzło kanałami razem z władzą PiS. Mimo tego, że Misiewicz został zmuszony do odejścia z Ministerstwa Obrony Narodowej przez samego prezesa Kaczyńskiego w marcu 2017 roku, to do chwili obecnej nie daje on o sobie zapomnieć i coraz to nowe fakty z jego życia prywatnego i służbowego wychodzą na jaw.

Jak już się zdążyliśmy przekonać, politycy PiS są pazerni na pieniądze. Dla nich nie ma najmniejszego znaczenia ich źródło pochodzenia. Ważne, żeby zarobić i się nie narobić, ukraść i nie dać się złapać, albo tak lawirować, żeby nie musieć oddawać. I ten ostatni przypadek dotyczy właśnie pana Misiewicza.

Historia zaczyna się od Jakuba B., szkolnego kolegi Misiewicza ze stolicy polskiego patriotyzmu, Łomianek. Otóż rzeczony pan Jakub w kwietniu 2013 roku zaciągnął kredyt w SKOK Wołomin w wysokości 15.300 zł na 1,5 roku. W tym samym SKOKu, który stał się sławny na całą Polskę, ponieważ działała w nim zorganizowana grupa przestępcza, która wyłudziła ponad 3 miliardy zł. Z uwagi na fakt, że pan Jakub urodził się w 1990 roku i jako 23-latek był gołodupcem, to SKOK Wołomin zażądał zabezpieczenia kredytu. Kredytobiorca zwrócił się zatem do swoich rówieśników, aby podżyrowali mu ten kredyt. Tymi kolegami byli Michał Ł. i właśnie Bartłomiej Misiewicz. Pożyczka została udzielona, a Jakub B. otrzymał pieniądze. Kiedy przyszło do spłaty okazało się, że żadna z rat nie wpłynęła na konto SKOK Wołomin. Półtora roku później, tj. kilka dni po tym jak minął termin spłaty zaciągniętej pożyczki, Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła działalność SKOK Wołomin, a dwa miesiące później sąd ogłosił jej upadłość. W tym czasie Misiewicz pełnił ważne funkcje państwowe za spore pieniądze. Drugi żyrant, jako funfel Miśka też nie zasypiał gruszek w popiele – ciężko pracował w Radzie Nadzorczej Wojskowych Zakładów Łączności nr 1 (z rekomendacji Misiewicza). Sprawa niespłaconego długu trafiła do sądu i po trzech latach zapadł wyrok. Koniec końców dług musiał spłacić drugi z żyrantów. Misiek wyszedł z całej sytuacji bez uszczerbku na swoim majątku.

Chciałbym wyciągnąć morał z tej historii, ale bardziej nurtują mnie pytania: kto polecił Jakubowi B. wziąć kredyt w SKOK Wołomin w czasie, kiedy działała tam zorganizowana grupa przestępcza z byłym członkiem WSI na czele i skąd mu do głowy wpadł pomysł niespłacania zaciągniętego zobowiązania? Czyżby już wtedy w środowisku PiS było wiadomo, że SKOK Wołomin będzie wkrótce niewypłacalny i warto w nim zaciągać zobowiązania, bo za chwilę przestanie istnieć? To tłumaczyłoby brak spłaty jakiejkolwiek raty przez Jakuba B.

Bartłomiej Misiewicz na stałe zagościł w naszej przestrzeni politycznej i tak szybko nie pozwoli o sobie zapomnieć. Pokuszę się jednak o morał z tej historii, choć wielu z was może się on nie spodobać: najwyraźniej warto iść w politykę. Tam się kradnie bezkarnie z gwarancją poklepania was po plecach przez kolegów, którzy będą Wam zazdrościć operatywności i mądrości życiowej.

>>>

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o wyborcach PiS.

Wrogów Ojczyzny” trzeba zniszczyć i nie odpuszczać. To nasz patriotyczny obowiązek

Nie chcę się czepiać. Nie chcę mówić, że elektorat PiS- u to ludzie, którzy mało wiedzą o mechanizmach władzy, słabo znają historię, a o gospodarce, finansach publicznych, prawie, sądownictwie, edukacji, znaczeniu konstytucji dla bezpieczeństwa państwa niewiele mają do powiedzenia. Nawet jeśli, to przecież nic złego. Każdy ma swoje zainteresowania i nie musi znać się na wszystkim. Dlaczego więc tak trudno z wyborcami PiS-u rozmawiać? Dlaczego z marszu zakładają oni, że każde słowo wypowiedziane przez kogoś, kto nie należy do „PiSolubnych” to kłamstwo, oszustwo, zło?

