PiS spada. Pokraki szukają tematów zastępczych, oskarżają ludzi niezłomnych

Zwykły wpis

Dzień po sondażu niedobrym dla PiS, w którym opozycja ma już takie samo poparcie, jak partia Kaczyńskiego (28 proc.), naprędce wymyślono news, aby przykryć odwrót elektoratu od PiS.

Panika w PiS. Dęte zarzuty dla Jacka Kapicy, którego ABW naszła w domu. A potem pokraczne słowa prawdziwego intelektualno-estetycznego niedojdy Ziobry pokazują, jak nasz kraj spadł na psy.

Donald Tusk wsparł na Twitterze Kapicę.

Kapica został zaraz zwolniony przez prokuratora. Nic na niego nie mają, ale zrobili pokazówkę medialną i padło publiczne oskarżenie o 21 miliardów zł.

Pokraki pisowskie chcą coś upolować, zrobić igrzyska dla gawiedzi.

Partia katolicka.

Macierewicz z Misiewiczem zakładają partię.

Jeśli Macierewicz rzeczywiście przyciągnie do swojej nowej partii wszystkich Misiewiczów z całej Polski, to PiS ma poważny problem. Będzie masowy ruch, gejmczendżer. Pazurki pani Szydło przy tym to kaszka z mleczkiem.

Tak! Podobno Antoni zakłada własną partię.

Popieram👍👍👍👍👍👍👍👍👍

Waldemar Mystkowski pisze o zbliżających się świetach PiS.

Wcale nie uważam, aby program festynu PiS zaplanowany na 10 kwietnia był bogaty. Prezes Kaczyński nazwałby, że jest skrajnie skromny.

Proszę się zastanowić! Miesięcznice smoleńskie odbywają się każdego miesiąca, a Boże Narodzenie czy też Wielkanoc – raz w roku. Dlaczego więc tak ważne święto PiS-u ma zarezerwowany tylko jeden dzień? Czy nie mogłoby to być dwudniowe święto poprzedzone wigilią? Akurat w tym roku wypada ono we wtorek, przeddzień święta (wigilia) wypada w poniedziałek,  Polacy mieliby zatem wolne 5 dni od pracy, to byłby długi weekend, że hej.

Dzień 10 kwietnia jest tak gęsty w imprezy, iż nie na wszystkie można będzie się załapać. Start od godziny 8.00, gdy odbędzie się msza, a zaraz apel smoleński (8.41) przed Pałacem Prezydenckim. Następnie trzeba biec na plac Piłsudskiego, na którym kino w plenerze fundnie dwa bloki filmowe. Po wrażeniach artystycznych odświeży się tradycję średniowieczną przez odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego.

Następnie wiekopomna chwila, bo odsłonięty zostanie pomnik smoleński (Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r.), a pod drugi – najważniejszy pomnik: brata Jarosława Kaczyńskiego – położony będzie kamień. Mówkę palną prezydent i prezes. Po czym dojdzie do kolejnej części artystycznej – koncertu. Tym, którym będzie mało mowy prezesa, zaplanowane jest jeszcze jedno wystąpienie przed Pałacem Prezydenckim.

Ufff… To ma być święto? To mordęga, jak na jakimś festiwalu filmowym w Cannes albo w Wenecji, gęstym od zdarzeń. Dlatego moje pretensje, aby rozłożyć to na wigilię i dwa dni świąt są – przynajmniej dla mnie – zasadne.

Jest wiele pytań, na które dzisiaj nie ma jeszcze odpowiedzi. Kto przybędzie zza granicy? Ile tysięcy policjantów będzie pilnowało festynu? Jak wysokie będzie ogrodzenie, bo wielu chciałoby popatrzeć, jak prezes się bawi?

Ba! W kontekście orzeczenia Sądu Najwyższego, iż wojewoda nie może zakazać kontrmiesięcznic, nawet pod groźbą kary więzienia, powstaje pytanie – dla mnie ważne – gdzie zostanie zorganizowana kontrrocznica (tak jak kontrmiesięcznice)?

