Raskolnikow 6 (11.09.2015)

 

Rakowiska. Kamil N. odziedziczy majątek po rodzicach? Jest wyrok w sprawie spadku

Tomasz Maczulski, 11.09.2015
Kamil N. i Zuzanna M. Kamil N. i Zuzanna M. (Fot. Tomasz Rytych)
Kamil N., który w grudniu wspólnie ze swoją dziewczyną Zuzanną M., w niezwykle brutalny sposób zamordował swoich rodziców nie otrzyma po nich majątku. Decyzję w tej sprawie sąd wydał w 10 minut.
W piątek w Sądzie Okręgowym w Lublinie zapadł wyrok w sprawie spadku po Jerzym N. i Agnieszce N. To rodzice 18-letniego Kamila N. 13 grudnia ubiegłego roku chłopak wspólnie ze swoją dziewczyną Zuzanną M. zamordował ich, gdy spali. Ofiarom zadano kilkadziesiąt ciosów nożami. Zbrodnia popełniona w Rakowiskach pod Białą Podlaską wstrząsnęła opinią publiczną w całej Polsce.Kamil N. to jedyne dziecko małżeństwa. Zgodnie z prawem przejąłby ich majątek. Jednak Prokuratura Okręgowa w Lublinie w czerwcu skierowała do sądu pozew o uznanie nastolatka niegodnym dziedziczenia. Oparto go o artykuł 929 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym za niegodną dziedziczenia można uznać osobę, która umyślnie dopuściła się ciężkiego przestępstwa wobec spadkodawcy. Pozwy tego typu zdarzają się niezwykle rzadko. Śledczy decydują się na nie w wyjątkowo bulwersujących sprawach. W Lublinie to pierwszy taki przypadek od wielu lat.

Kamil N. jak zmarły

W piątek sąd przychylił się do pozwu prokuratorów. Formalnie Kamil N. będzie traktowany tak jakby nie dożył otwarcia spadku. – Przepisy mają wyeliminować sytuacje, które w powszechnym odczuciu byłyby niesprawiedliwe lub niemoralne – mówi prokurator Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Wyrok zapadł w ciągu 10 minut, sąd nie miał żadnych wątpliwości. Sędzia, uzasadniając wyrok, stwierdził jedynie, że wziął pod uwagę okoliczności przytoczone w pozwie przez prokuraturę. Chodzi oczywiście o zabójstwo rodziców przez nastolatka.

– Jestem zadowolona z decyzji. Sprawa została rozpoznana szybko i sprawnie, a wyrok okazał się tylko formalnością – mówi prokurator Elżbieta Ogórek z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Teraz o majątek po zamordowanych mogą ubiegać się kolejne grupy dziedziczenia. W tym konkretnym przypadku w grę wchodzą babcia i wujek ze strony Agnieszki N., a także brat i siostra ze strony Jerzego N. Członkowie rodziny Kamila nie zjawili się jednak na dzisiejszej rozprawie. On sam również nie został doprowadzony z aresztu.

Zdecydują, czy przyjmą spadek

Teraz rodzina nieżyjącego małżeństwa N. musi zdecydować o tym, czy przyjmie spadek. Mogą to zrobić przed sądem lub pisemnie poprzez notariusza. Nie wiadomo jednak, czy członkowie w ogóle są zainteresowani majątkiem. Według prawa taką wolę można wyrazić ustnie przed sądem lub pisemnie przy pomocy notariusza.

Z wyliczeń śledczych wynika, że pozostawiony majątek po małżeństwie N. jest wart kilkaset tysięcy złotych. Chodzi m.in. o dom i działkę w Rakowiskach oraz dwa samochody.

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie od sierpnia toczy się proces karny Kamila N. oraz Zuzanny M. dotyczący zabójstwa. Najbliższa rozprawa w tej sprawie rozpocznie się 15 września.

mordWRakowiskach

lublin.wyborcza.pl

Raskolnikow 5 (18.08.2015)

 

Zbrodnia w Rakowiskach: proces niejawny, ale tylko częściowo

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 18.08.2015

Oskarżeni w sądzie

Oskarżeni w sądzie (Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM)

Z częściowym wyłączeniem jawności będzie się toczył proces pary 18-latków, oskarżonych o brutalną zbrodnię w Rakowiskach na Lubelszczyźnie. Tak zdecydował sąd, po trzech wnioskach, które w tej sprawie zostały złożone. Oboje oskarżeni byli w sądzie, siedzieli za szklaną szybą – obok siebie, ale miedzy nimi siedział policjant. Dziewczyna miała ciemne okulary.

Wnioski o utajnienie procesu złożyli obrońcy oskarżonych (Kamil ma obrońcę z urzędu, Zuzanna – z wyboru), a także prokurator. Powołał się przy tym na stanowisko pokrzywdzonej w tej sprawie babci Kamila, a matki zamordowanej kobiety, która miała być dzisiaj jednym ze świadków, ale w sądzie się nie pojawiła. – O wyłączenie jawności zwróciła się do mnie wykonująca prawa zmarłych pokrzywdzonych matka pani Agnieszki – mówił prokurator.

Dlaczego wyłączono jawność? Uzasadnienie wniosków w tej sprawie – też tajne

Uzasadnienie wniosków o wyłączenie jawności zostało przedstawione sądowi bez udziału dziennikarzy. Wszyscy zostali wyproszeni z sali rozpraw, sąd dokładnie sprawdził, czy na sali nie zostały mikrofony lub kamery. Policjant wyniósł nawet ze środka plecak jednego z dziennikarzy. – Naszym zdaniem są ustawowe przesłanki do wyłączenia jawności. Nic więcej jednak nie mogę powiedzieć – stwierdził adwokat Tomasz Nowak, obrońca Zuzanny M.

 

Składanie wyjaśnień – bez udziału dziennikarzy

Sąd zgodził się na utajnienie procesu, ale tylko częściowe. – Na podstawie art. 360 paragraf 1 punkt 4 KPK sąd postanowił wyłączyć jawność rozprawy głównej z uwagi na ważny interes osób najbliższych ofiar przestępstwa – mówił sędzia Arkadiusz Śmiech. Jawność została wyłączona na czas składania wyjaśnień przez oskarżonych, a także na czas przesłuchania świadków w dniu dzisiejszym i na czas przesłuchania osób najbliższych dla oskarżonych.

Na dziś, na godzinę 12 wezwano m.in. parę studentów, którzy mieli pomagać Kamilowi i Zuzannie, choć początkowo nie byli niczego świadomi. Oni już wcześniej zostali skazani na kary więzienia w zawieszeniu i grzywny.

Oboje oskarżeni byli w sądzie, siedzieli za szybą, obok siebie, choć oddzielali ich policjanci, nie mieli ze sobą bezpośredniego kontaktu, nie było też widać, by tego kontaktu szukali. Kamil to bardzo młodo wyglądający chłopak, bardzo chudy, siedział z kamienną twarzą, blady. Nie ukrywał twarzy w przeciwieństwie do Zuzanny, która początkowo siedziała w ciemnych okularach, a potem gdy je zdjęła – zakrywała twarz rękami.

Do zbrodni doszło w grudniu w Rakowiskach. Młodzi ludzie zeznawali w śledztwie, że zabili, bo rodzice Kamila (funkcjonariusz Straży Granicznej i jego żona nauczycielka) nie godzili się na ich związek. Nastolatkowi przyznali się do winy, mówili, że inspirację czerpali m.in. z filmów. Kamil w trakcie jednego z ostatnich przesłuchań wyraził skruchę, powiedział, że żałuje. Z ust dziewczyny takie słowa nie padły.

TOK FM

Raskolnikow 4 (13.08.15)

 

Sprawa Rakowisk. Zuzanna M. skazana za molestowanie nieletniej

kad, tko, 12.08.2015
Zuzanna M., oskarżona o mord w Rakowiskach, skazana przez sąd za molestowanie seksualne nieletniej oraz rozprowadzanie marihuany. 18-letnia dziewczyna usłyszała dziś wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu na cztery lata.
Zuzanna M.Zuzanna M. (KWP Lublin)

Sprawa przeciwko Zuzannie M. trafiła do Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej z końcem października ubiegłego roku. Według bialskiej prokuratury nastolatka w 2013 r. co najmniej dwa razy uprawiała seks i dotykała intymnie dziewczynę, która nie skończyła 15 lat.Molestowanie seksualne i narkotyki

Miało to miejsce za zgodą nieletniej. Szkopuł w tym, że Zuzanna M. w kwietniu 2013 r. obchodziła 17. urodziny, więc jako dorosła została oskarżona o „doprowadzenie ustalonej małoletniej do obcowania płciowego oraz do poddania się innym czynnościom seksualnym”.

18-latka była też oskarżona o to, że rozdawała marihuanę dwojgu swoich przyjaciół, w tym swojemu chłopakowi Kamilowi N. Ile było trawki? Śledczy twierdzili, że „nie mniej niż 0,1 grama”. Sprawa przeciwko Zuzannie M. trafiła do sądu z końcem października. Groziło jej do 12 lat więzienia. Oskarżona nie przyznała się do zarzucanych jej czynów.

Zbrodnia w Rakowiskach

Zuzanna M. przebywa w areszcie. Jest oskarżona, razem z Kamilem N., o podwójne zabójstwo rodziców chłopaka.

W grudniu zeszłego roku od kilkunastu ciosów nożem w swoim domu w Rakowiskach pod Białą Podlaską zginęli: 48-letni Jerzy N., pułkownik Komendy Głównej Straży Granicznej, i jego żona Agnieszka, nauczycielka języka rosyjskiego w bialskim ogólniaku.

Zabójcy m.in. próbowali odciąć pułkownikowi rękę, a jego żonie poderżnięto gardło. W domu było pełno krwi. Przypominał scenerię horroru gore. Więcej czytaj w artykule o zabójcach z Rakowisk

sprawaRakowisk

gazeta.pl

Raskolnikow 3 (23.06.2015)

 

ZBRODNIA W RAKOWISKACH: STUDENCI MIELI ŻĄDAĆ PO 200 TYSIĘCY. ZA MILCZENIE?

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 23.06.2015
Zuzanna M. i Kamil N.Zuzanna M. i Kamil N. (KWP Lublin)

Jest pierwszy wyrok w sprawie brutalnej zbrodni, do której doszło w grudniu ubiegłego roku w Rakowiskach na Lubelszczyźnie. Skazani to para studentów, którzy mieli pomagać głównym oskarżonym – 18-letniemu Kamilowi i jego dziewczynie, którzy zabili rodziców chłopaka. Studenci, oskarżeni o poplecznictwo, dostali kary więzienia w zawieszeniu i grzywny.

 

Posiedzenie sądu trwało bardzo krótko, bo wyrok był wcześniej uzgodniony z prokuratorem. To rok więzienia w zawieszeniu dla chłopaka i 8 miesięcy – dla dziewczyny. Do tego po kilka tysięcy złotych grzywny i dozór kuratora. Ani Marcina S., ani Lindy M. nie było w sądzie w Lublinie na ogłoszeniu wyroku – byli jedynie ich adwokaci.

Studenci utrudniali postępowanie

Studenci odpowiadali za poplecznictwo, czyli za to, że w okresie od 13 do 14 grudnia 2014 r. w Rakowiskach i Krakowie, działając wspólnie i w porozumieniu, utrudniali postępowanie karne, pomagając Kamilowi N. i Zuzannie M. uniknąć odpowiedzialności karnej.

 

Sąd przyznał, że oboje oskarżeni początkowo nic nie wiedzieli o zbrodni. Zuzanna zaproponowała, żeby za 10 tysięcy zł Marcin S. przewiózł ją na spotkanie autorskie – jako młodą poetkę – do Krakowa. – Oboje zdecydowali się tę propozycję przyjąć mimo, że wydała im się dziwna. Oskarżony rozmawiał w tej sprawie ze swoimi kolegami i opowiadał im o tej, już w tym momencie jego zdaniem dziwnej propozycji – mówiła sędzia Ewa Górska-Wójcik z Sądu Okręgowego w Lublinie.

Gdy dowiedzieli się o zabójstwie, nie pojechali od razu na komisariat

Sąd uzasadniając wyrok zwrócił uwagę, że gdy studenci dowiedzieli się o zabójstwie, nie poszli z tym jednak od razu na policję, ale próbowali negocjować kwotę. Najpierw była mowa o 100 tysiącach złotych, ostatecznie chcieli po 200 tysięcy zł na głowę, ale Zuzanna M., czyli główna oskarżona, się na to nie zgodziła. Marcin i Linda zgłosili się na policję dopiero po rozmowie z ojcem dziewczyny, który ich do tego przekonał.

Sędzia Ewa Górska – Wójcik zatwierdziła wymiar kary zaproponowany przez oskarżonych i uzgodniony z prokuraturą. – Sąd uznał, że wniosek ten zasługuje na uwzględnienie, bowiem okoliczności przestępstwa dokonanego przez oskarżonych nie budzą wątpliwości, a ich postawa wskazuje, że cele postępowania zostaną osiągnięte, bez przeprowadzania rozprawy. Sąd uznał również, iż wymiar kary jest adekwatny zarówno do stopnia zawinienia oskarżonych, jak i do warunków i właściwości osobistych – mówiła sędzia Górska-Wójcik. Jak dodała, oboje oskarżeni są studentami, nie byli karani, prowadzą nienaganny tryb życia.

„Zamykamy sprawę i tyle”

Jak mówi adwokat Grzegorz Antczak, to kończy sprawę, bo wyrok został uzgodniony. – Wyrok nie będzie kwestionowany przez obronę, dlatego, ze został uzgodniony z prokuratorem. Zakładam, że prokuratura też nie będzie apelowała. Po prostu zamykamy w ten sposób sprawę i tyle – mówił adwokat.

Dopiero po tym wyroku, gdy się uprawomocni, sąd będzie mógł wyznaczyć termin pierwszej rozprawy w procesie głównych oskarżonych, pary 18-latków Zuzanny i Kamila, którzy w grudniu ubiegłego roku brutalnie zamordowali rodziców chłopaka. Jak tłumaczyli w trakcie śledztwa, zrobili to, bo rodzice nie akceptowali ich związku.