Jadę taksówką. Kierowca zagaja rozmowę, oczywiście o PiS i polityce. Zachwyca się, jak to teraz jest wspaniale, sprawiedliwie, uczciwie, a więzienia zapełniają się przestępcami z kliki PO. Pytam więc uprzejmie, czy orientuje się, ilu polityków z poprzedniej partii rządzącej, zostało już skazanych po audytach, jakie przeprowadziła nowa władza w ministerstwach. Pan mówi, że wszyscy. To znaczy, kto konkretnie i za co? … i zapada cisza. Informuję pana, że na 40 zgłoszonych „przestępstw do prokuratury, na chwilę obecną kilkanaście spraw już umorzono, dwie zostały przyjęte i kilkanaście wciąż się toczy, bo trudno w nich znaleźć sensowny punkt zaczepienia… nadal cisza. Pytam więc dalej, o czym świadczy fakt, że tylko dwa doniesienia okazały się warte zainteresowania prokuratury i słyszę, że to wina sędziów. Bo skorumpowani, złodzieje, współpracują z kliką i siedzą w układach z tymi zdrajcami narodu (czyli politykami PO). Na moje wyjaśnienie, że to nie sędziowie badają sprawę i przygotowują akt oskarżenia tylko prokuratorzy, znowu cisza. Dojeżdżam już na miejsce i na pożegnanie słyszę, że jestem tym „gorszym sortem”, ale może kiedyś zrozumiem, że nic lepszego od PiS-u nie mogło Polskę spotkać.

Umieszczam swoje teksty, komentujące obecną sytuację polityczną w Polsce na Facebooku. Pod jednym z nich mój oponent napisał – świat i ja zachwycony polską, bo polacy w 2015r z popiołu powstali i z zjednoczoną prawicą – pis polskę chrześcijańską odbudowali i prawo chrześcijańskie – sprawiedliwe wprowadzili, żeby wszyscy polacy i ludzie w polsce spokojnie i w dobrobycie żyli. dlatego w wyborach, tylko pis wybieramy, bo pokój i dobro w europie i polsce dopiero nastanie, kiedy zjednoczymy się z pisem my wszyscy polacy – patrioci, słowianie, chrześcijanie!!!” (zachowałam oryginalną pisownię). Proszę więc o podanie przykładów, które potwierdzają jego słowa i …cisza.

Kolejnego rozmówcę też proszę o konkrety. W odpowiedzi słyszę – „”Pirdolisz banialuki” i oczywiście sztandarowe „Mam pytanie co zbudowały rządy Po? Właśnie tam w stoczni, co?” Opowiadam więc, co się dzieje na terenie Stoczni Szczecińskiej, o firmach tam funkcjonujących, spółkach, które mają sporo kontraktów i nieźle działają i …cisza.

Rozmawiam z sąsiadem o tej nietrafionej ustawie o IPN. Człowiek w kwiecie wieku, ok. 40–tki. Zachwyca się dokonanymi w niej zmianami, bo „wrogów Ojczyzny” trzeba zniszczyć i nie odpuszczać. To nasz patriotyczny obowiązek”. Pytam więc spokojnie o tych „wrogów Ojczyzny”, kim są, co im konkretnie zarzucamy i …cisza, a potem padają słowa, „ni z gruszki, ni z pietruszki”, że ustawa jest super i pokazuje, jak bardzo zaczęliśmy się liczyć w świecie, wreszcie wyrastamy na światową potęgę. Proszę o przykłady i …cisza.

Zawsze jest tak samo. Ja pytam, a odpowiada mi milczenie. Pytam o zasadność reformy edukacji, nepotyzm, rozdawnictwo pieniędzy z naszych przecież kieszeni, słabość polskiej armii, brak sensownych programów rozwoju Polski, łamanie zasad Konstytucji, odejście od trójpodziału władzy. W odpowiedz dostaję tylko jedno… ciszę.

Za poprzednich rządów większość wyborców PiS nie odnalazła się w Polsce. Padły PGR-y, sprywatyzowano przemysł, na mapie Polski pojawiły się regiony tzw. białe, gdzie wzrastało ostro bezrobocie, zakładów pracy było jak na lekarstwo, a ich pozostawiono samym sobie. Nie pamiętam żadnego sensownego programu pomocy dla nich, projektu aktywizacji zawodowej, propozycji dla firm, by właśnie na tych terenach inwestowały i rozwijały swoją działalność. Jedyne, co funkcjonowało to Pomoc Społeczna, która zapewniała wsparcie na poziomie wegetacji, ale też przyzwyczaiła swoich klientów do bierności zawodowej i dość roszczeniowej postawy. Nieistotne, w jakim stopniu sami zapracowali sobie na to wykluczenie. Liczy się fakt, że czuli się gorsi, zbyteczni.