Gdzie? Bo mnie świerzbią nogi, aby też pobiegać. Jedźmy dalej: jeżeli sprawca katastrofy smoleńskiej (nawet uznany za mimowolnego) – Lech Kaczyński – będzie miał pomnik, to gdzie można postawić kontrpomnik? W każdym razie festyn pisowski winien otrzymać w ramach symetrii równie bogaty kontrfestyn. Takie jest moje zdanie, moje ucho od śledzia.

Pewien mój serdeczny kolega parę lat temu obwieścił mi z przekonaniem, iż w Polsce nie rządzą politycy, nie rządzi premier z ministrami, prezydent z żyrandolem, Tusk z Kaczyńskim, ani nawet Kaczyński z Tuskiem, nie rządzą Polską również Żydzi, Amerykanie, ani rosyjskie wywiady cywilne i wojskowe, nie rządzi dawne WSI czy inne ABW, w Polsce rządzą deweloperzy.

Ci od mieszkaniówki.

Tak, serio rządzą, przekonywał mnie kolega. Mają ogromne fundusze oraz idącą za nimi bezwzględność i światopoglądową elastyczność, i są w stanie przelobbować wszystko czego im potrzeba, u każdej władzy.

Wtedy przekonanie to wydało mi się przesadzone, może nawet nieco odjechane. Dziś już tak mi się nie wydaje.

Inny mój kolega, niemniej serdeczny, zauważył innym również razem, iż spory o aborcję w Polsce wybuchają wtedy, kiedy ktoś potrzebuje coś przykryć. Opowiadał nawet, jeśli dobrze sobie przypominam, że gdy już za pierwszej Solidarności prowokatorzy z SB chcieli rozbić jakieś spotkanie czy grupę, to wrzucali przez jakiegoś krzykacza temat aborcji i wcześniej zjednoczeni w swym oporze przeciwko peerelowskiej rzeczywistości lewicowi liberałowie z katolickimi narodowcami, brali się natychmiast za łby. Nie ma chyba w polskim życiu społecznym i politycznym tematu bardziej zapalnego.

Mam więc taką hipotezę spiskową. Która na pewno jest nieprawdziwa. W końcu żadnych spisków nie ma. Prawda?

No ale jednak mam. Hipotezę, nie teorię, bo to ciągle takie, powiedzmy, robocze przypuszczenie: a co jeśli sprawa aborcji wróciła nagle i ponownie nie po to, aby cokolwiek zmieniać w prawie (bo w prawie zapewne nic się nie zmieni, ani w te, ani we wte), lecz po to, by zająć czymś media i skanalizować energię społeczną tych, którym polski tak zwany „kompromis” aborcyjny przeszkadza, czy to z lewa, czy to z prawa, aby więc skanalizować chęć do działania tych, którym w ogóle jakimkolwiek działaniem społecznym chce się zająć.

Słowem, aby przykryć coś bardzo ważnego, realną zmianę, wynikającą przy tym nie z poglądów, tylko z realnych i to ogromnych interesów. Kto jednak miałby coś ważnego aktualnie do przykrycia, kto chciałby odwrócić uwagę mediów i opinii publicznej od siebie i swoich ciemnych sprawek?

Jak to kto? A kto rządzi w Polsce?

W Polsce rządzi lobby deweloperskie.

Tak, to tylko hipoteza i na dodatek spiskowa, ale jakoś to wszystko zaczyna mi się łączyć, jak tym wszystkim szalonym bohaterom thrillerów, rysującym skomplikowane diagramy na białych tablicach i odkrywającym dzięki temu, że prezydent USA jest reptilianinem.

Mój diagram nie jest zresztą zawiły, nie ma w nim też illuminatów, reptilianów ani nawet pospolitych masonów.

Są tylko normalni, zwykli panowie i panie w garniturach i garsonkach, którzy wcale nie chcą władzy nad światem, chcą po prostu zarobić jeszcze więcej niż zarabiają, a że zarabiają już bardzo dużo, to dużo mają też do wydania. Na lobbying, na łapówki, na sprzedajnych ekspertów, na wszystko, w co warto zainwestować, aby kształtować prawo tak, aby ich interesom służyło.

