Owieczki ruszyły na kler

Zwykły wpis

Do końca kwietnia złożymy projekt ustawy oddzielającej Kościół od państwa – zapowiedziała w piątek pełnomocniczka komitetu „Ratujmy Kobiety 2017” Barbara Nowacka.

Nowacka zapowiedziała w TVN24, że do końca kwietnia Inicjatywa Polska we współpracy z Kongresem Świeckości złoży projekt ustawy oddzielającej Kościół od państwa.

W rozmowie z PAP poinformowała, że projekt ten będzie dotyczył m.in. finansowania religii w szkołach, świeckości urzędów, czy też „regulacji spraw gospodarczych dotyczących Kościoła”. Dodała, że prawdopodobnie poruszona zostanie też kwestia opodatkowania Kościoła.

„Projekt ten złożymy w porozumieniu z różnymi organizacjami. Na pewno będą to ludzie z Inicjatywy Polskiej i Kongresem Świeckości oraz wiele innych organizacji zajmujących się świeckim państwem, już jesteśmy z nimi porozumieni” – zaznaczyła Nowacka. „Do końca kwietnia wszystko będzie wiadomo” – dodała.

Inicjatywa, o której poinformowała Nowacka ma związek z protestem środowisk lewicowych i feministycznych wobec procedowanego w Sejmie obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, który nowelizuje ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Projekt ten znosi możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu.

W poniedziałek pozytywnie go zaopiniowała sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Następnie projektem miała się zająć sejmowa komisja polityki społecznej i rodzinnej, jednak jej posiedzenia zostały odwołane.

O przyspieszenie prac nad projektem apelowali m.in. jego autorzy oraz przedstawiciele Kościoła katolickiego; jego odrzucenia domagały się środowiska lewicowe i feministyczne. Na piątek zapowiedziano w Polsce „czarne protesty” w związku z planami zaostrzenia prawa aborcyjnego; swoje poparcie dla obywatelskiego projektu demonstrują zaś środowiska pro-life organizując „biały piątek”

Obowiązująca od 1993 r. ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego – jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

Wojciech Maziarski odniósł się do stosunku Polaków do Kościoła katolickiego.

Pierwszy protest kobiet półtora roku temu był skierowany głównie przeciw władzy państwowej. Teraz wściekłość skupiła się na biskupach.

 „Jeśli chodzi o manifestację antyfaszystów pod kurią, to takiego bydła nawet komuniści nie robili” – z właściwym sobie wdziękiem zakomunikował Rafał Ziemkiewicz w TV Republika. Ten publicysta lubuje się w brutalnych i chamskich sformułowaniach, jeśli jednak abstrahować od poetyki jego wypowiedzi, wypada przyznać, że jest w niej ziarno prawdy. Istotnie – coś takiego nie zdarzyło się nie tylko za komunizmu, ale chyba nigdy jeszcze w tysiącletniej historii polskiego katolicyzmu: wściekli demonstranci poszli pod siedziby biskupów, by wykrzyczeć im w twarz, co o nich myślą.

Biskupi sami sobie nagrabili

Stało się tak nie tylko w Warszawie, gdzie przeciwnicy zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia manifestowali pod kurią. W Poznaniu w piątek kilkutysięczny tłum uczestników protestu przemaszerował pod katedrę, skandując „Na kurię” i „Na katedrę”, a odchodząc stamtąd, zapowiedział: „Jeszcze tu wrócimy!”. Poprzedniej nocy kilka poznańskich kościołów zostało opasanych kolorową taśmą, jaką policja oznacza miejsca przestępstw. „Mniej księży, więcej książek”, „Chcemy lekarzy, nie misjonarzy”, „Księża do kaplic, precz od sypialni” – skandowali demonstranci w Olsztynie. Podobne hasła słychać było w wielu innych miastach.

Tak, to nowość i ważna zmiana. Półtora roku temu Czarne Protesty skierowane były przede wszystkim przeciw politykom PiS forsującym zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Teraz głównym przeciwnikiem i obiektem krytyki stał się Kościół.

To oczywiście zasługa biskupów, którzy w ostatnich dniach bezceremonialnie naciskali na posłów, przynaglając ich do uchwalenia restrykcyjnej ustawy przygotowanej przez katolickich talibów. Trudno właściwie pojąć, jak to sobie hierarchowie wyobrażali. Naprawdę sądzili, że parlament przegłosuje drakońskie prawo, prezydent je podpisze – i będzie po sprawie? Rzeczywiście wydawało się im, że obywatele pogodzą się z narzuceniem im nieakceptowalnych restrykcji?