TOK FM

Raskolnikow 2 (24.04.2015)

 

Nastoletni zabójcy z Rakowisk. Zuzanna M. zdrowa, ale z „cechami narcystycznymi”

Karol Adamaszek, 24.04.2015
Zuzanna M. i Kamil N.Zuzanna M. i Kamil N. (KWP Lublin)
18-letnia Zuzanna M., podejrzana o udział w brutalnym morderstwie rodziców swojego przyjaciela Kamila N. nie jest obecnie chora psychicznie, podczas zabójstwa wiedziała co robi. Może więc odpowiadać przez sądem. Grozi jej dożywotnie więzienie. Biegli uznali, że ma skłonność do przemocy i agresji, cechuje ją emocjonalny chłód.
18-letni Kamil N. był na obserwacji psychiatrycznej od 11 lutego do 7 kwietnia. Jego partnerka w zbrodni i rówieśniczka Zuzanna M. – od 16 lutego od 16 marca. Przebywali w różnych zakładach zamkniętych. Obecnie wrócili do cel aresztu śledczego przy ul. Południowej w Lublinie.Ona: skłonność do przemocy, emocjonalny chłódPoczątkowo planowano, że badania psychiatrów i psychologów potrwają cztery tygodnie. Specjaliści mieli orzec, czy nastolatkowie byli poczytalni w chwili morderstwa. Tylko zdrowi psychicznie mogą bowiem odpowiadać przed sądem za swoje czyny. Grozi im dożywocie.

Zespół biegłych psychiatrów i psychologów „ze względu na trudności natury diagnostycznej” poprosił o wydłużenie czasu obserwacji Kamila N. i sąd się na to zgodził. Równolegle też przedłużył obojgu podejrzanym areszty do 13 czerwca.

W piątek rano prokuratura poinformowała, że ekspertyza wobec 18-latka nie jest jeszcze gotowa. Będzie w pierwszej połowie maja. Lekarze i psychologowie (z Oddziału Psychiatrii Sądowej Zakładu Karnego nr w Łodzi) przygotowali za to opinię dotyczącą jego rówieśniczki.

– Według nich u Zuzanny M. nie stwierdzono objawów choroby psychicznej ani cech upośledzenia umysłowego. Natomiast ma nieprawidłowo kształtującą się osobowość z wyraźnymi cechami narcystycznymi oraz dyssocjalnymi [agresywność, skłonność do przemocy, chłód emocjonalny] – relacjonuje Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka lubelskiej prokuratury okręgowej. Gotowe są już też wyniki ekspertyz traseologicznych (odcisków butów i stóp) i daktyloskopijnych (odcisków palców) z miejsca zbrodni.

Poetka na wieczorze autorskim

W nocy z 12 na 13 grudnia Zuzanna M. i Kamil N. w Rakowiskach pod Białą Podlaską zadali kilkanaście ciosów nożem rodzicom nastolatka: 48-letniemu Jerzemu N., pułkownikowi Komendy Głównej Straży Granicznej, i jego żonie Agnieszce, nauczycielce języka rosyjskiego w bialskim liceum. Do wszystkiego się przyznali. Sucho opisali to, co zrobili. Nie byli pijani. Twierdzą, że inspirowały ich pełne przemocy filmy. Po morderstwie pojechali do Krakowa na wieczór autorski Zuzanny M., dobrze zapowiadającej się poetki.

Czy pozbawią go spadku?

Śledczy zamierzają pozbawić Kamila N. prawa do spadku po rodzicach. – Zebraliśmy już dowody, przede wszystkim odnośnie stanu majątku państwa N. jak i zeznania ich rodziny. Ze względów procesowych, wniosek o pozbawienia prawa do dziedziczenia Kamila N. wniesiemy do sądu, dopiero po skierowaniu aktu oskarżenia – zaznacza prokurator Syk-Jankowska.

Niedawno prokurator prowadzący śledztwo ponownie przesłuchiwał nastolatków. Są konsekwentni. Dalej do wszystkiego się przyznają, ale nie powiedzieli nic więcej czego nie ujawniali zaraz po zatrzymaniu.

gazeta.pl

Raskolnikow (16.12.14)

 

Sąd zdecydował: jest dłuższa obserwacja dla 18-latka, który miał zabić rodziców

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 06.03.2015
Zuzanna M. i Kamil N.Zuzanna M. i Kamil N. (KWP Lublin)
18-letni Kamil N., który razem ze swoją dziewczyną miał zabić rodziców w Rakowiskach na Lubelszczyźnie, pozostanie na dłuższej obserwacji psychiatrycznej. Dłuższej, czyli nie czterotygodniowej, jak pierwotnie planowano, ale ośmiotygodniowej. Taką decyzję podjął dziś Sąd Okręgowy w Lublinie.
O wydłużenie obserwacji w szpitalu psychiatrycznym wnioskowali biegli. To zespół psychiatrów i psychologów, który uznał, że cztery tygodnie na postawienie diagnozy w sprawie Kamila N. to za mało – konieczna jest dalsza obserwacja zachowań podejrzanego i pogłębienie diagnostyki. – W przypadku Zuzanny M., która jest na obserwacji w innym szpitalu, takiego wniosku o wydłużenie czterotygodniowej obserwacji na razie nie ma – informuje rzecznik prokuratury Beata Syk-Jankowska.Młodzi ludzie są podejrzani o brutalną zbrodnię w Rakowiskach pod Biała Podlaską, w połowie w nocy z 12 na 13 grudnia ubiegłego roku. Zginęli rodzice Kamila. Z ustaleń śledczych wynika, że 18-latkowie zabili, bo rodzice nie zgadzali się na ich związek. Wszystko dokładnie zaplanowali, jak zeznali, mieli się wzorować m.in. na pełnych przemocy filmach.

Sąd Okręgowy w Lublinie przedłużył właśnie okres tymczasowego aresztu wobec Kamila N. do 13 czerwca. Natomiast wniosek o przedłużenie aresztu dla Zuzanny M. będzie rozpoznawany przez sąd 10 marca.

TOK FM


https://www.facebook.com/goniewiczmaria?fref=nf

Cierpienia młodego rodzicobójcy, czy zabicie ojca i matki to zbrodnia dla elit?

Agata Komosa
16.12.2014
Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba.
Zuzanna M i Maria Goniewicz to ta sama osoba. • Fot. KWP Lublin/Facebook Maria Goniewicz

Wstrząsające jest to, kiedy potomek zabija rodziców. Takie zabójstwa nie są zlecane, dzieci mordują własnoręcznie, krwawo i bez litości. Tak jak para nastolatków spod Białej Podlaskiej. Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zbrodni z przerażeniem stwierdzili, że podobnych obrazów nie widzieli nawet na najgorszych horrorach. Czy coś szczególnego decyduje o mordach w rodzinie, intensywność uczuć przekłada się na okrucieństwo mordu, a może jest to zbrodnia jak każda inna, tylko silnie ztabuizowana?

Mity greckie rozprawiały się z wieloma tabu, w tym z ojcobójstwem i matkobójstwem. Kiedy Edyp dowiedział się, że zabił przez przypadek ojca i ożenił się z własną matką, wyłupił sobie oczy. Orestes zabił swoją matkę Klitajmestrę, ponieważ ta z kolei zabiła swojego męża i ojca Orestesa. Czyn, mimo że w jakimś stopniu uzasadniony, musi zostać odpowiednio ukarany. Orestes ściągnął na siebie Erynie, boginie gniewu, które doprowadziły go do obłędu.

Motyw ojcobójstwa pojawia się również u Dostojewskiego, w powieści „Bracia Karamazow”, w filmach Xaviera Dolana, serialach telewizyjnych, polskiej kinematografii (przykładem może być film Pawła Sali „Matka Teresa od kotów”, który powstał w oparciu o fakty). O mordach w rodzinie obszernie pisali w swoich oryginalnych baśniach bracia Grimm. Podłe macochy były w rzeczywistości biologicznymi matkami bohaterów. Zabicie własnego rodzica jest nośne kulturowo. Może być kuszące dla osób łaknących sławy, uwagi, z opisanych przypadków wynika, że zabijają wrażliwcy, inteligenci, ludzie niegodzący się na zastaną rzeczywistość.

Kamil i Zuzanna
Strona facebookowa Marii Goniewicz jest utrzymana w klimacie czerni i bieli. Rozmazane zdjęcia nastolatki, wydrukowane wiersze sfotografowane w towarzystwie papierosów i whisky, linki do utworów Crystal Castles czy Portishead. Choć bardziej adekwatne byłyby chyba „Ballady morderców” Nicka Cave’a. Maria to pseudonim artystyczny Zuzanny M. osiemnastolatki, która najprawdopodobniej namówiła swojego chłopaka Kamila do zamordowania jego rodziców.

Para napadła małżeństwo w nocy. Działali z wyrachowaniem, do morderstwa użyli trzech noży, byli przygotowani, w zapasie mieli nawet lateksowe rękawiczki. Niestety, okazało się, że nie pomyśleli o tym, by dobrze naostrzyć narzędzia zbrodni. Kiedy ojciec Kamila się obudził, dziewczyna ugryzła go w rękę. Nastolatkowie postanowili więc odciąć kończynę, by śledczy nie znaleźli na niej materiału genetycznego Zuzanny. Nie dało rady, noże były zbyt tępe.

Matce Kamila udało się uciec z domu. Para jednak przyciągnęła ją z powrotem do budynku. Funkcjonariusze, którzy znaleźli ciała, powiedzieli, że podobnego widoku nie widzieli na najgorszych horrorach typu gore. Użyli sformułowania, że dom dosłownie spłynął w krwi.

Dobry syn
Szokiem dla rodziny i całej okolicy było też zamordowanie byłego wiceministra transportu w rządzie PiS Eugeniusza Wróbla. Sprawcą przestępstwa był syn polityka, Grzegorz. Dobry, ułożony, z drużyny harcerskiej, żeglarz, magister. Któregoś dnia pokłócił się z ojcem, prawdopodobnie o wyjazd do Stanów i kupno samochodu. Złapał za nóż, ugodził ojca, poćwiartował zwłoki piłą mechaniczną, zapakował części ciała w rolki tapet i utopił w stawie.

Mikołaj był z kolei oczkiem w głowie rodziców. Kiedy 19-latek przyjeżdżał na weekend z uczelni, w domu było prawdziwe święto. Pamiętnego wieczora podobno czekała na niego ulubiona sałatka. Chłopak zjadł, porozmawiał z rodzicami, a w nocy zamordował ich siekierą. Dlaczego? Podobno rodzice nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Mikołaj jest gejem, nie akceptowali jego związku ze starszym mężczyzną.

Z opisanych w mediach przykładów rodzicobójców wyłania się obraz inteligentnego człowieka, wrażliwca, który nie radzi sobie ze światem i własnymi uczuciami. A więc rodzice, strzeżcie się poetów i studentów?

Mordujemy znajomych
Doktor Dagmara Woźniakowska-Feist szybko i stanowczo zaprzecza. – W mediach lansowany jest określony profil rodzicobójcy, który szokuje, bo silnie przełamuje stereotypy społeczne. Dobry, inteligentny syn i wrażliwa, piękna córka są mordercami? To się niesie medialnie. Prawda jest natomiast taka, że najwięcej morderstw zdarza się właśnie w rodzinie i wśród osób bliskich, ale najczęściej w awanturach suto zakrapianych alkoholem – zaznacza doktorka.

Jednak zupełnie czym innym jest przecież rodzinna awantura, w której przypadkowo i pod wpływem alkoholu ginie krewny, nawet najbliższy. Bardzo często śmierć jest wówczas przypadkowa, tak jak ma to miejsce, kiedy katowana kobieta zacznie się bronić. Scenerią takich zbrodni bardzo często jest kuchnia. Wszystko z prozaicznego powodu, pod ręką zawsze znajdzie się nóż. Maltretowane kobiety uderzają bez wprawy, ale często celnie. Ich intencją nie jest zabicie, ale bywa, że są nadto skuteczne w działaniu.

Opisane powyżej morderstwa rodziców nie są wynikiem przypadku, tylko zaplanowanymi akcjami. Zwłaszcza zbrodnia z Rakowisk, do której nastolatkowie przygotowywali się od tygodni. Oglądali filmy, najpierw traktowali to jako żart, potem żart stał się śmiertelnie poważny.

Niebezpieczna młodość
Kryminolożka zaznacza, że zabicie własnych rodziców często wiąże się z zaburzeniami psychicznymi u sprawcy. – Morderstwa dzielą się m.in na ekonomiczne lub utylitarne, czyli takie, które mają doprowadzić do jakiegoś skutku, zmiany. Zabicie rodzica zwykle wiele nie zmienia. Takie mordy są często wyzwoleniem emocji.

Dziecko może zdecydować się zabić swoich rodziców pod wpływem agresji, która była przez długi czas skierowana w ich stronę. – Sprawcy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. To charakterystyczne dla osób młodych lub po prostu niedojrzałych, których kompetencje społeczne są bardzo małe -–podkreśla Dagmara Woźniakowska-Feist.

Bo czy powodem do zabicia kogokolwiek może być nieakceptowanie wyborów życiowych? W XXI wieku władza rodzicielska nie jest przecież tak silna, a obowiązek spełnienia woli rodzica nie ciąży już tak bardzo. Chyba że jest się ekonomicznie uzależnionym od matki i ojca, wówczas sytuacja na pierwszy rzut oka może wydawać się patowa.

DAGMARA WOŹNIAKOWSKA-FEIST

Młodzi ludzie są bardziej skłonni do tak drastycznych zachowań z wielu powodów. Nastolatkowie są bardzo często nastawieni do świata nonkonformistycznie, nie potrafią myśleć przyszłościowo, nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów.

Ciekawe jest jednak to, że ta nonkonformistyczna postawa często zmienia się w pełną uległość w obrębie innych młodych ludzi lub jednego człowieka. Taki mechanizm mógł zadziałać w przypadku morderstwa w Rakowiskach. Chłopakowi mogło bardzo zależeć na tej dziewczynie.

Według danych, kobiety, które chcą zamordować, robią to rękami innych osób. Podżegają i prowokują. Nie chodzi o to, by obciążyć winą dziewczynę, być może chłopak miał trudne relacje z rodzicami, żal. Jeśli jednak zrobił to tylko z miłości, to trudno przewidzieć, jakie czeka go piekło, gdy zda sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów.

Okrucieństwo nie do przyjęcia
Analizując przypadki głośnych spraw z zamordowaniem rodziców, uderza szczególne okrucieństwo morderców. Ciosy nożem, siekierą, ćwiartowanie, to wygląda jak sceny z najgorszego horroru w wykonaniu psychopaty. Czy osoba, która zdecyduje się na zabicie rodziców traci już jakiekolwiek hamulce?

– Okrucieństwo związane z zamordowaniem rodziców nie wynika z chęci zadania jak największego bólu. Po prostu niewiele osób wie, jak skutecznie zabić człowieka, a to też przecież trzeba umieć. Morze krwi mogło wynikać z nieudolności morderców. Z podobnych pobudek ćwiartuje się ofiary, zawija w dywany i tapety. Niedoświadczeni mordercy nie mają przecież wprawy, a zależy im na zatarciu śladów – tłumaczy kryminolożka.