Dzieje się właśnie bowiem to, że przystąpiły panie posłanki i panowie posłowie ostatnio do prac legislacyjnych nad projektem ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących. Bardzo przepraszam za to długie zdanie pełne brzydkich słów, które pieczołowicie przepisałem, ale nie chciałem nic pomylić. Ma to być przy tym spec-ustawa, znosząca wcześniejsze regulacje prawne w tej kwestii.

Dzięki niej deweloperzy będą mogli robić, mówiąc krótko, co im się żywnie spodoba, a podoba im się przede wszystkim zarabiać, nie licząc się z kosztami, jakie poniesie społeczeństwo. Zarabiać zaś będą mogli jeszcze więcej, bo budować będą mogli wszędzie, gdzie uda im się kupić działkę, zupełnie niezależnie od tego, gdzie plany miejscowe gmin przewidują tereny pod zabudowę.

Słowem, przygotowywana jest właśnie ustawa, dzięki któremu deweloperzy staną się jeszcze bogatsi, chociaż są już bardzo bogaci, Polska zaś stanie się jeszcze brzydsza, chociaż jest już bardzo brzydka.

Jest zaś Polska bardzo brzydka, bo oprócz tego, że jest królestwem groteski, jest również królestwem przestrzennego chaosu. Polska, krajobrazowo rzecz biorąc, jest normalna, nijaka, ani brzydka, ani ładna, mogłaby być znośna, może poza mazowieckimi równinami, którym depresyjnego charakteru nie odebrałby nawet szwajcarski porządek, ale jednak mogłaby, gdyby tylko polska wspólnota polityczna była w stanie wydać z siebie regulacje porządkujące ten chaos, który na kilku poziomach polską przestrzeń zatruwa, zohydza i czyni nieznośną, przykrą do życia.

Zamiast regulacji mamy jednak miasta obrzygane reklamami na każdym dostępnym skrawku powierzchni pionowej, przydrożny krajobraz zasłonięty ekranami dźwiękoszczelnymi oraz billboardami z gołą babą, domy budowane na zasadzie „szlachcic na zagrodzie”, bo dlaczego wolni i dumni Polacy, potomkowie husarz wyklętych mieliby się dostosowywać do jakichś tam gminnych ustaleń co do ilości kondygnacji czy nachylenia dachu?

Do tego rozlewające się w dzikiej suburbanizacji przedmieścia, pełne paskudnej architektury upchniętej w jeszcze gorszą urbanistykę, która zresztą przestrzeni szkodzi o wiele bardziej niż zła architektura, te wszystkie rzędy domków układane wzdłuż wąskich dróżek, tak, by jak najwięcej zmieściło się na działkach, których kształt wynika z dawnego łanowego podziału gruntów rolnych, a więc w porządku, który wynika nie z ładu przestrzennego, a jedynie z maksymalizacji zysku dewelopera, do tego bez komunikacji publicznej, bez zaplecza w postaci szkół, przedszkoli i sklepów, a więc generująca rosnący ruch samochodowy.

Teraz zaś, jeśli ustawa ta wejdzie w życie, będzie jeszcze gorzej. Deweloperzy będą mogli budować osiedla w parkach albo gdzieś daleko w polu, według własnego widzimisię, plan miejscowy można będzie sobie w zasadzie wrzucić do kosza. Kto zaś doprowadzić będzie musiał do tego polnego osiedla drogi? Gminy. Koszty więc zostaną uspołecznione, zyski pozostaną zaś prywatne.