Teraz żyje się im lepiej, bo w Polsce PiS-u są najwyższą wartością samą w sobie i ten poziom wiedzy, jaką reprezentują, całkowicie wystarczy, by ich szanować, cenić i pozorować współudział w tworzeniu nowej Polski na każdej płaszczyźnie. Polski, gdzie to oni są panami, oni rządzą, decydują co i jak, a ta reszta to po prostu chłam, który do tej pory pasożytował na zdrowym organizmie, jakim jest tenże elektorat, wykorzystywał go, spijał śmietankę, która należała się właśnie pisowskim zwolennikom i tylko im.

Dostają od PiS-u na tacy wartości, które pozwalają poczuć się kimś ważnym, docenionym, wreszcie zauważonym. To dla nich jest ten Patriotyzm, Ojczyzna, Bóg i Honor. To im, do tej pory klepiącym biedę, żyjący na poziomie, który był w ich mniemaniu niewystarczający i niesprawiedliwy, PiS pokazuje, że zasługują na więcej.

Dlatego nie ma co liczyć na merytoryczną dyskusję i siłę argumentów. Jak to powiedział jeden z moich internetowych rozmówców – „ja już dawno znalazłem moje źródło, to Polska pod rządami PIS”. I taka jest właśnie puenta każdej rozmowy z wiernym wyborcą PiS. Mają głęboko w nosie konstytucję, demokrację, prawa rządzące finansami i gospodarką, historię, miejsce Polski w świecie. A po co im jakaś prawda? Ich to po prostu nie obchodzi. Ważne, że to jest ich czas i nikt, i nic, tego nie zmieni. Nawet jeśli czarne jest białe, a białe czarne, będą bronili pisowskiej Polski do ostatniej kropli krwi, bo taka Polska to dla nich prawdziwy Raj.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Muszyńskim.

Julia Przyłębska nie jest zanadto lotna jako prawnik, o czym świadczy jej wcześniejsza kariera zawodowa. Nie dostała pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu z uzasadnieniem: „nie nadaje się do orzekania”. O takiej osobie rzecze się: brak jej kompetencji zawodowych.

Ale te braki nie przeszkadzają partii PiS, aby wynieść ją najwyżej w hierarchii zawodowej, bo do najbardziej prestiżowej funkcji – prezes Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli zestawimy ją z poprzednikiem prof. Andrzejem Rzeplińskim, z autorytetem prawniczym z dużym dorobkiem naukowym i wieloma uznanymi publikacjami zwartymi, to nie od rzeczy będzie porównanie tych dwóch wielkości, jak mrówki do słonia.

Poza tym Przyłębska została mianowana przez prezydenta Andrzeja Dudę nieproceduralnie, co zaskarżone w sądzie mogłoby być orzeczone, iż w świetle prawa nie jest prezes TK. Ale nie tylko o niej możemy to powiedzieć. Bezprawnymi są inni sędziowie TK, w tym najgłośniejszy z nich Mariusz Muszyński.

W istocie to on rządził – i rządzi – w Trybunale Konstytucyjnym, bo nawet w machlojkach i przekazie retorycznym Przyłębska jest tak samo „kompetentna”, jak w uzasadnieniu, gdy odmówiono jej posady w Poznaniu: nie nadaje się.

Określając postać Przyłębskiej najwłaściwiej byłoby o niej powiedzieć: nie jest lotna intelektualnie, a na pewno nie nadaje się na funkcję prezesa TK. Żyjemy jednak w rzeczywistości pisowskiej, w której wartościowanie jest odwrotne niż w realności, niż nakazywałby rozum.

Robotę za Przyłębską w TK wykonywał Muszyński, a polegała ona na tym, iż demolkę ustawową PiS przetwarzał na demolkę administracyjną i spraw, które trafiały do TK. Czyli nie jest ważne prawo i nadrzędna do niego Konstytucja, ale interes PiS, a praktycznie wola prezesa I po to Muszyński został wysłany do TK.

Działał w interesie PiS. Jego ambicje demolowania sięgały jeszcze dalej, bo z punktu prawa – a nie pisowskiego bezprawia – był tylko dublerem, czyli nie był sędzią wg prawa. Zachciało się jednak ponadto Muszyńskiemu być sędzią Sądu Najwyższego. Zgłoszona została jego kandydatura i spodziewano się, że nawet może zostać I prezes Sądu Najwyższego, albo szefem nowej struktury w SN – bodaj ważniejszej niż I prezes SN – Izby Dyscyplinarnej.

Nagle dowiedzieliśmy się, że Muszyński zrezygnował z kandydowania do SN. Dlaczego? Czyżby tyle nabroił, iż z chwilą powrotu kraju do normalności, groziła mu wieloletnia odsiadka za kratami?