Zabicie rodzica niesie ze sobą szerokie możliwości interpretacji, drugie dna, analizy. Włączenie w zbrodnię aspektu nieszczęśliwej miłości, nieakceptowanej przez złych rodziców popisowo wpisuje się w utarte tropy kulturowe. Być może ktoś nawet pożałuje morderców, może sprawa krwawych nastolatków rozpędzi się medialnie jak historia mamy Madzi. Krwawa poetka jest nawet bardziej inspirująca niż mordercza matka.

Jednak tworzenie stereotypów może być równocześnie tworzeniem wzorów. A tabuizowanie nie niesie ze sobą zbyt wielu korzyści w żadnym wymiarze. Morze krwi wygląda malowniczo tylko, gdy jest odpowiednio skadrowane, morderca staje się bohaterem romantycznym tylko, gdy opinia publiczna umieści go w takiej narracji. Bez tych wszystkich ornamentów wydarzenia z Rykowisk są tylko bezmyślną rzezią zaplanowaną przez niedojrzałych ludzi. I tak powinno się je przedstawiać.

naTemat.pl

Wiadomo, kto pomagał 18-letnim zabójcom. Policja: Studenci z Poznania

Karol Adamaszek, wideo: TVN24/x-news, 16.12.2014

http://www.gazeta.tv/plej/19,48724,17140651,video.html?embed=0&autoplay=1
19-letnia Linda M., młoda rzeźbiarka i studentka oraz jej rówieśnik Marcin S. z Poznania są kolejnymi podejrzanymi w sprawie podwójnego morderstwa małżeństwa N. pod Białą Podlaską. Do zbrodni przyznała się poetka Zuzanna M. i syn małżeństwa. Z „pomocnikami” mieli poznać się na Open`erze. Dziś przed godz. 12 zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
Okoliczności morderstwa opisaliśmy we wtorkowej „Wyborczej”.W nocy z piątku na sobotę od kilkunastu ciosów nożem w swoim domu pod Białą Podlaską zginęli: 48-letni Jerzy N., pułkownik Komendy Głównej Straży Granicznej i jego żona Agnieszka, nauczycielka języka rosyjskiego w bialskim ogólniaku. Zabójcy m.in. próbowali odciąć pułkownikowi rękę, a jego żonie poderżnięto gardło. W domu było pełno krwi. Przypominał scenerię horroru gore.Po morderstwie spotkania z czytelnikamiW sobotę w jednym z mieszkań w Krakowie miejscowi funkcjonariusze współpracujący z kryminalnymi z komendy wojewódzkiej w Lublinie zatrzymali syna małżeństwa: 18-letniego Kamila N. oraz jego bliską przyjaciółkę, młodą poetkę Zuzannę M. Pojechali do Krakowa, najpewniej po to, by zapewnić sobie alibi oraz… spotkać się z czytelnikami Marii Goniewicz (taki pseudonim literacki przyjęła nastolatka).Podczas przesłuchań 18-latkowie przyznali się do wszystkiego, zbrodnię opisali ze szczegółami, a wczoraj podczas wizji lokalnej dokładnie pokazali, co i jak robili w domu rodziny N. w nocy z piątku na sobotę. Planowali to od dawna, m.in. pod wpływem filmu „American Psycho”. Maria Goniewicz w jednym z wywiadów mówiła zaś: – Znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, „co autor miał na myśli”. Podzielam tu zdanie Witkiewicza. Ja również „mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam”. (…) Wszystko [co napisałam] powstało pod wpływem impulsu, a nie przymusu czy też, co gorsza, po prostu chęci zostania poetą, bo to teraz modne. Nie. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze.Plecak z nożami i rękawiczkamiFunkcjonariusze z KWP w Lublinie, którzy pracują nad sprawą nieprzerwanie od trzech dni, ustalili też, kto pomagał dwojgu zabójców. W niedzielę wieczorem w Poznaniu weszli do mieszkań 19-letniej rzeźbiarki Lindy M. i jej rówieśnika Marcina S. Oboje są studentami uczelni w stolicy Wielkopolski. Linda M. studiuje malarstwo, Marcin S. inżynierię zarządzania. Z nastoletnimi mordercami mieli poznać się na festiwalu Open Air w Gdyni. Według lubelskich policjantów przywieźli ich citroenem w nocy z piątku na sobotę w okolice domu małżeństwa N., a następnie zabrali do Krakowa. Początkowo nie wiedzieli, po co konkretnie jadą do Białej Podlaskiej, ale później w drodze do Małopolski Zuzanna M. wyraźnie rozemocjonowana opowiadała makabryczne szczegóły mordu. Poznańscy studenci bronią się teraz, że nie potraktowali tych wynurzeń poważnie.

– Jeszcze w poniedziałek postawiliśmy im zarzuty z art. 239 Kodeksu karnego, czyli zacierania śladów przestępstwa. Mamy na to dowody. Ich wyjaśnienia traktujemy jako linię obrony. Grozi im do pięciu lat więzienia. – mówi „Wyborczej” Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy lubelskiej komendy wojewódzkiej. Według śledczych studenci zabrali, by zniszczyć plecak, w którym mordercy trzymali noże, lateksowe rękawiczki i pokrwawione ubrania. Na szczęście policjanci zdążyli zabezpieczyć ten plecak, tym samym i obciążające dowody.

Dziś sąd aresztował na trzy miesiące Kamila N. oraz Zuzannę M. – Do winy przyznali się także przed sądem – informuje Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądy Okręgowego w Lublinie.

Pointa zbioru poezji Marii Goniewicz brzmi

„mam błąd wpisany w akt urodzenia żyję”

Zobacz także

lublin.gazeta.pl

Dlaczego zamordowała? By udowodnić, że jest nadzwyczajna. Wielu z nas to ma

Rozmawiała Agnieszka Kublik, 16.12.2014
Zuzanna M.Zuzanna M. (KWP Lublin)
Wysoka samoocena sprzyja agresji. A retoryka wojny i walki w polityce toruje drogę akceptacji agresji w życiu publicznym i naszym codziennym, w rodzinie, w pracy, na ulicy – tak psycholożka, prof. Krystyna Skarżyńska komentuje brutalny mord w Białej Podlaskiej dokonany przez dwójkę młodych na rodzicach.
Agnieszka Kublik: – Szok i niedowierzanie. 18-letnia dziewczyna pisząca poezję brutalnie zamordowała rodziców swojego chłopaka. I jego samego zresztą do tego namówiła.Prof. Krystyna Skarżyńska*, psycholożka społeczna, PAN i SWPS: – Psychologowie będą pewnie długo i uważnie analizować jej osobowość na podstawie rozmów z nią i jej otoczeniem i innych metod diagnostycznych. Ja próbuję wyjaśnić jej czyn na podstawie tego, co ona sama o sobie pisała i mówiła, odnosząc to do psychologicznych procesów i zjawisk społecznych, prowadzących do agresji.Zuzanna M. pokazuje siebie jako osobę lepszą od innych, niezależną, utalentowaną poetkę. „Bezczelnie młoda, bezczelnie zdolna” – napisała o sobie. I dalej: „znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, co autor miał na myśli”. Psychologowie badający agresję dowodzą, że właśnie taka wysoka samoocena (a nie, jak kiedyś myślano, niska), sprzyja podejmowaniu aktów agresji. Osoby niewierzące w siebie, w swoje możliwości unikają brutalnej agresji, bo jej ujawnienie wiąże się w wysokimi kosztami, jak kara, konieczność tłumaczenia się innym z tego, co się zrobiło. Osoby z wysoką samooceną bagatelizują te koszty. Zresztą są przekonane, że są tak sprytne, że ujdzie im to na sucho.Zuzanna M. faktycznie była dość sprytna, bo próbowała usunąć obciążające ją dowody: chciała uciąć rękę zamordowanemu, bo zostawiła na niej swoje DNA. Nie udało się jej tylko dlatego, że noże były już tępe.– Wydaje mi się, że ta niezwykle agresywna zbrodnia była próbą zwrócenia na siebie uwagi, pokazania swojej nadzwyczajności. „Będę gwiazdą” – mówi przecież o sobie Zuzanna.To przykład osobowości narcystycznej. Osoby przesadnie zainteresowane własnym wizerunkiem i przekonane o swojej nadzwyczajności, podejmują akty agresji, gdy są krytykowane lub gdy czują się niedoceniane.Zuzanna nie była ulubienicą zamordowanych rodziców jej chłopaka. Uważali, że syna zdominowała i nakłaniała do złego: wagarów i być może narkotyków.– Właśnie. W jej przekonaniu „niedoceniali” jej nadzwyczajności. Pisała, że „ma wstręt do hołoty umysłowej”. Lekceważyła ludzi, bo wydawała się sobie lepsza niż inni, choć pewnie nie tak oceniana i nie tak sławna, jak by chciała, stąd takie słowa.Poczucie wyższości często wiąże się z odmawianiem innym ludzkich emocji, dehumanizacją. Polskie badania nad mową nienawiści pokazują, że akceptacja hierarchiczności – tego, że ludzie są nierówni i „lepsi” mają prawo dominować nad „gorszymi” – silnie sprzyja akceptacji mowy nienawiści wobec różnych grup społecznych.

Zuzanna M. podkreśla swoją wrażliwość …

– Ale uważa ją za „największą wadę, może nawet zgubę”. Więc próbuje się jej pozbyć. Realizuje ten cel przez morderstwo. Gdyby wierzyć jej słowom, trzeba by się głęboko zastanowić dlaczego młody człowiek w Polsce może uważać, że wrażliwość jest przeszkodą w życiu? Przecież wrażliwość na drugiego człowieka jest podstawową cechą międzyludzkich relacji. Bez niej żyjemy jak dzikie zwierzęta. Taka wizja społecznego świata, gdzie tylko ten, kto potrafi skoczyć do gardła rywala może wygrać, rzeczywiście niszczy wrażliwość.

Skąd się ta wizja bierze?

– Z tego, co doświadczamy w swoim życiu, co oglądamy wokół siebie, zwłaszcza na publicznej scenie: co robią media, jak się zachowują politycy i inne osoby, które mają na nas wpływ.

Moje badania nad tym co prowadzi do akceptacji agresji (z końca września tego roku) wykazały, że dopuszczalność agresji jest najsilniej wyjaśniania przez negatywny obraz świata społecznego.

Społeczny darwinizm, czyli uznanie, że można a nawet należy wykorzystywać słabości innych by osiągać swoje cele, prowadzi do przekonań, że agresja jest czymś dozwolonym, że agresję – czyli czynienie szkody i krzywdy innym – można a nawet trzeba w życiu stosować.

Polacy dostrzegają dużo agresji wokół siebie. 23 proc. ocenia, że jest jej bardzo dużo w telewizji (10 w skali od 1 do 10), 15 proc. – że między nieznanymi sobie ludźmi, a 6 proc. – między bliskimi sobie osobami. Przemoc w rodzinie nie jest czymś wyjątkowym, w dodatku statystyki policyjne nie rejestrują przemocy psychicznej, tego co i jak mówimy w rodzinie, jak się odnosimy do rodziców, do dzieci, do żon i mężów.

Powody agresji są różne: zagonienie, brak uważności, chęć szybkiego odreagowania frustracji oraz właśnie wspomniane negatywny obrazu świata i przekonanie, że agresywność jest skuteczną metodą na przetrwanie w dzisiejszym świecie, a nawet drogą do sukcesu.

Ofiarą agresji nie padają jednak bezpośredni sprawcy naszych kłopotów. Raczej nie bijemy szefa, który wyrzuca nas z pracy, daje głupie, dodatkowe zadanie czy jest grubiański, tylko warkniemy na żonę, męża, kolegę, czy uderzymy dziecko. To przenoszenie agresji na słabszych.

To zmiana kulturowa?

– Przenoszenie agresji jest prawidłowością uniwersalną, ale zauważalny wzrost agresji słownej i niszczenia rywali w drodze do celu jest efektem coraz większego egocentrycznego indywidualizmu: tylko ja się liczę, widzę tylko swoje sprawy, one są najważniejsze, oczekuje się ode mnie sprawności, a nie bycia dobrym człowiekiem, dobrym dla innych ludzi.

Żyjemy w pośpiechu, w hałasie, bezrefleksyjnie. Wielu z nas w środku coraz częściej buntuje się przeciwko takiemu życiu, zwalniamy, więcej czasu poświęcamy bliskim.

Poza tym wielu Polaków żyje w poczuciu jakiejś krzywdy, niesprawiedliwości, które może wzbudzać chęć odwetowej agresji wobec tych, o których myślą, że „niezasłużenie mają się lepiej”.

Niektórzy politycy żerują na owym poczuciu, podsycają nieufność społeczną i wrogość. Retoryka wojny i walki w polityce toruje drogę akceptacji agresji w życiu publicznym i naszym codziennym, w rodzinie, w pracy, na ulicy. Zwłaszcza tych osób, które z różnych względów mają gotowość do agresji.

*Prof. Krystyna Skarżyńska przeprowadziła badanie w Instytucie Psychologii PAN w ramach programu „Akceptacja agresji w życiu społecznym i politycznym. Rola struktur poznawczych, indywidualnej agresywności i czynników sytuacyjnych”, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Badanie przeprowadzono na losowej, reprezentatywnej próbie 971 dorosłych Polaków we wrześniu 2014 r. Losowanie próby i prowadzenie wywiadów – CBOS.

wyborcza.pl

Areszt dla nastolatków podejrzanych o zabójstwo rodziców w Rakowiskach. Są kolejni zatrzymani

16.12.2014

Sąd w Bia­łej Pod­la­skiej zde­cy­do­wał o trzy­mie­sięcz­nym aresz­cie dla Ka­mi­la N. i Zu­zan­ny M., po­dej­rze­wa­nych o za­bój­stwo ro­dzi­ców Ka­mi­la N. w Ra­ko­wi­skach na Lu­belsz­czyź­nie. Teraz grozi im do­ży­wo­cie. Para przy­zna­ła się do winy. Pro­ku­ra­tu­ra za­trzy­ma­ła rów­nież ko­lej­ne dwie osoby w tej spra­wie.

Jak informuje reporter TVN24, sąd zadecydował o tymczasowym areszcie dla pary 18-latków, ponieważ zachodziła obawa matactwa z ich strony.

Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt dla obojga nastolatków.

Kamil i Zuzanna usłyszeli już zarzut zabójstwa kwalifikowanego (więcej niż jednej osoby), za które grozi kara 25 lat więzienia lub dożywocie.

Zarzuty poplecznictwa dla kolejnej dwójki nastolatków

Zarzuty utrudniania śledztwa w sprawie zabójstwa małżeństwa N. w Rakowiskach (Lubelskie) usłyszało dwoje także 19-latków.