Rząd będzie przekonywał, iż te ułatwienia dla deweloperów mają służyć zaspokojeniu głodu mieszkaniowego. Jednak w Polsce mieszkań jest dość, a już na pewno dość jest terenów przeznaczonych pod zabudowę. Na terenach przeznaczonych pod zabudowę w Polsce mogłoby mieszkać ponad 60 milionów ludzi, Polska ma zaś 38 milionów mieszkańców, a w 2035 będzie miała być może około 35. Brak mieszkaniowy odczuwa, owszem, Warszawa – dlaczego jednak rozwiązaniem problemu dotyczącego Warszawy miałaby być ustawa, która zaszkodzi całej reszcie powoli wyludniającej się Polski?

Serio, w Polsce mieszkań jest dość. Problemem nie jest to, że mieszkania trzeba zbudować. Problemem jest ich dostępność. Ich cena. To, że aby mieć gdzie mieszkać, mieszkanie trzeba kupić, bo wynajem jest zbyt drogi, kupić za kwoty, które dla większości Polaków są nie do zgromadzenia, a więc trzeba wziąć kredyt — i tak dalej, wszystko, co za tym idzie.

Wiara w to, że wystarczy znieść ostatnie regulacje, a wtedy wolny rynek nagle sprawi, że dostępność mieszkań wzrośnie, jest złudna. Celem dewelopera nie jest budowa mieszkań, jego celem nie jest zwiększanie statystycznej dostępności mieszkań, a co za tym idzie zaspokajanie społecznego głodu mieszkaniowego, celem dewelopera jest zysk. I nie można mieć o to do niego pretensji. Po prostu: dojrzałe wspólnoty polityczne są w stanie wydać z siebie regulacje, w których pierwszeństwa nie ma interes nielicznych deweloperów, a więc, powiedzmy wprost, kapitalistów, którzy mają o wiele silniejsze środki nacisku na władzę niż ludzie, potrzebujący mieszkań. Dojrzałe wspólnoty polityczne pozwalają oczywiście deweloperom działać i zarabiać, ale jedynie wewnątrz regulacji uwzględniających dobro wspólne, jak na przykład prawo do mieszkania i służący wszystkim ład przestrzenny.

Tyle o ustawie, jednym z najbardziej szkodliwych aktów prawnych, którego projekt rozpatrywano w polskim parlamencie.

Zacząłem jednak od hipotezy spiskowej. Tak serio, to nie mam pojęcia, czy temat aborcji pojawił się tak po prostu o, ze względu na światopoglądowe zaangażowanie grających w nim główne role, czy jednak, odwołując się oczywiście do autentycznych nastrojów społecznych, zwykle jednak uśpionych, pojawił się teraz właśnie po to, aby przykryć to, co wyłącznie dla własnego interesu uknuło sobie lobby deweloperskie, a w wyniku czego deweloperzy staną się jeszcze bogatsi, jakoś przestrzeni publicznej stanie się w Polsce jeszcze gorsza, chaos bardziej chaotyczny i w ogóle Wielkie Królestwo Groteski uczyni kolejny krok w swym Wielkim Marszu w stronę apogeum absurdu, w stronę punktu absurdalnej osobliwości, w której wszystko to już naprawdę zapadnie się pod własnym ciężarem.

Jasne, nie zakładam, że w Polsce ktokolwiek wyszedłby na ulice bronić porządku przestrzennego i dlatego trzeba było zająć ludzi czymś innym, przynajmniej na czas konsultacji publicznych. Bardzo możliwe, że większość Polaków wolałaby raczej, by w ogóle zlikwidować plany przestrzenne i pozwolenia na budowę i wszelkie regulacje, tak, by każdy, kto ma chociaż kawałek ziemi, mógł na niej sobie być swoim malutkim suwerenem, by to, co wspólne uznać za niczyje, bowiem chaos i brzydota Polski wcale im nie przeszkadza.

Czy gdyby jednak uwaga mediów nie skupiała się teraz na kwestii aborcji, czarnych i białych marszów, to głos ekspertów nie byłby bardziej słyszalny? Czy społeczna energia nielicznych w Polsce obrońców wspólnej przestrzeni nie byłaby większa?

Rozpalić te emocje można bardzo łatwo i tanio. A zysk – dla hipotetycznie rządzącego Polską deweloperskiego lobby – ogromny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s