A może… i dzisiaj otrzymujemy jedną z możliwych odpowiedzi. Mianowicie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok w jednej ze spraw, która dotyczyła zaskarżonego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a w składzie orzekającym był  nasz „czarny charakter” Muszyński. WSA powołując się na sygnatury wyroków TK, uznał, iż w świetle wskazanych wyroków TK Muszyński jest osobą nieuprawnioną do orzekania w składzie Trybunału Konstytucyjnego.

A zatem Muszyński nie ma prawa do orzekania w TK. Logicznym jest, iż nie można uznawać go za sędziego TK. A uogólniając jeszcze szerzej w stosunku do kraju: w Polsce nie działa prawo, mamy sytuację samowoli prawnej, bezprawia.

Najprawdopodobniej – prawdopodobieństwo graniczące z pewnością – Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu przychyli się zasadności pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego, a tym samym pośrednio stwierdzi, że prawo stanowione przez PiS określa Polskę jako państwo bezprawia, republikę bananową. Nieuprawniony Muszyński w TK był i jest prawniczym cynglem PiS. Prawo w Polsce zostało postawione pod ścianą, rozstrzelane.

Balcerowicz: Polexitu nie można wykluczyć

– Nikt się nie spodziewał, co zrobi PiS z polską demokracją, z polską praworządnością, to nikt teraz nie może wykluczyć, że w jakimś momencie szaleństwa czy szaleńczego wyrachowania oni nie spróbują utrwalić się przy władzy, przy wrogich hasłach wobec Unii Europejskiej i zrobienia Polexitu. Tego nie można po prostu wykluczyć na podstawie tych strasznych rzeczy, które PiS robi – mówił Leszek Balcerowicz w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po Faktach” TVN24.

Balcerowicz: Ci, którzy uchwalili ustawy o KRS i SN i je podpisali, obecny  prezydent to gwałciciele konstytucji

– Ci, co uchwalili te ustawy (o KRS i SN) i ją podpisali, obecny prezydent to są gwałciciele konstytucji, czyli najwyższego prawa, a ci, którzy dali się wybrać do KRS-u, czyli w gruncie rzeczy niekonstytucyjnego prawa, teraz się dają wybrać czy próbują dać się wybrać do Sądu Najwyższego to są także gwałcicielami konstytucji, wspólnikami – mówił Leszek Balcerowicz w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po Faktach

Balcerowicz: PMM po prostu kłamie

– On [premier Mateusz Morawiecki] po prostu kłamie. Trzeba używać słów adekwatnych do rzeczywistości. Nie wiem, czy u niego procesy psychiczne są tego typu, że nieświadomie kłamie, ale kłamie albo manipuluje. Manipulacja czasami polega na tym, proszę pamiętać, pewne stwierdzenia odnośnie faktów są prawdziwe, ale wnioski fałszywe. Można powiedzieć tak jak powiedział prezydent Erdogan w Turcji: Nasza gospodarka jest w świetnej sytuacji. Była. Na podstawie bieżących składników, ale jak się popatrzy na inne wskaźniki to widać było, że zmierza do katastrofy – mówił Leszek Balcerowicz w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po Faktach” TVN24.

Rząd PiS znów dofinansował telewizję publiczną: Ministerstwo Kultury zgodziło się na wznowienie emisji obligacji na sumę 300 mln zł. To prezes Jacek Kurski zabiegał o te pieniądze, bo – jak tłumaczy – rząd wciąż nie uregulował sprawy abonamentu.

Już raz TVP wyemitowała obligacje o wartości 300 mln zł, które Bank Gospodarstwa Krajowego kupił latem 2016 r. Ze sprawozdania finansowego dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wiadomo, że w 2016 r. spółka i tak odnotowała 180 mln zł straty (rok wcześniej 36,6 mln zł). I za taki wynik w całości odpowiada prezes Kurski, bo nominację na szefa TVP odebrał z rąk ówczesnego ministra skarbu Dawida Jackiewicza na początku stycznia 2016 r. Od tego czasu oglądalność programów w TVP spada (z „Wiadomościami” na czele), za to rosną wydatki. Spółka funkcjonuje głównie dzięki pomocy rządu.

Już w połowie 2016 r. TVP dostała zgodę na wyemitowanie obligacji o wartości do 300 mln zł. – To w rzeczywistości najtańsze finansowanie możliwe na rynku. Wcale nie jest powiedziane, że z niego w całości skorzystamy. To tylko furtka zabezpieczająca płynność – tłumaczył prezes Kurski w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”. Potem przyznał, że „dzięki tym pieniądzom przeżyliśmy 2016 r”.

>>>

>>>

>>>

One response »

  1. Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):
    Poproszę PiS @pisorgpl o nazwiska tych złodziei, co to im „zabrał”. Przy okazji: w państwie prawa partia polityczna nie może zabrać nikomu pieniędzy. Konfiskatę w niewielu określonych prawem przypadkach orzeka sąd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s