19-letni Marcin S. oraz 19-letnia Linda M. usłyszeli zarzuty tzw. poplecznictwa. – Podejrzani działając wspólnie i porozumieniu utrudniali postępowanie karne, pomagając Kamilowi N. i Zuzannie M., sprawcom zabójstwa, uniknąć odpowiedzialności karnej i zacierali ślady przestępstwa – powiedziała dzisiaj na konferencji prasowej rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Według śledczych para 19-latków bezpośrednio po zabójstwie przewiozła samochodem z Rakowisk do Krakowa Kamila N. oraz Zuzannę M. Zabrali ze sobą plecak, w którym były narzędzia zbrodni, rękawiczki oraz elementy ubioru sprawców. Obie pary były wcześniej umówione na ten wyjazd.

Marcin S. nie przyznał się przed prokuratorem do zarzucanych mu czynów, choć potwierdził, że podróżował do Krakowa z podejrzanymi o zbrodnię Kamilem N. i Zuzanną M.

Przesłuchania Lindy M. w prokuraturze jeszcze nie zostało zakończone. Przed policją kobieta również nie przyznała się do stawianych jej zarzutów, ale potwierdziła fakt podróżowania do Krakowa z parą 18-latków.

Marcin S. jest studentem inżynierii i zarządzania, Linda M. studentką malarstwa, oboje studiują w Poznaniu, są mieszkańcami Wielkopolski. Z Kamilem N. i Zuzanną M. poznali się przypadkiem w czasie wakacji.

Syk-Jankowska powiedziała, że zgromadzony materiał dowodowy nie dał podstaw do przestawienia 19-latkom zarzutów pomocnictwa w zbrodni czy współsprawstwa. Rzeczniczka nie chciała ujawniać innych szczegółów z ich zeznań. Przestępstwo poplecznictwa zagrożone jest karą do 5 lat więzienia.

Zaplanowane zabójstwo

Jak ustalili śledczy, do zabójstwa doszło w nocy z piątku na sobotę. Ciała zamordowanych małżonków znaleziono w ich domu w Rakowiskach, pod Białą Podlaską. Policję wezwali sąsiedzi, kiedy zauważyli otwarte drzwi do domu.

Zamordowany 48-letni mężczyzna był funkcjonariuszem straży granicznej, 42-letnia kobieta była nauczycielką.

– Zarówno Kamil N., jak i Zuzanna M. przyznali się do zarzucanego im czynu. Opisali przebieg zdarzeń, wyjaśnili, jak przebiegała ta zbrodnia – wyjaśniała Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.W opinii śledczych była ona zaplanowana.

Kamil N. i Zuzanna M. – uczniowie liceów w Białej Podlaskiej – byli parą. Według składanych przez nich wyjaśnień rodzice Kamila nie akceptowali ich związku.

Jak mówiła Syk-Jankowska, pomysł zabicia małżonków pojawił się w trakcie oglądania przez 18-latków filmów, przepełnionych – jak sami mówili – przemocą i agresją. – Początkowo był to żart, ale z czasem uznali, że ten żart może przyjąć formę faktów i zaczęli planować to zabójstwo. Jak wyjaśniła Zuzanna M., zaplanowali je krok po kroku, kupili np. lateksowe rękawiczki, które znaleziono na miejscu zbrodni – relacjonowała rzeczniczka.

Kolejne dwie osoby zatrzymane ws. brutalnego zabójstwa w Rakowiskach

0:44 min

16

Kolejne dwie osoby zatrzymane ws. brutalnego zabójstwa w Rakowiskach – Policja zatrzymała kolejne dwie osoby ws. zabójstwa małżeństwa z Rakowisk na Lubelszczyźnie. To chłopak i dziewczyna, którzy podwieźli samochodem podejrzanych Kamila N. i Zuzannę M. Potem odebrali ich z miejsca zabójstwa i zawieźli do Krakowa, gdzie policjanci zatrzymali parę. Podejrzani przyznali się do zabójstwa rodziców chłopaka w nocy z 12 na 13 grudnia kilkanaście ciosów nożem. – x-news

Onet.pl

Koniec nie naszego świata

KAROL ADAMASZEK, 16.12.2014
Maria Goniewicz, czyli Zuzanna, pisała do narzeczonego: Maria Goniewicz, czyli Zuzanna, pisała do narzeczonego: „…nikt nie mówi tu o niebie, nie musisz iść ze mną w ogień, to i tak będzie piekło”. Przed mordem zapalili skręta. Na zdjęciach: oboje po zatrzymaniu (KWP Lublin)
Młoda poetka z Białej Podlaskiej wspólnie z chłopakiem zamordowali – kilkoma nożami – jego rodziców. Chciała pokazać fanom, że ma „wstręt do hołoty umysłowej”. Jak Witkacy.
– Ten wstręt jest taki, że rzygam. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze – mówiła młoda poetka Zuzanna M. i zapowiedziała przygotowania do końca „nie jej świata”. W nocy z piątku na sobotę brutalnie zamordowała rodziców swojego chłopaka, a potem pojechała do Krakowa na spotkanie z czytelnikamiZałożę ją na pogrzeb, będę gwiazdąZuzanna i Kamil poznali się w katolickim gimnazjum w Białej Podlaskiej. Ona grała w piłkę nożną (stała na bramce), on był koszykarzem. Potem dwa różne licea, ale w trzeciej klasie odkurzyli znajomość i zakochali się w sobie.18-letnia Zuzanna to już znana w Białej Podlaskiej poetka. Pisać zaczęła kilka lat temu, po śmierci ojca. Przyjęła pseudonim Maria Goniewicz.- Moja przygoda z poezją rozpoczęła się, niestety, od ogromnej tragedii w życiu prywatnym. Mój własny koniec świata był powodem, dla którego zaczęłam szukać jakiejś formy wyrażania siebie. Nie pamiętam dokładnie okoliczności, ale wiem, że bardzo tęskniłam, stąd „Tęsknoty” – tłumaczyła tytuł pierwszego wiersza portalowi Podlasiesiedzieje.pl.W maju gotowy był już zbiór poezji Marii Goniewicz zatytułowany „33″. Pierwsze recenzje po wydaniu miał entuzjastyczne. Fragment jednej z nich (Szuflada.net):”To przede wszystkim zapis emocji kobiety, która przeżywa historię miłosną. Jest to uczucie trudne, skomplikowane, prawdopodobnie jednostronne, o niezwykłej sile oddziaływania na podmiot. Podmiot ’33′ prowadzi monologi skierowane do siebie, do ludzi z jej otoczenia oraz do tego kogoś. Czy jest to mężczyzna? Pewnie tak, choć tylko kilka wierszy potwierdza taką teorię”.Próbka twórczości Marii Goniewicz z Facebooka – na wstępie oznajmia, że jest „bezczelnie młoda, bezczelnie zdolna”:będzie ci przy mnie nieziemskoracjaale nikt nie mówi tu o niebie
nie musisz iść ze mną w ogień
to i tak będzie piekło

*

uważaj na swoje dłonie
nie bój się, dobrze ci idzie
nie ma piękniejszej koszuli
niż ta szyta z twoich kłamstw
założę ją na pogrzeb
będę gwiazdą tego wieczoru

A może tak zabijemy rodziców?

Kamil, mieszka na osiedlu domów jednorodzinnych pod Białą Podlaską. Ojciec Jerzy N., pułkownik Komendy Głównej Straży Granicznej, dojeżdżał do pracy do Warszawy, matka Agnieszka była nauczycielką i tłumaczką języka rosyjskiego. Przeciętna rodzina z synem jedynakiem. Żadnych skarg ze strony sąsiadów, żadnych interwencji policji.

Zuzanna nie podobała się rodzicom Kamila. Mieli pretensje, że chłopak przez nią wagaruje i rzekomo bierze narkotyki. Mogło ich też martwić, że Maria Goniewicz zdominowała syna. Była rzeczywiście twarda. Gdy w jednym z wywiadów dziennikarka zauważyła, że nie każdemu poecie, zwłaszcza młodemu, dane jest wydanie własnego tomiku, Maria Goniewicz odrzekła: – Nie ma rzeczy niemożliwych. Postawiłam sobie cel, więc musiałam go zrealizować.

Zapewniała też, że nie boi się krytyki, bo nie uprawia grafomanii:

– Znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, „co autor miał na myśli”. Podzielam tu zdanie Witkiewicza. Ja również „mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam”. (…) Wszystko [co napisałam] powstało pod wpływem impulsu, a nie przymusu czy też, co gorsza, po prostu chęci zostania poetą, bo to teraz modne. Nie. Uważam wrażliwość za swoją największą wadę czy może nawet zgubę, dlatego staram się jej pozbyć, pisząc wiersze.

Dwa tygodnie temu – to ustalili już policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Lublinie – Zuzanna M. i Kamil postanowili „zrealizować cel”, „okazać wstręt do hołoty” i pokazać, że nie mają już „wrażliwości”.

Oboje lubili amerykańskie kino: filmy Quentina Tarantino, Davida Lyncha, ale szczególnie spodobało się im „American Psycho” z Christianem Bale’em. Główny bohater – biznesmen – dla zabicia nudy i wyjścia poza rutynę codzienności brutalnie morduje prostytutki i włóczęgów. Zuzanna z Kamilem podczas wspólnego oglądania żartowali sobie, że równie dobrze mogliby zabić rodziców Kamila. Aż żartować przestali.

7 grudnia Maria Goniewicz napisała:Przygotowanie do końca
nie naszego świata
nie zawsze jednak idzie dobrze,
ale już niedługo.
I jeszcze:Przyjedź.
Nie ma żadnych planów, których nie możesz odwołać.
Śmierć o ciebie nie pyta.
Nie ośmieliłaby się.
Przyjedź.
Mam pewność, że zechcesz zostać dłużej.
To ja
dam ci wszystko.
Oboje wiemy, że prędzej czy później wydarzy się. 
Gorzej niż w horrorach goreW ostatnią sobotę rano na komendę w Białej zadzwonił sąsiad państwa M. Zaniepokoił się, bo drzwi od ich domu był dłuższy czas otwarte. Na miejsce pojechał patrol. Mundurowi zobaczyli przed drzwiami kałużę krwi. Wezwano policjantów z komendy wojewódzkiej, otrzaskanych w ściganiu zabójców.Funkcjonariusz z 30-letnim stażem: – Dom cały we krwi. Czegoś takiego nie widziałem, odkąd jestem w służbie. Sceneria gorsza niż w horrorach gore.Zaczęło się mozolne zbieranie śladów. Ciała pułkownika i jego żony wyglądały tak, jakby ktoś wpadł w atak szału i zadawał ciosy – w twarz, szyję, tułów, ręce i nogi – aż opadł z sił. Ofiary musiały spać, bo oficer straży granicznej był dobrze zbudowany i na pewno by się bronił. To jego zaatakowano jako pierwszego. Żonie udało się uciec, ale zabójcy dopadli ją przed domem i zawlekli z powrotem. Poderżnęli gardło.Obrażenia męża wskazują na to, że próbowano odciąć mu rękę. Powód: przebudzony atakiem Jerzy N. musiał się bronić, dlatego zabójczyni ugryzła go w dłoń. Oboje napastnicy uznali, że zapewne zostawiła w ciele ofiary swoje DNA, więc próbowali usunąć kończynę, ale noże już się stępiły.Satysfakcja z wykonanego zadaniaJeszcze w sobotę nastolatków przesłuchano i zamknięto.

Jeden ze śledczych: – W takich sprawach zawsze w pierwszej kolejności sprawdza się rodzinę. Ustaliliśmy, że Kamil jest w Krakowie. Poprosiliśmy tamtejszych funkcjonariuszy, by go zatrzymali. Był z Zuzanną. Oboje w świetnych humorach. Właśnie zjedli w restauracji spaghetti ze szpinakiem.

Ona przyznała się od razu. Nie kryła uciechy, że plan się powiódł.

– Zdradzała dużą satysfakcję z dobrze wykonanego zadania – mówi nasz informator. – Zero skruchy, jakiejś refleksji. Opowiedziała, co się stało i krok po kroku, jak do tego doszło. Policjanci słuchali jej przerażeni. Nie mogli uwierzyć, że młoda, inteligentna dziewczyna tak beznamiętnie mówi o potwornej zbrodni, której się dopuściła. Widać, że kierowała zabójstwem, chłopak też się przyznał, też niczego nie żałuje, ale był raczej wykonawcą planu.

Oficjalnie prokuratura tego nie komentuje. – Wciąż zbierane są dowody – wyjaśnia Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Na to, że nastolatkowie obmyślili mord wskazuje to, iż kupili lateksowe rękawiczki. Użyli trzech noży.

Świat wierszy vs świat realny

Po co pojechali do Krakowa? Kryminalni sądzą, że chcieli zapewnić sobie alibi, ale prawda może być bardziej banalna. Zuzanna M. umawiała się z fanami swojej twórczości na spotkanie. Dzień przed morderstwem zorganizowała na Facebooku konkurs: „Jeśli chcesz wygrać ode mnie tomik, dodaj swój jeden ulubiony wiersz mojego autorstwa (publicznie) i oznacz stronę. Do wygrania jest pięć sztuk »33 «”.

W sobotę, już po „realizacji planu” zachęcała na FB: „HALO KRAKÓW! Dzisiaj też można się ze mną umówić w mieście w sprawie odbioru » 33 «”.

Oboje prawdopodobnie korzystali z pomocy znajomych, którzy przywieźli ich do domu rodziców chłopaka w nocy z piątku na sobotę. Dwie osoby zatrzymano w związku z tym w Poznaniu, prokuratura nie postanowiła jeszcze, jakie dostaną zarzuty. Zuzannie M. i Kamilowi N. grozi dożywocie. Na razie nic nie wskazuje na to, by działali pod wpływem ciężkich narkotyków. Przyznali, że przed zabójstwem wypali jedynie jointa.