Kościół zachowywał się tak, jakby jedyną przeszkodą w uchwaleniu nowej ustawy antyaborcyjnej był opór posłów rządzącej prawicy. Przełamał więc ten opór – i nadział się na wściekłość tysięcy obywateli, którzy wylegli na ulice i ruszyli nie tylko pod biura PiS, ale i pod siedziby biskupie. To rzeczywiście precedens i przełom: nigdy dotąd, nawet za komuny, nie zdarzyło się, by rozjuszone owieczki ruszyły na pasterzy.

Widmo kobiecego Majdanu krąży nad Polską

Wydarzenia minionego tygodnia trafią do szkolnych podręczników historii jako kamień milowy w laicyzacji Polski. Tak jak po 4 czerwca 1989 r. Joanna Szczepkowska mogła ogłosić, że w Polsce skończył się komunizm, tak po demonstracjach 23 marca 2018 r. (i zapewne przed kolejnymi wystąpieniami) możemy zakomunikować: w Polsce właśnie dobiegła końca epoka, w której Kościół cieszył się statusem świętej krowy, nie podlegał krytyce i mógł narzucać swą wolę państwu i obywatelom.

Piątkowe marsze i wiece przebiegły jeszcze spokojnie i miały w miarę łagodną tonację. Najwyraźniej ich uczestnicy założyli, że podobnie jak półtora roku temu władze cofną się pod wpływem społecznej presji. Jeśli jednak politycy PiS za namową Kościoła usztywnią się i mimo wszystko będą próbowali przeforsować restrykcyjne prawo antyaborcyjne, można się spodziewać eskalacji protestów. Studentki Uniwersytetu Warszawskiego już zapowiedziały, że w takiej sytuacji zorganizują na uczelni strajk okupacyjny, kobiety demonstrujące w Poznaniu obiecały, że zablokują miasto – widmo kobiecego Majdanu krąży nad Polską.

Zbyt wiele wojen, zbyt wiele frontów – PiS się wykrwawia

Jarosław Kaczyński nie ma dobrego wyjścia. Wspierani przez Episkopat katoliccy talibowie zmusili go do stoczenia wojny, której na dłuższą metę nie może wygrać i która może go kosztować utratę władzy. Ta wojna jest mu nie na rękę zwłaszcza w sytuacji, gdy ma już otwarte jednocześnie tyle frontów, na których wykrwawiają się jego wojska – spór z Brukselą o sądy i Trybunał Konstytucyjny, spór z Izraelem i USA o ustawę o IPN, spór z samorządami o przymusowe zmiany nazw ulic, skandal z nagrodami dla ministrów Beaty Szydło, spór z krajowym biznesem ponoszącym straty z powodu zakazu handlu w niedziele oraz z tłumami niezadowolonych obywateli, których pozbawiono możliwości takiego spędzania niedzieli, jak lubią… Dużo tego. A teraz jeszcze aborcja.

PiS próbuje w ostatnich dniach zmniejszyć liczbę frontów – zapowiada publikację zablokowanych wyroków Trybunału Konstytucyjnego (co oczywiście nie oznacza, że te wyroki wejdą w życie), daje do zrozumienie, że możliwe są ustępstwa w sprawie ustawy o IPN. Czy może się też cofnąć w sprawie aborcji? To kusząca perspektywa, by zejść z linii strzału, mówiąc: to nie my, to biskupi. Niech następny pochód w Warszawie idzie nie na Nowogrodzką, lecz na Miodową. Niech Episkopat sam pije piwo, którego nawarzył.

Między kobietami a biskupami – diabelska alternatywa prezesa

Gdyby PiS wycofał się z nowelizacji ustawy antyaborcyjnej (a jednocześnie nie pozwolił neotrybunałowi konstytucyjnemu Julii Przyłębskiej orzec, że aborcja z powodu wad płodu jest niezgodna z Konstytucją), fala wściekłości opadłaby, a w powszechnej świadomości winnym zamieszania pozostałby raczej Kościół niż partia Kaczyńskiego.

Tyle tylko, że tego prezesowi nie darowaliby ani talibowie w jego własnym obozie, ani armia proboszczów, która dotychczas zapewniała rządzącym polityczne wsparcie w terenie. Joanna Kluzik-Rostkowska w „Fakcie” powiedziała, że politycy PiS w sprawie ustawy antyaborcyjnej boją się narazić Kościołowi: – „Rozmawiałam z wieloma parlamentarzystami. Mówili mi jasno: „Wiesz Aśka, ja bym nawet głosował przeciw, ale biskup w moim okręgu nigdy by mi tego nie darował”.

Podlizać się biskupom i rozwścieczyć kobiety? Czy udobruchać kobiety kosztem Kościoła? Oto diabelska alternatywa, przed jaką stoi prezes Kaczyński. Cokolwiek wybierze, może się spodziewać kłopotów.

Waldemar Mystkowski pisze o możliwości wykołowania protestujących kobiet.

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomogami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła. Punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych. Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiązującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła funkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Zatrzymać aborcję” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu „Zatrzymać aborcję”, został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z Konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będą liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s