– Świat wierszy pomylił jej się ze światem realnym – skomentował wczoraj na facebookowym profilu poetki jeden z jej fanów.

wyborcza.pl

SXXCXDXL

wtorek, 9 grudnia 2014

PRZYWILEJ

spotykamy się
raz na jakiś czas (ale ona o tym nie wie że my)
dwa nagie bezosobowe ciała
trzymamy się ściśle
określonych zasad i szczycimy się tymwszystko między nami
jak gdyby nigdy
nicwśród zgiełku ludzkiej rzeczywistości
tracimy status bogów
unikamy spojrzeń i tylko na pożegnanie
kilkusekundowe zbliżenie wyreżyserowany uścisk
twoja kobieta (nawet się nie domyśla)
i spoufala się ze mną jak gdyby miała cię na wyłączność
(a ty przecież) jesteś z nią taki szczęśliwyjak długo jeszcze (będziesz)
prosił o zbawienie tam gdzie ucichło życie
wsiąkła ostatnia Prośbajak długo jeszcze będziesz
(pielęgnował zwiędnięty język) głośno
potrafisz już tylko milczećz daleka od ciszy i spokoju
będziesz (aż do śmierci)
odsypiał przy niej
mnie

 ***
Będzie Wyraźnie tak jak
Miało być Od zawsze
odpowiednie osoby
w odpowiednim czasie Zasięg Twojej
czułości Odpowiednie
miejsce
Odpowiedzi na wszystko Po
Najczęściej bezczelnie bez pytania o zgodę
Dłonie pełne troski
o
Twoje serce, żeby
było
Zajęte
Cały czas Mną

niedziela, 7 grudnia 2014

NIE WIERZĘ W PRZYPADKI ODKĄD

Ty i kobieta, której
kiedyś zdeptałam serce,
mieszkacie obok siebie. To dziwne
miejsce, w którym ostatnio
podobno jest o mnie głośno. Wybacz,
ale to dopiero początek
tego wiersza, a przecież jeszcze
tyle tych ważnych przed nami.
Już niedługo
uwierzysz.
Ta kobieta pewnie nadal mnie kocha i
jej oczy powiedzą Ci o mnie wszystko,
gdy tylko zobaczy nas razem.
Przekonajmy się.
Zrób-
my
razem
coś pięknego.
Zrobię
wszystko, żebyś tylko
była.
Przy-
gotowa-
nie do końca
nie naszego świata
nie zawsze
jednak idzie
dobrze,
ale
już niedługo.
Przepraszam za to wyjście z formy,
ale jesteś jedyną osobą, która
ośmieliła się mnie onieśmielić.Nie odpuszczę Cię, wybacz.Masz to w wierszu,
teraz mi wierzysz?

Miałaś rację.
Nie ma nikogo lepszego.

Przyjedź.
Nie ma żadnych planów, których nie możesz odwołać.
Śmierć o ciebie nie pyta.
Nie ośmieliłaby się.Przyjedź.
Mam pewność, że zechcesz zostać dłużej.
To ja
dam ci wszystko.Oboje wiemy, że prędzej czy później wydarzy się.
Oszczędź sobie:
szkoda, że nie __________ się wcześniej.
Przyjedź.

Ostatnio jesteśmy jakby
dokładniej. Najwyraźniej
jest nieprzyzwoicie ładnie
między nami, tak
między nami.
Podobno tak
nie wypada i tak
nie przystoi, ale jednak
odpowiada mi to. Poza tym ona
cały czas opowiada mi to,
co
chce ze mną
przeżyć. Zdecydowanie
nie mam nic przeciwko.
Możemy wszystko.
My to wszystko,
może kiedyś
zrozumie. Będzie coraz jaśniej,
ale jeszcze jest mrok. Leżymy,
odkładamy się. Dokładamy
wszelkich starań, żeby pożądanie
minęło, przeszło. Taki żart.
Nieśmiało dyskutujemy.
Nie trzymam języka za zębami.
Ona nie trzyma rąk przy sobie.
Nie lubi mojego paska od spodni,
pozbywamy się go jak najszybciej.
Jej bielizna jest idealna
do zdjęcia. Błysk
w moim oku prosi o więcej. Na gości
i obsługę nie musimy zwracać uwagi.
Wszędzie jesteśmy sami. To nasz prywatny
maraton czułości, w którym
jestem cholernie przebiegły,
bo jednak ona jest ze mną.
Słyszycie?
Ze mną. Zostaje.
Tuż po i tuż przy sobie leżymy. Bezwstydnie. Przynależymy tam, gdzie jest nasze miejsce. Prywatność wisi za drzwiami i krzyczy:
PROSZĘ
NIE PRZESZKADZAĆZostawcie nas w tym pokoju,
w spokoju.

Z
myśl
onacierpi
ała.Bo
lałna
(wet)Wszech
świat.Bez
nadziei.A

Po
została

Wy
łącznie

O
na.

Koniec.

***
Miłość zmyśl.
Ona cierpi.
Ała.
Bo lał na wszechświat beznadziei,
a po – została.
Wy? Łącznie? O.
Na koniec.

***
Miłość zmyślona cierpiała.
Bolał nawet wszechświat.
Bez nadziei, a pozostała wyłącznie ona.
Koniec.

***
Miłość?
Zmyśl.
Ona cierpiała.
Bolał nawet wszechświat, bez nadziei.
A po? Została wyłącznie ona.
Koniec.

***
Miłość zmyślona cierpi. Ała.
Bo lał na wszechświat.
Bez nadziei, a pozostała.
Wy? Łącznie?
Ona – koniec.

Dlaczego PiS w sondażach raz słabnie, raz zyskuje?

Trzeba się pogodzić z tym, że dokładnego obrazu preferencji wyborczych Polaków nie znamy. Iluzją są zwłaszcza wyniki z dokładnością co do dziesiątej części proc.

Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.

Agencja Gazeta

Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.

W tym komentarzu do najnowszych sondaży nie będzie zbyt wielu cyfr, a być może uda się ich nawet uniknąć całkiem. To chyba jedyna recepta na galopującą inflację badań, które wychodzą zza każdego krzaka.

Tylko w ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy spadek PiS i wzrost PiS, wyraźny kryzys SLD i rekordowo wysoki wynik SLD, mieliśmy Nowoczesną nad progiem i Nowoczesną pod progiem. Żeby nie było zbyt prosto, część danych była prezentowana po odliczeniu wyborców niezdecydowanych (czyli wszystkie ugrupowania zyskiwały te głosy proporcjonalnie do swojej wielkości), a inne – wraz z niezdecydowanymi.

Nie znamy preferencji wyborczych Polaków

Trzeba się pogodzić z tym, że dokładnego obrazu preferencji wyborczych Polaków nie znamy; iluzją są zwłaszcza wyniki z dokładnością co do dziesiątej części proc., znamionujące jakoby wyjątkową precyzję pomiaru.

Winę ponoszą zresztą nie tyle polscy badacze (bo mają zarówno narzędzia, jak i umiejętności), ile klienci pracowni, w większości media zbyt biedne (albo zbyt oszczędne), by zamówić poważne badanie. To nie jest niewykonalne, to jest po prostu kilkakrotnie droższe.

Z dostępnych sondaży jakiś obraz się jednak wyłania, zwłaszcza jeśli sięgnąć po wyniki różnych pracowni i sprawdzić kilkumiesięczne trendy.

Co wiadomo na pewno?

Po pierwsze, notowania PiS są stabilnie wysokie. Owszem, poszczególne badania wykazują wahania formy, ale na razie nic nie wskazuje na to, by Jarosław Kaczyński musiał się tym specjalnie martwić. Lutowe sondaże przyniosły wprawdzie pewną korektę po wzroście rekonstrukcyjnym (delikatnie spadły też notowania Mateusza Morawieckiego w sondażu zaufania), niewykluczone, że partii rządzącej szkodzi konflikt wokół ustawy o IPN. Poza tym początek roku to tradycyjnie trudny okres dla rządzących – mało kto pamięta o przednówku, ale on wciąż zostawia ślad w sondażach. To rzekłszy, wypada rytualnie dodać, że fundamenty poparcia dla PiS są potężne, a opozycja nie ma planu ani narzędzi, by je skruszyć.

Po drugie, Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.
Po trzecie, od pół roku słabnie Kukiz’15, który coraz częściej ląduje w okolicach progu wyborczego.

Po czwarte, rewersem kryzysu nowych ugrupowań jest mały renesans partii tradycyjnych. PSL i SLD coraz częściej wystają ponad próg wyborczy i w wyborach samorządowych potwierdzą zapewne aspiracje do przyszłego parlamentu. Zarazem żadna z tych partii nie zburzy obecnego porządku i nie stanie się wyzwaniem dla PiS; mają swoje nisze, które w sprzyjających okolicznościach mogą trochę poszerzyć – i to wszystko.

I wreszcie, po piąte już, powinniśmy się powoli przyzwyczajać do myśli, że na przełomie października i listopada w wyborach do sejmików wyniki partii będą inne niż te, które widzimy w badaniach. PiS na poziomie lokalnym nie ma raczej co marzyć o takiej dominacji – w co najmniej kilku regionach swoje uszczkną komitety lokalne, tradycyjnie lepiej niż w sondażach wypadnie PSL. A po wyborach samorządowych zabawa zacznie się od nowa, nie wykluczam, że już w odrobinę innym towarzystwie.

 

polityka.pl

Gozdyra krótko i na temat: opozycją rządzi strach

Główna partia opozycyjna kieruje się strachem. Dlatego też nie odzyska już utraconej władzy. Przyszłość należy do tych, którzy mają wizję i potrafią do niej przekonać, a nie do tych, którzy dostosowują przekaz do sondaży. Polityczną rzeczywistość, tę prawdziwą i tę wirtualną, komentuje dla Agnieszka Gozdyra, autorka i prowadząca programy „Skandaliści” i „Tak czy Nie”.

Polsat News
Lider Platformy ogłosił właśnie, że jest przeciwny wiązaniu funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Część i tak już zdezorientowanego elektoratu PO pyta: ale o co chodzi?
Unia wymyśliła ten finansowy bat zdając sobie doskonale sprawę z tego, że jeśli coś podziała na wyobraźnię rządu w Warszawie, to będzie to właśnie wizja odebrania tłustych funduszy. Grzegorz Schetyna ma jednak wytłumaczenie, które brzmi naprawdę przekonująco: Polacy nie mogą być karani finansowo za rządy PiS. Rozsądne.
Potrzeba odwagi
Ten sam Grzegorz Schetyna mógłby jednak wymyślić zupełnie inny przekaz, zrozumiały dla ludzi, którzy latem zeszłego roku wyszli na ulice bronić sądów. Mógłby on być jednocześnie przekonujący dla ludzi, czekających np. na nową drogę, która ma powstać z unijnych funduszy. Nie zamierzam podpowiadać bogatej partii przekazu – stać ją na ekspertów i spin doktorów, nie jest to zresztą rolą publicystów, zapewniam jednak, że możliwości jest kilka. To jednak wymaga chęci i pracy. A przede wszystkim – odwagi.
Tymczasem Platforma, bojąc się utraty poparcia, kluczy już po raz kolejny.
Uchodźcy, wiek emerytalny, 500 plus – w każdej z tych ważnych spraw szefostwo Platformy zmieniało zdanie, próbując dostosować się do społecznych oczekiwań.
Milsi i ładniejsi niż PiS
Dziś ludzie cenią wyrazistość. Bądź jakiś. Wyróżnij się lub zgiń – tymczasem PO działa na zasadzie „spróbujemy tego, co PiS, ale będziemy milsi i ładniejsi”. Efekt jest taki, że po dwóch latach PO jest sondażowo mniej więcej tam, gdzie była, zaś PiS utrzymuje wysokie, stabilne poparcie.
Nie ma to wszystko nic wspólnego z realną polityką, która powinna polegać na wytyczaniu celów i osiąganiu ich przy udziale społeczeństwa obywatelskiego.
Tymczasem na polskiej scenie przeważają politycy, których działania ogranicza strach przed wypadnięciem z gry lub którzy używają strachu jako narzędzia budowania podziałów i własnego poparcia.
Rzecznik Platformy Jan Grabiec mówi: ależ to jest nowa perspektywa budżetowa, liczona od roku 2021, a wtedy PiS już dawno nie będzie rządził. Otóż, panie i panowie, z taką opozycją PiS będzie rządził nie tylko w roku 2021, ale i później. A jeśli straci władzę, to nie wy będziecie tego przyczyną.
Agnieszka Gozdyra

polsatnews.pl

Woody Allen ma ochotę napaść na Polskę

Prawdopodobnie Jarosław Gowin został potraktowany jako zając (w lekkiej atletyce kogoś takiego wypuszcza się na czoło biegu, który dyktuje jak najwyższe tempo, aby inni zawodnicy bili rekordy). Wicepremier pożalił się, że będąc ministrem sprawiedliwości zaznał biedy, nie starczało mu do pierwszego. W internecie szybko mu wyliczono, że w 2013 roku zarobił na rękę ćwierć miliona złotych.

Politycy PiS widocznie nie chcą kompromitować się cichymi premiami przyznawanymi sobie, które wychodzą na wierzch i uderzają w słupki poparcia, więc szykują jeden skok swoich pensji. Co prawda Gowin przeprosił za to, że nie starczało mu do pierwszego, bo inni mają gorzej, „zmagają się z prawdziwym niedostatkiem”. W PiS zawsze jednak nieczystości wypływają na wierzch – wypłynie i to, że podwyższą sobie pensje w najbliższym czasie, aby starczało do pierwszego.

Casus Beaty Szydło jest znamienny, była premier sama sobie przyznała 65 tys. zł, a obecnie jako wicepremier od niczego już przez 3 miesiące zarobiła wysokość przyznananej sobie premii. Pozazdrościć takiej synekury.

Działaczka klubów „Gazety Polskiej” Celina Monikowska-Martini, która jakoby jest pianistką i kompozytorką, poskarżyła się na to, że w poznańskim Teatrze Wielkim wystawiona zostanie wieloobsadowa opera Ryszarda Wagnera „Śpiewacy norymberscy”.  Nie podoba się to kobiecie, gdyż Wagner był „wielbiony przez Hitlera”. No i wylazł z niej antysemityzm („stanowisko dyrektorskie w Teatrze Wielkim w Poznaniu piastuje Gabriel Chmura, obywatel państwa Izrael”), gdyż w typowy dla tej postawy emocjonalnej stosuje zastrzeżenie: „Wątek dotyczący obywatelstwa pana Chmury interesuje mnie tylko w tym kontekście. Gdyby był Chińczykiem czy Francuzem, też bym o to zapytała”.

Teraz rozumiem Woody Allena, który w jednym z filmów mówi: „Kiedy słucham Wagnera, mam ochotę napaść na Polskę”.

Stosunki z Izraelem jeszcze długo będę zepsute – acz mogę sie mylić, bo zepsucie będzie trwało tyle, ile będzie rządziło PiS. Ma być przyjęta uchwała sejmowa w sprawie Marca ’68 autorstwa prof. Jana Żaryna. Wg Żaryna za zmuszenie do emogracji Polaków pochodzenia żydowskiego są odpowiedzialni komuniści, a nie Polacy. Zatem słowa Mateusza Morawieckiego wypowiedziane w Monachium, iż wtedy państwo polskie nie istniało, należy do obowiązującej ideologii PiS.

Ta ideologia jest tyle warta, co Marek Suski, który jest w składzie delegacji PiS do Izraela, ten gościu niedoparcie kojarzący się z IQ Forresta Gumpa (72, jak pisze autor Winston Groom), zapowiedział, iż nie jadą do Izraela na negocjacje, tylko po prawdę: „podjąć dialog w oparciu o prawdę”.

Prawda jak wiadomo jest objawiana przez prezesa. Gdy Jarosław Kaczyński jej nie objawi, politycy PiS są zagubieni jak dzieci we mgle. Zdarza się, że to prezesowi objawiana jest prawda przez innych i czyni to opozycja oraz – o, dziwo – Komisja Etyki Poselskiej, która wreszcie na tajnym podjęła decyzję ws. ukarania prezesa PiS za słowa o „kanaliach” i „zdradzieckich mordach”. co to będzie za kara – upomnienie, czy nagana – dowiemy się za dwa tygodnie, gdyż w obowiązującej procedurze przez ten czas werdykt jest utajniony.

Oficjalnie po raz pierwszy zostało ocenione chamstwo prezesa. Słowa Kaczyńskiego zaliczam ponadto do antypolonizmu, bo wygłosił je w debacie i to nie byle kto, najważniejsza osoba wśród rządzących. Jeżeli prezes nie panuje nad emocjami, niech się leczy.

Takie to codzienne kacze jaja, pisizmy. Nasza wrażliwość jest jednak stępiana. Uwrażliwiam więc, abyśmy nie stawali się tacy gruboskórni, jak wyżej podani politycy PiS. Gruboskórność odczłowiecza, a muzyka łagodzi obyczaje, Wagner też.

 

 

Kierowca seicento sprawcą wypadku z udziałem Szydło?

Kierowca seicento sprawcą wypadku z udziałem Szydło?

Po ponad 12 miesiącach krakowska prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie wypadku b. premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Zdaniem śledczych, to właśnie kierowca fiata seicento Sebastian K. spowodował ten wypadek – podaje RMF FM.

Prokuratorzy twierdzą, że to Sebastian K. doprowadził do zderzenia, nie zachowując należytej ostrożności na drodze. Według śledczych, kolumna rządowych aut jechała z prędkością 58 km na godz., miała włączone sygnały świetlne. Nie ustalono natomiast jednoznacznie, czy działały sygnały dźwiękowe. Prokuratura nie zdobyła innych dowodów w tej sprawie niż zeznania świadków, a te są rozbieżne. Uznano jednak, że nie ma to znaczenia dla odpowiedzialności młodego kierowcy za wypadek – informuje RMF FM.

Prokuratura zamierza wystąpić do sądu z wnioskiem o warunkowe umorzenie sprawy wobec 21-latka. Śledczy – na których powołuje się RMF FM – podjęli taką decyzję, bo mieszkaniec Oświęcimia nie był dotąd karany, miał dobrą opinię, a także współpracował w zakończonym postępowaniu z prokuraturą. Warunkiem umorzenia postępowania na określony okres próby – w tym przypadku na 2 lata – będzie wpłata przez Sebastiana K. nawiązki na konto fundacji wspierającej ofiary wypadków.

O wypadku z udziałem Szydło i śledztwie w tej sprawie pisaliśmy wielokrotnie – ostatnio w artykule„Wypadek Szydło: Kontrowersje wokół ekspertki”.

koduj24.pl

Dr Ewa Kurek za pieniądze MSZ-tu przekonywała, że „żydowskich szmalcowników było więcej niż polskich”

Jacek Gądek Jacek Gądek, 

Na zdjęciu: dr Ewa Kurek

Na zdjęciu: dr Ewa Kurek (źródło: skreen YT)

Dr Ewa Kurek otrzymała pieniądze MSZ za wykłady o relacjach polsko-żydowskich w ramach Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Kielcach. Resort podkreśla, że nic o tym nie wiedział. Podczas wykładu dr Kurek mówiła, że żydowskich szmalcowników było więcej niż polskich.

O dr Ewie Kurek pisaliśmy wcześniej: Wciąż obwinia zmarłego prezydenta ws. Jedwabnego. „Będę o tym rozmawiał z Martą Kaczyńską”

375 tys. zł na „debaty międzynarodowe”, także w 2018 r.

500 zł to niewielka kwota, ale są to środki z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Skąd te pieniądze?

Na miniony rok resort przekazał Stowarzyszeniu Kultura i Demokracja „Civis” dotację na zorganizowanie Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Kielcach. „Civis” to środowisko bardzo bliskie „Gazecie Polskiej”. Prezydentem stowarzyszenia (w KRS widnieje funkcja „prezydenta”) jest Jerzy Kenig. To postać znana w Kielcach: był działaczem Unii Polityki Realnej, by potem związać się z Ruchem Narodowym. W 2011 r. „Civis” współorganizowało pikietę „Ukarać sprawców mordu smoleńskiego” – i nie była to jedyna kontrowersyjna inicjatywa Keniga.

Mimo protestów lokalnej opozycji „Civis” otrzymało jednak pieniądze na zbudowanie RODM w Kielcach. W 2017 r. „Civis” otrzymało 152 680 zł, a na 2018 rok MSZ zaproponowało 222 658 zł.

MSZ: „Civis” nie informowało nas, że dr Kurek będzie mieć wykłady

Wedle informacji uzyskanych przez Gazeta.pl w MSZ, „Civis” złożyło do resortu sprawozdanie z wykorzystania tej dotacji. A w nim znalazła się informacja, że dr Ewa Kurek zainkasowała pół tysiąca za dwa wykłady. Była prelegentem na seminarium zorganizowanym w Kielcach (ten odbył się 21 września 2017 r.) oraz Ostrowcu Świętokrzyskim dot. stosunków polsko-żydowskich.

Biuro rzecznika prasowego MSZ odcina się jednak od historyczki. Ministerstwo w piśmie do Gazeta.pl podkreśla:

Pani dr Ewa Kurek nie została wskazana w przedłożonej Ministerstwu Spraw Zagranicznych ofercie RODM Kielce na 2017 r. jako osoba zaangażowana w zadanie publiczne ani jako pracownik RODM, ani jako ekspert – wykładowca.

MSZ nic nie wiedziało o wykładach dr Kurek? – Potwierdzam. Ja podjąłem decyzję o zorganizowaniu wykładu. Ale w czym problem? Jak ”czerwonych” zapraszają na uczelnie, to jest wszystko w porządku, a jak ktoś przedstawia swoją wiedzę odbiegającą od czyichś poglądów, to nagle staje się problemem – mówi nam Jerzy Kenig, szef „Civil”.

Pieniądze za gromienie „żydowskiego lewactwa”

W czasie wykładu w Kielcach dr Kurek gromiła „środowiska lewackie”, „żydostwo lewackie” i „lewactwo, które zawładnęło historią”.

Przestańmy być wrażliwi na antypolskie głupoty i nazywanie nas antysemitami. Każdy naród ma swoje przypadłości. Żydzi mają tę przypadłość, co jest strasznie śmieszne, że narody, które udzielają im gościny, obwiniają o antysemityzm

– to cytat z wykładu dr Kurek za pieniądze, które MSZ przekazało dla „Civis”.

Dr Kurek w Kielcach tradycyjnie krytykowała decyzję wówczas ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego z 2001 r. o wstrzymaniu ekshumacji ofiar mordu w Jedwabnem. Według niej do takiej decyzji śp. prezydenta namówiła Ewa Junczyk-Ziomecka – nazwała ją „nieuczciwą i obrzydliwą osoba, która wiele złego zrobiła Polsce”.

W wątkach politycznych dr Kurek podkreślała, że cieszy się z rządów Prawa i Sprawiedliwości. Biła jednak w PiS z sprawę ekshumacji w Jedwabnem. – Jeśli dla jakiejś prywaty prezes (Jarosław Kaczyński – red.) i PiS blokuje te ekshumacje, to tym gorzej dla nich – zaznaczała. Według niej „Żydzi się z nas śmieją” ws. Jedwabnego, a władze pozostają bierne. Opisywała też swoje zabiegi, by dotrzeć do prezesa PiS („geniusza politycznego”).

– Cała korespondencja między komitetem obywatelskim na rzecz ekshumacji a ministrem (sprawiedliwości – red.) jest przesyłana do pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. A nawet zanoszona, ponieważ moja najmłodsza córka studiuje w Warszawie i wynajmuje mieszkanie po sąsiedzku z PiS. Ja mam dwa kroki, jak jestem w Warszawie i sekretarce zanoszę – opisywała. Zatem dr Kurek pielgrzymuje do sławnej pani Basi.

„Przepoczwarzanie się Żydów” w komunie – o to pytali goście RODM

Klimat spotkania oddają pytania z sali. Jeden z gości zapytał: Czy jest jakiekolwiek opracowanie, które pokazuje przepoczwarzanie się Żydów, którzy po 1950 r. rozeszli się po Polsce i udają Polaków?

Dziwił się temu, że „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” nie mają w nazwie przymiotnika „żydowski”. Inny widz pytał, czy liczba ofiar Holokaustu szacowana na 6 milionów ludzi ma „czysto mistyczny charakter”. Albo czy wydanie książki prof. Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” miała storpedować wejście Polski do NATO i czy był to przejaw działalności agentury. Było też pytanie o „mafijną wierchuszkę żydowską udającą Polaków” i stwierdzenie, że „żydowskość to nienormalność”. Na co bardziej absurdalne stwierdzenia dr Kurek odpowiadała krytyką.

Teza dr Kurek: żydowskich szmalcowników było więcej niż polskich

Dr Kurek mówiąc o II wojnie światowej stwierdziła, że „żydowskich szmalcowników było więcej niż polskich”. – Niech się Żydzi raz na zawsze odczepią od nas i cieszą się, że my narażaliśmy swoje własne życie, żeby ratować ich życie – podkreślała. A opisując getta twierdziła, że w Łodzi było „państwo żydowskie”, w Krakowie, Warszawie i Lublinie „autonomia”.

Co ciekawe, w celach konkursu MSZ na Regionalne Ośrodki Debaty Międzynarodowej są m.in. „działania informacyjno-edukacyjne”, czyli na przykład wykłady, „których celem jest podniesienie wiedzy i kompetencji z tematyki związanej z priorytetami polskiej polityki zagranicznej”. Jednym z działań RODM jest stworzenie „biblioteczki” – dziś w niej są np. „Wielka hucpa. O pozorowaniu antysemityzmu i fałszowaniu historii”, „Strategia Syjonu” i „Różowa swastyka”.

Jak działania RODM i „Civil” wpisują się w priorytety polityki zagranicznej? Jerzy Kenig: – Te priorytety są bardzo szerokie. Pytania o wykład dr Kurek uznaje za „obrzydliwe”.

„Nie chcemy w Polsce pisać historii na nowo, chcemy by prawda historyczna była broniona”. A. Duda spotkał się w Krakowie ze społecznością żydowską

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,23077495,video.html

gazeta.pl

Z filmu Woodiego Allena: „Kiedy słucham Wagnera, mam ochotę napaść na Polskę”.

Dlaczego Teatr Wielki w Poznaniu gra Wagnera i dlaczego kieruje nim obywatel Izraela? – pyta działaczka Gazety Polskiej

Dlaczego Teatr Wielki w Poznaniu gra Wagnera i dlaczego kieruje nim obywatel Izraela? – pyta działaczka Gazety Polskiej

Teatr Wielki w Poznaniu przygotowuje na marzec – premierę „Śpiewaków Norymberskich” Ryszarda Wagnera. W pięciogodzinnym przedstawieniu – pojawiającym się na deskach polskiego teatru po ponad 100 latach nieobecności – weźmie udział ponad setka artystów. Koszt przedsięwzięcia szacuje się na ponad 1 mln zł. Spektakl już okrzyknięto w kraju sensacją, ale nie wszystkim się to podoba – dowiadujemy się z „Gazety Wyborczej”.

Poznańska pianistka i kompozytorka – Celina Monikowska-Martini działaczka klubów „Gazety Polskiej”, w portalu Telewizji Republika docieka, dlaczego Teatr Wielki, w 100-lecie rocznicy powstania wielkopolskiego stawia na Wagnera, a zapomina o polskich kompozytorach. Przypomina, że Wagner był „wielbiony przez Hitlera”. Pyta również dlaczego teatrem kieruje obywatel Izraela.

„Sztubackie, niepoważne, kompromitujące autorkę” – odpowiadają pracownicy Teatru Wielkiego. Zwracają uwagę, że teatr jest instytucją samorządową. Dyrektorem artystycznym jest Gabriel Chmura, który jako dyrygent po Wagnera sięga nie pierwszy raz.

Podkreślają, że muzyk jest zdobywcą I nagrody na Konkursie Herberta von Karajana w Berlinie, a także m.in. byłym dyrektorem Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Jako dziecko w 1957 r. wyemigrował z rodziną z Polski do Izraela.

Argumentacja ta nie trafia do Monikowskiej-Martini: „Widocznie w 38-milionowym narodzie nie znalazł się nikt wystarczająco kompetentny, by poprowadzić średniej wielkości prowincjonalny teatr operowy, gdyż stanowisko dyrektorskie w Teatrze Wielkim w Poznaniu piastuje Gabriel Chmura, obywatel państwa Izrael” – pisze w tekście.

„Aż trudno to skomentować. Ta opinia jest po prostu skandaliczna – mówi Maciej Sytek, członek Zarządu Województwa Wielkopolskiego. Podobnie uważa Dariusz Szymczak, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w sejmiku wojewódzkim. – Insynuacje autorki są niedopuszczalne – przyznaje.

Co reprezentuje sobą autorka tych niedorzeczności? Przede wszystkim nie jest krytykiem muzycznym. Jest natomiast m.in. autorką muzyki do bajek. Przed laty współpracowała z kabaretem Koń Polski. Obecnie zasiada w Komitecie Honorowym Andrzeja Dudy i jest związana z Poznańskim Klubem „Gazety Polskiej” im. gen. pil. Andrzeja Błasika.

„Tekst jest wyrazem moich poglądów estetycznych i artystycznych – usprawiedliwiała się w rozmowie z „Wyborczą”. „To nie jest tak, że neguję Wagnera. /…/Żałuję też, że dyrektorem poznańskiego teatru jest muzyk z zewnątrz, ktoś niezwiązany z Poznaniem. Teatr Wielki to polska scena i na jego czele powinien stanąć muzyk, który obraca się w polskiej kulturze. Wątek dotyczący obywatelstwa pana Chmury interesuje mnie tylko w tym kontekście. Gdyby był Chińczykiem czy Francuzem, też bym o to zapytała” – dodaje.

Dyrektor Gabriel Chmura nie komentuje tekstu.

koduj24.pl

Senator Żaryn autorem uchwały, która ma zostać przyjęta w rocznicę Marca’68. Czeka nas kolejny skandal?

Zgodnie z uchwałą przygotowaną przez prof. Jana Żaryna to nie Polacy, a komuniści o nieokreślonym pochodzeniu, zmusili Żydów do wyjazdu z Polski w 1968 roku. Czy uchwała zaogni kryzys polsko-żydowski?

Słowa Mateusza Morawieckiego w Monachium o Marcu ’68 nie były lapsusem językowym. Premier powiedział kilkanaście dni temu, że wtedy państwo polskie nie istniało, a jedynie komuniści, którzy do narodu nie należeli, zmusili do emigracji tysiące Polaków pochodzenia żydowskiego. W środę, w rocznicę buntu studentów w obronie „Dziadów” w Teatrze Narodowym, komisja senacka ma debatować nad przelaniem tego poglądu na papier – twierdzi „Gazeta Wyborcza”. Autorem projektu uchwały, która ma zostać przyjęta z okazji 50. rocznicy Marca’68, jest senator PiS prof. Jan Żaryn, historyk.

Jego zdaniem komuniści nigdy nie reprezentowali narodu polskiego, a to oni rozpętali nagonkę i niejako zmusili Polaków do antysemityzmu. W przygotowanym przez niego projekcie czytamy, że osoby pochodzenia żydowskiego niesłusznie zarzucają Polakom niechęć wobec siebie, bo nagonkę rozkręcili przecież przedstawiciele narzuconego Polakom siłą systemu. Władze komunistyczne – twierdzi Żaryn – „uruchamiając antysemickie wiece i przymuszając Polaków do brania w nich udziału, a także wprowadzając w przestrzeń publiczną patologiczne nastroje antyżydowskie, nie reprezentowały woli Narodu, a jedynie Moskwy i jej interesy wewnątrzkomunistyczne oraz międzynarodowe”. Poza tym, jak zauważa, pół wieku temu wyjechali z Polski głównie zbrodniarze stalinowscy.

I dalej z proponowanej przez Żaryna uchwały: „Musimy jednak przyznać, że komunistami byli także Polacy, za których dziś wypada nam przeprosić zarówno wyrzucone wówczas rodziny polskie pochodzenia żydowskiego, jak i ich potomków żyjących obecnie często w nieświadomości, komu zawdzięczają swój los”.

Nawet kiepskie wiadomości warto czytać na dobrym sprzęcie. Zobacz najwygodniejsze tablety

Zdaniem prof. Jacka Leociaka z Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN, PiS traktuje historię Polski selektywnie: ot, komuniści zostali w cudowny sposób odseparowani od państwa i narodu i to tylko na nich spada wina za rok 1968 i antysemicką nagonkę. – Państwo istniało tylko w momentach chwalebnych, np. odnosząc sukcesy na polach bitewnych lub gdy wybrano na papieża kardynała Karola Wojtyłę – mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Jak dodaje, PiS silnie nacjonalizuje i wybiela historię. To niebezpieczne, mówi, bo rozpoczęto niebezpieczną grę historyczną podważającą fundamenty i trwałość państwowości.

newsweek.pl

Polska nie poddaje się w walce o akceptację reformy sądów

Politico
Unia chciałaby, aby Polska wywiesiła białą flagę w swojej walce o reformę prawa, ale Warszawa woli przedstawić białą księgę. Będzie w niej powiedziane, że rządy prawa mają się nad Wisłą dobrze, a sytuacja w tej sprawie jest u nas taka sama jak u innych – tyle że państwa członkowskie raczej nie będą pod wrażeniem, piszą Maïa de La Baume i David M. Herszenhorn z POLITICO.
Premier Mateusz MorawieckiFoto: Pawel Wisniewski / East News
Premier Mateusz Morawiecki
  • Kraje członkowskie Unii stały się celem kampanii informacyjnej Warszawy, która ma powstrzymać krytykę, a w efekcie nie dopuścić do głosowania nad Artykułem 7
  • W najnowszym kroku swojej ofensywy Warszawa tworzy „białą księgę”, w której zamierza wyjaśnić pozostałym 27 krajom Unii, dlaczego Polska podjęła takie środki
  • Nie zanosi się, by unijni dyplomaci dali się przekonać

Ponad dwa miesiące po tym, jak Komisja podjęła bezprecedensowy krok, uruchamiając tzw. procedurę z Artykułu 7, czyli proces prawny, który może doprowadzić do nałożenia sankcji na państwo członkowskie, Warszawa nie wycofała się z żadnej z kontrowersyjnych reform systemu sądownictwa.

REZOLUCJA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM – JAK GŁOSOWAĆ

Michał Boni, 27 lutego 2018

W Parlamencie Europejskim będziemy głosowali kolejną rezolucję na temat Polski. Jest ważne, żeby wiedzieć, dlaczego – z mojego punktu widzenia – należy głosować za rezolucją. Są cztery aspekty tej sprawy.

Pierwszy, realistyczny – czyli o czym de facto jest ta rezolucja. Popieramy w niej decyzję Komisji Europejskiej, stawiającej rządowi polskiemu wymagania powrotu na ścieżkę praworządności (czas do końca marca). A jeśli to nie nastąpi otworzy się procedura z art. 7. ustępu 1. Traktatu mówiąca o potrzebie stwierdzenia przez Radę, państwa członkowskie, że w Polsce łamane są systemowo zasady praworządności (do takiego stanowiska potrzebne są głosy 22 krajów). I to Rada dalej zdecyduje – jakie kolejne kroki ewentualnie podejmie. Ta rezolucja mówi też jasno, że skoro Komisja wszczęła procedurę oceny praworządności w Polsce, to Parlament nie musi już w tej materii przygotowywać własnego Raportu (do czego zobowiązano Komisję Wolności i Sprawiedliwości rezolucją z listopada). I wreszcie, rezolucja mówi, że Parlament Europejski chce być o wszystkich krokach informowany i jest gotowy do współpracy z Radą i Komisją.

Jak widać – wszystkie karty, by uniknąć złej oceny sytuacji w Polsce i wstrzymać procedowanie artykułu 7 – są w rękach rządu Morawieckiego.

Drugi aspekt – symboliczny. PiSowskie oddziały propagandowe od dawna grzmią, że ci, którzy są za taką presją na rząd polski, by wrócił na ścieżkę praworządności- są zdrajcami. Symbolicznie wiszą na szubienicach, jak ja i moje koleżanki z Parlamentu Europejskiego. Gorzej, że część naszych kolegów z PO niekiedy uważa podobnie ulegając propagandzie PiS i mówiąc, że głosowanie za rezolucją to droga do sankcji, a sankcji dla Polaków nie chcemy. Słyszałem zresztą kuriozalne wystąpienie jednego z kolegów z PO, który mówił, jak Kaczynski – że kwestie praworządności to nasza wewnętrzna, krajowa sprawa. Jak byśmy nie byli w unijnej wspólnocie….

Tak, sankcji dla Polaków nie chcemy, ale chcemy jak najsilniejszej presji, by rząd PiSu to zrozumiał. Bo istota tej sprawy leży po stronie zachowań i decyzji PiS, a nie naszej, posłów opozycji. Nie można wejść w myślenie pisowskie. Nie wolno sprzedać wolności i demokracji za pieniądze. Bo Unia Europejska – i to również ma wymiar symboliczny – jest rodziną wspólnych działań ekonomicznych, ale też wspólnoty wartości. A te wartości, to nie jakieś inteligenckie mrzonki – tak jak marzenie o zwycięstwie Solidarności nie było inteligencką mrzonką.

Pierwszy, realistyczny – czyli o czym de facto jest ta rezolucja. Popieramy w niej decyzję Komisji Europejskiej, stawiającej rządowi polskiemu wymagania powrotu na ścieżkę praworządności (czas do końca marca). A jeśli to nie nastąpi otworzy się procedura z art. 7. ustępu 1. Traktatu mówiąca o potrzebie stwierdzenia przez Radę, państwa członkowskie, że w Polsce łamane są systemowo zasady praworządności (do takiego stanowiska potrzebne są głosy 22 krajów). I to Rada dalej zdecyduje – jakie kolejne kroki ewentualnie podejmie. Ta rezolucja mówi też jasno, że skoro Komisja wszczęła procedurę oceny praworządności w Polsce, to Parlament nie musi już w tej materii przygotowywać własnego Raportu (do czego zobowiązano Komisję Wolności i Sprawiedliwości rezolucją z listopada). I wreszcie, rezolucja mówi, że Parlament Europejski chce być o wszystkich krokach informowany i jest gotowy do współpracy z Radą i Komisją.

Jak widać – wszystkie karty, by uniknąć złej oceny sytuacji w Polsce i wstrzymać procedowanie artykułu 7 – są w rękach rządu Morawieckiego.

Drugi aspekt – symboliczny. PiSowskie oddziały propagandowe od dawna grzmią, że ci, którzy są za taką presją na rząd polski, by wrócił na ścieżkę praworządności- są zdrajcami. Symbolicznie wiszą na szubienicach, jak ja i moje koleżanki z Parlamentu Europejskiego. Gorzej, że część naszych kolegów z PO niekiedy uważa podobnie ulegając propagandzie PiS i mówiąc, że głosowanie za rezolucją to droga do sankcji, a sankcji dla Polaków nie chcemy. Słyszałem zresztą kuriozalne wystąpienie jednego z kolegów z PO, który mówił, jak Kaczynski – że kwestie praworządności to nasza wewnętrzna, krajowa sprawa. Jak byśmy nie byli w unijnej wspólnocie….

Tak, sankcji dla Polaków nie chcemy, ale chcemy jak najsilniejszej presji, by rząd PiSu to zrozumiał. Bo istota tej sprawy leży po stronie zachowań i decyzji PiS, a nie naszej, posłów opozycji. Nie można wejść w myślenie pisowskie. Nie wolno sprzedać wolności i demokracji za pieniądze. Bo Unia Europejska – i to również ma wymiar symboliczny – jest rodziną wspólnych działań ekonomicznych, ale też wspólnoty wartości. A te wartości, to nie jakieś inteligenckie mrzonki – tak jak marzenie o zwycięstwie Solidarności nie było inteligencką mrzonką.

naTemat.pl

Znamy decyzję komisji ws. „zdradzieckich mord”. Jest komentarz Kaczyńskiego

Kacper Świsłowski, 
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22113873,video.html?embed=0&autoplay=1
Jak dowiedziała się nieoficjalnie Gazeta.pl, prezes PiS został ukarany przez Komisję Etyki Poselskiej za słowa o „zdradzieckich mordach”. Jarosławowi Kaczyńskiemu przysługuje odwołanie od decyzji komisji, który już skomentował decyzję komisji.

Na tajnym posiedzeniu Komisja Etyki Poselskiej podjęła decyzję ws. ukarania prezesa PiS za słowa o „kanaliach” i „zdradzieckich mordach”. Według nieoficjalnych informacji Gazeta.pl Jarosław Kaczyński został ukarany przez komisję. Z naszych ustaleń wynika, że na pewno nie jest to najniższa z kar przewidzianych przez regulamin KEP, czyli „zwrócenie posłowi uwagi”. Pozostają więc: upomnienie i nagana.

Jarosław Kaczyński udzielił komentarza w tej sprawie Polskiej Agencji Prasowej. – Werdykt był do przewidzenia, większość w komisji ma opozycja – stwierdził prezes PiS. – Moją wypowiedź trzeba odbierać w kontekście wszystkiego, co od ponad 2 lat dzieje się w Sejmie, bardzo brutalnych ataków opozycji – dodał.

Decyzja jest jeszcze nieprawomocna. Zgodnie z regulaminem KEP, poseł, którego dotyczy uchwała Komisji Etyki Poselskiej, ma 14 dni (od dnia doręczenia uchwały) do odwołania się od decyzji do Prezydium Sejmu. Wraz z wniesieniem takiego odwołania wstrzymane jest także podanie treści uchwały KEP do wiadomości publicznej.

„Zdradzieckie mordy”

Wniosek do Komisji Etyki Poselskiej w sprawie Jarosława Kaczyńskiego złożył we wrześniu ubiegłego roku Ryszard Petru. Chodziło o słowa prezesa PiS z lipca 2017 roku, gdy podczas obrad nad ustawą o Sądzie Najwyższym, prezes PiS „bez żadnego trybu” pojawił się na sejmowej mównicy.

– Panie marszałku, ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! – krzyczał Kaczyński, co było reakcją na słowa Borysa Budki, który powiedział, że „Lech Kaczyński rozumiał trójpodział władzy”.

gazeta.pl

Gowin narzekał na niskie zarobki. Teraz przeprasza

Jarosław Gowin mówił dziś rano, że będąc ministrem sprawiedliwości, nie zawsze starczyło mu pieniędzy do końca miesiąca. Wicepremier przeprosił za swoją wypowiedź.

Minister nauki powiedział dziś rano w Radiu Zet, że „gdy był ministrem sprawiedliwości to czasami nie starczało mu do końca miesiąca”.

– Sytuacja, w której minister zamiast skupiać się na sprawach państwa, zastanawia się jak dożyć do pierwszego, nie jest zdrowa – powiedział Gowin.

Wicepremier komentował w ten sposób temat nagród dla ministrów obecnego rządu. W 2017 roku ministrowie oraz sekretarze i podsekretarze stanu otrzymali łącznie 5 mln zł premii.

Internauci nie kryli oburzenia po słowach Gowina. Oświadczenie majątkowe ówczesnego ministra sprawiedliwości opublikowała Marcelina Zawisza z partii Razem.

Jarosław Gowin opublikował na swoim profilu na Twitterze przeprosiny.

„Przepraszam, tych którzy poczuli się dotknięci moją niefortunną wypowiedzią – zwłaszcza tych, którzy zmagają się z prawdziwym niedostatkiem. Moim zamiarem nie było uskarżanie się na własną sytuację, która bez wątpienia jest o wiele lepsza niż milionów Polaków” – napisał wicepremier.

rp.pl

Szefernaker odpowiada WOŚP: Proponowane przepisy nie mają na celu ograniczenia jakiejkolwiek działalności podmiotów, które przeprowadzają na co dzień zbiórki publiczne

Szefernaker odpowiada WOŚP: Proponowane przepisy nie mają na celu ograniczenia jakiejkolwiek działalności podmiotów, które przeprowadzają na co dzień zbiórki publiczne

 

Mazurek: Pod słowami wicepremiera Gowina o zarobkach bym się nie podpisała

Pracowałam zawodowo i wiem, ile dzisiaj wynosi najniższa emerytura, najniższa renta, jakie jest najniższe wynagrodzenie. Pod tymi słowami [wicepremiera Gowina] bym się nie podpisała zupełnie. Wiem, że pan wicepremier za to przeprosił. Uważa pan, że posłowie nie dają rady o 1? Oczywiście, że dają. Ja daję. Nie będę oceniała pana premiera. Ja bym takich słów nie wypowiedziała. Wiem, że są ludzie, którzy zdecydowanie mniej ode mnie zarabiają. Ja bym nie powiedziała, że mnie nie wystarcza do 1, bo zaraz by pani powiedziała, że żyję rozrzutnie. Ja bym się pod takimi słowami nie podpisała” – mówił w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu, Beata Mazurek.

 

Mazurek: Wypadki mogą się zdarzyć wszystkim w różnych okolicznościach

Ja bym nie nazwała tego incydentem, tylko wypadkiem. Nie jest moją rolą oceniać wypadki. Nie wiem, jaka była przyczyna. Wiem jedno – wypadki mogą się zdarzyć wszystkim w różnych okolicznościach. Oczywiście, powinniśmy dokładać należytej staranności, jak największego bezpieczeństwa, by tych wypadków uniknąć” – mówiła rzeczniczka PiS, Beata Mazurek.

 

Mazurek: Poseł Szczerba nie decyduje, kto jest uprawniony, żeby być w grupie parlamentarnej

Nie jest prawdą, że stajemy się członkami danych zespołów wtedy, kiedy zostanie ta informacja upubliczniona na stronie sejmowej. Pan poseł Szczerba wprowadza was w błąd. Sam kiedy zostawał przewodniczącym, to ta informacja od razu nie została ukazana na stronie sejmowej. Po drugie, od tego czy ktoś jest uprawniony, czy nie jest uprawniony do tego, by być w grupie parlamentarnej, nie decyduje poseł Szczerba, tylko analizuje biuro spraw międzynarodowych i tak się stało w tym przypadku” – komentowała wczorajsze posiedzenie grupy polsko-izraelskiej wicemarszałek Sejmu, Beata Mazurek.

 

PO i Nowoczesna kolejny raz domagają się upublicznienia list poparcia dla kandydatów do KRS

Trzeba sobie postawić jasne pytanie: kto kłamie w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa? Pytamy jasno: kto z obecnego układu rządzącego kłamie w sprawie list poparcia kandydatów do KRS? Dziś rano w Ministerstwie Sprawiedliwości powiedziano nam, że w ministerstwie nie ma list poparcia dla kandydatów do nowej, upolitycznionej KRS, ale zostaliśmy poinformowani przez FOR o tym, że to samo ministerstwo do 11 kwietnia będzie analizowało dokumenty, których w ministerstwie nie ma. Kto kłamie w sprawie KRS-u? Chcemy wiedzieć, gdzie są listy poparcia. Czy ministerstwo będzie analizowało dokumenty, których nie ma? Obywatele mają prawo wiedzieć, kto stoi za kandydatami do KRS. Czy jest to 25 wybitnych profesorów prawa, czy może 25 podwładnych jednego z kandydatów albo samego ministra Ziobry. Czy ministerstwo ma coś do ukrycia? Czy pan minister Ziobro ma coś do ukrycia? Czy to jest decyzja ministra Ziobry, aby nie upubliczniać załączników z listami poparcia? Może być też tak, że te listy nie są upubliczniane, dlatego że decyzja jest motywowana zwykłym ludzkim wstydem, że osoby, które popierają tych PiS-owskich nominatów, po prostu wstydzą się tego, że popierają osoby, startujące w jawnie niekonstytucyjnej formule” – mówiła na konferencji prasowej w Sejmie Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

Dzisiaj poinformowano nas, że wszystkie dokumenty, które zostały zgromadzone w ministerstwie sprawiedliwości w tej sprawie podczas weryfikacji podpisów pod kandydaturami do KRS, zostały odesłane do Marszałka Sejmu. Jednocześnie wczoraj poinformowano Fundację Obywatelskiego Rozwoju, że dokumenty są przedmiotem analizy w ministerstwie sprawiedliwości i dlatego do 11 kwietnia przedłużą termin odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Wspólnie z panią poseł Kamilą Gasiuk-Pihowicz, uważając że ktoś w tej sprawie kłamie, zwróciliśmy się z kolejnym wnioskiem do pana ministra Ziobry, by natychmiast udostępnił nam na piśmie dowód przekazania tych akt do Marszałka Sejmu. Mamy wrażenie, że od dłuższego czasu opinia publiczna celowo wprowadzana jest w błąd i ta sprawa musi zostać do końca wyjaśniona” – dodawał Borys Budka z PO.

 

Suski: Nie jedziemy do Izraela negocjować treść ustawy

 

Morawiecki: Będziemy wierni prawdzie, bo ona jest naszą najważniejszą tarczą

– Są ludzie, którym ordery przynoszą zaszczyt i są tacy ludzie, którzy właściwie wzbogacają rzeczywistość i takim człowiekiem był właśnie Witold Pilecki. Dla nas jest wielkim zaszczytem że ta sala, największa sala w KPRM będzie nosiła właśnie jego imię ponieważ jego imię rzeczywiście, jak powiedziała pani Zofia, świadczy o konieczności walki o prawdę. Jak spotkałem się z panią Zofią przed tą uroczystością, to powiedziała że musimy stać wyprostowani, na baczność i dalej walczyć o prawdę. Mogę to zobowiązanie tutaj złożyć, w tej sali, która za chwilę uroczyście otrzyma imię rotmistrza Pileckiego, że będziemy na pewno wierni prawdzie, bo ona jest naszą najważniejszą tarczą – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w KPRM, na uroczystości nadania Sali Obrazowej im. rtm. Witolda Pileckiego.

– Dzisiaj rotmistrz Pilecki jest symbolem, jest wielkim bohaterem (…) Jest bohaterem naszych czasów, nie tylko tamtych, bo łączy w sobie tak wiele różnych wątków swojej przebogatej biografii, że powinien być dla nas wzorem i zostanie na zawsze dla nas wzorem – dodał szef rządu.

 

Gowin: Przepraszam tych, którzy poczuli się dotknięci moją niefortunną wypowiedzią

 

Kierwiński o sprawie Wąsika: Takie informacje doprowadziłyby do dymisji koordynatora służb i jego zastępców

Od przeszło trzech tygodni gazety podają bardzo dokładne informacje, mówiące o tym, że pan Maciej Wąsik za zgodą swoich przełożonych jeszcze w 2006 roku przekroczył uprawnienia wynikające z pełnionej funkcji. Prowadził służby w ten sposób, aby wykorzystywane były do celów politycznych, ale wiedział od 2006 roku o warszawskiej reprywatyzacji i nieprawidłowościach z nią związanych. Zamiast zająć się tą sprawą wtedy jako wiceszef CBA, tę sprawę chciał wykorzystać politycznie, umieścił w stołecznym ratuszu pana Jakuba R., swojego bliskiego znajomego. Tej znajomości się wypiera, dowody na to są niezbite. Widać to na różnego rodzaju materiałach, które pojawiają się w Internecie. Chciał pana Jakub R. wykorzystać w dwóch celach: do stworzenia swojego rodzaju spółki reprywatyzacyjnej, kolejnej spółki, która miała pomagać PiS-owi finansować działalność, ale także jako kontakt, który miał pomagać realizować ważne interesy biznesowe w spółce Srebrnej, która powstała w wyniku uwłaszczenia się środowiska Jarosława Kaczyńskiego i Porozumienia Centrum na majątku publicznym. Te sprawy bulwersują i wymagają wyjaśnień. Dziwi nas milczenie pana premier Morawieckiego. W kraju rządzonym przez cywilizowaną partię polityczną tego typu informacje doprowadziłyby do dymisji koordynatora służb specjalnych i jego zastępców” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie Marcin Kierwiński z PO.

 

CIS: Nie można wykluczyć zmian w obowiązującym planie posiedzeń Sejmu

– W odpowiedzi na środową (28.02) publikację dziennika „Fakt”, CIS informuje, że proponowane zmiany w harmonogramie prac Sejmu były ukierunkowane na lepszą organizację pracy posłów. Nowe rozwiązania zakładały modyfikację kalendarza posiedzeń Izby, a jedną z sugerowanych zmian było oddzielenie prac w Sali Plenarnej od tych w komisjach (podkomisjach, zespołach) sejmowych. Propozycje nie zostały ocenione pozytywnie przez Komisję Regulaminową, Spraw Poselskich i Immunitetowych – ostateczna decyzja w tej sprawie zostanie podjęta w czasie głosowań podczas bieżącego, 59. posiedzenia Sejmu. Warto podkreślić, że nie można wykluczyć zmian w przedstawionym i aktualnie obowiązującym (do lipca) planie posiedzeń Izby. Ponadto Centrum Informacyjne Sejmu ponownie apeluje do dziennikarzy „Faktu” o korespondencję w przypadku publikacji związanych z Marszałkiem i Kancelarią Sejmu. Pytania – mimo w sumie prawie trzech stron poświęconych w gazecie na ten temat – nie zostały nadesłane – poinformowało Centrum Informacyjne Sejmu.

W praktyce chodzi o to iż aktualny terminarz Sejmu jest dostosowany do tzw. trójpolówki, ale PiS wycofało się z tego pomysłu.

 

Komisja etyki podjęła decyzję ws. słów Kaczyńskiego. Prezes się nie stawił

– Zgodnie z regulaminem Sejmu nie mogę tego powiedzieć. Została podjęta decyzja większością głosów. Proszę mnie więcej nie pytać, ponieważ powiedziałem wszystko, co mam do powiedzenia. Osobiście głosowałem za ukaraniem, ponieważ nie mogę powiedzieć jaką decyzję podjęli posłowie i posłanka – poinformował Krzysztof Mieszkowski po posiedzeniu sejmowej komisji regulaminowej.

– Źle reagujemy na to [że prezes Kaczyński kolejny raz nie stawił się na posiedzeniu sejmowej komisji etyki]. To jeden z tych elementów, który nas irytuje i to również informacja niezwykle ważna dla państwa również, dla wyborców że nie wszyscy posłowie, posłanki traktują swoje obowiązki, lekceważyć opinię publiczną i wyborców – dodał poseł.

Decyzja zostanie ogłoszona po jej uprawomocnieniu się, tj. za dwa tygodnie.

 

Gowin: Kiedy byłem ministrem sprawiedliwości, czasem nie starczało mi do pierwszego

– Teraz się odwołam do konkretnej swojej sytuacji, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości. Miałem wtedy trójkę dzieci na utrzymaniu, studiowały. I słowo honoru – czasami nie starczało do pierwszego. I teraz sytuacja, w której minister – minister sprawiedliwości odpowiada za budżet dziesięciomiliardowy, minister nauki za budżet dwudziesto miliardowy – zamiast skupiać się na sprawach państwa, zastanawia się, jak dożyć do pierwszego, to nie jest sytuacja zdrowa z punktu widzenia państwa – stwierdził Jarosław Gowin w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

Kuchciński: Projekt ws. Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów przeniesiony na następne posiedzenie Sejmu

 

Gowin o Konstytucji dla nauki: Czekamy na oficjalne stanowisko władz PiS-u. Mój stosunek do Terleckiego jest całkowicie beznamiętny

Poczekamy na oficjalne stanowisko władz PiS-u. Rozmawiałem na ten temat z prezesem Kaczyński parokrotnie. Czekam ze spokojem na stanowisko PiS-u. To nie jest projekt tylko Porozumienia, to za chwilę będzie projekt rządowy. Chcę też przypomnieć, że temu projektowi oficjalnemu poparcia udzieliła Solidarna Polska” – mówił w Radiu Zet Jarosław Gowin.

Mój stosunek do marszałka Terleckiego jest całkowicie beznamiętny” – dodawał Gowin.

 

Gowin: Nie wykluczam, że ustawa o IPN zostanie zmieniona. Może wystarczająca będzie jej interpretacja przez TK

Sytuacja, która trwa od miesiąca, jest dla mnie doświadczeniem niezwykle bolesnym. Zresztą, w najbliższych dniach dam wyraz moim przemyśleniom na piśmie. Polecam uwadze tekst, który ukaże się wkrótce w prasie polskiej i izraelskiej. Natomiast trzeba wyciągnąć wnioski. Bardzo bolesne było dla mnie to jak duża jest skala antypolonizmu wśród części środowisk żydowskich. Równie bolesnym było dla mnie to, że w reakcji na zarzuty wobec tej ustawy odezwały się na marginesach polskiej debaty publicznej akcenty antysemickie, absolutnie niedopuszczalne. Przeanalizowaliśmy bardzo dokładnie jak doszło do rozminięcia się ze stroną izraelską, bo w momencie, w którym przegłosowywaliśmy tę ustawę byliśmy przekonani, że wszystko ze stroną izraelską jest uzgodnione. Tak nie było” – mówił w Radiu Zet wicepremier Jarosław Gowin.

Ja nie wykluczam, że ta ustawa zostanie zmieniona. Podporządkujemy się bezzwłocznie orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, ale być może wystarczająca będzie wiążąca interpretacja tej ustawy przedstawiona przez Trybunał” – dodawał Gowin.

 

Łapiński: Najpierw niech ustawą zajmie się TK, zobaczymy co stwierdzi, a później będzie różne pole do manewru

– Prezydent złożył wniosek do TK i chyba wypadałoby najpierw dać szansę żeby Trybunał się wypowiedział. Gdyby dzisiaj prezydent składał taką ustawę [o IPN], to na pewno pojawiłyby się głosy że złożył czy zaskarżył do TK i już zmienia ustawę, zanim Trybunał się nie wypowiedział. Porządek jest taki: najpierw niech ustawą zajmie się TK, zobaczymy co stwierdzi, a później będzie różne pole do manewru – stwierdził Krzysztof Łapiński w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM.

 

Gowin: Lepiej byłoby porozumieć się z opozycją, że od następnej kadencji wynagrodzenia wzrastają

Stanowisko premiera Morawieckiego jest jasne. Zapowiedział, że premii nie będzie. Nie zamierzam się dystansować wobec decyzji mojej byłej szefowej i obecnej koleżanki z rządu. Ja nie jestem szczęśliwy z tego, że trzeba wiceministrom łatać ich budżety domowe premiami. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby porozumienie się z obecną opozycją, że od następnej kadencji wynagrodzenia ministrów wzrastają. Wydaje mi się, że jeśli opozycja byłaby na tego rodzaju rozwiązanie gotowa, to obóz rządowy mógłby z taką inicjatywą wystąpić, czyli nie podwyżki dla nas, ale ustalmy, że od 2019 ktokolwiek będzie rządził, to nie będzie tak, że minister zarabia mniej niż jego podwładni” – mówił w Radiu Zet wicepremier Jarosław Gowin.

300polityka.pl

%d blogerów lubi to: